Niesamowite jest to, że są ludzie, którzy mają mniej więcej tyle samo wiosen, co ja i potrafią opowiadać w casualowych rozmowach bzdury o tym, że „kiedyś to też tak było”. Kurde, jak to napisałem, to sobie zdałem sprawę z tego, że właśnie wszyscy obserwujemy na żywo odtworzenie zmodyfikowanego eksperymentu Solomona Asha. Dla niezorientowanych (w telegraficznym skrócie) w ramach tego eksperymentu badano konformizm i część badanych (o ile mnie pamięć nie myli, ponad 30%) udzielało niepoprawnych odpowiedzi na pytania wiedząc, że są niepoprawne, ale ponieważ inni (podstawieni aktorzy) wcześniej udzielali nieprawidłowych odpowiedzi, oni też to robili. No, a teraz to wygląda tak, że ponieważ wszystkie soszjale są zawalone bzdurami „KIEDYŚ BYŁO CIEPLEJ” to całkiem sporo ludzi wychodzi z założenia, że pewnie coś jest na rzeczy.
O ile niektórzy zmieniają zdanie dlatego, że są dezinformowani, to inni zajmują się dezinformowaniem. Jest sobie na ten przykład taki jegomość, jak Rafał Woś, który od dłuższego czasu non stop nawija o „klimatystach”. Ostatnimi czasy wyprodukował artykuł (nie, nie będę go linkował, no bo come on), w którym to artykule tłumaczył, że wcześniej też bywały zmiany klimatyczne, ale ludzie sobie jakoś radzili i teraz też sobie poradzą, a poza tym to skoro klimat się wcześniej zmieniał bez naszego udziału, to teraz też tak pewnie jest.
Redaktorowi Wosiowi chciałbym w tym miejscu zacytować fragment jego własnej książki pt. „Lewicę racz nam zwrócić, Panie” (wydaną w 2019 roku): „Mówiąc dobitnie: klimat może być jeźdźcem Apokalipsy, który zawita do nas z mieczem jako pierwszy. Lewica powinna wiedzieć, że w obliczu tego wyzwania, nie może zrobić dwóch rzeczy. Po pierwsze: nie powinna stawiać na wypieranie niewygodnych prawd i przyłączać się do sponsorowanego przez największe trucicielskie koncerny negowania globalnego ocieplenia i bagatelizowania wpływu człowieka na zmiany klimatu. Tego, jak się wydaje, lewica nie zrobi”.
Gdybym był złośliwy, to napisałbym, że w myśl tego cytatu, Rafał Woś dokonał samowykluczenia z lewicy. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, zachęcam was do przypominania Wosiowi tego, jakie miał wcześniej zdanie na temat zmian klimatu i co to się stanęło, że to zdanie zmienił.
Skoro zaś już jesteśmy przy Wosiu, to warto wspomnieć o tym, jaki ściek się pojawił w Tysolu, którego Woś jest rednaczem. Otóż, jakiś czas temu pojawiły się tam dwa artykuły, które niewiele miały wspólnego z dziennikarstwem (co nie powinno nas jakoś specjalnie dziwić, bo w końcu to Tysol). W pierwszym z nich był strumień nieświadomości niejakiej dr Lucyny Kulińskiej, który można streścić tak: jakiś człowiek z Podkarpacia powiedział jej, że jakiś stary Ukrainiec powiedział mu, że Ukraińcy chcą Polakom urządzić „nową rzeź” (pani Kulińska jeszcze się nam pojawi w tym Przeglądzie nieco później).
Jeżeli ktoś sobie w tym miejscu zadał pytanie: po cholerę w ogóle coś takiego publikować? To ja takiej osobie odpowiem. Opublikowano to po to, żeby następnie móc opublikować drugi artykuł, którego autorka (cóż za zbieg okoliczności, to ta sama osoba, która skompilowała w poprzednim artykule mądrości pani Kulińskiej) wzywa do tego, żeby ABW przyjrzało się Ukraińcom mieszkającym w Polsce. Warto mieć na uwadze to, że w Tysolu nie pojawiają się narracje, które nie dostały zielonego światła na Nowogrodzkiej. Może inaczej to ujmę: to nie jest tak, że Jarosław Kaczyński ręcznie steruje Tysolem, ale Tysol idealnie dostosowuje się do linii partyjnej.
Przed momentem wspomniałem o tym, że pani Kulińska się nam jeszcze pojawi w Przeglądzie i teraz słowo stanie się ciałem. Pewnie już o tym słyszeliście, ale jeżeli nie, to pamiętajcie, że ja jestem jedynie posłańcem: na Prime Video pojawił się pierwszy odcinek serialu Jacka Międlara (były ksiądz z paroma wyrokami za wyzywanie różnych osób) poświęcony (a jakże) rzezi wołyńskiej. I sobie nie myślcie lewaki jedne, że to byle jaki serial, to jest DOKUMENT! W tymże „dokumencie” wypowiada się jako jedna z ekspertek od tematu pani Kulińska. Cóż to będzie za uczta dla każdego fana dokumentów historycznych, to ja nawet nie. Nawiasem mówiąc, ja mam tu jedno pytanie takie całkiem na serio: jak to w ogóle możliwe, że na Prime Video pojawił się akurat serial Międlara?
W ramach parytetu dobrych wiadomości: Ukraina nadal wspiera Rosję w odchodzeniu od paliw kopalnych. O ile mnie pamięć nie myli, to najdalsza trafiona rafineria, (a przepraszam, to nie rafineria tylko Element Rosyjskiej Tarczy Antyrakietowej) znajdował się bodajże w Omsku, czyli jakieś 2.500 kilometrów od granicy ukraińsko-rosyjskiej. Prócz tego Ukraina całkiem ładnie radzi sobie z nakładaniem sankcji na rosyjską flotę cieni. Rzecz jasna sankcje te nakłada przy użyciu dronów. Szczerze przyznam, że zjawiskowe jest to, że Rosja, która w pewnym momencie praktycznie non stop posyłała nad Ukrainę roje dronów i saturowała ukraińską obronę przeciwlotniczą, nie wpadła na to, że ta w końcu może jej odpłacić tym samym.
Nawiasem mówiąc, dumam nad tym, czy ta przyśpieszona dekarbonizacja Rosji nie została podyktowana tym, że USA zaczęło zadymę w Iranie, w efekcie czego zablokowana została Cieśnina Ormuz. No bo tak po prawdzie taka blokada mogła się Rosji bardzo przysłużyć. Na to zresztą w kwietniu liczyła sama Rosja, albowiem Kiril Dimitriew (specjalny wysłannik Putina do spraw wszelakich) wygrażał Tuskowi, że za dwa miesiące (czyli gdzieś tak w czerwcu by wypadało) zabraknie paliwa i Tusk będzie musiał po prośbie lecieć do Moskwy i ŻEBY TYLKO ZOSTAWIŁ SOBIE TYLE PALIWA LOTNICZEGO, ŻEBY WYSTARCZYŁO NA DROGĘ DO MOSKWY. Chciałoby się rzecz, że zestarzało się jak mleko, ale bardziej będzie pasować: zestarzało się jak rosyjskie rafinerie.
Niestety dalsza część tematów związanych z Ukrainą nie może zostać uznana za parytet dobrych wiadomości. Pierwsza z nich to taka, że albo Zełeński, albo ktoś z jego administracji nie do końca ogarnia jakie nastroje panują w Polsce (nie wierzę w to, że osint mają aż tak słaby, żeby nie widzieć tego, że polska infosfera jest naszpikowana antyukraińskimi narracjami bardziej, niż rosyjska rafineria dronami) i przyklepał nazwanie jednej z jednostek specjalnych imieniem „bohaterów UPA”.
Ponieważ sprawę tę można było załatwić na drodze dyplomatycznej (np. prowadząc jakieś rozmowy BEZ UŻYCIA MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH), zamiast tego polska prawica zdecydowała się na użycie łomu i zagroziła odebraniem Zełeńskiemu Orderu Orła Białego (jak bardzo będziecie zaskoczeni, gdy wam napiszę, że z analiz soszjali wynika, że pomysły odebrania tegoż orderu wjechały do naszej infosfery ze wschodu?).
Ponieważ prezydent Ukrainy jest taki, jaki jest, nie cofnął się ani o krok. Ponieważ się nie cofnął, Order Orła Białego został mu odebrany. Następnie takie same ordery zwrócili byli prezydenci Ukrainy. W odpowiedzi na to Jarosław Kaczyński zwrócił Ukrainie order Jarosława Mądrego (tu są tak duże pokłady ironii, że jeszcze trochę, a powyższe zdanie zapadłoby się pod jej ciężarem). Nawiasem mówiąc, o tym, że Zełeński jednak przeholował, niech świadczy to, że Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której stało, że Zełeński tym razem bez RiGCzu był. A ponieważ Ukraina chce być częścią UE, nie może sobie pozwolić na olewanie głosu tejże Unii Europejskiej.
A byłbym zapomniał. JAROSŁAW KACZYŃSKI SIĘ PO RAZ KOLEJNY WŚCIEKŁ! Otóż, nie uwierzycie, ale PiSowski konfiarz, który został oddelegowany do bycia twarzą przyszłego rządu Zjednoczonej Prawicy, zachował się jak na konfiarza przystało i stało się to, co napisałem capslockiem. Nieco zaś bardziej na serio, to Przemysław Czarnek powiedział był, że on to by w ogóle zrobił tak, żeby Ukrainę podregulować, że poprosiłby UE, żeby wstrzymała jakąkolwiek pomoc dla Ukrainy aż do momentu, w którym Ukraina się ogarnie. Z czego wynika, że gdyby się nie ogarnęła, to Czarnek nie miałby oporów przed tym, żeby zaszkodzić Ukrainie w wymiarze militarnym (bo tym by się skończyło przycięcie jakiejkolwiek pomocy).
A potem mieliśmy szopkę, którą oglądaliśmy zyliony razy w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy: ktoś z tejże partii coś odwalił i rezonowało to w bańce PiSowskiej nie tak jak trzeba? Momentalnie pojawiały się wrzutki pt. KACZYŃSKI WŚCIEKŁY na tego, czy owego polityka/działacza/etc. oraz zapowiedzi tego, co to się może z tym politykiem stać teraz. W przeważającej większości przypadków sprawa kończyła się właśnie na tym. Czyli na szopce.
Obstawiam, że tym razem będzie dokładnie tak samo. No bo z jednej strony, Kaczyński mówi, że Pana Czarnka to kierownictwo PiS rozliczy z jego wypowiedzi, a z drugiej strony Czarnek mówi, ze on by to samo powtórzył po raz kolejny. I ja wiem, że w PiSie teraz odchodzą jakieś dzbanowe wojny frakcji, ale nawalanka frakcji to jedno, a to, że kandydat na premiera publicznie okazuje lekceważenie Prezesowi i pięć minut później nie wylatuje na zbity pysk z partii to drugie. Rzecz jasna, pojawiły się już analizy, z których wynika, że Czarnek jest już na wylocie i że jego misja dobiegła końca, ale szczerze przyznam, że jakoś mi się nie chce wierzyć w taki finał tej sprawy.
Może inaczej to ujmę: pewności, że po potencjalnie wygranych wyborach Czarnek zostanie premierem nie ma nikt, łącznie z samym Czarnkiem. Ale teraz PiS jest w trybie kampanii. Kaczyński zaś nadal snuje swoje sny o potędze i o hegemonii na prawicy. Innymi słowy, Kaczyński sobie wymyślił, że cała jego partia będzie walczyć, żeby było tak, jak było. Zamysł z Czarnkiem, jako kandydatem na premiera, był naturalną konsekwencją Batyra, jako kandydata na prezydenta. Bo skoro Batyrowi udało się zebrać głosy Mentzena i Brauna, to przecież oczywistą oczywistością jest to, że Czarnkowi uda się odebrać głosy obu konfom. Ja wiem jak to brzmi, ale Jarosław (aż by się chciało rzez, że Jarosław Mądry) myśli właśnie takimi kategoriami, więc nie mnie, lewakowi, to oceniać. Niemniej jednak taki jest właśnie plan i nie wydaje mi się, żeby Kaczyński go zmienił za pięć dwunasta bez wyraźnego powodu.
Swoją drogą, dość istotne jest to, że Kaczyński nie bardzo ma się jak cofnąć. Nawet gdyby faktycznie „się WŚCIEKŁ” i chciał wymienić Czarnka, to z konfiarskiej retoryki zrezygnować nie można. Co prawda nie jest to jeszcze etap tłumaczenia, że szczepionki dają dzieciom ZX Spectrum (przepraszam, musiałem), ale opowiadanie bzdur o tym, że człowiek absolutnie nie odpowiada za zmiany klimatu już było grane.
Na pierwszy rzut oka, sytuacja, w której Jarosław Mądry się cofnie i zamiast iść w szurskie narracje pójdzie w stronę centrum, wygląda sensownie. Tyle, że następne wybory nie odbędą się w 2015 tylko w 2027. Kredens debaty publicznej mamy przesunięty tak bardzo na prawo, że gdyby tylko Kaczyński zrobił krok do tyłu, to retoryczną próżnie momentalnie zapełnią Mentzeny, Bosaki i Brauniarze.
Przyznaję, że trochę mi to wyszło achronologicznie, ale to właśnie w tym momencie Przeglądu idealnie wpasowuje się opisanie kontekstu, w którym należy osadzić wypowiedź Czarnka. Bo on doskonale pokazuje, jak bardzo Kaczyński jest świadomy tego, że nie może się cofnąć nawet o krok. Kontekstem tym jest prawicowa biegunka na tle pięciu (słownie: PIĘCIU) rakiet do wyrzutni Patriot.
Otóż, jakiś czas temu Polska przekazała Ukrainie pięć rakiet do wiadomych zestawów. Ponieważ się tym nie pochwalono (obstawiam, że dlatego, że Tusk też chce nadal jeździć na antyukraińskich narracjach), prawica zrobiła z tego wielką aferę. Zdaniem prawicy oddanie (PIĘCIU) rakiet Ukrainie to rozbrajanie Polski i tak się nie powinno robić. A poza tym, to może i to było tylko pięć rakiet, ale każda z nich może zestrzelić Iskandera, a taki Iskander to może zabić nawet kilkaset osób, więc SAMI ZRÓBCIE MATEMATYKĘ!
Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że gdy po incydencie w Przewodowie Niemcy chciały nam wypożyczyć na jakiś czas trzy baterie Patriot, to PiS najpierw powiedział, że baza, ale dwa dni później tłumaczył wszystkim dookoła, że bezpieczniej dla Polski będzie, gdy te baterie będą stacjonować w Ukrainie (co w owym czasie było nierealne, bo baterie miały niemiecką obsługę).
Gdyby nie kontekst całkiem zabawne byłyby argumenty, których wtedy używano (a jeszcze bardziej zabawne byłoby zestawienie ich z dzisiejszymi narracjami o „rozbrajaniu”). Otóż Jarosław Kaczyński stwierdził, że to nie może być tak, że będziemy zestrzeliwać rakiety nad głowami polskich obywateli. Albo Mariusz Błaszczak, który opowiadał o tym, że gdyby baterie patriot stacjonowały w Polsce, to taka rakieta, jak w Przewodowie to jedynie kilkanaście sekund leci w polskiej przestrzeni lotniczej, więc nie ma szans na reakcję. Innymi słowy: wtedy chęć oddania Ukrainie trzech baterii była troską o polskie bezpieczeństwo, a dziś przekazanie pięciu rakiet jest rozbrajaniem Polski. Czego nie rozumiecie? Poza tym, jeśli boisz się mówić o tym, że przekazanie pięciu rakiet Ukrainie to rozbrajanie Polski, to już jesteś niewolnikiem!
Dodajmy do tego, srogie przydzbanienie Kosiniaka-Kamysza, który w trakcie konferencji prasowej opowiadał o tym, że ten PiS to teraz krytykuje przekazanie pięciu rakiet, ale sam wcześniej dawał dużo broni, ale to nic złego, bo Ukrainie trzeba pomagać, ale PiS dawał więcej i nie chce się do tego przyznać, ale to nic złego (i tak dalej i tak dalej). Prawda jest natomiast taka, że gdyby Kosiniak-Kamysz faktycznie uważał, że Ukrainie należy nadal pomagać i że to jest prawilne, to nie byłoby tych bzdur o tym, że „PIS DAWAŁ WIĘCEJ”. Zamiast tego było by to coś w rodzaju: owszem, przekazaliśmy im pięć rakiet, bo godne to i sprawiedliwe. A gdyby obecna koalicja miała choć odrobinę ikry, to dodano by, że ta broń i tak jest kupowana po to, żeby przy jej pomocy walczyć z wiadomym przeciwnikiem, więc co za różnica, czy ten przeciwnik oberwie pociskiem od wojsk polskich, czy ukraińskich?
Być może narracyjne wygibasy Kosiniaka-Kamysza mają coś wspólnego z tym, jakie nastroje w Polsce ostatnio panują. A panują takie, że gdy starszy typ drze mordę na dziewczynki w autobusie (i je wyzywa), to mu wolno bo: po pierwsze jakiś Ukrainiec kopnął dziecko w twarz, po drugie, te dziewczynki były Ukrainkami właśnie, a po trzecie nie zapominajmy o Wołyniu!
Znamienne było to, że praktycznie zaraz po tym, gdy o całej sprawie zrobiło się głośno (a zrobiło się głośno, bo dziewczynki typa nagrały), ruskie drony internetowe momentalnie ruszyły z kontrofensywą i okazało się, że dziennikarze z Bielska Białej (o których nikt nie słyszał) wszystko opisali (w miejscu, którego nie da się znaleźć) i tam działo się to, że jacyś świadkowie (z których żaden się nie wypowiedział na ten temat, opowiedzieli tym dziennikarzom, że te dziewczynki wyzywały tego starszego pana i na niego pluły, tak więc nie ma się czemu dziwić, że on zareagował tak, jak zareagował.
Wystarczającym dla sporej części naszych rodaków dowodem był wpis jakiejś randomowej kobiety z internetu, którą na użytek niniejszego tekstu nazwijmy „Teresą z Ostrudy”. Co prawda tekst był napisany nawet nie tyle łamaną polszczyzną, co w ogóle nie polszczyzną (choć prawicowej interpunkcji w nim nie brakowało, albowiem przed każdym przecinkiem była spacja), a osoba, która go opublikowała, wrzuciła potem na FB non-apology w rodzaju „ja to po prostu skopiowałam skądś i wkleiłam, to wcale nie jest moje zdanie”, ale to nie ma znaczenia. Narracja o biednym starszym panu, który został sprowokowany przez ukraińskie agentki jest już w części prawej strony dogmatem. O jak dużą część prawej strony chodzi? Ano np. o Suwerenną Polskę, bo hamletyzowanie w tej sprawie pojawiło się na ich peju.
Równie znamienne jest to, że najwięcej na temat tego, co się stało, miała ta strona sporów politycznych, której poglądy ów miły starszy pan, za przeproszeniem, wyrzygał w tym autobusie. I to właśnie ta strona zaczęła tłumaczyć, że nie powinno się jej „sklejać” z tą sprawą, a jak ktoś to robi, to pewnie dlatego, że dostał polecenie partyjne.
UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!
https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty
Jeżeli chodzi o kolejny temat, którym jest „kryzys” w PiS to przyznam, że żyje we mnie kilka wilków. No bo z jednej strony, PiSowcy się ostatnio wzięli za łby i wygląda to w sumie całkiem wiarygodnie. Aczkolwiek przyznam, że ciekawe jest to, że kłótnie w PiS zaczęły się po tym, jak Nawrocki wygrał wybory prezydenckie. Wydawało mi się bowiem, że do potencjalnego rozłamu może dojść wtedy, gdy obóz prawicowy jednak te wybory przegra.
Powodem, dla którego w PiSie atmosfera jest teraz napięta jest zapewne to, że co prawda Nawrocki wybory wygrał, ale PiSowi wcale od tego poparcie nie wzrosło. Ewidetnie w PiSie toczy się teraz
spór. Środowisko Morawieckiego stara się nas przekonać do tego, że spór toczy się o to, czy należy iść w stronę konfiarskich narracji, czy też może bajerować centrum (a przepraszam, „pozyskiwać wyborcę centrowego”). Obu tych rzeczy nie da się zrobić równocześnie, bo choć Zjednoczona Prawica do perfekcji panowała robienie zwrotów o 180 stopni, to jednak w tym konkretnym przypadku wymagałoby to robienia zwrotów praktycznie codziennie, aż do najbliższych wyborów. No ale niby tam się toczy spór o te narracje konfiarskie, a jednak praktycznie wszystkie te narracje dominują w przekazie Zjednoczonej Prawicy.
Z drugiej natomiast strony, „kryzysy w PiSie”, „które miały grozić rozłamem” to myśmy już bardzo często oglądali w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy. Oglądaliśmy to i absolutnie nic z tego nie wynikało. Bo może i to towarzystwo się tam żarło o różne sprawy i zwracało sobie uwagę (jak np. Terlecki Kowalskiemu za propagowanie antyszczepionkowej szurii), ale gdy przyszło co do czego i zaczęła się kampania, dla wszystkich znalazło się miejsce na listach. Dlatego też średnio mi się chce wierzyć w to, że teraz miałoby być inaczej.
Z trzeciej strony, miejmy na uwadze to, że żeby dokonać sensownego rozłamu, może inaczej: żeby wyjść z partii i nie wracać do niej później jak Ziobryści, to trzeba za sobą pociągnąć doły partyjne. Bo bez dołów partyjnych nie będzie miał kto robić kampanii. Owszem, do pewnego stopnia dałoby się to napędzać botnetami i sztucznym ruchem sieciowym, ale jeżeli na spotkania z wyborcami nikt nie będzie przychodził, to raczej ciężko byłoby walczyć o sensowny wynik.
Z czwartej strony, jeżeli przyjrzymy się retoryce Zjednoczonej Prawicy to, co do zasady, oni mówią zbliżone rzeczy. To nie jest tak, że Kaczyński mówi, że Tusk jest zły, a Morawiecki postuluje wejście z nim w koalicje. Obie strony sporu opowiadają o tym, że rząd Tuska jest antypolski/etc. Obie strony opowiadają o tym, że UE jest zła. Obie strony nie lubią elgiebetów. Obie strony negują wpływ człowieka na zmiany klimatyczne. Protokół rozbieżności jest naprawdę niewielki. Jednakowoż prawda jest taka, że geniusz szachów 5D Kaczyński (który sam swoją partię zapędził w konfiarskie rewiry narracyjne) to jest człowiek, który byłby w stanie osłabić swoją własną partię przed wyborami tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś śmiał zwątpić w jego geniusz.
Niemniej jednak, gdyby nawet czekało mnie kolejne „polityczne zaskoczenie” i do rozłamu faktycznie by doszło, to uważnie przyglądałbym się temu, co się będzie działo dalej, bo absolutnie by mnie nie zdziwiła sytuacja, w której „rozłamany PiS” startowałby potem w jakiejś koalicji. No bo może i się pokłócili i mają różne poglądy, ale Tuska trzeba odsunąć od władzy, więc będą się po prostu pięknie różnić/etc.
W poprzednim Przeglądzie wspominałem o Szpitalu Południowym. Wspomniałem również o tym, że dr Emil Jędrzejewski, który zdetonował na Kanale Zero bombę atomową opowiadając o tym, że w Szpitalu Południowym to ludzie marli i marli z winy Lekarza Milionera i nikt z tym nic nie robił. Póki co potwierdziła się tylko jedna część tego, co opowiadał, ale potwierdziła się częściowo.
Jędrzejewski opowiadał o tym, że znajdowano martwych ludzi w łazienkach i robiono wałki, żeby jakoś to zatuszować. Kacprzyk odpowiedział wtedy oświadczeniem, z którego wynikało, że taka sytuacja miała miejsce i prokuratura się tym zajmuje, ale to nie on tam jest stroną. Stroną natomiast okazał się były już szef tamtejszego prosektorium, który jest byłym szefem, bo wywalono go za robienie reenactingu Łódzkiego Pogotowia (czyli handel „skórami”). Okazało się, że ów przemiły pan został uwieczniony na nagraniu, ale nie uprzedzajmy faktów.
Do Szpitala Południowego przyjęto starszego jegomościa, który miał silną biegunkę, ogólnie źle się czuł i był odwodniony. Ktoś powinien do niego zaglądać co jakiś czas, żeby się upewnić, czy wszystko z nim w porządku. No i tak bardzo do niego zaglądano, że odpiął się od kroplówki (to wynika z nagrania wyżej wspomnianego), poszedł do toalety i w niej zmarł, a znaleziono go tam po czterech godzinach.
Następnie, nie poinformowano o tym prokuratora (a powinno się to zrobić, bo choć pacjent miał swoje lata/etc., to jednak nie zmarł w szpitalnym łóżku doglądany przez personel medyczny). W takiej sytuacji prokurator zleciłby przeprowadzenie sekcji zwłok z automatu. Szpital tę sekcję zrobił sam, a na nagraniu z tejże Pan Były Szef Prosektorium opowiadał o tym, że trzeba to jakoś ogarnąć, żeby się prokurator nie przyczepił. A, i jeszcze jedno. Rodziny zmarłego nie poinformowano o tym, w jakich okolicznościach zmarł.
No i znowuż, na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jak gdyby Jędrzejewski nie koloryzował. Tyle, że jest tu jeden, nie tak znów mały, problem. O ile bowiem do sytuacji doszło (aczkolwiek o ile mnie pamięć nie myli, to Jędrzejewski mówił o ludziach znajdywanych w toaletach [mam świadomość tego, że to mogła być po prostu przenośnia albo coś w ten deseń]), to jednak nie jest tak, że nikogo to nie obeszło, bo sprawą zajmowała się już od jakiegoś czasu prokuratura (osobną kwestią jest to, że nikt o tym nie wiedział i dowiedzieliśmy się tego od Kacprzyka). Tym samym, nadal będę stał na stanowisku takim, że gdyby tam ludzie marli dziesiątkami, to nie dałoby się tego utrzymać w tajemnicy.
Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, co napisałem w poprzednim Przeglądzie (pozwolę sobie na bezwstydny cytat): „Bo ja to widzę w ten sposób, że nie miałbym absolutnie żadnych problemów z uwierzeniem w to, że w szpitalu zmarł pacjent i ktoś kogoś z tego tytułu kryje. Tyle, że pan doktor Jędrzejewski prócz jednej bomby, zdetonował również drugą i powiedział, że o tym wie cały szpital. Jak wspomniałem przed momentem w to, że parę osób mogłoby kogoś kryć w przypadku zgonu pacjenta jestem w stanie bezproblemowo uwierzyć. Jednakowoż mam spore problemy z uwierzeniem w to, że ofiar było więcej, cały szpital wiedział (ok, wiem, że to jest tylko taka wypowiedź i nie chodziło o to, że dosłownie każdy pracownik był tego świadomy) i absolutnie nikt się nie „wysypał”.”
Moi drodzy. Wielokrotnie sobie śmieszkowałem z obecnego prezydenta RP, ale teraz będę musiał podejść do tematu całkiem poważnie. Tak samo poważnie, jak otoczenie prezydenta RP, które doszło do wniosku, że uda się zmonetyzować historię o tym, że ktoś w trakcie kampanii usiłował „kandydata obywatelskiego” otruć, ale nie przemyślało tego zbyt dobrze i nie jest w stanie odpowiedzieć jak to możliwe, że o sprawie nie poinformowano ani policji, ani służb, ani prokuratury i że choć koledzy pana prezydenta się bardzo bali o jego życie i myśleli, że już po nim, to na wszelki wypadek nie zadzwonili po pogotowie. Równie przemyślane było to, że choć sprawa była BARDZO POWAŻNA (i na pewno nie chodziło o strucie się nikotyną [o ile w ogóle doszło do czegokolwiek]), to Prezydent Karol Nawrocki nie wspominał o tym wcześniej ani słowem NAWET PO TYM GDY ZOSTAŁ WYBRANY.
Śmiem twierdzić, że jeżeli do czegoś doszło, to najwyżej był to jakiś, za przeproszeniem, dyskretny paw, bo gdyby Nawrocki faktycznie słaniał się na nogach i musiano go odprowadzić do autokaru (po tym, jak przerwał przemawianie do wyborców), to o tej sprawie dowiedzielibyśmy się mniej więcej ułamek sekundy po tym, gdy wygoniono ludzi z autokaru, do którego został zaprowadzony. I znowuż, możemy sobie z tego śmieszkować, ale partyjny beton pewnie ten „zamach” traktuje jak dogmat i nie zadaje sobie zbyt wielu pytań.
Skoro jesteśmy przy Nawrockim, to trzeba wspomnieć o tym, że ów zawetował „ustawę o najbliższym współlokatorze”. Tak, chodziło o tę okrojoną przez obecną koalicję ustawę, która miała być namiastką tzw. „związków partnerskich”, które miały być namiastką równości małżeńskiej. Zdziwiony wetem nie jestem, bo przecież od początku było wiadomo z jakich środowisk wywodzi się Batyr i jakie ma poglądy na elgiebety. Niestety nie mogę tego skomentować tak, jak powinienem, albowiem mogłoby mnie to narazić na odpowiedzialność z tytułu art. 135 § 2 k.k.
Mogę natomiast napisać o tym, że Nawrocki wcale nie idzie drogą Trumpa i nie monetyzuje swojej prezydentury, bo marka, która nie ma z nim absolutnie żadnych powiązań (ani z nim, ani z nikim z jego otoczenia) wcale nie zamierza wypuścić limitowanej (1000 sztuk) wersji zegarków. Gdybym był złośliwy, to napisałbym coś o tym, że być może kiedyś doczekamy się jakiegoś ustawkowego merchu (kastety w barwach biało-czerwonych, kije baseballowe z autografem, maczety z logotypem), ale po co mi ten 135 artykuł.
I tym, nie wiadomo jakim akcentem zakończę powyższą Ścianę Tekstu. A skoro już ją zakończyłem, to muszę sam siebie poklepać po plecach za to, że tym razem od wrzucenia poprzedniej ściany nie upłynął nawet jeden miesiąc!
Źródła:
Gdyby nie kontekst (szczucie na Ukraińców) całkiem zabawne byłoby to, że o ile strumień nieświadomości Kulińskiej zniknął ze strony Tysola, to już „reaction” na tenże strumień nieświadomości nadal tam wisi:
https://tysol.pl/wiadomosci/anna-wiejak-abw-powinna-przyjrzec-sie-ukraincom-mieszkajacym-w-polsce,178286
https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,32906201,film-miedlara-w-top-10-amazon-prime-video-tuz-przed-rocznica.html
https://x.com/PiknikNSG/status/2076757520685875442
https://oko.press/jedenascie-dni-przed-eskalacja-chcieli-odebrac-order-zelenskiemu-wczesniej
https://demagog.org.pl/wypowiedzi/jaroslaw-kaczynski-powtarza-tezy-denialistow-klimatycznych/
https://wiadomosci.wp.pl/kaczynski-wsciekly-o-pociski-rzad-rozdaje-je-po-cichu-7304979199613280a
https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksplozja_rakiety_w_Przewodowie
https://dorzeczy.pl/opinie/909247/proba-otrucia-nawrockiego-holownia-totalne-banialuki.html
https://www.bbc.com/polska/articles/cyvlyyv1y2po