sobota, 8 sierpnia 2020

Siła bezsilnych

Niniejszą notkę zaczniemy od kilku eksperymentów myślowych.


Wyobraźmy sobie co by było, gdyby w Polskę ruszyły furgonetki ze screenami z jakiegoś kiepskiego porno, na którym jakiś typ przebrany za policjanta macha fiutem w miejscu publicznym (zasada 34 jest bezlitosna, na pewno dałoby się znaleźć coś takiego). Wyobraźmy sobie, że na furgonetce ktoś umieścił dane z IDzD, z których wynika, że policjanci nie robią nic innego poza gwałceniem dzieci. Wyobraźmy sobie, że ktoś tam dodał napis „tacy chcą pilnować bezpieczeństwa Twoich dzieci”. Jak szybko bagieciarnia zawinęłaby taką furgonetkę i jak szybko jej kierowca wylądowałby na dołku?


Wyobraźmy sobie inną furgonetkę. Na tej, dla odmiany, ktoś napisał, że Prawo i Sprawiedliwość to pedofile (tu nawet byłaby podkładka, bo jeden z radnych tej formacji wysyłał swoje nagie fotki uczniom szkoły). Do tego ktoś dodałby jakieś dane liczbowe (również z tego samego instytut) i dodał napis „tacy chcą bronić Twoich dzieci”. I znowuż, zastanówmy się nad tym, jak szybko Zbyszek doprowadziłby do tego, że na dołku wylądowaliby wszyscy, którzy mieli jakikolwiek związek z tą furgonetką (łącznie z agentem ubezpieczeniowym, u którego wykupiono polisę OC i diagnostą, który dał dopuszczenie do ruchu).


Wyobraźmy sobie jeszcze inną furgonetkę. Na tej, dla odmiany, ktoś umieściłby jedynie fakty dotyczące ukrywania pedofilii przez Kościół (+ parę nagłówków odnoszących się do kościelnej pedofilii + może parę cytatów z obrońców pedofilów [np. o „dawaniu ciumka”]) i może jakiś screen z zawartości dysku twardego Księdza G. (Dominikańskie media się nie pierdoliły w tańcu i w materiale o księdzu G. pojawiły się fragmenty [rzecz jasna ocenzurowane] filmików z jego dysku). Tutaj ktoś mógłby po prostu napisać, że „tacy chcą uczyć Twoje dzieci”. Furgonetki, rzecz jasna, powinny być ustawione pod kościołami. Tutaj pytanie, które należałoby sobie postawić brzmi następująco: kto byłby szybszy? Chłopaki od Zbyszka, czy owieczki, które spaliłyby furgonetkę i spuściły wpierdol kierowcy?


Wyobraźmy sobie, że po miastach innych państw w UE zaczynają jeździć furgonetki, na których ktoś wrzucił dane dotyczące tego, ilu przestępstw dokonali w danym kraju Polacy. Dodatkowo na furgonetkach znalazłyby się opisy tych najbardziej drastycznych. Prócz tego, na furgonetce znalazłby się napis „tacy chcą przyjeżdżać do naszego kraju”. Jak szybko zostałyby uruchomione polskie służby dyplomatyczne (i jak szybko wezwanoby ambasadora danego kraju na dywanik do MSZ)?


Albo wiecie co? Zapomnijcie o danych z IDzD. Wyobraźmy sobie, że na tych furgonetkach opisano jedynie prawdziwe sytuacje. Znalezienie ich nie byłoby trudne, bo, jak już wspomniałem, radny z PiS wysyłał swoje nagie fotki dzieciom, zaś (o tym nie wspomniałem) bez problemu można znaleźć wiadomości o pedofilach w mundurach policyjnych. Czy takie furgonetki mogłyby sobie jeździć po Polsce albo np. stać sobie pod kościołami, biurami PiSu, czy komendami policji? No, kurwa, nie. Bagieciarnia momentalnie by zareagowała, a chłopcy i dziewczęta od Zbyszka znaleźliby jakieś paragrafy, którymi dałoby się rzucić w autorów akcji.


Czemu miały służyć te eksperymenty myślowe? Ano temu, żebyście mogli w pełni docenić to, jak bardzo państwo nic nie robi z tym, że po Polsce jeżdżą furgonetki oklejone tekstami, których nie powstydziliby się twórcy der Sturmera. Acz to, że państwo „nic nie robi” to takie niedopowiedzenie, bo te furgonetki mają czasami policyjną obstawę. Rozumiecie?  Furgonetki, na których znajdują się kłamliwe wypowiedzi, mające na celu szczucie ludzi na mniejszości seksualne (tak więc łamiące prawo), dostają obstawę policyjną. Jeśli to nie jest jawne demonstrowanie pogardy państwa dla mniejszości seksualnych, to nie bardzo wiem, jak to, kurwa, nazwać.


Jednym z największych absurdów jest to, że polskie władze (z Prezydentem RP) na czele, budują narracje, w myśl których za mniejszościami seksualnymi stoi jakieś wszechpotężne lobby i chuj wie jakie pieniądze. Przedstawiciele partii rządzącej (również ci zatrudnieni w mediach rządowych) opowiadają brednie, z których wynika, że elbagiety to tacy w sumie bolszewicy i naziści (tak, ci pierdoleni kretyni porównują prześladowane przez III Rzeszę mniejszości seksualne do nazistów. Być może można być większym kretynem, ale potrzebowałbym mocnych dowodów, żeby w to uwierzyć). Innym absurdem jest to, że skrajna prawica, z Kościołem na czele, wszystkich, których nie lubi, określa mianem marksistów. No bo wiecie, feministki walczą z mężczyznami (tylko, że nie walczą), elbagiety walczą z heterykami (tylko, że nie walczą), a skoro marksiści walczyli z klasami posiadającymi, to w sumie jest to samo. Tym idiotom zupełnie umyka fakt, że w myśl swoich własnych gówno-definicji, sami są marksistami, bo walczą ze wszystkimi dookoła. Z liberałami, z lewicą, z mniejszościami seksualnymi, z uchodźcami, z ateistami, z Zachodem, z feministkami i tak dalej i tak dalej. Dyskutowałem kiedyś z jednym panem, który sugerował, że co prawda marksizm kulturowy nie ma definicji, ale można przyjąć, że jest nim np.  bezrefleksyjne przyjmowanie jakichś wzorców z Zachodu. Kiedy zapytałem, czy w takim razie marksizmem kulturowym jest mówienie o marksizmie kulturowym (bo to, ekhm, „pojęcie” przyszło do nas z Zachodu i nic nie znaczy), okazało się, że „te sytuacje są nieporównywalne”.


No dobrze, ale po co polskie władze robią to, co robią? Po co szczują ludzi na mniejszości seksualne (i np. robią jakieś gównoakcje wydając na to pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości)? Po to, żeby wreszcie udowodnić, że mniejszości seksualne są złe. Prawica stosuje dość standardowe metody (acz przez to, że rządzą krajem i mają pod sobą policję i wszelkiej maści służby można powiedzieć, że te działania są „na sterydach”). Otóż w czasach, w których PiS już i jeszcze nie rządził obserwowałem te działania i wyglądało to tak, że produkowano narracje na temat jakiegoś środowiska tak długo, aż wreszcie dane środowisko się wkurwiło i zareagowało. Rzecz jasna, żelazny elektorat otrzymywał informacje tylko i wyłącznie o reakcji i nie był informowany o tym, co działo się wcześniej. I nie, nie mam tu na myśli „prowokacji” w ujęciu prawicowym, czyli tego, że na ten przykład, jakiemuś łysemu karkowi wydawało się, że ktoś na niego krzywo spojrzał i (w ramach samoobrony przed krzywym spojrzeniem) spuścił wpierdol temu, kto krzywo patrzył. Tylko, np. działania organizacji zygotariańskich, które non stop wyzywają swoich oponentów od morderców i za każdym razem, gdy ktoś im odwarknie, zgrywają ofiary. Prawica opanowała te metody do perfekcji i z powodzeniem stosuje je od momentu, w którym przejęła w Polsce władze. Szczujemy na jakieś środowisko tak długo, aż ktoś się wkurwi, a potem nagłaśniamy jakąś wypowiedź, którą udało się nam wywołać. Stosowano w przypadku konfliktu na linii władza – dowolna grupa, która podpadła. Czy to lekarze, czy to nauczyciele, czy to ktoś z opozycji. Różnica między tymi środowiskami, a mniejszościami seksualnymi polega na tym, że te środowiska mogłyby uniknąć gnojenia przez władze. W jaki sposób? Ano w taki, że np. nie będą protestować, domagać się podwyżek albo na ten przykład, tłumaczyć, że państwo polskie przeznacza zbyt mało pieniędzy na opiekę zdrowotną (takie sugestie są przecież jawnym skandalem, bo pod wodzą Zjednoczonej Prawicy nie brakuje na nic pieniędzy) i tak dalej. Generalnie rzecz ujmując, to szczucie ma doprowadzić do takiej sytuacji, w której wszyscy będą grzeczni i nie będą podskakiwać.


Mniejszości seksualne nie mają takiej możliwości. Niezależnie od tego, co zrobią i jak bardzo „nie będą się obnosić”, polskie władze i tak będą je prześladować. Nie będzie Marszów Równości? Nic takiego, będzie można wrzucać zdjęcia z jakichś eventów BDSM z Zachodu i tłumaczyć suwerenowi, że ONI CHCĄ ŻEBY W POLSCE BYŁO TAK SAMO. Organizacje LGBT będą siedzieć cicho i nie będą interweniować na skandaliczne wypowiedzi, których nie powstydziliby się twórcy Der Sturmera? To nawet lepiej, bo wtedy będzie można straszyć suwerena „ukrytym” wrogiem. Mniejszości seksualne będą się ukrywać (i np. partnerzy nie będą chodzić „za rękę” [ja wiem, że to i tak rzadkość ze względu na „klimat”, który u nas panuje) i nie będą się przyznawać do orientacji? Jeszcze lepiej. Po pierwsze dlatego, że łatwiej jest straszyć tym, czego ktoś nie zna, po drugie, będzie można tłumaczyć, że skoro się ukrywają, to pewnie „rozumieją, że coś jest z nimi nie tak”, a po trzecie, Patryki Jakie i Sebastiany Kalety będą mogły przypiąć sobie odznaki „obrońcy polskich rodzin przed elbagietami” i tłumaczyć, że udało im się powstrzymać drang nach osten w wykonaniu wrażych sił pod dowództwem generała LBGT. Zjednoczona Prawica nie odpuści mniejszościom seksualnym, bo to dla nich idealny wróg. Można na niego bezkarnie szczuć (ok, UE się trochę ruszyło, ale póki co, to zbyt mało, żeby nasze władze się cofnęły), bo nie stanowi żadnego zagrożenia. Dodatkowo, jak się tego elbagieta wkurwi i np. ktoś powiesi flagę na pomniku (czym, rzecz jasna, zrani uczucia religijne pomnika), to będzie dowód na to, że te środowiska są agresywne i w ogóle nikogo nie szanują. O tym, że wcześniej się te środowiska porównywało do zarazy, bolszewizmu, nazizmu, pedofilów (i chuj wie do czego jeszcze), polskie władze nie będą wspominać.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


To, co odjebało się w Warszawie pokazuje, w którą stronę zmierza nasze państwo. Pomijając już idiotyczną decyzję sądu o 2-miesięcznym areszcie dla kogoś, kto do wszystkiego się przyznał (oberprokurator twierdził, że istniało ryzyko mataczenia [oczywiście, że nie istniało, ale idealnie wpisuje się to w narracje o wszechmocnych elbagietach]) i nie zamierzał uciekać, to policja celowo doprowadziła do eskalacji. Można było to załatwić inaczej, ale nie, trzeba było odjebać szopkę, bo liczono na to, że ktoś będzie chciał jej bronić (ze względu na idiotyczną i krzywdzącą decyzję sądu). Zanim ktoś powie „no ale ona tę furgonetkę i kierowcę” - proszę wrócić do eksperymentu myślowego z początku tekstu. Te furgonetki nie powinny mieć prawa do wyjechania na ulicę, a gdyby ktoś je zaparkował gdzieś pod osłoną nocy, to powinny zostać odholowane na parking policyjny, zaś autorzy akcji powinni zostać zmuszeni (wyrokiem sądowym) do sprostowania bzdur, które opowiadają (tak, żeby sprostowanie miało porównywalnie szeroki zasięg). Of korz, wtedy odezwałyby się głosy fundamentalistów, że są prześladowani, ale prawda jest taka, że w Polsce od dłuższego czasu „wolność religijna” i „sumienie” to pojęcia-wytrychy, które oznaczają prawo do gnojenia mniejszości seksualnych (albo też dowolnego „innego”) i nieponoszenia z tego tytułu żadnej odpowiedzialności. Cieszy mnie to (o ile cokolwiek, kurwa, może mnie cieszyć), że lewica ma swoją reprezentacje w Sejmie i że ta reprezentacja pokazała wczoraj zajebisty RiGCz. Prawda jest bowiem taka, że gdyby za tymi ludkami nie wstawił się nikt z immunitetem (i np. gdyby posłanki nie blokowały dojazdu bagieciarni), to zebrani tamże dostaliby srogi wpierdol. Dobrze, że ogarnął się też ktoś z KO, ale jak na największą partię opozycyjna, to była to reprezentacja dość, kurwa, mizerna (no ale, pewnie nie było jeszcze fokusów i nie wiadomo, jak reagować, co nie?).


Pozwolę sobie w tym miejscu wyrwać pewną wypowiedź z kontekstu (którym była kolejna próba uPRL-owienia sądów). W grudniu 2018 Prezes Polski powiedział, że: „Państwo nie jest dzisiaj silne wobec słabych, a słabe wobec silnych. I tak pozostanie, jeśli my będziemy u władzy”. To, co stało się w Warszawie (i wcześniejsze ściganie ludzi za powieszenie flagi na pomniku) wprost idealnie wpasowuje się w tę wypowiedź. Kibole zablokowali autostradę i lali się tam po ryjach? Policja, na wszelki wypadek pojawiła się tam, jak już było po wszystkim, a teraz opowiada o tym, że no szukają winnych, ale to może być długotrwałe śledztwo. NacjoSebixy odpalają pierdyliony rac na swoim spędzie? Policja nie reaguje. Ktoś wiesza podobizny polityków opozycji na szubienicy? No przeca to happening. Nazistowska retoryka i symbolika na spędzie nacjosebixów? Okazało się, że niosący banner powiedzieli, że to nie ich i prokuratura odpuściła. Wiecie, ja się na Podkarpaciu wychowałem (niegdyś „tarnobrzeskie”) i napatrzyłem się na to, jak bardzo policja daje dupy w sytuacji, w której istnieje ryzyko dostania po mordzie od jakiegoś karka. Nigdy nie zapomnę radiowozu, który jechał sobie spokojnie, aż tu nagle zawrócił i zaczął spierdalać, bo bagieciarnia zobaczyła kilkunastu karków, którzy (z nagimi torsami) szli sobie po chodniku i ulicy. Ta sama policja odważnie spisywała ludzi, którzy mieli czelność siedzieć sobie na przystanku w nocy i nie wydzierać mordy, ani nie spożywać napojów alkoholowych. Człowiek się na takie rzeczy napatrzył wcześniej i naiwnie myślał, że to jakoś tak, kurwa, w niebyt odejdzie wraz z pokoleniem bagiet, które mentalnie nie wyszły z czasów, w których policja (wtedy jeszcze milicja) miała nieco inne obowiązki, niż w czasach słusznie minionych. Minęło trochę czasu i bagieciarnia zaczęła sprawiać wrażenie bardziej ogarniętej. A potem np. trafiało się na siłowni na jakichś nakoksowanych jegomościów (ważących tak pi razy oko po 120 kg), którzy głośno rozprawiali o tym, że w sumie to oni mali są i że trzeba znowu przyjebać bombę, a gdzieś w trakcie rozmowy okazywało się, że panowie są z policji. No, ale człowiek patrzył na tych koksów i se myślał, że, chuj, trudno. Kibolstwo wpierdala sterydy wiadrami, policmajstry też muszą. Tylko, że od jakiegoś czasu obserwuje się nadpobudliwość policji w sytuacjach, w których można by było sobie poradzić bez użycia siły. To zupełnie tak, jakby ktoś szczuł tych nakoksowanych kretynów na ludzi w ramach pokazu siły: bądź grzeczny, bo dostaniesz wpierdol, a potem jeszcze poprawimy Ci zarzutami i po chuj Ci to?


Ja wiem, że to jest anecdata, ale pojawia się sporo opinii, w których stoi, że po tym, co teraz odpierdala policja (pilnowanie pomników, ściganie ludzi za powieszoną flagę i brandzlowanie się tym w mediach społecznościowych) odbudowanie wizerunku tejże służby potrwa bardzo długo. I tak sobie myślę, że ludzie wygłaszający te opinie co prawda mają sporo racji, ale nie biorą pod rozwagę tego, że być może policji wizerunek „zbrojnego ramienia partii” nie przeszkadza? Jeżeli ktoś chce mi tutaj powiedzieć, że nie wszyscy policjanci są źli, to ja takiej osobie odpowiem, że teraz jest, kurwa, dobry moment na to, żeby ci „nie-źli” zareagowali na to, co się dzieje. Jeżeli bowiem nie reagują, to znaczy, że sytuacja im albo nie przeszkadza, albo wręcz odpowiada. Jeżeli zaś ktoś się boi zareagować, to chyba nie bardzo nadaje się do pełnienia funkcji kogoś, kto ma stać na straży prawa.


https://tvn24.pl/tvnwarszawa/mokotow/warszawa-furgonetka-anty-lgbt-w-towarzystwie-policyjnych-wozow-4656088

https://tychy.naszemiasto.pl/policjant-z-jaworzna-zostal-oskarzony-o-seks-z-6-latka/ar/c1-5079781

https://radioszczecin.pl/6,381428,kaczynski-dzis-panstwo-nie-jest-silne-wobec-slab

https://sport.dziennik.pl/pilka-nozna/artykuly/7781488,ustawka-autostrada-a4-pseudokibice.html

piątek, 7 sierpnia 2020

Hejterski Przegląd Cykliczny #69

Na samym wstępie pozwolę sobie (bo któż mi zabroni?) na opisanie przyczyn, dla których zaliczyłem lekki poślizg. Pierwszą z przyczyn było to, że trochę wakacjowałem i dozowałem sobie politykę, zaś trolling ograniczyłem sobie do ćwitra. Druga przyczyna to taka, że w niniejszym Przeglądzie po raz pierdylionowy przyjdzie mi pochylać się nad (eufemizując) chujowością polskiej opozycji i szczerze się w tym miejscu przyznam, że potrzebowałem czasu do tego, żeby w ogóle zabrać się za pisanie. W „Dobrym Omenie” był taki bohater, który się zwał Newton Pulsifer. Bohater ów potrafił zepsuć dowolny sprzęt elektroniczny (of korz, niespecjalnie, po prostu usiłując na tymże sprzęcie pracować). Polska opozycja to taki Newton Pulsifer, z tą różnicą, że nie psują elektroniki, ale, na ten przykład, kampanie wyborcze. Po głębszym namyśle doszedłem do wniosku, że polscy politycy opozycyjni mogliby uchodzić za personifikację Praw Murphyego: jeżeli można coś zjebać, to polski polityk opozycyjny znajdzie sposób na zjebanie tego czegoś. Najgorsze w tej chujowatości opozycji jest to, że przez nią partia rządząca robi się coraz bardziej bezczelna. Bezczelność ta przejawia się choćby w tym, że Prezydent RP wygrał wybory mimo tego, że mówił językiem Krystyny Pawłowicz i Dariusza Oko. To niemoc opozycji sprawiła, że Patryk Jaki (aka „Doktor Chłopak z Biedniejszej Rodziny”), zrobił spektakularną karierę polityczną (a w jego ślady podążają: Kaleta, Matecki, Ozdoba, Kowalski i wielu innych). Politycy ci zorientowawszy się, że można powiedzieć dowolną bzdurę i nie ponieść za to żadnych konsekwencji, opierają na tym swoje kariery. Niestety, na tym się sprawa nie kończy, bo skoro można bezczelnie kłamać, to czemu nie miałaby z tego korzystać wierchuszka Zjednoczonej Prawicy? Pamiętacie pewnie bardzo dobrze, jak to Premier Tysiąclecia ogłosił, że epidemia jest już w odwrocie, więc całkiem spoko, że Polacy się już nie boją koronawirusa. Wypowiedź była skrajnie nieodpowiedzialna, bo z koronawirusem jest tak, że w odwrocie to on będzie, jeżeli uda się Big Pharmie ogarnąć szczepionkę i okaże się, że przeciwciała nie są krótkotrwałe. Co zrozumiałe, Premier Tysiąclecia był okładany swoją wypowiedzią. Równie zrozumiałe jest to, że Premier Tysiąclecia jest broniony przez swoją formację. Łukasz Szumowski (aka „człowiek insomnia”) powiedział, że: „Wszystko to kwestia semantyki. Mieliśmy wtedy 200 zakażeń dziennie. Pan premier powiedział, że wirus jest w odwrocie, bo wtedy był. Teraz przyrósł (...) Widzimy, że zawsze trzeba pamiętać i mieć z tyłu głowy, że epidemia to jest dzikie zwierzę. W każdej chwili może wyrwać się z kontroli, którą wydawało się nam że mamy”. Temat ten poruszył również zastępca Szumowskiego (Janusz Cieszyński): „Premier Morawiecki mówił o sytuacji, która miała miejsce w połowie lipca. Rzeczywiście było tak, jak mówił Morawiecki, że na początku czerwca mieliśmy dziennie średnio ok. 450 przypadków. Później to systematycznie spadało, a w połowie lipca osiągnęło ok. 250 zakażeń, więc kiedy te słowa padały, to wirus rzeczywiście był w odwrocie”. Obaj panowie tłumaczą, że Premier Tysiąclecia tak jakby miał rację (choć jej nie miał), ale tylko jeden rozpostarł  dupochron i dodał wzmiankę, że, „epidemia może się wyrwać spod kontroli”. Żaden z panów nie zwrócił uwagi na to, że idiotyczna wypowiedź ich pracodawcy mogła mieć demobilizujący wpływ na Polaków. No bo skoro korona jest w odwrocie, to można trochę wyluzować z tymi wszystkimi maskami, płynami do dezynfekcji, social distancingami/etc., prawda? Warto w tym miejscu wspomnieć, że nie mam tu na myśli foliarzy spod znaku „walki z 5G”, ale zwykłych ludzi, którzy są deczko tym wszystkim zmęczeni i nagle usłyszeli, że w sumie to nie ma się czego bać. Czemu więc żaden z tych panów o tym nie wspomniał? Bo ich jedynym zadaniem było wytłumaczenie suwerenowi, że Premier Tysiąclecia „miał rację”, żeby przypadkiem nikomu nie przyszło do głowy, że wyżej wymieniony Prezes Rady Ministrów powinien przeprosić za swoją durną wypowiedź. Innym przypadkiem skrajnej bezczelności był ćwit europosłanki (ex ministry edukacji) Anny Zalewskiej, która napisała była, że: „Czekając na konferencję MEN o bezpiecznym powrocie dzieci do szkół, sprawdzajmy czy jest tam ciepła woda i mydło. Szanowni rodzice, pamiętajcie, że właścicielami budynków są z reguły samorządy. #koronawirus”. Bo wiecie, co prawda MEN decyduje o tym, czy i kiedy dzieci wrócą do szkół, ale to samorządy ponoszą odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo, tak więc nie czepiajcie się rządu!


Podobnie bezczelnych i głupich wypowiedzi Zjednoczona Prawica wyprodukowała w trakcie swoich rządów tyle, że gdyby ktoś zechciał je wszystkie zebrać do kupy, musiałby sobie pożyczyć diamentową strukturę wielkości Jowisza z układu Adro. Im bardziej opozycja nie rozlicza partii rządzącej z takich wypowiedzi, tym więcej politycy partii rządzącej ich produkują. Czy z tego, co napisałem, wynika, że opozycja w ogóle nie grilluje partii rządzącej za takie wypowiedzi? Nic z tych rzeczy. Czasem (ale są to wyjątkowe sytuacje) takie grillowanie się zdarza. Problem polega na tym, że przeważnie wygląda to tak, że opozycja „rusza do boju” po tym, jak nad daną wypowiedzią pochylą się internauci i np. jakiś temat zaczyna trendować na ćwitrze (albo wykręcać gigantyczne zasięgi na FB). W powyższym zdaniu kluczowe jest „po tym”, bo opozycja się z tym nie śpieszy i rzadko kiedy uda się jej wpasować w jakiś wkurw. Przeważnie wygląda to tak, że jakaś wypowiedź wkurwia internautów, którzy dają wyraz swojemu wkurwieniu w mediach społecznościowych, a jakiś tydzień później polityk/polityczka opozycji wypowiada się w tym temacie w „starych” mediach (przy okazji ignorując jakiś bieżący temat). Zupełnie inaczej rzecz się ma z politykami Zjednoczonej Prawicy, bo ci do perfekcji opanowali umiejętność indukowania wkurwienia (czasem muszą długo tłumaczyć suwerenowi, że powinien się wkurwić), a potem grzania tematu „na bieżąco”. Opozycja nauczyła Zjednoczoną Prawicę tego, że ta druga może robić zwroty narracji o 180 stopni i nie szkodzi jej to w najmniejszym stopniu. Wystarczy sobie przypomnieć to, jak politycy partii rządzącej „uspokajali” wszystkich, że w sumie to wszystko w porządku z tą koroną będzie, bo po pierwsze, to ona jest daleko, a po drugie, to nawet jak przyjdzie, to jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność. Potem zaś okazało się, że (co za brak zaskoczenia) wirus jakoś tak się nie przejął tym, że „Chiny są daleko”, a Polska okazała się średnio przygotowana (vide, braki środków ochrony indywidualnej/etc.). Nie przeszkodziło to Zjednoczonej Prawicy w narzuceniu narracji, w myśl której oni od początku traktowali zagrożenie koronawirusem „na poważnie”. Nikogo nie powinno dziwić to, że opozycja nie podjęła jakichś sensownych działań mających na celu „przełamanie” tych narracji. Rzecz jasna, nikogo nie powinno to dziwić dlatego, że opozycja nas do tego przyzwyczaiła. Czasem (acz bardzo rzadko), ktoś z opozycji się zorientuje, że może warto by było (z przyczyn stricte pragmatycznych) pochylić się nad jakimś tematem i zetrzeć się z partią rządzącą celem „popsucia” jakiejś narracji. W praktyce wygląda to tak, że trochę się tam politycy poprztykają, ale opozycja praktycznie zawsze taki temat szybko odpuszcza. Takie „odpuszczanie” cieszy Zjednoczoną Prawicę, która (jak to już wcześniej zaznaczyłem) bezkarnie robi narracyjne zwroty o 180 stopni.  


Praktycznie za każdym razem, gdy ktoś zaczyna krytykować opozycję za „niemoc”, pojawiają się jej obrońcy, którzy zaczynają tłumaczyć, że jeżeli ktoś jest taki mądry, to czemu „sam czegoś nie zrobi”. I tu dochodzimy do kolejnej istotnej kwestii. Otóż, owi obrońcy w ogóle nie zwracają uwagi na to, że naprawdę spora liczba ludzi „coś robi”. Przykładowo, jakiś polityk partii rządzącej zaczyna opowiadać coś, co stoi w sprzeczności z jego wcześniejszymi wypowiedziami (albo wypowiedziami jego kolegów). W ogromnej większości przypadków, ta sprzeczność zostaje wyłapana przez jakichś ćwiternautów, którzy momentalnie zaczynają delikwenta/delikwentkę bombardować screenami i cytatami. Od czasu do czasu taki ćwiterowy grill zostaje podchwycony przez jakieś medium i dany polityk otrzymuje „trudne pytanie” na antenie. Kiedy nad sprawą pochylą się media, do akcji wkracza opozycja, która albo nie robi nic, albo tak długo zastanawia się nad tym „co robić”, że spóźnia się na imprezę. Wydaje mi się, że niemoc opozycji idealnie obrazuje to, co się stało w kontekście wyjebanego przez sztab Prezydenta RP kampanijnego konta z 2015. Najprawdopodobniej pamiętacie o tym, że zanim wyżej wymienione konto kampanijne zostało usunięte, skopiowałem prawie wszystkie ćwity, które tam sobie wisiały. Potem napisałem o tym notkę. Notka przyciągnęła uwagę kilku portali, które nagłośniły sprawę, tym samym „zniknięcie” sztabowego konta miało swoje pięć minut. Pięć minut i ani sekundy dłużej, bo żaden sztab nie pochylił się nad wypowiedziami z 2015, którymi można by było bezlitośnie okładać kandydata Zjednoczonej Prawicy w 2020 roku. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że spodziewałem się takiego finału i swój tekst o znikniętym koncie spointowałem w sposób następujący: „Sposobów na wykorzystanie tych wpisów jest od cholery i obstawiam, że tego (również) bali się sztabowcy obecnego Prezydenta, którzy „schowali”, konto. Brak reakcji na to, co się stało sugeruje, że sztabowcy bali się zupełnie niepotrzebnie.”


Od dłuższego czasu uwaga Zjednoczonej Prawicy zwrócona jest w stronę mediów. Media bowiem mają czelność patrzeć władzy na ręce i wyciągać na światło dzienne rzeczy, które władza wolałaby nadal trzymać pod dywanem. Ilekroć zostajecie trafieni histeryczną narracją „polskojęzyczne media szkalują rząd”, tylekroć możecie być pewni, że mediom udało się wynorać coś, co władze starały się przed wami ukryć. Ilekroć widzicie wpisy internautów, którzy klarują, że polski rząd powinien te media przejąć (bo o to chodzi w „repolonizacji”), tylekroć widzicie rządowego drona, który zaczyna panikować. No bo ok, do tej pory Zjednoczona Prawica była teflonowa, ale zawsze istnieje ryzyko, że któraś z odkopanych przez media spraw wkurwi suwerena tak bardzo, że nie będzie czekał na wybory i pojedzie do Warszawy z taczkami. I tu znowuż przyjdzie nam w pełni docenić kunszt opozycji. Media non stop wyciągają władzy jakieś trupy z szafy, a opozycja ma to w dupie. W tym miejscu pozwolę sobie na krótką dygresję: nie, kurwa, nie wystarczy nawalanie wnioskami o wotum nieufności. Taki wniosek powinien być poprzedzony kampanią informacyjną, w trakcie której suwerenowi opisywano by dokonania osoby, której dotyczy wotum. A teraz wróćmy do meritum. Ile razy w trakcie kampanii prezydenckiej 2020 ktoś wspomniał o stalkerach/hejterach powiązanych z Ministerstwem Sprawiedliwości? Ile razy ktoś wspomniał o tym, że służby specjalne usiłowano wykorzystać do politycznej zemsty na Ludmile Kozłowskiej (Fundacja Otwarty Dialog)? W tym drugim przypadku, pechowo dla Zjednoczonej Prawicy (i szczęśliwie dla Kozłowskiej) zaangażowano w to służby innych krajów, które bardzo szybko ogarnęły, że powody, dla których Kozłowską objęto banem na wjazd do Schengen pochodziły z IDzD. Takich (kurewsko ciężkich) tematów było mnóstwo. Praktycznie żaden nie pojawił się w kampanii. A może ktoś chce porozmawiać o tym, jak to obecny Prezydent RP unikał konferencji prasowych i absolutnie nikt z opozycji nie potrafił tego jakoś sensownie „pospinować”? I tak sobie dumam. Czy opozycji w ogóle zależy na odsunięciu PiSu od władzy, czy zależy jej tylko na odsuwaniu PiSu od władzy? Jak to, kurwa, jest, że PiS od 2015 stosuje dokładnie te same metody i absolutnie nikt nie wypracował jeszcze skutecznej strategii zaradczej, coby jakoś sobie z tymi PiSowskimi metodami poradzić? Pięć pierdolonych lat i nadal nic? A nie, przepraszam! Zapomniałem o tym, że opozycja wypracowała metodę radzenia sobie z dysonansem poznawczym i zwalania winy za swoje porażki na elektorat. Że za głupi, że się sprzedał za 500 złotych, że w sumie to temu głupiemu elektoratu nie zależy na wolności/etc., a w ogóle to tego, co teraz został Prezydentem RP, to wybrała gorsza część Polski/etc. Brawo, kurwa, wy opozycjo.


Skoro już mamy za sobą wstęp, możemy przejść do właściwej części Przeglądu. Gdzieś tam na początku roku 2020 (biorąc pod rozwagę to, co się dzieje w bieżącym roku, początek tegoż można uznać za „zamierzchłą przeszłość”) zacząłem sobie zbierać linki z wiadomościami, w których stało, że zagraniczne miasta partnerskie zrywają współprace z polskimi miastami, które przyjęły uchwałę autorstwa pewnego instytutu, o którym nie można mówić, że wiecie co. Ponieważ sprawa zrobiła się tak jakby medialna, wypowiadać na jej temat zaczęły się tuzy ze Zjednoczonej Prawicy. Wiceszef MSZ powiedział, na ten przykład, że: „o niedobrze, jeżeli różnice w postrzeganiu niektórych aspektów światopoglądowych przekładają się na współpracę. Ale to źle świadczy o tych francuskich samorządach, które przedkładają sprawy światopoglądowe i ideowe na współpracę samorządową, bo wydaje mi się, że to są dwie różne rzeczy”. Tak więc, widzicie, to nie jest tak, że winę za ten stan rzeczy ponoszą polskie samorządy, które przegłosowały tę uchwałę, ale francuskie samorządy, które się na to wkurwiły. O tym, że hejtowanie mniejszości seksualnych jest dla wiceszefa MSZ „sprawą światopoglądową”, wspominać nie trzeba. Ciekaw jestem, jak zareagowałyby polskie władze, gdyby samorządy w krajach Zachodu zaczęły przegłosowywać analogiczne uchwały, z tą różnicą, że w miejscach, w których można było znaleźć odniesienia do mniejszości seksualnych, znalazłyby się odniesienia do Polaków. Konkretnie zaś ciekawi mnie to, czy to również zostałoby uznane za „sprawę światopoglądową”. No, ale to tylko dygresja. Samo zerwanie współpracy nie było jakoś specjalnie bolesne dla miast, bo (w telegraficznym skrócie) nie przełożyło się na żadne wymierne straty finansowe. Owszem, takie zerwane partnerstwo oznacza, że, delikatnie rzecz ujmując, może być problem z wymianami uczniów, ale potem do Europy wjechała pandemia i tego rodzaju problemy przestały być problemami. Teraz okazało się, że sprawa będzie miała ciąg dalszy. Otóż, UE uznało, że jeżeli jakiś samorząd sobie uchwalił to, co Ordo Iuris napisało, to będzie strefą wolną od funduszy na partnerstwo miast. Tutaj strata jest już wymierna, więc w sukurs gminom przyszło zarówno Ordo Iuris (które w tym wypadku gówno może), jak i część polityków Zjednoczonej Prawicy (np. Poprzedniczka Premiera Tysiąclecia), którzy (z racji prowadzenia genialnej wręcz polityki zagranicznej), również gówno mogą. W tym miejscu pozwolę sobie na kolejne odniesienie do tego, jak bardzo opozycja nie ogarnia. Otóż, swego czasu pompowano balonik wizerunkowy poprzedniczce Premiera Tysiąclecia. Narracje, które wpompowano w balonik można było podsumować tak: „ona wszystko może”. Teraz zaś okazało się, że owo „wszystko” sprowadza się do pisania Bardzo Stanowczych Ćwitów. Czy opozycja podchwyciła ten temat? Ni chuja. Jest to o tyle bardziej spektakularne od zwyczajowego jebałpiesizmu opozycji, że w takcie wyborów do PE opozycja budowała narracje, z których wynikało, że PiS, a jakże, gówno może w UE. Wydawać by się mogło, że to idealny moment na rzucenie narracją „a nie mówiliśmy”, ale najwyraźniej opozycja ma inne zdanie w tym temacie. Mało tego, rzecznik PO postanowił spróbować swoich sił w dyscyplinie zwanej „symetryzmem”: „Rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec powiedział, że przyjęte przez samorządy uchwały są "wyrazem ideologii" i nie leżą one w gestii samorządów. - Z drugiej strony karanie lokalnych społeczności za to, że radni podjęli głupią uchwałę jest czymś niedobrym - zwrócił uwagę. - Te pieniądze powinny trafić do beneficjentów, czyli mieszkańców tych konkretnych miejscowości, na programy edukacyjne, infrastrukturalne, a nie zostać zablokowane na poziomie europejskim – przyznał.”. Nie no, panie rzeczniku, oczywista sprawa. Najlepiej by było, gdyby UE wymyśliła sobie taką reakcję na te uchwały, którą to reakcję samorządy mogłyby mieć w dupie, prawda? Nawiasem mówiąc, na Unię Europejską zdenerwował się nadprokurator Zbigniew Ziobro, który nazwał decyzję o wstrzymaniu finansowania „bezprawną” i wezwał Premiera Tysiąclecia do „zrobienia czegoś”. Jeżeli w UE można być czegokolwiek pewnym, to tym czymś jest to, że absolutnie każda decyzja tej wagi ma poparcie w „papierach”. Jeżeli zaś można być czegoś pewnym w kontekście Zbigniewa Ziobry (i innych zelotów z Solidarnej Polski) to tego, że jeżeli wypowiada się na jakiś temat, to pewnie nie zadał sobie trudu zapoznania się z „przedmiotem dyskusji”. Tego rodzaju taktyka może działać w Polsce, bo komuś, kto trzyma za mordę prokuraturę i część sądów ciężko podskoczyć, ale zupełnie nie sprawdzi się w starciu z wkurwioną Unią Europejską, która może mieć wyjebane na Ziobrę i jego Stanowcze Wypowiedzi. Znamienne jest to, jak bardzo pogubiła się Zjednoczona Prawica w sytuacji, w której ktoś zaczął z nią prowadzić „dialog” z pozycji siły. Zastanawia mnie to, czy decyzja o wstrzymaniu dofinansowania to „incydent”, czy też zapowiedź pójścia kursem kolizyjnym. Tym, czego polskie oreły dyplomacji (i generalnie polskie władze) nie biorą pod rozwagę jest fakt, że elektoraty z krajów Zachodu mogą sobie, na ten przykład, życzyć przeczołgania pyskatych przygłupów, którym wydaje się, że „wszystko mogą”. Nie jestem specjalistą od „mierzenia nastrojów” w innych krajach, ale można bezpiecznie założyć, że część mieszkańców tychże krajów przygląda się temu, co robią nasze władze (szczególnie zaś połajankom, które nasze władze serwowały i serwują wszystkim dookoła) i mogą chcieć, żeby „ktoś coś z tym zrobił”. Na nasze nieszczęście – nie da się przeczołgać Zjednoczonej Prawicy bez przeczołgania całego kraju. Ponieważ sobie już zacząłem gdybać w tym wątku, to pogdybam sobie jeszcze trochę. Część rządowych dronów decyzję o uwaleniu tych konkretnych funduszy skwitowała tak, że „hehehe, teraz będą nastroje antyunijne rosnąć”. Ponieważ jestem z natury pesymistą, od razu sobie pomyślałem, „a co jeżeli ktoś to wkalkulował w ryzyko?”. Prawda jest bowiem taka, że przycięcie finansowania może się skończyć dwojako. Albo władza się cofnie (a kasa wróci), albo władza pójdzie na zwarcie i będzie tłumaczyła, że UE to chuj. Pytaniem, które należy sobie w tym momencie zadać, jest pytanie o to, czy aby nie jest tak, że ktoś uznał, że to sytuacja z gatunku win/win. Albo władze się ogarną i się uspokoją, albo się nie ogarną i będą musiały szczuć na UE (bo na kogoś trzeba będzie zwalić winę za to, że pieniędzy brakuje), co może się prędzej, czy później skończyć jakimś referendum (Konfederacja i Solidarna Polska już o to zadbają) i będzie można te władze przeczołgać tak, jak Wielką Brytanię. Mam szczerą nadzieję na to, że to tylko moje czarnowidztwo, ale uważam, że trochę naiwne byłoby trwanie w przeświadczeniu, że Zjednoczona Prawica będzie mogła non stop srać na wszystkich i nie ponosić z tego tytułu żadnych konsekwencji. Moment do zaostrzenia kursu dla UE jest dobry, bo w Polsce wygrał kandydat, którego raczej nie uważa się w UE za euroentuzjastę, a jego wypowiedzi, których nie można skomentować bez wpadania na prawo Godwina, zrobiły na Zachodzie sporą karierę.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Trochę po premierze pierwszego filmu Sekielskich Zjednoczona Prawica obiecała, że powstanie komisja ds. pedofilii. Od razu jednakowoż zaznaczono, że to nie tak, że pedofilia to tylko w Kościele, bo w innych środowiskach też i ta komisja to będzie się też zajmowała tymi innymi środowiskami. Jest to typowy dla Zjednoczonej Prawicy fikołek narracyjny: ponieważ Sekielscy nakręcili film o instytucjonalnym tuszowaniu pedofilii przez Kościół, należy powołać komisję, która będzie wyjaśniać, czy jakiś murarz-pedofil nie uniknął kary i nie został przez biskupa murarzy przeniesiony na inną budowę, prawda? Komisja została zapowiedziana, ale, o ile czegoś nie pomyliłem, to pracę nad utworzeniem komisji ruszyły po drugim filmie Sekielskich. Ponieważ Zjednoczona Prawica jest Zjednoczoną Prawicą, szefem tejże komisji został typ z Ordo Iuris. Zupełnie bez związku z całą sprawą przypomnę artykuł, który cytowałem w tekście dotyczącym wyżej wymienionego Instytutu: „W międzyczasie ksiądz Jerzy, jako oskarżyciel prywatny, wytoczył proces Legierskiemu, zarzucając mu pomówienia i zniesławienie. Nie podobało mu się, że w swoich wpisach i wywiadach polityk określał go mianem "księdza-pedofila". Uznał też, że cała ta sprawa „poniżyła go w opinii publicznej oraz naraziła na utratę zaufania potrzebnego dla urzędu proboszcza parafii oraz posługi kapłana Kościoła katolickiego”. Co ciekawe, w tej sprawie reprezentował go prawnik Ordo Iuris”. Jestem przekonany, że pan z Instytutu będzie się ze wszystkich sił starał bronić ofiar pedofilii w Kościele, o ile, rzecz jasna, ktoś mu wcześniej powie kim są ofiary, bo w kontekście tego, kogo (i w jakiej sprawie) reprezentował jego instytutowy kolega, można bezpiecznie założyć, że wszyscy członkowie Instytutu mogą mieć problemy z ustaleniem tego „kto zawinił”. Jeżeli zaś chodzi o samą komisję, to jeżeli nawet część konserwatywnej prawicy (np. Terlikowski) uważa ją za kpinę, to kimże ja jestem, żeby traktować ten twór poważnie? Kwestia pedofilii jest dla Zjednoczonej Prawicy równie istotna, jak wszystkie inne (poza dorabianiem się na publicznych pieniądzach). Innymi słowy, Zjednoczona Prawica ma na to wyjebane. O tym, jak bardzo, niech zaświadczy ćwit Kurskiego, który czekał z emisją filmu „Nic się nie stało” na premierę drugiego filmu Sekielskich. Po tym, jak się już doczekał (zaś filmy zostały wyemitowane w TVP i TVN), Kurski napisał był na swoim ćwitrze: „Pojedynek filmów o pedofilii w telewizji linearnej: 20.05. ‘Nic się nie stało’ (TVP1) 3,5 mln; debata po filmie 2,6 mln. 21.05, ‘Zabawa w chowanego’ (TVN), śr 1,9 mln”. Co prawda ćwit został usunięty (bo Kurski został za niego zjebany i najprawdopodobniej ucierpiała na tym jego miłość własna), ale, moim zdaniem, nie ma lepszego komentarza odnośnie podejścia Zjednoczonej Prawicy do problemu pedofilii. Cebulą na torcie było udawane przejęcie Zjednoczonej Prawicy tym, co można było zobaczyć w filmie Latkowskiego (film był mało odkrywczy, bo wcześniej praktycznie wszystko zostało opisane w książce pt. „Zatoka świń”). Otóż po emisji obudził się nadprokurator Ziobro i zapowiedział powstanie (a jakże) komisji, która ma wyjaśnić to i owo. Co zrozumiałe, nikt nie dopytywał Ziobry o to, czemu komisja nie powstała wcześniej. Mogła powstać po tym, jak wydano książkę „Zatoka świń”? Mogła. Mogła powstać po tym, jak wierchuszka Zjednoczonej Prawicy zapoznała się z filmem Latkowskiego (litości, chyba nikt nie uwierzy w to, że partia rządząca po raz pierwszy zobaczyła film wtedy, gdy puścił go Kurski)? Mogła. Czemu zaś nie powstała? Bo tu przecież nie chodzi o to, żeby zajmować się pedofilią, ale o to, żeby zbudować zasłonę dymną, za którą będzie się mógł schować Kościół, który to Kościół rewanżuje się Zjednoczonej Prawicy poparciem w wyborach.


Niewiele brakło, a polscy zygotarianie dorobiliby się pierwszego bohatera. Mniej więcej w połowie kwietnia: „Do kliniki ginekologii we Wrocławiu wtargnął uzbrojony mężczyzna, który groził personelowi szpitala. Miał krzyczeć, że "pozabija morderców nienarodzonych dzieci". Na szczęście dla personelu kliniki, i na nieszczęście dla zygotarian (którzy potrafią przekonywać, że np. antyaborcyjny terroryzm, w którym specjalizowali się zachodni zygotarianie jest dobry, bo to „obrona życia”), w klinice było dwóch żołnierzy, którzy obezwładnili niedoszłego bohatera i przekazali go policji. Niestety, sprawa trochę przycichła i nie wiadomo, czy Ministerstwo Sprawiedliwości nie planuje uhonorowania wyżej wymienionego jegomościa jakimś medalem.


Zastanawiałem się nad tym, czy tematowi, nad którym się pochylę nie poświęcić osobnej notki, ale potem uznałem, że nie warto. O jaką tematykę chodzi? Ano o taką, że obserwuję sobie naszą polską prawicę od dłuższego czasu, ale dopiero w pewnym momencie zdałem sobie sprawę z tego, jaka zajebista próżnia intelektualna panuje po prawej stronie. Nie, nie chodzi o to, że brakuje tam np. ludzi z tytułami naukowymi (bo ich nie brakuje), ale o to, że nawet ci ludzie z tytułami zachowują się i wypowiadają jak skończeni kretyni i zamiast „ciągnąć w górę” swoje środowisko, zniżają się do używania tych samych technik propagandowych (i np. pierdolą farmazony o tym, że Zachód umiera, że w tym i tym kraju, to ludzi zmusza się do uczestnictwa w Marszach Równości/etc.,). Nie chciałbym być źle zrozumiany, to nie jest tak, że ja tu w jakiś zawoalowany sposób staram się przemycić rzyg, który pojawił się w pewnych, że tak to ujmę przegranych „kręgach”, nie mogących znieść porażki kandydata Koalicji Obywatelskiej i napawających się tym, że "HEHEHE, NA TEGO Z PRAWICY GŁOSOWALI DEBILE”. Gardzę tego rodzaju argumentacją z wielu przyczyn. Jedną z nich jest to, o czymś pewnie się już kiedyś wymądrzałem, ale ponieważ coś się popsuło i nie było  mnie słychać, to powtórzę jeszcze raz: skoro na kandydata Zjednoczonej Prawicy głosowali debile, których tak łatwo jest zmanipulować, to czemu sami nie zmanipulowaliście tych debili? Przecież debilowi wszystko jedno kto nim manipuluje, prawda? W tym miejscu pozwolę sobie na krótką dygresję. Próżnia intelektualna po prawej stronie jest równoważona przez lekki nadmiar po lewej. Na ten przykład. „Prześniona rewolucja” Ledera, to bardzo dobra książka, ale gdybym nie był po kierunku humanistycznym, to pewnie bym tą książką jebnął po paru stronach, bo słownictwo, którego Leder używa jest, delikatnie rzecz ujmując, wymagające momentami. Jak bardzo wymagające? Tak bardzo, że prawica usiłując dyskutować z tym, co Leder napisał, dyskutowała głównie z zajawką do książki. No, ale dość tego dygresjowania, wracajmy do tematu przewodniego. W czym się przejawia próżnia intelektualna polskiej prawicy? Ano np. w tym, że prawica używa jakichś haseł wydmuszek (w rodzaju „ideologii gender”, „marksizmu kulturowego”, „ideologii LGBT”) i nie bardzo wie, co one znaczą. Aczkolwiek nie powinniśmy zbyt wiele wymagać od ludzi, którzy używają określenia „lewak” i też nie bardzo wiedzą, co to słowo ma znaczyć (i np. lewakiem zostaje ktoś o skrajnie liberalnych [w wymiarze ekonomicznym] poglądach, kto nazywa 500+ rozdawnictwem). Jeżeli ktoś jest ciekaw tego, jak bardzo prawica nie ogarnia terminów, których sama używa (acz to nie jej wina, bo terminy te nie doczekały się sensownych definicji [ciekawym, kurwa, czemu]), to w źródłach może znaleźć moją dyskusję z niejakim panem Maciejem Pieczyńskim („literaturoznawcą”), z którym rozmawialiśmy sobie o tym, czym jest marksizm kulturowy. Rozmowa wyglądała tak, że usiłowałem od niego wyciągnąć jakąś definicję, ale się nie udało. Od razu nadmieniam, że trzeba będzie trochę poklikać, bo pan Pieczyński miał tendencję do dość chaotycznego odpisywania i np. zamiast odpisać na ostatni ćwit w wątku, odpisywał na środkowy. Niektórzy przedstawiciele polskiej prawicy dostrzegają problem i usiłują temu jakoś przeciwdziałać, ale starania te rozbijają się o ich dzbanizm. Jakiś czas temu Doktor Chłopak z Biedniejszej Rodziny usiłował dowodzić, że ci, którzy tłumaczą, że nie ma „ideologii LGBT”, kłamią, bo skoro jej nie ma, to niby czego uczą „katedry gender”. Od razu zaznaczam, że nie wiem czego uczą „katedry gender”, ale wiem, że Patryk Jaki nie powinien się brać za pisanie tekstów, które w jego opinii mają uchodzić za „naukowe”, bo trochę podważa swój własny dyplom absolwenta kierunku humanistycznego. Idzie mu to bowiem równie chujowo, co opozycji wygrywanie wyborów z PiSem. Była to jego pierwsza (od czasu wpierdolu, który zebrał w wyborach prezydenckich w Wawie) próba wyjścia z przekazem poza swój betonowy (jakże adekwatna nazwa) elektorat i jak można się było spodziewać, skończyła się tak, że jarała się tym jedynie prawicowa szuria. Nieco później Patryk Jaki postanowił popełnić tekst w temacie tego, dokąd zmierza Zjednoczona Prawica i był on jeszcze bardziej spektakularny od tego o „ideologii LGBT”. Niemniej jednak w strumieniu nieświadomości Patryka Jakiego znalazł się fragment, który jest dość istotny. Otóż, w pewnym momencie Doktor Chłopak z Biedniejszej Rodziny zaczął utyskiwać na to, że kultura: „To pole, na którym ciągle przegrywamy. Oczywiście, to wyjątkowo trudne zadanie, bo generalnie ludzie kultury (szczególnie masowej jak np. kinematografia), na całym świecie to w zdecydowanej większości ludzie, u których dominuje ultraliberalne podejście do kwestii obyczajowych, a już szczególnie ograniczeń wynikających z etyki chrześcijańskiej. Stąd nienawiść do prawicy, której działalność odwołuje się do tej sfery wartości”. Po przeczytaniu tego kawałka zacząłem się zastanawiać nad tym, czy w przeszłości ktoś w podobny sposób utyskiwał nad tym, że ludzie kultury mają ultraliberalne podejście do niewolnictwa i segregacjonizmu i że trzeba z tym walczyć, ale będzie to trudne? To porównanie jest bardzo adekwatne, bo cała walka prawicy z mniejszościami seksualnymi opiera się na przeświadczeniu tejże prawicy o tym, że przedstawiciele tychże mniejszości są w jakiś sposób gorsi (napisałbym, że uważają ich za podludzi, ale choć to o wiele bardziej adekwatne, to jednak prawo Godwina stoi mi na przeszkodzie). Żeby w pełni docenić intelektualną „głębie” prawicy wystarczy zadać pytanie o to, „w jaki sposób legalizacja związków partnerskich/małżeństw jednopłciowych miałaby zniszczyć rodzinę?” To jest bardzo proste pytanie, które należałoby zadawać każdemu prawicowemu politykowi/działaczowi (albo też funkcjonariuszom Kościoła, którzy mają dużo do powiedzenia w temacie rodzin) aż do skutku. Wydaje mi się, że co bardziej rozgarnięci przedstawiciele prawicy (nie podejmę się oceny tego, czy Patryk Jaki się do nich zalicza) doskonale zdają sobie sprawę z tego, że całe to pierdolenie o „zamachu na rodzinę”etc., jest, no właśnie, po prostu pierdoleniem. Dlatego też chowają się za frazesami w rodzaju „obrona chrześcijaństwa”, „etyka chrześcijańska”, prawo naturalne” , „chrześcijańskie korzenie Europy” i tak dalej i tak dalej. Gdyby ktokolwiek zadał sobie trud i spróbował (przed kamerami) porozmawiać z Patrykiem Jakim o szczegółach (czyli, o co tak właściwie chodzi z tą "obroną rodziny, chrześcijańskich korzeni i inszych wartości”, to najprawdopodobniej odbiłby się od ściany, na której stałoby, że „papież Polak”. Ujmujące jest to, że (nawet) Jaki dostrzega to, że jeżeli chodzi o szeroko pojętą kulturę, to prawica jest w czarnej dupie (i stąd np. deprecjonowanie nobla dla Tokarczuk, Oskara dla „Idy”etc.). Ujmujące jest to, że Jaki dostrzega również to, że spora część ludzi kultury nie przepada za prawicowymi poglądami (rzecz jasna, w ujęciu polskim, bo dla polskiej prawicy niemiecka chadecja to „lewacy”), ale nie jest w stanie zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Tzn. szuka przyczyn w pieniądzach Sorosa (wcześniejsze fragmenty tekstu) i inszych takich i pewnie nawet sam w to wierzy, bo inne wyjaśnienie tego, ekhm, „fenomenu” cokolwiek go przerasta. Przerasta go niemożność zrozumienia, że tworzenie filmów, książek, etc., w których budowano by pozytywny obraz poglądów, które Jaki z kolegami i koleżankami uznaje za „prawicowe”, można przyrównać do kręcenia filmów/etc., w których budowanoby pozytywny obraz niewolnictwa i segregacjonizmu. Owszem, takie dzieła kultury również znalazłyby swoją niszę, ale byłaby to nisza, bo generalnie rzecz ujmując na Zachodzie zapanował konsensus odnośnie tego, że niewolnictwo i segregacjoznim były chujowe i że powinny pozostać (niezbyt chlubnym) elementem historii. Nawiasem mówiąc, próba powiązania poglądów prawicowych (powtarzam, chodzi o polskie ujęcie tychże poglądów) z Kościołem, skończy się bardzo źle dla tej instytucji, bo od pewnego momentu jest ona w Polsce przez sporą część ludzi utożsamiana z ciężkim oszołomstwem spod znaku skrajnej prawicy. Nawet kościelni specjaliści od mieszania ludziom w głowach mają gigantyczne problemy ze spięciem klamrą „miłuj bliźniego swego” z rzygami o „tęczowej zarazie” i bredniach o „neobolszewizmie”. Ponieważ nie jestem specjalnym fanem wyżej wzmiankowanej instytucji, niespecjalnie mnie to martwi.


Trochę za bardzo mi się rozrósł wątek o prawicy, tak więc postanowiłem go podzielić na dwa kawałki. W tym kawałku pozwolę sobie podjąć próbę odpowiedzi na pytanie (spoiler alert: nieudaną): jak to, kurwa, jest, że prawica jest zbiorowiskiem matołów i quasiintelektualistów, którzy klepią idiotyzmy wyczytane w internecie (hurr durr marksizm kulturowy) i ta sama prawica od 2015 roku wygrywa wszystkie kolejne wybory. Przecież tak na podkarpacki rozum, rozjebanie ich nie powinno stanowić problemu. Czemu więc jest tak, jak jest? Można to, rzecz jasna, tłumaczyć miałkością (ileż razy można używać w tekście określenia „chujowy”?) opozycji, ale ta miałkość jest również zastanawiająca. Nie twierdzę, że polska opozycja to orły intelektu (bo jeszcze mnie nie pojebało), ale nawet ci ludzie nie powinni mieć problemu z rozmontowaniem strategii Zjednoczonej Prawicy. Zamiast tego, polska opozycja znajduje coraz to nowe sposoby na przepierdalanie wyborów. Zjednoczona Prawica przypomina kogoś, kto gra w grę planszową (albo w jakąś strategię turową), stosuje cały czas tę samą strategię (niestety, nie dało się uniknąć powtórzenia) i wygrywa. Opozycja zaś od 2015 stosuję tę samą strategię, przegrywa i za każdym razem wydaje się być zdziwiona swoją przegraną. Nie mam, zielonego pojęcia, jak można przegrywać z takimi dzbanami. Tzn., może inaczej. Rozumiem, że dzieje się tak dlatego, że opozycja non stop ustępuje pola (ok, nie cała, bo, na ten przykład Lewica z RiGCzem poszła na zaprzysiężenie Prezydenta RP), ale nie mam pojęcia czemu ktoś tam uważa, że to dobry pomysł. Czemu nie ma tam rozkminy: „no tak, mają to TVP i nas nim batożą, tak więc musimy zrobić coś, żeby utrudnić im życie”. Nie, zapowiadanie „jak wygramy, to zaorzemy TVP", nie wystarczy. Przez moment sobie nawet dumałem, że może jest i tak, że po prostu opozycja to większe dzbany od Zjednoczonej Prawicy, ale jakoś tak ciężko znaleźć mi po opozycyjnej stronie odpowiedniki Sebastiana Kalety, Jacka Ozdoby, Janusza Kowalskiego, czy, na ten przykład Doktora Chłopaka z Biedniejszej Rodziny (kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że zarówno Kowalski, jak i Jaki zaczynali kariery w PO, ale „rozwinęli się” dopiero będąc „po prawej stronie”). Znamienne jest to, że nawet część komentariatu Zjednoczonej Prawicy zauważyła, że ich partia-chlebodawca musi nieco spuścić z tonu, jeżeli chodzi o pewne kwestie, bo ich kandydat nie miał zbyt dużej przewagi w wyborach prezydenckich. W przysłowiowym międzyczasie Solidarna Polska non stop napierdala o „wojnie cywilizacyjnej”, o złych elbagietach/etc. Co w tym czasie robi największa partia opozycyjna? Wymyśla sobie jakąś „Nową Solidarność” i opowiada o tym, że w sumie to najlepiej by było, gdyby partie opozycyjne do wyborów poszły w jednym bloku. BARDZO DOBRY POMYSŁ, PANIE PLATFORMA, TEGO JESZCZE NIE PRÓBOWALIŚCIE, WIĘC NA PEWNO SIĘ UDA. Warto w tym miejscu wspomnieć, że partia rządząca, praktycznie za każdym razem (poza wyborami samorządowymi 2018, bo wtedy szli na pewniaka i wydawało im się, że nawet Warszawę odbiją) lekko obawiała się porażki (albo zbyt małego zwycięstwa [w parlamentarnych]). Pamiętam, na ten przykład, panikę prawicowego komentariatu, który przestraszył się frekwencji w trakcie eurowyborów 2019 (jak się okazało, niesłusznie, ale co się nadenerwowali, to ich). Znamienne było to, że po każdym wpierdolu zebranym przez opozycję, opozycja zapewniała, że to już ostatni raz i że następnym razem pokaże temu PiSu gdzie raki zimują. Nie chciałbym wyjść na niedowiarka, ale jakoś tak, kurwa, nie wierzę w te zapewnienia. No dobrze, to co powinna taka największa partia opozycyjna zrobić? Nie wiem, może, kurwa, zareagować na to, co robi Ziobro i jego zeloci? Skoro nawet część prawicowego komentariatu uważa, że „nie tędy droga”, to może warto pójść tym tropem? W tym miejscu powinna być jakaś pointa, ale zamiast tejże, zostawiam was z pytaniem „jak opozycja może przegrywać z tymi dzbanami?”


Mniej więcej na początku lipca, media zaatakowały moje oczy wiadomościami: „Ogromne zarobki zarządu Razem (…) Po 200 tys. zł, czyli po ponad 16,5 tys. zł miesięcznie - tyle z kasy partii dostali w 2019 r. posłowie Razem Adrian Zandberg, Marcelina Zawisza, Maciej Konieczny i Paulina Matysiak. Ugrupowanie tłumaczy, że pieniądze te zostały później przekazane na komitet wyborczy Lewicy, co rodzi pytania o zgodność z prawem finansowania jej kampanii do parlamentu”. Poczytałem sobie te doniesienia medialne, pomyślałem sobie (jak na intelektualistę przystało) „co do chuja” i czekałem na dalszy rozwój wypadków. Wyjaśnianiem całej sprawy zajął się bloger Galopujący Major, który w kilku notkach tłumaczył, że wszystko się odbyło zgodnie z prawem (linkuję wam jedną, ale bez problemu sobie znajdziecie resztę). Zacznę od tego, że Onet (bo to od nich pożyczyłem ten łamiący lead) mógłby sobie dać na wstrzymanie, bo jeżeli to, co zrobiło Razem „rodzi pytania o zgodność z prawem finansowania kampanii do parlamentu”, to mam dla Onetu bardzo złą wiadomość: praktycznie wszystkie komitety robią to samo. Czasem bywa jeszcze bardziej spektakularnie, bo sztaby organizują działania „prekampanijne”, których ni chuja nie można sfinansować z pieniędzy komitetu wyborczego, bo w tym czasie takowych komitetów jeszcze nie ma. No dobrze, skoro mam to już za sobą, to pozwolę sobie zadać w tym miejscu pytanie: Partio Razem, czy Ty jesteś, kurwa, poważna? Ja doskonale rozumiem, że są takie, a nie inne realia i że skądś trzeba brać pieniądze na kampanię, ale może powinniście głośno o tym powiedzieć wtedy, kiedy to robiliście? Na co liczyliście? Że nikt tego nie wypatrzy w waszych oświadczeniach majątkowych? Gdybyście o tym opowiedzieli od razu, to może ktoś tam by poburczał trochę, ale sprawa miałaby znacznie mniejszy kaliber, niż w momencie, w którym wykopał ją prawicowy klaun, który wpisał sobie w bio „publicysta lewicowy”. Jak na partie, która wcześniej tłumaczyła wszystkim to, jak istotna jest jawność w życiu publicznym (z czym się, kurwa, zgadzam w całej rozciągłości), to troszeczkę żeście przydzbanili. Nawiasem mówiąc, znamienne jest też to, że tłumaczeniem całej sprawy (po tym, jak została wykopana przez prawicowego klauna, który każe się nazywać lewicowcem) zajął się Galopujący Major. Z tego bowiem wynika, że Razemy nie były do tego przygotowane, mimo że do odpierania tych konkretnych zarzutów partia powinna być gotowa już w momencie, w którym podejmowano decyzję o tym, żeby „dofinansować” kampanię w ten, a nie inny sposób. Potykanie się o własne nogi nie pomoże wam z walce z prawicową machiną propagandową.


Na sam koniec zostawiłem sobie kwestię obrazy uczuć religijnych pomnika. Chodzi mi, rzecz jasna, o happening, w trakcie którego elbagiety powiesiły tęczową flagę na pomniku Jezusa. Bardzo szybko okazało się, że nie dość, że to rani uczucia religijne (za moment się do tego odniosę), ale jest to również „dewastacja” pomnika. Gdybym był złośliwy (a nie jestem) to napisałbym, że ktoś tu chyba, kurwa, nie zna definicji słowa „dewastacja”, ale ponieważ złośliwy nie jestem, przejdę do „uczuć religijnym”. Otóż, te same uczucia religijne nie zostały zranione wtedy, gdy na krzyżu na Giewoncie zawieszono banner wyborczy kandydata Zjednoczonej Prawicy. Co to, to nie! To była „głupota”, ale nikt nie poczuł się dotknięty tym, że ktoś potraktował krzyż jak słup ogłoszeniowy. Niespecjalnie mnie to dziwi, bo kościoły już od dawna pełnią rolę szczekaczek partii rządzącej i, delikatnie rzecz ujmując, „agitowanie nie jest im obce”, tak więc wszyscy zdążyli się przyzwyczaić. Ale żeby żaden z prawicowych tuzów oburzonych tęczową flagą, choćby, kurwa, dla zasady nie powiedział, że tamto też mu przeszkadzało? No to już jest potknięcie, które opozycja mogłaby wykorzystać, gdyby faktycznie zależało jej na tym, żeby odsunąć PiS od władzy. Jedynym powodem, dla którego tęczowa flaga może „ranić czyjeś uczucia religijne” jest to, że ten ktoś traktuje mniejszości seksualne jako coś „nieczystego” (a co za tym idzie „gorszego” od siebie). Ponieważ Zjednoczona Prawica nie uznaje półśrodków, autorów happeningu zawinięto na dołek i przetrzymano 48 godzin. Czemu? Najprostsza odpowiedź brzmi „bo tak”. Bardziej złożona zaś odpowiedź wymagałaby ponownego pochylenia się nad tym, że nadprokurator chce uchodzić za najbardziej prawego z prawych (tak, wiem, nie on jest bezpośrednim przełożonym policmajstrów, ale na pewno od niego wyszło „zapotrzebowanie” na to, żeby zawinąć wieszających flagę). Stołeczna policja przez dwa dni brandzlowała się swoją skutecznością w walce z „obrazą uczuć religijnych”. Jeżeli ktoś chce w pełni docenić ten dzbanizm, to linki do ćwitów znajdzie w Źródłach. Nie był to pierwszy przypadek, w którym Zjednoczona Prawica deczko, kurwa, przesadziła z reakcją, ale ten był na tyle spektakularny, że partia rządząca była non stop jebana w internetach. Ponieważ internet nie chciał przestać, uruchomiono prorządowe publikatory, które usiłując pomóc partii-matce wykopały zatrzymanie, do którego doszło po tym, jak jakaś kobieta rozrzuciła świńskie łby w meczecie. Nic lepszego nie znaleziono, więc politycy partii rządzącej trzymają się tego przypadku jak pijany płotu. Do pustych łbów nie dociera, że między tymi sytuacjami nie ma żadnej symetrii, bo ekwiwalentem akcji ze świńskimi łbami byłoby rozrzucenie fekaliów w kościele. O tym, że policja, która zatrzymała tamtą kobietę, nie brandzlowała się tym faktem, rządowe publikatory już jakoś nie wspominają. W tym miejscu chciałbym wyrazić nadzieję, że ludzi, którzy bronili postępowania policji (oraz samych policmajstrów, którzy robili coś, czego wcale nie musieli) w przyszłości spotka to samo. Że zostaną zatrzymani w sumie to bez powodu, posiedzą na dołku, a w międzyczasie ktoś będzie na nich srał w mediach, tłumaczył, że są jakimiś bandosami i że tak po prawdzie to się im, kurwa, należało. Wszystkim zaś, którzy twierdzą, że „no trochę tym razem te elbiagiety przesadziły” chciałbym zadać pytanie: w jaki sposób mniejszości seksualne mają reagować na działania prawicy? W jaki sposób mają zwracać uwagę na to, że, delikatnie rzecz ujmując, dzieje się im chujowo? Siedząc w domach nic nie robiąc, żeby nie przeszkadzać wam w odsuwaniu PiSu od władzy? Powtórzę po raz kolejny (tym razem capslockiem): NAWET PRAWICOWY KOMENTARIAT TWIERDZI, ŻE PIS NIE POWINIEN JUŻ SZCZUĆ, może i wy powinniście na to zwrócić uwagę i spróbować rozliczać PiS z tego, co robi?


Ponieważ rozrósł mi się ten Przegląd trochę bardzo, temat uciskania prawicowych pisarzy fantastów przerzucam do kolejnego (choć tu pasowałby on bardziej ze względu na to, że było o „kulturze”). Poza tym, apel polskich pisarzy-prawicowców przekonał mnie do tego, żeby odkopać materiały, które sobie kiedyś zebrałem do notki na temat polskiej prawicowej fantastyki, tak więc może tym razem uda się ją napisać.


Źródła:

https://www.politykazdrowotna.com/61276,premier-wirus-jest-w-odwrocie-who-nie-jestesmy-nawet-blisko-konca

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/koronawirus-w-polsce-lukasz-szumowski-o-zwiekszeniu-obostrzen/nc2d4v6

https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/koronawirus-janusz-cieszynski-kiedy-premier-mowil-o-odwrocie-wirusa-to-byla-prawda/xqyx7ft,79cfc278

 https://twitter.com/OnetWiadomosci/status/1289249103616958464

https://twitter.com/AnnaZalewskaMEP/status/1289135071459508225

http://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2020/02/przypomnimy-to-panu-hurtowo.html

https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Polityka/Tuchow-traci-partnerstwo-z-francuskim-Saint-Jean-de-Braye.-Zawazyla-strefa-wolna-od-LGBT

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25703195,francuska-gmina-zerwala-partnerstwo-z-tuchowem-wszystko-przez.html

https://www.facebook.com/1683534065241470/posts/2557444854517049/

https://www.dziennikwschodni.pl/krasnik/francuskie-miasto-rezygnuje-ze-wspolpracy-z-krasnikiem-na-tej-decyzji-najbardziej-straca-dzieci,n,1000260990.html

https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/6445413,strefy-wolne-od-lgbt-miasta-francja-polska.html

https://tvn24.pl/polska/samorzady-z-uchwalami-stref-wolnych-od-lgbt-z-odrzuconymi-wnioskami-o-unijne-dofinansowanie-zbigniew-ziobro-chce-interwencji-premiera-4651329

https://www.newsweek.pl/polska/polityka/morawiecki-zapowiada-panstwowa-komisje-ktora-zajmie-sie-pedofilia-nie-tylko-w/bvgf4fn

https://wiadomosci.onet.pl/warszawa/krystian-legierski-oskarza-ksiedza-ktory-go-molestowal-w-dziecinstwie/t188gpc

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-07-25/przewodniczacy-komisji-ds-pedofilii-zwiazany-z-ordo-iuris-kmieciak-wyjasnia-w-polsat-news/

https://fakty.interia.pl/polska/news-jacek-kurski-o-pojedynku-filmow-o-pedofilii,nId,4510323

https://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1478167,latkowski-nic-sie-nie-stalo-ziobro.html

https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,25873851,zainspirowany-antyaborcyjnymi-banerami-grozil-lekarzom-z-kliniki.html

Wielce Uczona Debata Piknika z Panem Literaturoznawcą

(tylko dla ludzi o mocnych nerwach)

https://twitter.com/PiknikNSG/status/1227675715635535872

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/504901-patryk-jaki-czy-ideologia-lgbt-istnieje

https://niezalezna.pl/344129-wspolna-lista-opozycji-w-wyborach-parlamentarnych-posel-psl-to-wykluczone

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/partia-razem-ogromne-zarobki-zarzadu-zandberg-zawisza-konieczny-i-matysiak-dostali-po/11wxghf

https://galopujacymajor.wordpress.com/2020/07/03/znalazlem-200-000-pln-pensji-w-partii-razem-czyli-o-tekscie-w-onecie-i-rzepie/

https://www.tvp.info/48791017/potezne-zarobki-razem-sie-tlumaczy-zgubiliscie-co-najmniej-140-tys-od-lba

https://oko.press/bielan-teczowa-flaga-na-jezusie-jak-wieprzowina-w-meczecie-cynizm-czy-ignorancja/


https://twitter.com/Policja_KSP/status/1290647051995435008

https://twitter.com/Policja_KSP/status/1291002728903303168

https://twitter.com/Policja_KSP/status/1290919301633974272













piątek, 17 lipca 2020

Na skraju Dnia Świstaka

Ponieważ przez internety przewala się fala komentarzy pt. „jak to się stało?” uznałem, że pora na to, żebym wszedł cały na lewacko i dorzucił do tego swoje pięć szekli. Zacznę od tego, że ponieważ nie jestem optymistą, miałem raczej złe przeczucia odnośnie tego, jak skończą się te wybory. Przez moment sobie pozwoliłem na odrobinę optymizmu. Momentem tym było kilka godzin pomiędzy ogłoszeniem exit-poll i late poll. Exit poll był taki, że mogło się to gibnąć w dowolną stronę, late poll pokazał, że gibnęło się w stronę obecnego Prezydenta RP. Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że mimo zwycięskiej przemowy Prezydenta RP, jego sztab wcale nie był taki pewny zwycięstwa. Nie jestem w stanie tego oźródłować, ale jeżeli ktoś sobie znajdzie nagrania z wieczoru wyborczego i popatrzy na twarze sztabowców (np. poprzedniczki Premiera Tysiąclecia), to raczej nie zobaczy on tam wielkiej radości. Zamiast tejże dominowała niepewność. Tak, wiem, Premier Tysiąclecia się cieszył, ale jego wystudiowane gesty i mimika popsutego androida jakoś niespecjalnie przekonująco wyglądały.


No dobrze, skoro wstęp mamy już za sobą, to teraz pora na przejście do meritum, czyli do mojego wymądrzania się w temacie tego „how the fuck did we get here?”. Od razu nadmienię, że jest to raczej złożona sprawa, choć spora część tego, co tu przeczytacie, mogliście (wielokrotnie) przeczytać na łamach („łamy”, jak to dumnie brzmi), mojego bloga. Jeżeli chodzi o samą kampanię Trzaskowskiego, to biorąc pod rozwagę to, ile miał czasu, jego kampanię można określić mianem zajebiście zorganizowanej. Gdyby podobną kampanię miał pięć lat temu ówczesny prezydent z ramienia Platformy Obywatelskiej, to nie siedzielibyśmy tutaj i nie zastanawiali się nad tym, jak bardzo tym razem będzie przejebane. No, ale to tylko dygresja. Faktem jest, że w przeciwieństwie do Bronisława „Gajowego” Komorowskiego, Trzaskowski musiał prowadzić kampanię w skrajnie niekorzystnych warunkach. Faktem jest również to, że jego partia (co prawda, raczej nieświadomie, ale to w niczym nie umniejsza jej odpowiedzialności) współtworzyła te warunki. Jeżeli więc już część lewicowego komentariatu musi kogoś biczować za to, że sztab Trzaskowskiego przed drugą turą mizdrzył się do Bosaka i Konfederacji, to uprzejmie podpowiadam, że tym kimś nie powinna być ta część lewicowego elektoratu, która w pierwszej turze zagłosowała na Trzaskowskiego (do tej części lewicowego komentariatu odniosę się w dalszej części).


Punktem wyjściowym mojego wymądrzania się będą wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich, w której to pierwszej turze Prezydent RP wraz z Bosakiem zebrali 50,28%. Dobry wynik Bosaka był o tyle zastanawiający, że Prezydent RP nie stronił od skrajnie prawicowej retoryki. Rzecz jasna, Bosak dzbanił znacznie bardziej, ale jeżeli chodzi o szczucie na mniejszości seksualne, to obaj panowie mówili bardzo podobne rzeczy. Pora na pierwszy w tej notce eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie co by było, gdyby Prezydent RP wygadywał podobne idiotyzmy (o „prawdziwej rodzinie”/etc.) w trakcie kampanii wyborczej 2015. Konkretnie zaś wyobraźmy sobie, jaki byłby tego efekt końcowy. Moim skromnym zdaniem, gdyby ówczesny kandydat Zjednoczonej Prawicy używał tak skrajnej retoryki, to raczej nie wszedłby do drugiej tury, a jeżeli już, to dostałby w niej srogi wpierdol (obstawiam, że byłoby to jakieś 60:40). Prócz tego, zostałby przez większą część suwerena uznany za ciężki przypadek oszołoma. Jak to więc możliwe, że w 2020 „oszołomska” retoryka pozwala na zwycięstwo w wyborach? Ano tak to, że mamy za sobą 5 lat prawicowo-konserwatywnej urawniłowki. Nie wiem, po co Zjednoczona Prawica ją zapoczątkowała (nie uwierzę w to, że „z badań” im wyszło, że stosowanie takiej retoryki nie tylko nie przeszkodzi im w wygrywaniu wyborów, ale wręcz pomoże w ich wygrywaniu), ale praktycznie zaraz po przejęciu mediów publicznych zaczęło się ostre napierdalanie we wszystko, co niekonserwatywne i nieprawilne. Im dłużej trwały rządy Zjednoczonej Prawicy, tym ostrzejsza była retoryka, to się raczej nie zmieni, tak więc lojalnie uprzedzam, że „Inwazja” to nie jest wszystko na co stać media rządowe.


Ktoś może powiedzieć, no dobrze, wszyscy wiemy co odpierdalają rządowe media, ale gdzie tu widzisz winę Platformy Obywatelskiej, lewaku? Ano w tym, że PO zrobiło bardzo niewiele, żeby się temu przeciwstawić. Śladowe ilości progresji można było odnaleźć w obietnicach wyborczych w trakcie wyborów do PE, ale potem PiS tupnął nogą (zaczął szczucie na mniejszości seksualne) i PO sobie odpuściło progresywność, zaś część liberalnego komentariatu w tych śladowych ilościach „postępowości” dopatrywała się przyczyn porażki wyborczej Koalicji Europejskiej. O tym, że była to wierutna bzdura wspominać nie trzeba (bo szkoda na to miejsca). Zamiast tego pozwolę sobie zauważyć, że „postępowość” KE była tak bardzo śladowa, że kiedy Paweł Rabiej powiedział, że: „Najpierw przyzwyczajmy ludzi, że związki partnerskie to nie jest samo zło, że nie niszczą tkanki społecznej i polskiej rodziny. Potem łatwiej będzie o kolejne kroki, o równość małżeńską z adopcją” i wybuchła gigantyczna gównoburza (kręcona głównie przez rządowe media), Rabiejowi oberwało się od praktycznie wszystkich. Cebulą na torcie była wypowiedź Grzegorza Schetyny (gdyby ktoś kiedyś zbadał, jaki odgłos mają spadające słupki sondażowe, to bardzo możliwe, że odgłos ten przypominałby głos Schetyny), który oznajmił z rozbrajającą szczerością, że: „Nie akceptuję wypowiedzi wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja na temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne; to nie jest wypowiedź nikogo z Koalicji Europejskiej ani z Platformy”. Wcześniej w temacie wypowiedzi Rabieja zwymiotował jeden z polityków PSL, który stwierdził, że "Rabiej to se może psa adoptować”. Tego rodzaju wypowiedzi było od cholery i, co znamienne, padały one również z tej „liberalnej” i antyPiSowej strony. To, co działo się po wypowiedzi Rabieja, to idealne egzemplum tego, jak wyglądało ostatnie pięć lat. Gdzieś tam padła jakaś wypowiedź, która na Zachodzie mogłaby paść z ust jakiegoś chadeka, albo konserwatysty (no wiecie, małżeństwa jednopłciowe, adopcja dzieci przez pary jednopłciowe/etc.)? Zjednoczona Prawica momentalnie rozkręcała hejty (że zgniłe lewactwo, że degrengolada i chuj wie, co jeszcze). W momencie, w którym odłamkami zaczynała obrywać PO – jej konserwatywny człon zaczynał się odcinać od jakiegokolwiek „postępu”. Jeżeli nie robili tego członkowie PO, robił to za nich Roman Giertych. Efekt końcowy był taki, że jeżeli chodzi o tematy takie, jak małżeństwa jednopłciowe (i adopcja dzieci prze pary jednopłciowe), to mniejszości seksualne mogły liczyć tylko i wyłącznie na lewicę, która to lewica i jej postulaty była potem flekowana przez rządowe media i konserwatywnych członków PO. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że wygadywaniem idiotyzmów na temat mniejszości seksualnych zajmowało się nie tylko PO. We wrześniu 2016 Ryszard Petru (był kiedyś taki polityk), zawiadowca partii o nazwie „Nowoczesna” (była kiedyś taka partia) powiedział był: „Najgorszą rzeczą jest to ukrywać. Bo człowiek całe życie musi funkcjonować w ukryciu. Dobrze by było, aby w Polsce ludzie, którzy mają inną orientację niż heteroseksualna nie musieli się tego wstydzić, co nie znaczy, że muszą się z tym obnosić”. 


W ten oto sposób w ciągu pięciu lat udało się doprowadzić do sytuacji, w której „oszołomem” nie był Prezydent RP, bełkoczący o neobolszewizmie, ideologii i „prawdziwej rodzinie”, ale lewicowi politycy, którzy opowiadali się za równością małżeńską/etc. Pięć lat cofania się, ilekroć Zjednoczona Prawica tupnęła nóżką. Pięć lat pierdolenia, z którego wynikało, że no w sumie to te osoby homoseksualne to niby są „jak ludzie”, ale małżeństw dla nich się nie przewiduje, a o adopcji dzieci niech zapomną. Żaden z tuzów z liberalnego komentariatu nie wpadł na to, że tego rodzaju działania doprowadzą do stanu, w którym znaczna część suwerena uzna, że skoro prawie wszyscy podchodzą do tego tematu, jak pies do jeża, to coś musi być nie tak z tymi elbagietami. Jeżeli ktoś chciałby w tym miejscu zgłosić votum separatum i powiedzieć, że to nie tak, bo Trzaskowski podpisał kartę LGBT, to ja takiej osobie zacytuję Grzegorza Schetynę: „My nie krytykujemy Kościoła. Karta LGBT nie przystaje do naszego programu”. W niczym nie pomagało również to, że część liberalnego komentariatu (i polityków PO) wspierało PiSowską narrację, w myśl której w Polsce mamy, kurwa, jakąś „skrajną lewicę”. Jeżeli bowiem ludzie słyszą o tym, że w Polsce jest jakaś skrajna lewica, a „skrajna lewica” w Polsce to np. Razem, albo inna Wiosna (tak była kiedyś taka partia), to nietrudno przewidzieć, że po jakimś czasie takiego prania mózgów część ludzi dojdzie do wniosku, że postulaty odnoszące się do legalizacji związków partnerskich są „skrajnie lewicowe” (lub „lewackie”). Nawiasem mówiąc, nieco ujmująca jest ta obawa PO przed tym, że ktoś ich nazwie „lewakami”. Choćby dlatego, że proces „ulewaczania” Platformy Obywatelskiej trwał od dłuższego czasu. Potrzebny dowód? Proszę bardzo. Kwiecień 2013, Jarosław Kaczyński komentuje dymisję Jarosława Gowina: „Nie jestem zwolennikiem tego rządu, więc powtórzę, że przydałaby się dymisja całego rządu, ale poszczególne dymisje ministrów specjalnie mnie nie interesują. Nie będę się wtrącał w ich wewnętrzne strony. PO jest już partią nie lewicową, ale lewacką – powiedział Kaczyński pytany o ewentualną dymisję ministra Gowina. Dodał, że w sprawie ewentualnego przyjęcia ministra sprawiedliwości do PiS nie może powiedzieć nic, ponieważ Jarosław Gowin nie zgłosił chęci akcesu.”. PiS swojemu betonowemu elektoratowi od dawna tłumaczył, że PO to „lewaki” (co jest o tyle zabawne, że lejtmotywem PiSowskiej kampanii wyborczej w 2005 roku była „polska solidarna vs. polska liberalna”) i to w żaden sposób nie przekładało się słupki sondażowe obu partii, ani też na ich wyniki wyborcze. Platforma nie przejebała wyborów w 2015 dlatego, że była powszechnie uznawana za „lewaków”, ale dlatego, że zjebała obydwie kampanie wyborcze w tymże roku. Moim zdaniem w chuj ironiczne jest to, że do momentu, w którym politycy Platformy Obywatelskiej (i liberalny komentariat) olewali to, że PiS określał Platformę mianem „lewackiej partii”, PiSowski przekaz trafiał tylko do betonu spod znaku Radia Maryja i księdza Oko, kiedy zaś zaczęto się tym straszliwie przejmować (obstawiam, że były to nieudolne próby zrozumienia przyczyn porażek w 2015), PiSowska narracja okazała się bardzo skuteczna. Im bardziej PO unikało etykietki „lewackiej partii” tym bardziej PiSowi udawało się tę etykietkę przyczepiać. Finałem było to, że Zjednoczonej Prawicy udało się (skutecznie) nastraszyć część wyborców „kartą LGBT”, którą Trzaskowski miałby wprowadzić w Polsce po wygranych wyborach. Przez moment miałem ochotę zapodać w tym miejscu rant na to, że sztab Trzaskowskiego nawet nie próbował tłumaczyć tego, co to tak właściwie jest ta „karta LGBT” (bo może akurat suweren mniej by się jej obawiał, albo co), ale potem do mnie dotarło, że to było awykonalne. Nie da się w przeciągu paru dni nadrobić kilku lat ulegania Zjednoczonej Prawicy, jak przysłowiowemu wrzodowi na przysłowiowej dupie.


No dobrze, ale czy gdyby PO postawiła się Zjednoczonej Prawicy i broniła mniejszości seksualnych, to czy cokolwiek by to zmieniło? Zmieniło by całkiem sporo. Nie jest tajemnicą to, że spora część liberalnego komentariatu przyklaśnie każdemu pomysłowi PO. Gdyby PO stanęło w obronie mniejszości seksualnych (i nie pierdoliło się w tańcu ze Zjednoczoną Prawicą), to liberalny komentariat również by ich bronił, a co za tym idzie, broniłaby ich również część mediów sprzyjających Platformie Obywatelskiej (słowo komentarza „media sprzyjające” to nie to samo, co media zarządzane przez daną partię, to tak na wypadek nagłego ataku centrystów). PO mówi głośno o potrzebie uregulowania kwestii związków partnerskich i małżeństw jednopłciowych, a Zjednoczona Prawica zaczyna bełkotać o genderze, lewakach i niszczeniu rodziny? Politycy PO idą do mediów i mówią o tym, że to w sumie urocze, że PiSowi wydaje się, że to są „lewackie postulaty”, bo w tym i tym i tym kraju wprowadzali je chadecy i konserwatyści (w tym Cameron, który był przeca strategicznym partnerem Genialnego Stratega w UE). Co prawda, trzeba by było zakneblować Giertycha (i odebrać mu hasło do ćwitra), ale byłoby to wykonalne. Zjednoczona Prawica zaczyna bełkotać w mediach o skrajnej lewicy? Politycy PO tłumaczą prostymi słowy, że w Polsce skrajnej lewicy nie ma, jest za to problem ze skrajną prawicą, która robi to, to, to i to. Zjednoczona Prawica zaczyna bełkotać o gejach i neobolszewizmie? Politycy PO idą do mediów i tonem, z którego wynika, że są zatroskani kondycją intelektualną polityków partii rządzącej pytają o to, czemu Zjednoczona Prawica próbuje dzielić Polaków na kategorie? Zjednoczona Prawica opowiada o zagrożeniu zgnilizną moralną, która przychodzi z Zachodu? Politycy PO idą do mediów i mówią, że no wszystko spoko, ale czemu tak właściwie Zjednoczona Prawica opowiada jakieś brednie, które da się znaleźć na stronach pisanych cyrylicą? I tak dalej i tak dalej. Ilekroć Zjednoczona Prawica zaczynałaby bełkotać, dostawałaby po łapach. Jakże, kurwa, odmienna byłaby sytuacja polityczna w naszym kraju, gdyby PO nie było tak straszliwie zesrane? Owszem, media rządowe nadal snułyby swoje fantasmagorie, ale miałyby one o wiele mniejszą siłę rażenia, zaś ich powtarzanie mogłoby się skończyć tym, że naczelny, że tak to ujmę, organ, partii byłby uznawany za coś w rodzaju TV Republiki (której nikt nie oglądał i nikt nie ogląda), albo inszej Frondy.


Na moment odejdźmy od tematu wyborczego i podumajmy w temacie tego „co będzie dalej” ze skrajnie prawicowo-kosnerwatywnymi narracjami i działaniami serwowanymi nam przez Zjednoczoną Prawicę. Jest nad czym dumać, bo w samej Zjednoczonej Prawicy najprawdopodobniej ktoś się zorientował, że srogo przegięto pałę w tej kampanii. Sporo uwagi poświęcono wystąpieniu córki obecnego Prezydenta RP na wieczorze wyborczym. Zacytuję tutaj fragment wypowiedzi: „Chciałabym zaapelować o to, by nikt w naszym kraju nie bał się wyjść z domu. Niezależnie od tego, w co wierzymy, jaki mamy kolor skóry, kogo popieramy i kogo kochamy. Wszyscy jesteśmy równi i wszyscy zasługujemy na szacunek. Nikt nie zasługuje na to, by być obiektem nienawiści, absolutnie nikt”. Od razu nadmienię, że nie wierzę w to, żeby którekolwiek z tych słów było szczere. Komentujący tę wypowiedź podzielili się w głównej mierze na dwa obozy. Jeden twierdzi, że jeżeli córce Prezydenta RP tak bardzo zależało na tym, żebyśmy się wszyscy szanowali wzajemnie, to mogła poruszyć ten temat w trakcie kampanii, kiedy to jej ojciec i jego sztab uprawiali radosne szczucie na mniejszości seksualne. Drugi obóz twierdzi, że w sumie to jest wiekopomna chwila, że to jest wezwanie do pojednania narodowego i że w ogóle propsy dla córki Prezydenta RP, za to, że to powiedziała/etc. Gwoli ścisłości, celem uniknięcia jakichkolwiek nieporozumień, zgadzam się ze stanowiskiem tego pierwszego obozu. Jeżeli komuś faktycznie zależałoby na krzewieniu tolerancji, to ten ktoś nie czekałby do wieczoru wyborczego, ale odezwał się w trakcie kampanii, mając wyjebane na to, jaki wpływ owo odezwanie się miałoby na kampanię ojca tego kogoś. Jeżeli zaś chodzi o obóz drugi (propsy dla córki/etc.) to mam temu obozowi do powiedzenia kilka słów. Czy wy jesteście, kurwa, poważni? Czy wam się wydaje, że ktoś wpuścił córkę Prezydenta RP na mównicę, a wcześniej dał jej wolną rękę w kwestii tego, o czym będzie mówić? Ta wypowiedź została przygotowana przez sztab wyborczy i miała wywołać efekt „ocieplenia wizerunku” Prezydenta RP. Wniosek z tego płynie taki, że swoim oślim zachwytem wspieracie działania spindoktorów Zjednoczonej Prawicy. To, że część z was uważa się za „dziennikarzy”, zakrawa na kpinę. Wspomniałem o tej wypowiedzi właśnie ze względu na to, że została ona przygotowana przez ludzi odpowiedzialnych za kreowanie wizerunku Zjednoczonej Prawicy i Prezydenta RP. Owszem, chodziło o ocieplenie wizerunku, ale należy zwrócić uwagę na to, że część elektoratu Zjednoczonej Prawicy, to ludzie o skrajnych poglądach i im tego rodzaju odezwa mogłaby nie przypaść do gustu szczególnie, że szczuto ich przez ostatnie pięć lat na mniejszości seksualne. Obstawiam, że ułożenie takiej, a nie innej wypowiedzi wzięło się „z badań”. Nie wiem, z jakim wyprzedzeniem Zjednoczona Prawica dorwała się do badań exit-poll, ale jeżeli zrobiła to odpowiednio szybko, to „mózgi” mogły ogarnąć, że obecny Prezydent RP raczej kiepsko wypadł wśród ludzi młodych, a to źle rokuje na przyszłość.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Kolejnym sygnałem sugerującym, że ktoś w Zjednoczonej Prawicy zaczął się zastanawiać nad tym, czy przypadkiem nie nadszedł „czas na zmiany”, był wpis, który pojawił się na koncie Marcina Palade. Ów człowiek jest konserwatywnym betonem, który od dłuższego czasu mocno kibicuje Zjednoczonej Prawicy (nie wiem, czy ma z nią jakieś powiązania natury formalnej, ale w ciemno można założyć, że raczej nie jest outsiderem). Cóż takiego napisał Marcin Palade? „Nieznaczna wygrana PAD z RT powinna dać do myślenia Nowogrodzkiej. Zwłaszcza jak wejdziemy w strukturę wyborców. To była ostatnia kampania, którą PiS mogło wygrać "na Niemca i LGBT". Polska się modernizuje i laicyzuje, rosną aspiracje. Kierunek do 2023 wydaje się więc oczywisty.” Zanim przejdę do meritum pozwolę sobie na dygresję krótką. Ciekawym, czy gdyby wybory prezydenckie wygrał kandydat, który ewidentnie szczułby na katolików (i np. złożył projekt zmiany Konstytucji, w którym stałoby, że katolicy powinni mieć zakaz adopcji dzieci), opowiadałby o tym, że katolicyzm, to taki współczesny neobolszewizm/etc., to czy Marcin Palade, analizując ten rodzaju argumentacji również ograniczyłby się do wzmianki o tym, że ów ktoś wygrał wybory metodą „na katolika”? Sądzę, że wątpię. Skoro zaś już wiemy, jakie podejście do mniejszości seksualnych ma pan Palade, zastanówmy się przez chwilę nad tym, jak bolesna musiała być dla niego świadomość, że być może partia rządząca będzie musiała przystopować. Jestem się w stanie założyć o wiele, że Palade nie jest jedyną osobą z obozu władzy, która dostrzegła ten „problem” (cudzysłów, albowiem jest to problem w ich optyce).


Czy z tego, co napisałem powyżej wynika, że Zjednoczona Prawica się uspokoi? No nie bardzo. Wynika z tego co najwyżej tyle, że „może” się uspokoić. Z jednej bowiem strony Prezydent RP opowiada o tym, że jeżeli ktoś się poczuł urażony, to on przeprasza (swoją drogą, jest to podręcznikowy wręcz przykład „non-apology”), ale z drugiej strony, projektu zmiany Konstytucji nie wycofał. Warto również wspomnieć o tym, że o ile część ludzi w Zjednoczonej Prawicy ogarnia to, że być może czas na zmiany, to jest tam również taka część, która widzi tylko to, że w ten sam sposób (szczucie) udało się wygrać kolejne wybory. Dla takich ludzi przekaz „no dobra, te i poprzednie i jeszcze poprzednie w ten sposób wygraliśmy, ale kolejne możemy przez to przejebać”, będzie zbyt trudny do ogarnięcia.  Poza wszystkim innym, nawet gdyby Zjednoczona Prawica doszła do wniosku, że może jednak nie warto (z przyczyn czysto pragmatycznych) szczuć na własnych obywateli, to tego nie da się załatwić za pomocą „przestawienia wajchy”. Nie da się pstryknięciem palców wymazać ludziom z głów pięciu lat masowego szczucia. Warto również wspomnieć o tym, że nawet gdyby Zjednoczona Prawica uznała, że „trzeba przystopować”, to natrafiłaby na dwa problemy. Jednym z nich jest Konfederacja, która po „przystopowaniu” przez Zjednoczoną Prawicę, ochoczo zaczęłaby tłumaczyć wszystkim dookoła, że oni od dawna mówili, że PiS to lewaki, a teraz mają kolejny dowód. Ponadto, Konfederacja równie ochoczo zagospodarowałaby część elektoratu Zjednoczonej Prawicy, która to część byłaby „zniesmaczona” spolegliwością względem zgnilizny moralnej, która przyszła do nas z Zachodu. Drugim problemem, znacznie bardziej istotnym od pierwszego, jest Solidarna Polska. Zjednoczona Prawica jest zlepkiem partii, które mają skrajnie konserwatywne poglądy, ale nawet na tle pozostałych Solidarna Polska się wyróżnia. Jeżeli chodzi o twórczość polityków Solidarnej Polski, to, w telegraficznym skrócie wygląda to tak, że jeżeli widzicie gdzieś wypowiedź, która wskazuje na to, że jej autor jest skrajnie prawicowym szurem i jego nazwisko nic wam nie mówi, to możecie być pewni, (gdzieś tak na 90%), że macie do czynienia z politykiem tej formacji. Takie nazwiska jak Kaleta, Jaki, Matecki, a ostatnio Kowalski wypromowano głównie dzięki skrajnie prawicowej retoryce. Ponieważ skrajność wypowiedzi i zachowań polityków Solidarnej Polski jest tym, co wyróżnia tę partię w Zjednoczonej Prawicy, raczej nie powinniśmy się spodziewać „nawrócenia”. Może inaczej – nawet gdyby Zjednoczona Prawica (większość tejże) uznała, że lepiej się uspokoić, to Solidarna Polska najprawdopodobniej będzie się temu sprzeciwiać. Aczkolwiek, gdyby zaszła taka potrzeba, to politycy tej formacji potrafią udawać, że przeszli przemianę (vide, Patryk Jaki, który udawał spoko ziomka [który już nie lubi mniejszości seksualnych], żeby zwiększyć swoje szanse w wyborach na prezia Wawy).


Kolejnym problemem, z którym musieli się mierzyć wszyscy kontrkandydaci obecnego Prezydenta RP było to, że praktycznie całe państwo zamieniło się w jego sztab. Rządowe media (z TVP Info na czele) były tak bezstronne, że powinno się na nich umieszczać informację: „materiał przygotowany przez sztab obecnego Prezydenta RP, ale sfinansowany z pieniędzy podatnika”. Czy ktokolwiek był tym faktem zaskoczony? Raczej nie. Czy uznaliśmy to za sytuację w miarę normalną (normalną w naszym kraju, pod rządami Zjednoczonej Prawicy)? Owszem. I to jest, moim zdaniem, zajebisty problem, który wziął się stąd, że nic z tym fantem nie zrobiono. Ktoś może powiedzieć, no ale przecież Zjednoczona Prawica trzyma KRRiTV i całe media i nic się z tym faktem nie da zrobić. Owszem, nie da się w żaden sposób „zabrać”mediów rządowych, ale można było zrobić wiele, żeby były one wiarygodne dla znacznie mniejszej liczby ludzi. Nie, powtarzanie, że TVP kłamie nie wystarcza. Trzeba to ludziom pokazać. Media rządowe powinny być debunkowane 24/7. Powinny się doczekać bazy danych, w której przeciętny obywatel mógłby bez problemu znaleźć wszystkie ściemy (bądź też wszystkie narracje „zapożyczone” od Rosjan), które byłyby dokładnie opisane. Można było wykonać badania, w których sprawdzono by „gdzie ludzie oglądają TVP” i zawalić te regiony kampaniami informacyjnymi, w których opisywano by np. to, że „w ciągu tygodnia TVP skłamało tyle i tyle razy (obstawiam, że nie byłaby to liczba mniejsza od 1000), podatnika kosztowało to tyle i tyle, czy naprawdę tego chcesz?” A do tego billboardy, na których opisywano by (w skrócie) najbardziej ordynarne ściemy. Trzeba było, kurwa, zafundować rządowym mediom kampanię, którą swego czasu zafundowano sędziom. Można było robić krótkie filmiki na temat twórczości mediów rządowych. Można było zrobić cokolwiek – nie zrobiono nic. Ja wiem, że debunkowanie samego TVP Info 24/7 wymagałoby ogromnych nakładów finansowych i zaangażowania w to sporej liczby ludzi, ale wydaje mi się, że największa partia opozycyjna nie narzeka na brak jednego i drugiego. Uniewiarygodnienie mediów rządowych nie byłoby na pewno proste, ale dało się zrobić. Zamiast tego mieliśmy jedynie przekaz „TVP kłamie” i zapowiedź likwidacji TVP. No spoko, tylko że dla części suwerena (i nie mam tu na myśli betonu) media, ekhm, „publiczne” są wiarygodne i dla nich ta zapowiedź była równoznaczna zamachem na niezależność telewizji publicznej/etc. Gdyby wcześniej zrobiono kampanię informacyjną z mediami, ekhm, „publicznymi”, to ci sami ludzie domagaliby się zaorania tychże mediów.


Jeżeli chodzi o kwestie stricte kampanijne, to sporo pisano na temat tego (ja również to robiłem), że Zjednoczona Prawica robi reenacting kampanii z 2015 (próbując osadzać Trzaskowskiego w roli nowej odmiany Bronisława Komorowskiego). Praktycznie nikt (ze mną włącznie) nie zwrócił uwagi na to, że Platforma robiła to samo, z tym, że Platformersi usiłowali robić reenacting kampanii PiSu i zdominować internet. Co prawda im się to udało (głównie za sprawą wkurwionego suwerena, który flekował PiS przy każdej okazji), ale to był taki trochę cult cargo – ktoś bowiem uznał, że dominacja w internecie (która jest niezaprzeczalna, bo PiS od jakiegoś czasu jest nieprzerwanie w głębokiej defensywie [powtarzam, chodzi o internet]), wystarczy do wygrania wyborów. Okazało się, że nie bardzo. PiSowi zresztą dominacja w internecie nie jest do niczego potrzebna. Ok, przegrywanie sond i bełkotanie o „koreańskich botach” i „kupionych głosach” jest może trochę czerstwe, ale, jak widać, w niczym nikomu nie przeszkadza. PiS używa internetów w sposób (jak na tę partię) subtelny. Kiedy dochodzi do sytuacji, w której trzeba powiedzieć coś, czego nie może powiedzieć żaden polityk Zjednoczonej Prawicy, PiS (/Zjednoczona Prawica) robi następującą rzecz. Do „zareagowania” w adekwatny sposób oddelegowany zostaje jakiś dron-influencer Zjednocznej Prawicy, a rządowe media potem tę „reakcję” rozpowszechniają. Chcecie przykładu? Proszę bardzo. W trakcie jednej z wielu słownych utarczek na linii Mosbacher – polski rząd, do akcji wkroczyło konto o nazwie Nagroda Złotego Goebbelsa, które zaczęło tłumaczyć, że w sumie to sobie Mosbacherowa pogadała, ale ona się nie zna, bo to, to to i to. Nie obserwuję tego konta i praktycznie nigdy nie ląduje ono na moim TL ćwiterowym. Jak więc się o tym dowiedziałem? A no tak, że na TVP Info pojawił się następujący materiał: „„Nagroda Złotego Goebbelsa” odpowiada ambasador Mosbacher i punktuje manipulacje TVN”. W artykule zaś pojawiła się praktycznie cała „argumentacja” NZG. Po to właśnie PiS działa w internecie. Żeby pokazać, że „internauci” reagują na to i owo. Nie ma tu znaczenia fakt, że owi internauci w 99% przypadków są dronami-influencerami Zjednoczonej Prawicy. Obozowi opozycyjnemu wystarczyło spuszczanie Zjednoczonej Prawicy wpierdolu w internetach i nikt się za bardzo nie przejmował tym, że to, co stało się na ćwitrze, zostało na ćwitrze. Zjednoczona Prawica używa też internetu w jeszcze inszy sposób. Otóż, ilekroć ktoś z obozu „anty PiS” popełni jakiś wysryw, tylekroć media rządowe to pokazują i tłumaczą, że to jest właśnie pogarda liberalnego salonu/etc. Dla porównania, strona przeciwna nie potrafiła wykorzystać przeciw Zjednoczonej Prawicy twórczości Dariusza Mateckiego. Różnica między nim, a jakimś antyPiSowskim influencerem polegała na tym, że on jest, kurwa mać (uwaga CAPS) CZŁONKIEM SOLIDARNEJ POLSKI (a co za tym idzie Zjednoczonej Prawicy). To jest znacznie większy kaliber, niż wpis z internetowego konta Krystyny Jandy albo innej Manueli Gretkowskiej. Opozycja nie wykorzystuje również internetowej twórczości pracowników mediów rządowych, choć byłaby to żyła złota (i zrobiłoby furorę, gdyby ktoś to wydrukował i zrobił z tego outdoorowe materiały), ale to już szczegół.


Nieco wcześniej zasygnalizowałem, że pochylę się nad częścią lewicowego komentariatu, który był niemożebnie skonfundowany tym, że lewica nie ma żelaznego elektoratu. Wiecie, ja rozumiem wkurwienie na kiepski wynik Roberta Biedronia, ale to, co robi część lewicowego komentariatu, jest o wiele bardziej spektakularne od tego, co robi po każdej porażce komentariat liberalny. Otóż różnica polega na tym, że komentariat liberalny hejtuje „wrogi” elektorat, a część komentariatu lewicowego hejtuje swój własny. Powtarzam, podzielam wkurw na zły wynik Biedronia, ale hejtowanie elektoratu, który w pierwszej turze zagłosował na Trzaskowskiego, to nie jest dobry pomysł. Nie jest winą elektoratu to, że Biedroń miał, eufemizując, niezbyt dobrą kampanię. Co w sumie nie jest dziwne, bo SLD raczej nie zależało na tym, żeby miał zbyt dobry wynik (bo to wzmocniłoby jego pozycję negocjacyjną w trakcie rozmów „fuzyjnych” pomiędzy Wiosną i SLD). Wróćmy na moment do argumentacji, z której wynikało, że ta część lewicowego elektoratu, która zagłosowała na Trzaskowskiego w pierwszej turze jest odpowiedzialna za to, że sztab Trzaskowskiego mizdrzył się do Bosaka i niespecjalnie pochylał się nad tym, żeby pozyskać lewicowy elektorat. Ponieważ przychodzicie tu po brutalną szczerość, toteż będę brutalnie szczery: wynik Biedronia nie miał znaczenia. Po pierwsze, ze względu na to, że kredens debaty publicznej został przesunięty tak bardzo w prawo, że żaden z kandydatów, którzy weszli do drugiej tury nie zabiegał o lewicowy elektorat (choć obaj musieli mieć świadomość tego, że „lewaków” jest znacznie więcej, niżby to wynikało z mizernego wyniku Biedronia). W 2010, kiedy debata publiczna jeszcze nie była tak bardzo jebnięta w prawo, Jarosław Kaczyński mizdrzył się do SLD („My się nie boimy żadnych zarzutów. Niech nam mówią, że jesteśmy lewicowi - może i po trosze jesteśmy. Dzisiaj zresztą warto używać tego słowa - lewica, a nie postkomunizm - mówił w Szczecinie (…) Jeśli ktoś mnie zapyta, kim jest Józef Oleksy, to powiem: "jest to polski lewicowy polityk - no powiedzmy sobie - starszo-średniego pokolenia"). Ktoś może podnieść argument, że to dlatego, że Napieralski miał dobry wynik (13,68%), ale, (pozwólcie, że trochę sobie pogdybam) moim zdaniem, nawet gdyby Biedroń miał jakieś 10%, to obecny Prezydent RP nie pochyliłby się nad tym elektoratem (bo, primo, byłoby to sprzeczne z jednym z filarów jego kampanii, a secundo, lewicowy elektorat nie nabrałby się na mutację piosenki „I can change”). Tym samym, lewicowy elektorat miałby mocno ograniczony wybór w drugiej turze, a co za tym idzie, Trzaskowski też niespecjalnie musiałby o ten elektorat zabiegać. Natomiast obaj kandydaci zabiegaliby o elektorat Bosaka i Hołowni. Sorry, taki mamy klimat. Jeżeli lewica chce cokolwiek ugrać, czeka ją tytaniczna wręcz praca, bo warunki są dla lewicy wybitnie niesprzyjające (bardziej niż zazwyczaj). Ktoś może powiedzieć, no ale jak to, przecież sam wcześniej pisałeś, że nawet Zjednoczona Prawica może się ucywilizować ze względu na to, że społeczeństwo się zmienia/etc. Owszem, tylko że warto mieć na uwadze to, że o ten „progresywny” elektorat z lewicą będzie walczyła Platforma Obywatelska, a jak wiadomo „duży może więcej”. Osobną kwestią jest to, że gdyby Zjednoczona Prawica się ucywilizowała, to właśnie po to, żeby spróbować przyciągnąć do siebie ten elektorat. Jeżeli ktoś chce mi tutaj napisać, że to się Zjednoczonej Prawicy na pewno nie uda, to ja uprzejmie przypominam, że nie takie szpagaty się temu ugrupowaniu udawały (głównie dzięki niemocy opozycji). 


Na sam koniec zostawiłem sobie troszeczkę miejsca na to, żeby napisać „co dalej” będzie się działo z naszym pięknym krajem nad Wisłą. Pozwolę sobie przytoczyć historię, którą kiedyś opowiedział mi znajomy, który nieco wcześniej przeczytał (bądź obejrzał, nie pamiętam już, bo to dawno temu było) wywiad z jakimś kierowcą rajdowym (tak więc będzie anecdata z anecdaty). Nie wiem, jakie było pytanie dziennikarza, ale z odpowiedzi kierowcy można było wywnioskować, że było to coś w rodzaju „co robić jak się wpadnie w poślizg przy dużej prędkości”. Kierowca odpowiedział, że w takiej sytuacji pozostaje jedynie czekanie na to, „z której strony trafi się coś twardego” (w domyśle, albo jakiś kamień, albo drzewo, albo coś w ten deseń). W chwili obecnej nie pozostaje nam w sumie nic innego. Może się okazać, że jakoś wyjdziemy z tego poślizgu, ale moim skromnym zdaniem, raczej w coś przyjebiemy. Kwestią otwartą jest jedynie to, co to będzie.


Źródła:

https://wybory.gov.pl/prezydent20200628/

https://www.tvp.info/41763210/polityk-psl-krytykuje-slowa-rabieja-moze-adoptowac-sobie-psa

https://www.tvp.info/41760514/schetyna-nie-akceptuje-wypowiedzi-rabieja-na-temat-adopcji

https://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,20721325,petru-dostalo-sie-za-slowa-o-obnoszeniu-z-orientacja-seksualna.html

https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/602390,schetyna-kosciol-lgbt-wybory.html

https://www.wprost.pl/prime-time/telewizja/397641/kaczynski-po-jest-partia-lewacka.html

https://polskatimes.pl/kinga-duda-w-ogniu-krytyki-po-wieczorze-wyborczym-paulina-mlynarska-i-karolina-korwinpiotrowska-o-slowach-corki-prezydenta/ar/c1-15078745

https://twitter.com/MarcinPalade/status/1282950852479717376

https://www.tvp.info/47672158/nagroda-zlotego-goebbelsa-odpowiada-ambasador-mosbacher-i-punktuje-manipulacje-tvn

https://dorzeczy.pl/kraj/146838/gretkowska-nie-wytrzymala-sprzedaje-dom-i-wyjezdza-z-polski-godnie-spieram.html

https://tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/kaczynski-o-nowym-jezyku-jak-mnie-zapytaja-kim-jest-oleksy,137675.html?h=21b1

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_prezydenckie_w_Polsce_w_2010_roku