czwartek, 17 września 2015

Nadwiślańska histeria z uchodźcami w tle

Zastanawiałem się nad tym, czy w ogóle poruszać na blogu problematykę związaną z uchodźcami. A dumałem nad tym, bo temat ten zdominował debatę publiczną w Polsce do tego stopnia, że zacząłem omijać szerokim łukiem jakiekolwiek newsy dotyczące uchodźców. Newsów tych jest od cholery, bo nasze ukochane media potrafią rozpoznać złotą żyłę klikalności i syryjscy uchodźcy stali się nową „małą Madzią”, a mediom (choć tym razem głównie prawicowym) udało się wywołać histerię o gargantuicznym wręcz zasięgu. Ludzie, którzy na co dzień nie mają problemów z prawidłową oceną zawartości prawicowych mediów i portali takich jak „W Polityce”, „Niezależna”, „Fronda” albo fanpejdży, które „bronią polski przed islamizacją”, nagle zaczęli tym mediom/portalom/fanpejdżom bezgranicznie ufać. Kiedy prawicowe media straszą genderem, edukacją seksualną, związkami partnerskimi, Robertem Biedroniem, in vitro, pigułką „dzień po”, laicyzacją/etc., mało kto (poza wyznawcami tychże mediów) traktuje ten przekaz poważnie. Wystarczy jednakże, że te same media napiszą artykuł o „zagrożeniu islamem” (i opatrzą artykuł zdjęciem jakichś rozwrzeszczanych fanatyków islamskich, którzy domagają się wprowadzenia szariatu „wszędzie”) i ludzie nagle zapominają o tym, że autorami artykułów są ci sami mistrzowie bajeru, którzy kilka tygodni temu straszyli nas „homoterroryzmem”. A wszystko dlatego, że Polska ma przyjmować uchodźców z Syrii. To mniej więcej tak, jakbyśmy nagle zdecydowali, że warto kupić używany samochód od kogoś, o kim wiemy, że sprzedaje ludziom sprowadzone z zachodu trumny na kółkach (które „naprawiano” za pomocą strategicznych ilości szpachli).

Polskie władze istnieją tylko teoretycznie

Polityka informacyjna, którą (w temacie uchodźców) prowadzą polskie władze, nie pozostawia złudzeń co do tego, że najważniejsze stanowiska w Polsce (prezydent, premier) zajmują obecnie osoby, które się do tego absolutnie nie nadają. Innymi słowy, w teorii mamy władzę (Andrzej Duda i Ewa Kopacz), a w praktyce mamy do czynienia z dwójką szeregowych działaczy partyjnych, których przerosła sytuacja. Bonusem jest aspirująca do roli premiera Beata Szydło (osoba o kwalifikacjach kończących się na pakowaniu Jarosławowi Kaczyńskiemu zakupów do siatek [chodzi o sławetne zakupy, w trakcie których padło hasło „Biedronka to sklep dla najbiedniejszych]), która co prawda nie ma pojęcia o co chodzi z tymi uchodźcami, ale za to proponuje „rozwiązania systemowe” (bo co prawda mogła powiedzieć „nie mam zdania na ten temat, bo brakuje mi informacji”, ale lepiej udawać człowieka renesansu i rzucić dziennikarzom „rozwiązania systemowe”, target i tak przecież kupi).

O co mi tak właściwie chodzi? O to, że nikt w Polsce (z władzami na czele) nie ma pojęcia o tym, ilu uchodźców mielibyśmy przyjąć. Ewa Kopacz twierdziła, że 2 tysiące w przeciągu dwóch lat (gwoli wyjaśnienia – już ta gargantuiczna wręcz liczba wywołała histerie w naszym kraju). Następnie Beata Szydło zarzuciła Ewie Kopacz, że ta druga się nie zna, bo Beata Szydło wie, że tych uchodźców będzie 10 tysięcy! Potem Janusze statystyki wymyśliły, że skoro ma ich być 10 tysięcy, a każdy uchodźca ściąga do „kraju docelowego” przeciętnie 7 członków swojej rodziny, to tych uchodźców będzie 80 tysięcy! A na czele stawki mamy Prezydenta Andrzeja Dudę, który strofował Niemców twierdząc, że Polski nie stać na przyjmowanie tysięcy uchodźców.

Podsumowując – premier mojego kraju twierdzi (bez przekonania), że uchodźców ma być 2 tysiące, kandydatka na premiera twierdzi, że co najmniej 5 razy więcej, a prezydent w ogóle nic nie wie, ale twierdzi, że to i tak za dużo i nas nie stać. Nikt nic nie wie, ale wszyscy drą na siebie ryje. W trakcie pisania niniejszej notki okazało się, że uchodźców ma być 12 tysięcy, ale to też nie jest pewne, bo póki co to jest to propozycja Komisji Europejskiej. Być może warto by było, aby nasi rządzący (Ewa i Andrzej) dowiedzieli się z jakiegoś wiarygodnego źródła ilu faktycznie ma być tych uchodźców, zanim zaczną się naparzać w mediach?

Durne lewaki nie rozumiom zagrożenia!!11

Nasza ukochana ksenofobiczna prawica (do tej pory zajmująca się hejtowaniem Żydów, których w Polsce praktycznie nie ma) liczyła na to, że linia podziału społeczeństwa (kto „za”, a kto „przeciw” uchodźcom) będzie przebiegać tak, jak wszelkie inne spory „światopoglądowe” (aborcja, in vitro, antykoncepcja, gender etc.). Dlatego też już na samym początku umainstreamowienia się tematu uchodźców, zaczęli budować narrację „my, prawicowcy, jesteśmy świadomi zagrożenia, jakie stanowią uchodźcy! Każdy, kto nas krytykuje to durny lewak!”.Bardzo szybko okazało się, że te prognozy były cholernie chybione. Z jednej strony mamy bowiem lewicowców, którzy obawiając się fanatyków islamskich, chcą maszerować ramię w ramię z ONR-owcami
Młodzi Polacy debatują nad problemem syryjskich uchodźców
(ci sami lewicowcy zaspamowują internety grafikami pochodzącymi z tak wiarygodnych fanpejdży jak np. „Marsz Niepodległości”), z drugiej zaś strony mamy papieża Franciszka, który wezwał do udzielania pomocy uchodźcom (zrobiło to też kilku polskich biskupów). Innymi słowy, klasyczna linia podziału: kościelna prawica vs lewica światopoglądowa (wiem, że generalizuję, bo prawicy sprzeciwia się nie tylko lewica światopoglądowa, ale dla prawicowca każdy, kto myśli inaczej to „lewak”, więc czuję się usprawiedliwiony) poszła się kochać. Zapewne najbardziej prawicę boli ten „lewacki papież”, bo co prawda mogą się z nim nie zgadzać i dawać temu wyraz publicznie, ale tym samym utrudniają sobie życie. Bo następnym razem, gdy prawica użyje argumentu „bo papież tak powiedział” (w temacie in vitro, aborcji etc.) - ktoś może odpowiedzieć „a od kiedy to słuchacie papieża?”.

Prawica zarzuca wszystkim dookoła, że „nie widzą zagrożenia związanego z przyjmowaniem uchodźców”. Choć to nie do końca tak- zdaniem prawicowców każdy, kto nie jest przeciwny przyjmowaniu uchodźców (których prawica nazywa imigrantami ekonomicznymi, bo imigrantów łatwiej hejtować), przykłada rękę do upadku Europy. Jest coś pociesznego w tym, że ludzie pokroju Łukasza Warzechy, Rafała Ziemkiewicza (itd., itd.,  bo lista „niepokornych” jest długa) pouczają papieża (który, jakby nie patrzeć, jest szefem konkurencyjnego [do islamu] korpo i musi być zorientowany w tematach tarć międzyreligijnych) w kwestii tego, że uchodźcy stanowią zagrożenie dla Kościoła. Równie urzekające są połajanki tych samych jegomościów, skierowane w stronę przywódców państw, w których dochodziło do zamachów terrorystycznych (na tle religijnym). Wydaje mi się, że jeśli ktokolwiek miałby mieć pojęcie o tym, jakie zagrożenie mogą stanowić fundamentaliści islamscy, to właśnie przywódcy Europy Zachodniej, a nie jacyś podtatusiali „redaktorzy”, którym słowo „research” kojarzy się z jakimś mało znanym gatunkiem drzewa.

Co się zaś tyczy samych zagrożeń. Te zagrożenia istnieją, ale nie tam gdzie dopatrują się ich prawicowcy (w dalszej części notki odniosę się do prawicowych fantasmagorii, które udzieliły się sporej części społeczeństwa). Zagrożeniem jest to, że nikt tak do końca nie wie, ilu uchodźców przyjmiemy. I nie, nie chodzi mi o to, że będzie ich pierdyliard i nas zjedzą, ale o to, że geniusz logistyczny naszych rządzących, który zawiera się w maksymie „jakoś to będzie”, może sprawić, że będziemy średnio przygotowani na uchodźców, kiedy już do nas dotrą i uchodźcy nie będą się mieli gdzie podziać. Drugim problemem jest to, że nie wiadomo, jak przebiegnie proces asymilacji. Jeśli za uchodźcami będzie chodzić łyse wyjące bydło, które będzie się darło „wasze miejsce jest w komorach gazowych” (w wersji mniej hardkorowej – chłopcy w kominiarkach będą rzucać w uchodźców świńskimi łbami) - ci ludzie mogą mieć problem z polubieniem Polaków i z chęciami do asymilowania się z nami. Tego, że zaleją nas imigranci ekonomiczni, jakoś tak niespecjalnie się boję, bo niby czego by tu mieli szukać? Bezrobocia bez prawa do zasiłku? Wyemigrują gdzieś na zachód. Będąc przy okazji imigrantów ekonomicznych warto zauważyć, że prawica (i ludzie, którzy uwierzyli w jej brednie) zapadła na skrajny przypadek dwójmyślenia. Z jednej bowiem strony mają pretensje do uchodźców za to, że do nas przyjechali, a z drugiej oburzają się na syryjską rodzinę, która wyjechała z Polski do Niemiec. Przyznam szczerze, że nie bardzo rozumiem o co chodzi ludziom, którzy chcą zrobić wszystko, żebyśmy nie przyjmowali uchodźców i jednocześnie hejtują tych uchodźców/imigrantów, którzy wyjeżdżają od nas na zachód.

Polskę zaleje islamski terror

Do tej pory prawicowi moderatorzy strach mieli problem ze wstrzeleniem się z retoryką „zagrożenia terroryzmem”. Przyczyna tego stanu była banalnie prosta – fundamentaliści islamscy (nie tylko ci z ISIS) dokonują zamachów/mordów na tle religijnym, ale to wszystko dzieje się „nie w Polsce” (nad czym polska prawica zapewne ubolewa). News o tym, że Polska przyjmie syryjskich uchodźców sprawił, że prawica złapała wiatr w żagle, bo prawica WRESZCIE mogła pokazać palcem i zakrzyknąć „patrzcie na nich! To oni nam tu zaraz ISIS zrobią i będzie terror, zobaczycie!”.

Prawicowa narracja „będzie terror zobaczycie” opiera się na doświadczeniach krajów Europy Zachodniej (w krajach której islamscy fundamentaliści nie raz pokazali co potrafią). Innymi słowy– zamiast na serio zastanowić się nad tym, czy przyjęcie uchodźców (nawet gdyby miało być ich 80 tysięcy) może stanowić „zagrożenie terrorystyczne”, prawicowi quasi-publicyści autorytarnie orzekli, że owszem, stanowi dlatego, że na zachodzie tak się dzieje i każdy, kto twierdzi, że u nas będzie inaczej, jest durnym lewakiem. O takim drobnym szczególe jak „demografia” prawicowi tytani intelektu zapominają. I nie widzą nic zdrożnego w porównywaniu Polski (czyli kraju, w którym według statystyk mamy +/- 5.000 muzułmanów) do krajów takich jak Francja (+/- 5.000.000 muzułmanów) i Anglia (+/- 2.500.000 muzułmanów). Po co przytoczyłem te liczby? Z bardzo prostego powodu- nie da się zakamuflować siatki agenturalnej (a tak działają współczesne organizacje terrorystyczne) w kraju, w którym „agent” będzie się wyróżniał na każdej ulicy.

Poza tym, nie bardzo widzę przyczynę, dla której ISIS (albo jakakolwiek organizacja zrzeszająca muzułmańskich terrorystów) miałaby akurat teraz zechcieć dokonywać u nas zamachów terrorystycznych. Swego czasu podpadliśmy Al-Kaidzie (Afganistan, Irak, „wojna z terroryzmem”, czy te nazwy komuś coś jeszcze mówią?) i już wtedy straszono nas tym, że „będą zamachy”. Być może ktoś podniesie argument „no dobrze, ale wtedy nie było u nas muzułmanów, a teraz nadchodzą!”. W teorii, jest to argument celny (no bo skoro nie było u nas muzułmanów, to i terroryści nie mieli się skąd wziąć), ale w praktyce jest to bezsens. Dlaczego? Dlatego, że od dłuższego czasu siedzimy wszyscy w strefie Schengen i gdyby muzułmańskim terrorystom naprawdę zależało na tym, żeby nas „ukarać w imieniu Allaha etc.”, to przyjechaliby z Europy Zachodniej. Z tej samej Europy Zachodniej, która (przynajmniej według prawicowych mendiów) już praktycznie zmieniła się w Kalifat. No bo tak na chłopski rozum – jak łatwiej przemycić do nas terrorystę? Ze strefy Schengen, czy też z Syrii  (terrorysta musi przejść cały „szlak” uchodźców, a potem starać się o azyl)?

Po co więc straszyć kogokolwiek islamskim terrorem? Bo to się dobrze sprzedaje. Bo można na tym sporo zarobić (pisząc w różnych szmatławcach brednie na temat tego, co to nam zrobią terroryści z ISIS i jak bardzo będą nam ucinać głowy). Poza tym, prawica (która przoduje w hejtowaniu uchodźców) od bardzo dawna istnieje w Polsce jedynie na zasadzie „sprzeciwiania się” czemuś i straszenia czymś. Wcześniej byli to geje, edukacja seksualna, gender, itd., a teraz trafiło na uchodźców, „bo islam”. Gdyby prawica faktycznie obawiała się zamachów terrorystycznych, to domagano by się zamknięcia granic DLA WSZYSTKICH uchodźców, nie tylko dla muzułmanów. Bo przecież tylko idiota nie wpadnie na to, że gdyby ISIS faktycznie zależało na organizowaniu zamachów terrorystycznych w Polsce,  to- CO ZA SZOK- terroryści islamscy mogliby udawać chrześcijan. Jeszcze niedawno redaktor Ziemkiewicz „żartował” sobie, że on by uchodźców witał wódką i słoniną i jak ktoś odmówi – to on by go nie wpuścił. Wypowiedź ta została od razu rozniesiona po twitterze i żadnemu ludkowi podnieconemu „Ziemkiewiczowską przenikliwością” nie przyszło do głowy, że RAZ zrobił z nich idiotów. Nikt jakoś nie pomyślał o tym, że gdyby RAZ faktycznie trafił na jakiegoś rzeźnika z ISIS, to rzeźnik przyjąłby poczęstunek, a po jakimś czasie go namierzył i poderżnął mu gardło za to, że musiał ów poczęstunek przyjąć. Z prawicą i straszeniem „terroryzmem” jest tak jak z prawicą i straszeniem straszliwymi służbami specjalnymi, które „szaleją w Polsce”. I żaden z wyznawców Pierwszego Strzałowego Rzeczypospolitej (Gmyza), albo najbardziej rozpoznawalnego rolnika Rzeczypospolitej (Ziemkiewicza) nie zacznie się zastanawiać nad tym, „jak to jest, że te mocarne służby specjalne potrafiły zabić Kulczyka, a nie potrafią uciszyć kilku rozdartych pajaców, którzy non stop o nich piszą?”

Kronikarski obowiązek każe mi w tym miejscu przypomnieć, że ludzie, którzy teraz najgłośniej „ostrzegają przed terroryzmem”, nie mogli się zdobyć na jednoznacznie potępienie rzezi w redakcji Charlie Hebdo (więcej napisałem o tym tutaj). Nie mogli się na to zdobyć dlatego, że rysownicy z tej redakcji żartowali sobie nie tylko z islamu, ale również z chrześcijaństwa. Gdyby redakcja ChH śmiała się jedynie z Islamu – pomordowanych uznano by za męczenników w walce z Islamskim fundamentalizmem. Ponieważ jednak śmiali się również z trójcy świętej – mieli za swoje. Przypominam o tym po to, żeby pokazać, że w prawicowej optyce terroryzm terroryzmowi nierówny. Gdyby w Polsce islamscy fundamentaliści wysadzili w powietrze redakcję Urbanowego „NIE” - prawica uznałaby to za karę niebios. Gdyby zaś redaktor Ziemkiewicz potknął się na schodach przechodząc obok muzułmanina – potraktowano by to jako zamach terrorystyczny, porównywalny z atakiem na WTC.

Islamizacja Polski!

Jednym z najgłupszych tekstów, którymi nasza pszenno-buraczana prawica straszy zwykłych obywateli, jest ten o „nadchodzącej islamizacji Polski”. Według prawicowych wieszczów, jeśli wpuścimy do Polski muzułmańskich uchodźców, to za kilka lat wszystkie kobiety będą musiały zasłaniać twarze, a islam będzie religią państwową (Polska zaś zmieni się w kalifat). Jednego tylko w tych wszystkich scenariuszach „islamizacji” brakuje. Czego? A mianowicie wyjaśnienia tego, w jaki sposób przyjęcie 10.000 uchodźców muzułmańskich  ma doprowadzić do „islamizacji Polski”. W Polsce mamy ponad 10.000 kościołów (budynków), grubo ponad 30.000 księży (nie chciało mi się sprawdzać ilu katechetów i ile zakonnic), ale mimo to przyjęcie 10.000 uchodźców (przy założeniu, że wszyscy uchodźcy będą muzułmanami) skończy się islamizacją! Zapewne prawica kombinuje tak: każdy z uchodźców zabije 3 księży, wysadzi się w powietrze razem z kościołem i wtedy wkroczą do akcji zamaskowani imamowie, którzy dokonają podstępnej islamizacji (której nie będzie się miał kto sprzeciwić). Brzmi to kretyńsko? Nie mniej kretyńsko, niż straszenie ludzi tym, że garstka uchodźców zamieni nam kraj w państwo wyznaniowe. Ludzie zaś w te brednie wierzą dlatego, że straszy się ich ISIS i zdjęciami rozwrzeszczanych fundamentalistów.

Straszenie „islamizacją” jest idiotyczne z jeszcze jednego powodu – Polska coraz bardziej się laicyzuje. Laicyzacja postępuje u nas co prawda dość wolno, ale nikt nie zaprzeczy temu, że takie zjawisko ma miejsce. Możemy więc uznać, że w Polsce mamy trochę ortodoksyjnych katolików, większość jest raczej „letnia” (i nie przejmuje się zaleceniami Episkopatu w sprawach światopoglądowych) , a trzecią grupą są niewierzący – którzy albo byli ateistami „od urodzenia”, albo też stali się nimi dzięki staraniom polskich duszpasterzy. Innymi słowy – mamy w Polsce wierzących, „średnio-wierzących” i ludzi, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z religią (jakąkolwiek). Czy ktoś mi może wyjaśnić, jak w takich warunkach islam, z religii wyznawanej przez garstkę ludzi, może się zmienić w religię dominującą? Ktoś może zapytać: „no ale co jeśli muzułmanów będzie coraz więcej?” Tedy odpowiadam: „więcej” nie wystarczy. Musiałoby być ich co najmniej kilka milionów (już dziś), żebyśmy mogli mówić o tym, że istnieje niewielkie ryzyko, by w przyszłości islam zdominował Polskę.

„Straszący islamizacją” w najmniejszym stopniu nie boją się islamu. Po co więc straszą Polaków nieistniejącym zagrożeniem? Z jednej strony chodzi o to, żeby zarobić na pisaniu bredni (tak samo, jak w przypadku straszenia „terroryzmem”), z drugiej zaś strony, jest to rozpaczliwa próba zatrzymania procesu laicyzacji. Bo jak inaczej można zrozumieć apele, według których „tylko chrześcijaństwo może nas obronić przed islamem”? A jeśli dodamy do tego „wrzutki” w rodzaju wypowiedzi Terlikowskiego, który na Twitterze napisał: „Info dla ateistów, co się cieszą z imigrantów. Za bycie chrześcijaninem płaci się, wedle szariatu, wyższe podatki, za ateizm jest śmierć”. To jest bardzo prosty przekaz: „jak przyjdzie islam to mniej prze***ne będziecie mieli jako chrześcijanie, niż jako niewierzący”, czyli „przyłącz się do naszego gangu, bo jeśli nie, to ten drugi gang Cię zabije”. Warto w tym miejscu zauważyć, że chrześcijanie, którzy nas pono mają „chronić przed islamem”, nie widzieli nic zdrożnego w tym, żeby protestować ramię w ramię z muzułmanami przeciwko legalizacji małżeństw jednopłciowych we Francji. W kontekście powyższego, przekaz płynący od Terlikowskich/etc., należałoby skorygować „przyłącz się do naszego gangu, albo zdepczemy Cię razem z tym drugim gangiem”.

Będzie więcej gwałtów!

Przyznać muszę, że o ile poprzednie „strachy”, o których pisałem, są po prostu głupie, to argument: „przyjdą muzułmanie – będzie więcej gwałtów, bo oni nie szanują kobiet”, uważam za najbardziej ohydny. Nie chciałbym być źle zrozumiany – nie mam wątpliwości co do tego, w jaki sposób traktują kobiety fundamentaliści islamscy, nie w tym rzecz. Chodzi mi o to, że argumentum ad gwałtum straszy nas hołota, która na co dzień lży ofiary gwałtów, bagatelizuje gwałty i generalnie  obarcza kobietę prawie 100% odpowiedzialnością za gwałt. Na łamach mojego bloga sporo miejsca poświęciłem temu, jak bardzo w dupie ma ofiary gwałtu nasza ukochana prawica spod znaku krzyża: 

Narodowy młodzian w obronie gwałciciela

Piotr Strzembosz (na łamach "W Polityce") broni dobrego imienia gwałcicieli 

Dziennikarka opowiada o tym, jak to kobieta może (strojem) sprowokować gwałt 

Rafał Ziemkiewicz i jego wynurzenia o "wykorzystywaniu nietrzeźwej" 

Nieraz zdarzało mi się również poświęcić tej problematyce miejsce na fanpejdżu:
Fronda Lepperem internetu

Marsz Szmat jest zły bo Łukasz Warzecha tak mówi!

Ten pan zapomniał o tym, że "milczenie jest złotem"

Ex burmistrz radzi "jak uniknąć gwałtu"

Współczucie nowoczesnego Endeka

O tym dlaczego kobiety nie powinny wychodzić z domu

Wyrwany z kontekstu Korwin

Nowoczesny Endek w natarciu

Dzięki uprzejmości fanpejdża "Niższa Forma Człowieczeństwa"
I teraz mam uwierzyć w to, że ludzie, którzy na co dzień zajmują się medialnym „glanowaniem” ofiar gwałtów, nagle zaczęli się przejmować losem Polek? Mam uwierzyć w to, że wyznawcy tych ludzi, którzy każdy artykuł dotyczący przemocy wobec kobiet/gwałtu zarzygają nienawistnymi komentarzami (w rodzaju „po co tam szła”, „pewnie się ubrała jak dziwka”, „to jej wina, mogła z nim nie wychodzić z knajpy”, „skoro poszła z nim na piwo, to chyba wiedziała w co się pakuje”, itd., itd.), też nagle zaczęli się przejmować?

Gówno prawda.

Los kobiet jest im całkowicie obojętny. Oni nadal będą krytykować „dziwkę, która szukała przygód i teraz ma za swoje”, tyle że jednocześnie nie będą już tak wyrozumiali w stosunku do gwałciciela (o ile rzecz jasna sprawcą będzie muzułmanin, bo jeśli będzie nim „swojak”, to skupią się, jak zwykle, na hejtowaniu ofiary). O wiele bardziej wiarygodna byłaby nasza prawica, gdyby ogłosiła „tylko Polacy mają prawo do gwałcenia Polek!”- bo generalnie do tego sprowadza się ich „troska” o kobiety.

Dlaczego oni uciekają?! Powinni walczyć!

„Dlaczego młodzi mężczyźni uciekają z Syrii”, „nie powinniśmy przyjmować mężczyzn w wieku poborowym”, „powinni walczyć o swój kraj”, „tchórze, zostawiają rodziny i uciekają do Europy”. Takich komentarzy można znaleźć w cholerę. I wszystkie one pokazują dobitnie to, że jesteśmy pokoleniem czasu pokoju. I nie chodzi mi tu o jakieś konkretne pokolenie, ale o wszystkich ludzi, którzy z racji swojego wieku nie mają pojęcia o tym, jak wygląda wojna. Ja, z racji mojego wieku, wojnę znam głównie z opowiadań dziadków(owszem, literatury historycznej trochę liznąłem, ale nawet najbardziej drobiazgowo opisana książka nie umywa się do doświadczeń ludzi, którzy wojnę przeżyli).

Babcia opowiadała o tym, że jak się front przewalał przez ich miejscowość, to schronili się wraz z całą rodziną (i całą kupą innych ludzi) w piwnicach kościelnych – bo budynek był najsolidniejszy. Z tym, że po jakimś czasie zdecydowali, że tam nie wytrzymają (ze względu na brud, wszy, pluskwy etc.) i wrócili do domu. W tym samym dniu bomba lotnicza wyje**ła im wszystkie okna w domu. Brat babci zginął w trakcie nalotu. Najprawdopodobniej jeden z pilotów pomylił go z niemieckim żołnierzem (miał zielone ubrania i z daleka pewnie kolor przypominał feldgrau). Ojciec babci zadarł kiedyś z folksdojczem i wezwano go „do Niemców” (nie pamiętam, czy to było gestapo, czy inna zaraza). Ponieważ takie „wezwanie” było praktycznie równoznaczne z wyrokiem śmierci – pradziadek zabrał ze sobą siekierę i powiedział rodzinie, że jeśli będą go chcieli zabić, to on pierwszemu rozwali łeb tą siekierą – a potem już go mogą zastrzelić. Niemcy byli trochę skonfundowani i zapytali pradziadka „po co mu ta siekiera”. Odparł „jestem stelmachem i to jest mój kawałek chleba, nigdzie bez niego nie chodzę”. Pogrozili mu i puścili do domu (zapewne jego zawód miał z tym wiele wspólnego – Niemcy z byle powodu fachowców nie zabijali). Rodzina babci zapytała kiedyś rosyjskiego żołnierza (bo rozlokowali ich po wsi w domach) o to, co się stało w Katyniu. Powiedział im tylko tyle, żeby żadnego innego Rosjanina o to nigdy nie pytali, bo to się „źle skończy”. Dziadek pod koniec działań wojennych (które się odbywały na terenie, na którym mieszkał), ukrywał się najpierw przed Niemcami (bo szukali mięsa armatniego), a potem przed „Ruskimi” (z tego samego powodu). Śpiąc po jakichś opuszczonych szopach/domach kilka razy prawie zamarzł.

Historii „wojennych”, które opowiadali mi dziadkowie było sporo (poza dziadkiem ze strony matki, który był AK-owcem. Zmarł jak miałem 5 lat, więc nie bardzo miałem okazję do słuchania jego opowieści). Były historie o ludziach, którzy zginęli przez lekkomyślność (bo rozbrajali granaty w domu, albo poszli popatrzeć na lecące samoloty), były historie o ludziach, którzy zginęli przez przypadek (tak jak brat babci), były historie o ludziach, którzy uciekli zagranicę, o człowieku, któremu „odbiło” i wymordował całą swoją rodzinę (za co został rozstrzelany przez Niemców). Każdy człowiek, który przeżył wojnę – mógłby opowiedzieć mnóstwo takich historii. Niestety, wraz z upływającym czasem, ludzi którzy mogliby nam opowiedzieć o wojnie własnymi słowami jest coraz mniej. Niestety, albowiem bez nich dyskurs „wojenny” zostanie zawłaszczony przez ignorantów, którym wydaje się, że wojna to w sumie nic strasznego. No postrzelały sobie trochę jakieś armie, ludzi trochę zginęło, ale to chyba nie mogło być jakoś specjalnie straszne skoro tylu ludzi ją przeżyło? W prawicowej hurrapatriotycznej retoryce wojna to takie zjawisko, w trakcie którego bohaterowie mogą się wykazać. A że cywile giną? Oj tam oj tam.

Krytykowanie ludzi za to, że uciekają z kraju ogarniętego wojną jest tak idiotyczne, że ciężko to jakoś skomentować. To nie jest tak, że ci uchodźcy mieszkali sobie w domach, wychodzili do pracy, żyli sobie normalnie i w pewnym momencie uznali „je**ć to, jedziemy do Europy, bo tam socjal!”. I nikogo nie obchodzi to, że ci ludzie uciekają przed bombami, które lecą im na głowy.

Nie można również pominąć polskich bohaterów, którzy odważnie wzywają Syryjczyków do tego, by ci umierali na wojnie (bo są „w wieku poborowym”). Bo do tego się sprowadzają komentarze „oni powinni walczyć”. Co prawda nie wiadomo z kim (z Assadem? Z ISIS?), ale powinni walczyć. Choć może nie tyle walczyć, co ginąć na wojnie, bo jak zginą to przynajmniej nam „zalewu islamskiego” nie zrobią (i będziemy mogli o nich szybko zapomnieć). Nie jestem, co prawda, specjalistą ds. wojskowości, ale wiem, że samo „bycie w wieku poborowym” nie czyni z kogoś żołnierza. Cywil nie ma szans na wojnie, nawet jeśli da się mu karabin i powie, w którą stronę ma strzelać (nie, młodzi syryjczycy nie mogli by liczyć na sensowne przeszkolenie, które dałoby im szanse na przeżycie potyczek z wyszkolonymi żołnierzami z ISIS, bądź też Assada) . Gwoli wyjaśnienia – nie można mieć pretensji do naszej prawicy (bo to od niej wyszła narracja „Tchórze! Czemu nie walczą?!”) o to, że wypisuje bzdury. Nie można wymagać zbyt wiele od ludzi, którzy utrzymują, że w razie wojny Polski z Rosją dałoby się zatrzymać wojska Rosyjskie za pomocą „walk ulicznych”, które prowadziliby dozbrojeni przez wojsko kibole (Oczyma wyobraźni widzę kiboli strzelających z kałasznikowów i pistoletów do wozów opancerzonych, czołgów, zestawów przeciwlotniczych i rosyjskiego lotnictwa).

Mamy więc do czynienia z niezwykle interesującą sytuacją, w której ludzie nie mający pojęcia o tym, jak wygląda wojna i o tym, że w dzisiejszych czasach „cywil z karabinem” to mięso armatnie, które dobrze wytrenowany żołnierz zabije i nawet nie skoczy mu ciśnienie, dzielą się za sprawą internetu mądrościami na temat tego, co powinni zrobić Syryjczycy. Nieco śmiesznie wygląda to „poganianie” Syryjczyków, żeby „szli na wojnę” w wykonaniu moich rówieśników, z których żaden nie odbył zasadniczej służby wojskowej (wszyscy się „migali”).

Posłowie

Prawicowe „dziennikarstwo” i „publicystyka” (przez wzgląd na mój szacunek dla prawdziwych dziennikarzy i publicystów, użyłem cudzysłowu) przeżywa swój wielki tryumf. Ludzie ci bowiem pieprzą te same głupoty co zwykle, ale tym razem ludzie wierzą w to dlatego, że przestraszyli się zdjęć islamistów. Śmiem twierdzić, że za jakiś czas sporo z ludzi, którzy dzisiaj bez mrugnięcia okiem łykają to, co z siebie wydalają (pisaniem tego nazwać nie można) ludzie pokroju Warzechy i Ziemkiewicza, zorientuje się, że zostali ordynarnie zrobieni w wała. Oby ten moment nadszedł jak najszybciej – zanim jakaś „narodowa młodzież” wyczuje, że teraz jest dobry moment do tego, żeby „zabłysnąć” i zacznie ganiać po ulicach ludzi, którzy „wyglądają na islamistów”.

Źródła:



Stąd wygrzebałem dane dot ilości muzułmanów w Polsce:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bcio%C5%82y_i_inne_zwi%C4%85zki_wyznaniowe_w_Polsce