piątek, 13 grudnia 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #135

 W poprzednim przeglądzie wspominałem o tym, że dwie największe partie odsłoniły karty i wiadomo, kto będzie je reprezentował w wyborach prezydenckich. Rzecz jasna, zawsze istnieje możliwość zamiany kandydata (o czym przekonaliśmy się w 2020 roku), ale póki co wszystko wskazuje na to, że KO będzie reprezentował Trzaskowski, a PiS Karol Nawrocki. O przyczynach, dla których w PiSie się zdecydowano na takiego „Dudę 2.0” wspominałem w poprzednim Przeglądzie, ale chcę zrobić jeden update. Czasami bywa tak, że widzimy jakieś związki przyczynowo skutkowe, ale wydają się nam one tak oczywiste, że dochodzimy do wniosku, że „naaah, tu na pewno nie o to chodzi”. Tak było ze mną i z Nawrockim.

Otóż, gdy ogłoszono, kto będzie obywatelskim kandydatem Zjednoczonej Prawicy, popieranym przez Zjednoczoną Prawicę i otaczający się ludźmi ze Zjednoczonej Prawicy, w internety wrzucono krótki filmik z siłowni. I tak sobie wtedy pomyślałem, że być może chodziło o to, żeby ludzie z jednej strony mieli Trzaskowskiego, który ma jakieś wykształcenie i sporo czyta (o ile mnie pamięć nie myli, kiedyś nawet Zjednoczona Prawica usiłowała toczyć bekę z tego, że Trzaskowski ma dużo książek w gabinecie), a z drugiej strony historyka z wykształceniem, który w przeciwieństwie do Trzaskowskiego, pizga żelastwo na siłowni i do tego był bokserem. To był właśnie ten moment, w którym człowiek sobie myśli: „dobra, to nie może być aż tak proste”. A potem się okazało, że, owszem, to jest takie proste. Zupełnym bowiem przypadkiem, gdy obywatelski kandydat Nawrocki biegał w ramach kampanii, niezrównany portal wPolityce, poświęcając temu krótki artykuł, umieścił tam również pytanie jednego z „przypadkowych internautów”: „Gdzie jest pan Rafał?”.

Dodatkowo trochę na siłę (to jest początek suchara) próbowano wrzucać w soszjale hasło „silny prezydent na trudne czasy”. Ciekaw jestem czy osoby, które próbowały to wrzucić, zdają sobie sprawę z tego, że powielają hasło wyborcze kandydata Ruchu Narodowego z 2015 (Mariana Kowalskiego), aczkolwiek u niego to było „silny człowiek na trudne czasy”, tak więc pewnie się po prostu czepiam bez sensu. Potem były fotki z kampanijnego noszenia worków z zaprawą w Lądku Zdroju. Niemniej jednak tym, co mnie ostatecznie przekonało (i przy okazji wywaliło mój wewnętrzny krindżometr) było to, jak na spotkaniu zupełnym-przypadkiem zapytano Nawrockiego o jego rekord na ławce prostej. Wiecie, jak sztab Trzaskowskiego chciał w 2020 zagrać kartę „nasz kandydat zna języki obce”, to dziennikarze z mediów zagramanicznych zadawali mu pytania w obcych językach (prawica usiłowała to wtedy wykoleić i skończyło się wiekopomnym „brzmisz jak Polak”). Gdyby to sztab Zjednoczonej Prawicy ogarniał kampanię Trzaskowskiego, to ktoś na spotkaniu zadałby mu pytanie o to, ile zna języków, a ten by je wymieniał (+ pewnie dodatkowo mówiłby na jakich poziomach). Nie da się bowiem zadać bardziej generycznego pytania dotyczącego siłowni niż to, ile ktoś wyciska na ławce płaskiej. Jest to o tyle żenujące, że ten człowiek przecież musiał sporo ćwiczyć i można go było zapytać choćby o rekord w martwym, albo o przysiad ze sztangą.

I w tym miejscu kandydat mógł zrobić cokolwiek, zażartować, że to było tak dawno temu, że już nie pamięta, że w sumie to nie wie, bo nie robił maksów na ławce. Ale gdzie tam, obywatelski kandydat od razu odpowiedział na to pytanie (co mnie w sumie nie dziwi, bo sam pamiętam swoje życiówki), ale zastrzegł, że wtedy więcej ważył, a teraz waży mniej, tak więc mniej wyciska. Do tego momentu można by to jeszcze było zrzucić na karb przypadku. No ok, ktoś wrzucił w internety filmik z ćwiczącym kandydatem i jakiś uczestnik był po prostu ciekaw. Tyle, że potem Karol Nawrocki pociągnął temat dalej i zrobił to z subtelnością właściwą swej kondycji intelektualnej: „Tylko proszę was, nie patrzcie na mnie tylko jak - chociaż nim jestem - na chłopaka z siłowni. Bo jestem jednak doktorem nauk humanistycznych (...)”. Ok, typie, nikt nie będzie Cię traktował jak chłopaka z siłowni, bo jesteś po 40. Natomiast jeżeli nie chcesz, żeby ktoś patrzył na Ciebie przez pryzmat aktywności fizycznej, to może przestań to podkreślać przy każdej możliwej okazji. Nieco zaś bardziej na serio, to coś mi mówi, że o ile sztab obywatelskiego kandydata się nie ogarnie, to będziemy mieli takich wrzutek znacznie więcej, albowiem kampania się dopiero rozkręca. Już po napisaniu tego kawałka trafiłem w soszjalach na fotkę (i artykuł z portalu Niezależna), na której Nawrocki niósł Pralkę na ramieniu a zagadnięty o to (przez przypadkowych ludzi rzecz jasna) lapidarnie stwierdził, że w sumie to nie była taka ciężka. Wydaje mi się, że dużymi krokami zbliżamy się do momentu, w którym Obywatelski Kandydat będzie wnosił lodówkę na siódme piętro.

A propos rozkręcającej się kampanii. Dla każdego od dawna oczywiste jest to, że partie (literalnie wszystkie) robią sobie jaja z dziurawych przepisów i ogarniają sobie kampanie wyborcze na wiele miesięcy przed legitną kampanią. Rzecz jasna, żeby się PKW nie czepiało, to się nazywa „działania prekampanijne” i cyk, pora na CSa, bo takich działań przepisy nie regulują. Na ten przykład, ja w tym temacie popełniłem notkę w 2014 roku, albowiem to wtedy wzmagał się był na portalu „Niezależna” Cezary Gmyz, który zwrócił uwagę na to, że PSL i PO ogarniają sobie billboardy, mimo że kampanii nie ma jeszcze. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że Cezaremu Gmyzowi (co nie powinno dziwić) umknął ten drobny szczegół, że PiS też się wtedy w to bawił (żeby nie być gołosłownym, w swojej notce umieściłem fotkę cykniętą w okolicach dworca PKS, na której to fotce było widać wcale-nie-billboard-wyborczy Tomasza Poręby).


Potem zaś mieliśmy Zjednoczoną Prawicę przy władzy i kampanię wyborczą prowadzoną wszelkimi możliwymi sposobami 24/7 przez bite dwie kadencje. I w tym momencie wchodzi Nadzieja Dziennikarstwa i Nowomianowany Cesarz Researchu Krzysztof Stanowski, który zaczął się dosłownie parę dni temu oburzać na ten niecny proceder. Zupełnym przypadkiem akurat wtedy, gdy Trzaskowski rozpoczął swoje, ahem, „działania prekampanijne”. Co zrozumiałe, zaczęto mu hurtowo pod wpisem zwracać uwagę na to, że się trochę spóźnił z oburzeniem i co równie zrozumiałe, Nadzieja Dziennikarstwa to olała.

Wrócę na moment do Obywatelskiego Kandydata, bo się okazało, że miał dość nieciekawe powiązania. Wzięły się one stąd, że Nawrocki obracał się w towarzystwie kibolskim. Dla nikogo zaś nie jest tajemnicą to, że te środowiska (w szczególności w dużych ośrodkach) są siedliskiem wszelkiej maści gangsterki i przestępczości zorganizowanej. I znowuż, ja jestem w stanie zrozumieć to, że nie jest winą Obywatelskiego Kandydata to, że ludzie, których znał, poszli w gangsterkę. Niemniej jednak zastanawiające jest to, że będąc szefem IPN cykał sobie fotki z ludźmi, o których działalności musiał wiedzieć (bo znał ich od dawna). Pozostaje jeszcze kwestia „raportu”, który w sumie nie wiadomo kto wyprodukował i o którym sporo pisano. Tl;dr w tym dokumencie były po prostu zebrane do kupy różne informacje o Nawrockim i jego otoczeniu. Nic szczególnie odkrywczego się tam nie znalazło. Śmiem twierdzić, że gdyby kandydatowi na prezydenta z KO dało się przypiąć znajomości z gangusiarnią, to TV Republika utworzyłaby osobny kanał, na którym opowiadano by o tym non stop. Ponieważ zaś sprawa dotyczy „swojego”, to jak wiadomo „sprawy nie ma”.

W poprzednim Przeglądzie napisałem byłem o tym, że być może doczekamy się w naszym pięknym kraju nad Wisłą edukacji seksualnej z prawdziwego zdarzenia. Wspomniałem również o wzmożeniu Episkopatu i pewnego instytutu. Okazało się, że wzmożenie jest nieco większe, ale ogranicza się do organizacji albo bezpośrednio powiązanych z Kościołem, albo skrajnie szurskich. Co ciekawe, gdy organizacje te zorganizowały spęd w Warszawie, pojawił się na nim nie kto inny, a „nie patrzcie na mnie jak na chłopaka z siłowni” Obywatelski Kandydat Karol Nawrocki. I szczerze mówiąc jest to dość ciekawe, bo na tym spędzie roiło się od szurii (w tym takiej, która swego czasu lżyła PiS za „segregacjonizm sanitarny”/etc.). Poza tym, być może ja siedzę w bańce, ale wydaje mi się, że pomimo zaangażowania Kościoła, sprawa edukacji zdrowotnej niespecjalnie rezonuje w środowiskach innych, niż skrajna prawica. To już nie jest rok 2013/2014, kiedy to można było ludziom wmawiać, że w myśl wytycznych edukacji seksuaalnej WHO dzieci w przedszkolu będzie się uczyć masturbacji. Tym samym dziwić może to, że angażuję się w to kandydat największej partii opozycyjnej, która zdaje sobie sprawę z tego, że przy pomocy samego betonu nie da się wygrać wyborów. Aczkolwiek, może to po prostu kolejna partia szachów 5D, a ja się najzwyczajniej  nie znam.

Co się zaś tyczy samej edukacji, to najmniejszym zdziwieniem świata jest to, że głównym hamulcowym w tej sprawie jest organizacja, która jako jedyna ma problemy z instytucjonalnym tuszowaniem pedofilii,  i która robi wszystko, żeby nie ponosić żadnych konsekwencji działań jej członków. Na uwagę zasługuje zaś fakt, że list otwarty w obronie tego przedmiotu podpisał między innymi Tomasz Terlikowski, Małgorzata Terlikowska i Błażej Kmieciak. Tenże sam Błażej Kmieciak, który był członkiem państwowej komisji, powołanej przez PiS po filmach Sekielskich, która to komisja (dzięki PiSowi) nic nie mogła. Kmieciak w pewnym momencie zrezygnował z szefowania i pozostaje członkiem tejże komisji. Istotne jest to, że Błażej Kmieciak jest jedną z niewielu osób, które współpracowały z Ordo Iuris i z tej współpracy zrezygnowały. W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję krótką. Kościół nie ma zbyt dobrej passy i ze wszelkich możliwych badań wynika, że liczba jego fanów się zmniejsza.

Choć póki co wpływ Kościoła na politykę jest znaczny (wystarczy popatrzeć na głosowania w sprawie dekryminalizacji aborcji) i choć hardkorowi fani tej organizacji są rozwrzeszczani tak, że sprawiają wrażenie bardzo licznej grupy, to jednak jego wpływ na przeciętnego Kowalskiego jest coraz mniejszy. Przyczyny są różne, ale jedną z nich jest to, że „twarzami” Kościoła są skrajnie prawicowi politycy i działacze. Zmierzam do tego, że mamy w Polsce sporo ludzi wierzących, ale niekoniecznie identyfikujących się z Kościołem i jego poczynaniami. Gdyby było inaczej, to liczba uczestników marszów w „obronie papieża”, którymi to marszami PiS usiłował ratować swoje sondażowe słupki w marcu 2023, byłaby o rząd wielkości większa. W kontekście powyższego nieco dziwi ośli upór polityków różnej maści, którzy za punkt honoru postawili sobie robienie tego, czego sobie duchowni zażyczą. Dziwi również mnogość tych polityków.

Wracając do tematu edukacji. Pamiętam doskonale, jak wyglądała debata publiczna lata temu, gdy do Polski wjechało rosyjskie dezinfo, dotyczące wytycznych WHO. A wyglądała ona tak, że osoby takie, jak Dariusz Oko, robiły oszałamiające (choć na szczęście krótkotrwałe) kariery medialne. Mało kto wtedy bronił tych wytycznych, bo też i mało kto wiedział, o czym tak właściwie mowa, poza tym, że o naukę mastur**cji w przedszkolu. Wtedy też mogliśmy zaobserwować prawicowe wzmożenie na tle „genderu” (do tej pory nie udało mi się dowiedzieć, czym jest „ideologia gender”). Wydaje mi się, że dużym błędem było powielanie tych wszystkich durnych narracji bez równoczesnego debunkowania ich. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim mainstreamowym mediom, które w pogoni za klikami i wejściami wrzucały mądrości wszelkiej maści księży Oko do debaty publicznej. Teraz sprawa wygląda zupełnie inaczej i edukacja zdrowotna ma swoich obrońców. Z jednej strony są to osoby pokroju Terlikowskich, a z drugiej np. Polski Związek Zawodowy Psychologów. Co prawda, prawica bardzo dobrze się czuje, mogąc tłumaczyć, że wszyscy są przeciwko niej i że na dodatek są ze sobą w zmowie, ale z punku widzenia przeciętnego Kowalskiego wygląda to tak, że z jednej strony mamy różne środowiska, a z drugiej te same co zawsze, które klepią te same bzdury co zawsze. To napisawszy nadal mam obawy, że za pięć dwunasta mogą się w koalicji objawić hamulcowi (khe, khe, PSL, khe, khe), którzy będą chcieli z tą edukacją walczyć, bo uznają to za „lewicową rewolucję” albo coś w ten deseń. 

Już po napisaniu tego kawałka okazało się, że jedna z moich najukochańszych sondażowni przeprowadziła badania na temat edukacji zdrowotnej. Ponieważ tą sondażownią był IBRIS pytanie, które zadano respondentom było całkowicie neutralne, nie było w nim żadnego wartościowania i wcale nie miało sugerującej treści. A nieco bardziej na serio, to odstawcie płyny, bo będzie cytat: „Czy edukacja zdrowotna to deprawacja i nadmierna seksualizacja dzieci?”. Ponieważ nie jestem pracownikiem IBRISu, nie mam pojęcia czemu ktoś zdecydował się na wrzucenie tam słowa „nadmierna”. Niemniej jednak, nawet sondaż z tak doskonale skonstruowanym pytaniem badawczym, dał niezbyt dobre dla hamulcowych rezultaty: „60,7 proc. uczestników ankiety jest przeciwnego zdania, w tym aż 39,1 proc. zdecydowanie nie zgadza się z tym stwierdzeniem (…) Nieco ponad jedna czwarta (27,4 proc.) respondentów uważa edukację zdrowotną za deprawację i seksualizację nieletnich. 11 proc. nie ma zdania.”. Jako ciekawostkę mogę dodać, że nawet po stronie opozycyjnej 49 procent badanych popiera edukację zdrowotną i choć próbowano to tłumaczyć tym, że, hehe, wiecie, teraz jest tam też Razem, to wydaje mi się, że nawet bez Razemów te słupki nie byłyby zbyt dobre dla Zjednoczonej Prawicy (i Obywatelskiego Kandydata).


Uwaga! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Kolejny temat jest z gatunku tych, o których można powiedzieć, że „żodyn się nie spodziewał”. Bogdan Święczkowski został prezesem Trybunału, który część osób nazywa „Konstytucyjnym”. Przyznam, że gdy tylko zobaczyłem informacje o tym, że w trybunale dojdzie do zmiany i że dotyczyć ma ona osoby prezesowej, to momentalnie mi przyszła do głowy myśl, że pewnie chodzi o to, żeby przedłużyć chaos prawny. A potem się okazało, że zamiast odkrycia towarzyskiego Jarosława Kaczyńskiego, szefem jednego z rozmontowanych bezpieczników ustrojowych zostanie człowiek, który stratował w wyborach z list PiSu, był bliskim współpracownikiem Ziobry i tak dalej i tak dalej. Nawiasem mówiąc, to jest kolejny przykład tego, jak PiS robi to, o co oskarżał opozycję w latach 2015-2023. Chodzi rzecz jasna o bycie totalną opozycją (tak wiem, hasło wyszło ze środowisk platformianych, ale potem było używane przez PiS, jako obelga). Bo wiecie, teraz jest tak, że Trzaskowski może sobie wygrać wybory i może podpisywać ustawy, przegłosowane przez sejmową większość, ale na końcu tego łańcucha będzie stał Święczkowski, który ustala skład orzekający trybunału. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że jedną z narracji pomocniczych, której Zjednoczona Prawica używała w trakcie rozjeżdżania Trybunału Konstytucyjnego walcem była taka, z której wynikało, że trzeba to zrobić, bo jeżeli nie to TK, na ten przykład, skanceluje 500+. I nie, to nie jest fabrykowanie konsekwencji i wymyślanie. PiS już udowodnił (przy pomocy swojego trybunału) po co to wszystko było, bo, na ten przykład, usiłowano skancelować komisje śledcze. Nigdy wcześniej TK nie orzekał w sprawie komisji śledczych, aż do teraz. Moim zdaniem o czymś to świadczy, ale zapewne jestem po prostu uprzedzony.

Na sam koniec niniejszego Przeglądu zostawiłem sobie coś z zupełnie innej beczki. Tym czymś jest sytuacja TVNu. Otóż, od jakiegoś czasu głośno było o tym, że Amerykanie będą chcieli tę stację sprzedać. A potem jeszcze głośniej zrobiło się o tym, że stację tę najprawdopodobniej kupi jeden z orbanowskich oligarchów. Od tego momentu prawicowa infosfera non stop grzała narrację o tym, że wreszcie będzie pięknie i już nawet wyliczano, kto weźmie jaki stołek w TVN. Prawicowych zdań odrębnych było bardzo niewiele. Nie byłbym sobą, gdybym w tym momencie nie wspomniał o tym, że ci sami ludzie jeszcze nie tak dawno temu przekonywali nas do tego, że nie może być tak, że jakieś obce kapitały będą kontrolowały media, które „nadają” w Polsce. Ci sami ludzie teraz nie mogli się doczekać sytuacji, w której jakiś węgierski oligarcha położy łapę na tej stacji.

Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że biorąc pod rozwagę rynek medialny u Węgrów już samo to, że jakiś oligarcha tamtejszy przejmie jedną z trzech największych stacji telewizyjnych w Polsce, byłoby niezbyt dobre. Znacznie gorsze jest natomiast to, że Węgrzy od 2022 roku aktywnie wspierają Rosję. Nie trzeba być fanem TVNu (a ja akurat fanem nie jestem), żeby się zorientować, że to jest raczej średnia sytuacja. Znamienne jest to, że Zjednoczona Prawica w ogóle nie zwraca uwagi na to zagrożenie. Dla nich najistotniejsze jest to, że Obajtek będzie mógł do TVNu wejść „jak do siebie”. Nie jest to pierwszy przypadek, w którym partyjna kalkulacja przysłania Zjednoczonej Prawicy absolutnie wszystko inne.

W dniu, w którym pisałem te słowa premier Tusk ogłosił, że zarówno Polsat jak i TVN zostaną objęte ochroną, jako spółki strategiczne i nie będą mogły zostać sprzedane bez zgody rządu. Choć 99% uwagi komentujących skupia się na TVNnie, to ja bym w tym miejscu zaznaczył, że w kontekście tego, co się ostatnio dzieje w otoczeniu Solorza, Polsatowi taka ochrona też by się przydała. Nie mam pojęcia, jak to będzie wyglądało w praktyce i na ile wiążące jest takie rozporządzenie. Nie wiem również czy rząd zdąży z takim rozporządzeniem przed finalizacją transakcji. Generalnie na tym etapie niewiele wiadomo. Wiadomo natomiast, że Zjednoczona Prawica eksplodowała z oburzenia. Ta sama partia, która nie tak dawno temu tłumaczyła, że hola hola, to nie może być tak, żeby jakieś obce kapitały/etc., dzisiaj (tzn. 11 grudnia 2024) zaspamowała soszjale swoimi mądrościami na temat tego, czemu Tusk jest komuchem i że to w ogóle skandal.

Mój prywatny hot tejk jest taki, że Zjednoczona Prawica musiała mieć dopięte na ostatni guzik kampaniowanie dla Obywatelskiego Kandydata przy użyciu przejętego TVNu. Ktoś może powiedzieć „ok, ale pewnie by tam zrobili paździerz taki, jak wcześniej w TVP Info, a potem w przerośniętej TV Republika” i taki ktoś miałby rację, niemniej jednak nawet paździerz mógłby się przyczynić do powiększenia chaosu informacyjnego. Bo co prawda to nie jest tak, że ludzie oglądający TVN po tym, jak zacząłby się tam pojawiać Rachoń, Holecka, Klarenbach/etc. (a Obajtek wchodziłby jak do siebie) rzuciliby się do głosowania na Obywatelskiego Kandydata, to jednak chaos informacyjny w trakcie kampanii prezydenckiej nie jest dla nas, jako obywateli, optymalnym stanem. Abstrahując od tego, że przejęty przez węgierskiego oligarchę TVN prócz promowania członków Zjednoczonej Prawicy, promowałby również prorosyjskie narracje w temacie Ukrainy/etc. Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że Zjednoczona Prawica zupełnie ignorowała taki drobny szczegół, ja kto, że niejednokrotnie się już zdarzało, że Orban dbając o swoje własne interesy, zachowywał się względem partii Kaczyńskiego nieszczególnie lojalnie. A tak po prawdzie, to w tym konkretnym układzie (Węgry dają kasę, a PiS w sumie nie wiadomo co) partia Kaczyńskiego nie miałaby zbyt wielu atutów.



I tym, nie wiadomo jakim akcentem, zakończę powyższy Przegląd.


Źródła:

https://wpolityce.pl/polityka/715201-poranny-bieg-nawrockiego-silny-prezydent-na-trudne-czasy

https://x.com/WojciechGnat/status/1865869810258874751

https://wpolityce.pl/polityka/226247-silny-czlowiek-na-trudne-czasy-marian-kowalski-kandydatem-ruchu-narodowego-na-prezydenta

https://www.youtube.com/watch?v=fGmtC-64Tzk

https://tvn24.pl/wroclaw/karol-nawrocki-w-ladku-zdroju-wstal-o-pierwszej-nosil-worki-i-przedstawil-syna-st8212294

https://tvn24.pl/polska/karol-nawrocki-w-lublinie-prosze-was-nie-patrzcie-na-mnie-tylko-jak-na-chlopaka-z-silowni-jestem-jednak-doktorem-nauk-st8212890

https://dorzeczy.pl/kraj/144163/trzaskowski-dostal-pytanie-po-francusku-oto-co-odpowiedzial.html


Moja stara notka o „prekampaniach”, które się wtedy jeszcze nie nazywały „prekampaniami”

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2014/02/niepokorni-w-suzbie-pis.html

https://x.com/K_Stanowski/status/1865828196135940556

https://tvn24.pl/polska/prezes-ipn-kontaktowal-sie-z-bylym-czlonkiem-gangu-sutenerow-ustalenia-rzeczpospolitej-st8067296

https://tvn24.pl/polska/raport-na-temat-karola-nawrockiego-jaroslaw-kaczynski-ktos-nawet-nie-wiem-kto-mi-go-dostarczyl-st8214821

https://www.pap.pl/aktualnosci/protest-przeciwko-edukacji-zdrowotnej-w-szkolach-nasze-wideo

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-polacy-zapytani-o-edukacje-zdrowotna-w-szkolach-jednoznaczny,nId,7874021

https://oko.press/trybunal-zablokuje-500-plus-kaczynski-tylko-straszy

https://tvn24.pl/polska/bogdan-swieczkowski-kim-jest-nowy-prezes-trybunalu-konstytucyjnego-st8215899

https://www.money.pl/gospodarka/bede-tam-chodzil-jak-do-siebie-daniel-obajtek-wypalil-o-przyszlosci-tvn-7095430726470208a.html

https://www.money.pl/gospodarka/tvn-i-polsat-pod-specjalna-ochrona-tuskzapowiada-7102122775177888a.html


wtorek, 26 listopada 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #134

 Przyznam szczerze, że pierwotne założenie było takie, żeby o zwycięstwie Trumpa napisać osobny tekst, ale potem sobie pomyślałem, że może lepiej wrzucić to w Przegląd, bo w przeciwnym wypadku Przegląd zostanie przesunięty na nie-wiadomo-kiedy. Kolejna sprawa, do której się muszę przyznać (owszem, również szczerze) to to, że ja się już jakiś czas temu przestawiłem i staram się nie komentować zbyt wielu wydarzeń „na świeżo” (a już w szczególności wydarzeń o takiej kategorii wagowej) ze względu na to, że bardzo często się okazuje, że informacje, na których człek opiera swoje wielce-uczone-wywody się dezaktualizują i potem trzeba posypywać głowę obierkami z cebuli. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że notka poświęcona zwycięstwu Trumpa miała mieć tytuł „Nie jest dobrze”.

Przyznam szczerze, że byłem lekko zaskoczony wynikiem wyborów w USA. Co prawda nie spodziewałem się jakiegoś ogromnego pospolitego ruszenia i gigantycznego zwycięstwa Harris (po hamerykańsku to się chyba „landslide” nazywa) w rodzaju tego, które wywalczył sobie Obama w 2008 roku. Obstawiałem, że wszystko rozstrzygnie się tak, jak w 2020, czyli „na żyletki”.

Rzecz jasna już „po wszystkim” obrodziło ekspertami, którzy zaczęli tłumaczyć, że jakby co, to było wiadomo od początku jak to się skończy, albowiem (i tu wstaw dowolny argument, który przyszedł ekspertowi do głowy). W tym miejscu warto poczynić jedno rozróżnienie. Prawicowi „eksperci” również utrzymują, że jakby co, to oni wszystko przewidzieli. Nieśmiało przypominam, że ci sami ludzie „przewidzieli” zwycięstwo Trumpa w 2020 roku, zaś po tym, gdy jednak się okazało, że Trump wyborów nie wygrał „przewidywali”, że Trump, mimo przegranych wyborów, utrzyma się przy władzy. Prezydent Andrzej Duda, który w 2016 roku pogratulował Trumpowi zwycięstwa, w 2020 gratulował Bidenowi „udanej kampanii”. Najmniejszym zaskoczeniem świata było to, że po listopadowych wyborach znowu pogratulował zwycięstwa. To zupełnie tak, jak gdyby była tam jakaś prawidłowość, której nie jestem w stanie uchwycić moim lewackim rozumem.


Nieco zaś bardziej na serio, gdyby faktycznie cała ta ekipa „wiedziała”, jak potoczą się wypadki, to nie budowałaby narracji, z których wynikało, że o wyniku wyborów na bank zadecydują głosy Polonii, bo jakoś tak się złożyło, że skala wygranej Trumpa jest taka, że te głosy miały marginalne znaczenie. Tak samo, jak w 2020, to był z ich strony czysty hazard. I o ile teraz mogą tłumaczyć wszystkim dookoła, że to właśnie oni mieli rację, to w 2020 nie bardzo mogli.


Jeszcze inna grupa ekspertów zajęła się tłumaczeniem przyczyn porażki Kamali Harris. Co ciekawe, w tym konkretnym przypadku wystąpiła duża zgodność poglądów pomiędzy hardkorowymi liberałami i lewicą zawierciańską. Otóż, zdaniem tych ekspertów Harris przegrała przez „Woke”.  Uwaga natury ogólnej. Woke is the new Ideologia LGBT, która swego czasu była unowocześnioną Ideologią Gender (wszystko to zaś jest teraz spinane klamrą „kulturowy neomarksizm”). Mając świadomość tego, że mogę wjechać na pełnym gazie w prawo Godwina napiszę, że prapoczątków kulturowego neomarksizmu należy szukać pomiędzy pojęciami takimi jak „bolszewizm kulturowy”. Eufemizując: tego rodzaju definicje nie pochodzą z dobrych miejsc.

Jeżeli chodzi o te zarzuty, to ja sobie pozwolę zacytować bohatera jednego z przedpotopowych filmów: „nie wydaje mnie się”. Jeżeli Harris coś obiecywała, to było to utrzymanie już obowiązującego prawa. Dla przypomnienia, w USA przez prawie pół wieku aborcja była legalna we wszystkich stanach (część z nich, rzecz jasna, usiłowała z tym walczyć). Potem zaś się okazało, że konserwatywna część SCOTUS, która teraz stanowi większość, uznała, że co to, to nie. Deklaracje o tym, że może warto by było w jakiś sposób przywrócić stan sprzed dosłownie dwóch lat, uczeni w mowie i piśmie nazywają „woke”. Ja jestem co prawda prosty lewak, ale wydaje mi się, że wystarczy w takich uczonych analizach zamienić kilka liter, żeby otrzymać słowo „racjonalizacja”.  


No dobra, czemu więc Harris przegrała? Wzniosę się teraz na wyżyny erudycji i swojej wiedzy na temat USA i odpowiem: nie mam zielonego pojęcia. Gdyby nie kontekst, niewymownie bawiłyby mnie wrzutki w rodzaju tej, że za pieniądze Elona ogarniano jakieś działania, mające na celu zniechęcenie konkretnych grup wyborców do głosowania na Harris. W dzisiejszych czasach tego rodzaju działania to, niestety, standard. Czemu więc ktoś dziwi się temu, że stosowano je w USA? Tego nie wiem, bo nie jestem ekspertem.

Jak już wspomniałem wcześniej, tytułem osobnej notki na temat zwycięstwa Trumpa miało być „nie jest dobrze” i to doskonale oddaje moją opinię na ten temat. Ja doskonale rozumiem, że Demokraci nie są idealni, ale prawda jest taka, że w naszych okolicznościach przyrody (wojna za wschodnią granicą) była to dla nas jedyna opcja, która gwarantowała bezpieczeństwo. Otoczenie Trumpa składa się z wysoko skarpetosceptycznego środowiska. Tam jest od groma osób, które bezrefleksyjnie powielają rosyjskie dezinfo (np. Musk). I choć część ekspertów (i to legitnych) twierdzi, że Putin może się jednak zawahać przed eskalowaniem konfliktu ze względu na obawy przed nieprzewidywalnością administracji Trumpa, to ja nie jestem aż takim optymistą. Nieśmiało przypominam, że otoczenie Trumpa składa się z ludzi, którzy opowiadają o tym, że ta wojna to jest w sumie na rękę tylko biznesowi zbrojeniowemu i że trzeba ją zakończyć jak najszybciej. Z tym drugim się zgadzam, a co do tego pierwszego, to ja nieśmiało przypominam, że gdyby podobna argumentacja przeważyła w takcie II wojny światowej, to jej historia mogłaby się potoczyć zgoła inaczej.

Dodajmy do tego to, jakie pomysły na temat „zakończenia wojny” krążą. Jeden z nich polega na zamrożeniu konfliktu. Zdemilitaryzowaniu kawałka Ukrainy, zbanowaniu jej możliwości wstąpienia do NATO w najbliższym czasie. Pokoju zaś w UA na granicy mieliby strzec europejscy żołnierze. To jest pomysł genialny w swej prostocie, bo Rosjanie mogliby wybijać tych żołnierzy dziesiątkami i setkami i nie stanowiłoby to podstawy do uruchomienia artykułu 5 NATO. Gdyby byli tam żołnierze USA, to administracja Silnego Dona musiałaby zareagować, żeby nie okazać słabości. No ale najważniejsze, że po zwycięstwie Trumpa „Salon wyje”, a lewaków bolą dupy. Kwestie tak trywialne, jak bezpieczeństwo naszego kraju, nie zasługują na uwagę.

Skoro najważniejszy i największy temat, który pewnie będzie się nam odbijał czkawką przez kilka najbliższych lat mamy za sobą, to możemy przejść do tematu, który teraz odbija się czkawką Ziobroidom. O tym, że Fundusz Sprawiedliwości był w wydaniu wyżej wymienionej formacji jednym wielkim wałem, wiadomo od dawna. Wiadomo również, że Ziobroidy bronią się tak, że w sumie to wszystko odbywało się zgodnie z prawem i że nie było tam żadnych wałków. Ostatnio okazało się, że wszystko było tak bardzo w porządku, że ksiądz salcesoniusz spotykał się ze Zbigniewem Ziobrą 33 razy przed podpisaniem umowy (tl;dr kasa na centrum medialne).

To jeszcze nic. Ksiądz salcesoniusz był tak bardzo pewny swego (zapewne zaufał opatrzności bożej), że jeszcze przed ogłoszeniem konkursu kombinował z pożyczką na zakup działki, na której miało stanąć to centrum. Tego rodzaju przypadków było tam całe mnóstwo. Moim ulubionym jest to, co udało się wynorać OKO Press: „Umowa z Ministerstwem Sprawiedliwości zobowiązywała Fundację Profeto do pomagania ofiarom przestępstw tylko przez rok po zakończeniu budowy ośrodka nazywanego Archipelagiem.” Nieśmiało przypominam, że Ziobroidy i wszyscy z tego towarzystwa argumentowali, że może i ten projekt jest drogi, ale (uwaga będzie capslock) CHODZI PRZECIEŻ O POMAGANIE OFIAROM PRZESTĘPSTW. Zapomnieli wspomnieć o tym, że chodziło o pomaganie im przez rok.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Od jakiegoś czasu wiadomo, że Zjednoczona Prawica może mieć problemy z subwencją. Nie, nie dlatego, że jak mówi redaktor Woś i jemu podobni „uśmiechnięta Polska się mści”. To, że PiS korzystał z pieniędzy publicznych w celu robienia sobie kampanii wyborczych wiadomo od bardzo dawna. Żeby jakoś się uchronić przed konsekwencjami, w 2019 zmieniono nawet kodeks wyborczy. I tu trzeba zastosować Chłopski Rozum: czy gdyby ci ludzie nie mieli w planach robienia wałów, to czy zdecydowaliby się na zmiany w kodeksie, które sprawiły, że uniknięcie odpowiedzialności za te wały zrobiło się znacznie prostsze? Myślę, że wątpię. Gdyby nie te zmiany w Kodeksie Wyborczym, PiS już dawno dostałby po łapach i dzięki tym właśnie zmianom znaleźliśmy się w sytuacji, którą PiS bardzo kocha, którą można nazwać „sporem prawnym”. Żeby było jeszcze weselej, w Sądzie Najwyższym PiSowską skargę na decyzję PKW będzie oceniać akurat ta izba, która już wcześniej ustaliła, że jakby co, to Wąsik z Kamińskim to byli ułaskawienie lege artis (tak, wiem, orzeczenie dotyczyło tego tylko pośrednio, niemniej jednak). Nikogo nie powinno dziwić to, że politycy Zjednoczonej Prawicy zaczęli głośno utyskiwać, że to wszystko (a jakże) polityczna zemsta, że to przygotowanie do oszustw wyborczych/etc.

Tak w temacie tych oszustw, to warto mieć w pamięci to, że partia, która teraz ma dużo do powiedzenia na ich temat, w ciągu swoich dwóch kadencji robiła wszystko, żeby utrudnić życie opozycji. Co prawda wariantu węgierskiego (nieodmiennie polecam książkę „Węgry na nowo” Dominika Hejj) się nie dało zrobić ze względu na brak większości konstytucyjnej, ale kombinowanie było. Warto sobie przypomnieć rok 2020, kiedy to Zjednoczona Prawica chciała przeprowadzić wybory kopertowe bez żadnego trybu. Urny miały zaś stać w głównej mierze przy kościołach i stacjach Orlen. Dodatkowo, zupełnym przypadkiem zamówiono wtedy 3 miliony kart do głosowania więcej, niż trzeba.  Tak samo, jak warto pamiętać o tym, jak to po utracie Senatu w 2019 PiS chciał „jeszcze raz policzyć głosy” również bez żadnego trybu. To się nie wydarzyło w jakichś zamierzchłych czasach i warto o tym pamiętać.


Afera związana z Colegium Humanum zatacza coraz szersze kręgi i ostatnio w związku z tą aferą CBA zatrzymało Jacka Sutryka, który tak się jakoś złożyło, jest prezydentem Wrocławia. Zarzuca się mu wręczenie łapówki i wyłudzenie pieniędzy (tl;dr wiedział, że ma lewy dyplom MBA, a mimo tego zasiadał w spółkach miejskich). Sam Sutryk twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, ale na GW pojawił się artykuł, w którym stało, że kwity zebrane na JS są mocne. No i teraz mamy do czynienia z ciekawym kejsem. Jeżeli bowiem JS zostanie skazany (o czym nie chce przesądzać, bo się nie znam), to jego kariera polityczna się skończy, bo wraz z prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne mandat mu wygaszą. To zaś, o ile mnie pamięć nie myli, będzie oznaczać przedterminowe wybory.

Lewica parlamentarna nie ma ostatnio dobrej passy, zaś personifikacją braku dobrej pasji jest duet Gdula&Wieczorek. Obaj zabłysnęli jakiś czas temu przy okazji zmiany dyrektora w NCBR Ideas. Teraz zaś błysnął sam Wieczorek. Rymanowski zapytał go czy ten przeprosi za to, że nikt się nie kwapi do realizacji obietnicy o akademikach za złotówkę. Wieczorek odparł, że nie, a na pytanie, czy to była ściema odparł, cytuję: „hehehe”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że to nie była obietnica lewicy, tylko Polski2050. Niemniej jednak absolutnie nic nie usprawiedliwia takiego zachowania. Tzn. ja rozumiem, że może to był nerwowy śmiech (wszystko na to wskazuje), ale jeżeli ktoś nie jest w stanie sobie poradzić z wystąpieniami publicznymi i nie jest w stanie „dźwignąć” udziału w wywiadzie, to niech (uwaga, ta rada może się wydać szokująca) nie próbuje się lansować w mediach, bo kończy się to tak, jak na załączonym obrazku.

Niestety, na tym się cała sprawa nie skończyła, bo potem wjechał damage control i Wieczorek odpytywany w tym temacie nieco później stwierdził, że w sumie to najpierw trzeba wyremontować akademiki i je zbudować. No i ok, ma częściową rację, ale jako kraj nie jesteśmy w sytuacji, w której nie ma żadnych akademików, a te które istnieją to chaty kryte strzechą. Ja wiem, że już wszyscy jesteśmy najedzeni tą erupcją lewicowej wrażliwości, ale potem było jeszcze lepiej, bo następny w kolejce był argument o tym, że w sumie to trzeba się zastanowić czy to dobry pomysł, bo jak ktoś coś za darmo dostaje, to tego nie szanuje. Bo wiecie, jak przyjedzie biedota z małych miejscowości i dostanie te akademiki za zeta, to przecież będzie tam hodować tuczniki albo ziemniaki uprawiać. Nieco zaś bardziej na serio, niezwykle ciekawi mnie ten tok rozumowania. Wieczorek wychodzi z założenia, że teraz studenci dbają o pokoje/etc. bo za to płacą, ale jeżeli nie będą płacić, to nie będą dbać. Innymi słowy, zdaniem Wieczorka jedynym, co powstrzymuje studentów przed demolowaniem pokojów jest to, że płacą za nie x złotych miesięcznie. A ja się w tym miejscu uprzejmie zapytowuję: jaki ma związek jedno z drugim? Jeżeli student zdemoluje pokój, to będzie musiał za to zapłacić, niezależnie od tego, ile musi za niego placić. No ale, z drugiej strony, może się po prostu nie znam, bo nie jestem ministrem.

Z wiadomości dobrych (potencjalnie): być może od przyszłego roku szkolnego będziemy mieli w szkołach coś, co można uznać za edukację seksualną. Dzieciaki mają być uczone o autonomii cielesnej, zagrożeniach, na jakie są narażone (przykładowo, będą uczone o tym, czym jest seksualizacja). Jak się pewnie domyślacie, prawicy się to bardzo nie podoba. Najdurniejszy argument przypadł w udziale Rachoniowi, który stwierdził, że (werble) LEWICA BĘDZIE SEKSUALIZOWAĆ DZIECI. Bo wiecie, nauka o seksualizacji to to samo, co seksualizacja. Obstawiam, że w tej sprawie może nastąpić intensyfikacja działań prawicowo-kościelnych środowisk, bo zajęcia te mają być obowiązkowe. Już teraz w tej sprawie wzmaga się Ordo Iuris i Episkopat, a wieść gminna niesie, że regionalne organizacje przykościelne zaczynają podnosić głowy. Dlatego też napisałem, że to „potencjalnie” dobra wiadomość, bo mam obawy w kwestii tego, że jeżeli Kościół będzie przeżywał wzmożenie, to PSL może się pobawić w hamulcowego.


Skoro zaś już jesteśmy przy PSLu to warto wspomnieć o tym, że partia ta robi wszystko, żeby za kilka lat wybory mogła wygrać Zjednoczona Prawica (albo np. ZP razem z Konfą), bo partia zawiadywana przez Kosiniaka-Kamysza zrobiła sobie paśnik ze Spółek Skarbu Państwa. Z jednej strony, nie dziwi mnie to nic a nic, bo wiem, jak PSL działał w latach 2007-2015. Jednakowoż z drugiej strony trochę dziwi to, że teraz PSL nadziewa się na swoją własną retorykę z lat 2015-2023, kiedy to narzekali (całkiem słusznie) na tłuste koty z PiSu. Ja się nie urodziłem wczoraj i wiem, jak działa polityka, ale tak, jak w przypadku Funduszu Sprawiedliwości byłem pod wrażeniem bezczelności, tak tu jestem pod wrażeniem bezczelności połączonej z krótkowzrocznością.

Na sam koniec zostawiłem sobie temat wyborczy. Obie duże partie zdecydowały się już na kandydatów. W przypadku KO będzie to Rafał Trzaskowski, a w przypadku PiSu Karol Nawrocki. A nie, przepraszam, to nie jest tak, że Nawrocki jest kandydatem PiS, on jest kandydatem Komitetu Obywatelskiego. Czym jest Komitet Obywatelski i dlaczego są tam PiSowcy (+  bezpośrednie otoczenie tej partii)? Nie interesujcie się, bo kociej mordy dostaniecie.


O ile w przypadku Trzaskowskiego kalkulacja była raczej prosta: jest rozpoznawalny, niewiele brakło, by wygrał w 2020 (tak, przy liczbie głosów 10 milionów + na obu kandydatów, 400K można uznać za niewielką przewagę) i tak na dobrą sprawę Zjednoczona Prawica nie bardzo ma czym w niego rzucać, bo ze wszystkiego się wystrzelała w 2018, 2020 i 2023 roku, to w przypadku Zjednoczonej Prawicy w praktyce mamy do czynienia z tym samym mechanizmem, co w 2023 roku.

Chodzi, rzecz jasna, o reanimacje starych narracji. Gdy Zjednoczonej Prawicy w oczy zaczęło zaglądać widmo utraty władzy, mieliśmy do czynienia z biegunką narracyjną. Partia skakała od narracji do narracji (robaki, papież, migracja/etc.) i usilnie starała się znaleźć jakieś polityczne złoto. Teraz zaś mamy powrót do 2015. Wtedy to partia zdecydowała się na wystawienie średnio rozpoznawalnego polityka, żeby móc tłumaczyć suwerenowi, że to będzie niezależny polityk. Obiecywano też, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. Znamienne jest to, że część komentariatu te bzdury łyknęła bez popijania. Uczeni w Mowie i Piśmie przekonywali, że może jednak ten PiS się zmienił i że nawet jeżeli nie, to taki Młody Niezależny Polityk (którego największym atutem był brak rozpoznawalności, dzięki czemu można mu było ulepić dowolny wizerunek) będzie przeciwwagą dla Kaczyńskiego. Dla tych, którzy nie byli Uczeni w Mowie i PiŚmie oczywistym było, że są to bzdury. Potem zaś przez 10 lat Andrzej Duda jako Prezydent RP (ok, to jeszcze nie są pełne dwie kadencje, ale tu się nic nie zmieni) non stop udowadniał, że jest wiernym żołnierzem partii. Najbardziej mnie jednak rozbawił NadPrezes, który stwierdził, że ten kandydat (uwaga, odstawić płyny) „zakończy wojnę polsko-polską”. Wiecie, tę samą, którą partia Kaczyńskiego podsycała przez osiem lat, wyzywając swoich oponentów od zdrajców, agentów obcych krajów, szaleńców, zboczeńców etc., etc. Nie wiem, jak skończą się te wybory, ale mam szczerą nadzieję, że nie będziemy się musieli po raz kolejny przekonywać o tym, że nie mieli racji ci, którzy twierdzili, że kandydat Zjednoczonej Prawicy okazał się, no cóż, kandydatem Zjednoczonej Prawicy.



I tym, nie wiem jakim akcentem kończę Przegląd, albowiem trzeba wracać do pisania rozdziałów.

Źródła

https://www.wprost.pl/swiat/11860572/otoczenie-trumpa-chce-zakonczenia-wojny-rosji-z-ukraina-pomoga-polacy.html

https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,31473901,jacek-sutryk-i-afera-collegium-humanum-jest-wiele-dowodow.html

https://www.psl.pl/mamy-liste-357tlustych-kotow-z-pis-w-spolkach-skarbu-panstwa/

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/zielona-fala-nakryla-polska-kolej-ponad-20-ludzi-zwiazanych-z-psl-we-wladzach-spolek/mjc1n25

https://oko.press/spotkania-ziobro-ksiadz-ustawiony-konkurs-dla-fundacji-profeto

https://oko.press/budynek-stoi-wiec-afery-nie-ma-fundacja-profeto-ks-michala-o-miala-dostac-luksusowy-prezent

https://www.infor.pl/prawo/dziecko-i-prawo/edukacja/6764194,edukacja-seksualna-obowiazkowa-w-szkolach-od-1-wrzesnia-2025-r-konsultacje-publiczne-podstawy-programowej.html

https://ordoiuris.pl/edukacja/chronmy-dzieci-przed-edukacja-seksualna-wedlug-barbary-nowackiej-ordo-iuris-publikuje-wzor-sprzeciwu-dla-rodzicow

https://wiadomosci.wp.pl/nie-bedzie-akademikow-za-zlotowke-priorytetem-sa-remonty-7093981827353536a

https://tvn24.pl/tvnwarszawa/srodmiescie/rafal-trzaskowski-kandydatem-w-wyborach-na-prezydenta-polski-kto-bedzie-rzadzic-warszawa-jesli-wygra-st8192524

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/karol-nawrocki-kandydatem-pis-na-prezydenta-kaczynski-wskazal-glowny-cel/075vms2


wtorek, 5 listopada 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #133

 Zanim przejdę do meritum, pozwolę sobie na pomarudzenie (żeby tradycji stało się zadość). Nowym mutacjom korony mogę dać 1 gwiazdkę i ich szczerze nie polecam, bo tak sobie myślałem, że jak mi już negatyw na teście wyjdzie, to powinno być lepiej. No i z jednej strony było lepiej (bo np. zatoki się odetkały), ale za to wjechało mi permanentne zmęczenie i pod pewnymi względami było momentami gorzej niż wtedy, jak byłem „pozytywny”. Niemniej jednak w ciągu półtora tygodnia się to uspokoiło i dzięki temu mogę spokojnie zasiąść do pisania Przeglądów/etc.

Niniejszy przegląd zacznę od tematu dość istotnego z punktu widzenia lewackich obowiązków. Tematem tym, rzecz jasna, będzie rozłam w partii Razem. Z doświadczenia wiem, że poruszanie tego rodzaju tematów przypomina chodzenie po polu minowym. Niezależnie od tego, jak ostrożnie będzie skonstruowany taki przekaz, zawsze się na końcu okazuje, że ktoś jest niezadowolony. Tym samym postanowiłem, że w to konkretne pole minowe po prostu wbiegnę.

O ile jestem w stanie zrozumieć frustrację razemową na to, że spora część Nowej Lewicy nie jest specjalnie skupiona na realizowaniu lewicowych postulatów, a osoby pokroju Gduli i Wieczorka są zajęte wywoływaniem jednego pożaru za drugim (które potem gaszą, wywołując jeszcze większe pożary). O jeszcze innej części lewicowych działaczy na soszjalach krążą dowcipy w rodzaju „tego i tego człeka lewica powinna wymienić na radziecki przyrząd do świecenia w dupie i jeszcze by na tym zyskała”. Rozumiem też niechęć do działaczy i polityków, którzy po wielu latach posuchy bawią się w reenacting „upartyjniania” wszelkich możliwych stołków (of korz, nie jest to jeszcze poziom Zjednoczonej Prawicy i sporo do tego brakuje, niemniej jednak, niesmak pozostaje). Na szczęście w rządzie jest ADB, ale nec hercules contra plures.


Mógłbym tę litanię na temat tego, czemu NL mnie wkurza ciągnąć dalej, ale wydaje mi się, że to, co napisałem powyżej wystarczy, żeby nakreślić moje podejście do tego, co się dzieje w NL. Niemniej jednak, wziąwszy powyższe  pod rozwagę, nie jestem w stanie zrozumieć decyzji Razemów o tym, żeby wyść z NL i próbować lewaczyć samemu. Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że nie rozumiem tej decyzji dlatego, że przecież od początku było wiadomo, że SLD gonna SLD. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem napiszę, że nie rozumiem tej decyzji, bo nie jestem w stanie wykoncypować sobie tego, jaki w Razemach może być master plan.

Może inaczej to ujmę. Co prawda w prognozy mi się nie bardzo chce bawić (bo 2015 rok nauczył mnie pokory), ale czasem sobie różne rzeczy prognozuję. Czasem też zdarza mi się opisywać to, czemu moim zdaniem doszło do tego, czy owego i dodać parę słów na temat tego „jaki zamysł stał za tą, czy inną decyzją”. Żeby nie przedłużać: mimo szczerych chęci i mimo tego, że polską politykę obserwuję od dość długiego czasu, nie jestem w stanie wymyślić niczego sensownego w tej konkretnej sytuacji. Ujmując rzecz innymi słowy: nie mam pojęcia co autor miał na myśli.


Szanse na ugranie czegokolwiek samodzielnie były w roku 2015 i w trakcie pierwszej kadencji PiSu. Niestety (z wielu przyczyn) nie pykło. Choć początkowo średnim znajdowałem pomysł startowania ze wspólnej listy z SLD, to jednak zdałem sobie sprawę z tego, że alternatywą jest zdobycie przez Razemów marginalnego poparcia. W 2023 start ze wspólnej listy był już koniecznością, bo polaryzacja w naszym kraju osiągała wartości skrajne. Od tamtej pory sytuacja na froncie polaryzacyjnym (eufemizując) nie uległa poprawie.

Moim zdaniem (a bardzo chciałbym się mylić), szanse na to, że Razemom uda się cokolwiek ugrać w trakcie samodzielnego lewakowania są bez porównania mniejsze niż te, które partia miała w latach 2015-2019. Uważam, że warunki, które wtedy panowały, pod pewnymi względami były sprzyjające. Choćby dlatego, że rządziła naszym krajem partia, która miała nieprzebrane pokłady pogardy dla obywateli. Co prawda udawało się jej to maskować nieco lepiej niż osobom, które tworzyły przekazy o tym, że przez 500+ ludzie srają na wydmach, ale gdy tylko jakaś grupa społeczna zaprotestowała w jakiejś sprawie, pogarda się z partii wylewała wszelkimi możliwymi kanałami propagandowymi.


Poza tym, rządziła nami wtedy partia, która była całkowicie pozbawiona słuchu społecznego. Ja wiem, że cała masa komentariuszy mówiła co innego, ale moim skromnym zdaniem była to próba zracjonalizowania teflonowości PiSu. No bo skoro partia była teflonowa, to chyba dlatego, że słucha ludzi, co nie? Gdyby tak faktycznie było, gdyby PiS „służył Polsce i słuchał Polaków”, to w trakcie obu kadencji PiSu do protestów dochodziłoby sporadycznie i byłyby one niewielkie. Nie ruszano by również prawa aborcyjnego. Skoro zaś już jesteśmy przy tym temacie, to warto wspomnieć o tym, że po zaostrzeniu prawa aborcyjnego w 2020 CBOS wrzucił w eter rezultaty badań, z których wynikało, że młodzież po raz pierwszy od dłuższego czasu się zaczęła identyfikować z lewicą.

Żeby nie przedłużać. W latach 2015-2019 było całkiem sporo czynników, które przy odrobinie dobrej woli lewicowe formacje mogły spróbować (w wymiarze politycznym) zmonetyzować. Rzecz jasna można dywagować na temat tego, że teraz rządzą libki i libkuja, więc Razemy mogą próbować się rozpychać na scenie politycznej, ale to jest w mojej skromnej opinii myślenie magiczne.


Żeby w pełni docenić tragizm sytuacji Razemowej wystarczy popatrzeć na to, kto poza Razemami jest w opozycji. Zjednoczona Prawica, która ma własne media (i od cholery farm trolli) oraz konfa, która co prawda mediów nie ma, ale ma wsparcie internetowe braci zza Buga. Ujmując rzecz innymi słowy: szanse na przebijanie się z własnym przekazem, będąc w takim sąsiedztwie, są czysto matematyczne.

Ktoś może powiedzieć, no elo, ale przecież rozłamowcami nie byli ci, którzy wyszli z NL, ale ci, którzy wystąpili z Razem. I taki ktoś będzie miał rację, ale trzeba mieć na uwadze to, że do rozłamu w Razemach doszło właśnie z powodu chęci opuszczenia NL. Nie było więc tak, że jakieś osoby opuściły Razem bez żadnego trybu.


Na sam koniec rozważań Razemowych zostawiłem sobie jeszcze jedną kwestię, która będzie miała spore znaczenie. Jeżeli partii Razem nie uda się wypracować w trakcie tej kadencji stabilnego poparcia sondażowego na poziomie 7-8% będzie to oznaczało spory problem „wyborczy”. Może się bowiem okazać, że część elektoratu może i by na Razemy zagłosowała, ale będzie miała obawy przed popieraniem partii, która ma matematyczne szanse na przekroczenie progu wyborczego.

Ponieważ już mi usiłowano tłumaczyć, że to wcale nie jest tak, że jak partia padnie przed progiem, to głosy oddane na tę partię są potem „rozdzielane” na inne partie, pozwolę sobie na krótką dygresję: gdyby to była prawda i gdyby liczba zdobytych przez partie mandatów nie miały związku z tym, ile partii wywaliło się przed progiem, to zupełnie niezrozumiałe będzie to, że Zjednoczona Prawica uzyskała w 2015 i 2019 tyle samo mandatów (235) mimo tego, że w 2019 udało się partii Kaczyńskiego zdobyć 6% głosów więcej, niż w 2015.


Skoro temat Razemowy mamy za sobą, możemy przejść do innego, który przy okazji można traktować jako odpowiedź na pytanie: „czemu nie możemy mieć ładnych rzeczy”. Od razu zastrzegam, że czytając ten kawałek Przeglądu będziecie zaskoczeni swoim brakiem zaskoczenia. Otóż, okazało się, że członek partii, która ostatnimi czasy stała się czymś w rodzaju awatara deweloperów (który to członek był Wiceministrem Rozwoju i Technologii) miał powiązania z deweloperami (jego kancelaria notarialna od lat współpracowała z deweloperami). Sprawę opisała Wirtualna Polska. Efekt końcowy tejże sprawy (końcowy dla wiceministra) był taki, że Jacek Tomczak wiceministrem już nie jest.

Niestety, nie oznacza to, że pomysł „kredytu 0%” zostanie zarzucony, bo przecież nie było tak, że w PSLu tylko i wyłącznie Tomczak popierał ten pomysł. Od siebie dodam tyle, że tego rodzaju sytuacje mnie zawsze lekko fascynują. Bo ok, to nie jest tak, że człowiek, którego kanca współpracuje z deweloperami musi być z natury rzeczy zły/etc. Niemniej jednak w sytuacji, w której tenże sam człowiek jest jednym ze zwolenników programu/ustawy, na której zyskają głównie deweloperzy – możemy (i powinniśmy) mówić o sporym konflikcie interesów. Tym, co mnie fascynuje, jest przeświadczenie takich ludzi o tym, że „nikt się nie dowie”. Ja wiem, że w polskiej polityce to norma, a nie wyjątek, niemniej jednak rezerwuję sobie prawo do bycia zafascynowanym tego rodzaju procesami decyzyjnymi.


W zeszłym tygodniu skończyła swoją pracę komisja, która zajmowała się podkomisją (tak, to już jest poziom incepcji) Antoniego Macierewicza, próbującą udowodnić, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Część z informacji, które wrzucono do raportu była znana. Jednakowoż w raporcie było również całkiem sporo informacji, które można traktować jako nowość (aczkolwiek wpisującą się w dotychczasową działalność pewnego polityka). Zacznijmy od tego, że choć już wcześniej wiedzieliśmy, że komisja Macierewicza dezinformuje społeczeństwo (co znamienne, dezinformuje za publiczną kasę [tak, wiem, TVP Info też dezinformowało]), ale teraz dostaliśmy glejty.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Ponieważ wcześniejsze dokonania ekipy Macierewicza były uznawane za żart (bo brakowało w nich fachowców), Pan Antoni postanowił sięgnąć po legitnych ekspertów. Pan Antoni zignorował jeden drobny szczegół. Szczegółem tym był fakt, że niezależni zewnętrzni eksperci nie będą produkowali raportów/analiz pod tezę o zamachu. Ponieważ w pewnym momencie ten szczegół zaczął się robić problematyczny (konkretnie zaś w momencie, w którym okazało się, że analizy/raporty nie potwierdzają tezy o zamachu), próbowano, na ten przykład przekupić ekspertów. Gdy to nie pomogło, a jeden z ekspertów stwierdził, że skoro mu nie zapłacono, to on opublikuje raport – komisja zaczęła go straszyć krokami prawnymi. Innymi słowy: srogo nie pykło.

Jednakowoż, ponieważ mamy do czynienia z Antonim Macierewiczem, cała sprawa miała jeszcze jedno dno, które to dno do złudzenia przypominało kształtem onucę. Antoni Macierewicz spotykał się w trakcie prac komisji z dwoma Rosjanami. O spotkaniu z jednym poinformował SKW na tyle późno, że ów Rosjanin zdążył wrócić „do swoich”. O spotkaniach z drugim (który kontaktował się z nim używając fejkowego imienia i nazwiska) Antoni nie poinformował nikogo, a kontaktował się z nim przez parę lat. Były to kolejne z bardzo wielu „rosyjskich” przypadków związanych z Niezatapialnym Antonim. Gdyby nie kontekst, zabawne byłoby to, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego informowała zarówno Błaszczaka (który był ministrem), jak i Kaczyńskiego (który był wicepremierem), że z tą komisją jest coś srogo nie tak. I to informowała o tym wielokrotnie.

Niestety, nie możemy na tym zakończyć tematu Macierewiczowego, albowiem kilka dni temu komisja ds. badania rosyjskich wpływów zorganizowała konfę, na której przedstawiono dotychczasowe ustalenia. Jak bardzo będziecie zdziwieni, gdy wam napiszę, że głównym bohaterem konferencji był Pan Antoni? Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem to, że część komentariatu (np. dziennikarz Onetu) rzuciła się do obrony Niezatapialnego Antoniego. O ile prawicowe narracje można jeszcze jakoś zrozumieć (tl;dr Antoni jest bohaterem, a to oznacza, że nie mógł się kontaktować z Rosjanami/etc.), to obrony w wykonaniu wyżej wymienionego dzienniakarza (notkę, w której Doniesienia złomują tekst Jurasza załączę w źródłach) zrozumieć się już za bardzo nie da, bo ów dziennikarz bardzo się starał wykazać, że chyba nie bardzo zrozumiał czym zajmuje się komisja i co tak właściwie tam na temat Macierewicza opowiedziano. I dzięki takim właśnie ludziom, Antoni Macierewicz (przynajmniej do tej pory) był niezatapialny.

Jestem tak stary, że pamiętam, jak Red is Bad po raz pierwszy (w ramach pogardy dla socjalizmu, rzecz jasna) wyciągnęło rękę po publiczne pieniążki. Co prawda zrobiono to sprytnie, bo chodziło o to, że jedna z zawiadywanych przez władzę rozlewni wody nawiązała współpracę z RiB i wypuściła serię flaszek z wodą z okazjonalną etykietą. Był to rok 2017. Potem współpraca pana Sz. z władzami zrobiła się o wiele bardziej spektakularna i o wiele bardziej intratna dla Sz. Współpraca była na tyle intratna, że pan Paweł, przeczuwając koniec władzy Zjednoczonej Prawicy, próbował katapultować się za granicę (tak, jak każdy uczciwy obywatel, który nie ma sobie nic do zarzucenia). Gdy atmosfera zaczęła gęstnieć, nic nie mający sobie do zarzucenia Sz. wyjechał na Dominikanę, z której to Dominikany został kilka dni temu deportowany. Nieco zabawne były próby przekonania suwerena (podjął się tego jego ówczesny prawnik, pan Bartosz z Ordo Iuris), że on tak właściwie to sam z siebie chciał pojechać do Polski i zdać się na łaskę wymiaru sprawiedliwości. I wszystko fajnie, ale w kontekście powyższego warto sobie zadać jedno, bardzo istotne pytanie: po co w ogóle wyjeżdżał?

Mniej więcej w tym samym czasie marka RiB zawiesiła działalność (miało to związek z tym, że banki nie chciały z nimi współpracować, a parę kont zostało zajętych). W pewnym momencie pojawiły się informacje na temat tego, że Sz. może „pójść w koronę”, które to informacje zostały szybko zdementowane, albowiem prokuratura stwierdziła, że pan Paweł nie ma zbyt wiele do zaoferowania, z czego z kolei wynika, że glejty na wszystko są mocne. Z informacji uzyskanych od proka wynika, że pan Paweł mógłby co najwyżej być małym świadkiem koronnym. Przyznam szczerze, że to mnie akurat rozbawiło. Rozbawiło mnie dlatego, że wyobrażam sobie potencjalny dysonans poznawczy wszelkiej maści prawilnych ziomków, chodzących w ubraniach RiB, gdyby się okazało, że zawiadowca ich ukochanej marki odzieżowej (parafrazując pewną urzędniczkę pracującą przy Funduszu Sprawiedliwości) się rozpruł.



I tym, wydaje mi się, że optymistycznym akcentem, zakończę powyższy Przegląd.


Źródła:


https://oko.press/rozlam-w-razem-polityczki-odchodza-z-partii-jak-do-tego-doszlo

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8111172,lewica-mlodziez-mlode-polski-cbos.html

https://www.rmf24.pl/polityka/news-dymisja-w-rzadzie-jacek-tomczak-zlozyl-rezygnacje,nId,7846733#crp_state=1

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-raport-o-podkomisji-smolenskiej-tak-pracowal-zespol-macierew,nId,7842312

https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/pierwszy-merytoryczny-raport-z-prac-komisji-ds-badania-wplywow-rosyjskich-i-bialoruskich

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/staropolanka-red-is-bad-limitowana-edycja-krytykowana-przez-internautow-producent-tlumaczy-to-nie-ideologia-tylko-biznes

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/areszt-dla-pawla-szopy-jest-decyzja-sadu-w-sprawie-tworcy-red-is-bad/qnd0hz9

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-marka-red-is-bad-zawiesza-dzialalnosc-pojawilo-sie-oswiadcze,nId,7844328


poniedziałek, 21 października 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #132

Miałem bardzo ambitny plan, który polegał na tym, że sobie na (poprzednim) weekendzie siądę i na spokojnie napiszę Przegląd. Niestety, w międzyczasie wystąpiła nieprzewidziana okoliczność, którąż to okolicznością okazał być pan wirus (ten z koroną). Z wyżej wymienionej nieprzewidzianej okoliczności wynikło opóźnienie (prawda jest bowiem taka, że ten w sumie krótki tekst pisałem przez cały tydzień). Z tego zaś opóźnienia wynikło to, że tematów będzie od groma.


Zaczniemy od tematu, który może nie jest jakoś szczególnie istotny (no chyba, że się było inwestorem), ale warto o nim wspomnieć. Tym tematem jest srogie przyglebienie w wykonaniu Janusza Palikota. Jeżeli ktoś się interesował tym, co się ostatnimi czasy (czytaj: w przeciągu dwóch lat) działo z biznesami Palikota, to zaskoczony tym przyglebieniem nie jest. Jest sobie taki portal, który się zwie Jawny Lublin i tam bardzo dużo tekstów poświęcono Palikotowi. Nie były to jakieś krótkie artykuły pt. „Janusz Palikot znalazł jeden prosty trick, zobacz jak”, ale bardzo długie i dobrze udokumentowane artykuły. Jeżeli ktoś przeczytał choćby jeden z tych artykułów, to oczywistą oczywistością było dla niego to, że Palikot będzie miał problemy. Kwestią otwartą pozostawało to, jak duże będą to problemy.

W pewnym momencie sytuacja wyglądała cokolwiek kuriozalnie. Otóż, co prawda Palikot miał kupę długów, komornik zajmował mu to i owo (długi, rzecz jasna, miały również jego spółki), ale na ten przykład, usiłował po raz kolejny wynająć lokal pod knajpę „Czarcia Łapa” mimo, że nieco wcześniej został z niej wywalony za (uwaga, będzie szok) zaległości czynszowe. Sam Palikot ostatnimi czasy zajmował się głównie wrzucaniem w internety filmików, które, gdyby robił to ktoś inny, pewnie zostałyby uznane za odmianę pato-streamów (tak, wiem, to nie były streamy). Wyglądało to bowiem tak, że Palikot przygotowywał na nich jakieś dziwne dania, a potem niezmiennie się okazało, że te dania były wstępem do łojenia wódy.


Kolejnym aktem tego dramatu było to, że Palikot został zatrzymany i dostał dwumiesięczne sanki. Co prawda sąd pierwszej instancji uznał, że w sumie jakby co, to Palikot może wyjść za kaucją jeżeli wpłaci bańkę, ale prokuratura zaskarżyła tę decyzję i w momencie, w którym piszę te słowa (15-10-2024) sprawa nie jest rozstrzygnięta, bo obrońcy złożyli odwołania i musi się nad tym pochylić sąd drugiej instancji. Gdyby nie kontekst (kilka tysięcy poszkodowanych) dość zabawne byłyby słowa jednego z obrońców Palikota, który stwierdził, że dla wierzycieli lepiej by było, gdyby Palikot jednak nie siedział w areszcie, bo wtedy będzie mógł zarabiać pieniądze, żeby pooddawać długi. Wnosząc po tym, jak szło mu do tej pory: myślę, że wątpię.

W zeszłym tygodniu jedno z PiSowskich kont influencerskich „obaliło” aferę Pegasusa. Nie będę się w tym miejscu pochylał nad szczegółami tej teorii spiskowej, bo jest ona wyjątkowo durna. W telegraficznym skrócie chodziło o to, że Rosjanie wspierali separatystów katalońskich. Wystarczy do tego dodać pierdylion innych wątków, pomylić w nich (zupełnym przypadkiem) daty, miejsca i osoby i można od razu dojść do wniosku, że wcale nie było żadnej afery, a każdy, kto twierdzi inaczej, jest pożytecznym idiotą Putina (zapamiętajcie sobie to, bo przyda się nam to za moment). Gdyby nie kontekst (wiem, że się powtarzam, ale muszę) dość zabawne byłoby to, że te idiotyzmy udostępniał były zastępca koordynatora służb specjalnych i (na szczęście również były) pełnomocnik rządu do spraw Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej, Stanisław Żaryn.  

Przed momentem poprosiłem was o zapamiętanie tej wstawki o byciu pożytecznym idiotą Putina. Dosłownie kilka dni po tym, jak PiSowski influencer „obalił Pegasusa” okazało się, że przy pomocy tego oprogramowania inwigilowano Klementynę Suchanow (na inwigilację Marty Lempart sąd nie wyraził zgody). Ktoś może powiedzieć, no zaraz, ale czy to przypadkiem nie było tak, że Klementyna Suchanow napisała książkę, poświęconą rosyjskim działaniom (w myśl doktryny Gierasimowa), ze szczególnym uwzględnieniem działań pewnego skarpetosceptycznego instytutu (nawiasem mówiąc, jeżeli ten instytut nie zostanie zaorany, to nie uwierzę w to, że ktokolwiek w naszym kraju traktuje poważnie walkę z agentami wpływu), który uzyskał w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy olbrzymie (jak na tak niewielki podmiot) wpływy w naszym kraju?

O ile sprawa Pegasusa już wcześniej śmierdziała, to teraz zaczyna od tej sprawy bić smród onuc. Okazuje się bowiem, że polskie służby specjalne zamiast zajmować się rosyjskimi agentami wpływu* zlecały inwigilowanie osób, które opisywały rosyjską agenturę. Moim skromnym zdaniem brzmi to jak coś, za powinno się dostać po łapach i (być może) pójść siedzieć na jakiś czas, ale ja się tam nie znam, bo ze mnie prosty bloger. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że ustalenie kto stał za tym wnioskiem i tego czy miał powiązania ze skarpetosceptykami raczej nie powinno problemów przysporzyć, bo przecież ktoś się pod tym podpisywał. Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że gdyby były jakiekolwiek merytoryczne podstawy ku temu, żeby inwigilować Suchanow, to dowiedzielibyśmy się o tym już dawno temu.  


*Jeżeli ktoś ma dużo czasu i chce poczytać o tym, jak bardzo oczywiste są te powiązania z ruskimi (i jak łatwo je wykazać, opierając się na [uwaga będzie capslock] OGÓLNIE DOSTĘPNYCH INFORMACJACH), to zachęcam do lektury mojej ściany tekstu  pt. „Onuco, onuco, cóżeś Ty za pani”. Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że wydaje mi się, że pożytecznym idiotą Putina nie jest ten, kto opisuje nadużycia w stosowaniu Pegasusa, ale ten, kto doprowadzał do tych nadużyć wspierając (chciałbym wierzyć, że nieświadomie) agentów wpływu, działających w naszym kraju.

Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że gdyby Zjednoczona Prawica poświęciła kwestiom obcej agentury w naszym kraju tyle czasu, ile teraz poświęca sprawie Rubcowa, to ta agentura miałaby znacznie mniejsze pole manewru.


Idźmy dalej. Jakiś tydzień temu (12-10-2024) Prawo i Sprawiedliwość połączyło się z Suwerenną Polską. Ruch ten mnie nie zaskakuje, ale za to mnie trochę bawi. Czemu mnie to nie zaskakuje? Ano temu, że do przewidzenia było (i chyba nawet o tym wspominałem parokrotnie), że teraz będziemy mieli do czynienia ze zwieraniem szeregów. Co prawda w każdym człowieku żyją dwa wilki i jeden z nich chciałby, żeby PiS się rozpadł, ale to (póki co) był bardzo mało realny scenariusz. Może inaczej to ujmę: żadnej ze stron by się to nie opłacało. O ile wcześniej ktoś mógł mieć jakieś złudzenia (khe, khe, Polska Jest Najważniejsza, khe, khe Solidarna Polska), że po rozłamie w PiSie uda się oderwać od tej partii wystarczającą (do samodzielnego wejścia do Sejmu) liczbę głosów, to teraz już nikt tych złudzeń nie ma. Warto wspomnieć o tym, że jedyne sondaże, w których Solidarna Polska (tak się nazywała partia Ziobry przed rebrandingiem) wchodzi samodzielnie do Sejmu, były autorstwa sondażowni CBM Indicator. Tej samej, której zawdzięczamy wiekopomny raport, z którego wynikało, że młodzież w Polsce mamy bardzo, ale to bardzo konserwatywną.

Poza tym jeszcze jedna kwestia przemawiała przeciwko rozłamowi. Tą kwestią są zbliżające się wybory prezydenckie. Uwaga natury ogólnej, w tym miejscu nie podejmuje się próby prognozowania tego, jak się mogą skończyć te wybory. Z jednej bowiem strony trend sondażowy jest taki, że osoba kandydująca z KO te wybory wygra, ale z drugiej strony rządząca koalicja zachowuje się tak, jak gdyby bardzo jej zależało na tym, żeby PiSowi udało się powtórzyć sytuację z 2015 roku. Niemniej jednak na taki właśnie scenariusz liczy partia Jarosława Kaczyńskiego. Jeżeli bowiem PiSowi nie uda się utrzymać Pałacu Prezydenckiego, to wszelkie zmiany wprowadzone przez tę partię „na rympał” przy pomocy zwykłej większości parlamentarnej i prezydenta, zostaną anulowane i nikt poza partyjnym betonem po nich nie zapłacze.


Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że podczas ostatniego orędzia Prezydent RP się bardzo wzmagał w temacie tego, że kiedyś to były czasy, a teraz nie ma czasów, bo wszystko się uchwałami chce załatwiać i tak nie powinno być. Bardzo szybko przypomniano mu jego własne słowa z 2015 roku, kiedy to stawiał te uchwały ponad orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. No, ale to tylko dygresja.

UWAGA! ARTYKUŁ SPONSOROWANY PRZEZ SUWERENA!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Utrzymanie Pałacu Prezydenckiego mogłoby na (przynajmniej) pięć lat zabetonować jakiekolwiek zmiany dotyczące wymiaru sprawiedliwości/etc. Owszem, koalicja mogłaby je wprowadzać takimi metodami, jakimi robiła to do tej pory, ale to dawałoby paliwo partii Kaczyńskiemu, która to partia mogłaby tłumaczyć betonowi, że teraz to się dopiero łamie konstytucję. Co prawda, te same narracje mogłyby być grane po utracie Pałacu Prezydenckiego, ale byłyby raczej mało przekonujące. Partie wchodzące do tej pory w skład Zjednoczonej Prawicy są tego świadome i wiedzą, że konflikty wewnętrzne im w niczym nie pomogą (tak samo, jak nie pomogły im w 2023 roku). Jeżeli już miałoby dojść do sytuacji, w której wewnętrzne napięcia doprowadzą do rozpadu (bądź też do katapultowania się sporej części polityków/działaczy z partii), to nie prędzej. niż po przegranych wyborach prezydenckich.


Jeżeli zaś chodzi o wątek humorystyczny, to jestem tak stary, że pamiętam, jak członkowie PiSu (z Ryszardem Terleckim na czele) twierdzili, że dla ludzi walczących ze szczepieniami nie powinno być miejsca na listach wyborczych. Rzecz jasna, chodziło o Janusza Kowalskiego i oczywiście, że znalazło się dla niego potem miejsce. Równie zabawne było to, jak bardzo jeszcze w 2023 roku Ziobryści żarli się z frakcją Morawieckiego (aczkolwiek warto pamiętać o tym, że o Kaczyńskim nie powiedzieli złego słowa – za wszystkie porażki na arenie międzynarodowej obrywało się Mateuszowi).

Przed momentem wspominałem o łamaniu konstytucji. Okazało się, że Genialny Strateg z Żoliborza znalazł na to sposób. Otóż, chodzi o to, że potrzebna jest nam nowa konstytucja. Bo wiecie, ona do tej pory działała i nikt jej nie łamał (khe, khe, olanie orzeczeń TK przez Zjednoczoną Prawicę, khe, khe), ale teraz jest łamana i coś trzeba z tym zrobić. No dobrze, ale jak Jarosław Kaczyński chce to uczynić, skoro widoków na większość konstytucyjną nie ma żadnych, a na referendum w tej sprawie też się nie zanosi? To banalnie proste. Najpierw wprowadzi się tymczasową konstytucję, a potem już zrobi się tą normalną. Ktoś może powiedzieć: no zaraz, czy Jarosław właśnie zapowiedział, że zwykła większość mu wystarczy do tego, żeby nową konstytucję wprowadzić? A i owszem. Czy z tego wynika, że jakakolwiek by nie była ta późniejsza konstytucja – zostanie ona wprowadzona ze złamaniem prawa i RiGCzu? No ba. Czy politycy jego partii powinni być odpytywani z tego tematu 24/7 przez dziennikarzy? Nie interesujcie się, bo kociej mordy dostaniecie.

Parę akapitów wcześniej wspomniałem o Prezydencie RP. Teraz trzeba mu (niestety) poświęcić kolejny akapit, albowiem tak się złożyło, że wyżej wymieniony był łaskaw skierować ustawy, dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, do Trybunału Przyłębskiego w trybie kontroli prewencyjnej. Jeżeli ktoś w tym momencie sobie pomyślał: no zaraz, ale czy to nie jest przypadkiem ten sam jegomość, który wcześniej swoim własnym nazwiskiem sygnował niekonstytucyjne zmiany w Trybunale Konstytucyjnym i był jednym ze współautorów przejęcia trybunału przez partię rządzącą (i to przejęcia w stopniu absolutnym, wcześniej nie zdarzały się sytuacje, w których trybunał nie orzekał, bo się koalicjanci pokłócili), to taki ktoś sobie dobrze pomyślał. Jestem przekonany o tym, że trybunał na pewno orzeknie w tej sprawie bezstronnie. Tak samo, jak bezstronnie uznał, że komisja ds. Pegausa jest niekonstytucyjna. 

Wydaje mi się, że to dobry moment, żeby poruszyć kwestię praw człowieka, które to prawa, jak się okazuje można sobie dowolnie zawieszać. Chodzi mi, rzecz jasna, o zapowiedź Donalda Tuska, który stwierdził, że ponieważ na granicy się źle dzieje i trzeba ją chronić, to trzeba będzie zawiesić prawo do azylu (na jakiś czas) i nie będzie na ten temat żadnych negocjacji. Pamiętam, jak w lewicowej banieczce dyskusja na ten temat była i ktoś się zastanawiał nad tym, czy Tusk sobie tak sam z siebie to powiedział, czy też na szczeblu UE jest już temat klepnięty. Słowa Ursuli von der Leyen, świadczą że ta kwestia była dogadywana już wcześniej.


Jak zwykle w takich momentach mogliśmy zaobserwować srogi szpagat w wykonaniu części komentariatu popierającego KO. No bo wiecie, gdy PiS ogarniał temat granicy, to się zwracało uwagę na niehumanitarne zachowanie i nawet się „Zieloną Granicę” wychwalało. No, ale gdy teraz Tusk ogłasza (w telegraficznym skrócie) legalizację tego procederu, to się nagle okazuje, że to dosko pomysł.

I znowuż mi się przyjdzie powtórzyć, ale: jestem tak stary, że pamiętam PiSowskich komentariuszy, którzy przekonywali wszystkich dookoła, że w tym szaleństwie (niehumanitarne traktowanie migrantów) jest metoda. Otóż, chodziło o to, że jak się ich będzie tam traktować źle, to następni się dwa razy zastanowią nad tym, czy warto przyjeżdżać. Ta metoda okazała się tak bardzo skuteczna, że teraz trzeba zawiesić prawo do azylu. Przypomina mi to trochę dokładanie dodatkowych pasów na drogach i dziwienie się temu, że nie robią się przez to mniej zakorkowane. Wydaje mi się, że w kontekście powyższego warto sobie zadać jedno, dość istotne pytanie: co będzie, jeżeli ta metoda też nie zadziała?


Śmiem twierdzić, że jest to pytanie bardzo istotne, bo dotychczasowa historia tego, co się dzieje na tej granicy sugeruje, że ta decyzja może mieć mniejsze znaczenie, niż by tego oczekiwali fanboye KO. Po pierwsze, dla nikogo nie jest tajemnicą to, że Polska nie jest krajem docelowym migrantów/uchodźców. Nie bez przyczyny niemieckie media informowały praktycznie non stop o tym, że ich służby zatrzymywały ludzi, którzy dostali się do UE właśnie przez granicę polsko-białoruską. Pamiętam też, że dane podawane przez Niemców były podważane przez PiSowski komentariat (no bo gdyby je przyjęto do wiadomości, to trzeba by było również do wiadomości przyjąć to, że superszczelna granica jest dziurawa, jak fabuła w filmach Uwe Bolla).

Po drugie ci ludzie mają świadomość tego, że ze składaniem wniosków o azyl w Polsce były problemy. Po trzecie, można bezpiecznie założyć, że spora część tych osób zdaje sobie sprawę z tego, jak ogromnym ryzykiem jest przejazd „tranzytem” przez Białoruś. Gwoli ścisłości, to nie jest żaden przytyk, to jest po prostu stwierdzenie faktu mającego na celu podkreślenie tego, że ci ludzie są bardzo zdesperowani. Tego rodzaju działania (zawieszenie prawa do azylu) mogą, w mojej skromnej opinii doprowadzić do tego, że w UE będzie po prostu więcej nielegalnych migrantów. Problemem nie jest samo to, że są „nielegalni” ale to, że przez to, że nie będą mieli żadnych papierów (albo będą mieli lewe) będą żyli na marginesie, to zaś (znowuż, w mojej skromnej ocenie) jest bardzo prosta droga do radykalizacji. Jeżeli natomiast ktoś chciałby podnosić argument: no skoro chcą nielegalnie pracować, to ich wina i ich sprawa, to ja takiej osobie łaskawie przypomnę, że by się zdziwiła, gdyby się dowiedziała, jak dużo osób miało „misie” w paszportach po tym, jak ich złapano np. Niemczech, gdy sobie tam spokojnie nielegalnie pracowali.

Poza wszystkim innym, z tego rodzaju działaniami (zawieszanie różnych praw) jest ten problem, że tak na dobrą sprawę nie wiemy „co będzie dalej”. Nie chodzi mi tu już nawet o kwestię granicy i migrantów, ale o to, że nikt nam nie zagwarantuje, że ktoś kiedyś nie wpadnie na pomysł, żeby pozawieszać inne prawa. Pretekst się przecież zawsze może znaleźć.


Przedostatnim tematem jest zupełnie inna kwestia. Od jakiegoś czasu przyglądałem się twórczości prof. Joanny Tyrowicz. Jeżeli ktoś interesuje się tym, co dzieje się ze stopami procentowymi, to pewnie jest mu ta osoba znana. Tak, chodzi o tę członkinię Rady Polityki Pieniężnej (z nadania KO, PPS, PSL i PL2050), która przy okazji każdego spędu tego gremium domaga się podwyższenie stóp procentowych o 2 punktu procentowe. Ujmując rzecz kolokwialnie: pamiętacie jak to było, gdy po zwyżkach okazało się, że jeżeli państwo nie pomoże części kredytobiorców, to będą problemy? Pani prof. się tym nie przejmuje. A skąd to wiem? Ano stąd, że trochę mnie jej osoba zainteresowała i wynorałem kilka wywiadów z nią. W tych wywiadach było sporo szczerego złota, ale w pewnym momencie trafiłem na coś, co mnie w zadumę wpędziło.

Otóż, pani prof. opowiadała o tym, jak wygląda inflacja i podwyższenie stóp procentowych z perspektywy kredytobiorcy: „Po trzecie jest oczywiście perspektywa kredytobiorców: stopy wydają się wysokie, bo wzrosły od zero procent jeszcze nie tak dawno temu do ponad 6%. Ale trzeba sobie uświadomić, że choć wysokość raty rośnie, to inflacja podgryza nasz kredyt bardziej, bo przecież nominalna wartość naszej nieruchomości rośnie wraz ze wzrostem cen, a wartość zobowiązania wobec banku pozostaje taka sama”.


Ok, o ile dobrze rozumiem pani prof. chodziło o to, że co prawda raty teraz są wyższe, niż były wcześniej, ale to w sumie żaden problem, bo rośnie też wartość mieszkania. No i wszystko pięknie, ale jeżeli ktoś np. wziął kredyt z oprocentowaniem zmiennym na zerowych stopach procentowych, to rata skoczyła mu tak bardzo (i tak szybko), że wzrost wartości mieszkania w żaden sposób nie był w stanie tego zrekompensować. 

W tym samym wywiadzie pani prof. opowiadała o tym, że w sumie to koniunktura jest dobra, więc powinno się te stopy procentowe podnosić do skutku (o ile mnie pamięć nie myli, to w pewnym momencie padło tam gdzieś jakieś 10 pp), bo nie ma najmniejszego zagrożenia bezrobociem. Myślę, że wątpię. Żeby nie przeciągać tego wątku dodam jedynie tyle, że cieszy mnie niezmiernie, że tego rodzaju jastrzębice nie decydują o wysokości stóp procentowych. Poza tym ciekaw jestem, jak to jest, gdy się traktuje państwo/gospodarkę/etc. jako coś w rodzaju plasteliny, którą można dowolnie ulepić (jak coś nie wyjdzie, to się ulepi od nowa), równocześnie nie zwracając najmniejszej uwagi na to, że to lepienie może oznaczać ruinę dla pewnej części społeczeństwa (no nie oszukujmy się stopy procentowe na poziomie 10 pp wykończyłyby sporą część kredytobiorców).

Na sam koniec zostawiłem sobie temat, który opisuje sytuację będącą idealnym paliwem dla każdego, kto chce budować narrację dotyczącą świata polityki „oni wszyscy są tacy sami”.Jakiś czas temu głośno się zrobiło o Łukaszu Mejzie, który (eufemizując) miał pewne problemy z oświadczeniami majątkowymi. Teraz zaś głośno się zrobiło o duecie Kinga Gajewska, Arkadiusz Myrcha, który to duet również ma problemy z oświadczeniami. Konkretnie zaś z rejestrem korzyści, do którego posłanka Gajewska nie wpisała najpierw domu, który dostała od ojca, oraz 40 tysi, które dostała od męża (Myrcha). Wszystko zaczęło się zaś od tego, że ktoś zauważył, że pobierają dodatek mieszkaniowy, choć mają dom 30 km od Warszawy. I wiecie, w tym miejscu wypadałoby po prostu przeprosić i odpowiedzieć na pytania zadawane przez dziennikarzy, ale zamiast tego mieliśmy do czynienia z fochem obu tych osób, który to foch sprawił, że o całej sprawie zrobiło się bardzo głośno (zaś w przypadku Kingi Gajewskiej prokuratura będzie sprawdzać, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa).

Przez bite osiem lat patrzyliśmy na władzę, która wszelkimi możliwymi sposobami dawała nam do zrozumienia, że jej przedstawiciele są nadludźmi i prawo ich nie dotyczy. Wystarczyłoby, żeby polityk miał RiGCz, żeby na tle tej władzy wypadał znacznie lepiej. No, ale po co działać z RiGCzem, skoro można strzelać focha i pogarszać swój własny wizerunek.



I tym, znowu nie wiadomo jakim akcentem, zakończę powyższy Przegląd.
 

Źródła:


https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2024/04/onuco-onuco-cozes-ty-za-pani.html

https://tvn24.pl/premium/janusz-palikot-aresztowany-co-zarzuca-mu-prokuratura-st8124689

https://www.pap.pl/aktualnosci/prokuratura-zlozyla-zazalenie-na-zastosowanie-warunkowego-aresztu-dla-j-palikota

https://jawnylublin.pl/czarcia-lapa-szykuje-sie-do-otwarcia-a-do-drzwi-palikota-pukaja-komornicy/

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,30407809,jedziemy-pod-krakow-odbijac-beczki-z-alkoholem-od-palikota.html

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,31379443,lempart-i-suchanow-wezwane-do-prokuratury-chodzi-o-pegasusa.html

https://x.com/gfkot/status/1846980463723700629

https://tvn24.pl/polska/pis-laczy-sie-z-suwerenna-polska-jest-deklaracja-st8132538

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,27592171,ryszard-terlecki-o-antyszczepionkowych-poslach-moga-nie-dostac.html

https://dorzeczy.pl/opinie/640849/kaczynski-zapowiada-nowa-konstytucje-gdy-zmieni-sie-wladza.html

https://www.pap.pl/aktualnosci/ustawy-dotyczace-tk-jest-decyzja-prezydenta-dudy

https://www.pap.pl/aktualnosci/szefowa-ke-po-szczycie-dala-zielone-swiatlo-na-zawieszenie-prawa-do-azylu-0

https://subiektywnieofinansach.pl/prof-tyrowicz-nie-ma-na-co-czekac-z-podwyzkami-stop/

https://www.bankier.pl/wiadomosc/RPP-obniza-stopy-procentowe-pazdziernik-2023-8622823.html

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Prof-Tyrowicz-o-obnizce-stop-procentowych-Niewatpliwie-jest-to-blad-8610945.html

https://www.money.pl/banki/stopy-procentowe-na-posiedzeniu-rpp-pojawil-sie-wniosek-o-podwyzke-o-100-pb-6958856382773760a.html

https://forsal.pl/gospodarka/stopy-procentowe/artykuly/9470416,tyrowicz-z-rpp-glowna-stopa-procentowa-powinna-wzrosnac.html

https://tvn24.pl/biznes/z-kraju/joanna-tyrowicz-z-rpp-w-rozmowie-piaseckiego-o-obnizce-stop-procentowych-st7339303

czwartek, 3 października 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #131

 Niniejszy Przegląd (po raz kolejny) zacznę od tematu pt.: ludzie, którzy nie skorzystali z okazji, żeby zamknąć mordy i wypowiadali się na temat powodzi. Jak się zapewne domyślacie tym razem będzie o najnowszej teorii spiskowej, z której wynika, że (werble) policja sztucznie zaniżała liczbę ofiar powodzi. W jaki sposób? Ano np. w taki, że jak znaleziono ciało w samochodzie zalanym, to wpisywano w akcie zgonu, że to ofiara wypadku komunikacyjnego. I cyk! Pora na CS-a.


Muszę przyznać, że może nie jest to najbardziej spektakularna teoria spiskowa, z którą się zetknąłem, ale na pewno jest jedną z najgłupszych. Gdyby pojawiała się ona jedynie na jakichś szurskich portalach, bądź też na filmikach z żółtymi napisami, to w sumie nie byłoby się nad czym pochylać. Problem w tym, że ta konkretna teoria spiskowa wjechała do mainstreamu. Zaczęło się od redaktora Graczaka (który kiedyś zasłynął wrzeszcząc w trakcie transmisji tzw. Marszu Niepodległości) i redaktora Ziemca (teoria, rzecz jasna, została wymyślona przez środowiska skarpetosceptyczne) potem pochyliła się nad tym konfa i Suwerenna Polska, a na samym końcu tego łańcucha był prezes Kaczyński. Aczkolwiek warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że Kaczyński nie powtarzał bredni o fałszowaniu aktów zgonu, ale opowiadał o tym, że tak właściwie to nie wiadomo, ile było ofiar.

Ponieważ do rozmontowania tej konkretnej teorii spiskowej potrzebne byłyby ze trzy ściany tekstu, pozwolę sobie na skupienie się na jej rdzeniu, czyli na próbie wmówienia suwerenowi, że ktoś sztucznie zaniżał liczbę ofiar i na fałszowaniu aktów zgonu. Jeżeli chodzi o to sztuczne zaniżanie, to kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że tak właśnie postępowała Zjednoczona Prawica na samym początku pandemii, gdy w trakcie ogłaszania liczby zgonów kładziono nacisk na to, kto zmarł bezpośrednio na koronę, a kto z powodu chorób współistniejących. Równolegle, PiSowscy influencerzy wrzucali w internety narracje, z których wynikało, że w sumie to tych ofiar (rzecz jasna „bezpośrednich”) jest tyle, ile było za czasów PO w trakcie epidemii świńskiej grypy. Rzecz jasna wszystko się posypało w momencie, w którym druga fala do nas wjechała (na koniu płowym) i nawet ta kreatywna metoda zliczania zgonów w niczym nie pomagała, bo ofiar było już zbyt dużo. O ile mnie pamięć nie myli, to w trakcie pierwszej fali w rządowych mediach pojawiały się wrzutki traktujące o tym, że PO zaniżała liczbę ofiar świńskiej grypy – jak się pewnie domyślacie, nie miało to żadnego związku z tym, że władzom w 2020 zaczęto wytykać to kreatywne zliczanie ofiar korony.

Powyższą dygresję zakończę wzmianką o tym, że to właśnie ta „kreatywna księgowość” sprawiła, że w Polsce mogły się później tak skutecznie rozprzestrzeniać teorie o tym, że (uwaga capslock) w Polsce ZAWYŻANO liczbę zgonów z powodu korony.


Wracajmy do meritum. Gdyby faktycznie ktoś komuś wydał odgórne polecenie, to po tym poleceniu byłby ślad (a nawet dużo śladów, bo przecież to polecenie musiałoby dotrzeć nie tylko do policji). Czemu więc nie pojawił się jeszcze żaden sygnalista, a wszystko opiera się na odmianie ulubionej przez Zjednoczonej Prawicy metody na „zapłakaną kuzynkę”? Odpowiedź na to pytanie jest oczywistą oczywistością.

Ktoś może powiedzieć: no ale może oni się tam w policji i służbach boją Bodnara i wszyscy kładą ruki po szwam. To jest nierealny scenariusz. Tzn. nawet gdyby tak było, to tego rodzaju polecenie zostałoby oprotestowane i dowiedzielibyśmy się o nim parę minut po tym, jak dotarłoby do pierwszych osób, które miałyby się do niego zastosować.


Czemu? Ano temu, że jeżeli gdzieś znajduje się ciało, to sekcji zwłok jest przeprowadzana z automatu, w celu ustalenia przyczyn zgonu (i ustalenia, czy nie doszło do niego przy udziale osób trzecich). To nie jest tak, że jeżeli ciało znajdzie jakiś pan bagiet, to on sobie może wpisać, że denat zszedł w wypadku i to nie będzie miało żadnego ciągu dalszego, bo decyzję o tym, czy ta sekcja będzie, podejmuje prokurator (ale jak już wcześniej napisałem, jest ona przeprowadzana praktycznie z automatu, więc bardzo rzadko się zdarza, że prokurator decyduje, że sekcja jest zbędna). Nawet gdyby oni wszyscy byli ze sobą w zmowie, to w to wszystko mogłaby się wmieszać towarzystwa ubezpieczeniowe, gdyby ktoś chciał zrealizować polisę AC.

Mało kto w naszych okolicznościach przyrody zdecydowałby się na podjęcie tak ogromnego ryzyka, jakim jest fałszowanie aktów zgonu. Tak wiem, takie sytuacje się zdarzały, ale tutaj mamy do czynienia z procederem, który miał być wynikiem odgórnych poleceń. Nie wspominając już o tym, że te odgórne polecenia oznaczałyby próbę skłonienia dużej liczby ludzi do łamania prawa. Jak to powiedział bohater pewnej polskiej komedii: nie wydaje mnie się. Czy liczba ofiar powodzi może być wyższa niż to, co raportowano? Owszem, ale nie dlatego, że istnieje jakiś spisek (obejmujący zylion tysięcy osób), które są ze sobą w zmowie i chcą nas okłamywać.


Kolejnym tematem, nad którym się pochylimy będzie, ahem „spór prawny”. Gdybym chciał opisać ze szczegółami cały ten temat, to wyszło by mi z tego pewnie pół książki,  tak więc ograniczę się do telegraficznego skrótu. Przez ileś tam lat nikt nie miał zastrzeżeń do tego, kto i w jaki sposób powołuje sędziów do KRS. Potem zaś przyszedł PiS i się okazało, że zastrzeżenia są. W tenże właśnie sposób powstało NEO-KRS, a potem Sąd Najwyższy został najechany przez Neosędziów (i powstały w nim różne izby zdominowane przez wyżej wymienionych).

Jedna z takich izb, konkretnie zaś Izba Dyscyplinarna (która zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – jest po prostu grupą kolesi i niczym więcej) uznała, że jakby co, to Prokuratorem Krajowym jest Adam Barski. Taki Prokurator Krajowy w naszym kraju (powtórzenie niezamierzone) ma uprawnienia, którymi raczej nie dysponują jego odpowiednicy w krajach zachodnich (jeżeli już, to trzeba szukać podobieństw na wschodzie).


Z tym Prokuratorem Krajowym to było tak, że praktycznie przez dwie kadencje rządów Zjednoczonej Prawicy powoływał i odwoływał go Premier. A potem przyszedł rok 2023 i Zjednoczona Prawica sobie przegłosowała ustawę, z której wynikało, że po pierwsze – praktycznie wszystkie istotne uprawnienia zostają przetransferowane od Prokuratora Generalnego do Prokuratora Krajowego, a po drugie Prokuratora Krajowego nie można odwołać bez zgody Prezydenta RP.

Dlaczegóż, ach dlaczegóż akurat w 2023 roku ktoś wpadł na ten pomysł i dlaczego chodziło o to, że liczono się już z ryzykiem utraty władzy i chodziło po prostu o zabetonowanie prokuratury, które miało na celu wydłużenie okresu nietykalności dla aferzystów ze Zjednoczonej Prawicy (i nie tylko aferzystów). Trzeba pamiętać o tym, że przeciąganie tych spraw ma jeszcze jeden wymiar, który nazywamy „przedawnieniem”. No, ale to tylko dygresja.


Co zrozumiałe, Prezydent RP (tenże sam, który teraz jest bardzo zatroskany losem polskiego wymiaru sprawiedliwości) nie zgłaszał sprzeciwu, gdy ta ustawa (bodajże w sierpniu 2023) została przegłosowana. Chciałem napisać, że nie zgłaszał ich „mimo tego, że wiedział jakie to może mieć konsekwencje”, ale prawda jest taka, że nie zgłaszał ich dlatego, że wiedział. Nie robił tego dlatego, że chciał, żeby jego koledzy ze Zjednoczonej Prawicy pozostali bezkarni tak długo, jak tylko to będzie możliwe. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Gdyby chodziło po prostu o to, że Zjednoczona Prawica doszła do wniosku, że, ok przeholowali trochę z tymi uprawnieniami Prokuratora Krajowego (czy też Generalnego, bo to on wpierw miał takie uprawnienia), to po prostu by je zlikwidowali. Zapewne ubrano by to w ładną narrację „wiemy, że to był okres błędów i wypaczeń”. Tyle że, jak doskonale wiemy, nie chodziło o to, że Prokurator Generalny/Krajowy ma zbyt duże uprawnienia, ale o to, że miałby je ktoś niezwiązany ze Zjednoczoną Prawicą.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/


Po przejęciu władzy przez koalicję rządzącą okazało się, że ta nie zamierza grać znaczonymi kartami (popełniłem o tym tekst głośny, który zalinkuję w źródłach). W styczniu 2024 Adam Bodnar (Minister Sprawiedliwości) wręczył Prokuratorowi Krajowemu pismo, z którego wynika, że jego powołanie było wadliwe i po prostu jest nieważne. Ten się był odwołał i sąd w Gdańsku stwierdził, że on się zapyta o to Sądu Najwyższego. Rzecz jasna, jak już wspomniałem przed momentem, orzeczenie w tej sprawie wydała Izba Dyscyplinarna. W teorii Trybunał Konstytucyjny mógłby się w tym temacie wypowiedzieć, ale w praktyce nie mamy Trybunału, więc są to rozważania bezprzedmiotowe.


Dla nikogo nie było zaskoczeniem to, że zaraz po tym, ahem, orzeczeniu (grupa kolesi przy ciastkach się zebrała i coś tam uradzili) Zjednoczona Prawica ruszyła z narracjami, z których wynika, że Polski już nie ma, a Jarosław Kaczyński powiedział (uwaga, odstawić płyny), że teraz w Polsce wszystko zależy od tego, co sobie Donald Tusk postanowi.

Moim skromnym zdaniem, wszystkie te decyzje (czy to Trybunału Przyłębskiego w sprawie komisji ds. Pegasua, czy też ta Izby Dyscyplinarnej) mają jeden cel, którym jest masowe uniewinnienie wszystkich skazanych po ewentualnym przejęciu władzy przez Zjednoczoną Prawicę. Dodatkowo pewnie jeszcze za prześladowania dostaną jakieś milionowe odszkodowania.


Tym, co mnie cieszy w kontekście tego konkretnego „sporu prawnego” jest to, że tym razem to nie jest rozmowa o jakichś mało zrozumiałych mechanizmach, które średnio obchodzą suwerena. Tym razem sprawa dotyczy tego, czy aferzyści powinni ponosić konsekwencje swoich działań, czy też powinni pozostać bezkarni. To są konkretne osoby i setki milionów złotych. Ponieważ rozliczenia trwają nadal, tych osób będzie pewnie coraz więcej i coraz ciężej będzie PiSowi budować narrację, że to właśnie oni stoją na straży tego i owego.


Jeżeli zaś chodzi o kwestię ponoszenia odpowiedzialności za swoje działania, to możemy płynnie przejść do innego tematu, którym jest immunitet Marcina Romanowskiego. Pozwolę sobie przypomnieć, że to właśnie w jego sprawie Prokuratura Krajowa zaliczyła spektakularną wtopę i zamiast zgłosić się do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy z wnioskiem o uchylenie immunitetu Romanowskiego, zagrano kartę „ekspertyzy prawne”, z których miało rzekomo wynikać, że ten immunitet wcale nie działa. Bardzo szybko okazało się, że owszem, działa. Żodyn nie spodziewał się tego, że te ekspertyzy nie muszą być wiążące dla ZPRE.

Czemu o tym wspominam? Ano temu, że okazało się, że tytaniczny wysiłek włożony w skierowanie do ZPRE wniosku o uchylenie tego immunitetu się opłacił, bo został on uchylony. Czy z tego aby nie wynika, że zamiast fundować sobie autograbie, można było po prostu zacząć od złożenia wniosku? Nie wiem, nie zna się, nie jestem Prokuraturą Krajową.


Kolejnym herbatnikiem, który najprawdopodobniej poniesie konsekwencje swoich działań jest Łukasz Mejza. Tym razem chodzi o mijanie się z prawdą w oświadczeniach majątkowych. Co ciekawe, bardzo jednostronną opinię na jego temat wyraził Cezary Gmyz, który stwierdził, że umieszczenie Mejzy na listach PiSu było zbrodnią, że ów jegomość powinien siedzieć i że ma nadzieję, że prawica tym razem zagłosuje tak jak koalicja. Skomentował to Wybranowski, który stwierdził, że fakt przyjęcia Mejzy do PiSu świadczył o tym, że PiS się zakiwał. Co ciekawe, Wybranowski na temat Mejzy wypowiadał się krytycznie już wcześniej. Co mniej ciekawe, Cezary Gmyz przed wyborami jakoś tak nieszczególnie ten temat poruszał.

Bardzo głośno się ostatnio zrobiło w temacie Totalizatora Sportowego. Wiecie, to jedna z tych SSP, w których miały zapanować kompetencje i miało już nie być nepotyzmu i partyjniactwa. Tak można było wyczytać w 68 konkrecie PO. Jak już pewnie doskonale wiecie, głośno się zrobiło właśnie ze względu na partyjniactwo i na desant ludzi powiązanych z PO, PSL i Lewicą.


Przyznam szczerze, że mnie na serio trochę dziwi takie działanie. Po tym, jak Zjednoczona Prawica uwłaszczała się na wszelkich możliwych stołkach i po tym, gdy się z tematem walki z kolesiostwem zrobiło jeden z filarów kampanii, wypadałoby jednak zachowywać pewne standardy. Choćby po to, żeby pokazać, że się jest lepszym od tych, których się krytykowało. Owszem, w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy skala uwłaszczenia była gigantyczna, ale z tego absolutnie nie wynika, że skoro tak, to „naszym” wolno się uwłaszczyć tak tyci tyci.

Ministerstwo Aktywów Państwowych zapowiedziało kontrolę w tej sprawie i stwierdziło, że jeżeli zarzuty się potwierdzą, to wyciągnięte zostaną konsekwencje. No i wszystko fajnie, ale przecież to nie jest tak, że ci ludzie znaleźli się tam przez przypadek, ktoś musiał ich zatrudnić i ten ktoś wiedział czemu ich zatrudnia (wiedział również, że nie zatrudnia ich dlatego, że są ekspertami). Tym samym można było to kontrolować na bieżąco, prawda? Aczkolwiek na uwagę zasługuje to, że zapowiedziano kontrolę. Gdybyśmy mieli do czynienia ze Zjednoczoną Prawicą, dowiedzielibyśmy się o tym, że wszystko jest w porządku i tylko ten przeklęty der Onet się czepia.


Na sam koniec powyższego Przeglądu zostawiłem sobie spektakularne samozaoranie w wykonaniu wiceminsitra Gduli i ministra Wieczorka. Swego czasu bardzo głośno było na temat tego, że Bielan z koleżeństwem urządził sobie łowisko w NCBR. Jednakowoż z tego wcale nie wynika, że wszystko, co ma związek z tymże NCBR, należy zaorać. Z tego założenia wyszli ludkowie z Lewicy, którzy postanowili w spółce IDEAS zastąpić speca od sztucznej inteligencji (i to legitnego speca, a nie takiego PiSowskiego), Piotra Sankowskiego, człowiekiem, który co prawda naukowe dokonania ma, ale porównać się go do poprzednika w tej kwestii nie dało (Grzegorz Borowik).

Ponieważ o sprawie zrobiło się głośno, Maciej Gdula postanowił się wypowiedzieć na jej temat na Eloneksie i stwierdził, że w ogóle to jak ktoś chce bronić NCBR Ideas, to niech poczeka na wyniki audytu, to się może zdziwić. Potem zaś się okazało, że Wyborcza dotarła do wniosków z audytu i wynika z nich tyle, że absolutnie nikt się nie zdziwi, a podstaw do wywalenia Sankowskiego nie było. O tym, jak bardzo ich nie było może zaświadczyć to, że dzisiaj rano (Przegląd pisałem 02-10-2024) minister Wieczorek stwierdził, że jeżeli chodzi o zespoły eksperckie, które Sankowski ogarnął, to nadal będzie mógł z nimi działać, ale już nie jako prezes. Czemu? Nie interesujcie się, bo kociej mordy dostaniecie.


Co ciekawe, w tym samym wywiadzie Wieczorek zapowiedział audyty w NCBR. Gdybym był złośliwy to bym napisał, że jeden już był i jakoś nic strasznego z niego nie wynikło. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że nieco mnie dziwi to, że owe audyty zapowiadane są dopiero w momencie, w którym zamiana prezesów wybuchła Wieczorkowi i Gduli w rękach jak granat. No bo tak na chłopski rozum, audyty są przeprowadzane w wielu miejscach już od dłuższego czasu. Czemuż więc, ach czemuż tutaj ich nie przeprowadzono i dopiero się je zapowiada? Zapewne nigdy nie poznamy odpowiedzi na to pytanie.


I tym, znowuż nie wiem jakim akcentem zakończę powyższy Przegląd.


Źródła:

https://oko.press/pis-prokuratura-barski

https://oko.press/dariusz-barski-nie-jest-prokuratorem-krajowym

https://x.com/PiknikNSG/status/1841064430055887272

https://www.wprost.pl/kraj/11823331/marcin-romanowski-bez-immunitetu-rady-europy-tak-glosowali-politycy.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-lukasz-mejza-moze-stracic-immunitet-jest-wniosek,nId,7826700

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/partyjny-desant-na-totalizator-sportowy-oni-dostali-lukratywne-stanowiska/7nvq01b

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2024-10-01/ministerstwo-reaguje-na-zmiany-w-totalizatorze-sportowym-sprawa-jest-bardzo-powazna/

https://wpolityce.pl/polityka/708227-nasz-wywiad-kulisy-sprawy-immunitetu-posla-romanowskiego

https://wiadomosci.radiozet.pl/Gosc-Radia-ZET/minister-nauki-zapowiada-w-radiu-zet-spotykam-sie-z-prof-sankowskim-powinien-koordynowac-pracami-ale-juz-nie-jako-prezes

https://wyborcza.biz/biznes/7,177150,31348970,wyborcza-biz-ujawnia-audyt-ideas-ncbr.html?disableRedirects=true

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/9621475,ideas-ncbr-nowym-cpk-naukowcy-chca-dymisji-gduli-gawkowski-szuka-roz.html

Notka o tym, że nowa władza nie chce grać znaczonymi kartami:

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2023/12/blitzkrieg.html