piątek, 9 października 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #142

 Od poprzedniego Przeglądu minęło tyle czasu, że Nekroni zdążyli sobie uciąć aż dwie drzemki, tak więc będzie tu sporo archeologii. Z drugiej zaś strony nie zmieściła mi się już „problematyka szkolna”, tak więc ona wyląduje w kolejnym Przeglądzie. 


Tak sobie myślę, że ten Przegląd zacznę od rozłamu w PiSie. Do pewnego momentu z tym rozłamem to było tak, że co prawda deadline na składanie lojalek minął 23 lipca i nie podpisanie lojalki miało oznaczać automatyczny wylot z partii, ale ostateczna decyzja miała zapaść na posiedzeniu sądu partyjnego 13 sierpnia. Co ciekawe, sondażownie nie czekały aż tak długo i Rozwój Plus pojawiał się w badaniach osobno już wcześniej. 



Z tym opóźnieniem w wywaleniu to było tak, że obu stronom zależało na tym, żeby w narracjach móc przedstawić tego drugiego jako winnego złu świata całego. Gdyby Morawiecki ze swoimi ludźmi odszedł sam, PiS mógłby mówić o tym, że Zdradziecki Morawiecki ze swoim Zdradzieckim Stowarzyszeniem Zdradził Ideały Partii. Morawieckiemu zaś zależało na tym, żeby zostać wywalonym i móc powiedzieć, że on jedynie chciał dobrze, ale został wywalony. W tle była jeszcze zakulisowa nawalanka o to, kto komu wyciągnie jakichś polityków, ale to jest oczywista oczywistość, tak więc nie ma sensu się w tym temacie produkować. 


Czy jestem zaskoczony tym, że tam jednak doszło do rozłamu? Częściowo tak. Bo, co prawda w poprzednim Przeglądzie napisałem byłem sporo o tym, czemu do tego rozłamu może nie dojść, ale też pod koniec rozłamowych tematów dodałem, że któż, jak nie Jarosław Wirtuoz Szachów 5D Kaczyński nie byłby w stanie osłabić swojej partii przed wyborami tylko dlatego, że ktoś miał czelność zanegować jego geniusz. Kwestią otwartą jest to, ilu członków uda się Morawieckiemu wyciągnąć z PiS. I nie mam tu na myśli tuzów i Rozpoznawalnych Nazwisk, ale struktury regionalne. 



Dopiero gdy zacząłem pisać ten kawałek Przeglądu dotarło do mnie, że ten manewr z rozłamem przed wyborami przypomina mi nieco inną sytuację, którą było zaostrzenie prawa aborcyjnego. Pamiętam doskonale, że zanim do tego doszło, rozkładałem to na czynniki pierwsze i z której strony bym na to nie patrzył wychodziło mi, że jeżeli dojdzie do zaostrzenia prawa aborcyjnego, to PiS za to zapłaci (w wymiarze politycznym [aczkolwiek biorąc pod rozwagę wszelkiej maści Fundusze Sprawiedliwości, można dojść do wniosku, że nie tylko w wymiarze politycznym]). 



Choć zdanie o Kaczyńskim mam takie, jakie mam, to jednak nie uważałem go za człowieka, który byłby gotów zaryzykować utratę władzy tylko po to, żeby zaostrzyć prawo aborcyjne. Owszem, Kościół wiernie stał przy PiSie i ktoś mógłby argumentować, że w ten sposób PiS spłaca swoje długi, ale prawda jest taka, że gdyby tego nie zrobiono, to Kościół nadal wiernie stałby przy PiSie. Tak po prawdzie nie ma żadnego sensownego wyjaśnienia dla tego, co PiS zrobił w 2020 roku. W wymiarze politycznym nie mógł w ten sposób nic zyskać. Mógł jedynie stracić. 


A mimo tego Jarosław Kaczyński podjął taką, a nie inną decyzję. Mimo tego, że lista argumentów przeciw (i to argumentów odnoszących się do pragmatyzmu politycznego) jest dłuższa, niż lista książek z mojego Stosu Wstydu. A potem się okazało, że PiS to prawo aborcyjne zaostrzył i w głównej mierze przez to nie był w stanie odbudować sondażowego poparcia, które w 2019 dało mu po raz drugi samodzielną większość parlamentarną. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że to nie jest tak, że zaostrzono to prawo ze względu na jakiś idealizm, bo Jarosław Kaczyński kwestie aborcji ma po prostu w dupie i stwierdził, że jak ktoś chce, to sobie aborcje za granicą ogranie. 



Z rozłamem w PiSie jest podobnie. Zysków politycznych z tego raczej nie będzie (za moment więcej na ten temat), a straty będą znaczne. Choćby w miejscach biorących, którymi nie będzie już można obdarować Tych, Którzy Zasłużyli (a już jedno mandatowe tąpnięcie nastąpiło między wyborami 2019-2023). 



No dobrze, ale czemu tak właściwie do tego rozłamu doszło? Część komentariatu i to taka, która wypowiada się na ogół w sensowny sposób, tym razem wpadła do króliczej nory i zaczęła snuć następującą opowieść: To normalne, że w partiach dochodzi do rozłamów, bo ścierają się tam różne poglądy i nie wszyscy chcą iść potulnie za wodzem, NO ALE LIBY TEGO NIE ROZUMIEJĄ. Być może za to, co tu teraz napiszę, zostanie mi odebrana karta lewaka, ale uważam, że te opowieści nie są zbytnio zakotwiczone w rzeczywistości, a w rozłamie chodziło po prostu o to, kto przejmie w PiSie ster po Kaczyńskim (nawiasem mówiąc, typowi musi być bardzo miło, że jego ludzie już teraz tłuką się o polityczny spadek po nim). Tylko tyle i aż tyle. 



Gdyby tam chodziło o jakikolwiek idealizm, to Morawiecki by ze swoimi uwagami, dotyczącymi tego „co było robione źle”, zrobił hałas w trakcie drugiej kadencji Zjednoczonej Prawicy. No ale gdyby to zrobił, to pewnie pięć minut później Jarek by go wywalił ze stołka premierowego, a po drugie to mogło by zaszkodzić Partii (wielka litera użyta nieprzypadkowo). 


A może chodziło o to, że Morawieckiemu i jego ludziom było źle w PiSie, bo tam nastąpił skręt w stronę Braunistowskich narracji? Bo kolejną opowieścią (snutą tym razem przez innych komentariuszy) było to, że Morawiecki będzie chciał pozyskać centrowego wyborce. No to wszystko by się zgadzało – PiS skręca w stronę Brauna, a Brauna ciężko uznać za kogoś głoszącego centrowe poglądy. I wszystko pięknie, tylko, że w międzyczasie Morawiecki zaczął krytykować Kaczyńskiego za to, że był zwolennikiem PRZYMUSU SZCZEPIEŃ (faktem jest, że w 2021 zrobiło się głośno o tym, że rząd [czyli Kaczyński] rozważa wprowadzenie obowiązkowych szczepień), a teraz się okazało, że jest zwolennikiem „Totalnej, brutalnej asymilacji”, bo jak jesteś w Polsce, to się musisz zasymilować z Polską i Polakami (+ żadnego tam multikulturalizmu). Jeżeli mam być szczery, to wypadałoby, żeby Morawiecki dopowiedział, z którymi Polakami trzeba się asymilować, bo jeżeli z takimi, którzy głoszą Braunistowskie poglądy, to ja uprzejmie donoszę (sam na siebie), że nie czuję z nimi absolutnie żadnej wspólnoty i jedyne, co mnie z nimi łączy to to, że urodziliśmy się w tym samym kraju. 



Tak w telegraficznym skrócie. Można powiedzieć, że do walki o głosy włączyła się właśnie czwarta konfa (aka SzuRozwój Plus), a na samej prawicy już od jakiegoś czasu nie ma żadnej sensownej dyskusji o tym, co należałoby w kraju poprawić – jest tylko po pierwsze „nie bać Tuska”, a po drugie wyścig do spodu w kwestii tego, kto okaże się większym szurem.  Ponieważ do wyborów jeszcze kawałek – wyścig dopiero się rozkręca. 


Kolejnym tematem, nad którym chciałbym się chwilę popastwić, jest rocznica zaprzysiężenia Batyra na urząd Prezydenta RP. Tak, od teraz świętujemy tego rodzaju rzeczy, przywyknijcie. Co prawda fanbaza Batyra klaskała uszami i tłumaczyła, że to doskonały pomysł z tymi obchodami rocznicowymi, ale głosów krytycznych jednak nie brakowało. Co więc zrobiła fanbaza? Zabawiła się w mój ulubiony eksperyment myślowy i zaczęła tłumaczyć, że łohoho, a wyobraźcie sobie, co by było, gdyby Trzaskowski zorganizował taką rocznicę, przecież to by był cringe do potęgi n-tej. I zupełnie im umknął ten drobny szczegół, że nikt przed Nawrockim nie organizował tego rodzaju spędów z okazji rocznicy zaprzysiężenia prezydenta. 


Po pierwsze, część obrońców Nawrockiego to już sroga sekta. Po drugie, do obrony swojego idola pożyczyli mój ulubiony eksperyment myślowy „co by było gdyby”. Po trzecie, pozwólcie, że skoro „oni zaczęli”, to ja temat pociągnę dalej: wyobraźmy sobie, co by było, gdyby wybory wygrał Trzaskowski i zorganizował taką szopkę. Śmiem twierdzić, że pewne niezależne i nikogo nie popierające medium dużo uwagi poświęciłoby temu, że ktoś tu chyba zupełnie niepotrzebnie wydaje publiczne pieniądze. Ponieważ zaś wybory wygrał Batyr i to on zorganizował ten spęd, nie dość, że to medium nie zadawało tych pytań, to jeszcze zawiadowca medium uświetnił swą osobą „debatę”, która się tam odbyła (i „debatował” z Ziemkiewiczem i z Andrzejem Nowakiem.)



Przyznam szczerze, że chciałem w tym miejscu poświęcić chwilę na rant na Stanowskiego, ale doszedłem do wniosku, że nie warto. Prawda jest bowiem taka, że tu nie ma żadnego „drugiego dna” i że to nie jest tak, że Stanowski jakoś specjalnie ukrywał, że w tym, co robi, chodzi o kasę. Ponieważ typ doskonale zdaje sobie sprawę, że po ewentualnym zwycięstwie prawicy kasy będzie więcej, ma bardzo dużą motywacje (ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że całe miliony powodów) do robienia spektakularnych fikołków. 

 

Niestety, na tym tematyka okołoBatyrowa się nie kończy, albowiem niemiłościwie nam panujący Prezydent RP dowoził i to bardzo. 15 sierpnia w trakcie obchodów Święta Wojska Polskiego Karol Nawrocki był łaskaw popełnić wystąpienie publiczne i w takcie tego wystąpienia musiał wszystkim przypomnieć o tym, że zawetował ustawę o SAFE. Ok, może nie tyle przypomniał o tym, że zawetował ustawę, ale wspomniał o tym, że (uwaga uproszczenie) TU JEST BÓG HONOR OJCZYZNA A NIE JAKIŚ TAM SAFE. Dodatkowo wspomniał o tym, że kluczy do bezpieczeństwa nie możemy zamykać w (HEHEHEHE UWAGA DOWCIP): SEJFIE! 



Moim zdaniem to już jest poziom sucharów z bardzo kiepskich reklam (bądź też z czasopism, w których pointa suchego dowcipu polegała na tym, że potem wszyscy się z tego długo śmiali), ale to już szczegół. Speechwriterzy Nawrockiego byli tak bardzo zajęci wymyślaniem sucharów, że w tym samym przemówieniu przydarzyła im się tyciusia pomyłka. Otóż, okazało się, że w walce o Monte Cassino „nasi” byli obrońcami tegoż. Gdyby taka wpadka przydarzyła się komuś ze strony rządowej, to pewnie całkiem słusznie zostałby taki ktoś zjechany przez wszystkich (no bo to jednak beka). Ponieważ zaś przydarzyła się Nawrockiemu, to na prawicy zapadła taka dziwna cisza, a sam Nawrocki się do tego w ogóle nie odniósł potem. 



I w tym miejscu popełnię kolejną dygresję, albowiem to był ten moment, w którym Nawrocki mógł pokazać, że faktycznie jest takim autentycznym ziomeczkiem, Takim, no wiecie, co to nie jest wytworem marketingu politycznego, tylko „mówi jak jest”. Taki był przecież „selling point” w kampanii. Był ten autentycznie autentyczny Nawrocki i sztuczny Trzaskowski. Czemuż więc, ach czemuż, nasz najautentyczniejszy z prezydentów w żaden sposób tego potem nie skomentował? Ano temu, że doktryna Zjednoczono Prawicowego agitpropu jest taka, że PKN się nie myli (a nawet jeżeli, to na pewno rzadziej niż inni). 


Parę akapitów wcześniej wspomniałem o tym, że część z obrońców Nawrockiego to już sekta i to jest bardzo widoczne, gdy się popatrzy na to, jaki przekaz dominuje na influencerskich kontach. Bo przekaz tam jest konstruowany tak, że czegokolwiek by Nawrocki nie zrobił, to to jest wyjątkowe (aż dziw bierze, że przy okazji wpadki Nawrockiego nie zaczęli opowiadać o tym, że ZROBIŁ TO LEPIEJ NIŻ INNI). Zaczęło się od tego, że Nawrocki „krzyknął do żołnierzy”, a teraz mamy wpisy, z których wynika, że Nawrocki machnął ręką (I shit You not) albo „złożył wieniec” („Zobaczcie jak złożył wieniec!”). I ja rozumiem, że każdy polityk wagi ciężkiej ma swoich wyznawców, ale Batyrowcy wyróżniają się ze swoim przekazem nawet na tle polskiej debaty publicznej, a to już coś. I na tym tę dygresję zakończę. Zaznaczę jedynie, że w planach mam pochylenie się nad tym fenomenem. Niemniej jednak proszę dużą dozę cierpliwości, albowiem będzie to ode mnie wymagało przeczytania książki o Nawrockim (wywiad przeprowadzony przez Andrzeja Nowaka), więc może być bardzo ciężko. 



Choć dygresja się już skończyła, to tematy okołoNawrockie jeszcze nie, albowiem nastąpił follow up czegoś, co można nazwać PawGate, czyli sytuacji, w której ówczesny kandydat na prezydenta RP zaniemógł w trakcie jednego ze spotkań z wyborcami, a potem jeszcze bardziej zaniemógł i pobrudził autobus i siebie samego. W międzyczasie wyproszono wszystkich z busa. Pierwotnie założyłem, że do takiej sytuacji nie doszło (bo absolutnie nikt wcześniej o niej nie wspominał), ale okazało się, że to, co pojawiło się w książce „Skąd się wziął Karol Nawrocki” można uznać za odrobinę oparte na faktach. 


Dla przypomnienia, Batyr opowiadał o tym, że w trakcie jednego ze spotkań źle się poczuł i kazał się zaprowadzić do autobusu, w którym go odcięło i dostał gwałtownych wymiotów. Jego szef ochrony się wypowiedział na ten temat i z tego, co ów pan opowiedział wynikało, że o tym, że „coś się dzieje” z kandydatem dowiedział się od agenta ochrony, który był w busie z Batyrem. W tej samej wypowiedzi Krzysztof „Rydzu” Radziwon (bo tak się zwie ów jegomość) opowiadał o tym, że standardową procedurą po spotkaniu jest „zaciśnięcie pierścienia” i odprowadzenie kandydata do pojazdu. No i wszystko pięknie, ale wydaje mi się, że gdyby z Batyrem faktycznie „coś się działo” już wtedy, to kto jak kto, ale jego ochrona by to raczej zauważyła. 



Co ciekawe, szef ochrony opowiedział o tym, że parokrotnie sugerował Nawrockiemu udanie się do szpitala na płukanie żołądka (co jak mniemam w takiej sytuacji wiązałoby się z przeprowadzeniem „toksykologii”). Kandydat odmówił. No i pytanie, które warto sobie zadać w tym miejscu brzmi następująco: jaki może być powód, dla którego ktoś, w takiej sytuacji (Nawrocki twierdził, że jego ziomeczki mu opowiedziały, że myśleli, że się tam wyloguje) kategorycznie odmawia wizyty w szpitalu? Moim zdaniem tym powodem jest fakt, że kandydat doskonale wiedział, co się z nim dzieje i nie chciał, żeby został po tym jakikolwiek ślad „na papierze”.  Jeżeli bowiem na moment założymy, że prezydent (i jego otoczenie), jest przekonany o tym, że ktoś próbował go otruć (a taką narrację nam zafundowano przy okazji tej konkretnej wrzutki), to absolutnie nic nie tłumaczy tak daleko idącej nonszalancji, prawda? 


Skoro tematy okołoprezydenckie mamy już za sobą, to można przejść do follow-upu afery w Szpitalu Południowym. Po pierwsze, Doktorowi Milonerowi przedstawiono zarzuty. Po drugie, doszło do spięcia narracyjnego na linii kancelaria Kacprzyka (feat niezmordowany Dubois) – Emil Jędrzejewski. 



Zanim przejdę do meritum pozwolę sobie napisać, że w konflikcie Jędrzejewski vs Kacprzyk kibicuję entropii. Skoro wstęp mamy już za sobą, możemy iść dalej. Otóż pewnego dnia kancelaria Kacprzykowa zrobiła wrzutkę medialną pt. „Jędrzejewski wycofuje się z tego co mówił o Kacprzyku na temat jego współodpowiedzialności za śmierć pacjentów” i „jednak już nie twierdzi, że to Kacprzyk jest odpowiedzialny za śmierć pacjenta w łazience szpitalnej” i że informacje o zgonach (których miało być łohoho i jeszcze trochę) uzyskał od osób trzecich. 



Potem Jędrzejewski opowiedział o tym, że on się z niczego nie wycofuje, że pismo do kancelarii Kacprzyka to „stanowisko procesowe w sprawie” i że tak właściwie to on nigdy nie mówił, że Kacprzyk jest odpowiedzialny za śmierć tego jednego pacjenta i ten przypadek podał tylko jako przykład. 



I ja się wam przyznam szczerze, że trochę mnie ta końcówka zdziwiła. Aczkolwiek, zanim napiszę czemu, przypomnę jeszcze raz, że w tym sporze kibicuje entropiii. Ad meritum, jednym z powodów, dla których zacząłem się zajmować pisaniną było to, że nie przepadałem za uczuciem pt. „ktoś tu ze mnie robi idiotę” i dokładnie to samo uczucie mi się odpaliło, jak sobie przeczytałem, że Jędrzejewski wcale nie twierdził, że Kacprzyk jest odpowiedzialny za ten konkretny zgon. Czemu zaś znowu mnie dopadło to uczucie? 



Ano temu, że po pierwsze, Jędrzejewski odpalił na antenie atomówkę pt. „Kacprzyk traktuje ludzi jak fantomy, w Południowym ludzie umierają z jego winy, wszyscy o tym wiedzą i nikt z tym nic nie robi”, po czym stwierdził, że więcej nic nie powie, bo nie czas to i nie miejsce. Po drugie, gdyby Stanowski go nie pociągnął za język, to temat tego pacjenta z łazienki by nie został poruszony. Po trzecie, na miłość nieistniejącego bytu transcendentnego: Stanowski dopytuje typa o szczegóły tej masowej umieralni, a typ opowiada akurat o tym przypadku, w którym tak jakoś się złożyło nie chodzi o Kacprzyka. Zostańmy na moment przy tym punkcie, bo to jest moim zdaniem kluczowe. Typ ma ponoć wiedzę, z której wynika, że tam w Południowym to była masowa umieralnia, ale nie rzuca żadnym przykładem. 



Ktoś może powiedzie: no ok, mordo, może po prostu się bał alboco i wolał, żeby się tym prokuratura zajęła. Jeżeli tak, to po co w ogóle o tym zmarłym w łazience wspominał? Po czwarte, największym absurdem jest to, że w tej konkretnej sytuacji obie strony tego ostatniego narracyjnego spięcia mogą częściowo mówić prawdę. Jędrzejewski gdy mówi, że z niczego się nie wycofuje i kanca Kacprzyka twierdząca, że dostała pismo, z którego wynika, że on te rzeczy mówił, bo je usłyszał od kogoś. Bo to się, przynajmniej w moim laickim mniemaniu „procesowo” spina. Rzecz jasna do czasu, w którym te „osoby trzecie” złożą zeznania. 



Tak na sam koniec tego kawałka Przeglądu powtórzę to, co napisałem dawno temu, gdy się cała sprawa zaczęła. Jestem skłonny uwierzyć w to, że ktoś popełnił błąd i pacjent zmarł, a potem ktoś inny mógł mu pomóc w zatuszowaniu tego. Zresztą w sprawie tego pacjenta znalezionego w łazience tak to mniej więcej wyglądało, bo nikt do niego nie zaglądał i chłop sobie poszedł do łazienki i tam zmarł (i raczej nie zmarł dlatego, że był zdrowy), a potem szef prosektorium został nagrany jak mówi, że trzeba to jakoś ogarnąć, żeby syfu nie było/etc. Niemniej jednak nie jestem skłonny uwierzyć w masową umieralnie, w której równie masowo tuszowano prawdziwe przyczyny zgonu, a wszystko to po to, żeby chronić Kacprzyka. Kupa ludzi w to miała być zaangażowana i absolutnie nikt nie pisnął słówka. A nie uwierzę w to, bo to brzmi jak spiskowa teoria. 
 

Idźmy dalej. Jeżeli kiedykolwiek zadawaliście sobie pytanie „czy na pomocy dla powodzian można robić wały”, to nie musicie się już na tym zastanawiać, albowiem Anna Konieczyńska została wywalona z KO za to, że udało się jej znaleźć odpowiedź na to pytanie. No bo jakoś tak się złożyło, że 4,5 miliona PLN-ów zamiast trafić do powodzian trafiło do podmiotów, które nie ucierpiały w trakcie powodzi. I choć z jednej strony to fajnie, że w wymiarze sprawiedliwości nie działa już Doktryna Zbigniewa (CBA pod koniec sierpnia zatrzymało 6 osób w tej sprawie), ale jednak z drugiej strony, o wiele fajniej by było, gdyby takie rzeczy się po prostu nie działy. 



I znowuż, przyjdzie mi się powtórzyć, albowiem ja na serio nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby robić tego rodzaju wałki. Przecież po wszystkich tego rodzaju działaniach zostaje ślad w papierach (no i tych „papierów” nie da się ot tak zniknąć, ani trzymać w jakimś garażu). Celowo nie wchodzę tu w kwestie etyczne, bo jeżeli ktoś chce jumać kasę dla powodzian, to raczej ciężko go posądzać o to, że ma cokolwiek wspólnego z etycznych zachowaniem. Natomiast jeżeli nawet sprowadzimy to do kwestii stricte pragmatycznych (choć będzie to pragmatyzm złodziejski), to takie zachowanie jest po prostu idiotyczne. Gdyby nie kontekst, całkiem zabawne byłoby to, że jakoś tak się złożyło, że dopiero po wyborach w 2023 Zjednoczonej Prawicy zaczęło przeszkadzać pasienie się na publicznych pieniądzach i złodziejstwo. Ale to trochę jak z PSL-em, któremu w latach 2015-2023 przeszkadzał nepotyzm. 

 

Trochę nakłamałem z tym, że już skończyliśmy tematy okołoprezydenckie, albowiem jeszcze jeden się trafił. Otóż, co się często nie zdarza, prezydent podpisał ustawę. I to nie byle jaką, ale tę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów. Tl;dr chodziło o to, żeby obniżyć ceny paliwa i żeby koncerny paliwowe się do tego dorzuciły. To, że ustawa zostanie podpisana nie było wcale takie oczywiste, albowiem Prezydent wymyślił wcześniej swoją Znacznie Lepszą Ustawę, o nazwie: Paliwo Kosztuje Normalnie. W skrócie PKN, co wcale a wcale nie brzmi jak skrót od Prezydent Karol Nawrocki (po raz kolejny chylę czoła przed prezydenckimi copywriterami)  Co zrozumiałe, w projekcie PKN, eufemizując, nie do końca precyzyjnie wskazywano jakie miały by być źródła finansowania tej całej akcji. 



Tak na pierwszy rzut oka, można mieć skojarzenia z konfiarskimi pomysłami w rodzaju: „tu i tam się znajdzie tyle i tyle miliardów, więc nasze pomysły się spinają”, ale moim zdaniem chodziło o coś zupełnie innego. No bo gdyby taka ustawa została przegłosowana pomimo tego, że osoby pomysłodawcze niezbyt precyzyjnie wskazały źródła finansowania, to skończyło by się na tym, że sfinansować by to musiał budżet. Tak, tenże sam budżet, który zdaniem Zjednoczonej Prawicy jest w opłakanym stanie i w ruinie. I gdyby wprowadzenie w życie tej ustawy odbiło się na sytuacji budżetowej negatywnie, to Zjednoczona Prawica jako pierwsza ruszyłaby do ataku i tłumaczyła, że to wszystko przez to, że Donaldu Tusku nie umie rządzić.  


Co zrozumiałe, w zjednoczono-prawicowej optyce Donald Trump nigdy nie łączy się z wysokimi cenami paliw. To zawsze jest wina obecnej koalicji (tak więc tego drugiego Donalda). Gdy się trochę poskrobie w dyskusji tego czy innego gagatka, to się można dowiedzieć, że ceny paliw na rynkach to jedno, ale przecież rząd może obniżyć akcyzę/etc./etc. Znamienne jest to, że tego rodzaju argumentacja nie pojawiała się u tych gagatków w 2022 roku. Wtedy było wiadomo, że to wszystko wina Putina. Żaden z nich nie tłumaczył, że gdyby tylko Kaczyński chciał, to paliwo byłoby tańsze, no ale huncwot jeden jednak nie chce. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że PKN (przprszm, musiałem) skierował podpisaną ustawę do Trybunału Święczkowskiego w trybie kontroli następczej, ale ponieważ trybunał już dawno temu przestał cokolwiek znaczyć, jest to raczej mało istotny detal. 


UWAGA! KWARTALNIK SPONSOROWANY PRZEZ SUWERENA!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty



Jeżeli chodzi o tematy nieintencjonalnie zabawne, to jakiś czas temu Kanał Zero poświęcił Giertychowi cały tydzień i nazywało się to „Tydzień z Giertychem”. Jeżeli ktoś chce znać moje zdanie na temat tego jegomościa, to zachęcam do przeczytania notki pt. „Nice Guy Roman”, bądź też przesłuchania podkastowego odcinka pt. „Roman Giertych - AntyPiSowski konserwatywny lawirant”. W telegraficznym skrócie: fanem nie jestem i uważam, że umożliwienie mu powrotu do polityki było bardzo złym pomysłem i niczego dobrego nie wnosiło (dla nas, czyli dla społeczeństwa). 


No dobrze, ale co było nieintencjonalnie zabawne w „Tygodniu z Giertychem”? Ano to, że okazało się, że niegdysiejsze poglądy Giertycha (skrajna antyunijność, prorosyjskość, etc., etc.) to powód dla beki. Samo w sobie nie byłoby to zabawne. Niemniej jednak w kontekście tego, jakie poglądy są przez KZ propsowane i w który „segment rynku” celuje KZ, krytykowanie (bardzo durnych, nie ma co ukrywać) poglądów Giertycha wygląda cokolwiek zabawnie.  



Jeżeli chodzi o rzeczy, które są intencjonalnie niezabawne, to do takowych należy wypowiedź Mariusza Błaszczaka, który nie tak dawno dostał od dziennikarza najprostsze możliwe pytanie. Błaszczaka zapytano bowiem o to, czy gdyby Rosja zaatakowała Estonię, to czy Polscy żołnierze powinni jej pomóc. Odpowiedź na to pytanie wydaje się być oczywista: ponieważ jesteśmy w NATO i Estonia jest w NATO, to nasi żołnierze powinni pomóc sojusznikowi. Jakiż był mój brak zaskoczenia, gdy okazało się, że zdaniem Błaszczaka polscy żołnierze powinni przede wszystkim bronić Polski. Potem temat pociągnął w trakcie jednej z debat sejmowych Przemysław „Premier ze Zjednoczonej Prawicy” Czarnek, który, gdy jeden z polityków koalicji rządzącej przypominał ocb z tym artykułem 5 NATO, zaczął drzeć mordę z mównicy Sejmowej: „NO TO JEDŹ I BROŃ”. 


Gdy sobie nad tym zacząłem dumać, to najpierw mi do głowy przyszło, że to pewnie schylanie się po, ahem „antywojenny” elektorat. Tyle, że potem mnie olśniło. Moim zdaniem, parafrazując genialnych speechwriterów PKN (nie mylić z Paliwo Kosztuje Normalnie), klucze do bezpieczeństwa Polski są zamknięte w sejfie. I to nie byle jakim, ale takim, który stoi sobie w Mar-a-Lago. Wydaje mi się, że Błaszczakowy problem z odpowiedzią na jedno z najprostszych pytań wziął się stąd, że Zjednoczona Prawica nie wie, jaką decyzję w tej sprawie podejmie Donald Trump. To tyle w temacie prawicowej super-duper-suwerenności. Bo suwerenność to jest wtedy, gdy trzeba drzeć japę o tym, że ktoś ma czelność krytykować antydemokratyczne działania Zjednoczonej Prawicy, ale gdy trzeba stanąć po stronie Wojska Polskiego albo odpowiedzieć na (uwaga kolejny capslock) NAJPROSTSZE PYTANIE NA ŚWIECIE, to wtedy już nie.  



Wydaje mi się, że to dobry moment, żeby wspomnieć o referendach. O tym, że w Krakowie odbyło się referendum, w którym odwołano Aleksandra Miszalskiego udało mi się wspomnieć w którymś z Przeglądów. Udało mi się również napisać parę słów o Łukaszu Gibale (którego fanem nigdy nie byłem). Natomiast dopiero na początku września (tak więc mniej więcej po jednej drzemce Necronów) okazało się, że tak po prawdzie praktycznie całość kasy wyłożonej na referendum, została wyłożona przez Łukasza Gibałę. Z tego z kolei wynika, że gdyby się okazało, że to on okaże się zwycięzcą wyborów (w pierwszej turze uzyskał najwięcej głosów) i zaczął robić rzeczy, które się suwerenowi krakowskiemu nie spodobają, to zorganizowanie kolejnego referendum może być  trudne, bo Łukasz Gibała raczej na taką inicjatywę pieniędzy nie wyłoży. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że w wyborach w Krakowie nie wziął udział kandydat konfy, bo jego partia poległa w trakcie zbierania podpisów. Tzn. niby się udało zebrać tyle, ile trzeba (tzn. ze sporą „górką”), ale się okazało, że może i zebrano ich dużo, ale po przeliczeniu wyszło, że ważnych było zbyt mało. Nieco zabawnym znajduję to, że gdy je przeliczono po raz kolejny okazało się, że poprawnych jest jeszcze mniej.  


Referendum odbędzie się również w Częstochowie (25 października). To jest, swoją drogą, dość ciekawe, albowiem jedna inicjatywa referendalna (w tej kadencji), mająca na celu odwołanie Krzysztofa Matyjaszczyka, nie doszła do skutku ze względu na to, że zebrano zbyt mało podpisów.  Potem fabuła się zagęściła, bo Matyjaszczyka zatrzymało CBA (dostał zakaz pełnienia funkcji) i dopiero po tym plot twiście udało się zebrać wymaganą liczbę podpisów. Jestem autentycznie ciekaw, jak się to referendum skończy, bo choć nie brakuje w Czewie zmotywowanych środowisk, to nie wiem, na ile rozmowy na ten temat „trafiły pod strzechy”. W Krakowie sytuacja była raczej prosta, bo tam sam Miszalski zadbał o nagłaśnianie referendum (+ nieintencjonalnie [mam wrażenie, że w tym Przeglądzie nadużywam tego słowa] pomógł Sok z Buraka). W Częstochowie wygląda to nieco inaczej i z frekwencją w dniu referendalnym może być różnie. 



Pewne natomiast jest to, że referendum nie odbędzie się w Warszawie, bo zebranie wymaganej liczby podpisów przerosło organizatorów. Capo di tutti capi akcji referendalnej, Maciej Wilk, przyjął to z godnością i winą za to, co się stało obarczył PiS, bo jego zdaniem partia Jarosława Kaczyńskiego nie pomagała w zbieraniu podpisów. Jeżeli mam być szczery, to miałem podejrzenia w kwestii tego, że zbieranie  podpisów nie idzie tak, jakby sobie tego organizatorzy życzyli, bo nikt się jakoś specjalnie nie chwalił tym, ile się udało zebrać. Tzn. do pewnego momentu się tym chwalono, a potem przestano. 


Warto w tym miejscu wspomnieć, że w ramach tej konkretnej akcji rozesłano po Warszawie 400 tysięcy ulotko-formularzy, na których ludzie mogli się podpisywać. Co ciekawe rozesłano je w miejscach, w których Trzaskowski miał gorsze wyniki. Wychodzi na to, że Warszawiacy chyba jednak nie mają nic przeciwko temu, żeby ich prezydentem był Trzaskowski. 



Teraz zaś możemy przejść do ostatniego tematu, którym jest narracyjna biegunka Sławomira Mentzena. Gwoli ścisłości, tego tematu nie chce mi się źródłować (no bo to jednak Mentzen). Zaczęło się od tego, że Mentzenowi nie spodobało się to, że mamy w Polsce policjantki. Potem tłumaczył, że to wszystko dlatego, że przecież są tu w Polsce jakieś gangusy, wielkie chłopy, to gdzie tam tym kobitom do nich. No bo przecież wiadomo, że w policji nie ma żadnego „podziału obowiązków” i dokładnie te kobiety ze zdjęć, które zszokowało Mentzena, zostaną oddelegowane do zatrzymywania karków pocących się trenbolonem. 


Potem było już tylko lepiej, bo następny w kolejce był screen wiadomości, którą Mentzen rzekomo od kogoś dostał. W screenie stało, że kolega z Wrocławia napisał do autora wiadomości, że jego syn się nie dostał do policji, bo co prawda wyniki miał top 5, ale ciśnienie mu zbyt wysokie wyszło w badaniach (A POZA TYM BABY MIAŁY ŁATWIEJ!). W międzyczasie była policjantka zasugerowała Mentzenowi, że jeżeli tak bardzo chce coś udowodnić, to ona zaprasza na testy sprawnościowe. No i jakoś tak się złożyło, że Mentzen się nieszczególnie wyrywał do przyjęcia wyzwania. Najprawdopodobniej ktoś mu powiedział, że nie będzie mógł jeździć po bieżni hulajnogą. 



Niestety nie możemy zatrzymać karuzeli śmiechu, bo jeszcze bardziej potem Mentzenowi zaczęło przeszkadzać to, że kobiety służące w wojsku będą miały odpowiednie mundury. Mentzen straszliwie zbóldupił i zaczął tłumaczyć, że przecież nie ma wojen dedykowanych specjalnie dla kobiet. Gdybym był złośliwy to bym napisał, że w ukraińskim wojsku (według ogólnodostępnych danych) służy 57 tysięcy żołnierek. W tym samym wojsku nie służy zaś żaden Sławomir Mentzen. Więc wychodzi na to, że może i wojny nie są „dedykowane” dla kobiet, ale dla Mentzenów tym bardziej. 



Kolejnym doskonałym pomysłem Mentzena jest przywrócenie powszechnego poboru (i zamiana WP na januszex, bo jeszcze któryś poborowy by coś zarobił w trakcie służby, a tego byśmy nie chcieli, prawda). Ja to ujmę tak. Czy przydałoby się jakieś przeszkolenie wojskowe dla osób niebędących żołnierzami zawodowymi? Niestety tak. Czy to oznacza, że należy przywrócić powszechny pobór? Biorąc pod rozwagę to, że ludzie starali się unikać służby wojskowej, gdy mieliśmy powszechny pobór (A BYŁY TO W MIARĘ SPOKOJNE CZASY), to chyba wiem, co by się działo teraz. Unikanie służby wojskowej było wtedy na tyle powszechne, że we wkładce do kasety (nie było mnie stać na CD-ki, więc kupowałem kasety) znalazło się hasło: „uniknięcie służby wojskowej podstawowym zaszczytem i obowiązkiem obywatela”. 


Nie bardzo wiem, jaki jest masterplan Mentzena, bo o ile hejtowanie kobiet jestem w stanie zrozumieć, bo mniej więcej wiadomo, jakie zdanie na ich temat ma spora część elektoratu Mentzena, to jednak postulowanie wprowadzenia powszechnego poboru stoi w sprzeczności z tym, co do tej pory Mentzen swojemu elektoratowi opowiadał o wojnie. Czyli z jednej strony Mentzen denerwuje kobiety, ale z drugiej strony denerwuje również swój żelazny elektorat. 



Moim zdaniem (co już zasygnalizowałem) przeszkolenie by się przydało, ale na pewno nie na zasadzie obowiązkowego poboru i na pewno nie tak, jak to sobie wymyślił Mentzen (czyli zrobienie tego po taniości), bo wartość takiego szkolenia będzie, eufemizując, ujemna. 



I tym, nie bardzo wiem jakim akcentem zakończę powyższą Ścianę Tekstu 




Źródła:

https://ewybory.eu/sondaze/polska/#

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-pis-zdecydowalo-niemal-wszyscy-politycy-rozwoju-plus-wyrzuce,nId,23528789

https://fakty.tvn24.pl/zobacz-fakty/jaroslaw-kaczynski-o-aborcji-kazdy-moze-sobie-zalatwic-aborcje-za-granica-ra1061743-ls6313897

https://polityka.se.pl/wiadomosci/kaczynski-byl-za-przymusowymi-szczepieniami-morawiecki-ujawnia-aa-J8st-NMHa-rHMs.html

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,27245452,jednak-przymus-szczepien-wiceminister-buda-to-jeszcze-nie.html

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-08-18/morawiecki-chce-powolania-sluzby-deportacyjnej-zabezpieczenie-spokoju-na-polskich-ulicach/

https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/rocznica-zaprzysiezenia-prezydenta-rp,124345

https://www.pap.pl/aktualnosci/obchody-swieta-wojska-polskiego-prezydent-i-szef-mon-o-safe-i-bezpieczenstwie-kraju

https://www.wprost.pl/kraj/12415443/karol-nawrocki-zaliczyl-wpadke-pochwalil-obroncow-monte-cassino.html

https://x.com/KarolPopieramy/status/2107404131358904423

https://www.rp.pl/polityka/art44845021-szef-ochrony-karola-nawrockiego-w-kampanii-ujawnia-co-sie-stalo-w-zabkowicach-slaskich

https://www.rp.pl/ochrona-zdrowia/art45171061-afera-wokol-szpitala-poludniowego-czy-dr-emil-jedrzejewski-wycofal-sie-ze-swoich-slow

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-09-22/zwrot-w-sprawie-dawida-kacprzyka-jedrzejewski-zaprzecza-nie-wycofuje/

https://zero.pl/news/afera-w-szpitalu-poludniowym-dr-jedrzejewski-reaguje-na-pismo-pelnomocnika-dawida-kacprzyka

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-07-13/zmarl-w-lazience-szpitala-poludniowego-trzeba-zrobic-tak-zeby-syfu-nie-bylo/

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-polityk-ko-wykluczona-z-partii-poklosie-afery-ws-pomocy-dla,nId,23531342

https://wiadomosci.wp.pl/szesc-osob-z-zarzutami-w-aferze-powodziowej-powodz-nigdy-nie-dotarla-7323041455695904a

https://wpolityce.pl/polityka/czekam-na-podpis-tusk-bezczelnie-prowokuje-ale-pomija-wazny-fakt,258752

https://dorzeczy.pl/opinie/952420/prezydent-nawrocki-podpisal-ustawe-ws-paliw-komorowski-to-nie-bylo-oredzie.html

https://www.rp.pl/prawo-dla-ciebie/art45162251-prezydent-proponuje-swoj-plan-lagodzenia-cen-paliw-pokazal-projekt

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2023/08/nice-guy-roman.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-poruszenie-po-slowach-blaszczaka-o-polsce-i-nato-skandal-jes,nId,23537521

https://orka2.sejm.gov.pl/StenoInter10.nsf/0/018A34A22B3059C8C1258E68005E7074/%24File/64_c_ksiazka.pdf

https://tvn24.pl/krakow/krakow-stowarzyszenie-lukasza-gibaly-sfinansowalo-referendum-st9217321

https://oko.press/na-zywo/na-zywo-relacja/oficjalnie-lukasz-gibala-wygrywa-i-ture-wyborow-w-krakowie

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kompromitacja-konfederacji-w-krakowie-w-100-proc-idzie-to-na,nId,23540682

https://tvn24.pl/wybory-w-krakowie-2026/krakow-kolejna-decyzja-w-sprawie-kandydatury-bartosza-bochenczaka-z-konfederacji-st9231219

https://dziennikzachodni.pl/nie-bedzie-referendum-w-czestochowie-nie-uda-sie-zebrac-wymaganej-liczby-podpisow-by-odwolac-krzysztofa-matyjaszczyka/ar/c1p2-28086903

https://cba.gov.pl/pl/aktualnosci/5288,Prezydent-Miasta-Czestochowy-zatrzymany.html

https://samorzad.pap.pl/kategoria/aktualnosci/wyznaczono-date-referendum-ws-odwolania-prezydenta-czestochowy-i-rady-miasta

https://tvn24.pl/tvnwarszawa/srodmiescie/warszawa-nie-bedzie-referendum-w-sprawie-odwolania-rafala-trzaskowskiego-st9259198

https://www.rp.pl/opinie-polityczno-spoleczne/art45214541-zuzanna-dabrowska-referendum-w-sprawie-podswietlania-palacu-kultury-na-rozowo

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-10-03/policjantka-rzucila-wyzwanie-mentzenowi-w-necie-macho-a-w-realu/

https://kyivindependent.com/more-than-57-000-women-serve-as-military-personnel-in-ukraines-armed-forces-general-staff-says/

poniedziałek, 20 lipca 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #141

Wydaje mi się, że ten konkretny Przegląd zacznę od tego, co działo się pod koniec czerwca, a mianowicie od historycznych upałów. Wiecie, tych upałów, co to po pierwsze ich wcale nie było, a po drugie to (uwaga będzie capslock) „DOKŁADNIE TAKIE SAME TEMPERATURY BYŁY W LATACH 80 I 90!”  Z racji tego, że przy okazji takich opowiastek mogę zagrać „kartę wieku”, mogę powiedzieć, że owszem, te temperatury były dokładnie takie same, a nawet wyższe, pod warunkiem, że te lata 80 i 90 ktoś spędził na Arrakis. 

Niesamowite jest to, że są ludzie, którzy mają mniej więcej tyle samo wiosen, co ja i potrafią opowiadać w casualowych rozmowach bzdury o tym, że „kiedyś to też tak było”. Kurde, jak to napisałem, to sobie zdałem sprawę z tego, że właśnie wszyscy obserwujemy na żywo odtworzenie zmodyfikowanego eksperymentu Solomona Asha. Dla niezorientowanych (w telegraficznym skrócie) w ramach tego eksperymentu badano konformizm i część badanych (o ile mnie pamięć nie myli, ponad 30%) udzielało niepoprawnych odpowiedzi na pytania wiedząc, że są niepoprawne, ale ponieważ inni (podstawieni aktorzy) wcześniej udzielali nieprawidłowych odpowiedzi, oni też to robili. No, a teraz to wygląda tak, że ponieważ wszystkie soszjale są zawalone bzdurami „KIEDYŚ BYŁO CIEPLEJ” to całkiem sporo ludzi wychodzi z założenia, że pewnie coś jest na rzeczy. 


O ile niektórzy zmieniają zdanie dlatego, że są dezinformowani, to inni zajmują się dezinformowaniem. Jest sobie na ten przykład taki jegomość, jak Rafał Woś, który od dłuższego czasu non stop nawija o „klimatystach”. Ostatnimi czasy wyprodukował artykuł (nie, nie będę go linkował, no bo come on), w którym to artykule tłumaczył, że wcześniej też bywały zmiany klimatyczne, ale ludzie sobie jakoś radzili i teraz też sobie poradzą, a poza tym to skoro klimat się wcześniej zmieniał bez naszego udziału, to teraz też tak pewnie jest. 

Redaktorowi Wosiowi chciałbym w tym miejscu zacytować fragment jego własnej książki pt. „Lewicę racz nam zwrócić, Panie” (wydaną w 2019 roku): „Mówiąc dobitnie: klimat może być jeźdźcem Apokalipsy, który zawita do nas z mieczem jako pierwszy. Lewica powinna wiedzieć, że w obliczu tego wyzwania, nie może zrobić dwóch rzeczy. Po pierwsze: nie powinna stawiać na wypieranie niewygodnych prawd i przyłączać się do sponsorowanego przez największe trucicielskie koncerny negowania globalnego ocieplenia i bagatelizowania wpływu człowieka na zmiany klimatu. Tego, jak się wydaje, lewica nie zrobi”. 


Gdybym był złośliwy, to napisałbym, że w myśl tego cytatu, Rafał Woś dokonał samowykluczenia z lewicy. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, zachęcam was do przypominania Wosiowi tego, jakie miał wcześniej zdanie na temat zmian klimatu i co to się stanęło, że to zdanie zmienił. 


Skoro zaś już jesteśmy przy Wosiu, to warto wspomnieć o tym, jaki ściek się pojawił w Tysolu, którego Woś jest rednaczem. Otóż, jakiś czas temu pojawiły się tam dwa artykuły, które niewiele miały wspólnego z dziennikarstwem (co nie powinno nas jakoś specjalnie dziwić, bo w końcu to Tysol). W pierwszym z nich był strumień nieświadomości niejakiej dr Lucyny Kulińskiej, który można streścić tak: jakiś człowiek z Podkarpacia powiedział jej, że jakiś stary Ukrainiec powiedział mu, że Ukraińcy chcą Polakom urządzić „nową rzeź” (pani Kulińska jeszcze się nam pojawi w tym Przeglądzie nieco później). 

Jeżeli ktoś sobie w tym miejscu zadał pytanie: po cholerę w ogóle coś takiego publikować? To ja takiej osobie odpowiem. Opublikowano to po to, żeby następnie móc opublikować drugi artykuł, którego autorka (cóż za zbieg okoliczności, to ta sama osoba, która skompilowała w poprzednim artykule mądrości pani Kulińskiej) wzywa do tego, żeby ABW przyjrzało się Ukraińcom mieszkającym w Polsce. Warto mieć na uwadze to, że w Tysolu nie pojawiają się narracje, które nie dostały zielonego światła na Nowogrodzkiej. Może inaczej to ujmę: to nie jest tak, że Jarosław Kaczyński ręcznie steruje Tysolem, ale Tysol idealnie dostosowuje się do linii partyjnej. 


Przed momentem wspomniałem o tym, że pani Kulińska się nam jeszcze pojawi w Przeglądzie i teraz słowo stanie się ciałem. Pewnie już o tym słyszeliście, ale jeżeli nie, to pamiętajcie, że ja jestem jedynie posłańcem: na Prime Video pojawił się pierwszy odcinek serialu Jacka Międlara (były ksiądz z paroma wyrokami za wyzywanie różnych osób) poświęcony (a jakże) rzezi wołyńskiej. I sobie nie myślcie lewaki jedne, że to byle jaki serial, to jest DOKUMENT! W tymże „dokumencie” wypowiada się jako jedna z ekspertek od tematu pani Kulińska. Cóż to będzie za uczta dla każdego fana dokumentów historycznych, to ja nawet nie. Nawiasem mówiąc, ja mam tu jedno pytanie takie całkiem na serio: jak  to w ogóle możliwe, że na Prime Video pojawił się akurat serial Międlara?   

W ramach parytetu dobrych wiadomości: Ukraina nadal wspiera Rosję w odchodzeniu od paliw kopalnych. O ile mnie pamięć nie myli, to najdalsza trafiona rafineria, (a przepraszam, to nie rafineria tylko Element Rosyjskiej Tarczy Antyrakietowej) znajdował się bodajże w Omsku, czyli jakieś 2.500 kilometrów od granicy ukraińsko-rosyjskiej. Prócz tego Ukraina całkiem ładnie radzi sobie z nakładaniem sankcji na rosyjską flotę cieni. Rzecz jasna sankcje te nakłada przy użyciu dronów. Szczerze przyznam, że zjawiskowe jest to, że Rosja, która w pewnym momencie praktycznie non stop posyłała nad Ukrainę roje dronów i saturowała ukraińską obronę przeciwlotniczą, nie wpadła na to, że ta w końcu może jej odpłacić tym samym. 


Nawiasem mówiąc, dumam nad tym, czy ta przyśpieszona dekarbonizacja Rosji nie została podyktowana tym, że USA zaczęło zadymę w Iranie, w efekcie czego zablokowana została Cieśnina Ormuz. No bo tak po prawdzie taka blokada mogła się Rosji bardzo przysłużyć. Na to zresztą w kwietniu liczyła sama Rosja, albowiem Kiril Dimitriew (specjalny wysłannik Putina do spraw wszelakich) wygrażał Tuskowi, że za dwa miesiące (czyli gdzieś tak w czerwcu by wypadało) zabraknie paliwa i Tusk będzie musiał po prośbie lecieć do Moskwy i ŻEBY TYLKO ZOSTAWIŁ SOBIE TYLE PALIWA LOTNICZEGO, ŻEBY WYSTARCZYŁO NA DROGĘ DO MOSKWY. Chciałoby się rzecz, że zestarzało się jak mleko, ale bardziej będzie pasować: zestarzało się jak rosyjskie rafinerie. 

Niestety dalsza część tematów związanych z Ukrainą nie może zostać uznana za parytet dobrych wiadomości. Pierwsza z nich to taka, że albo Zełeński, albo ktoś z jego administracji nie do końca ogarnia jakie nastroje panują w Polsce (nie wierzę w to, że osint mają aż tak słaby, żeby nie widzieć tego, że polska infosfera jest naszpikowana antyukraińskimi narracjami bardziej, niż rosyjska rafineria dronami) i przyklepał nazwanie jednej z jednostek specjalnych imieniem „bohaterów UPA”. 


Ponieważ sprawę tę można było załatwić na drodze dyplomatycznej (np. prowadząc jakieś rozmowy BEZ UŻYCIA MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH), zamiast tego polska prawica zdecydowała się na użycie łomu i zagroziła odebraniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego (jak bardzo będziecie zaskoczeni, gdy wam napiszę, że z analiz soszjali wynika, że pomysły odebrania tegoż orderu wjechały do naszej infosfery ze wschodu?). 


Ponieważ prezydent Ukrainy jest taki, jaki jest, nie cofnął się ani o krok. Ponieważ się nie cofnął, Order Orła Białego został mu odebrany. Następnie takie same ordery zwrócili byli prezydenci Ukrainy. W odpowiedzi na to Jarosław Kaczyński zwrócił Ukrainie order Jarosława Mądrego (tu są tak duże pokłady ironii, że jeszcze trochę, a powyższe zdanie zapadłoby się pod jej ciężarem). Nawiasem mówiąc, o tym, że Zełeński jednak przeholował, niech świadczy to, że Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której stało, że Zełeński tym razem bez RiGCzu był. A ponieważ Ukraina chce być częścią UE, nie może sobie pozwolić na olewanie głosu tejże Unii Europejskiej. 

A byłbym zapomniał. JAROSŁAW KACZYŃSKI SIĘ PO RAZ KOLEJNY WŚCIEKŁ! Otóż, nie uwierzycie, ale PiSowski konfiarz, który został oddelegowany do bycia twarzą przyszłego rządu Zjednoczonej Prawicy, zachował się jak na konfiarza przystało i stało się to, co napisałem capslockiem. Nieco zaś bardziej na serio, to Przemysław Czarnek powiedział był, że on to by w ogóle zrobił tak, żeby Ukrainę podregulować, że poprosiłby UE, żeby wstrzymała jakąkolwiek pomoc dla Ukrainy aż do momentu, w którym Ukraina się ogarnie. Z czego wynika, że gdyby się nie ogarnęła, to Czarnek nie miałby oporów przed tym, żeby zaszkodzić Ukrainie w wymiarze militarnym (bo tym by się skończyło przycięcie jakiejkolwiek pomocy). 


A potem mieliśmy szopkę, którą oglądaliśmy zyliony razy w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy: ktoś z tejże partii coś odwalił i rezonowało to w bańce PiSowskiej nie tak jak trzeba? Momentalnie pojawiały się wrzutki pt. KACZYŃSKI WŚCIEKŁY na tego, czy owego polityka/działacza/etc. oraz zapowiedzi tego, co to się może z tym politykiem stać teraz. W przeważającej większości przypadków sprawa kończyła się właśnie na tym. Czyli na szopce. 

Obstawiam, że tym  razem będzie dokładnie tak samo. No bo z jednej strony, Kaczyński mówi, że Pana Czarnka to kierownictwo PiS rozliczy z jego wypowiedzi, a z drugiej strony Czarnek mówi, ze on by to samo powtórzył po raz kolejny. I ja wiem, że w PiSie teraz odchodzą jakieś dzbanowe wojny frakcji, ale nawalanka frakcji to jedno, a to, że kandydat na premiera publicznie okazuje lekceważenie Prezesowi i pięć minut później nie wylatuje na zbity pysk z partii to drugie. Rzecz jasna, pojawiły się już analizy, z których wynika, że Czarnek jest już na wylocie i że jego misja dobiegła końca, ale szczerze przyznam, że jakoś mi się nie chce wierzyć w taki finał tej sprawy. 


Może inaczej to ujmę: pewności, że po potencjalnie wygranych wyborach Czarnek zostanie premierem nie ma nikt, łącznie z samym Czarnkiem. Ale teraz PiS jest w trybie kampanii. Kaczyński zaś nadal snuje swoje sny o potędze i o hegemonii na prawicy. Innymi słowy, Kaczyński sobie wymyślił, że cała jego partia będzie walczyć, żeby było tak, jak było. Zamysł z Czarnkiem, jako kandydatem na premiera, był naturalną konsekwencją Batyra, jako kandydata na prezydenta. Bo skoro Batyrowi udało się zebrać głosy Mentzena i Brauna, to przecież oczywistą oczywistością jest to, że Czarnkowi uda się odebrać głosy obu konfom. Ja wiem jak to brzmi, ale Jarosław (aż by się chciało rzez, że Jarosław Mądry) myśli właśnie takimi kategoriami, więc nie mnie, lewakowi, to oceniać. Niemniej jednak taki jest właśnie plan i nie wydaje mi się, żeby Kaczyński go zmienił za pięć dwunasta bez wyraźnego powodu. 

Swoją drogą, dość istotne jest to, że Kaczyński nie bardzo ma się jak cofnąć. Nawet gdyby faktycznie „się WŚCIEKŁ” i chciał wymienić Czarnka, to z konfiarskiej retoryki zrezygnować nie można. Co prawda nie jest to jeszcze etap tłumaczenia, że szczepionki dają dzieciom ZX Spectrum (przepraszam, musiałem), ale opowiadanie bzdur o tym, że człowiek absolutnie nie odpowiada za zmiany klimatu już było grane. 


Na pierwszy rzut oka, sytuacja, w której Jarosław Mądry się cofnie i zamiast iść w szurskie narracje pójdzie w stronę centrum, wygląda sensownie. Tyle, że następne wybory nie odbędą się w 2015 tylko w 2027. Kredens debaty publicznej mamy przesunięty tak bardzo na prawo, że gdyby tylko Kaczyński zrobił krok do tyłu, to retoryczną próżnie momentalnie zapełnią Mentzeny, Bosaki i Brauniarze. 


Przyznaję, że trochę mi to wyszło achronologicznie, ale to właśnie w tym momencie Przeglądu idealnie wpasowuje się opisanie kontekstu, w którym należy osadzić wypowiedź Czarnka. Bo on doskonale pokazuje, jak bardzo Kaczyński jest świadomy tego, że nie może się cofnąć nawet o krok. Kontekstem tym jest prawicowa biegunka na tle pięciu (słownie: PIĘCIU) rakiet do wyrzutni Patriot.


Otóż, jakiś czas temu Polska przekazała Ukrainie pięć rakiet do wiadomych zestawów. Ponieważ się tym nie pochwalono (obstawiam, że dlatego, że Tusk też chce nadal jeździć na antyukraińskich narracjach), prawica zrobiła z tego wielką aferę. Zdaniem prawicy oddanie (PIĘCIU) rakiet Ukrainie to rozbrajanie Polski i tak się nie powinno robić. A poza tym, to może i to było tylko pięć rakiet, ale każda z nich może zestrzelić Iskandera, a taki Iskander to może zabić nawet kilkaset osób, więc SAMI ZRÓBCIE MATEMATYKĘ! 


Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że gdy po incydencie w Przewodowie Niemcy chciały nam wypożyczyć na jakiś czas trzy baterie Patriot, to PiS najpierw powiedział, że baza, ale dwa dni później tłumaczył wszystkim dookoła, że bezpieczniej dla Polski będzie, gdy te baterie będą stacjonować w Ukrainie (co w owym czasie było nierealne, bo baterie miały niemiecką obsługę). 


Gdyby nie kontekst całkiem zabawne byłyby argumenty, których wtedy używano (a jeszcze bardziej zabawne byłoby zestawienie ich z dzisiejszymi narracjami o „rozbrajaniu”). Otóż Jarosław Kaczyński stwierdził, że to nie może być tak, że będziemy zestrzeliwać rakiety nad głowami polskich obywateli. Albo Mariusz Błaszczak, który opowiadał o tym, że gdyby baterie patriot stacjonowały w Polsce, to taka rakieta, jak w Przewodowie to jedynie kilkanaście sekund leci w polskiej przestrzeni lotniczej, więc nie ma szans na reakcję. Innymi słowy: wtedy chęć oddania Ukrainie trzech baterii była troską o polskie bezpieczeństwo, a dziś przekazanie pięciu rakiet jest rozbrajaniem Polski. Czego nie rozumiecie? Poza tym, jeśli boisz się mówić o tym, że przekazanie pięciu rakiet Ukrainie to rozbrajanie Polski, to już jesteś niewolnikiem!

Dodajmy do tego, srogie przydzbanienie Kosiniaka-Kamysza, który w trakcie konferencji prasowej opowiadał o tym, że ten PiS to teraz krytykuje przekazanie pięciu rakiet, ale sam wcześniej dawał dużo broni, ale to nic złego, bo Ukrainie trzeba pomagać, ale PiS dawał więcej i nie chce się do tego przyznać, ale to nic złego (i tak dalej i tak dalej). Prawda jest natomiast taka, że gdyby Kosiniak-Kamysz faktycznie uważał, że Ukrainie należy nadal pomagać i że to jest prawilne, to nie byłoby tych bzdur o tym, że „PIS DAWAŁ WIĘCEJ”. Zamiast tego było by to coś w rodzaju: owszem, przekazaliśmy im pięć rakiet, bo godne to i sprawiedliwe. A gdyby obecna koalicja miała choć odrobinę ikry, to dodano by, że ta broń i tak jest kupowana po to, żeby przy jej pomocy walczyć z wiadomym przeciwnikiem, więc co za różnica, czy ten przeciwnik oberwie pociskiem od wojsk polskich, czy ukraińskich? 


Być może narracyjne wygibasy Kosiniaka-Kamysza mają coś wspólnego z tym, jakie nastroje w Polsce ostatnio panują. A panują takie, że gdy starszy typ drze mordę na dziewczynki w autobusie (i  je wyzywa), to mu wolno bo: po pierwsze jakiś Ukrainiec kopnął dziecko w twarz, po drugie, te dziewczynki były Ukrainkami właśnie, a po trzecie nie zapominajmy o Wołyniu! 


Znamienne było to, że praktycznie zaraz po tym, gdy o całej sprawie zrobiło się głośno (a zrobiło się głośno, bo dziewczynki typa nagrały), ruskie drony internetowe momentalnie ruszyły z kontrofensywą i okazało się, że dziennikarze z Bielska Białej (o których nikt nie słyszał) wszystko opisali (w miejscu, którego nie da się znaleźć) i tam działo się to, że jacyś świadkowie (z których żaden się nie wypowiedział na ten temat, opowiedzieli tym dziennikarzom, że te dziewczynki wyzywały tego starszego pana i na niego pluły, tak więc nie ma się czemu dziwić, że on zareagował tak, jak zareagował. 


Wystarczającym dla sporej części naszych rodaków dowodem był wpis jakiejś randomowej kobiety z internetu, którą na użytek niniejszego tekstu nazwijmy „Teresą z Ostrudy”. Co prawda tekst był napisany nawet nie tyle łamaną polszczyzną, co w ogóle nie polszczyzną (choć prawicowej interpunkcji w nim nie brakowało, albowiem przed każdym przecinkiem była spacja), a osoba, która go opublikowała, wrzuciła potem na FB non-apology w rodzaju „ja to po prostu skopiowałam skądś i wkleiłam, to wcale nie jest moje zdanie”, ale to nie ma znaczenia. Narracja o biednym starszym panu, który został sprowokowany przez ukraińskie agentki jest już w części prawej strony dogmatem. O jak dużą część prawej strony chodzi? Ano np. o Suwerenną Polskę, bo hamletyzowanie w tej sprawie pojawiło się na ich peju. 


Równie znamienne jest to, że najwięcej na temat tego, co się stało, miała ta strona sporów politycznych, której poglądy ów miły starszy pan, za przeproszeniem, wyrzygał w tym autobusie. I to właśnie ta strona zaczęła tłumaczyć, że nie powinno się jej „sklejać” z tą sprawą, a jak ktoś to robi, to pewnie dlatego, że dostał polecenie partyjne. 


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Jeżeli chodzi o kolejny temat, którym jest „kryzys” w PiS to przyznam, że żyje we mnie kilka wilków. No bo z jednej strony, PiSowcy się ostatnio wzięli za łby i wygląda to w sumie całkiem wiarygodnie. Aczkolwiek przyznam, że ciekawe jest to, że kłótnie w PiS zaczęły się po tym, jak Nawrocki wygrał wybory prezydenckie. Wydawało mi się bowiem, że do potencjalnego rozłamu może dojść wtedy, gdy obóz prawicowy jednak te wybory przegra. 

Powodem, dla którego w PiSie atmosfera jest teraz napięta jest zapewne to, że co prawda Nawrocki wybory wygrał, ale PiSowi wcale od tego poparcie nie wzrosło. Ewidetnie w PiSie toczy się teraz 
 spór. Środowisko Morawieckiego stara się nas przekonać do tego, że spór toczy się o to, czy należy iść w stronę konfiarskich narracji, czy też może bajerować centrum (a przepraszam, „pozyskiwać wyborcę centrowego”). Obu tych rzeczy nie da się zrobić równocześnie, bo choć Zjednoczona Prawica do perfekcji panowała robienie zwrotów o 180 stopni, to jednak w tym konkretnym przypadku wymagałoby to robienia zwrotów praktycznie codziennie, aż do najbliższych wyborów. No ale niby tam się toczy spór o te narracje konfiarskie, a jednak praktycznie wszystkie te narracje dominują w przekazie Zjednoczonej Prawicy. 


Z drugiej natomiast strony, „kryzysy w PiSie”, „które miały grozić rozłamem” to myśmy już bardzo często oglądali w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy. Oglądaliśmy to i absolutnie nic z tego nie wynikało. Bo może i to towarzystwo się tam żarło o różne sprawy i zwracało sobie uwagę (jak np. Terlecki Kowalskiemu za propagowanie antyszczepionkowej szurii), ale gdy przyszło co do czego i zaczęła się kampania, dla wszystkich znalazło się miejsce na listach. Dlatego też średnio mi się chce wierzyć w to, że teraz miałoby być inaczej. 

Z trzeciej strony, miejmy na uwadze to, że żeby dokonać sensownego rozłamu, może inaczej: żeby wyjść z partii i nie wracać do niej później jak Ziobryści, to trzeba za sobą pociągnąć doły partyjne. Bo bez dołów partyjnych nie będzie miał kto robić kampanii. Owszem, do pewnego stopnia dałoby się to napędzać botnetami i sztucznym ruchem sieciowym, ale jeżeli na spotkania z wyborcami nikt nie będzie przychodził, to raczej ciężko byłoby walczyć o sensowny wynik. 


Z czwartej strony, jeżeli przyjrzymy się retoryce Zjednoczonej Prawicy to, co do zasady, oni mówią zbliżone rzeczy. To nie jest tak, że Kaczyński mówi, że Tusk jest zły, a Morawiecki postuluje wejście z nim w koalicje. Obie strony sporu opowiadają o tym, że rząd Tuska jest antypolski/etc. Obie strony opowiadają o tym, że UE jest zła. Obie strony nie lubią elgiebetów. Obie strony negują wpływ człowieka na zmiany klimatyczne. Protokół rozbieżności jest naprawdę niewielki. Jednakowoż prawda jest taka, że geniusz szachów 5D Kaczyński (który sam swoją partię zapędził w konfiarskie rewiry narracyjne) to jest człowiek, który byłby w stanie osłabić swoją własną partię przed wyborami tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś śmiał zwątpić w jego geniusz. 

Niemniej jednak, gdyby nawet czekało mnie kolejne „polityczne zaskoczenie” i do rozłamu faktycznie by doszło, to uważnie przyglądałbym się temu, co się będzie działo dalej, bo absolutnie by mnie nie zdziwiła sytuacja, w której „rozłamany PiS” startowałby potem w jakiejś koalicji. No bo może i się pokłócili i mają różne poglądy, ale Tuska trzeba odsunąć od władzy, więc będą się po prostu pięknie różnić/etc. 


W poprzednim Przeglądzie wspominałem o Szpitalu Południowym. Wspomniałem również o tym, że dr Emil Jędrzejewski, który zdetonował na Kanale Zero bombę atomową opowiadając o tym, że w Szpitalu Południowym to ludzie marli i marli z winy Lekarza Milionera i nikt z tym nic nie robił. Póki co potwierdziła się tylko jedna część tego, co opowiadał, ale potwierdziła się częściowo. 


Jędrzejewski opowiadał o tym, że znajdowano martwych ludzi w łazienkach i robiono wałki, żeby jakoś to zatuszować. Kacprzyk odpowiedział wtedy oświadczeniem, z którego wynikało, że taka sytuacja miała miejsce i prokuratura się tym zajmuje, ale to nie on tam jest stroną. Stroną natomiast okazał się były już szef tamtejszego prosektorium, który jest byłym szefem, bo wywalono go za robienie reenactingu Łódzkiego Pogotowia (czyli handel „skórami”). Okazało się, że ów przemiły pan został uwieczniony na nagraniu, ale nie uprzedzajmy faktów. 

Do Szpitala Południowego przyjęto starszego jegomościa, który miał silną biegunkę, ogólnie źle się czuł i był odwodniony. Ktoś powinien do niego zaglądać co jakiś czas, żeby się upewnić, czy wszystko z nim w porządku. No i tak bardzo do niego zaglądano, że odpiął się od kroplówki (to wynika z nagrania wyżej wspomnianego), poszedł do toalety i w niej zmarł, a znaleziono go tam po czterech godzinach. 


Następnie, nie poinformowano o tym prokuratora (a powinno się to zrobić, bo choć pacjent miał swoje lata/etc., to jednak nie zmarł w szpitalnym łóżku doglądany przez personel medyczny). W takiej sytuacji prokurator zleciłby przeprowadzenie sekcji zwłok z automatu. Szpital tę sekcję zrobił sam, a na nagraniu z tejże Pan Były Szef Prosektorium opowiadał o tym, że trzeba to jakoś ogarnąć, żeby się prokurator nie przyczepił. A, i jeszcze jedno. Rodziny zmarłego nie poinformowano o tym, w jakich okolicznościach zmarł. 


No i znowuż, na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jak gdyby Jędrzejewski nie koloryzował. Tyle, że jest tu jeden, nie tak znów mały, problem. O ile bowiem do sytuacji doszło (aczkolwiek o ile mnie pamięć nie myli, to Jędrzejewski mówił o ludziach znajdywanych w toaletach [mam świadomość tego, że to mogła być po prostu przenośnia albo coś w ten deseń]), to jednak nie jest tak, że nikogo to nie obeszło, bo sprawą zajmowała się już od jakiegoś czasu prokuratura (osobną kwestią jest to, że nikt o tym nie wiedział i dowiedzieliśmy się tego od Kacprzyka). Tym samym, nadal będę stał na stanowisku takim, że gdyby tam ludzie marli dziesiątkami, to nie dałoby się tego utrzymać w tajemnicy. 


Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, co napisałem w poprzednim Przeglądzie (pozwolę sobie na bezwstydny cytat): „Bo ja to widzę w ten sposób, że nie miałbym absolutnie żadnych problemów z uwierzeniem w to, że w szpitalu zmarł pacjent i ktoś kogoś z tego tytułu kryje. Tyle, że pan doktor Jędrzejewski prócz jednej bomby, zdetonował również drugą i powiedział, że o tym wie cały szpital. Jak wspomniałem przed momentem w to, że parę osób mogłoby kogoś kryć w przypadku zgonu pacjenta jestem w stanie bezproblemowo uwierzyć. Jednakowoż mam spore problemy z uwierzeniem w to, że ofiar było więcej, cały szpital wiedział (ok, wiem, że to jest tylko taka wypowiedź i nie chodziło o to, że dosłownie każdy pracownik był tego świadomy) i absolutnie nikt się nie „wysypał”.” 


Moi drodzy. Wielokrotnie sobie śmieszkowałem z obecnego prezydenta RP, ale teraz będę musiał podejść do tematu całkiem poważnie. Tak samo poważnie, jak otoczenie prezydenta RP, które doszło do wniosku, że uda się zmonetyzować historię o tym, że ktoś w trakcie kampanii usiłował „kandydata obywatelskiego” otruć, ale nie przemyślało tego zbyt dobrze i nie jest w stanie odpowiedzieć jak to możliwe, że o sprawie nie poinformowano ani policji, ani służb, ani prokuratury i że choć koledzy pana prezydenta się bardzo bali o jego życie i myśleli, że już po nim, to na wszelki wypadek nie zadzwonili po pogotowie. Równie przemyślane było to, że choć sprawa była BARDZO POWAŻNA (i na pewno nie chodziło o strucie się nikotyną [o ile w ogóle doszło do czegokolwiek]), to Prezydent Karol Nawrocki nie wspominał o tym wcześniej ani słowem NAWET PO TYM GDY ZOSTAŁ WYBRANY. 

Śmiem twierdzić, że jeżeli do czegoś doszło, to najwyżej był to jakiś, za przeproszeniem, dyskretny paw, bo gdyby Nawrocki faktycznie słaniał się na nogach i musiano go odprowadzić do autokaru (po tym, jak przerwał przemawianie do wyborców), to o tej sprawie dowiedzielibyśmy się mniej więcej ułamek sekundy po tym, gdy wygoniono ludzi z autokaru, do którego został zaprowadzony. I znowuż, możemy sobie z tego śmieszkować, ale partyjny beton pewnie ten „zamach” traktuje jak dogmat i nie zadaje sobie zbyt wielu pytań. 


Skoro jesteśmy przy Nawrockim, to trzeba wspomnieć o tym, że ów zawetował „ustawę o najbliższym współlokatorze”. Tak, chodziło o tę okrojoną przez obecną koalicję ustawę, która miała być namiastką tzw. „związków partnerskich”, które miały być namiastką równości małżeńskiej. Zdziwiony wetem nie jestem, bo przecież od początku było wiadomo z jakich środowisk wywodzi się Batyr i jakie ma poglądy na elgiebety. Niestety nie mogę tego skomentować tak, jak powinienem, albowiem mogłoby mnie to narazić na odpowiedzialność z tytułu art. 135 § 2 k.k. 

Mogę natomiast napisać o tym, że Nawrocki wcale nie idzie drogą Trumpa i nie monetyzuje swojej prezydentury, bo marka, która nie ma z nim absolutnie żadnych powiązań (ani z nim, ani z nikim z jego otoczenia) wcale nie zamierza wypuścić limitowanej (1000 sztuk) wersji zegarków. Gdybym był złośliwy, to napisałbym coś o tym, że być może kiedyś doczekamy się jakiegoś ustawkowego merchu (kastety w barwach biało-czerwonych, kije baseballowe z autografem, maczety z logotypem), ale po co mi ten 135 artykuł. 


I tym, nie wiadomo jakim akcentem zakończę powyższą Ścianę Tekstu. A skoro już ją zakończyłem, to muszę sam siebie poklepać po plecach za to, że tym razem od wrzucenia poprzedniej ściany nie upłynął nawet jeden miesiąc! 



Źródła:

Gdyby nie kontekst (szczucie na Ukraińców) całkiem zabawne byłoby to, że o ile strumień nieświadomości Kulińskiej zniknął ze strony Tysola, to już „reaction” na tenże strumień nieświadomości nadal tam wisi: 


https://tysol.pl/wiadomosci/anna-wiejak-abw-powinna-przyjrzec-sie-ukraincom-mieszkajacym-w-polsce,178286

https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,32906201,film-miedlara-w-top-10-amazon-prime-video-tuz-przed-rocznica.html

https://wydarzenia.interia.pl/ukraina-rosja/news-atak-na-rafinerie-w-omsku-uderzenie-2-5-tysiaca-km-od-granic,nId,23510323

https://wiadomosci.wp.pl/ukraincy-sie-nie-zatrzymuja-skuteczny-atak-na-20-rosyjskich-statkow-7307688183855552a

https://x.com/PiknikNSG/status/2076757520685875442

https://oko.press/jedenascie-dni-przed-eskalacja-chcieli-odebrac-order-zelenskiemu-wczesniej

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-byli-prezydenci-ukrainy-zrzekli-sie-orderow-orla-bialego-smu,nId,23502747

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kaczynski-zwroci-order-ukraincom-wyraz-lojalnosci,nId,23505045

https://pl.euronews.com/europa/2026/07/08/parlament-europejski-potepia-zelenskiego-za-nazwe-jednostki-na-czesc-upa

https://www.wprost.pl/kraj/12386655/czarnek-chcial-wstrzymania-pomocy-dla-ukrainy-kaczynski-reaguje.html

https://www.rmf24.pl/fakty/polityka/news-czarnek-wbrew-prezesowi-powtorzylby-wypowiedz-o-ukrainie-bez,nIdn,1010025

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-przemyslaw-czarnek-na-wylocie-wymowne-slowa-waznego-polityka,nId,23514650

https://demagog.org.pl/wypowiedzi/jaroslaw-kaczynski-powtarza-tezy-denialistow-klimatycznych/

https://wiadomosci.wp.pl/kaczynski-wsciekly-o-pociski-rzad-rozdaje-je-po-cichu-7304979199613280a

https://dorzeczy.pl/opinie/912082/czarnek-krytykuje-przekazanie-patriotow-ukrainie-rozbrajanie-polski.html

https://defence24.pl/wojna-na-ukrainie-raport-specjalny-defence24/wiemy-ile-rakiet-pac-3-mse-polska-przekazala-ukrainie-news-defence24

https://www.polsatnews.pl/gosc-wydarzen/2026-07-06/czasy-sie-zmienily-mariusz-blaszczak-o-pomocy-ukrainie/

https://www.polsatnews.pl/gosc-wydarzen/2026-07-10/dworczyk-o-pomocy-dla-ukrainy-przekazalismy-tak-duzo-ze-nasze-magazyny-sa-puste/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksplozja_rakiety_w_Przewodowie

https://www.dw.com/pl/po-wybuchu-w-przewodowie-niemcy-proponuj%C4%85-polsce-system-obrony-przeciwrakietowej-patriot/a-63828164

https://www.rmf24.pl/wojna-w-ukrainie/news-zwrot-w-sprawie-patriotow-szef-mon-chce-je-przekazac-ukraini,nId,6429693

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-blaszczak-o-patriotach-umieszczenie-ich-w-ukrainie-korzystne,nId,6433623

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1489414%2Cniemcy-odrzucaja-polska-propozycje-wyslania-patriotow-na-ukraine.html

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1492301%2Cprezes-pis-rakiety-patriot-przydadza-sie-tam-gdzie-rzeczywiscie-beda

https://wydarzenia.interia.pl/slaskie/news-atak-na-dziewczynki-z-ukrainy-nowe-doniesienia-o-agresorze-p,nId,23513803

https://konkret24.tvn24.pl/polska/dziewuchy-pluly-i-prowokowaly-z-zadowolona-mina-uwaga-na-fejki-wokol-ataku-na-dziewczynki-w-bielsku-bialej-st9143076

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32920301,kolejna-klotnia-w-pis-wiele-zmilczelismy-ale-przychodzi-moment.html

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-07-13/zmarl-w-lazience-szpitala-poludniowego-trzeba-zrobic-tak-zeby-syfu-nie-bylo/

https://dorzeczy.pl/opinie/909247/proba-otrucia-nawrockiego-holownia-totalne-banialuki.html

https://www.bbc.com/polska/articles/cyvlyyv1y2po

https://www.facebook.com/serwisdonaldpl/photos/kochani-marka-nowrocky-szykuje-limitowany-drop-patriotycznych-zegark%C3%B3w-tylko-100/1079086401119657/


sobota, 27 czerwca 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #140

No i znowu minęło trochę czasu od poprzedniego Przeglądu, tak więc jest trochę tematów do ogarnięcia. 


Zaczniemy od tematu, który w ZjednoczonoPrawicowej retoryce pojawia się co jakiś czas, a potem nagle znika, a partia (a razem z nią dziennikarze, którzy powinni wiedzieć lepiej) o nich zapomina. Co ciekawe, gdy temat ten po raz kolejny pojawia się w narracjach partii Kaczyńskiego, to przeważnie w zupełnie innym wydaniu. Tematem tym są zmiany ustrojowe, a konkretnie zaś Wielce Nagląca Potrzeba wprowadzenia tychże zmian. 

Na czym miałyby polegać te zmiany? Po pierwsze „tak”, a po drugie „to zależy”. A zależy od tego, jaki ustrój akurat Jarosławowi Kaczyńskiemu jest potrzebny. Teraz, na ten przykład Kaczyński i Nawrocki twierdzą, że całkiem spoko by było, gdyby w Polsce był ustrój prezydencki. Co ciekawe, Kaczyński wpadł na ten pomysł w sierpniu 2025 roku. Zupełnym przypadkiem pierwsze doniesienia na ten temat pojawiły się 7 sierpnia tegoż roku, czyli dzień po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego na Prezydenta RP. 

Jest to o tyle ciekawe, że w maju 2016 roku Jarosław Kaczyński w rozmowie z internautami stwierdził, że jego zdaniem w Polsce sprawdziłby się bardziej ustrój kanclerski (tl;dr – większość władzy w rękach Prezesa Rady Ministrów). Rzecz jasna – spora część PiSowców mu przyklasnęła. Przyznam szczerze, że o ile spięcie na linii Kaczyński-Duda w roku 2017 (weto, z którego tak po prawdzie niewiele wynikło) pamiętałem, ale dopiero internety mi podpowiedziały, że prawicowi komentatorzy widzieli, że już w 2016 trochę iskrzyło na linii Duda-Kaczyński (podobnież podpadł mu wypowiedzią na smoleńskich obchodach rocznicowych). 

Potem o całej sprawie zrobiło się cicho i temat ten nie został podniesiony nawet w 2017 roku (po wecie), ale wrócił w 2018 roku. Wtedy to w mediach pojawiły się artykuły o tym, że PiS przeprowadził ankiety wśród iluś tam konstytucjonalistów i z ankiet wyszło, że system kanclerski byłby lepszy. Jacek Sasin był gorącym orędownikiem zmian. Śmiem twierdzić, że w tym konkretnym przypadku powodem, dla którego PiS zajął się tą sprawą było to, że w połowie 2018 roku nie można było mieć pewności czy Andrzej Duda wygra kolejne wybory. Z kolei słupki sondażowe Zjednoczonej Prawicy były wtedy znacznie wyższe od Platformerskich (Nowoczesna zaś [tak, hehe, była kiedyś taka partia]) w sondażach zjeżdżała pod próg). 

Ale czekajcie, na tym się cała sprawa nie kończy, albowiem na samym początku 2010 roku PiS ogłosił, że jakby co, to oni by chcieli ustroju prezydenckiego (i to takiego na sterydach). Z jednej strony było to zrozumiałe, albowiem jeżeli chodzi o Sejm, to PiSowi bardzo nie szło, ale z drugiej strony z sondaży wynikało, że Lech Kaczyński nie ma szans na reelekcję. Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem to, że po katastrofie smoleńskiej i porażce wyborczej Jarosława Kaczyńskiego, temat tych konkretnych zmian ustrojowych został przez PiS zniknięty. 

Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że aż dziw bierze, że w mediach nie pojawiały się artykuły pt. „Czy PiS jest dzisiaj za ustrojem kanclerskim, czy prezydenckim?” Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że znajduję fascynującym, że za każdym razem, gdy PiS podnosił temat konieczności zmian ustrojowych i zmiany ustroju na prezydencki, bądź też kanclerski, ekipa Kaczyńskiego produkowała całkiem sporo narracji i argumentów, przemawiających za koniecznością zmian. I ja wiem, że PiS jest znany z tego, że potrafi bardzo szybko robić zwroty o 180 stopni, ale to nie powód, żeby im tego nie przypominać, bo już raz im się udało w 2015 roku przekonać całe mnóstwo ludzi, że oni nie są już tym starym PiSem z 2007. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć, że trochę racji mieli, bo byli znacznie gorsi, ale to już szczegół. 

No dobrze, skoro temat rozbiegowo-wspominkowy mamy już za sobą, to teraz można przejść do innego. Takiego, który bardzo, ale to bardzo uwiera Koalicję Obywatelską. Chodzi, rzecz jasna, o sytuację w Szpitalu Południowym (uwaga natury ogólnej, ten kawałek tekstu będzie dotyczył kwestii finansowych – do tych, od których dzisiaj (pisałem ten kawałek Przeglądu 24-06-2026) wybuchł internet, odniosę się w drugiej kolejności. 


Na moment odłóżmy na bok kwestie etyczne. Odłożywszy je na bok, ja jestem w stanie zrozumieć to, że pewni ludzie są cwaniakami, którzy gdy tylko będą mieli taką możliwość – będą na ten przykład, eufemizując, „się dorabiać”. No po prostu niektórzy tak mają. Ale żeby będąc cwaniakiem nie wpaść na to, że jak się jest radnym, to się rok rocznie składa oświadczenia majątkowe i ktoś może do nich zajrzeć, to już trzeba być byłym radnym Koalicji Obywatelskiej. Co roku po internetach śmigają screeny oświadczeń majątkowych różnych polityków (i to niezależnie od barw partyjnych). Tym samym prawdopodobieństwo, że ktoś na to zwróci uwagę po publikacji oświadczeń majątkowych wynosiło równe 1. 


No, a jak już ludzie tam zajrzeli, to się potem okazało, że (były już) radny miał najprawdopodobniej dar bi (a kto wie czy nawet nie tri) lokacji. Gdy o wszystkim zrobiło się głośno, pan Kacprzyk, bo to o niego tu przecież chodzi, zrobił korektę faktur i po tych korektach zwrócił szpitalowi pół miliona złotych, które to pół miliona złotych szpital z kolei zwrócił jemu, bo nie bardzo było wiadomo jak to zaksięgować. Być może ja jestem w jakiś sposób uprzedzony do całej tej sprawy, ale wydaje mi się, że sam fakt zwrócenia tej kasy (tzn. próba jej zwrócenia) jest praktycznie równoznaczny z przyznaniem się do winy. Aczkolwiek różnie to bywa, bo Ryszard Czarnecki, który zwrócił PE część pieniędzy, które dostał w ramach niesłusznie naliczonych kilometrówek, uznał, że to w sumie zamyka sprawę, więc może były radny wyszedł z tego samego założenia. 


Bardzo szybko okazało się, że pieniądze są jedną płaszczyzną tej afery. Drugą płaszczyzną było to, że w jednym ze szpitali, w których pracował były już radny na SOR, przyjmowano w trybie przyśpieszonym ludzi powiązanych z obozem władzy. Mieli nawet osobny pokój, w którym mogli siedzieć sobie grzecznie i nie oddychać tym samym powietrzem, co plebejusze. 

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z raczej jednoznaczną sytuacją, ale okazuje się, że zdaniem pewnego wiekowego lekarza, w całej tej sprawie z pokojem VIP nie było nic zdrożnego, bo przecież jeżeli ktoś płaci wyższe składki, to powinien mieć lepszą „obsługę”. Per analogiam, ten kto płaci wyższe podatki powinien jeździć lepszymi drogami albo oddychać lepszym powietrzem. Gwoli ścisłości rodzaj argumentacji: „płacę wincyj, więc powinienem mieć przynajmniej jednoosobowy pokój w szpitalu” jest mi znany tak, więc nie byłem tym jakoś specjalnie zaskoczony. 


Gdyby nie kontekst, całkiem zabawne byłoby to, że najgłośniej w sprawie wyjątkowego traktowania przez OZ ludzi władzy krzyczą członkowie Zjednoczonej Prawicy, która przez 8 lat swoich rządów traktowała praktycznie całe państwo jak prywatny folwark. No, ale skoro swego czasu PSL mógł protestować przeciwko nepotyzmowi, to PiS może dzisiaj protestować przeciwko takim nadużyciom władzy. 

Odpryskiem sprawy warszawskiej był przypadek posłanki KO, Małgorzaty Pępek, która na badanie, na które plebejusze muszą czekać dwa lata,  czekała jedynie trzy tygodnie (no, ale może po prostu była promocja jakaś, nie wiem, nie znam się). Ponieważ ktoś w szpitalu się zorientował, że posłanka została potraktowana w sposób „specjalny” wysłał jej pismo, w którym stało, że nie da rady tego rozliczyć z NFZ. Posłanka następnie wystosowała kilka interpelacji, w których krytykowała szpital. 


Gdy o całej sprawie dowiedział się Kanał Zero i skontaktował się z posłanką, posłanka stwierdziła, że ona to tak w ogóle żałuje, że tego sobie nie ogarnęła prywatnie, bo same problemy. Gdybym był złośliwy (a jak wiecie, nie jestem) to pewnie bym w tym miejscu napisał coś w rodzaju: też mi się wydaje, że posłanka mogła ogarnąć to prywatnie, szczególnie w kontekście tego, że według jej oświadczenia majątkowego za rok 2025 miała ponad ćwierć miliona oszczędności w gotówce. 

O tym, w jaki sposób elity polityczne w naszym kraju myślą o państwie świadczy to, że politycy PARTII RZĄDZĄCYCH zdając sobie doskonale sprawę z tego, że w OZ brakuje pieniędzy (a przez to robią się kolejki do badań, specjalistów/etc.) zamiast spróbować coś z tym zrobić po to, żeby wszystkim nam było lepiej, skupiają się na tym, żeby lepiej było tylko im. I znowuż, zapewne niektórzy ludzie tak mają i nie powinienem się temu dziwić. Niemniej jednak, jeżeli popatrzymy na to przez pryzmat pragmatyzmu politycznego, to bramka nr 1 (poprawienie sytuacji tak, żeby wszyscy na tym skorzystali) byłaby kampanijnym samograjem. Z drugiej zaś strony, gdy ten czy owy zostanie złapany na tym, że się wcina w kolejkę (albo zamykają pół szpitala, żeby komuś innemu zrobić zabieg), to jego partia polityczna na tym jednakowoż nie zyskuje. 


No ale musimy pamiętać, że żyjemy w kraju, w którym od pierdyliona lat tłumaczy się obywatelom, że podatki są karą dla zaradnych, a pieniędzy na to, czy owo by wystarczyło bezproblemowo, gdyby nie to, że „administracja je przeżera”. Jeżeli ktoś jest ciekawy jak to wygląda w innych krajach, to polecam zestawienie wydatków na OZ w Niemczech z naszymi. No i jak się w takim kraju żyje, to nie można powiedzieć: ok, sytuację w OZ można poprawić, ale potrzeba na to pieniędzy, bo po tylu latach urawniłowki taka deklaracja jest praktycznie równoznaczna z politycznym samobójstwem.

Za to można opowiadać bzdury o tym, że jak obniży się podatki, to państwo na tym w sumie nawet zyska i nadal być uznawanym za eksperta od finansów, no ale znowuż, to tylko dygresja. Nawiasem mówiąc, po tej aferze można być pewnym, że gdyby ktoś podniósł argument o podniesieniu nakładów na OZ, to pewnie by się dowiedział, że pieniędzy w OZ brakuje dlatego, że cwaniaki kradną/etc. 


No dobrze, ponieważ ta konkretna warstwa tektoniczna Przeglądu zmierza ku końcowi trzeba się zająć czymś jeszcze. Tym czymś jest fakt, że we wtorek (23-06-2026) sygnalista dr Emil Jędrzejewski w programie w Kanale Zero powiedział, że w Szpitalu Południowym giną ludzie i że wszyscy w tym szpitalu o tym wiedzą. 


Przyznam szczerze, że choć wiedziałem co chce napisać, to jednak spędziłem parę długich chwil wpatrując się w migający na ekranie kursor. Bo ja to widzę w ten sposób, że nie miałbym absolutnie żadnych problemów z uwierzeniem w to, że w szpitalu zmarł pacjent i ktoś kogoś z tego tytułu kryje. Tyle, że pan doktor Jędrzejewski prócz jednej bomby, zdetonował również drugą i powiedział, że o tym wie cały szpital. Jak wspomniałem przed momentem w to, że parę osób mogłoby kogoś kryć w przypadku zgonu pacjenta jestem w stanie bezproblemowo uwierzyć. Jednakowoż mam spore problemy z uwierzeniem w to, że ofiar było więcej, cały szpital wiedział (ok, wiem, że to jest tylko taka wypowiedź i nie chodziło o to, że dosłownie każdy pracownik był tego świadomy) i absolutnie nikt się nie „wysypał”. 

Nikt nie złożył anonimowego zawiadomienia do prokuratury/na policję (uwaga po raz drugi odpalam capslocka) ALBO DO MEDIÓW? Nikt nie został sygnalistą. Ktoś może powiedzieć: no hola, a dr Emil? No dobrze, ale nieśmiało przypominam, że ów o tym opowiedział dopiero wtedy, gdy o szpitalu zrobiło się głośno ze względu na lekarza milionera. Mam rozumieć, że w szpitalu panowała tak silna omerta, że nawet szeregowi pracownicy (ci którzy wiedzieli) doszli do wniosku, że w razie czego pójdą na dno wraz z okrętem? A może się bali? No litości, jeżeli, jak twierdzi Jędrzejewski o tym, co się tam dzieje, wiedziała kupa ludzi (i była to wina jednego człowieka), to po anonimowym doniesieniu praktycznie nie byłoby możliwości ustalenia kto to zrobił. 


Poza tym jest jeszcze jedna kwestia, która trochę mi nie daje spokoju. Otóż, Stanowskiego powiedział, że dr Jędrzejewski miał go zapytać o to, czy zdaniem Stanowskiego rodzina doktora będzie bezpieczna. Czyli cała sprawa ma wyglądać tak, że sygnalista boi się o bezpieczeństwo swojej rodziny, ale ten sam sygnalista zamiast np. spróbować powiadomić służby (służby, a nie Trzaskowskiego, na litość nieistniejącego bytu transcendentnego) albo zadbać o to, żeby informacji, które przekazuje mediom, nie można było łatwo z nim powiązać – siada przed kamerami i opowiada o całej sprawie. Potem zaś oznajmia (poprzez Stanowskiego), że z żadnymi mediami już nie będzie rozmawiał. Na końcu zaś, nie odpowiada na pytania prokuratury. 

I ja wiem, że miało tam chodzić o to, że nie miał ze sobą pełnomocnika, ale znowuż, wydaje mi się, że pierwszą rzeczą, którą zrobiłby sygnalista mający informacje tej wagi, byłoby pogadanie z jakimś papugiem o tym „jak się z tego wszystkiego wykręcić” i generalnie miałby jakiegoś papuga ogarniętego właśnie na wypadek rozmowy z prokuraturą albo policją. Jak na mój gust bardziej tu chodziło o uniknięcie kłopotów z tytułu artykułu 233 Kk. Gdyby nie kontekst, zabawnym mogłoby być to, że może się zdarzyć, że Stanowski właśnie trafił na własną Natalię Janoszek. 


EDIT już po napisaniu powyższego kawałka Przeglądu okazało się, że prokuratura od maja 2026 prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości w prosektorium w Szpitalu Południowym. Co prawda prokuratura oświadczyła, że przypadki, które analizują nie mają nic wspólnego z tym, o czym mówił dr Jędrzejewski, ale prawicowy komentariat wie lepiej i już widziałem komentarze w rodzaju (uwaga będzie capslock ze względu na wagę problemu!) SKORO TO BYŁO 20 OSÓB W JEDNYM SZPITALU W WARSZAWIE TO POMYŚLCIE ILE TAKICH PRZYPADKÓW BYŁO W CAŁEJ POLSCE. 


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Kolejnym tematem, o którym ostatnio było głośno to coś, co trochę przypomina skecz Monty Pythona o „głupich krokach”. Tyle, że w tym przypadku chodzi o głupie kroki natury dyplomatycznej. Jak się pewnie domyślacie chodzi o gigantyczne spięcie dyplomatyczne na linii Polska-Ukraina. Największym absurdem jest w tym przypadku to, że wszyscy zaangażowani w ten konkretny konflikt powinni „wiedzieć lepiej”. 


Zaczęło się od tego, że prezydent Zeleński nazwał jedną jednostkę imieniem „bohaterów UPA”. W tym miejscu pora na kolejną dygresję. Ukraińskie władze muszą mieć swoich osintowców, zaś ukraińscy osintowcy (dla niezorientowanych OSINT: Open Source Intelligence, czyli po polskiemu „biały wywiad”) muszą wiedzieć, jakie w Polsce panują nastroje. Muszą również wiedzieć o tym, jakie narracje skrajna prawica produkowała od początku konfliktu („UPAina” „Upainizacja”/etc.). Musieli też wiedzieć czym skrajna prawica nas straszy (drugim Wołyniem/etc.). W kontekście powyższego nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nikt na żadnym etapie tej całej sprawy nie zaciągnął hamulca ręcznego i nie powiedział „słuchajcie, to chyba nie jest najlepszy pomysł i będzie z tego przypał”. 

Wiadomym było, że polskie władze będą musiały na to w jakiś sposób zareagować. Można było to spróbować ogarnąć jakoś zakulisowo i po prostu dać do zrozumienia stronie ukraińskiej, że co prawda mogą sobie wybierać swoich bohaterów (tak przynajmniej twierdził kilka lat temu zawiadowca IPN [nie zgadniecie czym się teraz zajmuje]), ale my tu mamy problem, bo ruska propaganda się nam rozlała po infosferze i generalnie nastroje są takie, a nie inne. Można było również zakulisowo dać znać stronie Ukraińskiej, że trochę to jednak „not cool”. 


No ale można było również zagrozić odebraniem Zeleńskiemu Orderu Orła Białego. O ile mnie pamięć nie myli, chyba nikt wprost nie powiedział „albo zmienisz nazwę, albo Ci odbierzemy ten order”, ale samo opóźnienie ze strony Batyra mocno to sugeruje. Jeżeli ktoś obserwował dotychczasowe działania Zełeńskiego, to taki ktoś na pewno zauważył, że nie jest to osoba, która „łatwo poddaje się presji”. 

Nazwy nie zmieniono, a order odebrano. Ponieważ prezydent Ukrainy zareagował tak, że po prostu odesłał ten, order nasza prawica, która bardzo kocha Ukrainę, zaczęła się domagać zwrotu sprzętu wojskowego, który daliśmy Ukrainie. Potem sprawa eskalowała, bo ordery zwrócili wcześniejsi ukraińscy prezydenci. Warto wspomnieć o tym, że fanpejdże prawicowych polityków zawalone były czymś w rodzaju „dej serduszko, jeżeli uważasz, że Karol Nawrocki dobrze zrobił”. Następnie okazało się, że Konferencja Odbudowy Ukrainy z racji tego ile osób oznajmiło, że na nią nie przyjedzie, niemalże zmieniła się w „Libację na skwerku”. 


Chciałbym w tym miejscu wspomnieć również o tym, że człowiek, którego całkiem sporo dziennikarzy (i nie tylko) uważa za genialnego stratega (aka Jarosław Kaczyński) tak bardzo chciał zaistnieć, że oznajmił, że on też odda Ukrainie order, który kiedyś dostał od Zełeńskiego. Do pełni szczęścia brakowało jedynie tego, żeby powiedział, że gdy był w Kijowie w 2022 to co prawda zjadł tam posiłek, ale potem dostał biegunki. 

A najgorsze jest to, że póki co, żadna ze stron nie próbuje, no nie wiem, DEESKALOWAĆ?  Nie rozumiem jaki był masterplan prezydenta Ukrainy. Rozumiem natomiast jaki jest masterplan PiSu, który najpierw nie potrafił walczyć z rosyjskim dezinfo i ze szczuciem na Ukraińców, a potem się do tego po prostu przyłączył, bo PiSowcy widzą, że to trenduje w soszjalach. To, że jedynym państwem, które bardzo cieszą każde spięcia na linii Polska – Ukraina jest Rosja, jakoś im umyka. A może i nie umyka, bo przecież administracja Trumpa wysyłała wcześniej od cholery sygnałów, że w sumie to z Rosją można by dokonać resetu (teraz akurat jest inaczej, ale Trumpiści specjalnie stali w uczuciach nie są). Ponieważ zaś Zjednoczona Prawica na żaden temat nie ma zdania, które nie zgadzałoby się ze zdaniem administracji Trumpa, to różnie może być. 


Jakiś czas temu Karol Nawrocki chciał, żeby w Polsce przeprowadzono referendum. Pytanie referendalne było tak skonstruowane, że student pierwszego (w porywach trzeciego) roku socjologii zostałby wyśmiany przez prowadzącego ćwiczenia za ułożenie niejednoznacznego gniota o sugerującej („prawidłową” odpowiedź) treści. Senat mu ten pomysł utrącił (czego niestety nie zrobił wtedy, gdy Komorowski sobie wymyślił, że może jak rozpisze referendum, bo nie przegra wyborów prezydenckich). 

PiSowcy tedy zaczęli lamentować, że ta władza jest zła i że w ogóle się nie przejmuje tym, co mają do powiedzenia Polacy. Ci sami PiSowcy, którzy wytarli sobie wiadomą część ciała prawie bańką podpisów pod wnioskiem o rozpisanie referendum w sprawie likwidacji gimnazjów. Tenże sam PiS, który chwalił Andrzeja Dudę (jeszcze kandydata na prezydenta) za to, że ten powiedział, że referenda są ważne i że gdy zbierze się milion podpisów, to referendum powinno być obligatoryjne. No ale z drugiej strony – 910 tysięcy podpisów to nie milion, więc może PiS miał rację... 


A, byłbym zapomniał o tym, że USA prowadziło wojnę z Iranem i tak bardzo ją wygrało, że póki co wszystko wskazuje na to, że Iran dostanie między innymi 300 miliardów dolarów, a USA nie osiągnęło żadnego ze swoich celów. MAGA na pełnej, nieprawdaż? Gwoli ścisłości, jedna z pociech Trumpa chwaliła swojego papę za to, że dzięki jego działaniom cena paliwa w USA spada. O tym, że nawet po spadkach jest wyższa, niż ta „przedwojenna”, rzecz jasna pociecha Trumpowa zapomniała wspomnieć. 

No dobrze, wróćmy do tematyki referendalnej. Otóż, w przysłowiowym międzyczasie w Krakowie odbyło się referendum, w trakcie którego odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Nie będę się tu rozpisywał na temat przyczyn, dla których go odwołano, bo w Krakowie ostatni raz mieszkałem w trakcie studiów, a od tamtej pory minęło sporo czasu i nie orientuje się w tamtejszej polityce tak dobrze, jak orientowałem się kiedyś. Niemniej jednak nie będzie przesadą gdy napiszę, że Miszalski został odwołany dlatego, że wkurzył zbyt dużo osób. 


W Jednostkach Samorządu Terytorialnego sprawa jest raczej prosta: jeżeli jesteś lubianym włodarzem, to żadne referendum ci niestraszne. Bo tak się jakoś składa, że gdy się wybiera włodarza, to głosuje się bardziej na osobę, niż na partię polityczną (o ile dana osoba stratuje z list jakiejś partii, a nie ze swojego własnego komitetu). Znamienne było to, że PiS, który dwukrotnie zdobył samodzielną większość parlamentarną w wyborach do Sejmu, nie potrafił znaleźć na tyle ogarniętych kandydatów, żeby przełamać dominację KO w dużych miastach. Gwoli ścisłości, poprzez „ogarniętego” kandydata rozumiem takiego, którego ludzie będą po prostu lubić, a nie głosować na niego ze względu na to, że inni kandydaci zostaną zmieleni przez czarny PR/etc. 

No więc, Miszalski został odwołany. Co to teraz w Krakowie będzie? Ano kolejne wybory, w których niebagatelną rolę odegra Łukasz Gibała. Jak napisałem przed momentem, już od dawna nie mieszkam w Krakowie, ale gdy tam mieszkałem i studiowałem, mogłem sobie poobserwować działania tego jegomościa. Może inaczej to ujmę: to nie tak, że ja się mu jakoś specjalnie przyglądałem, po prostu jegomość się bardzo chętnie udzielał publicznie, a jego podobizny potrafiły się pojawiać w bardzo wielu miejscach w dość, ahem „nieoczekiwanych kontekstach”. 


Przykładowo w 2011 (wcale nie był to rok wyborczy) w Krakowie zorganizowano duże badania pt. „Kierunek Kraków”, w trakcie których pytano Krakowian o różne sprawy związane, nie zgadniecie z którym miastem. Zupełnym przypadkiem, na outdoorze promującym tę akcję znajdowała się podobizna Łukasza Gibały, który, również zupełnym przypadkiem, sfinansował tę cała akcję. Kolejny przypadek polegał na tym, że trochę was okłamałem, bo 2011 to jednak był rok wyborczy i co prawda Łukasz Gibała twierdził, że jego akcja nie ma nic wspólnego z wyborami, to jednak PKW miała inne zdanie na ten temat i Gibała musiał swoje billboardy pościągać.   

Dwa lata później trafiłem zupełnym przypadkiem na artykuło-wpis-na-blogu Łukasza Gibały, który nosił tytuł „Usuńmy socjalizm z Kodeksu Pracy”, w którym to artykule autor tłumaczył, że powinno się wywalić z wyżej wymienionego kodeksu przedemerytalny okres ochronny i że jeżeli to zrobimy, to ludzie w wieku przedemerytalnym na tym tylko i wyłącznie skorzystają. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że gdy tworzył to wiekopomne dzieło był członkiem zarządu Twojego Ruchu (aka Ruch Poparcia Palikota 2.0). 


Następnie zapragnął być prezydentem Krakowa i trzy razy z rzędu startował w wyborach na urząd prezia w tymże mieście (za trzecim razem prawie mu się udało). W 2016 usiłował zorganizować referendum, żeby odwołać Majchrowskiego, ale nie pykło (był problem z podpisami, tzn. niby się mu udało zebrać, ale okazało się, że z 87 tysięcy zebranych podpisów prawie 39 tysięcy było nieprawidłowych). Kampania referendalna kosztowała go wtedy prawie 800 tysięcy złotych, ale jak sam potem powiedział, nie żałuje wydania tych pieniędzy. Dla porównania, akcja „kierunek Kraków” kosztowała jakieś 400 tysięcy.  

I znowuż, mieszkańcem Krakowa nie jestem i może patrzę na to jakoś nie tak jak trzeba, albo może jestem uprzedzony do „walczącego z socjalizmem w Kodeksie Pracy” jegomościa, ale jak na mój gust wygląda to trochę tak, jak gdyby ktoś, kto ma bardzo dużo pieniędzy bardzo chciał zostać prezydentem i bardzo prawdopodobnym jest scenariusz, w którym za czwartym razem mu się to uda. Można by rzec, że impossible is nothing (o ile kogoś, rzecz jasna, stać). 


Pamiętacie tego kolegę, który był skrajnym przypadkiem edgelorda, ale mimo tego miał całkiem spore grono fanów, którzy tłumaczyli, że no może i czasami przegina, ale przynajmniej nie bawi się w poprawność polityczną? Co ciekawe, za każdym razem gdy koledze zdarzyło się przegiąć do tego stopnia, że nawet część fanów zwracała uwagę na to, że jednak trochę niefajnie się zachował, kolega odpowiadał, że on tak wcale nie myśli i że to tylko taka metafora i pastisz. Ten kolega ma teraz najbardziej zasięgową telewizję internetową i nazywa się Krzysztof Stanowski. 

Chodzi mi, rzecz jasna o jego (wybaczcie eufemizm) wyrzyg pod adresem urzędniczki skarbowej, która nałożyła na pizzerię mandat za złą stawkę VAT na pizzę z krewetkami. Znamienne jest to, że erupcja pastiszu i metafory została wyprodukowana pod adresem urzędniczki, a nie pod adresem ustawodawcy, który wprowadził egzekwowany przez nią przepis. No ale to chyba nie powinno nikogo dziwić, bo to wszak Krzysztof „może i ten PiS to coś kiedyś zrobił, ale ja nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem, ale KO i jej koalicjanci to teraz już srogo przeginają” Stanowski, a przepis, o który poszło, został wprowadzony w 2020 roku (o ile mnie pamięć nie myli). 


Ponieważ to był ten przypadek, w którym koleg, a przepraszam Krzysztof Stanowski przegiął i musiał się tłumaczyć ze swoich słów (nie będę ich cytował, bo i tak wszyscy wiedzą, o które słowa chodzi), a przepraszam, z pastiszu i metafory. Wydaje mi się, aczkolwiek nie mam pewności, bo specjalistą ds. Stanowskości nie jestem, że pan Krzysztof doszedł do wniosku, że w odbiorze społecznym ten przypadek jest taki sam, jak ten sprzed ładnych paru lat, kiedy to dwie urzędniczki najpierw wyprosiły od typa z warsztatu wymianę żarówki, a potem dały mu mandat za brak paragonu. No ale nie pykło, więc trzeba było zagrać kartę „pastisz i metafora”. 
 

Natomiast w sytuacjach, w których metoda na pastisz i metaforę nie działa, zawsze można się tłumaczyć gapiostwem. Tak tłumaczył się żołnierz, uniewinniony przez sąd za strzelanie na granicy. Tzn. nie tłumaczył się ze strzelania (bo sąd uznał, że żołnierz miał prawo zrobić to, co zrobił), ale z tego, że do sądu założył koszulę kapeli „honor” (celowo napisałem to małą literą), która to kapela miała z honorem tyle wspólnego, ile Prawo i Sprawiedliwość z prawem i sprawiedliwością, a Koalicja Obywatelska z... i już chyba wiecie, w którą stronę to zmierza.   


Co się zaś tyczy samej koszulki, to okazało się (dzięki Kanałowi Zero), że ów żołnierz ją kiedyś dostał w prezencie, wrzucił do szafy i potem szybko założył idąc do sądu, nie zwracając uwagi na to, co tam jest. Przykro mi, ale bullshitometr wywaliło u mnie z hukiem eksplodującej ruskiej rafinerii. A, byłbym zapomniał, pan żołnierz dodał również, że jeżeli ktoś się poczuł urażony, to on jest gotów przeprosić. Niestety nie możemy jeszcze zatrzymać karuzeli śmiechu, bo wyszło na to, że redaktorka Joanna Pinkwart, która przeprowadzała wywiad z tym żołnierzem, chyba mu uwierzyła (albo udawała, że uwierzyła, ale w sumie to na jedno wychodzi). 

No dobrze, ale czemu tak właściwie ja nie wierzę temu biednemu żołnierzowi? Po pierwsze dlatego, że jakoś mi się nie chce wierzyć, żeby założył jakąś randomową koszulkę idąc do sądu. No bo tak się składa, że fotki w tej koszulce nie cyknięto mu gdy szedł w podartych dresach i klapkach ze śmieciami. Po drugie mamy uwierzyć w to, że dostał tę koszulkę od jakichś zupełnie przypadkowych ludzi i on zupełnie nie wiedział co na niej jest nadrukowane? Po trzecie: po prostu wrzucił ją do szafy i gdy ją założył przed wyjściem do sądu nie przyszło mu do głowy sprawdzić, co to w ogóle za nadruk. Po czwarte, nawet Stanowski miał bekę z tego tłumaczenia. NAWET ON. Moim skromnym zdaniem pan żołnierz dostał tą nieprzypadkową koszulkę od bardzo nieprzypadkowych ludzi i przypadkiem również nie było to, że założył ją do sądu.  

Jeżeli zaś chodzi o przypadki, to trochę podobnie było z Bąkiewiczem, który patrolując granicę skręcił nie tam, gdzie trzeba i chwilę później razem z funflami usiłował postawić krzyż (który też miał przy sobie przypadkiem), w zupełnie przypadkowym miejscu. Dobra, bo już mnie te przypadki męczą, więc ad meritum. Bąkiewicz wraz z ziomeczkami bardzo chciał zrobić event, ale chyba nie do końca przekalkulował sobie to, że niemiecka policja jednak trochę inaczej ogarnia pewne tematy niż Polska (która Bąkiewiczowi pozwoliła na bardzo wiele). 

O ile przekonany jestem o tym, że Bąkiewicz chciał sprowokować niemiecką policję, żeby go poszarpali, to chyba jednak nie liczył się z tym, że zostanie profesjonalnie zglebowany i zawinięty. Może inaczej to ujmę, są ziomeczki, które lubią się bić z policją i nie przeszkadza im to, że czasami to oni dostają po mordzie. Bąkiewicz takim ziomeczkiem nie jest. 

Rzecz jasna, PiS potem usiłował budować spin, że „złe Niemce prześladujo Polakuf” i gdzie jest MSZ, ale cała ta sprawa rezonowała kiepsko nawet po prawej stronie (a u normików reakcją przeważnie była beka). Co się zaś tyczy samego eventu, to to jest coś, co po angielsku można by było nazwać „weaponized faith” (nie wiem jak to przetłumaczyć na polski). W telegraficznym skrócie chodzi o to, że ktoś np. robi spęd modlitewny w celu zablokowania czegoś, co mu się nie podoba i gdy modlitewny spęd jest przepędzany (no bo coś przecież blokuje), to podnosi się lament, że ONI SIĘ TYLKO MODLĄ. 

Z Bąkiewiczem jest podobnie, bo on przecież chciał TYLKO POSTAWIĆ KRZYŻ. Co prawda nie miał na to żadnej zgody (i został o tym poinformowany przez policję niemiecką, ale kogo to w ogóle obchodzi). Jestem autentycznie ciekaw, jak zareagowałaby krzyż-prawica, gdyby ktoś użył jej własnych czarów przeciwko niej i na ten przykład zaczął stawiać krzyże przed drzwiami biur poselskich prawicowych polityków. Albo gdyby ktoś modląc się utrudniał im organizowanie ich własnych eventów. Zapewne bardzo szybko dowiedzielibyśmy się tego, że jest to instrumentalne traktowanie wiary i jak tak w ogóle można i że to skandal. Sekundę później wypowiedziałby się w tej sprawie polski Kościół i dowiedzielibyśmy się, że oni sobie nie życzą tego, żeby ktoś tak traktował krzyż. 


I tym, nie wiadomo jakim akcentem kończę powyższy Przegląd. 

Źródła:

https://wiadomosci.wp.pl/kaczynski-i-nawrocki-chca-nowego-ustroju-znamy-wstepny-plan-7186760627538528a

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32754737,nawrocki-proponuje-system-prezydencki-niemal-polowa-polakow.html

https://wiadomosci.wp.pl/pis-wprowadzi-w-polsce-system-kanclerski-musimy-zdecydowac-czy-chcemy-miec-silnego-premiera-6027385888732289a

https://trojka.polskieradio.pl/artykul/1608542,jaroslaw-kaczynski-i-andrzej-duda-w-konflikcie

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/eksperci-radza-pis-lepszy-bylby-system-kanclerski/kld2s88

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/sondaz-ibris-dla-onetu-poparcie-dla-partii-politycznych-w-czerwcu-2018-roku/448gsy4

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1303036%2Csondaz-pis-z-ponad-50-procentowym-poparciem.html

https://tvn24.pl/polska/pis-za-superprezydentem-nowy-projekt-konstytucji-ra121974-ls3578526

https://tvn24.pl/polska/kaczynski-wygrywa-sondaz-prezydencki-ra124860-ls3579698

https://zero.pl/news/ujawniamy-jak-pracowal-28-letni-lekarz-milioner-sprawa-dawida-kacprzyka

https://oko.press/na-zywo/na-zywo-relacja/lekarz-milioner-stworzyl-salonik-vip-dla-politykow

https://www.rynekzdrowia.pl/Prawo/Ruch-Kacprzyka-po-zwolnieniu-Zwrocil-szpitalowi-500-tys-zlotych,285597,2.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kacprzyk-nie-oddal-pieniedzy-szpitalowi-srodki-zostaly-zwroc,nId,23503862

https://wpolityce.pl/polityka/705488-doniesienia-gw-ws-czarneckiego-prezes-pis-komentuje

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-trzy-tygodnie-zamiast-dwoch-lat-poslanka-ko-ominela-kolejke,nId,23503570

Oświadczenie majątkowe pani posłanki Pępek:

https://orka.sejm.gov.pl/osw10.nsf/0/A21C34BE03FB700BC1258DE80044A107/%24File/OSW103_287.pdf

https://polskieradio24.pl/polska/afera-w-szpitalu-poludniowym-wszystko-co-wiemy-do-tej-pory

https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Caly-zarzad-odwolany-Stery-Szpitala-Poludniowego-przejmie-ekspertka-od-audytow,285614,1.html

https://dorzeczy.pl/opinie/905791/stanowski-gdy-wylaczono-kamery-jedrzejewski-zadal-jedno-pytanie.html

https://tvn24.pl/swiat/jednostka-wojskowa-imienia-bohaterow-upa-msz-ukrainy-zabralo-glos-st9073716

https://dorzeczy.pl/kraj/905287/nawrocki-odebral-zelenskiemu-order-orla-bialego-leskiewicz-ujawnia-kulisy.html

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-bol-nie-powinien-oslepiac-byli-prezydenci-ukrainy-oddaja-ord,nId,8091000

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kaczynski-zwroci-order-ukraincom-wyraz-lojalnosci,nId,23505045

https://www.rmf24.pl/fakty/polityka/news-nawrocki-nie-odpuszcza-bedzie-drugi-wniosek-o-referendum,nId,8087416

https://dzieje.pl/edukacja/sejm-przeciw-uchwale-o-referendum-ws-reformy-systemu-oswiaty

https://samorzad.pap.pl/kategoria/aktualnosci/aleksander-miszalski-odwolany-z-urzedu-prezydenta-miasta-krakowa-rada-zostaje

https://wyborcza.pl/7,75398,9962499,posel-gibala-sciaga-billboardy-a-pis-zawiesza-swoje.html

Jeżeli ktoś ma mocne nerwy, to niech przeczyta ten onetowy „wywiad” z Gibałą, ja nie dałem rady:

https://wiadomosci.onet.pl/krakow/kierunek-krakow-pierwsze-wnioski-lukasza-gibaly/ew63xwy

https://blogi.natemat.pl/85919,usunmy-socjalizm-z-kodeksu-pracy

https://samorzad.pap.pl/kategoria/wybory/krakow-bez-zmian-40-tys-blednych-podpisow-pod-wnioskiem-o-referendum

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,20958910,lukasz-gibala-wydal-778-tys-zl-na-kampanie-ws-odwolania-prezydenta.html

https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,32821546,zolnierz-przyszedl-do-sadu-w-koszulce-neonazistowskiego-zespolu.html

https://www.donald.pl/artykuly/ofHFZ5vk/uniewinniony-zolnierz-tlumaczy-ze-koszulke-zalozyl-pierwsza-lepsza-ma-ukrainskie-korzenie-a-imigranci-byli-zadowolenihttps://x.com/jpinkwart/status/2060104934633132111

https://www.dw.com/pl/skandal-w-berlinie-z-b%C4%85kiewiczem-to-m%C3%B3wi-policja/a-77585455