piątek, 11 lipca 2014

Atak paniki prolajferów

Przeciwnikom prawa do aborcji udało się przez bardzo długi czas narzucać swoją narrację w debacie „aborcyjnej”. Jak wyglądała narracja? Przykładowo, ich zdaniem, kobieta nie powinna mieć prawa do terminacji ciąży, w przypadku stwierdzenia nieodwracalnego uszkodzenia płodu – bo przez to zabija się dzieci z zespołem downa! Rzecz jasna, wszystkie teksty w tym temacie opatrzone były zdjęciami uśmiechniętych dzieci z zespołem downa. Cała ta narracja zawaliła się z hukiem przy okazji sprawy prof. Chazana.

Sumienie i umiejętności prof. Chazana

Profesor Chazan stał się niedawno bohaterem przeciwników prawa wyboru. Nie musiał się specjalnie starać. Wystarczyło, że złamał prawo (prof. Chazan uznał, że jego sumienie jest ważniejsze od obowiązującego w Polsce prawa). „Bohaterstwo” Chazana sławili wszyscy katoliccy celebryci (z redaktorem Terlikowskim na czele). Owi celebryci byli profesorem tak bardzo zachwyceni, że nie zwrócili uwagi na jeden drobny szczegół. Sprawa Chazana kłóci się z ich własną narracją. Tak się bowiem złożyło, że wadą płodu, którą wykryto nie był zespół downa, tylko wada letalna. Tym samym – sławiąc swojego bohatera - przeciwnicy aborcji pokazali to, jak bardzo manipulowali faktami, zasłaniając się zdjęciami uśmiechniętych dzieci.

Warto w tym miejscu przypomnieć kilka wypowiedzi profesora Chazana, które to wypowiedzi zostały momentalnie podchwycone przez przeciwników prawa wyboru. Warto je przytoczyć – bo pokazują to, że profesor Chazan najprawdopodobniej nie potrafi postawić trafnej diagnozy.

Na początku swojego wystąpienia dyrektor Szpitala Świętej Rodziny zdementował medialne informacje, jakoby dziecko pacjentki, której odmówił wykonania aborcji, nie miało czaszki. Mówił, że dziecko kobiety opisywanej przez media może żyć długo, są propozycje operacji i rokowania nie są złe.

Podziękował też dwom innym dyrektorom warszawskich instytucji, którzy podobnie oceniając stan zdrowia dziecka, również odmówili aborcji.

Nie wiem na jakich przesłankach prof. Chazan oparł swoją diagnozę o tym, że „rokowania są dobre”, ale wydaje mi się, że nie miały one nic wspólnego z rzeczywistością. Rzeczywistość wygląda bowiem nieco mniej optymistycznie. Wg diagnozy postawionej przez prof. Dębskiego (już po cesarskim cięciu – urodzenie dziecka siłami natury było niemożliwe ze względu na wrodzone wady) dziecko, które „ocalił” idol przeciwników aborcji, przeżyje maksymalnie 2 miesiące (zdjęcia deformacji, z którymi się urodziło, były tak drastyczne, że media nie odważyły się ich pokazać – co rzecz jasna nie przeszkodziło redaktorowi Terlikowskiemu w napisaniu, że to na pewno piękny człowiek jest). Sam opis jest na tyle drastyczny, że nie będę go przytaczał (jeśli ktoś chce poczytać – linki do artykułów wrzucę w źródłach).

(Update –  dziecko „ocalone” przez prof. Chazana zmarło po 10 dniach od urodzenia. Chciałbym poznać nazwiska tych dwóch dyrektorów, którzy, podobnie jak Chazan, nie potrafili postawić trafnej diagnozy).

I gdzie jest teraz profesor Chazan ze swoimi dobrymi rokowaniami i propozycjami operacji? Gdzie są ci, którzy jego słowa powtarzali i doszukiwali się „manipulacji medialnych”? Zamilkli jakoś.

Rzecz jasna nie wszyscy.

Dążenie do prawdy

Chyba każdy kojarzy obwoźny horror-show, którym epatują od pewnego czasu przeciwnicy prawa wyboru. Chodzi mi, rzecz jasna, o ich wystawy, które „pokazują prawdę o aborcji”. Owe wystawy to wielkie plakaty, na których widnieją pokawałkowane płody. Epatowanie krwią i wnętrznościami obrońcy zygot nazywają „pokazywaniem prawdy o aborcji”. Co za tym idzie, każdy, kto powie cokolwiek złego na temat tejże „wystawy” z miejsca otrzymuje łatkę „mordercy nienarodzonych” względnie, osoby która „nie chce widzieć prawdy o aborcji!”. Reasumując – ów obwoźny horror-show ma służyć pokazywaniu prawdy. W kontekście powyższego, decyzja prof. Dębskiego (o tym, żeby pokazać ludziom zdjęcia ukazujące stopień deformacji dziecka „ocalonego” przez Chazana) powinna spotkać się z ciepłym przyjęciem po stronie przeciwników aborcji. Przecież takie zdjęcia to nic innego jak pokazywanie prawdy o tym, jak wyglądają wrodzone wady letalne. A jak było w rzeczywistości? W rzeczywistości – przeciwnicy aborcji totalnie spanikowali.

Histeria redaktora Terlikowskiego

Człowiekiem, który przestraszył się zdjęć najbardziej był redaktor Terlikowski. Popełnił w tym temacie co najmniej dwa teksty. I jeśli miałbym wskazać coś, co w tych tekstach dominuje, tym czymś byłaby histeria.

Pomysł, by lekarz przynosił do studia telewizyjnego zdjęcia swojego pacjenta (a dziecko urodzone w szpitalu jest pacjentem tej placówki) i pokazywał je w celu przekonania, że pacjent ten powinien być uprzednio zabity jest skandaliczny. I to nie tylko dlatego, że ta metoda odsyła nas do propagandy nazistowskiej(...)”

Obrzydliwa depersonalizacja i dehumanizacja – tak najkrócej ocenić można to, co dzieje się obecnie wokół maleństwa narodzonego w jednym z warszawskim szpitalu.

Ciekawe, czy Ministerstwo Zdrowia wyśle teraz do szpitala na Bielanach komisję, która zbada czy przypadkiem nie naruszono praw dziecka, które tam się narodziło?

Podsumujmy te fragmenty. Zdaniem redaktora T., prof. Dębski złamał prawo – bowiem przyniósł do studia TVN zdjęcia dziecka, które „ocalił” prof. Chazan. Tomasz Terlikowski nie ma wątpliwości co do tego, że takie zachowanie jest nieetyczne i że profesorem Dębskim powinny się zająć odpowiednie instytucje (w tekście wymienia między innymi sąd lekarski). Zdaniem redaktora Terlikowskiego – wykonywanie takich zdjęć i upublicznianie ich, jest łamaniem praw pacjenta.

W tym miejscu należy sobie zadać pytanie. Dlaczego Tomasz Terlikowski z taką samą zajadłością nie domagał się rozliczenia prof. Chazana?

Źródło: onet.pl

Źródło: wp.pl


Tymi zdjęciami niektóre media okraszają artykuły o prof. Chazanie. Przecież to jest „obrzydliwa depersonalizacja i dehumanizacja”, przecież to jest „łamanie praw dziecka”, przecież to jest „upublicznianie zdjęć swoich pacjentów”. Czemu więc redaktor Terlikowski nie protestuje? Bo z dziećmi na zdjęciach wszystko jest w porządku. Bo takie zdjęcia – piękne i estetyczne- nie kłócą się w żaden sposób z narracją budowaną przez przeciwników aborcji. Natomiast zdjęcia obrazujące wrodzone wady letalne – delikatnie rzecz ujmując- nieco się z tą narracją kłócą. I dlatego też (według optyki przeciwników aborcji) profesorowi Chazanowi wolno się lansować przy inkubatorach (i nie jest to łamanie praw pacjenta), natomiast prof. Dębski „złamał prawo”.

Różowe bobaski i ich prawo do życia

W sukurs Terlikowskiemu i Chazanowi przyszła redaktorka Frondy Marta Brzezińska- Waleszczyk.

Prof. Dębski przynosi do TVN24 zdjęcie dziecka, którego nie zabił prof. Chazan. Czy tylko piękne,różowe bobaski mają prawo do życia?


Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że redaktorka Frondy sprowadziła wszystko (zgodnie z doktryną obowiązującą przeciwników prawa do aborcji) do kwestii estetycznych. Tzn dziecko może i nie jest najpiękniejsze, ale ma prawo do życia! Nie, nie ma. Owo prawo do życia odebrały temu dziecku wrodzone wady letalne. Cały problem wad letalnych, prawa do terminacji ciąży – został przez autorkę (za sprawą jednego zdania) sprowadzony do kwestii estetycznych. Innymi słowy – źli „aborterzy” chcą zabić dziecko, bo „brzydko wygląda”. A wszystko przez to, że zdjęcia, które prof. Dębski przyniósł do studia, kłócą się z narracją przeciwników prawa do aborcji. A narrację tę można zobaczyć obserwując fanpejdże/strony antyaborcyjne. Różowe, piękne bobaski, uśmiechnięte dzieci z zespołem downa, albo (w ramach kontrastu) horror-show w postaci pokawałkowanych płodów. Od czasu do czasu zdarzy się wywiad lub filmik opisujący sytuację, w której kobieta zdecydowała się na urodzenie dziecka z wadami letalnymi, etc. – ale tego rodzaju artykuły prawie nigdy nie są opatrzone zdjęciami, które mogłyby źle wpłynąć na czytelnika.

Efektem takiej propagandy są wypowiedzi polityków, którzy domagali się odebrania kobietom prawa do terminacji ciąży w przypadku stwierdzenia nieodwracalnego uszkodzenia płodu (projekt Solidarnej Polski). Zbigniew Ziobro powiedział, że zbyt duży dostęp do aborcji przełoży się na mniej medali na paraolimpiadzie. Z kolei Beata Kempa stwierdziła, że aborcji powinno się zakazać, bo ludzie niepełnosprawni doskonale sobie radzą w życiu i zdobywają medale na paraolimpiadzie (Anna Dryjańska odparła, że płód z bezmózgowiem medalu nie zdobędzie, ale Beata Kempa nie odniosła się nawet do tego argumentu). Chciałbym w tym momencie zapytać Zbigniewa Ziobrę i Beatę Kempę o to, ile (ich zdaniem) medali zdobędzie dziecko „ocalone” przez prof. Chazana?

W przypadku „różowych bobasów” mamy do czynienia z nieco inną argumentacją. Autorka pisze, że ok, może i dziecko nie jest najpiękniejsze (tzn. nie wprost – bo za to by się na nią obraził Terlikowski), ale ma prawo do życia! Tak, jakby decyzja o przeprowadzeniu terminacji ciąży została przez kobietę podjęta dlatego, że dziecko będzie „brzydko wyglądać”. Ta sama argumentacja sprowadziła profesora Dębskiego do roli sadysty, który chciałby zamordować dziecko dlatego, że nie było piękne. I znowuż – zero wzmianki na temat tego, co na zdjęciach, zero wzmianki na temat opisu tego, jak dziecko „ocalone” przez prof. Chazana wygląda. Jakoś mnie to specjalnie nie dziwi. Redaktorzy Frondy wiedzą, że jeszcze nieraz im przyjdzie „bronić życia poczętego” - toteż nie mogą sobie pozwolić nawet na parafrazę słów prof. Dębskiego. Ktoś jeszcze mógłby to sobie zapisać i cytować ich słowa przy okazji kolejnych tekstów (ich autorstwa), które opatrzą zdjęciami różowych, pięknych bobasów, względnie uśmiechniętych dzieci z zespołem downa.

Ten straszny profesor Dębski

Zastanawiam się nad tym, czy „obrońcy zygot” zdają sobie sprawę z tego, że jedynym powodem, dla którego prof. Dębski przyniósł do studia zdjęcia dziecka „ocalonego” przez prof. Chazana – było zachowanie tychże obrońców zygot (i ich retoryka). Przy okazji ostatniego głosowania nad zaostrzeniem prawa aborcyjnego, w jednej z telewizji, toczyła się ciekawa dyskusja. Tzn. była ciekawa o tyle, że zaproszono do niej dwóch lekarzy (zazwyczaj zaprasza się do nich samych polityków, którzy nie bardzo wiedzą o czym mają dyskutować, ale wiedzą jak powinni się wyzywać). Jednym z nich był profesor Dębski, drugim Bolesław Piecha. W trakcie dyskusji prof. Dębski powiedział, że to nie jest tak, że te kobiety (które decydują się na terminację ciąży w przypadku stwierdzenia wad letalnych/etc) nie chciały mieć dziecka- one chciały mieć dziecko, ale nagle okazało się, że wyczekiwany potomek posiada wadę letalną/etc. Słychać było, że profesor, wypowiadając te słowa, zirytował się sugestią, że kobiety dokonują terminacji ciąży, bo po prostu nie chcą mieć dziecka, a to jest dla nich furtka.

Przy okazji sprawy prof. Chazana – prof. Dębski dyskutował z małżonką Tomasza Terlikowskiego. W pewnym momencie widać było, że profesor znowu się zirytował (trafiony kolejnym komunałem Małgorzaty Terlikowskiej) i powiedział wprost „pani nie widziała tej pacjentki”. Odpowiedź Małgorzaty Terlikowskiej sprawiła, że wyłączyłem program – bo nie byłem w stanie go oglądać. „Nie widziałam, ale ja jestem etykiem”- innymi słowy „nie znam się, to się wypowiem”.

Domyślam się, że prof. Dębski zerkał od czasu do czasu na to, co z siebie wydalają redaktorzy, którzy bronią „życia poczętego”, i że musiał go w pewnym momencie trafić szlag. Prof. Dębski jest specjalistą wysokiej klasy i jako taki, musiał się napatrzyć na różne sytuacje. Sam o sobie powiedział, że jest z pacjentką na dobre i na złe. Domyślam się, że z racji swojego wykształcenia – musiał nie raz i nie dwa oglądać to, jak natura potrafi obejść się z płodem. Jakiś czas temu podrzucono mi link do galerii zdjęć zrobionych w muzeum, przy jakiejś amsterdamskiej uczelni medycznej (nie pomnę nazwy). Co było na tych zdjęciach? Zatopione w formalinie (najprawdopodobniej formalinie) płody. Płody, które miały bardzo różne wady wrodzone. W przypadku niektórych z nich – gdybym nie wiedział na co patrzę – nie domyśliłbym się tego. Stopień deformacji był tak olbrzymi, że owo „dziecko poczęte” wyglądało jak zlepek różnych organów. Niektóre z tych płodów W OGÓLE (caps lock użyty celowo) nie przypominały istot ludzkich. Zapewne redaktor Terlikowski nadal twierdziłby, że to „chciane i kochane przez Boga dzieci”, ale przeciętny Kowalski, któremu indoktrynacja „obrońców życia poczętego” nie wyżarła mózgu – miałby inne zdanie na ten temat.

I właśnie dlatego prof. Dębski został zaatakowany. Dlatego, że Terlikowski, prócz tego, że jest fanatykiem religijnym, jest też cynicznym, wyrachowanym człowiekiem. Człowiekiem, który wie, że może sobie mówić o „pięknie” płodów z wadami letalnymi, ale przeciętny Kowalski tej argumentacji nie zaakceptuje. Ponieważ drastyczny opis dziecka „ocalonego” przez prof. Chazana obiegł media – redaktor Terlikowski wpadł w histerię i zaczął wypisywać bzdury. Histerię wywołał fakt, że wraz z tym opisem – skończyła się era przekłamywania rzeczywistości. Teraz już nie będzie można wrzucać wszędzie zdjęć uśmiechniętych, różowych bobasków, żeby pokazać jaka to „aborcja jest zła”.

Na sam koniec chciałbym poczynić jedno spostrzeżenie. Gdyby przeciwnicy prawa do aborcji nie manipulowali faktami i gdyby nie kłamali (przeważnie w sposób ordynarny) - zdjęcia, które przyniósł ze sobą do studia prof. Dębski (i opis dziecka „ocalonego” przez prof. Chazana) przeszłyby bez echa. Prawicowo-konserwatywna histeria, którą owe zdjęcia wywołały pokazuje, że retoryka „obrońców życia poczętego” miała bardzo niewiele wspólnego z prawdą.

Źródła:



http://www.fronda.pl/a/ecce-homo-odrzucone-zdepersonalizowane-ale-kochane-przez-boga-dziecko,39179.html?utm_source=dlvr.it&utm_medium=twitter





2 komentarze:

  1. Ja ci podrzuclaem tego linka z Muzeum Vrolik

    http://imgur.com/a/Wbd6x

    Inna sprawa, przestan tytulowac terlika redaktor, to jest NADPAPIEZ

    OdpowiedzUsuń