piątek, 9 października 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #142

 Od poprzedniego Przeglądu minęło tyle czasu, że Nekroni zdążyli sobie uciąć aż dwie drzemki, tak więc będzie tu sporo archeologii. Z drugiej zaś strony nie zmieściła mi się już „problematyka szkolna”, tak więc ona wyląduje w kolejnym Przeglądzie. 


Tak sobie myślę, że ten Przegląd zacznę od rozłamu w PiSie. Do pewnego momentu z tym rozłamem to było tak, że co prawda deadline na składanie lojalek minął 23 lipca i nie podpisanie lojalki miało oznaczać automatyczny wylot z partii, ale ostateczna decyzja miała zapaść na posiedzeniu sądu partyjnego 13 sierpnia. Co ciekawe, sondażownie nie czekały aż tak długo i Rozwój Plus pojawiał się w badaniach osobno już wcześniej. 



Z tym opóźnieniem w wywaleniu to było tak, że obu stronom zależało na tym, żeby w narracjach móc przedstawić tego drugiego jako winnego złu świata całego. Gdyby Morawiecki ze swoimi ludźmi odszedł sam, PiS mógłby mówić o tym, że Zdradziecki Morawiecki ze swoim Zdradzieckim Stowarzyszeniem Zdradził Ideały Partii. Morawieckiemu zaś zależało na tym, żeby zostać wywalonym i móc powiedzieć, że on jedynie chciał dobrze, ale został wywalony. W tle była jeszcze zakulisowa nawalanka o to, kto komu wyciągnie jakichś polityków, ale to jest oczywista oczywistość, tak więc nie ma sensu się w tym temacie produkować. 


Czy jestem zaskoczony tym, że tam jednak doszło do rozłamu? Częściowo tak. Bo, co prawda w poprzednim Przeglądzie napisałem byłem sporo o tym, czemu do tego rozłamu może nie dojść, ale też pod koniec rozłamowych tematów dodałem, że któż, jak nie Jarosław Wirtuoz Szachów 5D Kaczyński nie byłby w stanie osłabić swojej partii przed wyborami tylko dlatego, że ktoś miał czelność zanegować jego geniusz. Kwestią otwartą jest to, ilu członków uda się Morawieckiemu wyciągnąć z PiS. I nie mam tu na myśli tuzów i Rozpoznawalnych Nazwisk, ale struktury regionalne. 



Dopiero gdy zacząłem pisać ten kawałek Przeglądu dotarło do mnie, że ten manewr z rozłamem przed wyborami przypomina mi nieco inną sytuację, którą było zaostrzenie prawa aborcyjnego. Pamiętam doskonale, że zanim do tego doszło, rozkładałem to na czynniki pierwsze i z której strony bym na to nie patrzył wychodziło mi, że jeżeli dojdzie do zaostrzenia prawa aborcyjnego, to PiS za to zapłaci (w wymiarze politycznym [aczkolwiek biorąc pod rozwagę wszelkiej maści Fundusze Sprawiedliwości, można dojść do wniosku, że nie tylko w wymiarze politycznym]). 



Choć zdanie o Kaczyńskim mam takie, jakie mam, to jednak nie uważałem go za człowieka, który byłby gotów zaryzykować utratę władzy tylko po to, żeby zaostrzyć prawo aborcyjne. Owszem, Kościół wiernie stał przy PiSie i ktoś mógłby argumentować, że w ten sposób PiS spłaca swoje długi, ale prawda jest taka, że gdyby tego nie zrobiono, to Kościół nadal wiernie stałby przy PiSie. Tak po prawdzie nie ma żadnego sensownego wyjaśnienia dla tego, co PiS zrobił w 2020 roku. W wymiarze politycznym nie mógł w ten sposób nic zyskać. Mógł jedynie stracić. 


A mimo tego Jarosław Kaczyński podjął taką, a nie inną decyzję. Mimo tego, że lista argumentów przeciw (i to argumentów odnoszących się do pragmatyzmu politycznego) jest dłuższa, niż lista książek z mojego Stosu Wstydu. A potem się okazało, że PiS to prawo aborcyjne zaostrzył i w głównej mierze przez to nie był w stanie odbudować sondażowego poparcia, które w 2019 dało mu po raz drugi samodzielną większość parlamentarną. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że to nie jest tak, że zaostrzono to prawo ze względu na jakiś idealizm, bo Jarosław Kaczyński kwestie aborcji ma po prostu w dupie i stwierdził, że jak ktoś chce, to sobie aborcje za granicą ogranie. 



Z rozłamem w PiSie jest podobnie. Zysków politycznych z tego raczej nie będzie (za moment więcej na ten temat), a straty będą znaczne. Choćby w miejscach biorących, którymi nie będzie już można obdarować Tych, Którzy Zasłużyli (a już jedno mandatowe tąpnięcie nastąpiło między wyborami 2019-2023). 



No dobrze, ale czemu tak właściwie do tego rozłamu doszło? Część komentariatu i to taka, która wypowiada się na ogół w sensowny sposób, tym razem wpadła do króliczej nory i zaczęła snuć następującą opowieść: To normalne, że w partiach dochodzi do rozłamów, bo ścierają się tam różne poglądy i nie wszyscy chcą iść potulnie za wodzem, NO ALE LIBY TEGO NIE ROZUMIEJĄ. Być może za to, co tu teraz napiszę, zostanie mi odebrana karta lewaka, ale uważam, że te opowieści nie są zbytnio zakotwiczone w rzeczywistości, a w rozłamie chodziło po prostu o to, kto przejmie w PiSie ster po Kaczyńskim (nawiasem mówiąc, typowi musi być bardzo miło, że jego ludzie już teraz tłuką się o polityczny spadek po nim). Tylko tyle i aż tyle. 



Gdyby tam chodziło o jakikolwiek idealizm, to Morawiecki by ze swoimi uwagami, dotyczącymi tego „co było robione źle”, zrobił hałas w trakcie drugiej kadencji Zjednoczonej Prawicy. No ale gdyby to zrobił, to pewnie pięć minut później Jarek by go wywalił ze stołka premierowego, a po drugie to mogło by zaszkodzić Partii (wielka litera użyta nieprzypadkowo). 


A może chodziło o to, że Morawieckiemu i jego ludziom było źle w PiSie, bo tam nastąpił skręt w stronę Braunistowskich narracji? Bo kolejną opowieścią (snutą tym razem przez innych komentariuszy) było to, że Morawiecki będzie chciał pozyskać centrowego wyborce. No to wszystko by się zgadzało – PiS skręca w stronę Brauna, a Brauna ciężko uznać za kogoś głoszącego centrowe poglądy. I wszystko pięknie, tylko, że w międzyczasie Morawiecki zaczął krytykować Kaczyńskiego za to, że był zwolennikiem PRZYMUSU SZCZEPIEŃ (faktem jest, że w 2021 zrobiło się głośno o tym, że rząd [czyli Kaczyński] rozważa wprowadzenie obowiązkowych szczepień), a teraz się okazało, że jest zwolennikiem „Totalnej, brutalnej asymilacji”, bo jak jesteś w Polsce, to się musisz zasymilować z Polską i Polakami (+ żadnego tam multikulturalizmu). Jeżeli mam być szczery, to wypadałoby, żeby Morawiecki dopowiedział, z którymi Polakami trzeba się asymilować, bo jeżeli z takimi, którzy głoszą Braunistowskie poglądy, to ja uprzejmie donoszę (sam na siebie), że nie czuję z nimi absolutnie żadnej wspólnoty i jedyne, co mnie z nimi łączy to to, że urodziliśmy się w tym samym kraju. 



Tak w telegraficznym skrócie. Można powiedzieć, że do walki o głosy włączyła się właśnie czwarta konfa (aka SzuRozwój Plus), a na samej prawicy już od jakiegoś czasu nie ma żadnej sensownej dyskusji o tym, co należałoby w kraju poprawić – jest tylko po pierwsze „nie bać Tuska”, a po drugie wyścig do spodu w kwestii tego, kto okaże się większym szurem.  Ponieważ do wyborów jeszcze kawałek – wyścig dopiero się rozkręca. 


Kolejnym tematem, nad którym chciałbym się chwilę popastwić, jest rocznica zaprzysiężenia Batyra na urząd Prezydenta RP. Tak, od teraz świętujemy tego rodzaju rzeczy, przywyknijcie. Co prawda fanbaza Batyra klaskała uszami i tłumaczyła, że to doskonały pomysł z tymi obchodami rocznicowymi, ale głosów krytycznych jednak nie brakowało. Co więc zrobiła fanbaza? Zabawiła się w mój ulubiony eksperyment myślowy i zaczęła tłumaczyć, że łohoho, a wyobraźcie sobie, co by było, gdyby Trzaskowski zorganizował taką rocznicę, przecież to by był cringe do potęgi n-tej. I zupełnie im umknął ten drobny szczegół, że nikt przed Nawrockim nie organizował tego rodzaju spędów z okazji rocznicy zaprzysiężenia prezydenta. 


Po pierwsze, część obrońców Nawrockiego to już sroga sekta. Po drugie, do obrony swojego idola pożyczyli mój ulubiony eksperyment myślowy „co by było gdyby”. Po trzecie, pozwólcie, że skoro „oni zaczęli”, to ja temat pociągnę dalej: wyobraźmy sobie, co by było, gdyby wybory wygrał Trzaskowski i zorganizował taką szopkę. Śmiem twierdzić, że pewne niezależne i nikogo nie popierające medium dużo uwagi poświęciłoby temu, że ktoś tu chyba zupełnie niepotrzebnie wydaje publiczne pieniądze. Ponieważ zaś wybory wygrał Batyr i to on zorganizował ten spęd, nie dość, że to medium nie zadawało tych pytań, to jeszcze zawiadowca medium uświetnił swą osobą „debatę”, która się tam odbyła (i „debatował” z Ziemkiewiczem i z Andrzejem Nowakiem.)



Przyznam szczerze, że chciałem w tym miejscu poświęcić chwilę na rant na Stanowskiego, ale doszedłem do wniosku, że nie warto. Prawda jest bowiem taka, że tu nie ma żadnego „drugiego dna” i że to nie jest tak, że Stanowski jakoś specjalnie ukrywał, że w tym, co robi, chodzi o kasę. Ponieważ typ doskonale zdaje sobie sprawę, że po ewentualnym zwycięstwie prawicy kasy będzie więcej, ma bardzo dużą motywacje (ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że całe miliony powodów) do robienia spektakularnych fikołków. 

 

Niestety, na tym tematyka okołoBatyrowa się nie kończy, albowiem niemiłościwie nam panujący Prezydent RP dowoził i to bardzo. 15 sierpnia w trakcie obchodów Święta Wojska Polskiego Karol Nawrocki był łaskaw popełnić wystąpienie publiczne i w takcie tego wystąpienia musiał wszystkim przypomnieć o tym, że zawetował ustawę o SAFE. Ok, może nie tyle przypomniał o tym, że zawetował ustawę, ale wspomniał o tym, że (uwaga uproszczenie) TU JEST BÓG HONOR OJCZYZNA A NIE JAKIŚ TAM SAFE. Dodatkowo wspomniał o tym, że kluczy do bezpieczeństwa nie możemy zamykać w (HEHEHEHE UWAGA DOWCIP): SEJFIE! 



Moim zdaniem to już jest poziom sucharów z bardzo kiepskich reklam (bądź też z czasopism, w których pointa suchego dowcipu polegała na tym, że potem wszyscy się z tego długo śmiali), ale to już szczegół. Speechwriterzy Nawrockiego byli tak bardzo zajęci wymyślaniem sucharów, że w tym samym przemówieniu przydarzyła im się tyciusia pomyłka. Otóż, okazało się, że w walce o Monte Cassino „nasi” byli obrońcami tegoż. Gdyby taka wpadka przydarzyła się komuś ze strony rządowej, to pewnie całkiem słusznie zostałby taki ktoś zjechany przez wszystkich (no bo to jednak beka). Ponieważ zaś przydarzyła się Nawrockiemu, to na prawicy zapadła taka dziwna cisza, a sam Nawrocki się do tego w ogóle nie odniósł potem. 



I w tym miejscu popełnię kolejną dygresję, albowiem to był ten moment, w którym Nawrocki mógł pokazać, że faktycznie jest takim autentycznym ziomeczkiem, Takim, no wiecie, co to nie jest wytworem marketingu politycznego, tylko „mówi jak jest”. Taki był przecież „selling point” w kampanii. Był ten autentycznie autentyczny Nawrocki i sztuczny Trzaskowski. Czemuż więc, ach czemuż, nasz najautentyczniejszy z prezydentów w żaden sposób tego potem nie skomentował? Ano temu, że doktryna Zjednoczono Prawicowego agitpropu jest taka, że PKN się nie myli (a nawet jeżeli, to na pewno rzadziej niż inni). 


Parę akapitów wcześniej wspomniałem o tym, że część z obrońców Nawrockiego to już sekta i to jest bardzo widoczne, gdy się popatrzy na to, jaki przekaz dominuje na influencerskich kontach. Bo przekaz tam jest konstruowany tak, że czegokolwiek by Nawrocki nie zrobił, to to jest wyjątkowe (aż dziw bierze, że przy okazji wpadki Nawrockiego nie zaczęli opowiadać o tym, że ZROBIŁ TO LEPIEJ NIŻ INNI). Zaczęło się od tego, że Nawrocki „krzyknął do żołnierzy”, a teraz mamy wpisy, z których wynika, że Nawrocki machnął ręką (I shit You not) albo „złożył wieniec” („Zobaczcie jak złożył wieniec!”). I ja rozumiem, że każdy polityk wagi ciężkiej ma swoich wyznawców, ale Batyrowcy wyróżniają się ze swoim przekazem nawet na tle polskiej debaty publicznej, a to już coś. I na tym tę dygresję zakończę. Zaznaczę jedynie, że w planach mam pochylenie się nad tym fenomenem. Niemniej jednak proszę dużą dozę cierpliwości, albowiem będzie to ode mnie wymagało przeczytania książki o Nawrockim (wywiad przeprowadzony przez Andrzeja Nowaka), więc może być bardzo ciężko. 



Choć dygresja się już skończyła, to tematy okołoNawrockie jeszcze nie, albowiem nastąpił follow up czegoś, co można nazwać PawGate, czyli sytuacji, w której ówczesny kandydat na prezydenta RP zaniemógł w trakcie jednego ze spotkań z wyborcami, a potem jeszcze bardziej zaniemógł i pobrudził autobus i siebie samego. W międzyczasie wyproszono wszystkich z busa. Pierwotnie założyłem, że do takiej sytuacji nie doszło (bo absolutnie nikt wcześniej o niej nie wspominał), ale okazało się, że to, co pojawiło się w książce „Skąd się wziął Karol Nawrocki” można uznać za odrobinę oparte na faktach. 


Dla przypomnienia, Batyr opowiadał o tym, że w trakcie jednego ze spotkań źle się poczuł i kazał się zaprowadzić do autobusu, w którym go odcięło i dostał gwałtownych wymiotów. Jego szef ochrony się wypowiedział na ten temat i z tego, co ów pan opowiedział wynikało, że o tym, że „coś się dzieje” z kandydatem dowiedział się od agenta ochrony, który był w busie z Batyrem. W tej samej wypowiedzi Krzysztof „Rydzu” Radziwon (bo tak się zwie ów jegomość) opowiadał o tym, że standardową procedurą po spotkaniu jest „zaciśnięcie pierścienia” i odprowadzenie kandydata do pojazdu. No i wszystko pięknie, ale wydaje mi się, że gdyby z Batyrem faktycznie „coś się działo” już wtedy, to kto jak kto, ale jego ochrona by to raczej zauważyła. 



Co ciekawe, szef ochrony opowiedział o tym, że parokrotnie sugerował Nawrockiemu udanie się do szpitala na płukanie żołądka (co jak mniemam w takiej sytuacji wiązałoby się z przeprowadzeniem „toksykologii”). Kandydat odmówił. No i pytanie, które warto sobie zadać w tym miejscu brzmi następująco: jaki może być powód, dla którego ktoś, w takiej sytuacji (Nawrocki twierdził, że jego ziomeczki mu opowiedziały, że myśleli, że się tam wyloguje) kategorycznie odmawia wizyty w szpitalu? Moim zdaniem tym powodem jest fakt, że kandydat doskonale wiedział, co się z nim dzieje i nie chciał, żeby został po tym jakikolwiek ślad „na papierze”.  Jeżeli bowiem na moment założymy, że prezydent (i jego otoczenie), jest przekonany o tym, że ktoś próbował go otruć (a taką narrację nam zafundowano przy okazji tej konkretnej wrzutki), to absolutnie nic nie tłumaczy tak daleko idącej nonszalancji, prawda? 


Skoro tematy okołoprezydenckie mamy już za sobą, to można przejść do follow-upu afery w Szpitalu Południowym. Po pierwsze, Doktorowi Milonerowi przedstawiono zarzuty. Po drugie, doszło do spięcia narracyjnego na linii kancelaria Kacprzyka (feat niezmordowany Dubois) – Emil Jędrzejewski. 



Zanim przejdę do meritum pozwolę sobie napisać, że w konflikcie Jędrzejewski vs Kacprzyk kibicuję entropii. Skoro wstęp mamy już za sobą, możemy iść dalej. Otóż pewnego dnia kancelaria Kacprzykowa zrobiła wrzutkę medialną pt. „Jędrzejewski wycofuje się z tego co mówił o Kacprzyku na temat jego współodpowiedzialności za śmierć pacjentów” i „jednak już nie twierdzi, że to Kacprzyk jest odpowiedzialny za śmierć pacjenta w łazience szpitalnej” i że informacje o zgonach (których miało być łohoho i jeszcze trochę) uzyskał od osób trzecich. 



Potem Jędrzejewski opowiedział o tym, że on się z niczego nie wycofuje, że pismo do kancelarii Kacprzyka to „stanowisko procesowe w sprawie” i że tak właściwie to on nigdy nie mówił, że Kacprzyk jest odpowiedzialny za śmierć tego jednego pacjenta i ten przypadek podał tylko jako przykład. 



I ja się wam przyznam szczerze, że trochę mnie ta końcówka zdziwiła. Aczkolwiek, zanim napiszę czemu, przypomnę jeszcze raz, że w tym sporze kibicuje entropiii. Ad meritum, jednym z powodów, dla których zacząłem się zajmować pisaniną było to, że nie przepadałem za uczuciem pt. „ktoś tu ze mnie robi idiotę” i dokładnie to samo uczucie mi się odpaliło, jak sobie przeczytałem, że Jędrzejewski wcale nie twierdził, że Kacprzyk jest odpowiedzialny za ten konkretny zgon. Czemu zaś znowu mnie dopadło to uczucie? 



Ano temu, że po pierwsze, Jędrzejewski odpalił na antenie atomówkę pt. „Kacprzyk traktuje ludzi jak fantomy, w Południowym ludzie umierają z jego winy, wszyscy o tym wiedzą i nikt z tym nic nie robi”, po czym stwierdził, że więcej nic nie powie, bo nie czas to i nie miejsce. Po drugie, gdyby Stanowski go nie pociągnął za język, to temat tego pacjenta z łazienki by nie został poruszony. Po trzecie, na miłość nieistniejącego bytu transcendentnego: Stanowski dopytuje typa o szczegóły tej masowej umieralni, a typ opowiada akurat o tym przypadku, w którym tak jakoś się złożyło nie chodzi o Kacprzyka. Zostańmy na moment przy tym punkcie, bo to jest moim zdaniem kluczowe. Typ ma ponoć wiedzę, z której wynika, że tam w Południowym to była masowa umieralnia, ale nie rzuca żadnym przykładem. 



Ktoś może powiedzie: no ok, mordo, może po prostu się bał alboco i wolał, żeby się tym prokuratura zajęła. Jeżeli tak, to po co w ogóle o tym zmarłym w łazience wspominał? Po czwarte, największym absurdem jest to, że w tej konkretnej sytuacji obie strony tego ostatniego narracyjnego spięcia mogą częściowo mówić prawdę. Jędrzejewski gdy mówi, że z niczego się nie wycofuje i kanca Kacprzyka twierdząca, że dostała pismo, z którego wynika, że on te rzeczy mówił, bo je usłyszał od kogoś. Bo to się, przynajmniej w moim laickim mniemaniu „procesowo” spina. Rzecz jasna do czasu, w którym te „osoby trzecie” złożą zeznania. 



Tak na sam koniec tego kawałka Przeglądu powtórzę to, co napisałem dawno temu, gdy się cała sprawa zaczęła. Jestem skłonny uwierzyć w to, że ktoś popełnił błąd i pacjent zmarł, a potem ktoś inny mógł mu pomóc w zatuszowaniu tego. Zresztą w sprawie tego pacjenta znalezionego w łazience tak to mniej więcej wyglądało, bo nikt do niego nie zaglądał i chłop sobie poszedł do łazienki i tam zmarł (i raczej nie zmarł dlatego, że był zdrowy), a potem szef prosektorium został nagrany jak mówi, że trzeba to jakoś ogarnąć, żeby syfu nie było/etc. Niemniej jednak nie jestem skłonny uwierzyć w masową umieralnie, w której równie masowo tuszowano prawdziwe przyczyny zgonu, a wszystko to po to, żeby chronić Kacprzyka. Kupa ludzi w to miała być zaangażowana i absolutnie nikt nie pisnął słówka. A nie uwierzę w to, bo to brzmi jak spiskowa teoria. 
 

Idźmy dalej. Jeżeli kiedykolwiek zadawaliście sobie pytanie „czy na pomocy dla powodzian można robić wały”, to nie musicie się już na tym zastanawiać, albowiem Anna Konieczyńska została wywalona z KO za to, że udało się jej znaleźć odpowiedź na to pytanie. No bo jakoś tak się złożyło, że 4,5 miliona PLN-ów zamiast trafić do powodzian trafiło do podmiotów, które nie ucierpiały w trakcie powodzi. I choć z jednej strony to fajnie, że w wymiarze sprawiedliwości nie działa już Doktryna Zbigniewa (CBA pod koniec sierpnia zatrzymało 6 osób w tej sprawie), ale jednak z drugiej strony, o wiele fajniej by było, gdyby takie rzeczy się po prostu nie działy. 



I znowuż, przyjdzie mi się powtórzyć, albowiem ja na serio nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby robić tego rodzaju wałki. Przecież po wszystkich tego rodzaju działaniach zostaje ślad w papierach (no i tych „papierów” nie da się ot tak zniknąć, ani trzymać w jakimś garażu). Celowo nie wchodzę tu w kwestie etyczne, bo jeżeli ktoś chce jumać kasę dla powodzian, to raczej ciężko go posądzać o to, że ma cokolwiek wspólnego z etycznych zachowaniem. Natomiast jeżeli nawet sprowadzimy to do kwestii stricte pragmatycznych (choć będzie to pragmatyzm złodziejski), to takie zachowanie jest po prostu idiotyczne. Gdyby nie kontekst, całkiem zabawne byłoby to, że jakoś tak się złożyło, że dopiero po wyborach w 2023 Zjednoczonej Prawicy zaczęło przeszkadzać pasienie się na publicznych pieniądzach i złodziejstwo. Ale to trochę jak z PSL-em, któremu w latach 2015-2023 przeszkadzał nepotyzm. 

 

Trochę nakłamałem z tym, że już skończyliśmy tematy okołoprezydenckie, albowiem jeszcze jeden się trafił. Otóż, co się często nie zdarza, prezydent podpisał ustawę. I to nie byle jaką, ale tę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów. Tl;dr chodziło o to, żeby obniżyć ceny paliwa i żeby koncerny paliwowe się do tego dorzuciły. To, że ustawa zostanie podpisana nie było wcale takie oczywiste, albowiem Prezydent wymyślił wcześniej swoją Znacznie Lepszą Ustawę, o nazwie: Paliwo Kosztuje Normalnie. W skrócie PKN, co wcale a wcale nie brzmi jak skrót od Prezydent Karol Nawrocki (po raz kolejny chylę czoła przed prezydenckimi copywriterami)  Co zrozumiałe, w projekcie PKN, eufemizując, nie do końca precyzyjnie wskazywano jakie miały by być źródła finansowania tej całej akcji. 



Tak na pierwszy rzut oka, można mieć skojarzenia z konfiarskimi pomysłami w rodzaju: „tu i tam się znajdzie tyle i tyle miliardów, więc nasze pomysły się spinają”, ale moim zdaniem chodziło o coś zupełnie innego. No bo gdyby taka ustawa została przegłosowana pomimo tego, że osoby pomysłodawcze niezbyt precyzyjnie wskazały źródła finansowania, to skończyło by się na tym, że sfinansować by to musiał budżet. Tak, tenże sam budżet, który zdaniem Zjednoczonej Prawicy jest w opłakanym stanie i w ruinie. I gdyby wprowadzenie w życie tej ustawy odbiło się na sytuacji budżetowej negatywnie, to Zjednoczona Prawica jako pierwsza ruszyłaby do ataku i tłumaczyła, że to wszystko przez to, że Donaldu Tusku nie umie rządzić.  


Co zrozumiałe, w zjednoczono-prawicowej optyce Donald Trump nigdy nie łączy się z wysokimi cenami paliw. To zawsze jest wina obecnej koalicji (tak więc tego drugiego Donalda). Gdy się trochę poskrobie w dyskusji tego czy innego gagatka, to się można dowiedzieć, że ceny paliw na rynkach to jedno, ale przecież rząd może obniżyć akcyzę/etc./etc. Znamienne jest to, że tego rodzaju argumentacja nie pojawiała się u tych gagatków w 2022 roku. Wtedy było wiadomo, że to wszystko wina Putina. Żaden z nich nie tłumaczył, że gdyby tylko Kaczyński chciał, to paliwo byłoby tańsze, no ale huncwot jeden jednak nie chce. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że PKN (przprszm, musiałem) skierował podpisaną ustawę do Trybunału Święczkowskiego w trybie kontroli następczej, ale ponieważ trybunał już dawno temu przestał cokolwiek znaczyć, jest to raczej mało istotny detal. 


UWAGA! KWARTALNIK SPONSOROWANY PRZEZ SUWERENA!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty



Jeżeli chodzi o tematy nieintencjonalnie zabawne, to jakiś czas temu Kanał Zero poświęcił Giertychowi cały tydzień i nazywało się to „Tydzień z Giertychem”. Jeżeli ktoś chce znać moje zdanie na temat tego jegomościa, to zachęcam do przeczytania notki pt. „Nice Guy Roman”, bądź też przesłuchania podkastowego odcinka pt. „Roman Giertych - AntyPiSowski konserwatywny lawirant”. W telegraficznym skrócie: fanem nie jestem i uważam, że umożliwienie mu powrotu do polityki było bardzo złym pomysłem i niczego dobrego nie wnosiło (dla nas, czyli dla społeczeństwa). 


No dobrze, ale co było nieintencjonalnie zabawne w „Tygodniu z Giertychem”? Ano to, że okazało się, że niegdysiejsze poglądy Giertycha (skrajna antyunijność, prorosyjskość, etc., etc.) to powód dla beki. Samo w sobie nie byłoby to zabawne. Niemniej jednak w kontekście tego, jakie poglądy są przez KZ propsowane i w który „segment rynku” celuje KZ, krytykowanie (bardzo durnych, nie ma co ukrywać) poglądów Giertycha wygląda cokolwiek zabawnie.  



Jeżeli chodzi o rzeczy, które są intencjonalnie niezabawne, to do takowych należy wypowiedź Mariusza Błaszczaka, który nie tak dawno dostał od dziennikarza najprostsze możliwe pytanie. Błaszczaka zapytano bowiem o to, czy gdyby Rosja zaatakowała Estonię, to czy Polscy żołnierze powinni jej pomóc. Odpowiedź na to pytanie wydaje się być oczywista: ponieważ jesteśmy w NATO i Estonia jest w NATO, to nasi żołnierze powinni pomóc sojusznikowi. Jakiż był mój brak zaskoczenia, gdy okazało się, że zdaniem Błaszczaka polscy żołnierze powinni przede wszystkim bronić Polski. Potem temat pociągnął w trakcie jednej z debat sejmowych Przemysław „Premier ze Zjednoczonej Prawicy” Czarnek, który, gdy jeden z polityków koalicji rządzącej przypominał ocb z tym artykułem 5 NATO, zaczął drzeć mordę z mównicy Sejmowej: „NO TO JEDŹ I BROŃ”. 


Gdy sobie nad tym zacząłem dumać, to najpierw mi do głowy przyszło, że to pewnie schylanie się po, ahem „antywojenny” elektorat. Tyle, że potem mnie olśniło. Moim zdaniem, parafrazując genialnych speechwriterów PKN (nie mylić z Paliwo Kosztuje Normalnie), klucze do bezpieczeństwa Polski są zamknięte w sejfie. I to nie byle jakim, ale takim, który stoi sobie w Mar-a-Lago. Wydaje mi się, że Błaszczakowy problem z odpowiedzią na jedno z najprostszych pytań wziął się stąd, że Zjednoczona Prawica nie wie, jaką decyzję w tej sprawie podejmie Donald Trump. To tyle w temacie prawicowej super-duper-suwerenności. Bo suwerenność to jest wtedy, gdy trzeba drzeć japę o tym, że ktoś ma czelność krytykować antydemokratyczne działania Zjednoczonej Prawicy, ale gdy trzeba stanąć po stronie Wojska Polskiego albo odpowiedzieć na (uwaga kolejny capslock) NAJPROSTSZE PYTANIE NA ŚWIECIE, to wtedy już nie.  



Wydaje mi się, że to dobry moment, żeby wspomnieć o referendach. O tym, że w Krakowie odbyło się referendum, w którym odwołano Aleksandra Miszalskiego udało mi się wspomnieć w którymś z Przeglądów. Udało mi się również napisać parę słów o Łukaszu Gibale (którego fanem nigdy nie byłem). Natomiast dopiero na początku września (tak więc mniej więcej po jednej drzemce Necronów) okazało się, że tak po prawdzie praktycznie całość kasy wyłożonej na referendum, została wyłożona przez Łukasza Gibałę. Z tego z kolei wynika, że gdyby się okazało, że to on okaże się zwycięzcą wyborów (w pierwszej turze uzyskał najwięcej głosów) i zaczął robić rzeczy, które się suwerenowi krakowskiemu nie spodobają, to zorganizowanie kolejnego referendum może być  trudne, bo Łukasz Gibała raczej na taką inicjatywę pieniędzy nie wyłoży. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że w wyborach w Krakowie nie wziął udział kandydat konfy, bo jego partia poległa w trakcie zbierania podpisów. Tzn. niby się udało zebrać tyle, ile trzeba (tzn. ze sporą „górką”), ale się okazało, że może i zebrano ich dużo, ale po przeliczeniu wyszło, że ważnych było zbyt mało. Nieco zabawnym znajduję to, że gdy je przeliczono po raz kolejny okazało się, że poprawnych jest jeszcze mniej.  


Referendum odbędzie się również w Częstochowie (25 października). To jest, swoją drogą, dość ciekawe, albowiem jedna inicjatywa referendalna (w tej kadencji), mająca na celu odwołanie Krzysztofa Matyjaszczyka, nie doszła do skutku ze względu na to, że zebrano zbyt mało podpisów.  Potem fabuła się zagęściła, bo Matyjaszczyka zatrzymało CBA (dostał zakaz pełnienia funkcji) i dopiero po tym plot twiście udało się zebrać wymaganą liczbę podpisów. Jestem autentycznie ciekaw, jak się to referendum skończy, bo choć nie brakuje w Czewie zmotywowanych środowisk, to nie wiem, na ile rozmowy na ten temat „trafiły pod strzechy”. W Krakowie sytuacja była raczej prosta, bo tam sam Miszalski zadbał o nagłaśnianie referendum (+ nieintencjonalnie [mam wrażenie, że w tym Przeglądzie nadużywam tego słowa] pomógł Sok z Buraka). W Częstochowie wygląda to nieco inaczej i z frekwencją w dniu referendalnym może być różnie. 



Pewne natomiast jest to, że referendum nie odbędzie się w Warszawie, bo zebranie wymaganej liczby podpisów przerosło organizatorów. Capo di tutti capi akcji referendalnej, Maciej Wilk, przyjął to z godnością i winą za to, co się stało obarczył PiS, bo jego zdaniem partia Jarosława Kaczyńskiego nie pomagała w zbieraniu podpisów. Jeżeli mam być szczery, to miałem podejrzenia w kwestii tego, że zbieranie  podpisów nie idzie tak, jakby sobie tego organizatorzy życzyli, bo nikt się jakoś specjalnie nie chwalił tym, ile się udało zebrać. Tzn. do pewnego momentu się tym chwalono, a potem przestano. 


Warto w tym miejscu wspomnieć, że w ramach tej konkretnej akcji rozesłano po Warszawie 400 tysięcy ulotko-formularzy, na których ludzie mogli się podpisywać. Co ciekawe rozesłano je w miejscach, w których Trzaskowski miał gorsze wyniki. Wychodzi na to, że Warszawiacy chyba jednak nie mają nic przeciwko temu, żeby ich prezydentem był Trzaskowski. 



Teraz zaś możemy przejść do ostatniego tematu, którym jest narracyjna biegunka Sławomira Mentzena. Gwoli ścisłości, tego tematu nie chce mi się źródłować (no bo to jednak Mentzen). Zaczęło się od tego, że Mentzenowi nie spodobało się to, że mamy w Polsce policjantki. Potem tłumaczył, że to wszystko dlatego, że przecież są tu w Polsce jakieś gangusy, wielkie chłopy, to gdzie tam tym kobitom do nich. No bo przecież wiadomo, że w policji nie ma żadnego „podziału obowiązków” i dokładnie te kobiety ze zdjęć, które zszokowało Mentzena, zostaną oddelegowane do zatrzymywania karków pocących się trenbolonem. 


Potem było już tylko lepiej, bo następny w kolejce był screen wiadomości, którą Mentzen rzekomo od kogoś dostał. W screenie stało, że kolega z Wrocławia napisał do autora wiadomości, że jego syn się nie dostał do policji, bo co prawda wyniki miał top 5, ale ciśnienie mu zbyt wysokie wyszło w badaniach (A POZA TYM BABY MIAŁY ŁATWIEJ!). W międzyczasie była policjantka zasugerowała Mentzenowi, że jeżeli tak bardzo chce coś udowodnić, to ona zaprasza na testy sprawnościowe. No i jakoś tak się złożyło, że Mentzen się nieszczególnie wyrywał do przyjęcia wyzwania. Najprawdopodobniej ktoś mu powiedział, że nie będzie mógł jeździć po bieżni hulajnogą. 



Niestety nie możemy zatrzymać karuzeli śmiechu, bo jeszcze bardziej potem Mentzenowi zaczęło przeszkadzać to, że kobiety służące w wojsku będą miały odpowiednie mundury. Mentzen straszliwie zbóldupił i zaczął tłumaczyć, że przecież nie ma wojen dedykowanych specjalnie dla kobiet. Gdybym był złośliwy to bym napisał, że w ukraińskim wojsku (według ogólnodostępnych danych) służy 57 tysięcy żołnierek. W tym samym wojsku nie służy zaś żaden Sławomir Mentzen. Więc wychodzi na to, że może i wojny nie są „dedykowane” dla kobiet, ale dla Mentzenów tym bardziej. 



Kolejnym doskonałym pomysłem Mentzena jest przywrócenie powszechnego poboru (i zamiana WP na januszex, bo jeszcze któryś poborowy by coś zarobił w trakcie służby, a tego byśmy nie chcieli, prawda). Ja to ujmę tak. Czy przydałoby się jakieś przeszkolenie wojskowe dla osób niebędących żołnierzami zawodowymi? Niestety tak. Czy to oznacza, że należy przywrócić powszechny pobór? Biorąc pod rozwagę to, że ludzie starali się unikać służby wojskowej, gdy mieliśmy powszechny pobór (A BYŁY TO W MIARĘ SPOKOJNE CZASY), to chyba wiem, co by się działo teraz. Unikanie służby wojskowej było wtedy na tyle powszechne, że we wkładce do kasety (nie było mnie stać na CD-ki, więc kupowałem kasety) znalazło się hasło: „uniknięcie służby wojskowej podstawowym zaszczytem i obowiązkiem obywatela”. 


Nie bardzo wiem, jaki jest masterplan Mentzena, bo o ile hejtowanie kobiet jestem w stanie zrozumieć, bo mniej więcej wiadomo, jakie zdanie na ich temat ma spora część elektoratu Mentzena, to jednak postulowanie wprowadzenia powszechnego poboru stoi w sprzeczności z tym, co do tej pory Mentzen swojemu elektoratowi opowiadał o wojnie. Czyli z jednej strony Mentzen denerwuje kobiety, ale z drugiej strony denerwuje również swój żelazny elektorat. 



Moim zdaniem (co już zasygnalizowałem) przeszkolenie by się przydało, ale na pewno nie na zasadzie obowiązkowego poboru i na pewno nie tak, jak to sobie wymyślił Mentzen (czyli zrobienie tego po taniości), bo wartość takiego szkolenia będzie, eufemizując, ujemna. 



I tym, nie bardzo wiem jakim akcentem zakończę powyższą Ścianę Tekstu 




Źródła:

https://ewybory.eu/sondaze/polska/#

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-pis-zdecydowalo-niemal-wszyscy-politycy-rozwoju-plus-wyrzuce,nId,23528789

https://fakty.tvn24.pl/zobacz-fakty/jaroslaw-kaczynski-o-aborcji-kazdy-moze-sobie-zalatwic-aborcje-za-granica-ra1061743-ls6313897

https://polityka.se.pl/wiadomosci/kaczynski-byl-za-przymusowymi-szczepieniami-morawiecki-ujawnia-aa-J8st-NMHa-rHMs.html

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,27245452,jednak-przymus-szczepien-wiceminister-buda-to-jeszcze-nie.html

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-08-18/morawiecki-chce-powolania-sluzby-deportacyjnej-zabezpieczenie-spokoju-na-polskich-ulicach/

https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/rocznica-zaprzysiezenia-prezydenta-rp,124345

https://www.pap.pl/aktualnosci/obchody-swieta-wojska-polskiego-prezydent-i-szef-mon-o-safe-i-bezpieczenstwie-kraju

https://www.wprost.pl/kraj/12415443/karol-nawrocki-zaliczyl-wpadke-pochwalil-obroncow-monte-cassino.html

https://x.com/KarolPopieramy/status/2107404131358904423

https://www.rp.pl/polityka/art44845021-szef-ochrony-karola-nawrockiego-w-kampanii-ujawnia-co-sie-stalo-w-zabkowicach-slaskich

https://www.rp.pl/ochrona-zdrowia/art45171061-afera-wokol-szpitala-poludniowego-czy-dr-emil-jedrzejewski-wycofal-sie-ze-swoich-slow

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-09-22/zwrot-w-sprawie-dawida-kacprzyka-jedrzejewski-zaprzecza-nie-wycofuje/

https://zero.pl/news/afera-w-szpitalu-poludniowym-dr-jedrzejewski-reaguje-na-pismo-pelnomocnika-dawida-kacprzyka

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-07-13/zmarl-w-lazience-szpitala-poludniowego-trzeba-zrobic-tak-zeby-syfu-nie-bylo/

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-polityk-ko-wykluczona-z-partii-poklosie-afery-ws-pomocy-dla,nId,23531342

https://wiadomosci.wp.pl/szesc-osob-z-zarzutami-w-aferze-powodziowej-powodz-nigdy-nie-dotarla-7323041455695904a

https://wpolityce.pl/polityka/czekam-na-podpis-tusk-bezczelnie-prowokuje-ale-pomija-wazny-fakt,258752

https://dorzeczy.pl/opinie/952420/prezydent-nawrocki-podpisal-ustawe-ws-paliw-komorowski-to-nie-bylo-oredzie.html

https://www.rp.pl/prawo-dla-ciebie/art45162251-prezydent-proponuje-swoj-plan-lagodzenia-cen-paliw-pokazal-projekt

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2023/08/nice-guy-roman.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-poruszenie-po-slowach-blaszczaka-o-polsce-i-nato-skandal-jes,nId,23537521

https://orka2.sejm.gov.pl/StenoInter10.nsf/0/018A34A22B3059C8C1258E68005E7074/%24File/64_c_ksiazka.pdf

https://tvn24.pl/krakow/krakow-stowarzyszenie-lukasza-gibaly-sfinansowalo-referendum-st9217321

https://oko.press/na-zywo/na-zywo-relacja/oficjalnie-lukasz-gibala-wygrywa-i-ture-wyborow-w-krakowie

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kompromitacja-konfederacji-w-krakowie-w-100-proc-idzie-to-na,nId,23540682

https://tvn24.pl/wybory-w-krakowie-2026/krakow-kolejna-decyzja-w-sprawie-kandydatury-bartosza-bochenczaka-z-konfederacji-st9231219

https://dziennikzachodni.pl/nie-bedzie-referendum-w-czestochowie-nie-uda-sie-zebrac-wymaganej-liczby-podpisow-by-odwolac-krzysztofa-matyjaszczyka/ar/c1p2-28086903

https://cba.gov.pl/pl/aktualnosci/5288,Prezydent-Miasta-Czestochowy-zatrzymany.html

https://samorzad.pap.pl/kategoria/aktualnosci/wyznaczono-date-referendum-ws-odwolania-prezydenta-czestochowy-i-rady-miasta

https://tvn24.pl/tvnwarszawa/srodmiescie/warszawa-nie-bedzie-referendum-w-sprawie-odwolania-rafala-trzaskowskiego-st9259198

https://www.rp.pl/opinie-polityczno-spoleczne/art45214541-zuzanna-dabrowska-referendum-w-sprawie-podswietlania-palacu-kultury-na-rozowo

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-10-03/policjantka-rzucila-wyzwanie-mentzenowi-w-necie-macho-a-w-realu/

https://kyivindependent.com/more-than-57-000-women-serve-as-military-personnel-in-ukraines-armed-forces-general-staff-says/