poniedziałek, 16 marca 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #138

Trochę minęło od ostatniego Przeglądu, tak więc trzeba będzie mocno przekrojowo ostatnich parę miesięcy potraktować. Gdyby twórcy serii Command & Conquer dopiero teraz zaczynali przygodę z tworzeniem gier, to najprawdopodobniej ich drugi kultowy cykl miałby podtytuł „Orange Alert”. Tym samym, jak się pewnie domyślacie, zaczniemy ten Przegląd od Trumpa i jego działań. 


Jak już pewnie wiecie, Trumpiści razem z Izraelem zaatakowali Iran (w momencie, w którym piszę te słowa, Zjednoczone Emiraty Arabskie wykonały atak odwetowy na Iran, ale zarzekają się, że do wojny nie zamierzają się przyłączać). Rzecz jasna, z racji tego, że USA ma taką, a nie inną technologię wojskową (a Izrael ma swoją po USA) jest to starcie mocno jednostronne (z pewnymi wyjątkami, o których za moment będzie). 


Zaczęło się w sumie od tego, że przy pomocy nalotów i ostrzału rakietowego zabito Ayatollaha Chamenei i praktycznie całą wierchuszkę irańskiego reżimu. Tak, wiem, było to nieco bardziej złożone, bo równolegle wypracowywano sobie bezwzględną przewagę w powietrzu, ale najistotniejsza była ta wierchuszka. Czemu? Ano temu, że ludzie zawiadujący największym mocarstwem na naszej planecie czerpią swoją wiedzę z niezbyt mądrych filmów akcji, w których wystarczy, że się zabije tego Największego Złola i jego przydupasów, a potem to już w takim kraju (który wcześniej był ciemiężony przez Złola) to już wszystko będzie git. 


I mniej więcej tego się chyba spodziewano, bo od samego początku Trumpiści nie byli w stanie wyjaśnić jaki tak właściwie jest masterplan tego ataku. Śmiem twierdzić, że Trumpiści spodziewali się tego, że po odstrzeleniu wierchuszki reżimu reszta tegoż reżimu przybiegnie do nich i będzie się chciała z nimi układać (no bo w końcu tak się to właśnie odbyło w Wenezueli, nieprawdaż?).  


A tu się nagle okazało, że jest jak w tym memie z „Trailer Park Boys”: „Powinno wyjść inaczej”. I nie pomógł nawet apel syna obalonego szacha, który wystosował odezwę do armii i narodu irańskiego, że tera już będzie dobrze, bo nadeszła pomoc. Na domiar złego, irański reżim zaczął się odgryzać i, na ten przykład, rozpieprzył amerykanom radar wczesnego ostrzegania (a to nie są tanie rzeczy). To „Powinno wyjść inaczej” osiągnęło już te poziomy, że Stany Zjednoczone chcą kupić od Ukrainy drony do przechwytywania irańskich Szahedów. Mam nadzieję, że gdy już Trumpiści kupią ten sprzęt, to nie zapomną podziękować Ukraińcom. Mam również nadzieję, że w trakcie podziękowań strona je składająca będzie ubrana w garnitury. (Edycja, już po napisaniu tego kawałka okazało się, że Trump dementował te doniesienia, ale zaraz potem zaczął mówić, że USA mają najlepsze drony na świecie i niczego od nikogo nie potrzebują, tak więc możemy być pewni, że armia USA ten temat ogarnia bezpośrednio z Ukrainą, a Trump o tym po prostu nie wiedział). 


Gwoli ścisłości, jestem ostatnią osobą, która płakałaby po szychach irańskiego reżimu, ale jestem tak stary, że pamiętam co było, gdy USA zdmuchnęło inny reżim. O ironio taki, który wcześniej wspierało, gdy tenże reżim (iracki) tłukł się z reżimem irańskim. Tamto zdmuchnięcie bardzo dobrze opisał Thomas E. Ricks w książce pt: „Fiasko. Amerykańska awantura wojenna w Iraku 2003-2005”. Swoją drogą, to jest bardzo ciekawa książka, bo można się z niej dowiedzieć, że to nie jest tak, że w USA nikt nie wiedział czym się może skończyć atak USA na Irak. Owszem, fachowcy wiedzieli czym się to może skończyć i nawet przed tym przestrzegali, ale Czynniki Decyzyjne doszły do wniosku, że w sumie to nie ma się czym przejmować, bo jakoś to będzie. Irakijczycy doświadczyli potem tego „jakośtobędzizmu”, a (w znacznie mniejszym stopniu, tym niemniej) doświadczyła go również Europa (ataki ISIS). Znamienne było to, że prawica bardzo szybko winą za to, co się działo, obarczyła władze europejskich krajów, nie zaś kraj, który do tego doprowadził. 


Czemu o tym wspominam? Ano temu, że Minister Wojny (Hegseth) parę dni temu zapowiedział, że jakby co, to USA się nie będzie poczuwało do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu. Tak więc wicie rozumicie, może i zaczniemy tam konflikt i może i skończy się to falą uchodźców, ale to nie nasza sprawa. Niech się martwią o to inni. Nawiasem mówiąc gdyby nie kontekst (potencjalny kryzys humanitarny) byłoby to całkiem zabawne. Tak się bowiem składa, że administracja, która teraz wydala z siebie takie komunikaty, to ta sama, która wierzy w brednie o Wielkim Zastąpieniu, do którego mają doprowadzać działania „Onych” (globalistów, lewaków/etc.). Pokłady ironii w tej sytuacji są tak olbrzymie, że niebawem administracja Trumpa może zmienić się w gwiazdę neutronową. 


Gwoli ścisłości, nawet Trumpistom nie udało się jeszcze wywalić wszystkich ekspertów ze wszystkich gałęzi administracji i służb, bo (uwaga, będzie capslock) PEWNIE BYŚCIE NIE ZGADLI, ALE TYM RAZEM TEŻ SPECE UPRZEDZALI ADMINISTRACJĘ, ŻE ZMIANA WŁADZY W KRAJU, KTÓRY USA ZAMIERZA ZAATAKOWAĆ WCALE NIE BĘDZIE TAKA PROSTA. Wiemy o tym stąd, że komuś puściły uszczelki i to i owo zostało wycieknięte. 


Trumpachołki zareagowały na to wszystko bardzo ostrą krytyką. Rzecz jasna chodzi o krytykę Donalda Tuska za to, że paliwo na stacjach drożeje. I tu doszło do obiektywnie zabawnego wydarzenia, albowiem na Eloneksie można było zobaczyć grillowanie Tobiasza Bocheńskiego (jeżeli nie interesowaliście się wyborami samorządowymi w Warszawie w 2024, to możecie nie wiedzieć kim ten typ jest) za narzekanie na ceny paliwa- w wykonaniu Roberta Winnickiego, który zachęcił grillowanego do krzyknięcie „Donald Trump” przed dystrybutorem i czekania na samoistne obniżenie się ceny. 


Jaki z tego wszystkiego płynie morał? Ano taki, że nie wiadomo, co się będzie działo na Bliskim Wschodzie. Jedna rzecz, która jest pewna to ta, że Trumpiści zawiadujący USA, puścili się poręczy na tyle spektakularnie, że tego rodzaju atrakcji będziemy mieli w trakcie kadencji Trumpa jeszcze całkiem sporo. Jeżeli mam być szczery, to nie da się również wykluczyć tego, że Trump wpadnie z wizytą gospodarską do jednego z natowskich krajów, albowiem Trumpowi bardzo, ale to bardzo zależy na Grenlandii. W sumie zależało mu na niej już w trakcie pierwszej kadencji, ale teraz zależy mu jeszcze bardziej. Na tyle bardziej, że w pewnym momencie stwierdził, że jeżeli ta Grenlandia nie zostanie mu oddana po dobroci, to nie wyklucza operacji militarnej. 


I nie, wbrew temu co próbuje nam wytłumaczyć uwieszona na Trumpie prawica, nie ma żadnych racjonalnych argumentów przemawiających za tym, żeby tę Grenlandię Trumpowi sprezentować. Jeżeli ktoś uwierzył w narrację „hurr durr musimy, bo jak nie to Rosja, albo Chiny to zajmą”, to ja takiej osobie gratuluje tego, że przeszła do porządku dziennego nad tym, że Trump nie ma zamiaru bronić NATOwskiego sojusznika. Sam Trump zdążył się już przy okazji ataku na Iran pokłócić zarówno z Wielką Brytanią, jak i Hiszpanią. 


Może i Trump kłóci się z sojusznikami, ale za to ma plan rozwalenia Unii Europejskiej. Generalnie mowa tu o odświeżonym pomyśle Bannona z czasów pierwszej kadencji Trumpa, niemniej jednak teraz nie mamy do czynienia z jakimś ziomkiem, który może i ma jakieś kontakty, ale za to nie ma pieniędzy i nie ma wsparcia, więc zakładanie think tanków raczej by mu nie wyszło, bo nie byłoby za co. Teraz zajmuje się tym administracja Trumpistowska, która dysponuje gigantyczną kasą. Mam szczerą nadzieję, że oficjele w Brukseli są świadomi zagrożenia i mają plan działania (albo chociaż plan planu). 


Skoro jesteśmy przy tematach związanych z wojskiem to przejdźmy od razu do programu SAFE (Security Action for Europe). Wydawać by się mogło, że program, dzięki któremu dostaniemy nisko oprocentowaną pożyczkę na rozbudowę „wojskowych” możliwości produkcyjnych to jest taka kwestia, do której nie powinna mieć zastosowania polaryzacja polityczno-społeczna. To coś jak z atomem. Do pewnego momentu było tak, że jak jedna partia rządząca mówiła o atomie, to druga była przeciwko (a potem na odwrót), ale potem się okazało, że w 2022 doszło do przewartościowania w tej kwestii. 


I znowuż, wydawać by się mogło, że skoro do tego przewartościowania doszło w takiej kwestii jak atom, to powinno do niego dojść również w kwestii tak istotnej dla naszego bezpieczeństwa, jak, no nie wiem, wydatki na szeroko pojęte kwestie wojskowe? Do pewnego momentu tak właśnie było, a program SAFE był zachwalany przez Mariusza Błaszczaka, który to Mariusz Błaszczak przestrzegał przed tym, że obecne władze nic nie robią w związku z tym projektem (a inne kraje składają wnioski/etc.) i apelował o to, żeby pieniądze z SAFE zostały w Polsce. 


A potem ktoś przestawił wajchę i okazało się, że program SAFE to niemiecka pułapka na Polskę i w ogóle zadłużanie się na całe pokolenia. Obecny Prezydent RP na jednej z konferencji prasowych opowiadał o tym, że Tusk to się nie martwi, bo on w roku, w którym powinniśmy spłacić do końca ten kredyt to będzie miał 110 lat. Ponieważ Karol Nawrocki identyfikuje się jako historyk, ciekaw jestem, czy słyszał o takim programie jak Lend-Lease. Ciekaw jestem również, czy słyszał o takim polityku jak Winston Churchill. Jeszcze bardziej ciekaw jestem tego, czy wie, że (o ile mnie kalkulacje nie mylą) Churchill w momencie, w którym Wielka Brytania skończyła spłacać Lend-Lease miałby 132 lata. Czy to znaczy, że oddał Wielką Brytanię w Niewolę? Odpowiedź brzmi nie wiem, ale się domyślam. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że jednym z zabawniejszych epizodów w krytyce SAFE był ten, w ramach którego tłumaczono, że SAFE będzie złe, bo pieniędzy nie będzie w Warszawie i (w domyśle) nie będzie ich można wydawać po uważaniu. Było to o tyle zabawne, że ta krytyka padła ze strony polityków partii, której szef (i jeden z jego byłych podwładnych) dostali azyl na Węgrzech w związku ze swoim niefrasobliwym podejściem do wydatkowania finansów publicznych. 


Przyznam szczerze, że przez jakiś czas się zastanawiałem nad tym, co to się stanęło, że PiS nagle z taką zajadłością zaczął atakować SAFE. Myślałem sobie, że może chodzi o to, że olbrzymie inwestycje w polski przemysł zbrojeniowy mogły by być uznane za sukces obecnego rządu (a tu przecież wybory za pasem). Bramką numer dwa było to, że może po prostu chodzi o polaryzację. Ponieważ „oni” to robią, to my będziemy przeciwni. Za bramką numer trzy kryło się standardowe dla partii Kaczyńskiego szczucie na Unię Europejską. No bo jak się latami tłumaczyło suwerenowi, że oni w tej Brukseli to tylko prostują banany, wmuszają biednej Polsce jakieś elgiebety, rysują kredkami na chodnikach, gdy dochodzi zamachów terrorystycznych i chcą się dogadywać z Rosją – to trudno byłoby wytłumaczyć temu samemu suwerenowi, że nagle ta sama Bruksela chce wpompować olbrzymią kasę we Wschodnią Flankę. 


I tak sobie intensywnie myślałem nad tym, o co może chodzić, aż wreszcie na influencerskich kontach proPiSowskich pewnego dnia pojawiły się wpisy, które sugerują, że może chodzić o nazwyklejszy w świecie lobbying. Czyj? Pozwólcie, że w skrócie opiszę, co się tam pojawiało. Otóż, te konkretne opiniomaty zaczęły tłumaczyć, że SAFE jest zły, bo zamiast kupować Tankowce powietrzne Boeinga (KC-46 Pegasus), które są najlepsiejsze na świecie, to będziemy musieli kupować jakieś badziewie Airbusa (A 330 MRTT). Gdy opiniomatom zaczęto tłumaczyć, że w tym konkretnym przypadku trochę błądzą, bo Boeing jednak jest gorszy, zaczęło się tłumaczenie, że może i kiedyś był, ale teraz wszystko jest z nim w porządku. Po jakichś dwóch tygodniach życie dopisało pointę do tej wymiany zdań, albowiem okazało się, że US Air Force wstrzymały kontrakt na 75 Boeingów z powodu usterek technicznych.  


Pojawiały się nieco bardziej subtelne wpisy kogoś takiego, jak Mariusz Błaszczak, który po ataku USA i Izraela na Iran utyskiwał, że oni tam tym swoim sprzętem robią miazgę, a jak SAFE wejdzie w życie, to nie będziemy mogli kupować tego sprzętu (co jest o tyle debilnym argumentem, że owszem, będziemy go mogli kupować, ale po prostu nie z tych konkretnych środków). Mieliśmy też do czynienia z mniej subtelnymi i np. Małgorzata Wasserman stwierdziła, że program SAFE w takiej formie to afront dla USA. Mieliśmy posłankę Teresę Pamułę, która stwierdziła, że pieniądze z tego programu „pójdą na złom”. Gdyby podobna wypowiedź pod adresem głównie polskiego sprzętu wojskowego padła z ust kogoś z opozycji w latach 2015-2023, to jeszcze w trakcie wyborów prezydenckich 2025 wrzucano by to hasło na billboardy, ale ponieważ powiedział to ktoś z PiSu, to jedyne medium, w którym można było zobaczyć cytat to było (o ironio) „Do Rzeczy”. Mieliśmy mojego ulubieńca, Marka Suskiego, który tłumaczył, że sprzęt wojskowy to tylko od USA, bo to wiadomo, że nowoczesny jest, a ten, która będzie produkowany z SAFE, to nie wiadomo, jaki będzie. Był też generał Wroński (zupełnym przypadkiem wcześniej był w komitecie poparcia Batyra), który stwierdził, że nikt nam nie zagwarantuje, że to uzbrojenie z SAFE to będzie nowe uzbrojenie. 


W tym miejscu przyda się odrobina kontekstu. Zjednoczona Prawica ma BARDZO DŁUGĄ HISTORIĘ kupowania sprzętu z USA na zasadach, które sugerują, że gdy administracja Trumpa mówiła o tym, że będzie chciała wspierać takie siły w Europie, które wyznają zasadę America First, to mieli na myśli między innymi partię Jarosława Kaczyńskiego. Bo ja rozumiem, że sprzęt USA jest bardzo dobry, ALE z tego wcale nie wynika, że nie można z ichnimi firmami negocjować. Można i trzeba, o czym przekonywały się mniejsze od Polski kraje, które były w stanie wynegocjować znacznie lepsze warunki zakupu tego czy owego sprzętu. 


Moja robocza teoria jest taka, że Zjednoczonej Prawicy SAFE nie przeszkadzał do momentu, w którym uruchomili się lobbyści amerykańscy. No bo popatrzmy na to z ich perspektywy: Polska, która przyzwyczaiła ich do tego, że bierze wszystko, jak leci i nawet nie próbuje negocjować, nagle ma dostać od cholery pieniędzy i większość z nich ma zostać wydana „na miejscu”. Gdy lobbyści się uruchomili, Zjednoczona Prawica zaczęła rzygać narracyjnie na SAFE. Gwoli ścisłości, bycie amerykańskim lobbystą, próbującym oddziaływać na Zjednoczoną Prawicę, to najłatwiejsze zadanie na świecie. Zjednoczona Prawica jest podczepiona pod Trumpa (wisi na jego algorytmach w soszjalach, powiela prawie każdą, dowolnie durną narrację i broni Trumpa przy każdej możliwej okazji) i nie zrobi absolutnie nic, co mogłoby go choćby potencjalnie zdenerwować. Wystarczy więc powiedzieć naszym Jakże Suwerennym Politykom Zjednoczonej Prawicy, że trzeba uwalić SAFE, bo hajs dla amerykańskich firm się nie będzie zgadzał, a Zjednoczona Prawica robi to, co robi. 


To jest co prawda robocza teoria, ale tylko i wyłącznie tak można wytłumaczyć fakt, że SAFE Zjednoczonej Prawicy zaczęło „nagle” przeszkadzać, choć wcześniej ten program chwalono. Ktoś może powiedzieć, że to nie była pierwsza wolta w wykonaniu PiSu (bo wcześniej był to np. Zielony Ład), ale w przypadku SAFE jest jedna, zasadnicza różnica. Tu wprost wskazano na to, od kogo powinniśmy kupować sprzęt wojskowy. Ja się co prawda wcześniej skupiłem na wypowiedziach polityków, ale niektórzy PiSowscy mediaworkerzy zabrnęli tak daleko, że zaczęli tłumaczyć, że Polska zanim zacznie kupować broń od kogoś innego niż Amerykanie – to się powinna tych Amerykanów o zgodę zapytać. 


Ponieważ samo marudzenie na SAFE średnio żarło, bo jednak chodziło o pieniądze na „kwestie wojskowe” w sytuacji, w której za wschodnią granicą mamy pełnoskalową wojnę, a Rosja non stop przypomina o tym, że jeżeli się jej pozwoli, to ona sobie tu z przyjemnością będzie hulać w Europie. I wtedy przyszedł Prezydent Karol Nawrocki cały na PiSowsko i powiedział, że jakby co, to nie trzeba już tego złego SAFE, bo oni będą mieli SAFE 0% i żadne Niemce nie będą nam mówić, na co możemy wydawać pieniądze. 


Nie chce mi się tutaj specjalnie rozpisywać na temat tego czym jest ten Jeszcze Lepszy Prezydencki SAFE 0%. Napiszę jedynie tyle, że absolutnie nie jest to 0% i w przeciwieństwie do Gorszego SAFE Od Niemca, na te pieniądze trzeba by było poczekać. I zupełnym przypadkiem, spora część z tych pieniędzy wjechałaby do NBP wtedy, gdy Zjednoczona Prawica planuje powrót do ław rządowych. Jeszcze bardziej zupełnym przypadkiem ustawę o Jeszcze Lepszym Prezydenckim SAFE 0% napisano tak, że prezydent miałby głos decydujący (tzn. mógłby się nie zgodzić na zakup tego, czy innego sprzętu). Wiecie, ja rozumiem, że to jest Zjednoczona Prawica i że tutaj nie można się spodziewać rewelacji, ale nawet tacy ludzie mogliby udawać, że nie chodzi to, żeby „swoi” decydowali o wszystkim. Przecież można by było zaszyć w tej ustawie przepis, że ponieważ to ponadpartyjne jest, to wymagana powinna być zgoda speców wybieranych przez 3/5 posłów. Tyle, że oni są już tak bardzo pewni siebie, że nie chce im się tych pozorów zachowywać. 


No, ale to dygresja. Idźmy dalej. Ponieważ rząd zapowiedział, że prezydenckie weto nie oznacza braku możliwości skorzystania z programu SAFE, bo jakby co, to można skorzystać z narzędzi, z których wcześniej korzystał PiS, politycy Zjednoczonej Prawicy zaczęli tłumaczyć, że jeżeli Tusk te kredyty pozaciąga, to będzie je musiał sam pooddawać, bo Prezydent RP nie wydał na to zgody. PiSowców bardzo szybko zaczęto pytać o to, czy z tego aby nie wynika, że Błaszczak z Morawieckim nie będą mieli do oddania jakichś stu baniek, bo jakoś tak nie prosili Dudy o zgodę. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Błaszczak brał kredyty również w obcej walucie i z wyższym oprocentowaniem* niż Ta Przeklęta Zła Niemiecka Unia chce nam dać i jakoś tak wtedy żaden Czarnek nie opowiadał o tym, że nas tu zadłużają w parabanku. Nawiasem mówiąc, nawet jak na Czarnka, bredzenie o tym, że Unia Europejska to coś w rodzaju parabanku, to jest jednak pewna nowość. 


*Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że tak po prawdzie możemy jedynie domniemywać, jak wysokie było to oprocentowanie, bo zarówno umowa z Koreą jak i USA, jest objęta tajemnicą jakąś tam. Ja wiem, że ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć „AHA! Skoro nie wiadomo jak wysokie było to oprocentowanie, to może było niższe niż oprocentowanie SAFE?”, ale ja takiej osobie odpowiem: gdyby faktycznie było niższe, to już dawno byśmy o tym wiedzieli.


UWAGA! Ściana Tekstu sponsorowana przez Suwerena! 

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Zostańmy jeszcze przez moment przy tym Prezydenckiem SAFE (wcale, że nie) 0%. Gdyby to faktycznie był taki świetny deal i gdyby dało się w ten sposób po taniości ogarnąć Duże Ilości Naraz Gotówki, to czemuż, ach czemuż dopiero teraz ktoś wpadł na ten plan genialny w swej prostocie (tylko, że wcale nie, bo liczba warunków, które musiałyby zostać wypełnione i zbiegów okoliczności, do których musiałoby dojść, żeby Prezydenckie SAFE 0% miał oprocentowanie choćby zbliżone do Złego Niemieckiego SAFE, jest całkiem spora)? 


Przecież gdyby to wszystko było takie proste, jak nas teraz przekonuje Zjednoczona Prawica, to właśnie bylibyśmy w trakcie trzeciej kadencji samodzielnych rządów Zjednoczonej Prawicy, bo użyto by tego mechanizmu już wcześniej, żeby połatać dziury w OZ, znaleźć pieniądze na podwyżki dla tych lub owych i tak dalej i tak dalej. Z jakichś jednakowoż powodów nie zdecydowano się na to przed wyborami 2023 i wydaje mi się, że tym powodem był ten drobny szczegół, że jak to powiedział bohater mojego ulubionego filmu (chodzi o „Smoleńsk”) „to nie jest proste, a nawet wręcz przeciwnie”. Rzecz jasna to wcale nie przeszkadza PiSowi w tym, żeby nadal forsować ten pomysł i tłumaczyć, że Zły Rząd Nas w Niewolę oddał. 



Uwaga natury ogólnej, powyższy kawałek Przeglądu skończyłem pisać jeszcze przed (niespodziewanym jak dryf płyt kontynentalnych) prezydenckim wetem wiadomej ustawy. Tzn. napisałem sobie ten obszerny kawałek i czekałem na rozwój wypadków, żeby potem nie trzeba było dopisywać ciągu dalszego w kolejnym Przeglądzie, bo nie wiadomo kiedy to będzie). 


Tak więc stało się i w ramach wprowadzania w życie doktryny America First Batyr zawetował ustawę o SAFE. Przez soszjale przewaliła się pięknie zaplanowana akcja obrony Dobrego Imienia Prezydenta, Który Dba o Suwerenność, ale można było odnieść wrażenie, że ta akcja nie była w stanie przykryć irytacji sporej części komentujących. Owszem, akcja „obronna” rezonowała wśród partyjnego betonu, ale partyjny beton uwierzyłby we wszystko. 



Mnie zaś w tym wszystkim dziwi jedno. A mianowicie to, że to weto jest całkowicie bezsensowne, bo pieniądze i tak będą wpływać do Polski. Z racji zaś tego jak to wszystko zostało skonstruowane, pieniądze te będą wpływać do polskiej gospodarki. I z jednej strony rozumiem, że (poza lobbyingiem) to był największy problem, który z SAFE miała Zjednoczona Prawica, ponieważ im mocniejsza polska gospodarka, tym trudniej przekonać suwerena do tego, że „trzeba odsunąć tych nieudaczników od władzy”. 


Z drugiej jednakowoż strony taki gambit (weto) miałby sens w dwóch przypadkach. Pierwszy to taki, w którym te pieniądze miałyby zostać przeznaczone na coś, czego efekty będziemy mogli obserwować np. za ileś tam lat (np. bierzemy 180mld pożyczki na Największą w Europie Fabrykę Bulbulatorów, ale powstanie ona dopiero za 15 lat). Drugim przypadkiem byłaby sytuacja, w której Batyr wetuje tę ustawę, a Polska faktycznie nie dostaje tych pieniędzy. Wtedy bowiem można by było tłumaczyć, że udało się Polskę ustrzec przed wieloletnimi zobowiązaniami finansowymi (bo utracony zysk byłby zyskiem wirtualnym). 


Jednakowoż tak się jakoś złożyło, że nie mamy do czynienia z ani jednym z tych przypadków. Mało tego, Zjednoczona Prawica musiała zdawać sobie sprawę z tego, że rząd się nie cofnie. Bo ja rozumiem polityczne zacietrzewienie, ale jeżeli od samego początku dezinformacyjnej akcji Zjednoczonej Prawicy – rząd jasno dawał do zrozumienia, że te pieniądze i tak wpłyną do Polski, to ciężko było oczekiwać innego rezultatu. Mało tego. Moim, skromnym, zdaniem PiS właśnie zafundował sobie pokaźnych rozmiarów autograbie, w które najprawdopodobniej wdepnie przed wyborami. 


Nie chodzi już nawet o to nieszczęsne weto (aczkolwiek moim zdaniem Batyrowi i jego otoczeniu przyjdzie za to zapłacić cenę w wymiarze politycznym), ale o narracje, którymi teraz Zjednoczona Prawica (+ konfa, ale o niej będzie za moment) bombarduje przestrzeń publiczną. Chodzi o te narracje, z których wynika, że ta pożyczka będzie zaciągnięta w sposób nielegalny (najzabawniejsze jest to, że najwięcej na ten temat ma do powiedzenia Mariusz Błaszczak) i w paru miejscach wprost powiedziano, że po odsunięciu od władzy Donalda Tuska nowa władza to się w ogóle zastanowi nad tym, czy tę bezprawną pożyczkę będzie spłacać. 


Problem Zjednoczonej Prawicy polega na tym, że te pieniądze mają być nam przelewane (o ile czegoś nie pomyliłem) do 2030 roku. Gdyby Nowa Władza faktycznie chciała wysadzić w powietrze ten konkretny program (nie da się tego wykluczyć, bo nastroje w obozie PiSowskim są w tej chwili wybitnie antyunijne), to pieniądze przestałyby płynąć. Przestałyby płynąć w sytuacji, w której polska zbrojeniówka będzie w trakcie realizowania różnych programów w oparciu o te środki. Brak tych środków oznaczać będzie gigantyczne problemy polskiej zbrojeniówki. Nawet Zjednoczono Prawicowi zwolennicy doktryny America First nie będą mogli dopuścić do bankructwa sporej części polskiej zbrojeniówki, więc trzeba by było zaciągać pożyczki „na wczoraj”. Ja się co prawda nie znam za bardzo na pożyczkach, ale wydaje mi się, że w sytuacji, w której ktoś MUSI zaciągnąć pożyczkę, jego pozycja negocjacyjna jest żadna i najprawdopodobniej trzeba by było się zgadzać na warunki znacznie gorsze nawet od tych, które można by było uzyskać w ramach Prezydenckiego SAFE 0%. 


Ja co prawda jasnowidzem nie jestem, ale wydaje mi się, że scenariusz rozwalenia programu SAFE po ewentualnym zwycięstwie prawicy w 2027 będzie obecny w trakcie kampanii. Nawet jeżeli PiS będzie się chciał wycofać ze swojej retoryki i powiedzą, że „no dobra, skoro Polska bierze udział w tym programie, to my się z tego nie wycofamy”, to jest pierdylion wypowiedzi o „lichwiarskiej pożyczce” i jedno weto za późno. I jeżeli mam być szczery, to ciekaw jestem tego, czemu PiS nie widzi tych autograbi. Ta sama partia po mistrzowsku rozegrała bzdurne narracje z początku 500+, kiedy to część polskiej sceny politycznej opowiadała o tym, że już za chwileczkę już za momencik zbankrutujemy (a Morawieckiemu się nawet na jednym spotkaniu wyrwało, że pieniądze na 500+ są z kredytu) i absolutnie nikogo to nie obchodziło. W przypadku SAFE będzie tak samo. Owszem, to nie to samo co 500+, ale wpompowanie takich środków w polski przemysł będzie widoczne i nikogo, poza najgłębszymi pokładami partyjnego betonu nie będzie obchodziło to „skąd się wzięły te pieniądze”. 


Na sam koniec tych rozważań o SAFE (które mi się trochę rozrosły z przyczyn jak mniemam, oczywistych) dorzucę jeszcze dwie narracje. Pierwsza z nich wyszła od Razemów. Z jednej strony partia ta miała RiGCz i głośno mówi o tym, że „Decyzja o wecie Nawrockiego jest nie tylko fatalna, ale po prostu antypolska”. Niestety, te narracje Razemów mają drugą stronę, którą jest chęć wciskania wszędzie narracji PiS PO = jedno zło. Rozumiem, że taką narrację można podeprzeć tym, że tak jak dzisiaj PiS usiłował wysadzić SAFE, tak parę lat temu PO usiłowała wysadzić KPO i jedynym wspólnym mianownikiem była chęć zrobienia na złość rządowi, celem odsunięcia go od władzy (nadal pamiętam wielce uczony artykuł z pewnego tygodnika, w którym tłumaczono, że niewiele brakło, a „doszłoby do przesilenia”). Tyle, że mimo całej mej niechęci do działań KO – to, co zrobił PiS jest o wiele gorsze ze względu na całkowicie realną groźbę agresji ze strony Rosji i to jest po prostu igranie z polskim bezpieczeństwem. Nie dziwi mnie to, że PiS ma w dupie nasze bezpieczeństwo, gdy na drugiej szali stoją słupki poparcia, ale dziwi mnie to, że Razemy w tej sytuacji nie potrafiły się powstrzymać od symetryzowania. 


Natomiast muszę te same Razemy pochwalić za to, że gdy Batyr wyskoczył ze swoim pomysłem na SAFE 0%, Zandberg szybko powiedział, że skoro takie środki da się pozyskać, to powinniśmy je przeznaczyć na energetykę jądrową na ten przykład. Gwoli ścisłości te narracje, z których wynikało, że powinniśmy wziąć ten normalny SAFE, a „prezydencki” przeznaczyć na inne cele doprowadził do tego, że w prezydenckim projekcie ustawy zastrzeżono, że skarbonka Glapińskiego może być przeznaczana wyłącznie na cele wojskowe. Aż dziw bierze, że nikt jeszcze nie poszedł w narracje: Zjednoczona Prawica i Karol Nawrocki nie chcą polskich elektrowni jądrowych. 


Teraz przyszła pora na drugą narrację, która wyszła ze środowiska konfiarskiego. Gdy przyglądałem się całej tej prawicowej histerii związanej z SAFE dostrzegłem, że konfa stoi tak trochę na uboczu. Owszem, krytykowali SAFE (bo suwerenność nam zabiero!), ale krytykowali też Prezydencki SAFE 0% (z wielu przyczyn). Konfa nie miała żadnych własnych pomysłów w tej kwestii. A potem na ten temat wypowiedział się Mentzen i już był wiadomo dlaczego tak jest. Otóż Mentzen powiedział, że w sumie to my już i tak bardzo dużo wydajemy na wojsko, więc jeżeli wojsko chce więcej kasy, to niech pokaże, że robi z tą kasą coś sensownego. Tak, ta wypowiedź była dużo dłuższa i Mentzen usiłował to jakoś argumentować, ale zgodzicie się chyba z tym, że niezależnie od tego, w jakim kontekście osadzimy te słowa, one i tak będą bezsensowne. Rzecz jasna, konfiarski beton podchwycił narracje i gdzieniegdzie pojawiły się wpisy, że Pan Sławek ma rację, bo te pieniądze są w wojsku marnowane, bo biurokracja/etc., ale to jest ten sam zestaw argumentów, których kuce używają w odniesieniu do wszystkich „państwowych” instytucji, tak więc nic nowego nam tu Sławkuce nie napisały. 


No dobrze, skoro przebrnęliśmy przez te długie tematy, to teraz pora na nieco krótsze. Pierwszym z nich będzie decyzja PiSu (czyli póki co, Kaczyńskiego), żeby kandydatem na premiera w wyborach 2027 zrobić Przemysława Czarnka. W telegraficznym skrócie, kandydatura Czarnka jest logiczną konsekwencją tego, co dzieje się z PiSem od dłuższego czasu. Różnica polega na tym, że do pewnego momentu PiS się w odmęty szurii osuwał, a teraz ktoś tam po prostu wcisnął gaz do dechy i poprawił podtlenkiem azotu. Jeżeli zaś chodzi o nietelegraficzny skrót, to więcej miejsca poświęcę tej kwestii w osobnym tekście (ale nie w Przeglądzie, więc raczej nie trzeba będzie na niego czekać pół roku). Jako zajawkę do tekstu napiszę jedynie tyle, że trochę mnie zaskoczyła ta kotłowanina, do której doszło w PiSie po wyborach prezydenckich, bo przed tymiż wyborami wydawało mi się, że do takich sytuacji może dojść po ewentualnej porażce kandydata PiSu. 



Drugim tematem, nad którym nie będę się specjalnie pastwił w niniejszym Przeglądzie jest kwestia sondażowego poparcia Braunistów. Ja wiem, że ten temat już został wyjaśniony, bo Tata Maty napisał, że antyreligijne polskie elity sprawiły, że Braun ma poparcie takie, a nie inne. Przyczyną, dla której się na ten temat nie będę produkował jest to, że o tym również będę miał osobny tekst i (spoiler alert) będzie to ten sam tekst, w którym poruszony zostanie temat kotłowaniny w PiSie, bo te kwestie są moim zdaniem ze sobą powiązane. 


Teraz możemy przejść do tematu, który mało kogo interesuje, czyli do tego, że jakiś czas temu rozpadła się partia Szymona Hołowni (tym samym jego partii udało się dołączyć do grona Ruchu Poparcia Palikota, Kukiza15 i Nowoczesnej Ryszarda Petru). Śmiem twierdzić, że podwaliny pod ten konkretny rozpad położył sam Hołownia, który z niewiadomych przyczyn zdecydował się na start w wyborach prezydenckich 2025, choć wiadomo było, że nie uda mu się poprawić wyniku z 2020, a jedyną niewiadomą było to „o ile gorzej będzie”. Wyrok, który wydali wyborcy był bolesny, albowiem o ile w 2020 Hołownia uzyskał 13,87% głosów, to w 2025 spadł na 4,99%. Gdyby Hołowni udało się poprawić wynik z 2020 roku, mogłoby się to przełożyć na wzrosty sondażowe, ponieważ zaś wynik był taki jaki był... Jedyną ciekawą kwestią jest to, że Hołownia miał znacznie więcej czasu (od Palikota, Kukiza i Petru) na budowanie struktur partyjnych, a mimo tego jego partii nie udało się uniknąć losu wyżej wymienionych. 


Ok, zostały nam już w sumie tylko dwa tematy i to z gatunku „śmieszno i straszno”. Na pierwszy ogień idzie były prezydent RP Andrzej Duda. W trakcie jego prezydentury bardzo dużo mówiło się o tym „co będzie dalej”. Tzn. czymże się zajmie Andrzej Duda, gdy już nie będzie prezydentem. A to jakaś fucha w NATO, a to w MKOLu, a to jeszcze inne Bardzo Ważne Międzynarodowe Organizacje. Całe to gadanie było takim trochę opium dla opozycji. No bo skoro Andrzej Duda chce mieć szansę na jakąś Poważną Fuchę, to nie może być przecież zwykłym aparatczykiem partyjnym, który praktycznie we wszystkim słucha swojego nieformalnego przełożonego. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że mitowi o „Andrzeju Niepodległym” poświęciliśmy jeden z pierwszych odcinków Podkastu Dezinformacyjnego jeszcze na początku 2024 roku. Wspominam o tym, żeby uniknąć oberwania argumentum ad mądrościum post factum. W odcinku tym pogadaliśmy o tym, że AD raczej nieszczególnie na serio myśli o tej swojej późniejszej karierze, bo z tą niepodległością to u niego bardzo krucho było (szczególnie pod koniec drugiej kadencji Zjednoczonej Prawicy, kiedy klepał wszystkie pomysły tejże partiim mające na celu zabetonowanie jej wpływów po potencjalnej porażce).


Potem zaś okazało się, że mieliśmy rację. Najpierw Andrzej Duda został najzwyklejszym w świecie content creatorem u Stanowskiego. Dlatego też napisałem wcześniej, że trochę śmieszno (bo to Duda), ale jednak trochę straszno (bo to jednak były prezydent). Bardzo szybko okazało się, że mało kto chce oglądać te jego rozmowy. I w sumie było to najmniejsze zaskoczenie świata, bo Duda był i jest człowiekiem praktycznie całkowicie pozbawionym charyzmy i to na każdej możliwej płaszczyźnie. Nie umiał w publiczne wystąpienia. Nie potrafił zapanować nad mimiką (pierdyliony memów i krótkich filmików dobitnie o tym świadczą) i co chyba najgorzej rokowało dla jego kariery w Kanale Zero: nie potrafił ciekawie opowiadać nawet wtedy, gdy miał do opowiedzenia coś ciekawego. Tym samym nikogo nie powinno dziwić to, że w momencie, w którym Duda został byłym prezydentem, któremu oglądalności nie będzie napędzać polaryzacja i elektorat prawicowy doszedł do wniosku, że „już nie trzeba” - okazało się, że nikogo za bardzo nie obchodzi to, co on ma do powiedzenia. Tak okołotematowo, nie wiem, jak bardzo trzeba nie ogarniać, żeby po 10 latach prezydentury nie mieć na podorędziu zyliona ciekawych opowieści na temat tego swojego prezydentowania. To, że ten człowiek wygrał jakiekolwiek wybory, świadczy o skuteczności propagandowej Zjednoczonej Prawicy. 


Wydawać by się mogło, że gorzej już być nie może, ale wtedy okazało się, że owszem, może. Andrzej Duda został ekspertem w Heritage Foundation. Dla niezorientowanych HF jest odpowiedzią na pytanie: co by było, gdyby pewien instytut, o którym parę lat temu nie wolno było mówić, że nie wolno było o nim mówić, wiecie czego miałby, od cholery członków i jeszcze bardziej od cholery pieniędzy. Dość powiedzieć, że organizacja ta wspiera skrajnie prawicowe ruchy w Europie (poza tym tak, to ta sama, która wyprodukowała Project 2025). Jeżeli mam być szczery, to przystąpienie do tej organizacji jest bez porównania bardziej przypałowe, niż bycie content creatorem u Stanowskiego. 



Jednakowoż okazuje się, że mimo tego, że Andrzej Duda jest praktycznie całkowicie pozbawiony RiGCzu, to jednak miał go bez porównania więcej od Karola Nawrockiego. I ja wiem, że to co tu opiszę, to jest sprawa błaha, ale doskonale podsumowuje to, kim jest Karol Nawrocki i jak bardzo prawdomówny jest to człowiek. Otóż, jakiś czas temu głośno zrobiło się o tym, że prezydent Batyr chodzi w koszulkach „Nowrocky”, a nieco wcześniej w internetach pojawił się sklep internetowy z odzieżą tejże marki. Żeby było zabawniej gdzieś tam w tle tego wszystkiego był taki drobny fakt, że siostra Karola Nawrockiego zastrzegła znak towarowy „Nowrocky” (nie wiem, czy to poprawnie prawniczo sformułowałem). 


Sam Nawrocki tłumaczył, że ani on, ani jego siostra na tym nie zarabiają. No i po prostu aż serce rośnie, jak sobie człowiek pomyśli, jak bardzo Karolowi Nawrockiemu zależy na losie przedsiębiorców. Jakiś typ chciał sobie założyć sklep internetowy i sprzedawać tam koszulki powiązane wizerunkowo z Nawrockim, a ten nie dość, że nie miał nic przeciwko temu, to jeszcze nosił koszulki tej firmy. Ale to nie tak, że on cokolwiek reklamował, on tę koszulkę pożyczył od fotografa, a w ogóle to odwalcie się od niego, bo chyba nie chcecie, żeby chodził nagi?! Toż już Duda miał więcej RiGCzu, bo po prostu chodził ciuchach Red is Bad, a nie „NowBagpipe”. Mógłbym jakoś podsumować, ale obawiam się, że pewien pan kręcący się przy prezydencie (i współtworzący przynajmniej jedną ustawę Batyrową) mógłby uznać, że to podsumowanie wyczerpuje znamiona czynu zabronionego określonego w art. 135 §2 kodeksu karnego, a niepotrzebny mi SLAPP. 



I tym, znowu nie wiadomo jakim, akcentem zakończę powyższą Ścianę Tekstu. 

Źródła:


https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-wybuchy-w-bahrajnie-katarze-i-emiratach-iran-atakuje-wbrew-o,nId,22616895

https://www.onet.pl/styl-zycia/iwona-zielinska-sasiada/operacja-porwania-maduro-chirurgiczna-akcja-ktora-kosztowala-zycie-wenezuelskich/yeyl5cy,30bc1058

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-02-28/syn-obalonego-szacha-wzywa-do-ostatecznej-bitwy-nadeszla-pomoc/

https://wiadomosci.wp.pl/potezny-cios-w-tarcze-antyrakietowa-jak-iran-zniszczyl-radar-usa-7261315966408800a

https://www.tvp.info/91926983/usa-chca-kupic-od-ukrainy-bron-do-zwalczania-rosyjskich-i-iranskich-dronow-shahed

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-male-szanse-na-obalenie-rezimu-wywiad-usa-ostrzegal-trumpa,nId,22616917

https://x.com/RobertWinnicki/status/2029285181132018171

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-hiszpania-nie-zmienia-zdania-mowia-o-nadzwyczajnym-bledzie-u,nId,22616673

https://www.bbc.com/news/articles/c9dn3j04lydo

https://businessinsider.com.pl/polityka/nowy-plan-wladz-usa-do-europy-poplyna-pieniadze-na-promocje-ruchu-trumpa/e9ndjjh

https://www.rmf24.pl/polityka/news-rozdwojenie-jazni-czy-amnezja-blaszczak-rok-temu-fundusz-saf,nId,8065968

https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/wspolna-konferencja-prasowa-prezdentow-polski-i-rumunii,116465

https://x.com/DawidKamizela/status/2025147440874016954

https://x.com/DawidKamizela/status/2028054535009136737

https://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/10649025,to-afront-w-stosunku-do-usa-malgorzata-wassermann-zabrala-glos-ws-safe.html

https://dorzeczy.pl/opinie/854243/szlapka-o-slowach-pamuly-z-pis-one-sa-dyskwalifikujace.html

https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/10651594,suski-o-krytyce-safe-wsrod-zolnierzy-milcza-bo-boja-sie-ze-beda-wywaleni.html

https://x.com/DawidKamizela/status/2027776675350491590

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/przemyslaw-czarnek-ostro-o-safe-zarzuty-pod-adresem-koalicji/x6q4bf9

https://www.wnp.pl/polityka-i-sondaze/jedno-safe-na-wojsko-drugie-na-atom-adrian-zandberg-i-razem-z-autorska-wizja,1039694.html

https://dorzeczy.pl/opinie/858976/mentzen-wydajemy-juz-astronomiczne-pieniadze-na-wojsko.html

https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32487978,marcin-matczak-ryzykuje-hejt-ale-to-antyreligijne-polskie.html

https://www.press.pl/tresc/89165,andrzej-duda-poprowadzi-program-w-kanale-zero

https://www.pap.pl/aktualnosci/andrzej-duda-w-heritage-foundation-czym-jest-think-tank-ksztaltujacy-polityke

https://businessinsider.com.pl/biznes/burza-wokol-marki-nowrocky-karol-nawrocki-koszulke-pozyczylem-od-fotografa/rfpkkb3

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-zlitowala-sie-nade-mna-nawrocki-wdzieczny-siostrze-poszlo-o,nId,22600602

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/burza-wokol-marki-nowrocky-zdjecia-z-karolem-nawrockim-zniknely/rbt72q4



poniedziałek, 9 lutego 2026

Trumpachołki

 Tak na samym początku tej gawędy pozwolę sobie zauważyć, że z racji tego, że współautorzyłem „TrumPolaków” i akurat na mnie trafiło wklepywanie literek w rozdziale poświęconym Zjednoczonej Prawicy, powinienem być mniej więcej przygotowany na to, jak będą się zachowywać politycy tej formacji w trakcie drugiej kadencji Trumpa. No i przygotowany co prawda byłem, ale muszę przyznać, że ich nie doszacowałem.  Tak nawiasem mówiąc, nie tylko Zjednoczona Prawica się w ten sposób zachowuje, ale ona zachowuje się „najbardziej”, więc to nad nią się będę pastwił. 

Wiecie, ja się już dawno temu zdążyłem przyzwyczaić do tego, że politycy partii Jarosława Kaczyńskiego tłumaczą mi, że gdy Trump coś powiedział, to na pewno miał co innego na myśli i że jego prezydentura będzie dla nas dobra (aczkolwiek tu może chodzić o to, że PiSowcy pisząc „nas” mieli na myśli samych siebie), że jesteśmy partnerem dla USA pod wodzą Trumpa. Ale nawet biorąc pod rozwagę to moje „przyzwyczajenie” muszę przyznać, że to, co się właśnie odjebuje, jest dla mnie lekkim zaskoczeniem. No, ale po kolei.

Zacznijmy od tego, że Zjednoczona Prawica to partia, która na wszelkie możliwe sposoby odmieniała „suwerenność” i podkreślała, jak to „ci oni” sprawiali, że nam tu w innych językach narzucali, co mamy myśleć i robić. Że (acz to za czasów pierwszych rządów PiSu) wszystkie poprzednie rządy prowadziły politykę zagraniczną na kolanach. Że my tu teraz wszystkim pokażemy. Że Polska wstaje z kolan. Warto w tym miejscu wspomnieć, że obie kadencje rządów Zjednoczonej Prawicy upłynęły pod znakiem wywoływania konfliktów na linii Polska – Każdy Kraj Europejski, Który Miał Czelność Nie Bić Pokłonów Przed Jarosławem Kaczyńskim i Jego Geniuszem. Rzecz jasna politycy tej formacji tłumaczyli, że tu chodzi o asertywność, ale to nie była żadna asertywność – to było darcie mordy i testowanie cierpliwości naszych unijnych partnerów. 

Dodajmy do tego kolejny element. Wizerunek Batyra, budowany przez Zjednoczoną Prawicę, wyglądał mniej więcej tak: patrzcie na tego naszego charakternego ziomka. Jak było trzeba to i pralkę przeniósł. Wcześniej się napierdalał pod lasem z innymi ziomkami i się nie bał. Teraz chodzi na siłkę non stop. No, to jest najbardziej męski z mężczyzn, jakiego kiedykolwiek Polska ziemia nosiła! On się nie będzie bał niczego i nikogo. Nie to, co ten goguś Trzaskowski, który będzie się we wszystkim słuchał Tuska. Nawrocki nie będzie słuchał nikogo, bo to aż tak bardzo prawilny ziomek. Ten wizerunek był podtrzymywany przy pomocy kopaniny po jajach na linii Batyr – koalicja 15 października. 

Ok, skoro wstęp mamy już zarysowany, to możemy przejść do meritum, czyli do tego, co się ostatnimi czasy dzieje. Zacznijmy od tego, co Trump powiedział na temat NATOwskiej pomocy w Afganistanie. I tu też by się przydała odrobina kontekstu. To nie jest tak, że Trump nagle zaczął się źle wypowiadać na temat NATO. To nie było tak, że Stabilny Geniusz i specjalista od szachów 10D, przez pierdylion lat chwalił Pakt Północnoatlantycki i raz miał gorszy dzień i powiedział, że żołnierze innych krajów NATOWskich w Afganistanie siedzieli na dupach i nic nie robili. Wszyscy wiemy, jakie zdanie ma Trump na temat sojuszu (idealnie oddaje to udostępnienie przez Trumpa wpisu jakiegoś randoma, który twierdzi, że wrogiem USA nie są Chiny i Rosja, ale NATO właśnie), wiadomo więc, że opowiadanie bzdur na temat wojsk sojuszniczych jest po prostu logiczną konsekwencją (o ile w przypadku Trumpa w ogóle można mówić o jakiejkolwiek logice) tego, co robił wcześniej. 

Wydawać by się więc mogło, że taka wypowiedź powinna wywołać reakcję partii, która wcześniej opowiadała o tym, że murem za polskim mundurem, że Polska najważniejsza i że nie będą nam tu/etc./etc. No i wywołała, tylko, że reakcja ta była żenująca. Najpierw Batyr napisał na swoim koncie na Eloneksie, że jakby kto pytał, to polscy żołnierze są dzielni i waleczni i nigdy o tym nie zapominajmy. To samo napisał po angielsku. Jak przystało na charakternego ziomka, który nikogo i niczego się nie boi – ani Trumpa w swoim wpisie nie otagował, ani też o nim nie wspomniał. Dla porównania premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, wjechał na pełnej i zaczął się domagać od Trumpa przeprosin i się tych przeprosin bardzo szybko doczekał. 

Nawiasem mówiąc, gdyby nie kontekst, to by było całkiem zabawne. Przecież dla Batyra to był ten właśnie moment, w którym będzie mógł pokazać całą swoją prawilność i charakterność. Mógł pokazać, że on się nikogo i niczego nie boi i po prostu powiedzieć Trumpowi, że ok, mordo, znamy się i lubimy, ale teraz to chyba trochę przeholowałeś i miło by było, gdybyś przeprosił polskich żołnierzy. Zamiast tego Nieustraszony Batyr siedział cichutko, żeby tylko nie urazić Pomarańczowych Uczuć. Aż chciałoby się rzecz: you had one job, no ale to dygresja tylko. 

Praktycznie cały partyjny aparat propagandowy Zjednoczonej Prawicy był zaangażowany w tłumaczenie suwerenowi, że po pierwsze, Trump wcale tego nie powiedział, a po drugie, to było wyrwane z kontekstu. Tak sobie myślę, że dla PiSowców to nie pierwszyzna, bo przecież są przyzwyczajeni do tego, że ktoś słowa Jarosława Kaczyńskiego rozumie „nie tak, jak trza”. Tłumaczono nam więc, że Trump tak właściwie to miał rację, że tak właściwie to żołnierzy amerykańskich zginęło najwięcej i że Trumpowi (uwaga będzie capslock) NA PEWNO NIE CHODZIŁO O POLSKICH ŻOŁNIERZY. 


W tym miejscu warto dodać, że Tusk postanowił skorzystać z okazji i wbił Zjednoczonej Prawicy szpilę, wzywając Jarosława Kaczyńskiego i Batyra do wstania z kolan. Batyr się odciął w sposób wybitnie nieumiejętny tłumacząc, że hohoho, nie wszędzie trzeba być na kolanach, ale Tusk o tym nie wie, bo już od dawna w Brukseli i w Berlinie klęczał i tak dalej i tak dalej. 

No a potem się okazało, że wpis Batyra się bardzo, ale to bardzo szybko i źle zestrzał, albowiem administracja Jego Pomarańczowości wywołała gigantyczną gównoburzę. Wszystko zaczęło się od tego, że do Marszałka Sejmu, którym jest Włodzimierz Czarzasty, przyszło pismo z USA. Tzn. w sumie nie tyle pismo, co gotowiec, który Czarzasty powinien podpisać, żeby poprzeć kandydaturę Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla. W tym miejscu pragnę zauważyć, że jeżeli już Trump miałby dostać jakiegoś Nobla, to chyba tylko i wyłącznie w dziedzinie chemii, bo zamiana tak olbrzymich pokładów amerykańskiego softpower w gówno, to jest nie byle jaki wyczyn. 


I wiecie, to już jest ten moment, w którym mimo, że było to oficjalne pismo, to jednak ciężko do tego podchodzić na poważnie, no bo litości. Wszyscy się już przyzwyczaili do tego, że obecna administracja Białego Domu non stop coś odpierdala. Wszyscy się już również przyzwyczailiśmy do tego, że niezależnie od tego, co zostanie odpierdolone, Zjednoczona Prawica stanie za tym murem. A jeżeli nawet nie cała, to znajdzie się ktoś rozpoznawalny, kto będzie świecił oczami. W tym przypadku trafiło na Patryka Jakiego, który stwierdził, że Trumpowi się ta nagroda należy. Moje zdanie na temat Patryka Jakiego jest znane i dawałem temu zdaniu wyraz w paru ścianach tekstu poświęconych tej osobie. Mimo tego, że mam o nim zdanie takie, jakie mam i mimo tego, że najlepsze, co o nim mogę powiedzieć to to, że nie jest Dariuszem Mateckim i Dominikiem Tarczyńskim, to jednak na serio nie bardzo wiem po cholerę mu było AŻ TAKIE płaszczenie się przed Trumpem. 

Reakcja Czarzastego była łatwa do przewidzenia i moim zdaniem właśnie o tę reakcję chodziło. No bo przez chwilę potraktujmy to wszystko na poważnie i uznajmy, że Pomarańczowemu Domowi naprawdę chodziło o to, żeby Ktoś Ważny z Polski podpisał tego gotowca. Czy naprawdę nie było nikogo, kto z chęcią by to zrobił, podziękował za taką możliwość i poprosił o listę kolejnych nagród, które chciałby dostać Król w Pomarańczy? Hmmm pomyślmy... Marszałka Sejmu określa się mianem Drugiej Osoby w Państwie. Kurde, nie mogę sobie przypomnieć kto jest pierwszą, a no tak, chodzi o prezydenta, którym jest Batyr. 


Teraz musimy na moment przeskoczyć o jeden dzień do przodu, bo mniej więcej w trakcie drugiego dnia gównoburzy zaczęły się pojawiać opinie, z których wynikało, że no może i administracja Archaicznej Pomarańczy się wygłupiła, ale przecież Czarzasty mógł odmówić jakoś zakulisowo i nie robić z tego gównoburzy. No i wszystko pięknie, ale ponieważ wszystko wskazuje na to, że wyżej wymienionej administracji zależało na wywołaniu gównoburzy – nie miało znaczenia to, w jaki sposób Czarzasty im odpisał. Istotny był fakt odmowy poparcia dla kandydatury Obrońcy Konserwatywnych Wartości. 

No dobrze, wróćmy teraz do tzw. Ground Zero, czyli do momentu, w którym amerykański ambasador napisał w soszjalach, że ponieważ Czarzasty obraził Donalda Egołaka Trumpa, to oni (w sumie nie wiadomo kim są oni, czy chodzi o ambasadę, czy też o cała administrację Trumpa) się już z Marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym nie będą kontaktować. I to był ten moment, w którym polskim internetom się zaczęło srogo ulewać. Bo wiecie, wszystko fajnie, ale ambasador nawet amerykański powinien znać swoje miejsce w szeregu. Bo to już nie było to, co robiła ambasadorka Mosbacher, która np. miała (całkiem słuszne) pretensje do PiSu za to, że chce zmusić amerykańską firmę do sprzedaży TVNu (nawiasem mówiąc, pamiętam, że części medialnego konglomeratu Zjednoczonej Prawicy się te działania Mosbacher nie podobały).  


I teraz dochodzimy do momentu, który jest autentycznie ciekawy. O ile bowiem większa część internetów jeździła po ambasadorze (i był to ruch wybitnie oddolny), to pewna jego część poszła w zupełnie inne narracje. Chodzi, rzecz jasna, o Zjednoczoną Prawicę i jej farmy trolli. Otóż ich zdaniem, skoro Czarzasty się nie podoba ambasadorowi, to trzeba (werble) wymienić go na innego Marszałka Sejmu. Ah, no tak, do tego doszła jeszcze inna narracja: Czarzasty jest zły, bo jest byłym komuchem. Abstrahując już od tego, że antykomunizm PiSu wyglądał tak, że od cholery w nim PZPRowców, a w ramach „dekomunizacji wymiaru sprawiedliwości” wrzucono Stanisława Piotrowicza do Trybunału Przyłębskiego, warto przypomnieć, że ten komuch nie przeszkadzał PiSowi w 2019, gdy politycy tej formacji głosowali za tym, żeby był wicemarszałkiem. 


UWAGA! Gawęda sponsorowana przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


I w tym miejscu warto sobie zadać jedno, zajebiście ważne pytanie: jak to możliwe, że PiS w tej konkretnej sytuacji wpadł jak dzik w sosnę i całkowicie rozminął się z internetami? Być może trochę światła rzucą na to nieoficjalne informacje, z których wynika, że PiS usiłował kupić PSL po raz pierdylionowy, ale w tym konkretnym przypadku miał mieć wsparcie USA (które miało grozić Kosiniakowi tym, że jeżeli do zmiany w rządzie nie dojdzie, to USA odetną mu kontakty z Pomarańczowym Domem i Pentagonem [brzmi to bliźniaczo podobnie do tego, co napisał był pewien ambasador o pewnym Marszałku Sejmu, prawda?]). 


Najprawdopodobniej mieliśmy do czynienia z subtelnym jak Przemysław Czarnek planem, ułożonym przez dwa Gangi Olsena. Pierwszym etapem było 2137 Kuszenie Kosiniaka, któremu zasugerowano, że jeżeli się nie zgodzi, to nie będą chcieli z nim gadać. Drugim zaś (ponieważ Kosiniak się ewidentnie nie chciał zgodzić) było pokazanie Kosiniakowi „jak kończą frajerzy” poprzez arcydyplomatyczne zachowanie ambasadora, o którym już wspominałem. Śmiem twierdzić, że jednym z elementów planu, który zarówno polski, jak i trumpistowski Gang Olsena miały w dupie było to, jak zareaguje suweren. Może inaczej, jestem się w stanie założyć o wiele, że oba gangi doszły do wniosku, że polski suweren będzie się domagał usunięcia Czarzastego z urzędu, a to z kolei da do myślenia Kosiniakowi. 

No a potem się polskiemu internetowi ulało i PiS został z tymi swoimi wiernopoddańczymi narracjami, jak Himilsbach z angielskim. Niemniej jednak, jeżeli ktoś uważa, że karuzelę śmiechu możemy zatrzymać w tym momencie, to taki ktoś się myli, bo to właśnie był moment, w którym karuzela zaczęła przypominać ultrawirówkę. Wydawać by się bowiem mogło, że w takiej sytuacji PiS zrozumie, że przegiął, a poza tym, raczej nikt nie będzie się bawił w narracje „obronne”, bo to (w kontekście oddolnego ciśnienia w internetach polskich) jest bezsensowne, prawda? 


Jeżeli tak uważacie to potrzymajcie Joannie Pinkwart Kanał Zero, albowiem to właśnie ta przedstawicielka Nowego Lepszego Dziennikarstwa zaczęła tłumaczyć, że przecież ambasador nie napisał nigdzie, że on chce, żeby odwołać Czarzastego. Równolegle PiS i jego influencerzy próbował zasrać internety wezwaniami do odwołania Czarzastego. Jeszcze bardziej równolegle pan ambasador zaczął się zajamować shitpostingiem i kłócić się z randomowymi kontami na Eloneksie. Trudno się panu ambasadorowi dziwić, bo jak się wymyśliło plan, którego założeniem było, że po jego wpisie Polacy zaczną urządzać marsze dziękczynne, a potem zamiast marszów dostało się w pysk mokrą ścierą, to się można było zdenerwować. Co ciekawe, najpierw ambasador odpowiadał z konta „ambasadorskiego”, a potem już z prywatnego. I to właśnie z prywatnego konta napisał był jakiemuś randomowi z Polski, że skoro się mu coś nie podoba, to może USA powinno zabrać z Polski swój sprzęt wojskowy i żołnierzy. 

Co prawda ten wpis zniknął, ale moim zdaniem to nie ma żadnego znaczenia, bo ambasador USA (czyli ktoś, kto w naszym kraju reprezentuje Pomarańczowy Płomień Tańczący na Kurhanie Amerykańskiego Soft Power) zagroził usunięciem z Polski amerykańskiego sprzętu i wojsk, bo jakiś randomowy typ był dla niego nieuprzejmy. Nawiasem mówiąc, jestem autentycznie ciekaw, czego oczekiwał ambasador od tego randoma? Że ten zacznie go przepraszać i prosić o to, żeby USA jednak nie zabierała sprzętu i żołnierzy? 


Na tym się cała sprawa nie zakończyła, bo jeden z republikańskich kongresmanów stwierdził był, że po tak chujowo nieśmiesznym stand-upie wypadałoby odwołać ambasadora i zastąpić go kimś innym. Tak wiem, jeden kongresman wiosny nie czyni, niemniej jednak był to miły gest (coś w rodzaju powiedzenia: jeżeli myślicie, że typ odjebał, to nie jesteście w tym odosobnieni). Niestety, ten miły gest nie spodobał się Arkadiuszowi Mularczykowi, który zaczął pouczać Dona Bacona (bo tak się nazywa kongresman), że ten po prostu nie rozumie sytuacji jaka jest w Polsce. 

W pewnym momencie PiSowcy pozamykali mordy i wieść gminna niesie, że to za sprawą Kaczyńskiego, któremu ktoś ewidentnie wydrukował internet i dzięki temu mógł zobaczyć, jak bardzo suwerennie zachowywała się jego partia, gdy był w szpitalu. W międzyczasie PiS usiłował ogarnąć jakiś damage-control i znowu dostaliśmy szwedzki stół z narracjami. A to, że nikt jakoś nie krytykował Mosbacherowej, gdy się szarogęsiła, a to, że kiedyś to ambasador, którego w Polsce administracja Bidena umieściła się był wtrącał (dowodem miała być fotka z Bodnarem). Było tego całe mnóstwo, ale ja mam jedną, która jest moją ulubioną (to taka narracja matrioszka).  


Otóż, to nie jest tak, że ludzie w Polsce mają trochę dosyć tego, jak zachowuje się Trumpistowskie USA. Nic z tych rzeczy. Krytykowanie Trumpa, jego ambasadora/etc., to dowód na antyamerykańskie uprzedzenia. I shit you not, widziałem już wrzutki, z których wynikało, że Czarzasty specjalnie odmówił Trumpowi, żeby go wkurwić i żeby ten zabrał z Polski żołnierzy/etc., a zrobił to dlatego, że ma prorosyjskie poglądy i chce, żeby nas Putin dojechał. 

Jedną z subnarracji była taka, której autorzy tłumaczyli, że (tu z przyczyn zrozumiałych capslock będzie konieczny) DEBILE POLITYCY I DEBILE KOMENTATORZY KRYTYKUJĄ USA, TO MOŻE OD RAZU NIECH IM KAŻĄ ZABRAĆ WOJSKA!!11. 

Drugą subnarracją (której Zjednoczona Prawica używa od jakiegoś czasu) jest taka, że: to nie jest tak, że ktoś w UE może być sam z siebie zły na Trumpa. O nie nie. To wszystko jest niemiecki spisek, bo te niemce po wyjściu USA z Polski dojadą nas razem z Rosją. 

W pewnym momencie dla tygodnika Do Rzeczy wypowiedział się jeden z „ekspertów” (mniejsza o jego nazwisko, bo to jest w tym miejscu najmniej istotne), który tłumaczył, że Czarzasty powinien się ugiąć przed Trumpem i podpisać tego gotowca, bo Trump jest nieprzewidywalny, a USA mają broń nukleraną i jakby co, to nikt nas nie obroni przed nimi, jakby się Trump (którego złośliwi nazywają Cheetosem, a on przecież taki, a nie inny kolor skóry zawdzięcza temu, że wciera w nią pewien specyfik, który pozyskuje się na Arrakis), zdenerwował i chciał nas np. obłożyć 600% cłami. Creme de la creme było tam jednak to, że ekspert doradzał, żeby Trumpowi ulegać, kiedy to tylko możliwe, bo tak jest po prostu bezpieczniej. 

Po pierwsze, najwyraźniej w trakcie pierwszej kadencji Trump wcale nie był nieobliczalny i wtedy można było robić w Do Rzeczy okładkę krytykującą Mosbacher i wzywać rząd do tego, żeby „coś zrobił” z tą szarogęszącą się ambasadorką. Po drugie, już bardziej na poważnie: MY TO WIEMY, WY BANDO JEŁOPÓW. Wiemy o tym, że Trump jest nieobliczalny. Wiemy o tym, że jest niesłowny. Wiemy o tym, że jest mściwy. My to wszystko wiemy. Tyle, że z tego absolutnie nie wynika, że powinno się mu ulegać za każdym razem, gdy sobie czegoś zażyczy. Bo to dla ludzi jego pokroju jest sygnał do tego, żeby iść za ciosem. Wydaje mi się, że nie jest to najlepsza strategia, zważywszy na to, że z tego ulegania dla ulegających nie wynika absolutnie nic poza upokorzeniem. Gdyby chociaż to upokorzenie było jakimś rytuałem przejścia, to jeszcze można by to było jakoś zrozumieć, ale u Trumpa to tak nie działa, bo Trump ma w dupie podpisywane przez siebie umowy/etc. (czego dowodów w trakcie pierwszego roku jego drugiej prezydentury było od cholery). 

I ja się na serio zastanawiam nad tym, jaki jest masterplan Zjednoczonej Prawicy. To, że liczą na wsparcie algorytmów w soszjalach jest oczywistą oczywistością (i patrząc na widoczność ich kont, to wsparcie mają). Tyle, że najwyraźniej politykom tej formacji umyka ten drobny szczegół, że zasięgi mogą się zdać na nich, jeżeli będą się zachowywali jak wycieraczki. Gdyby nie kontekst całkiem zabawne byłoby to, że PiSowcy, którzy teraz boją się powiedzieć/napisać cokolwiek krytycznego pod adresem Trumpa, to ci sami PiSowcy, którzy przekonywali nas od dawna, że Trump jest najlepszym wyborem dla Polski. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że nasi domorośli specjaliści od szachów 10D po cichu liczyli na to, że druga kadencja Trumpa będzie przebiegała tak samo, jak pierwsza, kiedy to Trumpa przed robieniem jakichś wielkich idiotyzmów powstrzymywali fachowcy. 

Nawiasem mówiąc, mam o PiSowcach zdanie jak najgorsze, ale nawet oni nie mogą być takimi idiotami, żeby nie zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji. To właśnie ta świadomość sprawia, że czołowi politycy partii Jarosława Kaczyńskiego zachowują się jak ci mniej rozgarnięci członkowie ruchu MAGA i bronią absolutnie każdej idiotycznej decyzji Trumpa niezależnie od tego, jak groźna ona będzie choćby dla naszego kraju. Przykładowo – Trump sugerował, że jakby co, to on może zająć Grenlandię choćby siłą? PiSowcy na to: tak, proszę Pana, oczywiście proszę Pana, Panu się ta Grenlandia po prostu należy. Rzecz jasna to, że siłowe zajęcie Grenlandii zapewne oznaczałoby koniec NATO, partii Jarosława Kaczyńskiego jakoś tak umknęło. Nie no, wcale nie umknęło, ale gdyby spróbowali go skrytykować, to przecież straciliby wsparcie administracji Trumpa, a bez tego wsparcia ich po prostu nie ma. 
 

Na sam koniec tej pomniejszej ściany tekstu pozwolę sobie na mój ulubiony eksperyment myślowy. Otóż: wyobraźcie sobie coby było, gdyby to Biden domagał się pokojowej nagrody Nobla i wysyłał takie wiadomości jak ta, którą Trump wysłał do premiera Norwegii. Wyobraźcie sobie coby było, gdyby Bidenowski ambasador oznajmił nagle, że on nie będzie rozmawiać z Terleckim (a ówczesna opozycja uderzyła w te same tony, w które uderzał teraz PiS). A teraz, jak już to sobie wyobraziliście, to wyobraźcie sobie reakcję prawicy. Jak szybko PiSowscy influencerzy i „zaprzyjaźnieni” mediaworkerzy zaczęliby tłumaczyć, że to wszystko przez demencję/etc.? Jak szybko zaczęto by tłumaczyć, że Demokraci chyba oszaleli, że popierają kogoś takiego, jak Biden? Ponieważ zaś wszystko to robi Trump, to Zjednoczona Prawica zachowuje się tak, jak się zachowuje. Nawet PZPR był względem ZSRR bez porównania bardziej asertywny (przy zachowaniu proporcji rzecz jasna), niż partia Jarosława Kaczyńskiego względem Trumpa. I nie jest dla mnie żadną pociechą to, że PiSowcy sami sprowadzili się do roli Trumpachołków. 


Źródeł nie ma bo to gawęda. 

środa, 17 grudnia 2025

Hejterski Przegląd (uwaga, suchar) Cykliczny #137

 Zaczynając pisać niniejszy Przegląd mam cichą nadzieję, że z pisaniem go będzie jak z jazdą na rowerze, bo dawno już Przeglądów nie pisałem (nie, nie było, bo ślęczałem nad tym kilka tygodni). Aczkolwiek od razu nadmieniam, że będzie momentami nieco monotematyczny (alternatywą było opóźnienie przeglądu i napisanie kolejnej „tematycznej” ściany tekstu). 

Na pierwszy ogień pójdzie temat, który może nie jest jakoś specjalnie istotny, ale mnie wybitnie irytuje. Zaczniemy niejako od końca. Otóż, parę dni temu Paulina Matysiak (i już chyba wiecie ocb w temacie) napisała była na Eloneksie, że sąd zadecydował o tym, że Newag się ma od niej odwalić. Z tym Newagiem to było tak, że w grudniu 2023 na łamach Onetu pojawił się artykuł, w którym można było przeczytać, że wyżej wymieniona firma najprawdopodobniej wgrywa do pociągów oprogramowanie, które sprawia, że pociągi nie chcą jeździć, gdy serwisuje je jakiś nie-Newag (jeżeli ktoś jest tym tematem zainteresowany to w źródłach będzie całe wiadro linków). 

Newag się trochę zdenerwował i, na ten przykład, pozwał hakerów z grupy Dragon Sector (to oni grzebali w pociągach na zlecenie innych firm kolejowych) sugerując, że może to właśnie oni „wgrali” do pociągów oprogramowanie blokujące. Potem zaś się okazało, że chyba jednak to nie hakerzy wgrali, bo Newag zmienił zdanie i w pozwie nie było słowa na ten temat. Tak nawiasem mówiąc, na początku 2025 Onet opisał kolejny przypadek pociągu, który po „przeglądzie” przestał jeździć. 

Na ten konkretny temat wypowiadała się również Paulina Matysiak i rozpędzony (w przeciwieństwie do Impulsów z oprogramowaniu blokującym) Newag ją pozwał. Jeżeli ktoś ma ochotę na czytanie mowy-trawy, to gorąco zachęcam do przeczytania artykułu na ten temat, bo tam zacytowano oświadczenie Newagu. W tym samym artykule stało, że posłanka mówiła to, co mówiła z mównicy sejmowej i w trakcie prac Komisji Infrastruktury. I to jest bardzo istotne, bo gdyby było tak, że Paulina Matysiak szła sobie po mieście trzeźwa jak Sławomir Mentzen po spotkaniu z wyborcami i darła się, że Newag robi to, co Karasie w „Fanatyku”. Ale tak się jakoś złożyło, że mówiła inne rzeczy na temat Newagu i robiła to w ramach wypełniania mandatu posła. 

Tym samym sprawa pozwu była mniej więcej tak samo prosta, jak budowa przeciętnego zwolennika konfy, który wierzy w wyjaśnienia Berkowicza, dotyczące jego nieudanych zakupów w Ikei (o tym będzie dalej). I choć z polskimi sędziami jest tak, że nigdy nie można mieć 100% pewności, że orzekną zgodnie z RiGCzem, to jednak w tej sytuacji można było być pewnym, że jeżeli jakikolwiek prawnik wysmaruje wniosek o umorzenie postępowania (czy też odrzucenie pozwu, nie wiem, nie jestem prawnikiem) ze względu na immunitet, to sprawa się na tym zakończy. Tym samym, gdy Paulina Matysiak wrzuciła na Eloneksa informacje o tym, że Newag jednak miał za krótkie ręce choć sporo osób się cieszyło, to jednak nikt nie był takim obrotem sprawy zdziwiony. 

I gdyby wszystko skończyło się na tym, to nie byłoby konieczności poruszania tego tematu. Tyle, że dzień po swoim inicjalnym wpisie zamieściła drugi, w którym podziękowała za profesjonalną pomoc panu Bartoszowi Lewandowskiemu (tak, chodzi o tego z Ordo Iuris). Co zrozumiałe, współpraca z człowiekiem związanym z tą konkretną organizacją (poświęciłem jej dwie ściany tekstu [i jedyne, co się średnio zestarzało w tej pierwszej to to, że okazało się, że typ, który był w Ordo Iuris i został oddelegowany do Komisji ds. wyjaśniania przypadków pedofilii okazał się mieć RiGCz, ale w momencie, w którym to pisałem, raczej trudno było to zakładać]), wywołała żywiołowe reakcje w lewicowej banieczce. 

Sprawa jest bowiem ewidentna. Posłanka lewicowej partii, mierząca się ze SLAPPem, skorzystała z usług prawnika, który zajmował się SLAPPAmi i był po tej „złej” stronie. Może inaczej. Wydawać by się mogło, że sprawa jest ewidentna, ale posłanka znalazła całkiem spore grono obrońców, którzy na różne sposoby tłumaczyli dlaczego wszystko jest w porządku. A to się okazało, że musiała skorzystać z usług Lewandowskiego, bo potrzebowała ludzi „poważnych i skutecznych” (Woś takimi mądrościami epatował). Gdybym był złośliwy to bym napisał, że na szczęście dla polskich aktywistów ani oni poważni, ani też jakoś ponadprzeciętnie skuteczni. 

Inni argumentowali, że „rozpędzony pociąg” jechał w stronę posłanki, a niektórzy mają do niej pretensje o to, że skorzystała z usług kogoś, kto „ma inne poglądy”. Like srsly, można było skorzystać z usług pierdyliona innych kancelarii. No ale Lewandowski to ogarniał pro bono, a prowadzenie takiej sprawy to 30 tysięcy może kosztować. Przyznam szczerze, że w tej sprawie konsultowałem się ze znajomymi prawnikami i byli zgodni, że jeżeli ktoś by bardzo chciał, to mógłby za taką sprawę zapłacić 30 koła, ale musiałby się postarać, żeby znaleźć tak drogą kancę. Ci sami prawnicy powiedzieli, że kance nierzadko biorą takie sprawy pro bono, bo mogą się dzięki nim podpromować. 

Były też argumenty takie, że no może i ten pan niezbyt dobry i może i Ordyńcy są źli, ale ważne, że sprawa wygrana. W tym miejscu pozwolę sobie na capsa: PRAWIE KAŻDY PRAWNIK BYŁBY W STANIE OGARNĄĆ TĘ SPRAWĘ RÓWNIE DOBRZE (napisałem „prawie”, bo nie można wykluczyć, że ktoś po prostu by zalał pałę i nie wyrobił się w terminie z papierami do sądu). 

Były też argumenty, które są moim zdaniem przejawem skrajnego partyjniactwa. Innymi słowy „ponieważ ona jest z partii, na którą głosuje, to ja jej będę bronił jak niepodległości”. W ramach tego rodzaju argumentacji można było się dowiedzieć, że może i Paulina Matysiak skorzystała z pomocy ordyńca, ale przecież Tusk korzystał z pomocy Giertycha. A poza tym, to ten Giertych do 2007 zrobił tyle złego, że ordyńcy przy nim to małe miki. Przy całej mej niechęci do Giertycha (której to niechęci dawałem wielokrotnie wyraz, albowiem nigdy nie zapomnę o tym, że był jednym z reanimatorów Młodzieży Wszechpolskiej), to jest bzdura. Bzdura, która jest bardzo groźna, bo osobom wygłaszającym tego rodzaju mądrości umyka to, że w ten sposób trywializują dokonania ordyńców. I jeżeli mam być szczery, to wybitnym osiągnięciem było zagrywanie karty „Giertycha” w momencie, w którym w wątkach dotyczących Pauliny Matysiak wypowiadali się ludzie, którzy latami bronili się przed SLAPPami ordyńców. 

Nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie zauważył, że znamienne jest to, że akurat ta posłanka skorzystała z usług prawnika związanego ze skrajnie prawicową organizacją. Bo to nie było tak, że przydarzyło się to np. Zandbergowi albo Magdzie Biejat. Nie, trafiło akurat na Paulinę Matysiak, która ma raczej długą historię miziania się z prawicą. Każdy „kawałek” tej historii powinien być dla posłanki dyskwalifikujący. I choć przygoda posłanki Matysiak z partią Razem dobiegła końca (dowiedziałem się o tym właśnie w momencie pisania tej warstwy tektonicznej Przeglądu), to jednak Razemy powinny „coś zrobić” już znacznie wcześniej.


Zaczęło się bowiem od rzeczy z pozoru błahej. Otóż, posłanka Matysiak zaczęła udzielać wywiadów mediom braci Karnowskich (którzy przez złośliwych czasami są nazywania braćmi Kremlowskimi). Mediów tych nikomu nie trzeba przedstawiać, ale nigdy dość przypominania, że gdy papierowa wersja tegoż organu partyjnego postawiła sobie za punkt honoru udowodnienie, że „Anna Grodzka to facet”, nawet (uwaga capslock) ZIEMKIEWICZ publicznie stwierdził, że ten konkretny artykuł okładkowy ma niewiele wspólnego z dziennikarstwem. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że Karnowskim (tj. ich mediom) zdarzało się po Paulinie Matysiak jeździć (gdy wzywała ich konieczność dziejowa). No, ale to dygresja tylko. Żeby jej nie przedłużać: do tych mediów się nie chodzi i się z nimi nie rozmawia, amen. 

Potem było założenie stowarzyszenia razem z Marcinem Horałą. I powiem wam, że to był ten moment, w którym przydała mi się pamięć dobra. Dzięki tejże pamięci udało się bowiem wynorać informację o tym, że w kwietniu 2022 Lewica domagała się dymisji Marcina Horały ze stanowiska wiceministra infrastruktury. Jedną z twarzy tej konkretnej konferencji prasowej była (werble) Paulina Matysiak. No i w tym momencie partia Razem się trochę nasrożyła, bo posłanka sobie to zrobiła „w czasie wolnym”, nie konsultując się wcześniej z partią. Paulina Matysiak została zawieszona (zarówno w klubie Lewicy jak i w Partii Razem), ale koniec końców, nic z tego nie wynikło. I to jest znamienne. Bo ja rozumiem, że takie zawieszenie ma być sygnałem dla posła/posłanki do ogarnięcia się. Tyle, że Paulina Matysiak miała to w głębokim poważaniu. Po „prawej stronie” było jej coraz więcej, a w nagrodę partia Razem ją pod koniec roku 2024 odwiesiła (tak, wiem, ukarano ją naganą, ale to nie miało dla niej najmniejszego znaczenia). 

I wiecie, ja rozumiem, że Razem, szczególnie po wyjściu z Nowej Lewicy znalazło się w sytuacji, w której każda szabla ma znaczenie, ale wszystko ma swoje granice, a raczej powinno mieć. O ile byłbym w stanie zrozumieć motywację Razemów, które postanowiły jej nie wywalać mimo, że była (uwaga capslock) BARDZO PRZEJĘTA zawieszeniami, naganą/etc. To jednak w marcu 2025 należało ją po prostu wywalić z partii. 

Co się stało w marcu? Ano stało się to, że Paulina Matysiak zagłosowała w Sejmie w obronie Dariusza Mateckiego. Sejm miał wyrazić zgodę na jego zatrzymanie i posłanka uznała, że tego już za wiele. Potem zaś tłumaczyła się z tego w sposób tak absurdalny, że można było odnieść wrażenie, że posłanka nie wiedziała nad czym głosuje (i ja też wtedy odniosłem takie wrażenie, za co teraz pozostaje mi posypać głowę obierkami z cebuli i przyznać się do swojego frajerstwa, bo ona doskonale wiedziała, co robi), powiedziała bowiem (i niestety, tego rodzaju argumentacja wróci do nas w tym odcinku), że ona zagłosowała za uchyleniem immunitetu, ale za zgodę na areszt to już nie, bo to sąd powinien o tym decydować, a nie Sejm. I wszystko fajnie, ale bez zgody Sejmu sąd „to se może”. W mojej opinii, to konkretne głosowanie było absolutnie nie do obrony. Nie da się bowiem w żaden sposób wybronić (mając choćby odrobinę RiGCzu) głosowania  „za” Mateckim. 

Tak samo, jak nie da się w żaden sposób wybronić współpracy z ordyńcami. Chciałem w tym miejscu napisać, że „to była kropla, która przelała czarę goryczy”, ale ta „kropla” była wielkości fal, które w filmie Interstellar zostały pomylone z górami. I tym razem posłance się nie upiekło. Znamienne jest to, że w sprawie tej konkretnej „współpracy” (a raczej przyczyn, dla których do niej doszło), mieliśmy do czynienia z dwugłosem. Paulina Matysiak stwierdziła, że to wszystko dlatego, że partia jej nie chciała pomóc. Maciej Konieczny powiedział zaś (w jednym z wywiadów), że partia chciała pomóc swojej posłance, ale ta nie była tą pomocą zainteresowana. Co prawda żadna ze stron nie przedstawiła „paragonów”, to jednak jestem skłonny uwierzyć Razemom, albowiem nie wydaje mi się, żeby lewacka partia zostawiła swoją posłankę na pastwę SLAPPów. 


W tym samym wywiadzie Konieczny powiedział, że jego zdaniem Paulina Matysiak „jest już w zupełnie innym miejscu”. I jeżeli mam być szczery, to zgadzam się z tym w całej rozciągłości. Jednakowoż od siebie dodam, że ona w tym „innym miejscu” była od bardzo dawna, ale jej partia bardzo się starała tego nie dostrzec. 

Nawiasem mówiąc, posłanka Matysiak zachowała się jak typowa polska polityczka. Mając takie, a nie inne poglądy, już dawno powinna sama katapultować się z Razemów. Jej polityczny los był przesądzony praktycznie od momentu, w którym sama nagłośniła współpracę z ordyńcami. Maciej Konieczny w trakcie wyżej wzmiankowanego wywiadu powiedział wprost, że oni liczą na to, że ona sobie sama pójdzie, ale jeżeli tego nie zrobi, to jej pomogą. I gdybyśmy mieli do czynienia z kimś, kto jest osobą ideową, to po czymś takim posłanka Matysiak by sobie po prostu poszła. 

Paulina Matysiak tego nie zrobiła i absolutnie wszyscy wiedzieli dlaczego. Otóż, po prostu chciała mieć możliwość zagrania karty „ofiary” po tym, jak ją wywalą z partii. Tak też się stało, bowiem z jej oświadczenia możemy wyczytać między innymi to, że jej dotychczasowa partia była sekciarska (tak, to nie jest wyrażone wprost, ale jest tam wyraźne PDK). Gdyby tak faktycznie było i gdyby faktycznie Razemy (o których, niestety będzie jeszcze w tym odcinku) były sekciarskie, to Paulina Matysiak wyleciałaby z partii najpóźniej po politycznym mariażu z Marcinem Horałą.

O tym zaś, jak bardzo eklektyczne poglądy ma Paulina Matysiak niech zaświadczy to, że gdy Bogdan Rymanowski (który ostatnimi czasy zajmuje się propagowaniem antynaukowej szurii) pochwalił się tym, że ma już pół bańki subów na YT, to jedną z gratulujących mu osób była Paulina Matysiak. 

Ja wiem, że ten wątek się rozrósł bardzo, ale trzeba jeszcze jedną rzecz dopisać dość istotną. Po tym, gdy okazało się, że partia Razem jednak już nie chce Pauliny Matysiak, podniosły się głosy (dość nieliczne, tym niemniej), że jej wyrzucenie było decyzją szkodliwą. Gwoli ścisłości, nie mam tu na myśli wypowiedzi autorstwa osób, które mają w swoim eloneksowym bio MAGA, Kocham PiS, Tylko Karol Nawrocki/etc., ale część lewostronnych komentariuszy. 

Argumentacja wyglądała mniej więcej tak: dzięki swoim kontaktom i rozpoznawalności Paulina Matysiak przyciągała część prawicowego elektoratu. I w tym miejscu przyznam się do dwóch rzeczy. Po pierwsze, to jest moment, w którym w pisaniu miałem dłuższą pauzę (albowiem tak jakoś wyszło), a po drugie, niemożebnie mnie irytuje tego rodzaju argumentacja. 

 Tak się bowiem jakoś złożyło, że lewa strona całkiem słusznie krytykuje liberałów za to, że non stop cofają się przed prawicową retoryką. Zamysł jest prosty: jeżeli skrajnie prawicowa partia zgłasza jakieś postulaty, to my je im podkradniemy i wtedy ludzie wybiorą nas (bo jesteśmy bardziej cywilizowani), a nie jakąś tam skrajną prawicę (bo „wszyscy wiedzą, jacy oni są”). Jedynym efektem tego rodzaju działań jest stale rosnące poparcie dla skrajniaków, bo ci (gdy liberałowie podbierają im narracje albo postulaty) mówią wtedy „widzicie? MIELIŚMY RACJĘ, A ONI WAS WCZEŚNIEJ OKŁAMYWALI”. Mimo tego, liberałowie z uporem godnym lepszej sprawy cały czas stosują tę samą taktykę. 

A teraz okazuje się, że zdaniem części lewicowego komentariatu, sposobem na oderwanie od Zjednoczonej Prawicy, konfy/etc. elektoratu jest łażenie do prawicowych mediów, mizianie się z prawicowymi środowiskami i używanie prawicowej retoryki (ugłaskanej, niemniej jednak prawicowej). Czyli mamy bekę z libów, którzy tego próbują i im się nie udaje, ale nam (lewakom) na pewno się uda? Super ta argumentacja. Taka nie za bardzo sensowna. 

Mniej więcej w tym momencie, w którym skończyłem się pastwić nad poczynaniami posłanki Matysiak, okazało się, że posłanka owa próbuje zbudować wokół siebie... no właśnie, nie wiadomo co tak właściwie to ma być. Tak, to się ma nazywać „Drużyna Poli”, ale w sumie tyle wiadomo jak na tę chwilę. Obstawiam, że „ciąg dalszy” będzie zależał od tego jaki będzie odzew na ten sygnał.  Co prawda pojawiły się już głosy, że jeżeli „Drużyna Poli” pojawi się w sondażach „to szybko przeskoczy Razem i Lewicę” (tak, redaktor Rafał Woś napisał to jak najbardziej na serio), ale prawda jest taka, że bez wsparcia prawicy (bo lewica się raczej do tego nie będzie garnąć) Paulina Matysiak raczej niewiele ugra „solo”. 

Jeżeli Matysiak, to i Razemy, które tym razem się, delikatnie rzecz ujmując nie postarały. Otóż, w głosowaniu nad zgodą na zatrzymanie i tymczasowy areszt dla Ziobry, Razemy nie wzięły udziału. I wiecie, ja rozumiem, że Razemy chcą się jakoś wyróżniać w Sejmie/etc., ale nie wydaje mi się, żeby odpowiednią drogą do wyróżniania się było takie, a nie inne głosowanie w sprawie Ziobry. Bo to jest Ziobro, ten sam, który własnym nazwiskiem firmuje każdą patologie związaną z dokonaniami polityków Solidarnej(łamane przez „Suwerennej”) Polski. I nie to nie jest tak, że jak wcześniej głosowało się 26 razy za uchyleniem immunitetu, to teraz można olać głosowanie w sprawie aresztu. Tłumaczenie „dlaczego tak zagłosowaliśmy”  było takie trochę Matysiakowe. Maciek Konieczny powiedział, że oni nie chcą robić z Ziobry męczennika. Osobną kwestią jest to, że zaraz po głosowaniu Zandbergowi przypominano jego słowa o tym, że Lewicy ręka nie zadrży, gdy głosowany będzie wniosek o Trybunale Stanu dla Ziobry. I tak, wiem, to nie było głosowanie nad Trybunałem Stanu, ale niesmak pozostał. 

Były też tłumaczenia szeregowych członków Razem, którzy objaśniali, że w sumie to mieli wszystko podliczone dobrze i wiedzieli, że wniosek przejdzie nawet bez głosów ich partii. Litości, partio Razem. To jest ZBIGNIEW ZIOBRO. Czy naprawdę nie było tam u was nikogo, kto by pomyślał, że chyba nie warto ginąć na tym wzgórzu? Tak, wiem, w Polsce instytucja tymczasowego aresztu była, jest i będzie nadużywana, ale to nie jest ten przypadek. W tym przypadku bowiem mamy do czynienia z szefem partii, z której jeden poseł uciekł przed wymiarem sprawiedliwości do Gulaszowego Dyktatora i poprosił tam o azyl. O tym, że cała ta ziomberiada od zamiany Funduszu Sprawiedliwości w agencję PR-ową będzie próbowała mataczyć wiemy, bo to słyszeliśmy i widzieliśmy (dzięki studiu nagrań Mraza). 

Skoro zaś już jesteśmy przy Funduszu Sprawiedliwości, to mieliśmy do czynienia z ciekawą sytuacją. Otóż, Stanisław Tyszka powiedział, że on był na spotkaniach z ludźmi od Ziobry i oni tam wprost mówili, że jakby co, to się można promować za te pieniądze. Ponieważ z nazwiska wymienił między innymi Janusza Kowalskiego, ten zapowiedział złożenie AO (artykuł 212 kk „zniesławienie”). I to jest naprawdę ciekawe, bo Tyszka to samo mówił w maju zeszłego roku i wtedy jakoś Janusz Kowalski nie uznał za stosowne pozwania go. Na tym się jednakowoż sprawa nie skończyła, bo wypowiedział się na ten temat Paweł Kukiz (niegdysiejszy partyjny kolega Tyszki). Paweł Kukiz co prawda powiedział, że on sobie takich rozmów nie przypomina, ale zaraz potem zrzucił napalm na Ziobrystów i dodał, że z jednego ze spotkań Tyszka wyszedł poruszony wyraźnie i powiedział: „chodźmy stąd, to są złodzieje”. Znamienne jest to, że te słowa przeszły bez większego echa. Co ciekawe, Kukiz nie dostał nawet po łapach od kolegów ze Zjednoczonej Prawicy. 

Jeżeli chodzi o moje zdanie na ten temat (a wydaje mi się, że jeżeli ktoś się przebija przez moje Ściany Tekstu, to takowego „mojego zdania” pewnie się spodziewa) to jest tak, że Kaczyński i jego otoczenie najchętniej pozbyliby się kotwicy w postaci Ziobrystów (a przynajmniej tych, którzy są „obciążeni” wałami związanymi z Funduszem Sprawiedliwości). Oni tam mają w PiSie dość problemów ze swoimi „wałownikami”. Poza tym obrona Ziobrystów jest utrudniona przez wyżej wspomniane nagrania od Mraza. Nie da się bowiem nie zwrócić uwagi na to, że Wielce Szanowni Państwo Zarządzający Funduszem Sprawiedliwości na nagraniach gadali ze sobą jak grupa gangusów (bali się, że ktoś się „wypruje”). Ludzie, którzy nie mają sobie nic do zarzucenia, w ten sposób ze sobą nie rozmawiają. 

Niestety, nie możemy jeszcze zatrzymać karuzeli śmiechu, bo awaryjny hamulec zablokowała posłanka Maria Kurowska. Otóż jakoś tak się złożyło, że Onet dotarł do maili (trochę to zajeżdża Pereirozą z lat 2015-2023, ale do tego przejdziemy za moment), z których wynikało, że posłanka Kurowska, która nie powinna mieć nic wspólnego z tym, w jaki sposób ogarniane są konkursy w ramach Funduszu Sprawiedliwości, miała z tym wiele wspólnego. No cóż, szok i niedowierzanie, że ktoś z Solidarno-Suwerennej-Polski mógł coś takiego zrobić, prawda? Gdyby wszystko się na tym skończyło, bo pewnie nie byłoby o czym pisać. Tyle, że to Ziobryści, tak więc tam nikt nigdy nie jest niczemu winien. 

Choć sama posłanka najpierw się niczego nie wyparła i argumentowała to wszystko tak, że w sumie nic dziwnego, że się przejmowała regionem, którego mieszkańcy ją wybrali do Sejmu, to potem ktoś jej chyba podpowiedział, że problemem nie jest to, że się dba o swój region, ale to, że robiono to w ramach Funduszu Sprawiedliwości. Kurowska przeszła więc do kontrofensywy i oznajmiła, że ona żadnych maili nie wysyłała. Na to Kamil Dziubka ujawnił nagłówek maila, którego wysłano z jej skrzynki sejmowej. Czy to wystarczyło? A gdzie tam. Wtedy bowiem Maria Kurowska oświadczyła, że nie mogła wysłać tego konkretnego maila, bo była „wyłączona z działalności publicznej”. A potem się okazało (Kamil Dziubka wynorał),że w dniu, w którym była „wyłączona z działalności publiczne” brała udział w 81 głosowaniach. W tym samym oświadczeniu, w którym Kurowska twierdziła, że nie wysłała maila stało, że został on sfabrykowany bo ona pamięta, że go nie wysyłała. 

I wiecie, tak na pierwszy rzut oka wygląda to na jakieś bzdurne wytłumaczenia w wykonaniu kogoś, kto po prostu nie ogarnia, jak działają internety. Tyle, że SuwPol doskonale wie, że ten mail jest prawdziwy. SuwPol wie, że nie da się tego w żaden sposób wyjaśnić za pomocą legitnych argumentów. Tak więc zdecydowano się na ściemnianie. Owszem, my w to nie uwierzymy, ale ten przekaz nie jest skierowany do nas. Ten przekaz skierowany jest do tego segmentu ZjednoczonoPrawicowego elektoratu, który uwierzy we wszystko, byle sobie jakoś móc zracjonalizować ciągłe doniesienia o kolejnych wałach członków ZP. Tych wałów po prostu nie było. Jest nagonka w wykonaniu Żurkowców (nie przestanie mnie bawić to określenie) i zmanipulowane emaile, które mają udowodnić, że kupowanie wozów strażackich jest czymś złym. 

Poza tym, to może być wstęp do strategii obronnej prawników Kurowskiej (którzy będą jej pewnie potrzebni, gdy sprawa dotrze do sądu). I tu pozwolę sobie na krótką anegdotę z mojego rodzinnego miasta. Otóż, w Mieście Nad Akwenem mieliśmy przez parę kadencji jednego prezydenta, który pod koniec swoich „rządów” rozdokazywał się tak bardzo, że w 2010 przestał być preziem. Ponieważ przez te wszystkie kadencje obrósł w ludzi, ludzie ci (niezadowoleni ze zmian) założyli sobie stowarzyszenie. Na koncie ćwiterowym należącym do stowarzyszenia pojawiały się co jakiś czas bluzgi pod adresem nowego prezydenta miasta. Tenże prezydent poszedł z tym do sądu i sprawa wydała się ewidentna, bo nie dało się w żaden sposób tych bluzgów „zreintepretować”. I wtedy okazało się, że nie wiadomo, kto te wpisy popełniał, albowiem do komputera w siedzibie stowarzyszenia dostęp miało dużo ludzi/etc. Strategia ta okazała się skuteczna (bo jak się domyślacie, nikt się nie przyznał). Zakładam, że w przypadku posłanki Kurowskiej linia obrony może być taka sama. Posłanka miała asystentów i oni też mieli dostęp do jej konta mailowego. Niemniej jednak uważam, że w tym konkretnym przypadku ta strategia się raczej nie sprawdzi, bo te maile wpisywały się dość dobrze w to, co już wiemy o tym, jak sobie Ziobryści poczynali z Funduszem Sprawiedliwości. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że nawet niektóre konta agitacyjne Zjednoczonej Prawicy krytykowały tę linię obrony (robił to między innymi „John Bingham”), tak więc widać wyraźnie, że miłości do tych konkretnych Ziobrystów, którzy wywołują problemy natury wizerunkowej,  zbyt wiele w Zjednoczonej Prawicy nie ma. 

Tak na sam koniec rozważań związanych z FS dwie sprawy. Po pierwsze, rzygać mi się chce, jak czytam wypociny, z których wynika, że Ziobryści nie robili niczego złego, bo przecież wozy strażackie są potrzebne. No bo wiecie, skoro budżet jest jeden, to chyba nie ma znaczenia, z której kieszonki tego budżetu weźmiemy pieniądze, skoro dzięki temu strażacy będą mieli wozy. Tyle, że to jest populizm pierwszej wody. Bo owszem, nikt nie ma nic przeciwko temu, żeby strażacy dostawali nowe wozy, ale kluczowe w tym było raczej to, że Fundusz Sprawiedliwości miał nieco inny cel. Rzecz jasna, nie miało to żadnego znaczenia, bo Zjednoczona Prawica tak poczarowała z przepisami, że wyszło na to, że pod „przeciwdziałanie przestępstwom” można było podpiąć wszystko. Poza tym, jakoś tak się składało, że te wszystkie wozy/etc. rozdawano akurat tam, gdzie SuwPolowcy liczyli na mandaty poselskie. Ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć: czy z tego wynika, że zdaniem Ziobrystów nie wszystkie jednostki Straży Pożarnej zasługują na nowe wozy? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, bo nie jestem Ziobrystą. 

No dobrze, ale jak to właściwie się stało, że Onet „dotarł” do dokumentów? Gdybym był złośliwy, nazwałbym to „Pereirozą” (zupełnie bez związku z nazwiskiem pewnego partyjnego pracownika mediów). No bo tak się jakoś składa, że mechanizm, w ramach którego media „docierały” do dokumentów (czytaj: ktoś im zapewniał dostęp do tychże) hulał sobie doskonale w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy. Wspominam o tym rzecz jasna dlatego, że teraz momentami bywa podobnie. Aczkolwiek przyznać trzeba, że w przeciwieństwie do tego, jak to wyglądało w latach 2015-2023, teraz te działania bywają nieco lepiej przemyślane. 

Może inaczej to ujmę. Za rządów Zjednoczonej Prawicy to było tak, że jeżeli prokuratura miała komuś postawić jakieś zarzuty albo rozkręcała się jakaś sprawa, to następnie aż do znudzenia wszystkie media rządowe i prorządowe 24/7 grzały ten temat. Teraz wygląda to tak, że informacje lecą „ciurkiem”. Doskonałym przykładem jest to, co zrobiono na samym początku „przeciekania” tego, co udało się nagrać Studiu Nagrań Mraza (gwoli ścisłości, to będzie podsumowanie, bo nawet gdybym chciał po łebkach to wszystko opisać, to byłoby to pewnie naście stron). Mechanizm wyglądał tak. Publikowano jakąś część nagrań, z której wynikało, że „jest przypał” z tym Funduszem Sprawiedliwości. W reakcji na tę wrzutkę momentalnie odpalali się Ziobryści (wspierani przez Zjednoczoną Prawicę), którzy naprędce konstruowali jakieś narracje obronne. Odpowiedzią na te narracje obronne było wrzucenie kolejnych fragmentów, z których wynikało, że te narracje to kłamstwa. Reakcja Ziobrystów była taka sama jak poprzednim razem: odpalano kolejne narracje obronne, które były następnie „negowane” przez kolejne nagrania. Teraz podobnie było z Marią Kurowską. 

I przyznam się szczerze, że mam dylemat w kwestii tego, jak do tego podchodzić. Z jednej bowiem strony to są standardy Ziobry. Z drugiej jednakowoż strony zdaję sobie sprawę z tego, że debata publiczna w Polsce jest teraz w tak doskonałej formie, że może nie być innego wyjścia. Wyobraźmy sobie bowiem, że po tym, gdy zaczęło się robić gorąco wokół Funduszu Sprawiedliwości nie zdecydowano się na upublicznienie części nagrań. Jaka byłaby dominująca narracja? Ano taka, że może i tam coś było nie tak, ale Ziobryści sobie zmienili prawo, więc wszystko było w sumie lege artis, a poza tym, to przecież chodziło o wozy strażackie, więc może by tak ta nowa władza zajęła się rządzeniem, a nie szukaniem dziury w całym. Tylko i wyłącznie dzięki temu, że te nagrania zostały upublicznione – wiemy o tym, że ta ekipa „ustalała zeznania” i obawiała się tego, że niektórych decyzji może się nie udać wybronić (o tym, że gadano o ustawianiu konkursów wspominać nie trzeba, bo to, jak to mawiał klasyk, jest oczywista oczywistość). Być może więc jest tak, że nie ma ucieczki przed Pereirozą, bo Pereiroza naznaczyła nas wszystkich.


UWAGA, BARDZO MOCNO NIECYKLICZNE PRZEGLĄDY HEJTERSKIE SPONSOROWANE SĄ PRZEZ SUWERENA!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że nieodmiennie irytuje mnie to, że prokuratura zalicza fakapy, prowadząc postępowania „ziobrystowskie”. Nie ma usprawiedliwienia dla tego, co się stało z Romanowskim, gdy okazało się, że prokuratura co prawda wiedziała o tym, że on ma dwa immunitety, ale sobie pomyślała, że ten drugi to nie obowiązuje „bo ekspertyza prawna”. Tylko i wyłącznie dzięki temu, Romanowski mógł uciec na Węgry. Teraz zaś z kolei prokuratura złożyła wniosek o wpisanie tzw. „hipoteki przymusowej” do księgi wieczystej domu Zbigniewa Ziobry w Jeruzalu (ok, czy tylko mnie ta nazwa się za każdym razem kojarzy z „Jaruzelem”?) no i się okazało, że sąd odmówił wpisania tej hipoteki, bo we wniosku były liczne błędy. Wiecie, to nie jest tak, że w mniej „medialnych” sprawach można sobie pozwolić na pomyłki, ale wydaje mi się, że nie będziecie się ze mną spierać, gdy napiszę, że w żadnych sprawach nie powinno się popełniać błędów, a w sprawach, które są tak bardzo polaryzujące, nie powinno się ich popełniać jeszcze bardziej, bo każda z takich pomyłek będzie stanowiła paliwo dla broniących się ziobrystów. Ja bym nie chciał być źle zrozumiany, ale YOU HAD ONE JOB, PROKURATURO.  

Teraz zaś można się udać w stronę Donalda Tuska, który, tak się jakoś złożyło, że zaczął krytykować Europejską Kartę Praw Człowieka i powiedział, że jeżeli nie uda się jej pozmieniać, to w sumie całkiem rozsądne może być jej wypowiedzenie. Bodajże dzień po tym, gdy padły te słowa, rzecznik rządu zapewniał, że ta wypowiedź nie odnosi się do Polski. Po pierwsze, gdyby nie kontekst, zabawne by było to, że z niektórymi wypowiedziami Donalda Tuska jest praktycznie tak samo, jak z wypowiedziami Jarosława Kaczyńskiego, który najpierw mówi coś, co jego twardy elektorat chce usłyszeć, a po jakimś czasie zaczyna się tłumaczenie (tym razem skierowane dla normalsów), że Prezes tak właściwie miał na myśli co innego, niż wszyscy zrozumieli. 


I ja rozumiem, ze EKPCz powstawała w momencie, w którym nikomu się nie śniło o tym, że jedno państwo będzie mogło wywierać na drugie presję migracyjną. Ja rozumiem, że ona powstawała w czasach, w których, na ten przykład, nikt nie myślał o tym co będzie, gdy państwo, które będzie chciało deportować osoby, którym nie przysługuje prawo do azylu „odbije się” od państwa, z którego te osoby pochodzą, bo temuż państwu nieszczególnie będzie zależało na przyjmowaniu ich z powrotem. I tak bym sobie tutaj mógł wymieniać punkt po punkcie to, „co nie śniło się nawet autorom” tego dokumentu, ale odpowiedzią na to nie może być wypowiedzenie tej konwencji. I jeżeli ktoś po ośmiu latach rządów Zjednoczonej Prawicy ma w tej kwestii jakiekolwiek wątpliwości, to najwyraźniej potrzebuje kolejnych ośmiu. 

Warto mieć na uwadze to, że tego rodzaju wypowiedzi nie padają w próżni. To nie jest tak, że Donald Tusk może sobie takie rzeczy mówić i nikt na to nie zwraca uwagi, bo jestem się w stanie założyć o Fundusz Sprawiedliwości, że Zjednoczona Prawica się temu bardzo uważnie przygląda i monitoruje reakcje. Gdyby się bowiem okazało, że większość Polaków byłaby za tym, żeby pokombinować z tym EKPCz, to czemuż, ach czemuż Zjednoczona Prawica miałaby tego nie spróbować? Podkładka narracyjna by przecież była: „no skoro nawet Donald Tusk się wypowiadał na temat tej konwencji w taki, a nie inny sposób, to chyba coś jest na rzeczy, prawda?”. Tak, wiem, wymagając od polskich polityków tego, żeby zastanawiali się nad tym czy aby to, co mówią nie będzie miało negatywnych konsekwencji, to z mojej strony daleko idąca przesada i zapewne efekt tego, że jestem niereformowalnym lewakiem. 


 O tym, że jestem niereformowalnym lewakiem świadczy zapewne również to, że nie jestem skłonny uwierzyć w to, że pewien poseł partii, której nazwa rymuje się ze słowem „kolaboracja” (tak chodzi o tego posła, który się ikeowskim kasom nie kłaniał) faktycznie „się zagapił”. Argumentacja idzie mniej więcej tak, jak to napisał u siebie na Eloneksie Jacek Nizinkiewicz: „no ten poseł, to ani mu brat ani swat, ale trudno uwierzyć w to, że chciał ukraść jakieś rzeczy ze sklepu, bo przecież ryzykowałby dla paruset złotych karierę, tak więc nie róbmy z niego złodzieja”. I szczerze się wam przyznam, że o ile ni cholery nie zdziwiło mnie to, że sama konfa i jej opiniomaty internetowe (które, na ten przykład, każde zdarzenie mające związek z wojną w Ukrainie rozkładają na atomy, żeby tylko móc „udowodnić”, że media manipulują, a wszystkiemu i tak winni Ukraińcy), praktycznie nie interesowały się tą sprawą, a gdy już zaczęły się nią interesować, to tylko po to, żeby bronić swojego posła, to już zdziwiło mnie to „porozumienie ponad podziałami”, że w sumie to ten poseł na pewno nie chciał zrobić nic złego. 

Na litość nie istniejącego bytu transcendentnego, w jaki niby sposób ten poseł „ryzykował karierą”? Czy jego kariera polityczna skończyła się po tej akcji? Czy konfie spadło poparcie? Czy po tej akcji konfa wywaliła tego posła? Czy też może zapowiedziała, że nie dostanie miejsca na listach? Odpowiedź na te pytania brzmi „Wiem, tak więc nie muszę się domyślać, że nie”. 


Zachowanie całkiem sporej części komentatorów to czystej wody frajerstwo. No bo tak, wszyscy wiedzą, że konfa non stop uprawia harcownictwo i sprawdza na ile sobie może pozwolić. Tyczy się to również wymiaru stricte informacyjnego (acz tak po prawdzie, to w przypadku konfy jest to wymiar raczej dezinformacyjny), bo konfiarze praktycznie non stop kłamią (a rzeczony poseł ma bardzo długą historię kasowania swoich wpisów z tegoż właśnie powodu). Jednakowoż w momencie, w którym poseł tej formacji zostaje złapany na gorącym uczynku na próbie kradzieży, nagle okazuje się, że powinniśmy wierzyć w zapewnienia posła i jego formacji. 

No po prostu chłop robił duże zakupy i nie wszystko skasował bo miał słuchawki i nie zauważył, że się nie nabiło. Szkoda, że do tego nie dodano, że „kto nigdy czegoś takiego nie zrobił, niechaj pierwszy rzuci kamieniem”, bo biura poselskie konfy zostałyby przysypane przez tony kamieni, ale to tylko dygresja. Byłbym skłonny uwierzyć w tę wersję wydarzeń, gdyby okazało się, że poseł konfy robił zakupy po raz pierwszy w życiu i na domiar złego trafił na kasę samoobsługową. 


Ja rozumiem, że można być roztargnionym i można nie skasować np. jakiejś małej pierdółki, jak się robi duże zakupy, ale nie uwierzę w to, że robiąc dowolnie duże zakupy można było po pierwsze przegapić to, że kupa artykułów się nie „odbiła”, a po drugie nie zwrócić uwagi na to, że przy płaceniu cena się chyba ciut nie zgadza. Nie uwierzę również w to, że gdyby to faktycznie były OLBRZYMIE ZAKUPY, to nie udałoby się dogadać z obsługą i po prostu zapłacić za te artykuły. A właśnie, to jest w sumie ciekawa sprawa, bo ja dopiero pisząc te słowa zwróciłem uwagę na coś, co mi wcześniej (przy okazji odcinka podkastowego, w którym się nad tym tematem pochylaliśmy) umknęło. Już tłumaczę w czym rzecz. Otóż, mnie się, moi szanowni czytelnicy wydawało, że ten nieszczęsny (aczkolwiek to głównie nasze narodowe nieszczęście) poseł zapłacił za te artykuły (prócz przyjęcia mandatu, rzecz jasna). Okazało się, że on co prawda mandat przyjął, ale za artykuły nie zapłacił. Czyli dopiero gdy przyjechała policja zorientował się, że nie są mu potrzebne? A już na sam koniec pastwienia się nad tym tematem, jedna, drobna, uwaga. Czemu tak właściwie ten poseł został zatrzymany przez obsługę? O ile w tym konkretnym sklepie obsługa nie robi „wyrywkowych kontroli” (przprszm, musiałem), to chyba jednak coś na rzeczy było i chyba nie mieliśmy do czynienia z „omyłką”. Swoją drogą, wyjątkowo rozbawiło mnie to podkreślanie przez Mentzena tego, że ten poseł przyjął mandat i nie zasłaniał się immunitetem. Jaśnie Pan Jest Zbyt Łaskawy. 

No dobra, przyznaję, że poświęciłem poprzedniemu tematowi tak dużo miejsca dlatego, że teraz przechodzimy do przedostatniego tematu, który żadną miarą śmieszny nie jest (nawet nieintencjonalnie). Wiecie, współautorzyłem książkę o polskich fanach Trumpa (o tytule z gatunku selfexplanatory: „Trumpolacy”) i myśmy tam produkowali się razem z Doniesieniami z Putinowskiej Polski (nie otaguję jego peja, bo jeszcze się algorytm zbiesi) na temat tego „co to może być”, jeżeli Trumpowi uda się wygrać wybory. Produkowaliśmy się (konkretnie zaś ja) na temat Wielkiej Miłości Zjednoczonej Prawicy do Donalda Trumpa. Niemniej jednak przyznam się wam szczerze, że załamuje mnie to, jak bardzo partia Kaczyńskiego mizdrzy się do Trumpa niezależnie od tego, jak złe i niekorzystne dla naszego kraju są decyzje i plany jego administracji. 


Ostatnio, na ten przykład zrobiło się głośno o nowej strategii bezpieczeństwa USA. W telegraficznym skrócie chodzi w niej o to, że wszelkie relacje USA ze „światem zewnętrznym” mają mieć praktycznie wyłącznie charakter finansowy. Może inaczej to ujmę: jeżeli któreś państwo będzie chciało mieć dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, to takie państwo będzie musiało się na te relacje wykosztować.  

Gwoli ścisłości, ja tam zbyt wielką miłością USA nie darzyłem (nie darzę i nie będę darzyć), ale byłem świadomy tego, że niezależnie od moich uczuć w tej materii, Stany Zjednoczone są gwarantem naszego bezpieczeństwa. Rzecz jasna nie jedynym, ale można by rzec, że głównym. Jeżeli chodzi o dotychczasowe dokonania USA, to prawda jest taka, że Rosja mogła bezproblemowo budować narrację (wykorzystywaną bardzo chętnie przez naszych krajowych skarpetosceptyków), która szła mniej więcej tak: „aha, więc Stanom Zjednoczonym wolno atakować inne kraje, a nam nie wolno? I to ma być sprawiedliwość?!” Niemniej jednak. Polska (i praktycznie cała Europa) mogła liczyć na to, że w razie czego (czytaj: gdyby Rosji się jednak odwidziało udawanie, że się zmieniła) USA nam (Polsce łamane przez Europę [nie, nie zaliczam Rosji do Europy]) pomoże. I jeżeli mam być szczery, to można było być tego pewnym nawet w czasie, w którym administracja Obamy usiłowała doprowadzić do resetu w kontaktach z Rosją. Zresztą, wydaje mi się, dowodem wystarczającym do podparcia tej tezy jest to, że żadnemu krajowi Europy Zachodniej (a takowym jesteśmy my dla Rosji na ten przykład) „Druga Armia Na Świecie” nie zrzucała bomb na głowy. Podsumowując, było wiadomo-jak, ale stabilnie. 

No to teraz jest znacznie gorzej, niż „wiadomo-jak”, ale za to niestabilnie. No bo tak na pierwszy rzut oka teraz to wszystko wygląda lepiej, niż w czasach minionych, bo przecież jeżeli będziemy mieli powiązania gospodarcze, to Donald „Deal Maker” Trump nas nie zostawi na pastwę ruskich bomb i Drugiej Armii w Ukrainie, która z przyjemnością zabrałaby się za wynoszenie nam z domów różnych sprzętów (pralek, kibli, konsol i generalnie wszystkiego, co nie jest odpowiednio mocno przytwierdzone do podłoża). Do tego przynajmniej starają się nas przekonać nasi ukochani Trumpolacy. 

Tyle, że to są po prostu bzdury. No bo tak się jakoś składa, że jeżeli umawiasz się na coś z jakimś wielkim „deal-makerem”, który ponad wszystko stawia (bardzo prymitywny) rachunek ekonomiczny, to się może okazać, że ktoś, kto chce Ci zrobić na złość, kupi od deal-makera więcej bulbulatorów od Ciebie i to ten bogatszy kupiec wkradnie się w łaski Wielkiego Sprzedawcy Bulbulatorów. A jak się już w te łaski wkradnie, to się może okazać, że wszystkie Twoje umowy z WSB są już nieważne, bo ów sobie wymyślił, że mu się już nie opłaca z Tobą dogadywać. Gwoli ścisłości, już mi nawet nie chodzi o tę Rosję (choć ona miałaby znacznie więcej do zaoferowania USA od nas [już nawet J.D. Vance opowiadał o tym, że Rosja ma różne surowce naturalne/etc. i nie wydaje mi się, żeby po prostu chciał się pochwalić swoją wiedzą]), ale o to, że biorąc pod rozwagę optykę obecnej administracji USA – bogatsze kraje szybciej się z nimi dogadają. Tak się jakoś składa, że co prawda Polska jest już (chyba?) w G20, ale przed nami jest całkiem sporo innych krajów, które mają znacznie niższy numerek przy literce „G”. 


Z tego zaś wynika, że Michał Dworczyk, który w baaaardzo długim wątku na Eloneksie tłumaczył, że ta nowa strategia to jest w sumie dla nas nawet lepsza od tego, co było wcześniej, chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że popadł w myślenie życzeniowe. No ale, Dworczyk i jego życzeniowe myślenie to jedno, ale to, co odwalił Radosław Fogiel, to już jest puszczenie się poręczy z prędkością podświetlną. 

Cóż takiego powiedział Fogiel? Ano między innymi wspomniał o tym, że w tej strategii to jest zawarte takie coś, że dzięki niej (uwaga cytuje): „Rosja osiągnie taki poziom stabilności, że nie będzie grozić swoim europejskim sąsiadom”. Bo wiecie, wystarczy tę Rosję wciągnąć w relacje gospodarcze, żeby Rosja zrozumiała, że nie opłaca się jej prowadzić wojen i wszczynać konfliktów, bo to będzie oznaczało poważne konsekwencje natury ekonomicznej. Ci sami ludzie będą nam tłumaczyć, że obecne działania Rosji to efekt po pierwsze, resetu Obamowego, po drugie działań Niemiec (które, przypominam, usiłowały Rosję wciągnąć w relacje gospodarcze/etc./etc. [nie zgadniecie poseł której partii niemieckiej mówił parę miesięcy dokładnie to samo i dlaczego chodzi o Tomasza Frolicha z AfD]) no i generalnie traktowania Rosji jak zwykłego partnera w relacjach międzynarodowych, a czasami wręcz uleganie jej. 


Nawiasem mówiąc, ja tu nie chcę bronić administracji Obamy, ale w tamtym czasie Rosja wysyłała sygnały (teraz już wiemy, że były one fałszywe), które można było interpretować tak, że z Rosją da się dogadać i że można z nią prowadzić normalne relacje. Teraz zaś politycy prawicy (uwaga będzie capslock): WIEDZĄC TO WSZYSTKO I PAMIĘTAJĄC O TYM, DO CZEGO DOPROWADZIŁ RESET tłumaczą, że tym razem na pewno się uda. Czemu tak twierdzą? Ano temu, że boją się nawet pomyśleć coś wbrew Donaldowi Trumpowi, z przyczyn, jak mniemam oczywistych. Powiedzieć, że mają w dupie nasz kraj, to jak nic nie powiedzieć. 

I jeżeli ktoś czytając (bądź oglądając) słowa Fogla pomyślał sobie, że „bardziej się nie da”, to taki ktoś nie miałby racji, albowiem wtedy, cały na walonkowo wchodzi Rafał Woś, który wpadł do króliczej nory znacznie głębiej od Fogla i Dworczyka razem wziętych. Jak przystało na opiniomat nierozerwalnie związany ze Zjednoczoną Prawicą, Rafał Woś musiał również popełnić tekst w obronie tej nowej strategii. Różnica między nim, a tymi poprzednimi ancymonami polega na tym, że Rafał Woś poszedł o krok dalej i zaczął wychwalać nierozszerzanie NATO. Pozwolę sobie na zacytowanie całego fragmentu, ale lojalnie uprzedzam, że należy to czytać przy otwartym oknie: 


"Zakończenie wrażenia, że NATO to sojusz, który musi stale się rozszerzać" - niejednego ten cytat może w pierwszej chwili zmartwić. Ale czy naprawdę przyjmowanie do Sojuszu kolejnych krajów byłego ZSRR zwiększa nasze polskie bezpieczeństwo? Czy może raczej prowadzi do eskalacji w relacjach z Rosją i grozi wprowadzeniem do NATO krajów, których lojalność może okazać się w momencie próby problematyczna?”. 



Po pierwsze, zerknijmy na sam koniec tego pięknego fragmentu. Moim zdaniem podobny argument mógł paść ze strony wszelkiej maści Rafałów Wosiów, zamieszkujących kraje będące członkami NATO w przededniu wstąpienia Polski do NATO. No bo czy sensowne jest przyjmowanie do NATO krajów byłego Układu Warszawskiego, których lojalność może się okazać w momencie próby problematyczna? 


Po drugie „czy naprawdę przyjmowanie do Sojuszu kolejnych krajów byłego ZSRR zwiększa nasze Polskie bezpieczeństwo” (żebyśmy nie mieli wątpliwości, tu chodzi o Ukrainę), pozwolę sobie na ponowne użycie capslocka; TAK ZWIĘKSZA. Im więcej NATOwskich krajów dzieli nas od Rosji, tym lepiej dla nas i rozumieć to powinien każdy, kto chce zabierać głos na temat polskiego bezpieczeństwa. Nawiasem mówiąc, gdyby nie kontekst, zabawne byłoby to, że Woś się produkuje na temat „krajów byłego ZSRR” podważając ich potencjalną lojalność, ale jakoś dziwnym trafem nie wspomina o tym, że „w momencie próby” znacznie większy problem z lojalnością miałyby Orbanowskie Węgry. No ale, Orban też jest MAGA, więc jego nie wypada krytykować. 


Po trzecie, to pamiętajcie, że my tego NATO nie możemy rozszerzać za bardzo, bo to będzie drażniło Rosję. Argumentu o Wosiach w krajach, które niejako przyjmowały nas do NATO już użyłem, więc teraz pora na inny. To miłe, że Rafał Woś zwraca uwagę na uczucia innych. Szkoda natomiast, że są to uczucia Rosji. Wosia nie obchodzi to, że być może „byłe kraje ZSRR” chciałyby wstąpić do NATO, bo wiedzą czym się może skończyć bycie zdanym na łaskę Rosji. Poza tym nie chciałbym być złośliwy, ale wydaje mi się, że od momentu, w którym Rosja zaatakowała Ukrainę NATO się powiększyło i mimo, że dzisiejszy Woś nazwałby to „eskalacją”, to ta eskalacja do niczego nie doprowadziła (tak samo, jak przekraczanie kolejnych nieprzekraczalnych granic, po przekroczeniu, których Rosja miała nam wszystkim „pokazać”). Być może jestem uprzedzony, ale ja tam na ten przykład w dupie mam uczucia Rosji w temacie rozszerzania NATO. 


Tak na sam koniec tych rozważań okołostrategiowych. Problem polega na tym, że nawet jeżeli za parę lat dojdzie do zmiany administracji w USA i nowa administracja powie, że ta Trumpowska strategia już nie obowiązuje, to będzie za późno. Tzn. będzie można cofnąć szkodliwe decyzje i naprawić relacje transatlantyckie, ale to w szerszej perspektywie nie zmieni tego, co się stało. Już tłumaczę w czym rzecz. Zrobię to na przykładzie tego, co PiS zrobił z Trybunałem Konstytucyjnym. Otóż PiS był pierwszą partią, która pokazała, że można sobie wytrzeć wiadomą część ciała orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego i w sumie absolutnie nic z tego nie wynika. Potem PiS już się tym nie musiał przejmować, bo przejął TK. Teraz zaś niektórymi wyrokami TK nie przejmuje się PO (bo całkiem słusznie traktuje TK jako PiSowską przybudówkę). Nawet jeżeli dojdzie do jakiegoś resetu konstytucyjnego i wszystkie partie się zgodzą na to, że brak bezpiecznika ustrojowego nie jest niczym dobrym i całą sytuację się połata, to z tego absolutnie nie wyniknie, że np. parę lat po takim „resecie” nie przyjdzie jakiś inny Jeszcze Bardziej PiS i znowu nie wytrze sobie wiadomej części ciała orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego.


Z relacjami transatlantyckimi jest podobnie. Nowa administracja może je naprawić, ale nie może zagwarantować, że po niej nie przyjdzie Jeszcze Bardziej Trump, który znowu będzie chciał wdrażać strategię „moje bogate ziomeczki first”. 


I na tym bym już chciał zakończyć, ale muszę pochylić się nad jeszcze jednym tematem. Co ciekawe temat ten był przeze mnie poruszany już dwukrotnie. Po raz pierwszy w roku 2013, a po raz drugi w 2017. Żeby tradycji stało się zadość, powinienem temu poświęcić osobną notkę, ale biorąc pod rozwagę moje „przestoje”, pewnie bym jej ostatecznie nie napisał. No ale, ad meritum, chodzi o pomysł wprowadzenia jednolitej ceny na nowe książki. 


Moja opinia na ten temat się nie zmieniła i uważam to za bardzo zły pomysł. O ile samą próbę uregulowania tego, co się u nas dzieje na rynku książki (jak duzi gracze traktują tych mniejszych/etc.) uważam za coś dobrego, to jednak próbę zabetonowania ceny nowych książek uważam za bardzo złe rozwiązanie, albowiem ostatnie, czego potrzebujemy to to, żeby książka stała się dobrem luksusowym. 


Może inaczej: jeżeli wprowadzenie jednolitej ceny książki będzie połączone z tym, że okładkowe ceny książek nie będą przypominały tych dzisiejszych, to taka zmiana ma szansę na to, żeby nie skończyć się źle. Jeżeli jednakowoż dzisiejsze ceny okładkowe nie ulegną zmianie i będziemy (jako czytelnicy) „skazani” na kupowanie nowych książek w cenach okładkowych, to ja co prawda nie jestem jakimś Wielkim Analitykiem, ale wnosząc po tym, czym się skończyło przeskoczenie z zerowego VATu na książki na 5%, wydaje mi się, że skończy się to hekatombą na rynku nowej książki (jeżeli ktoś jest ciekaw, jak to wyglądało wcześniej, to gdy pisałem notkę z 2013 udało mi się dotrzeć do danych o sprzedaży książek i „tąpnięcie” poVATowskie było bardzo widoczne). 


Pozwolę sobie na opisanie jednego kejsu. Jest sobie trylogia „Historia Komunizmu na Świecie” (która ma swoje wady, ale ja nie o tym teraz). Pierwszy tom („Kaci”) wydano u nas w 2021 roku i jego ceną okładkową było 99.90 złotych (kupiłem go „na świeżo” za 69 złotych, gdybym poczekał pewnie udałoby się kupić za połowę ceny). Drugi tom („Ofiary”) wydano w roku 2023 w okładkowej cenie 129,90. Tenże drugi tom kupiłem za 65 złotych (korzystając z jednego z pierdyliona programów lojalnościowych). Trzeci tom („Współsprawcy”) wydano w tym roku i ma cenę okładkową 159.90 (da się ją teraz dostać za jakieś 100 złotych). Innymi słowy, w przeciągu czterech lat, cena okładkowa książki (mają bardzo zbliżoną objętość) wzrosła o pi razy oko 60%. 


I ja wiem, że kalkulacja pewnie przebiega tak: jeżeli ktoś wydaje (będę łaskawy) np. 800 złotych rocznie na nowe książki, to po wprowadzeniu jednolitej ceny książki wyda ich tyle samo, ale po prostu kupi za to mniej nowych książek. I zupełnie pomija się tu ten drobny szczegół, że gdybyśmy „zamrozili” dziś cenę okładkową, to w przypadku wyżej wymienionej „Historii Komunizmu na Świecie” oznaczałoby to, że trzeci tom kosztowałby prawie 100 złotych więcej od drugiego. Czy tylko mnie się wydaje, że to jest dość duża różnica? Tak wiem, że w Polsce sprzedaje się nie tylko książki historyczne, ale różnica w cenie będzie pewnie proporcjonalna. Ta różnica może doprowadzić do sytuacji, w której część czytelników będzie „pożyczać” książki z różnych portali (w formie ebooka) albo kupować je z rocznym opóźnieniem (czyli wtedy, gdy ceny będą już o wiele bardziej przystępne ze względu na promocje). A wtedy osoby zainteresowane tym, żeby na rynku książki nic się nie zmieniało (i duzi gracze mogli dalej robić to, co robią teraz) pewnie pojawi się sporo głosów, z których będzie wynikać, że wszystkie wprowadzone zmiany są złe i trzeba je cofnąć, bo sami widzicie, co się dzieje na rynku „nowej” książki, kto to widział. 


I tym, w sumie nie wiem jakim akcentem kończę powyższa Ścianę Tekstu. 


Źródła:

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/awarie-pociagow-newagu-hakerzy-ujawniaja-kto-stoi-za-celowymi-usterkami/g4hymmg

https://wiadomosci.onet.pl/krakow/skandal-na-kolei-newag-pozywa-hakerow-oraz-konkurencyjna-spolke-sps/h3rrs5m

https://oko.press/newag-hakerzy-dragon-sector-pociagi-impuls

https://wiadomosci.onet.pl/opole/kolejny-pociag-impuls-ulegl-dziwnej-awarii-poprzednie-naprawiali-hakerzy/pb08xtr

https://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/newag-pozywa-poslanke-pauline-matysiak-121539.html

https://wiadomosci.onet.pl/krakow/skandal-na-kolei-sad-odrzucil-pozew-newagu-przeciwko-poslance-partii-razem-chcieli/3pyvphb

https://x.com/PolaMatysiak/status/1981464641151639929

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2279363,1,slapp-y-wiceministrowie-od-ziobry-zaplaca-z-wlasnych-pieniedzy.read


Ściany tekstu na temat Instytutu:

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2020/06/instytut.html

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2024/04/onuco-onuco-cozes-ty-za-pani.html?m=0

https://x.com/PiknikNSG/status/1982181673824399795

https://www.facebook.com/wsieciprawdy/posts/pfbid07uNdepp7RHfomWnYR9DQxMjjKEWXtPMHRKh7wqvX3mwWz2xfAHk26Vzwb7BjgdQAl

https://www.facebook.com/wsieciprawdy/posts/pfbid0myPBm8QRMQaxqtvqPpVZYmN1PmLVfXQkLFMXRTWo53qtnXw8BYPr8RUT2VbrDCtNl

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-razem-odwiesza-pauline-matysiak-poslanka-zostala-ukarana-nag,nId,7875083

Jeżeli poniższy link wam wywali 404, to wrzućcie w gugla „Marcin Horała do dymisji”

https://lewica.org.pl/aktualnosci/7591-marcin-horala-do-dymisji

https://x.com/RafalWos/status/1998721023466946683

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2025-11-07/wyciagneli-karty-w-trakcie-glosowania-posel-z-razem-tlumaczy-decyzje/

https://www.rp.pl/polityka/art1012051-adrian-zandberg-ziobro-przed-trybunal-stanu-reka-nie-zadrzy

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2025-11-09/tyszka-jest-ordynarnym-klamca-janusz-kowalski-reaguje-na-slowa-polityka-konfederacji/

https://oko.press/na-zywo/na-zywo-relacja/tyszka-janusz-kowalski-proponowal-mi-skorzystanie-z-funduszu-sprawiedliwosci

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32389251,chodzmy-stad-to-sa-zlodzieje-kukiz-o-spotkaniach-u-ziobry.html

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2257957,1,wszystkie-tasmy-mraza-kto-z-kim-rozmawial-na-co-sie-umawial-trzeba-w-to-brnac.read

https://x.com/MariaKurowskaPL/status/1995470696038764746

https://polskieradio24.pl/artykul/3615100,afera-funduszu-sprawiedliwosci-oswiadczenie-kurowskiej-i-szybka-odpowiedz

https://www.rmf24.pl/polityka/news-drugi-immunitet-romanowskiego-prokuratura-nie-wylaczal-mozli,nId,7653599

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-porazka-prokuratury-ws-zbigniewa-ziobry-liczne-bledy,nId,8048254

https://oko.press/donald-tusk-skrajny-populista-wypowiedzenie-europejskiej-konwencji-praw-czlowieka-moze-byc-calkiem-rozsadne

https://tvn24.pl/polska/europejska-konwencja-praw-czlowieka-adam-szlapka-polska-nie-ma-planow-jej-opuszczenia-st8722161

https://x.com/JNizinkiewicz/status/1983245972948869223

https://tvn24.pl/polska/incydent-berkowicza-w-ikei-mozna-usprawiedliwic-posel-konfederacji-odpowiada-st8732186

https://x.com/michaldworczyk/status/1996998674681942343

https://www.tvp.info/90473397/prezydent-ukrainy-wolodymyr-zelenski-zaprosil-karola-nawrockiego-do-kijowa-radoslaw-fogiel-gosc-poranka?

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-pare-slow-prawdy-o-strategii-trumpa,nId,22497462

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2013/10/minister-zdrojewski-walczy-z-ksiazkami.html

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2017/03/czytelnik-minus.html