sobota, 15 kwietnia 2023

Zróbmy sobie raport

Zapewne już do was dotarły odpryski najnowszego raportu zleconego przez Fundację Adenauera, z którego to raportu wynika między innymi to, że młodzi wyborcy (18-30) popierają głównie PiS i że są w przeważającej większości przeciwko liberalizacji prawa aborcyjnego. Gdy tylko zobaczyłem te kawałki raportu, zacząłem sobie dumać nad tym „ciekawe, kiedy prawica się rzuci na te wyniki i zacznie się nimi jarać”.


Dzisiaj zaś me oczęta ujrzały artykuł na „Do Rzeczy”, którego tytuł brzmiał następująco: „Młodzi wyborcy nie skręcili w lewo”. Pozwolę sobie na zacytowanie początku tego artykułu (całości nie czytałem, bo jest za paywallem, a nie jestem SSP żeby sponsorować „Do Rzeczy”):


„Raport Fundacji Konrada Adenauera “Polityczny portret młodych Polaków”, to jeden
z ciekawszych pakietów danych, jakie ostatnio pojawiły się w przestrzeni publicznej.


Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że weryfikuje krążące w mediach widmo przekonania, że mamy do czynienia z radykalnym skrętem w lewo wśród młodszych wyborców (…)."


W podobnym tonie utrzymany był artykuł z Wirtualnej Polski, która to WP jako pierwsza opisała ten raport (tu będzie dłuższy cytat):


„Gdyby układ sił w Sejmie zależał wyłącznie od młodych wyborców w wieku 18-30 lat, największymi siłami politycznymi byłyby PiS (27 proc.), Koalicja Obywatelska (24,7 proc.) i Konfederacja (19,2 proc.) - wynika z "Politycznego portretu młodych Polaków". Według badania udział w głosowaniu chce wziąć 72,2 proc. osób w tej grupie wiekowej. Wyniki mogą obalić kilka powszechnych mitów (…) Polityczny portret młodych Polaków" to badanie Centrum Badań Marketingowych Indicator i Fundacji Adenauera. Projekt jest koordynowany przez doktoranta Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego Adama Kądzielę. Przekonuje on, że analiza konfrontuje wyniki z powielanymi mitami i uproszczeniami na temat grupy wyborców w wieku od 18 do 30 lat.”


Zanim przejdę do meritum, pozwolę sobie na krótką dygresję. Z tymi wszystkimi badaniami sondażowymi (nie mylić z focusami, które są tzw. „jakościówką”) to jest tak, że o ile one są przeprowadzane w sposób poprawny, to pomimo tego, że ich wyniki będą się od siebie różnić, to jednak układają się one w jakiś trend. Owszem, czasami może być tak, że trend się załamie (albo przyspieszy), ale takie „wahnięcia” nie biorą się z powietrza. Innymi słowy, najpierw coś się musi „zadziać”, a dopiero potem w badaniach ilościowych nam się pojawią te „wahnięcia”.


Ja wiem, ze część z was zaczęła już ziewać (ja pisząc powyższy akapit miałem flashbacki z salek zajęciowych na socjologii), tak więc pozwolę sobie to zobrazować. Konfederacja ma teraz w sondażach około 10% poparcia. Jak byście zareagowali na sondaż, w którym konfa miałaby tego poparcia 50% (poza tym, że pewnie zastanawialibyście się bardzo poważnie nad emigracją)? Mam przeczucie graniczące z pewnością, że taki sondaż zostałby po prostu wyśmiany i absolutnie nikt (poza wyznawcami konfy) nie tłumaczyłby, że ten sondaż „konfrontuje wyniki z powielanymi mitami” oraz „weryfikuje krążące w mediach widmo przekonania, że Konfederacja ma 10% poparcia”.


Moim zdaniem podobnie powinno się potraktować „raport z badań” , z którego wynikło, że jeżeli chodzi o kategorię wiekową 18-30: „59,8 proc. nie zgadza się z postulatem liberalizacji prawa aborcyjnego (63,3 proc. kobiet i 56,7 proc. mężczyzn)”.


Dla porównania. W listopadzie 2022 przeprowadzono badania sondażowe w temacie prawa aborcyjnego, Respondentów zapytano o to „czy kobieta powinna mieć prawo do przerwania ciąży do 12 tygodnia jej trwania?”. W kategorii wiekowej 18-29 lat  90% respondentów odpowiedziało na to pytanie twierdząco, a 9% przecząco. W tym miejscu jeszcze jedna, króciutka dygresja będzie. W tym sondażu pytano o wprowadzenie przerywania ciąży na życzenie. W „badaniach”, którymi teraz jara się prawica pytano o „liberalizację prawa aborcyjnego”. Warto zwrócić uwagę na to, że jest to znacznie szersze pojęcie. Bo liberalizacja, owszem, może oznaczać wprowadzenie przerywania ciąży na życzenie, ale może również oznaczać przywrócenie tzw. „poprawki embriopatologicznej”.


Gwoli ścisłości, te 90% poparcia dla prawa do przerywania ciąży do 12 tygodnia, nie wzięło się z powietrza. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z trendem, który zaczął się w listopadzie 2020, kiedy to zaostrzenie prawa aborcyjnego doprowadziło (w kategorii wiekowej 18-29) do gigantycznego wzrostu poparcia dla możliwości przerywania ciąży do 12 tygodnia. W lutym 2019 w tej kategorii wiekowej ten postulat popierało 48%, a w listopadzie 2020 79% (potem ten słupek sobie rósł już znacznie wolniej). Na tym przykładzie widać wyraźnie, że o ile „wahnięcia” są jak najbardziej możliwe, to jednak nie biorą się one z powietrza.


Uwaga! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Gdybyśmy mieli potraktować ten nieszczęsny raport na serio, to musielibyśmy się pogodzić z tym, że w ciągu 4 miesięcy poparcie dla liberalizacji prawa aborcyjnego w kategorii wiekowej 18-30 spadło z 90% do 40%. Wydaje mi się, że jestem raczej uważnym obserwatorem tego, co się dzieje u nas w kraju. Mimo tego, ewidentnie musiało mi umknąć coś bardzo istotnego, co wydarzyło się między listopadem 2022, a marcem 2023, co doprowadziło do spadku poparcia dla liberalizacji prawa aborcyjnego wśród młodych. To musiało być coś znacznie bardziej „spektakularnego” od zaostrzenia prawa aborcyjnego w 2020 roku. Nieco zaś bardziej na serio. Ciekaw jestem, czy ktokolwiek w trakcie tworzenia tego raportu zwrócił uwagę na to, że taka zmiana w poglądach (szczególnie w tak krótkim czasie) jest niemożliwa do wytłumaczenia w żaden sposób?


Kolejną (i ostatnio, bo nie chce mi się tego „raportu” rozbierać na atomy, z przyczyn, które na końcu opiszę) perełką jest to, że w tych sondażach wyszło, że PiS w kategorii wiekowej 18-30 wygrywa. Przyznam szczerze, że srogo parsknąłem po przeczytaniu tych rewelacji. Ja wiem, że ziomeczki z Indicatora opowiadają o tym, że w sumie to najlepiej przewidzieli to, jak zagłosują młodzi w 2019 (przyznam szczerze, że nie chce mi się tego sprawdzać), ale teraz mamy rok 2023 i ten konkretny słupek jest średnio realny.


Gdyby tak było w rzeczywistości. Gdyby PiS faktycznie miał tak wysokie poparcie wśród młodych, to po pierwsze, PiS miałby kosmiczne zasięgi na Tik Toku (no bo przecież te słupki przekładałyby się na setki tysięcy „fanów”) i nie musiałby wkurzać młodzieży, żeby mieć jakiekolwiek zasięgi (bo przecież te 29% przełożyłoby się na setki tysięcy hardkorowych fanów). Nieśmiało przypominam, że nie tak dawno temu zaprzyjaźniona z PiSem redaktorka opisywała ze szczegółami na czym polega arcysprytny plan PiSu, mający na celu zniechęcenie młodzieży do udziału w wyborach. W tym samym tekście stało, że PiS jest świadomy tego, że w kategorii wiekowej 18-24 może liczyć na 15% poparcie (to były jakieś wewnętrzne badania PiSu na grupie 3 tysięcy respondentów). Tak, wiem, kategoria wiekowa w „raporcie”, nad którym się pastwię jest szersza (zamiast 18-24 jest 18-30), ale żeby z tych 15% w kategorii wiekowej 18-24 nam wyszło 29% w kategorii 18-30, to musielibyśmy uznać za prawdopodobne to, że w (sub)kategorii wiekowej 25-30 poparcie dla PiSu jest rekordowe.


I znowuż, może ja się po prostu mylę (bo nie chce się pogodzić z rzeczywistością) i to poparcie naprawdę tak urosło? Może ofensywa internetowa PiSu była tak wielkim sukcesem, że w przeciągu paru miesięcy PiS zwiększył poparcie wśród młodzieży prawie dwukrotnie? Dobra, skoro sobie pożartowaliśmy, to teraz na serio.


Nie mam zielonego pojęcia, jak to możliwe, że w tym badaniu powychodziły takie rzeczy. O ile przy tym słupku PiSu można jeszcze jakoś próbować argumentować, że to były inne kategorie wiekowe i może stąd ta różnica (ok, jest to praktycznie niemożliwe, ale niech tam będzie), to w przypadku kwestii podejścia do aborcji nie da się tej 50% różnicy wytłumaczyć tym, że „no tak wyszło z badań, a z badanami się nie dyskutuje”. Tyle, że tutaj nie ma nawet prób wytłumaczenia czegokolwiek. Zamiast nich mamy deklaracje, że to badanie jest tak rewelacyjne i masakruje różne mity.


Miałem już przechodzić do wniosków końcowych, ale trafił mnie kolejny odprysk i nie mogę go tu nie wrzucić. Otóż, z tego nieszczęsnego „raportu” wynika, że w kategorii wiekowej 18-30 62,6% respondentów jest przeciwko wprowadzeniu związków partnerskich. Badania odnośnie podejścia Polaków do tematu równości małżeńskiej, związków partnerskich/etc. są realizowane regularnie. We wrześniu 2022 przeprowadzono taki sondaż i w kategorii wiekowej 18-30 poparcie dla wprowadzenia związków partnerskich wyniosło 80%. Innymi słowy, w przeciągu 6 miesięcy, bez wyraźnej przyczyny poparcie dla wprowadzenia związków partnerskich w tej konkretnej kategorii wiekowej spadło o 43%.


Ja naprawdę nie chcę nikomu zarzucać tego, że sobie robił np. „badania z tezą”, ale w przypadku tych konkretnych badań coś poszło nie tak. O ile respondentów nie rażono prądem na odległość za udzielanie „nieprawidłowych” odpowiedzi, to jedynym wyjaśnieniem jest to, że coś się musiało „wykoleić” z doborem grupy. Nie jest bowiem możliwe, żeby grupa, którą przebadano, była reprezentatywna dla kategorii wiekowej 18-30. Nie w przypadku, w którym między tym badaniem, a praktycznie wszystkimi innymi są aż tak olbrzymie różnice.  


Ja się na serio zastanawiam nad tym, co sobie myślały osoby, które ogarniały ten raport końcowy. Jeżeli są to osoby, które zajmują się na co dzień badaniami (i się nimi interesują), to takie osoby (uwaga capslock) MUSIAŁY wiedzieć, że te wahnięcia im wyszły bardzo duże. Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia ile jeszcze takich wahnięć tam było, ale te, które pojawiły się w przypadku pytań o liberalizację prawa aborcyjnego i związki partnerskie i poparcie dla partii politycznych wystarczą do tego, żeby ten raport uznać za jakieś Political Fiction i nic więcej. Jeżeli osoby, które ślęczały nad raportem ogarniają tę tematykę, to te osoby musiały sobie z tego zdawać sprawę. I co? I nic. Raport pojawił się w takiej, a nie innej formie i jest on przedstawiany w taki, a nie inny sposób.


Wiecie, co jest najzabawniejsze? To, że jak CBM Indicator (to oni robili badania dla Fundacji Adenauera) chce, to potrafi zrobić dobre badania. Bezproblemowo znalazłem dwa przypadki, w których firma ta dostała wyróżnienie za prawilnie przeprowadzony sondaże (wybory parlamentarne 2019 i prezydenckie 2020).  


Tyle, że równie bezproblemowo znalazłem inne sondaże Indicatora, za które ta firma raczej nie otrzymała żadnych wyróżnień:


2018 (sierpień): „Rafał Trzaskowski z wynikiem 39,1 proc. poparcia wygrałby pierwszą turę wyborów na prezydenta Warszawy - wynika z sondażu CBM Indicator dla „Wiadomości” TVP. W drugiej turze zmierzyłby się z Patrykiem Jakim (…) Patryka Jakiego, kandydata Zjednoczonej Prawicy, poparło 37,3 proc. ankietowanych. To oznacza, że obu kandydatów dzielą niecałe 2 punkty procentowe.”


2020 (grudzień): „PiS może liczyć na 25,7 proc. głosów; KO na 20,3 proc. a Ruch Szymona Hołowni Polska 2050. na 13,2 proc.; z kolei na Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry zagłosowałoby 5,4 proc. badanych, co daje jej samodzielny wstęp do Sejmu


2021 (luty): „Firma badawcza CBM Indicator przeprowadziła sondaż poparcia dla kandydatów w rzeszowskich wyborach prezydenckich, wykonany na zlecenie Solidarnej Polski. Wyniki wskazują na zwycięstwo Marcina Warchoła, ale także spore szanse ma Paweł Kowal.”


2021 (kwiecień): „Gdyby partie tworzące Zjednoczoną Prawicę, czyli PiS, Solidarna Polska i Porozumienie Jarosława Gowina, wystartowały w wyborach samodzielnie, to do Sejmu weszłyby dwa pierwsze ugrupowania - wynika z sondażu przeprowadzonego przez CBM Indicator dla "Rzeczpospolitej". Oddanie głosu na partię Zbigniewa Ziobry zadeklarowało 5,2 proc. badanych.”


Jeżeli chodzi o wnioski końcowe, to po pierwsze, ten raport „o młodzieży” można potraktować jako coś w rodzaju „The Room” sondaży (tak więc, bardzo śmieszne, choć autor co innego miał na myśli). Po drugie zaś warto sobie zadać pytanie o to, czy firma, która jest w stanie zdobyć wyróżnienia za sondaże wyborcze (które siłą rzeczy musiały być przeprowadzone w sposób poprawny) jest w stanie równolegle produkować takie babole w sposób całkowicie przypadkowy.


Źródła:

https://wiadomosci.wp.pl/pis-wygrywa-wsrod-mlodych-widac-fascynacje-konfederacja-poglady-moga-zaskakiwac-6886760875015072a?

https://dorzeczy.pl/opinie/427897/mlodzi-wyborcy-nie-skrecili-w-lewo.html

https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/8570193,ograniczenie-aborcji-wplyw-na-dzietnosc-dzieci-mlodziez-kobiety.html

https://oko.press/rekordowe-poparcie-dla-aborcji-do-12-tygodnia-sondaz-oko-press

https://oko.press/morawiecki-drodzy-seniorzy-nigdy-was-nie-zostawimy

Tu ktoś pastwi się nad raportem:

https://twitter.com/A_Traczyk/status/1646775422263197702?fbclid=IwAR2IVamxKyQv__b8Ry75mI66HKLmZywRAmIgax_B_F8SRr3Am8k0nDIxu-Y

Raport:

https://www.kas.de/documents/279510/22888893/POLITYCZNY+PORTRET+M%C5%81ODYCH+POLAK%C3%93W.pdf/a3a50da9-da4a-6402-cf15-a5cb21fda14b?version=1.0&t=1681393924135&fbclid=IwAR1_VA2yRxK0rVBY1cdHeWZ6aQeuJH9drHewPP1EeTXtcVTM1rV6MKmUvFc

https://oko.press/rosnie-poparcie-dla-zwiazkow-partnerskich-i-rownosci-malzenskiej-wladza-tego-nie-zatrzyma-sondaz-oko-press

https://oko.press/rownosc-malzenska-zwiazki-partnerskie-sondaz

https://www.rmf24.pl/nauka/news-zloty-puchar-pytii-dla-kantara,nId,3362997#crp_state=1

https://www.rmf24.pl/nauka/news-najlepszy-sondaz-prezydencki-zloty-puchar-pytii-dla-firmy-ib,nId,4711957#crp_state=1

https://www.rp.pl/polityka/art1798471-nowy-sondaz-w-warszawie-jaki-o-wlos-za-trzaskowskim

https://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7,34962,26814927,pierwszy-sondaz-dla-sp-marcin-warchol-wygra-w-rzeszowie-socjolog.html

https://forsal.pl/gospodarka/polityka/artykuly/8056741,sondaz-czy-pis-utrzyma-wladze-bez-solidarnej-polski.html

https://www.fakt.pl/polityka/sondaz-partia-ziobry-solidarna-polska-wchodzi-do-sejmu-jaki-wynik-pis-ko-i-partii/rc8jrln

środa, 5 kwietnia 2023

Może i mają kontrowersyjne poglądy, ale liczy się program gospodarczy!

Jak się pewnie domyślacie, niniejsza notka będzie dotyczyć pewnej partii, która ostatnimi czasy zaliczyła sondażową zwyżkę. Po tym, jak owa partia tę zwyżkę zaliczyła, komentariat i wszelkiej maści media zaliczyli masowy incydent kałowy. Nie chciałbym być źle zrozumiany, nie chodzi mi o ludzi, którzy po prostu martwią się tym, że ta partia, której nazwa zaczyna się na literkę „K”, mogłaby wejść w koalicję rządzącą, bo to akurat jestem w stanie zrozumieć. Nie jestem natomiast w stanie zrozumieć tego, że media (i komentariat) popełniają ten sam błąd, który popełniali przy okazji każdej kolejnej populistycznej partii, która się u nas pojawiła. Zazwyczaj pewnej frazy używam żartobliwie, ale tym razem (niestety) zostanie ona przeze mnie użyta pół żartem - pół serio.  Otóż, jestem tak stary, że pamiętam, co się działo, gdy na naszej scenie politycznej łokciami zaczęła się rozpychać taka partia, jak Samoobrona.


Jeżeli ktoś nie wie, co to byli za ludkowie (co jest o tyle prawdopodobne, że to zamierzchła przeszłość polityczna [aczkolwiek co jakiś czas pojawiają się w różnych mutacjach filmiki „ileś tam minut, które zabiły Andrzeja Leppera”]), to tak w telegraficznym skrócie: to była zgraja cwaniaków, która to zgraja postanowiła „zagospodarować” tę część elektoratu, która była wkurzona na to, co działo się w szeroko pojętych latach 90-tych. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że w owym czasie była sobie również brunatna Liga Polskich Rodzin (założona między innymi przez Romana Giertycha), ale to był inny rodzaj populizmu (kładący nacisk głównie na skrajny nacjonalizm/etc.), tak więc skupimy się na Samoobronie. Członkowie Samoobrony nie byli najostrzejszymi ołówkami w piórnikach, ale, jak już wspomniałem, była to zgraja cwaniaków, która wiedziała, w jaki sposób przemawiać do elektoratu. Media wtedy bardzo chętnie zapraszały do siebie członków tej partii, żeby robić sobie z nich bekę. No bo przychodził taki typ, który co prawda miał w cholerę kasy, ale udawał, że „reprezentuje biedę” (to na nich wzorowały się takie osoby, jak np. Patryk Jaki). Gdy zadawano mu pytania o program, o to, co trzeba zmienić w Polsce albo o to, jakie są plany jego partii, to człowiek ów opowiadał jakieś niestworzone historie, a państwo redaktorstwo podgrzewało atmosferę jakimiś „śmiesznymi” tekstami, żeby widz pośmiał się z prostaczka.



Do łbów państwu redaktorstwu nie przyszło natomiast to, żeby te bzdury w jakiś sposób na bieżąco debunkować. Efekt końcowy był taki, że dla kogoś, kto nie ogarniał, jak działają finanse publiczne (i generalnie jak działa państwo) wyglądało to tak, że przyszedł taki prosty człowiek do studia, opowiedział o tym, jak można „naprawić Polskę”, a jakieś mendy w garniturach się z niego śmiały. Lepper razem z partią wywalił się dopiero w wyborach 2007. Stało się tak dlatego, że razem z Giertychem Romanem sobie poszli porządzić z PiSem, a PiS im w międzyczasie podebrał poparcie Dyrektora Radia Zła Żmija. Przez praktycznie cały okres samoobronowej prosperity media nie nauczyły się tego, w jaki sposób sobie radzić z tymi ludźmi (ograniczało się to jedynie do onelinerów).


Potem przyszła era Palikota (który, jak na populistę, był dość ogarnięty i w sumie z całej tej czeredy najbardziej cywilizowany, ale na swoje nieszczęście był więźniem własnego ego), który po mistrzowsku wykorzystywał zainteresowanie mediów. Następnie nadszedł czas Kukiza, który jest totalnym nieogarem, ale ponieważ media nie potrafiły z nim rozmawiać, to w sumie wyszedł na antysystemowca (głównie dlatego, że chodził w kurtce, a nie w garniaku). Kukiz wygadywał przed kamerami straszliwe bzdury, ale, jak zwykle, nikomu nie chciało się ich prostować (bo i po co? Przecież te bzdury przyciągały przed telewizory widzów). Efektem takiego podejścia było 20% głosów, które Kukiz dostał w wyborach prezydenckich. Tenże sam Kukiz założył partię (o ile mnie pamięć nie myli, to on tego nie nazywał partią, tylko ruchem politycznym i bardzo się szczycił tym, że nie zakłada partii). Mimo wsparcia dziennikarzy (pomimo, że nadal mógł chodzić do programów telewizyjnych i opowiadać bzdury i nikomu nie chciało się ich prostować), partia (czy tam „ruch polityczny”) odniosła „umiarkowany sukces” (8.81% głosów). W trakcie kadencji 2015-2019 Kukizowi się to rozleciało, więc startował z PSLem.


W 2019 powstał twór zwany Konfederacją. Zrzeszał on (to bardzo adekwatne określenie) Korwinistów, Narodowców, Braunowców i (całą resztę ciężkiej szurii). W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję. W mediach przez praktycznie cały czas (od czasów LPR, poprzez czasy Ruchu Narodowego, aż do czasów Konfederacji) pojawiali się narodowcy. Im też nie specjalnie przeszkadzano w głoszeniu takich, a nie innych poglądów, ale głoszący te poglądy nie byli w stanie uzyskać poparcia społecznego wystarczającego do tego, żeby samodzielnie coś ugrać w wyborach. Dlatego tez dołączyli do Konfederacji (wcześniej część narodowców startowała z list Kukiza). Nie zgadniecie, w jaki sposób media reagowały na Konfederację i dlaczego robiły dokładnie to samo, co wcześniej z Kukizem, Palikotem, Lepperem, Giertychem i innymi.


Trochę się rozpisałem o tym, ile ta partia (i wszystkie wcześniejsze „antysystemowe”) zawdzięczają mediom, a to jest jedynie jedna z przyczyn, dla których ta partia weszła do Sejmu, a teraz ma takie, a nie inne poparcie. Tych przyczyn było znacznie więcej i pozwolę je sobie teraz skrótowo opisać.  


Ta partia jest dzieckiem chaosu informacyjnego. Ten chaos sam w sobie ma kilka przyczyn i gdybym je chciał opisać, nawet w skrócie, to wyszłaby z tego ściana tekstu, tak więc będzie bardzo skrótowo. Po pierwsze, chaos ten zawdzięczamy zarówno mediom, których pracownicy w przeważającej większości olewają research. Po drugie, zawdzięczamy go temu, że w pogoni za oglądalnością/wejściami na stronę media bombardują nas jakimiś śmiecio-informacjami. Po trzecie, kulejąca moderacja w mediach społecznościowych. Po czwarte, rządowym mediom i temu, że kreują one własną rzeczywistość, nie mającą nic wspólnego z tą, która nas otacza. Po piąte, zawdzięczamy go politykom, którzy potrafią zmieniać zdanie o 180 stopni i w ogóle nie przyznawać się do tego, że kiedyś mieli inne (Mentzen się w to towarzystwo idealnie wpasowuje). Taki chaos to wprost idealne miejsce do rozwoju partii, która co prawda opowiada straszliwie idiotyzmy, ale za to używa prostego przekazu (Kukiz robił to samo w 2015). Z punktu widzenia pragmatyzmu politycznego, ta partia ma praktycznie najskuteczniejszą politykę informacyjną: jeżeli wygadujesz bzdury, to masz przewagę nad kimś, kto stara się jakoś reagować na zmieniającą się rzeczywistość. Twój przekaz będzie spójny, bo nie będziesz zmieniać zdania, a nie będziesz go zmieniać, bo nie przejmujesz się rzeczywistością.


Problem, który ta partia będzie miała z wywiadem udzielonym przez jednego z jej liderów nie wynika z tego, że opowiadał brednie o biciu dzieci, ale z tego, że pokazał, że konfederacja zmienia zdanie (przyczyny, dla których „zmieniła zdanie”, opiszę nieco dalej.) Już samo to, że nagle się okazuje, że „piątka konfederacji” to był żart, a 100 ustaw Mentzena to było dawno i nieprawda sprawia, że główny filar polityki komunikacyjnej konfy (czyli spójność) właśnie się spektakularnie zawalił.   


Idźmy dalej. Ta partia jest dzieckiem wszystkich tych polityków, dziennikarzy/etc., którzy przez całe lata starali się zohydzić Polakom jakikolwiek solidaryzm społeczny. Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować fragment książki Karola Modzelewskiego „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca”: „We wrocławskiej komunikacji miejskiej zawrzało, gdy ogłoszono informację o podwyżce płac, ponieważ najwięcej dostać mieli kierowcy autobusów, a najmniej pracownicy warsztatów i sprzątaczki. Kierowcy, podobnie jak motorniczowie tramwajów, jeździli po kilkanaście godzin dziennie świątek piątek, ale też bardzo dużo zarabiali. Władek Frasyniuk, który przed sierpniem prowadził autobus pospieszny linii E, pokazywał mi odcinek kasowy ze swoim zarobkiem z lipca: 16 tysięcy złotych (ja byłem wtedy adiunktem po habilitacji i zarabiałem 4700 zł). We wrześniu strajkiem nie zagrozili jednak we wrocławskim MPK mechanicy ani sprzątaczki, tylko kierowcy autobusów, którzy zarabiali najwięcej i najwyższe też dostali podwyżki. Uważali oni, że ta nierówność jest niesprawiedliwa, i gotowi byli zatrzymać komunikację miejską wbrew własnemu interesowi materialnemu, żeby upomnieć się o tych, co mają gorzej.”


A teraz sobie wyobraźmy, jak bardzo nierealny jest taki scenariusz dzisiaj. Dzisiaj bowiem jest tak, że jeżeli ktokolwiek zacznie protestować, to rzuci się na niego machina propagandowa, która zacznie tłumaczyć wszystkim, że ten, co protestuje i chce podwyżek, to darmozjad. Aczkolwiek to nie do końca tak. To nie zaczęło się „dzisiaj”, tylko w latach 90-tych i trwa do dziś. PiS ze swoim szczuciem na dosłownie wszystkie (poza górnikami) protestujące grupy społeczne po prostu podtrzymał tę, jakże piękną tradycję. Chcesz podwyżki? To se zmień pracę, nierobie jeden! A poza tym, to ile ty pracujesz tak właściwie, leniu?! Do roboty się weź! Takie okoliczności przyrody są wprost idealne do rozwoju partii, która twierdzi, że w sumie to można te podatki wszystkie zlikwidować i wtedy nikt się do niczyich podwyżek nie będzie dokładał, a wszystko wyreguluje niewidzialna ręka rynku. Ktoś może powiedzieć, no dobrze, ale Władca Kuców działa od bardzo dawna i jakoś tak średnio mu szło. Ano szło mu średnio, bo był sam i generalnie to jest to człowiek całkowicie pozbawiony charyzmy, który ma bardzo długą historię wygadywania straszliwych idiotyzmów na bardzo różne tematy. Co innego uśmiechnięty pan z Tik Toka, który sprzedaje piwo.


Ta partia jest dzieckiem niedziałającego państwa. Gdyby nasze państwo działało choćby jako tako, to wszelkiej maści „antysystemowcy” (cudzysłów użyty z rozmysłem) wywalaliby się przed progiem wyborczym. No, ale jak nasze państwo ma działać poprawnie, skoro mamy (na ten przykład) wiecznie niedofinansowaną Ochronę Zdrowia? Kolejki do specjalistów (no chyba, że się ma pieniądze i się pójdzie prywatnie). Potrzebujesz rehabilitacji? Przykra sprawa. Albo zapłacisz, albo będziesz czekać tak długo, że będzie na rehabilitację za późno. I tak dalej i tak dalej. Czy kogokolwiek dziwi to, że część ludzi daje się zbajerować partii, która mówi: a wiecie co? Zaorzemy to i tyle. Każdy sobie wykupi prywatne ubezpieczeni i będzie super. Rzecz jasna, nie powiedzą tego, że z tym prywatnym ubezpieczeniem to będzie tak, że firmy będą chciały na tym zarabiać i że będzie to wyglądało tak jak w USA (albo nawet gorzej). Aczkolwiek OZ to tylko jedna z płaszczyzn, na których państwo nie działa. Nie działa, bo nie może działać, bo jest niedofinansowane. A jest niedofinansowane, bo praktycznie wszystkie partie (poza Lewicą) tłumaczą elektoratowi, że jakby co, to one zrobią tak, że państwo będzie działać, a dodatkowo (werble) obniżą podatki! Czy jakimkolwiek zaskoczeniem jest to, że partia, która z tymi głupotami idzie o krok dalej (i twierdzi, że po prostu część podatków zlikwiduje, a państwo sobie będzie działać jeszcze lepiej) potrafi przyciągać wyborców?



UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


I tak mógłbym sobie dalej wymieniać powody, dla których ten polityczny nowotwór ma takie, a nie inne poparcie, ale wydaje mi się, że tych kilka powodów wystarczy. Dopóki się nam w Polsce okoliczności przyrody nie zmienią, to wszelkiej maści konfederacje (wcześniej zaś Kukizy/etc.) będą miały idealne warunki do kiełkowania. Można więc bezpiecznie założyć, że jeżeli nic się w naszym pięknym kraju nad Wisłą nie zmieni na plus, to twory w rodzaju Konfederacji nie znikną z naszej rzeczywistości politycznej, bo będziemy mieli popyt na „antysystemowość”. Popyt, który, niestety może rosnąć. Czemu? Ano temu, że jeżeli nie doczekamy się jakiejś sensownej reformy systemu emerytalnego, to coraz więcej młodych będzie chciało się z tego obecnego wymiksować, bo średnio kusząco brzmi perspektywa „dorzucania się do systemu”, który będzie miał im do zaoferowania jedynie głodowe emerytury. Im dłużej będziemy zwlekać z tą reformą, tym większe pole manewru będą mieli wszelkiej maści „antysystemowcy”, którzy, co prawda nie bardzo ogarniają rzeczywistość, ale za to potrafią przekonująco opowiadać o tym, że jak zlikwidują to i owo, to wszystko będzie działać lepiej, niż teraz.


No dobra, ale co będzie dalej z Konfederacją? Z tego, co działo się w naszej debacie publicznej po tych paru sondażach z konfiarskimi zwyżkami wynika, że konfie będzie teraz rosło (i że, oczywiście, jest to wina lewicy) i na bank będzie współrządzić z PiSem po kolejnych wyborach.


Od czego by tu? Może od tego, że jedyne, co w tym wszystkim ma sens, to to, że faktycznie, gdyby partia uśmiechniętego pana z Tik Toka miała możliwość wejścia do koalicji rządzącej, to z pewnością by to zrobiła. Tak, ja wiem, że uśmiechnięty pan z Tik Toka napisał, że oni nie chcą z nikim siadać do stolika, ale chcą wywrócić stolik (parsknąłem w głos, jak przeczytałem tego ćwita), ale prawda jest taka, że gdyby konfie zaświecono w oczy dziesiątkami milionów złotych (mogło by być i więcej, PiS ma do dyspozycji cały budżet), które konfiarze mogliby zyskać na koalicji, to uśmiechnięty pan z Tik Toka bardzo szybko zapomniałby o tym, że chciał „wywracać stolik”. Obstawiam, że bardzo szybko wjechałyby wtedy narracje „no poszliśmy do tych Spółek Skarbu Państwa, bo teraz to przynajmniej będą on dobrze zarządzane”.


Jednakowoż to jest tylko jedna strona medalu. Drugą jest to, że dla PiSu koalicja z kimkolwiek oznacza gargantuicznej wręcz wielkości straty finansowe. Owszem, mogliby sobie na spokojnie dorobić nawet kilka ministerstw nowych, ale na ministerstwach się to wszystko przecież nie kończy. Są przecież Urzędy Wojewódzkie, KRUSy, stanowiska kierownicze w Służbie Cywilnej i tak dalej i tak dalej. Już teraz w regionach dochodziło do poważnych spięć między PiSem i Solidarną Polską (które to spięcia miały przyczyny, że tak to ujmę „merkantylne”). Ja wiem, że w sytuacji, w której PiS będzie miał wybór: stracić te dziesiątki milionów, stołki/etc., ale utrzymać władzę, czy też stracić wszystko, to wybór będzie bardzo prosty. Problem w tym, że z tych stołków trzeba będzie najpierw kogoś wywalić. A takie wywalenie (szczególnie z kierowniczego stanowiska) to problem, bo wywalony może się chcieć odegrać. Ja wiem, że gdzieś tam w tle jest jeszcze próba rozprawienia się z samorządami, ale jeżeli ktoś teraz ma fuchę i miałby z niej zostać wyrzucony, żeby zrobić miejsce dla jakiegoś konfiarza, to taki ktoś będzie miał w głębokim poważaniu „obietnicę i nadzieję”. Tak nawiasem mówiąc, nie bez przyczyny napisałem o „dorabianiu” nowych ministerstw. Prawda jest bowiem taka, że PiS miałby olbrzymie opory przed wpuszczeniem kogokolwiek do już istniejącego ministerstwa. Nie chodzi nawet o to, że „ich” ludzi by stamtąd wywalono, ale o to, co mógłby znaleźć ktoś, kto do tego ministerstwa wejdzie.


Na razie zostawmy kwestie potencjalnej koalicji i przejdźmy do innej sprawy, którą są rozważania na temat tego, czy konfie teraz będzie rosło, czy raczej spadało. Zacznę od tego, że bardzo wiele zależy tu od działań Zjednoczonej Prawicy. Jeżeli powtarzać się będą „przypadki” w rodzaju tego, z którym mieliśmy do czynienia na początku roku (pomimo powrotu VAT okazało się, że ceny nie wzrosły), to będzie to sprzyjało konfie (która opowiada o tym, że im mniej państwa w państwie, tym lepiej).


Teraz zaś przejdę do czegoś, za czym nie przepadam, czyli do prognozowania tego „co będzie”. Ja się wam przyznam, że nie mam pojęcia, jak działają ci wszyscy komentariusze, którzy wyrzucają z siebie miliardy prognoz, z których większość się im nie sprawdza i to „niesprawdzanie się” nie wpływa ani trochę na pewność, z którą wygłaszają swoje kolejne prognozy. Mnie pokory nauczył rok 2015, po którym to 2015 mocno ograniczyłem prognozowanie.


No dobra, skoro wstęp do prognozy mamy już za sobą, to teraz można przejść do samego prognozowania. Moim zdaniem, przez jakiś czas konfa może utrzymać poparcie na tym „podwyższonym” poziomie, a potem będzie już raczej tracić poparcie. Nawet, gdyby udało się na tym „podwyższonym” poparciu dojechać do wyborów (co jest wątpliwie z przyczyn, które zaraz wymienię), to wtedy może nastąpić tąpnięcie. Czemu akurat wtedy? Ano temu, że trzeba będzie sklecić jakieś listy wyborcze. Fajnie jest sobie schować onuce Brauna i Władcę Kuców do komórki, żeby się nie odzywali, ale jeżeli na listach wyborczych znajdzie się nazwisko Brauna, to Konfederacja będzie rozliczana z jego prorosyjskich wypowiedzi i działań. Nieśmiało przypominam, że to właśnie antyukraińskie i prorosyjskie akcje sprawiły, że w grudniu 2022 konfa w niektórych sondażach spadła poniżej progu wyborczego.


Niemniej jednak wątpię w to, żeby konfa dojechała na tym podwyższonym poparciu do wyborów. Wątpię dlatego, że już sama „zwyżka” sprawiła, że konfa musiała się zacząć mierzyć z pierdylionem problemów natury, że tak to ujmę, wewnętrznej. No bo tak. Do pewnego momentu ci ludzie byli przeświadczeni o tym, że niezależnie od tego, co zrobią i co powiedzą, nadal będą bezpiecznie tkwić o dwa/trzy oczka nad progiem wyborczym. Końcówka roku 2022 sprawiła, że dotarło do nich, że ich własny elektorat ma ograniczoną odporność. Stąd też schowanie do komórek wszelkiej maści ciężkich szurów. Dodajmy do tego ten drobny szczegół, że konfa zachęcona sondażami chciałaby pozyskać jeszcze większy elektorat. No i tutaj pojawia się jeden z wielu problemów (ja się akurat z tych problemów konfy cieszę, ale oni pewnie nie). Te problemy się ze sobą przeplatają, tak więc nie będę się bawił w wyliczankę i po prostu je opisze zbiorczo.


Główny problem konfy polega na jej dotychczasowej strategii komunikacyjnej. W telegraficznym skrócie, chodzi o to, że politycy tej partii do pewnego momentu (końcówka roku 2022) po prostu jechali po bandzie. Ja wiem, że na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, że konfa to zwyczajnie zbiorowisko ciężkich szurów, onuc, etc., które po prostu mówią to, co im ślina na język przyniesie. Tyle, że to nie jest prawda. Tzn. owszem, są tam takie osoby, ale te ich wypowiedzi nie były efektem tego, że akurat w danym momencie komuś zachciało się powiedzieć tę, czy inną bzdurę. To było przemyślane działanie. Konfiarze po prostu wiedzą, w jaki sposób działają algorytmy w mediach społecznościowych (tl;dr najczęściej podrzucają nam to, co nas irytuje, żebyśmy się odpalili i flejmowali w internetach). Żeby wykorzystywać te algorytmy, pozwolono wszelkiej maści szurom i innym Braunom (ciekawe, czy dali mu chociaż lampkę, czy też siedzi po ciemku w tej komórce) opowiadać to, co opowiadali. Szury opowiadały to, co opowiadały, a zasięgi same rosły.


Ktoś może powiedzieć: no ale skąd pewność, że to po prostu nie są same szury? Po pierwsze stąd, że pochowano prorosyjskich szurów. Po drugie zaś stąd, że uśmiechnięty pan z Tik Toka w wywiadzie, którego udzielił Patrykowi Słowikowi, bawił się w głównego bohatera „Memento”. Gdyby to po prostu były szury, które działają w sposób nieprzemyślany, to Brauna (wraz z innymi onucami) nie zamknięto by w komórce, a Mentzen w tym wywiadzie albo podtrzymałby wszystko, co w tych 100 ustawach było, albo w ogóle pojechał po bandzie i powiedział, że te ustawy to były jeszcze zbyt łagodne.


O ile pod koniec grudnia 2022 chodziło o to, żeby znowu skoczyć ponad próg wyborczy, to teraz (po tych zwyżkowych sondażach) planem minimum jest pewnie utrzymanie obecnego poparcia. Dlatego też uśmiechnięty pan z Tik Toka robił w trakcie wywiadu fikołek za fikołkiem. Z tą zmianą w strategii komunikacyjnej wiąże się kolejny problem. Tak, jak już to napisałem wcześniej, konfa do pewnego momentu miała spójny przekaz, który się rzeczywistości nie kłaniał. Teraz zaś (w pogoni za wyższym poparciem) zaczęły się fikołki, które sprawiły, że o jakiejkolwiek spójności przekazu można zapomnieć. Do tej pory to konfa chłostała wszystkich za to, że „raz mówią jedno, a innym razem drugie”, a teraz poprzez swoje fikołki sama się naraziła na tego rodzaju krytykę.


Gdyby wybory miały się odbyć miesiąc po tym, jak konfa zaliczyła te wzrosty sondażowe, to pewnie by im się udało do wyborów dojechać z takim „podwyższonym” poparciem w miarę bezproblemowo, bo fikołki by im raczej nie zaszkodziły. Tyle, że (na nasze szczęście) do wyborów jest jeszcze kawał czasu i te fikołki mogą się na nich zemścić. Ciekaw jestem, czy tam w konfie ktoś sobie poprzeliczał to wszystko. No bo z jednej strony, takie fikołki i ugłaskiwanie przekazu miało służyć pozyskaniu nowego elektoratu i utrzymaniu słupków na tej „dzisiejszej” wysokości. Tyle, że z drugiej strony, część elektoratu konfy to ciężka szuria, która to ciężka szuria zapewniała im zasięgi (rozrzucając zapamiętale rosyjskie dezinfo o pandemii, szczepieniach/etc.). Tego szura konfa nauczyła, że jeżeli partia raz mówi jedno, a potem drugie, to na pewno jest to element jakiegoś spisku. Kwestią otwartą jest to, czy ten szur jest taki, jak betonowy elektorat PiSu, który zagłosuje na swoją ukochaną partię, choćby nie wiem co, czy też szur jest labilny i zacznie sobie szukać innych „antysystemowców” (no wiecie, takich, którzy „nie zmieniają zdania”).


Ostatni problem konfy, nad którym się będę tutaj pastwił wiąże się z tym, że konfa (jeżeli chodzi o swój przekaz/etc.) stawia głównie na internety. Z tego, w jaki sposób działają algorytmy są otrzaskani. Potrafią sobie „robić zasięgi”. No i wszystko pięknie (tzn. dla nich), ale budowanie zasięgów na wkurzaniu wszystkich nie-szurów niesie ze sobą spore ryzyko. Ryzyko to polega na tym, że internety są reaktywne. Na tym też się opiera działanie algorytmów: podrzucanie nam tego co nas wkurza, żebyśmy się „zaangażowali” i poświęcali soszjalom więcej czasu. To „zaangażowanie” zapewniało konfie zasięgi. Tyle, że to samo zaangażowanie zapewniało konfie pierdyliony negatywnych reakcji i komentarzy. Dopóki opierali się w głównej mierze na szurskim elektoracie, te negatywne reakcje im nawet pomagały (patrzcie, przyszli tutaj ci, co głosują na inne partie i hejtują nas za słowa prawdy!). Może im to jednakowoż bardzo, ale to bardzo utrudnić utrzymywanie „podwyższonego” poparcia, bo ktoś skuszony filmikami, nakręconymi przez uśmiechniętego pana z Tik Toka, może niekoniecznie dobrze zareagować na to, że partia, którą Mentzen promuje, ma mniej uśmiechnięte oblicze. A z jakiegoś powodu pod koniec zeszłego roku konfa miała takie, a nie inne słupki sondażowe.


Na sam koniec tej i tak już trochę przydługiej notki zostawiłem sobie jeszcze jedną kwestię taką „okołokonfiarską”. Jest sobie taki film jak „Sully”, o pilotach, którzy po utracie obydwu silników wylądowali na rzece Hudson. Do pilotów były pretensje o to, że lądowali na tej rzece mimo tego, że zdaniem mądrych głów – daliby radę dolecieć do jakiegoś lotniska. Na spotkaniu (zebraniu?) komisji, która zajmowała się badaniem tej katastrofy oglądano loty symulacyjne, z których wynikało, że w sumie gdyby się ten Sully spiął, to dałby radę dolecieć nawet do dwóch lotnisk (tl;dr [oraz spoiler alert] zaraz potem okazało się, że wcale by nie dał rady). Pilot, który lądował (grany przez Toma Hanksa) wypowiedział w pewnym momencie kwestię „Can we get serious now” i zaczął tłumaczyć, dlaczego jego zdaniem te symulacje nie były adekwatne.


Wspominam o tym po pierwsze dlatego, że zawsze warto wspomnieć film z Tomem Hanksem, a po drugie dlatego, że po tym, jak się sondaże „zwyżkowe” objawiły i się okazało, że młodzież (głównie płci męskiej) chce głosować na konfederację, pojawiło się mnóstwo analiz odnośnie tego „dlaczego tak jest i dlaczego lewica nic z tym nie robi”. Can we get serious now? W jaki sposób lewica miałaby pozyskać ten elektorat?


To są w przeważającej większości (chodzi o mi o ten młody elektorat) osoby, które wierzą w te wszystkie „proste rozwiązania” proponowane przez konfę. Gwoli ścisłości, do tych młodych nie mam żadnych pretensji o to. Nieśmiało bym chciał zwrócić uwagę na to, że z niewyjaśnionych przyczyn się utarło, że Korwin (a co za tym idzie konfederacja, którą reprezentuje uśmiechnięty pan z Tik Toka) „zna się na gospodarce”. Największy absurdem jest to, że tego rodzaju bzdury powtarzane są nie tylko przez tę część młodzieży, która musi wyrosnąć z korwinizmu, ale przez osoby, na ten przykład, w moim wieku (ale też i starsze o jedno pokolenie). To zawsze jest coś w rodzaju „no tak on jest taki, jaki jest, ale trzeba przyznać, że podejście do gospodarki ma dobre”. Jeżeli tego rodzaju bzdury powtarzają starsi ludzie, którzy mają już trochę doświadczenia życiowego i powinni sobie zdawać sprawę z tego, że te „proste rozwiązania” (których, jakoś tak się złożyło, że nie wprowadzono jeszcze w żadnym kraju) to są po prostu bzdury. Poza tym, w jaki sposób lewica miałaby pozyskać elektorat, który gardzi solidaryzmem społecznym, uważa podatki za kradzież, a transfery publiczne uważa za wstęp do gułagów? To nie lewica „wychowała” tę część elektoratu konfederacji, tak więc nie bardzo rozumiem czemu mają służyć te pretensje kierowane w jej stronę. Nie zmienia to faktu, że lewica potrzebuje populistycznych narracji i to na ASAPie.


Źródła:

Uśmiechnięty pan z Tik Toka chce przewracać stolik

https://twitter.com/SlawomirMentzen/status/1639926659724857348

Uśmiechnięty pan z Tik Toka bawi się w "memento"

https://wiadomosci.wp.pl/slawomir-mentzen-jestem-leniwym-lobbysta-6881890123549632a

Sondaż z listopada 2022

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-sondaz-pis-na-prowadzeniu-konfederacja-poza-sejmem,nId,6410539#crp_state=1


Karol Modzelewski "Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca"

środa, 29 marca 2023

To było w planie!

Nad tą notką miałem siąść od razu po tym, jak na RzePie pojawiła się rozmowa z Foglem, który chwalił się tym, jak to doskonale PiSowi idzie ofensywa internetowa (konkretnie zaś, podbój Tik Toka), ale jak się przyjrzałem uważniej tym jego wypowiedziom, to sobie pomyślałem, że warto poczekać na rozwój sytuacji, bo miałem przeczucie, że niektóre kawałki tych jego wypowiedzi się bardzo źle zestarzeją w przeciągu paru dni.


W polityce, tak samo, jak w nauce są pewne stałe. Jedną z tych stałych jest to, w jaki sposób autorzy jakiegoś srogiego przypału będą reagować na tenże przypał. Na samym początku zawsze jest ten moment zawahania, w trakcie którego autor ma jeszcze jakieś złudzenia odnośnie tego, że „może będzie dobrze”. A potem następuje ta „stała” reakcja, którą jest coś w rodzaju „haha, tak naprawdę to wszystko było zaplanowane”. Dokładnie tak samo było w przypadku tego nieszczęsnego filmiku („dlaczego nienawidziwicie PiSu”). Bo wiecie, to nie była żadna wpadka. To był dobrze przemyślany plan. Jaki? SPRYTNY! Będę się tu pastwił nad dwiema rozmowami Fogla. Pierwsza (jak już wspomniałem) była dla portalu RzePy, a druga w Polsat News („Gość Wydarzeń”)


Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że w trakcie pierwszej rozmowy (dla „RzePy”), nawet redaktor Kolanko, którego trudno podejrzewać o bezstronność, trochę sobie robił podśmiechujki z tego konkretnego filmiku i np. stwierdził, że ludzie nie mieli specjalnego problemu ze wskazaniem przyczyn, dla których nie lubią PiSu. Jak na to zareagował Fogiel?


„Przeglądałem odpowiedzi. Większość nie odbiegała od tego, co możemy usłyszeć z ust polityków opozycji w dowolnym studio telewizyjnym. Większość odpowiedzi jest łatwa do sprostowania, będziemy się tym zajmować” .


Ciekaw jestem (i to tak na serio), czy tacy ludzie jak Fogiel zdają sobie sprawę z tego, jak są odbierane tego rodzaju wypowiedzi. No bo co z niej wynika? Ano tyle, że młodzież jest bardzo niemądra, bo powtarza wszystko po opozycji. Idźmy dalej.  Że Fogiel przedstawia młodych jako bardzo niemądrych ludzi to jedno, ale istotne jest to, że on sam (razem z całą swoją partią) nie rozumie pewnej rzeczy.


Nie rozumie tego, że tych poglądów młodzieży nikt nie musiał narzucać. Fogiel nie rozumie tego, że pewne poglądy, przekonania/etc. mają charakter oddolny. Aczkolwiek Fogiel nie jest pod tym względem wyjątkowy w Zjednoczonej Prawicy. Tego nie rozumie praktycznie cała ta formacja. Czemu? Ano temu, że tego rodzaju rzeczy, jak na ten przykład oburzenie społeczne w przypadku elektoratu Zjednoczonej Prawicy, praktycznie nigdy nie ma charakteru oddolnego. To oburzenie jest w ogromnej większości przypadków oburzeniem indukowanym. Wystarczy popatrzeć na ostatnie prawicowe inby: „jedzenie robaków” i „szkalowanie papieża”. Obstawiam, że mało kto by zwrócił uwagę na obydwie te kwestie (pod koniec roku 2022 był sondaż, z którego wynikało, że większość obywateli chce, żeby sprawdzić, co tam w archiwach było o tym Wojtyle), gdyby nie to, że Zjednoczona Prawica przez ileś tygodni wmawiała suwerenowi, że właśnie na to się powinien oburzać.


Partia Kaczyńskiego tak bardzo się do indukowania oburzenia przyzwyczaiła, że po pierwsze, nie potrafi przestać. A po drugie wszystkich dookoła podejrzewa o to samo. I dlatego ta młodzież jest zmanipulowana przez opozycję, a ta część społeczeństwa, która nie chce na nich głosować, jest zmanipulowana przez UE, Niemcy, Zachód i tak dalej i tak dalej. Od kiedy PiS te metody stosuje? Od bardzo dawna. Nie wiem, czy szopka po katastrofie smoleńskiej była pierwszym przypadkiem, ale na pewno była pierwszym przypadkiem o tak olbrzymiej skali. Potem było oburzenie w temacie Rydzyka i tego, że „nie dostał miejsca na multipleksie” (w wielu miejscach odbywały się marsze protestacyjne). W 2014 było gadanie o „sfałszowanych wyborach samorządowych”, w 2014 (potem był to jeden z filarów kampanii Dudy) były brednie o tym, że „PO chciało sprzedać lasy”. Przykładów tego indukowanego oburzenia było od groma, ale mnie na użytek tego kawałka notki wystarczy tych kilka. Istotny jest bowiem mechanizm. Partia wskazuje suwerenowi palcem to, na co się ma denerwować i potem dba o to, żeby się denerwował jak najdłużej.


Ponieważ proceder ten trwa od wielu lat, Partia nie potrafi ogarnąć tego, że obywatel może mieć jakieś własne poglądy, które, o zgrozo, są wynikiem jego własnych przemyśleń, a nie tego, co ktoś mu wrzucił do głowy.


Z powyższego zaś wynika to, że partia będzie te kwestie (powody, dla których ktoś „nienawidzi PiSu”) wyjaśniać tak, jak gdyby miała do czynienia z jakimiś przygłupami, które nie są w stanie sobie włączyć TVP Info. Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości odnośnie tego, to zachęcam do zapoznania się z filmikami-odpowiedziami, których Partia wyprodukowała już sporo. Aczkolwiek uprzedzam, że to jest dokładnie tak samo toporna propaganda, jak to, co produkuje Pereira z kolegami i koleżankami. Warto w tym miejscu wspomnieć, że partia zaczęła się „zajmować” wyjaśnianiem młodzieży świata już w komentarzach pod filmikiem o „nienawiści”. Przykładowo, pod komentarzem, którego autor wspomniał o tym, że jedną z przyczyn, dla których nie przepada za PiSem jest podręcznik do HiT pojawiła się odpowiedź Fogla (czy też innego „zasiadacza”): „To jest doskonały podręcznik”. Nie wiem, jak was, ale mnie Fogiel przekonał!


Im dłużej trwała ta rozmowa, tym bardziej widoczne stawało się to, że rzeczywistość przerasta Fogla, Porębę i resztą „mózgów” stojących za tą akcją. Kolanko zapytał Fogla o to, czy takie „jechanie” po młodzieży to na pewno dobry pomysł i na to pytanie Fogiel nie odpowiedział (ale trochę tu winy redaktora Kolanko, bo zamiast zadać proste pytanie, zrobił z tego piętrowca, a Fogiel sobie z tego po prostu wybrał to, na co chciał odpowiedzieć).


Potem jednak (w pewnym sensie) się do tej kwestii odniósł. Zanim wrzucę dwa cytaty (Fogiel o tym w obu rozmowach wspominał) taka jedna uwaga natury ogólnej. Ciekaw jestem, czy ci ludzie, którzy wydają miliony monet na wszelkiej maści szkolenia z komunikacji perswazyjnej, erystyki/etc., zdają sobie sprawę z tego, że w pewnym momencie zaczynają brzmieć jak zacięte automaty. Ja wiem, że to wszystko robione jest z myślą o tym, żeby potem ktoś mógł powycinać z rozmowy pojedyncze fragmenty i zmontować z tego materiał, w którym ten, czy inny automat „zaorał”, ale i tak mnie to fascynuje. Poza tym, zastanawiam się nad tym, czy ci ludzie zachowują się tak również w życiu codziennym, czy też ograniczają się z tym klepaniem formułek do życia zawodowego. No, ale to dygresja była.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


W jaki sposób Fogiel odniósł się do tego, że cały filmik był dla młodzieży (eufemizując) cokolwiek obraźliwy? Ano w taki: „Zapraszamy do wyjścia z bańki i przedstawienia pewnych argumentów. (…) Jeśli ktoś uważa, że publikując takie kontrowersyjne pytanie, myśmy oczekiwali głaskania po głowie i tego, że nie wyleje się hejt, do specjalnie błyskotliwych nie należy (...)”. Ponieważ druga rozmowa (w Polsacie) odbyła się trochę później, przekaz został doszlifowany: „Pytanie było prowokacyjne, ale wywołaliśmy dyskusje, rozmowę”. Mamy tu przepiękny przykład erystyki. Fogiel był pytany o to, czy „ustawianie młodzieży do pionu” to na pewno dobre podejście, a opowiadał o tym, że oni tylko „zadali kontrowersyjne pytanie”. Tyle, że krytykującym ten filmik nie chodziło o pytanie (które samo w sobie nie było w żaden sposób kontrowersyjne), ale o to, że (zupełnym przypadkiem) Fogiel mówił do młodzieży jak do kretynów.


Niezwykle zabawnym znajduję to, co Fogiel powiedział o „zachęcaniu do wychodzenia z bańki”. Jest to dla mnie zabawne dlatego, że jeżeli chodzi o młodzież, to tam „bańką” są poglądy wygłaszane przez Fogla i jego partię. To nie jest żadna nowość. PiSowi jedynie w 2015 udało się przez krótki czas (acz wystarczający do zdobycia władzy) trafiać z przekazem do młodych. Potem drogi młodzieży i PiSu zaczęły się rozchodzić, z czego partia Kaczyńskiego nie do końca zdawała sobie sprawę. Zaczęła sobie zdawać dopiero (pi razy oko) w 2019 roku. Otóż wcześniej PiS bardzo lubił wrzucać na Twittera sondy (które „wygrywał” dzięki temu, że aktyw partyjny był dobrze zorganizowany), a wyniki tych sond wrzucano na antenę TVP, żeby pokazać, że to, co robi władza, cieszy się poparciem społecznym.


Wszystko to bardzo ładnie działało, aż do 2019 kiedy to miała miejsce bardzo przykra sytuacja: „Przygotowujący program "Strefa starcia" w TVP Info zrezygnowali z prowadzonej na Twitterze sondy, gdy większość biorących w niej udział zaznaczyła, że akceptuje możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne”. Najzabawniejsze było oświadczenie w tej sprawie: „"w związku z uzyskanymi konkretnymi informacjami o kupowaniu głosów, czujemy się w obowiązku ostatnią sondę zamknąć. Szanujemy głosy WIDZÓW, dlatego jest dla nas niezmiernie ważne, żeby wynik sondy odzwierciedlał ICH punkt widzenia, a nie wykupionych farm anonimowych trolli". Jeszcze bardziej zabawne było to, że (cóż za zaskoczenie), najwięcej na temat tego, za ile można kupić głosy na Twitterze wiedzieli (a jakże) PiSowscy influencerzy. Aczkolwiek cebulą na torcie było to, że cały ten bełkot o kupowaniu głosów wziął się stąd, że PiSowscy influencerzy, widząc konta z młodymi azjatami w avatarach, doszli do wniosku, że to muszą być „azjatyckie boty”. Tl;dr: chodziło o fanki i fanów K-Popu. Mniej więcej od tamtej pory aktyw partyjny PiSu i PiSowska nomenklatura nie są w stanie pogodzić się z tym, że ich fanbaza wśród młodych to bardzo niewielka i nic nie znacząca banieczka, która nie jest w stanie wpływać na resztę młodzieży.


No dobrze, zatrzymajmy się na moment i podliczmy, ile już udało się zebrać „celów” tego filmiku. Po pierwsze chodziło o „zaproszenie do dyskusji”. Po drugie, chodziło o to, żeby młodzież wyszła z bańki. Po trzecie chodziło o to, żeby sprawdzić dlaczego młodzi nie lubią PiSu. Sporo tego jak na jedne filmik, prawda? Tyle, że na tym nie koniec, albowiem Fogiel (co zostało potem rozrzucone po prawicowych mediach) chwalił się jeszcze innym sukcesem związanym z tym  filmikiem: „- Już wszystkie cele zasięgowe na TikToku osiągnęliśmy. Film w ciągu doby wygenerował 160 tys. odsłon, kilka tysięcy komentarzy. Wie pan co robią w tym momencie algorytmy TikToka - stwierdził sugerując, że celem nagrania było zwiększenie zasięgu "stosunkowo młodego" profilu PiS na TikToku.”. Ten sam temat pojawił się w rozmowie na „Polsacie”: „Jako PiS jesteśmy nowym zjawiskiem na TikToku. Udało nam się uzyskać kilkanaście tysięcy komentarzy. To sprawia, że algorytmy postrzegają nasze konto inaczej”.


Tak więc możemy dodać do wyliczanki kolejne „cele”. Po czwarte: chodziło o to, żeby mieć duże zasięgi. Po piąte zaś chodziło o to, żeby (dzięki zasięgowi i komentarzom), wykorzystać algorytmy do zwiększania oglądalności kolejnych filmików. Być może się nie znam, ale zaczynam odnosić wrażenie, że z tymi „celami”, o których mówi Fogiel, to jest tak, że część z nich była wymyślana na bieżąco po tym, jak się okazało, że o filmiku zrobiło się nieco zbyt głośno?


No dobrze, ale o co tak właściwie mogło chodzić? Moim zdaniem (o czym już wspominałem w moich poprzednich „Głośnych Tekstach”) o to, żeby wysłać sygnał do aktywu, że „coś się robi z tą młodzieżą”. Przyznam szczerze, że na początku wykluczyłem jeden z tych „celów” bo uznałem, że ci ludzie nie mogą być aż tak bardzo cyfrowo wykluczeni, żeby faktycznie im o to chodziło. Tym celem było „robienie zasięgów”. Jednakowoż po tym, jak się przyjrzałem wypocinom Fogla muszę swój pogląd zrewidować: owszem, tym ludziom na serio chodziło o kwestie „zasięgowe” (dlatego też Fogiel opowiadał o algorytmach). Obstawiam, że proces decyzyjny przebiegał w sposób następujący: algorytmy działają tak, że podsuwają ludziom to, co ich denerwuje, więc zrobimy filmik, na którym zrzygamy się na młodzież, dzięki temu algorytmy zaczną nas częściej polecać  młodzieży, a sama młodzież chętniej nas będzie oglądać, a wtedy my przy pomocy nowych filmików zrobimy młodzieży pranie mózgu.


Jestem w stanie uwierzyć w to, że taki właśnie był plan (poza chęcią pokazania aktywowi i nomenklaturze, że „coś się robi”, rzecz jasna). Jestem w stanie w to uwierzyć, bo ten plan był po prostu, eufemizując, głupi. Głupi dlatego, że PiS (na nasze szczęście) nie jest w stanie zrozumieć przyczyn, dla których nie jest mu z młodzieżą po drodze.


Tym ludziom nadal wydaje się, że problem leży w tym, że do młodzieży ich przekaz nie dociera. Tak, problem leży właśnie w tym. Co prawda, mają do dyspozycji media rządowe o gigantycznym zasięgu (telewizje, radio, prasę, portale) mają całą kupię influencerów w soszjalach, którzy to influencerzy mają spore zasięgi, ale nadal im się wydaje, że problem leży w tym, że ten przekaz nie dociera do młodzieży. Jeżeli komuś się wydaje, że przesadzam i że sobie wymyślam różne rzeczy, to pozwólcie, że przypomnę kawałek wypowiedzi Fogla: „Jako PiS jesteśmy nowym zjawiskiem na TikToku” (była też wzmianka o „stosunkowo młodym profilu”).


Ta wypowiedź o „nowym zjawisku” nosiłaby znamiona sensu, gdyby dotyczyła jakiejś nowej partii, o której nikt wcześniej nie słyszał. PiS jest partią, która rządzi Polską od 8 lat, ma miliony wyborców, gigantyczną machinę propagandową. Ok, może i konto jest „młode”, ale to nie ma żadnego znaczenia. Niemniej jednak w to właśnie wierzą Fogle i inne Poręby. Podsumowując, PiSowi te zasięgi w niczym nie pomogą. Mało tego, biorąc pod rozwagę to, jak bardzo PiS „odstaje” od młodzieży, to ta toporna propaganda może im bardzo, ale to bardzo zaszkodzić.


No dobrze, ale jak to tam z tymi zasięgami teraz jest? Eufemizując: bez rewelacji. Owszem, są większe, niż na początku, ale koszt tych zasięgów jest ogromny. O jakim koszcie mowa? O tym, który widać, jak się zerknie w komentarze, w których nadal odbywa się niemiłosierna orka. Sprawa kolejna to to, że PiS nie potrafi wykorzystać nawet tych niewielkich zasięgów, które mu się udało „wyprodukować”. Momentami jest to komiczne. W komentarzach pod „usuniętym” filmikiem było trochę wzmianek o Czarnku (o którym młodzież ma zdanie takie, a nie inne). Co w związku z tym robi PiS? Wrzuca na Tik Toka filmiki, na których Czarnek opowiada o Wojtyle. Przez moment sobie pomyślałem, że może to znowu jest jakiś diaboliczny plan, który miałby na celu podbicie zasięgów (bo Czarnka młodzież nie lubi), ale gdyby tak było, to nie kazaliby mu opowiadać o Wojtyle, ale o wszelakich mniejszościach, które Czarnek lubi hejtować.


Mam szczerą nadzieję, że „ofensywa internetowa” będzie nadal wyglądała w ten sam sposób. Tzn. będzie prowadzona przez grupkę zarozumiałych typów, którym wydaje się, że „znaleźli sposób na młodzież”. Aczkolwiek prawda jest taka, że nawet, gdyby tam się pojawił ktoś, kto na serio mógłby to ogarnąć, to na prowadzenie tego rodzaju działań jest w tym konkretnym przypadku o wiele za późno. Mniej więcej o dwie kadencje za późno. Gdybyśmy popatrzyli na to wszystko przez pryzmat politycznego pragmatyzmu, to PiS zrobiłby o wiele lepiej, gdyby odpuścił sobie te „ofensywy internetowe”. Tyle, że na to nikt się tam nie zdecyduje, bo mogłoby to zostać odebrane przez aktyw jako przyznanie się do „imposybilizmu”. O wiele bardziej prawdopodobne jest to, że Fogiel i Poręba w pogoni za zasięgami będą produkować kolejne „kontrowersyjne” filmiki, które będą antagonizować młodzież w jeszcze większym stopniu. Potem zaś będą się chwalić tym, że udało im się osiągnąć ten, czy inny cel. Nie wiem, jak wam, ale mnie to nieszczególnie przeszkadza (aczkolwiek współczuję młodzieży, która musi się mierzyć z tymi umizgami). Ja zaś lojalnie was uprzedzam, że od czasu do czasu będę się pochylał nad tą „ofensywą internetową”.



Źródła:

https://www.rp.pl/polityka/art38155771-fogiel-o-swoim-nagraniu-na-tiktoku-cele-zasiegowe-osiagnelismy

 https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,29592489,uzytkownicy-tiktoka-nie-zostawili-na-pis-ie-suchej-nitki-fogiel.html?

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-badanie-wiekszosc-polakow-za-zbadaniem-podejscia-karola-wojt,nId,6499811

https://wyborcza.pl/7,75398,14459438,ojciec-rydzyk-kontra-tvp-chce-szybciej-dostac-miejsce-na-multipleksie.html

Moja notka na temat tego co się działo w kontekście wyborów samorządowych 2014:

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2014/12/wyborczy-armagedon.html

https://oko.press/w-2014-r-chcieli-sprywatyzowac-lasy-nowy-minister-srodowiska-jak-propagandysta-lasow-panstwowych

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-badanie-wiekszosc-polakow-za-zbadaniem-podejscia-karola-wojt,nId,6499811

https://www.press.pl/tresc/56690,sonda-_strefy-starcia----usunieta_-wyniki-nie-byly-zgodne-z-oczekiwaniami

piątek, 24 marca 2023

Asymetria

Ponieważ mam rozgrzebanych kilka innych notek (na ten przykład, o rosyjskiej dezinformacji i o wywiadzie, w którym Fogiel opowiadał o „sprytnym planie”, dotyczącym pamiętnego filmiku skierowanego do młodzieży) uznałem, że to doskonały moment na napisanie jeszcze innej.


O czym będzie? O pewnym rodzaju asymetrii. Zazwyczaj wnioski końcowe formułowane są, no cóż, na końcu, ale ja sobie od nich zacznę. Otóż, żyjemy sobie w rzeczywistości, w której opozycja może (i jest) rozliczana z dowolnej wypowiedzi dowolnej osoby, która to osoba, o ile wypowiedź jest odpowiednio durna, automatycznie zostaje „twarzą opozycji”, a partia rządząca, niemalże z założenia, nie musi się tłumaczyć z niczyich słów. Tak, czasem zdarza się, że ktoś dostanie jakieś „niewygodne” pytanie dotyczące tej, czy innej wypowiedzi, ale to są wyjątki.


Teraz pora na moją ulubioną zabawę w „co by było gdyby”. Tak więc, wyobraźcie sobie, co by było gdyby jeden z czynnych polityków Platformy Obywatelskiej prowadził multum fanpejdży na FB, na których pojawiałyby się rasistowskie treści. Wyobraźmy sobie, że ta osoba prowadzi swój kanał na Youtube, na którym rozmawia z osobą, która stwierdziła, że Jarosław Kaczyński „powinien trafić przed trybunał stanu, sąd wojskowy i pod ścianę.”. Co zrozumiałe, ten „wywiad” promowany byłby na stronach polityka przy pomocy wyżej wymienionego cytatu i słowami „zgadzasz się z wypowiedzią? Udostępnij ten film!”. Wyobraźmy sobie, że politykowi temu nie podobała się pewna grupa ludzi, tak więc chciał, żeby poddać tę grupę „dezynfekcji”. Idźmy dalej i wyobraźmy sobie coś, co jest już naprawdę chore, wyobraźmy sobie, że ten czynny polityk był łaskaw formułować publicznie groźby pod adresem kobiety, której dziecko popełniło samobójstwo.


Ja tam co prawda jestem tylko prostym blogerem, ale wydaje mi się, że wszystko wyglądałoby mniej więcej tak: abstrahując od tego, że taka osoba miałaby zarzuty prokuratorskie (a sam polityk zostałby wywalony z PO na zbity pysk w tempie ekspresowym), to praktycznie każdy wywiad/rozmowa z dowolnym politykiem PO zaczynałby się od pytań na temat tej osoby. Rządowe media opowiadałyby o działalności tego polityka 24/7, a symetryści zaczęliby tłumaczyć, że „no, ten człowiek właśnie zapewnił PiSowi trzecią kadencję”.


Większość z was zapewne już wie, jaka będzie pointa tego eksperymentu myślowego. Otóż, nie musimy sobie wyobrażać takich sytuacji. Takie sytuacje miały miejsce. Różnice były kosmetyczne: nie chodzi o polityka PO, a o polityka Zjednoczonej Prawicy, a zamiast Kaczyńskiego pod ścianą miał się znaleźć Tusk. Cała reszta się zgadza. Politykiem tym jest Dariusz Matecki (który, choć ponoć jest bardzo biegły w internetach, uznał, że skasowanie filmiku [czy też ukrycie kanału na YT] sprawi, że coś z internetów zniknie). Ja wiem, że w obecnych okolicznościach przyrody praktycznie nie jest możliwe to, żeby ten człowiek poniósł jakąkolwiek odpowiedzialność za swoje czyny, bo jest kolegą Zbyszka, ale nie rozumiem, czemu media w ogóle nie poruszają jego tematu w trakcie rozmów z politykami Zjednoczonej Prawicy. Od czasu do czasu media sobie o nim przypomną, ale generalnie to nie poświęcają mu zbyt wiele uwagi. Czemu tak się dzieje? O tym będzie nieco dalej.


Przyznam szczerze, że pierwotnym założeniem było to, żeby tych „eksperymentów myślowych” robić więcej, ale przypomniałem sobie, że miałem się ograniczać ze ścianami tekstu. Tak więc kolejni bohaterowie będą traktowani skrótowo. O czym media nie wspominają?


Ano, na ten przykład, o tym, że kurator oświaty, Barbara Nowak, bardzo lubi publikować jakieś antynaukowe brednie i  najchętniej pozbyłaby się ze szkół uczniów z niepełnosprawnościami. To jest swoją drogą dość absurdalne, bo Ministerstwo Edukacji i Nauki wspiera edukację włączającą, a Barbara Nowak publicznie twierdzi, że edukacja włączająca to „neomarksistowska konstrukcja nowego człowieka”, a szkoły stały się „poletkiem globalistów”.


W tym miejscu pozwolę sobie na krótką dygresję. Ja wiem, że już o tym kiedyś wspominałem, ale nadal zastanawia mnie to, czyją znajomą jest Barbara Nowak. Ja rozumiem, że Zjednoczona Prawica ma krótką ławkę, ale ta ławka nie jest aż tak krótka, żeby jedyną kandydatką na to stanowisko była Barbara Nowak. Jak to możliwe, że Barbara Nowak publicznie chłoszcze MEiN i nie ponosi za to żadnych konsekwencji?



UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty



Jeżeli zaś chodzi o sam wymiar „medialny”, to w przypadku Barbary Nowak media (rzecz jasna, nie chodzi mi o media rządowe), tak samo jak w przypadku Mateckiego, są na tyle uprzejme, że nie zadają politykom Zjednoczonej Prawicy trudnych pytań o to, jak to możliwe, że kurator występuje przeciwko MeiN i absolutnie nikt w ministerstwie na to nie reaguje. Tak sobie dumam, że gdyby wypowiedzi (na temat osób z niepełnosprawnościami), które serwuje nam Barbara Nowak, padły z ust kogoś związanego z opozycja, to rządowe media przynajmniej przez tydzień opowiadałyby nam wszystkim o akcji T-4.                                


Następnymi okazami zajmiemy się zbiorczo, albowiem chodzi o ludzi, którzy dzięki Zjednoczonej Prawicy dostali się do Trybunału Przyłębskiego. Zacznijmy od prof. Mariusza Muszyńskiego, który wcześniej zajmował się na Twitterze szukaniem niemieckich nazwisk (może powinien wydać książkę pt. „Poznaj Niemca”?), wyzywaniem polityków PO, pisaniem o tyłku Biedronia i tak dalej. Następnym okazem jest Krystyna Pawłowicz, której twórczości nie trzeba nikomu przedstawiać. Kolejnym i ostatnim okazem jest pewien wieloletni członek PZPR, odznaczony brązowym medalem zasługi w czasach PRLu, który dostał się do trybunału w ramach dekomunizacji. Tak swoją drogą, mnie tam wisi i powiewa, kto był w PZPR, ale jeżeli partia, która postuluje „potrzebę dekomunizacji sądownictwa”, umieszcza w trybunale takie indywiduum, to powinno się ją z tego rozliczać (choćby medialnie). Ten sam przyjemniaczek był również zamieszany w próbę ukręcenia łba sprawie księdza pedofila z Tylawy.


Zatrzymajmy się na moment przy tej sprawie. Dość głośno zrobiło się w pewnym momencie o filmiku, na którym Piotrowicz tłumaczył, że ksiądz w sumie nic nie zrobił. Warto tę wypowiedź osadzić w kontekście. Piotrowicz musiał wiedzieć jaki materiał dowodowy zebrano, musiał wiedzieć jakie były zeznania ofiar. Ja wiem, że domniemanie niewinności i tak dalej, ale on przecież doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaka była prawda, a mimo tego wyszedł przed kamery i opowiadał o tym, że w tym, co robił ksiądz, nie było nic złego. Takiego typa Zjednoczona Prawica umieściła w trybunale i absolutnie nikt tej prawicy za to nie rozlicza. Ta niemoc polskich mediów jest o tyle bardziej spektakularna, że wiadomo było, że z tymi osobami (Pawłowicz i Piotrowicz) Zjednoczona Prawica ma problem natury wizerunkowej (moja robocza teoria jest taka, że Piotrowicza wmusił PiSowi Episkopat [z jakiegoś powodu Piotrowicz się zaangażował wtedy w sprawę tego pedofila], a Pawłowicz wcisnął Rydzyk).


A skąd to wiadomo? Otóż, każde inne zaprzysiężenie sędziów było szeroko obfotografowywane. W przypadku tej dwójki było inaczej. Żadnych zdjęć ani nagrań nie pokazano. Ale na tym się sprawa nie kończy. Spindoktorzy Zjednoczonej Prawicy uznali, że te zdjęcia mogłyby być tak bardzo obciążające wizerunkowo, że gdy złożono wniosek (w trybie dostępu do informacji publicznej) o udostępnienie tych zdjęć, Kancelaria Prezydenta odpowiedziała, że: „Nagrania i zdjęcia wykonane podczas zaprzysiężenia Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza na sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie będą ujawnione, bo nie są informacją publiczną”. Innymi słowy: kancelaria przyznała praktycznie wprost, że cała ta sprawa jest dla władzy problematyczna. Czy ktokolwiek ten temat potem drążył? A gdzie tam.


Na sam koniec wyliczanki zostawiłem sobie inną kwestię. Tym razem nie będzie chodzić o osobę, ale o medium. Jest w Polsce taki tygodnik jak „Do Rzeczy”, który dostaje kupę kasy z budżetu (via reklamy wykupione przez Spółki Skarbu Państwa). Czym ostatnio zajmuje się „Do Rzeczy”? Miło, że pytacie! Otóż, zajmuje się rozpowszechnianiem rosyjskiego dezinfo w sprawie wojny w Ukrainie. Tak, to są „tylko cytaty”, ale dziwnym trafem są to cytaty jakiegoś typa ze Zjednoczenia Narodowego (onuce) albo np. Trumpa (komentarz zbędny), których autorzy straszą wszystkich trzecią wojną światową. Rzecz jasna, ze strony sponsorów totalne zero reakcji. Tak samo, jak ze strony mediów, które mogłyby zwrócić uwagę na taki drobny szczegół, jak to, że dotowany przez państwo tygodnik czuć onucą.


I na tym wyliczankę zakończę, choć mógłbym jeszcze wiele napisać np. o tym, jak to politycy Zjednoczonej Prawicy zarzucają USA prowadzenie wojny hybrydowej przeciwko Polsce i innych tego rodzaju idiotycznych wypowiedziach i działaniach (zapraszanie amerykańskiego ambasadora, bo się komuś nie spodobał program w telewizji).


No dobrze, ale czemu tak właściwie Zjednoczona Prawica nie jest za te wszystkie działania i wypowiedzi jej polityków rozliczana w mediach? Jak to jest, że skandaliczne wypowiedzi prawicowych polityków przechodzą praktycznie bez echa, a opozycja jest rozliczana z wypowiedzi jakichś przypadkowych osób? Tak, wiem, czasami są to jakieś „gadające głowy”, które opowiadają się po stronie opozycji, ale to i tak jest zupełnie inny „kaliber”, niż czynni politycy Zjednoczonej Prawicy albo osoby, które dzięki tejże Zjednoczonej Prawicy dostały stołki.


Ta asymetria jest gigantyczna i nie da się jej wytłumaczyć tylko i wyłącznie tym, że Zjednoczona Prawica ma do dyspozycji swoje własne media, a opozycja takimi nie dysponuje. Owszem,  rządowe media nie będą zadawać „swoim” politykom trudnych pytań i nie zamierzają ich z niczego rozliczać. Niemniej jednak to nie są (jeszcze) jedyne media w naszym kraju.


Moja robocza teoria jest taka, że ten brak grillowania bierze się stąd, że wszyscy się przyzwyczaili do tego, w jaki sposób wypowiadają się pewne osoby, a z tego zaś wynika, że nie można sobie przy ich pomocy nabić oglądalności, ani wejść na portale. Tak, czasami zdarza się, że jakiś portal się pochyli nad tym, czy innym wyrzygiem polityka Zjednoczonej Prawicy, ale to przeważnie jest artykuł pt. „kontrowersyjna wypowiedź X”, a pojawia się on na portalu tylko i wyłącznie dlatego, że dana wypowiedź zaczęła „trendować” w mediach społecznościowych, tak więc istnieje szansa na podbicie sobie liczby klików.


Już po napisaniu powyższego kawałka tekstu przypomniało mi się coś, co miało związek z „lapsusem językowym” jednego z polskich duchownych, Józefa Michalika, który (8 października 2013) był łaskaw powiedzieć publicznie, że z tą pedofilią to jest tak, że niektóre dzieci wciągają w nią dorosłych. Przy okazji tej wypowiedzi (i tego, jak zareagowały na nią media) zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze z tego, że media społecznościowe mogą wpływać na „stare” media. Po drugie zaś z tego, że media mają spore problemy z jednoznaczną oceną pewnych wypowiedzi/działań/etc. Już tłumaczę skąd mi się te przemyślenia wzięły. Otóż, pierwotnie, wypowiedź była częścią artykułu na temat obrad KEP.


KEP obradował wtedy na różne tematy, a pedofilia wśród duchownych była jednym z tych tematów. Artykuł (którego nie zalinkuje, bo choć znalazłem na swoim fanpejdżu stary link, to nigdzie on nie prowadzi, a znaleźć artykułu po słowach kluczowych nie dałem rady). Artykuł (z Interii) był stosunkowo długi, a ta wypowiedź sobie tam po prostu „była” i nie została opatrzona praktycznie żadnym komentarzem od redakcji. Ponieważ  pojawiła się ona na kilku fanpejdżach (w tym na moim), a FB nie ścinał jeszcze zasięgów, Michalik nagle miał swoje pięć minut w mediach społecznościowych. I dopiero po tym, jak wypowiedź zaczęła się przewalać przez media społecznościowe, na „poważnych portalach” zaczęły się pojawiać artykuły o skandalicznej wypowiedzi/etc. Śmiem twierdzić, że gdyby nie zainteresowanie „soszjali”, to ta wypowiedź mogłaby przejść bez echa, bo żaden z redaktorów nie wpadłby na to, że jest ona skandaliczna sama w sobie i nie trzeba z jej oceną czekać, aż się okaże, że wypowiedź bije rekordy popularności.  


Wydaje mi się, że to właśnie te „problemy z oceną”, połączone z troską o liczbę kliknięć/oglądalność, są główną przyczyną tej tytułowej asymetrii. No bo niby można napisać coś o Barbarze Nowak, ale przecież wszyscy wiedzą, kto to jest i jak się wypowiada. Niby można napisać coś o Pawłowicz, ale (patrz wyżej). Dodajmy sobie jeszcze do tego ludzi, którzy pod każdym artykułem na ten temat będą się dziwować temu, że ktoś w ogóle ten temat poruszył, no bo „stop making stupid people famous”. Ujmując rzecz innymi słowy, jako społeczeństwo przyzwyczailiśmy się do realnego zła, a media nam w tym pomogły, bo zamiast skupiać się na tym, żeby piętnować to zło, skupiały się głównie na tym, żeby za pomocą jego referowania nabijać sobie wejścia/oglądalność. Ponieważ się ludzie do tego przyzwyczaili i, na ten przykład, przestało to generować ruch sieciowy, media przestały się nad tym pochylać. A poza tym, po co zadawać pytania o jakąś tam zamierzchłą przeszłość i jakieś stare wypowiedzi...


W przysłowiowym międzyczasie Zjednoczona Prawica i jej mediaworkerzy nie próżnowali. Ja doskonale pamiętam, jak przy okazji „lapsusu językowego” Michalika dla Samuela Pereiry problemem było to, że wypowiedź była „nie do obrony” (rzecz jasna, wpis ten razem z tysiącami innych odszedł w niebyt, gdy Pereira czyścił sobie internetową przeszłość). Oni już wtedy uczyli się tego, że piętnuje się jedynie wypowiedzi, które padają „z zewnątrz” (względem PiSu, a później Zjednoczonej Prawicy), a „swoje” się albo przemilcza, albo próbuje się ich bronić (stosując kucowe „wyrwane z kontekstu”, na ten przykład).


Dodajmy do tego jeszcze to, że obecni rządowi mediaworkerzy, którzy wcześniej byli „niepokornymi” i „niezależnymi dziennikarzami”, też zwrócili uwagę na to, że media społecznościowe wpływają na „stare” media. Dlatego też rządowa machina propagandowa do perfekcji opanowała coś, co od biedy można nazwać „indukowaniem oburzenia”, które to oburzenie jest potem utrzymywane na odpowiednim poziomie tak długo, aż wreszcie wszystkie media się nad tym będą musiały pochylić. Jestem się w stanie założyć o wiele, że gdyby nie udawane oburzenie PiSowców na materiał w TVN o Wojtyle, to suweren by się z tym pogodził. Zdawała sobie z tego sprawę również Zjednoczona Prawica i dlatego nie mogła sobie tej kwestii odpuścić.


Ktoś może powiedzieć: no dobrze, może i się przyzwyczailiśmy do tego, co robi Zjednoczona Prawica, ale przecież nadal nas w jakimś stopniu te wypowiedzi i działania oburzają. Owszem, ale to wszystko jest oddolne i jako takie trwa stosunkowo krótko. Dla porównania, indukowane oburzenie serwowane suwerenowi przez Zjednoczoną Prawicę może trwać całymi latami dlatego, że to „indukowanie” odbywa się przez cały czas. Rządowa machina propagandowa nie musi się przejmować kliknięciami i oglądalnością, dlatego, że w razie czego może liczyć na miliardy z budżetu. Można więc w kółko wałkować te same tematy. Po to są przecież te grube miliony z SSP łożone na te wszystkie gadzinówki. Oni wszyscy mogą sobie pozwolić na pisanie bredni, które wykończyłyby dowolny inny tygodnik, czy też inną gazetę, bo mogą się nie przejmować liczbami sprzedanych egzemplarzy: oni piszą do fanatyków Zjednoczonej Prawicy i to jest ich główny cel.


Przy całej mej niechęci do indolencji naszej opozycji, zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma ona łatwego zadania. Nie w takich okolicznościach przyrody. Z drugiej jednak strony, to nie jest coś, co się nam jakoś teraz „porobiło”. To jest sytuacja „zastana” i trzeba się do niej jakoś dostosować. Można by było, no nie wiem, zacząć od jakiejś spójnej polityki komunikacyjnej. O ile bowiem Zjednoczonej Prawicy w najmniejszym stopniu nie szkodzi stosowanie wielonarracji (bo rządowa machina propagandowa przyodziewa to w narrację „ach jak oni się pięknie różnią”), to w przypadku polityków opozycyjnych jest to duży problem, albowiem czepiają się ich o to zarówno rządowi mediaworkerzy, jak i pracownicy „wolnych mediów”. Nie chciałbym być źle zrozumiany, ja nie widzę nic złego w tym, że się grilluje polityków, tych „wewnętrznych sprzeczności” jest od groma, ale one są traktowane przez media po macoszemu.


Daleki jestem od budowania teorii spiskowych, w myśl których ten, czy inny dziennikarz to się „sprzedał” (w końcu nie każdy jest Krzysztofem Suwartem, prawda?), niemniej jednak grillowanie polityków opozycyjnych, przy jednoczesnym olewaniu wypowiedzi takich tuzów, jak Barbara Nowak (i jej niemalże eugenicznych bredni) może czasami człowieka wpędzić w nielichą zadumę. No bo tak na serio: czy ci ludzie sami nie dostrzegają tej asymetrii? A jeżeli ją dostrzegają, to czy nie zdają sobie sprawy z tego, że sami są częścią problemu. Nie oszukujmy się, ta asymetria to spory problem i to nie tylko problem opozycji, ale, niestety, nas wszystkich, bo jej efektem jest dość absurdalna sytuacja, w której opozycja jest grillowana znacznie częściej, niż partia rządząca.


Z tego zaś wywodzą się takie absurdy, jak na przykład to, że Genialny Strateg z Żoliborza publicznie opowiada o tym, że opozycja chce sfałszować wybory i tak na dobrą sprawę wypowiedź ta przechodzi bez większego echa. No bo przecież to Kaczyński. Wszyscy wiedzą jaki on jest, więc drążenie tematu nie ma sensu. Albo może ostatni z fikołków będący elementem kremówkowej inby, z którego to fikołka wynikło to, że USA prowadzą z Polską wojnę hybrydową. Dodajmy do tego, ten drobny szczegół, że fikołek ten został wykonany w sytuacji, w której (w praktyce) od USA zależy nasze krajowe bezpieczeństwo. I co? I nic. No bo przecież wiadomo, że to Zjednoczona Prawica. Oni tak mają, że do bieżących narracji potrafią wciągnąć cały aparat państwowy (w tym przypadku było to MSZ), tak więc nie ma się czym przejmować, proszę się rozejść.


Źródła:


Twórczość Barbary Nowak:

(tu link do Wencla, albowiem zwrócił uwagę na nierównowagę medialną na przykładzie Barbary Nowak).

https://twitter.com/kuba_w/status/1638495998619025408

O edukacji włączającej:

https://www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/edukacja-wlaczajaca

Twórczość Muszyńskiego:

https://twitter.com/NewsweekPolska/status/672114707323596800

Twórczość Mateckiego:

https://twitter.com/PiknikNSG/status/1150749597528219649

https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103087,25484762,zaprzysiezenie-nowych-sedziow-tk-bez-udzialu-mediow-dlaczego.html

https://konkret24.tvn24.pl/polityka/kancelaria-prezydenta-nie-pokaze-zdjec-i-nagrania-z-zaprzysiezenia-pawlowicz-i-piotrowicza-ra1003733

Rosyjskie Dezinfo w „Do Rzeczy”

https://twitter.com/PiknikNSG/status/1637124454433144833

https://twitter.com/PiknikNSG/status/1637413318246768640

https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,28938892,kaczynski-w-siedlcach-opozycja-w-samorzadach-chce-sfalszowac.html

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jan-pawel-ii-pedofilia-reportaz-tvn24-ambasador-usa-wezwany

niedziela, 19 marca 2023

Słuchajcie, Głąby!

Ja się wam przyznam szczerze, że chciałem na jakiś czas zamknąć temat „PiSowskiej ofensywy internetowej”, ale ostatni popis Radosława Fogla, który jest jednym z „zasiadaczy” PiSowskiego konta na Tik Toku mnie po prostu lekko przerósł. To jest taki trochę „The Room” materiałów wyborczych, tak więc jest to nieintencjonalnie śmieszne (choć zostało nagrane całkiem na poważnie). Jest tam tyle gęstego, że ten krótki tekst się spindoktorom PiSu po prostu należał.


Cóż takiego było w filmiku? W telegraficznym skrócie, Fogiel był łaskaw powiedzieć młodym ludziom, że są po prostu ignorantami, którzy nienawidzą PiSu dlatego, że nasłuchali się piosenek Maty i Cypisa, a w ogóle to młodzież nawet nie wie, ile PiS zrobił dobrego dla Polski. A poza tym, to jak ktoś ma jakieś konkretne zarzuty, to niech w komentarzu to napisze.


Dość powiedzieć, że był to filmik, który miał znacznie lepszy zasięg od jakiegokolwiek innego z tego konta. Co zrozumiałe, w komentarzach odbyła się niemiłosierna orka. Jak sobie czytałem odpowiedzi napisane przez osobę adminującą kontem, to najpierw pomyślałem, że ktoś celowo usiłuje jeszcze bardziej podgrzać atmosferę. A potem do mnie dotarło, że ten cringe jest efektem tego, że admin usiłuje żartować.


Ciekaw jestem, kiedy Kamila Baranowska napisze kolejny tekst o PiSowskiej „ofensywie internetowej”, bo ten filmik nie wpisuje się w żadną z narracji, które zaprezentowała w swoich artykułach. No bo tak. W pierwszym z nich stało, że PiS chce demobilizować młodszy elektorat. Jak się do tego ma nakręcanie filmiku, który antagonizuje młodzież? Przecież wkurzanie jakiegoś elektoratu to wprost idealny sposób na jego zmobilizowanie.


No dobrze, to może chodziło o drugi artykuł? No wiecie, ten, w którym tłumaczono, że PiS chce „docierać do młodzieży i prostować dezinformacje”. I znowuż: jak się to ma do nakręcania filmiku, w którym tłumaczy się młodzieży, że jest po prostu głupia i na niczym się nie zna? Owszem, udało się tym filmikiem „dotrzeć do młodzieży”, ale PiSowi raczej nie chodziło o ten rodzaj zasięgów.


Swoją drogą, ciekaw jestem, po co w ogóle ten filmik powstał. Tak na pierwszy rzut oka można by było uznać, że Foglowi (czy innemu geniuszowi, który ten badziew wymyślił), chodziło o to, żeby dowiedzieć się tego, czemu tak właściwie młodzi nie lubią PiSu. Tyle, że z tą teorią jest kilka problemów. Po pierwsze, tego rodzaju „sondę” Tik Tokową można przeprowadzić bez uciekania się do lżenia „respondentów”. Po drugie, to jest bezsensowne działanie, bo doskonale wiadomo czemu młodzież nie lubi PiSu (organiczanie praw reprodukcyjnych, Czarnek, konserwatywny zamordyzm i tak dalej i tak dalej). Po trzecie, nawet gdybyśmy przez moment założyli, że PiS czegoś „nie wie”, to wystarczyłoby zrobić badania (które PiS pewnie zrobił, ale ich nie zrozumiał [jest to pokłosie PiSowskich prób „ulepienia” młodzieży). Po czwarte i najważniejsze. PiS od zawsze mierzy i waży internety. Mam uwierzyć w to, że nikt tam nie wpadł na to, żeby po prostu wyciągnąć z internetów to, co na temat PiSu mają do powiedzenia młodzi ludzie?


Mam przeczucie graniczące z pewnością, że ten filmik powstał w wyniku frustracji wywołanej tym, że spindoktorzy PiSu siedzą nad tymi filmikami i #nikogo (a jak już ktoś tam przyjdzie, to przeważnie po to, żeby zostawić jakiś niemiły komentarz). No to nakręcono taki, który na pewno przyciągnie uwagę. Nie, nie uwierzę w to, że to jest efekt jakiejś „przemyślanej strategii”. No chyba, że ta „przemyślana strategia” polega na tym, że chce się zmobilizować elektorat, który w przeważającej większości będzie głosował na inne partie. Gdyby ten filmik był „dobrze przemyślany”, to jest autor wiedziałby, na ten przykład, kiedy powstała piosenka, w której refrenie pojawia się 8 gwiazd. Tak się bowiem składa, że powstała ona zaraz po tym, jak PiS rękami Jarosławowego odkrycia towarzyskiego (aka Julia Przyłębska) zaostrzył prawo aborcyjne. Wydaje mi się, że niechęć młodzieży do PiSu była wywołana odebraniem Polkom resztek praw reprodukcyjnych, a nie tym, że ktoś nagrał taką, a nie inną piosenkę.


No ale, może to faktycznie jest jakaś „przemyślana strategia” i jakieś szachy 5D, a ja się po prostu nie znam.  
 

Źródła:

https://www.tiktok.com/@pis_org/video/7211817483819388166

piątek, 17 marca 2023

Gdzie jest niegdysiejszy 2015

Jakiś czas temu pastwiłem się nad artykułem, którego autorka (Kamila Baranowska, która „tworzyła” wcześniej dla „Do Rzeczy”), opisywała „drugie dno ofensywy PiS na Tik Toku” (artykuł opublikowano 16-02-2023).


W telegraficznym skrócie, autorka tłumaczyła, że PiS teraz chce zrobić w necie ofensywę i będzie się starał zniechęcać młodych do udziału w wyborach. Teoria ta wydawała mi się po prostu śmieszna, bo gdyby faktycznie PiS miał jakiś „tajny plan”, to przecież nie opowiadano by o nim autorce tekstu, bo wtedy bardzo szybko przestałby być tajny (a to oznacza, że byłby raczej mało skuteczny).


14 marca 2023 na Interii pojawił się kolejny artykuł tej samej autorki, z którego w praktyce wynika, że ten wcześniejszy o „drugim dnie”, to były po prostu jakieś bzdury. Artykuł ma tytuł z gatunku self-explanatory: „Wiemy, jak PiS zamierza wygrać wybory. Punkt po punkcie”. Jednym z tych punktów jest opisana, a jakże „ofensywa w internecie”. W tym punkcie jest tyle gęstego, że zamierzam się tym z wami podzielić.


Na początku mamy stwierdzenie oczywistości:


„Podwójną wygraną w 2015 roku PiS zawdzięcza między innymi skutecznej komunikacji i mobilizacji swoich zwolenników w internecie. Wtedy PiS szybko dostrzegł, że Twitter i Facebook mogą być narzędziami w politycznej walce i wykorzystał to.”.


Powyższy kawałek tekstu jest częściowo prawdziwy. Owszem, PiS zorientował się, że media społecznościowe są bardzo ważne. Owszem, PiS po mistrzowsku ograł PO w 2015 roku. Niemniej jednak nie powinno się zapominać o tym, że PiS wygrał również dlatego, że w 2015 roku rozpowszechniał w internecie treści, które były elementem rosyjskiej wojny informacyjnej z Zachodem. Fear-mongering związany z zamachami, nieistniejącym zagrożeniem „islamizacji” (no do tej pory to już ta UE powinna być zislamizowana przynajmniej w 150% i tak dalej. No, ale temat rosyjskiego dezinfo, to materiał na osobną notkę (którą mam rozgrzebaną i może kiedyś skończę).


„W ostatnim czasie wiele było w obozie władzy narzekań, że ta przestrzeń została mocno zaniedbana, a ton w mediach społecznościowych zaczęła nadawać opozycja.”



Nie, to nie jest tak, że PiS to zaniedbywał. PiS nadal potrafi organizować sobie akcje hashtagowe i nadal potrafi szczuć swoje trolle na opozycję. Na FB i na TT nadal działają PiSowscy influencerzy (te wszelkiej maści „logiczne” fanpejdże/etc.). Przecież internetowa kariera Szafarowicza wystartowała od zera do 100 w bardzo krótkim czasie, głównie dzięki temu, że jego filmiki mogły liczyć na wsparcie tych wszystkich „niezależnych internautów”. Start był więc bardzo dobry. Tylko, że potem przyszła rzeczywistość i okazało się, że jego filmiki na Tik Toku (a właśnie tam miała się „rozwijać” jego działalność) nie są w stanie wygenerować pożądanych zasięgów. Obstawiam, że to właśnie dlatego Szafarowicz zdecydował się na publikowanie tych (eufemizując) obrzydliwych filmików na temat posłanki Fliks.


Opozycja „nadaje ton” nie dlatego, że jest jakoś specjalnie bardziej ogarnięta w soszjalach. Po prostu przekaz opozycji bardziej wpasowuje się w oczekiwania odbiorców. Kosmiczne zasięgi Tuska na Tik Toku nie biorą się z powietrza.


„W kampanii ma się to zmienić, przy czym PiS stawia mocno także na dotąd niewykorzystywane kanały dotarcia, takie jak choćby aplikacja TikTok, gdzie zaczęły pojawiać się konta polityków PiS młodszego pokolenia. Ale nie tylko”.


Po pierwsze, PiS kampanii nie przerwał ani na chwilę od 2015 roku. Po drugie, to nie jest tak, że to są „niewykorzystane kanały”, bo PiS stara się działać na tym Tik Toku i efekt jest nieodmiennie taki sam. Nieśmiało przypominam, że w poprzednim tekście Baranowskiej na temat „internetów” opisywano start (kolejnej) ofensywy internetowej PiSu. Elementem tej ofensywy miało być konto partyjne (ojcem założycielem był Tomasz Poręba). Powiedzieć, że ta ofensywa skończyła się totalną klapą, to jak powiedzieć, że TVP jest lekko stronnicze. Ja wiem, że to konto nadal istnieje i nadal wrzucane są tam filmiki, ale ich łączna liczba odsłon to jakaś 1/6 liczby odsłon ostatniego filmiku Tuska. Śmiem twierdzić, że ta tendencja się raczej nie zmieni, mimo że PiS „ma plan”. Jaki? Ciesze się, że zapytaliście:


„Jak ustaliła Interia, młodzi PiS-owcy pod wodzą Michała Moskala, szefa gabinetu prezesa PiS i partyjnej młodzieżówki, mają za zadanie stworzyć cały ekosystem kanałów, które będą wspierać i promować, w mniej lub bardziej otwarty sposób, narrację sztabu wyborczego”.



Tak więc odpowiedzią na to, że odbiorcy (szczególnie ci młodzi) nie są w najmniejszym stopniu zainteresowani tym, co ma im do przekazania władza, jest założenie jeszcze większej liczby kont, na których będą treści, których nie chcą oglądać ci ludzie. Nieśmiało przypominam, że swego czasu pewien influencer z dużymi zasięgami zaczął nagle wychwalać PiS i raczej nieszczególnie dobrze mu poszło. Skąd w ogóle wziął się PiSowi ten pomysł o zakładaniu zyliona kont? No przecież to nic nowego. To jest próba powtórzenia 2015 roku, kiedy to „zwykli internauci” zasypali internet swoimi „świadectwami”. Tyle, że teraz mamy rok 2023, a PiS już dawno stracił „kontakt z bazą”.


„Przykładem mogą być dwa tiktokowe kanały: "Bez Kitu" i "Nie mów za mnie", w których twórcy, zarówno politycy, ale także osoby niekojarzone wprost z partią, opowiadają o sukcesach PiS i wytykają błędy opozycji. Kanał "Nie mów za mnie" jest skierowany do kobiet i nawiązuje do akcji hiszpańskiej partii VOX, pokazującej konserwatywną odpowiedź na radykalny feminizm.”.


Tutaj zacznę od końca. Jakim dzbanem trzeba być, żeby chwalić się w mediach tym, że kopiuje się pomysły proputinowskiej partii? Poza tym, jakim dzbanem trzeba być, żeby „oflagować” w ten sposób własne kanały? Tzn. ja rozumiem, że nikt nie miał problemu z ustaleniem, kto te kanały prowadzi, ale zabawnym znajduję to, że w 2015 chciało się im wszystkim udawać, że to, co się dzieje w internecie, to „ruch oddolny”, a teraz nawet tego im się nie chce robić. PiS subtelnością nigdy nie grzeszył, ale teraz jest to po prostu komiczne. Osobną kwestią jest to, że wydaje mi się, że ten „radykalny feminizm”, to na ten przykład rewolucyjna myśl o tym, że kobieta powinna mieć prawo do decydowania o własnym ciele, tak więc życzę powodzenia osobom, które będą usiłowały na TikToku głosić swoje zygotariańskie poglądy i oczekiwać za to poklasku.


„Oprócz debat merytorycznych podejmujemy także działania w internecie tak, aby docierać do młodego pokolenia z naszym przekazem i na bieżąco prostować pojawiające się dezinformacje - podkreśla w rozmowie z Interią Rafał Bochenek z PiS.”.  


I to jest moim zdaniem najciekawszy kawałek (jest to również ostatni kawałek punktu traktującego o internetach). Czemu uważam, że jest najciekawszy? Bo Bochenek przyznaje tutaj, że PiS stara się przekonywać młodzież do swoich (nar)racji. Ktoś może powiedzieć „no ale co w tym dziwnego, że on tak powiedział?”. Ja takiej osobie odpowiem: ano to, że w poprzednim artykule, traktującym o „sprytnym planie na młodzież”, Baranowska tłumaczyła, że z wewnątrz PiSu się można dowiedzieć, że PiS postawił krzyżyk na młodych i że teraz chodzi już tylko o demobilizację tego elektoratu. Nawiasem mówiąc, czy kogokolwiek dziwi to, że autorka w ogóle nie wspomniała o tym wcześniejszym „sprytnym planie” w swoim artykule? Mnie nie dziwi to w najmniejszym stopniu.  


Skąd się wzięła ta, ahem, delikatna sprzeczność? Ano stąd, że ten poprzedni artykuł razem z „przeciekami” to miał być sygnał dla żelaznego elektoratu, który w ogóle nie rozumie tych nowych internetów, który to sygnał miał treść: „Nie lękajcie się! Wiemy co robimy”. Ten aktualny artykuł ma służyć dokładnie temu samemu. Nikogo więc nie powinny dziwić takie „drobne” sprzeczności, bo przecież PiS podczas tych dwóch kadencji przyzwyczaił nas do tego, że potrafi wysyłać zyliony wzajemnie sprzecznych ze sobą komunikatów (licząc na to, że każdy trafi do odpowiedniego adresata, a przez tego „nieodpowiedniego” zostanie zignorowany).


Czemu się tak czepiam tych sprzeczności? Ano temu, że nie da się robić tych dwóch rzeczy jednocześnie. No bo tak „na chłopski rozum”. Po co demobilizować elektorat, który chce się przekonać do swoich racji? W drugą stronę działa to tak samo, po co przekonywać do siebie elektorat, który planuje się demobilizować? No niby można te rzeczy robić równolegle, ale to bez sensu. Szczególnie, jeżeli weźmiemy pod rozwagę fakt, że PiS starałby się demobilizować młodzież poprzez stosowanie technik dezinformacyjnych (wrzucanie do debaty publicznej pierdyliona sprzecznych narracji żeby zniechęcić kogokolwiek do próbowania ogarnięcia tego „jaka jest prawda”). Problem PiSu polega na tym, że o ile oddziaływanie w ten sposób na starsze pokolenia idzie tej partii doskonale (za sprawą mediów rządowych), to (jak to już wielokrotnie wspominałem) od młodzieży ten przekaz się po prostu odbija. Doskonałym tego przykładem jest to, co się dzieje w kontekście prób reanimacji kultu jednostki Karola Wojtyły. Starsze pokolenia są na to podatne. Młodsze, korzystające z TikToka, ma to po prostu w głębokim poważaniu. Liczby odsłon filmików, na których politycy Zjednoczonej Prawicy (w tym takie tuzy Tik Toka, jak Doktor Chłopak z Biedniejszej Rodziny [aka Patryk Jaki]) starali się „papieżować”, są po prostu śmiesznie niskie. Absolutnie nikogo (poza działaczami partyjnymi) to nie obchodzi.


No dobrze, to może te wszystkie konta, których założenie PiS zapowiada, mają służyć dezinformacji i demobilizacji? No nie bardzo. Dotychczasowa działalność PiSowskich kont skupia się generalnie na tym, na czym TVP, czyli na tłumaczeniu, że PiS jest rewelacyjny, a wszystko inne, co nie jest PiSem, jest złe. Nie trzeba być geniuszem, żeby wpaść na to, że ten przekaz ma za zadanie przekonanie młodych ludzi do głosowania na partię Kaczyńskiego. Jak się to wszystko ma do wcześniejszego artykułu o „demobilizacji”? Nijak. Zapewne dlatego, nie ma tu żadnej wzmianki o tym wcześniejszym „planie”, bo dwóch sprzecznych narracji w jednym tekście suweren mógłby jednak nie zaakceptować.


Na moment pochylmy się nad tym „nowym” planem. Na pierwszy rzut oka brzmi to dość sensownie, bo jeżeli PiS zbuduje na Tik Toku sieć wzajemnie się wspierających kont, to będzie mógł sobie wypracować zasięgi, a to z kolei sprawi, że powtórka z 2015 roku jest w zasięgu ręki, prawda? No niezupełnie. W 2015 w trakcie obu kampanii PiS był wspierany przez zylion fanpejdży/kont influencerskich, które udawały (niestety, dość skutecznie) konta „niezależne”. No wiecie, my co prawda krytykujemy PO, ale to tylko dlatego, że oni rządzą, a my uważamy, że rządy powinny się liczyć z krytyką. Tl;dr: okazało się (cóż za brak zaskoczenia), że to były po prostu PiSowskie konta agitacyjne. Co ciekawe, po tym, jak PiS wygrał, prowadzącym te konta już nawet nie chciało się udawać, że im kiedykolwiek chodziło o „krytykę rządu”. Tzn. w sumie to chodziło, ale o krytykę bardzo konkretnego rządu, bo rząd partii, której pomogli wygrać wybory jest na tyle doskonały, że nie ma najmniejszych powodów do krytykowania go. Tak, wiem, czasem jakiś tuz PiSowski tłumaczy się na ćwitrze przed jakimś prawicowym opiniomatem, ale jeżeli komuś się wydaje, że to są spontaniczne reakcje, to taki ktoś ma rację: wydaje mu się. Ujmując rzecz prostymi słowy: te wszystkie „niezależne” konta prowadzone przez „niezależnych internautów” zostały po prostu „spalone”, bo to nie rok 2015.

UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


No dobrze, ale czy PiSowi może się udać zbudowanie kolejnej siatki takich kont (tylko, że na Tik Toku)? Nie. Nie uda się, bo te Facebookowe i Twitterowe konta nie zostały założone w roku wyborczym. Praktycznie wszystkie miały w tym 2015 jakąś „historię” (i dlatego sporo osób uwierzyło w ich „niezależność”). Warto również zwrócić uwagę na to, że absolutnie nikt z PiSu wtedy nie zapowiadał utworzenia takiej siatki kont (bo gdyby to zrobił, to te konta miałyby zerową wiarygodność).


Poza tym. Z tekstu Baranowskiej wynika, że konta te mają należeć do polityków i działaczy Zjednoczonej Prawicy. Tak wiem, część tamtych też należała, ale te mają należeć do nich „oficjalnie”. O ile można było mieć podejrzenia odnośnie tego, że Samuel Pereira prowadzi jeden z hejterskich profili na FB i TT („depeshe” z jakimś tam numerkiem), to pewność mieliśmy dopiero po tym, gdy FB zaliczył wtopę i można było przez jakiś czas podglądać kto adminuje danym kontem (o ile mnie pamięć nie myli, to tego samego dnia Pereiera pousuwał te profile). Być może ja się na tym po prostu nie znam, ale wydaje mi się, że nie da się przekonać odbiorcy do tego, że jakieś konto jest „niezależne” w sytuacji, w której jest ono podpisane imieniem i nazwiskiem jakiegoś polityka Zjednoczonej Prawicy.


Idźmy dalej. Wiarygodności tym PiSowskim opiniomatom (przed 2015) dodawało to, że sytuacja, w której ktoś krytykuje rząd, nie jest jakoś specjalnie wyjątkowa. Ponadto, rząd PO-PSL sobie srogo nagrabił. Było więc go za co krytykować. No i wszystko pięknie, ale te konta, które zostaną założone teraz, będą się zajmowały chwaleniem rządu i krytykowaniem opozycji. Nawet, gdyby te konta nie miały być prowadzone „oficjalnie” przez działaczy i polityków Zjednoczonej Prawicy, to już sam fakt wychwalania rządu, który nagrabił sobie w przeciągu 8 lat znacznie bardziej niż PO-PSL w latach 2007-2015 sprawi, że wszystkim oglądającym rozdzwonią się w głowach dzwonki alarmowe.


Teraz warto sobie zadać pytanie: czy PiSowscy spindoktorzy nie zdają sobie sprawy z tego, że nie są w stanie powtórzyć tego, co stało się w 2015 roku? Oczywiście, że zdają sobie z tego sprawę. Ten artykuł (tak samo, jak poprzedni) miał na celu przekonanie elektoratu do tego, że PiS się „nie poddaje” i będzie walczył. Nie twierdzę, że oni tam na tym Tik Toku nie będą zakładali kont i nie będą się tam bawić w TVP Info. Twierdzę jedynie, że jeżeli to wszystko, co w tym artykule opisano miałoby być „na serio”, to, no cóż, nie zostałoby opisane. Innymi słowy, gdyby PiS faktycznie miał pomysł na „odbicie internetów”, to by się tym nie chwalił. Tak samo, jak nie chwalił się tym w 2015 roku. Opowiadanie o swoich planach jest równie sensowne, jak opowiadanie o tym, jakie ruchy się będzie wykonywać w trakcie partii szachów.


Na sam koniec zostawiłem sobie coś, co nie ma związku z internetami, ale skoro się już pastwię nad artykułem, to nie będę tego dopisywał do innej notki. Kolejnym punktem, który ma dać PiSowi zwycięstwo jest „Szukanie tematu na miarę 500 plus”. To jest, swoją drogą, dość zabawne, bo partyjne opiniomaty od ładnych paru miesięcy (o ile nie dłużej) zarzucali opozycji to, że „opozycja nie ma programu”, a teraz okazuje się, że jeżeli chodzi o program, to PiS najpierw musi „porozmawiać z ludźmi”, a dopiero potem go ułożyć.


No i wszystko fajnie, ale tego rodzaju rzeczy można opowiadać ludziom, jak się jest w opozycji. Przecież tak (uwaga, to już drugi raz) na chłopski rozum, Zjednoczona Prawica powinna mieć najpełniejszy obraz tego „co w trawie piszczy”, tzn. jakie teraz w Polsce są problemy i co o nich sądzą Polacy. Mam uwierzyć w to, że po wydaniu milionów monet na wszelkiej maści badania PiS musi „rozmawiać z obywatelami”, żeby ułożyć program?  


Mam niejasne przeczucie, graniczące z pewnością, że w tym „układaniu programu” nie chodzi o to, żeby z kimkolwiek rozmawiać (no bo co odkrywczego, na litość nieistniejącego bytu transcendentnego, mieliby na tych partyjnych spędach powiedzieć politykom Zjednoczonej Prawicy zwiezieni tam działacze?), ale o to, żeby najpierw popatrzeć na to, jaki program będzie miała opozycja. Jak się te programy pojawią (tzn. ostateczne ich modyfikacje przedwyborcze), to PiS będzie sobie mógł spokojnie zmierzyć i zważyć reakcję suwerena na te programy i zaproponować coś bardzo zbliżonego, dodając jednocześnie, że „oni nigdy nie realizowali obietnic, a my je realizowaliśmy, więc zaufajcie nam, my to zrobimy lepiej”.  


Warto mieć na uwadze to, że Zjednoczonej Prawicy zdarzało się już niejednokrotnie „pożyczyć” pomysł od opozycji. Ja jestem tak stary, że pamiętam, co się działo, gdy po wprowadzeniu 500+ opozycja zaczęła mówić o tym, że może by tak to 500+ było też od pierwszego dziecka. Rządowe opiniomaty zrównały ten pomysł z glebą. Potem zaś PiS to wprowadził i rządowe opiniomaty go za to chwaliły. Nie inaczej było w przypadku kwestii kredytów hipotecznych. Gdy opozycja zaczynała poruszać ten temat i mówiła o potrzebie pomocy kredytobiorcom, Zjednoczona Prawica to wszystko bagatelizowała, a jej członkowie tłumaczyli w mediach, że z tymi ratami to wcale nie jest tak, że one są wysokie, bo, na ten przykład, senator Karczewski tłumaczył, że jemu rata wcale tak bardzo nie wzrosła, tak więc to nie jest tak, że wszystkim wzrosły.


Potem zaś opozycja zaczęła składać konkretne propozycje i projekty ustaw, mające na celu wspieranie kredytobiorców. W międzyczasie nastąpiło zwolnienie blokady mechanizmu ważącego i mierzącego opinie Polaków na dany temat i (cóż za brak zaskoczenia) PiS nagle wystartował ze swoją propozycją poprawy sytuacji, która przecież jeszcze nie tak dużo wcześniej nie była wcale (w ujęciu rządowych opiniomatów) problematyczna.


Można bezpiecznie założyć, że w przypadku programu wyborczego będzie dość podobnie. PiS sobie najpierw sprawdzi, które propozycje opozycji są dobrze odbierane przez suwerena i w oparciu o to sobie napisze własny program. Nawiasem mówiąc, gdyby nie kontekst, to nawet zabawne byłoby to, że partia, która od 8 lat sprawuje samodzielne rządy w kraju, która wydaje miliony monet na wszelkiej maści badania, nie jest w stanie sama z siebie stworzyć programu wyborczego i musi „ściągać” od innych.

Źródła:

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-drugie-dno-ofensywy-pis-na-tiktoku-dotarlismy-do-wewnetrznyc,nId,6601560

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-wiemy-jak-pis-zamierza-wygrac-wybory-punkt-po-punkcie,nId,6652692

https://next.gazeta.pl/next/7,151003,28525507,tajemnica-kredytu-karczewskiego-czyli-dlaczego-prawie-wszystkim.html