poniedziałek, 20 lipca 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #141

Wydaje mi się, że ten konkretny Przegląd zacznę od tego, co działo się pod koniec czerwca, a mianowicie od historycznych upałów. Wiecie, tych upałów, co to po pierwsze ich wcale nie było, a po drugie to (uwaga będzie capslock) „DOKŁADNIE TAKIE SAME TEMPERATURY BYŁY W LATACH 80 I 90!”  Z racji tego, że przy okazji takich opowiastek mogę zagrać „kartę wieku”, mogę powiedzieć, że owszem, te temperatury były dokładnie takie same, a nawet wyższe, pod warunkiem, że te lata 80 i 90 ktoś spędził na Arrakis. 

Niesamowite jest to, że są ludzie, którzy mają mniej więcej tyle samo wiosen, co ja i potrafią opowiadać w casualowych rozmowach bzdury o tym, że „kiedyś to też tak było”. Kurde, jak to napisałem, to sobie zdałem sprawę z tego, że właśnie wszyscy obserwujemy na żywo odtworzenie zmodyfikowanego eksperymentu Solomona Asha. Dla niezorientowanych (w telegraficznym skrócie) w ramach tego eksperymentu badano konformizm i część badanych (o ile mnie pamięć nie myli, ponad 30%) udzielało niepoprawnych odpowiedzi na pytania wiedząc, że są niepoprawne, ale ponieważ inni (podstawieni aktorzy) wcześniej udzielali nieprawidłowych odpowiedzi, oni też to robili. No, a teraz to wygląda tak, że ponieważ wszystkie soszjale są zawalone bzdurami „KIEDYŚ BYŁO CIEPLEJ” to całkiem sporo ludzi wychodzi z założenia, że pewnie coś jest na rzeczy. 


O ile niektórzy zmieniają zdanie dlatego, że są dezinformowani, to inni zajmują się dezinformowaniem. Jest sobie na ten przykład taki jegomość, jak Rafał Woś, który od dłuższego czasu non stop nawija o „klimatystach”. Ostatnimi czasy wyprodukował artykuł (nie, nie będę go linkował, no bo come on), w którym to artykule tłumaczył, że wcześniej też bywały zmiany klimatyczne, ale ludzie sobie jakoś radzili i teraz też sobie poradzą, a poza tym to skoro klimat się wcześniej zmieniał bez naszego udziału, to teraz też tak pewnie jest. 

Redaktorowi Wosiowi chciałbym w tym miejscu zacytować fragment jego własnej książki pt. „Lewicę racz nam zwrócić, Panie” (wydaną w 2019 roku): „Mówiąc dobitnie: klimat może być jeźdźcem Apokalipsy, który zawita do nas z mieczem jako pierwszy. Lewica powinna wiedzieć, że w obliczu tego wyzwania, nie może zrobić dwóch rzeczy. Po pierwsze: nie powinna stawiać na wypieranie niewygodnych prawd i przyłączać się do sponsorowanego przez największe trucicielskie koncerny negowania globalnego ocieplenia i bagatelizowania wpływu człowieka na zmiany klimatu. Tego, jak się wydaje, lewica nie zrobi”. 


Gdybym był złośliwy, to napisałbym, że w myśl tego cytatu, Rafał Woś dokonał samowykluczenia z lewicy. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, zachęcam was do przypominania Wosiowi tego, jakie miał wcześniej zdanie na temat zmian klimatu i co to się stanęło, że to zdanie zmienił. 


Skoro zaś już jesteśmy przy Wosiu, to warto wspomnieć o tym, jaki ściek się pojawił w Tysolu, którego Woś jest rednaczem. Otóż, jakiś czas temu pojawiły się tam dwa artykuły, które niewiele miały wspólnego z dziennikarstwem (co nie powinno nas jakoś specjalnie dziwić, bo w końcu to Tysol). W pierwszym z nich był strumień nieświadomości niejakiej dr Lucyny Kulińskiej, który można streścić tak: jakiś człowiek z Podkarpacia powiedział jej, że jakiś stary Ukrainiec powiedział mu, że Ukraińcy chcą Polakom urządzić „nową rzeź” (pani Kulińska jeszcze się nam pojawi w tym Przeglądzie nieco później). 

Jeżeli ktoś sobie w tym miejscu zadał pytanie: po cholerę w ogóle coś takiego publikować? To ja takiej osobie odpowiem. Opublikowano to po to, żeby następnie móc opublikować drugi artykuł, którego autorka (cóż za zbieg okoliczności, to ta sama osoba, która skompilowała w poprzednim artykule mądrości pani Kulińskiej) wzywa do tego, żeby ABW przyjrzało się Ukraińcom mieszkającym w Polsce. Warto mieć na uwadze to, że w Tysolu nie pojawiają się narracje, które nie dostały zielonego światła na Nowogrodzkiej. Może inaczej to ujmę: to nie jest tak, że Jarosław Kaczyński ręcznie steruje Tysolem, ale Tysol idealnie dostosowuje się do linii partyjnej. 


Przed momentem wspomniałem o tym, że pani Kulińska się nam jeszcze pojawi w Przeglądzie i teraz słowo stanie się ciałem. Pewnie już o tym słyszeliście, ale jeżeli nie, to pamiętajcie, że ja jestem jedynie posłańcem: na Prime Video pojawił się pierwszy odcinek serialu Jacka Międlara (były ksiądz z paroma wyrokami za wyzywanie różnych osób) poświęcony (a jakże) rzezi wołyńskiej. I sobie nie myślcie lewaki jedne, że to byle jaki serial, to jest DOKUMENT! W tymże „dokumencie” wypowiada się jako jedna z ekspertek od tematu pani Kulińska. Cóż to będzie za uczta dla każdego fana dokumentów historycznych, to ja nawet nie. Nawiasem mówiąc, ja mam tu jedno pytanie takie całkiem na serio: jak  to w ogóle możliwe, że na Prime Video pojawił się akurat serial Międlara?   

W ramach parytetu dobrych wiadomości: Ukraina nadal wspiera Rosję w odchodzeniu od paliw kopalnych. O ile mnie pamięć nie myli, to najdalsza trafiona rafineria, (a przepraszam, to nie rafineria tylko Element Rosyjskiej Tarczy Antyrakietowej) znajdował się bodajże w Omsku, czyli jakieś 2.500 kilometrów od granicy ukraińsko-rosyjskiej. Prócz tego Ukraina całkiem ładnie radzi sobie z nakładaniem sankcji na rosyjską flotę cieni. Rzecz jasna sankcje te nakłada przy użyciu dronów. Szczerze przyznam, że zjawiskowe jest to, że Rosja, która w pewnym momencie praktycznie non stop posyłała nad Ukrainę roje dronów i saturowała ukraińską obronę przeciwlotniczą, nie wpadła na to, że ta w końcu może jej odpłacić tym samym. 


Nawiasem mówiąc, dumam nad tym, czy ta przyśpieszona dekarbonizacja Rosji nie została podyktowana tym, że USA zaczęło zadymę w Iranie, w efekcie czego zablokowana została Cieśnina Ormuz. No bo tak po prawdzie taka blokada mogła się Rosji bardzo przysłużyć. Na to zresztą w kwietniu liczyła sama Rosja, albowiem Kiril Dimitriew (specjalny wysłannik Putina do spraw wszelakich) wygrażał Tuskowi, że za dwa miesiące (czyli gdzieś tak w czerwcu by wypadało) zabraknie paliwa i Tusk będzie musiał po prośbie lecieć do Moskwy i ŻEBY TYLKO ZOSTAWIŁ SOBIE TYLE PALIWA LOTNICZEGO, ŻEBY WYSTARCZYŁO NA DROGĘ DO MOSKWY. Chciałoby się rzecz, że zestarzało się jak mleko, ale bardziej będzie pasować: zestarzało się jak rosyjskie rafinerie. 

Niestety dalsza część tematów związanych z Ukrainą nie może zostać uznana za parytet dobrych wiadomości. Pierwsza z nich to taka, że albo Zełeński, albo ktoś z jego administracji nie do końca ogarnia jakie nastroje panują w Polsce (nie wierzę w to, że osint mają aż tak słaby, żeby nie widzieć tego, że polska infosfera jest naszpikowana antyukraińskimi narracjami bardziej, niż rosyjska rafineria dronami) i przyklepał nazwanie jednej z jednostek specjalnych imieniem „bohaterów UPA”. 


Ponieważ sprawę tę można było załatwić na drodze dyplomatycznej (np. prowadząc jakieś rozmowy BEZ UŻYCIA MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH), zamiast tego polska prawica zdecydowała się na użycie łomu i zagroziła odebraniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego (jak bardzo będziecie zaskoczeni, gdy wam napiszę, że z analiz soszjali wynika, że pomysły odebrania tegoż orderu wjechały do naszej infosfery ze wschodu?). 


Ponieważ prezydent Ukrainy jest taki, jaki jest, nie cofnął się ani o krok. Ponieważ się nie cofnął, Order Orła Białego został mu odebrany. Następnie takie same ordery zwrócili byli prezydenci Ukrainy. W odpowiedzi na to Jarosław Kaczyński zwrócił Ukrainie order Jarosława Mądrego (tu są tak duże pokłady ironii, że jeszcze trochę, a powyższe zdanie zapadłoby się pod jej ciężarem). Nawiasem mówiąc, o tym, że Zełeński jednak przeholował, niech świadczy to, że Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której stało, że Zełeński tym razem bez RiGCzu był. A ponieważ Ukraina chce być częścią UE, nie może sobie pozwolić na olewanie głosu tejże Unii Europejskiej. 

A byłbym zapomniał. JAROSŁAW KACZYŃSKI SIĘ PO RAZ KOLEJNY WŚCIEKŁ! Otóż, nie uwierzycie, ale PiSowski konfiarz, który został oddelegowany do bycia twarzą przyszłego rządu Zjednoczonej Prawicy, zachował się jak na konfiarza przystało i stało się to, co napisałem capslockiem. Nieco zaś bardziej na serio, to Przemysław Czarnek powiedział był, że on to by w ogóle zrobił tak, żeby Ukrainę podregulować, że poprosiłby UE, żeby wstrzymała jakąkolwiek pomoc dla Ukrainy aż do momentu, w którym Ukraina się ogarnie. Z czego wynika, że gdyby się nie ogarnęła, to Czarnek nie miałby oporów przed tym, żeby zaszkodzić Ukrainie w wymiarze militarnym (bo tym by się skończyło przycięcie jakiejkolwiek pomocy). 


A potem mieliśmy szopkę, którą oglądaliśmy zyliony razy w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy: ktoś z tejże partii coś odwalił i rezonowało to w bańce PiSowskiej nie tak jak trzeba? Momentalnie pojawiały się wrzutki pt. KACZYŃSKI WŚCIEKŁY na tego, czy owego polityka/działacza/etc. oraz zapowiedzi tego, co to się może z tym politykiem stać teraz. W przeważającej większości przypadków sprawa kończyła się właśnie na tym. Czyli na szopce. 

Obstawiam, że tym  razem będzie dokładnie tak samo. No bo z jednej strony, Kaczyński mówi, że Pana Czarnka to kierownictwo PiS rozliczy z jego wypowiedzi, a z drugiej strony Czarnek mówi, ze on by to samo powtórzył po raz kolejny. I ja wiem, że w PiSie teraz odchodzą jakieś dzbanowe wojny frakcji, ale nawalanka frakcji to jedno, a to, że kandydat na premiera publicznie okazuje lekceważenie Prezesowi i pięć minut później nie wylatuje na zbity pysk z partii to drugie. Rzecz jasna, pojawiły się już analizy, z których wynika, że Czarnek jest już na wylocie i że jego misja dobiegła końca, ale szczerze przyznam, że jakoś mi się nie chce wierzyć w taki finał tej sprawy. 


Może inaczej to ujmę: pewności, że po potencjalnie wygranych wyborach Czarnek zostanie premierem nie ma nikt, łącznie z samym Czarnkiem. Ale teraz PiS jest w trybie kampanii. Kaczyński zaś nadal snuje swoje sny o potędze i o hegemonii na prawicy. Innymi słowy, Kaczyński sobie wymyślił, że cała jego partia będzie walczyć, żeby było tak, jak było. Zamysł z Czarnkiem, jako kandydatem na premiera, był naturalną konsekwencją Batyra, jako kandydata na prezydenta. Bo skoro Batyrowi udało się zebrać głosy Mentzena i Brauna, to przecież oczywistą oczywistością jest to, że Czarnkowi uda się odebrać głosy obu konfom. Ja wiem jak to brzmi, ale Jarosław (aż by się chciało rzez, że Jarosław Mądry) myśli właśnie takimi kategoriami, więc nie mnie, lewakowi, to oceniać. Niemniej jednak taki jest właśnie plan i nie wydaje mi się, żeby Kaczyński go zmienił za pięć dwunasta bez wyraźnego powodu. 

Swoją drogą, dość istotne jest to, że Kaczyński nie bardzo ma się jak cofnąć. Nawet gdyby faktycznie „się WŚCIEKŁ” i chciał wymienić Czarnka, to z konfiarskiej retoryki zrezygnować nie można. Co prawda nie jest to jeszcze etap tłumaczenia, że szczepionki dają dzieciom ZX Spectrum (przepraszam, musiałem), ale opowiadanie bzdur o tym, że człowiek absolutnie nie odpowiada za zmiany klimatu już było grane. 


Na pierwszy rzut oka, sytuacja, w której Jarosław Mądry się cofnie i zamiast iść w szurskie narracje pójdzie w stronę centrum, wygląda sensownie. Tyle, że następne wybory nie odbędą się w 2015 tylko w 2027. Kredens debaty publicznej mamy przesunięty tak bardzo na prawo, że gdyby tylko Kaczyński zrobił krok do tyłu, to retoryczną próżnie momentalnie zapełnią Mentzeny, Bosaki i Brauniarze. 


Przyznaję, że trochę mi to wyszło achronologicznie, ale to właśnie w tym momencie Przeglądu idealnie wpasowuje się opisanie kontekstu, w którym należy osadzić wypowiedź Czarnka. Bo on doskonale pokazuje, jak bardzo Kaczyński jest świadomy tego, że nie może się cofnąć nawet o krok. Kontekstem tym jest prawicowa biegunka na tle pięciu (słownie: PIĘCIU) rakiet do wyrzutni Patriot.


Otóż, jakiś czas temu Polska przekazała Ukrainie pięć rakiet do wiadomych zestawów. Ponieważ się tym nie pochwalono (obstawiam, że dlatego, że Tusk też chce nadal jeździć na antyukraińskich narracjach), prawica zrobiła z tego wielką aferę. Zdaniem prawicy oddanie (PIĘCIU) rakiet Ukrainie to rozbrajanie Polski i tak się nie powinno robić. A poza tym, to może i to było tylko pięć rakiet, ale każda z nich może zestrzelić Iskandera, a taki Iskander to może zabić nawet kilkaset osób, więc SAMI ZRÓBCIE MATEMATYKĘ! 


Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że gdy po incydencie w Przewodowie Niemcy chciały nam wypożyczyć na jakiś czas trzy baterie Patriot, to PiS najpierw powiedział, że baza, ale dwa dni później tłumaczył wszystkim dookoła, że bezpieczniej dla Polski będzie, gdy te baterie będą stacjonować w Ukrainie (co w owym czasie było nierealne, bo baterie miały niemiecką obsługę). 


Gdyby nie kontekst całkiem zabawne byłyby argumenty, których wtedy używano (a jeszcze bardziej zabawne byłoby zestawienie ich z dzisiejszymi narracjami o „rozbrajaniu”). Otóż Jarosław Kaczyński stwierdził, że to nie może być tak, że będziemy zestrzeliwać rakiety nad głowami polskich obywateli. Albo Mariusz Błaszczak, który opowiadał o tym, że gdyby baterie patriot stacjonowały w Polsce, to taka rakieta, jak w Przewodowie to jedynie kilkanaście sekund leci w polskiej przestrzeni lotniczej, więc nie ma szans na reakcję. Innymi słowy: wtedy chęć oddania Ukrainie trzech baterii była troską o polskie bezpieczeństwo, a dziś przekazanie pięciu rakiet jest rozbrajaniem Polski. Czego nie rozumiecie? Poza tym, jeśli boisz się mówić o tym, że przekazanie pięciu rakiet Ukrainie to rozbrajanie Polski, to już jesteś niewolnikiem!

Dodajmy do tego, srogie przydzbanienie Kosiniaka-Kamysza, który w trakcie konferencji prasowej opowiadał o tym, że ten PiS to teraz krytykuje przekazanie pięciu rakiet, ale sam wcześniej dawał dużo broni, ale to nic złego, bo Ukrainie trzeba pomagać, ale PiS dawał więcej i nie chce się do tego przyznać, ale to nic złego (i tak dalej i tak dalej). Prawda jest natomiast taka, że gdyby Kosiniak-Kamysz faktycznie uważał, że Ukrainie należy nadal pomagać i że to jest prawilne, to nie byłoby tych bzdur o tym, że „PIS DAWAŁ WIĘCEJ”. Zamiast tego było by to coś w rodzaju: owszem, przekazaliśmy im pięć rakiet, bo godne to i sprawiedliwe. A gdyby obecna koalicja miała choć odrobinę ikry, to dodano by, że ta broń i tak jest kupowana po to, żeby przy jej pomocy walczyć z wiadomym przeciwnikiem, więc co za różnica, czy ten przeciwnik oberwie pociskiem od wojsk polskich, czy ukraińskich? 


Być może narracyjne wygibasy Kosiniaka-Kamysza mają coś wspólnego z tym, jakie nastroje w Polsce ostatnio panują. A panują takie, że gdy starszy typ drze mordę na dziewczynki w autobusie (i  je wyzywa), to mu wolno bo: po pierwsze jakiś Ukrainiec kopnął dziecko w twarz, po drugie, te dziewczynki były Ukrainkami właśnie, a po trzecie nie zapominajmy o Wołyniu! 


Znamienne było to, że praktycznie zaraz po tym, gdy o całej sprawie zrobiło się głośno (a zrobiło się głośno, bo dziewczynki typa nagrały), ruskie drony internetowe momentalnie ruszyły z kontrofensywą i okazało się, że dziennikarze z Bielska Białej (o których nikt nie słyszał) wszystko opisali (w miejscu, którego nie da się znaleźć) i tam działo się to, że jacyś świadkowie (z których żaden się nie wypowiedział na ten temat, opowiedzieli tym dziennikarzom, że te dziewczynki wyzywały tego starszego pana i na niego pluły, tak więc nie ma się czemu dziwić, że on zareagował tak, jak zareagował. 


Wystarczającym dla sporej części naszych rodaków dowodem był wpis jakiejś randomowej kobiety z internetu, którą na użytek niniejszego tekstu nazwijmy „Teresą z Ostrudy”. Co prawda tekst był napisany nawet nie tyle łamaną polszczyzną, co w ogóle nie polszczyzną (choć prawicowej interpunkcji w nim nie brakowało, albowiem przed każdym przecinkiem była spacja), a osoba, która go opublikowała, wrzuciła potem na FB non-apology w rodzaju „ja to po prostu skopiowałam skądś i wkleiłam, to wcale nie jest moje zdanie”, ale to nie ma znaczenia. Narracja o biednym starszym panu, który został sprowokowany przez ukraińskie agentki jest już w części prawej strony dogmatem. O jak dużą część prawej strony chodzi? Ano np. o Suwerenną Polskę, bo hamletyzowanie w tej sprawie pojawiło się na ich peju. 


Równie znamienne jest to, że najwięcej na temat tego, co się stało, miała ta strona sporów politycznych, której poglądy ów miły starszy pan, za przeproszeniem, wyrzygał w tym autobusie. I to właśnie ta strona zaczęła tłumaczyć, że nie powinno się jej „sklejać” z tą sprawą, a jak ktoś to robi, to pewnie dlatego, że dostał polecenie partyjne. 


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Jeżeli chodzi o kolejny temat, którym jest „kryzys” w PiS to przyznam, że żyje we mnie kilka wilków. No bo z jednej strony, PiSowcy się ostatnio wzięli za łby i wygląda to w sumie całkiem wiarygodnie. Aczkolwiek przyznam, że ciekawe jest to, że kłótnie w PiS zaczęły się po tym, jak Nawrocki wygrał wybory prezydenckie. Wydawało mi się bowiem, że do potencjalnego rozłamu może dojść wtedy, gdy obóz prawicowy jednak te wybory przegra. 

Powodem, dla którego w PiSie atmosfera jest teraz napięta jest zapewne to, że co prawda Nawrocki wybory wygrał, ale PiSowi wcale od tego poparcie nie wzrosło. Ewidetnie w PiSie toczy się teraz 
 spór. Środowisko Morawieckiego stara się nas przekonać do tego, że spór toczy się o to, czy należy iść w stronę konfiarskich narracji, czy też może bajerować centrum (a przepraszam, „pozyskiwać wyborcę centrowego”). Obu tych rzeczy nie da się zrobić równocześnie, bo choć Zjednoczona Prawica do perfekcji panowała robienie zwrotów o 180 stopni, to jednak w tym konkretnym przypadku wymagałoby to robienia zwrotów praktycznie codziennie, aż do najbliższych wyborów. No ale niby tam się toczy spór o te narracje konfiarskie, a jednak praktycznie wszystkie te narracje dominują w przekazie Zjednoczonej Prawicy. 


Z drugiej natomiast strony, „kryzysy w PiSie”, „które miały grozić rozłamem” to myśmy już bardzo często oglądali w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy. Oglądaliśmy to i absolutnie nic z tego nie wynikało. Bo może i to towarzystwo się tam żarło o różne sprawy i zwracało sobie uwagę (jak np. Terlecki Kowalskiemu za propagowanie antyszczepionkowej szurii), ale gdy przyszło co do czego i zaczęła się kampania, dla wszystkich znalazło się miejsce na listach. Dlatego też średnio mi się chce wierzyć w to, że teraz miałoby być inaczej. 

Z trzeciej strony, miejmy na uwadze to, że żeby dokonać sensownego rozłamu, może inaczej: żeby wyjść z partii i nie wracać do niej później jak Ziobryści, to trzeba za sobą pociągnąć doły partyjne. Bo bez dołów partyjnych nie będzie miał kto robić kampanii. Owszem, do pewnego stopnia dałoby się to napędzać botnetami i sztucznym ruchem sieciowym, ale jeżeli na spotkania z wyborcami nikt nie będzie przychodził, to raczej ciężko byłoby walczyć o sensowny wynik. 


Z czwartej strony, jeżeli przyjrzymy się retoryce Zjednoczonej Prawicy to, co do zasady, oni mówią zbliżone rzeczy. To nie jest tak, że Kaczyński mówi, że Tusk jest zły, a Morawiecki postuluje wejście z nim w koalicje. Obie strony sporu opowiadają o tym, że rząd Tuska jest antypolski/etc. Obie strony opowiadają o tym, że UE jest zła. Obie strony nie lubią elgiebetów. Obie strony negują wpływ człowieka na zmiany klimatyczne. Protokół rozbieżności jest naprawdę niewielki. Jednakowoż prawda jest taka, że geniusz szachów 5D Kaczyński (który sam swoją partię zapędził w konfiarskie rewiry narracyjne) to jest człowiek, który byłby w stanie osłabić swoją własną partię przed wyborami tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś śmiał zwątpić w jego geniusz. 

Niemniej jednak, gdyby nawet czekało mnie kolejne „polityczne zaskoczenie” i do rozłamu faktycznie by doszło, to uważnie przyglądałbym się temu, co się będzie działo dalej, bo absolutnie by mnie nie zdziwiła sytuacja, w której „rozłamany PiS” startowałby potem w jakiejś koalicji. No bo może i się pokłócili i mają różne poglądy, ale Tuska trzeba odsunąć od władzy, więc będą się po prostu pięknie różnić/etc. 


W poprzednim Przeglądzie wspominałem o Szpitalu Południowym. Wspomniałem również o tym, że dr Emil Jędrzejewski, który zdetonował na Kanale Zero bombę atomową opowiadając o tym, że w Szpitalu Południowym to ludzie marli i marli z winy Lekarza Milionera i nikt z tym nic nie robił. Póki co potwierdziła się tylko jedna część tego, co opowiadał, ale potwierdziła się częściowo. 


Jędrzejewski opowiadał o tym, że znajdowano martwych ludzi w łazienkach i robiono wałki, żeby jakoś to zatuszować. Kacprzyk odpowiedział wtedy oświadczeniem, z którego wynikało, że taka sytuacja miała miejsce i prokuratura się tym zajmuje, ale to nie on tam jest stroną. Stroną natomiast okazał się były już szef tamtejszego prosektorium, który jest byłym szefem, bo wywalono go za robienie reenactingu Łódzkiego Pogotowia (czyli handel „skórami”). Okazało się, że ów przemiły pan został uwieczniony na nagraniu, ale nie uprzedzajmy faktów. 

Do Szpitala Południowego przyjęto starszego jegomościa, który miał silną biegunkę, ogólnie źle się czuł i był odwodniony. Ktoś powinien do niego zaglądać co jakiś czas, żeby się upewnić, czy wszystko z nim w porządku. No i tak bardzo do niego zaglądano, że odpiął się od kroplówki (to wynika z nagrania wyżej wspomnianego), poszedł do toalety i w niej zmarł, a znaleziono go tam po czterech godzinach. 


Następnie, nie poinformowano o tym prokuratora (a powinno się to zrobić, bo choć pacjent miał swoje lata/etc., to jednak nie zmarł w szpitalnym łóżku doglądany przez personel medyczny). W takiej sytuacji prokurator zleciłby przeprowadzenie sekcji zwłok z automatu. Szpital tę sekcję zrobił sam, a na nagraniu z tejże Pan Były Szef Prosektorium opowiadał o tym, że trzeba to jakoś ogarnąć, żeby się prokurator nie przyczepił. A, i jeszcze jedno. Rodziny zmarłego nie poinformowano o tym, w jakich okolicznościach zmarł. 


No i znowuż, na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jak gdyby Jędrzejewski nie koloryzował. Tyle, że jest tu jeden, nie tak znów mały, problem. O ile bowiem do sytuacji doszło (aczkolwiek o ile mnie pamięć nie myli, to Jędrzejewski mówił o ludziach znajdywanych w toaletach [mam świadomość tego, że to mogła być po prostu przenośnia albo coś w ten deseń]), to jednak nie jest tak, że nikogo to nie obeszło, bo sprawą zajmowała się już od jakiegoś czasu prokuratura (osobną kwestią jest to, że nikt o tym nie wiedział i dowiedzieliśmy się tego od Kacprzyka). Tym samym, nadal będę stał na stanowisku takim, że gdyby tam ludzie marli dziesiątkami, to nie dałoby się tego utrzymać w tajemnicy. 


Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, co napisałem w poprzednim Przeglądzie (pozwolę sobie na bezwstydny cytat): „Bo ja to widzę w ten sposób, że nie miałbym absolutnie żadnych problemów z uwierzeniem w to, że w szpitalu zmarł pacjent i ktoś kogoś z tego tytułu kryje. Tyle, że pan doktor Jędrzejewski prócz jednej bomby, zdetonował również drugą i powiedział, że o tym wie cały szpital. Jak wspomniałem przed momentem w to, że parę osób mogłoby kogoś kryć w przypadku zgonu pacjenta jestem w stanie bezproblemowo uwierzyć. Jednakowoż mam spore problemy z uwierzeniem w to, że ofiar było więcej, cały szpital wiedział (ok, wiem, że to jest tylko taka wypowiedź i nie chodziło o to, że dosłownie każdy pracownik był tego świadomy) i absolutnie nikt się nie „wysypał”.” 


Moi drodzy. Wielokrotnie sobie śmieszkowałem z obecnego prezydenta RP, ale teraz będę musiał podejść do tematu całkiem poważnie. Tak samo poważnie, jak otoczenie prezydenta RP, które doszło do wniosku, że uda się zmonetyzować historię o tym, że ktoś w trakcie kampanii usiłował „kandydata obywatelskiego” otruć, ale nie przemyślało tego zbyt dobrze i nie jest w stanie odpowiedzieć jak to możliwe, że o sprawie nie poinformowano ani policji, ani służb, ani prokuratury i że choć koledzy pana prezydenta się bardzo bali o jego życie i myśleli, że już po nim, to na wszelki wypadek nie zadzwonili po pogotowie. Równie przemyślane było to, że choć sprawa była BARDZO POWAŻNA (i na pewno nie chodziło o strucie się nikotyną [o ile w ogóle doszło do czegokolwiek]), to Prezydent Karol Nawrocki nie wspominał o tym wcześniej ani słowem NAWET PO TYM GDY ZOSTAŁ WYBRANY. 

Śmiem twierdzić, że jeżeli do czegoś doszło, to najwyżej był to jakiś, za przeproszeniem, dyskretny paw, bo gdyby Nawrocki faktycznie słaniał się na nogach i musiano go odprowadzić do autokaru (po tym, jak przerwał przemawianie do wyborców), to o tej sprawie dowiedzielibyśmy się mniej więcej ułamek sekundy po tym, gdy wygoniono ludzi z autokaru, do którego został zaprowadzony. I znowuż, możemy sobie z tego śmieszkować, ale partyjny beton pewnie ten „zamach” traktuje jak dogmat i nie zadaje sobie zbyt wielu pytań. 


Skoro jesteśmy przy Nawrockim, to trzeba wspomnieć o tym, że ów zawetował „ustawę o najbliższym współlokatorze”. Tak, chodziło o tę okrojoną przez obecną koalicję ustawę, która miała być namiastką tzw. „związków partnerskich”, które miały być namiastką równości małżeńskiej. Zdziwiony wetem nie jestem, bo przecież od początku było wiadomo z jakich środowisk wywodzi się Batyr i jakie ma poglądy na elgiebety. Niestety nie mogę tego skomentować tak, jak powinienem, albowiem mogłoby mnie to narazić na odpowiedzialność z tytułu art. 135 § 2 k.k. 

Mogę natomiast napisać o tym, że Nawrocki wcale nie idzie drogą Trumpa i nie monetyzuje swojej prezydentury, bo marka, która nie ma z nim absolutnie żadnych powiązań (ani z nim, ani z nikim z jego otoczenia) wcale nie zamierza wypuścić limitowanej (1000 sztuk) wersji zegarków. Gdybym był złośliwy, to napisałbym coś o tym, że być może kiedyś doczekamy się jakiegoś ustawkowego merchu (kastety w barwach biało-czerwonych, kije baseballowe z autografem, maczety z logotypem), ale po co mi ten 135 artykuł. 


I tym, nie wiadomo jakim akcentem zakończę powyższą Ścianę Tekstu. A skoro już ją zakończyłem, to muszę sam siebie poklepać po plecach za to, że tym razem od wrzucenia poprzedniej ściany nie upłynął nawet jeden miesiąc! 



Źródła:

Gdyby nie kontekst (szczucie na Ukraińców) całkiem zabawne byłoby to, że o ile strumień nieświadomości Kulińskiej zniknął ze strony Tysola, to już „reaction” na tenże strumień nieświadomości nadal tam wisi: 


https://tysol.pl/wiadomosci/anna-wiejak-abw-powinna-przyjrzec-sie-ukraincom-mieszkajacym-w-polsce,178286

https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,32906201,film-miedlara-w-top-10-amazon-prime-video-tuz-przed-rocznica.html

https://wydarzenia.interia.pl/ukraina-rosja/news-atak-na-rafinerie-w-omsku-uderzenie-2-5-tysiaca-km-od-granic,nId,23510323

https://wiadomosci.wp.pl/ukraincy-sie-nie-zatrzymuja-skuteczny-atak-na-20-rosyjskich-statkow-7307688183855552a

https://x.com/PiknikNSG/status/2076757520685875442

https://oko.press/jedenascie-dni-przed-eskalacja-chcieli-odebrac-order-zelenskiemu-wczesniej

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-byli-prezydenci-ukrainy-zrzekli-sie-orderow-orla-bialego-smu,nId,23502747

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kaczynski-zwroci-order-ukraincom-wyraz-lojalnosci,nId,23505045

https://pl.euronews.com/europa/2026/07/08/parlament-europejski-potepia-zelenskiego-za-nazwe-jednostki-na-czesc-upa

https://www.wprost.pl/kraj/12386655/czarnek-chcial-wstrzymania-pomocy-dla-ukrainy-kaczynski-reaguje.html

https://www.rmf24.pl/fakty/polityka/news-czarnek-wbrew-prezesowi-powtorzylby-wypowiedz-o-ukrainie-bez,nIdn,1010025

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-przemyslaw-czarnek-na-wylocie-wymowne-slowa-waznego-polityka,nId,23514650

https://demagog.org.pl/wypowiedzi/jaroslaw-kaczynski-powtarza-tezy-denialistow-klimatycznych/

https://wiadomosci.wp.pl/kaczynski-wsciekly-o-pociski-rzad-rozdaje-je-po-cichu-7304979199613280a

https://dorzeczy.pl/opinie/912082/czarnek-krytykuje-przekazanie-patriotow-ukrainie-rozbrajanie-polski.html

https://defence24.pl/wojna-na-ukrainie-raport-specjalny-defence24/wiemy-ile-rakiet-pac-3-mse-polska-przekazala-ukrainie-news-defence24

https://www.polsatnews.pl/gosc-wydarzen/2026-07-06/czasy-sie-zmienily-mariusz-blaszczak-o-pomocy-ukrainie/

https://www.polsatnews.pl/gosc-wydarzen/2026-07-10/dworczyk-o-pomocy-dla-ukrainy-przekazalismy-tak-duzo-ze-nasze-magazyny-sa-puste/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksplozja_rakiety_w_Przewodowie

https://www.dw.com/pl/po-wybuchu-w-przewodowie-niemcy-proponuj%C4%85-polsce-system-obrony-przeciwrakietowej-patriot/a-63828164

https://www.rmf24.pl/wojna-w-ukrainie/news-zwrot-w-sprawie-patriotow-szef-mon-chce-je-przekazac-ukraini,nId,6429693

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-blaszczak-o-patriotach-umieszczenie-ich-w-ukrainie-korzystne,nId,6433623

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1489414%2Cniemcy-odrzucaja-polska-propozycje-wyslania-patriotow-na-ukraine.html

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1492301%2Cprezes-pis-rakiety-patriot-przydadza-sie-tam-gdzie-rzeczywiscie-beda

https://wydarzenia.interia.pl/slaskie/news-atak-na-dziewczynki-z-ukrainy-nowe-doniesienia-o-agresorze-p,nId,23513803

https://konkret24.tvn24.pl/polska/dziewuchy-pluly-i-prowokowaly-z-zadowolona-mina-uwaga-na-fejki-wokol-ataku-na-dziewczynki-w-bielsku-bialej-st9143076

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32920301,kolejna-klotnia-w-pis-wiele-zmilczelismy-ale-przychodzi-moment.html

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-07-13/zmarl-w-lazience-szpitala-poludniowego-trzeba-zrobic-tak-zeby-syfu-nie-bylo/

https://dorzeczy.pl/opinie/909247/proba-otrucia-nawrockiego-holownia-totalne-banialuki.html

https://www.bbc.com/polska/articles/cyvlyyv1y2po

https://www.facebook.com/serwisdonaldpl/photos/kochani-marka-nowrocky-szykuje-limitowany-drop-patriotycznych-zegark%C3%B3w-tylko-100/1079086401119657/


sobota, 27 czerwca 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #140

No i znowu minęło trochę czasu od poprzedniego Przeglądu, tak więc jest trochę tematów do ogarnięcia. 


Zaczniemy od tematu, który w ZjednoczonoPrawicowej retoryce pojawia się co jakiś czas, a potem nagle znika, a partia (a razem z nią dziennikarze, którzy powinni wiedzieć lepiej) o nich zapomina. Co ciekawe, gdy temat ten po raz kolejny pojawia się w narracjach partii Kaczyńskiego, to przeważnie w zupełnie innym wydaniu. Tematem tym są zmiany ustrojowe, a konkretnie zaś Wielce Nagląca Potrzeba wprowadzenia tychże zmian. 

Na czym miałyby polegać te zmiany? Po pierwsze „tak”, a po drugie „to zależy”. A zależy od tego, jaki ustrój akurat Jarosławowi Kaczyńskiemu jest potrzebny. Teraz, na ten przykład Kaczyński i Nawrocki twierdzą, że całkiem spoko by było, gdyby w Polsce był ustrój prezydencki. Co ciekawe, Kaczyński wpadł na ten pomysł w sierpniu 2025 roku. Zupełnym przypadkiem pierwsze doniesienia na ten temat pojawiły się 7 sierpnia tegoż roku, czyli dzień po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego na Prezydenta RP. 

Jest to o tyle ciekawe, że w maju 2016 roku Jarosław Kaczyński w rozmowie z internautami stwierdził, że jego zdaniem w Polsce sprawdziłby się bardziej ustrój kanclerski (tl;dr – większość władzy w rękach Prezesa Rady Ministrów). Rzecz jasna – spora część PiSowców mu przyklasnęła. Przyznam szczerze, że o ile spięcie na linii Kaczyński-Duda w roku 2017 (weto, z którego tak po prawdzie niewiele wynikło) pamiętałem, ale dopiero internety mi podpowiedziały, że prawicowi komentatorzy widzieli, że już w 2016 trochę iskrzyło na linii Duda-Kaczyński (podobnież podpadł mu wypowiedzią na smoleńskich obchodach rocznicowych). 

Potem o całej sprawie zrobiło się cicho i temat ten nie został podniesiony nawet w 2017 roku (po wecie), ale wrócił w 2018 roku. Wtedy to w mediach pojawiły się artykuły o tym, że PiS przeprowadził ankiety wśród iluś tam konstytucjonalistów i z ankiet wyszło, że system kanclerski byłby lepszy. Jacek Sasin był gorącym orędownikiem zmian. Śmiem twierdzić, że w tym konkretnym przypadku powodem, dla którego PiS zajął się tą sprawą było to, że w połowie 2018 roku nie można było mieć pewności czy Andrzej Duda wygra kolejne wybory. Z kolei słupki sondażowe Zjednoczonej Prawicy były wtedy znacznie wyższe od Platformerskich (Nowoczesna zaś [tak, hehe, była kiedyś taka partia]) w sondażach zjeżdżała pod próg). 

Ale czekajcie, na tym się cała sprawa nie kończy, albowiem na samym początku 2010 roku PiS ogłosił, że jakby co, to oni by chcieli ustroju prezydenckiego (i to takiego na sterydach). Z jednej strony było to zrozumiałe, albowiem jeżeli chodzi o Sejm, to PiSowi bardzo nie szło, ale z drugiej strony z sondaży wynikało, że Lech Kaczyński nie ma szans na reelekcję. Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem to, że po katastrofie smoleńskiej i porażce wyborczej Jarosława Kaczyńskiego, temat tych konkretnych zmian ustrojowych został przez PiS zniknięty. 

Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że aż dziw bierze, że w mediach nie pojawiały się artykuły pt. „Czy PiS jest dzisiaj za ustrojem kanclerskim, czy prezydenckim?” Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że znajduję fascynującym, że za każdym razem, gdy PiS podnosił temat konieczności zmian ustrojowych i zmiany ustroju na prezydencki, bądź też kanclerski, ekipa Kaczyńskiego produkowała całkiem sporo narracji i argumentów, przemawiających za koniecznością zmian. I ja wiem, że PiS jest znany z tego, że potrafi bardzo szybko robić zwroty o 180 stopni, ale to nie powód, żeby im tego nie przypominać, bo już raz im się udało w 2015 roku przekonać całe mnóstwo ludzi, że oni nie są już tym starym PiSem z 2007. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć, że trochę racji mieli, bo byli znacznie gorsi, ale to już szczegół. 

No dobrze, skoro temat rozbiegowo-wspominkowy mamy już za sobą, to teraz można przejść do innego. Takiego, który bardzo, ale to bardzo uwiera Koalicję Obywatelską. Chodzi, rzecz jasna, o sytuację w Szpitalu Południowym (uwaga natury ogólnej, ten kawałek tekstu będzie dotyczył kwestii finansowych – do tych, od których dzisiaj (pisałem ten kawałek Przeglądu 24-06-2026) wybuchł internet, odniosę się w drugiej kolejności. 


Na moment odłóżmy na bok kwestie etyczne. Odłożywszy je na bok, ja jestem w stanie zrozumieć to, że pewni ludzie są cwaniakami, którzy gdy tylko będą mieli taką możliwość – będą na ten przykład, eufemizując, „się dorabiać”. No po prostu niektórzy tak mają. Ale żeby będąc cwaniakiem nie wpaść na to, że jak się jest radnym, to się rok rocznie składa oświadczenia majątkowe i ktoś może do nich zajrzeć, to już trzeba być byłym radnym Koalicji Obywatelskiej. Co roku po internetach śmigają screeny oświadczeń majątkowych różnych polityków (i to niezależnie od barw partyjnych). Tym samym prawdopodobieństwo, że ktoś na to zwróci uwagę po publikacji oświadczeń majątkowych wynosiło równe 1. 


No, a jak już ludzie tam zajrzeli, to się potem okazało, że (były już) radny miał najprawdopodobniej dar bi (a kto wie czy nawet nie tri) lokacji. Gdy o wszystkim zrobiło się głośno, pan Kacprzyk, bo to o niego tu przecież chodzi, zrobił korektę faktur i po tych korektach zwrócił szpitalowi pół miliona złotych, które to pół miliona złotych szpital z kolei zwrócił jemu, bo nie bardzo było wiadomo jak to zaksięgować. Być może ja jestem w jakiś sposób uprzedzony do całej tej sprawy, ale wydaje mi się, że sam fakt zwrócenia tej kasy (tzn. próba jej zwrócenia) jest praktycznie równoznaczny z przyznaniem się do winy. Aczkolwiek różnie to bywa, bo Ryszard Czarnecki, który zwrócił PE część pieniędzy, które dostał w ramach niesłusznie naliczonych kilometrówek, uznał, że to w sumie zamyka sprawę, więc może były radny wyszedł z tego samego założenia. 


Bardzo szybko okazało się, że pieniądze są jedną płaszczyzną tej afery. Drugą płaszczyzną było to, że w jednym ze szpitali, w których pracował były już radny na SOR, przyjmowano w trybie przyśpieszonym ludzi powiązanych z obozem władzy. Mieli nawet osobny pokój, w którym mogli siedzieć sobie grzecznie i nie oddychać tym samym powietrzem, co plebejusze. 

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z raczej jednoznaczną sytuacją, ale okazuje się, że zdaniem pewnego wiekowego lekarza, w całej tej sprawie z pokojem VIP nie było nic zdrożnego, bo przecież jeżeli ktoś płaci wyższe składki, to powinien mieć lepszą „obsługę”. Per analogiam, ten kto płaci wyższe podatki powinien jeździć lepszymi drogami albo oddychać lepszym powietrzem. Gwoli ścisłości rodzaj argumentacji: „płacę wincyj, więc powinienem mieć przynajmniej jednoosobowy pokój w szpitalu” jest mi znany tak, więc nie byłem tym jakoś specjalnie zaskoczony. 


Gdyby nie kontekst, całkiem zabawne byłoby to, że najgłośniej w sprawie wyjątkowego traktowania przez OZ ludzi władzy krzyczą członkowie Zjednoczonej Prawicy, która przez 8 lat swoich rządów traktowała praktycznie całe państwo jak prywatny folwark. No, ale skoro swego czasu PSL mógł protestować przeciwko nepotyzmowi, to PiS może dzisiaj protestować przeciwko takim nadużyciom władzy. 

Odpryskiem sprawy warszawskiej był przypadek posłanki KO, Małgorzaty Pępek, która na badanie, na które plebejusze muszą czekać dwa lata,  czekała jedynie trzy tygodnie (no, ale może po prostu była promocja jakaś, nie wiem, nie znam się). Ponieważ ktoś w szpitalu się zorientował, że posłanka została potraktowana w sposób „specjalny” wysłał jej pismo, w którym stało, że nie da rady tego rozliczyć z NFZ. Posłanka następnie wystosowała kilka interpelacji, w których krytykowała szpital. 


Gdy o całej sprawie dowiedział się Kanał Zero i skontaktował się z posłanką, posłanka stwierdziła, że ona to tak w ogóle żałuje, że tego sobie nie ogarnęła prywatnie, bo same problemy. Gdybym był złośliwy (a jak wiecie, nie jestem) to pewnie bym w tym miejscu napisał coś w rodzaju: też mi się wydaje, że posłanka mogła ogarnąć to prywatnie, szczególnie w kontekście tego, że według jej oświadczenia majątkowego za rok 2025 miała ponad ćwierć miliona oszczędności w gotówce. 

O tym, w jaki sposób elity polityczne w naszym kraju myślą o państwie świadczy to, że politycy PARTII RZĄDZĄCYCH zdając sobie doskonale sprawę z tego, że w OZ brakuje pieniędzy (a przez to robią się kolejki do badań, specjalistów/etc.) zamiast spróbować coś z tym zrobić po to, żeby wszystkim nam było lepiej, skupiają się na tym, żeby lepiej było tylko im. I znowuż, zapewne niektórzy ludzie tak mają i nie powinienem się temu dziwić. Niemniej jednak, jeżeli popatrzymy na to przez pryzmat pragmatyzmu politycznego, to bramka nr 1 (poprawienie sytuacji tak, żeby wszyscy na tym skorzystali) byłaby kampanijnym samograjem. Z drugiej zaś strony, gdy ten czy owy zostanie złapany na tym, że się wcina w kolejkę (albo zamykają pół szpitala, żeby komuś innemu zrobić zabieg), to jego partia polityczna na tym jednakowoż nie zyskuje. 


No ale musimy pamiętać, że żyjemy w kraju, w którym od pierdyliona lat tłumaczy się obywatelom, że podatki są karą dla zaradnych, a pieniędzy na to, czy owo by wystarczyło bezproblemowo, gdyby nie to, że „administracja je przeżera”. Jeżeli ktoś jest ciekawy jak to wygląda w innych krajach, to polecam zestawienie wydatków na OZ w Niemczech z naszymi. No i jak się w takim kraju żyje, to nie można powiedzieć: ok, sytuację w OZ można poprawić, ale potrzeba na to pieniędzy, bo po tylu latach urawniłowki taka deklaracja jest praktycznie równoznaczna z politycznym samobójstwem.

Za to można opowiadać bzdury o tym, że jak obniży się podatki, to państwo na tym w sumie nawet zyska i nadal być uznawanym za eksperta od finansów, no ale znowuż, to tylko dygresja. Nawiasem mówiąc, po tej aferze można być pewnym, że gdyby ktoś podniósł argument o podniesieniu nakładów na OZ, to pewnie by się dowiedział, że pieniędzy w OZ brakuje dlatego, że cwaniaki kradną/etc. 


No dobrze, ponieważ ta konkretna warstwa tektoniczna Przeglądu zmierza ku końcowi trzeba się zająć czymś jeszcze. Tym czymś jest fakt, że we wtorek (23-06-2026) sygnalista dr Emil Jędrzejewski w programie w Kanale Zero powiedział, że w Szpitalu Południowym giną ludzie i że wszyscy w tym szpitalu o tym wiedzą. 


Przyznam szczerze, że choć wiedziałem co chce napisać, to jednak spędziłem parę długich chwil wpatrując się w migający na ekranie kursor. Bo ja to widzę w ten sposób, że nie miałbym absolutnie żadnych problemów z uwierzeniem w to, że w szpitalu zmarł pacjent i ktoś kogoś z tego tytułu kryje. Tyle, że pan doktor Jędrzejewski prócz jednej bomby, zdetonował również drugą i powiedział, że o tym wie cały szpital. Jak wspomniałem przed momentem w to, że parę osób mogłoby kogoś kryć w przypadku zgonu pacjenta jestem w stanie bezproblemowo uwierzyć. Jednakowoż mam spore problemy z uwierzeniem w to, że ofiar było więcej, cały szpital wiedział (ok, wiem, że to jest tylko taka wypowiedź i nie chodziło o to, że dosłownie każdy pracownik był tego świadomy) i absolutnie nikt się nie „wysypał”. 

Nikt nie złożył anonimowego zawiadomienia do prokuratury/na policję (uwaga po raz drugi odpalam capslocka) ALBO DO MEDIÓW? Nikt nie został sygnalistą. Ktoś może powiedzieć: no hola, a dr Emil? No dobrze, ale nieśmiało przypominam, że ów o tym opowiedział dopiero wtedy, gdy o szpitalu zrobiło się głośno ze względu na lekarza milionera. Mam rozumieć, że w szpitalu panowała tak silna omerta, że nawet szeregowi pracownicy (ci którzy wiedzieli) doszli do wniosku, że w razie czego pójdą na dno wraz z okrętem? A może się bali? No litości, jeżeli, jak twierdzi Jędrzejewski o tym, co się tam dzieje, wiedziała kupa ludzi (i była to wina jednego człowieka), to po anonimowym doniesieniu praktycznie nie byłoby możliwości ustalenia kto to zrobił. 


Poza tym jest jeszcze jedna kwestia, która trochę mi nie daje spokoju. Otóż, Stanowskiego powiedział, że dr Jędrzejewski miał go zapytać o to, czy zdaniem Stanowskiego rodzina doktora będzie bezpieczna. Czyli cała sprawa ma wyglądać tak, że sygnalista boi się o bezpieczeństwo swojej rodziny, ale ten sam sygnalista zamiast np. spróbować powiadomić służby (służby, a nie Trzaskowskiego, na litość nieistniejącego bytu transcendentnego) albo zadbać o to, żeby informacji, które przekazuje mediom, nie można było łatwo z nim powiązać – siada przed kamerami i opowiada o całej sprawie. Potem zaś oznajmia (poprzez Stanowskiego), że z żadnymi mediami już nie będzie rozmawiał. Na końcu zaś, nie odpowiada na pytania prokuratury. 

I ja wiem, że miało tam chodzić o to, że nie miał ze sobą pełnomocnika, ale znowuż, wydaje mi się, że pierwszą rzeczą, którą zrobiłby sygnalista mający informacje tej wagi, byłoby pogadanie z jakimś papugiem o tym „jak się z tego wszystkiego wykręcić” i generalnie miałby jakiegoś papuga ogarniętego właśnie na wypadek rozmowy z prokuraturą albo policją. Jak na mój gust bardziej tu chodziło o uniknięcie kłopotów z tytułu artykułu 233 Kk. Gdyby nie kontekst, zabawnym mogłoby być to, że może się zdarzyć, że Stanowski właśnie trafił na własną Natalię Janoszek. 


EDIT już po napisaniu powyższego kawałka Przeglądu okazało się, że prokuratura od maja 2026 prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości w prosektorium w Szpitalu Południowym. Co prawda prokuratura oświadczyła, że przypadki, które analizują nie mają nic wspólnego z tym, o czym mówił dr Jędrzejewski, ale prawicowy komentariat wie lepiej i już widziałem komentarze w rodzaju (uwaga będzie capslock ze względu na wagę problemu!) SKORO TO BYŁO 20 OSÓB W JEDNYM SZPITALU W WARSZAWIE TO POMYŚLCIE ILE TAKICH PRZYPADKÓW BYŁO W CAŁEJ POLSCE. 


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Kolejnym tematem, o którym ostatnio było głośno to coś, co trochę przypomina skecz Monty Pythona o „głupich krokach”. Tyle, że w tym przypadku chodzi o głupie kroki natury dyplomatycznej. Jak się pewnie domyślacie chodzi o gigantyczne spięcie dyplomatyczne na linii Polska-Ukraina. Największym absurdem jest w tym przypadku to, że wszyscy zaangażowani w ten konkretny konflikt powinni „wiedzieć lepiej”. 


Zaczęło się od tego, że prezydent Zeleński nazwał jedną jednostkę imieniem „bohaterów UPA”. W tym miejscu pora na kolejną dygresję. Ukraińskie władze muszą mieć swoich osintowców, zaś ukraińscy osintowcy (dla niezorientowanych OSINT: Open Source Intelligence, czyli po polskiemu „biały wywiad”) muszą wiedzieć, jakie w Polsce panują nastroje. Muszą również wiedzieć o tym, jakie narracje skrajna prawica produkowała od początku konfliktu („UPAina” „Upainizacja”/etc.). Musieli też wiedzieć czym skrajna prawica nas straszy (drugim Wołyniem/etc.). W kontekście powyższego nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nikt na żadnym etapie tej całej sprawy nie zaciągnął hamulca ręcznego i nie powiedział „słuchajcie, to chyba nie jest najlepszy pomysł i będzie z tego przypał”. 

Wiadomym było, że polskie władze będą musiały na to w jakiś sposób zareagować. Można było to spróbować ogarnąć jakoś zakulisowo i po prostu dać do zrozumienia stronie ukraińskiej, że co prawda mogą sobie wybierać swoich bohaterów (tak przynajmniej twierdził kilka lat temu zawiadowca IPN [nie zgadniecie czym się teraz zajmuje]), ale my tu mamy problem, bo ruska propaganda się nam rozlała po infosferze i generalnie nastroje są takie, a nie inne. Można było również zakulisowo dać znać stronie Ukraińskiej, że trochę to jednak „not cool”. 


No ale można było również zagrozić odebraniem Zeleńskiemu Orderu Orła Białego. O ile mnie pamięć nie myli, chyba nikt wprost nie powiedział „albo zmienisz nazwę, albo Ci odbierzemy ten order”, ale samo opóźnienie ze strony Batyra mocno to sugeruje. Jeżeli ktoś obserwował dotychczasowe działania Zełeńskiego, to taki ktoś na pewno zauważył, że nie jest to osoba, która „łatwo poddaje się presji”. 

Nazwy nie zmieniono, a order odebrano. Ponieważ prezydent Ukrainy zareagował tak, że po prostu odesłał ten, order nasza prawica, która bardzo kocha Ukrainę, zaczęła się domagać zwrotu sprzętu wojskowego, który daliśmy Ukrainie. Potem sprawa eskalowała, bo ordery zwrócili wcześniejsi ukraińscy prezydenci. Warto wspomnieć o tym, że fanpejdże prawicowych polityków zawalone były czymś w rodzaju „dej serduszko, jeżeli uważasz, że Karol Nawrocki dobrze zrobił”. Następnie okazało się, że Konferencja Odbudowy Ukrainy z racji tego ile osób oznajmiło, że na nią nie przyjedzie, niemalże zmieniła się w „Libację na skwerku”. 


Chciałbym w tym miejscu wspomnieć również o tym, że człowiek, którego całkiem sporo dziennikarzy (i nie tylko) uważa za genialnego stratega (aka Jarosław Kaczyński) tak bardzo chciał zaistnieć, że oznajmił, że on też odda Ukrainie order, który kiedyś dostał od Zełeńskiego. Do pełni szczęścia brakowało jedynie tego, żeby powiedział, że gdy był w Kijowie w 2022 to co prawda zjadł tam posiłek, ale potem dostał biegunki. 

A najgorsze jest to, że póki co, żadna ze stron nie próbuje, no nie wiem, DEESKALOWAĆ?  Nie rozumiem jaki był masterplan prezydenta Ukrainy. Rozumiem natomiast jaki jest masterplan PiSu, który najpierw nie potrafił walczyć z rosyjskim dezinfo i ze szczuciem na Ukraińców, a potem się do tego po prostu przyłączył, bo PiSowcy widzą, że to trenduje w soszjalach. To, że jedynym państwem, które bardzo cieszą każde spięcia na linii Polska – Ukraina jest Rosja, jakoś im umyka. A może i nie umyka, bo przecież administracja Trumpa wysyłała wcześniej od cholery sygnałów, że w sumie to z Rosją można by dokonać resetu (teraz akurat jest inaczej, ale Trumpiści specjalnie stali w uczuciach nie są). Ponieważ zaś Zjednoczona Prawica na żaden temat nie ma zdania, które nie zgadzałoby się ze zdaniem administracji Trumpa, to różnie może być. 


Jakiś czas temu Karol Nawrocki chciał, żeby w Polsce przeprowadzono referendum. Pytanie referendalne było tak skonstruowane, że student pierwszego (w porywach trzeciego) roku socjologii zostałby wyśmiany przez prowadzącego ćwiczenia za ułożenie niejednoznacznego gniota o sugerującej („prawidłową” odpowiedź) treści. Senat mu ten pomysł utrącił (czego niestety nie zrobił wtedy, gdy Komorowski sobie wymyślił, że może jak rozpisze referendum, bo nie przegra wyborów prezydenckich). 

PiSowcy tedy zaczęli lamentować, że ta władza jest zła i że w ogóle się nie przejmuje tym, co mają do powiedzenia Polacy. Ci sami PiSowcy, którzy wytarli sobie wiadomą część ciała prawie bańką podpisów pod wnioskiem o rozpisanie referendum w sprawie likwidacji gimnazjów. Tenże sam PiS, który chwalił Andrzeja Dudę (jeszcze kandydata na prezydenta) za to, że ten powiedział, że referenda są ważne i że gdy zbierze się milion podpisów, to referendum powinno być obligatoryjne. No ale z drugiej strony – 910 tysięcy podpisów to nie milion, więc może PiS miał rację... 


A, byłbym zapomniał o tym, że USA prowadziło wojnę z Iranem i tak bardzo ją wygrało, że póki co wszystko wskazuje na to, że Iran dostanie między innymi 300 miliardów dolarów, a USA nie osiągnęło żadnego ze swoich celów. MAGA na pełnej, nieprawdaż? Gwoli ścisłości, jedna z pociech Trumpa chwaliła swojego papę za to, że dzięki jego działaniom cena paliwa w USA spada. O tym, że nawet po spadkach jest wyższa, niż ta „przedwojenna”, rzecz jasna pociecha Trumpowa zapomniała wspomnieć. 

No dobrze, wróćmy do tematyki referendalnej. Otóż, w przysłowiowym międzyczasie w Krakowie odbyło się referendum, w trakcie którego odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Nie będę się tu rozpisywał na temat przyczyn, dla których go odwołano, bo w Krakowie ostatni raz mieszkałem w trakcie studiów, a od tamtej pory minęło sporo czasu i nie orientuje się w tamtejszej polityce tak dobrze, jak orientowałem się kiedyś. Niemniej jednak nie będzie przesadą gdy napiszę, że Miszalski został odwołany dlatego, że wkurzył zbyt dużo osób. 


W Jednostkach Samorządu Terytorialnego sprawa jest raczej prosta: jeżeli jesteś lubianym włodarzem, to żadne referendum ci niestraszne. Bo tak się jakoś składa, że gdy się wybiera włodarza, to głosuje się bardziej na osobę, niż na partię polityczną (o ile dana osoba stratuje z list jakiejś partii, a nie ze swojego własnego komitetu). Znamienne było to, że PiS, który dwukrotnie zdobył samodzielną większość parlamentarną w wyborach do Sejmu, nie potrafił znaleźć na tyle ogarniętych kandydatów, żeby przełamać dominację KO w dużych miastach. Gwoli ścisłości, poprzez „ogarniętego” kandydata rozumiem takiego, którego ludzie będą po prostu lubić, a nie głosować na niego ze względu na to, że inni kandydaci zostaną zmieleni przez czarny PR/etc. 

No więc, Miszalski został odwołany. Co to teraz w Krakowie będzie? Ano kolejne wybory, w których niebagatelną rolę odegra Łukasz Gibała. Jak napisałem przed momentem, już od dawna nie mieszkam w Krakowie, ale gdy tam mieszkałem i studiowałem, mogłem sobie poobserwować działania tego jegomościa. Może inaczej to ujmę: to nie tak, że ja się mu jakoś specjalnie przyglądałem, po prostu jegomość się bardzo chętnie udzielał publicznie, a jego podobizny potrafiły się pojawiać w bardzo wielu miejscach w dość, ahem „nieoczekiwanych kontekstach”. 


Przykładowo w 2011 (wcale nie był to rok wyborczy) w Krakowie zorganizowano duże badania pt. „Kierunek Kraków”, w trakcie których pytano Krakowian o różne sprawy związane, nie zgadniecie z którym miastem. Zupełnym przypadkiem, na outdoorze promującym tę akcję znajdowała się podobizna Łukasza Gibały, który, również zupełnym przypadkiem, sfinansował tę cała akcję. Kolejny przypadek polegał na tym, że trochę was okłamałem, bo 2011 to jednak był rok wyborczy i co prawda Łukasz Gibała twierdził, że jego akcja nie ma nic wspólnego z wyborami, to jednak PKW miała inne zdanie na ten temat i Gibała musiał swoje billboardy pościągać.   

Dwa lata później trafiłem zupełnym przypadkiem na artykuło-wpis-na-blogu Łukasza Gibały, który nosił tytuł „Usuńmy socjalizm z Kodeksu Pracy”, w którym to artykule autor tłumaczył, że powinno się wywalić z wyżej wymienionego kodeksu przedemerytalny okres ochronny i że jeżeli to zrobimy, to ludzie w wieku przedemerytalnym na tym tylko i wyłącznie skorzystają. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że gdy tworzył to wiekopomne dzieło był członkiem zarządu Twojego Ruchu (aka Ruch Poparcia Palikota 2.0). 


Następnie zapragnął być prezydentem Krakowa i trzy razy z rzędu startował w wyborach na urząd prezia w tymże mieście (za trzecim razem prawie mu się udało). W 2016 usiłował zorganizować referendum, żeby odwołać Majchrowskiego, ale nie pykło (był problem z podpisami, tzn. niby się mu udało zebrać, ale okazało się, że z 87 tysięcy zebranych podpisów prawie 39 tysięcy było nieprawidłowych). Kampania referendalna kosztowała go wtedy prawie 800 tysięcy złotych, ale jak sam potem powiedział, nie żałuje wydania tych pieniędzy. Dla porównania, akcja „kierunek Kraków” kosztowała jakieś 400 tysięcy.  

I znowuż, mieszkańcem Krakowa nie jestem i może patrzę na to jakoś nie tak jak trzeba, albo może jestem uprzedzony do „walczącego z socjalizmem w Kodeksie Pracy” jegomościa, ale jak na mój gust wygląda to trochę tak, jak gdyby ktoś, kto ma bardzo dużo pieniędzy bardzo chciał zostać prezydentem i bardzo prawdopodobnym jest scenariusz, w którym za czwartym razem mu się to uda. Można by rzec, że impossible is nothing (o ile kogoś, rzecz jasna, stać). 


Pamiętacie tego kolegę, który był skrajnym przypadkiem edgelorda, ale mimo tego miał całkiem spore grono fanów, którzy tłumaczyli, że no może i czasami przegina, ale przynajmniej nie bawi się w poprawność polityczną? Co ciekawe, za każdym razem gdy koledze zdarzyło się przegiąć do tego stopnia, że nawet część fanów zwracała uwagę na to, że jednak trochę niefajnie się zachował, kolega odpowiadał, że on tak wcale nie myśli i że to tylko taka metafora i pastisz. Ten kolega ma teraz najbardziej zasięgową telewizję internetową i nazywa się Krzysztof Stanowski. 

Chodzi mi, rzecz jasna o jego (wybaczcie eufemizm) wyrzyg pod adresem urzędniczki skarbowej, która nałożyła na pizzerię mandat za złą stawkę VAT na pizzę z krewetkami. Znamienne jest to, że erupcja pastiszu i metafory została wyprodukowana pod adresem urzędniczki, a nie pod adresem ustawodawcy, który wprowadził egzekwowany przez nią przepis. No ale to chyba nie powinno nikogo dziwić, bo to wszak Krzysztof „może i ten PiS to coś kiedyś zrobił, ale ja nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem, ale KO i jej koalicjanci to teraz już srogo przeginają” Stanowski, a przepis, o który poszło, został wprowadzony w 2020 roku (o ile mnie pamięć nie myli). 


Ponieważ to był ten przypadek, w którym koleg, a przepraszam Krzysztof Stanowski przegiął i musiał się tłumaczyć ze swoich słów (nie będę ich cytował, bo i tak wszyscy wiedzą, o które słowa chodzi), a przepraszam, z pastiszu i metafory. Wydaje mi się, aczkolwiek nie mam pewności, bo specjalistą ds. Stanowskości nie jestem, że pan Krzysztof doszedł do wniosku, że w odbiorze społecznym ten przypadek jest taki sam, jak ten sprzed ładnych paru lat, kiedy to dwie urzędniczki najpierw wyprosiły od typa z warsztatu wymianę żarówki, a potem dały mu mandat za brak paragonu. No ale nie pykło, więc trzeba było zagrać kartę „pastisz i metafora”. 
 

Natomiast w sytuacjach, w których metoda na pastisz i metaforę nie działa, zawsze można się tłumaczyć gapiostwem. Tak tłumaczył się żołnierz, uniewinniony przez sąd za strzelanie na granicy. Tzn. nie tłumaczył się ze strzelania (bo sąd uznał, że żołnierz miał prawo zrobić to, co zrobił), ale z tego, że do sądu założył koszulę kapeli „honor” (celowo napisałem to małą literą), która to kapela miała z honorem tyle wspólnego, ile Prawo i Sprawiedliwość z prawem i sprawiedliwością, a Koalicja Obywatelska z... i już chyba wiecie, w którą stronę to zmierza.   


Co się zaś tyczy samej koszulki, to okazało się (dzięki Kanałowi Zero), że ów żołnierz ją kiedyś dostał w prezencie, wrzucił do szafy i potem szybko założył idąc do sądu, nie zwracając uwagi na to, co tam jest. Przykro mi, ale bullshitometr wywaliło u mnie z hukiem eksplodującej ruskiej rafinerii. A, byłbym zapomniał, pan żołnierz dodał również, że jeżeli ktoś się poczuł urażony, to on jest gotów przeprosić. Niestety nie możemy jeszcze zatrzymać karuzeli śmiechu, bo wyszło na to, że redaktorka Joanna Pinkwart, która przeprowadzała wywiad z tym żołnierzem, chyba mu uwierzyła (albo udawała, że uwierzyła, ale w sumie to na jedno wychodzi). 

No dobrze, ale czemu tak właściwie ja nie wierzę temu biednemu żołnierzowi? Po pierwsze dlatego, że jakoś mi się nie chce wierzyć, żeby założył jakąś randomową koszulkę idąc do sądu. No bo tak się składa, że fotki w tej koszulce nie cyknięto mu gdy szedł w podartych dresach i klapkach ze śmieciami. Po drugie mamy uwierzyć w to, że dostał tę koszulkę od jakichś zupełnie przypadkowych ludzi i on zupełnie nie wiedział co na niej jest nadrukowane? Po trzecie: po prostu wrzucił ją do szafy i gdy ją założył przed wyjściem do sądu nie przyszło mu do głowy sprawdzić, co to w ogóle za nadruk. Po czwarte, nawet Stanowski miał bekę z tego tłumaczenia. NAWET ON. Moim skromnym zdaniem pan żołnierz dostał tą nieprzypadkową koszulkę od bardzo nieprzypadkowych ludzi i przypadkiem również nie było to, że założył ją do sądu.  

Jeżeli zaś chodzi o przypadki, to trochę podobnie było z Bąkiewiczem, który patrolując granicę skręcił nie tam, gdzie trzeba i chwilę później razem z funflami usiłował postawić krzyż (który też miał przy sobie przypadkiem), w zupełnie przypadkowym miejscu. Dobra, bo już mnie te przypadki męczą, więc ad meritum. Bąkiewicz wraz z ziomeczkami bardzo chciał zrobić event, ale chyba nie do końca przekalkulował sobie to, że niemiecka policja jednak trochę inaczej ogarnia pewne tematy niż Polska (która Bąkiewiczowi pozwoliła na bardzo wiele). 

O ile przekonany jestem o tym, że Bąkiewicz chciał sprowokować niemiecką policję, żeby go poszarpali, to chyba jednak nie liczył się z tym, że zostanie profesjonalnie zglebowany i zawinięty. Może inaczej to ujmę, są ziomeczki, które lubią się bić z policją i nie przeszkadza im to, że czasami to oni dostają po mordzie. Bąkiewicz takim ziomeczkiem nie jest. 

Rzecz jasna, PiS potem usiłował budować spin, że „złe Niemce prześladujo Polakuf” i gdzie jest MSZ, ale cała ta sprawa rezonowała kiepsko nawet po prawej stronie (a u normików reakcją przeważnie była beka). Co się zaś tyczy samego eventu, to to jest coś, co po angielsku można by było nazwać „weaponized faith” (nie wiem jak to przetłumaczyć na polski). W telegraficznym skrócie chodzi o to, że ktoś np. robi spęd modlitewny w celu zablokowania czegoś, co mu się nie podoba i gdy modlitewny spęd jest przepędzany (no bo coś przecież blokuje), to podnosi się lament, że ONI SIĘ TYLKO MODLĄ. 

Z Bąkiewiczem jest podobnie, bo on przecież chciał TYLKO POSTAWIĆ KRZYŻ. Co prawda nie miał na to żadnej zgody (i został o tym poinformowany przez policję niemiecką, ale kogo to w ogóle obchodzi). Jestem autentycznie ciekaw, jak zareagowałaby krzyż-prawica, gdyby ktoś użył jej własnych czarów przeciwko niej i na ten przykład zaczął stawiać krzyże przed drzwiami biur poselskich prawicowych polityków. Albo gdyby ktoś modląc się utrudniał im organizowanie ich własnych eventów. Zapewne bardzo szybko dowiedzielibyśmy się tego, że jest to instrumentalne traktowanie wiary i jak tak w ogóle można i że to skandal. Sekundę później wypowiedziałby się w tej sprawie polski Kościół i dowiedzielibyśmy się, że oni sobie nie życzą tego, żeby ktoś tak traktował krzyż. 


I tym, nie wiadomo jakim akcentem kończę powyższy Przegląd. 

Źródła:

https://wiadomosci.wp.pl/kaczynski-i-nawrocki-chca-nowego-ustroju-znamy-wstepny-plan-7186760627538528a

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32754737,nawrocki-proponuje-system-prezydencki-niemal-polowa-polakow.html

https://wiadomosci.wp.pl/pis-wprowadzi-w-polsce-system-kanclerski-musimy-zdecydowac-czy-chcemy-miec-silnego-premiera-6027385888732289a

https://trojka.polskieradio.pl/artykul/1608542,jaroslaw-kaczynski-i-andrzej-duda-w-konflikcie

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/eksperci-radza-pis-lepszy-bylby-system-kanclerski/kld2s88

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/sondaz-ibris-dla-onetu-poparcie-dla-partii-politycznych-w-czerwcu-2018-roku/448gsy4

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1303036%2Csondaz-pis-z-ponad-50-procentowym-poparciem.html

https://tvn24.pl/polska/pis-za-superprezydentem-nowy-projekt-konstytucji-ra121974-ls3578526

https://tvn24.pl/polska/kaczynski-wygrywa-sondaz-prezydencki-ra124860-ls3579698

https://zero.pl/news/ujawniamy-jak-pracowal-28-letni-lekarz-milioner-sprawa-dawida-kacprzyka

https://oko.press/na-zywo/na-zywo-relacja/lekarz-milioner-stworzyl-salonik-vip-dla-politykow

https://www.rynekzdrowia.pl/Prawo/Ruch-Kacprzyka-po-zwolnieniu-Zwrocil-szpitalowi-500-tys-zlotych,285597,2.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kacprzyk-nie-oddal-pieniedzy-szpitalowi-srodki-zostaly-zwroc,nId,23503862

https://wpolityce.pl/polityka/705488-doniesienia-gw-ws-czarneckiego-prezes-pis-komentuje

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-trzy-tygodnie-zamiast-dwoch-lat-poslanka-ko-ominela-kolejke,nId,23503570

Oświadczenie majątkowe pani posłanki Pępek:

https://orka.sejm.gov.pl/osw10.nsf/0/A21C34BE03FB700BC1258DE80044A107/%24File/OSW103_287.pdf

https://polskieradio24.pl/polska/afera-w-szpitalu-poludniowym-wszystko-co-wiemy-do-tej-pory

https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Caly-zarzad-odwolany-Stery-Szpitala-Poludniowego-przejmie-ekspertka-od-audytow,285614,1.html

https://dorzeczy.pl/opinie/905791/stanowski-gdy-wylaczono-kamery-jedrzejewski-zadal-jedno-pytanie.html

https://tvn24.pl/swiat/jednostka-wojskowa-imienia-bohaterow-upa-msz-ukrainy-zabralo-glos-st9073716

https://dorzeczy.pl/kraj/905287/nawrocki-odebral-zelenskiemu-order-orla-bialego-leskiewicz-ujawnia-kulisy.html

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-bol-nie-powinien-oslepiac-byli-prezydenci-ukrainy-oddaja-ord,nId,8091000

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kaczynski-zwroci-order-ukraincom-wyraz-lojalnosci,nId,23505045

https://www.rmf24.pl/fakty/polityka/news-nawrocki-nie-odpuszcza-bedzie-drugi-wniosek-o-referendum,nId,8087416

https://dzieje.pl/edukacja/sejm-przeciw-uchwale-o-referendum-ws-reformy-systemu-oswiaty

https://samorzad.pap.pl/kategoria/aktualnosci/aleksander-miszalski-odwolany-z-urzedu-prezydenta-miasta-krakowa-rada-zostaje

https://wyborcza.pl/7,75398,9962499,posel-gibala-sciaga-billboardy-a-pis-zawiesza-swoje.html

Jeżeli ktoś ma mocne nerwy, to niech przeczyta ten onetowy „wywiad” z Gibałą, ja nie dałem rady:

https://wiadomosci.onet.pl/krakow/kierunek-krakow-pierwsze-wnioski-lukasza-gibaly/ew63xwy

https://blogi.natemat.pl/85919,usunmy-socjalizm-z-kodeksu-pracy

https://samorzad.pap.pl/kategoria/wybory/krakow-bez-zmian-40-tys-blednych-podpisow-pod-wnioskiem-o-referendum

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,20958910,lukasz-gibala-wydal-778-tys-zl-na-kampanie-ws-odwolania-prezydenta.html

https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,32821546,zolnierz-przyszedl-do-sadu-w-koszulce-neonazistowskiego-zespolu.html

https://www.donald.pl/artykuly/ofHFZ5vk/uniewinniony-zolnierz-tlumaczy-ze-koszulke-zalozyl-pierwsza-lepsza-ma-ukrainskie-korzenie-a-imigranci-byli-zadowolenihttps://x.com/jpinkwart/status/2060104934633132111

https://www.dw.com/pl/skandal-w-berlinie-z-b%C4%85kiewiczem-to-m%C3%B3wi-policja/a-77585455


piątek, 1 maja 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #139

 Trochę czasu minęło i udało mi się zebrać do popełnienia kolejnego Przeglądu. Zacznijmy więc od tematu, który był „jedynką” w poprzednim przeglądzie, czyli od ataku Izraela i USA na Iran. W tym miejscu pozwolę sobie na krótki disclaimer: ten konkretny temat nie zostanie przeze mnie oźródłowany, bo gdybym chciał wrzucać linki do każdej wypowiedzi Trumpa albo Hegsetha, albo innego miniona, w której stało, że tak właściwie to oni już wygrali, to pewnie samych linków do tych konkretnych wypowiedzi byłoby przynajmniej kilkadziesiąt. EDIT – będzie jeszcze jeden taki temat z przyczyn, które w trakcie lektury będą oczywiste. Tak swoją drogą, to wygrywanie w Iranie Trumpowi idzie równie skutecznie co Jarosławowi Kaczyńskiemu dochodzenie do prawdy na temat tego, co stało się w Smoleńsku.

Praktycznie od samego początku tego konfliktu nie było tak właściwie wiadomo jaki jest master plan administracji Trumpa. I nie chodzi już nawet o to, że jacyś złośliwcy twierdzili, że nie wiadomo jaki jest ten plan: sama administracja nie była w stanie w sposób klarowny wytłumaczyć o co tak właściwie chodzi w tym wszystkim.

NY Times ostatnio opublikował artykuł z całą kupą informacji, z których wynikało, że do ataku doszło dlatego, że po pierwsze Benjamin Netanyahu powiedział, że tak trzeba zrobić, a po drugie Trump uznał, że będzie dobrze, bo zawsze jest dobrze (no i jeżeli popatrzymy na rzeczywistość oczyma typa, który absolutnie nigdy nie ponosił żadnych konsekwencji tego, co robił, to w sumie trudno się dziwić takiemu podejściu).

Co ciekawe, nawet amerykańskie służby twierdziły, że obalenie reżimu jest praktycznie nierealnym scenariuszem. Z tego by wynikało, że służby nie strumpiały do reszty i pracują w nich jeszcze jacyś sensowni analitycy. No ale, nie miało to żadnego znaczenia, bo Trump miał dojść do wniosku, że w sumie to nawet jeżeli nie uda się obalić reżimu, to to nie ma żadnego znaczenia. Po co więc zaatakowano? Odpowiedź na to pytanie brzmi „tak”.

Gdyby nie kontekst całkiem zabawne byłoby to, że izraelskie służby (i sam premier Izraela) przekonywały Trumpa, że jak się odpowiednio szybko wszystko rozegra, to Iran nawet nie zdąży zablokować Cieśniny Ormuz. Tzn. nie tyle sam Iran, co reżim, bo reżim będzie za bardzo zajęty upadaniem.

A, byłbym zapomniał. Jakiś czas temu (mniej więcej na samym początku wygrywania z Iranem), Donald Trump powiedział, że jeżeli Iran się nie ogarnie, to zostaną Iranowi rozwalone elektrownie i mosty. Iran odpowiedział, że jeżeli tak będzie, to oni będą robić to samo „w okolicy” (+ o ile mnie pamięć nie myli grozili rozwalaniem instalacji odsalających wodę). Potem Trump uznał, że co to, to nie i zagroził Iranowi „zniszczeniem całej cywilizacji”. Trzeba przyznać, że to jest już poziom przerysowanego kreskówkowego złola. Te groźby były tak karykaturalne, że pewnie nawet scenarzyści Austina Powersa uznaliby, że oni tego nie mogą umieścić w swoim filmie, no bo bez przesady.

No dobrze, ale co tak właściwie Trump miał na myśli mówiąc o zniszczeniu cywilizacji? Nikt tak naprawdę nie wie. Ludzie się zaczęli całkiem na serio zastanawiać nad tym czy chodzi o zniszczenie mostów/elektrowni czy też może Orange is the New Crazy zapowiedział w ten sposób uderzenia głowicami nuklearnymi. Tyle, że tak po prawdzie nawet gdyby tak było, to przecież i tak nie oznaczałoby „zniszczenia całej cywilizacji”. No, ale to dygresja. Dziś jesteśmy na etapie takim, że Cieśninę Ormuz blokuje zarówno Iran, jak i USA. Sorry, taką mamy nogawkę czasu.

Co na to nasi kochani Trumpolacy? Otóż, ku zaskoczeniu dosłownie nikogo, Trumpolacy nadal biją brawo. Rzecz jasna, część prawicy bije to brawo już nieco ciszej, ale takie na ten przykład Rafały Wosie w swoich biurach skandują „Donald Trump” używając megafonów. Woś przykładowo już od jakiegoś czasu tłumaczy, że w Iranie to tak właściwie Trump wygrał. Te zapewnienia są o tyle ciekawe, że zdaniem Wosiów tego świata Trump osiągnął wszystkie swoje cele, choć NieWosie zdają sobie sprawę z tego, że Tump tak do końca sam nie wiedział po co mu to.

Tak na sam koniec tego tematu dodam od siebie, że tego rodzaju sytuacje (całkowicie nieprzewidywalny typ, robiąc idiotyczne rzeczy przy okazji wywraca światową gospodarkę [jeszcze mu się do końca nie udało, ale jeżeli „wygrywanie” się przeciągnie, to całkiem sporo krajów może mieć problem]), powinny wszystkich przekonać, że powinniśmy jako UE przynajmniej próbować osiągnąć samowystarczalność energetyczną.

I wtedy wchodzi prawica cała na węglowo i tłumaczy, że tak właściwie to powinniśmy wydobywać węgiel. I zupełnie umyka im ten drobny szczegół, jak to, że wydobycie węgla w Polsce jest tak opłacalne, że (ZNACZNIE) taniej jest go kupić w USA i sprowadzić do Polski. I wydaje mi się, że za tą naglą miłością do „wydobywania polskiego węgla” stoi tak naprawdę miłość do Trumpa i chęć przypodobania mu się i kupowania węgla od USA. Aczkolwiek nie można wykluczyć, że stoi za tym inny zamysł. Otóż jakiś czas temu, zaledwie po kilku latach od mojej niezbyt pochlebnej Ściany Tekstu na temat pewnej książki, poruszającej temat prowincji, rzucił się na mnie hardkorowy fan tejże książki. W trakcie dyskusji na temat Siarkopolu dowiedziałem się, że jego zdaniem państwo nie powinno pozwolić upaść tej firmie i ją dotować. Przyznam szczerze, że trochę mnie to przerosło i w tym momencie przerwałem dyskusję. Być może za pomysłem na Wielką Rekarbonizację stoi właśnie taka kalkulacja.

No dobrze, skoro temat wiecznego wygrywania mamy już za sobą, to możemy przejść do przegrywania. Otóż ponad dwa tygodnie temu, po kilkunastu latach rządów Viktor Orban upadł i sobie głupi ryj rozwalił. I powiem wam (tzn. napiszę), że skala jego porażki pokazuje, że Węgrzy musieli być na niego straszliwie wściekli, a on sam najwyraźniej nie był tego świadomy. Obstawiam (a żaden ze mnie specjalista), że było to tak, że Orban liczył na to, że jakoś się mu uda wygrać (wcześniej się udawało, bo przed wyborami Fidesz zaczynał zwyżkowanie w sondażach), a jeżeli nawet Fidesz przegra, to TISZA wygra ledwo ledwo i w praktyce nie będzie mogła rządzić. A nie mogłaby rządzić, bo Orban zabetonował system dość skutecznie. Pewnie koncypował sobie tak, że TISZA bardzo szybko się wykrwawi bo „nic nie będzie mogła”, a FIDESZ wróci do władzy niesiony na fali niechęci do tych nieudaczników.

Zanim ktoś powie: no elo, przecież ludzie wiedzieliby dlaczego rząd „nic nie może”, to ja takiej osobie odpowiem: a jakie to ma znaczenie? W Polsce na ten przykład nie miało żadnego. Ok, może nie tyle „żadnego”, co nie było to na tyle istotne, żeby miało wpływ na wynik wyborów prezydenckich. Aczkolwiek, nie chciałbym być źle zrozumiany: winę za przewalenie wyborów z kibolem ponosi sztab Trzaskowskiego i KO. No, ale to dygresja, wracajmy na Węgry.

Tak więc Orban miał swój sprytny plan, który się potem szybko zdezaktualizował w momencie, w którym okazało się, że TISZA zdobyła większość konstytucyjną, a co za tym idzie, droga do odbetonowania tego, co zabetonował Orban, stoi otworem.

Gwoli ścisłości, to jest tylko moja teoria, bo mogło być tak, że Orban zaliczył tak ogromną odklejkę, że autentycznie wierzył w to, że znowu wygra. O ile pewności w kwestii tego „co myślał Orban” mieć nie możemy, to możemy ją mieć w kwestii tego, co sobie myśleli inni. Jacy inni? Ano np. administracja Trumpa. Ano np. konfa. Ano np. Zjednoczona Prawica. Toż przecież sam Jarosław Kaczyński powiedział, że zwycięstwo Orbana będzie ważne, bo on razem z Orbanem (po swoim zwycięstwie w 2027) i ze środowiskiem Le Pen chce reformować Unię Europejską.

Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że z tym reformowaniem Unii Europejskiej przez Kaczyńskiego to jest tak, że 11 lipca minie 10 lat od momentu, w którym Jarosław Kaczyński ogłosił, że on zlecił znanemu prawnikowi napisanie nowych traktatów unijnych. No, ale to dygresja.

W Orbana wierzył również Karol Nawrocki, który pojechał na Węgry z okazji jakichś tam dni przyjaźni czegoś tam (tak, wiem, chodziło o konkretne wydarzenie, ale come on, absolutnie nikt się tym wydarzeniem nie przejmuje i chodziło o to, żeby wesprzeć Orbana przed wyborami). Tak, chodzi o tę wizytę, przez którą się nam prezydent był striggerował pytaniem dziennikarza, że aż mu wygrażał palcem. Pytanie dziennikarza dotyczyło tego, czy Nawrockiemu już nie przeszkadzają dobre relacje Orbana z Putinem. Nawrocki się był obruszył (dziennikarz ma farta, że pamięć mięśniowa się nie odezwała u prezydenta, bo wtedy mogłoby się to skończyć dla niego gorzej) i zaczął tłumaczyć, że halo, jego Rosja to nie lubi/etc.

I tu dochodzimy kwestii, którą warto poruszyć. Polska prawica całkiem skutecznie przekonuje (przekonuje, bo ten proces cały czas trwa) sporą cześć suwerena do tego, że jest antyrosyjska. I ta antyrosyjskość ma wymiar absolutny (nie to co ten Tusk, który z Putinem fotkę miał niejedną!). Gdy prawica jest konfrontowana z działań, które Rosji sprzyjają, zawsze, ale to zawsze zagrywa tę samą kartę „myśmy są antyrosyjscy, więc niejako z automatu wychodzi na to, że żadne nasze działanie nie może być uznane za prorosyjskie”.


Czemu o tym wspominam? Ano temu, że ja jestem w stanie się pogodzić (aczkolwiek wcale nie przychodzi mi to łatwo) z tym, że niektórzy ludzie mogą uważać, że Donald Trump „chce dobrze dla Polski i dla Europy”. I ktoś, kto myśli takimi kategoriami mógłby uznać, że skoro Trump popiera Orbana, to znaczy, że dla Polski i dla Europy reelekcja Pana Viktora będzie dobra. Ale na litość nieistniejącego bytu transcendentnego: Orbana popierał Putin (i nawet speców ds. przekręcania wyborów mu podesłał swoich). Żeby to wszystko spiąć jakąś klamrą: wiara w to, że Trump chce dla nas dobrze (biorąc pod rozwagę chęć rozwalenia UE) oznacza, że nie jest się najostrzejszym ołówkiem w piórniku. Natomiast wiara w to, że kandydat wspierany przez Putina będzie dla nas dobrą opcją, oznacza, że jest się niereformowalnym dzbanem.

Do momentu wybuchu pełnoskalowej wojny, którą wywołała Rosja, Orban lawirował. Było wiadomo, że lubi Wołodię, ale jednak trochę się z tym czaił. Po wybuchu wojny Orban stał się już prawilnym prorusem i w ogóle tego nie ukrywał. Co ciekawe nasza prawica też go za to czasami krytykowała (Nawrocki to nawet spotkanie z nim odwołał w grudniu 2025). Na finiszu kampanii wrzucono w przestrzeń publiczną nagrania, na których szef MSZ (Peter Szijjártó) płaszczył się przed Ławrowem, a Orban przed Putinem. W trakcie tych rozmów omawiane było torpedowanie sankcji i tak dalej, no ale to jest oczywista oczywistość.

Polska prawica o tym wszystkim wiedziała, a mimo to twardo stała za Orbanem. Rzecz jasna do momentu, w którym Orban nie przegrał wyborów, bo wtedy się okazało, że ten Orban to ziomek Tuska, a tak w ogóle to prawicy naprawdę przeszkadzało to, że on się kolegował z Putinem i że wschodnia polityka Orbana była całkowicie rozbieżna ze Zjednoczono Prawicową. Poza tym, porażka Orbana ciężko doświadczyła TV Republikę. Najpierw zachowali się jak ostatni frajerzy i ogłosili, że Fidesz wygrał (po tym, jak przeliczono dosłownie kilka % komisji). Potem Rachoń robił fikołki i tłumaczył, że Orban to taki Tusk węgierski. W międzyczasie na portalu republiki pojawił się artykuł, w którym opisywano Orbana jako sojusznika Putina (i nie było tam ani słowa nieprawdy), który to artykuł chwilę potem zniknął. Aczkolwiek moim skromnym zdaniem całą pulę żenady zgarnął Przydacz (jeden z podwładnych Nawrockiego), który nieco później tłumaczył, że Nawrocki wcale nie popierał Orbana i jeżeli ktoś uważa, że było inaczej, to niech mu pokaże dowolną wypowiedź Prezydenta Nawrockiego, z której miałoby to wynikać. Starł się z nim w tym temacie Jakub Wiech, który stwierdził (całkiem przytomnie), że wystarczyło to, że Nawrocki tam pojechał w trakcie kampanii, wiedząc wszystko to, co wiedział.

No dobrze, żeby nie przedłużać. Z jednej strony to dobrze, że Orban się wywalił, ale z drugiej strony warto mieć na uwadze ten drobny szczegół jakim jest fakt, że wszystkie partie, które weszły do węgierskiego parlamentu są partiami prawicowymi. No jakoś tak się złożyło, że lata pompowania ludziom do głów prawicowej retoryki zaowocowały tym, że lewicowe poglądy się tam w ogóle nie przebijają. I jakkolwiek daleki jestem od porównywania sytuacji politycznej w Polsce do tej, która „się dzieje” na Węgrzech, to jednak znamienne jest dla mnie to, że lewicowa retoryka w Polsce jest na tyle niszowa, że poparcie NL i Razemów jest mniejsze od poparcia konfy Memcenowej (w niektórych sondażach Brauniści też mieli więcej). Aczkolwiek to już nawet nie jest kwestia tego, że lewicowa retoryka (tfu tfu progresja podatkowa/etc.) jest niszowa. Problem polega na tym, że od dłuższego czasu wszystko, czym straszy prawica (a w przeważającej większości wypadków są to wymysły prawaków i czyste dezinfo) jest opisywanie jako lewackie i lewicowe. Kredens debaty publicznej jest tak bardzo przesunięty w prawo, że, na ten przykład, kwestia równości małżeńskiej jest dla prawicy czymś w rodzaju zagrożenia cywilizacyjnego.


Jedną z przyczyn, dla których dzieje się u nas to, co się dzieje (coraz większe uprawicowienie debaby publicznej) jest to odwieczne cofanie się przed prawicową retoryką przez Jedną Taką Dużą Partię. I mam tu dokonały kejs. Jakiś czas temu TSUE (potem zaś potwierdził to NSA) wydał, zdaniem prawicy, szokujący wyrok. Otóż, okazało się, że jak dwóch typów (bądź też dwie typiary) wezmą ślub w Niemczech i potem przejadą przez Odrę do Polski, to nadal są tym małżeństwem.

Dla prawicy, rzecz jasna, był to dowód na to, że zgniłe elity brukselskie atakują polskie małżeństwa. Najwyraźniej prawica wychodzi z założenia, że państwo ma skończoną liczbę małżeństw do rozdysponowania i jeżeli elgiebety się zaczną żenić, to małżeństw zabraknie dla heteryków albo może sądy będą orzekały losowe rozwody u heteryków, byle tylko starczyło dla tych elgiebetów złych.


I wydawać by się mogło, że jak się jest „stroną” w polskiej polityce, która opowiadała o tym, jak ważne są wyroki TSUE i jak bardzo zły jest PiS, że je olewa, to wypadałoby się do tych wyroków stosować samemu, prawda? No przecież to nie samo KO zrobiło, to TSUE orzekło, a wyroków TSUE trzeba przestrzegać. No ok, prawica coś tam marudzi, ale to nie nasza wina!

No i oczywiście, że okazało się, że części obecnej koalicji rządzącej się coś takiego nie podobało i zaczęło się kombinowanie, że z tym wyrokiem TSUE to jest tak, że on nie dotyczy wszystkich elgiebetów, ale tego jednego, jedynego małżeństwa dwóch typów. Zapewne część z was już widziała te memy, z których wynikało, że w myśl artykułu 18 konstytucji pod szczególną ochroną jest małżeństwo mężczyzny i kobiety oraz Jakuba i Mateusza.

Z rozbrajającą szczerością skomentował to jeden z działaczy KO w rozmowie z GW. Działacz ów powiedział, że w sumie to te elgiebety to nie jest na tyle duży elektorat, żeby decydował o wyniku wyborów. I wiecie, ja rozumiem, że jest coś takiego jak pragmatyzm polityczny. I rozumiem, że ktoś może kalkulować tak, że może tu i tam się cofnie, ale wybory wygra. No, ale jakoś tak się złożyło, że to cofanie nie doprowadziło do sytuacji, w której Trzaskowski kasuje Batyra w drugiej turze 60:40 tylko do tego, że przegrał z nim wybory. A z sondaży zaś wynika, że najprawdopodobniej po wyborach w 2027 rządzić nami będzie koalicja PiSu i dwóch konf. Ciężko tu więc mówić o jakiejkolwiek skuteczności w wypadku tej konkretnej strategii. No chyba, że chodzi o to, żeby przegrać, a przed porażką opowiadać o tym, jak bardzo będą ważne te wybory/etc.

No dobrze, idźmy dalej. Jakiś czas temu wszyscy mogliśmy się przekonać o tym, że jak człowiek krzywdzący dzieci zostanie skazany na 25 lat więzienia, to to jest tuszowanie p***filii. Chodzi, rzecz jasna o sprawę z Kłodzka, w której to jeden jegomość wraz z żoną (ona została skazana na 6 lat więzienia) zajmowali się wiadomo jaką działalnością. Na początku kobieta tłumaczyła, że była kolejną ofiarą, ale z materiału dowodowego wynikało, że jednak nią nie była. Gdy media o całej sprawie napisały (plot twist polega na tym, że nie zrobiły tego media prawicowe), to się nagle okazało, że to jest Wielka Afera, bo ukrywajo to, że żona tego typa była w KO jakiś czas temu.


I nagle się okazało, że ta sama prawica, która przy okazji pierdylionowego przypadku księdza, który krzywdził dzieci i który był ukrywany przed wymiarem sprawiedliwości przez Kościół, mówi, że łohoho, to nie jest żadna afera, Kościół nic nie winien, a poza tym to tylko jednostkowy przypadek - zaczyna opowiadać o tym, że w KO kryje się takie przypadki. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że to nie było pierwsze prawicowe wzmożenie na tym tle, bo poprzednim razem wydarzyło się to przy okazji sprawy związanej z synem posłanki Filiks. Niemniej jednak tym razem prawica była jeszcze bardziej zajadła.


Argumentacja idzie mniej więcej tak: jak to jest, że o krzywdzeniu dzieci przez duchownych media mówiły i pisały tak dużo, a o tych przypadkach nie aż tak dużo. Bonusową narracją jest ta, z której wynika, że media to w ogóle ZA DUŻO pisały i opowiadały o „problemach” Kościoła. I to jest chyba tak, że prawica na serio nie rozumie czemu media poruszały te tematy. Dla nich to jest dowód na to, że Kościół jest prześladowany. Wiecie, spisek lewacki/etc. Ci ludzie w ogóle nie przyswajają tego, że większym problemem Kościoła niż to, że jego funkcjonariusze krzywdzili dzieci (choć już samo w sobie jest to dyskwalifikujące w przypadku organizacji, która rzekomo ma stać na straży sprawiedliwości społecznej/etc./etc). było to, że robili to za cichym przyzwoleniem organizacji, do której należeli. Aczkolwiek to „ciche przyzwolenie” to jednak niedopowiedzenie, bo Kościół dwoił się i troił, byle tylko sprawcy wiadomych czynów nie ponieśli żadnych konsekwencji. Czasami kończyło się to spektakularnymi „przypałami” (wiem, że to nie jest adekwatne określenie, ale musi wystarczyć), gdy ktoś taki, wysłany za granicę, co za szok, robił dokładnie to samo, co w Polsce i zajęły się nim organy ścigania innego kraju.

Co się zaś tyczy organów ścigania, to pozwólcie, że zafunduję wam eksperyment myślowy: wyobraźcie sobie, co by było, gdyby sprawa tego typa z Kłodzka (i jego żony) została umorzona przez prokuraturę, a prokurator nadzorujący pracę „umarzaczy” wyszedł był przed kamery i opowiadał o tym, że w sumie to nic się nie stało, bo ten typ był po prostu energoterapeutą. Śmiem twierdzić, że oburzenie (całkiem słuszne) byłoby gigantyczne. Prawica zaś (również, całkiem słusznie) opowiadałaby o tym, że jest to dowód na to, że wymiar sprawiedliwości pewnych ludzi nie chce ścigać, zaś prokurator, który opowiadałby idiotyzmy o energoterapii zostałby odsądzony od czci i wiary. Zapewne część z was w trakcie czytania tego wywodu zorientowała się, że to nie jest żaden eksperyment myślowy. To była parafraza tego, co pewien znany prokurator mówił o księdzu z Tylawy. Prawica była na niego tak bardzo oburzona, że nie przeszkadzało jej to, że jest w jej ukochanej partii. Nie przeszkadzało jej również to, że prokurator ów został sędzią Trybunału Przyłębskiego.

Żeby nie przedłużać: owszem, media dużo uwagi poświęcały temu, co robił Kościół. Tyle, że działo się to dlatego, że kontaktowały się z nimi ofiary (albo rodziny ofiar), które w ten sposób domagały się sprawiedliwości. Gdyby zabłądziła tu jakaś osoba w kryzysie prawicowym i chciała na ten temat dyskutować, napisze jedynie, że moim skromnym zdaniem wyrok 25 lat jest nieco bardziej dotkliwy od wysłania sprawcy do innego miasta i skłonienie ofiary (bądź jej rodziny) do tego, żeby nie opowiadała o tym, co się stało. 


UWAGA! Ściana Tekstu Sponsorowana Przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Skoro jesteśmy przy pawicy, to warto się pochylić nad tym, jak skutecznie prawica dezinformuje swój elektorat. W Warszawie spłonął krzyż, będący pamiątką wizyty Karola Wojtyły w 1979 roku. Służby ustaliły, że do pożaru przyczyniły się znicze stojące pod tymże krzyżem. Tyle, że ustalenia te nie miały żadnego znaczenia, bo prawica praktycznie od razu wrzuciła w przestrzeń publiczną dezinformację o tym, że krzyż na bank został podpalony. Przysłowiową cebulą na torcie było to, że sam Antoni Wielki Analityk Macierewicz dowodził we wpisie na Eloneksie, że krzyż został podpalony. Ciekaw jestem, czy zaproponuje utworzenie komisji mającej to wyjaśnić i czy poprosi o drugi taki sam krzyż, który jego komisja będzie mogła rozwalić. I wiecie, my się możemy z tego śmiać, ale prawda jest taka, że dla partyjnego betonu narracja o podpalonym krzyżu stała się prawdą objawioną w momencie, w którym prawicowi politycy wrzucili ją do debaty publicznej.

Kolejny temat będzie dość krótki, albowiem odpowiedź na pytanie „jak do tego doszło” jest odpowiedzią na pytanie postawione przez jednego z wieszczy: „skąd wzięła się woda na terenach zalewowych?”. Chodzi, rzecz jasna, o sprawę Zondacrypto. Przyznam się wam szczerze, że nieszczególnie się interesowałem tą, ahem, „giełdą” i dopiero po tym, gdy się zaczęła zawalać, ktoś wrzucił w internety podsumowanie tego skąd się owa, ahem „giełda” wzięła i prawda jest taka, że to się nie mogło inaczej skończyć.

Z jednej strony, trochę mi szkoda ludzi, którzy potrafili tam wtopić oszczędności całego życia (a takich pewnie nie brakowało), ale z drugiej strony: SERIO? Wkładać gdzieś kupę kasy i nie interesować się tym, co to właściwie za organizacja i jaką ma historię? Gwoli ścisłości, przeprowadzono sondaż, z którego wynikło, że 82% respondentów (niezależnie od poglądów politycznych) uznało, że państwo nie powinno pomagać osobom poszkodowanym przez Zondacrypto i co prawda jest to sondaż IBRISu (a to oni przed pierwszą turą prognozowali, że Trzaskowski rozjedzie Batyra 60:40 w drugiej turze), ale wydaje mi się, że tym razem im się udało dobrze wysondażować wyniki.


Nawiasem mówiąc, dopiero z artykułu z OKO Press dowiedziałem się, że w latach 2019-2025 prokuratura wszczynała ponad 16.000 (słownie szesnaście tysięcy) postępowań po zgłoszeniach ludzi poszkodowanych przez różne wały na rynku krypto. Poszkodowanych zaś było prawie 58 tysięcy osób (ich straty wynosiły w sumie 2.3 miliarda złotych). Wspominam o tym dlatego, że tych poszkodowanych było i jest od cholery i jeszcze trochę. I ja wiem, że pewnie część z nich się tym nie chwali, ale wydaje mi się, że wystarczająco dużo z nich opowiedziało o tym, co się stało. Zmierzam do tego, że to jest ten moment, w którym osoby w kryzysie mentzenizmu powinny powiedzieć Volenti non fit iniuria.

Rzecz jasna, w całej tej sprawie związanej z Zondacrypto nie mogło zabraknąć wątku humorystycznego. Wątkiem tym jest fakt, że prawica, ta sama, której nie przeszkadzało uczestnictwo w CPACu sponsorowanym przez Zondacrypto i fakt frenetycznego reklamowania jej w TV Republice, teraz nagle usiłuje przypiąć tę aferę do Donalda Tuska. I znowuż, beton partyjny na pewno w to uwierzy. Tenże sam beton nie będzie miał choćby minimalnego dysonansu poznawczego. Może i republika reklamowała Zondacrypto, może i CPAC był sponsorowany przez tę, ahem, „giełdę”, może i prawica non stop głosowała przeciwko wprowadzeniu regulacji w kwestii krypto i może i Batyr dwa razy zawetował ustawę w tej sprawie, ale to jest afera Tuska i obecnej koalicji rządzącej, więc japa tam.

Na koniec zostały nam dwie sprawy. Jedna dość przykra, druga zaś (gdyby nie kontekst) byłaby zabawna). Zacznijmy od tej pierwszej, czyli od śmierci posła Nowej Lewicy, Łukasza Litewki, który zginął w wypadku (jechał rowerem i został potrącony przez samochód). Praktycznie zaraz po jego śmieci zaczęły się pojawiać teorie spiskowe (tak, to jest drugi temat, którego nie będę źródłować). Punktem wyjścia było to, że poseł ów nie tyle zginął w wypadku, co został zamordowany. To był, rzecz jasna, punkt wyjścia, bo potem te same środowiska (liczba mnoga, bo tym razem to nie była sama prawica) zaczęły „ustalać” co mogło być przyczyną, dla której ów poseł został zamordowany.

I muszę przyznać, że choć o naszej prawicy zdanie mam jak najgorsze, to jednak jest to nowy poziom braku RiGCzu. Dorota Kania wrzuciła na swoje konto na Eloneksie screen z wpisem Łukasza Litewki i napisała, że ona w sumie dopiero teraz zobaczyła jego wpis o (werble) Kłodzku. Dorota Kania doskonale wie, kim są jej odbiorcy, bo ten sygnał im całkowicie wystarczył i w komentarzach pod wpisem można było przeczytać, że tak, no pewnie, że go za to zabili, bo był dla nich „problematyczny”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że, owszem, Łukasz Litewka popełnił wpis na temat tego, co stało się w Kłodzku i ten wpis miał duże zasięgi, ale warto wspomnieć o tym, że ów wpis popełnił dwa dni po tym, jak o sprawie zrobiło się głośno. Tym samym nie ma mowy o tym, że on coś „ujawnił”, albo że napisał coś, co się mogło „nie spodobać”.

Naturalną konsekwencją takiej strategii narracyjnej było to, że praktycznie zaraz potem konta, które wcześniej pisały o tym, że one to w sumie bardziej Rosjan niż Ukraińców lubią zaczęły tłumaczyć, że policja zaciera ślady w sprawie śmierci Łukasza Litewki. Dowodem miało być, na ten przykład, zdjęcie, na którym policjant przestawiał rower Litewki. Jakiemu państwu bardzo zależy na tym, żeby Polacy nie ufali polskim służbom i wymiarowi sprawiedliwości? Nie wiem, ale się domyślam.


No dobrze, było straszno, a teraz będzie śmieszno (ten konkretny fragment Przeglądu sponsorowany jest przez słowo „cringe”). Jedną z głównych „osi” wizerunkowych obecnego prezydenta RP jest to, że chłop jest silny i sprawny fizycznie. No i faktycznie tego jednego nie można mu odmówić (za to można i trzeba odmówić mu znacznie więcej cech, które w kontekście pełnionej przez niego funkcji są raczej kluczowe).

No dobrze, ale o czym właściwie będzie? Zacznę niejako od końca, ale wpierw kontekst: co prawda na siłowniach wiele się zmieniło w przeciągu ostatnich 25 lat i przekrój demograficzny zmienił się radykalnie, to jednak nadal na siłowniach można trafić na typów, którzy po pierwsze, robią wszystko, żeby pokazać, że są lepsi od innych (nierzadko kończy się to naderwanymi mięśniami, tudzież innymi kontuzjami), a po drugie lubią zmyślać. I to jest w sumie dość zabawne, bo literalnie każdy, kto ma trochę doświadczenia z dźwiganiem ciężarów jest w stanie rozpoznać, kiedy ktoś inny - kogo kojarzą z siłowni i wiedzą jakimi ciężarami zazwyczaj macha - ściemnia (i to jest wzgórze, na którym jestem gotów zginąć).

I jestem się w stanie założyć o wiele, że gdyby na siłowni ktoś zaczął opowiadać historie o tym, jak to kiedyś wyciskał na płaskiej ławce tyle, a tyle kg, a potem dodał, że co prawda teraz jest o prawie 20kg lżejszy niż wcześniej, ale na płaskiej ławce wyciska praktycznie tyle samo, to taki ktoś zostałby zabity śmiechem. Pozwolę sobie w tym miejscu coś doprecyzować: to by było możliwe, ale tylko i wyłącznie w sytuacji, w której opowiadający byłby „na igle”, bo wtedy takie cuda jak redukcja masy mięśniowej połączona z utrzymaniem siły są jak najbardziej możliwe.


Czemu o tym wspominam? Ano temu, że właśnie taką narrację usiłuje nam sprzedać obecny prezydent RP wraz ze swoim medialnym otoczeniem. I to jest obiektywnie zabawne, bo nawet gdyby prezydent wyciskał na tej nieszczęsnej płaskiej ławce w serii „tylko” 100kg, to to i tak jest dobry wynik. Ale nie, trzeba się legendować. W trakcie kampanii sam opowiadał o tym (zapytany o swojego maksa), że kiedyś to 152,5kg wyciskał, ale teraz waży mniej, a co za tym idzie, wyciska na płaskiej mniej kg. Teraz zaś narracja się zmieniła i z bardzo konkretnego ciężaru (co nie jest niczym dziwnym, bo każdy, kto chodził ileś tam lat na siłownie pamięta swoje „maksy”) zrobiło się (w rozmowie w Kanale Zero) „ponad 150 kg”. Potem zaś nastąpił rant na temat tego ile to on teraz podnosi. Przyznam szczerze, że nigdy nie myślałem o tym, że będę się pochylał nad tym ile dany polityk wyciska na płaskiej ławce, and yet here we are.

A najbardziej bawi mnie w tym wszystkim to, że jego, że tak to ujmę, grupa docelowa, czyli kibole muszą być świadomi tego, że Batyr opowiada bzdury. Kto jak kto, ale ziomeczki, które spędzają bardzo dużo czasu na siłkach muszą sobie z tego zdawać sprawę. Ale tak, jak polska prawica nie jest w stanie powiedzieć kilku słów prawdy na temat Trumpa, tak żelazny elektorat Batyra nie jest w stanie publicznie przyznać, że ich „wybraniec” ściemnia.

Niestety nie możemy jeszcze zatrzymać karuzeli śmiechu, bo w tej samej rozmowie na „Kanale Zero” Nawrocki powiedział, że jakby co, to on udowodni, że tyle podnosi, ale on nie wie kiedy, bo jest prezydentem i z czasem u niego ciężko. I znowuż to, co tu napiszę, to nie będzie żadna prawda objawiona: jeżeli ktoś wie, że jest w stanie podnieść jakiś ciężar, to tak na dobrą sprawę potrzebuje rozgrzewki (w tym „dogrzania się” mniejszymi ciężarami) i to wystarczy, żeby podnieść ten ciężar bez ryzyka kontuzji. Po co więc Batyr kupuje sobie więcej czasu? Ujmę to w sposób, który nie narazi mnie na odpowiedzialność karną z artykułu 135. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, napisałbym, że żeby podnieść ten ciężar taka osoba zapewne skończy „na igle”. Ponieważ chodzi o Prezydenta RP (again, nadal ciężko mi uwierzyć w to, że poruszam ten temat), napiszę jedynie tyle, że na filmiku, który wrzucił u siebie Pudzian widać, że Batyra prawie „zgniótł” ciężar pomiędzy 100 a 120 kg (ciężko dokładnie ocenić, ale to było mniej więcej tyle). A skąd wiem, że go zgniótł? Ano stąd, że jeżeli ktoś wyciska jakiś ciężar na płaskiej i nagle podrywa tyłek z ławki, to znaczy, że to już nie jest wyciskanie, „ale walka o życie”.


Ja już to zwerbalizowałem w ramach podkastu, ale teraz to napiszę: niechże ten Batyr zajmie się sportem zawodowo, bo po pierwsze, obecna funkcja go przerasta na wielu płaszczyznach (i zdarza się mu wetować ustawy, których treści nie zna), a po drugie, gdy się już zajmie tym sportem, to ja nie będę musiał się zajmować jego realnymi bądź też wyimaginowanymi osiągnięciami na siłowni.

I tym, nie wiadomo jakim akcentem zakończę niniejszy Przegląd.


Źródła:

https://www.bbc.com/polska/articles/c78rje19ynyo

https://www.politico.eu/article/serbia-duro-jovanic-ukraine-explosives-pipeline-hungary-election/

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/donald-trump-wspiera-viktora-orbana-oferuje-potezna-pomoc-gospodarce-wegier/1x0q6fs

https://wyborcza.pl/7,75398,32723990,konfederaci-wspierali-orbana-teraz-sie-dystansuja-mowia-ze.html

https://www.rp.pl/polityka/art44063151-jaroslaw-kaczynski-wspiera-viktora-orbana-zwyciestwo-moze-przesadzic-o-przyszlosci-europy

https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/kaczynski-wazny-prawnik-pracuje-nad-traktatami-dla-ue,66659.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-wizyta-nawrockiego-u-orbana-dzieli-polakow-nowy-sondaz,nId,23323389

https://www.wirtualnemedia.pl/prezydent-wygrazal-dziennikarzowi-tvn-palcem-pan-sie-ogarnie-i-slucha,7267427978021344a

https://www.dw.com/pl/putin-walczy-z-orb%C3%A1nem-o-zwyci%C4%99stwo-w-wyborach-wys%C5%82a%C5%82-polittechnolog%C3%B3w/a-76337516

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/karol-nawrocki-odwolal-spotkanie-viktor-orban-przerywa-milczenie/7wqf3gq

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-opublikowano-rozmowy-wegier-z-kremlem-jak-oficer-wywiadu-z-a,nId,23321160

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-wyciekla-rozmowa-orbana-z-putinem-jestem-do-dyspozycji,nId,23324236

https://tvn24.pl/polska/tobiasz-bochenski-polityka-wschodnia-viktora-orbana-byla-absolutnie-rozbiezna-z-nasza-st8994896

https://www.donald.pl/artykuly/5PKbrge2/nagla-zmiana-przekazu-w-tv-republika-orban-okazal-sie-sojusznikiem-putina-i-jest-porownywany-do-tuska

https://x.com/jakubwiech/status/2047366412939784537

https://oko.press/historyczny-wyrok-nsa-urzednik-musi-uznac-malzenstwo-jednoplciowe-zawarte-zagranica-ma-na-to-30-dni

https://oko.press/tsue-transkrypcja-malzenstw-urzednicy-w-gotowosci-na-drodze-minister

https://oko.press/nie-malzenstwa-a-malzenstwo-rzad-chce-ograniczyc-skutki-wyroku-nsa-do-konkretnej-pary-nasz-news

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/nie-zyje-syn-poslanki-magdaleny-filiks-to-dziecko-zostalo-zaszczute-przez-tvp/zeyth3n

https://oko.press/stanislaw-dajciumka-piotrowicz-prokurator-ktory-chronil-ksiedza-molestujacego-dziewczynki

https://oko.press/sprawa-pedofila-z-klodzka-i-prawicowa-pornografia-zbrodni

https://x.com/Macierewicz_A/status/2041096883800600967

https://wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198072,32477548,tupolewa-zniszczyla-podkomisja-macierewicza-prokuratura-krajowa.html

https://wiadomosci.radiozet.pl/polska/sondaz-sami-sobie-winni-polacy-zabrali-glos-ws-klientow-zondacrypto

https://dorzeczy.pl/kraj/869983/nawrocki-trenowal-z-pudzianowskim-ma-charakter-chlop.html

https://wiadomosci.wp.pl/kandydat-pis-spotkal-sie-z-fanami-pochwalil-sie-ile-wyciska-na-klate-7100768219028096a