środa, 13 września 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #16

Jakiś czas temu dość głośno zrobiło się o Hucie Szkła w Zawierciu, której kierownictwo wpadło na dość kreatywny sposób wynagradzania pracowników. W mojej opinii, była to nieco zmieniona wersja „będzie pan/i mieć do portfolio” (najprawdopodobniej część ludzi uważa, że „portfolio” to rodzaj waluty). Zazwyczaj metoda „na portfolio” wygląda tak, że ktoś chce, żeby inny ktoś zrobił dla niego coś za darmo. Wynagrodzeniem dla robiącego za darmo jest możliwość pochwalenia się tym, co się zrobiło. Jaki to ma związek z Hutą Szkła w Zawierciu? Ano taki, że części pracowników wynagrodzenie wypłacano w szkle, które musieli potem sami sprzedawać. Innymi słowy – kierownictwo huty bardzo dosłownie potraktowało metodę „na portfolio”. Zastanawiam się nad tym, co będzie, gdy inni pracodawcy wpadną na podobny pomysł. Choć przyznaję, że  wynagradzanie w ten sposób onkologów albo lekarzy, którzy przeprowadzają sekcje zwłok, mogłoby być dość problematyczne.

Przy okazji obchodzenia rocznicy wybuchu II wojny światowej dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, Klaudiusz Pobudzin wysłał do mediaworkerów TVP mail o następującej treści: „Przypominam, że w relacjach i materiałach o rocznicy wybuchu II Wojny Światowej mówimy Niemcy, a nie hitlerowcy, czy naziści”. Jeżeli mam być szczery, treść maila nie dziwi mnie w najmniejszym stopniu. Mediaworkerzy TVP rekrutują się spośród kręgów, w których normą jest porównywanie UE do III Rzeszy. Klaudiusz Pobudzin, jako szef, doskonale zna swoich podwładnych i najprawdopodobniej chciał uniknąć sytuacji, w której ktoś na wizji zacząłby opowiadać o tym że w 1939 roku Polska została zaatakowana przez Unię Europejską.

Gdy wybuchła kolejna gównoburza w Parlamencie Europejskim (dyskutowano na temat praworządności w Polsce), polska prawica spod znaku PiS dorobiła się kolejnego bohatera. Został nim niejaki Udo Voigt (europoseł), który wstawił się za Polską i powiedział: „W przeciwieństwie do mojego kraju, Polska jest krajem suwerennym”. Jeżeli nie kojarzycie pana Voigta, to ja z przyjemnością przybliżę wam jego sylwetkę. W jednym z wywiadów nazwał on Adolfa Hitlera „wielkim niemieckim mężem stanu” (ów miły pan jest również fanem SS i Waffen SS). Innym razem twierdził, że nazistowski salut powinien zostać zalegalizowany, bo jego zdaniem jest to „pozdrowienie pokoju”. Idol części rządowych mediaworkerów udzielił w 2007 r. wywiadu, w trakcie którego mówił między innymi o tym, że Polska powinna oddać Niemcom Gdańsk i Wrocław (po czym dodał, że powinniśmy dorzucić całe Pomorze i Śląsk). Nieco później Narodowodemokratyczna Partia Niemiec – Unia Ludowa, której przewodniczył wtedy Voigt, rozwiesiła w przygranicznym mieście Gorlitz, plakaty z hasłami w rodzaju „Stop polskiej inwazji”. Zastanawiam się nad tym, jak wyglądał „proces decyzyjny”, który doprowadził do tego, że część rządowych mediaworkerów zrobiła z Voigta „obrońcę Polski”. Wszystko wskazuje na to, że wyglądało to tak: „Przecież to neonazista!”, „Tak, ale to nasz neonazista”. Jeżeli mam być szczery, dziwi mnie totalny brak kreatywności. Przecież to się aż prosiło o nagłówki: „Nawet neonaziści uważają, że debata o praworządności w Polsce to przesada” lub „Zdaniem neonazisty, debata w PE jest dla Polski gorsza niż utrata Śląska i Pomorza”.

Szef MON był łaskaw powiedzieć, że przeciwnicy sprzedaży Złotego Pociągu... Ok, dobra, nic nie poradzę na to, że mityczne „reparacje wojenne od Niemiec” kojarzą się mi jedynie ze Złotym Pociągiem i dywagacjami na temat tego, „na co można by wydać pieniądze, które zarobilibyśmy na jego sprzedaży. Od tej pory będę stosował zapis „Złoty Pociąg” (aka „reparacje wojenne”). Ad meritum, Antoni Macierewicz był łaskaw stwierdzić, że przeciwnicy sprzedaży Złotego Pociągu (aka „walki o reparacji wojenne”) „to są ludzie, którzy są w pewnym stanie umysłowo-emocjonalnym na tyle niestabilnym, że nie traktuje tych słów serio”. Wydaje mi się, że pointa jest w tym przypadku całkowicie zbędna.

Witold „Tomny Wiseau dyplomacji” Waszczykowski, stwierdził, że „powinniśmy usiąść do poważnej rozmowy z Niemcami” w sprawie Złotego Pociągu (aka „reparacji wojennych). Po pierwsze, nie ma czegoś takiego, jak „poważne rozmowy o reparacjach”. Po drugie, nawet gdyby można było na ten temat poważnie porozmawiać, to nikt nie chciałby o tym gadać z Waszczykowskim. Choćby dlatego, że jego nazwiska można używać jako antonimu do słowa „powaga”.

Udzielając tego samego wywiadu, Niezatapialny Witold zapytany przez dziennikarza o to, „kto jest naszym przyjacielem w Unii Europejskiej”, odpowiedział: „No np. cały region. Przecież w lipcu tego roku ściągnęliśmy tutaj na zaproszenie prezydenta dwunastu przedstawicieli naszego regionu i przedstawiciela największego mocarstwa świata, czyli Stanów Zjednoczonych”. A wy co? Nadal myślicie, że USA nie należą do Unii Europejskiej? No cóż, ministrami spraw zagranicznych to wy nie będziecie... Swoją drogą, może to i dobrze, że Waszczykowski nie próbował wymieniać nazw państw-przyjaciół, bo biorąc pod rozwagę jego brawurę geograficzną, skończyłoby się to zapewne kolejnym San Escobarem.

Wiceminister edukacji narodowej, Marzena Machałek udowodniła, że nie trzeba pracować w MSZ, żeby być Witoldem Waszczykowskim. Wystarczy tylko chcieć. „Nie wiemy, ilu nauczycieli zostało zwolnionych, nie mamy danych, ale mogę powiedzieć, ile będzie więcej etatów” - powiedziała. Wydaje mi się, że jeżeli nauczyciele są zwalniani mimo tego, że „będą nowe etaty”, to tych etatów jest raczej niewiele. Ale pewnie się nie znam, bo nie jestem wiceszefem MEN-u. Co zrozumiałe, ten przejaw dobrozmianowego jebałpiesizmu (aka „nie wiemy, ilu nauczycieli straci pracę”) wywołał gównoburzę na Twitterze (wypowiedź wiceminsiter cytowało TVP Info). W sukurs wiceszefowej resortu edukacji przyszło twitterowe konto MEN-u: „Dane będą znane na przełomie października/listopada. Zbieramy je do SIO” (System Informacji Oświatowej). Z tego by wynikało, że MEN monitoruje sprawę, ale po prostu „nie da się” tych danych uzyskać wcześniej niż na przełomie października/listopada. Jest to o tyle interesujące, że 25 lipca 2013 roku Marzena Machałek (szeregowa posłanka PiS) opowiadała o tym, że „z danych zebranych przez jej klub parlamentarny wynika, że pracę może w tym roku stracić około 10 tys. nauczycieli, a drugie tyle będzie miało zmniejszone etaty”. Najwyraźniej Marzena Machałek nie wiedziała wtedy, że nie dysponuje takimi danymi i że powinna na nie poczekać aż do przełomu października/listopada...

Redaktorzy jednego z rządowych portali przeżywali chwile wzburzenia i zaatakowali moje oczy artykułem o następującym tytule: „Bezczelność! Schulz do polskiego dziennikarza: Nie wspieram poglądu, że PiS i Polska to jedno!”. Gdybyśmy to chcieli przełożyć na język polski, wyglądałoby to tak: „Bezczelność! Schulz do polskiego dziennikarza: Nie wspieram poglądu, że w Polsce panuje system monopartyjny!”. Kiedyś sobie żartowałem z tego, że Jarosław Kaczyński napisze książkę pt. „Porozumienie monopartii” i teraz mam za swoje.

Premier Beata Szydło udzieliła monologu (no przecież nie napiszę „wywiadu”) redaktorom tygodnika „Sieci Prawdy”. W strumieniu nieświadomości Premier Beaty Szydło nie mogło zabraknąć argumentum ad zamachum, więc w pewnym momencie zaczęła ona opowiadać o krajach Europy Zachodniej, których mieszkańcy „patrzą na mapę i widzą, gdzie jest inaczej; i pytają – dlaczego tam można żyć normalnie?”. Jestem przekonany, że tak to właśnie wygląda. Ci sami ludzie patrząc na mapę pytają: „Jak to jest, że Polacy wolą przyjeżdżać do naszego piekła zamiast siedzieć w swoim raju na ziemi?”

Ostatnio jedno z najbardziej rozpoznawalnych państw demokratycznych na świecie, Korea Północna (Skoro „Hitler był lewakiem”, bo NSDAP miało w nazwie „socjalizm”, to Korea Północna jest państwem demokratycznym, bo „Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna”), zaczęło testować broń wodorową. Ludzie poczuli się z tym trochę nieswojo. Wszyscy są zgodni co do tego, że wystarczy nam jeden nieobliczalny typ ze śmieszną fryzurą i przerostem ego, który ma dostęp do arsenału nuklearnego. Ponieważ temat jest cholernie poważny, rządowe media uznały, że poproszą o komentarz Witolda Waszczykowskiego (najprawdopodobniej żaden inny kabareciarz akurat nie miał czasu). Szef MSZ stwierdził między innymi, że „konflikt (zbrojny) wywołałby potworne konsekwencje”. Jestem pod wrażeniem. Jeszcze trochę, a Witold Waszczykowski zrozumie, że wojna to nic dobrego i że podczas wojny giną ludzie (w wywiadzie udzielonym portalowi wPolityce nie poruszył tego tematu). 

Wiceminister sprawiedliwości, Patryk Jaki dał się ostatnio ponieść emocjom w temacie Złotego Pociągu (aka „reparacji”). Przez to, jak sam potem tłumaczył, „zrobił literówkę” w jednym z wpisów na Facebooku. Literówka polegała na tym, że zamiast napisać „hekatomba”, napisał „hatakumba”. Złośliwcy nabijali się z Patryka Jakiego twierdząc, że pewnie ustawił sobie autokorektę w języku suahili. Ja nie jestem złośliwy, więc nie będę sobie z niego żartował. Mnie też się czasem zdarzają literówki. Np. ostatnio chciałem napisać „wiceminister sprawiedliwości”, a wyszło mi „Patryk Jaki”.

„Fakt” zrobił ostatnio wrzutkę o tym, że prezydent RP domagał się dymisji Antoniego Macierewicza i że kontaktował się w tej sprawie z panią premier. Dziennikarze zaczęli się dopytywać prezydenckiego rzecznika, czy to prawda. Ten oświadczył, że gdyby prezydent chciał dymisji w rządzie, to rozmawiałby o tym z prezesem PiS-u. Część dziennikarzy zaczęła się zastanawiać, czy pani premier poczuła się dotknięta tą wypowiedzią. Ponieważ jestem z natury uczynny, podpowiadam: Porozmawiajcie o tym z prezesem PiS-u.

Premier Beata Szydło została „Człowiekiem Roku” Forum Ekonomicznego w Krynicy. Była to, moim zdaniem, logiczna konsekwencja tego, że w 2015 r. „Człowiekiem Roku” został Jarosław Kaczyński. Doskonale bowiem pamiętam, że kiedy Jarosław Kaczyński zwołał konferencję prasową z okazji swoich pierwszych zakupów w sklepie (2011 r.), Beata Szydło pakowała mu te sprawunki do torby.

Ordo Iuris postanowiło się wypowiedzieć w temacie tego, czy nauczycielce wolno było ściągnąć krzyż ze ściany w pokoju nauczycielskim. „Wolność sumienia i religii jest jednym z podstawowych praw człowieka, którego ochrona jest obowiązkiem władz publicznych – przypomina Ordo Iuris. Obejmuje ona wolność ekspresji religijnej, której jedną z form jest obecność krzyża w przestrzeni publicznej, w tym w budynkach publicznych”. Po przetłumaczeniu z ordoiurisowego na polski, będzie to brzmiało tak: „Zawieszenie krzyża w budynku publicznym jest przejawem wolności ekspresji religijnej (bo wolność sumienia i religii). Ściągnięcie krzyża ze ściany w budynku publicznym przez osobę niewierzącą nie jest przejawem wolności ekspresji religijnej (bo wolność sumienia i religii)”.

Muszę się przyznać do tego, że trochę mi głupio. Przez długi czas nabijałem się z Mateusza Kijowskiego pisząc, że jest „Midasem polskiej informatyki”. Nie wiedziałem o tym, że Kijowski (zanim został Midasem) był bardzo ubogi i w 2015 roku wykazał jedynie 3 złote przychodów. Teraz już przynajmniej wiadomo, dlaczego zrezygnował z pracy dla PZPN-u. Biorąc pod rozwagę fakt, że zrobił to w listopadzie 2015 r., nietrudno obliczyć, że musiał zarabiać jakieś 27 groszy miesięcznie. Nic dziwnego, że nie miał z czego płacić alimentów.

Pamiętacie Polską Fundację Narodową, która miała się zajmować „promowaniem pozytywnego wizerunku Polski, dbaniem o polskie interesy gospodarcze i walką ze szkodliwymi stereotypami na temat Polaków”? Kilka dni temu Fundacja rozpoczęła kampanię, która rozprawi się raz na zawsze z tym ostatnim problemem. Czego możemy się z niej dowiedzieć? Między innymi tego, że jeden z sędziów ukradł kiełbasę za 6,90 zł. Żeby poinformować ludzi o tym fakcie, wydano 19 milionów złotych.

Ponieważ wielu ludzi wkurwił fakt, że PFN jest sponsorowany przez Spółki Skarbu Państwa, politycy partii Dojnej Zmiany postanowili przejść do kontrataku. Najbardziej spektakularnej wypowiedzi udzielił wiceszef MON, Bartosz Kownacki. Powiedział on, że te 19 baniek „to są koszty, które państwo ponosi przez oszczerczą kampanię Platformy Obywatelskiej. Państwo wyrządziliście takie straty Polski na arenie międzynarodowej, że konieczne było podjęcie działań rehabilitujących”. Żałuję, że Kownacki nie wyjaśnił, na czym polegała „oszczercza kampania Platformy Obywatelskiej”, która wymusiła na rządzie podjęcie „działań rehabilitujących” w postaci kampanii kiełbasianej.

W jednym z poprzednich Przeglądów opisałem wstrząsającą historię Marzeny Paczuskiej, którą zwolniono z Dziennika Telewizyjnego za to, że udzielając wywiadu portalowi wPolityce, opowiedziała dowcip. Przypomnę ten dowcip na wypadek, gdybyście go zdążyli wyprzeć: „Nigdy bym nie pozwoliła, by Wiadomości były dla kogoś orężem, nieważne, czy tarczą, czy mieczem”. Okazało się, że ta mrożąca krew w żyłach historia będzie jednak miała happy end! Po niecałym miesiącu szefostwo TVP zrozumiało dowcip Paczuskiej i dostała nową fuchę. Na portalu Wirtualne Media możemy przeczytać, że „pierwszym zadaniem Paczuskiej ma być pilotowanie projektu anglojęzycznego kanału informacyjnego TVP, którego robocza nazwa to Poland24 lub TV Poland Today”. Domyślam się, że największym dramatem pomysłodawcy anglojęzycznego kanału informacyjnego było to, że nazwa „The Onion” jest już zajęta.

Źródło:

http://www.dziennikzachodni.pl/strefa-biznesu/wiadomosci/z-regionu/a/protest-pracownikow-huty-szkla-w-zawierciu-zdjecia,12435080/




https://www.tygodnikprzeglad.pl/plakaty-zla-na-granicy/


(sparafrazowałem wymianę zdań między Summerem Wellesem i Rooseveltem)

https://en.wikiquote.org/wiki/Talk:Franklin_D._Roosevelt

Dorzucam jako „bonus” link do artykułu, w którym wPolityce pisało o Voigcie i jego neonazistowskich „sympatiach”.


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22313830,macierewicz-o-przeciwnikach-zadania-reparacji-od-niemiec-ludzie.html


http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/poranna-rozmowa/news-witold-waszczykowski-w-rmf-fm-polski-rzad-przygotowuje-stano,nId,2436005


https://twitter.com/wPolityce_pl/status/904704036108197888


Jeżeli nie macie prenumeraty na GazWybie, to odbijecie się od paywalla. Tym niemniej, to nie jest tylko baitowy tytuł – PBS na serio coś takiego powiedziała.


Żeby zobaczyć hatakumbę, trzeba wejść w historię edycji.

https://www.facebook.com/jaki.patryk/videos/1203893373048071/


http://wiadomosci.onet.pl/kraj/fakt-andrzej-duda-chcial-dymisji-antoniego-macierewicza/vqz9l0b.amp











http://niezalezna.pl/202835-celna-riposta-kownackiego-ws-kampanii-pfn-quotto-po-powinna-zaplacic-te-19-mlnquot


https://wpolityce.pl/media/352952-nasz-wywiad-red-marzena-paczuska-nie-da-sie-zaklamac-dorobku-wiadomosci-pod-moim-kierownictwem?strona=2


https://www.wprost.pl/kraj/10070104/Marzena-Paczuska-zaskoczona-decyzja-wladz-TVP-Wymowne-slowa-bylej-szefowej-Wiadomosci.html


piątek, 1 września 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #15

Rząd RP zaliczywszy fuckup po wichurach starał się ze wszystkich sił udowodnić, że winnych należy szukać „gdzie indziej”. Jedną z najbardziej spektakularnych wypowiedzi była ta, autorstwa ministra Mariusza Błaszczaka „sytuacja w województwie pomorskim wynika z tego, że jest zdominowane przez samorządowców z totalnej opozycji”. Gdybym chciał się czepiać (czego oczywiście nie będę robił), zwróciłbym uwagę na to, że jeżeli jacyś samorządowcy dominują w danym województwie, to raczej nie są „opozycją”. Poza tym, czy tylko mnie się wydaje, że te słowa można rozumieć w sposób następujący: „mieliśmy w dupie to województwo, ponieważ nasi samorządowcy tam nie dominują”? Doprawdy, gdybym był złośliwy, to napisałbym, że to właśnie miał na myśli Mariusz Błaszczak. Dodałbym również, że opieszałość władz centralnych była efektem działań „totalnej opozycji samorządowej” tj. samorządowców partii dojnej zmiany, którzy co prawda mogliby się zwrócić po pomoc do Rządu RP (bo to ich koledzy partyjni), ale tego nie zrobili, bo „nie dominują” w województwie. Jednakowoż, jak doskonale wiecie, nie jestem złośliwy, więc nic takiego nie napiszę.

Uważajcie na to, jakich odpowiedzi udzielacie ankieterom, bo może się okazać, że właśnie wyraziliście poparcie dla działań Antoniego Macierewicza. Portal wPolityce sieknął internautów po oczach tytułem „Sondaż CBOS: Społeczeństwo zdecydowanie popiera działania szefa MON Antoniego Macierewicza”. Zanim ktoś pomyśli „no tak, CBOS”, muszę wyjaśnić, że tym razem inwencją wykazali się redaktorzy rządowego portalu. To redaktorzy uznali, że tytuł, którym opatrzyli artykuł idealnie oddaje sens wyników sondażu: „ponad 87 badanych uważa, że armia wymaga modernizacji technicznej i unowocześnienia, a 75 proc. popiera zwiększenia wydatków na obronę”. Zastanawia mnie jedynie to, czemu redaktorzy poprzestali na wniosku „Polacy popierają działania Antoniego Macierewicza”. Przecież Macierewicz jest członkiem PiSu (któremu przewodzi Jarosław Kaczyński), ministrem w rządzie Premier Beaty Szydło. Z tego można by zrobić piękny tytuł „Sondaż CBOS społeczeństwo zdecydowanie popiera działania Jarosława Kaczyńskiego i Premier Beaty Szydło”.

Niestety, okazuje się, że środki, które moglibyśmy uzyskać ze sprzedaży Złotego Pociągu... przepraszam, znowu mi się pomyliło – chodzi o reparacje wojenne od Niemiec. Dobra jeszcze raz. Niestety okazuje się, że środki, które Niemcy oddadzą nam w ramach reparacji wojennych, będziemy musieli oddać Rosji. Jeden z rosyjskich polityków zasugerował bowiem, żeby „wystawić Polsce rachunek za wyzwolenie z rąk Trzeciej Rzeszy”. Co ciekawe, jeden z rządowych portali nazwał wypowiedź tegoż polityka „prowokacją”. Nie bardzo rozumiem czemu, bo przecież on na pewno mówił na poważnie i nie chodziło mu wcale o to, żeby podnosić ciśnienie zachodniemu sąsiadowi, nieprawdaż? 

Wisienką na torcie Rządowej narracji „powichurowej” była wypowiedź Premier Beaty Szydło, która po pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Rządu powiedziała, że: „państwo wspiera, państwo pomaga, państwo odbudowuje”. Jednakowoż, właśnie dzięki tej wypowiedzi (konkretnie zaś dzięki powtarzaniu słowa „państwo”) zrozumiałem jakie były prawdziwe przyczyny „niezwłocznej” reakcji władz centralnych. Państwo pewnie i zareagowałoby wcześniej, ale pewnie było za bardzo zajęte wstawaniem z kolan i odzyskiwaniem godności.

Prezydencki doradca, Andrzej Zybertowicz, w rozmowie z dziennikarzem TOK FM, pochylił się z niemalże ojcowską troską nad Europą „Zastanawiam się, czy Europa jest wstanie wyjść z dryfu i czy jest w stanie wyjść przez zmianę modelu (...)Myśli Pan, że oni bez nas dadzą sobie radę?” Po czym dodał „Wyjdziemy im naprzeciw. Będziemy komunikować im dobre rady w ich językach ojczystych”. Z tego by chyba wynikało, że copypasta Premier Beaty Szydło „Europo, powstań z kolan, masz Ty w ogóle godnośc i rozum człowieka” - będzie tłumaczona na różne języki.

Wojewoda Pomorski, który zasłynął za sprawą swoich słów o tym, że nie będzie wzywał wojska do zamiatania liści i zbierania gałęzi postanowił „wytłumaczyć” to co się stało. Zrobił nieco zmodyfikowaną metodą „na Korwina” i oświadczył: „Kilka moich słów i uwag zaprezentowanych w jednej z telewizji, wyrwanych z kontekstu rozmowy, a uzyskanych nie waham się użyć tego słowa - podstępnie - zostały użyte do wyprodukowania tzw. fake newsów”. Mamy więc klasyczne argumentum ad wyrwanum z kontekstum + modyfikację w postaci „podstępu”. Przyznaję, że ciekaw jestem tego, jak ów „podstęp” wyglądał. Być może było tak, że reporter powiedział do wojewody „proszę powiedzieć najgłupszą rzecz, która przychodzi panu do głowy w kontekście spóźnionego wezwania wojska! Pan się nie martwi, to się nie nagra, bo kamera jest wyłączona!'.

Nasza polityka zagraniczna po raz kolejny wstała z kolan. Polski rząd zapraszał prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, ale ów, to zaproszenie zignorował. Europoseł Jedynie Słusznej Partii, Zbigniew Kuźmiuk uznał, że nie będzie Francuz pluł nam w twarz i powiedział „Myślę, że pan prezydent Macron do tego niedługo dojrzeje, że jednak do Polski przyjedzie, bo jednak dużo mógłby się od Polaków dowiedzieć”. Przyznam, że trochę się zadumałem nad tym. No bo niby czego on by się mógł od nas nauczyć, skoro już go nauczyliśmy jeść widelcem?

W zeszłym tygodniu dość głośno było o gigantycznym sukcesie Autosanu, który spóźnił się 20 minut ze złożeniem oferty przetargowej. Sprawa była o tyle spektakularna, że przetarg był organizowany przez MON, zaś Autosan jest częścią Państwowej Grupy Zbrojeniowej, którą również zawiaduje dojna zmiana. Ponieważ sukces Autosanu wywołał gównoburzę, zastępca szefa MON, Bartosz Kownacki, postanowił wyjaśnić jak się sprawy mają. Na swoim koncie Twitterowym oświadczył, że „Osoba odpowiedzialna za ta sytuację została zwolniona w trybie dyscyplinarnym. CBA i SKW powiadomione.” po czym dodał, że „Związany z poprzednikami pracownik został zwolniony dyscyplinarnie(...)”. Obronę metodą „na poprzednika” znamy doskonale, ale tym razem jej zastosowanie dobrze opisuje fragment piosenki „Warchoł” Jacka Kaczmarskiego:  "A niewprawną puścisz dłonią - W pysk odbije stali siła; Tak się naucz robić bronią, By naturą swą służyła.” Okazało się bowiem, że „ten zwolniony” robotę dostał od PiSu. Innymi słowy – Kownacki najprawdopodobniej poszczuł SKW i CBA na jakiegoś „Misiewicza”.

Na fanpejdżu Ministerstwa Środowiska opublikowano interesującą grafikę. Możemy się z niej dowiedzieć, że przez ostatnie 6.5 roku doszło w Polsce do 151 tysięcy zderzeń aut ze zwierzętami. Do grafiki dodano też opis (który zacytuję w całości, żebyście mogli w pełni docenić geniusz autora): „Niekontrolowany wzrost liczby łosi ma wpływ na stale rosnącą liczbę wypadków drogowych z udziałem dzikich zwierząt. Tylko w pierwszej połowie 2017 roku liczba kolizji i wypadków przekroczyła 10 tysięcy!” Po pierwsze, tak, zgadliście, chodzi o to, żeby jakoś uzasadnić to, że Szyszko z kolegami chce sobie postrzelać do łosi. Po drugie, wpis sugeruje, że łosie odpowiadają za sporą część liczby zderzeń aut ze zwierzętami (sugeruje to również fotka rozpieprzonego auta, które raczej nie wjechało w jeża). Co jest o tyle ciekawe, że w czasie, w którym łosie (nie bójmy się używać ostrych sformułowań) niszczyły auta na potęgę (i zabijały ludzi!) ich populacja wzrosła! W 2010 łosi było w Polsce 8.387 a w 2016 już 20.060. Do tej pory wydawało mi się, że łoś to po prostu duże zwierzę. Wpis na stronie Ministerstwa Środowiska uzmysłowił mi, że łoś to zwierzęcy odpowiednik marvelowskiego Logana (aka „Wolverine”), albo Deadpoola, bo tylko w ten sposób można wyjaśnić to, że pomimo urządzania Destruction Derby/Łośmageddonu na masową skalę łosie jeszcze nie wyginęły. Po trzecie, strach pomyśleć, jakie rozwiązania zasugeruje Rządowi RP Szyszko, kiedy zorientuje się, że to ludzie kierują pojazdami biorącymi udział w kolizjach/wypadkach...

Praktycznie od początku trwania „dobrej zmiany” w dyplomacji, polska polityka zagraniczna przypominała napierdolonego wujka na imprezie rodzinnej. Pijany wujcio, wiadomo, opowiada jakieś idiotyzmy, wyzywa współbiesiadników, a czasem może nawet narzygać na stół. O tym, że pijany wujcio usiłuje rozstawiać wszystkich po kątach, wspominać chyba nie trzeba. No i czasem się tak zdarza, że wreszcie jakiś członek rodziny nie wytrzymuje, huknie pięścią w stół i krzyknie na wujcia „weźże, kurwa, wytrzeźwiej wreszcie, albo wypad od stołu”. W takim momencie wujcio wpada w stupor i bełkocze coś w rodzaju „Sam jesseś pjany i sam iź od stołu”, dodatkowo nagle zaczyna oczekiwać poparcia od reszty członków rodziny (choć wcześniej mieszał ich z błotem). Mniej więcej tak można zobrazować dyplomatyczny „trash-talk”, do którego doszło na linii Francja-Polska. Politycy PiSu hejtowali wszystkich dookoła i byli straszliwie zszokowani tym, że nagle ktoś zaczął się do nich odnosić w podobny sposób.

Arkadiusz Mularczyk postanowił porozmawiać na Twitterze z prezydentem Francji. To w jaki sposób „zagaił” rozmowę sugeruje, że dyplomacji uczył go minister Waszczykowski: „Panie Emmanuel Macron (rzecz jasna, Macron został otagowany w tym wpisie) jeszcze chwila i doprowadzisz Pan do bojkotu w PL francuskich towarów, wtedy naprawdę zaboli.” Jeżeli kogoś dziwi to, że Mularczyk napisał do Macrona po polsku, to nie bardzo wiem o co chodzi. Zanim nauczyliśmy ich jeść widelcami, musieli się przecież nauczyć polskiego. W tym miejscu pozwolę sobie na nieco poważniejszą dygresję. To jest, kurwa, niesamowite, że ludzie pokroju Mularczyka nie rozumieją, że hejtowanie prezydenta innego kraju na Twitterze, może wywołać skandal dyplomatyczny. Członek (jakże adekwatne określenie) partii rządzącej powinien mieć świadomość tego, że jego słowa „ważą” więcej niż wypowiedzi jakiegoś „randoma” z wielkim napisem „Better dead than read” ustawionym, jako zdjęcie „w tle”. Ta wypowiedź była po prostu głupia, ale tym ludziom bardzo niewiele brakuje do tego, żeby zaczęli rzucać kurwami.

Do dyskusji na temat bojkotu wtrącił się były wicepremier (i minister) Jacek Rostowski, uznał, że powinien w „żartobliwy sposób” skomentować „bojkotowy” tweet Mularczyka „Zakupy Chanel No 5 na Podkarpaciu drastycznie spadną?”. Wpis jest skrajnie idiotyczny, bo jako mieszkaniec Podkarpacia mogę was zapewnić, że my tu nie kupujemy żadnych szanelów, bo białe niedźwiedzie (zaprzęgane do rydwanów, którymi się przemieszczamy) mają alergię na takie zapachy. Mógłbym co prawda przypomnieć, że między innymi dzięki tak daleko posuniętej wrażliwości społecznej byłego wicepremiera i jego kolegów („beka z biedy” etc) PiS na Podkarpaciu zebrał 55.09% głosów, zaś PO 13.37%, ale chyba mi się nie chce.

Kilka dni po fuckupie Autosanu, głos zabrał szef firmy, który oznajmił: „Nie wykluczam tego, że to wszystko było ukartowane”. Tak, a za moment ktoś znajdzie ślady trotylu i nitrogliceryny na wraku oferty przetargowej.

Ryszard Czarnecki doszedł do wniosku, że konflikt na linii Polska – Komisja Europejska będzie nieważny, o ile on go nie skomentuje: „Powinniśmy robić swoje i nie przejmować się naciskami KE. Bruksela czołgów do Polski nie wyśle”. I w tym momencie możemy zaobserwować pijanego wujcia, który uznał, że on będzie grał w Jengę. Wujcio wie, że jest „niedysponowany” i że to wszystko się najprawdopodobniej zawali. Jednakowoż, wujcio jest świadomy tego, że „inni wiedzą”, że jest nawalony jak nocny autobus w juwenalia. Tym samym, wujcio wie, że po tym, jak już rozpieprzy wieżę, to nie on będzie musiał zbierać klocki i stawiać ją od nowa.

Premier Beata Szydło postanowiła zdobyć odznakę „złotej łopaty” i odkopała temat protestów przeciwko uPRL-owieniu sądownictwa w Polsce: „Trudno przyjąć, że ostatnia fala protestów była spontaniczna; to była dobrze wyreżyserowana i dobrze opłacona akcja mająca uderzyć w polski rząd”. Pełna zgoda. Trudno przyjąć, że fala fuckupów, które zaliczył PiS przy okazji prób „reformy sądownictwa” była spontaniczna. Ustawy pisane na kolanie, „Wejście Prezesa” na mównicę („bez żadnego trybu), spieprzony proces legislacyjny i tak dalej i tak dalej. To nie mógł być żaden przypadek, to musiało zostać wyreżyserowane. Osobną kwestią jest to, że reżyserem był ktoś klasy Tommy'ego Wiseau. Mam nadzieję, że kiedyś się dowiemy, kto im zapłacił za atak na samych siebie.

Źródła:



https://wpolityce.pl/polityka/354182-prof-zybertowicz-do-dziennikarza-tok-fm-zastanawiam-sie-czy-europa-jest-wstanie-wyjsc-z-dryfu-mysli-pan-ze-oni-bez-nas-dadza-sobie-rade

https://twitter.com/MaciejBk1/status/899932667348746241

https://twitter.com/wPolityce_pl/status/900458921193857024



https://twitter.com/KownackiBartosz/status/900278407317139456



https://agri24.pl/populacja-losia-polsce-przekroczyla-20-tys-sztuk/

https://wpolityce.pl/polityka/354764-tylko-u-nas-premier-beata-szydlo-odpowiada-na-slowa-prezydenta-macrona-podpowiadam-aby-nie-rozbijal-ue-i-zajal-sie-swoim-krajem



https://wpolityce.pl/polityka/355272-nasz-wywiad-czarnecki-powinnismy-robic-swoje-i-nie-przejmowac-sie-naciskami-ke-bruksela-czolgow-do-polski-nie-wysle


http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-szydlo-o-lipcowych-protestach-dobrze-wyrezyserowana-i-dobrze,nId,2434255



sobota, 26 sierpnia 2017

Baśnie tysiąca i jednego bota

W ramach swojej działalności „trollskiej” analizowałem już różne idiotyzmy, spłodzone przez naszych polityków (dowolnej opcji), ale to z czym mi się przyszło zmierzyć, w trakcie lektury PiSowskiej ustawy „poprawiającej” internet,  mnie po prostu, kurwa, przerosło. Autor artykułu, który za moment zacytuję jest najbardziej niebezpiecznym rodzajem polityka – tzn idiotą, któremu wydaje się, że jest zajebiście przebiegły. Zapewniam was, że pod koniec lektury niniejszego tekstu uznacie te bluzgi za eufemizm.

Ad meritum

Pozwolę sobie zacytować artykuł 4b, który miałby zostać dodany do ustawy „o świadczeniu usług drogą elektroniczną”

„Usługodawcy usług świadczonych drogą elektroniczną w ramach środków  społecznego przekazu, są zobowiązani umożliwić usługobiorcom opatrzenie danej informacji symbolem graficznym i opisem, jako wątpliwej co do prawdziwości lub rzetelności,. Mechanizmy usługi świadczonej elektroniczną winny zapewniać także społeczną formę weryfikacji tych informacji  tak co do źródła, ich prawdziwości oraz rzetelności. Forma i sposób organizacji mechanizmów weryfikacji pozostawiona jest usługodawcom, którzy winni je przedstawić do publicznej wiadomości”

Gdyby to spróbować przetłumaczyć z prawniczego na internetowy: ustawodawca chce żeby przy każdym artykule/wpisie (nie mam pojęcia czy odnosić się to będzie również do portali społecznościowych) był „button”, który internauta będzie mógł wcisnąć jeżeli uzna, że news jest fejkowy. Najprawdopodobniej przy „buttonie” będzie również licznik kliknięć, bo bez tego licznika ów button byłby cokolwiek bezsensowny. Choćby dlatego, że wtedy wystarczyłoby, że jedna osoba wciśnie button „fake news”, żeby u wszystkich innych czytelników wyświetliła się informacja o tym, że dany artykuł jest niewiarygodny.

Tańczący ze sprytem

Domyślam się, że ten kto to wymyślił, uznał, że jest w chuj sprytny. Czemu? Pamiętacie może, jak opisywałem pompowanie „reakcji” pod artykułami w serwisie WP.opinie? Przypomnę, że pod jednym za artykułów ktoś „nastukał” (za pomocą botów) ponad 100.000 negatywnych reakcji w przeciągu kilkunastu godzin. Pogrzebałem wtedy trochę na tym serwisie i okazało się, że „pompowanych” artykułów było więcej, zaś samo pompowanie było wybitnie prorządowe. No to teraz sobie wyobraźmy, że opisany przeze mnie Władca Botów dostaje do ręki narzędzie w postaci buttona „fake news” z licznikiem kliknięć. Ów WB mógłby bez problemu uwalić (jako niewiarygodny) dowolny „nieprawilny” artykuł. 

Jest również „społeczna forma weryfikacji informacji”. W tym miejscu nie bardzo wiadomo o co chodzi ustawodawcy. O to, żeby społeczeństwo mogło pisać komentarze? No przecież już może. O to, żeby społeczeństwo mogło weryfikować informacje? Do tego raczej nie trzeba ustaw. Jakiś formularz na stronie za pomocą którego internauta będzie mógł dać znać autorowi tekstu, że są problemy ze źródłami? No to jest mniej więcej to samo co komentarz i autor może mieć to w dupie. Być może chodzi tu po prostu o to, żeby „buttonów” było więcej (i odnosiły się one do źródeł/etc/etc). Zresztą ustawodawca nie bardzo ogarnia konkretny bo „sposób organizacji mechanizmów weryfikacji pozostawiony jest usługodawcom”.

Enter the debil

Geniusz, który wymyślał ten artykuł nie zastanowił się nad tym, jakie mogą być konsekwencje wprowadzenia takich mechanizmów „weryfikacji”. Owszem, jest to pisane wybitnie pod PiS, ale autor zapomniał, że do polskiego internetu dostęp mają nie tylko prorządowi „Władcy Botów”. Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Na jakimś mainstreamowym portalu pojawia się artykuł opisujący to, że w Donbasie złapano rosyjskich żołnierzy. Pytanie za Błaszczylion punktów, co z takim artykułem zrobią proputinowscy „botneciarze”? Momentalnie „okaże się”, że to fejk. Przeciętny internauta, który niekoniecznie musi znać języki obce (w rym rosyjski/ukraiński) nie będzie miał jak tego zweryfikować, więc po prostu uzna, że informacja jest nieprawdziwa. Rosja jest tu tylko przykładem, bo możliwością „oflagowania” informacji może się posłużyć dowolne obce państwo, któremu nie na rękę będzie taki a nie inny artykuł. Jeżeli ktoś sobie w tym momencie pomyślał „kurwa, przecież to może dać Rosji/etc możliwość manipulowania opinią publiczną w Polsce na masową skalę”, to taki ktoś sobie pomyślał bardzo dobrze.      

W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję. Rząd Dojnej Zmiany sprawia wrażenie rządu skrajnie paranoicznego. Chodzi mi o te wszystkie wypowiedzi o wojnach hybrydowych, „obcej propagandzie”, astroturfingu wspieranym przez Zachód i tak dalej i tak dalej. Jakiś czas temu Bartosz Kownacki bronił na  Twitterze zakupowych planów MON, który chce zaopatrzyć polską armię w  „broń agitacyjną” (chodziło o rakietowe pociski ulotkowe i ręczne miotacze ulotkowe). Tweet był utrzymany w formie hejtu i sugerował, że krytycy pomysłu MON nie znają się na PSYOPS (psychological operations – element wojny psychologicznej, link w źródłach dorzucę). Można by więc odnieść wrażenie, że członkowie Rządu (i „spec od PSYOPS” w rodzaju Kownackiego), będą szczególnie wyczuleni nawet na najmniejsze zagrożenie „obcą propagandą”. Tyle że reakcja (a raczej jej brak) na projekt ustawy, który takowe zagrożenie może nam ściągnąć na głowy, wskazuje na to, że te wszystkie pierdolety o „obcych wpływach” to zwykła sieczka propagandowa. Zaś znajomość PSYOPSÓW w wykonaniu Misiewiczów z MON ogranicza się do fapania nad „bronią ulotkową”. Być może ktoś powinien tym idiotom wytłumaczyć, że  internet ma trochę większy zasięg niż „broń ulotkowa” i że może warto by było zwracać uwagę na potencjalne efekty ustaw, nad którymi się pracuje.

Minister Streżyńska twierdzi, że dokumenty, do których dotarła „Wyborcza” to jedynie propozycje. Mam nadzieje, że cytowany przeze mnie artykuł pozostanie „jedynie propozycją”. Nie wiem, jak wygląda reszta „propozycji”, bo po przeczytaniu fragmentu, nad którym się pastwiłem, darowałem sobie lekturę reszty. Jeżeli będę miał ochotę na czytanie czegoś co zostało napisane przez idiotów, to sięgnę po prawicową publicystykę.

Źródła:


http://bi.gazeta.pl/im/7/22271/m22271017,USTAWA.pdf



http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/mon-kupuje-bron-agitacyjna/6274rv5

Podrzucam link do notki o „pompowaniu” reakcji pod artykułami:



poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #14

Marzena Paczuska, będąc na urlopie, udzieliła wywiadu, w którym powiedziała między innymi, że „nigdy by nie pozwoliła na to, żeby „Wiadomości” (dla niezorientowanych – chodzi o Dziennik Telewizyjny) były dla kogoś orężem”. Jeżeli ktoś w tym momencie pomyślał „oesu, co za bzdura? kto jej w to uwierzy?” odpowiadam – uwierzyli w to jej przełożeni i Paczuska już nie jest szefową Dziennika. Wisienką na torcie Dobrej Zmiany był fakt, że o tym, że ją zwolniono, dowiedziała się z Twittera.

Telewizja Republika uraczyła nas niedawno plakatem z napisem „Reparationen machen frei”. Chciałem to jakoś skomentować, ale redaktor naczelny zabronił nadużywania wulgaryzmów. Ok, właśnie sobie przypomniałem, że nie mam żadnego redaktora naczelnego, więc – nie wiem co oni tam, kurwa, ćpają w tej Republice, ale to musi być w chuj mocny towar.

Po wichurach, które zdemolowały kawałek Polski, Rząd RP wykazał się refleksem szachisty korespondencyjnego. Wydaje mi się, że prędkość reakcji naszych władz doskonale opisuje słowo „niezwłocznie”. Ponieważ suweren się nieco zdenerwował, ktoś uznał za stosowne uruchomienie ministra Mariusza Błaszczaka. Minister Błaszczak wezwał krytyków Rządu do „nielansowania się na krzywdzie”. Jest to o tyle odważna odezwa, że nieco wcześniej lansowanie się na krzywdzie Błaszczak uznał za uroczystości o charakterze religijnym. Jeżeli zaś już jesteśmy przy religii, to dziwi mnie milczenie ministra Antoniego Macierewicza, bo skoro nawet wiatr był w stanie łamać brzozy...

Przyznaję, że w pewnym momencie trochę się pogubiłem w tym, ile w Polsce mieliśmy już puczów w trakcie trwania Dojnej Zmiany. Jest to o tyle istotne, że niebawem ma dojść do kolejnego, a ja nawet nie wiem, który numer porządkowy będzie temu puczowi przysługiwał. Nie wierzycie? No przecież Tomasz Sakiewicz nie mógłby nas okłamać: „W najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska” Jacek Liziniewicz i Wojciech Mucha ujawniają plany jesiennego puczu.”. Zupełnie nie wiem dlaczego, ale ta łamiąca wiadomość przypomniała mi apel redaktora Muchy, skierowany do jego kolegów z TVP: „Kurwa, no, nie manipulujcie aż tak.” 

Minister Antoni Macierewicz wizytował jedną ze zdemolowanych przez wichurę miejscowości. W pewnym momencie miejscowi musieli udzielić ministrowi pomocy, albowiem auto, którym go przewożono, utknęło w błocie. Wydaje mi się, że jest to doskonała metafora wsparcia udzielonego przez Rząd RP Polakom, którzy ucierpieli w trakcie wichur.

Arcybiskup Jędraszewski uznał, że „dawno nie było nic o genderze” i postanowił coś z tym fantem zrobić. Powiedział więc, że „Gender i związki partnerskie, homoseksualne, to nowa szaleńcza doktryna, która zalewa świat”. Jest coś pociesznego w tym, że przyznanie osobom homoseksualnym praw takich, jakie przysługują „heterykom”, zostało uznane za „szaleńczą doktrynę” przez człowieka, który uważa, że wszyscy dookoła powinni się zachowywać tak, żeby przypadkiem nie urazić uczuć jego wyimaginowanego wszechmocnego przyjaciela.

Jeżeli zaś już jesteśmy przy temacie wyimaginowanego wszechmocnego przyjaciela, to polscy religianci uznali, że warto o nim przypomnieć po wichurach. Jolanta Szczypińska przecierała szlaki: „Widziałam bardzo wiele krzyży przydrożnych i kapliczek, wśród ogromu zniszczenia. Drzewa i słupy energetyczne leżały, a krzyże i kapliczki ocalały”. Kilka dni później dołączył do niej ks. Janusz Chyła (jeden z sukienkowych celebrytów Twittera): „Niebywałe, że drzewa, na których były stacje Drogi Krzyżowej, ocalały”. Niebawem okaże się, że sposoby na uniknięcie huraganów są dwa. Albo wycinamy drzewa tak, żeby lasy, widziane z góry, miał kształt krzyża, albo obwieszamy wszystkie drzewa w Polsce dewocjonaliami.

Pomorskiemu wojewodzie oberwało się za to, że na wichurę zareagował równie niezwłocznie, co Rząd RP. Konkretnie zaś chodziło o to, że odczekał kilka dni, zanim zwrócił się do MON z prośbą o to, żeby wojsko pomogło w usuwaniu skutków wichur. W jaki sposób tłumaczył się z tego opóźnienia wojewoda? Powiedział on bowiem, że „do zbierania gałęzi i do zbierania liści nie będziemy wzywać wojska”. Przyznam, że się zawiesiłem na moment po tej wypowiedzi, bo z tego by wynikało, że wojewoda wezwał wojsko na pomoc dopiero po trzech dniach, bo nie będzie go wzywał. Osobną kwestią jest to, że wojewodzie najprawdopodobniej wichura pomyliła się z jesienią. Choć tu raczej nie powinniśmy mieć do niego pretensji, każdemu zdarza się pomylić w trakcie korzystania z przeglądarki internetowej. 

W sukurs wojewodzie pomorskiemu przyszedł zastępca Mariusza Kamińskiego, Maciej Wąsik (obaj panowie znani są z tego, że dostali od Prezydenta RP po karcie „wychodzisz wolny z więzienia”), który dosłownie „zaorał” opozycję: „Przypomnę, że kiedy rok temu uchwalaliśmy przepisy ułatwiające użycie wojska w sytuacjach wyjątkowych, totalna opozycja głosowała przeciw”. Upraszczając: obsuwie w pomocy udzielonej przez wojsko winna jest opozycja, która zagłosowała przeciwko zmianom, które i tak weszły w życie, bo PiS ma samodzielną większość parlamentarną. Śmialiście się, kiedy Premier Beata Szydło wygłosiła odezwę „Opozycjo, pozwól nam pracować”? To teraz macie za swoje! Nawiasem mówiąc, Twitterowe statystyki pod wpisem Wąsika (prawie 1000 RT i ponad 1900 FAV-ów) są dość spektakularne. Gdyby równie idiotyczny wpis polityka opozycji uzyskał porównywalne „wyniki”, musielibyśmy je uznać za efekt astroturfingu. Ponieważ jednak mamy do czynienia z wpisem polityka Prawa i Sprawiedliwości, o astroturfingu nie może być mowy, po prostu suweren przemówił kliknięciami.

Chylę czoła przed geniuszem narodowców. Swego czasu, chcąc pozbyć się łatki antysemitów, wymyślili pojęcie „judeosceptycyzmu”. Teraz zaś zastąpili poczciwe hasło „Polska dla Sebixów” hasłem „Polska musi pozostać monoetniczna”. Zastanawiam się nad tym, jaką nazwę wymyślą dla ustaw norymberskich.

Ks. Henryk Zieliński podjął się próby znalezienia przyczyn, dla których w Barcelonie doszło do zamachu terrorystycznego. Z właściwą swej kondycji intelektualnej przenikliwością zwrócił uwagę na to, że „Jednym z powodów ataków jest obrzydzenie niektórymi nurtami subkultury zachodniej, zwłaszcza rozwiązłości. Jeżeli mielibyśmy szukać najbardziej rozwiązłego miasta w Hiszpanii, to ja bym wskazywał na Barcelonę”. Po chwili dodał, że „nie uważa, że można zabić osobę, która jest rozwiązła”. Po pierwsze, cóż za łaskawość. Po drugie, gdyby „rozwiązłość” miała być przyczyną ataków, to część plebanii w Polsce przypominała by swym wyglądem krater Chicxulub.

Zamach w Barcelonie był okazją do kolejnego popisu oratorskiego Premier Beaty Szydło. Tym razem stwierdziła ona, że „Trzeba obudzić się z letargu i powstać z kolan, a także nie bać się spojrzeć prawdzie w oczy”. Owszem, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. A prawda jest taka, że te wszystkie „odezwy” są eksportową wersją słownej copypasty „przez osiem ostatnich lat”. 

Główny Inspektorat Sanitarny wystosował ostrzeżenie przed pigułką gwałtu, które to ostrzeżenie spointowano „śmiesznym” wierszykiem: „Mądra dziewczynka pilnuje drinka”. Ponieważ bardzo lubię taką poezję, chciałbym zadedykować GIS-owi dwa wiersze swojego autorstwa: „mądry pracownik GIS-u zastanowi się przez chwilę, zanim zacznie pierdolić głupoty”, oraz „przyzwoity chłopczyk nie będzie gwałcicielem”.

Na pewno z niecierpliwością czekacie na kolejne informacje na temat tego, jak idzie ludziom, którzy postanowili zebrać milion podpisów pod petycją w sprawie reformy sądów. Otóż idzie im doskonale. W poprzednim przeglądzie napisałem, że brakuje im już tylko 968.000 podpisów. Ku mojemu zaskoczeniu, zbieranie przyspieszyło jeszcze bardziej i od czasu ostatniego przeglądu organizatorom udało się zebrać kolejnych 500 podpisów.

Czasem zdarzają się w Polsce sytuacje, które pomagają mi odzyskać wiarę w ludzi i które pokazują, że część Polaków pomaganie bliźnim ma we krwi: „Przez Puszczę Białowieską przeszedł marsz leśników. Gest solidarności z poszkodowanymi przez nawałnice”. W teorii mógłbym to jakoś spointować, ale przypominałoby to próby nakręcenia parodii Latającego Cyrku Monty Pythona. Tzn. niby można, ale moim zdaniem doskonałości nie należy poprawiać.

Źródła:




http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,156770,22236259,samochod-z-macierewiczem-ugrzazl-w-blocie-pomogli-mieszkancy.html


https://wiadomosci.wp.pl/do-zamiatania-lisci-nie-bedziemy-wzywac-wojska-zaskakujace-slowa-wojewody-pomorskiego-6155920524818561a

https://twitter.com/1934ONR/status/898295932634112001


http://www.rp.pl/Terroryzm/170819055-Ks-Henryk-Zielinski-Zamach-kara-za-rozwiazlosc-Barcelony.html#ap-1






http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-08-20/przez-puszcze-bialowieska-przeszedl-ogolnopolski-marsz-lesnikow-byl-to-gest-solidarnosci-z-poszkodowanymi-przez-nawalnice/


wtorek, 15 sierpnia 2017

Astroturfingu naszego powszedniego...

W piątek robiłem sobie zwyczajową prasówkę (ok, „internetówkę”) i na FB trafiłem na wpis, który zacytuję niemalże w całości: „Jest sobie felieton Justyny Samolińskiej*. W ciągu ostatnich 20 minut pojawiło się 15000 ujemnych reakcji i 500 bliźniaczych agresywnych komentarzy. Ciekawe ile płacą (i kto) za #astroturfing na rzecz PiS-u. Reakcje nastukały boty, ale ktoś te komentarze wytrwale pisze.” Potem autor wyedytował wpis i dodał, że „komentarzy jest już 600”.

*artykuł pt. „Justyna Samolińska: Andrzej Duda znów podpisuje. Lojalność wobec PiS ważniejsza od przyzwoitości i konstytucji?” opublikowano na łamach serwisu WP.opinie

Wpis, okraszony screenem, został zamieszczony o godzinie 12:54, ja go przeczytałem o godzinie 18 z hakiem. Na screenie można było zobaczyć, że liczba negatywnych reakcji na artykuł = 17.950. W okolicach godziny 18 tych reakcji było już ponad 60 tysięcy. Ponieważ jestem ciekawski z natury, chciałem sprawdzić, czy sytuacja jest „rozwojowa” i pobawiłem się w odświeżanie artykułu. Najpierw odświeżałem tekst co minutę, potem mi się znudziło i robiłem sobie dłuższe przerwy:

Piątek

18:34  69.233 (liczba negatywnych reakcji)
18:35  69.387
18:36  69.547
18:37  69.707
18:38  69.891
18:39  70.024
18:40  70.179
18:41  70.268
18:42  70.489
18:43  70.660
18:44  70.882

18:54  72.396
19:14  75.575
19:34  78.879
20:36  88.326
22:46  107.935

Sobota

00:47  123.152
02:51  123.152
12:51  123.178

Niby Polacy tak mało czytają, a tu się nagle okazuje, że nasi rodacy, zamiast alkoholizować się w piątkowy wieczór, czytali artykuł Justyny Samolińskiej! Bo przecież nie da się w inny sposób wytłumaczyć kilkudziesięciu tysięcy negatywnych opinii „wystawionych” artykułowi w ciągu niecałych 6 godzin? Tak dla porównania (screen z buttonami wrzucę pod akapitem) w tym samym czasie, w którym ktoś naprodukował kilkadziesiąt tysięcy „negatywów”, pod artykułem przybyło 20 (słownie – dwadzieścia) pozytywów i 12 komentarzy. Trochę to dziwne, że kilkadziesiąt tysięcy osób oceniło artykuł negatywnie i te kilkadziesiąt tysięcy osób zostawiło po sobie tylko 12 komentarzy, nieprawdaż? Jak to możliwe? Ano tak to, że to astroturfing na pełnej kurwie. I to astroturfing uprawiany przez kogoś, kto jest subtelny jak Rewolucja Październikowa. W tym miejscu słowo wyjaśnienia. Skupiłem się na „reakcjach”, bo pompowanie tychże jest łatwiejsze niż spamowanie komentarzami. Owszem, spamowanie też się odbywa, ale na znacznie mniejszą skalę, bo gdyby jakiś bot publikował prawie 200 komentarzy w ciągu minuty (a z taką „prędkością” pompowano reakcje), to najprawdopodobniej wychwyciły by to jakieś filtry. Poza tym, ktoś musiałby te komentarze pisać (żeby się choć trochę od siebie różniły), bo opublikowanie np. 20tys. jednakowych komentarzy RACZEJ przyciągnęłoby czyjąś uwagę.

 

Pierwotnie planowałem wrzucić to na FP w sobotę, ale potem sobie pomyślałem, że może warto pogrzebać w tym serwisie, żeby ustalić, czy to był pojedynczy pokaz astroturfingu. Poniżej zamieszczam efekty owego grzebania (linki do artykułów, jak zwykle, w źródłach):

Ewa Koszowska: „Wolne żarty Panie Prezydencie! Kłamstwo poszło w świat”
5.143      „pozytywów”
95.007    „negatywów”
1.745        komentarzy

Ewa Koszowska: „Duda zagrał wbrew PiS-owskiej orkiestrze. Szacunek Panie Prezydencie!”
1.389      „pozytywów”
43.425    „negatywów”
266           komentarzy

Sławomir Sierakowski: „Duda poszedł na wojnę z Kaczyńskim”
9.232      „pozytywów”
100.634  „negatywów”
1.526        komentarzy

Jacek Żakowski: "Prawdziwy strach prezydenta"
8.683       „pozytywów”
32.422     „negatywów”
1.443         komentarzy

Jacek Żakowski: "Pisokracja. Kaczyński najdalej za rok będzie dyktatorem"
2.731      „pozytywów”
31.331    „negatywów”
716           komentarzy

Marcin Makowski: „Niech Jacek Poniedziałek pisze częściej. Druga kadencja dla PiS-u gwarantowana”
76.347    „pozytywów”
480         „negatywów
575          komentarzy

Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, czemu w przypadku powyższego artykułu „pompowano” pozytywy.

Marcin Makowski: „Wygrywać też trzeba umieć. PiS i syndrom "jednego mostu za daleko"
2.123      „pozytywów”
68.170   „negatywów”
810          komentarzy

Tutaj prorządowy mediaworker został „zdisowany”, bo śmiał skrytykować geniuszy, którzy wymyślili sobie niesławny „podatek paliwowy”. Jak to się mawia w takiej sytuacji, „nawet mi go nie żal”.

Paweł Lisicki: „Rozpadu prawicy nie będzie”
98.303   „pozytywów”
1.676     „negatywów”
525         komentarzy

To nie są wszystkie „napompowane” artykuły, ale w pewnym momencie uznałem, że może już wystarczy. Mimo tego, że grzebałem na tej stronie dość długo, nie udało mi się znaleźć przypadku, w którym astroturfing zostałby zastosowany „antyPiS-owo” (aczkolwiek przyznaję, że z przyczyn raczej oczywistych, nie przejrzałem wszystkich artykułów z serwisu). Nie jestem w stanie stwierdzić według jakiego klucza działa ktoś, kto pompuje te artykuły. Na pewno nie chodziło o nazwiska autorów, bo gdyby tak było, to pompowano by wszystkie artykuły konkretnych autorów, a tak nie jest (możecie sobie przeklikać dolną część linków źródłowych, żeby zobaczyć, jak wyglądają statystyki pozytywów/negatywów w artykułach, w których nie „pompowano” reakcji). Raczej nie chodzi o reakcje na artykuły, które mogą wywoływać „antyPiS-owskie” nastroje, bo gdyby o to chodziło, to nikt by nie „plusował” proPiS-owskich artykułów. Niezależnie od tego, według jakiego klucza wybierane są te artykuły, astroturfing jest faktem. Oczywistą oczywistością jest to, że stoi za nim najprawdopodobniej ta sama opcja polityczna, która jakiś czas temu strzępiła ryj o tym, że „wrogie siły stosują w Polsce astroturfing”.

Źródła:


https://www.facebook.com/ikspl/posts/10211865621130642

Artykuły „nawiedzone” przez astroturfing:

https://opinie.wp.pl/justyna-samolinska-andrzej-duda-znow-podpisuje-lojalnosc-wobec-pis-wazniejsza-od-przyzwoitosci-i-konstytucji-6153743800432257a






https://opinie.wp.pl/jacek-zakowski-zdrowie-dla-pan-i-panow-6135259720878209a

https://opinie.wp.pl/pawel-lisicki-udana-prowokacja-opozycji-rozjuszony-prezes-kaczynski-6145915480594049a


sobota, 12 sierpnia 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #13

Ludzie, którzy do tej pory marudzili na to, że młodzi „nie interesują się polityką i nie chodzą na protesty”, postanowili się zemścić za to, że młodzi popsuli im narrację i wzięli udział w protestach przeciwko uPRL-owieniu sądów. W jaki sposób się zemścili? Posłali Schetynę na Woodstock. Aczkolwiek zawsze mogło być gorzej, Schetyna mógł tam pojechać w dzwonach z bistoru.

Owsiak, który chciał „odwinąć” Krystynie Pawłowicz za hejty, zrobił to w najgorszy możliwy sposób, rzucając seksistowską „poradą” (za którą, po jakimś czasie, przeprosił). W tym miejscu pozwolę sobie na udzielenie porady seksualnej Owsiakowi. Panie Jurku, gdyby dziś zaczął Pan krytykować posła Pawłowicz za jej wypowiedzi, to „materiału” miałby Pan tyle, że robiłby Pan to do końca świata i o dzień dłużej. Uciekanie się do seksizmu to jest, moim zdaniem, takie pierdolenie bez sensu.

Na temat konfliktu Owsiak vs Pawłowicz najwięcej do powiedzenia miał człowiek, którego wypowiedzi pozwalają uznać go za personifikację seksizmu i mizoginii – Rafał Ziemkiewicz. Kiedy internauci zwrócili mu na to uwagę, ten, z przenikliwością właściwą swej kondycji intelektualnej stwierdził, że „szanować trzeba kobiety, które same się szanują. Kobiety wulgarne, agresywne i epatujące chamstwem same zrzekają się taryfy ulgowej.”. Nie powinno nikogo dziwić to, że zdaniem Ziemkiewicza, Krystyna Pawłowicz nie jest wulgarna, agresywna i nie epatuje chamstwem. Król Researchu, jak zwykle, „nie doczytał” i nie bardzo wie, na jaki temat się wypowiada. Mnie osobiście urzekło to, co Ziemkiewicz napisał o „taryfie ulgowej”. Bo z tego się wprost wylewa konserwatywny szacunek dla kobiet, na który kobiety sobie wpierw muszą zapracować. Ten szacunek konserwatystów do kobiet można spokojnie nazwać problemem „szacunkiem Shroedingera” - nie możemy stwierdzić, czy, zdaniem konserw, dana kobieta zasługuje na szacunek, do momentu, w którym zostanie ona dostrzeżona przez konserwatystów.

Na 6 bilionów dolarów wyceniono wartość Złotego Pociągu. Ponadto, przeprowadzono również badania, z których wynika, że 63% Polaków domaga się znalezienia Złotego Pociągu. A nie, przepraszam, chodziło o reparacje wojenne od Niemiec.

Jeżeli mieliście kiepski tydzień w robocie, albo, waszym zdaniem, spieprzyliście coś tak, że bardziej się już nie dało, to pamiętajcie, że mogło być gorzej, mogliście być specami, którzy wymyślili kampanię Tigera.

Podkomisja ds. pękania parówek stwierdziła, że „liczne zniszczenia lewego skrzydła samolotu TU 154 M noszą ślady wybuchu.”. W oświadczeniu, które można znaleźć na stronie MON, brakuje jedynie wzmianki, że „komisja dołożyła wszelkich starań, aby kadr po kadrze przeanalizować film „Smoleńsk” Krauzego”.

Wicepremier Jarosław Gowin po raz kolejny wypowiedział się na temat zmian w sądownictwie, które poparł, ale się nie zaciągał. „Moja deklaracja jest jasna: ani ja, ani moi posłowie nie zagłosujemy za odrzuceniem weta. Nie sądzę zresztą, by do takiego głosowania doszło”. Tłumacząc to z Gowinowego na polski: „jestem niezłomny, ale nie sądzę, żebyście się mieli okazję o tym przekonać”. 

Dorota Kania stwierdziła, że decyzją Prezydenta RP o odwołaniu przyznania generalskich nominacji 15 sierpnia stoi WSI. Wydaje mi się, że skrót WSI należy rozwijać jako „Wszechmogące Służby Informacyjne” względnie „deus ex machina”.

TVP otrzymało 800 milionów złotych pożyczki ze Skarbu Państwa. Najprawdopodobniej zarządzający telewizją nie słyszeli Premier Beaty Szydło, która rezolutnie stwierdziła, że żeby komuś pieniędzy nie brakowało, „wystarczy nie kraść”.

Zbieranie miliona podpisów pod petycją w sprawie reformy sądów idzie pełną parą. Dziesięć dni temu było ich 30 tysięcy, a dziś do miliona brakuje już tylko 968.000

Rządowe media usilnie starają się znaleźć autorytety, które poparłyby wycinkę w Puszczy Białowieskiej. Efekty tych poszukiwań są cokolwiek spektakularne, albowiem ostatnio Ministra Szyszkę i jego działania wsparł „gwiazdor pierwszej edycji programu „Rolnik szuka żony”, mieszkaniec Pasieczników Dużych, wsi leżącej w pobliżu Puszczy Białowieskiej”. Coś mi mówi, że autorytetem rządowych mediów mógłby zostać również uczestnik „Mam Talent!”, gdyby tylko mieszkał blisko Puszczy Białowieskiej. 

Rafał Ziemkiewicz postanowił się odnieść do krytyki pod adresem pisanych przez niego książek i zamieścił na Twitterze następujący wpis: „Zawsze mówiłem, że warunkiem krytykowania moich książek jest ich nie znać. Po przeczytaniu to już niemożliwe, w każdym razie skrajnie trudne”. Po pierwsze, przypominam, że Ziemkiewicz jest z wykształcenia polonistą. Po drugie, krytykowanie jego dzieł jest faktycznie skrajnie trudne, bo swego czasu taśmowo banował na Twitterze większość ludzi, która wytykała mu błędy w jego „historycznym” dziele „Jakie piękne samobójstwo”. Po trzecie, krytyka jest trudna również dlatego, że ilości baboli w jego książkach nie da się ogarnąć bez listy. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że jego „historyczne” dzieło zostało zjechane przez jego redakcyjnego kolegę, Piotra Gursztyna. (link w źródłach)

10 sierpnia odbyła się 88 miesięcznica smoleńska. Nieco dziwne jest to, że nie poszli na nią narodowcy, bo 88 to jedna z ich ukochanych liczb. Ale to tylko dygresja, albowiem Naczelnik ogłosił, że miesięcznic będzie w sumie 96, żeby upamiętnić wszystkie ofiary katastrofy. Jest to o tyle ciekawa deklaracja, że do tej pory można było odnieść wrażenie, że w katastrofie smoleńskiej zginął jedynie Prezydent Lech Kaczyński. Kolejna deklaracja odnosiła się do działalności tzw. „Zespołu Macierewicza”. Prezes powiedział, że wierzy  „że na 8. rocznicę usłyszymy ostateczną prawdę, niezależnie jaka będzie”. Wychodzi na to, że zespołowi ds. wybuchania parówek oglądanie „Smoleńska” Krauzego zajmie jeszcze 8 miesięcy.

Źródła:









https://twitter.com/DoRzeczy_pl/status/895897628436832256

str 290 (36/112 w PDFie)


https://www.petycjeonline.com/stats.php?id=179909


Gursztyn o „Jakie piękne samobójstwo”.




czwartek, 3 sierpnia 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #12

Wicepremier Jarosław „Człowiek z Plasteliny” Gowin odniósł się ostatnio do słów krytyki, które padły pod jego adresem „Akcja nacisku na mnie była koordynowana przez specjalistów. Użyto zmasowanego hejtu”. Po pierwsze, Gowin ma ego wielkości Sfery Dysona. Po drugie, o tych „specjalistach koordynujących zmasowany hejt” minister dowiedział się zapewne od zamrażanych zarodków (z którymi, jak wiemy, lubi sobie czasem pokonferować).

Arcybiskup Hoser skrytykował ludzi, którzy protestowali przeciwko skrajnemu upartyjnieniu sądów w Polsce: „niewielu z nich przeczytało konstytucję, nie przeczytali ustaw, przeciwko którym występowali”. Gdybym był złośliwy, przypomniałbym o tym, jak to abp Hoser, nie znając treści konwencji antyprzemocowej powiedział, że „konwencja sugeruje, że źródłem przemocy jest rodzina”. Ponieważ jednak nie jestem złośliwy (z czego sobie doskonale zdajecie sprawę) napiszę jedynie, że Hoserowi i jemu podobnym tęskno do PRL-owskich mechanizmów sterowania państwem, które swego czasu pozwoliły na powołanie Komisji Majątkowej.

Jarosław Kaczyński powiedział, że „zatrzymanie przez prezydenta reformy sądownictwa było poważnym błędem; teraz trzeba myśleć o tym, jak z tego wyjść.”. Domyślam się, że po tych słowach Prezydent RP konsultował się z prawnikami w celu ustalenia tego co Jarosław Kaczyński jest mu w stanie zrobić „bez żadnego trybu”.

Mimo napiętej atmosfery Jarosławowi Kaczyńskiemu dopisuje dobry humor. Kiedy zapytano go o rekonstrukcję rządu, odpowiedział: „Rekonstrukcja? To pytanie do pani premier. To ona zdecyduje, czy ona będzie, czy też nie”. Muszę przyznać, że był to doskonały dowcip, ale ja bym go pociągnął dalej i powiedział, że „Zapewniam was, że jak już pani premier tę decyzję podejmie, to będzie nią zaskoczona”.

Jaki związek ma fakt, że ojciec Marka Borowskiego zmienił imię i nazwisko z tym, że Jarosław Gowin niezłomnie zagłosował za ustawą, której nie popierał? Jeżeli nie jesteście w stanie odpowiedzieć na to pytanie, to mam dla was dobrą wiadomość – nie jesteście Magdaleną Ogórek

Tydzień temu Tomasz Sakiewicz ogłosił, że właśnie powstał „Komitet: żądamy reform sądów”, którego twórcy mają zebrać milion podpisów pod petycją do władz, a następnie urządzić demonstrację. Dzień później oznajmił „12 tys podpisów w ciągu kilkunastu godzin zebrał Komitet: żądamy reformy sądów”.Tomasz Sakiewicz jest człowiekiem zajętym (w końcu portal za 6 baniek się sam nie zrobi), i dlatego nie mógł codziennie referować kolejnych sukcesów komitetu w zbieraniu podpisów. Ponieważ jestem osobą bardzo uczynną, podsumuję te sukcesy za niego. Po siedmiu dniach zbierania podpisów, komitet ma ich już 30 tysięcy. Zebranie pozostałych 970 tysięcy będzie formalnością. 

Pod koniec lipca suweren urządził manifestację poparcia dla rządu Prawa i Sprawiedliwości. Nie wiedzieliście o tym? Najprawdopodobniej dlatego, że nie było was wtedy w Chicago.

Minister Jan Szyszko na jedną z konferencji przyniósł słoik pełen korników. Pewnie uznał, że jeżeli pokaże ludziom swoje zwierzęta domowe, to może wreszcie go polubią.

Polska Grupa Energetyczna postanowiła uczcić Powstanie Warszawskie okolicznościowym plakatem. Połączenie haseł „dostarczamy energię” i „poświęcenie to wielka energia” jest moim zdaniem, co najmniej genialne. Genialne na tyle, że powinniśmy się cieszyć z tego, że PGE nie produkuje kaszanki.

Narodowcy, jak co roku przy okazji obchodów rocznicowych Powstania Warszawskiego – rzucali monetą, żeby ustalić, którą ze stron walczących w powstaniu będą upamiętniać.

Firma Red is Bad podziękowała Magdalenie Ogórek za to, że ta prowadziła „W tyle wizji” przyodziana w ciuch RiB. Niebawem ambasadorem marki RiB zostanie Leszek Miller. 

Część rządowych mediów hejtowała Fundację Otwarty Dialog, która wysyłała kamizelki kuloodporne i hełmy Ukraińcom walczącym z zielonymi ludzikami. Być może rządowi mediaworkerzy mają pretensję do FOD za wspieranie nie tej strony co trzeba? Przecież gdyby te kamizelki i hełmy dostały zielone ludziki, to nie musiałyby używać sprzętu, który „można kupić w każdym sklepie z demobilem na obszarze byłego ZSRR”.

Ministerstwo Sprawiedliwości pod wodzą Zbigniewa Ziobry wydało prawie pół bańki na speców od PR-u. Czy ktoś mógłby to przeliczyć na ośmiorniczki?

Źródła



https://twitter.com/wPolityce_pl/status/890625918816747520

https://twitter.com/TomaszSakiewicz/status/890803268330323968





Niestety, nie ma linku do tweeta RiB, bo firma była łaskawa go usunąć (być może ktoś w RiB wpisał w google „co to jest SLD”?). Zamiast tego, podrzucam link to tweeta Magdaleny Ogórek, który był odpowiedzią na podziękowania.