wtorek, 18 lipca 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #10

Jakiś czas temu zygotarianie zaczęli spamować ulice billboardami, na których ściemniali, że (w skrócie) „aborcja powoduje raka”. Ministerstwo Zdrowia poproszone o komentarz w tej sprawie stwierdziło, że w sumie to jest wolność słowa i „że minister nie będzie wydawał ocen moralnych, etycznych i naukowych” tej akcji. Po pierwsze, znając zygotariańskie poglądy ministra, dziwi mnie to, że tej akcji nie pochwalił. Po drugie, mam nadzieje, że minister wyda „ocenę moralną, etyczną i naukową” budżetu na 2018, w którym zmniejszono kasę na leki onkologiczne. No chyba, że zdaniem ministra nie należy leczyć raka, bo to kara za aborcję.

Minister Błaszczak, wkurzony na narodowców, którzy non stop usiłują blokować Marsze Równości  wpadł na pomysł, żeby blokujących obciążać zwiększonymi kosztami zabezpieczania legalnych zgromadzeń przez policję. Żartowałem, tak naprawę to Błaszczakowi chodzi o ściganie ludzi blokujących „miesięcznice”. Z niecierpliwością czekam na moment, w którym Błaszczak zda sobie sprawę z tego, że jego pomysł uderzyłby w „łysych ziomków” i ulepszy go twierdząc, że „chodziło mu tylko i wyłącznie o uroczystości smoleńsko-religijne, które odbywają się 10 dnia każdego miesiąca”.

W sukurs Błaszczakowi przyszedł Marszałek Stanisław „Łukaszenka to taki ciepły człowiek” Karczewski, który chciał poprzeć pomysł szefa MSWiA. Czemu napisałem „chciał poprzeć” zamiast „poparł”? Pozwolę sobie zacytować tweet Marszałka:  „Prop. Dot. zmiany ustawy o zgrom. jest warta przemyślenia. Tylko ten, kto zapłaci za szybę którą stłukł dowie się ile ona kosztowała”. Wydaje mi się, że do skomentowania tej wypowiedzi potrzebna będzie parafraza „Tylko ten, kto przeczyta propozycje dotyczące zmiany ustawy o zgromadzeniach, dowie się o co w nich chodzi”.

Mediaworker pracujący w Polskim Radiu dostał ostatnio po łapach od Dobrej Zmiany za to, że zadawał pytania Premier Beacie Szydło. Dla większości ludzi był to spory szok, bo pewnie do tej pory nie wiedzieli, że mamy w Polsce jakiegokolwiek premiera. Moim zdaniem, całe to zamieszanie świadczy tylko i wyłącznie o tym, że w mediach rządowych panuje spory bałagan i ktoś zapomniał o dostarczeniu mediaworkerowi pytań przed wywiadem.

Prezydentowi RP wreszcie pozwolono zawetować jakąś ustawę. Ktoś złośliwy mógłby stwierdzić, że ustawę o Regionalnych Izbach Obrachunkowych zawetowano dlatego, że władza nie ma pewności, że będzie władzą po 2019 i byłaby szkoda, gdyby ktoś użył ich własnego pomysłu do „wyorania” samorządowców Prawa i Sprawiedliwości. Ale to musiałby być ktoś złośliwy, bo przecież chodziło o to, że Prezydent RP (aka „niezłomny”) zmartwił się tym, że ta ustawa byłaby kolejnym przejawem centralizacji władzy. A przecież Prezydent śmigający w ciuszkach „Red is bad” nigdy nie wyraziłby zgody na zbytnią centralizację, bo ta mu się pewnie kojarzy z PRL-em za bardzo...

Personifikacja Prawa Poego, Stanisław Pięta, w trakcie jednego z wywiadów zaprezentował swoją własną definicję dialogu: „Wierzę w dialog. Ten dialog musi polegać na tym, że my przedstawiamy swoje racje, a europejskie, lewicowe elity przyjmują tę rację i nie ma żadnego miejsca na kompromis, nie ma żadnego miejsca na ustępstwo”. Co prawda Pięta nie podał definicji monologu, ale wydaje mi się, że zawierałaby ona takie elementy składowe jak „kij baseballowy” i „potylica”.

Nikt mi nie wmówi, że politycy Prawa i Sprawiedliwości nie mają poczucia humoru. Ostatnich ich prank polega na tym, że próbę likwidacji trójpodziału władzy w Polsce nazywają „walką z reliktami PRL-u”. To bardzo udany prank, bo pomysł ów popierają głównie tzw „antykomuniści”, którzy już niebawem zaczną nas przekonywać, że PRL nie był wcale taki zły, po prostu rządzili nie ci co trzeba.

Jarosław Kaczyński ogłosił ostatnio, że Prezydent RP nie jest od niego zależny. Żałuję, że nikt nie poprosił o komentarz Prezydenta, bo pewnie usłyszelibyśmy coś w rodzaju „nie zgadzam się z tą wypowiedzią, bo nie jestem zależny od Jarosława Kaczyńskiego”.

Rządowe media odtrąbiły niebywały sukces. Z sondażu przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown SA wynika bowiem, że gdyby w drugiej turze wyborów prezydenckich spotkali się Duda z Tuskiem, to ten pierwszy mógłby liczyć na wyższe poparcie (52% do 44%). Jeżeli dla rządowych mediów 8% przewagi urzędującego prezydenta nad człowiekiem, który jest raczej mało aktywny w polskiej polityce jest „sukcesem”, to wydaje mi się, że Ziemkiewicz może spokojnie pisać kontynuację „Pychy i upadku”. Ze swej strony mogę autora zapewnić, że jak już tę książkę napisze i ją wyda, to ja z wielką przyjemnością jej nie przeczytam.

Grzebanie przy sądownictwie zostało ostatnio skomplementowane przez najbardziej rozpoznawalnego antykomunistę z PiS, Stanisława Piotrowicza. Powiedział on, że ustawą o KRS PiS „Przywraca zwierzchnią władzę narodu i konstytucyjną równowagę władz”. Na pochwałę zasługuje to, że użył słowa „naród” zamiast „partia”, albo „lud”. W kwestii zaś tego, co powiedział o przywracaniu równowagi władz, to nie powinniśmy mieć do niego pretensji. W pewnym wieku każdy chciałby się znów poczuć młody.

Pracownicy TVP bardzo przejęli się słowami Ministerstwa Zdrowia: „Piwo jest za tanie i zbyt łatwo dostępne” i chleją na potęgę. Nikt mi bowiem nie wmówi, że paski z TVP w rodzaju „słaba frekwencja pod Sejmem, pomimo nawoływań Grzegorza Schetyny do puczu”, albo „Opozycja usiłuje zorganizować pucz przeciwko demokratycznie wybranej władzy”, pisał ktoś trzeźwy.

Jeden z medialnych filarów (choć tak po prawdzie tu bardziej by pasowało słowo „słup”) rządu, Michał Karnowski, skomentował ostatnie protesty opozycji w sposób następujący: „Państwo polskie staje w obliczu akcji o charakterze terrorystycznym. I musi adekwatnie odpowiedzieć”. Nie będę komentował tych słów, bo niebawem może się okazać, że moje podsumowania również mają „charakter terrorystyczny”.

Wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PiS, Jacek Żalek, popiera pomysł usunięcia z hymnu polski wzmianki o Napoleonie Bonaparte. Samo wykreślenie Bonapartego nie będzie problemem. Gorzej będzie ze znalezieniem nazwy rzeki, która będzie się rymować z „Kaczyński”.

W poprzednim przeglądzie opisałem, dość idiotyczną, twitterową dramę. W dramie chodziło o to, że jeden z  prorządowych trolli strzelił focha na PiS za pomysł podniesienia cen benzyny. Jeden z posłów (zwany „Jenotem”) prosił trolla o cierpliwość i obiecał, że „porozmawia z prezesem”. Sprawa miała ciąg dalszy i był on jeszcze bardziej idiotyczny. W poniedziałek prezes PiS ogłosił, że rząd (tak, wiem, to był „projekt poselski”, ale bądźmy poważni) się wycofuje z tego pomysłu. Jeżeli ktoś się zastanawia nad tym, czemu ogłosił to prezes PiS zamiast Premier RP, to ja takiemu komuś zazdroszczę przeleżenia dwóch ostatnich lat pod lodem. Po wypowiedzi Prezesa, „Jenot” napisał do trolla „mówiłem, daj czas, zaufaj”. Przed „Jenotem”, do trolla napisał (uwaga, włączam Capslocka) WICEMARSZAŁEK SEJMU, Joachim Brudziński, „Na wniosek PJK podjęliśmy decyzję o wycofaniu ustawy paliwowej. (Troll) powinien być zadowolony”. Wydaje mi się, że cała ta sytuacja to element wojny hybrydowej, którą PiS prowadzi z „Uchem Prezesa”. Chodzi o działanie na zasadzie „Jak będziemy się ośmieszać sami, to nikt nie będzie oglądał waszego serialu”.

Obserwując zamieszanie wokół szefostwa Ministerstwa Obrony Narodowej, można dojść do wniosku, że jeżeli ktoś za jakiś czas zapyta MON o to, czy Polacy mogą się czuć bezpiecznie, odpowiedzią będzie „da”.

Prezydent RP oznajmił, że nie podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym dopóki Sejm nie przegłosuje jego poprawki do ustawy o KRS. I pomyśleć, że niecały tydzień temu Jarosław Kaczyński powiedział, że Prezydent jest niezależny. To się nazywa zbieg okoliczności!

Źródła:



http://wiadomosci.onet.pl/kraj/szef-mswia-chce-obciazac-kosztami-osoby-ktore-deklaruja-np-blokowanie-zgromadzen/xq7lqv0













Bonusowo dorzucam tweet Brudzińskiego, w którym twierdzi on, że wycofanie się z ustawy nie miało nic wspólnego z protestami

https://twitter.com/jbrudzinski/status/886986997163728896

https://www.facebook.com/minisatyra/posts/1932462510305234

http://fakty.interia.pl/deutsche-welle/news-faz-podejrzane-kontakty-bartosza-kownackiego,nId,2415701


Stąd ukradłem pointę do MON:

http://littlefun.org/uploads/540345e1e691b21c634c8340_736.jpg



poniedziałek, 10 lipca 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #9

Wicemarszałek Sejmu, Joachim Brudziński, stwierdził, że do „ONR ma stosunek ambiwalentny”. Następnie dodał, że co prawda „nie zgadza się z postulatami grup feministycznych, to jednak nie odmawia im prawa do funkcjonowania na scenie politycznej”. Porównanie ONR do środowisk feministycznych, jest całkowicie uprawnione. Przecież „grupy feministyczne” non stop organizują manifestacje, na których możemy zobaczyć hasła w rodzaju „śmierć wrogom równouprawnienia”, albo „a na drzewach zamiast liści będą wisieć przeciwnicy prawa wyboru”. Nie można również zapomnieć o tym, że feministki groziły „dniem sznura” ludziom, którzy twierdzą, że kobiety prowokują gwałcicieli. Tak, jestem świadom, że użycie przeze mnie w poprzednim zdaniu słowa „ludziom”  mogło zostać uznane za nadużycie semantyczne.

Idol konserwatystów (rozwodnik, który jakiś czas temu zachwalał molestowanie seksualne kobiet), Donald (aka „annoying orange”) Trump odwiedził Polskę. Niestety, miał on tak napięty grafik, że nie zdążył zwiedzić Największej Wyciskarki Do Cytrusów. Szkoda, bo to byłby jeden z bardziej spektakularnych crossoverów.

POTUS wygłosił przemówienie, w którym bez pamięci zakochała się polska prawica, co jest o tyle zrozumiałe, że całe przemówienie dałoby się streścić dwoma słowami: „Poland Stronk”. Bardziej interesujące od samej treści przemówienia było to, że miało ono dość nieoczekiwane efekty natury „medycznej” i u części komentatorów wywołało amnezję. Jeden z moich ulubionych pluszaków władzy, Marcin Makowski, był tym wystąpieniem tak zachwycony, że aż popełnił tweet „To jest jednak niesamowite. Przylatuje prezydent USA do Polski, mówi o naszym kraju w samych superlatywach - i tak znajdą się malkontenci.” Tweet ten jest o tyle spektakularny, że ten sam Marcin Makowski nie tak dawno temu szydził z tego, że Polacy popadają w ekstazę „za każdym razem, kiedy do Polski przylatuje ważny amerykański polityk”. To na pewno była amnezja, bo przecież sumiennego, niezależnie myślącego mediaworkera, nie można podejrzewać o to, że jego wypowiedzi da się spiąć klamrą "mądrość etapu", nieprawdaż?

Na spotkaniu z Trumpem pojawili się Razemitki przebrane za podręczne. Doceniam kreatywność, ale śmiem twierdzić, że był to protest cokolwiek nieprzemyślany, bo opierał się na trzech błędnych założeniach. Po pierwsze, Donald Trump nie czyta niczego poza Breitbartem. Po drugie, Donald Trump nie wie kim była Margaret Atwood, bo była pisarką, a nie modelką. Po trzecie, Donald Trump nie mógł oglądać serialu „Opowieść podręcznej”, bo raczej nie puszczali go na FOX NEWS.

Prezydent RP, ogłosił na swoim Twitterze, że zamierza walczyć z fake newsami. Dawno już nie widziałem tak brutalnego ataku na rządowe media.

Ofiarami równie brutalnego ataku padli posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Nóż w plecy wbiła im Premier Beata Szydło, która oskarżyła ich o to, że okradają Polaków. Chodzi rzecz jasna o pomysł PiSu, który zakłada podwyżkę cen benzyny. Do tej pory Beata Szydło utrzymywała, że, wbrew temu co twierdziła opozycja, rządowi nie zabraknie na nic pieniędzy i mówiła, że „wystarczy nie kraść”, żeby ich nie brakowało. Teraz zaś część posłów partii rządzącej uznała, że jednak ich brakuje. Wnioski nasuwają się same...

W kontekście tej planowanej podwyżki, chciałbym wam zaproponować gimnastykę mózgową. Wyobraźcie sobie następującą sytuację: Internetowy troll, który był jednym z filarów PiSu w internecie strzela focha z powodu podwyżek cen benzyny i żegna się z followersami. Na focha reaguje jeden z posłów PiS, który kieruje do trolla oświadczenie o następującej treści: „będzie dobrze. Obiecuje. Nie martw się i nie denerwuj na wyrost. Daj mi szansę porozmawiać z Prezesem. Daj czas.” Jeżeli ktoś sobie teraz pomyślał „Ej weź przestań, bo to jest za bardzo kretyńskie nawet jak na nasze realia polityczne”, to taką osobę proszę o wybranie sobie cytatu, który lepiej pasuje do sytuacji: „oh, my sweet summer child”, albo  "You know nothing, Jon Snow”

Media worker, Samuel Pereira, zdenerwował się na polityków Nowoczesnej Kropki, którzy postanowili się do czegoś przydać i zrobić listę aptek, w których odmawia się sprzedaży pigułek „dzień po”. Wisienką na torcie wzmożenia Pereiry było pytanie „dlaczego nękacie aptekarzy za ich wybór sumienia?”. Strach pomyśleć o tym, co się stanie w momencie, w którym Pereira dowie się o protestach zygotarian pod szpitalami, w których dokonywane są legalne zabiegi przerywania ciąży. Na pewno się oburzy, bo przecież takie protesty to nic innego, jak nękanie pracowników służby zdrowia za ich wybór sumienia.

Polskie Radio nawiązało współpracę z jednym z działaczy ONR. Nie znam szczegółów sprawy, ale nie zdziwię się jeżeli na antenie radia pojawi się nagle program, który będzie się rozpoczynał o 14 i trwał 88 minut. Uwaga natury ogólnej, Prawo Godwina zostało w Polsce zawieszone do odwołania w momencie, w którym prezes Ruchu Narodowego zaczął opowiadać o tym, że jego koledzy hejlowali, ale robili to ironicznie.

Dziś odbędzie się cykliczna, 87 impreza religijna pt „miesięcznica smoleńska”. Powołując się na klauzulę sumienia dla internautów, odmawiam komentarza w tej sprawie.

Jeżeli zaś już jesteśmy przy temacie miesięcznic, to komentarza w tej sprawie udzielił Leszek Miller, który powiedział „Nie chciałbym, aby w przyszłości na trasie pochodu pierwszomajowego albo Parady Równości jakaś grupa narodowców usiadła i przeszkadzała nam w swobodnym demonstrowaniu.”. Primo, nie wiem, z którego kraju jest Leszek Miller, ale trochę mu zazdroszczę, bo w moim kraju (Polska) Marsze Równości są regularnie zakłócane. Nie wspominając już o tym, że na samym początku skrajna prawica kontestowała te marsze przy pomocy butelek i kamieni. Secundo, nie słyszałem jeszcze o tym, żeby jakiemuś narodowcowi „kontestującemu” Marsz Równości, postawiono zarzuty zakłócanie „uroczystości o charakterze religijnym” (tak jak miało to miejsce w przypadku ludzi, którzy blokowali miesięcznicę). Tertio, po głębszym namyśle jednak nie zazdroszczę Millerowi jego kraju, albowiem Magdalena Ogórek była tam kandydatką lewicy w wyborach prezydenckich.

Źródła:

https://wiadomosci.wp.pl/brudzinski-atakuje-schetyne-po-zalosnym-wystapieniu-zostal-zniesiony-z-ringu-6140154379167873a

http://niezalezna.pl/101935-donald-trump-nie-moze-sie-nachwalic-naszego-kraju-polska-byla-nadzwyczajna

Gwoli ścisłości, stary tekst Makowskiego wynorał Twiterowicz z linku:


Ponieważ troll skasował swoje „zapalne” tweety, linkuję jedynie „apel” Tarczyńskiego.

https://twitter.com/D_Tarczynski/status/883800987772891138

http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/filip-lukaszewski-z-onr-w-polskim-radiu#


https://twitter.com/wPolityce_pl/status/884371586379329536


http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/kamienie;i;butelki;ranily;uczestnikow;parady;rownosci,111,0,73071.html

poniedziałek, 3 lipca 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #8

Premier Beata Szydło w trakcie konferencji prasowej, której udzieliła w Brukseli, zaapelowała do opozycji, żeby ta „przestała uprawiać politykę na problemie migracyjnym”. Jest to, moim zdaniem, bardzo spektakularny apel, bo wynika z niego, że zdaniem Premier Beaty Szydło, Prawo i Sprawiedliwość nadal jest w opozycji.

Prezydent RP podpisał ustawę, która (między innymi) przywraca recepty na pigułki „dzień po”. Domyślam się, że tym razem, zamiast imienia i nazwiska, postawił krzyżyk.

Minister Anna Zalewska w jednym z wywiadów stwierdziła, że „po raz pierwszy zauważyliśmy niż demograficzny i próbujemy zapobiec masowym zwolnieniom nauczycieli”. Po pierwsze, wychodzi na to, że minister Zalewska dopiero teraz zrozumiała, że liczba uczniów może mieć jakiś związek z liczbą urodzeń. Po drugie, ostatni wyż demograficzny mieliśmy w czasach baby boomu z lat 80-tych, więc minister Zalewskiej należy pogratulować spostrzegawczości. Po trzecie, nie wiem czemu minister Zalewska miałaby się martwić zwolnieniami nauczycieli? Przecież jeżeli zajdzie taka potrzeba, to mediaworkerzy z TVP (i innych rządowych mediów) opiszą zwalnianych nauczycieli jako „czerwoną agenturę odrywaną od koryta” i będzie po problemie.

Jacek Międlar poleciał do Wielkiej Brytanii, żeby ostrzegać Brytyjczyków przed wpuszczaniem do kraju niebezpiecznych ludzi (i pewnie chciał sobie pokrzyczeć „Anglia dla Polaków”). Jego tournée zostało odwołane przez brytyjskie służby graniczne, które uznały go za niebezpiecznego człowieka i nie wpuściły do kraju. Co dziwne, Międlar się strasznie pieklił, choć powinien się cieszyć z tego, że Brytyjczycy wzięli sobie do serca jego własne rady. 

W Chojnicach odbył się „Zlot Prawych Twitterowiczów”. Wydaje mi się, że tego rodzaju inicjatywy powinny być zapowiadane z dużym wyprzedzeniem, żeby ludzie, którzy zawodowo zajmują się pozyskiwaniem jadu w celach naukowych, mogli sobie taki event wpisać do grafiku. Rzecz jasna, na zlocie prawicowców nie mogło zabraknąć idolki prawicowców - Magdaleny Ogórek, która do tej pory nie jest w stanie rozszyfrować skrótu SLD. 

Na portalu „Do Rzeczy” pojawił się artykuł o tym, że „Turcja nie chce już uczyć o teorii ewolucji”. Lekko alarmistyczny ton artykułu dziwi mnie o tyle, że w Polsce hejtowaniem teorii ewolucji zajmują się głównie „myślący samodzielnie prawicowcy”, którzy są grupą docelową „Do Rzeczy”. Ponadto, o ile mnie pamięć nie myli, to kiedy MEN chciał wygumkować teorię ewolucji z podstawy programowej, portal „Do Rzeczy” jakoś niespecjalnie się tym przejął. Wydaje mi się, że jedynym sposobem na zwrócenie uwagi polskiej prawicy na idiotyzm jakiejś decyzji naszego rządu jest podrzucenie im newsa o tym, że podobną decyzję podjął jakiś kraj muzułmański.

Jakiś przepełniony miłością bliźniego chrześcijanin z Sopotu nie chciał wpuścić do kościoła kobiety dlatego, że miała ciemnoskóre dziecko. Zapewne chciał bronić Marii i Jezusa przed terroryzmem, ale lewaki nadal będą twierdzić, że Polacy są antysemitami.

Midasowi polskiej informatyki, Mateuszowi K., przedstawiono zarzuty dotyczące przywłaszczenia pieniędzy i poświadczenia nieprawdy. Niestety, prokuratura nadal nie zareagowała na jego najstraszliwszą groźbę: „zamierzam napisać książkę”.

Minister Szyszko uznał, że sprawa „Córki Leśniczego” jest za mało absurdalna i postanowił dorzucić do niej jeszcze żołnierzy wyklętych. W jaki sposób tego dokonał? To bardzo proste: okazało się, że córką leśniczego była również „Inka”, której PiS nie tak dawno temu wystawił pomnik. Jeżeli ktoś w tym momencie chciałby zadać pytanie w rodzaju „ale co to ma, do kurwy nędzy, wspólnego z kopertą, którą Szyszko dał Błaszczakowi?”, to uprzejmie informuję, że odpowiedź może być tylko jedna i brzmi ona „żołnierze wyklęci”. Nawiasem mówiąc, domyślam się, że następnym razem, kiedy Szyszko będzie opowiadał o wycince drzew, będzie argumentował to tak, że „za drzewami chowali się komuniści, którzy strzelali do żołnierzy wyklętych”.

W Niemczech zalegalizowano małżeństwa jednopłciowe. W związku z powyższym polska prawica znowu zapadła na typową dla tego środowiska „biegunkę argumentacyjną”. Niestety, argumentacyjny stoperan jest nadal w fazie testowej.

Najbardziej spektakularnym przypadkiem biegunki argumentacyjnej była wypowiedź media workera „Do Rzeczy”, Pawła Ozdoby. Komentując decyzję Bundestagu zapytał: „a kiedy Bundestag zaakceptuje muzułmańskie prawo szariatu?”. To trochę tak, jakby ktoś komentując zniesienie segregacji rasowej w USA powiedział: „a kiedy rząd USA zaakceptuje niewolnictwo?” 

Na portalu Telewizji Republika pojawił się artykuł opisujący protest pod biurem RPO, Adama Bodnara: „Trwa protest pod biurem Rzecznika Praw Obywatelskich, którego uczestnicy domagają się przede wszystkim dymisji z tego stanowiska Adama Bodnara”. Zapewne przez zwykłe przeoczenie, mediaworkerzy z Republiki zapomnieli wspomnieć o tym, że protest ów miał wybitnie „masową” skalę, albowiem uczestniczyły w nim aż dwie osoby.

Jakiś czas temu minister Mariusz Błaszczak (który najprawdopodobniej jest z opozycji, bo non stop nawija o migrantach) był gościem Radia Zet i tłumaczył, dlaczego nie powinniśmy przyjmować nawet małej liczby uchodźców: „Potem z tej społeczności, z tej społeczności potem po kilku latach jest kilkadziesiąt tysięcy, potem kilkaset tysięcy, potem kilka milionów(...)” Chciałem w tym miejscu napisać, że „potem będzie ich trotyliard”, ale jeden z internautów wymyślił „Błaszczylion”, który jest moim zdaniem, bardziej adekwatną liczbą.

W sobotę odbył się kongres Prawa i Sprawiedliwości. Ciekawostką było to, że nie przemawiała na nim Premier Beata Szydło. Złośliwi twierdzą, że to dlatego, że nikt już nie chce słuchać o tym, jak to „przez osiem ostatnich lat(...)”. Moim zdaniem chodziło o coś innego. Skoro Jarosław Kaczyński przemawiał na kongresie, to lektorka mogła mieć wolne.

Szeregowy poseł Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, udowodnił ostatnio, że nie jest osobą pozbawioną poczucia humoru i powiedział, że „TK nie zawsze nam sprzyja. Mamy normalnie funkcjonujący, nieuprzedzony politycznie, ale wcale politycznie nikomu niepodporządkowany Trybunał Konstytucyjny”. Z jednej strony dobrze, że poseł Kaczyński lubi sobie pożartować, ale z drugiej strony, nie powinien aż tak bardzo stresować prezes Przyłębskiej. Przecież dla niej tekst o tym, że „TK nie zawsze nam sprzyja” musiał zabrzmieć jak groźba utraty pracy.

Źródła:















czwartek, 29 czerwca 2017

Zarządzanie wpier**lem

W sobotę, w trakcie manifestacji w Radomiu, kilku ziomów (aka „narodowców”) skopało jakiegoś 50-latka z KOD. Nie chciałem pisać nic na ten temat „na świeżo”, bo ciekawy byłem, jaka będzie reakcja polityków partii rządzącej. Warto było poczekać:

Beata Mazurek (rzeczniczka PiS): „To jest sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale ja też ich rozumiem”

Co ciekawe – jakiś czas później Beata Mazurek stwierdziła na TT, że „Zdecydowanie potępiłam zdarzenia w Radomiu mówiąc:"To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca"” Najprawdopodobniej pani rzeczniczka ma problem ze zrozumieniem słowa „rozumiem”

Marek Suski (PiS): „Ktoś z KOD-u napadł młodego człowieka, później przedstawiano to, że to ludzie od narodowców napadli. My oglądaliśmy nagranie z monitoringu, ci młodzi ludzie już odchodzili, kiedy jeden z ich kolegów, pozostający z tyłu został zaatakowany agresywnie"
Marek "Caryca" Suski zapomniał jedynie wspomnieć o tym, co robili młodzieńcy zanim zaczęli "już odchodzić".

Mariusz Błaszczak (PiS): „Oni dążą do tego, żeby doszło do agresji, żeby doszło do awantur na ulicach polskich miast, a później oburzają się, że do awantury doszło. Nie powinno dojść do tej awantury, to jest sprawa zupełnie jasna”

I na tym poprzestańmy. Jak widać wypowiedzi te były tak dalekie od potępienia ziomów, jak dalekie jest Prawo i Sprawiedliwość od prawa i sprawiedliwości. I trochę mnie ta reakcja dziwi. Ok, rozumiem mizianki PiSu z narodowcami. Rozumiem niechęć partii PiSu do KODu (i opozycji jako takiej). Ale na serio nie rozumiem, jak można być tak głupim, żeby się „obciążać” wizerunkowo w sytuacji, która jest dość ewidentna. Kilku ziomów skopało 50-latka. Młodzież Wpier***ska może bredzić o tym, że to była „samoobrona”, ale równie dobrze mogliby sparafrazować stary dowcip o skinach „Ostatnio skini uratowali życie jednemu mężczyźnie! W jaki sposób? Przestali go kopać”. Jeżeli w jakimś słowniku byłoby hasło „obrona konieczna”, to nie zostało by ono opatrzone zdjęciem, na którym kilku ziomów flekuje leżącego na ziemi człowieka. Może inaczej to ujmę. Narracja „oni się tylko bronili”, jest na tyle debilna, że nawet PiSowcy, którzy nie są najostrzejszymi ołówkami w piórniku, muszą sobie z tego zdawać sprawę. Argument „bronią narodowców bo potrzebują swoich tituszek”, do mnie absolutnie nie przemawia. Tzn. co jakiś czas sam czas trolluję PiS w ten sposób, ale robię to z przyczyn takich, że jestem trollem. PiSowi „mięśnie” nie są do niczego potrzebne. PiS ma policję i prokuraturę, a za moment będzie miał pod kontrolą sędziów.

Wypowiedzi większości polityków PiS sugerują, że partia ta stawia znak równości między narodowcami i praktycznie całą opozycją. Gdyby PiSowi udało się narzucić taką „symetryczną” narrację, to można by to wszystko spiąć klamrą „ekstrema” i głosić hasła „tylko my was możemy przed tym obronić”. Jeżeli komuś się wydaje, że konfabuluję, to pozwolę sobie oddać głos Prezydentowi RP (wywiad, rzecz jasna, w rządowym medium):

„Ktoś być może chce, by Polacy zobaczyli bijatykę na Krakowskim Przedmieściu, by obraz pięknego comiesięcznego upamiętnienia katastrofy smoleńskiej został wypaczony (…) to wielka prowokacja nakierowana na jakiś cel polityczny". "Być może wywołanie zamieszek, podczas których dojdzie do ostrych starć. Tego nie wiem, ale obserwując dynamikę tych działań, nie mogę tego wykluczyć” Prezydent pytany, czy na bazie tych wydarzeń możliwa jest "kolejna próba doprowadzenia w Polsce do przewrotu", odparł, że "być może tak właśnie jest".

Widać wyraźnie, że, absurdalna „puczowa” narracja nie była dziełem przypadku i że PiS nie zamierza z niej zrezygnować. Nie należy również zapominać o tym, że ilekroć dochodzi do „spięć” na linii narodowcy vs opozycja, narracja PiSu sprowadza się do tego, że „wina leży po obu stronach” (vide wypowiedź pani niedorzecznik „rozumiem ich”). Kronikarski obowiązek każe mi wspomnieć o tym, że części antyPiSu faktycznie trochę odpierdala i momentami zdarza im się rzucanie haseł w rodzaju „na co jeszcze czekamy?”, „trzeba wyjść na ulicę”, „nie możemy bezczynnie siedzieć i patrzeć, jak niszczą nam kraj” etc etc. Autorzy tych wypowiedzi chyba nie do końca ogarniają, że „jadą Ziemkiewiczem”, który w 2014 bredził o tym, że „zostaje szykować majdan”. No ale zostawmy naszą, jakże wspaniałą i skuteczną opozycję w spokoju (bo po co się mamy dodatkowo wkurwiać) i wróćmy do przedstawicieli skrajnej prawicy.

Nie wiem, jak durnym trzeba być człowiekiem, żeby nie dostrzegać ryzyka, jakie niesie ze sobą przyzwolenie na takie zdarzenia, jak to „flekowanie” w Radomiu. Szczególnie, że te idiotyzmy w rodzaju „rozumiem ich”, albo „tam wszyscy zawinili” wygadują ludzie starsi ode mnie, a więc tacy, którzy bardzo dobrze wiedzą kim byli i czym się zajmowali skinheadzi w latach 90-tych. Ta „wiedza o skinach” jest o tyle istotna, że większość organizacji skrajnie prawicowych w latach 90-tych opierała się głównie na skinheadach. Na moim zadupiu, cała MW składała się ze skinheadów. Ta sama MW współtworzyła potem Ruch Narodowy. Dowiedziałem się o tym, zupełnym przypadkiem przy okazji wyborów Samorządowych 2014, kiedy to na listach RN do Sejmiku Wojewódzkiego wypatrzyłem dobrze mi znanego jegomościa. Jegomość miał zatarty wyrok za pobicie. Sprawa była bardzo typowa dla tego środowiska, jak się „łysym” nudziło to napierdalali ludzi na ulicach i pewnego razu trafili na kogoś, kto zgłosił sprawę na policję (co było pewnego rodzaju novum). Dziwnym więc nie było, że „łyse” środowisko było postrzegane, jak najzwyklejsi w świecie bandyci i większość ludzi się ich bała. Ludzie nie bali się „łysych” dlatego, że Ci, nierzadko, łazili obszyci w swastyki i hajlowali, ale dlatego, że łysym było wszystko jedno kogo napierdalają.

W tym miejscu warto trochę miejsca poświęcić temu, jak do przemocy podchodzili sami „łysi”. Ponieważ przydałyby się informacje „z pierwszej ręki” tedy pozwolę sobie zacytować „łysego” zina o swojsko brzmiącym tytule „White Empire” (nr 2/2003), zachowując oryginalną pisownię:

„„GRUDZIEŃ 1989, WARSZAWA. Po koncercie w HYBRYDACH skin zadźgali nożem punka. SIERPIEŃ 1993, SZCZECIN. Skini zabili miejscowego antyfaszystę. KWIECIEŃ 1994, BOLESŁAWIEC. Zamordowano punka. Jak stwierdziła policja: Gdyby siedział w domu nic by mu się nie stało. PAŹDZIERNIK 1994, WĄGROWIEC. Ciężko pobity zostaje radny tego miasta znany ze swych antyfaszystowskich poglądów i działalności. LISTOPAD 1994, WROCŁAW. Dewastacja cmentarza żydowskiego.”

Ta lista była nieco dłuższa, ale tyle nam wystarczy. Listę spuentowano w sposób następujący: „... czasami jedyny sposób to przemoc..”

(Uwaga natury ogólnej. To jest co prawda fragment tylko jednego zina, ale większość z tych, do których zajrzałem była utrzymana w podobnym tonie. Większości tekstów nie dałoby się zacytować ze względu na to, że w tamtych czasach łysi nie kryli swojej fascynacji Adolfem H.)

Można co prawda zastanawiać się nad tym, czy te „przechwałki” są prawdziwe (tzn, czy naprawdę dochodziło do tych morderstw), ale śmiem twierdzić, że człowiek na tyle głupi, żeby pochwalać morderstwa, nie byłby na tyle sprytny, żeby je „zmyślić”. Szczególnie zaś urzekła mnie puenta w kontekście dewastowania cmentarzy żydowskich. Być może autorowi chodziło o to, że cmentarze zaatakowały jego i jego kolegów (albo miał koszmary z golemem w roli głównej?). Nie można zapomnieć o takim prawicowym tworze,  jakim był (i jest) „Redwatch”. Jeżeli ktoś nie wie o co chodziło, to już tłumaczę. Na pewnej stronie, ktoś umieścił listę osób, które jego zdaniem powinna spotkać jakaś krzywda. Niektóre osoby opisywano bardzo szczegółowo (adres zamieszkania, miejsce pracy, kierunek studiów, godziny odjazdów pociągów, którymi dana osoba jeździła [oraz miejsca docelowe]). Strona powstała jeszcze zanim ludzie zaczęli sami z siebie umieszczać takie informacje w internecie, więc po prostu ktoś za tymi ludźmi łaził przez dłuższy czas i zbierał informacje na ich temat, robiąc to z myślą o tym, żeby ktoś tym ludziom zrobił krzywdę. Z tego wszystkiego płynie wniosek taki, że dla łysych przemoc była tak naturalna, jak oddychanie (albo dla polityka wciskanie kitu wyborcom). 

Czy coś się w organizacjach skrajnie prawicowych zmieniło? Tak, stroje. Łysi już nie są przeważnie łysi, tylko mają te swoje mundurki. Już nie są obwieszeni swastykami i już nie hajlują (publicznie) i zamiast tego mają swoją „falangę”. Jeżeli chodzi o podejście do przemocy, to jest ono dokładnie takie samo, jak wcześniej. Bossowie narodowców doskonale zdają sobie z tego sprawę i dlatego tak dużo miejsca w ich retoryce zajmuje pierdolenie o „wieszaniu zdrajców”, „dniach sznura” i „śmierci dla wrogów ojczyzny”. Poza kwestiami „językowymi” bardzo istotne jest to, że żaden z „bossów” nigdy nie potępił jednoznacznie prawicowego aktu przemocy/wandalizmu.

Osobną kwestią jest to, że praktycznie zawsze w kontekście jakiejś bójki pada sakramentalne „zostaliśmy sprowokowani” Nie inaczej było w przypadku Radomia. Całe zdarzenie Winnicki podsumował „na świeżo” w sposób następujący: „Wygląda na to, że KODowcy sprowokowali wczoraj w Radomiu bójkę i ją przegrali. Stąd lament o przemocy. Gdyby wygrali, ogłosiliby sukces.” Po czym dodał „Niemniej, młodzież narodowa zupełnie niepotrzebnie, głupio dała się sprowokować dając amunicję siłom liberalnym.”

Na szczególną uwagę zasługują dwa fragmenty „sprowokowali bójkę i ją przegrali” oraz „Gdyby wygrali, ogłosiliby sukces”. To się na pierwszy rzut oka wydaje idiotyczne, bo jakiego polityka obchodzi to, kto był zwycięzcą w jakiejś bijatyce? Takiego, który zdaje sobie sprawę z tego, kogo ma w swojej formacji i że tych ludzi trzeba od czasu do czasu skomplementować. Ujmując rzecz nieco inaczej – trzeba swoich ziomów pochwalić za to, że spuścili komuś wpierdol. W teorii Winnicki mógłby ich potępić, ale w praktyce, gdyby którykolwiek z „mózgów” RN odciął się od „ziomów”, to pewnie Ruch Narodowy bardzo szybko przemieniłby się w Narodowy Duet Winnicki&Bosak, bo „ziomy” by się obraziły i poszły sobie do jakiegoś NOPu.

Mamy więc organizacje (w liczbie, niestety, mnogiej), które były, są i będą napędzane głównie przez agresję. Te organizacje non stop testują to, w jaki sposób władze reagują na ich działania, żeby sprawdzić na ile sobie mogą pozwolić. Tu sobie pokrzyczymy, tam coś przyblokujemy (bo nas sprowokowało), a jeszcze gdzie indziej kogoś poturbujemy (bo nas sprowokował). W kontekście powyższego, reagowanie na takie sytuacje na zasadzie „jebło to jebło, na chuj drążyć” albo „no może i coś źle zrobili, ale rozumiem ich”, to skrajny idiotyzm. No chyba, że naszym władzom zależy na tym, żeby łysi poczuli się na tyle pewnie, żeby zaczęli sobie urządzać „reenacting” lat 90-tych,  a potem chwalić się listą swoich „dokonań” i bredzić o tym, że „przemoc to jedyne wyjście”. Nie posądzam naszych władz o aż takie zidiocenie, ale mogę być w błędzie.

Źródła:









Zin „White Empire” nr 2/2003

piątek, 23 czerwca 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #7

Szef MON, Antoni Macierewicz, na Zjeździe Klubów Gazety Polskiej zapowiedział,
że badania dotyczące przyczyn katastrofy smoleńskiej potrwają jeszcze co najmniej rok. Dodał również, że będą one wymagać „czasu i pieniędzy”. Po pierwsze, nie wierzę w to,
że ktoś na spotkaniu fanów Gazety Polskiej użył określenia „katastrofa” zamiast „zamach” i nie został zwyzywany od Ubeków. Po drugie, wydaje mi się, że działalność zespołu Macierewicza to coś w rodzaju „Mody na Sukces”. Od początku było wiadomo, że to bez sensu i nikt nie ma pojęcia kiedy to się skończy, ale twórcy nie odważą się „przestać”, bo boją się tego, że zostaną zamordowani przez wiernych fanów.

Niezłomny Prezydent RP usiłował ostatnio bronić wypowiedzi Premier Beaty Szydło. Chodzi o tę wypowiedź z Auschwitz, która co prawda była „w porządku”, ale PiS ją pieczołowicie wygumkował z rządowych mediów. Prezydent zrobił to w spektakularnym stylu, nadużywając przymiotników (być może w młodości lubił Lovecrafta?) twierdząc, że „nieodpowiedzialna i szokująca” była reakcja Donalda Tuska na wypowiedź Premier RP. Od czasu „Wielkiego, Moralnego, Zwycięstwa w Brukseli” najpopularniejszy wśród PiSowców napój alkoholowy, czyli Wina Tuska, przeżywa swój renesans.

Równie spektakularnie bronił Premier Szydło obecny rzecznik Prezydenta RP, Krzysztof Łapiński. W jego opinii jeżeli Donald Tusk chce krytykować wypowiedzi Premier RP, to niech najpierw zrezygnuje z szefowania RE. Najprawdopodobniej nikt mu nie wytłumaczył, że nawet jeżeli Tusk zrezygnuje, to Saryusz-Wolski nie zostanie automatycznie szefem RE z „listy rezerwowej”.

Premier Beata Szydło postanowiła wypowiedzieć się w sprawie rozmowy ministrów Szyszki i Błaszczaka. Oznajmiła, że „sprawa "córki leśniczego" to wypadek przy pracy, który w ogóle nie powinien się zdarzyć, na pewno będzie to wyjaśniane”. Oczywiście, że to był wypadek przy pracy, bo takie „deale” załatwia się bez kamer. Wyjaśniać zaś najprawdopodobniej będą to, czy na posiedzenia Rządu należy wpuszczać dziennikarzy z kamerami, czy może wystarczą pracownicy TVP.

Jeżeli zaś już jesteśmy przy TVP, to ostatnio promowano w niej prywatną telewizję internetową braci Karnowskich. Nie chodziło, rzecz jasna, o coś tak banalnego jak spot w trakcie bloku reklamowego. Na to pracownicy TVP są za bardzo kreatywni. Po prostu wyemitowano wywiad z Premier Beatą Szydło, który (co za przypadek) przeprowadzano na antenie prywatnej telewizji. Na pytania o „cennik reklam w TVP, ale taki jak dla Karnowskich”, mediaworker Samuel Pereira odpowiadał, że „należy się z nimi zwracać do centrum informacji Telewizji Polskiej”. Jest to o tyle dziwne, że Samuel Pereira doskonale wie ile kosztuje wdzięczność PiSu: wystarczy być  odpowiednio bezstronnym. Poza tym, nie rozumiem czemu ludzie się czepiają TVP za promowanie telewizji internetowej, bo przecież Rząd obiecał inwestowanie i wspieranie nowych technologii.

To, że Premier Beata Szydło zdecydowała się na udzielenie wywiadu tej telewizji, niespecjalnie mnie dziwi. Nie zdziwiło by mnie również, gdyby się pojawiła w „Telezakupach” i reklamowała tam niszczarkę do Konstytucji. Dobra, to był raczej kiepski żart, bo syntezator mowy raczej kiepsko by się sprawdził w „sprzedaży”.

Przez media przewaliła się ostatnio kolejna „łamiąca wiadomość” pozbawiona jakiegokolwiek znaczenia. Chodzi, rzecz jasna, o „konflikt na linii Waszczykowski – Duda”. Nie bardzo mi się chciało zagłębiać w szczegóły tego „konfliktu”, ale jeden Niemiec, uciekający ze swojego kraju przed Poprawnością Polityczną, który akurat przechodził prze Żoliborz, powiedział, że w jednym z domów, ktoś głośno słuchał „Master of Puppets”.

Premier Beata Szydło oznajmiła, że jeżeli chodzi o Syryjczyków, to zastanawia się czy „nie lepiej pomagać im na miejscu”. Moim zdaniem, wypowiedź tę możemy rozumieć na dwa sposoby. Albo chodzi o to, że Trybunał Konstytucyjny uzna, że wojna w Syrii jest niezgodna z Konstytucją, albo Rząd RP zakończy wojnę w Syrii odpowiednią ustawą.

Minister Szyszko oświadczył, że Puszczę Białowieską wpisano na listę UNESCO bezprawnie (zawiadomił nawet prokuraturę). Następnym razem okaże się, że Puszcza Białowieska nie została poprawnie zlustrowana po 89 i może mieć komunistyczne korzenie. Nie mam pojęcia czemu Szyszko tak bardzo nienawidzi drzew, ale coś mi się wydaje, że musiał mieć jakąś rodzinę w Isengardzie i teraz się mści.

Portal Niezależna.pl, którego nazwa jest najkrótszym dowcipem o mediach, zachwalał ostatnio bohatera „Wywiadu z chuliganem”, który „włamał się do do ponad stu radiowozów”. Ów chuligan bardzo dokładnie pamiętał te włamy „To była adrenalina. Byliśmy młodzi, szybcy, w 20 sekund byliśmy stanie włamać się do radiowozu”. Tytułowym chuliganem był Stanisław Pięta i chyba nikogo nie dziwi to, że człowiek, który chwali się takimi a nie innymi osiągnięciami jest dziś posłem partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”.

Portal „Do Rzeczy” pozazdrościł popularności „Chwili dla Ciebie” i opublikował następującą historię: „ Prezydencki żart. Andrzej Duda przedstawił się w wywiadzie ze sobą samym (…) Sytuacja rozbawiła prowadzących wywiad dla Telewizji Republika – Katarzynę Gójską-Hejke i Tomasza Sakiewicza. Najgłośniej i najdłużej śmiał się sam prezydent.” Z drugiej zaś strony, nie ma się czemu dziwić Prezydentowi. Przedstawił się sam, bo nie miał pewności, czy prowadzący wywiad nie przedstawią go jako „Prezydenta Adriana Dudę”.

Źródła:














sobota, 17 czerwca 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #6

Media wygrzebały informację o tym, że „Maria Pereira, żona dziennikarza TVP zostanie rzecznikiem Trybunału Konstytucyjnego”. Po pierwsze, nie chodzi o żadnego dziennikarza, tylko o Samuela Pereirę. Po drugie, jeżeli okaże się, że to prawda, to pani Maria wreszcie będzie jakoś w miarę normalnie zarabiać. Do tej pory bowiem pracowała w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i, jak to napisała Marzena Paczuska, pracowała tam „za psie pieniądze”. Kto jak kto, ale szefowa rządowego programu informacyjnego raczej by nas nie okłamała. Po trzecie, Samuel po raz kolejny przekonał się o tym, że warto być bezstronnym mediaworkerem. Jeżeli ktoś po przeczytaniu „Prezesa Rady Ministrów”, chciałby to poprawić na „Prezes Rady Ministrów”, bo bo przecież Premierem jest Beata Szydło, to takiej osobie mam do powiedzenia tylko tyle, że Beata Szydło może sobie być Premierem, ale Prezes jest tylko jeden.

Polska policja odniosła ostatnio dwa sukcesy, o których mogliście nawet nie słyszeć. Policjantom udało się odzyskać jeden z dwóch granatów hukowych, które wypadły antyterrorystom ze śmigłowca. Drugi sukces był znacznie bardziej spektakularny. Policjanci odzyskali plecak (z pistoletem w środku), który ich kolega zgubił w tramwaju.

10 czerwca odbyła się 86 Miesięcznica Smoleńska. Jeżeli po przeczytaniu fragmentu „86 miesięcznica” potrzebujecie jeszcze jakiejś zabawnej puenty, to chyba nie jestem w stanie Wam pomóc. 

Jeżeli zaś już jesteśmy przy miesięcznicach, to wiadome środowiska nadal obstają przy tym, że „cykliczne spotkania” są „aktem religijnym”. Niebawem okaże się, że jest nim również noszenie koszulki z napisem „tylko Bóg ma prawo mnie sądzić”. Jeśli kogoś bardzo interesuje to, które to są te „wiadome środowiska”, to proszę Was, przecież to oczywista oczywistość.

Rządowe media dorwały się do kolejnych taśm. Tym razem jednym z nagranych był ks. Sowa. To, że reprezentant kościelnego korpo rozmawiał z poprzednią władzą najbardziej oburza tych, którym nie przeszkadza fakt, że głównym kadrowym w PZU jest od jakiegoś czasu 72-letni Tadeusz z Torunia. 

Krzysztof Bosak stwierdził, że „postęp społeczny wymaga powrotu monarchii”. Pan Krzysztof najprawdopodobniej nie zauważył, że monarchia już wróciła, albowiem w zeszłym roku Jezus został Królem Polski. Aczkolwiek może po prostu chodzi o to, że członkowi Ruchu Narodowego przeszkadza narodowość obecnego Króla Polski.

Marek Suski powiedział, że Małgorzata Sadurska nadaje się na stołek w PZU dlatego, że zna program PiS. To, jakże kreatywne, tłumaczenie podsunęło mi pewien pomysł. Kolejna rekrutacja na tego rodzaju stołek powinna przypominać konkurs recytatorski, który byłby relacjonowany na żywo przez telewizję rządową. Rzecz jasna, zamiast wierszy, kandydaci recytowaliby z pamięci program Prawa i Sprawiedliwości. Po takiej rekrutacji nikt by już nie dopytywał o kwalifikacje kandydatów.

Kolejny obrońca Sadurskiej, Andrzej Dera, postawił na szczerość. „Ktoś, kto jest u władzy, zatrudnia sobie osoby do wypełniania określonych funkcji w spółkach Skarbu Państwa, i tak było, jest i będzie.” Teraz już wiem, czemu nie mogłem usłyszeć „wycia odrywanych od koryta”. Najprawdopodobniej zagłuszył je chóralny kwik nowych elit politycznych, które się do tychże koryt dorwały.

Najbardziej rozpoznawalny rządowy antykomunista, Stanisław Piotrowicz, oświadczył, że był „wrogo nastawiony do PRL”. Zacznę od tego, że dziwi mnie fakt, że Piotrowicz nie został jeszcze ambasadorem marki „Red is bad”. Poza tym, teraz jest najprawdopodobniej wrogo nastawiony do PiS, więc na miejscu Jarosława Kaczyńskiego miałbym się na baczności.

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, niebawem odwiedzi Polskę. Jeszcze nie wiadomo, czy spotka się on jedynie z polskimi władzami, czy też znajdzie trochę czasu dla Premier Szydło i Prezydenta Dudy.

Prezydent RP był gościem na zjeździe Klubów Gazety Polskiej. W trakcie przemówienia stwierdził, że „obecna konstytucja to symbol okresu przejściowego”. Moim zdaniem, symbolem okresu przejściowego są rządy „szeregowego posła z Żoliborza”. Takim symbolem jest również fakt, że po dwóch latach prezydentury, spora część Polaków myśli, że Prezydent RP ma na imię Adrian.

Źródła:

http://www.rp.pl/Polityka/170609145-Maria-Pereira-zona-dziennikarza-TVP-rzecznikiem-Trybunalu-Konstytucyjnego-Jest-komentarz.html


https://twitter.com/MarzenaPaczuska/status/777432486787817472









środa, 14 czerwca 2017

Moderatorzy strachu, siewcy histerii

Zazwyczaj staram się unikać „udramatyzowanych” tytułów notek, bo, po pierwsze, nie przepadam za napuszonym słownictwem, a po drugie nie lubię clickbaitów. Jednakże w tym konkretnym przypadku „nie da się inaczej”. Prawda jest taka, że każda władza się w tytułową moderację bawi, bo straszonym społeczeństwem łatwiej zarządzać. Choćby dlatego, że jeżeli się to społeczeństwo poważnie nastraszy, to potem można ten strach wykorzystywać. Niech ktoś sobie wyobrazi, jak potoczyłyby się losy ustawy inwigilacyjnej, gdyby PiS-owi nie udało się jej podeprzeć strachem przed terrorem islamistycznym. Skończyłoby się to pewnie równie spektakularnie, co platformerski fuckup z ACTA. Takie straszenie jest poza tym o tyle wygodne, że spanikowanemu społeczeństwu można wciskać kit pt: „tylko my jesteśmy was w stanie obronić przed takim a takim zagrożeniem”.

Idą brunatni, idą brunatni

PiS nie jest w tej dziedzinie prekursorem, ale stosowane przez tę partię (i podlegające jej media) metody pozostawiają daleko w tyle to, co wcześniej robiła Platforma Obywatelska. Jednakowoż, warto w tym miejscu przypomnieć dokonania PO w tej materii. W 2011r. Donald Tusk zaangażował się w walkę ze stadionowymi bandytami i poparł zamknięcie stadionów Legii i Lecha. Ponieważ PiS zawsze był w opozycji do Tuska, toteż politycy tej formacji postanowili popełnić samobójstwo wyborcze i stanęli po stronie kiboli. Był to ruch wybitnie idiotyczny, bo Tusk rzadko kiedy robił coś bez uprzedniego upewnienia się, że jego decyzja jest zgodna z „wolą suwerena”. W przypadku kiboli nie trzeba było jakoś specjalnie ludzi straszyć, bo większość z Polaków ma dość jednoznaczną opinię na ich temat. Na szczęście działania osób „pełniących obowiązki dziennikarzy”, których można nazwać „kibolskimi spindoktorami” nie dają pozytywnych efektów, bo ludzie się po prostu boją bandytów. Tym samym w momencie, w którym PiS się ujął za kibolami, ludzie się troszkę przestraszyli tego, że jeżeli PiS wygra, to kibole będą mogli liczyć na „wsparcie” odgórne.

Wmanewrowanie PiS-u w popieranie kiboli dało bardzo dobry „efekt” wyborczy. Tym niemniej, ktoś w PO uznał, że nie da się przez 4 lata grzać w kółko jednego tematu i trzeba znaleźć sobie coś innego. I w tym momencie z pomocą przyszli PO narodowcy, którzy uznali, że skoro już organizują swoje spędy, to „potrafią w politykę” i utworzyli Ruch Narodowy.  Ponieważ narodowcy prezentują taki a nie inny poziom, toteż przed „oficjalnym” utworzeniem RN zaczęli pierdolić o „dniu sznura”/etc. Nietrudno więc zrozumieć ludzi, którzy się na serio przestraszyli. Szczególnie, jeżeli uwzględnimy to, że w 2011r. skrajny prawicowiec, Anders Breivik, dokonał zamachu terrorystycznego, w którym zginęło 77 osób a 319 zostało rannych. W 2012 roku dwie „frakcje” podgrzewały atmosferę w Polsce. Pierwsza frakcja to narodowcy, bo byli są i będą idiotami, którzy nie rozumieją tego, że społeczeństwo nie przepada za jegomościami, którzy chcą wieszać ludzi. Druga frakcja to PO, która umiejętnie używała retoryki zagrożenia.

Nie chciałbym być źle zrozumiany, moim zdaniem wszelkie organizacje „narodowe”, które podnieca rasizm, ksenofobia i neonazistowska symbolika (vide, krzyż celtycki/etc.), powinny zostać zdelegalizowane. Nie mam nic przeciwko patriotom, ale ktoś kto wzywa do palenia ludźmi w piecach nie jest patriotą, jest po prostu zwykłym neonazistą. Tym niemniej, narodowcy nigdy nie stanowili u nas specjalnego zagrożenia. Owszem, mogą spuścić komuś wpierdol na ulicy, tak jak to robili skinheadzi w czasach mojej młodości, ale nigdy nie przejmą władzy w Polsce. Nigdy też nie „obalą systemu”, ani nie dokonają „zamachu stanu”, choć na pewno mają na ten temat mokre sny.

W 2013r. padły pamiętne słowa Sienkiewicza „idziemy po was”, z których absolutnie nic nie wynikło. W tym samym roku uczestniczy Marszu Niepodległości podpalili Tęczę z Placu Zbawiciela (niezdrowo podniecał się tym Bartosz Kownacki). Spłonęła również budka pod ambasadą Rosyjską. I tutaj doszło do lekko absurdalnej sytuacji. Jedna z organizacji narodowców (nie jestem w stanie sprawdzić, która, bo od tamtej pory kilkukrotnie „spadały” im fanpejdże) praktycznie przyznała się do tego podpalenia. Potem zaś, po wypłynięciu taśm z „Sowy i Przyjaciół”, ci sami narodowcy usiłowali klarować, że „budkę podpaliły służby specjalne”. „Przestraszanie” ludzi narodowcami się w pewnym momencie urwało. Być może, gdyby Sienkiewicz „nieco lepiej” przygotował się do „wyprawy po łysych”, sprawa wyglądałaby inaczej, ale to jest tylko i wyłącznie gdybanie. Ktoś może powiedzieć „no ale skąd wiesz, że dla PO „walka z łysymi” to był tylko marketing polityczny?” No choćby stąd, że PO zaczęło rządzić w 2007 roku, a za łysych wzięło się dopiero w 2013r., mimo tego, że przez cały czas stanowili oni mniej więcej takie samo „dresiarskie” zagrożenie. Owszem, Ruch Narodowy powstał w 2012r., ale on się nie wziął z powietrza – stworzyli go ludzie z Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Innymi słowy, gdyby komuś faktycznie zależało na założeniu łysym kagańca, to zrobiono by to dużo wcześniej.

Terror ex machina

Cały problem z polską debatą, odnoszącą się do problemu islamistycznego terroryzmu, polega na tym, że ta debata praktycznie nie istnieje. Została ona bowiem już na samym początku zdominowana przez prawicowe kółko wzajemnej adoracji, które się wzajemnie wspiera i „bashuje” każdego kto usiłuje z tym kółkiem dyskutować. Dowolny idiotyzm, wypowiedziany przez prawicowego tuza, jest traktowany jak prawda objawiona, o ile tylko jest „antymuzułmański”. Ponieważ polska dyplomacja nie istnieje, tedy normą są sytuacje, w których nasze władze potrafią złożyć kondolencje (po zamachu) władzom innego kraju i praktycznie w tym samym momencie „zjebać” przywódców tych krajów zarzucając tymże, że „do zamachu doszło z ich własnej winy”. Warto w tym miejscu przypomnieć wypowiedź Premier Beaty Szydło, która wzywała Europę do „powstania z kolan”. To, że ten bełkot nie spotkał się praktycznie z żadną reakcją Zachodu (chodzi mi, rzecz jasna, o reakcję przywódców) świadczy o tym, że Zachód, w przeciwieństwie do rządu PiS, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, czym jest dyplomacja i do czego służy.

To, że Premier Beata Szydło (i cała masa PiS-owców) swoje złote rady wygłasza tonem nieznoszącym sprzeciwu, sugerowałoby, że islamistyczny terroryzm był od zawsze w „centrum zainteresowania” partii Jarosława Kaczyńskiego. Tyle że to mylne wrażenie, bo PiS się terroryzmem „zainteresował” w 2015r. Wcześniej ten temat dla tej partii nie istniał, choć do zamachów w Europie dochodziło. Przykłady? Rok 2004, zamach bombowy w Madrycie, 192 zabitych, 2050 rannych. Rok 2005, zamach bombowy w Londynie, 56 zabitych (w tym 4 zamachowców) i 784 rannych. Dziwnym trafem, żaden z polityków PiS-u nie rwał się wtedy do pouczania Zachodu. Owszem, w prawicowej retoryce co jakiś czas islamski terroryzm się pojawiał, ale nie był on jakoś specjalnie „upowszechniony”. Osobną kwestią jest to, że część prawicowych tuzów wolałaby pewnie zapomnieć o swoich wypowiedziach z początku 2015 roku, kiedy to islamiści dokonali masakry w redakcji Charlie Hebdo. Mnie szczególnie urzekł wpis Krzysztofa Bosaka „Gdy Francuzi wyjdą z szoku powinni pomyśleć o rezygnacji z "laickości" i skopiowaniu od nas art.196 kodeksu kar. o obrazie uczuć religijnych”. Tak, proszę państwa, receptą Krzysztofa Bosaka na islamistyczny terroryzm było „nie prowokowanie” islamistów. Gdyby ktoś dzisiaj wyskoczył z podobną radą – zostałby momentalnie zlinczowany przez prawicę – wtedy te opinie były dość powszechne. Jeżeli ktoś chce poczytać coś więcej, to podrzucam link do notki na ten temat

Na dobrą sprawę, ciężko znaleźć jakiś „zewnętrzny” czynnik, pod wpływem którego, PiS zainteresował się tematem uchodźców i tematem terroryzmu. Owszem, w 2015 roku (w maju) KE podjęła decyzję o odciążeniu krajów, które przyjmują uchodźców (czyli o relokacji uchodźców do innych krajów). Tyle że rozmowy na ten temat trwały już od jakiegoś czasu a PiS się tym jakoś nieszczególnie interesował. Nawet gdybyśmy uznali, że PiS się „przejął” uchodźcami dopiero w momencie, w którym (trzymajmy się narracji PiSu) „Polska była zagrożona”, to w żaden sposób nie tłumaczy to wcześniejszej bierności Polityków w temacie terroryzmu. Bo ok, Polska wcześniej była bezpieczna, ale przecież można było spokojnie „jebać” Zachód za to, że tamtejsi politycy dopuścili do tego, że w ich krajach dochodziło do zamachów. Można było spokojnie wzywać Zachód do tego, żeby wreszcie wstał z kolan. Śmiem twierdzić, że gdyby w roku 2015 nie było żadnej kampanii wyborczej, to PiS interesowałby się tematem terroryzmu tak samo, jak Prezydent RP zawartością Konstytucji. Ponieważ jednak 2015 był rokiem wyborczym, a PiS usiłował znaleźć sobie jakiś straszak – padło na terroryzm i na uchodźców. Warte wspomnienia jest również to, że PiS w trakcie wyborów prezydenckich przetestował swoją internetową machinę propagandową i testy te wypadły bardzo dobrze. Kiedy więc już zadecydowano o tym, czym będziemy straszeni, partia Jarosława Kaczyńskiego wykorzystała swoją machinę propagandową do rozkręcenia hejtów i straszenia Polaków uchodźcami i terroryzmem.

Zrobiono tak samo, jak robiła to Platforma w przypadku narodowców/kiboli – całkowicie na zimno.   PiS-owscy spindoktorzy nie musieli się zastanawiać nad tym, czy my się będziemy bać uchodźców – oni to doskonale wiedzieli. W listopadzie 2014r. CBOS przeprowadził badania na temat tego, czego obawiają się Polacy (niestety, nie udało mi się dotrzeć do źródłowego materiału i bazuję na %, które cytowała GW). Z tych badań wynikało między innymi to, że „Niemal jedna czwarta (24 proc.) obawia się masowej imigracji do Polski uchodźców z terenów ogarniętych konfliktami.”. Nie obawialiśmy się uchodźców jako takich, ale tego, że to będzie migracja na skalę masową. W związku z powyższym nie było takiej możliwości, żebyśmy się obawiali kilku tysięcy uchodźców (w tym miejscu przypomnę, że PiS rozkręcił hejty dowiedziawszy się, że Polska przyjmie 2 tysiące uchodźców w przeciągu 2 lat), bo to za cholerę nie jest „skala masowa”. I w tym momencie w całą sprawę zaangażowali się PiS-owscy spindoktorzy, którzy (przy pomocy usłużnych Osób Pełniących Obowiązki Dziennikarzy) zalali internet swoimi narracjami:

- Teraz przyjmiemy kilka tysięcy, ale potem każą nam przyjąć więcej!
- Każda z tych kilku tysięcy osób ma swoją rodzinę i będziemy musieli te rodziny przyjąć. Rodziny u nich są bardzo duże, więc tak naprawdę, to nie będzie kilka tysięcy a ponad 100.000
- Muzułmanie mają dużo dzieci, więc z tych 100.000 bardzo szybko zrobi się ich ponad milion.
- Popatrzcie na Europę Zachodnią, tam też najpierw było niewielu muzułmanów, a teraz są ich miliony.
- Nie możemy przyjąć nawet samych dzieci, bo to jest islam i tam nikt tych dzieci samych nie puści i będzie to oznaczało przyjęcie kilkunastu osób z każdym dzieckiem.

Nie zapominajmy również o tym, że praktycznie każdy „graficzny” komentarz odnoszący się do tematu uchodźców był okraszony zdjęciem statku, na którym było od cholery ludzi. Ponieważ baliśmy się „masowej migracji”, przekonano nas do tego, że każda migracja będzie migracją masową. Ujmując rzecz nieco bardziej dosłownie – zostaliśmy ordynarnie zrobieni w chuja. Taktyka PiS-owskich spindotkorów była wręcz zabójczo skuteczna. Kantar Public przeprowadził w kwietniu 2017 badania na temat tego czego obawiają się Polacy. Z tych badań wynikło, że 37% Polaków boi się napływu uchodźców do Polski. Z tym że teraz nie boimy się już „masowej migracji”, po prostu boimy się uchodźców. O tym, że PiS-owi udało się nas przekonać do tego, że praktycznie każdy uchodźca przybędzie do Polski z myślą o urżnięciu nam głowy, wspominać nie trzeba. Bowiem jeżeli chodzi o lęk przed terroryzmem, to w 2014r. obawiało się go 16% Polaków, a w 2017r. już 38%. Nic więc dziwnego, że dla PiS, temat uchodźców i terroryzmu to teraz bardzo poręczna pałka, którą można komuś przypierdolić. Jeżeli ktoś potrzebuje jakichś dowodów, to odsyłam go do zapoznania się z propozycją Prezydenta RP, który chciałby, żeby w Polsce doszło do referendum, w którym Polacy zadecydują o tym, czy chcą przyjmować uchodźców. Zupełnym przypadkiem, Prezydent chce, żeby referendum to odbyło się w tym samym dniu co Wybory Parlamentarne 2019.

Europo, powstań z kolan!


Od jakiegoś czasu polskie władze praktycznie bez przerwy udzielają „złotych rad” Europie Zachodniej. Nie można również zapominać o okazjonalnych połajankach i kondolencjach składanych na zasadzie „no trochę lipa, że pozabijali wam tych ludzi, ale to wasza wina, kretyni”. Rzecz jasna, wszystkie te wiekopomne myśli wygłaszane są tonem nieznoszącym sprzeciwu, który sugeruje, że receptę na to, jak sobie poradzić z islamem, mają tylko i wyłącznie polskie władze. Tylko że jeżeli się przyjrzymy retoryce polskich władz, zobaczymy ciekawą prawidłowość. Krytyka działań Zachodu w wykonaniu polskich władz jest momentami bardzo drobiazgowa (i, jak się za moment przekonacie, jest dowodem na totalną ignorancję naszych władz). Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w momencie, w którym nasze władze „udzielają rad”, tutaj mamy do czynienia z czymś co można nazwać „wyższym stopniem ogólności”. Polskie władze wzywają do „zdecydowanych działań”, lub stwierdzają, że Europa potrzebuje „zdecydowanej i twardej postawy”. Konkretów brak. Tymi „konkretami” zajmują się w imieniu polskich władz ludzie zapraszani do rządowych mediów (acz, niestety, nie tylko rządowych). Wydaje mi się, że zasadnym byłoby stworzenie specjalnego programu dla tych „specjalistów” o swojsko brzmiącym tytule „taniec z kretynami”, względnie „masz talent do pierdolenia głupot”.

W retoryce polskich władz główni winowajcy to duet poprawność polityczna i multikulturalizm. Poprawność polityczna jest „winna” dlatego, że zdaniem polskich władz, zachodni liderzy powinni „zbiorowo” obciążyć odpowiedzialnością za zamachy terrorystyczne wszystkich muzułmanów, a tego nie robią. Wisienką na torcie było to, co kiedyś powiedział minister Błaszczak. Otóż okazało się, że Polak, który został zamordowany w Harlow, zginął przez (a jakże) poprawność polityczną. Błaszczak tłumaczył to tak, że Anglicy są wkurzeni na muzułmanów, ale poprawność polityczna im nie pozwala odreagować na tychże, więc atakują Polaków. No ale wróćmy do braku „odpowiedzialności zbiorowej”. Temat ten jest coraz bardziej grzany. Mediaworker rządowych mediów, Samuel Pereira, napisał ostatnio „Kochani, pokojowi muzułmanie. Skoro jest Was tylu, to dlaczego wciąż nie zorganizowaliście w Europie marszu potępienia dla terrorystów?” Oczywiście prawicowe drony zapewniły temu tweetowi gigantyczny zasięg. Tutaj krótki wtręt – społeczności muzułmańskie potępiają zamachy, ale informacje na ten temat nie docierają do zbyt wielu ludzi, więc rządowi mediaworkerzy nie muszą się przejmować tym, że ktoś ich nakryje na ściemie. Poza tym, taki mediaworker zawsze może napisać, że jemu chodziło o „masowy marsz”, a nie jakieś tam „małe eventy”. Wydaje mi się, że dowolnie duży protest uliczny zostałby przez rządowych mediaworkerów skwitowany „no może i jest ich tam sporo, ale wszyscy nie przyszli”. I nie, to nie jest przesada. Tym ludziom nie zależy na rzetelnym informowaniu nas o czymkolwiek, a jedynie na tym, żeby PiS-owskie „strachy” nadal działały. Wróćmy do naszego odbiorcy, do którego docierają wypowiedzi podobne do Pereirowych. Taki odbiorca zada sobie pytanie: „dlaczego muzułmanie nie organizują marszów?” i od razu sobie na nie odpowie: – „pewnie dlatego, że nie są pokojowo nastawieni”.

Ciekaw jestem, jak zareagowałby mediaworker Samuel Pereira, gdyby ktoś mu zasugerował, że ponieważ polska prawica nie zorganizowała marszu potępienia Breivika,  można uznać, że cała prawica (w tym, Samuel Pereira) czyn Breivika pochwala. Możemy też tę kwestię odpowiedzialności zbiorowej rozpatrzyć odchodząc od terroryzmu. Ciekaw jestem jaka byłaby reakcja umiarkowanych katolików (tzn. normalsów) na wypowiedź „Kochani, normalsi katoliccy, skoro jest was tylu, to dlaczego wciąż nie zorganizowaliście w Polsce marszu potępienia dla chrześcijańskiego fanatyzmu?” i od razu dodać „pewnie dlatego, że wszyscy jesteście tacy sami, jak Terlikowski, Chazan, Tekieli, Kaja Godek i wielu innych”. Tak swoją drogą, skrajna prawica (spod znaku krzyża) opanowała do perfekcji „obronę” w sytuacji, w której sprawcą jakiegoś czynu (mordu, aktu terroru, gwałtu etc.) jest chrześcijanin. Jak wygląda ta obrona? W bardzo prosty sposób: „ponieważ te czyny są zakazane przez naszą religię, toteż ktoś kto ich dokonuje nie może być uznawany za chrześcijanina, tym samym nie można powiedzieć, że wyznawana przezeń religia była przyczyną tego, co ów człowiek zrobił”. Genialne.

To, że Zachód nie używa względem muzułmanów retoryki, którą stosują polskie władze i media rządowe, nie świadczy o tym, że mają „kaganiec poprawności politycznej”, ale o tym, że nie są idiotami. Wyobraźmy sobie, że władze Francji robią to samo, co polskie władze. Tzn. w mediach pojawiają się non stop materiały, które odpowiedzialnością za zamachy obciążają całą społeczność muzułmańską, a nie tylko pojebanych fanatyków. Wyobraźmy sobie, że np. francuskie media budują jedną, spójną narrację „wszyscy muzułmanie są wrogo nastawienie do niemuzułmanów, musimy mieć się na baczności, bo oni są groźni” i jako wisienkę na torcie dodają, że „każdy muzułmanin to potencjalny terrorysta”. Dodajmy do tego jeszcze to, co robią nasze władze – czyli mizianie się ze skrajną prawicą i nacjonalistami. I teraz zastanówmy się, jaki efekt wywołałyby takie działania w kraju, w którym muzułmanów jest ponad 5 milionów. Moim zdaniem skończyłoby się to olbrzymią liczbą morderstw na tle rasowym/religijnym i pogromami. Można mieć również pewność co do tego, że ta przemoc rozlałaby się po całej Europie.

Teraz zajmijmy się drugim „winowajcą”, czyli multikulturalizmem, który w opinii polskich władz jest jedną z przyczyn, dla których dochodzi o zamachów terrorystycznych. Gdybym chciał się tutaj rozpisać i wytłumaczyć czym jest multikulturalizm i dlaczego polskie władze nie bardzo rozumieją to pojęcie – ta notka byłaby pewnie ze dwa razy dłuższa, więc sobie to daruję. Dość powiedzieć, że w myśl retoryki naszych władz – niemożliwa jest pokojowa koegzystencja przedstawicieli różnych kultur. W domyśle zaś chodzi o to, że muzułmanie „nie potrafią się dostosować” do „europejskiego kręgu kulturowego”. Śmiem twierdzić, że Europejczycy, których „krąg kulturowy” wyprodukował między innymi dwie wojny światowe, nazizm, faszyzm, stalinizm, gułagi i holocaust – raczej nie powinni odczuwać specjalnej „wyższości kulturowej” względem przedstawicieli innych „kręgów kulturowych”. Ale to tylko taka moja dygresja. Wróćmy do meritum. Paradoksalnie, najzacieklejszymi obrońcami europejskiego kręgu kulturowego są zwolennicy tzw „europy ojczyzn” i przeciwnicy dalszej integracji w ramach UE. Innymi słowy, są to ludzie, którzy mają w dupie ten europejski krąg kulturowy. Abstrahując od tego, że większość z nich bredzi o tym, że Polska powinna chrystianizować zlaicyzowaną Europę.

Skrajnie idiotyczna jest retoryka, w myśl której nikt (prócz polityków Prawa i Sprawiedliwości) nie dostrzega problemu skrajnych środowisk, które nie chcą się integrować i które uważają, że wyznawana przez nich religia stoi ponad prawem. Tę retorykę można „zaorać” dwoma słowami: konwencja antyprzemocowa. Gdyby rację miały wszelkiej maści Błaszczaki, to konwencja by nie powstała. I teraz docieramy do bardzo ciekawego paradoksu. Największy ból dupy na punkcie konwencji mieli polscy fanatycy religijni. Przyznam, że nie robiłem w tej sprawie researchu specjalnego, ale nie rzuciły mi się w oczy protesty muzułmańskie przeciwko podpisywaniu tej konwencji. W tym miejscu warto zaznaczyć, że nie kto inny, jak Prezydent RP, nie zgadza się z tym, żeby religia nie mogła być traktowana jako usprawiedliwienie dla przemocy. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć wypowiedź Pereiry, z której wynikało, że brak masowych protestów muzułmanów przeciwko terroryzmowi, to przejaw poparcia dla terroryzmu. W myśl tej samej retoryki – zwalczanie konwencji, która jest skierowana przeciwko radykalnemu islamowi, jest niczym innym, jak sprzyjaniem radykalnemu islamowi, czyli „islamizacji”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że konwencję zaczęto podpisywać w 2011r. Nietrudno więc zgadnąć, że powstała ona wcześniej. Z czego z kolei płynie wniosek, że potrzebę powstania konwencji dostrzeżono pierdylion lat przed tym, jak PiS uznał, że warto by było zacząć straszyć Polaków uchodźcami, czyli, w myśl partyjnej retoryki, „dostrzegł zagrożenie, jakim jest radykalny islam”. Ponadto, czy sprzeciwianie się tej konwencji nie jest aby dowodem na to, że pewne środowiska nie są w stanie dostosować się do europejskiego kręgu kulturowego? I czy nie jest przypadkiem tak, że te środowiska nie chcą się dostosować ze względu na wyznawaną przez siebie religię?

Polsko, skończ pier****ć

To, że PiS będzie się starał grzać temat terroryzmu i straszyć Polaków uchodźcami tak długo, jak będzie to możliwe, jest pewne. Propozycja referendum, które (wiem, że się powtarzam, ale muszę) zupełnym przypadkiem ma się odbyć w tym samym dniu, co wybory parlamentarne, dobitnie o tym świadczy. Jedyną niewiadomą jest to, jak długo będziemy się dawali zastraszać i jak długo będziemy wierzyć w PiS-owską narrację „Europa sobie zupełnie nie radzi”. Nasze władze mogą  sobie, za przeproszeniem, pierdolić o tym, że Zachód jedynie maluje kwiatki na jezdniach, ale jest to jedynie dowód na to, że albo żyją we własnym świecie, albo kłamią. Reakcja brytyjskich służb mundurowych w trakcie ostatniego zamachu w Londynie była błyskawiczna. Dotarcie na miejsce zdarzenia, namierzenie terrorystów i zastrzelenie ich, zajęło tamtejszym policjantom 8 (słownie - osiem) minut. Bardzo możliwe, że polskie władze o tym nie wiedziały, bo były za bardzo zajęte rysowaniem kredkami (względnie podpisywaniem czegoś, albo siedzeniem w poczekalni na Nowogrodzkiej). Jeżeli zabłąkał się tu jakiś prawicowiec, to (o ile wytrzymał do tego momentu) zapewne zakrzyknie „ha! Lewaku! Może i szybko zareagowali, ale do zamachu doszło!”. Owszem, doszło. I raczej nie będzie to ostatni zamach terrorystyczny w Europie. Z tego rodzaju zagrożeniem nie da się uporać w ciągu kilku miesięcy, nawet jeżeli minister Błaszczak uważa, że on by sobie z tym poradził. Prezydentowi zdarza się to bardzo rzadko, ale jednak czasem udaje mu się powiedzieć coś sensownego (choć przeważnie trzeba tego sensu długo szukać). W tweecie, w którym napisał o potrzebie „zdecydowanej i twardej postawy”, wspomniał również o tym, że Europa potrzebuje solidarności. I to jest ta bardzo mądra rzecz. Szkoda tylko, że polskie władze zupełnie się tą „potrzebą solidarności” nie przejmują. Europa Zachodnia prędzej czy później sobie poradzi z islamistami (poziom wkurwienia jest tam na tyle wysoki, że raczej prędzej). Kiedy sobie już z tym problemem poradzi, będzie miała chwilę czasu na ocenę tego, kto zachowywał się „solidarnie”, a kto pierdolił głupoty na potrzeby polityki wewnętrznej.

W związku z powyższym mam taki skromny, blogerski apel do polskich władz. Jeżeli nie chcecie jakoś specjalnie pomagać Zachodowi (bo wolicie aby stan zagrożenia trwał jak najdłużej), to prosiłbym was o to, żebyście nie przeszkadzali, a swoje kretyńskie uwagi zachowali dla siebie.  Prawda jest bowiem taka, że pewnie niebawem zmienicie miejsce pracy. Zadbajcie o to, żeby nie zostawić po sobie totalnie rozpieprzonej polityki zagranicznej. Skupcie się na tym, żeby ładnie wychodzić na zdjęciach i nie robić błędów w pismach, które kierujecie do Zachodnich przywódców (wiem, że jest to dla Was spory problem, ale wierzę, że sobie z tym poradzicie). Na sam koniec drobna uwaga, jeżeli to wasze mędrkowanie jest wynikiem tego, że macie zbyt wiele energii, to zajmijcie się jakimś twórczym zajęciem, które będzie współgrało z waszą „kondycją intelektualną”, np. rysowaniem kredkami, albo ćwiczeniem podpisu.

Źródła

http://www.tvp.info/4451225/tusk-popiera-zamkniecie-stadionow

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/szef-msw-do-skinheadow-idziemy-po-was,326491.html



https://twitter.com/AndrzejDuda/status/871271498010546176