piątek, 1 maja 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #139

 Trochę czasu minęło i udało mi się zebrać do popełnienia kolejnego Przeglądu. Zacznijmy więc od tematu, który był „jedynką” w poprzednim przeglądzie, czyli od ataku Izraela i USA na Iran. W tym miejscu pozwolę sobie na krótki disclaimer: ten konkretny temat nie zostanie przeze mnie oźródłowany, bo gdybym chciał wrzucać linki do każdej wypowiedzi Trumpa albo Hegsetha, albo innego miniona, w której stało, że tak właściwie to oni już wygrali, to pewnie samych linków do tych konkretnych wypowiedzi byłoby przynajmniej kilkadziesiąt. EDIT – będzie jeszcze jeden taki temat z przyczyn, które w trakcie lektury będą oczywiste. Tak swoją drogą, to wygrywanie w Iranie Trumpowi idzie równie skutecznie co Jarosławowi Kaczyńskiemu dochodzenie do prawdy na temat tego, co stało się w Smoleńsku.

Praktycznie od samego początku tego konfliktu nie było tak właściwie wiadomo jaki jest master plan administracji Trumpa. I nie chodzi już nawet o to, że jacyś złośliwcy twierdzili, że nie wiadomo jaki jest ten plan: sama administracja nie była w stanie w sposób klarowny wytłumaczyć o co tak właściwie chodzi w tym wszystkim.

NY Times ostatnio opublikował artykuł z całą kupą informacji, z których wynikało, że do ataku doszło dlatego, że po pierwsze Benjamin Netanyahu powiedział, że tak trzeba zrobić, a po drugie Trump uznał, że będzie dobrze, bo zawsze jest dobrze (no i jeżeli popatrzymy na rzeczywistość oczyma typa, który absolutnie nigdy nie ponosił żadnych konsekwencji tego, co robił, to w sumie trudno się dziwić takiemu podejściu).

Co ciekawe, nawet amerykańskie służby twierdziły, że obalenie reżimu jest praktycznie nierealnym scenariuszem. Z tego by wynikało, że służby nie strumpiały do reszty i pracują w nich jeszcze jacyś sensowni analitycy. No ale, nie miało to żadnego znaczenia, bo Trump miał dojść do wniosku, że w sumie to nawet jeżeli nie uda się obalić reżimu, to to nie ma żadnego znaczenia. Po co więc zaatakowano? Odpowiedź na to pytanie brzmi „tak”.

Gdyby nie kontekst całkiem zabawne byłoby to, że izraelskie służby (i sam premier Izraela) przekonywały Trumpa, że jak się odpowiednio szybko wszystko rozegra, to Iran nawet nie zdąży zablokować Cieśniny Ormuz. Tzn. nie tyle sam Iran, co reżim, bo reżim będzie za bardzo zajęty upadaniem.

A, byłbym zapomniał. Jakiś czas temu (mniej więcej na samym początku wygrywania z Iranem), Donald Trump powiedział, że jeżeli Iran się nie ogarnie, to zostaną Iranowi rozwalone elektrownie i mosty. Iran odpowiedział, że jeżeli tak będzie, to oni będą robić to samo „w okolicy” (+ o ile mnie pamięć nie myli grozili rozwalaniem instalacji odsalających wodę). Potem Trump uznał, że co to, to nie i zagroził Iranowi „zniszczeniem całej cywilizacji”. Trzeba przyznać, że to jest już poziom przerysowanego kreskówkowego złola. Te groźby były tak karykaturalne, że pewnie nawet scenarzyści Austina Powersa uznaliby, że oni tego nie mogą umieścić w swoim filmie, no bo bez przesady.

No dobrze, ale co tak właściwie Trump miał na myśli mówiąc o zniszczeniu cywilizacji? Nikt tak naprawdę nie wie. Ludzie się zaczęli całkiem na serio zastanawiać nad tym czy chodzi o zniszczenie mostów/elektrowni czy też może Orange is the New Crazy zapowiedział w ten sposób uderzenia głowicami nuklearnymi. Tyle, że tak po prawdzie nawet gdyby tak było, to przecież i tak nie oznaczałoby „zniszczenia całej cywilizacji”. No, ale to dygresja. Dziś jesteśmy na etapie takim, że Cieśninę Ormuz blokuje zarówno Iran, jak i USA. Sorry, taką mamy nogawkę czasu.

Co na to nasi kochani Trumpolacy? Otóż, ku zaskoczeniu dosłownie nikogo, Trumpolacy nadal biją brawo. Rzecz jasna, część prawicy bije to brawo już nieco ciszej, ale takie na ten przykład Rafały Wosie w swoich biurach skandują „Donald Trump” używając megafonów. Woś przykładowo już od jakiegoś czasu tłumaczy, że w Iranie to tak właściwie Trump wygrał. Te zapewnienia są o tyle ciekawe, że zdaniem Wosiów tego świata Trump osiągnął wszystkie swoje cele, choć NieWosie zdają sobie sprawę z tego, że Tump tak do końca sam nie wiedział po co mu to.

Tak na sam koniec tego tematu dodam od siebie, że tego rodzaju sytuacje (całkowicie nieprzewidywalny typ, robiąc idiotyczne rzeczy przy okazji wywraca światową gospodarkę [jeszcze mu się do końca nie udało, ale jeżeli „wygrywanie” się przeciągnie, to całkiem sporo krajów może mieć problem]), powinny wszystkich przekonać, że powinniśmy jako UE przynajmniej próbować osiągnąć samowystarczalność energetyczną.

I wtedy wchodzi prawica cała na węglowo i tłumaczy, że tak właściwie to powinniśmy wydobywać węgiel. I zupełnie umyka im ten drobny szczegół, jak to, że wydobycie węgla w Polsce jest tak opłacalne, że (ZNACZNIE) taniej jest go kupić w USA i sprowadzić do Polski. I wydaje mi się, że za tą naglą miłością do „wydobywania polskiego węgla” stoi tak naprawdę miłość do Trumpa i chęć przypodobania mu się i kupowania węgla od USA. Aczkolwiek nie można wykluczyć, że stoi za tym inny zamysł. Otóż jakiś czas temu, zaledwie po kilku latach od mojej niezbyt pochlebnej Ściany Tekstu na temat pewnej książki, poruszającej temat prowincji, rzucił się na mnie hardkorowy fan tejże książki. W trakcie dyskusji na temat Siarkopolu dowiedziałem się, że jego zdaniem państwo nie powinno pozwolić upaść tej firmie i ją dotować. Przyznam szczerze, że trochę mnie to przerosło i w tym momencie przerwałem dyskusję. Być może za pomysłem na Wielką Rekarbonizację stoi właśnie taka kalkulacja.

No dobrze, skoro temat wiecznego wygrywania mamy już za sobą, to możemy przejść do przegrywania. Otóż ponad dwa tygodnie temu, po kilkunastu latach rządów Viktor Orban upadł i sobie głupi ryj rozwalił. I powiem wam (tzn. napiszę), że skala jego porażki pokazuje, że Węgrzy musieli być na niego straszliwie wściekli, a on sam najwyraźniej nie był tego świadomy. Obstawiam (a żaden ze mnie specjalista), że było to tak, że Orban liczył na to, że jakoś się mu uda wygrać (wcześniej się udawało, bo przed wyborami Fidesz zaczynał zwyżkowanie w sondażach), a jeżeli nawet Fidesz przegra, to TISZA wygra ledwo ledwo i w praktyce nie będzie mogła rządzić. A nie mogłaby rządzić, bo Orban zabetonował system dość skutecznie. Pewnie koncypował sobie tak, że TISZA bardzo szybko się wykrwawi bo „nic nie będzie mogła”, a FIDESZ wróci do władzy niesiony na fali niechęci do tych nieudaczników.

Zanim ktoś powie: no elo, przecież ludzie wiedzieliby dlaczego rząd „nic nie może”, to ja takiej osobie odpowiem: a jakie to ma znaczenie? W Polsce na ten przykład nie miało żadnego. Ok, może nie tyle „żadnego”, co nie było to na tyle istotne, żeby miało wpływ na wynik wyborów prezydenckich. Aczkolwiek, nie chciałbym być źle zrozumiany: winę za przewalenie wyborów z kibolem ponosi sztab Trzaskowskiego i KO. No, ale to dygresja, wracajmy na Węgry.

Tak więc Orban miał swój sprytny plan, który się potem szybko zdezaktualizował w momencie, w którym okazało się, że TISZA zdobyła większość konstytucyjną, a co za tym idzie, droga do odbetonowania tego, co zabetonował Orban, stoi otworem.

Gwoli ścisłości, to jest tylko moja teoria, bo mogło być tak, że Orban zaliczył tak ogromną odklejkę, że autentycznie wierzył w to, że znowu wygra. O ile pewności w kwestii tego „co myślał Orban” mieć nie możemy, to możemy ją mieć w kwestii tego, co sobie myśleli inni. Jacy inni? Ano np. administracja Trumpa. Ano np. konfa. Ano np. Zjednoczona Prawica. Toż przecież sam Jarosław Kaczyński powiedział, że zwycięstwo Orbana będzie ważne, bo on razem z Orbanem (po swoim zwycięstwie w 2027) i ze środowiskiem Le Pen chce reformować Unię Europejską.

Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że z tym reformowaniem Unii Europejskiej przez Kaczyńskiego to jest tak, że 11 lipca minie 10 lat od momentu, w którym Jarosław Kaczyński ogłosił, że on zlecił znanemu prawnikowi napisanie nowych traktatów unijnych. No, ale to dygresja.

W Orbana wierzył również Karol Nawrocki, który pojechał na Węgry z okazji jakichś tam dni przyjaźni czegoś tam (tak, wiem, chodziło o konkretne wydarzenie, ale come on, absolutnie nikt się tym wydarzeniem nie przejmuje i chodziło o to, żeby wesprzeć Orbana przed wyborami). Tak, chodzi o tę wizytę, przez którą się nam prezydent był striggerował pytaniem dziennikarza, że aż mu wygrażał palcem. Pytanie dziennikarza dotyczyło tego, czy Nawrockiemu już nie przeszkadzają dobre relacje Orbana z Putinem. Nawrocki się był obruszył (dziennikarz ma farta, że pamięć mięśniowa się nie odezwała u prezydenta, bo wtedy mogłoby się to skończyć dla niego gorzej) i zaczął tłumaczyć, że halo, jego Rosja to nie lubi/etc.

I tu dochodzimy kwestii, którą warto poruszyć. Polska prawica całkiem skutecznie przekonuje (przekonuje, bo ten proces cały czas trwa) sporą cześć suwerena do tego, że jest antyrosyjska. I ta antyrosyjskość ma wymiar absolutny (nie to co ten Tusk, który z Putinem fotkę miał niejedną!). Gdy prawica jest konfrontowana z działań, które Rosji sprzyjają, zawsze, ale to zawsze zagrywa tę samą kartę „myśmy są antyrosyjscy, więc niejako z automatu wychodzi na to, że żadne nasze działanie nie może być uznane za prorosyjskie”.


Czemu o tym wspominam? Ano temu, że ja jestem w stanie się pogodzić (aczkolwiek wcale nie przychodzi mi to łatwo) z tym, że niektórzy ludzie mogą uważać, że Donald Trump „chce dobrze dla Polski i dla Europy”. I ktoś, kto myśli takimi kategoriami mógłby uznać, że skoro Trump popiera Orbana, to znaczy, że dla Polski i dla Europy reelekcja Pana Viktora będzie dobra. Ale na litość nieistniejącego bytu transcendentnego: Orbana popierał Putin (i nawet speców ds. przekręcania wyborów mu podesłał swoich). Żeby to wszystko spiąć jakąś klamrą: wiara w to, że Trump chce dla nas dobrze (biorąc pod rozwagę chęć rozwalenia UE) oznacza, że nie jest się najostrzejszym ołówkiem w piórniku. Natomiast wiara w to, że kandydat wspierany przez Putina będzie dla nas dobrą opcją, oznacza, że jest się niereformowalnym dzbanem.

Do momentu wybuchu pełnoskalowej wojny, którą wywołała Rosja, Orban lawirował. Było wiadomo, że lubi Wołodię, ale jednak trochę się z tym czaił. Po wybuchu wojny Orban stał się już prawilnym prorusem i w ogóle tego nie ukrywał. Co ciekawe nasza prawica też go za to czasami krytykowała (Nawrocki to nawet spotkanie z nim odwołał w grudniu 2025). Na finiszu kampanii wrzucono w przestrzeń publiczną nagrania, na których szef MSZ (Peter Szijjártó) płaszczył się przed Ławrowem, a Orban przed Putinem. W trakcie tych rozmów omawiane było torpedowanie sankcji i tak dalej, no ale to jest oczywista oczywistość.

Polska prawica o tym wszystkim wiedziała, a mimo to twardo stała za Orbanem. Rzecz jasna do momentu, w którym Orban nie przegrał wyborów, bo wtedy się okazało, że ten Orban to ziomek Tuska, a tak w ogóle to prawicy naprawdę przeszkadzało to, że on się kolegował z Putinem i że wschodnia polityka Orbana była całkowicie rozbieżna ze Zjednoczono Prawicową. Poza tym, porażka Orbana ciężko doświadczyła TV Republikę. Najpierw zachowali się jak ostatni frajerzy i ogłosili, że Fidesz wygrał (po tym, jak przeliczono dosłownie kilka % komisji). Potem Rachoń robił fikołki i tłumaczył, że Orban to taki Tusk węgierski. W międzyczasie na portalu republiki pojawił się artykuł, w którym opisywano Orbana jako sojusznika Putina (i nie było tam ani słowa nieprawdy), który to artykuł chwilę potem zniknął. Aczkolwiek moim skromnym zdaniem całą pulę żenady zgarnął Przydacz (jeden z podwładnych Nawrockiego), który nieco później tłumaczył, że Nawrocki wcale nie popierał Orbana i jeżeli ktoś uważa, że było inaczej, to niech mu pokaże dowolną wypowiedź Prezydenta Nawrockiego, z której miałoby to wynikać. Starł się z nim w tym temacie Jakub Wiech, który stwierdził (całkiem przytomnie), że wystarczyło to, że Nawrocki tam pojechał w trakcie kampanii, wiedząc wszystko to, co wiedział.

No dobrze, żeby nie przedłużać. Z jednej strony to dobrze, że Orban się wywalił, ale z drugiej strony warto mieć na uwadze ten drobny szczegół jakim jest fakt, że wszystkie partie, które weszły do węgierskiego parlamentu są partiami prawicowymi. No jakoś tak się złożyło, że lata pompowania ludziom do głów prawicowej retoryki zaowocowały tym, że lewicowe poglądy się tam w ogóle nie przebijają. I jakkolwiek daleki jestem od porównywania sytuacji politycznej w Polsce do tej, która „się dzieje” na Węgrzech, to jednak znamienne jest dla mnie to, że lewicowa retoryka w Polsce jest na tyle niszowa, że poparcie NL i Razemów jest mniejsze od poparcia konfy Memcenowej (w niektórych sondażach Brauniści też mieli więcej). Aczkolwiek to już nawet nie jest kwestia tego, że lewicowa retoryka (tfu tfu progresja podatkowa/etc.) jest niszowa. Problem polega na tym, że od dłuższego czasu wszystko, czym straszy prawica (a w przeważającej większości wypadków są to wymysły prawaków i czyste dezinfo) jest opisywanie jako lewackie i lewicowe. Kredens debaty publicznej jest tak bardzo przesunięty w prawo, że, na ten przykład, kwestia równości małżeńskiej jest dla prawicy czymś w rodzaju zagrożenia cywilizacyjnego.


Jedną z przyczyn, dla których dzieje się u nas to, co się dzieje (coraz większe uprawicowienie debaby publicznej) jest to odwieczne cofanie się przed prawicową retoryką przez Jedną Taką Dużą Partię. I mam tu dokonały kejs. Jakiś czas temu TSUE (potem zaś potwierdził to NSA) wydał, zdaniem prawicy, szokujący wyrok. Otóż, okazało się, że jak dwóch typów (bądź też dwie typiary) wezmą ślub w Niemczech i potem przejadą przez Odrę do Polski, to nadal są tym małżeństwem.

Dla prawicy, rzecz jasna, był to dowód na to, że zgniłe elity brukselskie atakują polskie małżeństwa. Najwyraźniej prawica wychodzi z założenia, że państwo ma skończoną liczbę małżeństw do rozdysponowania i jeżeli elgiebety się zaczną żenić, to małżeństw zabraknie dla heteryków albo może sądy będą orzekały losowe rozwody u heteryków, byle tylko starczyło dla tych elgiebetów złych.


I wydawać by się mogło, że jak się jest „stroną” w polskiej polityce, która opowiadała o tym, jak ważne są wyroki TSUE i jak bardzo zły jest PiS, że je olewa, to wypadałoby się do tych wyroków stosować samemu, prawda? No przecież to nie samo KO zrobiło, to TSUE orzekło, a wyroków TSUE trzeba przestrzegać. No ok, prawica coś tam marudzi, ale to nie nasza wina!

No i oczywiście, że okazało się, że części obecnej koalicji rządzącej się coś takiego nie podobało i zaczęło się kombinowanie, że z tym wyrokiem TSUE to jest tak, że on nie dotyczy wszystkich elgiebetów, ale tego jednego, jedynego małżeństwa dwóch typów. Zapewne część z was już widziała te memy, z których wynikało, że w myśl artykułu 18 konstytucji pod szczególną ochroną jest małżeństwo mężczyzny i kobiety oraz Jakuba i Mateusza.

Z rozbrajającą szczerością skomentował to jeden z działaczy KO w rozmowie z GW. Działacz ów powiedział, że w sumie to te elgiebety to nie jest na tyle duży elektorat, żeby decydował o wyniku wyborów. I wiecie, ja rozumiem, że jest coś takiego jak pragmatyzm polityczny. I rozumiem, że ktoś może kalkulować tak, że może tu i tam się cofnie, ale wybory wygra. No, ale jakoś tak się złożyło, że to cofanie nie doprowadziło do sytuacji, w której Trzaskowski kasuje Batyra w drugiej turze 60:40 tylko do tego, że przegrał z nim wybory. A z sondaży zaś wynika, że najprawdopodobniej po wyborach w 2027 rządzić nami będzie koalicja PiSu i dwóch konf. Ciężko tu więc mówić o jakiejkolwiek skuteczności w wypadku tej konkretnej strategii. No chyba, że chodzi o to, żeby przegrać, a przed porażką opowiadać o tym, jak bardzo będą ważne te wybory/etc.

No dobrze, idźmy dalej. Jakiś czas temu wszyscy mogliśmy się przekonać o tym, że jak człowiek krzywdzący dzieci zostanie skazany na 25 lat więzienia, to to jest tuszowanie p***filii. Chodzi, rzecz jasna o sprawę z Kłodzka, w której to jeden jegomość wraz z żoną (ona została skazana na 6 lat więzienia) zajmowali się wiadomo jaką działalnością. Na początku kobieta tłumaczyła, że była kolejną ofiarą, ale z materiału dowodowego wynikało, że jednak nią nie była. Gdy media o całej sprawie napisały (plot twist polega na tym, że nie zrobiły tego media prawicowe), to się nagle okazało, że to jest Wielka Afera, bo ukrywajo to, że żona tego typa była w KO jakiś czas temu.


I nagle się okazało, że ta sama prawica, która przy okazji pierdylionowego przypadku księdza, który krzywdził dzieci i który był ukrywany przed wymiarem sprawiedliwości przez Kościół, mówi, że łohoho, to nie jest żadna afera, Kościół nic nie winien, a poza tym to tylko jednostkowy przypadek - zaczyna opowiadać o tym, że w KO kryje się takie przypadki. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że to nie było pierwsze prawicowe wzmożenie na tym tle, bo poprzednim razem wydarzyło się to przy okazji sprawy związanej z synem posłanki Filiks. Niemniej jednak tym razem prawica była jeszcze bardziej zajadła.


Argumentacja idzie mniej więcej tak: jak to jest, że o krzywdzeniu dzieci przez duchownych media mówiły i pisały tak dużo, a o tych przypadkach nie aż tak dużo. Bonusową narracją jest ta, z której wynika, że media to w ogóle ZA DUŻO pisały i opowiadały o „problemach” Kościoła. I to jest chyba tak, że prawica na serio nie rozumie czemu media poruszały te tematy. Dla nich to jest dowód na to, że Kościół jest prześladowany. Wiecie, spisek lewacki/etc. Ci ludzie w ogóle nie przyswajają tego, że większym problemem Kościoła niż to, że jego funkcjonariusze krzywdzili dzieci (choć już samo w sobie jest to dyskwalifikujące w przypadku organizacji, która rzekomo ma stać na straży sprawiedliwości społecznej/etc./etc). było to, że robili to za cichym przyzwoleniem organizacji, do której należeli. Aczkolwiek to „ciche przyzwolenie” to jednak niedopowiedzenie, bo Kościół dwoił się i troił, byle tylko sprawcy wiadomych czynów nie ponieśli żadnych konsekwencji. Czasami kończyło się to spektakularnymi „przypałami” (wiem, że to nie jest adekwatne określenie, ale musi wystarczyć), gdy ktoś taki, wysłany za granicę, co za szok, robił dokładnie to samo, co w Polsce i zajęły się nim organy ścigania innego kraju.

Co się zaś tyczy organów ścigania, to pozwólcie, że zafunduję wam eksperyment myślowy: wyobraźcie sobie, co by było, gdyby sprawa tego typa z Kłodzka (i jego żony) została umorzona przez prokuraturę, a prokurator nadzorujący pracę „umarzaczy” wyszedł był przed kamery i opowiadał o tym, że w sumie to nic się nie stało, bo ten typ był po prostu energoterapeutą. Śmiem twierdzić, że oburzenie (całkiem słuszne) byłoby gigantyczne. Prawica zaś (również, całkiem słusznie) opowiadałaby o tym, że jest to dowód na to, że wymiar sprawiedliwości pewnych ludzi nie chce ścigać, zaś prokurator, który opowiadałby idiotyzmy o energoterapii zostałby odsądzony od czci i wiary. Zapewne część z was w trakcie czytania tego wywodu zorientowała się, że to nie jest żaden eksperyment myślowy. To była parafraza tego, co pewien znany prokurator mówił o księdzu z Tylawy. Prawica była na niego tak bardzo oburzona, że nie przeszkadzało jej to, że jest w jej ukochanej partii. Nie przeszkadzało jej również to, że prokurator ów został sędzią Trybunału Przyłębskiego.

Żeby nie przedłużać: owszem, media dużo uwagi poświęcały temu, co robił Kościół. Tyle, że działo się to dlatego, że kontaktowały się z nimi ofiary (albo rodziny ofiar), które w ten sposób domagały się sprawiedliwości. Gdyby zabłądziła tu jakaś osoba w kryzysie prawicowym i chciała na ten temat dyskutować, napisze jedynie, że moim skromnym zdaniem wyrok 25 lat jest nieco bardziej dotkliwy od wysłania sprawcy do innego miasta i skłonienie ofiary (bądź jej rodziny) do tego, żeby nie opowiadała o tym, co się stało. 


UWAGA! Ściana Tekstu Sponsorowana Przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Skoro jesteśmy przy pawicy, to warto się pochylić nad tym, jak skutecznie prawica dezinformuje swój elektorat. W Warszawie spłonął krzyż, będący pamiątką wizyty Karola Wojtyły w 1979 roku. Służby ustaliły, że do pożaru przyczyniły się znicze stojące pod tymże krzyżem. Tyle, że ustalenia te nie miały żadnego znaczenia, bo prawica praktycznie od razu wrzuciła w przestrzeń publiczną dezinformację o tym, że krzyż na bank został podpalony. Przysłowiową cebulą na torcie było to, że sam Antoni Wielki Analityk Macierewicz dowodził we wpisie na Eloneksie, że krzyż został podpalony. Ciekaw jestem, czy zaproponuje utworzenie komisji mającej to wyjaśnić i czy poprosi o drugi taki sam krzyż, który jego komisja będzie mogła rozwalić. I wiecie, my się możemy z tego śmiać, ale prawda jest taka, że dla partyjnego betonu narracja o podpalonym krzyżu stała się prawdą objawioną w momencie, w którym prawicowi politycy wrzucili ją do debaty publicznej.

Kolejny temat będzie dość krótki, albowiem odpowiedź na pytanie „jak do tego doszło” jest odpowiedzią na pytanie postawione przez jednego z wieszczy: „skąd wzięła się woda na terenach zalewowych?”. Chodzi, rzecz jasna, o sprawę Zondacrypto. Przyznam się wam szczerze, że nieszczególnie się interesowałem tą, ahem, „giełdą” i dopiero po tym, gdy się zaczęła zawalać, ktoś wrzucił w internety podsumowanie tego skąd się owa, ahem „giełda” wzięła i prawda jest taka, że to się nie mogło inaczej skończyć.

Z jednej strony, trochę mi szkoda ludzi, którzy potrafili tam wtopić oszczędności całego życia (a takich pewnie nie brakowało), ale z drugiej strony: SERIO? Wkładać gdzieś kupę kasy i nie interesować się tym, co to właściwie za organizacja i jaką ma historię? Gwoli ścisłości, przeprowadzono sondaż, z którego wynikło, że 82% respondentów (niezależnie od poglądów politycznych) uznało, że państwo nie powinno pomagać osobom poszkodowanym przez Zondacrypto i co prawda jest to sondaż IBRISu (a to oni przed pierwszą turą prognozowali, że Trzaskowski rozjedzie Batyra 60:40 w drugiej turze), ale wydaje mi się, że tym razem im się udało dobrze wysondażować wyniki.


Nawiasem mówiąc, dopiero z artykułu z OKO Press dowiedziałem się, że w latach 2019-2025 prokuratura wszczynała ponad 16.000 (słownie szesnaście tysięcy) postępowań po zgłoszeniach ludzi poszkodowanych przez różne wały na rynku krypto. Poszkodowanych zaś było prawie 58 tysięcy osób (ich straty wynosiły w sumie 2.3 miliarda złotych). Wspominam o tym dlatego, że tych poszkodowanych było i jest od cholery i jeszcze trochę. I ja wiem, że pewnie część z nich się tym nie chwali, ale wydaje mi się, że wystarczająco dużo z nich opowiedziało o tym, co się stało. Zmierzam do tego, że to jest ten moment, w którym osoby w kryzysie mentzenizmu powinny powiedzieć Volenti non fit iniuria.

Rzecz jasna, w całej tej sprawie związanej z Zondacrypto nie mogło zabraknąć wątku humorystycznego. Wątkiem tym jest fakt, że prawica, ta sama, której nie przeszkadzało uczestnictwo w CPACu sponsorowanym przez Zondacrypto i fakt frenetycznego reklamowania jej w TV Republice, teraz nagle usiłuje przypiąć tę aferę do Donalda Tuska. I znowuż, beton partyjny na pewno w to uwierzy. Tenże sam beton nie będzie miał choćby minimalnego dysonansu poznawczego. Może i republika reklamowała Zondacrypto, może i CPAC był sponsorowany przez tę, ahem, „giełdę”, może i prawica non stop głosowała przeciwko wprowadzeniu regulacji w kwestii krypto i może i Batyr dwa razy zawetował ustawę w tej sprawie, ale to jest afera Tuska i obecnej koalicji rządzącej, więc japa tam.

Na koniec zostały nam dwie sprawy. Jedna dość przykra, druga zaś (gdyby nie kontekst) byłaby zabawna). Zacznijmy od tej pierwszej, czyli od śmierci posła Nowej Lewicy, Łukasza Litewki, który zginął w wypadku (jechał rowerem i został potrącony przez samochód). Praktycznie zaraz po jego śmieci zaczęły się pojawiać teorie spiskowe (tak, to jest drugi temat, którego nie będę źródłować). Punktem wyjścia było to, że poseł ów nie tyle zginął w wypadku, co został zamordowany. To był, rzecz jasna, punkt wyjścia, bo potem te same środowiska (liczba mnoga, bo tym razem to nie była sama prawica) zaczęły „ustalać” co mogło być przyczyną, dla której ów poseł został zamordowany.

I muszę przyznać, że choć o naszej prawicy zdanie mam jak najgorsze, to jednak jest to nowy poziom braku RiGCzu. Dorota Kania wrzuciła na swoje konto na Eloneksie screen z wpisem Łukasza Litewki i napisała, że ona w sumie dopiero teraz zobaczyła jego wpis o (werble) Kłodzku. Dorota Kania doskonale wie, kim są jej odbiorcy, bo ten sygnał im całkowicie wystarczył i w komentarzach pod wpisem można było przeczytać, że tak, no pewnie, że go za to zabili, bo był dla nich „problematyczny”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że, owszem, Łukasz Litewka popełnił wpis na temat tego, co stało się w Kłodzku i ten wpis miał duże zasięgi, ale warto wspomnieć o tym, że ów wpis popełnił dwa dni po tym, jak o sprawie zrobiło się głośno. Tym samym nie ma mowy o tym, że on coś „ujawnił”, albo że napisał coś, co się mogło „nie spodobać”.

Naturalną konsekwencją takiej strategii narracyjnej było to, że praktycznie zaraz potem konta, które wcześniej pisały o tym, że one to w sumie bardziej Rosjan niż Ukraińców lubią zaczęły tłumaczyć, że policja zaciera ślady w sprawie śmierci Łukasza Litewki. Dowodem miało być, na ten przykład, zdjęcie, na którym policjant przestawiał rower Litewki. Jakiemu państwu bardzo zależy na tym, żeby Polacy nie ufali polskim służbom i wymiarowi sprawiedliwości? Nie wiem, ale się domyślam.


No dobrze, było straszno, a teraz będzie śmieszno (ten konkretny fragment Przeglądu sponsorowany jest przez słowo „cringe”). Jedną z głównych „osi” wizerunkowych obecnego prezydenta RP jest to, że chłop jest silny i sprawny fizycznie. No i faktycznie tego jednego nie można mu odmówić (za to można i trzeba odmówić mu znacznie więcej cech, które w kontekście pełnionej przez niego funkcji są raczej kluczowe).

No dobrze, ale o czym właściwie będzie? Zacznę niejako od końca, ale wpierw kontekst: co prawda na siłowniach wiele się zmieniło w przeciągu ostatnich 25 lat i przekrój demograficzny zmienił się radykalnie, to jednak nadal na siłowniach można trafić na typów, którzy po pierwsze, robią wszystko, żeby pokazać, że są lepsi od innych (nierzadko kończy się to naderwanymi mięśniami, tudzież innymi kontuzjami), a po drugie lubią zmyślać. I to jest w sumie dość zabawne, bo literalnie każdy, kto ma trochę doświadczenia z dźwiganiem ciężarów jest w stanie rozpoznać, kiedy ktoś inny - kogo kojarzą z siłowni i wiedzą jakimi ciężarami zazwyczaj macha - ściemnia (i to jest wzgórze, na którym jestem gotów zginąć).

I jestem się w stanie założyć o wiele, że gdyby na siłowni ktoś zaczął opowiadać historie o tym, jak to kiedyś wyciskał na płaskiej ławce tyle, a tyle kg, a potem dodał, że co prawda teraz jest o prawie 20kg lżejszy niż wcześniej, ale na płaskiej ławce wyciska praktycznie tyle samo, to taki ktoś zostałby zabity śmiechem. Pozwolę sobie w tym miejscu coś doprecyzować: to by było możliwe, ale tylko i wyłącznie w sytuacji, w której opowiadający byłby „na igle”, bo wtedy takie cuda jak redukcja masy mięśniowej połączona z utrzymaniem siły są jak najbardziej możliwe.


Czemu o tym wspominam? Ano temu, że właśnie taką narrację usiłuje nam sprzedać obecny prezydent RP wraz ze swoim medialnym otoczeniem. I to jest obiektywnie zabawne, bo nawet gdyby prezydent wyciskał na tej nieszczęsnej płaskiej ławce w serii „tylko” 100kg, to to i tak jest dobry wynik. Ale nie, trzeba się legendować. W trakcie kampanii sam opowiadał o tym (zapytany o swojego maksa), że kiedyś to 152,5kg wyciskał, ale teraz waży mniej, a co za tym idzie, wyciska na płaskiej mniej kg. Teraz zaś narracja się zmieniła i z bardzo konkretnego ciężaru (co nie jest niczym dziwnym, bo każdy, kto chodził ileś tam lat na siłownie pamięta swoje „maksy”) zrobiło się (w rozmowie w Kanale Zero) „ponad 150 kg”. Potem zaś nastąpił rant na temat tego ile to on teraz podnosi. Przyznam szczerze, że nigdy nie myślałem o tym, że będę się pochylał nad tym ile dany polityk wyciska na płaskiej ławce, and yet here we are.

A najbardziej bawi mnie w tym wszystkim to, że jego, że tak to ujmę, grupa docelowa, czyli kibole muszą być świadomi tego, że Batyr opowiada bzdury. Kto jak kto, ale ziomeczki, które spędzają bardzo dużo czasu na siłkach muszą sobie z tego zdawać sprawę. Ale tak, jak polska prawica nie jest w stanie powiedzieć kilku słów prawdy na temat Trumpa, tak żelazny elektorat Batyra nie jest w stanie publicznie przyznać, że ich „wybraniec” ściemnia.

Niestety nie możemy jeszcze zatrzymać karuzeli śmiechu, bo w tej samej rozmowie na „Kanale Zero” Nawrocki powiedział, że jakby co, to on udowodni, że tyle podnosi, ale on nie wie kiedy, bo jest prezydentem i z czasem u niego ciężko. I znowuż to, co tu napiszę, to nie będzie żadna prawda objawiona: jeżeli ktoś wie, że jest w stanie podnieść jakiś ciężar, to tak na dobrą sprawę potrzebuje rozgrzewki (w tym „dogrzania się” mniejszymi ciężarami) i to wystarczy, żeby podnieść ten ciężar bez ryzyka kontuzji. Po co więc Batyr kupuje sobie więcej czasu? Ujmę to w sposób, który nie narazi mnie na odpowiedzialność karną z artykułu 135. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, napisałbym, że żeby podnieść ten ciężar taka osoba zapewne skończy „na igle”. Ponieważ chodzi o Prezydenta RP (again, nadal ciężko mi uwierzyć w to, że poruszam ten temat), napiszę jedynie tyle, że na filmiku, który wrzucił u siebie Pudzian widać, że Batyra prawie „zgniótł” ciężar pomiędzy 100 a 120 kg (ciężko dokładnie ocenić, ale to było mniej więcej tyle). A skąd wiem, że go zgniótł? Ano stąd, że jeżeli ktoś wyciska jakiś ciężar na płaskiej i nagle podrywa tyłek z ławki, to znaczy, że to już nie jest wyciskanie, „ale walka o życie”.


Ja już to zwerbalizowałem w ramach podkastu, ale teraz to napiszę: niechże ten Batyr zajmie się sportem zawodowo, bo po pierwsze, obecna funkcja go przerasta na wielu płaszczyznach (i zdarza się mu wetować ustawy, których treści nie zna), a po drugie, gdy się już zajmie tym sportem, to ja nie będę musiał się zajmować jego realnymi bądź też wyimaginowanymi osiągnięciami na siłowni.

I tym, nie wiadomo jakim akcentem zakończę niniejszy Przegląd.


Źródła:

https://www.bbc.com/polska/articles/c78rje19ynyo

https://www.politico.eu/article/serbia-duro-jovanic-ukraine-explosives-pipeline-hungary-election/

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/donald-trump-wspiera-viktora-orbana-oferuje-potezna-pomoc-gospodarce-wegier/1x0q6fs

https://wyborcza.pl/7,75398,32723990,konfederaci-wspierali-orbana-teraz-sie-dystansuja-mowia-ze.html

https://www.rp.pl/polityka/art44063151-jaroslaw-kaczynski-wspiera-viktora-orbana-zwyciestwo-moze-przesadzic-o-przyszlosci-europy

https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/kaczynski-wazny-prawnik-pracuje-nad-traktatami-dla-ue,66659.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-wizyta-nawrockiego-u-orbana-dzieli-polakow-nowy-sondaz,nId,23323389

https://www.wirtualnemedia.pl/prezydent-wygrazal-dziennikarzowi-tvn-palcem-pan-sie-ogarnie-i-slucha,7267427978021344a

https://www.dw.com/pl/putin-walczy-z-orb%C3%A1nem-o-zwyci%C4%99stwo-w-wyborach-wys%C5%82a%C5%82-polittechnolog%C3%B3w/a-76337516

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/karol-nawrocki-odwolal-spotkanie-viktor-orban-przerywa-milczenie/7wqf3gq

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-opublikowano-rozmowy-wegier-z-kremlem-jak-oficer-wywiadu-z-a,nId,23321160

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-wyciekla-rozmowa-orbana-z-putinem-jestem-do-dyspozycji,nId,23324236

https://tvn24.pl/polska/tobiasz-bochenski-polityka-wschodnia-viktora-orbana-byla-absolutnie-rozbiezna-z-nasza-st8994896

https://www.donald.pl/artykuly/5PKbrge2/nagla-zmiana-przekazu-w-tv-republika-orban-okazal-sie-sojusznikiem-putina-i-jest-porownywany-do-tuska

https://x.com/jakubwiech/status/2047366412939784537

https://oko.press/historyczny-wyrok-nsa-urzednik-musi-uznac-malzenstwo-jednoplciowe-zawarte-zagranica-ma-na-to-30-dni

https://oko.press/tsue-transkrypcja-malzenstw-urzednicy-w-gotowosci-na-drodze-minister

https://oko.press/nie-malzenstwa-a-malzenstwo-rzad-chce-ograniczyc-skutki-wyroku-nsa-do-konkretnej-pary-nasz-news

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/nie-zyje-syn-poslanki-magdaleny-filiks-to-dziecko-zostalo-zaszczute-przez-tvp/zeyth3n

https://oko.press/stanislaw-dajciumka-piotrowicz-prokurator-ktory-chronil-ksiedza-molestujacego-dziewczynki

https://oko.press/sprawa-pedofila-z-klodzka-i-prawicowa-pornografia-zbrodni

https://x.com/Macierewicz_A/status/2041096883800600967

https://wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198072,32477548,tupolewa-zniszczyla-podkomisja-macierewicza-prokuratura-krajowa.html

https://wiadomosci.radiozet.pl/polska/sondaz-sami-sobie-winni-polacy-zabrali-glos-ws-klientow-zondacrypto

https://dorzeczy.pl/kraj/869983/nawrocki-trenowal-z-pudzianowskim-ma-charakter-chlop.html

https://wiadomosci.wp.pl/kandydat-pis-spotkal-sie-z-fanami-pochwalil-sie-ile-wyciska-na-klate-7100768219028096a

poniedziałek, 16 marca 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #138

Trochę minęło od ostatniego Przeglądu, tak więc trzeba będzie mocno przekrojowo ostatnich parę miesięcy potraktować. Gdyby twórcy serii Command & Conquer dopiero teraz zaczynali przygodę z tworzeniem gier, to najprawdopodobniej ich drugi kultowy cykl miałby podtytuł „Orange Alert”. Tym samym, jak się pewnie domyślacie, zaczniemy ten Przegląd od Trumpa i jego działań. 


Jak już pewnie wiecie, Trumpiści razem z Izraelem zaatakowali Iran (w momencie, w którym piszę te słowa, Zjednoczone Emiraty Arabskie wykonały atak odwetowy na Iran, ale zarzekają się, że do wojny nie zamierzają się przyłączać). Rzecz jasna, z racji tego, że USA ma taką, a nie inną technologię wojskową (a Izrael ma swoją po USA) jest to starcie mocno jednostronne (z pewnymi wyjątkami, o których za moment będzie). 


Zaczęło się w sumie od tego, że przy pomocy nalotów i ostrzału rakietowego zabito Ayatollaha Chamenei i praktycznie całą wierchuszkę irańskiego reżimu. Tak, wiem, było to nieco bardziej złożone, bo równolegle wypracowywano sobie bezwzględną przewagę w powietrzu, ale najistotniejsza była ta wierchuszka. Czemu? Ano temu, że ludzie zawiadujący największym mocarstwem na naszej planecie czerpią swoją wiedzę z niezbyt mądrych filmów akcji, w których wystarczy, że się zabije tego Największego Złola i jego przydupasów, a potem to już w takim kraju (który wcześniej był ciemiężony przez Złola) to już wszystko będzie git. 


I mniej więcej tego się chyba spodziewano, bo od samego początku Trumpiści nie byli w stanie wyjaśnić jaki tak właściwie jest masterplan tego ataku. Śmiem twierdzić, że Trumpiści spodziewali się tego, że po odstrzeleniu wierchuszki reżimu reszta tegoż reżimu przybiegnie do nich i będzie się chciała z nimi układać (no bo w końcu tak się to właśnie odbyło w Wenezueli, nieprawdaż?).  


A tu się nagle okazało, że jest jak w tym memie z „Trailer Park Boys”: „Powinno wyjść inaczej”. I nie pomógł nawet apel syna obalonego szacha, który wystosował odezwę do armii i narodu irańskiego, że tera już będzie dobrze, bo nadeszła pomoc. Na domiar złego, irański reżim zaczął się odgryzać i, na ten przykład, rozpieprzył amerykanom radar wczesnego ostrzegania (a to nie są tanie rzeczy). To „Powinno wyjść inaczej” osiągnęło już te poziomy, że Stany Zjednoczone chcą kupić od Ukrainy drony do przechwytywania irańskich Szahedów. Mam nadzieję, że gdy już Trumpiści kupią ten sprzęt, to nie zapomną podziękować Ukraińcom. Mam również nadzieję, że w trakcie podziękowań strona je składająca będzie ubrana w garnitury. (Edycja, już po napisaniu tego kawałka okazało się, że Trump dementował te doniesienia, ale zaraz potem zaczął mówić, że USA mają najlepsze drony na świecie i niczego od nikogo nie potrzebują, tak więc możemy być pewni, że armia USA ten temat ogarnia bezpośrednio z Ukrainą, a Trump o tym po prostu nie wiedział). 


Gwoli ścisłości, jestem ostatnią osobą, która płakałaby po szychach irańskiego reżimu, ale jestem tak stary, że pamiętam co było, gdy USA zdmuchnęło inny reżim. O ironio taki, który wcześniej wspierało, gdy tenże reżim (iracki) tłukł się z reżimem irańskim. Tamto zdmuchnięcie bardzo dobrze opisał Thomas E. Ricks w książce pt: „Fiasko. Amerykańska awantura wojenna w Iraku 2003-2005”. Swoją drogą, to jest bardzo ciekawa książka, bo można się z niej dowiedzieć, że to nie jest tak, że w USA nikt nie wiedział czym się może skończyć atak USA na Irak. Owszem, fachowcy wiedzieli czym się to może skończyć i nawet przed tym przestrzegali, ale Czynniki Decyzyjne doszły do wniosku, że w sumie to nie ma się czym przejmować, bo jakoś to będzie. Irakijczycy doświadczyli potem tego „jakośtobędzizmu”, a (w znacznie mniejszym stopniu, tym niemniej) doświadczyła go również Europa (ataki ISIS). Znamienne było to, że prawica bardzo szybko winą za to, co się działo, obarczyła władze europejskich krajów, nie zaś kraj, który do tego doprowadził. 


Czemu o tym wspominam? Ano temu, że Minister Wojny (Hegseth) parę dni temu zapowiedział, że jakby co, to USA się nie będzie poczuwało do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu. Tak więc wicie rozumicie, może i zaczniemy tam konflikt i może i skończy się to falą uchodźców, ale to nie nasza sprawa. Niech się martwią o to inni. Nawiasem mówiąc gdyby nie kontekst (potencjalny kryzys humanitarny) byłoby to całkiem zabawne. Tak się bowiem składa, że administracja, która teraz wydala z siebie takie komunikaty, to ta sama, która wierzy w brednie o Wielkim Zastąpieniu, do którego mają doprowadzać działania „Onych” (globalistów, lewaków/etc.). Pokłady ironii w tej sytuacji są tak olbrzymie, że niebawem administracja Trumpa może zmienić się w gwiazdę neutronową. 


Gwoli ścisłości, nawet Trumpistom nie udało się jeszcze wywalić wszystkich ekspertów ze wszystkich gałęzi administracji i służb, bo (uwaga, będzie capslock) PEWNIE BYŚCIE NIE ZGADLI, ALE TYM RAZEM TEŻ SPECE UPRZEDZALI ADMINISTRACJĘ, ŻE ZMIANA WŁADZY W KRAJU, KTÓRY USA ZAMIERZA ZAATAKOWAĆ WCALE NIE BĘDZIE TAKA PROSTA. Wiemy o tym stąd, że komuś puściły uszczelki i to i owo zostało wycieknięte. 


Trumpachołki zareagowały na to wszystko bardzo ostrą krytyką. Rzecz jasna chodzi o krytykę Donalda Tuska za to, że paliwo na stacjach drożeje. I tu doszło do obiektywnie zabawnego wydarzenia, albowiem na Eloneksie można było zobaczyć grillowanie Tobiasza Bocheńskiego (jeżeli nie interesowaliście się wyborami samorządowymi w Warszawie w 2024, to możecie nie wiedzieć kim ten typ jest) za narzekanie na ceny paliwa- w wykonaniu Roberta Winnickiego, który zachęcił grillowanego do krzyknięcie „Donald Trump” przed dystrybutorem i czekania na samoistne obniżenie się ceny. 


Jaki z tego wszystkiego płynie morał? Ano taki, że nie wiadomo, co się będzie działo na Bliskim Wschodzie. Jedna rzecz, która jest pewna to ta, że Trumpiści zawiadujący USA, puścili się poręczy na tyle spektakularnie, że tego rodzaju atrakcji będziemy mieli w trakcie kadencji Trumpa jeszcze całkiem sporo. Jeżeli mam być szczery, to nie da się również wykluczyć tego, że Trump wpadnie z wizytą gospodarską do jednego z natowskich krajów, albowiem Trumpowi bardzo, ale to bardzo zależy na Grenlandii. W sumie zależało mu na niej już w trakcie pierwszej kadencji, ale teraz zależy mu jeszcze bardziej. Na tyle bardziej, że w pewnym momencie stwierdził, że jeżeli ta Grenlandia nie zostanie mu oddana po dobroci, to nie wyklucza operacji militarnej. 


I nie, wbrew temu co próbuje nam wytłumaczyć uwieszona na Trumpie prawica, nie ma żadnych racjonalnych argumentów przemawiających za tym, żeby tę Grenlandię Trumpowi sprezentować. Jeżeli ktoś uwierzył w narrację „hurr durr musimy, bo jak nie to Rosja, albo Chiny to zajmą”, to ja takiej osobie gratuluje tego, że przeszła do porządku dziennego nad tym, że Trump nie ma zamiaru bronić NATOwskiego sojusznika. Sam Trump zdążył się już przy okazji ataku na Iran pokłócić zarówno z Wielką Brytanią, jak i Hiszpanią. 


Może i Trump kłóci się z sojusznikami, ale za to ma plan rozwalenia Unii Europejskiej. Generalnie mowa tu o odświeżonym pomyśle Bannona z czasów pierwszej kadencji Trumpa, niemniej jednak teraz nie mamy do czynienia z jakimś ziomkiem, który może i ma jakieś kontakty, ale za to nie ma pieniędzy i nie ma wsparcia, więc zakładanie think tanków raczej by mu nie wyszło, bo nie byłoby za co. Teraz zajmuje się tym administracja Trumpistowska, która dysponuje gigantyczną kasą. Mam szczerą nadzieję, że oficjele w Brukseli są świadomi zagrożenia i mają plan działania (albo chociaż plan planu). 


Skoro jesteśmy przy tematach związanych z wojskiem to przejdźmy od razu do programu SAFE (Security Action for Europe). Wydawać by się mogło, że program, dzięki któremu dostaniemy nisko oprocentowaną pożyczkę na rozbudowę „wojskowych” możliwości produkcyjnych to jest taka kwestia, do której nie powinna mieć zastosowania polaryzacja polityczno-społeczna. To coś jak z atomem. Do pewnego momentu było tak, że jak jedna partia rządząca mówiła o atomie, to druga była przeciwko (a potem na odwrót), ale potem się okazało, że w 2022 doszło do przewartościowania w tej kwestii. 


I znowuż, wydawać by się mogło, że skoro do tego przewartościowania doszło w takiej kwestii jak atom, to powinno do niego dojść również w kwestii tak istotnej dla naszego bezpieczeństwa, jak, no nie wiem, wydatki na szeroko pojęte kwestie wojskowe? Do pewnego momentu tak właśnie było, a program SAFE był zachwalany przez Mariusza Błaszczaka, który to Mariusz Błaszczak przestrzegał przed tym, że obecne władze nic nie robią w związku z tym projektem (a inne kraje składają wnioski/etc.) i apelował o to, żeby pieniądze z SAFE zostały w Polsce. 


A potem ktoś przestawił wajchę i okazało się, że program SAFE to niemiecka pułapka na Polskę i w ogóle zadłużanie się na całe pokolenia. Obecny Prezydent RP na jednej z konferencji prasowych opowiadał o tym, że Tusk to się nie martwi, bo on w roku, w którym powinniśmy spłacić do końca ten kredyt to będzie miał 110 lat. Ponieważ Karol Nawrocki identyfikuje się jako historyk, ciekaw jestem, czy słyszał o takim programie jak Lend-Lease. Ciekaw jestem również, czy słyszał o takim polityku jak Winston Churchill. Jeszcze bardziej ciekaw jestem tego, czy wie, że (o ile mnie kalkulacje nie mylą) Churchill w momencie, w którym Wielka Brytania skończyła spłacać Lend-Lease miałby 132 lata. Czy to znaczy, że oddał Wielką Brytanię w Niewolę? Odpowiedź brzmi nie wiem, ale się domyślam. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że jednym z zabawniejszych epizodów w krytyce SAFE był ten, w ramach którego tłumaczono, że SAFE będzie złe, bo pieniędzy nie będzie w Warszawie i (w domyśle) nie będzie ich można wydawać po uważaniu. Było to o tyle zabawne, że ta krytyka padła ze strony polityków partii, której szef (i jeden z jego byłych podwładnych) dostali azyl na Węgrzech w związku ze swoim niefrasobliwym podejściem do wydatkowania finansów publicznych. 


Przyznam szczerze, że przez jakiś czas się zastanawiałem nad tym, co to się stanęło, że PiS nagle z taką zajadłością zaczął atakować SAFE. Myślałem sobie, że może chodzi o to, że olbrzymie inwestycje w polski przemysł zbrojeniowy mogły by być uznane za sukces obecnego rządu (a tu przecież wybory za pasem). Bramką numer dwa było to, że może po prostu chodzi o polaryzację. Ponieważ „oni” to robią, to my będziemy przeciwni. Za bramką numer trzy kryło się standardowe dla partii Kaczyńskiego szczucie na Unię Europejską. No bo jak się latami tłumaczyło suwerenowi, że oni w tej Brukseli to tylko prostują banany, wmuszają biednej Polsce jakieś elgiebety, rysują kredkami na chodnikach, gdy dochodzi zamachów terrorystycznych i chcą się dogadywać z Rosją – to trudno byłoby wytłumaczyć temu samemu suwerenowi, że nagle ta sama Bruksela chce wpompować olbrzymią kasę we Wschodnią Flankę. 


I tak sobie intensywnie myślałem nad tym, o co może chodzić, aż wreszcie na influencerskich kontach proPiSowskich pewnego dnia pojawiły się wpisy, które sugerują, że może chodzić o nazwyklejszy w świecie lobbying. Czyj? Pozwólcie, że w skrócie opiszę, co się tam pojawiało. Otóż, te konkretne opiniomaty zaczęły tłumaczyć, że SAFE jest zły, bo zamiast kupować Tankowce powietrzne Boeinga (KC-46 Pegasus), które są najlepsiejsze na świecie, to będziemy musieli kupować jakieś badziewie Airbusa (A 330 MRTT). Gdy opiniomatom zaczęto tłumaczyć, że w tym konkretnym przypadku trochę błądzą, bo Boeing jednak jest gorszy, zaczęło się tłumaczenie, że może i kiedyś był, ale teraz wszystko jest z nim w porządku. Po jakichś dwóch tygodniach życie dopisało pointę do tej wymiany zdań, albowiem okazało się, że US Air Force wstrzymały kontrakt na 75 Boeingów z powodu usterek technicznych.  


Pojawiały się nieco bardziej subtelne wpisy kogoś takiego, jak Mariusz Błaszczak, który po ataku USA i Izraela na Iran utyskiwał, że oni tam tym swoim sprzętem robią miazgę, a jak SAFE wejdzie w życie, to nie będziemy mogli kupować tego sprzętu (co jest o tyle debilnym argumentem, że owszem, będziemy go mogli kupować, ale po prostu nie z tych konkretnych środków). Mieliśmy też do czynienia z mniej subtelnymi i np. Małgorzata Wasserman stwierdziła, że program SAFE w takiej formie to afront dla USA. Mieliśmy posłankę Teresę Pamułę, która stwierdziła, że pieniądze z tego programu „pójdą na złom”. Gdyby podobna wypowiedź pod adresem głównie polskiego sprzętu wojskowego padła z ust kogoś z opozycji w latach 2015-2023, to jeszcze w trakcie wyborów prezydenckich 2025 wrzucano by to hasło na billboardy, ale ponieważ powiedział to ktoś z PiSu, to jedyne medium, w którym można było zobaczyć cytat to było (o ironio) „Do Rzeczy”. Mieliśmy mojego ulubieńca, Marka Suskiego, który tłumaczył, że sprzęt wojskowy to tylko od USA, bo to wiadomo, że nowoczesny jest, a ten, która będzie produkowany z SAFE, to nie wiadomo, jaki będzie. Był też generał Wroński (zupełnym przypadkiem wcześniej był w komitecie poparcia Batyra), który stwierdził, że nikt nam nie zagwarantuje, że to uzbrojenie z SAFE to będzie nowe uzbrojenie. 


W tym miejscu przyda się odrobina kontekstu. Zjednoczona Prawica ma BARDZO DŁUGĄ HISTORIĘ kupowania sprzętu z USA na zasadach, które sugerują, że gdy administracja Trumpa mówiła o tym, że będzie chciała wspierać takie siły w Europie, które wyznają zasadę America First, to mieli na myśli między innymi partię Jarosława Kaczyńskiego. Bo ja rozumiem, że sprzęt USA jest bardzo dobry, ALE z tego wcale nie wynika, że nie można z ichnimi firmami negocjować. Można i trzeba, o czym przekonywały się mniejsze od Polski kraje, które były w stanie wynegocjować znacznie lepsze warunki zakupu tego czy owego sprzętu. 


Moja robocza teoria jest taka, że Zjednoczonej Prawicy SAFE nie przeszkadzał do momentu, w którym uruchomili się lobbyści amerykańscy. No bo popatrzmy na to z ich perspektywy: Polska, która przyzwyczaiła ich do tego, że bierze wszystko, jak leci i nawet nie próbuje negocjować, nagle ma dostać od cholery pieniędzy i większość z nich ma zostać wydana „na miejscu”. Gdy lobbyści się uruchomili, Zjednoczona Prawica zaczęła rzygać narracyjnie na SAFE. Gwoli ścisłości, bycie amerykańskim lobbystą, próbującym oddziaływać na Zjednoczoną Prawicę, to najłatwiejsze zadanie na świecie. Zjednoczona Prawica jest podczepiona pod Trumpa (wisi na jego algorytmach w soszjalach, powiela prawie każdą, dowolnie durną narrację i broni Trumpa przy każdej możliwej okazji) i nie zrobi absolutnie nic, co mogłoby go choćby potencjalnie zdenerwować. Wystarczy więc powiedzieć naszym Jakże Suwerennym Politykom Zjednoczonej Prawicy, że trzeba uwalić SAFE, bo hajs dla amerykańskich firm się nie będzie zgadzał, a Zjednoczona Prawica robi to, co robi. 


To jest co prawda robocza teoria, ale tylko i wyłącznie tak można wytłumaczyć fakt, że SAFE Zjednoczonej Prawicy zaczęło „nagle” przeszkadzać, choć wcześniej ten program chwalono. Ktoś może powiedzieć, że to nie była pierwsza wolta w wykonaniu PiSu (bo wcześniej był to np. Zielony Ład), ale w przypadku SAFE jest jedna, zasadnicza różnica. Tu wprost wskazano na to, od kogo powinniśmy kupować sprzęt wojskowy. Ja się co prawda wcześniej skupiłem na wypowiedziach polityków, ale niektórzy PiSowscy mediaworkerzy zabrnęli tak daleko, że zaczęli tłumaczyć, że Polska zanim zacznie kupować broń od kogoś innego niż Amerykanie – to się powinna tych Amerykanów o zgodę zapytać. 


Ponieważ samo marudzenie na SAFE średnio żarło, bo jednak chodziło o pieniądze na „kwestie wojskowe” w sytuacji, w której za wschodnią granicą mamy pełnoskalową wojnę, a Rosja non stop przypomina o tym, że jeżeli się jej pozwoli, to ona sobie tu z przyjemnością będzie hulać w Europie. I wtedy przyszedł Prezydent Karol Nawrocki cały na PiSowsko i powiedział, że jakby co, to nie trzeba już tego złego SAFE, bo oni będą mieli SAFE 0% i żadne Niemce nie będą nam mówić, na co możemy wydawać pieniądze. 


Nie chce mi się tutaj specjalnie rozpisywać na temat tego czym jest ten Jeszcze Lepszy Prezydencki SAFE 0%. Napiszę jedynie tyle, że absolutnie nie jest to 0% i w przeciwieństwie do Gorszego SAFE Od Niemca, na te pieniądze trzeba by było poczekać. I zupełnym przypadkiem, spora część z tych pieniędzy wjechałaby do NBP wtedy, gdy Zjednoczona Prawica planuje powrót do ław rządowych. Jeszcze bardziej zupełnym przypadkiem ustawę o Jeszcze Lepszym Prezydenckim SAFE 0% napisano tak, że prezydent miałby głos decydujący (tzn. mógłby się nie zgodzić na zakup tego, czy innego sprzętu). Wiecie, ja rozumiem, że to jest Zjednoczona Prawica i że tutaj nie można się spodziewać rewelacji, ale nawet tacy ludzie mogliby udawać, że nie chodzi to, żeby „swoi” decydowali o wszystkim. Przecież można by było zaszyć w tej ustawie przepis, że ponieważ to ponadpartyjne jest, to wymagana powinna być zgoda speców wybieranych przez 3/5 posłów. Tyle, że oni są już tak bardzo pewni siebie, że nie chce im się tych pozorów zachowywać. 


No, ale to dygresja. Idźmy dalej. Ponieważ rząd zapowiedział, że prezydenckie weto nie oznacza braku możliwości skorzystania z programu SAFE, bo jakby co, to można skorzystać z narzędzi, z których wcześniej korzystał PiS, politycy Zjednoczonej Prawicy zaczęli tłumaczyć, że jeżeli Tusk te kredyty pozaciąga, to będzie je musiał sam pooddawać, bo Prezydent RP nie wydał na to zgody. PiSowców bardzo szybko zaczęto pytać o to, czy z tego aby nie wynika, że Błaszczak z Morawieckim nie będą mieli do oddania jakichś stu baniek, bo jakoś tak nie prosili Dudy o zgodę. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Błaszczak brał kredyty również w obcej walucie i z wyższym oprocentowaniem* niż Ta Przeklęta Zła Niemiecka Unia chce nam dać i jakoś tak wtedy żaden Czarnek nie opowiadał o tym, że nas tu zadłużają w parabanku. Nawiasem mówiąc, nawet jak na Czarnka, bredzenie o tym, że Unia Europejska to coś w rodzaju parabanku, to jest jednak pewna nowość. 


*Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że tak po prawdzie możemy jedynie domniemywać, jak wysokie było to oprocentowanie, bo zarówno umowa z Koreą jak i USA, jest objęta tajemnicą jakąś tam. Ja wiem, że ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć „AHA! Skoro nie wiadomo jak wysokie było to oprocentowanie, to może było niższe niż oprocentowanie SAFE?”, ale ja takiej osobie odpowiem: gdyby faktycznie było niższe, to już dawno byśmy o tym wiedzieli.


UWAGA! Ściana Tekstu sponsorowana przez Suwerena! 

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Zostańmy jeszcze przez moment przy tym Prezydenckiem SAFE (wcale, że nie) 0%. Gdyby to faktycznie był taki świetny deal i gdyby dało się w ten sposób po taniości ogarnąć Duże Ilości Naraz Gotówki, to czemuż, ach czemuż dopiero teraz ktoś wpadł na ten plan genialny w swej prostocie (tylko, że wcale nie, bo liczba warunków, które musiałyby zostać wypełnione i zbiegów okoliczności, do których musiałoby dojść, żeby Prezydenckie SAFE 0% miał oprocentowanie choćby zbliżone do Złego Niemieckiego SAFE, jest całkiem spora)? 


Przecież gdyby to wszystko było takie proste, jak nas teraz przekonuje Zjednoczona Prawica, to właśnie bylibyśmy w trakcie trzeciej kadencji samodzielnych rządów Zjednoczonej Prawicy, bo użyto by tego mechanizmu już wcześniej, żeby połatać dziury w OZ, znaleźć pieniądze na podwyżki dla tych lub owych i tak dalej i tak dalej. Z jakichś jednakowoż powodów nie zdecydowano się na to przed wyborami 2023 i wydaje mi się, że tym powodem był ten drobny szczegół, że jak to powiedział bohater mojego ulubionego filmu (chodzi o „Smoleńsk”) „to nie jest proste, a nawet wręcz przeciwnie”. Rzecz jasna to wcale nie przeszkadza PiSowi w tym, żeby nadal forsować ten pomysł i tłumaczyć, że Zły Rząd Nas w Niewolę oddał. 



Uwaga natury ogólnej, powyższy kawałek Przeglądu skończyłem pisać jeszcze przed (niespodziewanym jak dryf płyt kontynentalnych) prezydenckim wetem wiadomej ustawy. Tzn. napisałem sobie ten obszerny kawałek i czekałem na rozwój wypadków, żeby potem nie trzeba było dopisywać ciągu dalszego w kolejnym Przeglądzie, bo nie wiadomo kiedy to będzie). 


Tak więc stało się i w ramach wprowadzania w życie doktryny America First Batyr zawetował ustawę o SAFE. Przez soszjale przewaliła się pięknie zaplanowana akcja obrony Dobrego Imienia Prezydenta, Który Dba o Suwerenność, ale można było odnieść wrażenie, że ta akcja nie była w stanie przykryć irytacji sporej części komentujących. Owszem, akcja „obronna” rezonowała wśród partyjnego betonu, ale partyjny beton uwierzyłby we wszystko. 



Mnie zaś w tym wszystkim dziwi jedno. A mianowicie to, że to weto jest całkowicie bezsensowne, bo pieniądze i tak będą wpływać do Polski. Z racji zaś tego jak to wszystko zostało skonstruowane, pieniądze te będą wpływać do polskiej gospodarki. I z jednej strony rozumiem, że (poza lobbyingiem) to był największy problem, który z SAFE miała Zjednoczona Prawica, ponieważ im mocniejsza polska gospodarka, tym trudniej przekonać suwerena do tego, że „trzeba odsunąć tych nieudaczników od władzy”. 


Z drugiej jednakowoż strony taki gambit (weto) miałby sens w dwóch przypadkach. Pierwszy to taki, w którym te pieniądze miałyby zostać przeznaczone na coś, czego efekty będziemy mogli obserwować np. za ileś tam lat (np. bierzemy 180mld pożyczki na Największą w Europie Fabrykę Bulbulatorów, ale powstanie ona dopiero za 15 lat). Drugim przypadkiem byłaby sytuacja, w której Batyr wetuje tę ustawę, a Polska faktycznie nie dostaje tych pieniędzy. Wtedy bowiem można by było tłumaczyć, że udało się Polskę ustrzec przed wieloletnimi zobowiązaniami finansowymi (bo utracony zysk byłby zyskiem wirtualnym). 


Jednakowoż tak się jakoś złożyło, że nie mamy do czynienia z ani jednym z tych przypadków. Mało tego, Zjednoczona Prawica musiała zdawać sobie sprawę z tego, że rząd się nie cofnie. Bo ja rozumiem polityczne zacietrzewienie, ale jeżeli od samego początku dezinformacyjnej akcji Zjednoczonej Prawicy – rząd jasno dawał do zrozumienia, że te pieniądze i tak wpłyną do Polski, to ciężko było oczekiwać innego rezultatu. Mało tego. Moim, skromnym, zdaniem PiS właśnie zafundował sobie pokaźnych rozmiarów autograbie, w które najprawdopodobniej wdepnie przed wyborami. 


Nie chodzi już nawet o to nieszczęsne weto (aczkolwiek moim zdaniem Batyrowi i jego otoczeniu przyjdzie za to zapłacić cenę w wymiarze politycznym), ale o narracje, którymi teraz Zjednoczona Prawica (+ konfa, ale o niej będzie za moment) bombarduje przestrzeń publiczną. Chodzi o te narracje, z których wynika, że ta pożyczka będzie zaciągnięta w sposób nielegalny (najzabawniejsze jest to, że najwięcej na ten temat ma do powiedzenia Mariusz Błaszczak) i w paru miejscach wprost powiedziano, że po odsunięciu od władzy Donalda Tuska nowa władza to się w ogóle zastanowi nad tym, czy tę bezprawną pożyczkę będzie spłacać. 


Problem Zjednoczonej Prawicy polega na tym, że te pieniądze mają być nam przelewane (o ile czegoś nie pomyliłem) do 2030 roku. Gdyby Nowa Władza faktycznie chciała wysadzić w powietrze ten konkretny program (nie da się tego wykluczyć, bo nastroje w obozie PiSowskim są w tej chwili wybitnie antyunijne), to pieniądze przestałyby płynąć. Przestałyby płynąć w sytuacji, w której polska zbrojeniówka będzie w trakcie realizowania różnych programów w oparciu o te środki. Brak tych środków oznaczać będzie gigantyczne problemy polskiej zbrojeniówki. Nawet Zjednoczono Prawicowi zwolennicy doktryny America First nie będą mogli dopuścić do bankructwa sporej części polskiej zbrojeniówki, więc trzeba by było zaciągać pożyczki „na wczoraj”. Ja się co prawda nie znam za bardzo na pożyczkach, ale wydaje mi się, że w sytuacji, w której ktoś MUSI zaciągnąć pożyczkę, jego pozycja negocjacyjna jest żadna i najprawdopodobniej trzeba by było się zgadzać na warunki znacznie gorsze nawet od tych, które można by było uzyskać w ramach Prezydenckiego SAFE 0%. 


Ja co prawda jasnowidzem nie jestem, ale wydaje mi się, że scenariusz rozwalenia programu SAFE po ewentualnym zwycięstwie prawicy w 2027 będzie obecny w trakcie kampanii. Nawet jeżeli PiS będzie się chciał wycofać ze swojej retoryki i powiedzą, że „no dobra, skoro Polska bierze udział w tym programie, to my się z tego nie wycofamy”, to jest pierdylion wypowiedzi o „lichwiarskiej pożyczce” i jedno weto za późno. I jeżeli mam być szczery, to ciekaw jestem tego, czemu PiS nie widzi tych autograbi. Ta sama partia po mistrzowsku rozegrała bzdurne narracje z początku 500+, kiedy to część polskiej sceny politycznej opowiadała o tym, że już za chwileczkę już za momencik zbankrutujemy (a Morawieckiemu się nawet na jednym spotkaniu wyrwało, że pieniądze na 500+ są z kredytu) i absolutnie nikogo to nie obchodziło. W przypadku SAFE będzie tak samo. Owszem, to nie to samo co 500+, ale wpompowanie takich środków w polski przemysł będzie widoczne i nikogo, poza najgłębszymi pokładami partyjnego betonu nie będzie obchodziło to „skąd się wzięły te pieniądze”. 


Na sam koniec tych rozważań o SAFE (które mi się trochę rozrosły z przyczyn jak mniemam, oczywistych) dorzucę jeszcze dwie narracje. Pierwsza z nich wyszła od Razemów. Z jednej strony partia ta miała RiGCz i głośno mówi o tym, że „Decyzja o wecie Nawrockiego jest nie tylko fatalna, ale po prostu antypolska”. Niestety, te narracje Razemów mają drugą stronę, którą jest chęć wciskania wszędzie narracji PiS PO = jedno zło. Rozumiem, że taką narrację można podeprzeć tym, że tak jak dzisiaj PiS usiłował wysadzić SAFE, tak parę lat temu PO usiłowała wysadzić KPO i jedynym wspólnym mianownikiem była chęć zrobienia na złość rządowi, celem odsunięcia go od władzy (nadal pamiętam wielce uczony artykuł z pewnego tygodnika, w którym tłumaczono, że niewiele brakło, a „doszłoby do przesilenia”). Tyle, że mimo całej mej niechęci do działań KO – to, co zrobił PiS jest o wiele gorsze ze względu na całkowicie realną groźbę agresji ze strony Rosji i to jest po prostu igranie z polskim bezpieczeństwem. Nie dziwi mnie to, że PiS ma w dupie nasze bezpieczeństwo, gdy na drugiej szali stoją słupki poparcia, ale dziwi mnie to, że Razemy w tej sytuacji nie potrafiły się powstrzymać od symetryzowania. 


Natomiast muszę te same Razemy pochwalić za to, że gdy Batyr wyskoczył ze swoim pomysłem na SAFE 0%, Zandberg szybko powiedział, że skoro takie środki da się pozyskać, to powinniśmy je przeznaczyć na energetykę jądrową na ten przykład. Gwoli ścisłości te narracje, z których wynikało, że powinniśmy wziąć ten normalny SAFE, a „prezydencki” przeznaczyć na inne cele doprowadził do tego, że w prezydenckim projekcie ustawy zastrzeżono, że skarbonka Glapińskiego może być przeznaczana wyłącznie na cele wojskowe. Aż dziw bierze, że nikt jeszcze nie poszedł w narracje: Zjednoczona Prawica i Karol Nawrocki nie chcą polskich elektrowni jądrowych. 


Teraz przyszła pora na drugą narrację, która wyszła ze środowiska konfiarskiego. Gdy przyglądałem się całej tej prawicowej histerii związanej z SAFE dostrzegłem, że konfa stoi tak trochę na uboczu. Owszem, krytykowali SAFE (bo suwerenność nam zabiero!), ale krytykowali też Prezydencki SAFE 0% (z wielu przyczyn). Konfa nie miała żadnych własnych pomysłów w tej kwestii. A potem na ten temat wypowiedział się Mentzen i już był wiadomo dlaczego tak jest. Otóż Mentzen powiedział, że w sumie to my już i tak bardzo dużo wydajemy na wojsko, więc jeżeli wojsko chce więcej kasy, to niech pokaże, że robi z tą kasą coś sensownego. Tak, ta wypowiedź była dużo dłuższa i Mentzen usiłował to jakoś argumentować, ale zgodzicie się chyba z tym, że niezależnie od tego, w jakim kontekście osadzimy te słowa, one i tak będą bezsensowne. Rzecz jasna, konfiarski beton podchwycił narracje i gdzieniegdzie pojawiły się wpisy, że Pan Sławek ma rację, bo te pieniądze są w wojsku marnowane, bo biurokracja/etc., ale to jest ten sam zestaw argumentów, których kuce używają w odniesieniu do wszystkich „państwowych” instytucji, tak więc nic nowego nam tu Sławkuce nie napisały. 


No dobrze, skoro przebrnęliśmy przez te długie tematy, to teraz pora na nieco krótsze. Pierwszym z nich będzie decyzja PiSu (czyli póki co, Kaczyńskiego), żeby kandydatem na premiera w wyborach 2027 zrobić Przemysława Czarnka. W telegraficznym skrócie, kandydatura Czarnka jest logiczną konsekwencją tego, co dzieje się z PiSem od dłuższego czasu. Różnica polega na tym, że do pewnego momentu PiS się w odmęty szurii osuwał, a teraz ktoś tam po prostu wcisnął gaz do dechy i poprawił podtlenkiem azotu. Jeżeli zaś chodzi o nietelegraficzny skrót, to więcej miejsca poświęcę tej kwestii w osobnym tekście (ale nie w Przeglądzie, więc raczej nie trzeba będzie na niego czekać pół roku). Jako zajawkę do tekstu napiszę jedynie tyle, że trochę mnie zaskoczyła ta kotłowanina, do której doszło w PiSie po wyborach prezydenckich, bo przed tymiż wyborami wydawało mi się, że do takich sytuacji może dojść po ewentualnej porażce kandydata PiSu. 



Drugim tematem, nad którym nie będę się specjalnie pastwił w niniejszym Przeglądzie jest kwestia sondażowego poparcia Braunistów. Ja wiem, że ten temat już został wyjaśniony, bo Tata Maty napisał, że antyreligijne polskie elity sprawiły, że Braun ma poparcie takie, a nie inne. Przyczyną, dla której się na ten temat nie będę produkował jest to, że o tym również będę miał osobny tekst i (spoiler alert) będzie to ten sam tekst, w którym poruszony zostanie temat kotłowaniny w PiSie, bo te kwestie są moim zdaniem ze sobą powiązane. 


Teraz możemy przejść do tematu, który mało kogo interesuje, czyli do tego, że jakiś czas temu rozpadła się partia Szymona Hołowni (tym samym jego partii udało się dołączyć do grona Ruchu Poparcia Palikota, Kukiza15 i Nowoczesnej Ryszarda Petru). Śmiem twierdzić, że podwaliny pod ten konkretny rozpad położył sam Hołownia, który z niewiadomych przyczyn zdecydował się na start w wyborach prezydenckich 2025, choć wiadomo było, że nie uda mu się poprawić wyniku z 2020, a jedyną niewiadomą było to „o ile gorzej będzie”. Wyrok, który wydali wyborcy był bolesny, albowiem o ile w 2020 Hołownia uzyskał 13,87% głosów, to w 2025 spadł na 4,99%. Gdyby Hołowni udało się poprawić wynik z 2020 roku, mogłoby się to przełożyć na wzrosty sondażowe, ponieważ zaś wynik był taki jaki był... Jedyną ciekawą kwestią jest to, że Hołownia miał znacznie więcej czasu (od Palikota, Kukiza i Petru) na budowanie struktur partyjnych, a mimo tego jego partii nie udało się uniknąć losu wyżej wymienionych. 


Ok, zostały nam już w sumie tylko dwa tematy i to z gatunku „śmieszno i straszno”. Na pierwszy ogień idzie były prezydent RP Andrzej Duda. W trakcie jego prezydentury bardzo dużo mówiło się o tym „co będzie dalej”. Tzn. czymże się zajmie Andrzej Duda, gdy już nie będzie prezydentem. A to jakaś fucha w NATO, a to w MKOLu, a to jeszcze inne Bardzo Ważne Międzynarodowe Organizacje. Całe to gadanie było takim trochę opium dla opozycji. No bo skoro Andrzej Duda chce mieć szansę na jakąś Poważną Fuchę, to nie może być przecież zwykłym aparatczykiem partyjnym, który praktycznie we wszystkim słucha swojego nieformalnego przełożonego. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że mitowi o „Andrzeju Niepodległym” poświęciliśmy jeden z pierwszych odcinków Podkastu Dezinformacyjnego jeszcze na początku 2024 roku. Wspominam o tym, żeby uniknąć oberwania argumentum ad mądrościum post factum. W odcinku tym pogadaliśmy o tym, że AD raczej nieszczególnie na serio myśli o tej swojej późniejszej karierze, bo z tą niepodległością to u niego bardzo krucho było (szczególnie pod koniec drugiej kadencji Zjednoczonej Prawicy, kiedy klepał wszystkie pomysły tejże partiim mające na celu zabetonowanie jej wpływów po potencjalnej porażce).


Potem zaś okazało się, że mieliśmy rację. Najpierw Andrzej Duda został najzwyklejszym w świecie content creatorem u Stanowskiego. Dlatego też napisałem wcześniej, że trochę śmieszno (bo to Duda), ale jednak trochę straszno (bo to jednak były prezydent). Bardzo szybko okazało się, że mało kto chce oglądać te jego rozmowy. I w sumie było to najmniejsze zaskoczenie świata, bo Duda był i jest człowiekiem praktycznie całkowicie pozbawionym charyzmy i to na każdej możliwej płaszczyźnie. Nie umiał w publiczne wystąpienia. Nie potrafił zapanować nad mimiką (pierdyliony memów i krótkich filmików dobitnie o tym świadczą) i co chyba najgorzej rokowało dla jego kariery w Kanale Zero: nie potrafił ciekawie opowiadać nawet wtedy, gdy miał do opowiedzenia coś ciekawego. Tym samym nikogo nie powinno dziwić to, że w momencie, w którym Duda został byłym prezydentem, któremu oglądalności nie będzie napędzać polaryzacja i elektorat prawicowy doszedł do wniosku, że „już nie trzeba” - okazało się, że nikogo za bardzo nie obchodzi to, co on ma do powiedzenia. Tak okołotematowo, nie wiem, jak bardzo trzeba nie ogarniać, żeby po 10 latach prezydentury nie mieć na podorędziu zyliona ciekawych opowieści na temat tego swojego prezydentowania. To, że ten człowiek wygrał jakiekolwiek wybory, świadczy o skuteczności propagandowej Zjednoczonej Prawicy. 


Wydawać by się mogło, że gorzej już być nie może, ale wtedy okazało się, że owszem, może. Andrzej Duda został ekspertem w Heritage Foundation. Dla niezorientowanych HF jest odpowiedzią na pytanie: co by było, gdyby pewien instytut, o którym parę lat temu nie wolno było mówić, że nie wolno było o nim mówić, wiecie czego miałby, od cholery członków i jeszcze bardziej od cholery pieniędzy. Dość powiedzieć, że organizacja ta wspiera skrajnie prawicowe ruchy w Europie (poza tym tak, to ta sama, która wyprodukowała Project 2025). Jeżeli mam być szczery, to przystąpienie do tej organizacji jest bez porównania bardziej przypałowe, niż bycie content creatorem u Stanowskiego. 



Jednakowoż okazuje się, że mimo tego, że Andrzej Duda jest praktycznie całkowicie pozbawiony RiGCzu, to jednak miał go bez porównania więcej od Karola Nawrockiego. I ja wiem, że to co tu opiszę, to jest sprawa błaha, ale doskonale podsumowuje to, kim jest Karol Nawrocki i jak bardzo prawdomówny jest to człowiek. Otóż, jakiś czas temu głośno zrobiło się o tym, że prezydent Batyr chodzi w koszulkach „Nowrocky”, a nieco wcześniej w internetach pojawił się sklep internetowy z odzieżą tejże marki. Żeby było zabawniej gdzieś tam w tle tego wszystkiego był taki drobny fakt, że siostra Karola Nawrockiego zastrzegła znak towarowy „Nowrocky” (nie wiem, czy to poprawnie prawniczo sformułowałem). 


Sam Nawrocki tłumaczył, że ani on, ani jego siostra na tym nie zarabiają. No i po prostu aż serce rośnie, jak sobie człowiek pomyśli, jak bardzo Karolowi Nawrockiemu zależy na losie przedsiębiorców. Jakiś typ chciał sobie założyć sklep internetowy i sprzedawać tam koszulki powiązane wizerunkowo z Nawrockim, a ten nie dość, że nie miał nic przeciwko temu, to jeszcze nosił koszulki tej firmy. Ale to nie tak, że on cokolwiek reklamował, on tę koszulkę pożyczył od fotografa, a w ogóle to odwalcie się od niego, bo chyba nie chcecie, żeby chodził nagi?! Toż już Duda miał więcej RiGCzu, bo po prostu chodził ciuchach Red is Bad, a nie „NowBagpipe”. Mógłbym jakoś podsumować, ale obawiam się, że pewien pan kręcący się przy prezydencie (i współtworzący przynajmniej jedną ustawę Batyrową) mógłby uznać, że to podsumowanie wyczerpuje znamiona czynu zabronionego określonego w art. 135 §2 kodeksu karnego, a niepotrzebny mi SLAPP. 



I tym, znowu nie wiadomo jakim, akcentem zakończę powyższą Ścianę Tekstu. 

Źródła:


https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-wybuchy-w-bahrajnie-katarze-i-emiratach-iran-atakuje-wbrew-o,nId,22616895

https://www.onet.pl/styl-zycia/iwona-zielinska-sasiada/operacja-porwania-maduro-chirurgiczna-akcja-ktora-kosztowala-zycie-wenezuelskich/yeyl5cy,30bc1058

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-02-28/syn-obalonego-szacha-wzywa-do-ostatecznej-bitwy-nadeszla-pomoc/

https://wiadomosci.wp.pl/potezny-cios-w-tarcze-antyrakietowa-jak-iran-zniszczyl-radar-usa-7261315966408800a

https://www.tvp.info/91926983/usa-chca-kupic-od-ukrainy-bron-do-zwalczania-rosyjskich-i-iranskich-dronow-shahed

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-male-szanse-na-obalenie-rezimu-wywiad-usa-ostrzegal-trumpa,nId,22616917

https://x.com/RobertWinnicki/status/2029285181132018171

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-hiszpania-nie-zmienia-zdania-mowia-o-nadzwyczajnym-bledzie-u,nId,22616673

https://www.bbc.com/news/articles/c9dn3j04lydo

https://businessinsider.com.pl/polityka/nowy-plan-wladz-usa-do-europy-poplyna-pieniadze-na-promocje-ruchu-trumpa/e9ndjjh

https://www.rmf24.pl/polityka/news-rozdwojenie-jazni-czy-amnezja-blaszczak-rok-temu-fundusz-saf,nId,8065968

https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/wspolna-konferencja-prasowa-prezdentow-polski-i-rumunii,116465

https://x.com/DawidKamizela/status/2025147440874016954

https://x.com/DawidKamizela/status/2028054535009136737

https://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/10649025,to-afront-w-stosunku-do-usa-malgorzata-wassermann-zabrala-glos-ws-safe.html

https://dorzeczy.pl/opinie/854243/szlapka-o-slowach-pamuly-z-pis-one-sa-dyskwalifikujace.html

https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/10651594,suski-o-krytyce-safe-wsrod-zolnierzy-milcza-bo-boja-sie-ze-beda-wywaleni.html

https://x.com/DawidKamizela/status/2027776675350491590

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/przemyslaw-czarnek-ostro-o-safe-zarzuty-pod-adresem-koalicji/x6q4bf9

https://www.wnp.pl/polityka-i-sondaze/jedno-safe-na-wojsko-drugie-na-atom-adrian-zandberg-i-razem-z-autorska-wizja,1039694.html

https://dorzeczy.pl/opinie/858976/mentzen-wydajemy-juz-astronomiczne-pieniadze-na-wojsko.html

https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32487978,marcin-matczak-ryzykuje-hejt-ale-to-antyreligijne-polskie.html

https://www.press.pl/tresc/89165,andrzej-duda-poprowadzi-program-w-kanale-zero

https://www.pap.pl/aktualnosci/andrzej-duda-w-heritage-foundation-czym-jest-think-tank-ksztaltujacy-polityke

https://businessinsider.com.pl/biznes/burza-wokol-marki-nowrocky-karol-nawrocki-koszulke-pozyczylem-od-fotografa/rfpkkb3

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-zlitowala-sie-nade-mna-nawrocki-wdzieczny-siostrze-poszlo-o,nId,22600602

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/burza-wokol-marki-nowrocky-zdjecia-z-karolem-nawrockim-zniknely/rbt72q4



poniedziałek, 9 lutego 2026

Trumpachołki

 Tak na samym początku tej gawędy pozwolę sobie zauważyć, że z racji tego, że współautorzyłem „TrumPolaków” i akurat na mnie trafiło wklepywanie literek w rozdziale poświęconym Zjednoczonej Prawicy, powinienem być mniej więcej przygotowany na to, jak będą się zachowywać politycy tej formacji w trakcie drugiej kadencji Trumpa. No i przygotowany co prawda byłem, ale muszę przyznać, że ich nie doszacowałem.  Tak nawiasem mówiąc, nie tylko Zjednoczona Prawica się w ten sposób zachowuje, ale ona zachowuje się „najbardziej”, więc to nad nią się będę pastwił. 

Wiecie, ja się już dawno temu zdążyłem przyzwyczaić do tego, że politycy partii Jarosława Kaczyńskiego tłumaczą mi, że gdy Trump coś powiedział, to na pewno miał co innego na myśli i że jego prezydentura będzie dla nas dobra (aczkolwiek tu może chodzić o to, że PiSowcy pisząc „nas” mieli na myśli samych siebie), że jesteśmy partnerem dla USA pod wodzą Trumpa. Ale nawet biorąc pod rozwagę to moje „przyzwyczajenie” muszę przyznać, że to, co się właśnie odjebuje, jest dla mnie lekkim zaskoczeniem. No, ale po kolei.

Zacznijmy od tego, że Zjednoczona Prawica to partia, która na wszelkie możliwe sposoby odmieniała „suwerenność” i podkreślała, jak to „ci oni” sprawiali, że nam tu w innych językach narzucali, co mamy myśleć i robić. Że (acz to za czasów pierwszych rządów PiSu) wszystkie poprzednie rządy prowadziły politykę zagraniczną na kolanach. Że my tu teraz wszystkim pokażemy. Że Polska wstaje z kolan. Warto w tym miejscu wspomnieć, że obie kadencje rządów Zjednoczonej Prawicy upłynęły pod znakiem wywoływania konfliktów na linii Polska – Każdy Kraj Europejski, Który Miał Czelność Nie Bić Pokłonów Przed Jarosławem Kaczyńskim i Jego Geniuszem. Rzecz jasna politycy tej formacji tłumaczyli, że tu chodzi o asertywność, ale to nie była żadna asertywność – to było darcie mordy i testowanie cierpliwości naszych unijnych partnerów. 

Dodajmy do tego kolejny element. Wizerunek Batyra, budowany przez Zjednoczoną Prawicę, wyglądał mniej więcej tak: patrzcie na tego naszego charakternego ziomka. Jak było trzeba to i pralkę przeniósł. Wcześniej się napierdalał pod lasem z innymi ziomkami i się nie bał. Teraz chodzi na siłkę non stop. No, to jest najbardziej męski z mężczyzn, jakiego kiedykolwiek Polska ziemia nosiła! On się nie będzie bał niczego i nikogo. Nie to, co ten goguś Trzaskowski, który będzie się we wszystkim słuchał Tuska. Nawrocki nie będzie słuchał nikogo, bo to aż tak bardzo prawilny ziomek. Ten wizerunek był podtrzymywany przy pomocy kopaniny po jajach na linii Batyr – koalicja 15 października. 

Ok, skoro wstęp mamy już zarysowany, to możemy przejść do meritum, czyli do tego, co się ostatnimi czasy dzieje. Zacznijmy od tego, co Trump powiedział na temat NATOwskiej pomocy w Afganistanie. I tu też by się przydała odrobina kontekstu. To nie jest tak, że Trump nagle zaczął się źle wypowiadać na temat NATO. To nie było tak, że Stabilny Geniusz i specjalista od szachów 10D, przez pierdylion lat chwalił Pakt Północnoatlantycki i raz miał gorszy dzień i powiedział, że żołnierze innych krajów NATOWskich w Afganistanie siedzieli na dupach i nic nie robili. Wszyscy wiemy, jakie zdanie ma Trump na temat sojuszu (idealnie oddaje to udostępnienie przez Trumpa wpisu jakiegoś randoma, który twierdzi, że wrogiem USA nie są Chiny i Rosja, ale NATO właśnie), wiadomo więc, że opowiadanie bzdur na temat wojsk sojuszniczych jest po prostu logiczną konsekwencją (o ile w przypadku Trumpa w ogóle można mówić o jakiejkolwiek logice) tego, co robił wcześniej. 

Wydawać by się więc mogło, że taka wypowiedź powinna wywołać reakcję partii, która wcześniej opowiadała o tym, że murem za polskim mundurem, że Polska najważniejsza i że nie będą nam tu/etc./etc. No i wywołała, tylko, że reakcja ta była żenująca. Najpierw Batyr napisał na swoim koncie na Eloneksie, że jakby kto pytał, to polscy żołnierze są dzielni i waleczni i nigdy o tym nie zapominajmy. To samo napisał po angielsku. Jak przystało na charakternego ziomka, który nikogo i niczego się nie boi – ani Trumpa w swoim wpisie nie otagował, ani też o nim nie wspomniał. Dla porównania premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, wjechał na pełnej i zaczął się domagać od Trumpa przeprosin i się tych przeprosin bardzo szybko doczekał. 

Nawiasem mówiąc, gdyby nie kontekst, to by było całkiem zabawne. Przecież dla Batyra to był ten właśnie moment, w którym będzie mógł pokazać całą swoją prawilność i charakterność. Mógł pokazać, że on się nikogo i niczego nie boi i po prostu powiedzieć Trumpowi, że ok, mordo, znamy się i lubimy, ale teraz to chyba trochę przeholowałeś i miło by było, gdybyś przeprosił polskich żołnierzy. Zamiast tego Nieustraszony Batyr siedział cichutko, żeby tylko nie urazić Pomarańczowych Uczuć. Aż chciałoby się rzecz: you had one job, no ale to dygresja tylko. 

Praktycznie cały partyjny aparat propagandowy Zjednoczonej Prawicy był zaangażowany w tłumaczenie suwerenowi, że po pierwsze, Trump wcale tego nie powiedział, a po drugie, to było wyrwane z kontekstu. Tak sobie myślę, że dla PiSowców to nie pierwszyzna, bo przecież są przyzwyczajeni do tego, że ktoś słowa Jarosława Kaczyńskiego rozumie „nie tak, jak trza”. Tłumaczono nam więc, że Trump tak właściwie to miał rację, że tak właściwie to żołnierzy amerykańskich zginęło najwięcej i że Trumpowi (uwaga będzie capslock) NA PEWNO NIE CHODZIŁO O POLSKICH ŻOŁNIERZY. 


W tym miejscu warto dodać, że Tusk postanowił skorzystać z okazji i wbił Zjednoczonej Prawicy szpilę, wzywając Jarosława Kaczyńskiego i Batyra do wstania z kolan. Batyr się odciął w sposób wybitnie nieumiejętny tłumacząc, że hohoho, nie wszędzie trzeba być na kolanach, ale Tusk o tym nie wie, bo już od dawna w Brukseli i w Berlinie klęczał i tak dalej i tak dalej. 

No a potem się okazało, że wpis Batyra się bardzo, ale to bardzo szybko i źle zestrzał, albowiem administracja Jego Pomarańczowości wywołała gigantyczną gównoburzę. Wszystko zaczęło się od tego, że do Marszałka Sejmu, którym jest Włodzimierz Czarzasty, przyszło pismo z USA. Tzn. w sumie nie tyle pismo, co gotowiec, który Czarzasty powinien podpisać, żeby poprzeć kandydaturę Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla. W tym miejscu pragnę zauważyć, że jeżeli już Trump miałby dostać jakiegoś Nobla, to chyba tylko i wyłącznie w dziedzinie chemii, bo zamiana tak olbrzymich pokładów amerykańskiego softpower w gówno, to jest nie byle jaki wyczyn. 


I wiecie, to już jest ten moment, w którym mimo, że było to oficjalne pismo, to jednak ciężko do tego podchodzić na poważnie, no bo litości. Wszyscy się już przyzwyczaili do tego, że obecna administracja Białego Domu non stop coś odpierdala. Wszyscy się już również przyzwyczailiśmy do tego, że niezależnie od tego, co zostanie odpierdolone, Zjednoczona Prawica stanie za tym murem. A jeżeli nawet nie cała, to znajdzie się ktoś rozpoznawalny, kto będzie świecił oczami. W tym przypadku trafiło na Patryka Jakiego, który stwierdził, że Trumpowi się ta nagroda należy. Moje zdanie na temat Patryka Jakiego jest znane i dawałem temu zdaniu wyraz w paru ścianach tekstu poświęconych tej osobie. Mimo tego, że mam o nim zdanie takie, jakie mam i mimo tego, że najlepsze, co o nim mogę powiedzieć to to, że nie jest Dariuszem Mateckim i Dominikiem Tarczyńskim, to jednak na serio nie bardzo wiem po cholerę mu było AŻ TAKIE płaszczenie się przed Trumpem. 

Reakcja Czarzastego była łatwa do przewidzenia i moim zdaniem właśnie o tę reakcję chodziło. No bo przez chwilę potraktujmy to wszystko na poważnie i uznajmy, że Pomarańczowemu Domowi naprawdę chodziło o to, żeby Ktoś Ważny z Polski podpisał tego gotowca. Czy naprawdę nie było nikogo, kto z chęcią by to zrobił, podziękował za taką możliwość i poprosił o listę kolejnych nagród, które chciałby dostać Król w Pomarańczy? Hmmm pomyślmy... Marszałka Sejmu określa się mianem Drugiej Osoby w Państwie. Kurde, nie mogę sobie przypomnieć kto jest pierwszą, a no tak, chodzi o prezydenta, którym jest Batyr. 


Teraz musimy na moment przeskoczyć o jeden dzień do przodu, bo mniej więcej w trakcie drugiego dnia gównoburzy zaczęły się pojawiać opinie, z których wynikało, że no może i administracja Archaicznej Pomarańczy się wygłupiła, ale przecież Czarzasty mógł odmówić jakoś zakulisowo i nie robić z tego gównoburzy. No i wszystko pięknie, ale ponieważ wszystko wskazuje na to, że wyżej wymienionej administracji zależało na wywołaniu gównoburzy – nie miało znaczenia to, w jaki sposób Czarzasty im odpisał. Istotny był fakt odmowy poparcia dla kandydatury Obrońcy Konserwatywnych Wartości. 

No dobrze, wróćmy teraz do tzw. Ground Zero, czyli do momentu, w którym amerykański ambasador napisał w soszjalach, że ponieważ Czarzasty obraził Donalda Egołaka Trumpa, to oni (w sumie nie wiadomo kim są oni, czy chodzi o ambasadę, czy też o cała administrację Trumpa) się już z Marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym nie będą kontaktować. I to był ten moment, w którym polskim internetom się zaczęło srogo ulewać. Bo wiecie, wszystko fajnie, ale ambasador nawet amerykański powinien znać swoje miejsce w szeregu. Bo to już nie było to, co robiła ambasadorka Mosbacher, która np. miała (całkiem słuszne) pretensje do PiSu za to, że chce zmusić amerykańską firmę do sprzedaży TVNu (nawiasem mówiąc, pamiętam, że części medialnego konglomeratu Zjednoczonej Prawicy się te działania Mosbacher nie podobały).  


I teraz dochodzimy do momentu, który jest autentycznie ciekawy. O ile bowiem większa część internetów jeździła po ambasadorze (i był to ruch wybitnie oddolny), to pewna jego część poszła w zupełnie inne narracje. Chodzi, rzecz jasna, o Zjednoczoną Prawicę i jej farmy trolli. Otóż ich zdaniem, skoro Czarzasty się nie podoba ambasadorowi, to trzeba (werble) wymienić go na innego Marszałka Sejmu. Ah, no tak, do tego doszła jeszcze inna narracja: Czarzasty jest zły, bo jest byłym komuchem. Abstrahując już od tego, że antykomunizm PiSu wyglądał tak, że od cholery w nim PZPRowców, a w ramach „dekomunizacji wymiaru sprawiedliwości” wrzucono Stanisława Piotrowicza do Trybunału Przyłębskiego, warto przypomnieć, że ten komuch nie przeszkadzał PiSowi w 2019, gdy politycy tej formacji głosowali za tym, żeby był wicemarszałkiem. 


UWAGA! Gawęda sponsorowana przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


I w tym miejscu warto sobie zadać jedno, zajebiście ważne pytanie: jak to możliwe, że PiS w tej konkretnej sytuacji wpadł jak dzik w sosnę i całkowicie rozminął się z internetami? Być może trochę światła rzucą na to nieoficjalne informacje, z których wynika, że PiS usiłował kupić PSL po raz pierdylionowy, ale w tym konkretnym przypadku miał mieć wsparcie USA (które miało grozić Kosiniakowi tym, że jeżeli do zmiany w rządzie nie dojdzie, to USA odetną mu kontakty z Pomarańczowym Domem i Pentagonem [brzmi to bliźniaczo podobnie do tego, co napisał był pewien ambasador o pewnym Marszałku Sejmu, prawda?]). 


Najprawdopodobniej mieliśmy do czynienia z subtelnym jak Przemysław Czarnek planem, ułożonym przez dwa Gangi Olsena. Pierwszym etapem było 2137 Kuszenie Kosiniaka, któremu zasugerowano, że jeżeli się nie zgodzi, to nie będą chcieli z nim gadać. Drugim zaś (ponieważ Kosiniak się ewidentnie nie chciał zgodzić) było pokazanie Kosiniakowi „jak kończą frajerzy” poprzez arcydyplomatyczne zachowanie ambasadora, o którym już wspominałem. Śmiem twierdzić, że jednym z elementów planu, który zarówno polski, jak i trumpistowski Gang Olsena miały w dupie było to, jak zareaguje suweren. Może inaczej, jestem się w stanie założyć o wiele, że oba gangi doszły do wniosku, że polski suweren będzie się domagał usunięcia Czarzastego z urzędu, a to z kolei da do myślenia Kosiniakowi. 

No a potem się polskiemu internetowi ulało i PiS został z tymi swoimi wiernopoddańczymi narracjami, jak Himilsbach z angielskim. Niemniej jednak, jeżeli ktoś uważa, że karuzelę śmiechu możemy zatrzymać w tym momencie, to taki ktoś się myli, bo to właśnie był moment, w którym karuzela zaczęła przypominać ultrawirówkę. Wydawać by się bowiem mogło, że w takiej sytuacji PiS zrozumie, że przegiął, a poza tym, raczej nikt nie będzie się bawił w narracje „obronne”, bo to (w kontekście oddolnego ciśnienia w internetach polskich) jest bezsensowne, prawda? 


Jeżeli tak uważacie to potrzymajcie Joannie Pinkwart Kanał Zero, albowiem to właśnie ta przedstawicielka Nowego Lepszego Dziennikarstwa zaczęła tłumaczyć, że przecież ambasador nie napisał nigdzie, że on chce, żeby odwołać Czarzastego. Równolegle PiS i jego influencerzy próbował zasrać internety wezwaniami do odwołania Czarzastego. Jeszcze bardziej równolegle pan ambasador zaczął się zajamować shitpostingiem i kłócić się z randomowymi kontami na Eloneksie. Trudno się panu ambasadorowi dziwić, bo jak się wymyśliło plan, którego założeniem było, że po jego wpisie Polacy zaczną urządzać marsze dziękczynne, a potem zamiast marszów dostało się w pysk mokrą ścierą, to się można było zdenerwować. Co ciekawe, najpierw ambasador odpowiadał z konta „ambasadorskiego”, a potem już z prywatnego. I to właśnie z prywatnego konta napisał był jakiemuś randomowi z Polski, że skoro się mu coś nie podoba, to może USA powinno zabrać z Polski swój sprzęt wojskowy i żołnierzy. 

Co prawda ten wpis zniknął, ale moim zdaniem to nie ma żadnego znaczenia, bo ambasador USA (czyli ktoś, kto w naszym kraju reprezentuje Pomarańczowy Płomień Tańczący na Kurhanie Amerykańskiego Soft Power) zagroził usunięciem z Polski amerykańskiego sprzętu i wojsk, bo jakiś randomowy typ był dla niego nieuprzejmy. Nawiasem mówiąc, jestem autentycznie ciekaw, czego oczekiwał ambasador od tego randoma? Że ten zacznie go przepraszać i prosić o to, żeby USA jednak nie zabierała sprzętu i żołnierzy? 


Na tym się cała sprawa nie zakończyła, bo jeden z republikańskich kongresmanów stwierdził był, że po tak chujowo nieśmiesznym stand-upie wypadałoby odwołać ambasadora i zastąpić go kimś innym. Tak wiem, jeden kongresman wiosny nie czyni, niemniej jednak był to miły gest (coś w rodzaju powiedzenia: jeżeli myślicie, że typ odjebał, to nie jesteście w tym odosobnieni). Niestety, ten miły gest nie spodobał się Arkadiuszowi Mularczykowi, który zaczął pouczać Dona Bacona (bo tak się nazywa kongresman), że ten po prostu nie rozumie sytuacji jaka jest w Polsce. 

W pewnym momencie PiSowcy pozamykali mordy i wieść gminna niesie, że to za sprawą Kaczyńskiego, któremu ktoś ewidentnie wydrukował internet i dzięki temu mógł zobaczyć, jak bardzo suwerennie zachowywała się jego partia, gdy był w szpitalu. W międzyczasie PiS usiłował ogarnąć jakiś damage-control i znowu dostaliśmy szwedzki stół z narracjami. A to, że nikt jakoś nie krytykował Mosbacherowej, gdy się szarogęsiła, a to, że kiedyś to ambasador, którego w Polsce administracja Bidena umieściła się był wtrącał (dowodem miała być fotka z Bodnarem). Było tego całe mnóstwo, ale ja mam jedną, która jest moją ulubioną (to taka narracja matrioszka).  


Otóż, to nie jest tak, że ludzie w Polsce mają trochę dosyć tego, jak zachowuje się Trumpistowskie USA. Nic z tych rzeczy. Krytykowanie Trumpa, jego ambasadora/etc., to dowód na antyamerykańskie uprzedzenia. I shit you not, widziałem już wrzutki, z których wynikało, że Czarzasty specjalnie odmówił Trumpowi, żeby go wkurwić i żeby ten zabrał z Polski żołnierzy/etc., a zrobił to dlatego, że ma prorosyjskie poglądy i chce, żeby nas Putin dojechał. 

Jedną z subnarracji była taka, której autorzy tłumaczyli, że (tu z przyczyn zrozumiałych capslock będzie konieczny) DEBILE POLITYCY I DEBILE KOMENTATORZY KRYTYKUJĄ USA, TO MOŻE OD RAZU NIECH IM KAŻĄ ZABRAĆ WOJSKA!!11. 

Drugą subnarracją (której Zjednoczona Prawica używa od jakiegoś czasu) jest taka, że: to nie jest tak, że ktoś w UE może być sam z siebie zły na Trumpa. O nie nie. To wszystko jest niemiecki spisek, bo te niemce po wyjściu USA z Polski dojadą nas razem z Rosją. 

W pewnym momencie dla tygodnika Do Rzeczy wypowiedział się jeden z „ekspertów” (mniejsza o jego nazwisko, bo to jest w tym miejscu najmniej istotne), który tłumaczył, że Czarzasty powinien się ugiąć przed Trumpem i podpisać tego gotowca, bo Trump jest nieprzewidywalny, a USA mają broń nukleraną i jakby co, to nikt nas nie obroni przed nimi, jakby się Trump (którego złośliwi nazywają Cheetosem, a on przecież taki, a nie inny kolor skóry zawdzięcza temu, że wciera w nią pewien specyfik, który pozyskuje się na Arrakis), zdenerwował i chciał nas np. obłożyć 600% cłami. Creme de la creme było tam jednak to, że ekspert doradzał, żeby Trumpowi ulegać, kiedy to tylko możliwe, bo tak jest po prostu bezpieczniej. 

Po pierwsze, najwyraźniej w trakcie pierwszej kadencji Trump wcale nie był nieobliczalny i wtedy można było robić w Do Rzeczy okładkę krytykującą Mosbacher i wzywać rząd do tego, żeby „coś zrobił” z tą szarogęszącą się ambasadorką. Po drugie, już bardziej na poważnie: MY TO WIEMY, WY BANDO JEŁOPÓW. Wiemy o tym, że Trump jest nieobliczalny. Wiemy o tym, że jest niesłowny. Wiemy o tym, że jest mściwy. My to wszystko wiemy. Tyle, że z tego absolutnie nie wynika, że powinno się mu ulegać za każdym razem, gdy sobie czegoś zażyczy. Bo to dla ludzi jego pokroju jest sygnał do tego, żeby iść za ciosem. Wydaje mi się, że nie jest to najlepsza strategia, zważywszy na to, że z tego ulegania dla ulegających nie wynika absolutnie nic poza upokorzeniem. Gdyby chociaż to upokorzenie było jakimś rytuałem przejścia, to jeszcze można by to było jakoś zrozumieć, ale u Trumpa to tak nie działa, bo Trump ma w dupie podpisywane przez siebie umowy/etc. (czego dowodów w trakcie pierwszego roku jego drugiej prezydentury było od cholery). 

I ja się na serio zastanawiam nad tym, jaki jest masterplan Zjednoczonej Prawicy. To, że liczą na wsparcie algorytmów w soszjalach jest oczywistą oczywistością (i patrząc na widoczność ich kont, to wsparcie mają). Tyle, że najwyraźniej politykom tej formacji umyka ten drobny szczegół, że zasięgi mogą się zdać na nich, jeżeli będą się zachowywali jak wycieraczki. Gdyby nie kontekst całkiem zabawne byłoby to, że PiSowcy, którzy teraz boją się powiedzieć/napisać cokolwiek krytycznego pod adresem Trumpa, to ci sami PiSowcy, którzy przekonywali nas od dawna, że Trump jest najlepszym wyborem dla Polski. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że nasi domorośli specjaliści od szachów 10D po cichu liczyli na to, że druga kadencja Trumpa będzie przebiegała tak samo, jak pierwsza, kiedy to Trumpa przed robieniem jakichś wielkich idiotyzmów powstrzymywali fachowcy. 

Nawiasem mówiąc, mam o PiSowcach zdanie jak najgorsze, ale nawet oni nie mogą być takimi idiotami, żeby nie zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji. To właśnie ta świadomość sprawia, że czołowi politycy partii Jarosława Kaczyńskiego zachowują się jak ci mniej rozgarnięci członkowie ruchu MAGA i bronią absolutnie każdej idiotycznej decyzji Trumpa niezależnie od tego, jak groźna ona będzie choćby dla naszego kraju. Przykładowo – Trump sugerował, że jakby co, to on może zająć Grenlandię choćby siłą? PiSowcy na to: tak, proszę Pana, oczywiście proszę Pana, Panu się ta Grenlandia po prostu należy. Rzecz jasna to, że siłowe zajęcie Grenlandii zapewne oznaczałoby koniec NATO, partii Jarosława Kaczyńskiego jakoś tak umknęło. Nie no, wcale nie umknęło, ale gdyby spróbowali go skrytykować, to przecież straciliby wsparcie administracji Trumpa, a bez tego wsparcia ich po prostu nie ma. 
 

Na sam koniec tej pomniejszej ściany tekstu pozwolę sobie na mój ulubiony eksperyment myślowy. Otóż: wyobraźcie sobie coby było, gdyby to Biden domagał się pokojowej nagrody Nobla i wysyłał takie wiadomości jak ta, którą Trump wysłał do premiera Norwegii. Wyobraźcie sobie coby było, gdyby Bidenowski ambasador oznajmił nagle, że on nie będzie rozmawiać z Terleckim (a ówczesna opozycja uderzyła w te same tony, w które uderzał teraz PiS). A teraz, jak już to sobie wyobraziliście, to wyobraźcie sobie reakcję prawicy. Jak szybko PiSowscy influencerzy i „zaprzyjaźnieni” mediaworkerzy zaczęliby tłumaczyć, że to wszystko przez demencję/etc.? Jak szybko zaczęto by tłumaczyć, że Demokraci chyba oszaleli, że popierają kogoś takiego, jak Biden? Ponieważ zaś wszystko to robi Trump, to Zjednoczona Prawica zachowuje się tak, jak się zachowuje. Nawet PZPR był względem ZSRR bez porównania bardziej asertywny (przy zachowaniu proporcji rzecz jasna), niż partia Jarosława Kaczyńskiego względem Trumpa. I nie jest dla mnie żadną pociechą to, że PiSowcy sami sprowadzili się do roli Trumpachołków. 


Źródeł nie ma bo to gawęda.