Prawa strona internetu oszalała ze
szczęścia! Okazuje się, że „Z najnowszego badania CBOS
wynika, że 75 proc. Polaków uważa, że
aborcja to zło i nigdy nie może być usprawiedliwiona”.
Pierwsza zachłysnęła się tym
Rzeczpospolita, a potem już całe katoprawicowe media w rodzaju
Frondy, Gościa Niedzielnego i tak dalej.
Ponieważ
rzetelne dziennikarstwo w naszym kraju nie istnieje – mainstreamowe
media bezrefleksyjnie podchwyciły temat i wszędzie można
przeczytać, że „Polacy są co raz bardziej pro life” (Tok FM na
ten przykład). W najbliższym czasie – spodziewam się masowej
histerii po lewej stronie internetu/mediów – wywołanej tymi
wynikami badań. Lewa strona będzie rozpaczać – tłumacząc, że
to wszystko (ten wynik) to wina propagandy kościelnej i retoryki
ludzi pokroju Terlikowskiego etc.
Przyznać
muszę, że w pierwszej chwili nie uwierzyłem w ten rezultat. Nie
uwierzyłem w to, że ktoś przeprowadził rzetelne badania i to
badanie (przy założeniu, że nie było robione z „tezą”) dało
takie a nie inne wyniki. I nie chodzi o to, że nie uwierzyłem, bom
jest człek o poglądach pro-choice. Nie uwierzyłem dlatego, że
znam wyniki badań CBOS dotyczących tematu aborcji. I jeśli się je
zestawi z tymi procentami, którymi się zachwyca katoprawica –
okazuje się, że
W
przypadku w którym zagrożone jest życie kobiety 75%
Polaków jest przeciwko aborcji
(bo wszak jest ona złem i nic jej nie usprawiedliwia) a 81%
Polaków popiera prawo do aborcji.
Jeśli doliczymy do tego jeszcze ludzi, którzy „nie mają zdania”
- wyjdzie na to, że mamy w Polsce co najmniej 160%
Polaków.
Uznałem
więc na początku, że ktoś te dane wyciągnął z sufitu. Jednakże
pogooglałem trochę i okazało się, że owszem – CBOS właśnie
taki rezultat uzyskał. Na pierwszy rzut oka – niemożliwe. No bo
jak do cholery można uzasadnić tak gigantyczne rozbieżności w
rezultatach poprawnie
przeprowadzonych badań?
Prawda jest taka, że owszem można. Trzeba jedynie na momencik
pochylić się nad specyfiką i metodologią badań. I jak się już
ktoś nad nią pochyli – zorientuje się, że te badania są
najlepszym prezentem jaki kiedykolwiek CBOS mógł zrobić
organizacjom pro-choice, pokazuje bowiem to, w jaki sposób należy
dyskutować z ludźmi na temat aborcji.
Jeśli
człowiek się przyjrzy tym badaniom od strony metodologii/specyfiki
okazuje się, że:
1 ) W
przypadku badań dotyczących norm i wartości
pytanie o aborcje jest jednym z bardzo wielu pytań (pytają tam o
stosunek do wielu zagadnień np. eutanazji, seksu przedmałżeńskiego,
antykoncepcji etc)
2 ) W
przypadku badań dotyczących opinii o prawie aborcyjnym
sytuacja jest zupełnie inna. W
tych badaniach chodzi tylko i wyłącznie o aborcje – tym samym
tematyka jest zgłębiana za pomocą bardzo wielu pytań.
Ktoś
może zapytać „Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Przecież i tu i
tu pytają o aborcje” Odpowiedź na to pytanie jest prosta –
owszem to ma znaczenie i to ogromne. Popatrzcie na te dwa pytania:
Jakie
jest Pana/Pani zdanie na temat aborcji?
Jak
Pan(i) sądzi, czy przerywanie ciąży powinno być dopuszczalne
przez prawo, gdy zagrożone jest życie matki?
Pierwsze pytanie jest ogólne. Tym
samym w głowie respondenta aktywizuje się pierwsze skojarzenie
dotyczące aborcji – a skojarzenie jest takie (dzięki konserwom i
katoprawicy) „no wpadła se kobita i chce usunąć ciążę”.
Drugie pytanie jest bardzo szczegółowe
i dotyczy konkretnej sytuacji. Takie pytanie wymusza refleksje nad
tematem aborcji (nawet gdyby zastąpić „przerywanie ciąży”
słowem „aborcja” - rezultaty byłyby takie same zapewne).
Sytuacja jest bardzo jasno zarysowana „zagrożone jest życie
kobiety”.
To mniej więcej tak jak gdyby porównać
dwa pytania „Co sądzi Pan/i na temat łamania ograniczeń
prędkości” i „czy karetka (wioząca do szpitala ciężko
ranną ofiarę wypadku) może łamać ograniczenia prędkości?”.
Inny przykład? Te same
rozbieżności uzyskano by gdyby zapytano ludzi o to co sądzą o
wybijaniu szyb w aucie a
zaraz potem o to co sądzą o wybijaniu szyb w autach w
celu uratowania niemowlaka, którego ktoś zostawił na 38 stopniowym
upale.
Pytając
o to samo w różny sposób – można otrzymać skrajnie inne
odpowiedzi. Nie jest to tajemnicą dla nikogo, kto choć trochę się
orientuje w tematyce badań (i np. liznął odrobinę psychologii
społecznej etc).
Jak to
już zaznaczyłem, w naszym kraju dziennikarstwa niemalże już nie
ma. Bo o ile łatwo mi zrozumieć to, że katoprawica podnieca się
tymi wynikami badań (a te drugie po prostu olewa) to od dziennikarzy
(którzy nie są fanatykami) komentujących te wyniki badań –
można by oczekiwać chociaż tego, żeby zorientowali się czy nikt
nie robił podobnych badań. Gdyby ktoś sobie zadał choć tyle
trudu – łatwo znalazłby tam te badania i zobaczyłby gigantyczne
różnice – dochodzące do kilkudziesięciu procent respondentów.
Jakby już zobaczył te różnice – mógłby zapytać się jakiegoś
znajomego speca od badań/studenta socjologii/psychologii/etc czy
takie różnice są możliwe. Wysiłku niewiele – a przynajmniej
można by rzetelnie temat opisać. Jednakże w świecie, w którym
news ma generować kliknięcia – nie liczy się rzetelność tylko
to – jak duży shitstorm wywoła news.
Dlaczego
te wyniki badań to prezent dla prochoicerów? Sprawa jest prosta.
Przy tak newralgicznej tematyce – szczegółowość zawsze wygra z
ogólnikami. Zrozumieli to już probirtherzy, którzy pokazują
wszystkim zdjęcia uśmiechniętych dzieci z Zespołem Downa –
tłumacząc ludziom, że „teraz można te dzieci zabijać”. Jeśli
środowiska pro choice – przeciwstawią tym zdjęciom jedynie swoje
„kobieta powinna mieć prawo do decydowania o swoim ciele” -
nikogo nie przekonają. Jednakże jeśli zastosuje się tę samą
metodę co przeciwnicy aborcji – i pokaże ludziom to czym są wady
letalne płodu/etc – sprawa będzie wyglądała inaczej zupełnie.
Co się
tyczy samego raportu. Dziwi mnie to, że CBOS rzucił ten raport na
żer mediom i nie dodał żadnego komentarza. Jak się okazało, że
większość kobiet, które przerywają ciążę to kobiety o
prawicowych poglądach i do tego wierzące - szybciutko zaznaczono,
że „jak przerywały ciąże – mogły mieć inne poglądy”. W
sytuacji, w której rezultat badań (75%) stoi w jawnej sprzeczności
z innymi badaniami CBOS (i to bardziej szczegółowymi) dotyczącymi
przerywania ciąży – nikt się nawet nie zająknął w temacie.
Nie jest tak, że można sobie dowolne procenty z dowolnych badań
wyciągnąć porównywać je ze sobą (w tym gustuje Fronda),
jednakże można było delikatnie zasugerować, że bardziej
szczegółowe badania w temacie aborcji – dały zupełnie inne
wyniki. Bo co prawda, każdy może sobie znaleźć tamte raporty
(opinie o prawie aborcyjnym), ale jak widać nikomu się nie chce.
Wszyscy skupiają się na komentowaniu, mało kto skupia się na tym
co tak właściwie komentuje.
Źródła:
"Normy i wartości" 2005 <- niestety nie ma jeszcze raportu z 2013 roku a "najmłodszy" z dostępnych na CBOS jest właśnie ten.
W kwestii sondażu który był przyczyną napisania komentowanego, przeze mnie artykułu, to jego wyniki mają znaczenie jako jeden z elementów obrazujących podtrzymanie wzrostowego trendu dezaprobaty wzgledem aborcji w społeczeństwie; jaki ten i inne sondaże obrazują. Teraz natomiast należy zadać sobie pytanie. Czym jest spowodowany ten trend w społeczeństwie?
Moim zdaniem jest to spowodowane upadaniem kolejnych "mocnych" argumentów pro-choice. Weźmy pierwszy z brzegu o podziemiu aborcyjnym, w takiej Rosji szacowane jest w zależności od źródeł na od 2 mln do 12 milionów, na takiej Litwie (której społeczeństwo jest najbardiej mentalnie zblizone do polskiego)gdzie na poczatku lat 90 przyrost naturalny był nawet wyższy niz w Polsce od roku 1993 liczba ludności spadła z 3,7 mln do poniżej trzech milionów przy równoczesnym utrzymaniu przez Polske demograficznego stanu posiadania. Oczywiście zaraz mozna twierdzić że w czasach PRL-u przyrost naturalny był wyzszy niż w III RP; jednak na taki stan rzeczy w owych czasach wpływały bardzo korzystne wzgledem demografii czynniki w rodzaju 12 stopnia zasilania; braku boomu edukacyjnego (edukacje kobiety kończyły przeważnie w wieku lat 19 a nie jak teraz 26); brak ustaw o antynatalistycznychskutkach w rodzaju obowiazku uzywania fotelików przy transporcie samochodowym dzieci, brak w sklepach innych niz PEWEX jednorazowych (i kosztownych) pieluch typu pampers oraz prezerwatyw.
Argument o tym że obecny stan prawny wzgledem aborcjii w Polsce przyczynia sie do takich horrorów jak słynne "martwe dzieci w beczkach"; również nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Lektura lokalnych wiadomości (gazet, portali forów internetowych) z krajów gdzie aborcja jest legalna bez ograniczeń. Martwe dzieci topione w kanałach, studniach, szambach to niestety smutna normalność Moskwy, Petersburga, Kijowa, Doniecka czy Sewastopola a dzieci codziennie porzucane na śmietnikach to smutna europejska codzienność (kilka lat temu pod tym kontem przegooglowałem strony internetowe w językach naszych sasiadów).
Przechodząc do sprawy zakazu aborcji ze względu na uszkodzenie płodu, otóż z tego co wiem Polska jest jednym ze swiatowych liderów medycyny prenatalnej; i np. w takim Bytomiu już od końca zeszłego wieku dokonuje sie odpowiednich operacji swego czasu nawet Newsweek o tym pisał; zresztą przy obecnym poziomie rozwoju medycyny za błąd lekarski można traktowac sytuację śmierci matki przy porodzie. Przy okazji pragne sie podzielić pewna informacją; otóż chroniąc sie pewnej niedzieli przed burzą w przedsionku krakowskiej bazyliki Dominikanów; byłem swiadkiem zbierania podpisów pod projektem zakazujacym aborcji eugenicznej. 99 % podpisujacych się za tym projektem było młodych kobiet w wieku od 19 do 40 lat, starszych ludzi zero a młodych mężczyzn kilku głównie po namowach swoich dziewczyn. Myślę że ta wiadomość da do myślenia, kto odpowiada za sytuację kobiet w Polsce.
Na koniec przyczepie sie do słówek. Autor raczył napisać: "większość kobiet, które przerywają ciążę to kobiety o prawicowych poglądach i do tego wierzące". Niestety zastosowanie czasu teraźniejszego zamiast czasu przeszłego przy uzyciu czasownika "przerywać" wprowadza nie zaznajomego z przytoczonymi badaniami CBOSu w błąd. Otóż owo przytoczone badanie jasno wskazało że przygniatajaca wiekszość respondentek które przerwały ciąze dokonała tego przed 1993 rokim; ponadto nie jest tajemnica że wiele z obecnych starszych słuchaczek radia Maryja miała w młodości takie doswiadczenia. Z resztą w 1996 roku na apel ojca Rydzyka zebrano wśród nich relacje które wyglądały mniej wiecej tak : że Gosia czy inna Zdzisia jak miały lat dwadzieścia bądź trzydzieści parę przerwała ciąże w w latach na poczatku lat sześciesiatych i że
do dziś noszą ten ból w swoim sercu i przestrzegaja młodzież przed popełnieniem tego błedu i prosza Boga o przebaczenie oraz o interwencje w sumienia posłów wówczas liberalizujących ustawę.
Mariusz Przyborowski
"podtrzymanie wzrostowego trendu dezaprobaty wzgledem aborcji w społeczeństwie"
UsuńTendencja jest mniej więcej stała. Wahnięcia są raz w jedną raz w drugą stronę. Co prawda przeciwnicy aborcji są ostatnio bardzo głośno - ale to nie oznacza, że jest ich więcej. Jak się szczegółowo dopytywano ludzi o to czy kobieta powinna mieć prawo do aborcji do 12 tygodnia ciąży - to się okazało, że 46% było na "nie" a 44% na "tak". Badania n/t aborcji są przeprowadzane niechlujnie niestety i czasem z tezą. Regułą jest to, że im bardziej szczegółowo się pyta ludzi - ich stanowisko jest mniej ostre niż w przypadku pytań o charakterze ogólnym (udowodniłem to w notce)
W temacie podziemia aborcyjnego - co z wynikami badań CBOS? Według tych badań od 4,1 mln do 5,8 miliona Polek dokonało aborcji (przynajmniej raz). Podziemie istnieje i ma się bardzo dobrze. Można je rzecz jasna ignorować, ale w ten sposób nabija się kabzę temuż podziemiu aborcyjnemu - które zarabia krocie na zakazie. Nie wiadomo jak duże jest owo podziemie, ale na pewno większe niż szacunki przeciwników aborcji. Tego, że aborcja nie jest Polkom obca - można być pewnym. Bo wątpię w to, żeby Czeskie i Słowackie kliniki ginekologiczne, które zajmują się przerywaniem ciąży - tworzyły strony w Polskim języku dla 10-20 kobiet rocznie.
Co się tyczy zakazu przerywania ciąży w przypadku uszkodzenia płodu. Proponowałbym wyguglanie sobie takich terminów jak:
Płód Arlekina
Zespół Edwardsa
Bezmózgowie całkowite (albo totalne - nie pamiętam konkretnie)
Jeśli ktoś chciałby się doinformować - to można spróbować zapytać przy Collegium Medicum (wydaje mi się, że tam - jeśli nie to niech ktoś poprawi) w Krakowie - czy pozwolą obejrzeć płody w formalinie. Choć sam ich nie oglądałem - to ci którzy obejrzeli zapewniają, że trzeba mieć bardzo mocne nerwy i że czasem ciężko rozpoznać w tym płodzie istotę ludzką. Wszyscy sygnatariusze tego nieszczęsnego projektu - powinni obowiązkowo się dokształcić w tym temacie.
Liczby są bezlitosne. 61% Polaków popiera prawo do przerywania ciąży - jeśli dziecko ma urodzić się upośledzone natomiast jedynie 23% uważa, że kobieta nie powinna mieć takiego prawa. Jesteście mniejszością - miło by było żebyście wreszcie zdali sobie z tego sprawę. ( Jeśli autor nie wierzy w to co napisałem: http://cbos.pl/SPISKOM.POL/2012/K_160_12.PDF )
"Otóż owo przytoczone badanie jasno wskazało że przygniatajaca wiekszość respondentek które przerwały ciąze dokonała tego przed 1993 rokiem"
Przykro mi, ale autor tych słów mija się z prawdą. Badania w żadnym punkcie nie odnoszą się do tego KIEDY PRZEPROWADZANO TE ABORCJE. Co prawda największy odsetek jest wśród kobiet starszych, ale to wcale nie oznacza, że aborcje odbywały się przed rokiem 1993. Poza tym to, że więcej kobiet starszych przerywało ciążę jest akurat zrozumiałe. Jeśli kobieta jest aktywna seksualnie - to wraz z wiekiem rośnie prawdopodobieństwo tzw "wpadki" Inaczej to prawdopodobieństwo wygląda w przypadku kobiet w wieku 18-24 lat a inaczej w przypadku kobiet 35-44 lat.
"ponadto nie jest tajemnica że wiele z obecnych starszych słuchaczek radia Maryja miała w młodości takie doswiadczenia."
Jakieś dowody poza "mniemaniem" autora tych słów?
"Z resztą w 1996 roku na apel ojca Rydzyka zebrano wśród nich relacje które wyglądały mniej wiecej tak"
Link do badań. Jaka była metodologia, w jaki sposób rozmawiano z kobietami? Ile było tych kobiet? 100? Tysiąc? 100 tysięcy? Przypominam autorowi komentarza, że istnieją dwa rodzaje badań. Jakościowe i ilościowe. Jakościowe służą do tego, żeby opisać jakieś zjawisko - a ilościowe pomagają określić skalę tegoż zjawiska. Z tego co autor napisał wynika, że na zlecenie Rydzyka przeprowadzono (o ile w ogóle) badania JAKOŚCIOWE - tym samym jakiekolwiek wnioskowanie "większość kobiet" - ma mniej więcej taką samą wartość jak wróżenie z fusów.
Piknik na skraju głupoty
"Prawie połowa badanych (47 proc.) nie zgadza się z poglądem, że kobieta powinna mieć prawo do aborcji w pierwszych tygodniach ciąży, z czego 23 proc. w sposób zdecydowany. Natomiast ponad dwie piąte ankietowanych (44 proc.) popiera takie rozwiązanie."
UsuńCBOS 2007
Napisałeś:
OdpowiedzUsuń"W przypadku w którym zagrożone jest życie kobiety 75% Polaków jest przeciwko aborcji (bo wszak jest ona złem i nic jej nie usprawiedliwia) a 81% Polaków popiera prawo do aborcji."
Klasyczna literówka umysłowa ;-). 81% Polaków popiera aborcję w sytuacji gdy ciąża jest zagrożeniem dla życia matki. Co więcej 78% popiera gdy jest wynikiem gwałtu. A nawet 71% popiera ją gdy "tylko" zagrożone jest zdrowie matki.
Ogólnie to ciekawe to badanie. Wynika z niego, że ponad 60% popiera usunięcie ciąży jeśli dochowanie ciąży bezspornie przyniesie cierpienie matce lub dziecku, a tylko 13% jeśli kobieta ma po prostu problemy (ze sobą, z rodziną, albo pieniędzmi).
Wczytuje się w to i wczytuje i nie widzę tej litrówki. Aczkolwiek przyznaje bez bicia, że mój tok myślowy (który staram się przełożyć na literki) czasem jest zrozumiały jedynie dla mnie (bo np czegoś zapomnę dopisać) ;)
Usuń