czwartek, 28 listopada 2013

Taki mały, taki duży może hieną być!

Zdjęcie pochodzi ze strony www.tvn24.pl
O tym, że aby zmierzyć poziom polskiego dziennikarstwa, należałoby go wpierw wykopać (śmiem twierdzić, że potrzebna by była podróż do wnętrza Ziemi), nikogo nie trzeba przekonywać. Owszem, dziennikarzy sensownych też mamy sporo. Tym niemniej, ci niesensowni potrafią „przykryć” wszystkich innych swoją działalnością. Nie mam już kilkunastu lat. Z młodzieńczego idealizmu wyrosłem i zdaję sobie sprawę z tego, iż rzetelność dziennikarska niemalże nie istnieje. Jednak to, jak postępują niektórzy reporterzy, potrafi wpędzić mnie w zadumę. Zadumę nad tym, jak bardzo okrutni i bezmyślni zarazem (to nie jest czczy dramatyzm) potrafią być dziennikarze.

Chodzi mi o materiał z Wiadomości (19:30) z dnia 25 listopada. Zanim przejdę do meritum – uwaga natury ogólnej: w przypadku tego tekstu wyjątkowo nie podaję linku źródłowego. Czemu? Odpowiedź w dalszej części tekstu. Ekipa Wiadomości chciała pokazać to, jak wiele problemów ma policja na warszawskim śródmieściu. W zamierzeniu – pomysł bardzo dobry, wszak nie ma co udawać, że „złe rzeczy się nie dzieją”. Pomysł dobry, ale oglądając ów materiał, odniosłem wrażenie, że dziennikarzowi prowadzącemu zależało jedynie na tym, żeby zszokować widzów. I mu się to udało.

Materiał zaczął się od interwencji policji w jednym z bloków, w którym to młodzieńcy imprezujący na osiemnastce kolegi byli nieco głośni. Sąsiedzi wezwali policję, młodzieńcy zaś przywitali ją uprzejmie: „***dolone psy” i takie tam. Ta część materiału nie budzi zastrzeżeń. No, może nieco żenująco wypadł dziennikarz, który usiłował przeprowadzić wywiad z zapakowanymi do radiowozu młodzieńcami, mającymi (według słów samego dziennikarza) po 2 promile alkoholu we krwi. Ta część materiału była niespecjalnie szokująca i niespecjalnie odkrywcza. Głośne imprezy to problem znany większości mieszkańców bloku. Gwoli wyjaśnienia – w mojej opinii głośną imprezą nie jest sytuacja, w której dwóch ludzi słuchając muzyki z laptopa gra w karty (a do takiej „głośnej imprezy” jeden z sąsiadów mojego kumpla wezwał kiedyś policję).

Kolejna interwencja. Dziennikarz głosem wypranym z jakichkolwiek emocji mówi o tym, że teraz sprawa jest poważniejsza, bo na dworcu doszło do próby gwałtu. W tym momencie zapaliła mi się lampka alarmowa w głowie. Pomyślałem sobie – po cholerę z policjantami jedzie tam dziennikarz? No, bo chyba nie po to, żeby przeprowadzać wywiad z niedoszłą ofiarą gwałtu? Szybko odegnałem tę niedorzeczną myśl, bo uznałem, że przecież nikt nie będzie na tyle bezmyślny. I muszę przyznać, że ciąg dalszy materiału sprawił, że na moment zaniemówiłem. Jak już mi przeszło, pierwszą myślą, która kołatała mi się po głowie było „co to ma ku*wa być?”

W następnym bowiem ujęciu zobaczyłem kobietę (której zamazano jedynie oczy) z krwawym otarciem i potężnym guzem na czole, która rozmawia z policjantem. Zbliżenie na twarz było na tyle duże, że owo otarcie zajmowało większą część ekranu. Kobieta jest najprawdopodobniej w szoku (jej głos raczej nie pozostawia wątpliwości w tej kwestii). Ujęcie się oddala i widać, że obok policjanta, który rozmawia z ofiarą napaści, stoi sobie pan dziennikarz i podtyka im obojgu niemalże pod nosy mikrofon z logiem TVP.

Trochę pretensji można mieć do policjantów za to, że nie poprosili pana dziennikarza o to, żeby sobie na moment poszedł być głupim gdzie indziej. Ponadto odnoszę wrażenie, że obstawa „dziennikarska” jakoś niespecjalnie pasuje mi do rozmów ze zszokowaną kobietą. Aczkolwiek – może było tak, że policmajstry dostały prikaz z góry, że choćby skały srały, mają obchodzić się z dziennikarzem jak z jajkiem – żeby przypadkiem nie nakręcił czegoś, czego nie powinien. Tyle moich pretensji do policji.

Nie wiem natomiast, jakimi ścieżkami chadzają myśli pana dziennikarza, który uznał, że jego (i kamerzysty) obecność jest niezbędna w tym wypadku. Czy pan dziennikarz nie zdawał sobie sprawy z tego, że poturbowanej kobiecie może się nieszczególnie chcieć rozmawiać z policją w jego (ich) obecności? Warto sobie również postawić jedno pytanie: czy od dzisiaj każda ofiara przemocy/gwałtu/etc. musi się liczyć z tym, że jej rozmowy z policją będą nagrywane, a potem puszczane w telewizji w czasie największej oglądalności? To nie jest tylko moje gdybanie – ten materiał widziało kilka milionów ludzi. Kobieta, która obejrzy to, w jaki sposób dziennikarze się zachowują, może się nieco obawiać wezwania policji w podobnej sytuacji. W teorii ofiara na pewno mogłaby im powiedzieć, żeby sobie tę kamerę wsadzili w dupę, tylko że jej stan psychiczny w takiej sytuacji raczej temu (stanowczości) nie sprzyjał. Nawet, jeśli kobieta wyraziła zgodę na nagrywanie (w co wątpię), to i tak dziennikarz przed rozpoczęciem nagrywania powinien się zastanowić nad tym, czy ona na pewno wie co robi.

Zastanawiam się również nad tym, o czym myśleli ludzie, którzy podjęli decyzję, żeby ten materiał wrzucić w Wiadomości. O czym myśleli ludzie, którzy ofiarę mieli tak bardzo w dupie, że nawet nie zadbali o to, żeby była faktycznie anonimowa (mała podpowiedź dla dziennikarzy – zamazana twarz nie wystarczy, bo znajomi bez problemu ją zidentyfikują). Dlatego też nie linkowałem materiału źródłowego (bo im więcej ludzi zobaczy ten materiał, tym większa szansa na to, że ktoś tę kobietę zidentyfikuje) Media jak dotąd specjalizowały się w rozmowach z rodzinami ofiar wypadków, napadów etc. Najlepiej, gdy taka osoba jest zapłakana - to zwiększa oglądalność. Tym niemniej, te wszystkie rozmowy miały miejsce już po interwencji policji. Ja przynajmniej nie widziałem relacji, w której dziennikarz rozmawiałby z kimś zaklinowanym w samochodzie i mówił np. „wie pan, jeśli pana nie wytną szybko z tego auta, być może zapali się paliwo i zginie pan w płomieniach – jak się pan z tym czuje?”


Jak widać wszystko przed nami. Szanownemu Panu Dziennikarzowi i całej jego redakcji życzę tytułu Hieny Roku 2013. W pełni na ten tytuł zasłużył.

Follow up

TVP wydało następujące oświadczenie (wrzucam fragment, który był na Wyborczej, bo na stronie TVP nie mogłem znaleźć):

Głos ofiary został na etapie montażu materiału zmieniony, w sposób uniemożliwiający jego rozpoznanie. Podkreślamy też, że mając świadomość, iż anonimowość kobiety jest sprawą bezwzględnie ważną, zastąpiliśmy zwykłe w telewizji zasłonięcie oczu kobiety elektronicznym zamazaniem całej jej twarzy

Za każdym razem staramy się myśleć o konsekwencjach, jakimi dla bohaterów naszych materiałów może być pokazanie ich historii w 'Wiadomościach' i wszystkich innych programach informacyjnych i reporterskich w Telewizji Polskiej. Rozumiemy, że nasze działania mogą czasem być traktowane jako niewystarczające w tej konkretnej sytuacji. Dlatego wszystkie osoby, które mogły poczuć się urażone fragmentem tego materiału poświęconym interwencji policji na rzecz kobiety zaatakowanej na dworcu Warszawa-Powiśle przez nieznanego sprawcę, przepraszamy.”

Po pierwsze: Bullshit. Skoro twarz tej kobiety była tak doskonale „elektronicznie zamazana”, to dlaczego tak widoczna była jej rana na czole?

Po drugie: Przeprosić TVP powinno nie „osoby, które się poczuły urażone”, a tę kobietę.

Po trzecie: Zero konsekwencji względem dziennikarza, który nie miał choćby na tyle przyzwoitości, żeby odpieprzyć się od ofiary przemocy i nie pchać jej pod twarz mikrofonu.

Reasumując – rzecznik TVP powinien zamiast tego oświadczenia wysłać do wszystkich link do YT z piosenką T-Love pt. „Jest super”. Refren tej piosenki bardzo dobrze oddaje to, jak zachowało się TVP w tej sprawie: „Jest super. Jest super. Więc o co ci chodzi?”



Źródło: 







5 komentarzy:

  1. To są takie typowe przeprosiny, których chyba uczą na jakiś kursach dla rzeczników prasowych: "Nie zrobiliśmy nic złego, ale jeżeli ktoś się nie wiadomo dlaczego mógł poczuć urażony, to go przepraszamy". Tłumacząc na polski: "Przepraszamy was za to, że jesteście głupi". Teraz wydadzą oświadczenie "Przecież przeprosiliśmy wszystkich urażonych tą sytuacja, ale jeżeli ktoś mógł się poczuć urażony formą przeprosin, to go przepraszamy."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem całą notkę poświęcić sztuce przepraszania, ale teraz to już chyba nie trzeba tego robić -bo główne tezy byłyby takie same jak w Twoim komentarzu :D

      Usuń
    2. Piękny komentarz Rafale. Wcześniej w ogóle nie zwracałem na to uwagi ale rzeczywiście tak jest - przeprosiny zawsze wyglądają tak samo i zawsze traktują z góry przepraszane osoby :D.

      Usuń
  2. "Nie twierdzę, że nie robimy błędów, ale próbujemy wyciągać wnioski. Przepraszamy, choć tego nie robią inni - mówi w rozmowie z Tokfm.pl Jacek Rakowiecki, rzecznik TVP. - Też chcielibyśmy być jak BBC. Ale oni mają 200 razy większy budżet - dodaje." http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,15039751,Rakowiecki_dla_TOK_FM__Chcielibysmy_byc_jak_BBC__Ale.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za link - Idealny materiał na kolejny tekst :)

      Usuń