czwartek, 29 czerwca 2017

Zarządzanie wpier**lem

W sobotę, w trakcie manifestacji w Radomiu, kilku ziomów (aka „narodowców”) skopało jakiegoś 50-latka z KOD. Nie chciałem pisać nic na ten temat „na świeżo”, bo ciekawy byłem, jaka będzie reakcja polityków partii rządzącej. Warto było poczekać:

Beata Mazurek (rzeczniczka PiS): „To jest sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale ja też ich rozumiem”

Co ciekawe – jakiś czas później Beata Mazurek stwierdziła na TT, że „Zdecydowanie potępiłam zdarzenia w Radomiu mówiąc:"To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca"” Najprawdopodobniej pani rzeczniczka ma problem ze zrozumieniem słowa „rozumiem”

Marek Suski (PiS): „Ktoś z KOD-u napadł młodego człowieka, później przedstawiano to, że to ludzie od narodowców napadli. My oglądaliśmy nagranie z monitoringu, ci młodzi ludzie już odchodzili, kiedy jeden z ich kolegów, pozostający z tyłu został zaatakowany agresywnie"
Marek "Caryca" Suski zapomniał jedynie wspomnieć o tym, co robili młodzieńcy zanim zaczęli "już odchodzić".

Mariusz Błaszczak (PiS): „Oni dążą do tego, żeby doszło do agresji, żeby doszło do awantur na ulicach polskich miast, a później oburzają się, że do awantury doszło. Nie powinno dojść do tej awantury, to jest sprawa zupełnie jasna”

I na tym poprzestańmy. Jak widać wypowiedzi te były tak dalekie od potępienia ziomów, jak dalekie jest Prawo i Sprawiedliwość od prawa i sprawiedliwości. I trochę mnie ta reakcja dziwi. Ok, rozumiem mizianki PiSu z narodowcami. Rozumiem niechęć partii PiSu do KODu (i opozycji jako takiej). Ale na serio nie rozumiem, jak można być tak głupim, żeby się „obciążać” wizerunkowo w sytuacji, która jest dość ewidentna. Kilku ziomów skopało 50-latka. Młodzież Wpier***ska może bredzić o tym, że to była „samoobrona”, ale równie dobrze mogliby sparafrazować stary dowcip o skinach „Ostatnio skini uratowali życie jednemu mężczyźnie! W jaki sposób? Przestali go kopać”. Jeżeli w jakimś słowniku byłoby hasło „obrona konieczna”, to nie zostało by ono opatrzone zdjęciem, na którym kilku ziomów flekuje leżącego na ziemi człowieka. Może inaczej to ujmę. Narracja „oni się tylko bronili”, jest na tyle debilna, że nawet PiSowcy, którzy nie są najostrzejszymi ołówkami w piórniku, muszą sobie z tego zdawać sprawę. Argument „bronią narodowców bo potrzebują swoich tituszek”, do mnie absolutnie nie przemawia. Tzn. co jakiś czas sam czas trolluję PiS w ten sposób, ale robię to z przyczyn takich, że jestem trollem. PiSowi „mięśnie” nie są do niczego potrzebne. PiS ma policję i prokuraturę, a za moment będzie miał pod kontrolą sędziów.

Wypowiedzi większości polityków PiS sugerują, że partia ta stawia znak równości między narodowcami i praktycznie całą opozycją. Gdyby PiSowi udało się narzucić taką „symetryczną” narrację, to można by to wszystko spiąć klamrą „ekstrema” i głosić hasła „tylko my was możemy przed tym obronić”. Jeżeli komuś się wydaje, że konfabuluję, to pozwolę sobie oddać głos Prezydentowi RP (wywiad, rzecz jasna, w rządowym medium):

„Ktoś być może chce, by Polacy zobaczyli bijatykę na Krakowskim Przedmieściu, by obraz pięknego comiesięcznego upamiętnienia katastrofy smoleńskiej został wypaczony (…) to wielka prowokacja nakierowana na jakiś cel polityczny". "Być może wywołanie zamieszek, podczas których dojdzie do ostrych starć. Tego nie wiem, ale obserwując dynamikę tych działań, nie mogę tego wykluczyć” Prezydent pytany, czy na bazie tych wydarzeń możliwa jest "kolejna próba doprowadzenia w Polsce do przewrotu", odparł, że "być może tak właśnie jest".

Widać wyraźnie, że, absurdalna „puczowa” narracja nie była dziełem przypadku i że PiS nie zamierza z niej zrezygnować. Nie należy również zapominać o tym, że ilekroć dochodzi do „spięć” na linii narodowcy vs opozycja, narracja PiSu sprowadza się do tego, że „wina leży po obu stronach” (vide wypowiedź pani niedorzecznik „rozumiem ich”). Kronikarski obowiązek każe mi wspomnieć o tym, że części antyPiSu faktycznie trochę odpierdala i momentami zdarza im się rzucanie haseł w rodzaju „na co jeszcze czekamy?”, „trzeba wyjść na ulicę”, „nie możemy bezczynnie siedzieć i patrzeć, jak niszczą nam kraj” etc etc. Autorzy tych wypowiedzi chyba nie do końca ogarniają, że „jadą Ziemkiewiczem”, który w 2014 bredził o tym, że „zostaje szykować majdan”. No ale zostawmy naszą, jakże wspaniałą i skuteczną opozycję w spokoju (bo po co się mamy dodatkowo wkurwiać) i wróćmy do przedstawicieli skrajnej prawicy.

Nie wiem, jak durnym trzeba być człowiekiem, żeby nie dostrzegać ryzyka, jakie niesie ze sobą przyzwolenie na takie zdarzenia, jak to „flekowanie” w Radomiu. Szczególnie, że te idiotyzmy w rodzaju „rozumiem ich”, albo „tam wszyscy zawinili” wygadują ludzie starsi ode mnie, a więc tacy, którzy bardzo dobrze wiedzą kim byli i czym się zajmowali skinheadzi w latach 90-tych. Ta „wiedza o skinach” jest o tyle istotna, że większość organizacji skrajnie prawicowych w latach 90-tych opierała się głównie na skinheadach. Na moim zadupiu, cała MW składała się ze skinheadów. Ta sama MW współtworzyła potem Ruch Narodowy. Dowiedziałem się o tym, zupełnym przypadkiem przy okazji wyborów Samorządowych 2014, kiedy to na listach RN do Sejmiku Wojewódzkiego wypatrzyłem dobrze mi znanego jegomościa. Jegomość miał zatarty wyrok za pobicie. Sprawa była bardzo typowa dla tego środowiska, jak się „łysym” nudziło to napierdalali ludzi na ulicach i pewnego razu trafili na kogoś, kto zgłosił sprawę na policję (co było pewnego rodzaju novum). Dziwnym więc nie było, że „łyse” środowisko było postrzegane, jak najzwyklejsi w świecie bandyci i większość ludzi się ich bała. Ludzie nie bali się „łysych” dlatego, że Ci, nierzadko, łazili obszyci w swastyki i hajlowali, ale dlatego, że łysym było wszystko jedno kogo napierdalają.

W tym miejscu warto trochę miejsca poświęcić temu, jak do przemocy podchodzili sami „łysi”. Ponieważ przydałyby się informacje „z pierwszej ręki” tedy pozwolę sobie zacytować „łysego” zina o swojsko brzmiącym tytule „White Empire” (nr 2/2003), zachowując oryginalną pisownię:

„„GRUDZIEŃ 1989, WARSZAWA. Po koncercie w HYBRYDACH skin zadźgali nożem punka. SIERPIEŃ 1993, SZCZECIN. Skini zabili miejscowego antyfaszystę. KWIECIEŃ 1994, BOLESŁAWIEC. Zamordowano punka. Jak stwierdziła policja: Gdyby siedział w domu nic by mu się nie stało. PAŹDZIERNIK 1994, WĄGROWIEC. Ciężko pobity zostaje radny tego miasta znany ze swych antyfaszystowskich poglądów i działalności. LISTOPAD 1994, WROCŁAW. Dewastacja cmentarza żydowskiego.”

Ta lista była nieco dłuższa, ale tyle nam wystarczy. Listę spuentowano w sposób następujący: „... czasami jedyny sposób to przemoc..”

(Uwaga natury ogólnej. To jest co prawda fragment tylko jednego zina, ale większość z tych, do których zajrzałem była utrzymana w podobnym tonie. Większości tekstów nie dałoby się zacytować ze względu na to, że w tamtych czasach łysi nie kryli swojej fascynacji Adolfem H.)

Można co prawda zastanawiać się nad tym, czy te „przechwałki” są prawdziwe (tzn, czy naprawdę dochodziło do tych morderstw), ale śmiem twierdzić, że człowiek na tyle głupi, żeby pochwalać morderstwa, nie byłby na tyle sprytny, żeby je „zmyślić”. Szczególnie zaś urzekła mnie puenta w kontekście dewastowania cmentarzy żydowskich. Być może autorowi chodziło o to, że cmentarze zaatakowały jego i jego kolegów (albo miał koszmary z golemem w roli głównej?). Nie można zapomnieć o takim prawicowym tworze,  jakim był (i jest) „Redwatch”. Jeżeli ktoś nie wie o co chodziło, to już tłumaczę. Na pewnej stronie, ktoś umieścił listę osób, które jego zdaniem powinna spotkać jakaś krzywda. Niektóre osoby opisywano bardzo szczegółowo (adres zamieszkania, miejsce pracy, kierunek studiów, godziny odjazdów pociągów, którymi dana osoba jeździła [oraz miejsca docelowe]). Strona powstała jeszcze zanim ludzie zaczęli sami z siebie umieszczać takie informacje w internecie, więc po prostu ktoś za tymi ludźmi łaził przez dłuższy czas i zbierał informacje na ich temat, robiąc to z myślą o tym, żeby ktoś tym ludziom zrobił krzywdę. Z tego wszystkiego płynie wniosek taki, że dla łysych przemoc była tak naturalna, jak oddychanie (albo dla polityka wciskanie kitu wyborcom). 

Czy coś się w organizacjach skrajnie prawicowych zmieniło? Tak, stroje. Łysi już nie są przeważnie łysi, tylko mają te swoje mundurki. Już nie są obwieszeni swastykami i już nie hajlują (publicznie) i zamiast tego mają swoją „falangę”. Jeżeli chodzi o podejście do przemocy, to jest ono dokładnie takie samo, jak wcześniej. Bossowie narodowców doskonale zdają sobie z tego sprawę i dlatego tak dużo miejsca w ich retoryce zajmuje pierdolenie o „wieszaniu zdrajców”, „dniach sznura” i „śmierci dla wrogów ojczyzny”. Poza kwestiami „językowymi” bardzo istotne jest to, że żaden z „bossów” nigdy nie potępił jednoznacznie prawicowego aktu przemocy/wandalizmu.

Osobną kwestią jest to, że praktycznie zawsze w kontekście jakiejś bójki pada sakramentalne „zostaliśmy sprowokowani” Nie inaczej było w przypadku Radomia. Całe zdarzenie Winnicki podsumował „na świeżo” w sposób następujący: „Wygląda na to, że KODowcy sprowokowali wczoraj w Radomiu bójkę i ją przegrali. Stąd lament o przemocy. Gdyby wygrali, ogłosiliby sukces.” Po czym dodał „Niemniej, młodzież narodowa zupełnie niepotrzebnie, głupio dała się sprowokować dając amunicję siłom liberalnym.”

Na szczególną uwagę zasługują dwa fragmenty „sprowokowali bójkę i ją przegrali” oraz „Gdyby wygrali, ogłosiliby sukces”. To się na pierwszy rzut oka wydaje idiotyczne, bo jakiego polityka obchodzi to, kto był zwycięzcą w jakiejś bijatyce? Takiego, który zdaje sobie sprawę z tego, kogo ma w swojej formacji i że tych ludzi trzeba od czasu do czasu skomplementować. Ujmując rzecz nieco inaczej – trzeba swoich ziomów pochwalić za to, że spuścili komuś wpierdol. W teorii Winnicki mógłby ich potępić, ale w praktyce, gdyby którykolwiek z „mózgów” RN odciął się od „ziomów”, to pewnie Ruch Narodowy bardzo szybko przemieniłby się w Narodowy Duet Winnicki&Bosak, bo „ziomy” by się obraziły i poszły sobie do jakiegoś NOPu.

Mamy więc organizacje (w liczbie, niestety, mnogiej), które były, są i będą napędzane głównie przez agresję. Te organizacje non stop testują to, w jaki sposób władze reagują na ich działania, żeby sprawdzić na ile sobie mogą pozwolić. Tu sobie pokrzyczymy, tam coś przyblokujemy (bo nas sprowokowało), a jeszcze gdzie indziej kogoś poturbujemy (bo nas sprowokował). W kontekście powyższego, reagowanie na takie sytuacje na zasadzie „jebło to jebło, na chuj drążyć” albo „no może i coś źle zrobili, ale rozumiem ich”, to skrajny idiotyzm. No chyba, że naszym władzom zależy na tym, żeby łysi poczuli się na tyle pewnie, żeby zaczęli sobie urządzać „reenacting” lat 90-tych,  a potem chwalić się listą swoich „dokonań” i bredzić o tym, że „przemoc to jedyne wyjście”. Nie posądzam naszych władz o aż takie zidiocenie, ale mogę być w błędzie.

Źródła:









Zin „White Empire” nr 2/2003

piątek, 23 czerwca 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #7

Szef MON, Antoni Macierewicz, na Zjeździe Klubów Gazety Polskiej zapowiedział,
że badania dotyczące przyczyn katastrofy smoleńskiej potrwają jeszcze co najmniej rok. Dodał również, że będą one wymagać „czasu i pieniędzy”. Po pierwsze, nie wierzę w to,
że ktoś na spotkaniu fanów Gazety Polskiej użył określenia „katastrofa” zamiast „zamach” i nie został zwyzywany od Ubeków. Po drugie, wydaje mi się, że działalność zespołu Macierewicza to coś w rodzaju „Mody na Sukces”. Od początku było wiadomo, że to bez sensu i nikt nie ma pojęcia kiedy to się skończy, ale twórcy nie odważą się „przestać”, bo boją się tego, że zostaną zamordowani przez wiernych fanów.

Niezłomny Prezydent RP usiłował ostatnio bronić wypowiedzi Premier Beaty Szydło. Chodzi o tę wypowiedź z Auschwitz, która co prawda była „w porządku”, ale PiS ją pieczołowicie wygumkował z rządowych mediów. Prezydent zrobił to w spektakularnym stylu, nadużywając przymiotników (być może w młodości lubił Lovecrafta?) twierdząc, że „nieodpowiedzialna i szokująca” była reakcja Donalda Tuska na wypowiedź Premier RP. Od czasu „Wielkiego, Moralnego, Zwycięstwa w Brukseli” najpopularniejszy wśród PiSowców napój alkoholowy, czyli Wina Tuska, przeżywa swój renesans.

Równie spektakularnie bronił Premier Szydło obecny rzecznik Prezydenta RP, Krzysztof Łapiński. W jego opinii jeżeli Donald Tusk chce krytykować wypowiedzi Premier RP, to niech najpierw zrezygnuje z szefowania RE. Najprawdopodobniej nikt mu nie wytłumaczył, że nawet jeżeli Tusk zrezygnuje, to Saryusz-Wolski nie zostanie automatycznie szefem RE z „listy rezerwowej”.

Premier Beata Szydło postanowiła wypowiedzieć się w sprawie rozmowy ministrów Szyszki i Błaszczaka. Oznajmiła, że „sprawa "córki leśniczego" to wypadek przy pracy, który w ogóle nie powinien się zdarzyć, na pewno będzie to wyjaśniane”. Oczywiście, że to był wypadek przy pracy, bo takie „deale” załatwia się bez kamer. Wyjaśniać zaś najprawdopodobniej będą to, czy na posiedzenia Rządu należy wpuszczać dziennikarzy z kamerami, czy może wystarczą pracownicy TVP.

Jeżeli zaś już jesteśmy przy TVP, to ostatnio promowano w niej prywatną telewizję internetową braci Karnowskich. Nie chodziło, rzecz jasna, o coś tak banalnego jak spot w trakcie bloku reklamowego. Na to pracownicy TVP są za bardzo kreatywni. Po prostu wyemitowano wywiad z Premier Beatą Szydło, który (co za przypadek) przeprowadzano na antenie prywatnej telewizji. Na pytania o „cennik reklam w TVP, ale taki jak dla Karnowskich”, mediaworker Samuel Pereira odpowiadał, że „należy się z nimi zwracać do centrum informacji Telewizji Polskiej”. Jest to o tyle dziwne, że Samuel Pereira doskonale wie ile kosztuje wdzięczność PiSu: wystarczy być  odpowiednio bezstronnym. Poza tym, nie rozumiem czemu ludzie się czepiają TVP za promowanie telewizji internetowej, bo przecież Rząd obiecał inwestowanie i wspieranie nowych technologii.

To, że Premier Beata Szydło zdecydowała się na udzielenie wywiadu tej telewizji, niespecjalnie mnie dziwi. Nie zdziwiło by mnie również, gdyby się pojawiła w „Telezakupach” i reklamowała tam niszczarkę do Konstytucji. Dobra, to był raczej kiepski żart, bo syntezator mowy raczej kiepsko by się sprawdził w „sprzedaży”.

Przez media przewaliła się ostatnio kolejna „łamiąca wiadomość” pozbawiona jakiegokolwiek znaczenia. Chodzi, rzecz jasna, o „konflikt na linii Waszczykowski – Duda”. Nie bardzo mi się chciało zagłębiać w szczegóły tego „konfliktu”, ale jeden Niemiec, uciekający ze swojego kraju przed Poprawnością Polityczną, który akurat przechodził prze Żoliborz, powiedział, że w jednym z domów, ktoś głośno słuchał „Master of Puppets”.

Premier Beata Szydło oznajmiła, że jeżeli chodzi o Syryjczyków, to zastanawia się czy „nie lepiej pomagać im na miejscu”. Moim zdaniem, wypowiedź tę możemy rozumieć na dwa sposoby. Albo chodzi o to, że Trybunał Konstytucyjny uzna, że wojna w Syrii jest niezgodna z Konstytucją, albo Rząd RP zakończy wojnę w Syrii odpowiednią ustawą.

Minister Szyszko oświadczył, że Puszczę Białowieską wpisano na listę UNESCO bezprawnie (zawiadomił nawet prokuraturę). Następnym razem okaże się, że Puszcza Białowieska nie została poprawnie zlustrowana po 89 i może mieć komunistyczne korzenie. Nie mam pojęcia czemu Szyszko tak bardzo nienawidzi drzew, ale coś mi się wydaje, że musiał mieć jakąś rodzinę w Isengardzie i teraz się mści.

Portal Niezależna.pl, którego nazwa jest najkrótszym dowcipem o mediach, zachwalał ostatnio bohatera „Wywiadu z chuliganem”, który „włamał się do do ponad stu radiowozów”. Ów chuligan bardzo dokładnie pamiętał te włamy „To była adrenalina. Byliśmy młodzi, szybcy, w 20 sekund byliśmy stanie włamać się do radiowozu”. Tytułowym chuliganem był Stanisław Pięta i chyba nikogo nie dziwi to, że człowiek, który chwali się takimi a nie innymi osiągnięciami jest dziś posłem partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”.

Portal „Do Rzeczy” pozazdrościł popularności „Chwili dla Ciebie” i opublikował następującą historię: „ Prezydencki żart. Andrzej Duda przedstawił się w wywiadzie ze sobą samym (…) Sytuacja rozbawiła prowadzących wywiad dla Telewizji Republika – Katarzynę Gójską-Hejke i Tomasza Sakiewicza. Najgłośniej i najdłużej śmiał się sam prezydent.” Z drugiej zaś strony, nie ma się czemu dziwić Prezydentowi. Przedstawił się sam, bo nie miał pewności, czy prowadzący wywiad nie przedstawią go jako „Prezydenta Adriana Dudę”.

Źródła:














sobota, 17 czerwca 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #6

Media wygrzebały informację o tym, że „Maria Pereira, żona dziennikarza TVP zostanie rzecznikiem Trybunału Konstytucyjnego”. Po pierwsze, nie chodzi o żadnego dziennikarza, tylko o Samuela Pereirę. Po drugie, jeżeli okaże się, że to prawda, to pani Maria wreszcie będzie jakoś w miarę normalnie zarabiać. Do tej pory bowiem pracowała w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i, jak to napisała Marzena Paczuska, pracowała tam „za psie pieniądze”. Kto jak kto, ale szefowa rządowego programu informacyjnego raczej by nas nie okłamała. Po trzecie, Samuel po raz kolejny przekonał się o tym, że warto być bezstronnym mediaworkerem. Jeżeli ktoś po przeczytaniu „Prezesa Rady Ministrów”, chciałby to poprawić na „Prezes Rady Ministrów”, bo bo przecież Premierem jest Beata Szydło, to takiej osobie mam do powiedzenia tylko tyle, że Beata Szydło może sobie być Premierem, ale Prezes jest tylko jeden.

Polska policja odniosła ostatnio dwa sukcesy, o których mogliście nawet nie słyszeć. Policjantom udało się odzyskać jeden z dwóch granatów hukowych, które wypadły antyterrorystom ze śmigłowca. Drugi sukces był znacznie bardziej spektakularny. Policjanci odzyskali plecak (z pistoletem w środku), który ich kolega zgubił w tramwaju.

10 czerwca odbyła się 86 Miesięcznica Smoleńska. Jeżeli po przeczytaniu fragmentu „86 miesięcznica” potrzebujecie jeszcze jakiejś zabawnej puenty, to chyba nie jestem w stanie Wam pomóc. 

Jeżeli zaś już jesteśmy przy miesięcznicach, to wiadome środowiska nadal obstają przy tym, że „cykliczne spotkania” są „aktem religijnym”. Niebawem okaże się, że jest nim również noszenie koszulki z napisem „tylko Bóg ma prawo mnie sądzić”. Jeśli kogoś bardzo interesuje to, które to są te „wiadome środowiska”, to proszę Was, przecież to oczywista oczywistość.

Rządowe media dorwały się do kolejnych taśm. Tym razem jednym z nagranych był ks. Sowa. To, że reprezentant kościelnego korpo rozmawiał z poprzednią władzą najbardziej oburza tych, którym nie przeszkadza fakt, że głównym kadrowym w PZU jest od jakiegoś czasu 72-letni Tadeusz z Torunia. 

Krzysztof Bosak stwierdził, że „postęp społeczny wymaga powrotu monarchii”. Pan Krzysztof najprawdopodobniej nie zauważył, że monarchia już wróciła, albowiem w zeszłym roku Jezus został Królem Polski. Aczkolwiek może po prostu chodzi o to, że członkowi Ruchu Narodowego przeszkadza narodowość obecnego Króla Polski.

Marek Suski powiedział, że Małgorzata Sadurska nadaje się na stołek w PZU dlatego, że zna program PiS. To, jakże kreatywne, tłumaczenie podsunęło mi pewien pomysł. Kolejna rekrutacja na tego rodzaju stołek powinna przypominać konkurs recytatorski, który byłby relacjonowany na żywo przez telewizję rządową. Rzecz jasna, zamiast wierszy, kandydaci recytowaliby z pamięci program Prawa i Sprawiedliwości. Po takiej rekrutacji nikt by już nie dopytywał o kwalifikacje kandydatów.

Kolejny obrońca Sadurskiej, Andrzej Dera, postawił na szczerość. „Ktoś, kto jest u władzy, zatrudnia sobie osoby do wypełniania określonych funkcji w spółkach Skarbu Państwa, i tak było, jest i będzie.” Teraz już wiem, czemu nie mogłem usłyszeć „wycia odrywanych od koryta”. Najprawdopodobniej zagłuszył je chóralny kwik nowych elit politycznych, które się do tychże koryt dorwały.

Najbardziej rozpoznawalny rządowy antykomunista, Stanisław Piotrowicz, oświadczył, że był „wrogo nastawiony do PRL”. Zacznę od tego, że dziwi mnie fakt, że Piotrowicz nie został jeszcze ambasadorem marki „Red is bad”. Poza tym, teraz jest najprawdopodobniej wrogo nastawiony do PiS, więc na miejscu Jarosława Kaczyńskiego miałbym się na baczności.

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, niebawem odwiedzi Polskę. Jeszcze nie wiadomo, czy spotka się on jedynie z polskimi władzami, czy też znajdzie trochę czasu dla Premier Szydło i Prezydenta Dudy.

Prezydent RP był gościem na zjeździe Klubów Gazety Polskiej. W trakcie przemówienia stwierdził, że „obecna konstytucja to symbol okresu przejściowego”. Moim zdaniem, symbolem okresu przejściowego są rządy „szeregowego posła z Żoliborza”. Takim symbolem jest również fakt, że po dwóch latach prezydentury, spora część Polaków myśli, że Prezydent RP ma na imię Adrian.

Źródła:

http://www.rp.pl/Polityka/170609145-Maria-Pereira-zona-dziennikarza-TVP-rzecznikiem-Trybunalu-Konstytucyjnego-Jest-komentarz.html


https://twitter.com/MarzenaPaczuska/status/777432486787817472









środa, 14 czerwca 2017

Moderatorzy strachu, siewcy histerii

Zazwyczaj staram się unikać „udramatyzowanych” tytułów notek, bo, po pierwsze, nie przepadam za napuszonym słownictwem, a po drugie nie lubię clickbaitów. Jednakże w tym konkretnym przypadku „nie da się inaczej”. Prawda jest taka, że każda władza się w tytułową moderację bawi, bo straszonym społeczeństwem łatwiej zarządzać. Choćby dlatego, że jeżeli się to społeczeństwo poważnie nastraszy, to potem można ten strach wykorzystywać. Niech ktoś sobie wyobrazi, jak potoczyłyby się losy ustawy inwigilacyjnej, gdyby PiS-owi nie udało się jej podeprzeć strachem przed terrorem islamistycznym. Skończyłoby się to pewnie równie spektakularnie, co platformerski fuckup z ACTA. Takie straszenie jest poza tym o tyle wygodne, że spanikowanemu społeczeństwu można wciskać kit pt: „tylko my jesteśmy was w stanie obronić przed takim a takim zagrożeniem”.

Idą brunatni, idą brunatni

PiS nie jest w tej dziedzinie prekursorem, ale stosowane przez tę partię (i podlegające jej media) metody pozostawiają daleko w tyle to, co wcześniej robiła Platforma Obywatelska. Jednakowoż, warto w tym miejscu przypomnieć dokonania PO w tej materii. W 2011r. Donald Tusk zaangażował się w walkę ze stadionowymi bandytami i poparł zamknięcie stadionów Legii i Lecha. Ponieważ PiS zawsze był w opozycji do Tuska, toteż politycy tej formacji postanowili popełnić samobójstwo wyborcze i stanęli po stronie kiboli. Był to ruch wybitnie idiotyczny, bo Tusk rzadko kiedy robił coś bez uprzedniego upewnienia się, że jego decyzja jest zgodna z „wolą suwerena”. W przypadku kiboli nie trzeba było jakoś specjalnie ludzi straszyć, bo większość z Polaków ma dość jednoznaczną opinię na ich temat. Na szczęście działania osób „pełniących obowiązki dziennikarzy”, których można nazwać „kibolskimi spindoktorami” nie dają pozytywnych efektów, bo ludzie się po prostu boją bandytów. Tym samym w momencie, w którym PiS się ujął za kibolami, ludzie się troszkę przestraszyli tego, że jeżeli PiS wygra, to kibole będą mogli liczyć na „wsparcie” odgórne.

Wmanewrowanie PiS-u w popieranie kiboli dało bardzo dobry „efekt” wyborczy. Tym niemniej, ktoś w PO uznał, że nie da się przez 4 lata grzać w kółko jednego tematu i trzeba znaleźć sobie coś innego. I w tym momencie z pomocą przyszli PO narodowcy, którzy uznali, że skoro już organizują swoje spędy, to „potrafią w politykę” i utworzyli Ruch Narodowy.  Ponieważ narodowcy prezentują taki a nie inny poziom, toteż przed „oficjalnym” utworzeniem RN zaczęli pierdolić o „dniu sznura”/etc. Nietrudno więc zrozumieć ludzi, którzy się na serio przestraszyli. Szczególnie, jeżeli uwzględnimy to, że w 2011r. skrajny prawicowiec, Anders Breivik, dokonał zamachu terrorystycznego, w którym zginęło 77 osób a 319 zostało rannych. W 2012 roku dwie „frakcje” podgrzewały atmosferę w Polsce. Pierwsza frakcja to narodowcy, bo byli są i będą idiotami, którzy nie rozumieją tego, że społeczeństwo nie przepada za jegomościami, którzy chcą wieszać ludzi. Druga frakcja to PO, która umiejętnie używała retoryki zagrożenia.

Nie chciałbym być źle zrozumiany, moim zdaniem wszelkie organizacje „narodowe”, które podnieca rasizm, ksenofobia i neonazistowska symbolika (vide, krzyż celtycki/etc.), powinny zostać zdelegalizowane. Nie mam nic przeciwko patriotom, ale ktoś kto wzywa do palenia ludźmi w piecach nie jest patriotą, jest po prostu zwykłym neonazistą. Tym niemniej, narodowcy nigdy nie stanowili u nas specjalnego zagrożenia. Owszem, mogą spuścić komuś wpierdol na ulicy, tak jak to robili skinheadzi w czasach mojej młodości, ale nigdy nie przejmą władzy w Polsce. Nigdy też nie „obalą systemu”, ani nie dokonają „zamachu stanu”, choć na pewno mają na ten temat mokre sny.

W 2013r. padły pamiętne słowa Sienkiewicza „idziemy po was”, z których absolutnie nic nie wynikło. W tym samym roku uczestniczy Marszu Niepodległości podpalili Tęczę z Placu Zbawiciela (niezdrowo podniecał się tym Bartosz Kownacki). Spłonęła również budka pod ambasadą Rosyjską. I tutaj doszło do lekko absurdalnej sytuacji. Jedna z organizacji narodowców (nie jestem w stanie sprawdzić, która, bo od tamtej pory kilkukrotnie „spadały” im fanpejdże) praktycznie przyznała się do tego podpalenia. Potem zaś, po wypłynięciu taśm z „Sowy i Przyjaciół”, ci sami narodowcy usiłowali klarować, że „budkę podpaliły służby specjalne”. „Przestraszanie” ludzi narodowcami się w pewnym momencie urwało. Być może, gdyby Sienkiewicz „nieco lepiej” przygotował się do „wyprawy po łysych”, sprawa wyglądałaby inaczej, ale to jest tylko i wyłącznie gdybanie. Ktoś może powiedzieć „no ale skąd wiesz, że dla PO „walka z łysymi” to był tylko marketing polityczny?” No choćby stąd, że PO zaczęło rządzić w 2007 roku, a za łysych wzięło się dopiero w 2013r., mimo tego, że przez cały czas stanowili oni mniej więcej takie samo „dresiarskie” zagrożenie. Owszem, Ruch Narodowy powstał w 2012r., ale on się nie wziął z powietrza – stworzyli go ludzie z Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Innymi słowy, gdyby komuś faktycznie zależało na założeniu łysym kagańca, to zrobiono by to dużo wcześniej.

Terror ex machina

Cały problem z polską debatą, odnoszącą się do problemu islamistycznego terroryzmu, polega na tym, że ta debata praktycznie nie istnieje. Została ona bowiem już na samym początku zdominowana przez prawicowe kółko wzajemnej adoracji, które się wzajemnie wspiera i „bashuje” każdego kto usiłuje z tym kółkiem dyskutować. Dowolny idiotyzm, wypowiedziany przez prawicowego tuza, jest traktowany jak prawda objawiona, o ile tylko jest „antymuzułmański”. Ponieważ polska dyplomacja nie istnieje, tedy normą są sytuacje, w których nasze władze potrafią złożyć kondolencje (po zamachu) władzom innego kraju i praktycznie w tym samym momencie „zjebać” przywódców tych krajów zarzucając tymże, że „do zamachu doszło z ich własnej winy”. Warto w tym miejscu przypomnieć wypowiedź Premier Beaty Szydło, która wzywała Europę do „powstania z kolan”. To, że ten bełkot nie spotkał się praktycznie z żadną reakcją Zachodu (chodzi mi, rzecz jasna, o reakcję przywódców) świadczy o tym, że Zachód, w przeciwieństwie do rządu PiS, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, czym jest dyplomacja i do czego służy.

To, że Premier Beata Szydło (i cała masa PiS-owców) swoje złote rady wygłasza tonem nieznoszącym sprzeciwu, sugerowałoby, że islamistyczny terroryzm był od zawsze w „centrum zainteresowania” partii Jarosława Kaczyńskiego. Tyle że to mylne wrażenie, bo PiS się terroryzmem „zainteresował” w 2015r. Wcześniej ten temat dla tej partii nie istniał, choć do zamachów w Europie dochodziło. Przykłady? Rok 2004, zamach bombowy w Madrycie, 192 zabitych, 2050 rannych. Rok 2005, zamach bombowy w Londynie, 56 zabitych (w tym 4 zamachowców) i 784 rannych. Dziwnym trafem, żaden z polityków PiS-u nie rwał się wtedy do pouczania Zachodu. Owszem, w prawicowej retoryce co jakiś czas islamski terroryzm się pojawiał, ale nie był on jakoś specjalnie „upowszechniony”. Osobną kwestią jest to, że część prawicowych tuzów wolałaby pewnie zapomnieć o swoich wypowiedziach z początku 2015 roku, kiedy to islamiści dokonali masakry w redakcji Charlie Hebdo. Mnie szczególnie urzekł wpis Krzysztofa Bosaka „Gdy Francuzi wyjdą z szoku powinni pomyśleć o rezygnacji z "laickości" i skopiowaniu od nas art.196 kodeksu kar. o obrazie uczuć religijnych”. Tak, proszę państwa, receptą Krzysztofa Bosaka na islamistyczny terroryzm było „nie prowokowanie” islamistów. Gdyby ktoś dzisiaj wyskoczył z podobną radą – zostałby momentalnie zlinczowany przez prawicę – wtedy te opinie były dość powszechne. Jeżeli ktoś chce poczytać coś więcej, to podrzucam link do notki na ten temat

Na dobrą sprawę, ciężko znaleźć jakiś „zewnętrzny” czynnik, pod wpływem którego, PiS zainteresował się tematem uchodźców i tematem terroryzmu. Owszem, w 2015 roku (w maju) KE podjęła decyzję o odciążeniu krajów, które przyjmują uchodźców (czyli o relokacji uchodźców do innych krajów). Tyle że rozmowy na ten temat trwały już od jakiegoś czasu a PiS się tym jakoś nieszczególnie interesował. Nawet gdybyśmy uznali, że PiS się „przejął” uchodźcami dopiero w momencie, w którym (trzymajmy się narracji PiSu) „Polska była zagrożona”, to w żaden sposób nie tłumaczy to wcześniejszej bierności Polityków w temacie terroryzmu. Bo ok, Polska wcześniej była bezpieczna, ale przecież można było spokojnie „jebać” Zachód za to, że tamtejsi politycy dopuścili do tego, że w ich krajach dochodziło do zamachów. Można było spokojnie wzywać Zachód do tego, żeby wreszcie wstał z kolan. Śmiem twierdzić, że gdyby w roku 2015 nie było żadnej kampanii wyborczej, to PiS interesowałby się tematem terroryzmu tak samo, jak Prezydent RP zawartością Konstytucji. Ponieważ jednak 2015 był rokiem wyborczym, a PiS usiłował znaleźć sobie jakiś straszak – padło na terroryzm i na uchodźców. Warte wspomnienia jest również to, że PiS w trakcie wyborów prezydenckich przetestował swoją internetową machinę propagandową i testy te wypadły bardzo dobrze. Kiedy więc już zadecydowano o tym, czym będziemy straszeni, partia Jarosława Kaczyńskiego wykorzystała swoją machinę propagandową do rozkręcenia hejtów i straszenia Polaków uchodźcami i terroryzmem.

Zrobiono tak samo, jak robiła to Platforma w przypadku narodowców/kiboli – całkowicie na zimno.   PiS-owscy spindoktorzy nie musieli się zastanawiać nad tym, czy my się będziemy bać uchodźców – oni to doskonale wiedzieli. W listopadzie 2014r. CBOS przeprowadził badania na temat tego, czego obawiają się Polacy (niestety, nie udało mi się dotrzeć do źródłowego materiału i bazuję na %, które cytowała GW). Z tych badań wynikało między innymi to, że „Niemal jedna czwarta (24 proc.) obawia się masowej imigracji do Polski uchodźców z terenów ogarniętych konfliktami.”. Nie obawialiśmy się uchodźców jako takich, ale tego, że to będzie migracja na skalę masową. W związku z powyższym nie było takiej możliwości, żebyśmy się obawiali kilku tysięcy uchodźców (w tym miejscu przypomnę, że PiS rozkręcił hejty dowiedziawszy się, że Polska przyjmie 2 tysiące uchodźców w przeciągu 2 lat), bo to za cholerę nie jest „skala masowa”. I w tym momencie w całą sprawę zaangażowali się PiS-owscy spindoktorzy, którzy (przy pomocy usłużnych Osób Pełniących Obowiązki Dziennikarzy) zalali internet swoimi narracjami:

- Teraz przyjmiemy kilka tysięcy, ale potem każą nam przyjąć więcej!
- Każda z tych kilku tysięcy osób ma swoją rodzinę i będziemy musieli te rodziny przyjąć. Rodziny u nich są bardzo duże, więc tak naprawdę, to nie będzie kilka tysięcy a ponad 100.000
- Muzułmanie mają dużo dzieci, więc z tych 100.000 bardzo szybko zrobi się ich ponad milion.
- Popatrzcie na Europę Zachodnią, tam też najpierw było niewielu muzułmanów, a teraz są ich miliony.
- Nie możemy przyjąć nawet samych dzieci, bo to jest islam i tam nikt tych dzieci samych nie puści i będzie to oznaczało przyjęcie kilkunastu osób z każdym dzieckiem.

Nie zapominajmy również o tym, że praktycznie każdy „graficzny” komentarz odnoszący się do tematu uchodźców był okraszony zdjęciem statku, na którym było od cholery ludzi. Ponieważ baliśmy się „masowej migracji”, przekonano nas do tego, że każda migracja będzie migracją masową. Ujmując rzecz nieco bardziej dosłownie – zostaliśmy ordynarnie zrobieni w chuja. Taktyka PiS-owskich spindotkorów była wręcz zabójczo skuteczna. Kantar Public przeprowadził w kwietniu 2017 badania na temat tego czego obawiają się Polacy. Z tych badań wynikło, że 37% Polaków boi się napływu uchodźców do Polski. Z tym że teraz nie boimy się już „masowej migracji”, po prostu boimy się uchodźców. O tym, że PiS-owi udało się nas przekonać do tego, że praktycznie każdy uchodźca przybędzie do Polski z myślą o urżnięciu nam głowy, wspominać nie trzeba. Bowiem jeżeli chodzi o lęk przed terroryzmem, to w 2014r. obawiało się go 16% Polaków, a w 2017r. już 38%. Nic więc dziwnego, że dla PiS, temat uchodźców i terroryzmu to teraz bardzo poręczna pałka, którą można komuś przypierdolić. Jeżeli ktoś potrzebuje jakichś dowodów, to odsyłam go do zapoznania się z propozycją Prezydenta RP, który chciałby, żeby w Polsce doszło do referendum, w którym Polacy zadecydują o tym, czy chcą przyjmować uchodźców. Zupełnym przypadkiem, Prezydent chce, żeby referendum to odbyło się w tym samym dniu co Wybory Parlamentarne 2019.

Europo, powstań z kolan!


Od jakiegoś czasu polskie władze praktycznie bez przerwy udzielają „złotych rad” Europie Zachodniej. Nie można również zapominać o okazjonalnych połajankach i kondolencjach składanych na zasadzie „no trochę lipa, że pozabijali wam tych ludzi, ale to wasza wina, kretyni”. Rzecz jasna, wszystkie te wiekopomne myśli wygłaszane są tonem nieznoszącym sprzeciwu, który sugeruje, że receptę na to, jak sobie poradzić z islamem, mają tylko i wyłącznie polskie władze. Tylko że jeżeli się przyjrzymy retoryce polskich władz, zobaczymy ciekawą prawidłowość. Krytyka działań Zachodu w wykonaniu polskich władz jest momentami bardzo drobiazgowa (i, jak się za moment przekonacie, jest dowodem na totalną ignorancję naszych władz). Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w momencie, w którym nasze władze „udzielają rad”, tutaj mamy do czynienia z czymś co można nazwać „wyższym stopniem ogólności”. Polskie władze wzywają do „zdecydowanych działań”, lub stwierdzają, że Europa potrzebuje „zdecydowanej i twardej postawy”. Konkretów brak. Tymi „konkretami” zajmują się w imieniu polskich władz ludzie zapraszani do rządowych mediów (acz, niestety, nie tylko rządowych). Wydaje mi się, że zasadnym byłoby stworzenie specjalnego programu dla tych „specjalistów” o swojsko brzmiącym tytule „taniec z kretynami”, względnie „masz talent do pierdolenia głupot”.

W retoryce polskich władz główni winowajcy to duet poprawność polityczna i multikulturalizm. Poprawność polityczna jest „winna” dlatego, że zdaniem polskich władz, zachodni liderzy powinni „zbiorowo” obciążyć odpowiedzialnością za zamachy terrorystyczne wszystkich muzułmanów, a tego nie robią. Wisienką na torcie było to, co kiedyś powiedział minister Błaszczak. Otóż okazało się, że Polak, który został zamordowany w Harlow, zginął przez (a jakże) poprawność polityczną. Błaszczak tłumaczył to tak, że Anglicy są wkurzeni na muzułmanów, ale poprawność polityczna im nie pozwala odreagować na tychże, więc atakują Polaków. No ale wróćmy do braku „odpowiedzialności zbiorowej”. Temat ten jest coraz bardziej grzany. Mediaworker rządowych mediów, Samuel Pereira, napisał ostatnio „Kochani, pokojowi muzułmanie. Skoro jest Was tylu, to dlaczego wciąż nie zorganizowaliście w Europie marszu potępienia dla terrorystów?” Oczywiście prawicowe drony zapewniły temu tweetowi gigantyczny zasięg. Tutaj krótki wtręt – społeczności muzułmańskie potępiają zamachy, ale informacje na ten temat nie docierają do zbyt wielu ludzi, więc rządowi mediaworkerzy nie muszą się przejmować tym, że ktoś ich nakryje na ściemie. Poza tym, taki mediaworker zawsze może napisać, że jemu chodziło o „masowy marsz”, a nie jakieś tam „małe eventy”. Wydaje mi się, że dowolnie duży protest uliczny zostałby przez rządowych mediaworkerów skwitowany „no może i jest ich tam sporo, ale wszyscy nie przyszli”. I nie, to nie jest przesada. Tym ludziom nie zależy na rzetelnym informowaniu nas o czymkolwiek, a jedynie na tym, żeby PiS-owskie „strachy” nadal działały. Wróćmy do naszego odbiorcy, do którego docierają wypowiedzi podobne do Pereirowych. Taki odbiorca zada sobie pytanie: „dlaczego muzułmanie nie organizują marszów?” i od razu sobie na nie odpowie: – „pewnie dlatego, że nie są pokojowo nastawieni”.

Ciekaw jestem, jak zareagowałby mediaworker Samuel Pereira, gdyby ktoś mu zasugerował, że ponieważ polska prawica nie zorganizowała marszu potępienia Breivika,  można uznać, że cała prawica (w tym, Samuel Pereira) czyn Breivika pochwala. Możemy też tę kwestię odpowiedzialności zbiorowej rozpatrzyć odchodząc od terroryzmu. Ciekaw jestem jaka byłaby reakcja umiarkowanych katolików (tzn. normalsów) na wypowiedź „Kochani, normalsi katoliccy, skoro jest was tylu, to dlaczego wciąż nie zorganizowaliście w Polsce marszu potępienia dla chrześcijańskiego fanatyzmu?” i od razu dodać „pewnie dlatego, że wszyscy jesteście tacy sami, jak Terlikowski, Chazan, Tekieli, Kaja Godek i wielu innych”. Tak swoją drogą, skrajna prawica (spod znaku krzyża) opanowała do perfekcji „obronę” w sytuacji, w której sprawcą jakiegoś czynu (mordu, aktu terroru, gwałtu etc.) jest chrześcijanin. Jak wygląda ta obrona? W bardzo prosty sposób: „ponieważ te czyny są zakazane przez naszą religię, toteż ktoś kto ich dokonuje nie może być uznawany za chrześcijanina, tym samym nie można powiedzieć, że wyznawana przezeń religia była przyczyną tego, co ów człowiek zrobił”. Genialne.

To, że Zachód nie używa względem muzułmanów retoryki, którą stosują polskie władze i media rządowe, nie świadczy o tym, że mają „kaganiec poprawności politycznej”, ale o tym, że nie są idiotami. Wyobraźmy sobie, że władze Francji robią to samo, co polskie władze. Tzn. w mediach pojawiają się non stop materiały, które odpowiedzialnością za zamachy obciążają całą społeczność muzułmańską, a nie tylko pojebanych fanatyków. Wyobraźmy sobie, że np. francuskie media budują jedną, spójną narrację „wszyscy muzułmanie są wrogo nastawienie do niemuzułmanów, musimy mieć się na baczności, bo oni są groźni” i jako wisienkę na torcie dodają, że „każdy muzułmanin to potencjalny terrorysta”. Dodajmy do tego jeszcze to, co robią nasze władze – czyli mizianie się ze skrajną prawicą i nacjonalistami. I teraz zastanówmy się, jaki efekt wywołałyby takie działania w kraju, w którym muzułmanów jest ponad 5 milionów. Moim zdaniem skończyłoby się to olbrzymią liczbą morderstw na tle rasowym/religijnym i pogromami. Można mieć również pewność co do tego, że ta przemoc rozlałaby się po całej Europie.

Teraz zajmijmy się drugim „winowajcą”, czyli multikulturalizmem, który w opinii polskich władz jest jedną z przyczyn, dla których dochodzi o zamachów terrorystycznych. Gdybym chciał się tutaj rozpisać i wytłumaczyć czym jest multikulturalizm i dlaczego polskie władze nie bardzo rozumieją to pojęcie – ta notka byłaby pewnie ze dwa razy dłuższa, więc sobie to daruję. Dość powiedzieć, że w myśl retoryki naszych władz – niemożliwa jest pokojowa koegzystencja przedstawicieli różnych kultur. W domyśle zaś chodzi o to, że muzułmanie „nie potrafią się dostosować” do „europejskiego kręgu kulturowego”. Śmiem twierdzić, że Europejczycy, których „krąg kulturowy” wyprodukował między innymi dwie wojny światowe, nazizm, faszyzm, stalinizm, gułagi i holocaust – raczej nie powinni odczuwać specjalnej „wyższości kulturowej” względem przedstawicieli innych „kręgów kulturowych”. Ale to tylko taka moja dygresja. Wróćmy do meritum. Paradoksalnie, najzacieklejszymi obrońcami europejskiego kręgu kulturowego są zwolennicy tzw „europy ojczyzn” i przeciwnicy dalszej integracji w ramach UE. Innymi słowy, są to ludzie, którzy mają w dupie ten europejski krąg kulturowy. Abstrahując od tego, że większość z nich bredzi o tym, że Polska powinna chrystianizować zlaicyzowaną Europę.

Skrajnie idiotyczna jest retoryka, w myśl której nikt (prócz polityków Prawa i Sprawiedliwości) nie dostrzega problemu skrajnych środowisk, które nie chcą się integrować i które uważają, że wyznawana przez nich religia stoi ponad prawem. Tę retorykę można „zaorać” dwoma słowami: konwencja antyprzemocowa. Gdyby rację miały wszelkiej maści Błaszczaki, to konwencja by nie powstała. I teraz docieramy do bardzo ciekawego paradoksu. Największy ból dupy na punkcie konwencji mieli polscy fanatycy religijni. Przyznam, że nie robiłem w tej sprawie researchu specjalnego, ale nie rzuciły mi się w oczy protesty muzułmańskie przeciwko podpisywaniu tej konwencji. W tym miejscu warto zaznaczyć, że nie kto inny, jak Prezydent RP, nie zgadza się z tym, żeby religia nie mogła być traktowana jako usprawiedliwienie dla przemocy. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć wypowiedź Pereiry, z której wynikało, że brak masowych protestów muzułmanów przeciwko terroryzmowi, to przejaw poparcia dla terroryzmu. W myśl tej samej retoryki – zwalczanie konwencji, która jest skierowana przeciwko radykalnemu islamowi, jest niczym innym, jak sprzyjaniem radykalnemu islamowi, czyli „islamizacji”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że konwencję zaczęto podpisywać w 2011r. Nietrudno więc zgadnąć, że powstała ona wcześniej. Z czego z kolei płynie wniosek, że potrzebę powstania konwencji dostrzeżono pierdylion lat przed tym, jak PiS uznał, że warto by było zacząć straszyć Polaków uchodźcami, czyli, w myśl partyjnej retoryki, „dostrzegł zagrożenie, jakim jest radykalny islam”. Ponadto, czy sprzeciwianie się tej konwencji nie jest aby dowodem na to, że pewne środowiska nie są w stanie dostosować się do europejskiego kręgu kulturowego? I czy nie jest przypadkiem tak, że te środowiska nie chcą się dostosować ze względu na wyznawaną przez siebie religię?

Polsko, skończ pier****ć

To, że PiS będzie się starał grzać temat terroryzmu i straszyć Polaków uchodźcami tak długo, jak będzie to możliwe, jest pewne. Propozycja referendum, które (wiem, że się powtarzam, ale muszę) zupełnym przypadkiem ma się odbyć w tym samym dniu, co wybory parlamentarne, dobitnie o tym świadczy. Jedyną niewiadomą jest to, jak długo będziemy się dawali zastraszać i jak długo będziemy wierzyć w PiS-owską narrację „Europa sobie zupełnie nie radzi”. Nasze władze mogą  sobie, za przeproszeniem, pierdolić o tym, że Zachód jedynie maluje kwiatki na jezdniach, ale jest to jedynie dowód na to, że albo żyją we własnym świecie, albo kłamią. Reakcja brytyjskich służb mundurowych w trakcie ostatniego zamachu w Londynie była błyskawiczna. Dotarcie na miejsce zdarzenia, namierzenie terrorystów i zastrzelenie ich, zajęło tamtejszym policjantom 8 (słownie - osiem) minut. Bardzo możliwe, że polskie władze o tym nie wiedziały, bo były za bardzo zajęte rysowaniem kredkami (względnie podpisywaniem czegoś, albo siedzeniem w poczekalni na Nowogrodzkiej). Jeżeli zabłąkał się tu jakiś prawicowiec, to (o ile wytrzymał do tego momentu) zapewne zakrzyknie „ha! Lewaku! Może i szybko zareagowali, ale do zamachu doszło!”. Owszem, doszło. I raczej nie będzie to ostatni zamach terrorystyczny w Europie. Z tego rodzaju zagrożeniem nie da się uporać w ciągu kilku miesięcy, nawet jeżeli minister Błaszczak uważa, że on by sobie z tym poradził. Prezydentowi zdarza się to bardzo rzadko, ale jednak czasem udaje mu się powiedzieć coś sensownego (choć przeważnie trzeba tego sensu długo szukać). W tweecie, w którym napisał o potrzebie „zdecydowanej i twardej postawy”, wspomniał również o tym, że Europa potrzebuje solidarności. I to jest ta bardzo mądra rzecz. Szkoda tylko, że polskie władze zupełnie się tą „potrzebą solidarności” nie przejmują. Europa Zachodnia prędzej czy później sobie poradzi z islamistami (poziom wkurwienia jest tam na tyle wysoki, że raczej prędzej). Kiedy sobie już z tym problemem poradzi, będzie miała chwilę czasu na ocenę tego, kto zachowywał się „solidarnie”, a kto pierdolił głupoty na potrzeby polityki wewnętrznej.

W związku z powyższym mam taki skromny, blogerski apel do polskich władz. Jeżeli nie chcecie jakoś specjalnie pomagać Zachodowi (bo wolicie aby stan zagrożenia trwał jak najdłużej), to prosiłbym was o to, żebyście nie przeszkadzali, a swoje kretyńskie uwagi zachowali dla siebie.  Prawda jest bowiem taka, że pewnie niebawem zmienicie miejsce pracy. Zadbajcie o to, żeby nie zostawić po sobie totalnie rozpieprzonej polityki zagranicznej. Skupcie się na tym, żeby ładnie wychodzić na zdjęciach i nie robić błędów w pismach, które kierujecie do Zachodnich przywódców (wiem, że jest to dla Was spory problem, ale wierzę, że sobie z tym poradzicie). Na sam koniec drobna uwaga, jeżeli to wasze mędrkowanie jest wynikiem tego, że macie zbyt wiele energii, to zajmijcie się jakimś twórczym zajęciem, które będzie współgrało z waszą „kondycją intelektualną”, np. rysowaniem kredkami, albo ćwiczeniem podpisu.

Źródła

http://www.tvp.info/4451225/tusk-popiera-zamkniecie-stadionow

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/szef-msw-do-skinheadow-idziemy-po-was,326491.html



https://twitter.com/AndrzejDuda/status/871271498010546176




czwartek, 8 czerwca 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #5

W trakcie dyskusji o miejskim programie in vitro poznańska radna PiS, oddelegowana do hejtowania tej metody, chciała zabłysnąć erudycją i stwierdziła, że jeżeli chodzi o in vitro, to „pierwsza była owieczka Dolly”. Nie powinniśmy jej za to krytykować, bo to nie jej wina, że klonowanie pomyliło się jej z in vitro. Lista rzeczy, których Kościół zabrania jest tak długa, że łatwo się w tym pogubić. Nawiasem mówiąc, byłem trochę rozczarowany. Liczyłem na to, że radna pójdzie za ciosem i zacznie opowiadać o tym, że naukowcy, którzy sklonowali owcę Dolly, powinni odpowiedzieć za obrazę uczuć religijnych, bo Baranek Boży.

Polska została niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. W związku z powyższym, Krzysztof Szczerski zapowiedział, że na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ zostanie poruszony temat katastrofy smoleńskiej. Odnoszę wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość usilnie stara się zrobić z Polski odpowiednik „Kaszlaka Henry'ego” ze Świata Dysku. Ponieważ nie każdy musi znać tę personę, już tłumaczę, kto zacz. Kaszlak Henry zarabiał na  imprezach/etc. Ludzie, którzy organizowali imprezy/wesela/etc wysyłali mu „antyzaproszenia” i płacili za to, żeby się na nich nie pojawiał. Aczkolwiek może właśnie o to chodzi. Tzn. o zabezpieczenie Polski na wypadek gdyby nam odebrano fundusze unijne. Nietrudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której ONZ (albo dowolna inna międzynarodowa organizacja) dostaje od polskiego rządu liścik o treści „albo zapłacicie nam tyle i tyle, albo na to spotkanie wyślemy Witolda, który będzie opowiadał o katastrofie smoleńskiej”.

Na szkoleniach w MSZ dla przedstawicieli samorządów, którzy odpowiadają za kontakty z szeroko pojętą „zagranicą”, uczestnikom wręczano materiały, które zdaniem MSZ mogą się im przydać. Wśród tych materiałów była również książeczka „Ambasador Polskości”, wydrukowana przed Światowymi Dniami Młodzieży. Książeczki te otrzymywały rodziny goszczące pielgrzymów, którzy przybyli do Polski na ŚDM. Po pierwsze, nikogo nie powinno dziwić to, że zdaniem MSZ nastoletni pielgrzym, przybywający na ŚDM, nie różni się niczym od potencjalnego inwestora, który kontaktuje się z polskimi samorządami. Po drugie, nie ma się co wyzłośliwiać, bo pewnie wydrukowano tych książeczek o kilka milionów egzemplarzy za dużo i coś trzeba z nimi zrobić. Po trzecie, mogło być znacznie gorzej, bo mogli tym urzędnikom rozdać film „Smoleńsk” na DVD i zachęcać do rozdawania tych płyt zagranicznym gościom (względnie, do wysyłania ich zagranicznym swoim kontaktom). 

Grupka narodowców usiłowała zatrzymać Marsz Równości, który w ostatnią niedzielę przeszedł ulicami Warszawy. Do zdarzenia odniósł się rzecznik Młodzieży Wszechpolskiej, który pochwalił swoich kolegów za to, że rozciągnęli w poprzek ulicy 70-kilogramowy łańcuch. Nie bardzo wiem czemu miała służyć ta „kontrdemonstracja”, ale nie zdziwiłbym się, gdyby jej uczestnicy krzyczeli „narodowiec i łańcuch – prawdziwa rodzina!”.

W ostatnim tygodniu sporo się mówiło o tym, że szefowa Kancelarii Prezydenta, Małgorzata Sadurska, ma zrezygnować z dotychczasowej fuchy i przejść do PZU. Ponieważ o sprawie zrobiło się bardzo głośno, wypowiedział się na ten temat Rzecznik Rządu, Rafał Bochenek, który powiedział między innymi, że „każdy polityk ma prawo do rozwoju zawodowego”. Aż dziw bierze, że pan rzecznik nie walnął z grubej rury „Prawo i Sprawiedliwość chce, żeby kobiety zarabiały tyle, ile zarabiają mężczyźni, więc o co wam chodzi?” No ale tak po prawdzie, to ile razy można powtarzać „Teraz, Kurwa, My”, żeby ludzie wreszcie przestali pytać o to samo?

Polski rząd obiecywał, że będzie inwestował w nowoczesne technologie i słowa dotrzymuje. Najpopularniejsza gra polecana przez Kościół – „Watykańska Ruletka” - doczeka się niebawem swojej internetowej wersji. Pojawi się ona, wraz z innymi atrakcjami, na portalu, za który Ministerstwo Zdrowia zapłaci 750 tysięcy złotych. Wszystko to w ramach „sprzyjaniu płodności”. Przynajmniej nikt już nie ukrywa, że „Watykańska Ruletka” ma służyć temu, żeby rodziło się jak najwięcej dzieci.

Rzecznik Rządu wypowiedział się w temacie zmian w ustawie o opłatach abonamentowych. Wypowiedź sprowadzała się głównie do tego, że „Każdy z nas ma obowiązek płacić” i że „takie uregulowania są w wielu krajach zachodniej Europy”. Powinniśmy być PiS-owi wdzięczni za to, że obowiązkowe będzie tylko i wyłącznie płacenie abonamentu. Mogło być bowiem znacznie gorzej i obowiązkowe mogło być również oglądanie TVP. Insza inszość to fakt, że Bochenkowi pomyliły się kierunki. To, w jaki sposób ludzie powiązani z rządem „robią telewizję publiczną”, nie przypomina „wielu krajów zachodniej Europy”, ale tereny położone na wschód od nas. 

Wojska Obrony Terytorialnej będą miały własnych kapelanów. Jeżeli zestawimy poziom wyszkolenia WOT z tym, jakie zadania dla nich przewiduje szef MON (np. zwalczanie specnazu), to łatwiej nam będzie zrozumieć „inwestowanie w modlitwy”.

W Sejmie złożono projekt ustawy (póki co w trybie petycji), która ma zapewnić farmaceutom prawo do stosowania „klauzuli sumienia”. Nie wiadomo co z tym projektem zrobi partia rządząca, ale może być bardzo różnie. W związku z powyższym proponowałbym, żeby apteka, w której nie będzie można kupić antykoncepcji, „bo sumienie”, była w odpowiedni sposób oznaczona. Takie oznaczenie ułatwi życie zarówno kobietom, jak i farmaceutom. Nie mogę się jednakże zdecydować, czy lepsze będzie „apteka objęta strefą szariatu”, czy też „strefa no-go dla kobiet”.

Prezydent RP na spotkaniu z kardiologami w Zabrzu oznajmił, że rzucił palenie. Złośliwi twierdzą, że rzucił je dlatego, żeby swoim paleniem nie dawać złego przykładu młodzieży gimnazjalno-licealnej, z którą rozmawia na Twitterze. Jednakże najprawdopodobniej chodziło o to, że bardzo ciężko było wywietrzyć dym z poczekalni na Nowogrodzkiej.

Źródła:




http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,probowali-zablokowac-parade-rownosci-interweniowali-policjanci,233625.html












piątek, 2 czerwca 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #4

Witold (Tommy Wiseau dyplomacji) Waszczykowski udzielił wywiadu „Politico”. W wywiadzie tym powiedział, że jest fanem Star Treka i że byłoby doskonale żyć w takiej federacji (jak serialowa „Zjednoczona Federacja Planet”). Wydaje mi się, że Waszczykowski, ze względu na swoje „dyplomatyczne skille”, pasowałby raczej do Klingonów, choć bardzo być może, że nawet oni uznaliby, że jest on nieco szkodliwy. Insza inszość to fakt, że większość wypowiedzi Waszczykowskiego jest tak absurdalna, że z punktu widzenia odbiorcy, mógłby je wygłaszać po klingońsku (bo i tak nikt nic z tego nie rozumie).

Jarosław Gowin przyrównał rząd Premier Beaty Szydło do grupy komandosów, „która musi działać tak, jakby była zrzucona na obcy teren”. Porównanie to nabierze sensu, jeżeli weźmie się pod rozwagę fakt, że jednym z zadań komandosów jest dywersja. Osobną kwestią jest to, że większość wypowiedzi PBS sugeruje, że została zrzucona na obcy teren i nie umie się w nim odnaleźć.

Mateusz Kijowski w jednym z wywiadów powiedział, że zaostrzenie przepisów dotyczących alimentów, to w opinii wielu osób „lex Kijowski”. Mam nadzieję, że szerzej opisze to w swojej książce, której nie zamierzam czytać.

Minister Gowin stwierdził, że nie boi się tego, że Polsce mogą zostać odebrane fundusze europejskie, bo są one „przereklamowane”. Uznał on najprawdopodobniej, że Polska znajdzie sobie inną Unię Europejską tak szybko, jak on znalazł sobie inną partię.

Innym tuzem, który wypowiadał się w temacie pieniędzy z UE, był Rafał „Król Researchu” Ziemkiewicz, który doszedł do wniosku, że skoro „swoje ucapiliśmy”, to możemy się z UE pożegnać. Jest to o tyle ciekawe, że jeszcze w marcu twierdził, że „pieprzenie o polexicie osłabia Polskę w UE”. Do tej pory myślałem, że Ziemkiewicz nie ma czasu na czytanie czegokolwiek innego (i stąd niechęć do robienia researchu), bo jest zajęty czytaniem samego siebie, ale teraz okazuje się, że nie robi nawet tego. Tak nawiasem mówiąc, Ziemkiewicz powinien wreszcie wystartować w jakichś wyborach z hasłem „idziemy swoje ucapić, a potem się pożegnamy”, zrobiłoby prawdziwą furorę.

Minister Mariusz Błaszczak uznał, że Minister Mariusz Błaszczak powinien zostać odznaczony za służbę na rzecz ochrony przeciwpożarowej. Niestety, minister Mariusz Błaszczak odmówił przyjęcia odznaczenia. Póki co nie wiemy, jak zareagował na to Minister Mariusz Błaszczak, ale najprawdopodobniej uzna, że odmowa przyjęcia odznaczenia była „decyzją polityczną”.

Minister Szyszko stwierdził ostatnio, że Puszczy Białowieskiej zagrażają ekolodzy. Teraz przynajmniej rozumiem skąd decyzja o wycince. Szyszko najprawdopodobniej uznał, że należy wyciąć całą Puszczę Białowieską, żeby ocalić ją przed ekologami.

Magdalena Ogórek zrugała Gazetę Wyborczą za to, że jej redaktor naczelny pił wódkę z Kiszczakiem. I to jest dość ciekawy paradoks. Z wypowiedzi Magdaleny Ogórek wynikałoby bowiem, że w SLD byli sami abstynenci. Jednakowoż, nie bardzo chce mi się wierzyć w to, że ludzie, którzy uznali, że Magdalena Ogórek będzie dobrą kandydatką, byli trzeźwi.

„Duda Pomoc” została brutalnie zaatakowana przez Sąd Najwyższy. SN uznał bowiem, że ułaskawienie Kamińskiego przez Prezydenta RP było bezpodstawne. Nie wiadomo jeszcze, jak się skończy cała sprawa, ale ktoś powinien zadedykować Mariuszowi Kamińskiemu piosenkę „Czarny chleb i czarna kawa”.

Na reakcję Kancelarii Prezydenta nie trzeba było długo czekać. Pracownicy tejże oświadczyli, że trzynastu prawników powiedziało, że Prezydent RP mógł ułaskawić Mariusza Kamińskiego, więc wszystko jest w porządku. Moim zdaniem, takie oświadczenie jest niepełne, bo pod koniec brakowało hashtagów #zaorane i #tylewtemacie. Ponadto wychodzi na to, że jeżeli ktoś nie chce się przejmować decyzjami sądów, to powinien wynająć sobie trzynastu prawników. (Update) Poprzedni akapit napisałem wczoraj. Dzisiaj okazało się, że z tymi trzynastoma prawnikami to tak nie do końca wyszło Kancelarii. A to ktoś twierdzi, że on wcale nie uważa, że decyzja Prezydenta RP była zgodna z prawem, a to ktoś umarł w 1959 roku. Jeżeli ten trend się utrzyma, to niebawem liczba prawników „popierających” decyzję Prezydenta RP będzie liczbą ujemną.  

Kolejnym bezstronnym fachowcem, który wypowiedział się w sprawie Mariusza Kamińskiego był Mariusz Kamiński, który oświadczył, że Sąd Najwyższy rozstrzygając w jego sprawie postawił się ponad prawem. Mocne słowa jak na kogoś, kto dostał od kolegi kartę „wychodzisz wolny z więzienia”.

W trakcie obrad Sejmu Dzieci i Młodzieży jeden z obradujących młodzieńców (którego nazwisko pominę, bo może jeszcze zmądrzeje) stwierdził, że Polacy nie mogą się czuć bezpiecznie, bo nie mają dostępu do broni. Wydaje mi się, że większość Polaków czuje się bezpiecznie wiedząc, że inni Polacy nie mają dostępu do broni. Co się zaś tyczy samego argumentu tegoż młodzieńca, równie dobrze mógł powiedzieć, że „skoro Trump ma dostęp do głowic nuklearnych, to równie dobrze 13-latkowie mogą mieć dostęp do broni palnej”.

Źródła:




(od 11 minuty)




https://twitter.com/ogorekmagda/status/869652550051663873