piątek, 5 maja 2023

Przypowieść o zapłakanej kuzynce

Ten (eufemizując) bełkot marszałek Witek pokazuje, jak skuteczna jest prawica w narzucaniu swoich bzdurnych narracji. Jakieś dziesięć lat temu prawica się wzmogła: „olaboga, GENDER, bo chłopców przebierają za dziewczynki, a dziewczynki za chłopców”.


W tym miejscu sobie pozwolę na dygresję krótką. Ciekaw jestem, czy oburzona prawica (ta w wieku, że tak to ujmę „niemłodym”) zna taką pozycję książkową (która się nawet serialu doczekała): „Dziewczyna i chłopak, czyli heca na 14 fajerek”? Jestem tego ciekaw, bo tam, (o zgrozo) dziewczynka udawała chłopca, a chłopiec dziewczynkę (i to przez całe wakacje). Idąc tokiem rozumowania prawicy ten straszliwy gender zaatakował nas już w latach 60-tych (bo wtedy ta książka została napisana).


No, ale to dygresja tylko. Wróćmy do meritum. Prawica (jak to prawica ma w zwyczaju) sobie te 10 lat temu wymyśliła jakieś nieistniejące zagrożenie i obiecywała ludziom, że będzie ich przed tym zagrożeniem bronić. Ten temat co jakiś czas się w mediach prawicowych pojawiał, ale generalnie to prawie wszyscy mieli z tego bekę (prawie, bo partyjny beton uwierzył w to zagrożenie).


Po dziesięciu latach prawica (reprezentowana przez Elżbietę Witek) dokonała recyklingu tego zagrożenia. Nie bez przyczyny użyłem takiego, a nie innego sformułowania, bo to, co teraz opowiedziała Elżbieta Witek, to historia (rzecz jasna odpowiednio podkoloryzowana) sprzed dziesięciu lat. Oddajmy głos Elżbiecie Witek. To będzie obszerny cytat, który potem będę rozbierał na czynniki pierwsze.


To, na co zwrócili mi uwagę rodzice i na to, co sama miałam okazję obserwować, to jest nadmierna seksualizacja naszych dzieci. Otóż nie tak dawno przyszła do mnie matka i powiedziała, że dziecko wróciło z przedszkola spłakane. Trudno od takiego małego dziecka wyciągnąć co się stało, co jest powodem tych łez, ale w końcu rodzice przy dłuższej rozmowie dowiedzieli się skąd ten płacz u sześcioletniego dziecka. Otóż pani na zajęciach w przedszkolu, nie w szkole, prosiła, żeby dzieci się przebierały, chłopcy za dziewczynki, a dziewczynki za chłopców. Dostały kosmetyki do malowania, zostały wymalowane, a potem zrobiono tym dzieciom zdjęcia. Kiedy matka zobaczyła zdjęcie swojego syna umalowanego za kobietę, przebranego za dziewczynkę, rozpłakała się i wiedziała już skąd te łzy u dziecka.


Zacznijmy od początku:


„To, na co zwrócili mi uwagę rodzice i na to, co sama miałam okazję obserwować, to jest nadmierna seksualizacja naszych dzieci”.



Przyznam szczerze, że w tym momencie się lekko zagotowałem. Bo to, to jest po prostu prawicowy chochoł. Może inaczej. Problem seksualizacji dzieci faktycznie istnieje. Przykładowo aktorka wcielająca się w rolę „Jedenastki” w serialu Stranger Things, została uznana przez jeden z magazynów (nie pamiętam tytułu) za „seksowną”. Ten drobny szczegół, że Millie Bobby Brown miała w tamtym czasie trzynaście lat, jakoś redaktorom-idiotom umknął.


Znacznie większym problemem jest to, że dzieciaki bardzo wcześnie zaczynają się nawzajem postrzegać jako obiekty seksualne. Problem ten zaś bierze się po części stąd, że dzieciaki maja teraz bezproblemowy dostęp do pornografii. Możecie dbać o to, co wasze dziecko robi w internetach i nadzorować to, co tam ogląda, ale wystarczy jeden rodzic-debil jakiegoś dziecka z otoczenia waszej pociechy, który to rodzic kupi swojej progeniturze telefon, a potem ma w głębokim poważaniu to, co sobie tam progenitura ogląda, żeby wasze dziecko oglądało dokładnie to samo. Niestety, tacy rodzice to nie są jednostkowe przypadki.


Aczkolwiek problem ten nie bierze się jedynie z dostępu do pornografii. Pozwolę sobie wam pewną anecdatę opowiedzieć (skoro wolno Elżbiecie Witek, wolno i mnie). Niezliczoną ilość razy miałem do czynienia z takim scenariuszem: wraca sobie moja pociecha ze szkoły i sobie podśpiewuje jakąś piosenkę. Wrzucam sobie więc ten zasłyszany tekst w google i w jakichś 95% przypadków okazuje się, że w dalszej części piosenki poruszane są, że tak to ujmę. „wiadome kwestie” (nie, nie przemawia przeze mnie pruderia, ale wolałbym nie wyłapać shadowbana za używanie jakichś zwrotów, które się aktualnie nie podobają algorytmom na FB).


Mógłbym tak praktycznie w nieskończoność o tych różnych zagrożeniach tutaj opowiadać, ale nie czas to i nie miejsce. W telegraficznym skrócie: owszem problem seksualizacji dzieci istnieje, ale to, na czym skupia się prawica, nie ma absolutnie nic wspólnego z tym problemem.


O czym bowiem dalej opowiadała Witek? O tym, że ktoś „przebrał dziewczynki za chłopców, a chłopców za dziewczynki”. Czy ma to jakiś związek z problemem, o którym wspomniałem i którym ponoć chciała się zająć Zjednoczona Prawica? A gdzie tam.


„Otóż nie tak dawno przyszła do mnie matka i powiedziała, że dziecko wróciło z przedszkola spłakane. Trudno od takiego małego dziecka wyciągnąć co się stało, co jest powodem tych łez, ale w końcu rodzice przy dłuższej rozmowie dowiedzieli się skąd ten płacz u sześcioletniego dziecka”.


Nad tym fragmentem będę się pastwił znacznie później, teraz go wrzucam jedynie po to, żeby zwrócić uwagę na to, że jest to odmiana ulubionej prawicowej narracji pt. „zapłakana kuzynka”.


„Otóż pani na zajęciach w przedszkolu, nie w szkole, prosiła, żeby dzieci się przebierały, chłopcy za dziewczynki, a dziewczynki za chłopców. Dostały kosmetyki do malowania, zostały wymalowane, a potem zrobiono tym dzieciom zdjęcia. Kiedy matka zobaczyła zdjęcie swojego syna umalowanego za kobietę, przebranego za dziewczynkę, rozpłakała się i wiedziała już skąd te łzy u dziecka”.


Każdy, kto ma dziecko w wieku przedszkolnym, bądź też wczesnoszkolnym wie, że ten fragment to po prostu najzwyklejsza w świecie bzdura.


Po pierwsze, rodzice są informowani o tym, że ich pociechy będą miały zajęcia „inne niż zwykle” i to są informowani z wyprzedzeniem. Po drugie, na udział w tego rodzaju zajęciach trzeba wyrazić zgodę (wie o tym każdy, kto rok rocznie podpisuje zyliony zgód na różne zajęcia). Po trzecie, nawet gdyby rodzic podpisywał wszystko automatycznie, to o „innych niż zwykle” zajęciach informowane są również dzieci. Tak, wiem, często się zdarza, że dziecku się „zapomni” (albo się przypomni wtedy, gdy trzeba iść spać, bo to przecież najlepsza pora), ale to nie jest coś nudnego w rodzaju „przynieść blok techniczny”, ale „przebieranki” i to dzieciakom by utkwiło w głowie. Po czwarte (związane jest to z punktem drugim), jeżeli na zajęciach robione były zdjęcia, to rodzice musieli wcześniej na to wyrazić zgodę (tak samo, jak na publikację tych zdjęć [do której musiało dojść, bo przecież matka się popłakała, jak zobaczyła te zdjęcia]).  Po piąte, ze wszystkich prawicowych historii, które się nie wydarzyły, ta nie wydarzyła się najbardziej.


Przez moment załóżmy, że to była prawda. Co nam wynika z tej historii? Ano to, że do Elżbiety Witek przyszli rodzice, którzy zaniedbują swoje dziecko w stopniu cokolwiek zatrważającym. Nie interesują się tym, co dziecko robi w przedszkolu, nie czytają zgód, które podpisują i nie rozmawiają ze swoim dzieckiem (no chyba, że dziecko zacznie płakać). Relacja złożona Elżbiecie Witek przez rodziców, zaniedbujących swoje dziecko tak nią poruszyła, że postanowiła, że „coś z tym trzeba zrobić” (rzecz jasna z systemem edukacji, a nie z rodzicami).


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Ktoś może powiedzieć: no dobrze, ale skąd ta pewność, że taka historia się na pewno nie wydarzyła (no dobra, nikt tak nie powie, ale jakoś musiałem zacząć ten kawałek). Ano stąd, że gdy napisałem o recyklingu, to nie miałem na myśli jedynie „zamysłu”. Prawica po prostu sięgnęła po wydarzenie sprzed dziesięciu lat i je odpowiednio zmodyfikowała.


Tak się bowiem złożyło, że tamto wzmożenie sprzed dziesięciu lat wzięło się stąd, że w jakimś przedszkolu faktycznie doszło do takich przebieranek. Nikt nie robił chłopcom makijażu, ale na jednym ze zdjęć jeden z chłopców malował paznokcie wychowawczyni, a na drugim robił jej makijaż (wszystko zostało zapikselowane, więc nie jesteśmy w stanie ocenić tego, jak bardzo wychowawczyni przypominała potem Heatha Leadgera). Wszystko odbyło się zgodnie z obowiązującymi przepisami (gdyby było inaczej, prawica nie dałaby nikomu o tym zapomnieć). Dzieciaki się dobrze bawiły, a zdjęcia zostały opublikowane z internetach (i znowuż, gdyby ktoś opublikował takie fotki bez zgody rodziców, to byłby to srogi przypał).  I jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, prawica miała incydent kałowy.


No bo wiecie, rodzice mają prawo wychowywać dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami, pod warunkiem, że są to przekonania zgodne z przekonaniami prawicowymi. W jednym z artykułów jakiś prawicowy profesor się wzmagał, że przecież rodzice powinni mieć prawo do tego, żeby wiedzieć, co będą robić ich dzieci w przedszkolu. Ten konkretny chochoł (rodzic, który nie jest o niczym informowany i o niczym nie wie) jest nadal obecny w prawicowych narracjach. I tak sobie dumam. Co sobie myśli PiSowski beton, który z jednej strony wierzy w to, co mu mówią (że o niczym nie wie/etc.), a z drugiej podpisuje zyliony zgód na różne zajęcia. Ciekaw jestem i to tak autentycznie, czy tym ludziom się to jakoś wiąże ze sobą, czy też „są to sytuacje nieporównywalne”.


Redaktorzy mojego (najulubieńszego) portalu wPolityce sięgnęli nawet po opinię ekspertów (jedna z takich ekspertek, cóż za zaskoczenie, jest członkinią „Rady do spraw Rodziny, Edukacji i Wychowania przy Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej”). Ekspertka (która pewnie sama o sobie powiedziałaby, że jest ekspertem, bo prawie na pewno brzydzi się feminatywami) wypowiedziała się w sposób właściwy dla typowego prawicowego intelektualisty: „takie zajęcia prowadzą do ogromnego „bałaganu” w psychice dziecka i mogą się ciągnąć za nim przez całe dorosłe życie. Takie odzieranie chłopców z godności to dla mnie przestępstwo”.


Ja się na serio zastanawiam nad tym, czy ci ludzie wierzą w te głupoty. Czy osoba, która kilkadziesiąt lat zajmowała się edukacją, która jest pedagogiem z wykształcenia (tak więc, siłą rzeczy musiała mieć styczność z psychologią rozwojową/etc.) wierzy w te idiotyzmy o tym, że jak się raz chłopiec przebierze w sukienkę, założy perukę/etc. to od tego mu się może psychika rozlecieć  i może to rzutować na całe jego życie. Ja tam specjalistą nie jestem, ale wydaje mi się, że znacznie większy wpływ na psychikę chłopców ma tzw. „bullying”, ale, jak już wspomniałem, nie jestem ekspertem, więc mogę się mylić.


Wspomniałem wcześniej o tym, że ze wszystkich prawicowych historyjek, które się nie wydarzyły, ta o której opowiadała Witek, nie wydarzyła się najbardziej i teraz ten wątek pociągnę dalej. Sytuacja (chłopcy z w perukach/etc.), która doprowadziła do incydentu kałowego praktycznie całą prawicę, miała miejsce w 2013 roku. Elżbieta Witek chce nam wmówić, że w ósmym roku rządów Zjednoczonej Prawicy, za czasów ministrowania Czarnka, ktoś w jakimś przedszkolu odważył się przeprowadzić zajęcia, na których dzieciaki się przebierały, robiono im makijaże i fotki (które następnie opublikowano) i do tego (co można uznać za cebulę na torcie) zajęcia te przeprowadzono bez uprzedniego informowania o tym rodziców? Tak, to na pewno się wydarzyło i dlatego, MEiN, Ordo Iuris i Zbigniew Ziobro jeszcze nie rozerwali tego przedszkola na strzępy, a TVP Info nie zrobiło na ten temat dwugodzinnego materiału pt. „rzeź niewiniątek”.  


Prawda jest taka, że dokonano reanimacji (no ileż razy można używać słowa „recykling”) tych narracji z 2013 roku. Ponieważ PiSowscy spindoktorzy mieli świadomość tego, że w straszliwą krzywdę, którą spotkała dzieciaki uwierzy tylko beton, musieli to wszystko podkolorować. Mało kto (poza betonem) potraktował poważnie bzdury o tym, że przebranie chłopca w sukienkę zniszczy chłopcu psychikę i że jest to „odzieranie chłopców z godności”. Dlatego też teraz mamy do czynienia ze zmyśloną historią, której ofiarą jest mały chłopiec (tak bardzo zrozpaczony, że nawet trudno mu było opowiedzieć o tym, co go spotkało). Ofiarą jest również jego matka, która nie została poinformowana o tym co się działo w przedszkolu (dlatego też potrzebne są zmiany, o których opowiadała Witek) Mamy więc do czynienia z kolejną prymitywną manipulacją, przy której „zapłakana kuzynka” to szczyt finezji.


Znamienne jest to, że prawica, która teraz na podstawie całkowicie zmyślonej anegdoty chce „zmieniać prawo”, żeby „chronić dzieci”, zupełnie ignoruje realne zagrożenia. Ja wiem, że to już było dawno temu, ale nieśmiało przypominam, że z filmu „Tylko nie mów nikomu” mogliśmy się dowiedzieć o tym, że duchowny, skazany za pedofilię, bez najmniejszego problemu prowadził zajęcia z dzieciakami (na których, o ironio, opowiadał o tym, jak to teraz księży się oskarża o to, że są źli/etc.). Różnica między tym, co opowiedziała Witek, a tą historią polega na tym, że ta historia, niestety, miała miejsce. I co? I nic. Ponieważ państwo pod rządami Zjednoczonej Prawicy potrafi być silne jedynie w stosunku do słabych (czyli, na ten przykład NGOSów), a beznadziejnie słabe w stosunku do silnych (Kościół).



Źródła:

https://twitter.com/PiknikNSG/status/1654118640600625163

http://300polityka.pl/live/2023/05/04/witek-pani-na-zajeciach-w-przedszkolu-prosila-zeby-dzieci-sie-przebieraly-chlopcy-za-dziewczynki-a-dziewczynki-za-chlopcow-postanowilam-ze-trzeba-cos-z-tym-zrobic/

https://www.popbuzz.com/tv-film/stranger-things/millie-bobby-brown-sexiest-tv-stars-and-like/

https://wpolityce.pl/gwiazdy/72208-ala-jest-chlopcem-a-jas-dziewczynka

https://wpolityce.pl/gwiazdy/80016-jednak-przebieraja-dzieci







sobota, 15 kwietnia 2023

Zróbmy sobie raport

Zapewne już do was dotarły odpryski najnowszego raportu zleconego przez Fundację Adenauera, z którego to raportu wynika między innymi to, że młodzi wyborcy (18-30) popierają głównie PiS i że są w przeważającej większości przeciwko liberalizacji prawa aborcyjnego. Gdy tylko zobaczyłem te kawałki raportu, zacząłem sobie dumać nad tym „ciekawe, kiedy prawica się rzuci na te wyniki i zacznie się nimi jarać”.


Dzisiaj zaś me oczęta ujrzały artykuł na „Do Rzeczy”, którego tytuł brzmiał następująco: „Młodzi wyborcy nie skręcili w lewo”. Pozwolę sobie na zacytowanie początku tego artykułu (całości nie czytałem, bo jest za paywallem, a nie jestem SSP żeby sponsorować „Do Rzeczy”):


„Raport Fundacji Konrada Adenauera “Polityczny portret młodych Polaków”, to jeden
z ciekawszych pakietów danych, jakie ostatnio pojawiły się w przestrzeni publicznej.


Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że weryfikuje krążące w mediach widmo przekonania, że mamy do czynienia z radykalnym skrętem w lewo wśród młodszych wyborców (…)."


W podobnym tonie utrzymany był artykuł z Wirtualnej Polski, która to WP jako pierwsza opisała ten raport (tu będzie dłuższy cytat):


„Gdyby układ sił w Sejmie zależał wyłącznie od młodych wyborców w wieku 18-30 lat, największymi siłami politycznymi byłyby PiS (27 proc.), Koalicja Obywatelska (24,7 proc.) i Konfederacja (19,2 proc.) - wynika z "Politycznego portretu młodych Polaków". Według badania udział w głosowaniu chce wziąć 72,2 proc. osób w tej grupie wiekowej. Wyniki mogą obalić kilka powszechnych mitów (…) Polityczny portret młodych Polaków" to badanie Centrum Badań Marketingowych Indicator i Fundacji Adenauera. Projekt jest koordynowany przez doktoranta Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego Adama Kądzielę. Przekonuje on, że analiza konfrontuje wyniki z powielanymi mitami i uproszczeniami na temat grupy wyborców w wieku od 18 do 30 lat.”


Zanim przejdę do meritum, pozwolę sobie na krótką dygresję. Z tymi wszystkimi badaniami sondażowymi (nie mylić z focusami, które są tzw. „jakościówką”) to jest tak, że o ile one są przeprowadzane w sposób poprawny, to pomimo tego, że ich wyniki będą się od siebie różnić, to jednak układają się one w jakiś trend. Owszem, czasami może być tak, że trend się załamie (albo przyspieszy), ale takie „wahnięcia” nie biorą się z powietrza. Innymi słowy, najpierw coś się musi „zadziać”, a dopiero potem w badaniach ilościowych nam się pojawią te „wahnięcia”.


Ja wiem, ze część z was zaczęła już ziewać (ja pisząc powyższy akapit miałem flashbacki z salek zajęciowych na socjologii), tak więc pozwolę sobie to zobrazować. Konfederacja ma teraz w sondażach około 10% poparcia. Jak byście zareagowali na sondaż, w którym konfa miałaby tego poparcia 50% (poza tym, że pewnie zastanawialibyście się bardzo poważnie nad emigracją)? Mam przeczucie graniczące z pewnością, że taki sondaż zostałby po prostu wyśmiany i absolutnie nikt (poza wyznawcami konfy) nie tłumaczyłby, że ten sondaż „konfrontuje wyniki z powielanymi mitami” oraz „weryfikuje krążące w mediach widmo przekonania, że Konfederacja ma 10% poparcia”.


Moim zdaniem podobnie powinno się potraktować „raport z badań” , z którego wynikło, że jeżeli chodzi o kategorię wiekową 18-30: „59,8 proc. nie zgadza się z postulatem liberalizacji prawa aborcyjnego (63,3 proc. kobiet i 56,7 proc. mężczyzn)”.


Dla porównania. W listopadzie 2022 przeprowadzono badania sondażowe w temacie prawa aborcyjnego, Respondentów zapytano o to „czy kobieta powinna mieć prawo do przerwania ciąży do 12 tygodnia jej trwania?”. W kategorii wiekowej 18-29 lat  90% respondentów odpowiedziało na to pytanie twierdząco, a 9% przecząco. W tym miejscu jeszcze jedna, króciutka dygresja będzie. W tym sondażu pytano o wprowadzenie przerywania ciąży na życzenie. W „badaniach”, którymi teraz jara się prawica pytano o „liberalizację prawa aborcyjnego”. Warto zwrócić uwagę na to, że jest to znacznie szersze pojęcie. Bo liberalizacja, owszem, może oznaczać wprowadzenie przerywania ciąży na życzenie, ale może również oznaczać przywrócenie tzw. „poprawki embriopatologicznej”.


Gwoli ścisłości, te 90% poparcia dla prawa do przerywania ciąży do 12 tygodnia, nie wzięło się z powietrza. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z trendem, który zaczął się w listopadzie 2020, kiedy to zaostrzenie prawa aborcyjnego doprowadziło (w kategorii wiekowej 18-29) do gigantycznego wzrostu poparcia dla możliwości przerywania ciąży do 12 tygodnia. W lutym 2019 w tej kategorii wiekowej ten postulat popierało 48%, a w listopadzie 2020 79% (potem ten słupek sobie rósł już znacznie wolniej). Na tym przykładzie widać wyraźnie, że o ile „wahnięcia” są jak najbardziej możliwe, to jednak nie biorą się one z powietrza.


Uwaga! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Gdybyśmy mieli potraktować ten nieszczęsny raport na serio, to musielibyśmy się pogodzić z tym, że w ciągu 4 miesięcy poparcie dla liberalizacji prawa aborcyjnego w kategorii wiekowej 18-30 spadło z 90% do 40%. Wydaje mi się, że jestem raczej uważnym obserwatorem tego, co się dzieje u nas w kraju. Mimo tego, ewidentnie musiało mi umknąć coś bardzo istotnego, co wydarzyło się między listopadem 2022, a marcem 2023, co doprowadziło do spadku poparcia dla liberalizacji prawa aborcyjnego wśród młodych. To musiało być coś znacznie bardziej „spektakularnego” od zaostrzenia prawa aborcyjnego w 2020 roku. Nieco zaś bardziej na serio. Ciekaw jestem, czy ktokolwiek w trakcie tworzenia tego raportu zwrócił uwagę na to, że taka zmiana w poglądach (szczególnie w tak krótkim czasie) jest niemożliwa do wytłumaczenia w żaden sposób?


Kolejną (i ostatnio, bo nie chce mi się tego „raportu” rozbierać na atomy, z przyczyn, które na końcu opiszę) perełką jest to, że w tych sondażach wyszło, że PiS w kategorii wiekowej 18-30 wygrywa. Przyznam szczerze, że srogo parsknąłem po przeczytaniu tych rewelacji. Ja wiem, że ziomeczki z Indicatora opowiadają o tym, że w sumie to najlepiej przewidzieli to, jak zagłosują młodzi w 2019 (przyznam szczerze, że nie chce mi się tego sprawdzać), ale teraz mamy rok 2023 i ten konkretny słupek jest średnio realny.


Gdyby tak było w rzeczywistości. Gdyby PiS faktycznie miał tak wysokie poparcie wśród młodych, to po pierwsze, PiS miałby kosmiczne zasięgi na Tik Toku (no bo przecież te słupki przekładałyby się na setki tysięcy „fanów”) i nie musiałby wkurzać młodzieży, żeby mieć jakiekolwiek zasięgi (bo przecież te 29% przełożyłoby się na setki tysięcy hardkorowych fanów). Nieśmiało przypominam, że nie tak dawno temu zaprzyjaźniona z PiSem redaktorka opisywała ze szczegółami na czym polega arcysprytny plan PiSu, mający na celu zniechęcenie młodzieży do udziału w wyborach. W tym samym tekście stało, że PiS jest świadomy tego, że w kategorii wiekowej 18-24 może liczyć na 15% poparcie (to były jakieś wewnętrzne badania PiSu na grupie 3 tysięcy respondentów). Tak, wiem, kategoria wiekowa w „raporcie”, nad którym się pastwię jest szersza (zamiast 18-24 jest 18-30), ale żeby z tych 15% w kategorii wiekowej 18-24 nam wyszło 29% w kategorii 18-30, to musielibyśmy uznać za prawdopodobne to, że w (sub)kategorii wiekowej 25-30 poparcie dla PiSu jest rekordowe.


I znowuż, może ja się po prostu mylę (bo nie chce się pogodzić z rzeczywistością) i to poparcie naprawdę tak urosło? Może ofensywa internetowa PiSu była tak wielkim sukcesem, że w przeciągu paru miesięcy PiS zwiększył poparcie wśród młodzieży prawie dwukrotnie? Dobra, skoro sobie pożartowaliśmy, to teraz na serio.


Nie mam zielonego pojęcia, jak to możliwe, że w tym badaniu powychodziły takie rzeczy. O ile przy tym słupku PiSu można jeszcze jakoś próbować argumentować, że to były inne kategorie wiekowe i może stąd ta różnica (ok, jest to praktycznie niemożliwe, ale niech tam będzie), to w przypadku kwestii podejścia do aborcji nie da się tej 50% różnicy wytłumaczyć tym, że „no tak wyszło z badań, a z badanami się nie dyskutuje”. Tyle, że tutaj nie ma nawet prób wytłumaczenia czegokolwiek. Zamiast nich mamy deklaracje, że to badanie jest tak rewelacyjne i masakruje różne mity.


Miałem już przechodzić do wniosków końcowych, ale trafił mnie kolejny odprysk i nie mogę go tu nie wrzucić. Otóż, z tego nieszczęsnego „raportu” wynika, że w kategorii wiekowej 18-30 62,6% respondentów jest przeciwko wprowadzeniu związków partnerskich. Badania odnośnie podejścia Polaków do tematu równości małżeńskiej, związków partnerskich/etc. są realizowane regularnie. We wrześniu 2022 przeprowadzono taki sondaż i w kategorii wiekowej 18-30 poparcie dla wprowadzenia związków partnerskich wyniosło 80%. Innymi słowy, w przeciągu 6 miesięcy, bez wyraźnej przyczyny poparcie dla wprowadzenia związków partnerskich w tej konkretnej kategorii wiekowej spadło o 43%.


Ja naprawdę nie chcę nikomu zarzucać tego, że sobie robił np. „badania z tezą”, ale w przypadku tych konkretnych badań coś poszło nie tak. O ile respondentów nie rażono prądem na odległość za udzielanie „nieprawidłowych” odpowiedzi, to jedynym wyjaśnieniem jest to, że coś się musiało „wykoleić” z doborem grupy. Nie jest bowiem możliwe, żeby grupa, którą przebadano, była reprezentatywna dla kategorii wiekowej 18-30. Nie w przypadku, w którym między tym badaniem, a praktycznie wszystkimi innymi są aż tak olbrzymie różnice.  


Ja się na serio zastanawiam nad tym, co sobie myślały osoby, które ogarniały ten raport końcowy. Jeżeli są to osoby, które zajmują się na co dzień badaniami (i się nimi interesują), to takie osoby (uwaga capslock) MUSIAŁY wiedzieć, że te wahnięcia im wyszły bardzo duże. Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia ile jeszcze takich wahnięć tam było, ale te, które pojawiły się w przypadku pytań o liberalizację prawa aborcyjnego i związki partnerskie i poparcie dla partii politycznych wystarczą do tego, żeby ten raport uznać za jakieś Political Fiction i nic więcej. Jeżeli osoby, które ślęczały nad raportem ogarniają tę tematykę, to te osoby musiały sobie z tego zdawać sprawę. I co? I nic. Raport pojawił się w takiej, a nie innej formie i jest on przedstawiany w taki, a nie inny sposób.


Wiecie, co jest najzabawniejsze? To, że jak CBM Indicator (to oni robili badania dla Fundacji Adenauera) chce, to potrafi zrobić dobre badania. Bezproblemowo znalazłem dwa przypadki, w których firma ta dostała wyróżnienie za prawilnie przeprowadzony sondaże (wybory parlamentarne 2019 i prezydenckie 2020).  


Tyle, że równie bezproblemowo znalazłem inne sondaże Indicatora, za które ta firma raczej nie otrzymała żadnych wyróżnień:


2018 (sierpień): „Rafał Trzaskowski z wynikiem 39,1 proc. poparcia wygrałby pierwszą turę wyborów na prezydenta Warszawy - wynika z sondażu CBM Indicator dla „Wiadomości” TVP. W drugiej turze zmierzyłby się z Patrykiem Jakim (…) Patryka Jakiego, kandydata Zjednoczonej Prawicy, poparło 37,3 proc. ankietowanych. To oznacza, że obu kandydatów dzielą niecałe 2 punkty procentowe.”


2020 (grudzień): „PiS może liczyć na 25,7 proc. głosów; KO na 20,3 proc. a Ruch Szymona Hołowni Polska 2050. na 13,2 proc.; z kolei na Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry zagłosowałoby 5,4 proc. badanych, co daje jej samodzielny wstęp do Sejmu


2021 (luty): „Firma badawcza CBM Indicator przeprowadziła sondaż poparcia dla kandydatów w rzeszowskich wyborach prezydenckich, wykonany na zlecenie Solidarnej Polski. Wyniki wskazują na zwycięstwo Marcina Warchoła, ale także spore szanse ma Paweł Kowal.”


2021 (kwiecień): „Gdyby partie tworzące Zjednoczoną Prawicę, czyli PiS, Solidarna Polska i Porozumienie Jarosława Gowina, wystartowały w wyborach samodzielnie, to do Sejmu weszłyby dwa pierwsze ugrupowania - wynika z sondażu przeprowadzonego przez CBM Indicator dla "Rzeczpospolitej". Oddanie głosu na partię Zbigniewa Ziobry zadeklarowało 5,2 proc. badanych.”


Jeżeli chodzi o wnioski końcowe, to po pierwsze, ten raport „o młodzieży” można potraktować jako coś w rodzaju „The Room” sondaży (tak więc, bardzo śmieszne, choć autor co innego miał na myśli). Po drugie zaś warto sobie zadać pytanie o to, czy firma, która jest w stanie zdobyć wyróżnienia za sondaże wyborcze (które siłą rzeczy musiały być przeprowadzone w sposób poprawny) jest w stanie równolegle produkować takie babole w sposób całkowicie przypadkowy.


Źródła:

https://wiadomosci.wp.pl/pis-wygrywa-wsrod-mlodych-widac-fascynacje-konfederacja-poglady-moga-zaskakiwac-6886760875015072a?

https://dorzeczy.pl/opinie/427897/mlodzi-wyborcy-nie-skrecili-w-lewo.html

https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/8570193,ograniczenie-aborcji-wplyw-na-dzietnosc-dzieci-mlodziez-kobiety.html

https://oko.press/rekordowe-poparcie-dla-aborcji-do-12-tygodnia-sondaz-oko-press

https://oko.press/morawiecki-drodzy-seniorzy-nigdy-was-nie-zostawimy

Tu ktoś pastwi się nad raportem:

https://twitter.com/A_Traczyk/status/1646775422263197702?fbclid=IwAR2IVamxKyQv__b8Ry75mI66HKLmZywRAmIgax_B_F8SRr3Am8k0nDIxu-Y

Raport:

https://www.kas.de/documents/279510/22888893/POLITYCZNY+PORTRET+M%C5%81ODYCH+POLAK%C3%93W.pdf/a3a50da9-da4a-6402-cf15-a5cb21fda14b?version=1.0&t=1681393924135&fbclid=IwAR1_VA2yRxK0rVBY1cdHeWZ6aQeuJH9drHewPP1EeTXtcVTM1rV6MKmUvFc

https://oko.press/rosnie-poparcie-dla-zwiazkow-partnerskich-i-rownosci-malzenskiej-wladza-tego-nie-zatrzyma-sondaz-oko-press

https://oko.press/rownosc-malzenska-zwiazki-partnerskie-sondaz

https://www.rmf24.pl/nauka/news-zloty-puchar-pytii-dla-kantara,nId,3362997#crp_state=1

https://www.rmf24.pl/nauka/news-najlepszy-sondaz-prezydencki-zloty-puchar-pytii-dla-firmy-ib,nId,4711957#crp_state=1

https://www.rp.pl/polityka/art1798471-nowy-sondaz-w-warszawie-jaki-o-wlos-za-trzaskowskim

https://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7,34962,26814927,pierwszy-sondaz-dla-sp-marcin-warchol-wygra-w-rzeszowie-socjolog.html

https://forsal.pl/gospodarka/polityka/artykuly/8056741,sondaz-czy-pis-utrzyma-wladze-bez-solidarnej-polski.html

https://www.fakt.pl/polityka/sondaz-partia-ziobry-solidarna-polska-wchodzi-do-sejmu-jaki-wynik-pis-ko-i-partii/rc8jrln

środa, 5 kwietnia 2023

Może i mają kontrowersyjne poglądy, ale liczy się program gospodarczy!

Jak się pewnie domyślacie, niniejsza notka będzie dotyczyć pewnej partii, która ostatnimi czasy zaliczyła sondażową zwyżkę. Po tym, jak owa partia tę zwyżkę zaliczyła, komentariat i wszelkiej maści media zaliczyli masowy incydent kałowy. Nie chciałbym być źle zrozumiany, nie chodzi mi o ludzi, którzy po prostu martwią się tym, że ta partia, której nazwa zaczyna się na literkę „K”, mogłaby wejść w koalicję rządzącą, bo to akurat jestem w stanie zrozumieć. Nie jestem natomiast w stanie zrozumieć tego, że media (i komentariat) popełniają ten sam błąd, który popełniali przy okazji każdej kolejnej populistycznej partii, która się u nas pojawiła. Zazwyczaj pewnej frazy używam żartobliwie, ale tym razem (niestety) zostanie ona przeze mnie użyta pół żartem - pół serio.  Otóż, jestem tak stary, że pamiętam, co się działo, gdy na naszej scenie politycznej łokciami zaczęła się rozpychać taka partia, jak Samoobrona.


Jeżeli ktoś nie wie, co to byli za ludkowie (co jest o tyle prawdopodobne, że to zamierzchła przeszłość polityczna [aczkolwiek co jakiś czas pojawiają się w różnych mutacjach filmiki „ileś tam minut, które zabiły Andrzeja Leppera”]), to tak w telegraficznym skrócie: to była zgraja cwaniaków, która to zgraja postanowiła „zagospodarować” tę część elektoratu, która była wkurzona na to, co działo się w szeroko pojętych latach 90-tych. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że w owym czasie była sobie również brunatna Liga Polskich Rodzin (założona między innymi przez Romana Giertycha), ale to był inny rodzaj populizmu (kładący nacisk głównie na skrajny nacjonalizm/etc.), tak więc skupimy się na Samoobronie. Członkowie Samoobrony nie byli najostrzejszymi ołówkami w piórnikach, ale, jak już wspomniałem, była to zgraja cwaniaków, która wiedziała, w jaki sposób przemawiać do elektoratu. Media wtedy bardzo chętnie zapraszały do siebie członków tej partii, żeby robić sobie z nich bekę. No bo przychodził taki typ, który co prawda miał w cholerę kasy, ale udawał, że „reprezentuje biedę” (to na nich wzorowały się takie osoby, jak np. Patryk Jaki). Gdy zadawano mu pytania o program, o to, co trzeba zmienić w Polsce albo o to, jakie są plany jego partii, to człowiek ów opowiadał jakieś niestworzone historie, a państwo redaktorstwo podgrzewało atmosferę jakimiś „śmiesznymi” tekstami, żeby widz pośmiał się z prostaczka.



Do łbów państwu redaktorstwu nie przyszło natomiast to, żeby te bzdury w jakiś sposób na bieżąco debunkować. Efekt końcowy był taki, że dla kogoś, kto nie ogarniał, jak działają finanse publiczne (i generalnie jak działa państwo) wyglądało to tak, że przyszedł taki prosty człowiek do studia, opowiedział o tym, jak można „naprawić Polskę”, a jakieś mendy w garniturach się z niego śmiały. Lepper razem z partią wywalił się dopiero w wyborach 2007. Stało się tak dlatego, że razem z Giertychem Romanem sobie poszli porządzić z PiSem, a PiS im w międzyczasie podebrał poparcie Dyrektora Radia Zła Żmija. Przez praktycznie cały okres samoobronowej prosperity media nie nauczyły się tego, w jaki sposób sobie radzić z tymi ludźmi (ograniczało się to jedynie do onelinerów).


Potem przyszła era Palikota (który, jak na populistę, był dość ogarnięty i w sumie z całej tej czeredy najbardziej cywilizowany, ale na swoje nieszczęście był więźniem własnego ego), który po mistrzowsku wykorzystywał zainteresowanie mediów. Następnie nadszedł czas Kukiza, który jest totalnym nieogarem, ale ponieważ media nie potrafiły z nim rozmawiać, to w sumie wyszedł na antysystemowca (głównie dlatego, że chodził w kurtce, a nie w garniaku). Kukiz wygadywał przed kamerami straszliwe bzdury, ale, jak zwykle, nikomu nie chciało się ich prostować (bo i po co? Przecież te bzdury przyciągały przed telewizory widzów). Efektem takiego podejścia było 20% głosów, które Kukiz dostał w wyborach prezydenckich. Tenże sam Kukiz założył partię (o ile mnie pamięć nie myli, to on tego nie nazywał partią, tylko ruchem politycznym i bardzo się szczycił tym, że nie zakłada partii). Mimo wsparcia dziennikarzy (pomimo, że nadal mógł chodzić do programów telewizyjnych i opowiadać bzdury i nikomu nie chciało się ich prostować), partia (czy tam „ruch polityczny”) odniosła „umiarkowany sukces” (8.81% głosów). W trakcie kadencji 2015-2019 Kukizowi się to rozleciało, więc startował z PSLem.


W 2019 powstał twór zwany Konfederacją. Zrzeszał on (to bardzo adekwatne określenie) Korwinistów, Narodowców, Braunowców i (całą resztę ciężkiej szurii). W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję. W mediach przez praktycznie cały czas (od czasów LPR, poprzez czasy Ruchu Narodowego, aż do czasów Konfederacji) pojawiali się narodowcy. Im też nie specjalnie przeszkadzano w głoszeniu takich, a nie innych poglądów, ale głoszący te poglądy nie byli w stanie uzyskać poparcia społecznego wystarczającego do tego, żeby samodzielnie coś ugrać w wyborach. Dlatego tez dołączyli do Konfederacji (wcześniej część narodowców startowała z list Kukiza). Nie zgadniecie, w jaki sposób media reagowały na Konfederację i dlaczego robiły dokładnie to samo, co wcześniej z Kukizem, Palikotem, Lepperem, Giertychem i innymi.


Trochę się rozpisałem o tym, ile ta partia (i wszystkie wcześniejsze „antysystemowe”) zawdzięczają mediom, a to jest jedynie jedna z przyczyn, dla których ta partia weszła do Sejmu, a teraz ma takie, a nie inne poparcie. Tych przyczyn było znacznie więcej i pozwolę je sobie teraz skrótowo opisać.  


Ta partia jest dzieckiem chaosu informacyjnego. Ten chaos sam w sobie ma kilka przyczyn i gdybym je chciał opisać, nawet w skrócie, to wyszłaby z tego ściana tekstu, tak więc będzie bardzo skrótowo. Po pierwsze, chaos ten zawdzięczamy zarówno mediom, których pracownicy w przeważającej większości olewają research. Po drugie, zawdzięczamy go temu, że w pogoni za oglądalnością/wejściami na stronę media bombardują nas jakimiś śmiecio-informacjami. Po trzecie, kulejąca moderacja w mediach społecznościowych. Po czwarte, rządowym mediom i temu, że kreują one własną rzeczywistość, nie mającą nic wspólnego z tą, która nas otacza. Po piąte, zawdzięczamy go politykom, którzy potrafią zmieniać zdanie o 180 stopni i w ogóle nie przyznawać się do tego, że kiedyś mieli inne (Mentzen się w to towarzystwo idealnie wpasowuje). Taki chaos to wprost idealne miejsce do rozwoju partii, która co prawda opowiada straszliwie idiotyzmy, ale za to używa prostego przekazu (Kukiz robił to samo w 2015). Z punktu widzenia pragmatyzmu politycznego, ta partia ma praktycznie najskuteczniejszą politykę informacyjną: jeżeli wygadujesz bzdury, to masz przewagę nad kimś, kto stara się jakoś reagować na zmieniającą się rzeczywistość. Twój przekaz będzie spójny, bo nie będziesz zmieniać zdania, a nie będziesz go zmieniać, bo nie przejmujesz się rzeczywistością.


Problem, który ta partia będzie miała z wywiadem udzielonym przez jednego z jej liderów nie wynika z tego, że opowiadał brednie o biciu dzieci, ale z tego, że pokazał, że konfederacja zmienia zdanie (przyczyny, dla których „zmieniła zdanie”, opiszę nieco dalej.) Już samo to, że nagle się okazuje, że „piątka konfederacji” to był żart, a 100 ustaw Mentzena to było dawno i nieprawda sprawia, że główny filar polityki komunikacyjnej konfy (czyli spójność) właśnie się spektakularnie zawalił.   


Idźmy dalej. Ta partia jest dzieckiem wszystkich tych polityków, dziennikarzy/etc., którzy przez całe lata starali się zohydzić Polakom jakikolwiek solidaryzm społeczny. Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować fragment książki Karola Modzelewskiego „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca”: „We wrocławskiej komunikacji miejskiej zawrzało, gdy ogłoszono informację o podwyżce płac, ponieważ najwięcej dostać mieli kierowcy autobusów, a najmniej pracownicy warsztatów i sprzątaczki. Kierowcy, podobnie jak motorniczowie tramwajów, jeździli po kilkanaście godzin dziennie świątek piątek, ale też bardzo dużo zarabiali. Władek Frasyniuk, który przed sierpniem prowadził autobus pospieszny linii E, pokazywał mi odcinek kasowy ze swoim zarobkiem z lipca: 16 tysięcy złotych (ja byłem wtedy adiunktem po habilitacji i zarabiałem 4700 zł). We wrześniu strajkiem nie zagrozili jednak we wrocławskim MPK mechanicy ani sprzątaczki, tylko kierowcy autobusów, którzy zarabiali najwięcej i najwyższe też dostali podwyżki. Uważali oni, że ta nierówność jest niesprawiedliwa, i gotowi byli zatrzymać komunikację miejską wbrew własnemu interesowi materialnemu, żeby upomnieć się o tych, co mają gorzej.”


A teraz sobie wyobraźmy, jak bardzo nierealny jest taki scenariusz dzisiaj. Dzisiaj bowiem jest tak, że jeżeli ktokolwiek zacznie protestować, to rzuci się na niego machina propagandowa, która zacznie tłumaczyć wszystkim, że ten, co protestuje i chce podwyżek, to darmozjad. Aczkolwiek to nie do końca tak. To nie zaczęło się „dzisiaj”, tylko w latach 90-tych i trwa do dziś. PiS ze swoim szczuciem na dosłownie wszystkie (poza górnikami) protestujące grupy społeczne po prostu podtrzymał tę, jakże piękną tradycję. Chcesz podwyżki? To se zmień pracę, nierobie jeden! A poza tym, to ile ty pracujesz tak właściwie, leniu?! Do roboty się weź! Takie okoliczności przyrody są wprost idealne do rozwoju partii, która twierdzi, że w sumie to można te podatki wszystkie zlikwidować i wtedy nikt się do niczyich podwyżek nie będzie dokładał, a wszystko wyreguluje niewidzialna ręka rynku. Ktoś może powiedzieć, no dobrze, ale Władca Kuców działa od bardzo dawna i jakoś tak średnio mu szło. Ano szło mu średnio, bo był sam i generalnie to jest to człowiek całkowicie pozbawiony charyzmy, który ma bardzo długą historię wygadywania straszliwych idiotyzmów na bardzo różne tematy. Co innego uśmiechnięty pan z Tik Toka, który sprzedaje piwo.


Ta partia jest dzieckiem niedziałającego państwa. Gdyby nasze państwo działało choćby jako tako, to wszelkiej maści „antysystemowcy” (cudzysłów użyty z rozmysłem) wywalaliby się przed progiem wyborczym. No, ale jak nasze państwo ma działać poprawnie, skoro mamy (na ten przykład) wiecznie niedofinansowaną Ochronę Zdrowia? Kolejki do specjalistów (no chyba, że się ma pieniądze i się pójdzie prywatnie). Potrzebujesz rehabilitacji? Przykra sprawa. Albo zapłacisz, albo będziesz czekać tak długo, że będzie na rehabilitację za późno. I tak dalej i tak dalej. Czy kogokolwiek dziwi to, że część ludzi daje się zbajerować partii, która mówi: a wiecie co? Zaorzemy to i tyle. Każdy sobie wykupi prywatne ubezpieczeni i będzie super. Rzecz jasna, nie powiedzą tego, że z tym prywatnym ubezpieczeniem to będzie tak, że firmy będą chciały na tym zarabiać i że będzie to wyglądało tak jak w USA (albo nawet gorzej). Aczkolwiek OZ to tylko jedna z płaszczyzn, na których państwo nie działa. Nie działa, bo nie może działać, bo jest niedofinansowane. A jest niedofinansowane, bo praktycznie wszystkie partie (poza Lewicą) tłumaczą elektoratowi, że jakby co, to one zrobią tak, że państwo będzie działać, a dodatkowo (werble) obniżą podatki! Czy jakimkolwiek zaskoczeniem jest to, że partia, która z tymi głupotami idzie o krok dalej (i twierdzi, że po prostu część podatków zlikwiduje, a państwo sobie będzie działać jeszcze lepiej) potrafi przyciągać wyborców?



UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


I tak mógłbym sobie dalej wymieniać powody, dla których ten polityczny nowotwór ma takie, a nie inne poparcie, ale wydaje mi się, że tych kilka powodów wystarczy. Dopóki się nam w Polsce okoliczności przyrody nie zmienią, to wszelkiej maści konfederacje (wcześniej zaś Kukizy/etc.) będą miały idealne warunki do kiełkowania. Można więc bezpiecznie założyć, że jeżeli nic się w naszym pięknym kraju nad Wisłą nie zmieni na plus, to twory w rodzaju Konfederacji nie znikną z naszej rzeczywistości politycznej, bo będziemy mieli popyt na „antysystemowość”. Popyt, który, niestety może rosnąć. Czemu? Ano temu, że jeżeli nie doczekamy się jakiejś sensownej reformy systemu emerytalnego, to coraz więcej młodych będzie chciało się z tego obecnego wymiksować, bo średnio kusząco brzmi perspektywa „dorzucania się do systemu”, który będzie miał im do zaoferowania jedynie głodowe emerytury. Im dłużej będziemy zwlekać z tą reformą, tym większe pole manewru będą mieli wszelkiej maści „antysystemowcy”, którzy, co prawda nie bardzo ogarniają rzeczywistość, ale za to potrafią przekonująco opowiadać o tym, że jak zlikwidują to i owo, to wszystko będzie działać lepiej, niż teraz.


No dobra, ale co będzie dalej z Konfederacją? Z tego, co działo się w naszej debacie publicznej po tych paru sondażach z konfiarskimi zwyżkami wynika, że konfie będzie teraz rosło (i że, oczywiście, jest to wina lewicy) i na bank będzie współrządzić z PiSem po kolejnych wyborach.


Od czego by tu? Może od tego, że jedyne, co w tym wszystkim ma sens, to to, że faktycznie, gdyby partia uśmiechniętego pana z Tik Toka miała możliwość wejścia do koalicji rządzącej, to z pewnością by to zrobiła. Tak, ja wiem, że uśmiechnięty pan z Tik Toka napisał, że oni nie chcą z nikim siadać do stolika, ale chcą wywrócić stolik (parsknąłem w głos, jak przeczytałem tego ćwita), ale prawda jest taka, że gdyby konfie zaświecono w oczy dziesiątkami milionów złotych (mogło by być i więcej, PiS ma do dyspozycji cały budżet), które konfiarze mogliby zyskać na koalicji, to uśmiechnięty pan z Tik Toka bardzo szybko zapomniałby o tym, że chciał „wywracać stolik”. Obstawiam, że bardzo szybko wjechałyby wtedy narracje „no poszliśmy do tych Spółek Skarbu Państwa, bo teraz to przynajmniej będą on dobrze zarządzane”.


Jednakowoż to jest tylko jedna strona medalu. Drugą jest to, że dla PiSu koalicja z kimkolwiek oznacza gargantuicznej wręcz wielkości straty finansowe. Owszem, mogliby sobie na spokojnie dorobić nawet kilka ministerstw nowych, ale na ministerstwach się to wszystko przecież nie kończy. Są przecież Urzędy Wojewódzkie, KRUSy, stanowiska kierownicze w Służbie Cywilnej i tak dalej i tak dalej. Już teraz w regionach dochodziło do poważnych spięć między PiSem i Solidarną Polską (które to spięcia miały przyczyny, że tak to ujmę „merkantylne”). Ja wiem, że w sytuacji, w której PiS będzie miał wybór: stracić te dziesiątki milionów, stołki/etc., ale utrzymać władzę, czy też stracić wszystko, to wybór będzie bardzo prosty. Problem w tym, że z tych stołków trzeba będzie najpierw kogoś wywalić. A takie wywalenie (szczególnie z kierowniczego stanowiska) to problem, bo wywalony może się chcieć odegrać. Ja wiem, że gdzieś tam w tle jest jeszcze próba rozprawienia się z samorządami, ale jeżeli ktoś teraz ma fuchę i miałby z niej zostać wyrzucony, żeby zrobić miejsce dla jakiegoś konfiarza, to taki ktoś będzie miał w głębokim poważaniu „obietnicę i nadzieję”. Tak nawiasem mówiąc, nie bez przyczyny napisałem o „dorabianiu” nowych ministerstw. Prawda jest bowiem taka, że PiS miałby olbrzymie opory przed wpuszczeniem kogokolwiek do już istniejącego ministerstwa. Nie chodzi nawet o to, że „ich” ludzi by stamtąd wywalono, ale o to, co mógłby znaleźć ktoś, kto do tego ministerstwa wejdzie.


Na razie zostawmy kwestie potencjalnej koalicji i przejdźmy do innej sprawy, którą są rozważania na temat tego, czy konfie teraz będzie rosło, czy raczej spadało. Zacznę od tego, że bardzo wiele zależy tu od działań Zjednoczonej Prawicy. Jeżeli powtarzać się będą „przypadki” w rodzaju tego, z którym mieliśmy do czynienia na początku roku (pomimo powrotu VAT okazało się, że ceny nie wzrosły), to będzie to sprzyjało konfie (która opowiada o tym, że im mniej państwa w państwie, tym lepiej).


Teraz zaś przejdę do czegoś, za czym nie przepadam, czyli do prognozowania tego „co będzie”. Ja się wam przyznam, że nie mam pojęcia, jak działają ci wszyscy komentariusze, którzy wyrzucają z siebie miliardy prognoz, z których większość się im nie sprawdza i to „niesprawdzanie się” nie wpływa ani trochę na pewność, z którą wygłaszają swoje kolejne prognozy. Mnie pokory nauczył rok 2015, po którym to 2015 mocno ograniczyłem prognozowanie.


No dobra, skoro wstęp do prognozy mamy już za sobą, to teraz można przejść do samego prognozowania. Moim zdaniem, przez jakiś czas konfa może utrzymać poparcie na tym „podwyższonym” poziomie, a potem będzie już raczej tracić poparcie. Nawet, gdyby udało się na tym „podwyższonym” poparciu dojechać do wyborów (co jest wątpliwie z przyczyn, które zaraz wymienię), to wtedy może nastąpić tąpnięcie. Czemu akurat wtedy? Ano temu, że trzeba będzie sklecić jakieś listy wyborcze. Fajnie jest sobie schować onuce Brauna i Władcę Kuców do komórki, żeby się nie odzywali, ale jeżeli na listach wyborczych znajdzie się nazwisko Brauna, to Konfederacja będzie rozliczana z jego prorosyjskich wypowiedzi i działań. Nieśmiało przypominam, że to właśnie antyukraińskie i prorosyjskie akcje sprawiły, że w grudniu 2022 konfa w niektórych sondażach spadła poniżej progu wyborczego.


Niemniej jednak wątpię w to, żeby konfa dojechała na tym podwyższonym poparciu do wyborów. Wątpię dlatego, że już sama „zwyżka” sprawiła, że konfa musiała się zacząć mierzyć z pierdylionem problemów natury, że tak to ujmę, wewnętrznej. No bo tak. Do pewnego momentu ci ludzie byli przeświadczeni o tym, że niezależnie od tego, co zrobią i co powiedzą, nadal będą bezpiecznie tkwić o dwa/trzy oczka nad progiem wyborczym. Końcówka roku 2022 sprawiła, że dotarło do nich, że ich własny elektorat ma ograniczoną odporność. Stąd też schowanie do komórek wszelkiej maści ciężkich szurów. Dodajmy do tego ten drobny szczegół, że konfa zachęcona sondażami chciałaby pozyskać jeszcze większy elektorat. No i tutaj pojawia się jeden z wielu problemów (ja się akurat z tych problemów konfy cieszę, ale oni pewnie nie). Te problemy się ze sobą przeplatają, tak więc nie będę się bawił w wyliczankę i po prostu je opisze zbiorczo.


Główny problem konfy polega na jej dotychczasowej strategii komunikacyjnej. W telegraficznym skrócie, chodzi o to, że politycy tej partii do pewnego momentu (końcówka roku 2022) po prostu jechali po bandzie. Ja wiem, że na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, że konfa to zwyczajnie zbiorowisko ciężkich szurów, onuc, etc., które po prostu mówią to, co im ślina na język przyniesie. Tyle, że to nie jest prawda. Tzn. owszem, są tam takie osoby, ale te ich wypowiedzi nie były efektem tego, że akurat w danym momencie komuś zachciało się powiedzieć tę, czy inną bzdurę. To było przemyślane działanie. Konfiarze po prostu wiedzą, w jaki sposób działają algorytmy w mediach społecznościowych (tl;dr najczęściej podrzucają nam to, co nas irytuje, żebyśmy się odpalili i flejmowali w internetach). Żeby wykorzystywać te algorytmy, pozwolono wszelkiej maści szurom i innym Braunom (ciekawe, czy dali mu chociaż lampkę, czy też siedzi po ciemku w tej komórce) opowiadać to, co opowiadali. Szury opowiadały to, co opowiadały, a zasięgi same rosły.


Ktoś może powiedzieć: no ale skąd pewność, że to po prostu nie są same szury? Po pierwsze stąd, że pochowano prorosyjskich szurów. Po drugie zaś stąd, że uśmiechnięty pan z Tik Toka w wywiadzie, którego udzielił Patrykowi Słowikowi, bawił się w głównego bohatera „Memento”. Gdyby to po prostu były szury, które działają w sposób nieprzemyślany, to Brauna (wraz z innymi onucami) nie zamknięto by w komórce, a Mentzen w tym wywiadzie albo podtrzymałby wszystko, co w tych 100 ustawach było, albo w ogóle pojechał po bandzie i powiedział, że te ustawy to były jeszcze zbyt łagodne.


O ile pod koniec grudnia 2022 chodziło o to, żeby znowu skoczyć ponad próg wyborczy, to teraz (po tych zwyżkowych sondażach) planem minimum jest pewnie utrzymanie obecnego poparcia. Dlatego też uśmiechnięty pan z Tik Toka robił w trakcie wywiadu fikołek za fikołkiem. Z tą zmianą w strategii komunikacyjnej wiąże się kolejny problem. Tak, jak już to napisałem wcześniej, konfa do pewnego momentu miała spójny przekaz, który się rzeczywistości nie kłaniał. Teraz zaś (w pogoni za wyższym poparciem) zaczęły się fikołki, które sprawiły, że o jakiejkolwiek spójności przekazu można zapomnieć. Do tej pory to konfa chłostała wszystkich za to, że „raz mówią jedno, a innym razem drugie”, a teraz poprzez swoje fikołki sama się naraziła na tego rodzaju krytykę.


Gdyby wybory miały się odbyć miesiąc po tym, jak konfa zaliczyła te wzrosty sondażowe, to pewnie by im się udało do wyborów dojechać z takim „podwyższonym” poparciem w miarę bezproblemowo, bo fikołki by im raczej nie zaszkodziły. Tyle, że (na nasze szczęście) do wyborów jest jeszcze kawał czasu i te fikołki mogą się na nich zemścić. Ciekaw jestem, czy tam w konfie ktoś sobie poprzeliczał to wszystko. No bo z jednej strony, takie fikołki i ugłaskiwanie przekazu miało służyć pozyskaniu nowego elektoratu i utrzymaniu słupków na tej „dzisiejszej” wysokości. Tyle, że z drugiej strony, część elektoratu konfy to ciężka szuria, która to ciężka szuria zapewniała im zasięgi (rozrzucając zapamiętale rosyjskie dezinfo o pandemii, szczepieniach/etc.). Tego szura konfa nauczyła, że jeżeli partia raz mówi jedno, a potem drugie, to na pewno jest to element jakiegoś spisku. Kwestią otwartą jest to, czy ten szur jest taki, jak betonowy elektorat PiSu, który zagłosuje na swoją ukochaną partię, choćby nie wiem co, czy też szur jest labilny i zacznie sobie szukać innych „antysystemowców” (no wiecie, takich, którzy „nie zmieniają zdania”).


Ostatni problem konfy, nad którym się będę tutaj pastwił wiąże się z tym, że konfa (jeżeli chodzi o swój przekaz/etc.) stawia głównie na internety. Z tego, w jaki sposób działają algorytmy są otrzaskani. Potrafią sobie „robić zasięgi”. No i wszystko pięknie (tzn. dla nich), ale budowanie zasięgów na wkurzaniu wszystkich nie-szurów niesie ze sobą spore ryzyko. Ryzyko to polega na tym, że internety są reaktywne. Na tym też się opiera działanie algorytmów: podrzucanie nam tego co nas wkurza, żebyśmy się „zaangażowali” i poświęcali soszjalom więcej czasu. To „zaangażowanie” zapewniało konfie zasięgi. Tyle, że to samo zaangażowanie zapewniało konfie pierdyliony negatywnych reakcji i komentarzy. Dopóki opierali się w głównej mierze na szurskim elektoracie, te negatywne reakcje im nawet pomagały (patrzcie, przyszli tutaj ci, co głosują na inne partie i hejtują nas za słowa prawdy!). Może im to jednakowoż bardzo, ale to bardzo utrudnić utrzymywanie „podwyższonego” poparcia, bo ktoś skuszony filmikami, nakręconymi przez uśmiechniętego pana z Tik Toka, może niekoniecznie dobrze zareagować na to, że partia, którą Mentzen promuje, ma mniej uśmiechnięte oblicze. A z jakiegoś powodu pod koniec zeszłego roku konfa miała takie, a nie inne słupki sondażowe.


Na sam koniec tej i tak już trochę przydługiej notki zostawiłem sobie jeszcze jedną kwestię taką „okołokonfiarską”. Jest sobie taki film jak „Sully”, o pilotach, którzy po utracie obydwu silników wylądowali na rzece Hudson. Do pilotów były pretensje o to, że lądowali na tej rzece mimo tego, że zdaniem mądrych głów – daliby radę dolecieć do jakiegoś lotniska. Na spotkaniu (zebraniu?) komisji, która zajmowała się badaniem tej katastrofy oglądano loty symulacyjne, z których wynikało, że w sumie gdyby się ten Sully spiął, to dałby radę dolecieć nawet do dwóch lotnisk (tl;dr [oraz spoiler alert] zaraz potem okazało się, że wcale by nie dał rady). Pilot, który lądował (grany przez Toma Hanksa) wypowiedział w pewnym momencie kwestię „Can we get serious now” i zaczął tłumaczyć, dlaczego jego zdaniem te symulacje nie były adekwatne.


Wspominam o tym po pierwsze dlatego, że zawsze warto wspomnieć film z Tomem Hanksem, a po drugie dlatego, że po tym, jak się sondaże „zwyżkowe” objawiły i się okazało, że młodzież (głównie płci męskiej) chce głosować na konfederację, pojawiło się mnóstwo analiz odnośnie tego „dlaczego tak jest i dlaczego lewica nic z tym nie robi”. Can we get serious now? W jaki sposób lewica miałaby pozyskać ten elektorat?


To są w przeważającej większości (chodzi o mi o ten młody elektorat) osoby, które wierzą w te wszystkie „proste rozwiązania” proponowane przez konfę. Gwoli ścisłości, do tych młodych nie mam żadnych pretensji o to. Nieśmiało bym chciał zwrócić uwagę na to, że z niewyjaśnionych przyczyn się utarło, że Korwin (a co za tym idzie konfederacja, którą reprezentuje uśmiechnięty pan z Tik Toka) „zna się na gospodarce”. Największy absurdem jest to, że tego rodzaju bzdury powtarzane są nie tylko przez tę część młodzieży, która musi wyrosnąć z korwinizmu, ale przez osoby, na ten przykład, w moim wieku (ale też i starsze o jedno pokolenie). To zawsze jest coś w rodzaju „no tak on jest taki, jaki jest, ale trzeba przyznać, że podejście do gospodarki ma dobre”. Jeżeli tego rodzaju bzdury powtarzają starsi ludzie, którzy mają już trochę doświadczenia życiowego i powinni sobie zdawać sprawę z tego, że te „proste rozwiązania” (których, jakoś tak się złożyło, że nie wprowadzono jeszcze w żadnym kraju) to są po prostu bzdury. Poza tym, w jaki sposób lewica miałaby pozyskać elektorat, który gardzi solidaryzmem społecznym, uważa podatki za kradzież, a transfery publiczne uważa za wstęp do gułagów? To nie lewica „wychowała” tę część elektoratu konfederacji, tak więc nie bardzo rozumiem czemu mają służyć te pretensje kierowane w jej stronę. Nie zmienia to faktu, że lewica potrzebuje populistycznych narracji i to na ASAPie.


Źródła:

Uśmiechnięty pan z Tik Toka chce przewracać stolik

https://twitter.com/SlawomirMentzen/status/1639926659724857348

Uśmiechnięty pan z Tik Toka bawi się w "memento"

https://wiadomosci.wp.pl/slawomir-mentzen-jestem-leniwym-lobbysta-6881890123549632a

Sondaż z listopada 2022

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-sondaz-pis-na-prowadzeniu-konfederacja-poza-sejmem,nId,6410539#crp_state=1


Karol Modzelewski "Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca"