Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka zagraniczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka zagraniczna. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 grudnia 2025

Hejterski Przegląd (uwaga, suchar) Cykliczny #137

 Zaczynając pisać niniejszy Przegląd mam cichą nadzieję, że z pisaniem go będzie jak z jazdą na rowerze, bo dawno już Przeglądów nie pisałem (nie, nie było, bo ślęczałem nad tym kilka tygodni). Aczkolwiek od razu nadmieniam, że będzie momentami nieco monotematyczny (alternatywą było opóźnienie przeglądu i napisanie kolejnej „tematycznej” ściany tekstu). 

Na pierwszy ogień pójdzie temat, który może nie jest jakoś specjalnie istotny, ale mnie wybitnie irytuje. Zaczniemy niejako od końca. Otóż, parę dni temu Paulina Matysiak (i już chyba wiecie ocb w temacie) napisała była na Eloneksie, że sąd zadecydował o tym, że Newag się ma od niej odwalić. Z tym Newagiem to było tak, że w grudniu 2023 na łamach Onetu pojawił się artykuł, w którym można było przeczytać, że wyżej wymieniona firma najprawdopodobniej wgrywa do pociągów oprogramowanie, które sprawia, że pociągi nie chcą jeździć, gdy serwisuje je jakiś nie-Newag (jeżeli ktoś jest tym tematem zainteresowany to w źródłach będzie całe wiadro linków). 

Newag się trochę zdenerwował i, na ten przykład, pozwał hakerów z grupy Dragon Sector (to oni grzebali w pociągach na zlecenie innych firm kolejowych) sugerując, że może to właśnie oni „wgrali” do pociągów oprogramowanie blokujące. Potem zaś się okazało, że chyba jednak to nie hakerzy wgrali, bo Newag zmienił zdanie i w pozwie nie było słowa na ten temat. Tak nawiasem mówiąc, na początku 2025 Onet opisał kolejny przypadek pociągu, który po „przeglądzie” przestał jeździć. 

Na ten konkretny temat wypowiadała się również Paulina Matysiak i rozpędzony (w przeciwieństwie do Impulsów z oprogramowaniu blokującym) Newag ją pozwał. Jeżeli ktoś ma ochotę na czytanie mowy-trawy, to gorąco zachęcam do przeczytania artykułu na ten temat, bo tam zacytowano oświadczenie Newagu. W tym samym artykule stało, że posłanka mówiła to, co mówiła z mównicy sejmowej i w trakcie prac Komisji Infrastruktury. I to jest bardzo istotne, bo gdyby było tak, że Paulina Matysiak szła sobie po mieście trzeźwa jak Sławomir Mentzen po spotkaniu z wyborcami i darła się, że Newag robi to, co Karasie w „Fanatyku”. Ale tak się jakoś złożyło, że mówiła inne rzeczy na temat Newagu i robiła to w ramach wypełniania mandatu posła. 

Tym samym sprawa pozwu była mniej więcej tak samo prosta, jak budowa przeciętnego zwolennika konfy, który wierzy w wyjaśnienia Berkowicza, dotyczące jego nieudanych zakupów w Ikei (o tym będzie dalej). I choć z polskimi sędziami jest tak, że nigdy nie można mieć 100% pewności, że orzekną zgodnie z RiGCzem, to jednak w tej sytuacji można było być pewnym, że jeżeli jakikolwiek prawnik wysmaruje wniosek o umorzenie postępowania (czy też odrzucenie pozwu, nie wiem, nie jestem prawnikiem) ze względu na immunitet, to sprawa się na tym zakończy. Tym samym, gdy Paulina Matysiak wrzuciła na Eloneksa informacje o tym, że Newag jednak miał za krótkie ręce choć sporo osób się cieszyło, to jednak nikt nie był takim obrotem sprawy zdziwiony. 

I gdyby wszystko skończyło się na tym, to nie byłoby konieczności poruszania tego tematu. Tyle, że dzień po swoim inicjalnym wpisie zamieściła drugi, w którym podziękowała za profesjonalną pomoc panu Bartoszowi Lewandowskiemu (tak, chodzi o tego z Ordo Iuris). Co zrozumiałe, współpraca z człowiekiem związanym z tą konkretną organizacją (poświęciłem jej dwie ściany tekstu [i jedyne, co się średnio zestarzało w tej pierwszej to to, że okazało się, że typ, który był w Ordo Iuris i został oddelegowany do Komisji ds. wyjaśniania przypadków pedofilii okazał się mieć RiGCz, ale w momencie, w którym to pisałem, raczej trudno było to zakładać]), wywołała żywiołowe reakcje w lewicowej banieczce. 

Sprawa jest bowiem ewidentna. Posłanka lewicowej partii, mierząca się ze SLAPPem, skorzystała z usług prawnika, który zajmował się SLAPPAmi i był po tej „złej” stronie. Może inaczej. Wydawać by się mogło, że sprawa jest ewidentna, ale posłanka znalazła całkiem spore grono obrońców, którzy na różne sposoby tłumaczyli dlaczego wszystko jest w porządku. A to się okazało, że musiała skorzystać z usług Lewandowskiego, bo potrzebowała ludzi „poważnych i skutecznych” (Woś takimi mądrościami epatował). Gdybym był złośliwy to bym napisał, że na szczęście dla polskich aktywistów ani oni poważni, ani też jakoś ponadprzeciętnie skuteczni. 

Inni argumentowali, że „rozpędzony pociąg” jechał w stronę posłanki, a niektórzy mają do niej pretensje o to, że skorzystała z usług kogoś, kto „ma inne poglądy”. Like srsly, można było skorzystać z usług pierdyliona innych kancelarii. No ale Lewandowski to ogarniał pro bono, a prowadzenie takiej sprawy to 30 tysięcy może kosztować. Przyznam szczerze, że w tej sprawie konsultowałem się ze znajomymi prawnikami i byli zgodni, że jeżeli ktoś by bardzo chciał, to mógłby za taką sprawę zapłacić 30 koła, ale musiałby się postarać, żeby znaleźć tak drogą kancę. Ci sami prawnicy powiedzieli, że kance nierzadko biorą takie sprawy pro bono, bo mogą się dzięki nim podpromować. 

Były też argumenty takie, że no może i ten pan niezbyt dobry i może i Ordyńcy są źli, ale ważne, że sprawa wygrana. W tym miejscu pozwolę sobie na capsa: PRAWIE KAŻDY PRAWNIK BYŁBY W STANIE OGARNĄĆ TĘ SPRAWĘ RÓWNIE DOBRZE (napisałem „prawie”, bo nie można wykluczyć, że ktoś po prostu by zalał pałę i nie wyrobił się w terminie z papierami do sądu). 

Były też argumenty, które są moim zdaniem przejawem skrajnego partyjniactwa. Innymi słowy „ponieważ ona jest z partii, na którą głosuje, to ja jej będę bronił jak niepodległości”. W ramach tego rodzaju argumentacji można było się dowiedzieć, że może i Paulina Matysiak skorzystała z pomocy ordyńca, ale przecież Tusk korzystał z pomocy Giertycha. A poza tym, to ten Giertych do 2007 zrobił tyle złego, że ordyńcy przy nim to małe miki. Przy całej mej niechęci do Giertycha (której to niechęci dawałem wielokrotnie wyraz, albowiem nigdy nie zapomnę o tym, że był jednym z reanimatorów Młodzieży Wszechpolskiej), to jest bzdura. Bzdura, która jest bardzo groźna, bo osobom wygłaszającym tego rodzaju mądrości umyka to, że w ten sposób trywializują dokonania ordyńców. I jeżeli mam być szczery, to wybitnym osiągnięciem było zagrywanie karty „Giertycha” w momencie, w którym w wątkach dotyczących Pauliny Matysiak wypowiadali się ludzie, którzy latami bronili się przed SLAPPami ordyńców. 

Nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie zauważył, że znamienne jest to, że akurat ta posłanka skorzystała z usług prawnika związanego ze skrajnie prawicową organizacją. Bo to nie było tak, że przydarzyło się to np. Zandbergowi albo Magdzie Biejat. Nie, trafiło akurat na Paulinę Matysiak, która ma raczej długą historię miziania się z prawicą. Każdy „kawałek” tej historii powinien być dla posłanki dyskwalifikujący. I choć przygoda posłanki Matysiak z partią Razem dobiegła końca (dowiedziałem się o tym właśnie w momencie pisania tej warstwy tektonicznej Przeglądu), to jednak Razemy powinny „coś zrobić” już znacznie wcześniej.


Zaczęło się bowiem od rzeczy z pozoru błahej. Otóż, posłanka Matysiak zaczęła udzielać wywiadów mediom braci Karnowskich (którzy przez złośliwych czasami są nazywania braćmi Kremlowskimi). Mediów tych nikomu nie trzeba przedstawiać, ale nigdy dość przypominania, że gdy papierowa wersja tegoż organu partyjnego postawiła sobie za punkt honoru udowodnienie, że „Anna Grodzka to facet”, nawet (uwaga capslock) ZIEMKIEWICZ publicznie stwierdził, że ten konkretny artykuł okładkowy ma niewiele wspólnego z dziennikarstwem. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że Karnowskim (tj. ich mediom) zdarzało się po Paulinie Matysiak jeździć (gdy wzywała ich konieczność dziejowa). No, ale to dygresja tylko. Żeby jej nie przedłużać: do tych mediów się nie chodzi i się z nimi nie rozmawia, amen. 

Potem było założenie stowarzyszenia razem z Marcinem Horałą. I powiem wam, że to był ten moment, w którym przydała mi się pamięć dobra. Dzięki tejże pamięci udało się bowiem wynorać informację o tym, że w kwietniu 2022 Lewica domagała się dymisji Marcina Horały ze stanowiska wiceministra infrastruktury. Jedną z twarzy tej konkretnej konferencji prasowej była (werble) Paulina Matysiak. No i w tym momencie partia Razem się trochę nasrożyła, bo posłanka sobie to zrobiła „w czasie wolnym”, nie konsultując się wcześniej z partią. Paulina Matysiak została zawieszona (zarówno w klubie Lewicy jak i w Partii Razem), ale koniec końców, nic z tego nie wynikło. I to jest znamienne. Bo ja rozumiem, że takie zawieszenie ma być sygnałem dla posła/posłanki do ogarnięcia się. Tyle, że Paulina Matysiak miała to w głębokim poważaniu. Po „prawej stronie” było jej coraz więcej, a w nagrodę partia Razem ją pod koniec roku 2024 odwiesiła (tak, wiem, ukarano ją naganą, ale to nie miało dla niej najmniejszego znaczenia). 

I wiecie, ja rozumiem, że Razem, szczególnie po wyjściu z Nowej Lewicy znalazło się w sytuacji, w której każda szabla ma znaczenie, ale wszystko ma swoje granice, a raczej powinno mieć. O ile byłbym w stanie zrozumieć motywację Razemów, które postanowiły jej nie wywalać mimo, że była (uwaga capslock) BARDZO PRZEJĘTA zawieszeniami, naganą/etc. To jednak w marcu 2025 należało ją po prostu wywalić z partii. 

Co się stało w marcu? Ano stało się to, że Paulina Matysiak zagłosowała w Sejmie w obronie Dariusza Mateckiego. Sejm miał wyrazić zgodę na jego zatrzymanie i posłanka uznała, że tego już za wiele. Potem zaś tłumaczyła się z tego w sposób tak absurdalny, że można było odnieść wrażenie, że posłanka nie wiedziała nad czym głosuje (i ja też wtedy odniosłem takie wrażenie, za co teraz pozostaje mi posypać głowę obierkami z cebuli i przyznać się do swojego frajerstwa, bo ona doskonale wiedziała, co robi), powiedziała bowiem (i niestety, tego rodzaju argumentacja wróci do nas w tym odcinku), że ona zagłosowała za uchyleniem immunitetu, ale za zgodę na areszt to już nie, bo to sąd powinien o tym decydować, a nie Sejm. I wszystko fajnie, ale bez zgody Sejmu sąd „to se może”. W mojej opinii, to konkretne głosowanie było absolutnie nie do obrony. Nie da się bowiem w żaden sposób wybronić (mając choćby odrobinę RiGCzu) głosowania  „za” Mateckim. 

Tak samo, jak nie da się w żaden sposób wybronić współpracy z ordyńcami. Chciałem w tym miejscu napisać, że „to była kropla, która przelała czarę goryczy”, ale ta „kropla” była wielkości fal, które w filmie Interstellar zostały pomylone z górami. I tym razem posłance się nie upiekło. Znamienne jest to, że w sprawie tej konkretnej „współpracy” (a raczej przyczyn, dla których do niej doszło), mieliśmy do czynienia z dwugłosem. Paulina Matysiak stwierdziła, że to wszystko dlatego, że partia jej nie chciała pomóc. Maciej Konieczny powiedział zaś (w jednym z wywiadów), że partia chciała pomóc swojej posłance, ale ta nie była tą pomocą zainteresowana. Co prawda żadna ze stron nie przedstawiła „paragonów”, to jednak jestem skłonny uwierzyć Razemom, albowiem nie wydaje mi się, żeby lewacka partia zostawiła swoją posłankę na pastwę SLAPPów. 


W tym samym wywiadzie Konieczny powiedział, że jego zdaniem Paulina Matysiak „jest już w zupełnie innym miejscu”. I jeżeli mam być szczery, to zgadzam się z tym w całej rozciągłości. Jednakowoż od siebie dodam, że ona w tym „innym miejscu” była od bardzo dawna, ale jej partia bardzo się starała tego nie dostrzec. 

Nawiasem mówiąc, posłanka Matysiak zachowała się jak typowa polska polityczka. Mając takie, a nie inne poglądy, już dawno powinna sama katapultować się z Razemów. Jej polityczny los był przesądzony praktycznie od momentu, w którym sama nagłośniła współpracę z ordyńcami. Maciej Konieczny w trakcie wyżej wzmiankowanego wywiadu powiedział wprost, że oni liczą na to, że ona sobie sama pójdzie, ale jeżeli tego nie zrobi, to jej pomogą. I gdybyśmy mieli do czynienia z kimś, kto jest osobą ideową, to po czymś takim posłanka Matysiak by sobie po prostu poszła. 

Paulina Matysiak tego nie zrobiła i absolutnie wszyscy wiedzieli dlaczego. Otóż, po prostu chciała mieć możliwość zagrania karty „ofiary” po tym, jak ją wywalą z partii. Tak też się stało, bowiem z jej oświadczenia możemy wyczytać między innymi to, że jej dotychczasowa partia była sekciarska (tak, to nie jest wyrażone wprost, ale jest tam wyraźne PDK). Gdyby tak faktycznie było i gdyby faktycznie Razemy (o których, niestety będzie jeszcze w tym odcinku) były sekciarskie, to Paulina Matysiak wyleciałaby z partii najpóźniej po politycznym mariażu z Marcinem Horałą.

O tym zaś, jak bardzo eklektyczne poglądy ma Paulina Matysiak niech zaświadczy to, że gdy Bogdan Rymanowski (który ostatnimi czasy zajmuje się propagowaniem antynaukowej szurii) pochwalił się tym, że ma już pół bańki subów na YT, to jedną z gratulujących mu osób była Paulina Matysiak. 

Ja wiem, że ten wątek się rozrósł bardzo, ale trzeba jeszcze jedną rzecz dopisać dość istotną. Po tym, gdy okazało się, że partia Razem jednak już nie chce Pauliny Matysiak, podniosły się głosy (dość nieliczne, tym niemniej), że jej wyrzucenie było decyzją szkodliwą. Gwoli ścisłości, nie mam tu na myśli wypowiedzi autorstwa osób, które mają w swoim eloneksowym bio MAGA, Kocham PiS, Tylko Karol Nawrocki/etc., ale część lewostronnych komentariuszy. 

Argumentacja wyglądała mniej więcej tak: dzięki swoim kontaktom i rozpoznawalności Paulina Matysiak przyciągała część prawicowego elektoratu. I w tym miejscu przyznam się do dwóch rzeczy. Po pierwsze, to jest moment, w którym w pisaniu miałem dłuższą pauzę (albowiem tak jakoś wyszło), a po drugie, niemożebnie mnie irytuje tego rodzaju argumentacja. 

 Tak się bowiem jakoś złożyło, że lewa strona całkiem słusznie krytykuje liberałów za to, że non stop cofają się przed prawicową retoryką. Zamysł jest prosty: jeżeli skrajnie prawicowa partia zgłasza jakieś postulaty, to my je im podkradniemy i wtedy ludzie wybiorą nas (bo jesteśmy bardziej cywilizowani), a nie jakąś tam skrajną prawicę (bo „wszyscy wiedzą, jacy oni są”). Jedynym efektem tego rodzaju działań jest stale rosnące poparcie dla skrajniaków, bo ci (gdy liberałowie podbierają im narracje albo postulaty) mówią wtedy „widzicie? MIELIŚMY RACJĘ, A ONI WAS WCZEŚNIEJ OKŁAMYWALI”. Mimo tego, liberałowie z uporem godnym lepszej sprawy cały czas stosują tę samą taktykę. 

A teraz okazuje się, że zdaniem części lewicowego komentariatu, sposobem na oderwanie od Zjednoczonej Prawicy, konfy/etc. elektoratu jest łażenie do prawicowych mediów, mizianie się z prawicowymi środowiskami i używanie prawicowej retoryki (ugłaskanej, niemniej jednak prawicowej). Czyli mamy bekę z libów, którzy tego próbują i im się nie udaje, ale nam (lewakom) na pewno się uda? Super ta argumentacja. Taka nie za bardzo sensowna. 

Mniej więcej w tym momencie, w którym skończyłem się pastwić nad poczynaniami posłanki Matysiak, okazało się, że posłanka owa próbuje zbudować wokół siebie... no właśnie, nie wiadomo co tak właściwie to ma być. Tak, to się ma nazywać „Drużyna Poli”, ale w sumie tyle wiadomo jak na tę chwilę. Obstawiam, że „ciąg dalszy” będzie zależał od tego jaki będzie odzew na ten sygnał.  Co prawda pojawiły się już głosy, że jeżeli „Drużyna Poli” pojawi się w sondażach „to szybko przeskoczy Razem i Lewicę” (tak, redaktor Rafał Woś napisał to jak najbardziej na serio), ale prawda jest taka, że bez wsparcia prawicy (bo lewica się raczej do tego nie będzie garnąć) Paulina Matysiak raczej niewiele ugra „solo”. 

Jeżeli Matysiak, to i Razemy, które tym razem się, delikatnie rzecz ujmując nie postarały. Otóż, w głosowaniu nad zgodą na zatrzymanie i tymczasowy areszt dla Ziobry, Razemy nie wzięły udziału. I wiecie, ja rozumiem, że Razemy chcą się jakoś wyróżniać w Sejmie/etc., ale nie wydaje mi się, żeby odpowiednią drogą do wyróżniania się było takie, a nie inne głosowanie w sprawie Ziobry. Bo to jest Ziobro, ten sam, który własnym nazwiskiem firmuje każdą patologie związaną z dokonaniami polityków Solidarnej(łamane przez „Suwerennej”) Polski. I nie to nie jest tak, że jak wcześniej głosowało się 26 razy za uchyleniem immunitetu, to teraz można olać głosowanie w sprawie aresztu. Tłumaczenie „dlaczego tak zagłosowaliśmy”  było takie trochę Matysiakowe. Maciek Konieczny powiedział, że oni nie chcą robić z Ziobry męczennika. Osobną kwestią jest to, że zaraz po głosowaniu Zandbergowi przypominano jego słowa o tym, że Lewicy ręka nie zadrży, gdy głosowany będzie wniosek o Trybunale Stanu dla Ziobry. I tak, wiem, to nie było głosowanie nad Trybunałem Stanu, ale niesmak pozostał. 

Były też tłumaczenia szeregowych członków Razem, którzy objaśniali, że w sumie to mieli wszystko podliczone dobrze i wiedzieli, że wniosek przejdzie nawet bez głosów ich partii. Litości, partio Razem. To jest ZBIGNIEW ZIOBRO. Czy naprawdę nie było tam u was nikogo, kto by pomyślał, że chyba nie warto ginąć na tym wzgórzu? Tak, wiem, w Polsce instytucja tymczasowego aresztu była, jest i będzie nadużywana, ale to nie jest ten przypadek. W tym przypadku bowiem mamy do czynienia z szefem partii, z której jeden poseł uciekł przed wymiarem sprawiedliwości do Gulaszowego Dyktatora i poprosił tam o azyl. O tym, że cała ta ziomberiada od zamiany Funduszu Sprawiedliwości w agencję PR-ową będzie próbowała mataczyć wiemy, bo to słyszeliśmy i widzieliśmy (dzięki studiu nagrań Mraza). 

Skoro zaś już jesteśmy przy Funduszu Sprawiedliwości, to mieliśmy do czynienia z ciekawą sytuacją. Otóż, Stanisław Tyszka powiedział, że on był na spotkaniach z ludźmi od Ziobry i oni tam wprost mówili, że jakby co, to się można promować za te pieniądze. Ponieważ z nazwiska wymienił między innymi Janusza Kowalskiego, ten zapowiedział złożenie AO (artykuł 212 kk „zniesławienie”). I to jest naprawdę ciekawe, bo Tyszka to samo mówił w maju zeszłego roku i wtedy jakoś Janusz Kowalski nie uznał za stosowne pozwania go. Na tym się jednakowoż sprawa nie skończyła, bo wypowiedział się na ten temat Paweł Kukiz (niegdysiejszy partyjny kolega Tyszki). Paweł Kukiz co prawda powiedział, że on sobie takich rozmów nie przypomina, ale zaraz potem zrzucił napalm na Ziobrystów i dodał, że z jednego ze spotkań Tyszka wyszedł poruszony wyraźnie i powiedział: „chodźmy stąd, to są złodzieje”. Znamienne jest to, że te słowa przeszły bez większego echa. Co ciekawe, Kukiz nie dostał nawet po łapach od kolegów ze Zjednoczonej Prawicy. 

Jeżeli chodzi o moje zdanie na ten temat (a wydaje mi się, że jeżeli ktoś się przebija przez moje Ściany Tekstu, to takowego „mojego zdania” pewnie się spodziewa) to jest tak, że Kaczyński i jego otoczenie najchętniej pozbyliby się kotwicy w postaci Ziobrystów (a przynajmniej tych, którzy są „obciążeni” wałami związanymi z Funduszem Sprawiedliwości). Oni tam mają w PiSie dość problemów ze swoimi „wałownikami”. Poza tym obrona Ziobrystów jest utrudniona przez wyżej wspomniane nagrania od Mraza. Nie da się bowiem nie zwrócić uwagi na to, że Wielce Szanowni Państwo Zarządzający Funduszem Sprawiedliwości na nagraniach gadali ze sobą jak grupa gangusów (bali się, że ktoś się „wypruje”). Ludzie, którzy nie mają sobie nic do zarzucenia, w ten sposób ze sobą nie rozmawiają. 

Niestety, nie możemy jeszcze zatrzymać karuzeli śmiechu, bo awaryjny hamulec zablokowała posłanka Maria Kurowska. Otóż jakoś tak się złożyło, że Onet dotarł do maili (trochę to zajeżdża Pereirozą z lat 2015-2023, ale do tego przejdziemy za moment), z których wynikało, że posłanka Kurowska, która nie powinna mieć nic wspólnego z tym, w jaki sposób ogarniane są konkursy w ramach Funduszu Sprawiedliwości, miała z tym wiele wspólnego. No cóż, szok i niedowierzanie, że ktoś z Solidarno-Suwerennej-Polski mógł coś takiego zrobić, prawda? Gdyby wszystko się na tym skończyło, bo pewnie nie byłoby o czym pisać. Tyle, że to Ziobryści, tak więc tam nikt nigdy nie jest niczemu winien. 

Choć sama posłanka najpierw się niczego nie wyparła i argumentowała to wszystko tak, że w sumie nic dziwnego, że się przejmowała regionem, którego mieszkańcy ją wybrali do Sejmu, to potem ktoś jej chyba podpowiedział, że problemem nie jest to, że się dba o swój region, ale to, że robiono to w ramach Funduszu Sprawiedliwości. Kurowska przeszła więc do kontrofensywy i oznajmiła, że ona żadnych maili nie wysyłała. Na to Kamil Dziubka ujawnił nagłówek maila, którego wysłano z jej skrzynki sejmowej. Czy to wystarczyło? A gdzie tam. Wtedy bowiem Maria Kurowska oświadczyła, że nie mogła wysłać tego konkretnego maila, bo była „wyłączona z działalności publicznej”. A potem się okazało (Kamil Dziubka wynorał),że w dniu, w którym była „wyłączona z działalności publiczne” brała udział w 81 głosowaniach. W tym samym oświadczeniu, w którym Kurowska twierdziła, że nie wysłała maila stało, że został on sfabrykowany bo ona pamięta, że go nie wysyłała. 

I wiecie, tak na pierwszy rzut oka wygląda to na jakieś bzdurne wytłumaczenia w wykonaniu kogoś, kto po prostu nie ogarnia, jak działają internety. Tyle, że SuwPol doskonale wie, że ten mail jest prawdziwy. SuwPol wie, że nie da się tego w żaden sposób wyjaśnić za pomocą legitnych argumentów. Tak więc zdecydowano się na ściemnianie. Owszem, my w to nie uwierzymy, ale ten przekaz nie jest skierowany do nas. Ten przekaz skierowany jest do tego segmentu ZjednoczonoPrawicowego elektoratu, który uwierzy we wszystko, byle sobie jakoś móc zracjonalizować ciągłe doniesienia o kolejnych wałach członków ZP. Tych wałów po prostu nie było. Jest nagonka w wykonaniu Żurkowców (nie przestanie mnie bawić to określenie) i zmanipulowane emaile, które mają udowodnić, że kupowanie wozów strażackich jest czymś złym. 

Poza tym, to może być wstęp do strategii obronnej prawników Kurowskiej (którzy będą jej pewnie potrzebni, gdy sprawa dotrze do sądu). I tu pozwolę sobie na krótką anegdotę z mojego rodzinnego miasta. Otóż, w Mieście Nad Akwenem mieliśmy przez parę kadencji jednego prezydenta, który pod koniec swoich „rządów” rozdokazywał się tak bardzo, że w 2010 przestał być preziem. Ponieważ przez te wszystkie kadencje obrósł w ludzi, ludzie ci (niezadowoleni ze zmian) założyli sobie stowarzyszenie. Na koncie ćwiterowym należącym do stowarzyszenia pojawiały się co jakiś czas bluzgi pod adresem nowego prezydenta miasta. Tenże prezydent poszedł z tym do sądu i sprawa wydała się ewidentna, bo nie dało się w żaden sposób tych bluzgów „zreintepretować”. I wtedy okazało się, że nie wiadomo, kto te wpisy popełniał, albowiem do komputera w siedzibie stowarzyszenia dostęp miało dużo ludzi/etc. Strategia ta okazała się skuteczna (bo jak się domyślacie, nikt się nie przyznał). Zakładam, że w przypadku posłanki Kurowskiej linia obrony może być taka sama. Posłanka miała asystentów i oni też mieli dostęp do jej konta mailowego. Niemniej jednak uważam, że w tym konkretnym przypadku ta strategia się raczej nie sprawdzi, bo te maile wpisywały się dość dobrze w to, co już wiemy o tym, jak sobie Ziobryści poczynali z Funduszem Sprawiedliwości. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że nawet niektóre konta agitacyjne Zjednoczonej Prawicy krytykowały tę linię obrony (robił to między innymi „John Bingham”), tak więc widać wyraźnie, że miłości do tych konkretnych Ziobrystów, którzy wywołują problemy natury wizerunkowej,  zbyt wiele w Zjednoczonej Prawicy nie ma. 

Tak na sam koniec rozważań związanych z FS dwie sprawy. Po pierwsze, rzygać mi się chce, jak czytam wypociny, z których wynika, że Ziobryści nie robili niczego złego, bo przecież wozy strażackie są potrzebne. No bo wiecie, skoro budżet jest jeden, to chyba nie ma znaczenia, z której kieszonki tego budżetu weźmiemy pieniądze, skoro dzięki temu strażacy będą mieli wozy. Tyle, że to jest populizm pierwszej wody. Bo owszem, nikt nie ma nic przeciwko temu, żeby strażacy dostawali nowe wozy, ale kluczowe w tym było raczej to, że Fundusz Sprawiedliwości miał nieco inny cel. Rzecz jasna, nie miało to żadnego znaczenia, bo Zjednoczona Prawica tak poczarowała z przepisami, że wyszło na to, że pod „przeciwdziałanie przestępstwom” można było podpiąć wszystko. Poza tym, jakoś tak się składało, że te wszystkie wozy/etc. rozdawano akurat tam, gdzie SuwPolowcy liczyli na mandaty poselskie. Ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć: czy z tego wynika, że zdaniem Ziobrystów nie wszystkie jednostki Straży Pożarnej zasługują na nowe wozy? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, bo nie jestem Ziobrystą. 

No dobrze, ale jak to właściwie się stało, że Onet „dotarł” do dokumentów? Gdybym był złośliwy, nazwałbym to „Pereirozą” (zupełnie bez związku z nazwiskiem pewnego partyjnego pracownika mediów). No bo tak się jakoś składa, że mechanizm, w ramach którego media „docierały” do dokumentów (czytaj: ktoś im zapewniał dostęp do tychże) hulał sobie doskonale w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy. Wspominam o tym rzecz jasna dlatego, że teraz momentami bywa podobnie. Aczkolwiek przyznać trzeba, że w przeciwieństwie do tego, jak to wyglądało w latach 2015-2023, teraz te działania bywają nieco lepiej przemyślane. 

Może inaczej to ujmę. Za rządów Zjednoczonej Prawicy to było tak, że jeżeli prokuratura miała komuś postawić jakieś zarzuty albo rozkręcała się jakaś sprawa, to następnie aż do znudzenia wszystkie media rządowe i prorządowe 24/7 grzały ten temat. Teraz wygląda to tak, że informacje lecą „ciurkiem”. Doskonałym przykładem jest to, co zrobiono na samym początku „przeciekania” tego, co udało się nagrać Studiu Nagrań Mraza (gwoli ścisłości, to będzie podsumowanie, bo nawet gdybym chciał po łebkach to wszystko opisać, to byłoby to pewnie naście stron). Mechanizm wyglądał tak. Publikowano jakąś część nagrań, z której wynikało, że „jest przypał” z tym Funduszem Sprawiedliwości. W reakcji na tę wrzutkę momentalnie odpalali się Ziobryści (wspierani przez Zjednoczoną Prawicę), którzy naprędce konstruowali jakieś narracje obronne. Odpowiedzią na te narracje obronne było wrzucenie kolejnych fragmentów, z których wynikało, że te narracje to kłamstwa. Reakcja Ziobrystów była taka sama jak poprzednim razem: odpalano kolejne narracje obronne, które były następnie „negowane” przez kolejne nagrania. Teraz podobnie było z Marią Kurowską. 

I przyznam się szczerze, że mam dylemat w kwestii tego, jak do tego podchodzić. Z jednej bowiem strony to są standardy Ziobry. Z drugiej jednakowoż strony zdaję sobie sprawę z tego, że debata publiczna w Polsce jest teraz w tak doskonałej formie, że może nie być innego wyjścia. Wyobraźmy sobie bowiem, że po tym, gdy zaczęło się robić gorąco wokół Funduszu Sprawiedliwości nie zdecydowano się na upublicznienie części nagrań. Jaka byłaby dominująca narracja? Ano taka, że może i tam coś było nie tak, ale Ziobryści sobie zmienili prawo, więc wszystko było w sumie lege artis, a poza tym, to przecież chodziło o wozy strażackie, więc może by tak ta nowa władza zajęła się rządzeniem, a nie szukaniem dziury w całym. Tylko i wyłącznie dzięki temu, że te nagrania zostały upublicznione – wiemy o tym, że ta ekipa „ustalała zeznania” i obawiała się tego, że niektórych decyzji może się nie udać wybronić (o tym, że gadano o ustawianiu konkursów wspominać nie trzeba, bo to, jak to mawiał klasyk, jest oczywista oczywistość). Być może więc jest tak, że nie ma ucieczki przed Pereirozą, bo Pereiroza naznaczyła nas wszystkich.


UWAGA, BARDZO MOCNO NIECYKLICZNE PRZEGLĄDY HEJTERSKIE SPONSOROWANE SĄ PRZEZ SUWERENA!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że nieodmiennie irytuje mnie to, że prokuratura zalicza fakapy, prowadząc postępowania „ziobrystowskie”. Nie ma usprawiedliwienia dla tego, co się stało z Romanowskim, gdy okazało się, że prokuratura co prawda wiedziała o tym, że on ma dwa immunitety, ale sobie pomyślała, że ten drugi to nie obowiązuje „bo ekspertyza prawna”. Tylko i wyłącznie dzięki temu, Romanowski mógł uciec na Węgry. Teraz zaś z kolei prokuratura złożyła wniosek o wpisanie tzw. „hipoteki przymusowej” do księgi wieczystej domu Zbigniewa Ziobry w Jeruzalu (ok, czy tylko mnie ta nazwa się za każdym razem kojarzy z „Jaruzelem”?) no i się okazało, że sąd odmówił wpisania tej hipoteki, bo we wniosku były liczne błędy. Wiecie, to nie jest tak, że w mniej „medialnych” sprawach można sobie pozwolić na pomyłki, ale wydaje mi się, że nie będziecie się ze mną spierać, gdy napiszę, że w żadnych sprawach nie powinno się popełniać błędów, a w sprawach, które są tak bardzo polaryzujące, nie powinno się ich popełniać jeszcze bardziej, bo każda z takich pomyłek będzie stanowiła paliwo dla broniących się ziobrystów. Ja bym nie chciał być źle zrozumiany, ale YOU HAD ONE JOB, PROKURATURO.  

Teraz zaś można się udać w stronę Donalda Tuska, który, tak się jakoś złożyło, że zaczął krytykować Europejską Kartę Praw Człowieka i powiedział, że jeżeli nie uda się jej pozmieniać, to w sumie całkiem rozsądne może być jej wypowiedzenie. Bodajże dzień po tym, gdy padły te słowa, rzecznik rządu zapewniał, że ta wypowiedź nie odnosi się do Polski. Po pierwsze, gdyby nie kontekst, zabawne by było to, że z niektórymi wypowiedziami Donalda Tuska jest praktycznie tak samo, jak z wypowiedziami Jarosława Kaczyńskiego, który najpierw mówi coś, co jego twardy elektorat chce usłyszeć, a po jakimś czasie zaczyna się tłumaczenie (tym razem skierowane dla normalsów), że Prezes tak właściwie miał na myśli co innego, niż wszyscy zrozumieli. 


I ja rozumiem, ze EKPCz powstawała w momencie, w którym nikomu się nie śniło o tym, że jedno państwo będzie mogło wywierać na drugie presję migracyjną. Ja rozumiem, że ona powstawała w czasach, w których, na ten przykład, nikt nie myślał o tym co będzie, gdy państwo, które będzie chciało deportować osoby, którym nie przysługuje prawo do azylu „odbije się” od państwa, z którego te osoby pochodzą, bo temuż państwu nieszczególnie będzie zależało na przyjmowaniu ich z powrotem. I tak bym sobie tutaj mógł wymieniać punkt po punkcie to, „co nie śniło się nawet autorom” tego dokumentu, ale odpowiedzią na to nie może być wypowiedzenie tej konwencji. I jeżeli ktoś po ośmiu latach rządów Zjednoczonej Prawicy ma w tej kwestii jakiekolwiek wątpliwości, to najwyraźniej potrzebuje kolejnych ośmiu. 

Warto mieć na uwadze to, że tego rodzaju wypowiedzi nie padają w próżni. To nie jest tak, że Donald Tusk może sobie takie rzeczy mówić i nikt na to nie zwraca uwagi, bo jestem się w stanie założyć o Fundusz Sprawiedliwości, że Zjednoczona Prawica się temu bardzo uważnie przygląda i monitoruje reakcje. Gdyby się bowiem okazało, że większość Polaków byłaby za tym, żeby pokombinować z tym EKPCz, to czemuż, ach czemuż Zjednoczona Prawica miałaby tego nie spróbować? Podkładka narracyjna by przecież była: „no skoro nawet Donald Tusk się wypowiadał na temat tej konwencji w taki, a nie inny sposób, to chyba coś jest na rzeczy, prawda?”. Tak, wiem, wymagając od polskich polityków tego, żeby zastanawiali się nad tym czy aby to, co mówią nie będzie miało negatywnych konsekwencji, to z mojej strony daleko idąca przesada i zapewne efekt tego, że jestem niereformowalnym lewakiem. 


 O tym, że jestem niereformowalnym lewakiem świadczy zapewne również to, że nie jestem skłonny uwierzyć w to, że pewien poseł partii, której nazwa rymuje się ze słowem „kolaboracja” (tak chodzi o tego posła, który się ikeowskim kasom nie kłaniał) faktycznie „się zagapił”. Argumentacja idzie mniej więcej tak, jak to napisał u siebie na Eloneksie Jacek Nizinkiewicz: „no ten poseł, to ani mu brat ani swat, ale trudno uwierzyć w to, że chciał ukraść jakieś rzeczy ze sklepu, bo przecież ryzykowałby dla paruset złotych karierę, tak więc nie róbmy z niego złodzieja”. I szczerze się wam przyznam, że o ile ni cholery nie zdziwiło mnie to, że sama konfa i jej opiniomaty internetowe (które, na ten przykład, każde zdarzenie mające związek z wojną w Ukrainie rozkładają na atomy, żeby tylko móc „udowodnić”, że media manipulują, a wszystkiemu i tak winni Ukraińcy), praktycznie nie interesowały się tą sprawą, a gdy już zaczęły się nią interesować, to tylko po to, żeby bronić swojego posła, to już zdziwiło mnie to „porozumienie ponad podziałami”, że w sumie to ten poseł na pewno nie chciał zrobić nic złego. 

Na litość nie istniejącego bytu transcendentnego, w jaki niby sposób ten poseł „ryzykował karierą”? Czy jego kariera polityczna skończyła się po tej akcji? Czy konfie spadło poparcie? Czy po tej akcji konfa wywaliła tego posła? Czy też może zapowiedziała, że nie dostanie miejsca na listach? Odpowiedź na te pytania brzmi „Wiem, tak więc nie muszę się domyślać, że nie”. 


Zachowanie całkiem sporej części komentatorów to czystej wody frajerstwo. No bo tak, wszyscy wiedzą, że konfa non stop uprawia harcownictwo i sprawdza na ile sobie może pozwolić. Tyczy się to również wymiaru stricte informacyjnego (acz tak po prawdzie, to w przypadku konfy jest to wymiar raczej dezinformacyjny), bo konfiarze praktycznie non stop kłamią (a rzeczony poseł ma bardzo długą historię kasowania swoich wpisów z tegoż właśnie powodu). Jednakowoż w momencie, w którym poseł tej formacji zostaje złapany na gorącym uczynku na próbie kradzieży, nagle okazuje się, że powinniśmy wierzyć w zapewnienia posła i jego formacji. 

No po prostu chłop robił duże zakupy i nie wszystko skasował bo miał słuchawki i nie zauważył, że się nie nabiło. Szkoda, że do tego nie dodano, że „kto nigdy czegoś takiego nie zrobił, niechaj pierwszy rzuci kamieniem”, bo biura poselskie konfy zostałyby przysypane przez tony kamieni, ale to tylko dygresja. Byłbym skłonny uwierzyć w tę wersję wydarzeń, gdyby okazało się, że poseł konfy robił zakupy po raz pierwszy w życiu i na domiar złego trafił na kasę samoobsługową. 


Ja rozumiem, że można być roztargnionym i można nie skasować np. jakiejś małej pierdółki, jak się robi duże zakupy, ale nie uwierzę w to, że robiąc dowolnie duże zakupy można było po pierwsze przegapić to, że kupa artykułów się nie „odbiła”, a po drugie nie zwrócić uwagi na to, że przy płaceniu cena się chyba ciut nie zgadza. Nie uwierzę również w to, że gdyby to faktycznie były OLBRZYMIE ZAKUPY, to nie udałoby się dogadać z obsługą i po prostu zapłacić za te artykuły. A właśnie, to jest w sumie ciekawa sprawa, bo ja dopiero pisząc te słowa zwróciłem uwagę na coś, co mi wcześniej (przy okazji odcinka podkastowego, w którym się nad tym tematem pochylaliśmy) umknęło. Już tłumaczę w czym rzecz. Otóż, mnie się, moi szanowni czytelnicy wydawało, że ten nieszczęsny (aczkolwiek to głównie nasze narodowe nieszczęście) poseł zapłacił za te artykuły (prócz przyjęcia mandatu, rzecz jasna). Okazało się, że on co prawda mandat przyjął, ale za artykuły nie zapłacił. Czyli dopiero gdy przyjechała policja zorientował się, że nie są mu potrzebne? A już na sam koniec pastwienia się nad tym tematem, jedna, drobna, uwaga. Czemu tak właściwie ten poseł został zatrzymany przez obsługę? O ile w tym konkretnym sklepie obsługa nie robi „wyrywkowych kontroli” (przprszm, musiałem), to chyba jednak coś na rzeczy było i chyba nie mieliśmy do czynienia z „omyłką”. Swoją drogą, wyjątkowo rozbawiło mnie to podkreślanie przez Mentzena tego, że ten poseł przyjął mandat i nie zasłaniał się immunitetem. Jaśnie Pan Jest Zbyt Łaskawy. 

No dobra, przyznaję, że poświęciłem poprzedniemu tematowi tak dużo miejsca dlatego, że teraz przechodzimy do przedostatniego tematu, który żadną miarą śmieszny nie jest (nawet nieintencjonalnie). Wiecie, współautorzyłem książkę o polskich fanach Trumpa (o tytule z gatunku selfexplanatory: „Trumpolacy”) i myśmy tam produkowali się razem z Doniesieniami z Putinowskiej Polski (nie otaguję jego peja, bo jeszcze się algorytm zbiesi) na temat tego „co to może być”, jeżeli Trumpowi uda się wygrać wybory. Produkowaliśmy się (konkretnie zaś ja) na temat Wielkiej Miłości Zjednoczonej Prawicy do Donalda Trumpa. Niemniej jednak przyznam się wam szczerze, że załamuje mnie to, jak bardzo partia Kaczyńskiego mizdrzy się do Trumpa niezależnie od tego, jak złe i niekorzystne dla naszego kraju są decyzje i plany jego administracji. 


Ostatnio, na ten przykład zrobiło się głośno o nowej strategii bezpieczeństwa USA. W telegraficznym skrócie chodzi w niej o to, że wszelkie relacje USA ze „światem zewnętrznym” mają mieć praktycznie wyłącznie charakter finansowy. Może inaczej to ujmę: jeżeli któreś państwo będzie chciało mieć dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, to takie państwo będzie musiało się na te relacje wykosztować.  

Gwoli ścisłości, ja tam zbyt wielką miłością USA nie darzyłem (nie darzę i nie będę darzyć), ale byłem świadomy tego, że niezależnie od moich uczuć w tej materii, Stany Zjednoczone są gwarantem naszego bezpieczeństwa. Rzecz jasna nie jedynym, ale można by rzec, że głównym. Jeżeli chodzi o dotychczasowe dokonania USA, to prawda jest taka, że Rosja mogła bezproblemowo budować narrację (wykorzystywaną bardzo chętnie przez naszych krajowych skarpetosceptyków), która szła mniej więcej tak: „aha, więc Stanom Zjednoczonym wolno atakować inne kraje, a nam nie wolno? I to ma być sprawiedliwość?!” Niemniej jednak. Polska (i praktycznie cała Europa) mogła liczyć na to, że w razie czego (czytaj: gdyby Rosji się jednak odwidziało udawanie, że się zmieniła) USA nam (Polsce łamane przez Europę [nie, nie zaliczam Rosji do Europy]) pomoże. I jeżeli mam być szczery, to można było być tego pewnym nawet w czasie, w którym administracja Obamy usiłowała doprowadzić do resetu w kontaktach z Rosją. Zresztą, wydaje mi się, dowodem wystarczającym do podparcia tej tezy jest to, że żadnemu krajowi Europy Zachodniej (a takowym jesteśmy my dla Rosji na ten przykład) „Druga Armia Na Świecie” nie zrzucała bomb na głowy. Podsumowując, było wiadomo-jak, ale stabilnie. 

No to teraz jest znacznie gorzej, niż „wiadomo-jak”, ale za to niestabilnie. No bo tak na pierwszy rzut oka teraz to wszystko wygląda lepiej, niż w czasach minionych, bo przecież jeżeli będziemy mieli powiązania gospodarcze, to Donald „Deal Maker” Trump nas nie zostawi na pastwę ruskich bomb i Drugiej Armii w Ukrainie, która z przyjemnością zabrałaby się za wynoszenie nam z domów różnych sprzętów (pralek, kibli, konsol i generalnie wszystkiego, co nie jest odpowiednio mocno przytwierdzone do podłoża). Do tego przynajmniej starają się nas przekonać nasi ukochani Trumpolacy. 

Tyle, że to są po prostu bzdury. No bo tak się jakoś składa, że jeżeli umawiasz się na coś z jakimś wielkim „deal-makerem”, który ponad wszystko stawia (bardzo prymitywny) rachunek ekonomiczny, to się może okazać, że ktoś, kto chce Ci zrobić na złość, kupi od deal-makera więcej bulbulatorów od Ciebie i to ten bogatszy kupiec wkradnie się w łaski Wielkiego Sprzedawcy Bulbulatorów. A jak się już w te łaski wkradnie, to się może okazać, że wszystkie Twoje umowy z WSB są już nieważne, bo ów sobie wymyślił, że mu się już nie opłaca z Tobą dogadywać. Gwoli ścisłości, już mi nawet nie chodzi o tę Rosję (choć ona miałaby znacznie więcej do zaoferowania USA od nas [już nawet J.D. Vance opowiadał o tym, że Rosja ma różne surowce naturalne/etc. i nie wydaje mi się, żeby po prostu chciał się pochwalić swoją wiedzą]), ale o to, że biorąc pod rozwagę optykę obecnej administracji USA – bogatsze kraje szybciej się z nimi dogadają. Tak się jakoś składa, że co prawda Polska jest już (chyba?) w G20, ale przed nami jest całkiem sporo innych krajów, które mają znacznie niższy numerek przy literce „G”. 


Z tego zaś wynika, że Michał Dworczyk, który w baaaardzo długim wątku na Eloneksie tłumaczył, że ta nowa strategia to jest w sumie dla nas nawet lepsza od tego, co było wcześniej, chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że popadł w myślenie życzeniowe. No ale, Dworczyk i jego życzeniowe myślenie to jedno, ale to, co odwalił Radosław Fogiel, to już jest puszczenie się poręczy z prędkością podświetlną. 

Cóż takiego powiedział Fogiel? Ano między innymi wspomniał o tym, że w tej strategii to jest zawarte takie coś, że dzięki niej (uwaga cytuje): „Rosja osiągnie taki poziom stabilności, że nie będzie grozić swoim europejskim sąsiadom”. Bo wiecie, wystarczy tę Rosję wciągnąć w relacje gospodarcze, żeby Rosja zrozumiała, że nie opłaca się jej prowadzić wojen i wszczynać konfliktów, bo to będzie oznaczało poważne konsekwencje natury ekonomicznej. Ci sami ludzie będą nam tłumaczyć, że obecne działania Rosji to efekt po pierwsze, resetu Obamowego, po drugie działań Niemiec (które, przypominam, usiłowały Rosję wciągnąć w relacje gospodarcze/etc./etc. [nie zgadniecie poseł której partii niemieckiej mówił parę miesięcy dokładnie to samo i dlaczego chodzi o Tomasza Frolicha z AfD]) no i generalnie traktowania Rosji jak zwykłego partnera w relacjach międzynarodowych, a czasami wręcz uleganie jej. 


Nawiasem mówiąc, ja tu nie chcę bronić administracji Obamy, ale w tamtym czasie Rosja wysyłała sygnały (teraz już wiemy, że były one fałszywe), które można było interpretować tak, że z Rosją da się dogadać i że można z nią prowadzić normalne relacje. Teraz zaś politycy prawicy (uwaga będzie capslock): WIEDZĄC TO WSZYSTKO I PAMIĘTAJĄC O TYM, DO CZEGO DOPROWADZIŁ RESET tłumaczą, że tym razem na pewno się uda. Czemu tak twierdzą? Ano temu, że boją się nawet pomyśleć coś wbrew Donaldowi Trumpowi, z przyczyn, jak mniemam oczywistych. Powiedzieć, że mają w dupie nasz kraj, to jak nic nie powiedzieć. 

I jeżeli ktoś czytając (bądź oglądając) słowa Fogla pomyślał sobie, że „bardziej się nie da”, to taki ktoś nie miałby racji, albowiem wtedy, cały na walonkowo wchodzi Rafał Woś, który wpadł do króliczej nory znacznie głębiej od Fogla i Dworczyka razem wziętych. Jak przystało na opiniomat nierozerwalnie związany ze Zjednoczoną Prawicą, Rafał Woś musiał również popełnić tekst w obronie tej nowej strategii. Różnica między nim, a tymi poprzednimi ancymonami polega na tym, że Rafał Woś poszedł o krok dalej i zaczął wychwalać nierozszerzanie NATO. Pozwolę sobie na zacytowanie całego fragmentu, ale lojalnie uprzedzam, że należy to czytać przy otwartym oknie: 


"Zakończenie wrażenia, że NATO to sojusz, który musi stale się rozszerzać" - niejednego ten cytat może w pierwszej chwili zmartwić. Ale czy naprawdę przyjmowanie do Sojuszu kolejnych krajów byłego ZSRR zwiększa nasze polskie bezpieczeństwo? Czy może raczej prowadzi do eskalacji w relacjach z Rosją i grozi wprowadzeniem do NATO krajów, których lojalność może okazać się w momencie próby problematyczna?”. 



Po pierwsze, zerknijmy na sam koniec tego pięknego fragmentu. Moim zdaniem podobny argument mógł paść ze strony wszelkiej maści Rafałów Wosiów, zamieszkujących kraje będące członkami NATO w przededniu wstąpienia Polski do NATO. No bo czy sensowne jest przyjmowanie do NATO krajów byłego Układu Warszawskiego, których lojalność może się okazać w momencie próby problematyczna? 


Po drugie „czy naprawdę przyjmowanie do Sojuszu kolejnych krajów byłego ZSRR zwiększa nasze Polskie bezpieczeństwo” (żebyśmy nie mieli wątpliwości, tu chodzi o Ukrainę), pozwolę sobie na ponowne użycie capslocka; TAK ZWIĘKSZA. Im więcej NATOwskich krajów dzieli nas od Rosji, tym lepiej dla nas i rozumieć to powinien każdy, kto chce zabierać głos na temat polskiego bezpieczeństwa. Nawiasem mówiąc, gdyby nie kontekst, zabawne byłoby to, że Woś się produkuje na temat „krajów byłego ZSRR” podważając ich potencjalną lojalność, ale jakoś dziwnym trafem nie wspomina o tym, że „w momencie próby” znacznie większy problem z lojalnością miałyby Orbanowskie Węgry. No ale, Orban też jest MAGA, więc jego nie wypada krytykować. 


Po trzecie, to pamiętajcie, że my tego NATO nie możemy rozszerzać za bardzo, bo to będzie drażniło Rosję. Argumentu o Wosiach w krajach, które niejako przyjmowały nas do NATO już użyłem, więc teraz pora na inny. To miłe, że Rafał Woś zwraca uwagę na uczucia innych. Szkoda natomiast, że są to uczucia Rosji. Wosia nie obchodzi to, że być może „byłe kraje ZSRR” chciałyby wstąpić do NATO, bo wiedzą czym się może skończyć bycie zdanym na łaskę Rosji. Poza tym nie chciałbym być złośliwy, ale wydaje mi się, że od momentu, w którym Rosja zaatakowała Ukrainę NATO się powiększyło i mimo, że dzisiejszy Woś nazwałby to „eskalacją”, to ta eskalacja do niczego nie doprowadziła (tak samo, jak przekraczanie kolejnych nieprzekraczalnych granic, po przekroczeniu, których Rosja miała nam wszystkim „pokazać”). Być może jestem uprzedzony, ale ja tam na ten przykład w dupie mam uczucia Rosji w temacie rozszerzania NATO. 


Tak na sam koniec tych rozważań okołostrategiowych. Problem polega na tym, że nawet jeżeli za parę lat dojdzie do zmiany administracji w USA i nowa administracja powie, że ta Trumpowska strategia już nie obowiązuje, to będzie za późno. Tzn. będzie można cofnąć szkodliwe decyzje i naprawić relacje transatlantyckie, ale to w szerszej perspektywie nie zmieni tego, co się stało. Już tłumaczę w czym rzecz. Zrobię to na przykładzie tego, co PiS zrobił z Trybunałem Konstytucyjnym. Otóż PiS był pierwszą partią, która pokazała, że można sobie wytrzeć wiadomą część ciała orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego i w sumie absolutnie nic z tego nie wynika. Potem PiS już się tym nie musiał przejmować, bo przejął TK. Teraz zaś niektórymi wyrokami TK nie przejmuje się PO (bo całkiem słusznie traktuje TK jako PiSowską przybudówkę). Nawet jeżeli dojdzie do jakiegoś resetu konstytucyjnego i wszystkie partie się zgodzą na to, że brak bezpiecznika ustrojowego nie jest niczym dobrym i całą sytuację się połata, to z tego absolutnie nie wyniknie, że np. parę lat po takim „resecie” nie przyjdzie jakiś inny Jeszcze Bardziej PiS i znowu nie wytrze sobie wiadomej części ciała orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego.


Z relacjami transatlantyckimi jest podobnie. Nowa administracja może je naprawić, ale nie może zagwarantować, że po niej nie przyjdzie Jeszcze Bardziej Trump, który znowu będzie chciał wdrażać strategię „moje bogate ziomeczki first”. 


I na tym bym już chciał zakończyć, ale muszę pochylić się nad jeszcze jednym tematem. Co ciekawe temat ten był przeze mnie poruszany już dwukrotnie. Po raz pierwszy w roku 2013, a po raz drugi w 2017. Żeby tradycji stało się zadość, powinienem temu poświęcić osobną notkę, ale biorąc pod rozwagę moje „przestoje”, pewnie bym jej ostatecznie nie napisał. No ale, ad meritum, chodzi o pomysł wprowadzenia jednolitej ceny na nowe książki. 


Moja opinia na ten temat się nie zmieniła i uważam to za bardzo zły pomysł. O ile samą próbę uregulowania tego, co się u nas dzieje na rynku książki (jak duzi gracze traktują tych mniejszych/etc.) uważam za coś dobrego, to jednak próbę zabetonowania ceny nowych książek uważam za bardzo złe rozwiązanie, albowiem ostatnie, czego potrzebujemy to to, żeby książka stała się dobrem luksusowym. 


Może inaczej: jeżeli wprowadzenie jednolitej ceny książki będzie połączone z tym, że okładkowe ceny książek nie będą przypominały tych dzisiejszych, to taka zmiana ma szansę na to, żeby nie skończyć się źle. Jeżeli jednakowoż dzisiejsze ceny okładkowe nie ulegną zmianie i będziemy (jako czytelnicy) „skazani” na kupowanie nowych książek w cenach okładkowych, to ja co prawda nie jestem jakimś Wielkim Analitykiem, ale wnosząc po tym, czym się skończyło przeskoczenie z zerowego VATu na książki na 5%, wydaje mi się, że skończy się to hekatombą na rynku nowej książki (jeżeli ktoś jest ciekaw, jak to wyglądało wcześniej, to gdy pisałem notkę z 2013 udało mi się dotrzeć do danych o sprzedaży książek i „tąpnięcie” poVATowskie było bardzo widoczne). 


Pozwolę sobie na opisanie jednego kejsu. Jest sobie trylogia „Historia Komunizmu na Świecie” (która ma swoje wady, ale ja nie o tym teraz). Pierwszy tom („Kaci”) wydano u nas w 2021 roku i jego ceną okładkową było 99.90 złotych (kupiłem go „na świeżo” za 69 złotych, gdybym poczekał pewnie udałoby się kupić za połowę ceny). Drugi tom („Ofiary”) wydano w roku 2023 w okładkowej cenie 129,90. Tenże drugi tom kupiłem za 65 złotych (korzystając z jednego z pierdyliona programów lojalnościowych). Trzeci tom („Współsprawcy”) wydano w tym roku i ma cenę okładkową 159.90 (da się ją teraz dostać za jakieś 100 złotych). Innymi słowy, w przeciągu czterech lat, cena okładkowa książki (mają bardzo zbliżoną objętość) wzrosła o pi razy oko 60%. 


I ja wiem, że kalkulacja pewnie przebiega tak: jeżeli ktoś wydaje (będę łaskawy) np. 800 złotych rocznie na nowe książki, to po wprowadzeniu jednolitej ceny książki wyda ich tyle samo, ale po prostu kupi za to mniej nowych książek. I zupełnie pomija się tu ten drobny szczegół, że gdybyśmy „zamrozili” dziś cenę okładkową, to w przypadku wyżej wymienionej „Historii Komunizmu na Świecie” oznaczałoby to, że trzeci tom kosztowałby prawie 100 złotych więcej od drugiego. Czy tylko mnie się wydaje, że to jest dość duża różnica? Tak wiem, że w Polsce sprzedaje się nie tylko książki historyczne, ale różnica w cenie będzie pewnie proporcjonalna. Ta różnica może doprowadzić do sytuacji, w której część czytelników będzie „pożyczać” książki z różnych portali (w formie ebooka) albo kupować je z rocznym opóźnieniem (czyli wtedy, gdy ceny będą już o wiele bardziej przystępne ze względu na promocje). A wtedy osoby zainteresowane tym, żeby na rynku książki nic się nie zmieniało (i duzi gracze mogli dalej robić to, co robią teraz) pewnie pojawi się sporo głosów, z których będzie wynikać, że wszystkie wprowadzone zmiany są złe i trzeba je cofnąć, bo sami widzicie, co się dzieje na rynku „nowej” książki, kto to widział. 


I tym, w sumie nie wiem jakim akcentem kończę powyższa Ścianę Tekstu. 


Źródła:

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/awarie-pociagow-newagu-hakerzy-ujawniaja-kto-stoi-za-celowymi-usterkami/g4hymmg

https://wiadomosci.onet.pl/krakow/skandal-na-kolei-newag-pozywa-hakerow-oraz-konkurencyjna-spolke-sps/h3rrs5m

https://oko.press/newag-hakerzy-dragon-sector-pociagi-impuls

https://wiadomosci.onet.pl/opole/kolejny-pociag-impuls-ulegl-dziwnej-awarii-poprzednie-naprawiali-hakerzy/pb08xtr

https://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/newag-pozywa-poslanke-pauline-matysiak-121539.html

https://wiadomosci.onet.pl/krakow/skandal-na-kolei-sad-odrzucil-pozew-newagu-przeciwko-poslance-partii-razem-chcieli/3pyvphb

https://x.com/PolaMatysiak/status/1981464641151639929

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2279363,1,slapp-y-wiceministrowie-od-ziobry-zaplaca-z-wlasnych-pieniedzy.read


Ściany tekstu na temat Instytutu:

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2020/06/instytut.html

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2024/04/onuco-onuco-cozes-ty-za-pani.html?m=0

https://x.com/PiknikNSG/status/1982181673824399795

https://www.facebook.com/wsieciprawdy/posts/pfbid07uNdepp7RHfomWnYR9DQxMjjKEWXtPMHRKh7wqvX3mwWz2xfAHk26Vzwb7BjgdQAl

https://www.facebook.com/wsieciprawdy/posts/pfbid0myPBm8QRMQaxqtvqPpVZYmN1PmLVfXQkLFMXRTWo53qtnXw8BYPr8RUT2VbrDCtNl

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-razem-odwiesza-pauline-matysiak-poslanka-zostala-ukarana-nag,nId,7875083

Jeżeli poniższy link wam wywali 404, to wrzućcie w gugla „Marcin Horała do dymisji”

https://lewica.org.pl/aktualnosci/7591-marcin-horala-do-dymisji

https://x.com/RafalWos/status/1998721023466946683

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2025-11-07/wyciagneli-karty-w-trakcie-glosowania-posel-z-razem-tlumaczy-decyzje/

https://www.rp.pl/polityka/art1012051-adrian-zandberg-ziobro-przed-trybunal-stanu-reka-nie-zadrzy

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2025-11-09/tyszka-jest-ordynarnym-klamca-janusz-kowalski-reaguje-na-slowa-polityka-konfederacji/

https://oko.press/na-zywo/na-zywo-relacja/tyszka-janusz-kowalski-proponowal-mi-skorzystanie-z-funduszu-sprawiedliwosci

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32389251,chodzmy-stad-to-sa-zlodzieje-kukiz-o-spotkaniach-u-ziobry.html

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2257957,1,wszystkie-tasmy-mraza-kto-z-kim-rozmawial-na-co-sie-umawial-trzeba-w-to-brnac.read

https://x.com/MariaKurowskaPL/status/1995470696038764746

https://polskieradio24.pl/artykul/3615100,afera-funduszu-sprawiedliwosci-oswiadczenie-kurowskiej-i-szybka-odpowiedz

https://www.rmf24.pl/polityka/news-drugi-immunitet-romanowskiego-prokuratura-nie-wylaczal-mozli,nId,7653599

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-porazka-prokuratury-ws-zbigniewa-ziobry-liczne-bledy,nId,8048254

https://oko.press/donald-tusk-skrajny-populista-wypowiedzenie-europejskiej-konwencji-praw-czlowieka-moze-byc-calkiem-rozsadne

https://tvn24.pl/polska/europejska-konwencja-praw-czlowieka-adam-szlapka-polska-nie-ma-planow-jej-opuszczenia-st8722161

https://x.com/JNizinkiewicz/status/1983245972948869223

https://tvn24.pl/polska/incydent-berkowicza-w-ikei-mozna-usprawiedliwic-posel-konfederacji-odpowiada-st8732186

https://x.com/michaldworczyk/status/1996998674681942343

https://www.tvp.info/90473397/prezydent-ukrainy-wolodymyr-zelenski-zaprosil-karola-nawrockiego-do-kijowa-radoslaw-fogiel-gosc-poranka?

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-pare-slow-prawdy-o-strategii-trumpa,nId,22497462

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2013/10/minister-zdrojewski-walczy-z-ksiazkami.html

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2017/03/czytelnik-minus.html

piątek, 29 września 2023

Hejterski Przegląd Cykliczny #92

Tym razem zaczniemy od tematu bardzo ważnego, który to temat przeszedł u nas praktycznie bez echa. Otóż, w obozie władzy doszło ostatnio do konfliktu na linii Ministerstwo Zdrowia – Ministerstwo Czarnka. Jaki był powód tego konfliktu? Ano to, że od czerwca można za darmo szczepić dzieciaki 12 i 13-letnie przeciwko HPV. Założenie było takie, że ministerstwo Czarnka (no przecież nie użyję oficjalnej nazwy, bo to by był kiepski żart) miało ogarnąć jakąś akcję promocyjną w szkołach. Czemu więc nie ogarniają? Bo zawiaduje nimi religijny fundamentalista, który uważa, że promowanie tych szczepień mogłoby zaszkodzić dzieciaczkom (bo wiecie, ten wirus się przenosi drogą płciową i takie zaszczepione dzieciaczki mogłyby sobie pomyśleć nie wiadomo co). Rzecz jasna, ujął to tak, że wybory idą, a oni nie chcą się narażać na krytykę „ideologicznych przeciwników”. Zupełnym przypadkiem argumenty „ideologicznych przeciwników”, o których wspomniał Czarnek, są wprost idealnie zbieżne z jego własnymi poglądami. Znamienne jest to, że dla prawicy, która wszędzie widzi jakieś szkodliwe (w jej mniemaniu) ideologie, ich własna ideologia jest ważniejsza od ludzkiego życia.


Zjednoczona Prawica od dłuższego czasu bezskutecznie poszukuje politycznego złota. Partia Kaczyńskiego grzeje więc niemiłosiernie każdy możliwy temat (był już papież, jedzenie robaków, referendum, Lampedusa, „oddanie połowy Polski”/etc.). Teraz zaś na tapecie jest film Agnieszki Holland pt. „Zielona Granica”. Zjednoczonej Prawicy tak bardzo się śpieszyło z hejtowaniem filmu, że nie poczekali nawet do momentu, w którym film można było obejrzeć (i wymiotowali na ten film po obejrzeniu trailera). Przyznam się wam szczerze, że filmu nie widziałem jeszcze, ale prawica robi wszystko, żeby mnie zachęcić do jego obejrzenia. Nawiasem mówiąc, niespecjalnie mnie zdziwiło to wzmożenie prawicowe. Prawda jest bowiem taka, że nie po to się wprowadzało stany wyjątkowe i nie wpuszczało dziennikarzy (poza rządowymi) na te tereny, żeby potem ktoś ludziom pokazywał, co się tam działo. Jeżeli ktoś o prawicowych poglądach chciałby się w tym miejscu wzmożyć, to ja zagrywam kartę „chłopski rozum”: gdyby wszystko na granicy odbywało się zgodnie z obowiązującym prawem, to nikt nie wykopywałby stamtąd dziennikarzy, bo nie byłoby ryzyka, że opowiedzą o czymś, o czym suweren (zdaniem władzy) nie powinien wiedzieć. W pewnym momencie władza uznała, że przed filmem powinno się puszczać „specjalny spot”. Sekundę po tym pojawiły się komentarze, w których stało, że może od razu „Polską Kronikę Filmową” powinni przed tym filmem puszczać. Żeby nie przedłużać: prawica po raz kolejny wypromowała film. 

Skoro zaś już jesteśmy przy temacie „Zielonej Granicy”, to dzisiaj (tj. w środę) Robert Bąkiewicz zapowiedział, że pozwie Holland i Stuhra za jeden z dialogów w filmie dlatego, że w jego opinii brzydko się tam na temat jego marszu wypowiadali (gdyby tylko równie energicznie reagował na celtyki na tych marszach, być może nikt by nie opowiadał o tym, co tam widział). Tak, dobrze przeczytaliście, Bąkiewicz chce pozwać kogoś za to, że nie podobał mu się fragment filmu. Jeżeli PiS dostanie do dyspozycji trzecią kadencję i uda mu się wreszcie „zreformować sądownictwo”, to tego rodzaju pozwy będą codziennością (tak samo, jak orzekanie po myśli władzy, bo przecież nie po to się to sądownictwo „reformuje”, żeby potem przegrywać procesy sądowe, prawda?).  Nawiasem mówiąc, tenże sam Bąkiewicz, który tak bardzo chce „dochodzić sprawiedliwości”, wytarł sobie cztery litery wyrokiem sądu po przegranej w trybie wyborczym. Tu gdzieś chyba jest ironia, ale nie jestem w stanie jej znaleźć.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Temat sądów i „Zielonej Granicy” jeszcze nie może zostać zamknięty, bo w ramach prawicowego wzmożenia, Zbigniew Ziobro zrobił to, co robił od zawsze, czyli powiedział o wiele słów za dużo i był łaskaw przyrównać Agnieszkę Holland do nazistowskich propagandystów (co prawda słowo „nazizm” nie padło, bo prawica nadal dzielnie gumkuje to pojęcie w debacie publicznej, ale odniesienie do III nie pozostawiało wątpliwości odnośnie tego, o co chodzi). Potem zaś zaczął się wzmagać jeszcze bardziej i robić sobie heheszki pt. „mieli mnie pozwać, a jednak nie pozwali”. Parę godzin później u tego samego Ziobry wystąpił incydent kałowy, bo sąd orzekł, że Ziobro nie może, wypowiadając się na temat Agnieszki Holland, rzucać porównaniami do zbrodniczych reżimów. Spora część naszych dzielnych mediów przedstawiła to tak, że  (uwaga, będzie capslock) SĄD ZABRONIŁ ZIOBRZE WYPOWIADAĆ SIĘ NA TEMAT FILMU HOLLAND! Przyznam szczerze, że wpędziło mnie to w iście Szekspirowskie rozterki. No bo z jednej strony, sąd nie zabronił mu się wypowiadać na temat filmu, ale z drugiej strony, jeżeli popatrzymy na to, co do tej pory mówił, to wychodzi na to, że chyba jednak zabronił. Nawiasem mówiąc, cieszy mnie to, że Ziobrze i jego kolesiom czasem zdarza się wypowiedzieć kilka słów za dużo na temat ludzi, którzy mają pieniądze na to, żeby ich pozywać.

Jakiś czas temu Episkopat wydał „wytyczne” w temacie tego, na kogo powinni głosować katolicy. Tl;dr: mają głosować na Zjednoczoną Prawicę. Wspominam o tym tylko i wyłącznie dlatego, że pomimo takiego, a nie innego stanowiska KEP, część polityków opozycyjnych zachowuje się tak, jak gdyby wcale nie widzieli takich deklaracji. Biorąc pod rozwagę to, że (w wymiarze politycznym) Kościół stara się działać na szkodę tych partii, można dojść do wniosku, że mamy do czynienia z Syndromem Sztokholmskim. 

Jedną ze specjalnych umiejętności Zjednoczonej Prawicy jest umiejętność psucia dosłownie wszystkiego, czego się tylko dotkną. Dokładnie to stało się ze stosunkami Polska – Ukraina, które to stosunki po lutym 2022 były bardzo, ale to bardzo dobre (z przyczyn, które są na tyle oczywiste, że nie będę się o nich rozpisywał). Gdyby Zjednoczona Prawica działała w sposób sensowny, to praktycznie od razu po ataku Rosji na Ukrainę, jakaś grupa ekspertów by sobie siadła i wykoncypowała, jak to zrobić, żeby dało się jakoś ukraińskie zboże przewozić przez Polskę i żeby przypadkiem nie doszło do „zalania” polskiego rynku tym zbożem. Ponieważ Zjednoczona Prawica jest Zjednoczoną Prawicą, skończyło się to zalaniem polskiego rynku (spadkiem cen), embargiem i pogorszeniem stosunków z Ukrainą. Fanem Tuska nie byłem, nie jestem i nie będę, ale miał sporo racji, gdy mówił o tym, że zamiast ogarniać tego rodzaju tematy, wierchuszka Zjednoczonej Prawicy wolała sobie robić fotki.

To ochłodzenie stosunków ma również drugą przyczynę. Otóż (cytując Beatę Szydło) „wydaje się, że prezydent Zelenski fokusuje się na Niemcy”. Przyznam się wam szczerze, że ja się tym tematem średnio interesowałem, ale jak tak się na to wszystko popatrzy z punktu widzenia Ukrainy, to nietrudno zrozumieć to „fokusowanie się”. Po pierwsze, obecne polskie władze są całkowicie nieobliczalne i nieprzewidywalne. Po drugie, z jednej strony partia Kaczyńskiego opowiada o tym, że Rosja jest zła, a z drugiej (pozwolę sobie sparafrazować Beatę Szydło) fokusuje się na skrajną prawicę w innych krajach, która to skrajna prawica jest proPutinowska. Po trzecie, obecne władze naszego kraju są skonfliktowane praktycznie ze wszystkimi innymi krajami. Po czwarte (trochę się to przeplata z punktem pierwszym), ciężko planować długofalową współpracę ze środowiskiem, które jest zarządzane przez typa zupełnie odklejonego od rzeczywistości. Nieśmiało przypominam, że Kaczyński w trakcie wizyty w Ukrainie (nie konsultując tego z nikim) nagle wypalił, że on to widzi tak, że potrzebna jest misja pokojowa NATO. Po piąte, władze Ukrainy na pewno miały w pamięci to, jak bardzo mocno partia Kaczyńskiego kibicowała Donaldowi Trumpowi w trakcie wyborów w 2020. Po szóste, Ukraińcom na pewno nie umyka to, że PiS jest skonfliktowany z Unią Europejską (i powiela rosyjskie narracje antyunijne). I tak bym sobie mógł dalej wyliczać. Tl;dr: dziwnym nie jest, że Ukraina woli swoją przyszłość wiązać z bardziej stabilnymi „ośrodkami władzy”.

Rządowy agitprop przez te 8 last stosował całą masę różnych technik perswazyjnych i od groma sztuczek, które miały za zadanie odpowiednio „ustawić” odbiorców. Przykładowo: ktoś krytykuje polityków Zjednoczonej Prawicy? Nie! Tak naprawdę to on krytykuje Polskę! Politycy opozycji rozmawiają o sytuacji w naszym kraju z partnerami w UE? Nie! Tak naprawdę to oni SZKALUJĄ POLSKĘ! W tym miejscu pora na ciekawostkę historyczną. Swego czasu, podobną technikę stosował Iosif Wissarionowicz Dżugaszwil. Otóż, w czasie, w którym jeszcze dało się go krytykować i nie ryzykowało się łagrem (tzn. ryzykowało się, ale się o tym nie wiedziało), ten przemiły jegomość krytykę przeformułowywał tak, że wychodziło na to, że to nie jego krytykują, ale Lenina (a na to przyzwolenia nie było, oj nie było), no ale to dygresja tylko. O ile mnie pamięć nie myli, kiedyś się politycy Zjednoczonej Prawicy oburzali na to, że ktoś miał czelność powiedzieć „rząd PiSu”, a nie „polski rząd”. Czasami te techniki były naprawdę zabawne. Kilka razy (niestety nie porobiłem sobie zapasów linkowych i teraz tego nie mogę wykopać) zdarzyło mi się natrafić na łamiące artykuły z równie łamiącymi tytułami, w których opozycji stawiano zarzut taki, że opozycja chce rządzić w Polsce (przejąć władzę/etc.). Innymi słowy, chodziło o wdrukowanie ludziom w głowy tego, że „normą” są rządy PiSu, a cała reszta to jakieś odstępstwa od tej normy. Czemu o tym wspominam? Myślałem, że nie zapytacie. Otóż, w kontekście pogarszających się relacji na linii Polska – Ukraina jedna z rządowych mediaworkerek napisała na Eloneksie (niegdysiejszy Ćwiter), że w Brukseli się nieoficjalnie mówi (czytaj: ktoś z PiSu sobie wymyślił), że Niemcy i Francja obiecały Ukrainie szybki akces do UE, jeżeli ta pomoże w (werble) „obaleniu obecnego polskiego rządu”. Abstrahując od tego, że od takich narracji wieje onucą, warto zwrócić uwagę na to, jakiego języka użyła Dominika Cosic do opisu zbliżających się wyborów. Bo wiecie, dla nas to są po prostu wybory (niezbyt uczciwe, tym niemniej), a dla niej to może być próba obalenia obecnego polskiego rządu.

Za każdym razem, gdy PiS zaczyna się wzmagać w poszukiwaniu „politycznego złota”, równolegle puszczane są do dziennikarzy bzdury na temat tego, że „PiS ma wewnętrzne badania, z których wynika, że ten, czy inny temat da im 2-3% więcej głosów”. Czasem nie podaje się szczegółów „procentowych”, tylko pojawiają się wzmianki, że „od tego PiSowi wzrośnie”. Dziennikarzom, którzy o tym piszą (i komentariuszom, którzy się na to łapią) umyka ten drobny szczegół, że gdyby to była prawda, to PiS (biorąc pod rozwagę ile tematów już zostało „przepalonych”) miałby już gdzieś tak z 60% poparcia. W tym miejscu pozwolę sobie na kilka śmiałych pytań. Być może nie ma żadnych wewnętrznych sondaży? Być może politycy PiSu celowo wprowadzają w błąd dziennikarzy (po to, żeby ci to „podali dalej” i wprowadzali w błąd opinię publiczną)? Być może, ach być może, chodzi po prostu o próbę skonfliktowania wewnętrznie elektoratu opozycyjnego? No bo wiecie, skoro Kaczyński (Genialny Strateg, specjalista ds. szachów 5D) wszystko to przewidział i przekalkulował, to znaczy, że tego, czy tamtego nie wolno robić, bo od tego PiSowi wzrośnie, prawda, bo „nie czas to i nie miejsce”. I absolutne zero refleksji się pojawia w temacie tego, że liczba tych wewnętrznych sondaży jest podejrzanie duża, a te „zewnętrzne” się z tamtymi nie pokrywają.

Zupełnie bez związku ze zbliżającymi się wyborami (a przepraszam, ze zbliżającą się próbą obalenia obecnego polskiego rządu), obniżone zostały ceny paliwa. Jest to o tyle zabawne, że Daniel Obajtek pod koniec 2022 roku opowiadał na ćwitrze, że nie można „zbytnio ingerować w wolny rynek” i „sztucznie obniżać” cen paliw, bo może się to skończyć „katastrofą paliwową” tak, jak u Węgrów.


Źródło:

https://tvn24.pl/polska/hpv-szczepienia-dla-dzieci-w-wieku-12-i-13-lat-ministerstwo-edukacji-i-nauki-odmawia-promocji-szczepien-donosi-dgp-7352369

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9300962,ministerstwo-zdrowia-kupuje-szczepionki-na-hpv-mein-odmawia-promocji.html

https://www.wprost.pl/kraj/11401270/decyzja-mswia-ws-zielonej-granicy-przed-filmem-bedzie-wyswietlany-specjalny-spot.html

https://film.interia.pl/wiadomosci/news-robert-bakiewicz-idzie-do-sadu-chodzi-o-slowa-macieja-stuhra,nId,7052869

https://wydarzenia.interia.pl/raport-wybory-parlamentarne-2023/news-bakiewicz-przegral-proces-nie-zamierza-wykonac-wyroku-sadu,nId,7041037

https://twitter.com/PatrykSlowik/status/1706641134460502426

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2023-09-21/episkopat-z-wytycznymi-przed-wyborami-tak-powinien-glosowac-katolik/?ref=slider

https://www.pap.pl/aktualnosci/beata-szydlo-wydaje-sie-ze-prezydent-zelenski-fokusuje-sie-na-niemcy-ogromny-blad

https://www.money.pl/gospodarka/te-prawa-musza-byc-rozne-tusk-o-swiadczeniach-dla-ukraincow-w-polsce-6945244034554688a.html

https://twitter.com/dominikacosic/status/1706286112208011607

https://twitter.com/synczeslawa/status/1705195262992400546

https://www.money.pl/gospodarka/polacy-rozszyfrowali-obnizki-na-stacjach-paliw-korzystaja-poki-moga-6945474020162304a.html

https://twitter.com/TygodnikNIE/status/1707277676132675825

wtorek, 3 sierpnia 2021

Hejterski Przegląd Cykliczny #80

O tym, jak bardzo Zjednoczona Prawica nie potrafiła ogarnąć pandemii wspominałem w swoich głośnych tekstach wielokrotnie. Jak się tak te ich dokonania obserwowało z boku, to człek był prawie pewien, że szczepienia też spierdolą. Niemniej jednak miałem nadzieję, że będzie inaczej. Wiadomym jest, że obecna władza przejmuje się tylko i wyłącznie tym, co wpływa na jej słupki wyborcze (a przeca widzą, że kilkadziesiąt tysięcy zgonów, do których doprowadziły ich własne działania ni cholery im nie zaszkodziło), tym samym można bezpiecznie założyć, że Zjednoczona Prawica ma zamaszyście wyjebane na to, czy niski poziom wyszczepienia przełoży się na tysiące, czy też na dziesiątki tysięcy ofiar. Ja to wszystko wiem, ale miałem nadzieję, która brała się stąd, że Zjednoczona Prawica postawiła teraz praktycznie wszystko na ten swój Nowy Ład. Wyżej wymieniony ład do funkcjonowania będzie potrzebował dobrze działającej gospodarki. Dobrze działająca gospodarka zaś wymaga jako takiej stabilności, która to stabilność wymaga poradzenia sobie z pandemią. Owszem, do tej pory udało się gospodarkę utrzymać na jako-takim poziomie, ale jeżeli mielibyśmy się bujać na kolejnych falach, to nasza gospodarka może zrobić reenacting „Tragedii Posejdona”, a z rozjebaną gospodarką raczej się im ten „Nowy Ład” nie zepnie finansowo. Ja wiem, że rządząca nami partia nie składa się z najostrzejszych ołówków, ale nawet te matoły muszą być świadome tego, o czym przed momentem napisałem. Mimo tego do szczepień władza podeszła tak, jak do wszystkiego innego: wszystko zrobiono na odpierdol się, a całą resztą (tzn. tłumaczeniem, że to kolejny sukces rządu) zajęła się machina propagandowa. Cebulą na torcie propagandy sukcesu był artykuł, który pojawił się na moim ulubionym portalu „w Polityce”: „NASZ SONDAŻ. Rekordowe oceny Narodowego Programu Szczepień! Szybko przybywa ocen pozytywnych, ubywa negatywnych. SPRAWDŹ”. Widać więc wyraźnie, że władzy nie zależy jakoś specjalnie na tym, żeby szczepienia szły dobrze, bo bardziej przejmują się tym, co suweren sądzi na temat tychże szczepień.


W jednym ze swoich wcześniejszych (rzecz jasna, głośnych) tekstów opisałem jedną z bardziej kretyńskich narracji, zaserwowanych nam przez rządowe media, w myśl której to narracji w kwestii szczepień to „Niemców już nie ma”, bo tam szczepienia idą tak źle, że młodzi Polacy, którzy tam mieszkają, przyjeżdżają się szczepić do Polski. Idiotyzm tej narracji polegał na tym, że te „opóźnienia”, przez które młodzi musieli jechać do Raju Na Ziemi (czytaj: do Polski) celem zaszczepienia się, świadczyły tylko i wyłącznie o tym, że w Niemczech zainteresowanie szczepieniami w tzw. „grupach priorytetowych” jest znacznie większe niż w Polsce. Co jakiś czas wchodzę sobie na stronę, na której wrzucane są zbiorcze dane, dzięki którym można  zobaczyć, jak sobie świat radzi ze szczepieniem (link w źródłach znajdziecie) i im dłużej trwają szczepienia, tym bardziej widać, jak bardzo Zjednoczonej Prawicy nie wyszedł Narodowy Program Szczepień. Ponieważ rządowe mendia porównywały Polskę do Niemiec, zrobimy to samo. Jeżeli chodzi o odsetek całkowicie zaszczepionych (tak więc, dwie dawki, bądź też jedna JJ) to w Niemczech jest to 49,4%, zaś w Polsce 44,7%. W przypadku osób zaszczepionych przynajmniej jedną dawką procenty prezentują się następująco: Niemcy 60,9%, Polska 47,6%. Różnica między „całkowicie zaszczepionymi” a zaszczepionymi „przynajmniej jedną dawką”, to osoby, które czekają na drugą dawkę szczepionki. Z tych danych widać wyraźnie, że narracje o końcu Niemiec były mocno przesadzone.


Z tych danych wynika, że władze powinny podjąć jakieś środki zaradcze (czy tam „wdrożyć strategię naprawczą”). Co zaś robią władze? Cieszę się, że o to zapytaliście. Otóż, nasze władze opowiadają o tym, ze „nic nie mogą zrobić”. Jakiś czas temu pojawił się pomysł, żeby (tak jak we Francji) wprowadzić ograniczenia dla osób niezaszczepionych (nie jesteś zaszczepiony? To nie pójdziesz do knajpy/kina/etc.). Jaka była reakcja rządu? Ano taka: „Z obawy przed społecznym buntem - tak nieoficjalnie przyznają współpracownicy premiera Morawieckiego - rząd nie wprowadzi dostępności niektórych usług tylko dla zaszczepionych.”. Nie wiem, jak wam, ale mnie kojarzy się to z narracjami, którymi tłumaczono to, czemu nie testowano przyjeżdżających z Wielkiej Brytanii (gdy szalał sobie tam w najlepsze wariant brytyjski). Dla przypomnienia, Stanisław Karczewski tłumaczył to tak, że gdyby tych ludzi testowano, to wylałaby się na rząd fala hejtu. W przypadku dyskusji o wprowadzeniu „modelu francuskiego” mamy dokładnie taką samą śpiewkę. Edycja. Już po napisaniu powyższego kawałka okazało się, że rząd debatuje sobie wewnętrznie nad tym „jak sobie poradzić z czwartą falą”: „To decyzja, która byłaby daleko idąca, ale nie mogę w pełni wykluczyć takiego wariantu – powiedział rzecznik rządu Piotr Müller, pytany o możliwość wprowadzenie w Polsce modelu francuskiego, zgodnie z którym dostęp do niektórych miejsc możliwy jest tylko dla osób zaszczepionych.”  


Przyznam szczerze, że ciekaw jestem, skąd ta nagła odmiana i czy faktycznie była to jakaś odmiana, czy też rząd celowo opowiadał „nieoficjalnie” dziennikarzom o tym, że model francuski jest wykluczony, żeby sprawdzić jaka będzie reakcja suwerena. Co będzie dalej? Nie mam pojęcia. Jak już wspomniałem wcześniej, dotychczasowe działania rządu (w ramach walki z pandemią) wskazują na to, że rząd zjebie wszystko, co może zostać zjebane. Poza wszystkim innym, wprowadzenie modelu francuskiego wymagałoby skrócenia smyczy duetowi Siarkowska&Kowalski, który to duet walczy z kolejną ideologią (tym razem jest to „ideologia sanitaryzmu” [w telegraficznym skrócie, chodzi o walkę z regulacjami, które ratują ludziom zdrowie i życie, tak więc na prawicy bez zmian]). Wymagałoby to aktywnej walki z dezinformacją na temat szczepień, która szerzy się pod każdym, kurwa, artykułem (ludziom o mocnych nerwach polecam poczytanie komentarzy pod artykułami na Interii). Co prawda nie mam na to żadnych twardych dowodów, ale tak na mój podkarpacki rozum, te komentarze nie są „przypadkowe”. Przebrnąłem przez sporą ich liczbę  i widać wyraźnie, że są one nakierowane na wychwytywanie nieścisłości w przekazach medialnych. Ponieważ zaś polskie media temat pandemii potraktowały jak każdy innych (czyli: byle się klikało), to takich niespójności jest od cholery i na tych niespójnościach żerują ktosie, koordynujący tę konkretną akcję dezinformacyjną. Wprowadzenie modelu francuskiego wymagałoby od władz wydania Prezydentowi RP polecenia służbowego, w którym by stało, żeby łaskawie nie wypowiadał się w temacie szczepień i żeby zabronił wypowiadania się w tym temacie swoim doradcom. Byłoby to wskazane ze względu na to, że zarówno Prezydent RP, jak i jego doradcy, wygadują straszliwe brednie (jest to, rzecz jasna, najmniejsze zaskoczenie świata). Na ten przykład, Paweł Mucha był łaskaw powiedzieć, że: „Powszechny obowiązek szczepień na #COVID-19 mógłby być niezgodny z Konstytucją”. Nie jestem specem i nie mam pojęcia, jak się ma Konstytucja do szczepień (nie znam się na regulacjach), jednakowoż ten konkretny dupochron („nic nie możemy”) jest dość zabawny ze względu na to, że po wyborach w 2015 w Polsce, zamiast Konstytucji, obowiązywać zaczęło Lex Kaczyński, no ale to dygresja jest.


Żeby wprowadzić model francuski nasi rządzący musieliby zrobić coś, na co się do tej pory nie zdecydowali. Tym czymś jest wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych, które potem utrzymywałyby się w sądzie. Teraz bowiem było tak, że kto chciał, ten przestrzegał obostrzeń, a kto nie chciał (i było go stać na prawników) ten nie przestrzegał, a potem szedł do sądu i wygrywał w nim z Państwem Teoretycznym. Taką anecdatę wam tu zaprezentuję, celem zobrazowania całej sprawy. Siłownia, na którą sobie chodzę, w trakcie lockdownu była zamknięta. Po tym, jak się lockdown skończył, okazało się, że część (acz niewielka bardzo) stałych bywalców przeniosła się do innej. Powodem było to, że właściciel tej innej miał wyjebane na lockdown. Co prawda dostał jakieś tam kary, ale potem poszedł do sądu i już ich nie miał. Szczerze wątpię w to, żeby był to odosobniony przypadek. Jeżeli Zjednoczona Prawica zdecyduje się na wprowadzenie modelu francuskiego i nie pójdą za tym odpowiednie regulacje prawne, to wprowadzanie tegoż modelu będzie cokolwiek bezsensowne. Już po napisaniu powyższego kawałka tekstu objawił się w mediach Tusk, który wyjaśniał, że powinno się ludziom tłumaczyć, dlaczego szczepienia są ważne (z czym się zgadzam), ale nie powinno się ich do niczego zmuszać (z czym się, kurwa, nie zgodzę). Jeżeli bowiem do tej pory ktoś nie jest przekonany, to znaczy, że nie zrobiła na nim wrażenia covidowa hekatomba, a z tego z kolei wynika, że raczej się takiej osoby do niczego nie przekona, bo ciężko byłoby znaleźć „mocniejsze” argumenty. Gdyby to przekonywanie wjechało w momencie, w którym było już wiadomo, że szczepionka zostanie ogarnięta (nieśmiało przypominam, że opinie na temat tego, czy w ogóle doczekamy się opracowania szczepionki, były podzielone) mogłoby odnieść skutek. Problem polega na tym, że zupełnie to olano, a internety (i nie tylko) zostały zdominowane przez akcje dezinformacyjne. Ujmując rzecz innymi słowy, na przekonywanie jest za późno, teraz powinno się chronić społeczeństwo.


W ramach rozważań okołoszczepionkowych chciałbym kilka słów na temat Janusza Kowalskiego popełnić. Tak sobie dumam, że oni w tej Solidarnej Polsce mają jedną sztancę, spod której wychodzą ich politycy i polityczki. Praktycznie każdy/każda z nich charakteryzuje się tym, że nie posiada własnych poglądów. Oni się składają wyłącznie z marketingu politycznego. Na nasze wspólne nieszczęście Solidarna Polska stara się (od początku swojego istnienia) pokazać, że jest bardziej hardkorowa od PiSu (a teraz walczy o elektorat z Konfederacją). Weźmy na ten przykład, takiego Janusza Kowalskiego. Gdy do Polski wjechały pierwsze szczepionki, pan Janusz zapowiedział, że on się nie zaszczepi, bo „takie są jego poglądy”. Minęło kilka miesięcy i okazało się, że pan Janusz się jednak zaszczepił.  Tłumaczył to, a jakże, tym, że ma takie, a nie inne poglądy. Czy w jakikolwiek sposób odniósł się do swoich wcześniejszych zapewnień? Owszem: „W rozmowie z Interią Kowalski przekonywał, że „bardzo skuteczna była reklama Cezarego Pazury”. - Skoro Kiler się nie boi to i Kowalski się nie boi – mówił”.


Tak więc, widzicie, Janusz Kowalski się wahał, ale przekonał go spot z Cezarym Pazurą (mam za swoje,bo hejtowałem te spoty). Tylko, że to bzdura. Z politykami i polityczkami Solidarnej Polski (nie tylko z nimi, ale akurat nad nimi się pastwimy) jest ten problem, że większość z nich sprawia wrażenie (eufemizując) nie do końca rozgarniętych. Bardzo, ale to bardzo kuszące jest przestawienie sobie samemu w głowie przełącznika i myślenie o Januszu Kowalskim w takich kategoriach. Bo może i faktycznie w ogóle się nie interesował szczepieniami i ten spot go przekonał? Niestety, prawda jest taka, że tym osobom, zgromadzonym pod szyldem Solidarnej Polski, właśnie o to chodzi. Oni celowo udają kretynów. Nie chciałbym być źle zrozumiany. To nie jest tak, że ja ich uważam za jakichś geniuszy. Nic z tych rzeczy. Uważam jednakowoż, że mimo tego, że nie są najbystrzejsi, to są na tyle bystrzy, żeby wiedzieć, że opłaca się im udawać kretynów. Opłaca się im to dlatego, że kretynów żaden z konkurentów politycznych (zarówno we własnej partii, jak i w innych) nie będzie traktował poważnie i nie będzie się ich obawiał. Tak też było z PiSem, który w 2019 po wyborach obudził się w sytuacji, w której Solidarna Polska poprawiła swój stan posiadania w Sejmie. Solidarna Polska postawiła na budowanie rozpoznawalności i okazało się to kluczowe. Czemu? Ano temu, że żelazny elektorat Zjednoczonej Prawicy nie zwykł kwestionować wyborów personalnych Kaczyńskiego. Jeżeli Kaczyński uznał, że na listach wyborczych pojawiają się takie, a nie inne nazwiska, to znaczy, że wszyscy ci ludzie są zajebiści. Owszem, istotną rolę w wyborach odgrywa czasami regionalizacja (głosujemy se na posła X, bo on z naszego miasta/etc.), ale w tym przypadku też o rozpoznawalność chodzi, bo na „swoich” głosujemy dlatego, że ich „znamy”. Biorąc to wszystko pod rozwagę, jeżeli startuje się z takiej listy, to rozpoznawalność jest wszystkim. A w jaki sposób można najszybciej i najskuteczniej zbudować w Polsce rozpoznawalność, jak nie wygadując idiotyzmy (które media zaraz rozrzucą wszędzie, by klikało się lepiej)? Janusz Kowalski może i nie jest najbystrzejszy, ale nawet on zdaje sobie sprawę z tego, że szczepionki ratują życie. Gdyby sobie z tego sprawy nie zdawał, to by się nie zaszczepił. Czemu więc nadal walczy z „sanitaryzmem”? Bo buduje sobie w ten sposób rozpoznawalność. Czy ma świadomość tego, że jego działania mogą sprawić, że jakaś liczba ludzi umrze (bo uwierzą w wygadywane przez niego brednie)? Owszem. Czy ma to w dupie? Oczywiście.


Ta zmienność „poglądów” w przypadku członka Solidarnej Polski nie powinna nikogo dziwić. Wystarczy bowiem przypomnieć sobie to, jaką opinie na temat szczepień miał Doktor Chłopak z Biedniejszej Rodziny. Otóż, w 2015 bardzo mocno wspierał Justynę Sochę z pewnego stowarzyszenia, którego nazwy nie będę wymieniał, bo szkoda mi na to literek. Doktor Chłopak z Biedniejszej Rodziny narzekał wtedy  na „przymus szczepień” i twierdził, że powszechny obowiązek szczepień to „absolutne nadużycie”. Trzy lata później Doktor Chłopak z Biedniejszej Rodziny był kandydatem na prezydenta Warszawy i jako taki, miał już zupełnie inne poglądy w kwestii szczepień. Czemu? Ano temu, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wcześniej stanął po stronie ciężkiego foliarstwa i że jeżeli nadal będzie utożsamiany z tymże foliarstwem, to nie będzie miał szans w wyborach w stolicy. Tak więc dokonała się w nim duchowa (czytaj: marketingowa) przemiana i nagle okazało się, że został gorącym orędownikiem szczepień. Teraz warto sobie zadać pytanie: czy gdyby było mu to do czegoś potrzebne, to czy zmieniłby „poglądy” po raz kolejny? Jestem o tym, kurwa, przekonany.


Kończąc ten kawałek Przeglądu (który rozrósł się mi bardzo) wróćmy do rozważań w kwestii tego, czy „będzie Paryż w Warszawie”. Gdybym miał teraz coś sobie tutaj na użytek mojego pisania wyprognozować, to prognozowałbym, że go nie będzie, a jeżeli nawet ogłoszone zostanie wprowadzenie modelu francuskiego, to wprowadzony zostanie tak samo, jak wszystkie wcześniejsze obostrzenia (tak więc, jeżeli ktoś nie będzie chciał ich przestrzegać i będzie miał pieniądze na prawników, to będzie mógł je mieć w dupie). I ja naprawdę chciałbym się pomylić, ale po prostu ilość wysiłku, który Zjednoczona Prawica musiałaby włożyć w to, żeby ogarnąć ten model francuski jest tak duża, że raczej nie będzie im się chciało. Gdyby chociaż od tego wysiłku miały im urosnąć słupki wyborcze, to może bym miał nieco insze zdanie w tej materii. Jednakowoż w sytuacji, w której musieliby walczyć z częścią swojego własnego elektoratu, raczej nie będzie im się chciało. Co prawda, mogliby w ten sposób ocalić sporo ludzi, ale to nigdy nie był dla nich priorytet.


Wydaje mi się, że z tematyką szczepień idealnie można połączyć kolejny kawałek Przeglądu, w którym (po raz kolejny) pochylę się nad wybitną jednostką, którą jest obecny Rzecznik Praw Prawicy (niegdyś: Rzecznik Praw Dziecka). Zjawiskowe jest to, jak bardzo ten człowiek nie nadaje się na swoje stanowisko. Zjawiskowe, nawet jeżeli weźmiemy pod rozwagę politykę kadrową Zjednoczonej Prawicy. Jakiś czas temu wyżej wymieniony rzecznik zabrał głos w sprawie szczepienia dzieci i był to głos spektakularny, albowiem stwierdził on, że szczepienia dzieci to eksperyment. I w tym miejscu pozwolę sobie na podwójną dygresję. Po pierwsze, za każdym razem, gdy mam zacytować jakąś kretyńską wypowiedź, zastanawiam się nad tym, czy w ogóle ją cytować. Problem polega bowiem na tym, że ludziom, którzy wrzucają te wypowiedzi do debaty publicznej zależy na tym, żeby dotarły one do jak najszerszej liczby odbiorców. Ponieważ jestem tego świadomy, czasem wolę pobawić się w parafrazowanie. Po drugie, warto wspomnieć o tym, że rzecznik, nad którym się pastwimy, kilka miesięcy wcześniej miał inne zdanie na temat szczepień: „Zaufajmy specjalistom, bo pandemia zagraża życiu nas wszystkich, i to na całym świecie”. Wydaje mi się, że w tym przypadku nie mamy do czynienia ze „zmianą poglądów” w ujęciu Solidarnej Polski, ale z realną zmianą poglądów. Ta konkretna zmiana poglądów pokazuje, jak bardzo skuteczna jest dezinformacyjna kampania antyszczepionkowa. W najmniejszym stopniu nie dziwi mnie to, że fundamentalista religijny dał się przekonać tejże kampanii. Tak się bowiem składa, że polski Kościół od dawna podważał zaufanie do medycyny. Co prawda nie chodziło o medycynę jako taka, ale o tę „złą”, która sprawiła, że możliwe jest zapłodnienie in vitro.


Metodę tę Kościół krytykował najpierw w sposób, że tak to ujmę „religijny”, ale ponieważ było to przekonywanie przekonanych, sięgnięto potem po argumenty, które co prawda nie mają nic wspólnego z medycyną, ale „wyglądają” na medyczne. W 2013 głośno zrobiło się o pewnym duchownym (Franciszek Longchamps de Bérier), który w wywiadzie dla jednej z prawicowych gadzinówek stwierdził, że jeżeli chodzi o dzieciaki z in vitro, to część lekarzy jest w stanie od razu rozpoznać, że taki dzieciak jest „z in vitro”, bo niektóre z tych dzieci mają „bruzdy dotykowe”. Ponieważ jego wypowiedź wywołała spore oburzenie (teraz pewnie dostałby medal od Ziobry), potem tłumaczył, że ktoś w wywiadzie coś pozmieniał, ale nadal opowiadał o tym, że w sumie to jeżeli chodzi o in vitro, to trzeba być świadomym zagrożeń „medycznych” etc. Tego rodzaju narracja w „prawym” internecie (szczególnie w jego fundamentalistycznych odmętach) to standard. Moja ulubiona to ta, w której tłumaczy się czytelnikowi, że to in vitro to teraz może i niegroźne, ale prawdziwe, negatywne efekty może być widać dopiero za trzy pokolenia. Jest to moja ulubiona narracja, ponieważ  jest bardzo bezpieczna dla wygłaszających ją osób ze względu na to, że jak już się pojawi to trzecie pokolenie i będzie widać wyraźnie, że to były bzdury, to o autorach tych wypowiedzi nikt nie będzie pamiętał (kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że podobna argumentacja [w trzecim pokoleniu będzie widać efekty!] pojawiła się kiedyś w kręgach krytycznych względem GMO). Tych quasimedycznych argumentów było sporo i one sobie wszystkie siedzą w głowach naszych rodzimych fundamentalistów. I w tym momencie, wchodzi antyszczepionkowa kampania dezinformacyjna, cała na biało i pompuje fundamentalistom do łbów praktycznie te same argumenty (zmienianie DNA/etc.), ale odnoszące się do szczepień. W kontekście powyższego, nikogo nie powinno dziwić to, że Mikołaj Pawlak (który przez wiele lat był poddawany religijnej indoktrynacji) zmienił zdanie w kwestii szczepień.


Wypowiedź Pawlaka była do tego stopnia idiotyczna, że odciął się od niej Premier Tysiąclecia, który stwierdził, że rzecznik nie przemawia w imieniu rządu i że to jest tego rzecznika prywatna opinia i że w ich obozie są ludzie o „radykalnych poglądach w temacie szczepień”. No i wszystko pięknie, ale Premier Tysiąclecia zdaje się zapominać o tym, że to właśnie Zjednoczona Prawica tego konkretnego, uśpionego foliarza, posadziła na tym konkretnym stołku. To jest swoją drogą typowe dla tej władzy. Władza ta z jednej strony opowiada o tym, że kończy z „imposybilizmem”, ale z drugiej, ilekroć trzeba się wytłumaczyć z jakiegoś fuckupu, okazuje się, że ten fuckup to nie z winy partii rządzącej, że partia rządząca nic nie może zrobić, że wszystkiemu winna opozycja i że gdyby to ta opozycja rządziła, to byłoby znacznie gorzej. Zwalanie odpowiedzialności na opozycję za swoje własne fuckupy jest czasem bardzo, ale to bardzo spektakularne. Nie inaczej było w przypadku „Pancernego Mariana”. Najpierw go sobie Zjednoczona Prawica zrobiła szefem NIKu, potem (jak się głośno zrobiło o tym, że Banaś jest „Pancerny”) go broniła, a Genialny Strateg opowiadał o tym, że „ma wrogów i ci wrogowie mogą posunąć się do daleko idącej operacji”. Nieco później, jak się okazało, że postać Banasia jest jednakowoż, eufemizując, problematyczna, partia rządząca sobie wymyśliła, że zmieni Konstytucję, żeby wyjebać „Pancernego” ze stołka. Był to kolejny (z pierdyliona) przykładów na to, jakie obecna władza ma podejście do prawodawstwa (chodzi, rzecz jasna, o pisanie sobie prawa tak, żeby było dostosowane do obecnych potrzeb władzy), ale o tym konkretnym mechanizmie będzie w dalszej części. Ponieważ opozycja nie chciała się bawić w zmienianie Konstytucji, okazało się, że (a jakże) cała ta sprawa to „wina opozycji”. Jeżeli nie chcecie wierzyć mi na słowo, to uwierzycie Jackowi Sasinowi (aka The Seventy Million Zloty Man):  „Niestety wszystko wskazuje na to, że potrzebna byłaby zmiana konstytucji w celu odwołania Mariana Banasia, ponieważ te konstytucyjne gwarancje dla nieusuwalności prezesa NIK są bardzo mocne. Ustawą nie da się tego zmienić. Nie ma zgody opozycji, w związku z tym postawię tezę: Dzisiaj to opozycja niestety bierze odpowiedzialność za to, że pan prezes w dalszym ciągu będzie pełnił tę funkcję".


No dobrze, ale my tu nie o Banasiu, a o Rzeczniku Praw Prawicy. Jego wypowiedzi i ostatnie dokonania (o najbardziej spektakularnej deklaracji za moment będzie) na pierwszy rzut oka wyglądają tak, jak gdyby był to kolejny nie do końca przemyślany wybór, będący efektem połączenia chujowej polityki kadrowej z bardzo krótką ławką. Tyle, że to nie do końca prawda. Bo, co prawda, z jednej strony się Premier Tysiąclecia odcinał od rzecznika, ale z drugiej strony, rzecznik realizuje program partii. Weźmy, na ten przykład, jedną z jego ostatnich deklaracji: „Wystąpiłem do ministra Czarnka o rozszerzenie szkolnych programów nauczania o męczeństwo polskich dzieci w okresie II wojny światowej i latach powojennych. Muzeum Dzieci Polskich, którego budowę zainicjowałem, będzie centrum edukacyjnym dla uczniów.”. I znowuż, wydawać by się mogło, że to jest jakaś aberracja, która się w głowie rzecznika zalęgła i że się pewnie okaże, że to jest jego „prywatna opinia”, prawda? Jak to powiedział bohater jednego z filmów (który powinien być obowiązkowy dla każdego konesera chujni [„Smoleńsk”]): „to nie jest proste, a nawet wręcz przeciwnie”. Mam tutaj pytanie do tych z was, którzy w ramach lektur szkolnych przeczytali „Kamienie na Szaniec”. Jak czuliście się w trakcie lektury? Bo ja doskonale pamiętam, że byłem autentycznie zły. No bo z jednej strony barykady były dzieciaki, a z drugiej nazistowski aparat opresyjny. Śmiem twierdzić, że osoby, które umieściły tę pozycję na liście lektur, musiały wiedzieć, jakie ta lektura będzie wywoływać stany emocjonalne. Z tym muzeum i nauczaniem o męczeństwie dzieci chodzi dokładnie o to samo (tyle że „na sterydach”). Obecna władza nie pała miłością do naszego zachodniego sąsiada. Gdy obecne władze chcą pokazać, że ktoś jest zły, to dodają mu do nazwy słowo „niemiecki/niemiecka/etc.” (np. „niemieckie media”). Problem władz polega na tym, że jest to tylko częściowo skuteczne. O ile starsze pokolenia są mało odporne na taką retorykę, to młodsze mają tę retorykę w dupie i się z niej nabijają. Ponieważ nie rokuje to dobrze na przyszłość, rząd postanowił jakoś temu przeciwdziałać. W telegraficznym skrócie, chodzi o to, żeby doprowadzić do tego, żeby młodzież na hasło „to niemieckie media”, „ten polityk służy niemieckim interesom”, etc., reagowała tak, jak antyszczepionkowcy na punkty szczepień. Te działania to kolejny dowód na to, że partia rządząca nie chce się rozstawać z władzą w dającej się przewidzieć przyszłości.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!


https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Skoro jesteśmy przy chujowej polityce kadrowej Zjednoczonej Prawicy, pozwolę sobie pochylić się nad typem, którym Zjednoczona Prawica chciała zastąpić Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. Ja sobie doskonale zdaję sprawę z tego, że Saryusz-Wolski nie miał najmniejszych szans, ale zdaje sobie również sprawę z tego, że Zjednoczona Prawica miała na ten temat insze zdanie (i jakaś część jej polityków uwierzyła w to, że uda się go na ten stołek wsadzić). Czemu w ogóle o tym przypominam? Ano temu, że wszyscy się, kurwa, powinniśmy cieszyć z tego, że sprytny plan Zjednoczonej Prawicy się nie powiódł. Jakiś czas temu JSW udzielił wywiadu mojemu ulubionemu portalowi, który to portal bardzo lubię za to, że ma swoich czytelników za idiotów i stara się cały tekst streścić w tytule. Nie inaczej było w przypadku wywiadu: „Ukraina musi się przygotowywać do najgorszego możliwego scenariusza, czyli do wojny. My też. Jesteśmy w imadle”. Tak swoją droga, pewnie łatwo jest tego rodzaju idiotyzmy o przygotowywaniu się do wojny wygadywać, jak się ma 72 lata (bo człowiekowi w tym wieku mobilizacja nie grozi), no ale to dygresja tylko. Jak to przed momentem wspomniałem, powinniśmy się cieszyć z tego, że ten człowiek nie został szefem RE, bo wtedy mielibyśmy do czynienia z jeszcze bardziej spektakularnymi wypowiedziami, z tą różnicą, że nie wypowiadałby ich szeregowy europoseł, a szef Rady Europejskiej.


Jakiś czas temu popełniłem byłem notkę na temat Wielkiego Zhakowanego (aka Michał Dworczyk) i teraz przyszła pora na mały follow up. Mniej więcej w połowie lipca polski rząd uznał, że zbyt mało się dzieje i zrobił jeden prosty trick, dzięki któremu można mieć pewność odnośnie tego, że treść maili, które się były pojawiały (i nadal się pojawiają) w internecie jest legitna. Otóż, rząd wpadł na genialny pomysł „skasowania internetu” i doprowadził do zablokowania kanałów na Telegramie, na którym to kanale pojawiały się owe maile: „Jak informuje Wirtualna Polska, urzędnicy kilku departamentów Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zasypywali Telegrama i inne instytucje mailami, by usunąć kanały.”. Zjawiskowe jest, kurwa, to, że partia, która swego czasu trzęsła internetami, teraz nie ogarnia ich tak bardzo, że ktoś tam, kurwa, wpadł na pomysł „jak to skasujemy z internetu, to już tego nie będzie”. Nie trzeba chyba wspominać, jaki był efekt końcowy tych starań i dlaczego tym efektem końcowym było to, że maile nadal pojawiają się w różnych miejscach? Przy okazji afery mailowej nie mogło zabraknąć ukochanej przez Zjednoczoną Prawicę „wielonarracji”. Tym razem zdecydował się na nią Zbigniew Ziobro: „Zapytany, czy Michał Dworczyk powinien podać się do dymisji, o co apeluje opozycja, odpowiedział: Jeśli śledztwo wykazałoby, że mamy do czynienia z profesjonalnymi działaniami służb rosyjskich GRU, które prowadzą na szeroką skalę zakrojone działania to może się okazać, że również ofiarami tego rodzaju działań padli politycy opozycji. Czy oni też będą się sami podawać do dymisji?”. Szanuję tę wypowiedź jak pojebany (padła ona w drugiej połowie czerwca, tak więc w momencie, w którym afera się rozkręcała [nie mam pojęcia dlaczego nie wspomniałem o tym w swoim Głośnym Tekście]), wynika z niej bowiem tyle, że może i opozycja nie jest wszystkiemu winna (aczkolwiek w wywiadzie padło stwierdzenie, że poprzednie rządy też się kontaktowały w ten sam sposób), ale może być tak, że opozycję tez zhakowano, więc niech opozycja se da spokój, bo się będzie musiała podać do dymisji. I tylko jedno mi się teraz po łbie kołacze (uwaga przygotować płyny, bo to będzie straszny suchar): czy jeżeli opozycja poda się do dymisji i przestanie być opozycją, to zacznie rządzić?


Wypowiedzi Ziobry nie da się traktować na serio, bo choćby skały srały nie można w tym konkretnym przypadku budować takiego bieda symetryzmu. Nawet jeżeli ktoś z opozycji został zhakowany (czego wykluczyć się nie da, bo jebałpiesizm nie zważa na podziały partyjne), to nie można by było tego porównać do sytuacji, w której zhakowany został (uwaga, będzie CAPS) SZEF KANCELARII PREZESA RADY MINISTRÓW. Biedasymetryzm Ziobry miałby sens, gdyby zhakowany został jakiś szeregowy poseł (niestety, żarty z „szeregowego posła” się zdezaktualizowały, bo ów poszedł w wicepremierostwo), który nie miał dostępu do żadnych istotnych informacji. Dworczyk, w przeciwieństwie do takowego „szeregowego posła”, miał i ma dostęp do bardzo wielu informacji, do których opozycja dostępu nie ma. Przykładem niech będzie to, co działo się w momencie, w którym posłanki lewicy chciały dokonać kontroli poselskiej Narodowego Programu Szczepień: „Dwie posłanki Lewicy nie zostały w piątek wpuszczone do pomieszczeń Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie chciały przeprowadzić kontrolę poselską dotyczącą zamieszania z rejestracją na szczepienia. Szef KPRM Michał Dworczyk nie zgodził się na ich wejście, natomiast zaproponował przyszłotygodniowe terminy. "To jak proszenie przez kierowcę policji o odłożenie na kilka dni kontroli trzeźwości - bo dzisiaj to kierowca wolałby nie" - skomentowała posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk”. Kilka dni później okazało się, że komentarz (o kierowcy) Agnieszki Dziemianowicz-Bąk stał się ciałem, albowiem kiedy Dworczyk już łaskawie zezwolił na kontrolę, okazało się, że nie ma żadnej dokumentacji, którą można by było skontrolować (ciekawym, czy nie prowadzono jej od początku, czy też w dniu, w którym nie wpuszczono posłanek z kontrolą, złożono ekspresowe zamówienie na wysokowydajne niszczarki do papieru). Gdybyśmy się chcieli trzymać metafory autorstwa ADB, to wyszło by nam tyle, że w momencie kontroli okazało się, że co prawda auto, którym poruszał się kierowca, nie było kradzione, ale nie ma żadnej dokumentacji (dowodu rejestracyjnego, OC, etc.), nie wiadomo kto jest jego właścicielem i tak właściwie to nie wiadomo kto tym autem kierował, bo wszyscy tłumaczą, że oni siedzieli na tylnej kanapie, a poza tym, żaden z nich nie ma prawa jazdy, więc jak w ogóle można ich podejrzewać o to, że kierowali autem. Tak sobie myślę, że jeżeli dokumentacja była prowadzona (i przypadkowo wpadła w niszczarkę), to zapewne w którymś momencie jakieś kawałki tej dokumentacji mogą się pojawić w internecie.


Nieco wcześniej w ramach niniejszej ściany tekstu wspomniałem o tym, że poruszę temat dostosowywania prawodawstwa do bieżących potrzeb. Z tym pisaniem prawa na kolanie to jest tak, że to nie był wynalazek Zjednoczonej Prawicy (ktoś jeszcze pamięta, skąd się wziął pomysł chemicznej kastracji pedofilów?), ale tak jak ze wszystkimi dysfunkcjami władzy, w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy ów proceder osiągnął niemierzalne poziomy. Ktoś podał do sądu drukarza, który nie chciał wydrukować ulotek elgiebetom? Złożymy wniosek do Trybunału Przyłębskiego, żeby ujebał przepis. TSUE wydaje wyroki, które nie podobają władzy? Składamy kolejny wniosek do TP i okazuje się, że: „Przepis traktatu unijnego, na podstawie którego Trybunał Sprawiedliwości UE zobowiązuje państwa członkowie do stosowania środków tymczasowych ws. sądownictwa, jest niezgodny z konstytucją”. Władzy nie podoba się Europejska Karta Praw Człowieka? No nie zgadniecie jakie rozwiązanie tego problemu znalazła Zjednoczona Prawica. Przyznam szczerze, że jak zobaczyłem ten ostatni idiotyzm po raz pierwszy, to przez moment miałem problemy z uwierzeniem, że artykuł został napisany na serio. W uzasadnieniu wniosku złożonego do Trybunału Przyłębskiego jest typowa (dla Ziobry) sieczka, z której wynika, że generalnie to on nie ma nic przeciwko tej konwencji, ale wszyscy inni źle ją interpretują, tak więc on musiał coś z tym faktem zrobić (bo go do tego zmusiły czynniki zewnętrzne). Ciekaw jestem, czy Ziobro sam wierzy w brednie, które wygaduje (i na serio wydaje mu się, że razem z ziomeczkami z partii [Sebastianem Kaletą, Doktorem Chłopakiem z Biedniejszej Rodziny/etc.]) ogarniają prawo lepiej od wszystkich europejskich trybunałów/etc., czy też wie, że to brednie i mówi to wszystko po to, żeby mieć jakąś narracyjną podkładkę pod swoje działania. Jeżeli Ziobro w to nie wierzy, to chylę czoła przed jego umiejętnościami aktorskimi, bo opowiadanie takich bredni przy jednoczesnym zachowaniu poważnego wyrazu twarzy, godne jest Oskara.


Wykorzystywanie Trybunału Przyłębskiego w charakterze brechy, którą załatwia się „doraźne” problemy, związane z prawodawstwem, to jedno. Czym jest natomiast pisanie ustaw, mających na celu przyjebanie w podmioty, których się nie lubi? Idealnym przykładem będzie tzw. Lex-TVN. Nie będę się tutaj pastwił nad szczegółami tej ustawy i napiszę jedynie tyle, że chodzi w niej o zemstę na znienawidzonej przez Zjednoczoną Prawicę stacji telewizyjnej. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć, o tym, że w mediach pojawiły się przecieki odnośnie tego, „co się stanie, jeżeli Lex-TVN padnie w Sejmie”. Zapewne bardzo was zdziwi to, że tym planem awaryjnym (uważajcie, bo to was zszokuje) ma być użycie brechy (TP miałby zbadać konstytucyjność obecnych przepisów i jakby mu wyszło, że są niezgodne z Konstytucją [a prawie na 100% wyjdzie, jeżeli sobie tego Genialny Strateg zażyczy] przeforsowanie ustawy, która będzie „zgodna z Konstytucją”). Nie mam pojęcia jak to wszystko się potoczy, bo tutaj w grę wchodzą jeszcze Amerykanie, a oni już dawali po łapach Zjednoczonej Prawicy, gdy ta szarpała TVN. Teraz sprawa jest o tyle grubsza, że nie chodzi o jakieś tam śmieszne kary, ale o to, że jeżeli ustawa wejdzie w życie, to amerykańska firma będzie musiała zbyć „nadmiar” akcji (czyli 51% tychże). Pytanie, które teraz należy sobie zadać brzmi następująco: czy administracja Bidena wkurwi się na tyle, żeby zareagować na ten pomysł w sposób, który nie mógłby być zignorowany przez Zjednoczoną Prawicę (się wam przyznaję w tym miejscu, że nie mam pomysłu na to, jak mogłaby wyglądać taka reakcja, bo Jarosław&co odkleili się już bardzo od realiów [vide badanie konstytucyjności Europejskiej Karty Praw Człowieka]). Od pewnego momentu polityka zagraniczna w wykonaniu Zjednoczonej Prawicy wygląda tak, że ZP non stop coś odpierdala (łamiąc różne ustalenia i umowy) licząc na to, że wszystkie inne kraje będą przestrzegać umów i ustaleń. Do tej pory to się sprawdzało, bo inne państwa odzwyczaiły się od tego rodzaju polityki. I tu należy sobie zadać kolejne pytanie: jak długo to jeszcze potrwa?


Jeżeli zaś chodzi o samo Lex-TVN, to tego rodzaju ustawa pokazuje jasno, że Zjednoczona Prawica nie zamierza się zbyt szybko rozstawać z władzą. Prawda jest bowiem taka, że flekowanie nielubianego medium przy pomocy prawa, otwiera furtkę dla następców Zjednoczonej Prawicy. Cóż będzie stało na przeszkodzie kolejnej władzy, żeby wprowadzić sobie ustawę, w której będzie stało, że jeżeli jakieś medium będzie powielało rosyjskie dezinfo (sprawdzenie tego jest banalnie proste), to takowe medium będzie miało problemy (przez „problemy” rozumiem uniemożliwienie dalszej działalności przy pomocy odpowiednich przepisów prawnych). Może i politycy Zjednoczonej Prawicy nie są najbystrzejsi, ale nawet oni sobie muszą zdawać sprawę z tego, że „Wersal się skończył” na ich własne życzenie. Wyobraźmy sobie, że takie przepisy wchodzą w życie – „zawartości” prawych mediów są analizowane przez odpowiednie algorytmy i nagle okazuje się, że formacja Jarosława Kaczyńskiego nie ma już żadnych mediów, bo (co za szok) okazało się, że wszystkie są umoczone. Prawica jest na tyle bezczelna, że pewnie pobiegłaby po pomoc do instytucji, którymi teraz gardzi, ale, okazałoby się, że no cóż, niby niefajnie, ale z drugiej strony rosyjska dezinformacja to duży problem, tak więc w sumie to nie było innego wyjścia chyba. Nie chciałbym być źle zrozumiany, to nie tak, że ja sobie tutaj snuję jakieś wizję „dojebania PiSowi”, bo marzy mi się cenzura (rzecz jasna, lewacka), po prostu zdaję sobie sprawę z tego, że po tym, co teraz odpierdala Zjednoczona Prawica, następcy dostaną niemalże carte blanche. I znowuż, jeżeli ja sobie z tego zdaję sprawę, to członkowie tej partii (nawet ci pokroju Marka Suskiego) również. A z tego z kolei wynika, że partia Jarosława Kaczyńskiego będzie robić wszystko, żeby nie doszło do utraty władzy. O tym, jak bardzo nieobliczalna potrafi być Zjednoczona Prawica niech zaświadczy to, co się działo w trakcie protestów przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Histeryczna odezwa Kaczyńskiego i późniejsze szczucie policji na protestujących dobitnie pokazują, co może się stać w momencie, w którym reakcja suwerena nie podoba się władzy.


Miałem już zakończyć ten temat, ale w trakcie pisania zdałem sobie sprawę z tego, że opozycja (no przeca notka by się nie liczyła bez mojego przypierdalania się do tejże) absolutnie wręcz nie radzi sobie z budowaniem własnych narracji odnoszących się do tego, w jaki sposób wykorzystywany jest teraz Trybunał Przyłębski. Przecież TP może zostać użyty do zakwestionowania dowolnego przepisu. Co jakiś czas pojawia się w różnych miejscach (programach, artykułach) fraza „domykanie systemu”. Przeważnie chodzi w tym „domykaniu” o to, że jak ten system się już domknie, to wtedy utrata władzy przez Zjednoczoną Prawicę będzie mało prawdopodobna, a sama partia będzie kontrolowała wszystko, co będzie chciała kontrolować. „Domknięty system”, oznacza sądy, które będą wydawać wyroki zgodne z linią partyjną. Temu przecież mają służyć te wszystkie „reformy” sądownictwa. A kto powiedział, że Zjednoczona Prawica poprzestanie na ustawianiu sądów? Kto zagwarantuje, że zaraz potem nie wezmą się za adwokatów? No bo, co prawda, każdy ma prawo do obrony, ale przecież może się okazać, że nie każdy i nie zawsze. Ktoś pamięta, jak Zjednoczona Prawica uruchomiła nagonkę na ówczesnego RPO, Adama Bodnara, tylko za to, że zajmował się tym, czym powinien się zajmować i zadał pytanie o to, czy typ, który był podejrzany o brutalne zabójstwo, był należycie potraktowany w trakcie zatrzymania. Osobą, która lansowała się wtedy najbardziej na flekowaniu RPO był, nie kto inny, a Doktor Chłopak z Biedniejszej Rodziny (nie będę linkował tego, co wtedy wypisywał, albowiem szanujmy się). Wiem, że trochę już tej frazy nadużywam, ale: należy sobie zadać pytanie o to, czy politycy Zjednoczonej Prawicy zdają sobie sprawę z tego, czym powinien się zajmować RPO? Odpowiedź na to pytanie jest oczywista, bo aż tak durni, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy, nie są nawet oni. Mimo tego, szczuli na Bodnara. Jeżeli damy sobie wmówić to, że prawa obywatelskie można „zawiesić” w skrajnych przypadkach, to potem jest to już tylko kwestią przesuwania kredensu i powiększania definicji tego „skrajnego przypadku”.  


Tak, wiem, to co opisałem powyżej to była skrajna sytuacja, a poza tym, nikt typowi nie odebrał potem prawa do obrony. Tyle, że tego rodzaju zachowania widać było nie tylko w sytuacjach skrajnych. Doskonałym przykładem niech będzie sytuacja sprzed paru lat: „21-letni kierowca, któremu postawiono zarzut spowodowania wypadku z udziałem premier Beaty Szydło jest dzisiaj przesłuchiwany przez prokuraturę. Jego obrońcę krytykuje szef MSWiA Mariusz Błaszczak. - Włącza się w akcję mającą podważyć ustalenia o wypadku - powiedział polityk PiS w Polskim Radiu. - Nie wdaję się w żadną grę. Wykonuję swoją pracę. A pan minister powinien przestać oceniać tego młodego człowieka. Od tego jest sąd - mówi Wirtualnej Polsce mec. Władysław Pociej.”. Pamiętam doskonale to, że tę wypowiedź weryfikowałem sobie kilka razy, bo nie chciało mi się wierzyć w to, że ktoś mógł powiedzieć coś tak durnego, jak to, czym przyjebał Błaszczak (kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że pastwiłem się nad tą sprawą w którymś z Głośnych Tekstów). Bo czego się niby Błaszczak spodziewał? Tego, że obrońca przyłączy się do prokuratury? Tego rodzaju oczekiwania powinny dziwić, albowiem przecież Zjednoczona Prawica deklaruje, że jest „antykomunistyczna”, a przyłączanie się obrońcy do oskarżenia praktykowane było na Wschodzie w czasach słusznie minionych. A potem mnie olśniło. To nie było głupota. Po prostu Błaszczak dał upust swojej frustracji wywołanej tym, że jakiś prawnik im psuje układankę. Ta wypowiedź nie zyskała rozgłosu, który powinna zyskać, a przecież byłaby idealnym komentarzem do „reform wymiaru sprawiedliwości”, bo nietrudno byłoby uwierzyć w to, że na końcu takowych reform mogłoby się okazać, że obrońcy nie włączaliby się w akcje, mające na celu podważanie ustaleń śledczych. Nieśmiało przypominam, że utrudnianie obrońcom dostępu do zatrzymanych należało do stałego repertuaru bagieciarni w trakcie protestów przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego i jestem, kurwa, przekonany o tym, że bagieciarnia nie zdecydowałaby się na tego rodzaju działania nie mając jakiegoś dupochronu.


Przyszła wiekopomna chwila, w której wreszcie uda mi się pozałatwiać zaległe tematy. Pierwszym z nich będzie uczelnia założona przez Instytut, O Którym Kiedyś Nie Można Było Mówić Wiecie Czego. Tak, doczekaliśmy się uczelni wyższej, założonej przez fundamentalistów religijnych. Prawica uprzedzała nas przez takowymi w 2015, ale zapomniała dodać, że ci fundamentaliści to jej koledzy. Instytut jaki jest, każdy widzi (jeżeli zaś ktoś ma ochotę na ścianę tekstu mojego autorstwa na temat tegoż instytutu, to link w Źródłach znajdzie). Dziwiło mnie to, że jeszcze do niedawna można było natrafić na wypowiedzi komentariatu, który tłumaczył, że w sumie to nie ma się czego bać, bo ten instytut to tylko grupka fanatyków, która nic nie może, a poza tym każdy ma z nich bekę. Owszem, może i ludzie się z nich śmiali do pewnego momentu, ale przestali się śmiać, gdy się okazało, że instytut wsadza swoich ludzi , gdzie może (założyciel tej organizacji dostał się do Sądu Najwyższego). Tak swoją drogą, to tego rodzaju wypowiedzi („hehe, nie powinniśmy się bać tego, czy innego oszołoma), odnosiły się nie tylko do wiadomego instytutu, ale praktycznie do każdego fundamentalistycznego celebryty. Jednym z bardziej spektakularnych przypadków była i jest Krystyna Pawłowicz, która w opinii wielu komentariuszy była „niegroźnym oszołomem”. Ciekawym, czy zmienili zdanie w momencie, w którym została ona sędzią Trybunału Przyłębskiego, czy też nadal twierdzą, że „co tam może taka Pawłowicz”. Warto w tym miejscu wspomnieć, że na samym początku swej bytności KP najprawdopodobniej dostała od partii bana na bełkotanie, bo rzadko się udzielała. Potem ktoś przestawił wajchę i Pawłowicz wróciła do Pawłowiczowania. Niemniej jednak, najbardziej jaskrawym przykładem tego, do czego prowadzi polityka „ignorowania” fundamentalistów jest kariera, którą teraz robi wiadomy instytut.


Nie chciałbym w tym miejscu nikogo straszyć, ale mam niejasne przeczucie, graniczące z pewnością, że założenie tejże uczelni nie było ich „końcowym planem” i prawie na pewno będą się dalej „rozwijać” (co jest dla nich o tyle łatwe, że mają wsparcie aparatu państwowego). Gwoli ścisłości, żeby w pełni docenić skalę spierdolenia tego, że fundamentaliści religijni założyli sobie własną uczelnie, należałoby się pobawić w eksperyment myślowy i wyobrazić sobie, co by było, gdyby gdzieś na Zachodzie powstała uczelnia wyższa, założona przez islamistów, mająca być „kuźnią islamistycznych elit”. Od momentu, w którym polska prawica dowiedziałaby się o czymś takim do momentu, w którym zaczęłaby tłumaczyć, że „Zachód umiera”, minęłaby pewnie nowojorska sekunda. Ta sama prawica klaszcze uszami na myśl o tym, że katoliccy fundamentaliści zakładają sobie uczelnię w Polsce. Niby nie powinno nikogo dziwić to, że ich zdaniem są fundamentalizmy lepsze i gorsze, ale jednak wydaje mi się, że politycy opozycji i dziennikarze powinni wspominać o tym częściej, niż to robią teraz (a nie robią tego wcale). Jeżeli komuś się wydaje, że taka uczelnia to w sumie nic takiego, bo uczelni w Polsce było przeca od cholery i przeca „rynek zweryfikuje”, to niech ten ktoś się zastanowi nad tym, czym będą się zajmować absolwenci uczelni założonej przez wiadomy instytut i dlaczego będzie to praca na rzecz wprowadzenia jeszcze większego zamordyzmu religijnego.


O tym, że instytut nie wziął się znikąd (i można go traktować jako „zbrojne” ramie Kościoła) niech zaświadczy fakt, że były członek wiadomego instytutu został powołany przez Mikołaja Pawlaka (aka Rzecznik Praw Prawicy) na członka „Państwowej Komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15”. Najmniejszym zaskoczeniem było to, że chwilę później Błażej Kmieciak został szefem tej komisji. Praktycznie zupełnie bez echa przeszło to, co robił wcześniej jeden z prawników instytutu: „W międzyczasie ksiądz Jerzy, jako oskarżyciel prywatny, wytoczył proces Legierskiemu, zarzucając mu pomówienia i zniesławienie. Nie podobało mu się, że w swoich wpisach i wywiadach polityk określał go mianem "księdza-pedofila". Uznał też, że cała ta sprawa „poniżyła go w opinii publicznej oraz naraziła na utratę zaufania potrzebnego dla urzędu proboszcza parafii oraz posługi kapłana Kościoła katolickiego”. Co ciekawe, w tej sprawie reprezentował go prawnik Ordo Iuris (...)”. Rzecz jasna, ksiądz tę sprawę przegrał. Być może ktoś zarzuci mi lewacki radykalizm, ale wydaje mi się, że w kontekście powyższego żaden z członków (czy to byłych, czy też obecnych) wiadomego instytutu, nie powinien mieć wstępu do komisji, która ma zajmować się rozliczaniem kogokolwiek z pedofilii. Nie po tym, jak oddelegowali prawnika do tego, żeby reprezentował duchownego pedofila. Jak wygląda w praktyce działanie komisji? Pozwólcie, że odpowiem czterema tytułami. 12-05-2021: „KEP nie przekaże komisji ds. pedofilii wszystkich dokumentów”. 24-06-2021: „Komisja ds. pedofilii alarmuje Watykan. "Nie otrzymujemy żadnych dokumentów od Episkopatu”. 28-07-2021: „Przewodniczący Komisji ds. Pedofilii o współpracy z polskim Kościołem: Coś jest nie tak”. 02-08-2021: „"Problemy komunikacyjne". Przewodniczący komisji ds. pedofilii o relacjach z Kościołem”.


Przyznam się wam w tym miejscu do tego, że ja tam nie wiem, jakie intencje mają członkowie tej komisji. Być może chcą oni faktycznie coś wyjaśniać. Jednakowoż sytuacja, w której instytucja mająca długą historię w chronieniu pedofilów, będących jej członkami, olewa ciepłym moczem wnioski o udostępnienie dokumentacji (nie mogę tego teraz znaleźć, ale któryś katabas tłumaczył, że nie wie, czy poufne dane, które w tej dokumentacji stoją, będą bezpieczne, jak tę dokumentację przekażą komisji), a przewodniczący komisji twierdzi, że to „problemy komunikacyjne”, to jest jebana kpina. Moim zdaniem działanie Kościoła jest podyktowane najzwyklejszym w świecie graniem na czas. Tak się bowiem składa, że jak się już Kościół łaskawie zgodzi pogrozić temu, czy innemu duchownemu palcem za to, że ten zajmował się gwałceniem dzieci, bądź też ukrywaniem pedofilów, to przeważnie jest tak, że takiemu duchownemu „został jeden dzień do emerytury”. Wiadomo było, że komisja miała się zajmować, między innymi, przypadkami ukrywania pedofilów przed wymiarem sprawiedliwości. Zapowiedzi powołania komisji (której pomysłodawcy do porzygu powtarzali, że to nie tylko o duchownych chodzi, bo przeca murarze też są pedofilami/etc.) wzięły się stąd, że Sekielscy wypuścili film „Tylko nie mów nikomu”. Prace nad powołaniem komisji przyspieszyły po tym, jak Sekielscy wypuścili drugi film „Zabawa w chowanego”. Ciekaw jestem, czy do tego, żeby Zjednoczona Prawica dała komisji narzędzia, które sprawią, że Kościół nie będzie mógł powiedzieć „a chuja tam wam damy, a nie dokumenty”, potrzebny będzie jeszcze jeden film Sekielskich, czy może kilka? A może będą do tego potrzebne jakieś wybory, żeby można było pokazać, jak bardzo się Zjednoczona Prawica troszczy o dzieci? Ironia losu polega na tym, że partia, która non stop opowiada o tym, że „walczy z imposybilizmem” powołała do życia komisję, która „nic nie może” i jest zdana na dobrą wolę Kościoła.


Miałem na tym zakończyć Przegląd, ale w przysłowiowym międzyczasie  doszło do nagromadzenia pewnych sytuacji, które pokazują, czym się kończy pobłażanie ciężkiemu foliarstwu i mizianie się z tymże. 25 lipca w Grodzisku Mazowieckim doszło do ataku na punkt szczepień. 31 lipca: „Grupa kilkunastu antyszczepionkowców otoczyła w sobotę szczepibus, stojący na bulwarze w Gdyni. Krzyczeli między innymi: "jesteście zabójcami" oraz "jesteście dziećmi doktora Mengele””. 1-go sierpnia (w nocy z niedzieli na poniedziałek) doszło do „Podpalenia punktu szczepień i sanepidu w Zamościu”. W międzyczasie: „Antyszczepionkowcy zakłócili piknik dla mam. "Kilkanaście osób wtargnęło na teren szpitala””. Kurde, nie wiem, jak wam, ale mnie się wydaje, że te działania mogą mieć jakiś związek z tym, że przez ładnych, kurwa parę miesięcy, części ludzi wciskano bzdury na temat szczepień (chciałbym w tym miejscu pozdrowić Annę Siarkowską, Janusza Kowalskiego, Sławomira „Bicepsa dla Koronawirusa” Jastrzębowskiego, całą Konfederację i wiele innych osób, które postanowiły lansować się na opowiadaniu idiotyzmów na temat szczepionek). Nie było dla mnie najmniejszym zaskoczeniem to, że zaraz po tym, jak doszło do pierwszego ataku foliarzy na punkt szczepień, część prawicy zawyła: TO NA PEWNO JAKAŚ PROWOKACJA (chciałbym w tym miejscu po raz drugi pozdrowić Annę Siarkowską). Tego rodzaju zachowanie jest typowe dla skrajnej prawicy. Praktycznie zawsze wygląda to w ten sam sposób. Najpierw prawica opowiada o tym, że coś się jej nie podoba, że ktoś robi coś złego i między wierszami dodaje, że w sumie to spoko by było, gdyby ktoś wziął sprawy we własne ręce. Gdy okazuje się, że ktoś posłuchał tych odezw, ta sama prawica zaczyna pierdolić o tym, że „to na pewno nie ci, z którymi my rozmawiamy, to pewnie prowokacja” i są w tym przekonywaniu wszystkich dookoła o swojej niewinności tak skuteczni, że pewnie nawet ludzie, którzy dokonują tych ataków uwierzyli w to, że są prowokatorami. Nawiasem mówiąc, nie jest to domena polskiej prawicy. O międzynarodowym wymiarze tego zachowania mogliśmy się przekonać przy okazji szturmu na Kapitol. Najpierw szczuto ludzi (opowiadając im brednie o tym, że wybory zostały sfałszowane) i podburzano do tego, żeby zrobili to, co zrobili, a potem błyskawicznie się od nich odcięto. Co prawda, rząd zapowiedział walkę z takimi zjawiskami, ale po raz nie wiem który okazuje się, że nasz rząd ma spore problemy z ogarnięciem związków przyczynowo skutkowych. Przyczyną tego rodzaju zjawisk jest między innymi to, że część rządzących opowiada bzdury na temat szczepień  (chciałbym w tym miejscu pozdrowić Mikołaja Pawlaka), a sam rząd nie robi absolutnie nic, żeby w jakiś sposób przeciwdziałać kampanii dezinformacyjnej (wiem, że o tym już wspominałem, ale wspominania o tym nigdy za wiele). Nie mam złudzeń odnośnie tego, jak pójdzie rządowi walka z dezinformacją. Nie mam tych złudzeń ze względu na wypowiedzi takowe, jaka ostatnio przydarzyła się Prezydentowi RP, który opowiadał o tym, że on to się zaszczepił, bo: „Sam się zaszczepiłem, bo uważałem, że taka była konieczność związana też z wykonywaną przeze mnie funkcją, czy mi się to podoba czy nie”.  Jeżeli czynniki decyzyjne nie są w stanie wytłumaczyć Prezydentowi RP, że jeżeli ma opowiadać brednie, to niech się, kurwa, lepiej nie odzywa, to znaczy, że mają to wszystko w dupie.


Powyższy tekst był gotowy do wrzucenia, ale w międzyczasie podrzucono mi artykuł o kolejnym wyczynie foliarstwa, tak więc Przegląd będzie miał drugie zakończenie (skoro w „Powrocie Króla” mogło być ich kilka, to w Przeglądzie mogą być dwa). Co tym razem odjebało foliarstwo? Otóż: „Antyszczepionkowcy wtargnęli do domu dziecka w Aleksandrowie Kujawskim”. O tym konkretnym wyczynie warto wspomnieć dlatego, że 13 lipca podobnie zachował się duet Siarkowska&Kowalski. Ponieważ duet ten dysponuje legitymacjami poselskimi, swoje najście mógł określić mianem „interwencji poselskiej”. W obu przypadkach powód najścia był podobny i był nim sprzeciw wobec szczepień. Ciekaw jestem, czy Anna Siarkowska tym razem też będzie opowiadać o tym, że to co się stało to prowokacja. W tym konkretnym przypadku bardzo wyraźnie widać związek przyczynowo skutkowy. Najpierw politycy partii rządzącej popełnili idiotyzm w celu przypodobania się części wyborców, a potem ów idiotyzm został powtórzony przez foliarstwo. Bardziej wyraźnie nie da się już pokazać, czym kończy się pobłażanie foliarzom i czym kończy się uprawianie wielonarracji odnoszącej się do tematu szczepień. Władze zapewniają, że dla sprawców podpaleń i najść będzie „zero tolerancji” i tak dalej. I wszystko fajnie tylko warto się w tym miejscu zastanowić nad tym, jak to jest, że retoryka obozu władzy odnosząca się do foliarstwa jest tak bardzo ugłaskana. Jak to jest, że w przypadku protestów przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, władza potrafiła się wypowiadać bez porównania ostrzej? Nieśmiało przypominam, że gdy protestujący zadeklarowali, że będą wchodzić do kościołów doszło do spektakularnego zesrania się w wykonaniu wiceperemiera (aka Jarosław Kaczyński, aka Przewodniczący Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych), który wpadł w histerię i wzywał Polaków do „obrony Kościoła”. Wtedy chodziło o budynki. Teraz chodzi o ludzkie życie i jakoś tak się składa, że wicepremier nie wzywa do obrony punktu szczepień, a policja nie wysłała wydziału chujos (czy tam „chaos”, nigdy nie mogę zapamiętać) do rozprawienia się z ludźmi, którzy stanowią realne zagrożenie dla zdrowia i życia współobywateli. Tyle jest, kurwa, warte to „zero tolerancji”, dla foliarzy.



Źródła:


https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/559198-nasz-sondaz-rekordowe-oceny-narodowego-programu-szczepien

Strona z zebranymi danymi:

https://ig.ft.com/coronavirus-vaccine-tracker/?areas=eue&cumulative=1&doses=total&populationAdjusted=1

https://www.rp.pl/Koronawirus-SARS-CoV-2/210729626-Polska-nie-pojdzie-sladem-Francji-Rzad-boi-sie-buntu.html

https://oko.press/karczewski-nie-testowano-wracajacych-z-uk-bo-rzad-bal-sie-fali-hejtu-po-co-taka-wladza/

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/obostrzenia-tylko-dla-zaszczepionych-model-francuski-mozliwy-w-polsce/exvds55

https://oko.press/kowalski-i-siarkowska-nachodza-dom-dziecka/

https://twitter.com/DoRzeczy_pl/status/1420355614887358466

https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/polska/news-donald-tusk-pomimo-nadchodzacej-czwartej-fali-nie-trzeba-wpr,nId,5388007

https://www.rp.pl/Covid-19/210519861-Janusz-Kowalski-jednak-sie-zaszczepil-Pewnie-wielu-sie-usmieje.html

https://tvn24.pl/tvnwarszawa/najnowsze/patryk-jaki-i-szczepienia-pod-kampanie-jest-w-stanie-powiedziec-wszystko-543610

https://tvn24.pl/polska/ksiadz-tlumaczy-sie-ze-slow-o-bruzdach-na-twarzach-dzieci-z-in-vitro-ra308217-3427748

https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/premier-o-slowach-rzecznika-praw-dziecka-w-sprawie-szczepien-to-glos-radykalny/x96ntzn,79cfc278

https://wyborcza.pl/7,75398,25235825,kaczynski-o-banasiu-ma-wrogow-i-ci-wrogowie-moga-posunac-sie.html

https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/615306,marian-banas-szef-nik-opozycja-sasin-konstytucja.html

https://twitter.com/rpdpawlak/status/1419546613782036485

https://wpolityce.pl/swiat/559916-saryusz-wolskiukraina-musi-przygotowac-sie-do-wojny-my-tez

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-afera-mailowa/news-afera-mailowa-telegram-zablokowal-kanaly-z-przeciekami,nId,5360683#crp_state=1

https://www.rp.pl/Rzad-PiS/210619328-Zbigniew-Ziobro-Dymisja-Michala-Dworczyka-Wstrzymajmy-sie.html

https://tvn24.pl/polska/poslanki-lewicy-chcialy-skontrolowac-dokumenty-w-kprm-nie-zostaly-wpuszczone-michal-dworczyk-proponuje-inny-termin-co-na-to-przepisy-5059213

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8135554,lewica-kontrola-poselska-program-szczepien.html

https://wyborcza.pl/7,75398,5677914,tusk-kastrowac-pedofilow.html

https://natemat.pl/277071,tk-ws-drukarza-z-lodzi-kara-za-odmowe-uslugi-jest-niekonstytucyjna

https://www.bankier.pl/wiadomosc/TK-o-uprawnieniach-TSUE-niezgodne-z-polska-konstytucja-8153385.html

https://tvn24.pl/polska/zbigniew-ziobro-wnioskuje-do-trybunalu-konstytucyjnego-chce-stwierdzenia-niezgodnosci-z-konstytucja-przepisu-europejskiej-konwencji-o-ochronie-praw-czlowieka-5160835

https://wiadomosci.wp.pl/awaryjny-pomysl-pis-na-lex-tvn-byly-sedzia-tk-tak-sie-nie-uchwala-prawa-6667560382716033v

https://wyborcza.pl/7,75968,27404010,lex-tvn-dlaczego-pis-idzie-na-wojne-z-usa.html

https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Jakub-A.-zatrzymany-po-zabojstwie-Kristiny.-Adam-Bodnar-kajdanki-zespolone-niepotrzebne

https://wiadomosci.wp.pl/mariusz-blaszczak-atakuje-obronce-21-letniego-kierowcy-ws-wypadku-beaty-szydlo-6090999695684737a

https://www.wprost.pl/kraj/10453707/collegium-intermarium-nowa-uczelnia-ordo-iuris-i-jej-zaplecze-finansowe-kto-ja-sponsoruje.html

Link do notki o OI:

http://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2020/06/instytut.html

https://wiadomosci.onet.pl/warszawa/krystian-legierski-oskarza-ksiedza-ktory-go-molestowal-w-dziecinstwie/t188gpc

https://www.rp.pl/Kosciol/210519789-KEP-nie-przekaze-komisji-ds-pedofilii-wszystkich-dokumentow.html

https://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/8197598,komisja-ds-pedofilii-watykan.html

https://wyborcza.pl/7,75398,27382534,przewodniczacy-komisji-ds-pedofilii-o-wspolpracy-z-polskim.html

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2021-08-02/gosc-wydarzen-prof-blazej-kmieciak-ogldaj-od-godz-1920/

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2021-07-25/grodzisk-maz-atak-antyszczepionkowcow-na-punkt-szczepien-dwie-osoby-zatrzymane/

https://tvn24.pl/pomorze/koronawirus-w-polsce-gdynia-antyszczepionkowcy-otoczyli-szczepibus-5163021

https://tvn24.pl/polska/zamosc-podpalenie-punktu-szczepien-i-sanepidu-policja-opublikowala-nagranie-z-monitoringu-poszukuje-sprawcy-5163818

https://tvn24.pl/poznan/poznan-antyszczepionkowcy-przerwali-piknik-na-terenie-ginekologiczno-polozniczego-szpitala-interwencja-policji-5163442?

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2021-08-02/antyszczepionkowcy-wtargneli-do-domu-dziecka-w-aleksandrowie-kujawskim/

https://oko.press/kowalski-i-siarkowska-nachodza-dom-dziecka/

https://www.tvp.info/55166858/mateusz-morawiecki-zero-tolerancji-dla-osob-popelniajacych-przestepstwa-ws-szczepien

https://oko.press/kaczynski-wzywa-do-wojny-z-kobietami-tekst-oswiadczenia/