piątek, 19 października 2012

Think? No Thanks! Czyli think tank po polsku. (jestę politykę i komentatorę cz 3)

W notce dotyczącej bardzo wyważonej (lub wręcz wywaRzonej) wypowiedzi jednego z profesorów obiecałem, iż nieco pochylę się nad tymi głupimi maturzystami co to poszli na uczelnie – i teraz nie mogą znaleźć pracy.

Niemalże rok temu ukazał się (w Dużym Formacie) artykuł pt. „jest praca dla oburzonych”. Gwoli wyjaśnienia – oburzeni to ludzie, którzy pokończyli uczelnie, znają po kilka języków, sporo umieją, etc., i którzy nie mogą znaleźć pracy.”Oburzeni” pojawiają się w prasie/etc. Dla równowagi DF postanowił pokazać drugą stronę medalu. Czyli opisać historie pracodawców, którzy nie są w stanie znaleźć pracowników „na poziomie”.

Powód, dla którego uznałem, że warto na łamach bloga wyciągnąć prawie rocznego „suchara” jest taki, że wśród kilku pracodawców, którzy żalili (wierzcie mi, to odpowiednie określenie) się w artykule, iż nie mogą znaleźć pracowników – był Jarosław Makowski – szef Instytutu Obywatelskiego, który to instytut mieni się „zapleczem eksperckim PO”. Instytut jest Think Tankiem (przynajmniej według Wikipedii), którego dewizą jest „Myślimy by działać, działamy by zmieniać„.


Od człowieka pełniącego tę odpowiedzialną funkcje można wymagać sporego rozeznania w rzeczywistości. Wszak to właśnie tę rzeczywistość chcą zmieniać. A co znajdujemy w wypowiedzi szefa tegoż Instytutu? np. cuś takiego”:

A młodzi są często wychowywani w takim duchu, że dziś mogę pracować tu, a jutro u konkurencji. Nie przywiązują się do miejsca pracy, nie mają poczucia, ale też chyba nie chcą go mieć, że tworząc jakąś instytucję czy firmę, dokładają cegiełkę do swojego bezpieczeństwa życiowego.

Pierwsze pytanie, które należałoby zadać panu Jarosławowi, brzmi tak: „czy w Pana wypowiedzi aby na pewno o Polskę chodzi?” Bo ta wypowiedź jest za przeproszeniem durna na tylu płaszczyznach, że można ją traktować w kategoriach kiepskiego żartu. I ja bardzo przepraszam za traktowanie Pana Jarosława z góry (w końcu to on ma Instytut – a ja tylko bloga) ale ta wypowiedź jest kuriozalna.

Sprawa pierwsza „młodzi są często wychowywani w takim duchu, że dziś mogę pracować tu, a jutro u konkurencji” Ja przepraszam bardzo, ale czy na pewno o Polaków chodzi? O dzieci rodziców, którzy mogli spędzić pół życia w jednym zakładzie pracy i mogli być spokojni o zatrudnienie? Być może to będzie szok dla wielu ludzi, ale wyszydzany PRL – tego rodzaju gwarancje dawał (za pomocą sztucznego zatrudnienia, tym niemniej). Jakim cudem mieliby wychowywać swoje dzieci w duchu, o którym wspomina szef think tanku?

Sprawa druga „Nie przywiązują się do miejsca pracy, nie mają poczucia, ale też chyba nie chcą go mieć, że tworząc jakąś instytucję czy firmę, dokładają cegiełkę do swojego bezpieczeństwa życiowego.” Yup – w tym miejscu stanowczo nie mówimy już o Polsce. Stawiałbym na Wielką Brytanie albo na jakąś korporacje prawniczą w USA. Młodzi nie przywiązują się do miejsca pracy... toż to straszna rzecz! Pewnie ich rodzice i dziadkowie (pracujący całe życie w jednym miejscu) ich tego nauczyli. Na pewno nie doprowadziła do tego sytuacja na rynku pracy w naszym kraju. Na pewno nie doprowadził do tego stanu (braku przywiązania) fakt, że urzędnik może wylecieć z pracy – jeśli zmieni się władza (prezydent miasta, rada miasta,etc); że nauczyciel może polecieć na zbity pysk – jeśli dyrektorowi coś nie „przypasuje”; że w ramach „cięć budżetowych” w dużych firmach zwalnia się ludzi, którzy zarabiają najmniej (bo zwolnienie pięciu kasjerów na pewno pomoże marketowi mającemu milionowe straty).

Natomiast dokładanie cegiełki do swojego bezpieczeństwa – to już argument, przy którym spasowałem. W jaki sposób można dołożyć cegiełkę do swojego bezpieczeństwa mając świadomość, że strata pracy z dnia na dzień to w sumie normalna sprawa? (przypominam nie mówimy tu o szefach korporacji, szefach związków zawodowych/etc., tylko o zwykłych ludziach)

Panu Jarosławowi przypominam, że ponoć żyjemy w kapitalizmie – tutaj jedyne co budujemy pracując w firmie, to dochody szefostwa. I nie, nie jest to żaden bełkot anarchisty, tylko prosta konstatacja. Firma nie zatrudni nikogo, kto nie będzie na firmę zarabiał. Co prawda w ramach „etyki w biznesie” uczy się ludzi, że firma to nie tylko zarabianie, ale także dawanie miejsc pracy – ale w praktyce sprowadza się to do tego, iż owszem, „firma” to również dawanie pracy, o ile oznacza to zarabianie.

A czemu Pan Jarosław udzielił się w DF? Powód prozaiczny.

Szukaliśmy osób, które poprowadziłyby konferencje związane z realizowanymi przez nas projektami. A więc z wiedzą politologiczna lub socjologiczną. Do takiej dyskusji trzeba się przygotować, mieć na nią pomysł, napisać pytania, sprawnie poprowadzić. I wtedy zaczynały się schody, bo potencjalni prowadzący sądzili, że to taki sam rodzaj dyskusji jak w pubie ze znajomymi.



Ponieważ jestem z natury trollem, postanowiłem przetestować IO oraz Pana Jarosława. Napisałem byłem maila, że ja w sprawie wypowiedzi w artykule, czy nadal szukają, bo ja socjolog piszący pracę magisterską. Odpowiedzieli, że fajnie, ale oni nikogo nie szukają. Poprosiłem więc o maila do J.M. - ale go nie otrzymałem. Rzecz jasna odpowiadała mi osoba odpowiedzialna za PR, jak widać nie wiedziała nic na temat tego, że JM nadal szuka... To jeszcze nie koniec. Znalazłem maila do Pana Jarosława. Wysłałem mu coś w rodzaju CV – a że sam napisał w artykule, że CV to nie wszystko, więc postanowiłem w mailu tym wejść z nim w polemikę. Potem jedynie trzy razy w ciągu półtora miesiąca musiałem się przypominać i otrzymałem odpowiedź (szok), że już nie szukają, że już mają i że ja jeszcze nie magister i w dodatku nie z Warszawy, więc won hołoto ;) Aczkolwiek wydaje mi się, że pogrążyłem się polemiką... ;]

Większość z tekstów na stronie IO – opiera się o następujący schemat (tzn tak było wcześniej, może się coś zmieniło) – opis problemu + cytat z socjologa klasyka + diagnoza. Niestety większość analiz jest równie głęboka i rzeczowa jak cytowany przeze mnie fragment wypowiedzi J.M, czyli opowiadają o jakiejś odmiennej rzeczywistości, ale to chyba dlatego, że teraz to mamy globalną wioskę i wszystko się pomieszało...

A trochę bardziej na poważnie. Człowiek, który jest znany głównie z tego, że za pomocą mediów wymieniał z Ziemkiewiczem uprzejmości, który nie potrafi trafnie zdiagnozować przyczyn opisywanego przez siebie zjawiska, jest szefem eksperckiego zaplecza partii rządzącej.

Przepraszam, czy mogę wysiąść na tym przystanku?





4 komentarze:

  1. Ja już chyba dawno wysiadłam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, nie może Pan! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tylko nie pan na miłość boską (albo na miłość metody naukowej!) ;]

      Usuń