Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2025

Dyktatura Chłopskiego Rozumu – część 1

 Chyba jeszcze nigdy nie przydarzyła mi się sytuacja, w której odczuwałem przemożną chęć napisania jakiegoś tekstu, ale za cholerę nie wiedziałem, jak się do niego zabrać, to po pierwsze. Po drugie zaś, z cierpliwością godną tybetańskiego mnicha czekałem na rozwój wypadków i w pewnym momencie sobie zdałem sprawę z tego, że wypadki rozwijają się tak szybko i tak spektakularnie, że już za chwileczkę i już za momencik będzie tego wszystkiego tyle, że ciężko to będzie ogarnąć sensownie. W tym miejscu pozwolę sobie na uwagę natury ogólnej: nie mam pojęcia, jak długi będzie ten tekst, ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że wrzucę to w odcinkach. Edycja: ok teraz już mam pewność, że będzie w odcinkach. W pierwszym (który teraz czytacie), będzie o Trumpie i o tym, co robi z własnym krajem, w kolejnym o tym, co robi z innymi, a w jeszcze bardziej kolejnym (i mam nadzieję być może ostatnim) to, jak się na jego działania zapatrują Trumpolacy.


No dobrze, nawet najdłuższy tekst musi mieć jakiś początek. Wydaje mi się, że najlepiej będzie niniejszy tekst zainaugurować opisem tego, co teraz dzieje się za Wielką Wodą. Otóż, rządzi tam człowiek, który nie tak dawno temu, całkowicie nieironicznie wrzucił w soszjale filmik, w którym mogliśmy zobaczyć, jak wygląda Strefa Gazy jego marzeń. Jeżeli to widzieliście, to wiecie w czym rzecz. Jeżeli tego nie widzieliście, to, choć link źródłowy będzie, stanowczo nie polecam oglądania tego. Tak w telegraficznym skrócie: złota ma być tam więcej niż w Licheniu (nie mogło też zabraknąć OGROMNEGO, złotego posągu Trumpa]), prócz tego będzie tam totalny chill i Trump razem z Netanyahu będą sobie siedzieć przy basenie, a Elon Musk będzie ludzi obdarowywał pieniędzmi.


Tenże sam Trump na swoim portalu (Truth Social) zamieścił wpis, w którym niejaki Michael McCune tłumaczy, jakim geniuszem jest Trump. Bo wiecie, jak Ukraina podpisze umowę dotyczącą wydobywania metali ziem rzadkich z USA, to Rosja na pewno nie dokona inwazji (do tego przejdziemy w dalszej części tekstu, bo jest to argument, który pojawia się często i gęsto wśród pewnych środowisk). Geniusz polega również na tym, że w ten oto sposób Trump chroni Ukrainę, nie wciągając USA do wojny. Już samo wrzucanie tego rodzaju laurki byłoby śmieszne, ale okazało się, że jednemu z użytkowników portalu Eloneks (o wdzięcznej nazwie Rzep) chciało się wyszukać kim jest ten pan, którego cytuje Trump. Okazało się, że to jakiś randomowy typ z małego miasteczka w Arizonie, który jest trenerem karate. No ale, kto bogatemu zabroni.


Wydaje mi się, że Donalda Trumpa najlepiej podsumował John Scalzi. W 3 tomie „The Interdependency” (w podziękowaniach) nazwał go „jednym, wielkim, amoralnym wirem chaosu”. To podejście jest znacznie bardziej adekwatne od tego, które możemy zaobserwować u części komentatorów. Nie, nie chodzi o członków Zjednoczonej Prawicy, ani też o przytulonych do tej partii mediaworkerów, tylko o ludzi, którzy przeważnie wypowiadają się w sposób sensowy.


Tacy ludzie widzą te same działania Trumpa, które widzimy my wszyscy i usilnie starają się tym decyzjom i działaniom przypisać racjonalność, a czasami wręcz tłumaczą, że Trump może mieć „co innego na myśli”. Gdy Trump obiecywał, że zakończy wojnę w 24 godziny, część komentatorów twierdziła, że może być tak, że jak Putin nie będzie chciał się dostosować, to Trump zwiększy pomoc dla Ukrainy, żeby go do tego zmusić. My w „Trumpolakach” (uprzedzam lojalnie, że będzie tu trochę nawiązań do naszej książki) tłumaczyliśmy, że jedyny „lewar”, który Trump ma, to pomoc dla Kijowa i chcąc „szybko zakończyć wojnę”, może skorzystać z tego lewara. Niestety, okazało się, że mieliśmy rację. Nawiasem mówiąc, byli i tacy (np. Podkast Amerykański), którzy od dawna mówili, że jeżeli ktoś chce poznać intencje Trumpa, to może tak warto by było zacząć go słuchać.



O ekspertach jeszcze będzie, ale teraz skupmy się jeszcze na chwilę (tak, ja też nie chcę) na Trumpie. Pamiętam doskonale moment, w którym okazało się, że Trump wygrał wybory w 2016 roku. Nikt się tego nie spodziewał (choć niektórzy komentatorzy usilnie starali się przekonywać wszystkich dookoła, że tak właściwie to oni od początku wiedzieli, że tak będzie). A potem momentalnie pojawiła się obawa, że ten całkowicie nieobliczalny typ może narobić wiele złego. Obawy te okazały się słuszne, ale częściowo. Nie udało mu się narobić zbyt wielu szkód w polityce międzynarodowej (której poświęcone zostanie bardzo dużo miejsca nieco dalej) i nie udało mu się też rozwalić państwa.


Nie, nie dlatego, że nie chciał i nie próbował. Po prostu nie był przygotowany do rządzenia i otaczali go (na szczeblu administracyjnym) fachowcy, którzy wiedzieli co można, a czego nie. Sama Partia Republikańska też go wtedy nie kochała. I choć potem obroniła go przed impeachmentem, to ciężko to przyrównać do obecnej sytuacji, w której swoistym rytuałem przejścia w utrumpowionej Partii Republikańskiej jest przyznanie, że wybory w 2020 roku zostały „ukradzione”.


Wróćmy na moment do tego szczebla administracyjnego. Trump naobiecywał w trakcie kampanii 2016 bardzo wiele, a potem miał problem z dowiezieniem. A miał ten problem dlatego, że stopował go (w uproszczeniu) pion administracyjny. Z pracownikami administracji publicznej w USA jest (a raczej było, o czym za moment) tak, że część z nich jest z nadania politycznego (najwyższe szarże), a część (i to znaczna) to pracownicy merytoryczni, których nie można wywalić „po uważaniu”. Tym samym, takiego urzędnika nie można było zwolnić za nie wykonanie polecenia (np., no nie wiem, Trumpowego), które to polecenie było niezgodne z prawem. To właśnie ci urzędnicy byli tym mitycznym „deepstate”, który stopował Trumpa. Rzecz jasna, Trump jest człowiekiem czynu, tak więc pod koniec swojej pierwszej kadencji postanowił to zmienić i przekwalifikować około 50 tysięcy pracowników merytorycznych na takich, których będzie można wywalić na zbity pysk, jeżeli nie będą posłuszni.


A potem zmienił się Prezydent i Biden ten pomysł skancelował. Zostańmy przy tym na chwilę, albowiem to dobry moment, żeby sobie pozwolić na drobną złośliwość pod adresem osób, które opowiadają o tym, że w sumie to między Bidenem a Trumpem to nie było zbyt dużej różnicy, bo w sumie jedni i drudzy po tych samych pieniądzach/etc. Jak to możliwe, że Biden skancelował te zmiany, zamiast je wprowadzać w życie? Przecież jego poprzednik zostawił mu zabawki, dzięki którym mógł zaorać amerykańską służbę cywilną i obsadzić ją partyjnymi nominatami. Zapewne nigdy nie dowiemy się dlaczego tak się stało. Na pewno nie ma to żadnego związku z tym, że te symetrystyczne narracje są po prostu, eufemizując, nie do końca mądre.


Potem wszyscy mieliśmy przerwę od Trumpa na stanowisku prezydenta USA. W trakcie tejże przerwy zaczęło się głośno (rzecz jasna głośno za Wielką Wodą, bo u nas mało kto [poza dwoma randomami z internetu, którzy napisali książkę] się tym interesował) robić o czymś, co się zwie „Project 2025”. Tak w telegraficznym skrócie (dla niezorientowanych) to taka inicjatywa, która zakładała zaoranie administracji publicznej i posypanie jej solą. I to się właśnie teraz odbywa. Co prawda Sąd Najwyższy (w którym republikanie mają większość) stwierdził, że wypadałoby, na ten przykład, zapłacić tym ludziom, którzy już wykonali robotę dla USAID, ale kultyści z MAGA już tłumaczą na Eloneksie, że skoro Biden nie przejmował się wyrokami SN (co nie jest prawdą, bo co prawda SCOTUS Bidenowi zabronił umarzania kredytów studenckich na szczeblu państwowym, to nie zakazał poszczególnym stanom ogarnięcia tego tematu]), to oni też mogą.



Skoro zaś już jesteśmy przy tym USAIDzie, to warto się nad tym tematem pochylić. Otóż, w poszukiwaniu oszczędności nowa administracja USA zaorała USAID (po polskiemu Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego). W teorii opowiadali o tym, że oni tylko zrobią przegląd tego, na co się tam wydaje pieniądze i jeżeli na coś złego, to oni te pieniądze przytną. Problem w tym, że zaczęli od przykręcenia kurka w całości i wywalenia kupy pracowników. I zrobili to nawet nie tyle bez żadnego trybu, co bez żadnego sensownego planu. Ok, można w tym miejscu dywagować na temat tego, czy dało się sensownie zwolnić kupę ludzi z takiej organizacji, nie rozpieprzając jej przy okazji. Zapewne się nie dało i zapewne nikogo to nie obchodzi. Nawiasem mówiąc, dla Muska&co jest to w sumie doskonały temat do żartów. Na spotkaniu gabinetowym z kamarylą Trumpa opowiedział historię, która brzmiała mniej więcej tak: „no nie uwierzycie mordy jaka akcja, ale jak robiliśmy cięcia, to żeśmy omyłkowo przycięli kasę na walkę z Ebolą”, moim zdaniem to się aż prosiło o puszczenie śmiechu z pudełka w tle, bo to przecież takie zabawne, że boki zrywać.


Tym, co zupełnie umknęło Elonowi i jego przybocznym było to, jaką funkcję pełniła ta organizacja. Poza, rzecz jasna, pomaganiem (I SPONSOROWANIEM LEWAKÓW NA CAŁYM ŚWIECIE!!111 [Przepraszam, musiałem]). Otóż, była to organizacja, która całkiem niewielkim kosztem (w stosunku do PKB USA) „produkowała” Ameryce tzw. „Soft Power”. USA, nie wszędzie jest kochane, a taka organizacja idealnie się sprawowała w roli „ocieplacza wizerunku”, dzięki któremu można było łatwiej ogarniać różne kwestie (np. dyplomatyczne). Dodajmy do tego kolejną układankę. Od dłuższego czasu słyszymy ze strony USA, że prędzej, czy później będzie tak, że USA czeka konflikt z Chinami. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji warto by było inwestować w soft power, prawda? Szczególnie, jeżeli weźmiemy pod rozwagę to, że Chiny wpychają się (w wymiarze gospodarczym [acz nie tylko]) wszędzie, gdzie tylko mogą. Dla was to może być oczywiste, ale dla genialnych strategów spod znaku szachów 5D to wcale oczywiste nie jest. Najwyraźniej chcą oni uśpić czujność Chin poprzez oddawanie im pola. Albo po prostu do „oszczędzania” na administracji/etc. wzięli się ludzie, których z braku lepszego określenia można nazwać głąbami.


Bo wiecie, to nie jest tak, że skoro Elon ogarnia różne biznesy (tak, wiem, nie robi tego sam), to na pewno zna się na tym, jak powinno działać państwo. No chyba że założenie jest takie, że USA po tych wszystkich „reformach” ma skończyć jak Twitter pod rządami Elona (i tu również używając eufemizmu można użyć określenia „faszystowski ściek”). Elon w trakcie kampanii obiecał wyborcom Trumpa oszczędności w wysokości 2 trylionów (po polskiemu to są biliony) dolarów rocznie. Nie, nie powiedział na czym chce oszczędzać. I nie, tam nie ma absolutnie żadnego planu oszczędności.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty
 


W tym miejscu popełnię krótką dygresję. Na pewno zauważyliście, że spora część kandydatów na burmistrzów/prezydentów miast idzie do wyborów z hasłami o odchudzaniu swojej Jednostki Samorządu Terytorialnego. Tłumaczą oni, że w tej konkretnej JST pracuje zbyt dużo urzędników i że w sumie to jest marnotrawstwo. I zawsze (i to literalnie) kończy się to tak, że po wygranej temat jakoś dziwnie przycicha. Kogoś się tam wywali (przeważnie ludzi lojalnych względem poprzedniego włodarza), kogoś się zatrudni (przeważnie ludzi lojalnych względem nowego włodarza), powymienia się najwyższe szarże (kierowników referatów/naczelników, skarbników/etc., a cała reszta pozostaje bez zmian.



Przyczyna tego stanu jest prosta jak budowa posła Suwerennej Polski: gdyby ktoś w ramach oszczędności zaczął wywalać przypadkowych pracowników i likwidować przypadkowe referaty/wydziały, to rozwaliłby JST. Oczywiście nie byłoby tak, że taka jednostka zawaliłaby się z dnia na dzień, ale bardzo szybko okazałaby się absolutnie wręcz niewydolna. Można w tym miejscu sięgnąć po nieco inny przykład. Na terenach popowodziowych był spory problem z wydawaniem decyzji o wsparciu finansowym. Nie chodziło o to, że złe urzędasy robiły ludziom na złość (jak to mają w zwyczaju te złe urzędasy), ale o to, że chodziło o znaczne kwoty i w takim przypadku trzeba taki wniosek rozpatrzyć, żeby potem nie świecić oczami za to, że się dało kasę komuś, kto jej nie powinien dostać. Dodatkowo, po prostu zabrakło urzędników. Bo do wydawania konkretnych decyzji potrzebny jest odpowiedni urzędnik z odpowiednimi uprawnieniami (w trakcie pandemii przekonali się o tym mieszkańcy Częstochowy, w której praktycznie cały Wydział Komunikacji albo wyłapał koronę, albo był na kwarantannie).  


Tak więc, nikt nie bawi się w tego rodzaju Wielkie Cięcia, bo każden jeden włodarz zdaje sobie sprawę z tego, czym by się to skończyło. Do czego nam była potrzebna da dygresja? Ano do tego, że właśnie tym się zajmuje Elon razem ze swoimi podwładnymi. W ramach Wielkich Oszczędności (które muszą sobie potem poprawiać na stronie dodając zera) rozwalają kolejne gałęzie administracji i zwalniają przypadkowych pracowników. I to zupełnie przypadkowych bez zwracania uwagi na to, czym się zwalniani zajmują. Jednym z bardziej spektakularnych przykładów działania DOGE było wywalenie z roboty pracowników, którzy zajmowali się, bagatela, bezpieczeństwem jądrowym kraju. Gdy się okazało, że mamy do czynienia z sytuacją, którą można określić mianem „przypału”, próbowano ich zatrudnić z powrotem i okazało się, że nie we wszystkich przypadkach jest to możliwe, bo z częścią tych ludzi nie ma się jak skontaktować.


Takich przykładów było mnóstwo. Mieliśmy np. „kondomy dla Gazy”, które, zdaniem Trumpa miano przerabiać na bomby. Potem się okazało, że pomoc szła, owszem, do Gazy, ale nie do tej, o której mówił Trump, ale do prowincji w Mozambiku. Były „wampiry pobierające pieniądze” (z Social Security). Potem się okazało, że ludzie z DOGE nie za bardzo się znają na językach programowania i nie wiedzą jak działa COBOL. Gwoli ścisłości, ja też nie wiem jak działa ten język i szczerze mówiąc, do niedawna nie wiedziałem o jego istnieniu, ale na swoją obronę mam to, że nie jestem Wielkim Oszczędzaczem, więc nie muszę się znać na wszystkim. Osobną kwestią jest to, że była to jedna z głupszych teorii spiskowych (a konkurencja jest mocna), bo Elonowi wyszło, że jakimś 20 milionom osób wypłaca się niesłusznie pieniądze i (uwaga będzie capslock) ABSOLUTNIE NIKT SIĘ DO TEJ PORY NIE ZORIENTOWAŁ.


No ale, może i ekipa z DOGE nie zna tego języka, ale za to próbują „naprawić system”, który „stoi” na tym języku. Jestem pewny, że to na 100% skończy się dobrze. Teraz dochodzimy do cięć, które są tak durne, że gdyby ktoś nakręcił film (bądź też książkę napisał, co kto lubi) z gatunku political fiction i opisał tam takie działania, to wszyscy byliby zgodni, że to przesada. Administracja Trumpa w ramach walki z genderem (DEI - Diversity, equity, and inclusion) obcina różne wydatki, które się jej „źle kojarzą”. I wszystko byłoby pięknie z tą konserwatywną kontrrewolucja, gdyby nie to, że ci ludzie najwyraźniej nie zdają sobie sprawy z tego, że różne wyrazy i określenia mogą mieć więcej niż jedno znaczenie, a poza tym warto by było uważnie czytać te wyrazy, żeby je dobrze zrozumieć. Chyba najgłośniejszym przypadkiem tego rodzaju fuckupu było to, jak Trump wyszedł przed kamery i opowiadał o tym, że miliony dolarów przeznaczono na to, żeby stworzyć „transpłciowe myszy”. Byłem całkowitym brakiem zaskoczenia Jacka, gdy się okazało, że Stabilnemu Geniuszowi pomyliło się słowo „tansgender” z „transgenetic”. Tego rodzaju kwiatków jest tam całe mnóstwo.


Wróćmy jednakowoż do cięć i zwolnień. Elon zadbał o to, żeby były one całkowicie przypadkowe (może ma w domu ołtarzyk Thanosa z MCU?), bo otoczył się, między innymi 19 letnimi specami, którzy mu te tematy ogarniają. Teraz wyobraźcie sobie taką sytuację: Jesteście urzędnikami z zylionem lat doświadczenia i w pewnym momencie zmienia się w waszym kraju władza, a efekt końcowy tych zmian jest taki, że musicie jakiemuś typowi, który nie ma pojęcia o tym, czym zajmuje się wasza gałąź administracji, wytłumaczyć do czego tak właściwie jesteście potrzebni. Tu na pewno chodzi o jakieś sensowne działania, prawda?  


Nieco  wcześniej wspomniałem o tym, że warto było słuchać tego, co Trump mówi w trakcie kampanii. To samo odnosi się do Elona. Tenże przemiły jegomość zakochany w „rzymskich salutach”, praktycznie na finiszu kampanii powiedział, że jeżeli Trump wygra, to amerykanie muszą być przygotowani na gospodarcze turbulencje, ale potem będzie już wszystko fajnie. To się jakoś wpisywało w ogólną narrację, w myśl której wszystko, co złe, jest winą Bidena (vide „Bidenflation”). Po wygranych wyborach będzie jeszcze trochę trzęsło, ale potem już tylko wielkość ponowna Amerykę czeka. Jak długo będą trwały te turbulencje? Tego Elon nie powiedział. Ponieważ zaś wystarczająco dużo Amerykanów uznało, że to jest droga, którą chcą podążać jako kraj, wszyscy będziemy się mogli o tym przekonać.


To jest, swoją drogą, bardzo ciekawe zagranie z punktu widzenia stricte perswazyjnego. Wyobraźmy sobie bowiem (wiem, że będzie ciężko, ale się postarajcie) sytuację, w której zmiany wprowadzane przez nową administrację sprawiają, że ludziom żyje się jeszcze gorzej, niż za czasów tego przeklętego Bidena. Wtedy zawsze Elon Musk może wyjść przed kamery i powiedzieć „no elom, mordeczki, ja was przecież uprzedzałem, że to tak może być”. Wspominam o tym dlatego, że właśnie taka narracja jest testowana przez duże konta kultystów MAGA. Na jednym z nich, o wdzięcznej nazwie „END WOKENESS” można przeczytać, że za Bidena ekonomia (kraju) była sztucznie poprawiana przy pomocy fejkowych pieniędzy i manipulowania danymi. Pointą wpisu było „zapnijcie pasy”.



Teraz zrobimy sobie krótki quiz. Jak myślicie, kto będzie musiał zapiąć pasy i kogo najbardziej dotkną te zmiany?

a) Elon Musk z kolegami miliarderami?
b) Miliarderzy wspierający Partię Demokratyczną
c) Donald Trump
d) Ludzie dobrze sytuowani.
e) Ludzie, którzy już teraz mają problemy natury finansowej.


Jeżeli waszą odpowiedzią było „E”, to brawo, nie jesteście Rafałem Wosiem, bo on nadal wierzy w lewicowość Trumpa. Przed momentem wspomniałem, że tego rodzaju narracje „będzie trzęsło, ale to wina Bidena”, są ciekawym zagraniem. Niemniej jednak nie wydaje mi się, żeby na samym końcu okazało się, że jest to skuteczne. Nikogo bowiem nie obchodziło to, że to nie Biden wywołał inflację w USA i że przyczyniły się do tego w głównej mierze czynniki zewnętrzne. Ludzi obchodziło to, że tu i teraz mają problemy. W związku z powyższym, przekonywanie ludzi, którzy najbardziej oberwą, że może i obrywają dlatego, że obecna administracja wprowadza zmiany, ale to wina Bidena, wydaje mi się cokolwiek karkołomne.


Jeżeli zaś odłożymy na bok kwestie takie, jak pragmatyzm polityczny, to nam z tego wyjdzie, że bogaci państwo chcą wprowadzać jakieś zmiany (nie bardzo wiadomo dlaczego i po co [poza przyczynami natury politycznej]), a zapłacą za to (jak zwykle) ci, którzy bogaci nie są. Biorąc pod rozwagę to, w jaki sposób do tej pory Elon i jego Doge poczynało sobie z urządzaniem państwa, można bezpiecznie założyć, że jego plan zakłada „wrzucenie pod autobus” całej masy ludzi.


Jak już wielokrotnie powtarzałem, nie bawię się w prognozowanie, bo mnie tego skutecznie oduczył rok 2015. Niemniej jednak, jak tak sobie patrzę na to, co się dzieje w USA i w którą stronę to wszystko zmierza, to może się tam niebawem „dziać”. No bo tak. Jak sobie przypomnimy działania Zjednoczonej Prawicy z pierwszej kadencji, to wyglądało to tak, że z jednej strony wprowadzano zamordyzm (w co również celuje Trump, a to cenzura „Washington Post” w wykonaniu Bezosa, a to plany zmiany FBI w policję polityczną), ale z drugiej strony było też, na ten przykład 500+. Nowa administracja działa zaś tak, że zamordyzm wprowadzany jest w tempie ekspresowym i dodatkowo wszystko wskazuje na to, że prócz prawicowego zamordyzmu będzie też skrajna bieda. Gdybym był Rafałem Wosiem, to bym napisał, że bardzo to wszystko lewicowe. Ponieważ zaś nie jestem tym przemiłym redaktorem napiszę jedynie tyle, że wygląda to wszystko bardzo źle.


Jeżeli zaś chodzi o latający cyrk deregulatorów Muska, to jakoś tak się złożyło, że zajmuje się on rozwalaniem federalnych agencji, które (zupełnym przypadkiem) wcześniej zajmowały się kontrolowaniem prowadzonych przez niego biznesów. Niesamowity zbieg okoliczności, nieprawdaż?


Jedynym plusem, jaki można w tym wszystkim znaleźć, jest to, że wszyscy będziemy mogli się przekonać o tym, jak wyglądają rządy chłopskiego rozumu i może uda się z tego wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi w naszym kraju.


I na tym zakończę pierwszą część mojego wymądrzania się na temat tego, co się teraz dzieje w USA i co z tego dla nas wynika. Mam nadzieje, że kolejne części uda mi się napisać przed „Wichrami Zimy”.


Źródła:

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-trump-pokazuje-rajska-strefe-gazy-kuriozalne-nagranie,nId,7920433#crp_state=1

https://x.com/rzep8/status/1896309351016747378

Trylogię „The Interdepedency” polecam.

https://www.opb.org/article/2025/03/05/supreme-court-usaid-pay-contractors-pay/

https://www.bbc.com/news/articles/cr42r2gw5wzo

https://www.npr.org/sections/goats-and-soda/2025/02/27/g-s1-50929/elon-musk-ebola-usaid

https://czestochowa.wyborcza.pl/czestochowa/7,48725,26876972,czestochowa-referat-komunikacji-zamkniety-na-tydzien-nie-odbierzesz.html

https://www.bbc.com/news/articles/cdj38mekdkgo

https://edition.cnn.com/2025/02/19/politics/doge-canceled-contracts-8-billion-invs/index.html

https://wyborcza.pl/7,75399,31655513,hamas-dostal-od-bidena-miliard-prezerwatyw-i-robi-z-nich-bomby.html

https://www.fastcompany.com/91278597/elon-musk-doge-cobol-language

https://economictimes.indiatimes.com/news/international/global-trends/twilight-is-real-why-elon-musk-said-100-to-300-year-old-vampires-are-collecting-social-security-in-us/articleshow/118384287.cms?from=mdr

https://www.ndtv.com/world-news/transgender-vs-transgenic-mice-row-over-donald-trumps-animal-experiments-claim-7867258

https://www.nbcnews.com/business/economy/economy-if-trump-wins-second-term-could-mean-hardship-for-americans-rcna177807

https://x.com/EndWokeness/status/1896774810572918987

https://x.com/rzep8/status/1896309351016747378

wtorek, 5 listopada 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #133

 Zanim przejdę do meritum, pozwolę sobie na pomarudzenie (żeby tradycji stało się zadość). Nowym mutacjom korony mogę dać 1 gwiazdkę i ich szczerze nie polecam, bo tak sobie myślałem, że jak mi już negatyw na teście wyjdzie, to powinno być lepiej. No i z jednej strony było lepiej (bo np. zatoki się odetkały), ale za to wjechało mi permanentne zmęczenie i pod pewnymi względami było momentami gorzej niż wtedy, jak byłem „pozytywny”. Niemniej jednak w ciągu półtora tygodnia się to uspokoiło i dzięki temu mogę spokojnie zasiąść do pisania Przeglądów/etc.

Niniejszy przegląd zacznę od tematu dość istotnego z punktu widzenia lewackich obowiązków. Tematem tym, rzecz jasna, będzie rozłam w partii Razem. Z doświadczenia wiem, że poruszanie tego rodzaju tematów przypomina chodzenie po polu minowym. Niezależnie od tego, jak ostrożnie będzie skonstruowany taki przekaz, zawsze się na końcu okazuje, że ktoś jest niezadowolony. Tym samym postanowiłem, że w to konkretne pole minowe po prostu wbiegnę.

O ile jestem w stanie zrozumieć frustrację razemową na to, że spora część Nowej Lewicy nie jest specjalnie skupiona na realizowaniu lewicowych postulatów, a osoby pokroju Gduli i Wieczorka są zajęte wywoływaniem jednego pożaru za drugim (które potem gaszą, wywołując jeszcze większe pożary). O jeszcze innej części lewicowych działaczy na soszjalach krążą dowcipy w rodzaju „tego i tego człeka lewica powinna wymienić na radziecki przyrząd do świecenia w dupie i jeszcze by na tym zyskała”. Rozumiem też niechęć do działaczy i polityków, którzy po wielu latach posuchy bawią się w reenacting „upartyjniania” wszelkich możliwych stołków (of korz, nie jest to jeszcze poziom Zjednoczonej Prawicy i sporo do tego brakuje, niemniej jednak, niesmak pozostaje). Na szczęście w rządzie jest ADB, ale nec hercules contra plures.


Mógłbym tę litanię na temat tego, czemu NL mnie wkurza ciągnąć dalej, ale wydaje mi się, że to, co napisałem powyżej wystarczy, żeby nakreślić moje podejście do tego, co się dzieje w NL. Niemniej jednak, wziąwszy powyższe  pod rozwagę, nie jestem w stanie zrozumieć decyzji Razemów o tym, żeby wyść z NL i próbować lewaczyć samemu. Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że nie rozumiem tej decyzji dlatego, że przecież od początku było wiadomo, że SLD gonna SLD. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem napiszę, że nie rozumiem tej decyzji, bo nie jestem w stanie wykoncypować sobie tego, jaki w Razemach może być master plan.

Może inaczej to ujmę. Co prawda w prognozy mi się nie bardzo chce bawić (bo 2015 rok nauczył mnie pokory), ale czasem sobie różne rzeczy prognozuję. Czasem też zdarza mi się opisywać to, czemu moim zdaniem doszło do tego, czy owego i dodać parę słów na temat tego „jaki zamysł stał za tą, czy inną decyzją”. Żeby nie przedłużać: mimo szczerych chęci i mimo tego, że polską politykę obserwuję od dość długiego czasu, nie jestem w stanie wymyślić niczego sensownego w tej konkretnej sytuacji. Ujmując rzecz innymi słowy: nie mam pojęcia co autor miał na myśli.


Szanse na ugranie czegokolwiek samodzielnie były w roku 2015 i w trakcie pierwszej kadencji PiSu. Niestety (z wielu przyczyn) nie pykło. Choć początkowo średnim znajdowałem pomysł startowania ze wspólnej listy z SLD, to jednak zdałem sobie sprawę z tego, że alternatywą jest zdobycie przez Razemów marginalnego poparcia. W 2023 start ze wspólnej listy był już koniecznością, bo polaryzacja w naszym kraju osiągała wartości skrajne. Od tamtej pory sytuacja na froncie polaryzacyjnym (eufemizując) nie uległa poprawie.

Moim zdaniem (a bardzo chciałbym się mylić), szanse na to, że Razemom uda się cokolwiek ugrać w trakcie samodzielnego lewakowania są bez porównania mniejsze niż te, które partia miała w latach 2015-2019. Uważam, że warunki, które wtedy panowały, pod pewnymi względami były sprzyjające. Choćby dlatego, że rządziła naszym krajem partia, która miała nieprzebrane pokłady pogardy dla obywateli. Co prawda udawało się jej to maskować nieco lepiej niż osobom, które tworzyły przekazy o tym, że przez 500+ ludzie srają na wydmach, ale gdy tylko jakaś grupa społeczna zaprotestowała w jakiejś sprawie, pogarda się z partii wylewała wszelkimi możliwymi kanałami propagandowymi.


Poza tym, rządziła nami wtedy partia, która była całkowicie pozbawiona słuchu społecznego. Ja wiem, że cała masa komentariuszy mówiła co innego, ale moim skromnym zdaniem była to próba zracjonalizowania teflonowości PiSu. No bo skoro partia była teflonowa, to chyba dlatego, że słucha ludzi, co nie? Gdyby tak faktycznie było, gdyby PiS „służył Polsce i słuchał Polaków”, to w trakcie obu kadencji PiSu do protestów dochodziłoby sporadycznie i byłyby one niewielkie. Nie ruszano by również prawa aborcyjnego. Skoro zaś już jesteśmy przy tym temacie, to warto wspomnieć o tym, że po zaostrzeniu prawa aborcyjnego w 2020 CBOS wrzucił w eter rezultaty badań, z których wynikało, że młodzież po raz pierwszy od dłuższego czasu się zaczęła identyfikować z lewicą.

Żeby nie przedłużać. W latach 2015-2019 było całkiem sporo czynników, które przy odrobinie dobrej woli lewicowe formacje mogły spróbować (w wymiarze politycznym) zmonetyzować. Rzecz jasna można dywagować na temat tego, że teraz rządzą libki i libkuja, więc Razemy mogą próbować się rozpychać na scenie politycznej, ale to jest w mojej skromnej opinii myślenie magiczne.


Żeby w pełni docenić tragizm sytuacji Razemowej wystarczy popatrzeć na to, kto poza Razemami jest w opozycji. Zjednoczona Prawica, która ma własne media (i od cholery farm trolli) oraz konfa, która co prawda mediów nie ma, ale ma wsparcie internetowe braci zza Buga. Ujmując rzecz innymi słowy: szanse na przebijanie się z własnym przekazem, będąc w takim sąsiedztwie, są czysto matematyczne.

Ktoś może powiedzieć, no elo, ale przecież rozłamowcami nie byli ci, którzy wyszli z NL, ale ci, którzy wystąpili z Razem. I taki ktoś będzie miał rację, ale trzeba mieć na uwadze to, że do rozłamu w Razemach doszło właśnie z powodu chęci opuszczenia NL. Nie było więc tak, że jakieś osoby opuściły Razem bez żadnego trybu.


Na sam koniec rozważań Razemowych zostawiłem sobie jeszcze jedną kwestię, która będzie miała spore znaczenie. Jeżeli partii Razem nie uda się wypracować w trakcie tej kadencji stabilnego poparcia sondażowego na poziomie 7-8% będzie to oznaczało spory problem „wyborczy”. Może się bowiem okazać, że część elektoratu może i by na Razemy zagłosowała, ale będzie miała obawy przed popieraniem partii, która ma matematyczne szanse na przekroczenie progu wyborczego.

Ponieważ już mi usiłowano tłumaczyć, że to wcale nie jest tak, że jak partia padnie przed progiem, to głosy oddane na tę partię są potem „rozdzielane” na inne partie, pozwolę sobie na krótką dygresję: gdyby to była prawda i gdyby liczba zdobytych przez partie mandatów nie miały związku z tym, ile partii wywaliło się przed progiem, to zupełnie niezrozumiałe będzie to, że Zjednoczona Prawica uzyskała w 2015 i 2019 tyle samo mandatów (235) mimo tego, że w 2019 udało się partii Kaczyńskiego zdobyć 6% głosów więcej, niż w 2015.


Skoro temat Razemowy mamy za sobą, możemy przejść do innego, który przy okazji można traktować jako odpowiedź na pytanie: „czemu nie możemy mieć ładnych rzeczy”. Od razu zastrzegam, że czytając ten kawałek Przeglądu będziecie zaskoczeni swoim brakiem zaskoczenia. Otóż, okazało się, że członek partii, która ostatnimi czasy stała się czymś w rodzaju awatara deweloperów (który to członek był Wiceministrem Rozwoju i Technologii) miał powiązania z deweloperami (jego kancelaria notarialna od lat współpracowała z deweloperami). Sprawę opisała Wirtualna Polska. Efekt końcowy tejże sprawy (końcowy dla wiceministra) był taki, że Jacek Tomczak wiceministrem już nie jest.

Niestety, nie oznacza to, że pomysł „kredytu 0%” zostanie zarzucony, bo przecież nie było tak, że w PSLu tylko i wyłącznie Tomczak popierał ten pomysł. Od siebie dodam tyle, że tego rodzaju sytuacje mnie zawsze lekko fascynują. Bo ok, to nie jest tak, że człowiek, którego kanca współpracuje z deweloperami musi być z natury rzeczy zły/etc. Niemniej jednak w sytuacji, w której tenże sam człowiek jest jednym ze zwolenników programu/ustawy, na której zyskają głównie deweloperzy – możemy (i powinniśmy) mówić o sporym konflikcie interesów. Tym, co mnie fascynuje, jest przeświadczenie takich ludzi o tym, że „nikt się nie dowie”. Ja wiem, że w polskiej polityce to norma, a nie wyjątek, niemniej jednak rezerwuję sobie prawo do bycia zafascynowanym tego rodzaju procesami decyzyjnymi.


W zeszłym tygodniu skończyła swoją pracę komisja, która zajmowała się podkomisją (tak, to już jest poziom incepcji) Antoniego Macierewicza, próbującą udowodnić, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Część z informacji, które wrzucono do raportu była znana. Jednakowoż w raporcie było również całkiem sporo informacji, które można traktować jako nowość (aczkolwiek wpisującą się w dotychczasową działalność pewnego polityka). Zacznijmy od tego, że choć już wcześniej wiedzieliśmy, że komisja Macierewicza dezinformuje społeczeństwo (co znamienne, dezinformuje za publiczną kasę [tak, wiem, TVP Info też dezinformowało]), ale teraz dostaliśmy glejty.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Ponieważ wcześniejsze dokonania ekipy Macierewicza były uznawane za żart (bo brakowało w nich fachowców), Pan Antoni postanowił sięgnąć po legitnych ekspertów. Pan Antoni zignorował jeden drobny szczegół. Szczegółem tym był fakt, że niezależni zewnętrzni eksperci nie będą produkowali raportów/analiz pod tezę o zamachu. Ponieważ w pewnym momencie ten szczegół zaczął się robić problematyczny (konkretnie zaś w momencie, w którym okazało się, że analizy/raporty nie potwierdzają tezy o zamachu), próbowano, na ten przykład przekupić ekspertów. Gdy to nie pomogło, a jeden z ekspertów stwierdził, że skoro mu nie zapłacono, to on opublikuje raport – komisja zaczęła go straszyć krokami prawnymi. Innymi słowy: srogo nie pykło.

Jednakowoż, ponieważ mamy do czynienia z Antonim Macierewiczem, cała sprawa miała jeszcze jedno dno, które to dno do złudzenia przypominało kształtem onucę. Antoni Macierewicz spotykał się w trakcie prac komisji z dwoma Rosjanami. O spotkaniu z jednym poinformował SKW na tyle późno, że ów Rosjanin zdążył wrócić „do swoich”. O spotkaniach z drugim (który kontaktował się z nim używając fejkowego imienia i nazwiska) Antoni nie poinformował nikogo, a kontaktował się z nim przez parę lat. Były to kolejne z bardzo wielu „rosyjskich” przypadków związanych z Niezatapialnym Antonim. Gdyby nie kontekst, zabawne byłoby to, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego informowała zarówno Błaszczaka (który był ministrem), jak i Kaczyńskiego (który był wicepremierem), że z tą komisją jest coś srogo nie tak. I to informowała o tym wielokrotnie.

Niestety, nie możemy na tym zakończyć tematu Macierewiczowego, albowiem kilka dni temu komisja ds. badania rosyjskich wpływów zorganizowała konfę, na której przedstawiono dotychczasowe ustalenia. Jak bardzo będziecie zdziwieni, gdy wam napiszę, że głównym bohaterem konferencji był Pan Antoni? Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem to, że część komentariatu (np. dziennikarz Onetu) rzuciła się do obrony Niezatapialnego Antoniego. O ile prawicowe narracje można jeszcze jakoś zrozumieć (tl;dr Antoni jest bohaterem, a to oznacza, że nie mógł się kontaktować z Rosjanami/etc.), to obrony w wykonaniu wyżej wymienionego dzienniakarza (notkę, w której Doniesienia złomują tekst Jurasza załączę w źródłach) zrozumieć się już za bardzo nie da, bo ów dziennikarz bardzo się starał wykazać, że chyba nie bardzo zrozumiał czym zajmuje się komisja i co tak właściwie tam na temat Macierewicza opowiedziano. I dzięki takim właśnie ludziom, Antoni Macierewicz (przynajmniej do tej pory) był niezatapialny.

Jestem tak stary, że pamiętam, jak Red is Bad po raz pierwszy (w ramach pogardy dla socjalizmu, rzecz jasna) wyciągnęło rękę po publiczne pieniążki. Co prawda zrobiono to sprytnie, bo chodziło o to, że jedna z zawiadywanych przez władzę rozlewni wody nawiązała współpracę z RiB i wypuściła serię flaszek z wodą z okazjonalną etykietą. Był to rok 2017. Potem współpraca pana Sz. z władzami zrobiła się o wiele bardziej spektakularna i o wiele bardziej intratna dla Sz. Współpraca była na tyle intratna, że pan Paweł, przeczuwając koniec władzy Zjednoczonej Prawicy, próbował katapultować się za granicę (tak, jak każdy uczciwy obywatel, który nie ma sobie nic do zarzucenia). Gdy atmosfera zaczęła gęstnieć, nic nie mający sobie do zarzucenia Sz. wyjechał na Dominikanę, z której to Dominikany został kilka dni temu deportowany. Nieco zabawne były próby przekonania suwerena (podjął się tego jego ówczesny prawnik, pan Bartosz z Ordo Iuris), że on tak właściwie to sam z siebie chciał pojechać do Polski i zdać się na łaskę wymiaru sprawiedliwości. I wszystko fajnie, ale w kontekście powyższego warto sobie zadać jedno, bardzo istotne pytanie: po co w ogóle wyjeżdżał?

Mniej więcej w tym samym czasie marka RiB zawiesiła działalność (miało to związek z tym, że banki nie chciały z nimi współpracować, a parę kont zostało zajętych). W pewnym momencie pojawiły się informacje na temat tego, że Sz. może „pójść w koronę”, które to informacje zostały szybko zdementowane, albowiem prokuratura stwierdziła, że pan Paweł nie ma zbyt wiele do zaoferowania, z czego z kolei wynika, że glejty na wszystko są mocne. Z informacji uzyskanych od proka wynika, że pan Paweł mógłby co najwyżej być małym świadkiem koronnym. Przyznam szczerze, że to mnie akurat rozbawiło. Rozbawiło mnie dlatego, że wyobrażam sobie potencjalny dysonans poznawczy wszelkiej maści prawilnych ziomków, chodzących w ubraniach RiB, gdyby się okazało, że zawiadowca ich ukochanej marki odzieżowej (parafrazując pewną urzędniczkę pracującą przy Funduszu Sprawiedliwości) się rozpruł.



I tym, wydaje mi się, że optymistycznym akcentem, zakończę powyższy Przegląd.


Źródła:


https://oko.press/rozlam-w-razem-polityczki-odchodza-z-partii-jak-do-tego-doszlo

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8111172,lewica-mlodziez-mlode-polski-cbos.html

https://www.rmf24.pl/polityka/news-dymisja-w-rzadzie-jacek-tomczak-zlozyl-rezygnacje,nId,7846733#crp_state=1

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-raport-o-podkomisji-smolenskiej-tak-pracowal-zespol-macierew,nId,7842312

https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/pierwszy-merytoryczny-raport-z-prac-komisji-ds-badania-wplywow-rosyjskich-i-bialoruskich

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/staropolanka-red-is-bad-limitowana-edycja-krytykowana-przez-internautow-producent-tlumaczy-to-nie-ideologia-tylko-biznes

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/areszt-dla-pawla-szopy-jest-decyzja-sadu-w-sprawie-tworcy-red-is-bad/qnd0hz9

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-marka-red-is-bad-zawiesza-dzialalnosc-pojawilo-sie-oswiadcze,nId,7844328


czwartek, 21 marca 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #112

Niniejszy Przegląd zacznę od tematu, który mnie striggerował mnie do tego stopnia, że się nawet przez moment zastanawiałem nad tym, czy przypadkiem nie poświęcić mu osobnego tekstu, ale potem uznałem, że jednak nie warto. Otóż. Na Kanale Zero odbył się ostatnio twór debatopodobny na temat aborcji. Bardzo szybko okazało się, że padł tam argument, który odebrał smak kapuczinie Krzysztofa Stanowskiego. Pozwolę sobie zacytować jego wpis (a wy zapnijcie pasy, bo będzie trzęsło): „Nie wiem, czy ta debata będzie na moje nerwy, skoro na dzień dobry jedna pani powiedziała - zapewnie słusznie, ale jakoś jednak totalnie nie na miejscu - że zabieg aborcji jest bezpieczniejszy niż wyrywanie zęba mądrości.”. Ja mam tylko jedno pytanie: czemu ten argument miałby być niby „nie na miejscu”? „Debata” dotyczyła aborcji, która jest zabiegiem medycznym. Uczestniczka tejże „debaty” wypowiedziała się w kwestii bezpieczeństwa tego zabiegu i porównała go z innym zabiegiem. Co tu jest „nie na miejscu”? Jedyna przyczyna, dla której komuś to porównanie może się wydać „nie na miejscu” to fakt, że ten ktoś jest przeciwnikiem prawa wyboru, bo wtedy zamiast skupić się na kwestii bezpieczeństwa zabiegu medycznego, skupia się na zupełnie innych kwestiach (bo aborcja nie jest dla takiej osoby zabiegiem medycznym). Nawiasem mówiąc, nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie wspomniał o tym, że to porównanie mogło zostać uznane z karkołomne z innej przyczyny. Otóż, aborcja farmakologiczna odbywa się przeważnie w domu, a jeszcze się nie spotkałem z sytuacją, w której ktoś sam sobie usunął ząb mądrości. Nieco zaś bardziej na poważnie, to ta awersja do mówienia o bezpieczeństwie bierze się również stąd, że przeciwnicy prawa wyboru prowadzą wielotorową kampanię dezinformacyjną i jednym z jej elementów jest straszenie kobiet tym, że aborcja wcale nie jest dla nich bezpieczna. Nie powinno więc nikogo dziwić to, że tego rodzaju porównania wywołują u tych ludzi dość nerwowe reakcje.

Temat tego nieszczęsnego wyrobu debatopodobnego o aborcji wymaga drugiego akapitu. Czemu? Ano temu, że jedną z zaproszonych tam osób była pani z Ordo Iuris. I wiecie, ja rozumiem, że to lekarka (i to z tytułem naukowym), ale ona nie została zaproszona do KZ, żeby reprezentować tam ginekologów. Została tam zaproszona dlatego, że jest związana z Ordo Iuris. Ktoś najprawdopodobniej doszedł do wniosku, że zaproszenie kogoś z organizacji, która (pośrednio) doprowadziła do pierwszych Czarnych Protestów w Polsce (to oni właśnie wyprodukowali ustawę, przeciwko której protestowano) zrobi Kanałowi Zero dobrze na zasięgi. Ja rozumiem, że w 2016 roku (gdy Sejm procedował ustawę autorstwa wyżej wymienionego instytutu) można było nie wiedzieć kim ci ludzie są i zapraszać ich do mediów. Ale teraz mamy rok 2024 i absolutnie każdy, kto choć trochę interesuje się polityką wie, co to za organizacja i jakie ma powiązania. Ci ludzie powinni mieć w polskich mediach absolutny no platform. Nawiasem mówiąc, zaproszenie kogoś z tej organizacji do „debaty” o aborcji można by przyrównać chyba tylko i wyłącznie do zaproszenia rosyjskiego dowódcy do debaty na temat wojny w Ukrainie. Parafrazując klasyka: to jest jakoś jednak totalnie nie na miejscu. Może gdyby Stanowski (albo Mazurek) pomyśleli sobie, że Ordo Iuris to coś w rodzaju Natalii Janoszek byliby bardziej ostrożni i może nawet zrobiliby jakiś pobieżny research na temat tej organizacji? (Edit. Już po napisaniu powyższego kawałka okazało się, że do jednego z kolejnych odcinków na swoim kanale Stanowski zaprosił Rafała Ziemkiewicza. Ja tu zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość, ale może po prostu jestem uprzedzony).

Idźmy dalej. Doczekaliśmy się w naszym kraju czegoś w rodzaju progresu i pewne zachowania, które jeszcze jakiś czas temu przechodziły bez echa, są teraz piętnowane. Chodzi mi, rzecz jasna, o kejs giftpolu. Jakiś czas temu jedna internautka (do niedawna mógłbym napisać Ćwiternautka, ale teraz byłoby to coś w rodzaju „Eloneksiary”, a to już chyba trochę obraźliwe) opisała na Eloneksie to, jak została zwolniona przez Skype. Na udostępnionym screenie widać było, że jej (były już) szef zachował się jak wybitny przedstawiciel kultury Januszexu. Ów szef przekonał się o tym, że jak już coś wkurzy zbiorowy umysł internetowy, to ów zbiorowy umysł potrafi bardzo szybko dojść do tego, kto go wkurzył. Ustalenie nazwy firmy nie trwało długo. Zirytowało to byłego szefa internautki, który zaczął jej wygrażać odpowiedzialnością karną za to, że „jest hejt na firmę”. Eloneksową sekundę później prawie wszyscy prawnicy, którzy mają konta na Eloneksie poinformowali go o tym, że jakoś tak się składa, że nie bardzo ma podstawy do tego, żeby kogokolwiek pozwać. Potem zaś nastąpiło to, co zawsze następuje w sytuacjach, w których ktoś, kto nigdy nie powinien reprezentować firmy (nawet swojej) „na zewnątrz” ową firmę reprezentuje, tym czymś jest absolutny chaos informacyjny.  Firma (czyli Pan Dariusz, bo przecież nawet jeżeli jest tam jakiś dział PR, to nie on był odpowiedzialny za te reakcje) przeprosiła tych, którzy poczuli się dotknięci, w międzyczasie próbowała monetyzować ten swój fakap (poprzez sprzedaż koszulek), były również próby „obśmiania” całej sytuacji i tak dalej i tak dalej. Na szczególną uwagę zasługuje to, że w ramach tego chaosu w pewnym momencie uraczono wszystkich czymś-w-rodzaju-oświadczenia, z którego wynikało, że hejterzy to se mogą hejtować, bo nie ważne, że o firmie Pana Dariusza (giftpol) mówią źle, ważne że mówią. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że zachowanie Pana Dariusza było na tyle spektakularne, że jeździli po nim praktycznie wszyscy bez wyjątku.

Zdarzało mi się już parokrotnie wspominać o tym, że przedstawiciele byłej już władzy nie do końca są w stanie się pogodzić z tym, że trochę się pozmieniało i nie mają już takiego wpływu „medialnego” na suwerena, który mieli w czasach, w których dysponowali kluczykami do TVP i Polski Press. Ujmując rzecz nieco inaczej, nie przyzwyczaili się jeszcze do tego, że teraz już nie będą mogli aż tak bardzo bezczelnie kłamać. Przekonał się o tym Mariusz Błaszczak, który rozpisał się na swoim Eloneksowym koncie na temat tego, że ta nowa władza jest zupełnie do niczego, bo z pół miliarda euro, które było przeznaczone na program mający na celu przyśpieszenie produkcji amunicji, polskie firmy dostały 2.1 miliona euro. „Za starych czasów” przekaz Błaszczaka pewnie wjechałby do wszystkich możliwych kanałów, którymi dysponowała Zjednoczona Prawica i wgryzłby się ludziom w głowy, zanim ktokolwiek zdążyłby zareagować. Ponieważ kiedyś to były czasy, a teraz już nie ma czasów, bardzo szybko okazało się, że Błaszczak (po raz kolejny) zastosował manewr, który można nazwać „autograbiami”. Z jego wpisu prawdą było tylko i wyłącznie to, że faktycznie na cały ten deal z amunicją było pół miliarda i faktycznie polskie firmy dostały 2.1 miliona. Cała reszta (tak więc „wina Tuska”) to były po prostu bezczelne kłamstwa. W telegraficznym skrócie: termin składania wniosków na to dofinansowanie upłynął 13 grudnia (tak więc dokładnie w dniu, w którym zaprzysiężony został nowy koalicyjny rząd (co prawa można to było zrobić wcześniej, ale nie po to Andrzej Duda ma swoje prerogatywy, żeby odrywać swoich kolegów z prawicy od stołków). Poza tym, polskie firmy złożyły wnioski o dofinansowanie w wysokości 11 mlionów euro. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że z wypowiedzi specjalistów wynika, że nie mogliśmy liczyć na więcej ze względu na ograniczone moce produkcyjne polskich firm. Sprawa jest na tyle jednoznaczna, że na jej tle doszło do konfliktu między Mastalerkiem, który był łaskaw przejechać się po Błaszczaku i mu uprzejmie wytłumaczył, że nie mogliśmy dostać 27 milionów jak Węgry, ponieważ wnioskowaliśmy o 11 milionów. Niezrażony rzeczywistością Błaszczak nie przestał opowiadać o tym, że to wszystko przez Tuska i nową koalicję. Ciekaw jestem, czy przyczyną tego, co się stało, było typowe PiSowskie zarządzanie (które w momencie, w którym można było zacząć składać wnioski [18 paźdiernika 2023] słaniało się na nogach po wyborach parlamentarnych), czy też była to celowa robota, tzn. specjalnie składano wnioski o tak małe kwoty, żeby potem mieć (wybaczcie suchar) amunicję do walki z nowymi władzami.

Zapewne pamiętacie o tym, jak to do Polski z gospodarską wizytą wleciała rosyjska rakieta, której potem nikt jakoś specjalnie nie szukał i dopiero po jakimś czasie znalazła ją jakaś osoba, która sobie akurat obok na koniu przejeżdżała? Okazuje się, że są kwity, z których wynika, że Błaszczak doskonale wiedział o tej rakiecie, ale po prostu uznał, że skoro nigdzie nic nie wybuchło, to nie ma co się przepracowywać i lepiej o sprawie nie wspominać. Błaszczak się odgryzł i tłumaczył, że on podtrzymuje to, co wcześniej powiedział (a powiedział, że nie został o niczym poinformowany przez wojsko [ciekawym, czy wojskowi już wtedy zdali sobie sprawę z tego, że tak w praktyce wygląda w wykonaniu Zjednoczonej Prawicy implementacja hasła „murem za polskim mundurem”]). Nie wiem, komu wy wierzycie w tej konkretnej kwestii, ale ja chyba jednak Błaszczakowi, ponieważ nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się publicznie kłamać (a on sam jest jednym z najbardziej prawdomównych polityków Zjednoczonej Prawicy).


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

W poprzednim Przeglądzie wspominałem o tym, że jeden z byłych polityków Polski 2050, Adam Gomoła, ma problemy wywołane tym, że został nagrany w trakcie składania jednej osobie nie-do-końca-legalnej propozycji. Wspominałem również o tym, że Gomoła w tym samym dniu, w którym wrzucałem Przegląd, ma się pojawić w TVN i zapowiedział, że opowie „jaka jest prawda”. Zastanawiałem się nad tym, czy przypadkiem nie będzie tak, że Gomoła postanowi pociągnąć za sobą jeszcze parę osób (bo w to, że w jakiś magiczny sposób okaże się, że to, co go spotkało to nie jego wina/etc. nie chciało mi się wierzyć jakoś szczególnie). A potem okazało się, że w sumie to nie było na co czekać, bo Gomoła w programie opowiadał o tym, że tak właściwie to on jest w tej sprawie ofiarą, że prowokacja/etc. W tym samym dniu zrobił coś, czego nie zrobiłby absolutnie nikt chcący zachować swoją wiarygodność: poszedł do Zbigniewa Stonogi. Parę dni później opowiadał o swojej krzywdzie w Polsacie. Co łączy te wszystkie wystąpienia? To, że była to po prostu najzwyklejsza w świecie mowa-trawa. Nie było tam żadnych łamiących wiadomości, Gomoła nie przyniósł ze sobą do telewizji jakichś „paragonów”, z których wynikałoby, że jest niewinny (albo, że zawinił kto inny [rym niezamierzony]). Gwoli ścisłości, zaczynam podejrzewać, że Adam Gomoła chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak duże może mieć problemy. Jego zachowanie świadczy bowiem o tym, że chyba wierzy on w to, że absolutnie nic mu się nie stanie. Dowodem na to może być to, w jaki sposób zareagował na to, że jego byli partyjni koledzy zaczęli opowiadać o tym, że o tych pieniądzach dla firmy jego współpracowniczki to oni słyszeli już wcześniej, ale wtedy chodziło o większą kwotę (30 tysi zamiast 20), mogliśmy się również dowiedzieć tego, że Gomoła nie chciał powiedzieć kto miałby być darczyńcą. Jak na to zareagował Gomoła? Zaczął tłumaczyć, że on nie może mówić o rozmowach na forum zarządu, bo jego i jego byłych kolegów wiąże tajemnica, którą się związali wchodząc do gremiów zarządzających partią. Tego rodzaju zachowanie miałoby trochę sensu (bardzo niewiele, bo pomagałoby na krótką metę), gdyby wszyscy ci ludzie zachowali milczenie, ale jeżeli część z nich (bardzo chętnie) dzieli się informacjami, to jest to cokolwiek bezsensowne.

Nie tak dawno temu do debaty publicznej wjechała informacja o tym, że są nagrania, których głównymi bohaterami byli Adam Burak i Daniel Obajtek. Parę dni temu okazało się, że tych nagrań jest więcej (a z zajawek, które pojawiły się na Eloneksie wynika, że to chyba będzie takie trochę neverending story teraz). Zanim przejdę do meritum, krótka dygresja. Przy okazji „zrzutu” poprzednich nagrań tłumaczono, że CBA podsłuchiwało Adama Buraka i Obajtek został nagrany przy okazji. No i wszystko fajnie, ale w najnowszych nagraniach bohaterami byli Obajtek i Piotr Nisztor (który wyróżniał się nawet na tle PiSowskich influencerów), a Adam Burak tam się chyba gościnnie pojawił w pewnym momencie (o ile mnie pamięć nie myli). No i teraz nie wiadomo, który z panów z duetu Nisztor-Obajtek był podsłuchiwany przy tej konkretnej okazji. W artykule na Onecie pojawiło się info, że podsłuch założono w gabinecie Obajtka, ale w sumie to nie wiadomo jak było, bo jak się za moment okaże, Nisztor również mógł być podsłuchiwany ze względu na to z czym przyszedł. A przyszedł po pierwsze po to, żeby Obajtek załatwił pracę jego żonie i ojcu (Obajtek obiecał, że się tym zajmie, bo będzie robił reorganizacje i może kogoś wywali przy jej okazji [kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że robotę, owszem, dostali oboje]). Po drugie przyszedł z informacjami o tym, że jakby co, to on ma nagrania obciążające odpowiedzialnością za aferę getback (piramida finansowa) wysoko postawionych polityków Zjednoczonej Prawicy. Obajtek skomentował to tak, że takie „kwity” to są dobre i nie powinno się ich zanosić do jakichś służb, tylko używać ich w charakterze karty przetargowej. Wrócę tu na moment do kwestii podsłuchu: jeżeli ktoś wiedział o tym, że Nisztor ma te nagrania, to ten ktoś mógł podjąć decyzję o tym, żeby go „posłuchać”, by sprawdzić, co będzie chciał z nimi zrobić.

Nawiasem mówiąc, przejawem dziejowej sprawiedliwości jest to, że wszyscy mogli zapoznać się z nagraniami, w których wystąpił Nisztor, bo to on zaniósł nagrania z „Sowy i Przyjaciół” do „Wprost”, no ale to dygresja. Dość zabawne były reakcje obu panów. Pierwszy z nich (Obajtek) oburzał się straszliwie i tłumaczył, że to skandal, że ktoś nagrywał prezesa takiej spółki jak Orlen, ale jeszcze większym skandalem jest to, że ktoś to zaniósł do „dziennikarzy”. Być może mam słabą pamięć, ale nie przypominam sobie, żeby Obajtek się jakoś specjalnie oburzał w czasie, w którym TVP non stop otwierało piwniczkę z nagraniami, gdy trzeba było przykryć ten, czy inny sukces poniesiony przez Zjednoczoną Prawicę. Z Nisztorem sprawa jest o wiele bardziej zabawna, bo ten po prostu udostępnił wpis jednego z członków Ordo Iuris, który klarował na Eloneksie, że te podsłuchy to pewnie były nielegalne i że nie powinno się ich publikować, bo nie wiadomo kto podsłuchiwał/etc. Na sam koniec tych rozważań nagraniowych zostawiłem sobie jeszcze jedną kwestię. Otóż. Okazało się, że Daniel Obajtek najprawdopodobniej był łaskaw złożyć fałszywe zeznania twierdząc, że on się w sumie wcale nie zna z Nisztorem (który gościł w jego gabinecie Orlenowskim 72 razy). Jedyne, co można powiedzieć w takim momencie to „chwilo trwaj”.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że afera związana z Collegium Humanum jest dość „jednowymiarowa”. Tzn. byli sobie ludzie, którzy chcieli za pół darmo i niewielkim (czytaj: żadnym) wysiłkiem ogarnąć sobie MBA i było sobie Collegium Humanum, które wyszło naprzeciw tym oczekiwaniom. Tyle, że teraz się okazuje, że w całej tej sprawie jest również (uwaga, zaraz będziecie zdziwieni swoim brakiem zdziwienia) rosyjski trop. Tl;dr rektor Collegium Humanum, zupełnym przypadkiem, całymi latami obracał się w towarzystwie mocno skarpetosceptycznym, a uczelnie zagraniczne (które zajmowały się ogarnianiem takich samych dyplomów za pół darmo) były zakładane za rosyjskie pieniądze. O tym, że Collegium Humanum współpracowało z uczelniami w Białorusi i Rosji wspominać chyba nie trzeba, prawda? (współpraca trwała w najlepsze już po tym, jak Rosja rozpoczęła wojnę hybrydową z Ukrainą). To jest bardzo wielowątkowa sprawa i jeżeli ktoś chce o tym poczytać więcej (i to DUŻO więcej), to linki do artykułów Anny Mierzyńskiej w Źródłach będzie mógł znaleźć. Pytaniem, które należałoby sobie postawić w kontekście tych wszystkich ustaleń jest pytanie o to, czy ta niska cena za ogarnięcie dyplomu MBA nie miała na celu zgromadzenia w jednym miejscu dużej liczby nie za bardzo rozgarniętych decydentów (i osób, którym te dyplomy były potrzebne do pracy w SSP/etc./etc.). Nie jestem jakimś specjalnym fanem teorii spiskowych, ale biorąc pod rozwagę to, co wiemy na temat tego, w jaki sposób działają Rosjanie, brzmi to bardziej niż prawdopodobnie i mam nadzieję, że odpowiednie służby będą badały ten scenariusz.


Źródła:

Ta pani została zaproszona do „debaty”

https://ordoiuris.pl/dr-hab-n-med-prof-nadzw-wum-ewa-dmoch-gajzlerska

https://twitter.com/PiknikNSG/status/1770764347221889319

https://natemat.pl/547157,sprawa-graficzki-zwolnionej-przez-skype-giftpol-przeprasza

https://konkret24.tvn24.pl/polityka/afera-o-pieniadze-na-amunicje-kalendarium-wydarzen-st7827768

https://defence24.pl/polityka-obronna/blaszczak-wiedzial-o-rakiecie-wiceszef-mon-ujawnia

https://wydarzenia.interia.pl/raport-wybory-samorzadowe-2024/news-adam-gomola-i-propozycja-na-30-tysiecy-kulisy-konfliktu-w-po,nId,7402190

https://opole.wyborcza.pl/opole/7,35086,30798774,komentarze-po-wywiadzie-adama-gomoly-ws-afery-pan-posel.html

https://twitter.com/K_Izdebski/status/1768384816662151519

https://twitter.com/BartoszLewand20/status/1768369995120054520

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,30806979,do-prokuratury-wplynelo-zawiadomienie-na-daniela-obajtka-mial.html

https://wiadomosci.dziennik.pl/media/artykuly/462984,piotr-nisztor-dziennikarz-od-afery-podsluchowej-wprost-kim-jest-piotr-nisztor.html

Życzliwy internauta przypomina wpisy Nisztora dotyczące innych taśm:

https://twitter.com/jozefmoneta/status/1768493073997132171

Artykuły Mierzyńskiej o CH

https://oko.press/tajemnice-collegium-humanum

https://oko.press/collegium-humanum-moskwa-pzpr-rektor

czwartek, 8 lutego 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #106

 W poprzednim Przeglądzie miałem wspomnieć o pewnym prokuratorze, ale mi się to ostatecznie nie zmieściło, tak więc niniejszy tekst zacznę od opisania w skrócie całej tej sytuacji. Otóż, 25 stycznia GW opublikowała artykuł, z którego wynikało, że w pewnej prokuraturze (Prokuratura Regionalna w Lublinie) działało coś w rodzaju zamrażarki dla postępowań. Prócz tego napisano również o tym, że spora część akt była przechowywana w garażu. Kilkanaście godzin po publikacji do sprawy odniosła się wyżej wymieniona prokuratura. W oświadczeniu tłumaczono, że z tym garażem to wcale nie było tak, że ktoś tam coś ważnego chował, po prostu część dokumentów się nie zmieściła w budynku, ze względu na prowadzone tam prace remontowe. (Przyznam szczerze, że się trochę zawiodłem, bo liczyłem na to, że będą opowiadali o tym, że te papiery to takie „faktury za odzież, za środki czystości, za materiały biurowe”). A z tymi sprawami to też było inaczej, bo nikt ich nie przedłużał! Po prostu jeden sprawy bada się szybciej, a drugie wolniej. Zacznijmy od kwestii dokumentów. Jeżeli mam być szczery, to tłumaczenie to jest na pierwszy rzut oka dość wiarygodne, bo Zjednoczona Prawica (i jej zaufani ludzie) przyzwyczaiła nas do tego, że średnio u nich z myśleniem perspektywicznym. Nie zdziwiłaby mnie więc sytuacja, w której o tym, że może być problem z miejscem na akta pomyślano dopiero w momencie, w którym firma remontowa zaczęła je wynosić z pomieszczenia. Niemniej jednak nawet w takiej sytuacji ktoś na pewno wpadłby na to, że takie akta można (a nawet trzeba) gdzieś przewieźć. No, ale to dygresja. O wiele istotniejsza jest kwestia postępowań. W tym przypadku tłumaczenie o tym, że „sprawy są różne” jest absolutnie nieprzekonujące. Czemu? Bo jedną z tych spraw jest sprawa kilometrówek Ryszarda Czarneckiego, którą prokuratura „badała” od trzech lat. Czemu akurat o tej sprawie wspomniałem? Bo Czarnecki oddał część pieniędzy, których zwrotu domagał się Parlament Europejski. Ujmując rzecz innymi słowy: sprawa musiała być na tyle jednoznaczna, że Czarnecki uznał, że nie warto się szarpać i grzecznie oddał kasę (aczkolwiek nie wiem, czy całą). Czemuż więc, ach czemuż, prokuratura nie była w stanie „zbadać” tej sprawy przez ten cały czas? Nie wiem, ponieważ nie jestem prokuratorem, ale być może jedną ze wskazówek może być przynależność partyjna Ryszarda Czarneckiego.

W poprzednim Przeglądzie zapomniałem wspomnieć o tym, jak to się nowa odrodzona telewizja publiczna była popisała. Otóż, do programu „Pytanie na śniadanie” zaproszono (w charakterze gościa) osobę zajmującą się flippingiem. W telegraficznym skrócie i uproszczeniu: jest to kupowanie mieszkań poniżej wartości rynkowej i ich późniejsze odsprzedawanie z zyskiem. Chyba każdy, kto kiedykolwiek sprzedawał mieszkanie miał do czynienia z cwaniaczkiem/cwaniarą, który składał ofertę zakupu (uwaga caps: ZA GOTÓWKĘ) dużo poniżej wartości rynkowej. Ktoś, komu się nie śpieszy, z takiej oferty nie skorzysta, ale jak wiadomo różnie są przyczyny, dla których ktoś sprzedaje mieszkanie. Już samo to sprawia, że na flipperów nie patrzy się z szacunkiem. Jednakowoż rozmówczyni powiedziała w trakcie programu coś, po usłyszeniu czegoś każdemu się we łbie rozdzwonią dzwonki alarmowe. Otóż opowiadała o tym, że czasami kupuje się mieszkania ze „skomplikowanym stanem prawnym, zadłużone lub z lokatorami”, a potem dzięki „posprzątaniu” ich i  uregulowaniu stanu prawnego sprzedaje się je z zyskiem. A teraz pytanie za cebulion monet: jak myślicie, na czym polegać może „uregulowanie stanu prawnego”, które sprawi, że mieszkanie można sprzedać z zyskiem w sytuacji, w której w mieszkaniu są lokatorzy?

Sprawa Wąsika i Kamińskiego ciągnie się nadal (i pewnie jeszcze przez jakiś czas [do momentu, w którym do „czynników decyzyjnych” nie dotrze, że kiepsko to „wizerunkowo” wygląda] będzie się ciągnąć). Przy tej okazji PiS non stop serwuje sobie autograbie. O tym, że próbowano tłumaczyć, że Andrzej Duda miał prawo zrobić to, co zrobił, bo przecież kiedyś Aleksander Kwaśniewski zrobił to samo, już wspominałem. O tym, że to nieprawda (bo nic takiego nie miało miejsca), również. Potem okazało się, że ta sprawa jest jeszcze bardziej spektakularna. PiSowcy tłumaczeniem „to już było” sprawili, że ludzie zaczęli grzebać przy tej sprawie i dogrzebali się tego, że Mariusz Kamiński się wtedy był produkował w mediach i opowiadał, że takie ułaskawianie kolegów z partii to skandal, bo polityków ułaskawiać się nie powinno, bo skoro sąd wydał taki, a nie inny wyrok, to trzeba się do tego zastosować. Śmiem twierdzić, że gdyby PiS nie ruszył z tą konkretną ofensywą, to nikt by przy tej starej sprawie nie grzebał. No ale, to pewnie następny genialny plan, którego po prostu nie rozumiem.

Jeżeli zaś chodzi o genialne plany, to ostatnio mieliśmy do czynienia z kolejnym. Otóż, czynniki decyzyjne w PiSie wpadły na to, że dobrym pomysłem będzie próba siłowego wejścia do Sejmu przez dwóch byłych posłów. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że ten pomysł pojawił się już wcześniej, ale wtedy czynniki decyzyjne uznały, że to może nie być dobry pomysł. Potem się czynnikom decyzyjnym najwyraźniej odmieniło. Efekt końcowy był taki, że co prawda Wąsikowi i Kamińskiemu nie udało się wejść do Sejmu, ale za to praktycznie całe internety miały bekę z tego, że na jednym filmiku widać, jak Antoni Macierewicz usiłuje zrobić w sumie nie wiadomo co i przypadkiem sprzedaje lutę Mariuszowi Kamińskiemu. I znowuż, być może taki właśnie był zamysł, a my, maluczcy po prostu tego nie zrozumieliśmy.

Tematyka zamysłów, których nie rozumiem wiąże się nierozerwalnie z artykułem Witolda Gadomskiego, który ostatnio był łaskaw napisać o tym, że w sumie z tymi elektrowniami atomowymi to może nie być taki dobry pomysł i może by sobie to odpuścić. W tym miejscu nie będę się jakoś specjalnie rozpisywał i pozwolę sobie jedynie sparafrazować tytuł artykułu: Dajmy sobie spokój z artykułami Gadomskiego.

Będąc przy okazji tematu elektrowni atomowej możemy przeskoczyć na temat pokrewny. Zacznę od tego, że ciekaw jestem, kiedy Ryszard Petru dostanie od swoich partyjnych kolegów zakaz wypowiadania się, który będzie uchylany tylko i wyłącznie wtedy, gdy w pomieszczeniu razem z Ryszardem Petru będzie się znajdował Sławomir Mentzen, bo jakoś tak wychodzi, że tylko na jego tle Petru wypada w miarę sensownie. No, ale do rzeczy. Petru był łaskaw się wypowiedzieć w temacie cen energii elektrycznej. Z delikatnością właściwą milionerowi (którym jest) stwierdził, że w sumie to powinno się te ceny energii uwolnić (tl;dr dopłaty są złe!). W sukurs przyszedł mu dziennikarz Patryk Słowik, który przyznał mu rację i stwierdził, że Państwo nie powinno dopłacać do cen prądu. Co prawda nie mam pojęcia, ile zarabia Patryk Słowik, ale mam niejasne przeczucie, że są to kwoty na tyle duże, że nie musi się martwić cenami prądu. Jednakowoż warto by było mieć trochę RiGCzu i pomyśleć o tych, dla których to jednak może być problem. Co się zaś tyczy samego Petru i jego pomysłu, to jest on moim zdaniem przejawem „genialnej strategii”, bo chyba nikt nie ma wątpliwości w kwestii tego, jak szybko PiS wjedzie z narracją „widzicie, jak myśmy rządzili, to były pieniądze na dopłaty, a teraz nie ma pieniędzy”.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Andrzej Duda udzielił ostatnio wywiadu zaprzyjaźnionemu kanałowi na YT (tak, chodzi o ten nowopowstały). Wywiad odbył się tak, jak wszystkie inne, których udziela obecny Prezydent RP, czyli w warunkach cieplarnianych. Niby tam były jakieś „trudne pytania”, ale zadawano je tylko po to, żeby Andrzej Duda mógł wrzucać PiSowskie spiny (jeżeli ktoś jest ciekaw co się tam działo, a szkoda mu czasu, to w Źródłach wrzucę notkę kolegi z Doniesień z putinowskiej Polski, bo on tam to ładnie opisał). I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że Andrzej Duda jest Andrzejem Dudą i nie mogło się obyć bez wpadek. Chodzi mi, rzecz jasna, o jego wypowiedź o Krymie (potem wjechał damage control i tłumaczono, że Andrzej Duda wcale nie miał na myśli tego, co powiedział). Szczerze mówiąc zastanawiam się nad tym, jak to możliwe, że nikt tego nie wychwycił wcześniej (i że żaden z prowadzących nie zwrócił na to uwagi). My, co prawda, jesteśmy sobie z kolega z Doniesień małym podkastem, ale nawet nam się zdarza sytuacja, w której gość prosi nas o podesłanie gotowego materiału, bo chce się upewnić, że się w sposób precyzyjny wypowiedział w tej czy innej kwestii. Nie chce mi się wierzyć w to, że wywiad z Dudą wrzucono w internety bez konsultacji z otoczeniem Andrzeja Dudy. W związku z powyższym warto więc powtórzyć pytanie (tym razem już capslockiem): JAK TO MOŻLIWE, ŻE NIKT NA TO NIE ZWRÓCIŁ UWAGI? 

Co prawda do wyborów prezydenckich jeszcze trochę, ale już teraz pojawiają się kandydaci. Swój start zapowiedział Krzysztof Stanowski. Zaraz potem swój start zapowiedział Marcin Najman. W tym miejscu warto zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie: co z Dzikim Trenerem?

Na sam koniec zostawiłem sobie nieco inną kwestię. Jakiś czas temu Barbara Nowacka zapowiedziała, że jeżeli chodzi o nauczanie religii, to będą pewne zmiany. Po pierwsze, ocena z religii nie będzie wliczała się do średniej, a po drugie zamiast dwóch godzin będzie jedna. Nie spodobało się to pewnemu neutralnemu środowisku, którym są „przedstawicielki świeckich katechetów diecezji tarnowskiej”. Stworzyły one petycję, w której domagają się utrzymania tego samego wymiaru godzinowego i utrzymania „wliczania do średniej” ocen z religii. Przyznam szczerze, że gdyby tam było tylko to, to ja bym się nad tym jakoś specjalnie nie pochylał, ale był tam również fragment, który sprawił, że trochę mi się uleje. Otóż można tam przeczytać, że nieuwzględnienie oceny z religii do średniej jest: „wyrazem nierównego traktowania uczniów uczęszczających na przedmiot o charakterze wyznaniowym.”

Od czego by tu zacząć? Może od tego, że jeżeli tym katechetkom tak bardzo zależy na równym traktowaniu uczniów, to może powinny do tej petycji dopisać coś na ten temat, że fajnie by było, gdyby w polskich szkołach zaczęto przestrzegać prawa? Bo tak sobie myślę, że miło by było, gdyby rodzice uczniów nieuczęszczających na religię nie byli rok rocznie namolnie namawiani do tego, żeby podpisali kwit, w którym stoi, że ich dziecko nie będzie uczęszczać na religie. Absolutnie nikomu z namolnie namawiających nie przeszkadza to, że jest to działanie niezgodne z prawem, bo religia to zajęcia dodatkowe. Na udział w zajęciach dodatkowych trzeba wyrazić zgodę.  To nie rodzice dzieciaków nieuczęszczających na religię powinni składać kwity, ale ci drudzy. Czy kogoś to interesuje? A gdzie tam. Jakoś tak wszyscy przywykliśmy do tego, że normalną sytuacją jest ta, w której trzeba składać w szkole kwity, w których stoi, że chcemy wypisać dziecko z zajęć, na które nigdy nie było zapisane.

Tak samo przywykliśmy do tego, że z powodu rekolekcji nie ma zajęć bądź też rekolekcje odbywają się po prostu w szkole (czyli tam, gdzie odbywać się nie powinny), w której to szkole powinny się w tym samym czasie powinny się odbywać zajęcia dydaktyczne, z których to zajęć zwolnieni powinni być jedynie uczniowie uczestniczący w rekolekcjach. Jakoś tak się złożyło, że katecheci w takich sytuacjach nie protestowali i nie protestują. Zapewne dlatego, że ich zdaniem tak właśnie powinno wyglądać „równe traktowanie uczniów”.


Idźmy dalej. Jakoś tak sobie nie przypominam, żeby „przedstawicielki świeckich katechetów diecezji tarnowskiej” protestowały, gdy Czarnek chciał zmusić wszystkich do wyboru między etyką i religią i równolegle chciał, żeby tej etyki nauczali ludzie kształceni na wyznaniowych uczelniach. To, jak mniemam, wcale nie było „wyrazem nierównego traktowania uczniów”.

To samo środowisko nie protestowało, gdy program nauczania zawalano papieżem. Jeżeli ktoś jest ciekawy tego, jak bardzo zaczęto przeginać, to niech zerknie sobie do podręcznika do historii „Wczoraj i Dziś” (podręcznik do czwartej klasy szkoły podstawowej), w której Karolowi Wojtyle poświęcono tyle samo miejsca, co np. Bitwie Warszawskiej. Ktoś może powiedzieć „no dobrze, ale Wojtyła był postacią historyczną, więc chyba powinno się o niej nauczać”. Z taką osobą bym się zgodził, ale prawda jest taka, że to nie było nauczanie o Wojtyle jako o postaci historycznej. No chyba, że ja czegoś nie rozumiem i nauczanie dzieciaków tego „jakie były zainteresowania młodego Karola Wojtyły” to coś, bez czego nie da się sensownie nauczać historii. Ale czekajcie, jest jeszcze zabawniej. Otóż, w dziale „podsumowanie tematu” jest takie oto zadanie: „Wyobraźcie sobie, że aktualnie urzędujący papież przybędzie z pielgrzymką do Waszej miejscowości. Zaprojektujcie transparenty, którymi przywitacie tego wyjątkowego gościa”. Że co? Że Twoje dziecko nie uczęszcza na religię i nie będzie witało tego „wyjątkowego gościa”, bo nie będzie szło na spotkanie z nim? A jakie to ma znaczenie? Tak wygląda równe traktowanie uczniów i lewaki dupa cicho.

Mógłbym tutaj długo opisywać to, co się dzieje w szkołach i jak bardzo się w nie wżarła religia, ale trochę mi się nie chce, bo pewnie bym ten tekst pisał jeszcze parę dni, a i tak pewnie nie poruszyłbym wszystkich kwestii, bo tego jest po prostu za dużo. Ja wiem, że środowiska katechetyczne raczej mnie nie czytają, ale chciałbym w tym miejscu wystosować do nich apel: byliście przez całe lata beneficjentami tego, że każda władza układała się z Kościołem, a wasze korpo zdobywało coraz większe wpływy. Nie zwracaliście uwagi na łamanie i nadużywanie prawa, bo działania te były zgodne z waszym światopoglądem (+ po prostu na tym zarabialiście). Nie zwracaliście uwagi na kretyńskie pomysły Czarnka i jego otoczenia. Teraz zaś, gdy przyszło wam zebrać to, co sami zasialiście, nagle okazuje się, że wam to nie odpowiada. Mam szczerą nadzieję, że w trakcie tych rządów (i kolejnych) jeszcze wiele innych działań MEiN wywoła wasze protesty. Nawiasem mówiąc: jestem tak stary, że pamiętam, że kiedyś religii nauczano w salkach katechetycznych (nawet się załapałem na dwa lata). Mam nadzieję, że dożyję czasów, w których religia wróci do tych salek.


Źródła:


https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,30627080,prokurator-ziarkiewicz-latami-blokowal-sprawy-nieprzychylne.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-prokuratura-w-lublinie-reaguje-na-medialne-doniesienia-niepr,nId,7293421

https://wyborcza.pl/7,82983,26985382,zawsze-moga-zachodzic-jakies-nieprawidlowosci-pis-pudruje.html?

https://www.rmf24.pl/polityka/news-ryszard-czarnecki-oddal-europarlamentowi-pieniadze-ale-to-ni,nId,5498147#crp_state=1

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9402314,kaminski-lata-temu-grzmial-ws-ulaskawienia-polityka-to-bezczelna-de.html

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,30677018,macierewicz-twierdzi-ze-wcale-nie-uderzyl-kaminskiego-falszywe.html

https://wyborcza.pl/7,75968,30662874,dajmy-sobie-spokoj-z-wielka-elektrownia-atomowa.html

https://www.money.pl/gospodarka/ryszard-petru-ma-racje-panstwo-nie-powinno-doplacac-do-cen-pradu-opinia-6989996452887520a.html

https://tvn24.pl/polska/prezydent-andrzej-duda-wyjasnia-swoje-slowa-o-krymie-7758743

https://dorzeczy.pl/kraj/546048/najman-kandydatem-na-prezydenta-odpowiada-stanowskiemu.html

https://www.onet.pl/styl-zycia/onetkobieta/religia-w-szkole-nie-bedzie-wliczac-sie-do-sredniej-katecheci-protestuja/9bl645g,2b83378a

https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/albo-religia-albo-etyka-trzeciej-opcji-nie-bedzie-szykuja-sie-zmiany/g17tp67

czwartek, 21 grudnia 2023

Hejterski Przegląd Cykliczny #99

Zacznę od tego, że w zeszłym tygodniu wydawało mi się, że „działo się” tyle, że ciężko to będzie przeskoczyć. A potem przyszedł ten tydzień i powiedział „potrzymaj mi piwo”, po czym przyszła środa 20-go i wywaliło skalę. Tak po prawdzie, to każda dzisiejsza (w środę te słowa pisałem) godzina dostarczyłaby tyle materiału wsadowego, że wystarczyłoby na kilka Przeglądów. No ale, żeby nie przedłużać. Przegląd zacznę od tego, co wydarzyło się „przed środą”, a pod koniec pochylę się pobieżnie nad tym, co się dzieje teraz. Uwaga natury ogólnej, zapewne jakoś „na dniach” uda się ogarnąć notkę, w której nieco szerzej o działaniach obecnej władzy napiszę, bo jest to dość ciekawa kwestia i nie chciałem, żeby mi zdominowała Przegląd.

Zacznę od czegoś, co mogło umknąć sporej części osób (ze względu na to, że „dzieją się rzeczy”). Otóż, 16 grudnia grupka ludzi chciała uczcić pamięć Eligiusza Niewiadomskiego, jako bohatera wojny polsko-bolszewickiej. Żeby było ciekawiej (a konkretnie, bardziej prawicowo) organizatorzy ani słowem się nie zająknęli na temat tego, czemu akurat 16 grudnia chcieli uczcić pamięć swojego bohatera (rocznica mordu na Narutowiczu). Co zrozumiałe, Trzaskowski zgody na to „upamiętnienie” nie wydał. Co prawda, dane osoby zgłaszającej zostały ukryte (bo RODO), ale z treści odmowy można było ponoć wywnioskować, że chodzi tu o towarzystwo okołojaszczurowe.

Skoro zaś poruszony został temat skrajnych środowisk, to warto zwrócić uwagę na to, że te środowiska nie spadły nam z nieba, tylko były „tuczone” przez wszelkiej maści pożal się nieistniejący bycie transcendentny publicystów i dziennikarzy, którzy z sobie tylko znanych przyczyn uprawiają swego rodzaju symetryzm. Otóż, każdemu ekscesowi skrajnej prawicy usiłują (rzecz jasna w imię doskonale pojętej równowagi) przeciwstawić jakieś działanie kogoś, kto ma związek z lewicą. Doskonałym przykładem będzie tu to, co zrobił Piotr Zaremba (będący swego czasu redaktorem naczelnym pisma braci Karnowskich). Zanim przejdę do meritum, pozwolę sobie na słowo wyjaśnienia: czemu w ogóle pochylam się nad tym, co wyprodukował Zaremba? Ano temu, że jest on felietonistą, którego publikuje Interia. Cóż takiego napisał Zaremba? Ano napisał, że co prawda Braun jest ekstremistą, ale lewa strona też ma swoich ekstremistów. Przykładem takiego ekstremisty z lewej strony (a konkretnie ekstremistki) miała być, zdaniem Zaremby, Joanna Scheuring-Wielgus. Czemu? Bo (pozwolę sobie na cytat): „W roku 2020 w ramach akcji Strajku Kobiet wtargnęła do kościoła św. Jakuba w Toruniu podczas mszy. Były transparenty, były wrzaski”. W powyższym zdaniu prawdziwe jest tylko to, że JSW miała ze sobą transparent. „Wtargnięcie” wyglądało tak, że weszła do kościoła z transparentem, postała z nim chwilę, pokazała go księdzu i wyszła”. Być może ktoś wrzeszczał, ale nie była to JSW (a przynajmniej nikt tak nie zeznał). Czemu więc Zaremba porównuje to do zgaszenia chanukowych świec (i zaatakowania innej osoby gaśnicą)? Ano temu, że pasuje mu to do tezy, a poza tym jego zdaniem „podejście do religii było takie samo” (jeżeli ktoś widzi tu zbieżność z tym, co powiedział Kaczyński o tym, że ten Braun to zrobił dlatego, że wcześniej było „przyzwolenie na ataki na kościoły”, to taki ktoś ma rację). Rzecz jasna, wszelkiej maści Zarembom nie przejdzie przez myśl to, że w ten sposób normalizuje bardzo niebezpiecznych ludzi.

Ja wiem, że o tym, co się dzieje w związku z TVP będę pisał nieco dalej, ale tutaj wspomnę jedynie o tym, że parę dni temu „tłumy protestowały w obronie TVP” (takie były tytuły artykułów na niektórych portalach). Tłumy te składały się w głównej mierze z pracowników mediów partyjnych PiS (nazywanie ich mediami rządowymi po tym, jak Morawieckiemu [ku wielkiemu zaskoczeniu nikogo] nie udało się zebrać większości, byłoby nadużyciem semantycznym) i było to w porywach do 200 osób, tak więc dla każdego oczywiste jest to, że ludzi było tam więcej, niż na obu marszach opozycyjnych, które odbyły w 2023 roku.  

Co prawda o tej odmianie symetryzmu będę pisał w zapowiadanej (na początku tekstu) notce, ale pomyślałem, że warto się trochę pośmiać. Jeden z felietonistów Interii, Rafał Woś, wystosował ostatnio coś w rodzaju apelu do Donalda Tuska. W apelu tym tłumaczył Tuskowi, że jeszcze może wszystkich zaskoczyć, jeżeli tylko zdecyduje się na to, żeby powstrzymał siebie (i całą resztę polityków koalicji) przed rozliczaniem PiSu. Być może pamięć mi już szwankuje, ale wydaje mi się, że tego rodzaju odezw Woś nie kierował nigdy pod adresem rządzącej nami przez osiem ostatnich lat Zjednoczonej Prawicy. Aczkolwiek może było tak, że redaktor Woś nie miał czasu na zajmowanie się takimi sprawami, bo był za bardzo zajęty tłumaczeniem wszystkim dookoła, dlaczego lewica powinna zacząć współpracować z partią Jarosława Kaczyńskiego.

O tym, że nowa większość sejmowa chce ogarnąć podwyżki dla nauczycieli było wiadomo. PiS znalazł się więc w niezbyt komfortowej sytuacji. No bo z jednej strony nie można przyznać, że nowa władza chce zrobić cokolwiek dobrego (bo przecież to są złe ludzie i agenty niemieckie), ale z drugiej strony otwarte krytykowanie podwyżek to jest jednakowoż cokolwiek samobójcza strategia. Waldemar Buda wpadł więc na bardzo oryginalny pomysł, dzięki któremu mógł skrytykować ten pomysł i nie ponieść z tego tytułu żadnych (politycznych) konsekwencji! A tak nieco bardziej na serio, to pewnie taki był zamysł stojący za tym, że Buda odpalił kolejną mutację „zapłakanej kuzynki”. Otóż, wyobraźcie sobie, że dzwonili do niego młodzi stażem nauczyciele, którzy krytykowali pomysł podwyżek! Jeżeli komuś się wydaje, że nie trudno o wyższy poziom żenady, to takiego kogoś będę zmuszony wyprowadzić z błędu. Gdy tylko zobaczyłem tę wypowiedź przypomniała mi się inna, z czasów strajku nauczycielskiego (kiedy to PiS szczuł wszystkich na nauczycieli). Autor tej „przypomnianej” wypowiedzi przekonywał wtedy suwerena do tego, że nauczyciele do niego dzwonią i pytają o to, „jak można zrezygnować z członkostwa w ZNP”. Czy będziecie bardzo zdziwieni, gdy okaże się, że autorem tej wypowiedzi był Waldemar Buda?

Ministerstwo Obrony Narodowej wyciągnęło dywan spod nóg Antoniego Macierewicza i zlikwidował sławetną podkomisję smoleńską (znaną bardziej pod nazwą „Komisji Macierewicza”). Macierewicz, jak to Macierewicz, zaczął tłumaczyć, że to wszystko dlatego, że „Tusk chce ukryć prawdę o Smoleńsku”. Po pierwsze, jedyna prawda, którą ktokolwiek chciał ukryć to ta, że wyżej wymieniona komisja całymi latami pasła się na publicznej kasie i zajmowała się głównie tłumaczeniem tego, że „już za moment wszyscy poznamy prawdę”. Po drugie, mam nadzieję, że będzie jakiś punkt zaczepienia do tego, żeby wyciągnąć konsekwencję względem Macierewicza i jego otoczenia za to, co robili. Po trzecie, aż dziw bierze, że Macierewicz nie wyciągnął najcięższych dział i nie oskarżył MON (i Tuska) o obrazę uczuć religijnych. 

Dobrych informacji ciąg dalszy. Nie wiem, jak was, ale mnie ucieszyło to, że na oficjalnym Eloneksowym (niegdysiejszy ćwiter) koncie Ministerstwa Rodziny zobaczyłem feminatywy. Ja wiem, że to jest w sumie bardzo niewiele, ale prawda jest taka, że gdyby feminatyw pojawił się na oficjalnym koncie przed zmianą władzy, to ktoś mógłby za coś takiego stracić możliwość obsługiwania konta w soszjalach.

Jestem tak stary, że pamiętam, jak Zjednoczona Prawica po przejęciu władzy rozjechała co się dało walcem i wywalała kogo się da, byle tylko móc obsadzać stołki partyjnymi nominatami. Żeby dla wszystkich starczyło miejsc zmieniono, na ten przykład, ustawę o Służbie Cywilnej i usunięto z niej bezpieczniki, dzięki którym na kierownicze stanowiska powoływano osoby, które miały odpowiednie doświadczenie. Wcale, a wcale nie miało to związku z tym, że partyjnym nominatom tego doświadczenia brakowało. Na jakiekolwiek słowa krytyki reagowano narracjami o tym, że to tylko kwik świń odrywanych od koryt. Wspominam o tym dlatego, że po zmianie władzy partyjni nominaci są wypraszani ze stanowisk (mam szczerą nadzieję, że wymieni się ich na partyjnych nominatów, którzy, dla odmiany, będą fachowcami [jeżeli okaże się, że tak nie będzie, to ja z przyjemnością będę nową władzę w tym zakresie grillował]). Proceder ten nie spodobał się Jarosławowi Kaczyńskiemu, który żalił się ostatnio mediom, że w administracji publicznej dochodzi do „brutalnych zwolnień”. Nie wiem na czym mają polegać te „brutalne zwolnienia”, ale to pewnie dlatego, że nie jestem genialnym strategiem. Od siebie dodam, że wymiana kadrowa w administracji powinna zostać okraszona hasłem „repolonizacji administracji publicznej”. Napisałem to tylko i wyłącznie dlatego, że chciałbym zobaczyć reakcję Zjednoczonej Prawicy (a „czynników decyzyjnych” w szczególności) na pytania o to, „czy popierają repolonizację administracji publicznej”.

W zeszły piątek Konferencja Episkopatu Polski wystosowała list do Prezydenta Andrzeja Dudy, w którym to liście zupełnie apolityczny Kościół zasugerował Dudzie, że może by tak jednak nie podpisywał ustawy o refundacji in vitro. Wyniki sondaży wewnątrzpartyjnych musiały być na tyle jednoznaczne, że Duda nie odważył się na zawetowanie tej ustawy (aczkolwiek, jeżeli ktoś chce wierzyć w to, że Andrzej Duda zawetował ustawę dlatego, że „jest samodzielny” to ja takiej osobie na drodze do szczęścia stać nie będę). KEP nie przyjął tego dobrze i ustami Gądeckiego skrytykował Andrzeja Dudę za złożenie podpisu pod tą ustawą. Ciekaw jestem, czy podpis prezydenta pociągnie za sobą konsekwencje, z którymi musiał się mierzyć swego czasu Bronisław Komorowski. Otóż, w prawicowych mediach całkowicie na serio rozgorzała wtedy dyskusja na temat tego, czy Komorowski może przystępować do Komunii Świętej, równie szeroko komentowane było to, czy jak już będzie chciał, to czy duchowny powinien mu jej udzielić. Wiecie, mnie tam ten temat latał i powiewał (bo jestem ateuszem), ale chyba nikt nie będzie się spierał z tym, że Kościół wygenerował tę konkretną inbę nie przez przypadek, tylko dla ściśle określonego celu (wzmocnienie PiSu). Gdyby Kościół to zrobił z przyczyn, że tak to ujmę „pryncypialnych”, to teraz bylibyśmy świadkami dokładnie takich samych rozkmin.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


No dobrze. Skoro wcześniej przygotowane tematy mamy już ogarnięte, to teraz można się skupić na sprawach mocno bieżących. Zacznę więc od tego, że dzisiaj rano okazało się, że Mariusz Kamiński i Michał Wąsik zostali skazani prawomocnym wyrokiem na bezwzględne kary więzienia. Jeżeli ktoś nie zna szczegółów (a nie każdy znać je musi), to w Źródłach będzie link do artykułów, w których to wszystko jest opisane. W telegraficznym skrócie: w 2015 zostali skazani w pierwszej instancji, ale zamiast się odwoływać zagrali kartę „Andrzej Duda” i ten ich po prostu ułaskawił. Był to dość ciekawy (z punktu widzenia prawnego [przynajmniej dla laika]) casus, bo Duda ułaskawił tych dwóch typów w trakcie trwania procesu. Wątpliwości w kwestii tego, czy „tak można” pojawiły się od razu, ale, co zrozumiałe, ani Andrzej Duda, ani jego partia matka tych wątpliwości nie podzielała. W 2017 Sąd Najwyższy uznał, że ułaskawienie jest bezskuteczne (bo nie można ułaskawić osoby w świetle prawa niewinnej), ale wtedy Kuchciński (będący marszałkiem Sejmu) Zagrał kartę „Julia Przyłębska” i Trybunał Przyłębski miał zadecydować o tym, czy Sąd Najwyższy  w ogóle się mógł tą sprawą zajmować. Trybunałowi się z tym nie śpieszyło, w efekcie czego 6 czerwca 2023 Sąd Najwyższy odwiesił proces. Efekt końcowy procesu poznaliśmy dzisiaj. Rzecz jasna, jak przystało na członków partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”, obaj zainteresowani powiedzieli, że oni nie uznają tego wyroku. Część komentatorów zastanawiała się nad tym, co zrobi Andrzej Duda (i czy przypadkiem nie ułaskawi ich raz jeszcze), ale ten oznajmił, że jego ułaskawienie (to, które SN uznał za bezskuteczne) pozostaje w mocy. Szymon Hołownia zapowiedział, że „będzie zmuszony wygasić mandaty” tych dwóch jegomościów. Zapowiada się więc na to, że „będzie się działo”. A wszystko przez to, że Zjednoczonej Prawicy nie chciało się w 2015 poczekać na koniec procesu. Rzecz jasna wiadomo, że decyzja o ułaskawieniu zapadła z przyczyn wizerunkowych (żeby nikt nie mówił, że jakieś skazane typy zawiadują służbami), ale prawda jest taka, że wypadło to (wizerunkowo) jeszcze gorzej (a Kamiński i Wąsik właśnie przekonali się o tym, że to ich ułaskawienie trzymało się jedynie na samodzielnej większości parlamentarnej PiSu).

Sprawa druga, była (i nadal jest, bo wszystko się toczy) jeszcze bardziej spektakularna i jest nią (jak się pewnie domyślacie) fakt zezłomowania TVP przez większość sejmową, która to większość doprowadziła dzisiaj do zablokowania sygnału wyżej wymienionej szczujni. PiSowscy mediaworkerzy próbowali jeszcze działać na YT, ale tamtejsze konto TVP Info momentalnie spadło z rowerka. PiS usiłował wzniecić niezadowolenie społeczne, zarzucając internet narracjami o tym, że oni tylko bronią mediów publicznych, pluralizmu/etc. Jednakowoż efekty tych prób były dość mizerne (aczkolwiek niezmordowane portale donosiły o tłumach protestujących w obronie TVP). Być może dlatego, że „pluralizmu” i „wolnych mediów” bronili politycy jednej, jedynej formacji, która to formacja ręcznie sterowała „wolnymi mediami” przez ostatnie dwie kadencje. Być może dlatego, że wszyscy (w tym nawet partyjny beton) wiedzieli, że to nie były media publiczne, tylko media partyjne. Być może dlatego, że Zjednoczona Prawica przyzwyczaiła ludzi przez te dwie kadencje do tego, że „zwycięzca bierze wszystko”. Prawda jest brutalna: gdyby suweren się faktycznie przejął tym, co się stało, to mielibyśmy do czynienia z oddolnymi protestami. To, co dzieje się teraz, to spędy organizowane przez ustępującą władzę i nie ma to nic wspólnego z oddolnymi akcjami. Dla porównania, oddolne były protesty w 2020 roku i zaczęły się one w dniu ogłoszenia decyzji Trybunału Przyłębskiego.

Przyczyn, dla których suweren się niespecjalnie przejął PiSowskimi nawoływaniami jest wiele, ale moim zdaniem najważniejszą z nich jest to, że ludzie po prostu czekają na dalszy rozwój wypadków. To, czy doczekamy się protestów z prawdziwego zdarzenia, będzie zależało od tego, co z mediami zrobi koalicja rządząca. Gdyby (w co wątpię, bo to oznaczałoby polityczne samobójstwo [powolne, tym niemniej] po zezłomowaniu mediów PiSowskich zaczęto stosować te same metody (czyli stworzono by TVP o przeciwnym biegunie), mogłoby to doprowadzić do niezadowolenia społecznego. Jeżeli natomiast TVP będzie takie, jak było przed 2015 rokiem (nie chodzi tu o osoby, które wtedy były, ale np. o to, że media publiczne zajmowały się [co w czasach PiSu było nie do pomyślenia] krytykowaniem władzy), to spędy skończą się w momencie, w którym PiS (i Kluby Gazety Polskiej [tak, wiem, na jedno wychodzi]) uzna, że szkoda na nie pieniędzy.

Jedyne, co można stwierdzić dziś z cała pewnością, to to, że Zjednoczona Prawica była autentycznie zdziwiona tym, że ktoś zastosował przeciwko niej metodę, którą sama stosowała przez osiem ostatnich lat. Tą metodą jest postawienie oponentów przed faktem dokonanym. Tylko i wyłącznie tym można wytłumaczyć niemrawą reakcję partii Kaczyńskiego na to, co się stało i totalne wręcz pogubienie się Genialnego Stratega, który publicznie krytykował Andrzeja Dudę za to, że ten nie „wykazuje się aktywnością”. Nie wiem czego oczekiwał od Dudy Kaczyński (położenia się Rejtanem w drzwiach wejściowych TVP czy też może wysłania wojska, celem „odbicia” mediów partyjnych), ale wiem, że na pewno nie oczekiwał tego, że ktoś zastosuje przeciwko niemu jego własne metody.


Źródła:

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-rafal-trzaskowski-zakazal-manifestacji-w-warszawie-skandalic,nId,7208939

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-posel-braun-cynikiem-czy-wariatem-na-pewno-nie-jedynym-ekstr,nId,7211336

https://www.radiopik.pl/2,107771,protest-poslanki-scheuring-wielgus-w-torunskim-k

https://natemat.pl/531580,tvp-informuje-o-tlumach-na-protescie-internauci-pokazali-zdjecia

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-tusku-jeszcze-mozesz-zaskoczyc,nId,7211381

https://twitter.com/PiknikNSG/status/1736038422630850902

https://sejmlog.pl/posel-pis-dzwonia-nauczyciele-i-pytaja-jak-zrezygnowac-z-czlonkostwa-w-znp/

https://www.rp.pl/analizy/art39586271-marek-kozubal-antoni-macierewicz-niezlomnie-walczy

https://tvn24.pl/polska/podkomisja-smolenska-antoniego-macierewicza-zlikwidowana-cezary-tomczyk-budynek-jest-pusty-czas-na-rozliczenie-7591242

https://twitter.com/MRiPS_GOV_PL/status/1737222207330189387

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-jaroslaw-kaczynski-krytykuje-rzad-mowi-o-brutalnych-zwolnien,nId,7213312

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-jaroslaw-kaczynski-krytykuje-rzad-mowi-o-brutalnych-

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2023-12-15/przewodniczacy-kep-zaapelowal-do-prezydenta-andrzeja-dudy-chodzi-o-in-vitro/

https://dorzeczy.pl/opinie/526680/abp-gadecki-krytykuje-decyzje-prezydenta-ws-in-vitro.html

https://www.gosc.pl/doc/2612788.Czy-Komorowskiemu-nalezy-udzielac-Komunii

https://wyborcza.pl/7,75398,30524690,jest-decyzja-w-sprawie-kaminskiego-i-wasika.html

https://oko.press/sad-kaminskiego-wasika-2-lata-wiezienia

https://wyborcza.pl/7,75398,30524690,jest-decyzja-w-sprawie-kaminskiego-i-wasika.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-szymon-holownia-o-wyroku-ws-poslow-bede-zmuszony-wygasic-man,nId,7221238