czwartek, 11 stycznia 2018

404 opozycja not found

Wczorajsze głosowanie nad odrzuceniem w pierwszym czytaniu obywatelskiego projektu ustawy „Ratujmy Kobiety” zakończyło się upokorzeniem Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Większość newsów na ten temat można skompilować do zdania: „Projekt przepadł 9 głosami, za skierowaniem go do dalszych prac głosowało prawie 60 posłów PiS, a na sali brakowało 29 posłów PO i 10 posłów N”. Komentarze w internetach są utrzymane w podobnym tonie. Z tą różnicą, że zawierają sporą dawkę wulgaryzmów (bo się ludzie, eufemizując, wkurwili na Platformę i Nowoczesną). Obu tym partiom nie pomógł fakt, że część posłów, którzy nie brali udziału w głosowaniu, była na sali, ale wyciągnęła karty z czytników.

Gdyby sprawa sprowadzała się do jednego spieprzonego głosowania, to nie zawracałbym wam głowy (jeno shejtowałbym obie partie w kolejnym Przeglądzie Hejterskim sugerując, że „they cannot into opozycja”). Ale, jak to powiedział jeden z bohaterów filmu „Smoleńsk”, „to nie jest proste, a nawet wręcz przeciwnie”. Prawda jest bowiem taka, że Platforma i Nowoczesna wczorajszym głosowaniem udowodniły, że jak się człowiek uprze, to da radę wejść dwa razy do tej samej rzeki. Tym samym, nasza opozycja zawstydziła Heraklita, który twierdził, że to niemożliwe.

23 września 2016 w Sejmie odbyło się głosowanie nad tym, czy odrzucić w pierwszym czytaniu obywatelski projekt ustawy „Ratujmy Kobiety”. Pastwiłem się nad tym głosowaniem (link w źródłach podrzucam), ale coby nie trzeba było skakać między tekstami, pozwolę sobie na telegraficzny skrót tego, com tam napisał. PiS zarzekał się (przed głosowaniem), że nie uwalą obywatelskiego projektu w pierwszym czytaniu, jednocześnie zapewniając, że projekt i tak nie ma szans na wejście w życie. W trakcie głosowania PiS zaczął robić jakieś wygibasy, albowiem 176 posłów zagłosowało za odrzuceniem projektu, a 43 przeciwko (w tym kierownictwo). Zwróciło to moją uwagę, bo w poprzednim głosowaniu „światopoglądowym” PiS zachował się zupełnie inaczej. W trakcie głosowania nad skierowaniem do komisji projektu „Świecka szkoła” 229 posłów PiS wstrzymało się od głosu. Projekt poszedł do prac w komisji, a PiS nadal mógł się szczycić tym, że (w przeciwieństwie do PO-PSL) nie uwala obywatelskich projektów w pierwszym czytaniu. Czemu więc w głosowaniu nad „pierwszą edycją” projektu „Ratujmy Kobiety” nie zastosowano sprawdzonej metody? Bo Prawo i Sprawiedliwość usiłowało winę za uwalenie projektu zrzucić na opozycję. Nie przewidziano jednak tego, że część posłów PO i N (odpowiednio 21 i 5) oleje głosowanie, a część zagłosuje za odrzuceniem projektu (13 posłów PO i 2 posłów N). W efekcie czego różnica głosów była zbyt duża, żeby dało się zwalić winę na partie opozycyjne: 230 głosów „za odrzuceniem” vs 173 głosy „przeciwko odrzuceniu”. Mimo tego, część internetowych dronów Prawa i Sprawiedliwości usiłowała klarować, że „przecież kierownictwo PiSu głosowało za projektem, a to, że projekt padł, jest winą lewaków z PO i N” (co zrozumiałe, dronom bardzo szybko „zaktualizowano” przekaz dnia i ta narracja została „wygaszona”). 

Z głosowania nad „pierwszą edycją” projektu „Ratujmy Kobiety” opozycja mogła wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze, trzeba się pilnować w głosowaniach „światopoglądowych”, bo PiS już raz usiłował „rozegrać” opozycję i może spróbować po raz kolejny. Po drugie, próba „rozegrania” opozycji (poprzez kolejne wygibasy w głosowaniu) była o tyle prawdopodobna, że PiSowi już nie zależało na wizerunku partii, która „dba o projekty obywatelskie” (bo wizerunek ów „padł” po tym, jak ujebano pierwszy projekt). Po trzecie, to, że posłowie PiS głosowali za skierowaniem projektu do prac w komisji, rozwiązało ręce „kościelnym wydygańcom”, którzy nie chcieli popierać tego pomysłu, bojąc się, że ksiądz im to z ambony wypomni. Skoro bowiem klęcząca przed Episkopatem wierchuszka PiSu (wraz z częścią posłów) poparła skierowanie projektu do prac w komisji, to nikt prócz Terlikoidów nie hejtowałby za to opozycji.

Wynik wczorajszego głosowania (202 głosy za odrzuceniem vs 194 głosy przeciwko odrzuceniu) w połączeniu z faktem, że 39 posłów PO+N nie wzięło udziału w głosowaniu, pokazał, jak bardzo opozycja miała je w dupie. W przeciwieństwie do opozycji, Prawo i Sprawiedliwość odrobiło lekcje i udoskonaliło „wygibasy”. Za odrzuceniem projektu zagłosowało 166 posłów tej formacji (10 mniej niż poprzednim razem), zaś przeciwko odrzuceniu zagłosowało ich 58 (15 więcej niż poprzednim razem). Liczby te pozmieniano tylko i wyłącznie po to, żeby zmniejszyć różnicę głosów (no chyba, że ktoś chce mnie przekonać do tego, że Krystyna Pawłowicz doznała „lewackiego objawienia” i sama z siebie poparła projekt „Ratujmy Kobiety”).

Gdyby PiSowi ta akcja (uwalenie projektu przy pomocy opozycji) wyszła za pierwszym razem, opozycja miałaby znacznie mniej przejebane. No, bo tak po prawdzie, nie dało się wtedy „wyprognozować” tego, że PiS zamiast wstrzymać się od głosu (tak jak w głosowaniu nad „Świecką szkołą”), zacznie się bawić w „kreatywne głosowanie”. Ponieważ akcja się nie udała, PiS zaliczył wpadkę i wszyscy skupili się na tym, że 176 posłów partii rządzącej, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, zagłosowało za odrzuceniem projektu obywatelskiego w pierwszym czytaniu. Tym razem za odrzuceniem projektu zagłosowało 166 posłów PiS (dla porównania PO + N miały wczoraj 162 posłów), a wina za ten stan rzeczy spadła praktycznie wyłącznie na Platformę Obywatelską i Nowoczesną. Prawda jest taka, że gdyby PiSowi zależało na tym, żeby projekt „Ratujmy Kobiety” przebrnął przez pierwsze czytanie, to posłowie tej partii zagłosowaliby tak, jak w głosowaniu nad antyaborcyjnym projektem zygotarian, kiedy to 231 posłów było przeciwko odrzuceniu. Tym niemniej, w niczym nie umniejsza to winy opozycji, której posłowie nie zastanowili się nad tym, czemu PiS poprzednio bawił się w „kreatywne głosowanie”. I nie, wczorajsza sytuacja to nie była zwykła pomyłka (o czymś takim moglibyśmy mówić, gdyby PiSowski „gambit” wyszedł za pierwszym razem), ale jedno z bardziej spektakularnych upokorzeń politycznych. O tym, że opozycja dała się upokorzyć w sytuacji, w której nie powinna sobie pozwolić nawet na drobne potknięcie,  nawet mi się już, kurwa, nie chce wspominać.

Źródła


Trailer „Smoleńska” (cytowana wypowiedź 01:03):
https://www.youtube.com/watch?v=huveY6NEa2Q

Link do starej notki:

Pierwsze głosowanie nad projektem „Ratujmy Kobiety” (2016):

http://www.sejm.gov.pl/sejm8.nsf/agent.xsp?symbol=glosowania&NrKadencji=8&NrPosiedzenia=26&NrGlosowania=17

Głosowanie nad skierowaniem do komisji projektu „Świecka szkoła”:


Głosowanie nad „drugą edycją” projektu „Ratujmy Kobiety”:

http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/agent.xsp?symbol=glosowania&NrKadencji=8&NrPosiedzenia=55&NrGlosowania=9


Głosowanie nad zygotariańskim projektem:

http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/agent.xsp?symbol=glosowania&NrKadencji=8&NrPosiedzenia=55&NrGlosowania=10

Link do konta Tt jednego z posłów PiS (polecam przescrollowanie wczorajszych Retweetów tego pana):

https://twitter.com/WasikMaciej/status/951242152100749314



2 komentarze:

  1. Ciekawa analiza i całkiem prawdopodobny przebieg wypadków. Mam jednak wątpliwość, w jaki sposób wyliczyli różnicę - skąd mogli wiedzieć, ze braknie tych 9, a nie przestrzelą o kilka głosów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. IMHO chodziło o sytuacje, w której dałoby się dowieść, że opozycja miała "matematyczne szanse" na przepchnięcie projektu.

      PO+N mają w sumie 162 posłów. 58 posłów PiS zagłosowało przeciwko odrzuceniu. Gdyby wszyscy posłowie PO+N zagłosowali przeciwko odrzuceniu – w sumie dałoby to 220 głosów. Nie daje to co prawda pewnej większości (czyli 231), ale PiS wiedział, że

      -Ktoś z KUKIZa zagłosuje przeciwko odrzuceniu (bo w poprzednim głosowaniu kilku posłów głosowało przeciwko
      -Europejscy Demokraci raczej zagłosują przeciwko odrzuceniu w pierwszym czytaniu
      -Na pewno wiedzieli ilu posłów w ogóle nie pojawiło się tego dnia na w Sejmie.

      I jak to wszystko sobie podliczono, to czekano już tylko na fuckup ze strony PO i N. Przez fuck up rozumiem sytuacje, w której liczba „brakujących głosów” byłaby mniejsza niż sumaryczna liczba posłów PO/N, którzy wstrzymali się od głosu/zagłosowali za odrzuceniem/byli nieobecni.

      Warto mieć również na uwadze to, że PiS w tej grze niczym nie ryzykował. Gdyby im się nie udało i gdyby projekt przeszedł dalej, to przecież nikt (prócz Terlikoidów) by się ich o to nie czepiał, bo „głosowaliśmy za tym projektem, bo to projekt obywatelski/etc”.

      Usuń