Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Duda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Duda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #138

Trochę minęło od ostatniego Przeglądu, tak więc trzeba będzie mocno przekrojowo ostatnich parę miesięcy potraktować. Gdyby twórcy serii Command & Conquer dopiero teraz zaczynali przygodę z tworzeniem gier, to najprawdopodobniej ich drugi kultowy cykl miałby podtytuł „Orange Alert”. Tym samym, jak się pewnie domyślacie, zaczniemy ten Przegląd od Trumpa i jego działań. 


Jak już pewnie wiecie, Trumpiści razem z Izraelem zaatakowali Iran (w momencie, w którym piszę te słowa, Zjednoczone Emiraty Arabskie wykonały atak odwetowy na Iran, ale zarzekają się, że do wojny nie zamierzają się przyłączać). Rzecz jasna, z racji tego, że USA ma taką, a nie inną technologię wojskową (a Izrael ma swoją po USA) jest to starcie mocno jednostronne (z pewnymi wyjątkami, o których za moment będzie). 


Zaczęło się w sumie od tego, że przy pomocy nalotów i ostrzału rakietowego zabito Ayatollaha Chamenei i praktycznie całą wierchuszkę irańskiego reżimu. Tak, wiem, było to nieco bardziej złożone, bo równolegle wypracowywano sobie bezwzględną przewagę w powietrzu, ale najistotniejsza była ta wierchuszka. Czemu? Ano temu, że ludzie zawiadujący największym mocarstwem na naszej planecie czerpią swoją wiedzę z niezbyt mądrych filmów akcji, w których wystarczy, że się zabije tego Największego Złola i jego przydupasów, a potem to już w takim kraju (który wcześniej był ciemiężony przez Złola) to już wszystko będzie git. 


I mniej więcej tego się chyba spodziewano, bo od samego początku Trumpiści nie byli w stanie wyjaśnić jaki tak właściwie jest masterplan tego ataku. Śmiem twierdzić, że Trumpiści spodziewali się tego, że po odstrzeleniu wierchuszki reżimu reszta tegoż reżimu przybiegnie do nich i będzie się chciała z nimi układać (no bo w końcu tak się to właśnie odbyło w Wenezueli, nieprawdaż?).  


A tu się nagle okazało, że jest jak w tym memie z „Trailer Park Boys”: „Powinno wyjść inaczej”. I nie pomógł nawet apel syna obalonego szacha, który wystosował odezwę do armii i narodu irańskiego, że tera już będzie dobrze, bo nadeszła pomoc. Na domiar złego, irański reżim zaczął się odgryzać i, na ten przykład, rozpieprzył amerykanom radar wczesnego ostrzegania (a to nie są tanie rzeczy). To „Powinno wyjść inaczej” osiągnęło już te poziomy, że Stany Zjednoczone chcą kupić od Ukrainy drony do przechwytywania irańskich Szahedów. Mam nadzieję, że gdy już Trumpiści kupią ten sprzęt, to nie zapomną podziękować Ukraińcom. Mam również nadzieję, że w trakcie podziękowań strona je składająca będzie ubrana w garnitury. (Edycja, już po napisaniu tego kawałka okazało się, że Trump dementował te doniesienia, ale zaraz potem zaczął mówić, że USA mają najlepsze drony na świecie i niczego od nikogo nie potrzebują, tak więc możemy być pewni, że armia USA ten temat ogarnia bezpośrednio z Ukrainą, a Trump o tym po prostu nie wiedział). 


Gwoli ścisłości, jestem ostatnią osobą, która płakałaby po szychach irańskiego reżimu, ale jestem tak stary, że pamiętam co było, gdy USA zdmuchnęło inny reżim. O ironio taki, który wcześniej wspierało, gdy tenże reżim (iracki) tłukł się z reżimem irańskim. Tamto zdmuchnięcie bardzo dobrze opisał Thomas E. Ricks w książce pt: „Fiasko. Amerykańska awantura wojenna w Iraku 2003-2005”. Swoją drogą, to jest bardzo ciekawa książka, bo można się z niej dowiedzieć, że to nie jest tak, że w USA nikt nie wiedział czym się może skończyć atak USA na Irak. Owszem, fachowcy wiedzieli czym się to może skończyć i nawet przed tym przestrzegali, ale Czynniki Decyzyjne doszły do wniosku, że w sumie to nie ma się czym przejmować, bo jakoś to będzie. Irakijczycy doświadczyli potem tego „jakośtobędzizmu”, a (w znacznie mniejszym stopniu, tym niemniej) doświadczyła go również Europa (ataki ISIS). Znamienne było to, że prawica bardzo szybko winą za to, co się działo, obarczyła władze europejskich krajów, nie zaś kraj, który do tego doprowadził. 


Czemu o tym wspominam? Ano temu, że Minister Wojny (Hegseth) parę dni temu zapowiedział, że jakby co, to USA się nie będzie poczuwało do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu. Tak więc wicie rozumicie, może i zaczniemy tam konflikt i może i skończy się to falą uchodźców, ale to nie nasza sprawa. Niech się martwią o to inni. Nawiasem mówiąc gdyby nie kontekst (potencjalny kryzys humanitarny) byłoby to całkiem zabawne. Tak się bowiem składa, że administracja, która teraz wydala z siebie takie komunikaty, to ta sama, która wierzy w brednie o Wielkim Zastąpieniu, do którego mają doprowadzać działania „Onych” (globalistów, lewaków/etc.). Pokłady ironii w tej sytuacji są tak olbrzymie, że niebawem administracja Trumpa może zmienić się w gwiazdę neutronową. 


Gwoli ścisłości, nawet Trumpistom nie udało się jeszcze wywalić wszystkich ekspertów ze wszystkich gałęzi administracji i służb, bo (uwaga, będzie capslock) PEWNIE BYŚCIE NIE ZGADLI, ALE TYM RAZEM TEŻ SPECE UPRZEDZALI ADMINISTRACJĘ, ŻE ZMIANA WŁADZY W KRAJU, KTÓRY USA ZAMIERZA ZAATAKOWAĆ WCALE NIE BĘDZIE TAKA PROSTA. Wiemy o tym stąd, że komuś puściły uszczelki i to i owo zostało wycieknięte. 


Trumpachołki zareagowały na to wszystko bardzo ostrą krytyką. Rzecz jasna chodzi o krytykę Donalda Tuska za to, że paliwo na stacjach drożeje. I tu doszło do obiektywnie zabawnego wydarzenia, albowiem na Eloneksie można było zobaczyć grillowanie Tobiasza Bocheńskiego (jeżeli nie interesowaliście się wyborami samorządowymi w Warszawie w 2024, to możecie nie wiedzieć kim ten typ jest) za narzekanie na ceny paliwa- w wykonaniu Roberta Winnickiego, który zachęcił grillowanego do krzyknięcie „Donald Trump” przed dystrybutorem i czekania na samoistne obniżenie się ceny. 


Jaki z tego wszystkiego płynie morał? Ano taki, że nie wiadomo, co się będzie działo na Bliskim Wschodzie. Jedna rzecz, która jest pewna to ta, że Trumpiści zawiadujący USA, puścili się poręczy na tyle spektakularnie, że tego rodzaju atrakcji będziemy mieli w trakcie kadencji Trumpa jeszcze całkiem sporo. Jeżeli mam być szczery, to nie da się również wykluczyć tego, że Trump wpadnie z wizytą gospodarską do jednego z natowskich krajów, albowiem Trumpowi bardzo, ale to bardzo zależy na Grenlandii. W sumie zależało mu na niej już w trakcie pierwszej kadencji, ale teraz zależy mu jeszcze bardziej. Na tyle bardziej, że w pewnym momencie stwierdził, że jeżeli ta Grenlandia nie zostanie mu oddana po dobroci, to nie wyklucza operacji militarnej. 


I nie, wbrew temu co próbuje nam wytłumaczyć uwieszona na Trumpie prawica, nie ma żadnych racjonalnych argumentów przemawiających za tym, żeby tę Grenlandię Trumpowi sprezentować. Jeżeli ktoś uwierzył w narrację „hurr durr musimy, bo jak nie to Rosja, albo Chiny to zajmą”, to ja takiej osobie gratuluje tego, że przeszła do porządku dziennego nad tym, że Trump nie ma zamiaru bronić NATOwskiego sojusznika. Sam Trump zdążył się już przy okazji ataku na Iran pokłócić zarówno z Wielką Brytanią, jak i Hiszpanią. 


Może i Trump kłóci się z sojusznikami, ale za to ma plan rozwalenia Unii Europejskiej. Generalnie mowa tu o odświeżonym pomyśle Bannona z czasów pierwszej kadencji Trumpa, niemniej jednak teraz nie mamy do czynienia z jakimś ziomkiem, który może i ma jakieś kontakty, ale za to nie ma pieniędzy i nie ma wsparcia, więc zakładanie think tanków raczej by mu nie wyszło, bo nie byłoby za co. Teraz zajmuje się tym administracja Trumpistowska, która dysponuje gigantyczną kasą. Mam szczerą nadzieję, że oficjele w Brukseli są świadomi zagrożenia i mają plan działania (albo chociaż plan planu). 


Skoro jesteśmy przy tematach związanych z wojskiem to przejdźmy od razu do programu SAFE (Security Action for Europe). Wydawać by się mogło, że program, dzięki któremu dostaniemy nisko oprocentowaną pożyczkę na rozbudowę „wojskowych” możliwości produkcyjnych to jest taka kwestia, do której nie powinna mieć zastosowania polaryzacja polityczno-społeczna. To coś jak z atomem. Do pewnego momentu było tak, że jak jedna partia rządząca mówiła o atomie, to druga była przeciwko (a potem na odwrót), ale potem się okazało, że w 2022 doszło do przewartościowania w tej kwestii. 


I znowuż, wydawać by się mogło, że skoro do tego przewartościowania doszło w takiej kwestii jak atom, to powinno do niego dojść również w kwestii tak istotnej dla naszego bezpieczeństwa, jak, no nie wiem, wydatki na szeroko pojęte kwestie wojskowe? Do pewnego momentu tak właśnie było, a program SAFE był zachwalany przez Mariusza Błaszczaka, który to Mariusz Błaszczak przestrzegał przed tym, że obecne władze nic nie robią w związku z tym projektem (a inne kraje składają wnioski/etc.) i apelował o to, żeby pieniądze z SAFE zostały w Polsce. 


A potem ktoś przestawił wajchę i okazało się, że program SAFE to niemiecka pułapka na Polskę i w ogóle zadłużanie się na całe pokolenia. Obecny Prezydent RP na jednej z konferencji prasowych opowiadał o tym, że Tusk to się nie martwi, bo on w roku, w którym powinniśmy spłacić do końca ten kredyt to będzie miał 110 lat. Ponieważ Karol Nawrocki identyfikuje się jako historyk, ciekaw jestem, czy słyszał o takim programie jak Lend-Lease. Ciekaw jestem również, czy słyszał o takim polityku jak Winston Churchill. Jeszcze bardziej ciekaw jestem tego, czy wie, że (o ile mnie kalkulacje nie mylą) Churchill w momencie, w którym Wielka Brytania skończyła spłacać Lend-Lease miałby 132 lata. Czy to znaczy, że oddał Wielką Brytanię w Niewolę? Odpowiedź brzmi nie wiem, ale się domyślam. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że jednym z zabawniejszych epizodów w krytyce SAFE był ten, w ramach którego tłumaczono, że SAFE będzie złe, bo pieniędzy nie będzie w Warszawie i (w domyśle) nie będzie ich można wydawać po uważaniu. Było to o tyle zabawne, że ta krytyka padła ze strony polityków partii, której szef (i jeden z jego byłych podwładnych) dostali azyl na Węgrzech w związku ze swoim niefrasobliwym podejściem do wydatkowania finansów publicznych. 


Przyznam szczerze, że przez jakiś czas się zastanawiałem nad tym, co to się stanęło, że PiS nagle z taką zajadłością zaczął atakować SAFE. Myślałem sobie, że może chodzi o to, że olbrzymie inwestycje w polski przemysł zbrojeniowy mogły by być uznane za sukces obecnego rządu (a tu przecież wybory za pasem). Bramką numer dwa było to, że może po prostu chodzi o polaryzację. Ponieważ „oni” to robią, to my będziemy przeciwni. Za bramką numer trzy kryło się standardowe dla partii Kaczyńskiego szczucie na Unię Europejską. No bo jak się latami tłumaczyło suwerenowi, że oni w tej Brukseli to tylko prostują banany, wmuszają biednej Polsce jakieś elgiebety, rysują kredkami na chodnikach, gdy dochodzi zamachów terrorystycznych i chcą się dogadywać z Rosją – to trudno byłoby wytłumaczyć temu samemu suwerenowi, że nagle ta sama Bruksela chce wpompować olbrzymią kasę we Wschodnią Flankę. 


I tak sobie intensywnie myślałem nad tym, o co może chodzić, aż wreszcie na influencerskich kontach proPiSowskich pewnego dnia pojawiły się wpisy, które sugerują, że może chodzić o nazwyklejszy w świecie lobbying. Czyj? Pozwólcie, że w skrócie opiszę, co się tam pojawiało. Otóż, te konkretne opiniomaty zaczęły tłumaczyć, że SAFE jest zły, bo zamiast kupować Tankowce powietrzne Boeinga (KC-46 Pegasus), które są najlepsiejsze na świecie, to będziemy musieli kupować jakieś badziewie Airbusa (A 330 MRTT). Gdy opiniomatom zaczęto tłumaczyć, że w tym konkretnym przypadku trochę błądzą, bo Boeing jednak jest gorszy, zaczęło się tłumaczenie, że może i kiedyś był, ale teraz wszystko jest z nim w porządku. Po jakichś dwóch tygodniach życie dopisało pointę do tej wymiany zdań, albowiem okazało się, że US Air Force wstrzymały kontrakt na 75 Boeingów z powodu usterek technicznych.  


Pojawiały się nieco bardziej subtelne wpisy kogoś takiego, jak Mariusz Błaszczak, który po ataku USA i Izraela na Iran utyskiwał, że oni tam tym swoim sprzętem robią miazgę, a jak SAFE wejdzie w życie, to nie będziemy mogli kupować tego sprzętu (co jest o tyle debilnym argumentem, że owszem, będziemy go mogli kupować, ale po prostu nie z tych konkretnych środków). Mieliśmy też do czynienia z mniej subtelnymi i np. Małgorzata Wasserman stwierdziła, że program SAFE w takiej formie to afront dla USA. Mieliśmy posłankę Teresę Pamułę, która stwierdziła, że pieniądze z tego programu „pójdą na złom”. Gdyby podobna wypowiedź pod adresem głównie polskiego sprzętu wojskowego padła z ust kogoś z opozycji w latach 2015-2023, to jeszcze w trakcie wyborów prezydenckich 2025 wrzucano by to hasło na billboardy, ale ponieważ powiedział to ktoś z PiSu, to jedyne medium, w którym można było zobaczyć cytat to było (o ironio) „Do Rzeczy”. Mieliśmy mojego ulubieńca, Marka Suskiego, który tłumaczył, że sprzęt wojskowy to tylko od USA, bo to wiadomo, że nowoczesny jest, a ten, która będzie produkowany z SAFE, to nie wiadomo, jaki będzie. Był też generał Wroński (zupełnym przypadkiem wcześniej był w komitecie poparcia Batyra), który stwierdził, że nikt nam nie zagwarantuje, że to uzbrojenie z SAFE to będzie nowe uzbrojenie. 


W tym miejscu przyda się odrobina kontekstu. Zjednoczona Prawica ma BARDZO DŁUGĄ HISTORIĘ kupowania sprzętu z USA na zasadach, które sugerują, że gdy administracja Trumpa mówiła o tym, że będzie chciała wspierać takie siły w Europie, które wyznają zasadę America First, to mieli na myśli między innymi partię Jarosława Kaczyńskiego. Bo ja rozumiem, że sprzęt USA jest bardzo dobry, ALE z tego wcale nie wynika, że nie można z ichnimi firmami negocjować. Można i trzeba, o czym przekonywały się mniejsze od Polski kraje, które były w stanie wynegocjować znacznie lepsze warunki zakupu tego czy owego sprzętu. 


Moja robocza teoria jest taka, że Zjednoczonej Prawicy SAFE nie przeszkadzał do momentu, w którym uruchomili się lobbyści amerykańscy. No bo popatrzmy na to z ich perspektywy: Polska, która przyzwyczaiła ich do tego, że bierze wszystko, jak leci i nawet nie próbuje negocjować, nagle ma dostać od cholery pieniędzy i większość z nich ma zostać wydana „na miejscu”. Gdy lobbyści się uruchomili, Zjednoczona Prawica zaczęła rzygać narracyjnie na SAFE. Gwoli ścisłości, bycie amerykańskim lobbystą, próbującym oddziaływać na Zjednoczoną Prawicę, to najłatwiejsze zadanie na świecie. Zjednoczona Prawica jest podczepiona pod Trumpa (wisi na jego algorytmach w soszjalach, powiela prawie każdą, dowolnie durną narrację i broni Trumpa przy każdej możliwej okazji) i nie zrobi absolutnie nic, co mogłoby go choćby potencjalnie zdenerwować. Wystarczy więc powiedzieć naszym Jakże Suwerennym Politykom Zjednoczonej Prawicy, że trzeba uwalić SAFE, bo hajs dla amerykańskich firm się nie będzie zgadzał, a Zjednoczona Prawica robi to, co robi. 


To jest co prawda robocza teoria, ale tylko i wyłącznie tak można wytłumaczyć fakt, że SAFE Zjednoczonej Prawicy zaczęło „nagle” przeszkadzać, choć wcześniej ten program chwalono. Ktoś może powiedzieć, że to nie była pierwsza wolta w wykonaniu PiSu (bo wcześniej był to np. Zielony Ład), ale w przypadku SAFE jest jedna, zasadnicza różnica. Tu wprost wskazano na to, od kogo powinniśmy kupować sprzęt wojskowy. Ja się co prawda wcześniej skupiłem na wypowiedziach polityków, ale niektórzy PiSowscy mediaworkerzy zabrnęli tak daleko, że zaczęli tłumaczyć, że Polska zanim zacznie kupować broń od kogoś innego niż Amerykanie – to się powinna tych Amerykanów o zgodę zapytać. 


Ponieważ samo marudzenie na SAFE średnio żarło, bo jednak chodziło o pieniądze na „kwestie wojskowe” w sytuacji, w której za wschodnią granicą mamy pełnoskalową wojnę, a Rosja non stop przypomina o tym, że jeżeli się jej pozwoli, to ona sobie tu z przyjemnością będzie hulać w Europie. I wtedy przyszedł Prezydent Karol Nawrocki cały na PiSowsko i powiedział, że jakby co, to nie trzeba już tego złego SAFE, bo oni będą mieli SAFE 0% i żadne Niemce nie będą nam mówić, na co możemy wydawać pieniądze. 


Nie chce mi się tutaj specjalnie rozpisywać na temat tego czym jest ten Jeszcze Lepszy Prezydencki SAFE 0%. Napiszę jedynie tyle, że absolutnie nie jest to 0% i w przeciwieństwie do Gorszego SAFE Od Niemca, na te pieniądze trzeba by było poczekać. I zupełnym przypadkiem, spora część z tych pieniędzy wjechałaby do NBP wtedy, gdy Zjednoczona Prawica planuje powrót do ław rządowych. Jeszcze bardziej zupełnym przypadkiem ustawę o Jeszcze Lepszym Prezydenckim SAFE 0% napisano tak, że prezydent miałby głos decydujący (tzn. mógłby się nie zgodzić na zakup tego, czy innego sprzętu). Wiecie, ja rozumiem, że to jest Zjednoczona Prawica i że tutaj nie można się spodziewać rewelacji, ale nawet tacy ludzie mogliby udawać, że nie chodzi to, żeby „swoi” decydowali o wszystkim. Przecież można by było zaszyć w tej ustawie przepis, że ponieważ to ponadpartyjne jest, to wymagana powinna być zgoda speców wybieranych przez 3/5 posłów. Tyle, że oni są już tak bardzo pewni siebie, że nie chce im się tych pozorów zachowywać. 


No, ale to dygresja. Idźmy dalej. Ponieważ rząd zapowiedział, że prezydenckie weto nie oznacza braku możliwości skorzystania z programu SAFE, bo jakby co, to można skorzystać z narzędzi, z których wcześniej korzystał PiS, politycy Zjednoczonej Prawicy zaczęli tłumaczyć, że jeżeli Tusk te kredyty pozaciąga, to będzie je musiał sam pooddawać, bo Prezydent RP nie wydał na to zgody. PiSowców bardzo szybko zaczęto pytać o to, czy z tego aby nie wynika, że Błaszczak z Morawieckim nie będą mieli do oddania jakichś stu baniek, bo jakoś tak nie prosili Dudy o zgodę. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Błaszczak brał kredyty również w obcej walucie i z wyższym oprocentowaniem* niż Ta Przeklęta Zła Niemiecka Unia chce nam dać i jakoś tak wtedy żaden Czarnek nie opowiadał o tym, że nas tu zadłużają w parabanku. Nawiasem mówiąc, nawet jak na Czarnka, bredzenie o tym, że Unia Europejska to coś w rodzaju parabanku, to jest jednak pewna nowość. 


*Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że tak po prawdzie możemy jedynie domniemywać, jak wysokie było to oprocentowanie, bo zarówno umowa z Koreą jak i USA, jest objęta tajemnicą jakąś tam. Ja wiem, że ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć „AHA! Skoro nie wiadomo jak wysokie było to oprocentowanie, to może było niższe niż oprocentowanie SAFE?”, ale ja takiej osobie odpowiem: gdyby faktycznie było niższe, to już dawno byśmy o tym wiedzieli.


UWAGA! Ściana Tekstu sponsorowana przez Suwerena! 

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Zostańmy jeszcze przez moment przy tym Prezydenckiem SAFE (wcale, że nie) 0%. Gdyby to faktycznie był taki świetny deal i gdyby dało się w ten sposób po taniości ogarnąć Duże Ilości Naraz Gotówki, to czemuż, ach czemuż dopiero teraz ktoś wpadł na ten plan genialny w swej prostocie (tylko, że wcale nie, bo liczba warunków, które musiałyby zostać wypełnione i zbiegów okoliczności, do których musiałoby dojść, żeby Prezydenckie SAFE 0% miał oprocentowanie choćby zbliżone do Złego Niemieckiego SAFE, jest całkiem spora)? 


Przecież gdyby to wszystko było takie proste, jak nas teraz przekonuje Zjednoczona Prawica, to właśnie bylibyśmy w trakcie trzeciej kadencji samodzielnych rządów Zjednoczonej Prawicy, bo użyto by tego mechanizmu już wcześniej, żeby połatać dziury w OZ, znaleźć pieniądze na podwyżki dla tych lub owych i tak dalej i tak dalej. Z jakichś jednakowoż powodów nie zdecydowano się na to przed wyborami 2023 i wydaje mi się, że tym powodem był ten drobny szczegół, że jak to powiedział bohater mojego ulubionego filmu (chodzi o „Smoleńsk”) „to nie jest proste, a nawet wręcz przeciwnie”. Rzecz jasna to wcale nie przeszkadza PiSowi w tym, żeby nadal forsować ten pomysł i tłumaczyć, że Zły Rząd Nas w Niewolę oddał. 



Uwaga natury ogólnej, powyższy kawałek Przeglądu skończyłem pisać jeszcze przed (niespodziewanym jak dryf płyt kontynentalnych) prezydenckim wetem wiadomej ustawy. Tzn. napisałem sobie ten obszerny kawałek i czekałem na rozwój wypadków, żeby potem nie trzeba było dopisywać ciągu dalszego w kolejnym Przeglądzie, bo nie wiadomo kiedy to będzie). 


Tak więc stało się i w ramach wprowadzania w życie doktryny America First Batyr zawetował ustawę o SAFE. Przez soszjale przewaliła się pięknie zaplanowana akcja obrony Dobrego Imienia Prezydenta, Który Dba o Suwerenność, ale można było odnieść wrażenie, że ta akcja nie była w stanie przykryć irytacji sporej części komentujących. Owszem, akcja „obronna” rezonowała wśród partyjnego betonu, ale partyjny beton uwierzyłby we wszystko. 



Mnie zaś w tym wszystkim dziwi jedno. A mianowicie to, że to weto jest całkowicie bezsensowne, bo pieniądze i tak będą wpływać do Polski. Z racji zaś tego jak to wszystko zostało skonstruowane, pieniądze te będą wpływać do polskiej gospodarki. I z jednej strony rozumiem, że (poza lobbyingiem) to był największy problem, który z SAFE miała Zjednoczona Prawica, ponieważ im mocniejsza polska gospodarka, tym trudniej przekonać suwerena do tego, że „trzeba odsunąć tych nieudaczników od władzy”. 


Z drugiej jednakowoż strony taki gambit (weto) miałby sens w dwóch przypadkach. Pierwszy to taki, w którym te pieniądze miałyby zostać przeznaczone na coś, czego efekty będziemy mogli obserwować np. za ileś tam lat (np. bierzemy 180mld pożyczki na Największą w Europie Fabrykę Bulbulatorów, ale powstanie ona dopiero za 15 lat). Drugim przypadkiem byłaby sytuacja, w której Batyr wetuje tę ustawę, a Polska faktycznie nie dostaje tych pieniędzy. Wtedy bowiem można by było tłumaczyć, że udało się Polskę ustrzec przed wieloletnimi zobowiązaniami finansowymi (bo utracony zysk byłby zyskiem wirtualnym). 


Jednakowoż tak się jakoś złożyło, że nie mamy do czynienia z ani jednym z tych przypadków. Mało tego, Zjednoczona Prawica musiała zdawać sobie sprawę z tego, że rząd się nie cofnie. Bo ja rozumiem polityczne zacietrzewienie, ale jeżeli od samego początku dezinformacyjnej akcji Zjednoczonej Prawicy – rząd jasno dawał do zrozumienia, że te pieniądze i tak wpłyną do Polski, to ciężko było oczekiwać innego rezultatu. Mało tego. Moim, skromnym, zdaniem PiS właśnie zafundował sobie pokaźnych rozmiarów autograbie, w które najprawdopodobniej wdepnie przed wyborami. 


Nie chodzi już nawet o to nieszczęsne weto (aczkolwiek moim zdaniem Batyrowi i jego otoczeniu przyjdzie za to zapłacić cenę w wymiarze politycznym), ale o narracje, którymi teraz Zjednoczona Prawica (+ konfa, ale o niej będzie za moment) bombarduje przestrzeń publiczną. Chodzi o te narracje, z których wynika, że ta pożyczka będzie zaciągnięta w sposób nielegalny (najzabawniejsze jest to, że najwięcej na ten temat ma do powiedzenia Mariusz Błaszczak) i w paru miejscach wprost powiedziano, że po odsunięciu od władzy Donalda Tuska nowa władza to się w ogóle zastanowi nad tym, czy tę bezprawną pożyczkę będzie spłacać. 


Problem Zjednoczonej Prawicy polega na tym, że te pieniądze mają być nam przelewane (o ile czegoś nie pomyliłem) do 2030 roku. Gdyby Nowa Władza faktycznie chciała wysadzić w powietrze ten konkretny program (nie da się tego wykluczyć, bo nastroje w obozie PiSowskim są w tej chwili wybitnie antyunijne), to pieniądze przestałyby płynąć. Przestałyby płynąć w sytuacji, w której polska zbrojeniówka będzie w trakcie realizowania różnych programów w oparciu o te środki. Brak tych środków oznaczać będzie gigantyczne problemy polskiej zbrojeniówki. Nawet Zjednoczono Prawicowi zwolennicy doktryny America First nie będą mogli dopuścić do bankructwa sporej części polskiej zbrojeniówki, więc trzeba by było zaciągać pożyczki „na wczoraj”. Ja się co prawda nie znam za bardzo na pożyczkach, ale wydaje mi się, że w sytuacji, w której ktoś MUSI zaciągnąć pożyczkę, jego pozycja negocjacyjna jest żadna i najprawdopodobniej trzeba by było się zgadzać na warunki znacznie gorsze nawet od tych, które można by było uzyskać w ramach Prezydenckiego SAFE 0%. 


Ja co prawda jasnowidzem nie jestem, ale wydaje mi się, że scenariusz rozwalenia programu SAFE po ewentualnym zwycięstwie prawicy w 2027 będzie obecny w trakcie kampanii. Nawet jeżeli PiS będzie się chciał wycofać ze swojej retoryki i powiedzą, że „no dobra, skoro Polska bierze udział w tym programie, to my się z tego nie wycofamy”, to jest pierdylion wypowiedzi o „lichwiarskiej pożyczce” i jedno weto za późno. I jeżeli mam być szczery, to ciekaw jestem tego, czemu PiS nie widzi tych autograbi. Ta sama partia po mistrzowsku rozegrała bzdurne narracje z początku 500+, kiedy to część polskiej sceny politycznej opowiadała o tym, że już za chwileczkę już za momencik zbankrutujemy (a Morawieckiemu się nawet na jednym spotkaniu wyrwało, że pieniądze na 500+ są z kredytu) i absolutnie nikogo to nie obchodziło. W przypadku SAFE będzie tak samo. Owszem, to nie to samo co 500+, ale wpompowanie takich środków w polski przemysł będzie widoczne i nikogo, poza najgłębszymi pokładami partyjnego betonu nie będzie obchodziło to „skąd się wzięły te pieniądze”. 


Na sam koniec tych rozważań o SAFE (które mi się trochę rozrosły z przyczyn jak mniemam, oczywistych) dorzucę jeszcze dwie narracje. Pierwsza z nich wyszła od Razemów. Z jednej strony partia ta miała RiGCz i głośno mówi o tym, że „Decyzja o wecie Nawrockiego jest nie tylko fatalna, ale po prostu antypolska”. Niestety, te narracje Razemów mają drugą stronę, którą jest chęć wciskania wszędzie narracji PiS PO = jedno zło. Rozumiem, że taką narrację można podeprzeć tym, że tak jak dzisiaj PiS usiłował wysadzić SAFE, tak parę lat temu PO usiłowała wysadzić KPO i jedynym wspólnym mianownikiem była chęć zrobienia na złość rządowi, celem odsunięcia go od władzy (nadal pamiętam wielce uczony artykuł z pewnego tygodnika, w którym tłumaczono, że niewiele brakło, a „doszłoby do przesilenia”). Tyle, że mimo całej mej niechęci do działań KO – to, co zrobił PiS jest o wiele gorsze ze względu na całkowicie realną groźbę agresji ze strony Rosji i to jest po prostu igranie z polskim bezpieczeństwem. Nie dziwi mnie to, że PiS ma w dupie nasze bezpieczeństwo, gdy na drugiej szali stoją słupki poparcia, ale dziwi mnie to, że Razemy w tej sytuacji nie potrafiły się powstrzymać od symetryzowania. 


Natomiast muszę te same Razemy pochwalić za to, że gdy Batyr wyskoczył ze swoim pomysłem na SAFE 0%, Zandberg szybko powiedział, że skoro takie środki da się pozyskać, to powinniśmy je przeznaczyć na energetykę jądrową na ten przykład. Gwoli ścisłości te narracje, z których wynikało, że powinniśmy wziąć ten normalny SAFE, a „prezydencki” przeznaczyć na inne cele doprowadził do tego, że w prezydenckim projekcie ustawy zastrzeżono, że skarbonka Glapińskiego może być przeznaczana wyłącznie na cele wojskowe. Aż dziw bierze, że nikt jeszcze nie poszedł w narracje: Zjednoczona Prawica i Karol Nawrocki nie chcą polskich elektrowni jądrowych. 


Teraz przyszła pora na drugą narrację, która wyszła ze środowiska konfiarskiego. Gdy przyglądałem się całej tej prawicowej histerii związanej z SAFE dostrzegłem, że konfa stoi tak trochę na uboczu. Owszem, krytykowali SAFE (bo suwerenność nam zabiero!), ale krytykowali też Prezydencki SAFE 0% (z wielu przyczyn). Konfa nie miała żadnych własnych pomysłów w tej kwestii. A potem na ten temat wypowiedział się Mentzen i już był wiadomo dlaczego tak jest. Otóż Mentzen powiedział, że w sumie to my już i tak bardzo dużo wydajemy na wojsko, więc jeżeli wojsko chce więcej kasy, to niech pokaże, że robi z tą kasą coś sensownego. Tak, ta wypowiedź była dużo dłuższa i Mentzen usiłował to jakoś argumentować, ale zgodzicie się chyba z tym, że niezależnie od tego, w jakim kontekście osadzimy te słowa, one i tak będą bezsensowne. Rzecz jasna, konfiarski beton podchwycił narracje i gdzieniegdzie pojawiły się wpisy, że Pan Sławek ma rację, bo te pieniądze są w wojsku marnowane, bo biurokracja/etc., ale to jest ten sam zestaw argumentów, których kuce używają w odniesieniu do wszystkich „państwowych” instytucji, tak więc nic nowego nam tu Sławkuce nie napisały. 


No dobrze, skoro przebrnęliśmy przez te długie tematy, to teraz pora na nieco krótsze. Pierwszym z nich będzie decyzja PiSu (czyli póki co, Kaczyńskiego), żeby kandydatem na premiera w wyborach 2027 zrobić Przemysława Czarnka. W telegraficznym skrócie, kandydatura Czarnka jest logiczną konsekwencją tego, co dzieje się z PiSem od dłuższego czasu. Różnica polega na tym, że do pewnego momentu PiS się w odmęty szurii osuwał, a teraz ktoś tam po prostu wcisnął gaz do dechy i poprawił podtlenkiem azotu. Jeżeli zaś chodzi o nietelegraficzny skrót, to więcej miejsca poświęcę tej kwestii w osobnym tekście (ale nie w Przeglądzie, więc raczej nie trzeba będzie na niego czekać pół roku). Jako zajawkę do tekstu napiszę jedynie tyle, że trochę mnie zaskoczyła ta kotłowanina, do której doszło w PiSie po wyborach prezydenckich, bo przed tymiż wyborami wydawało mi się, że do takich sytuacji może dojść po ewentualnej porażce kandydata PiSu. 



Drugim tematem, nad którym nie będę się specjalnie pastwił w niniejszym Przeglądzie jest kwestia sondażowego poparcia Braunistów. Ja wiem, że ten temat już został wyjaśniony, bo Tata Maty napisał, że antyreligijne polskie elity sprawiły, że Braun ma poparcie takie, a nie inne. Przyczyną, dla której się na ten temat nie będę produkował jest to, że o tym również będę miał osobny tekst i (spoiler alert) będzie to ten sam tekst, w którym poruszony zostanie temat kotłowaniny w PiSie, bo te kwestie są moim zdaniem ze sobą powiązane. 


Teraz możemy przejść do tematu, który mało kogo interesuje, czyli do tego, że jakiś czas temu rozpadła się partia Szymona Hołowni (tym samym jego partii udało się dołączyć do grona Ruchu Poparcia Palikota, Kukiza15 i Nowoczesnej Ryszarda Petru). Śmiem twierdzić, że podwaliny pod ten konkretny rozpad położył sam Hołownia, który z niewiadomych przyczyn zdecydował się na start w wyborach prezydenckich 2025, choć wiadomo było, że nie uda mu się poprawić wyniku z 2020, a jedyną niewiadomą było to „o ile gorzej będzie”. Wyrok, który wydali wyborcy był bolesny, albowiem o ile w 2020 Hołownia uzyskał 13,87% głosów, to w 2025 spadł na 4,99%. Gdyby Hołowni udało się poprawić wynik z 2020 roku, mogłoby się to przełożyć na wzrosty sondażowe, ponieważ zaś wynik był taki jaki był... Jedyną ciekawą kwestią jest to, że Hołownia miał znacznie więcej czasu (od Palikota, Kukiza i Petru) na budowanie struktur partyjnych, a mimo tego jego partii nie udało się uniknąć losu wyżej wymienionych. 


Ok, zostały nam już w sumie tylko dwa tematy i to z gatunku „śmieszno i straszno”. Na pierwszy ogień idzie były prezydent RP Andrzej Duda. W trakcie jego prezydentury bardzo dużo mówiło się o tym „co będzie dalej”. Tzn. czymże się zajmie Andrzej Duda, gdy już nie będzie prezydentem. A to jakaś fucha w NATO, a to w MKOLu, a to jeszcze inne Bardzo Ważne Międzynarodowe Organizacje. Całe to gadanie było takim trochę opium dla opozycji. No bo skoro Andrzej Duda chce mieć szansę na jakąś Poważną Fuchę, to nie może być przecież zwykłym aparatczykiem partyjnym, który praktycznie we wszystkim słucha swojego nieformalnego przełożonego. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że mitowi o „Andrzeju Niepodległym” poświęciliśmy jeden z pierwszych odcinków Podkastu Dezinformacyjnego jeszcze na początku 2024 roku. Wspominam o tym, żeby uniknąć oberwania argumentum ad mądrościum post factum. W odcinku tym pogadaliśmy o tym, że AD raczej nieszczególnie na serio myśli o tej swojej późniejszej karierze, bo z tą niepodległością to u niego bardzo krucho było (szczególnie pod koniec drugiej kadencji Zjednoczonej Prawicy, kiedy klepał wszystkie pomysły tejże partiim mające na celu zabetonowanie jej wpływów po potencjalnej porażce).


Potem zaś okazało się, że mieliśmy rację. Najpierw Andrzej Duda został najzwyklejszym w świecie content creatorem u Stanowskiego. Dlatego też napisałem wcześniej, że trochę śmieszno (bo to Duda), ale jednak trochę straszno (bo to jednak były prezydent). Bardzo szybko okazało się, że mało kto chce oglądać te jego rozmowy. I w sumie było to najmniejsze zaskoczenie świata, bo Duda był i jest człowiekiem praktycznie całkowicie pozbawionym charyzmy i to na każdej możliwej płaszczyźnie. Nie umiał w publiczne wystąpienia. Nie potrafił zapanować nad mimiką (pierdyliony memów i krótkich filmików dobitnie o tym świadczą) i co chyba najgorzej rokowało dla jego kariery w Kanale Zero: nie potrafił ciekawie opowiadać nawet wtedy, gdy miał do opowiedzenia coś ciekawego. Tym samym nikogo nie powinno dziwić to, że w momencie, w którym Duda został byłym prezydentem, któremu oglądalności nie będzie napędzać polaryzacja i elektorat prawicowy doszedł do wniosku, że „już nie trzeba” - okazało się, że nikogo za bardzo nie obchodzi to, co on ma do powiedzenia. Tak okołotematowo, nie wiem, jak bardzo trzeba nie ogarniać, żeby po 10 latach prezydentury nie mieć na podorędziu zyliona ciekawych opowieści na temat tego swojego prezydentowania. To, że ten człowiek wygrał jakiekolwiek wybory, świadczy o skuteczności propagandowej Zjednoczonej Prawicy. 


Wydawać by się mogło, że gorzej już być nie może, ale wtedy okazało się, że owszem, może. Andrzej Duda został ekspertem w Heritage Foundation. Dla niezorientowanych HF jest odpowiedzią na pytanie: co by było, gdyby pewien instytut, o którym parę lat temu nie wolno było mówić, że nie wolno było o nim mówić, wiecie czego miałby, od cholery członków i jeszcze bardziej od cholery pieniędzy. Dość powiedzieć, że organizacja ta wspiera skrajnie prawicowe ruchy w Europie (poza tym tak, to ta sama, która wyprodukowała Project 2025). Jeżeli mam być szczery, to przystąpienie do tej organizacji jest bez porównania bardziej przypałowe, niż bycie content creatorem u Stanowskiego. 



Jednakowoż okazuje się, że mimo tego, że Andrzej Duda jest praktycznie całkowicie pozbawiony RiGCzu, to jednak miał go bez porównania więcej od Karola Nawrockiego. I ja wiem, że to co tu opiszę, to jest sprawa błaha, ale doskonale podsumowuje to, kim jest Karol Nawrocki i jak bardzo prawdomówny jest to człowiek. Otóż, jakiś czas temu głośno zrobiło się o tym, że prezydent Batyr chodzi w koszulkach „Nowrocky”, a nieco wcześniej w internetach pojawił się sklep internetowy z odzieżą tejże marki. Żeby było zabawniej gdzieś tam w tle tego wszystkiego był taki drobny fakt, że siostra Karola Nawrockiego zastrzegła znak towarowy „Nowrocky” (nie wiem, czy to poprawnie prawniczo sformułowałem). 


Sam Nawrocki tłumaczył, że ani on, ani jego siostra na tym nie zarabiają. No i po prostu aż serce rośnie, jak sobie człowiek pomyśli, jak bardzo Karolowi Nawrockiemu zależy na losie przedsiębiorców. Jakiś typ chciał sobie założyć sklep internetowy i sprzedawać tam koszulki powiązane wizerunkowo z Nawrockim, a ten nie dość, że nie miał nic przeciwko temu, to jeszcze nosił koszulki tej firmy. Ale to nie tak, że on cokolwiek reklamował, on tę koszulkę pożyczył od fotografa, a w ogóle to odwalcie się od niego, bo chyba nie chcecie, żeby chodził nagi?! Toż już Duda miał więcej RiGCzu, bo po prostu chodził ciuchach Red is Bad, a nie „NowBagpipe”. Mógłbym jakoś podsumować, ale obawiam się, że pewien pan kręcący się przy prezydencie (i współtworzący przynajmniej jedną ustawę Batyrową) mógłby uznać, że to podsumowanie wyczerpuje znamiona czynu zabronionego określonego w art. 135 §2 kodeksu karnego, a niepotrzebny mi SLAPP. 



I tym, znowu nie wiadomo jakim, akcentem zakończę powyższą Ścianę Tekstu. 

Źródła:


https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-wybuchy-w-bahrajnie-katarze-i-emiratach-iran-atakuje-wbrew-o,nId,22616895

https://www.onet.pl/styl-zycia/iwona-zielinska-sasiada/operacja-porwania-maduro-chirurgiczna-akcja-ktora-kosztowala-zycie-wenezuelskich/yeyl5cy,30bc1058

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-02-28/syn-obalonego-szacha-wzywa-do-ostatecznej-bitwy-nadeszla-pomoc/

https://wiadomosci.wp.pl/potezny-cios-w-tarcze-antyrakietowa-jak-iran-zniszczyl-radar-usa-7261315966408800a

https://www.tvp.info/91926983/usa-chca-kupic-od-ukrainy-bron-do-zwalczania-rosyjskich-i-iranskich-dronow-shahed

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-male-szanse-na-obalenie-rezimu-wywiad-usa-ostrzegal-trumpa,nId,22616917

https://x.com/RobertWinnicki/status/2029285181132018171

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-hiszpania-nie-zmienia-zdania-mowia-o-nadzwyczajnym-bledzie-u,nId,22616673

https://www.bbc.com/news/articles/c9dn3j04lydo

https://businessinsider.com.pl/polityka/nowy-plan-wladz-usa-do-europy-poplyna-pieniadze-na-promocje-ruchu-trumpa/e9ndjjh

https://www.rmf24.pl/polityka/news-rozdwojenie-jazni-czy-amnezja-blaszczak-rok-temu-fundusz-saf,nId,8065968

https://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta-rp/wystapienia/wspolna-konferencja-prasowa-prezdentow-polski-i-rumunii,116465

https://x.com/DawidKamizela/status/2025147440874016954

https://x.com/DawidKamizela/status/2028054535009136737

https://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/10649025,to-afront-w-stosunku-do-usa-malgorzata-wassermann-zabrala-glos-ws-safe.html

https://dorzeczy.pl/opinie/854243/szlapka-o-slowach-pamuly-z-pis-one-sa-dyskwalifikujace.html

https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/10651594,suski-o-krytyce-safe-wsrod-zolnierzy-milcza-bo-boja-sie-ze-beda-wywaleni.html

https://x.com/DawidKamizela/status/2027776675350491590

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/przemyslaw-czarnek-ostro-o-safe-zarzuty-pod-adresem-koalicji/x6q4bf9

https://www.wnp.pl/polityka-i-sondaze/jedno-safe-na-wojsko-drugie-na-atom-adrian-zandberg-i-razem-z-autorska-wizja,1039694.html

https://dorzeczy.pl/opinie/858976/mentzen-wydajemy-juz-astronomiczne-pieniadze-na-wojsko.html

https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32487978,marcin-matczak-ryzykuje-hejt-ale-to-antyreligijne-polskie.html

https://www.press.pl/tresc/89165,andrzej-duda-poprowadzi-program-w-kanale-zero

https://www.pap.pl/aktualnosci/andrzej-duda-w-heritage-foundation-czym-jest-think-tank-ksztaltujacy-polityke

https://businessinsider.com.pl/biznes/burza-wokol-marki-nowrocky-karol-nawrocki-koszulke-pozyczylem-od-fotografa/rfpkkb3

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-zlitowala-sie-nade-mna-nawrocki-wdzieczny-siostrze-poszlo-o,nId,22600602

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/burza-wokol-marki-nowrocky-zdjecia-z-karolem-nawrockim-zniknely/rbt72q4



poniedziałek, 16 września 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #129

 Kurde, trochę sobie człowiek przerwy zrobił od pisania Przeglądów i jak zasiadłem do pisania to pierwszą myślą, która mi zaświtała w głowie było „ok, i co dalej?”. Co prawda zapowiedziałem osobną notkę poświęconą subwencji PiS, ale dotarło do mnie, że jeżeli tego nie wcisnę w Przegląd, to najprawdopodobniej nic z tej notki nie wyjdzie (tak, jak nie wyszło z notki na temat wyniku eurowyborów, którą przekładałem i przekładałem, aż do mnie dotarło, że chyba nie dam rady jej napisać przed kolejnymi wyborami, tak więc sobie odpuściłem).


Zanim przejdę do meritum, uwaga natury ogólnej: źródła na Facebooka będę wrzucał z mniej więcej dobowym opóźnieniem. Jeżeli J.E. Algorytm nadal będzie się do mnie sadził, to wtedy przetestuję inną metodę (wrzucanie linku do notki na blogspocie, pod którą będą źródła).

Miałem zacząć ten Przegląd od kwestii subwencyjnych, ale w międzyczasie okoliczności przyrody się zmieniły i w części Polski pojawiło się (eufemizując) sporo wody. Hydrologiem nie jestem, więc się nie będę jakoś specjalnie produkował na ten temat. Mogę się natomiast produkować na temat prawicowych szurów, które wychynęły spod kamieni (pod którymi szukały cienia w trakcie nie tak dawnych upałów) i zaczęły tłumaczyć, że hurr durr, lewactwo mówi o globalnym ociepleniu, a tu woda! Niby człowiek wiedział, że tych ludzi nie obchodzi nic więcej poza „mieniem racji”, ale trochę jednak zaskakuje to, jak bardzo ci ludzie udają, że naukowcy wcale a wcale nie przestrzegali przed tym, że możemy mieć problemy z deszczem. Te problemy polegają na tym, że co prawda deszczu spadnie, na ten przykład, w ciągu roku tyle samo, ale zamiast padać „po trochu”, może zacząć padać hurtowo, a wtedy żadna infrastruktura tego może nie wytrzymać. I owszem, tego rodzaju zjawiska są częścią zmian klimatycznych, które zdaniem szurów są lewackim wymysłem. Na uwagę zasługują również narracje, z których wynika, że ich autorzy uznali, że powódź to idealny moment na polityczną naparzankę i wypominanie sobie nawzajem czego „ten drugi” nie zrobił. Gwoli ścisłości, symetrystą nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę, ale są takie sytuacje, w których wypadałoby zamknąć mordę.

Teraz zaś można przejść do tematu, którym, jak się pewnie domyślacie, będzie kwestia PiSowskiej subwencji. Zacznijmy od rzeczy najistotniejszej: to, że PiS robił wały i używał budżetu państwa, jakby to był fundusz wyborczy, było jasne dla każdego, kto ostatnich kilku lat nie przeleżał pod lodem (tak, jak Rafał Woś, o którym będzie za moment). O ile w przypadku wyborów parlamentarnych 2019 było tak, że wtedy PiS walczył o samodzielną większość konstytucyjną i w najmniejszym stopniu nie obawiał się porażki wyborczej, to wybory w 2023 były dla tej partii walką o życie. Po sondażowym tąpnięciu w 2020, które to tąpnięcie PiS sam sobie ściągnął na głowę zaostrzając prawo aborcyjne, słupki sondażowe nie podniosły się już do wysokości gwarantującej samodzielną większość. To zaś w połączeniu z faktem, że PiS jest partią pozbawioną zdolności koalicyjnych sugerowało, że nawet jeżeli PiS wybory wygra, to nic mu z tego nie przyjdzie.

Co prawda realny był scenariusz, w który PiS razem z konfą będzie miał większość parlamentarną, (a to na 99% oznaczałoby koalicję PiS+Konfa), ale sprawa się rypła, bo pomimo tego, że część sondażowni dzielnie pompowała słupki konfy, w pewnym momencie nastąpiło „urealnienie” sondaży i choć konfa weszła do Sejmu, to jednak posłów z tej formacji było zbyt mało, żeby ulepić z tego większość.


Ponieważ PiS był świadomy zagrożenia (o czym świadczyła choćby biegunka narracyjna, w której raz wszystkie siły rzucano na front walki z jedzeniem robaków, żeby zaraz potem rzucić je na front obrony dobrego imienia Karola Wojtyły przed nim samym [a konkretnie, przed jego działaniami]) skala nadużyć była gigantyczna.

I tak na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, że PKW będzie miało bardzo prostą drogę do dania PiSowi po łapach. Jednakowoż, jak to powiedział jeden z bohaterów kinematograficznego dzieła pt. „Smoleńsk”: „to nie jest proste, a nawet wręcz przeciwnie”. W 2018 PiS zmienił sobie kodeks wyborczy. W telegraficznym skrócie zmiana polegała na wycięciu tylko jednego i aż jednego przecinka. Usunięcie go sprawiło, że agitację na rzecz partii mógł prowadzić absolutnie każdy i nie musiał uzyskiwać pisemnej zgody pełnomocnika wyborczego. To zaś sprawiało, że w kampanię można było wpompować dowolną liczbę pieniędzy i nie ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji. Skoro bowiem agitację można prowadzić bez zgody pełnomocnika wyborczego, to trudno mieć pretensję do partii za to, że ktoś tam, gdzieś tam prowadzi agitację. No prowadzi, to prowadzi, nie interesujcie się tak, bo kociej mordy dostaniecie.


W związku z powyższym do samiutkiego końca nie było wiadomo, jak się potoczy sprawa tej subwencji, bo sama PKW kilkukrotnie przekładała termin, w którym miała podjąć decyzję. Niemniej jednak słowo ciałem się stało. PiSowi co prawda nie utrącono całej subwencji, ale decyzja PKW była bolesna, bo między innymi oznaczała ona to, że rocznie PiS dostanie ponad 10 milionów mniej szekli.  Reakcja PiSu była łatwa do przewidzenia i zamyka się ona w słowie „prześladowania”. Wiecie, ten sam PiS, który okiem nie mrugnął, gdy PKW utrącała kawałek subwencji Nowoczesnej (tak, była kiedyś taka partia) i Razemitom za pomyłki w przelewach, nagle się odpalił, gdy jemu zabrano część subwencji za ewidentne wały.

I znowuż, tak na pierwszy rzut oka, sytuacja była ewidentna: doszło do wielomilionowych wałów, za które PiS poniósł konsekwencje (aczkolwiek nie za wszystkie). Wypadałoby w takim momencie powiedzieć „ok, wiemy, że przeginaliśmy, przyjmujemy to z pokorą”. A gdzie tam, to Reżim Uśmiechniętej Polski całkiem niesłusznie odbiera pieniądze partii Jarosława Kaczyńskiego.


Nikogo nie powinno dziwić to, że bronić PiSu zaczął redaktor Woś, który zaczął tłumaczyć, że to jest po prostu niecny plan, który ma na celu zagłodzenie PiSu. Ktoś może w tym miejscu powiedzieć: no dobra, ale przecież nawet Woś nie może być na tyle odklejony, żeby udawać, że PiS nie zrobił żadnego wału i że cierpi za niewinność. Okazało się, że rzeczywistość jest o wiele bardziej spektakularna, Woś o tym wie, ale nie ma to dla niego znaczenia, bo (nie, to nie żart) TU CHODZI O DEMOKRACJĘ! Rzecz jasna, demokracja jest wtedy, gdy trzeba powiedzieć, że PiSu nie należy karać za jego wały.

Co prawda PiS spróbował ogarnąć sobie finansowy damage control w postaci próśb o wpłaty, ale, choć nie jestem doktorem ekonomii, to wydaje mi się, że takich strat nie da się wyrównać pospolitym ruszeniem. Na partię składają się też politycy i ludzie z pieniędzmi, ale prawda jest taka, że ci ludzie i tak dokładaliby się do kampanii, tak więc nie ma szans na to, żeby PIS wyszedł na zero.

Osobną kwestią jest to, że mam szczerą nadzieję na to, że obecna koalicja załata Kodeks Wyborczy. Już mi nawet nie chodzi o uregulowanie tzw. „działań prekampanijnych”, bo tego raczej ciężko się spodziewać (dlatego, że prowadzą je wszyscy), ale niechże chociaż ten przecinek przywrócą do ustawy, żeby było tak, jak było.

Idźmy dalej. Jeżeli będziecie mieli zły tydzień to pomyślcie sobie o tym, że moglibyście być Ryszardem Czarneckim, który właśnie zaczął się przekonywać o tym, że jak się nie ma kryszy, to złe uczynki mogą zostać ukarane. Chodzi mi, rzecz jasna, o wyłudzanie kasy z UE. Choć naprzeciwko innych wałów Zjednoczonej Prawicy, ten konkretny jest stosunkowo niewielki, bo chodziło, o bagatela, jakieś 200 tysięcy euro, ale jednak jest do dużo pieniędzy.

Sam Czarnecki broni się tak, jak się bronił wcześniej: to asystenci wypełniali dokumenty, ja nie czytaty, nie pisaty. Do momentu, w którym Ziobrokratura trzymała tę (i inne) sprawy w garażu, tego rodzaju tłumaczenie mogło przynosić pożądane efekty (w postaci braku konsekwencji prawnych). Nawiasem mówiąc to jest bardzo dobry moment, żeby wspomnieć o tym, że PiS pod koniec swoich rządów usiłował zabetonować prokuraturę tak, żeby nawet po przegranych wyborach Zjednoczona Prawica mogła nią sterować. Ciekawym, ach ciekawym po co im to było i dlaczego chodziło o próbę uniknięcia odpowiedzialności za swoje działania (o czym będzie jeszcze za moment).


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena (wiele mnie kosztowało powstrzymanie się przed napisaniem jakiegoś suchara o kilometrówkach):

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Wróćmy na moment do tłumaczeń Czarneckiego, czyli do argumentum ad asystentum. Zastosujmy w tym momencie ulubiony przez prawicę chłopski rozum: skoro to asystenci oszukiwali UE (rzecz jasna, asystenci zeznali, że kwity wypełniali w oparciu o dane dostarczone im przez Obatela), to czemuż, ach czemuż to właśnie Obatel na tym zarabiał? Po drugie, gdyby to faktycznie asystenci robili te wały, to już dawno by siedzieli, bo chyba nikt nie ma wątpliwości w kwestii tego, że takich płotek nikomu nie opłacałoby się chronić przed odpowiedzialnością karną. Po trzecie, znowuż na moment załóżmy, że wszystkiemu winni asystenci. Jak to możliwe, że europoseł, który musiał się już wcześniej całymi latami rozliczać z UE nie zorientował się, że chyba mu na konto wpływa znacznie więcej pieniędzy, niż powinno i że może jednak warto to wyjaśnić tak na wszelki wypadek?

Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że nie są to jedyne problemy Czarneckiego, bo ostatnio został zatrzymany w związku innym wałem, który opisać można dwoma słowami: Collegium Humanum. Tym razem chodzi o zarzuty korupcyjne. No nie ma szczęścia Obatel. A to i tak niedopowiedzenie, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że PiS się od niego odwróci. I nikogo to nie powinno dziwić. Jeżeli PiS nadal chce trwać przy narracjach „hurr durr, Bodnarowcy prześladują bohaterów”, to nie może bronić ludzi, w których przypadku sprawa jest ewidentna i chodzi o najzwyklejsze w świecie wyłudzenie. Tzn. może inaczej, owszem, mogą, ale jeżeli będą to robić, to nietrudno będzie zbudować narrację, że skoro bronią ich wszystkich tak samo, to znaczy, że te wszystkie „kryształy”, to też zwykli wyłudzacze, drobne cwaniaczki/etc.

Jakiś czas temu głośno zrobiło się o tym, że Donald Tusk podpisał kwit, którego podpisać raczej nie powinien (aka kontrasygnata). Chodzi o podpisanie glejtu, powołującego neosędziego na przewodniczącego zgromadzenia sędziów Izby Cywilnej SN. Po tym, gdy zrobiło się głośno, internety wypełniły się różnymi narracjami na temat przyczyn, dla których doszło do podpisania tegoż kwitu. Racjonalizacje szły już tak daleko, że część komentatorów doszła do wniosku, że to musiał być element jakiegoś dealu z Andrzejem Dudą. Parę dni później Tusk wycofał swoją kontrasygnatę, tak więc chyba jednak nie chodziło o żaden deal tylko o fakap. Po tym, gdy kontrasygnata została wycofana, w internetach doszło do wielkiej wojny prawniczej w temacie tego, czy w ogóle da się wycofać tę kontrasygnatę. W telegraficznym skrócie: nie wiadomo. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Do całej tej sytuacji by nie doszło, gdyby nie to, że Zjednoczona Prawica majstrowała przy trójpodziale władzy. To majstrowanie sprawiło, że teraz mamy bardzo dużo sytuacji, do których dochodzi po raz pierwszy i nie bardzo jest komu sprawdzać, czy te sytuacje są zgodne z prawem, bo zamiast Trybunału Konstytucyjnego mamy podmiot, który realizuje wolę Genialnego Stratega z Żoliborza.

Żeby nie być gołosłownym, to właśnie wyżej wymieniony podmiot ostatnio sobie orzekł, że tak właściwie to komisja ds. Pegasusa działa niezgodnie z Konstytucją. Primo, jestem całkowitym brakiem zaskoczenia Jacka. Secundo, chylę czoła przed bezczelnością prezesa Kaczyńskiego. Tertio, to jest element szerszej strategii. To, co napiszę, nie będzie specjalnie odkrywcze: chodzi po prostu o to, żeby po przejęciu władzy przez Zjednoczoną Prawicę (czego sobie i wam nie życzę), po prostu skancelować wszystkie prawne konsekwencje, które poniosą członkowie tej partii. Biorąc pod rozwagę bezczelność tej partii, można bezpiecznie założyć, że będzie to oznaczało jakieś gigantyczne zadośćuczynienia (no bo czemuż by nie, prawda?). I jest to coś, o czym należy pamiętać.

Na sam koniec zostawiłem sobie Prezydenta Andrzeja Dudę, który po raz zylionowy postarał się wszystkim udowodnić, że nie bez przyczyny musi się przez cały czas uczyć. A uczyć się powinien tego samego, czego jego partyjni koledzy (tak, wiem, de iure Duda nie jest członkiem partii, ale de facto, owszem jest), czyli tego, kiedy należałoby siedzieć cicho.


Andrzej Duda miał razem z prezydentem Litwy Gitanasem Nausėdą konferencję prasową. Jak bardzo byliście zaskoczeni, gdy się okazało, że w trakcie tej konferencji Duda zarzucił Tuskowi (i praktycznie całej nowej władzy) współpracę z FSB? Chodzi o sprawę Pablo Gonzaleza vel Rubcowa, który był agentem GRU, a w wolnych chwilach hiszpańskim dziennikarzem. Jakiś czas temu został zawinięty przez służby pod zarzutem szpiegostwa. Bardzo niedawno temu okazało się, że Rubcow wziął udział w wymianie więźniów. I ten, wcale nie agent, pojechał sobie na wycieczkę do Moskwy.


Gdyby nie kontekst, zabawne byłyby te wszystkie prawicowe narracje, z których wynikało, że prawica całkiem na serio przejmuje się tym, że w Polsce działają agenci rosyjskich wywiadów i rosyjscy agenci wpływu. Rzecz jasna, prawicowe zainteresowanie nie przeniosło się na ten przykład, na organizacje takie, jak Ordo Iuris, albo CitizenGO, bo jak powszechnie wiadomo, z tymi organizacjami jest absolutnie wszystko w porządku.

No, ale to tylko dygresja, bo tu miało być o prezydencie. Rubcow przed wyjazdem miał wgląd w akta sprawy. Dla prawicy był to dowód na to, że (uwaga, capslock) UŚMIECHNIĘTA POLSKA WSPÓŁPRACUJE Z FSB! Zupełnie pomijany jest w tych narracjach kontekst. A kontekstem tym było to, że prokuratura nie wiedziała o tym, że Rubcow poleci do Moskwy i myślała, że będzie miał proces w Polsce, a przed takowym wgląd w akta wypadałoby takiej osobie zapewnić. Ponadto, prokuratura zapewnia, że w aktach nie było nic na temat technik operacyjnych (co jest chyba oczywiste), a Rubcow miał po prostu wgląd w swoją własną działalność.


Ta sytuacja sprawiła, że Duda był łaskaw (w towarzystwie prezydenta Litwy) powiedzieć, że kiedyś to za PO podpisano umowę o współpracy z FSB i ta współpraca chyba trwa dalej. To, że pierwszą taką umowę podpisano w 2008 roku i prezydent Lech Kaczyński ją ratyfikował, rzecz jasna nie zmieściło się w prezydenckiej narracji. Niemniej jednak istotne jest to, że FSB podpisało takich umów 201 ze służbami różnych krajów.

Nawet gdyby Andrzej Duda w tym momencie nie kłamał i nie rozpowszechniał dezinformacji, to wypadałoby się zastanowić nad tym, czy tego rodzaju konferencja to odpowiednie miejsce do wyrażania swoich wątpliwości w tej kwestii. Wypadałoby się również zastanowić nad tym, że takie słowa nie są zawieszone w próżni i mogą zostać wykorzystane przez wszystkie te środowiska, którym bardzo zależy na tym, żeby wstrzymywać pomoc dla Ukrainy. No bo tak, ta pomoc w głównej mierze przez Polskę przechodzi, a skoro Polska współpracuje z Putinem, to czy naprawdę powinniśmy się wszyscy w to angażować, niechże sobie tamta część Europy sama ureguluje swoje sprawy, nam nic do tego. Ja rozumiem, że to jest dopiero jego druga kadencja i może jeszcze wszystkiego nie ogarnął, ale czułbym się znacznie bezpieczniej, gdyby Prezydent RP nie opowiadał tego rodzaju bredni na użytek bieżących narracji swojej najukochańszej partii.


Źródła:

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/wos/news-zaglodzic-pis-ugotowac-demokracje,nId,7758039

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/978242,nowoczesna-stracila-okolo-465-mln-zl-subwencji.html

https://oko.press/ryszard-czarnecki-z-zarzutami-collegium-humanum-uzbekistan

https://www.rp.pl/polityka/art41086181-andrzej-duda-o-fsb-i-tusku-cezary-tomczyk-skandaliczne-slowa-powinien-przeprosic

https://wyborcza.pl/7,75398,21678791,umowe-skw-fsb-ratyfikowal-prezydent-kaczynski-rosjanie-podpisali.html

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,31291541,trybunal-konstytucyjny-orzekl-ws-komisji-sledczej-do-spraw.html

https://oko.press/prof-piotrowski-cofniecie-kontrasygnaty







czwartek, 18 kwietnia 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #116

Zaczniemy od pozytywnej informacji, ale zanim wam ją zaprezentuję, potrzebne będzie ziarno kontekstu. Otóż, jakiś czas temu (konkretnie zaś w Hejterskim Przeglądzie Cyklicznym #105) opisałem perypetie Roberta Bąkiewicza, który był łaskaw namalować (nieudolnie, jak przystało na zainteresowanego historią prawicowca) znak „Polski Walczącej” na elewacji Ministerstwa Środowiska i Klimatu. Traf chciał, że budynek ten jest zabytkiem. Kolejny traf chciał, że Bąkiewicz pochwalił się mazaniem po ścianie w internetach (sam wrzucił filmik). Napisałem wtedy byłem, że ponieważ wraz ze zmianą władzy pewne standardy (parasol ochronny nad członkami Zjednoczonej Prawicy i ich otoczeniem) się skończyły, to Robert Bąkiewicz może ponieść konsekwencje swoich działań. Okazało się, że miałem racje, a Robert Bąkiewicz ma zarzuty prokuratorskie (tl;dr uszkodzenie zabytku). Najzabawniejsze jest to, że Bąkiewicz się nie przyznał do zarzucanego mu czynu, a na swoich socialach opublikował łamiący apel: „Przyszło nam żyć w czasach, gdy obrona symboli narodowych i pamięć o pomordowanych żołnierzach niezłomnych jest przestępstwem. Grozi mi 8 lat pozbawienia wolności za publiczny wyraz sprzeciwu wobec niszczenia pamięci o polskich patriotach”. Tak, bo na pewno dokładnie tego dotyczył zarzut. Na pewno nie miał nic wspólnego z pomazaniem elewacji. Równie zabawne jest to, że Bąkiewicz w tym samym miejscu tłumaczy, że się mu zarzuca to, że „niejako zniszczył zabytek”. Co prawda wszyscy mogli zobaczyć (dzięki Bąkiewiczowi), że to zrobił, ale Bąkiewicz teraz będzie tłumaczył, że wcale tego nie widzieliśmy. Rzec by można: chwilo trwaj.

Kilka dni temu Andrzej Duda przeżywał wzmożenie. Efektem tego wzmożenia był list jego autorstwa, który Małgorzata Paprocka (Kancelaria Prezydenta) odczytała przed Zgromadzeniem Ogólnym Sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego. Gdyby nie kontekst, to ów list można by było uznać za zabawny. Okazuje się bowiem, że Andrzej Duda zapowiedział, że będzie bronił trójpodziału władzy w Polsce. Pozwolę sobie w tym miejscu na zastosowanie ukochanego przez symetrystów argumentu: Gdzie Duda był przez osiem ostatnich lat? Tak, wiem, jeździł na nartach. Nieco zaś bardziej na poważnie, to mamy tu do czynienia z czymś, co obserwowaliśmy w momencie, w którym PiSowi odebrano kluczyki do mediów. Otóż, cała Zjednoczona Prawica (w tym jej odnogi medialne) rzuciła się wtedy do opowiadania o tym, że tak właściwie to oni bronią niezależności mediów. Eufemizując, nie udało się w ten sposób porwać tłumów. Równolegle do tych narracji pojawiły się komentarze (złośliwe), z których można było wyczytać, że cała ta obrona mediów byłaby nieco bardziej wiarygodna, gdyby nie to, że PiS zamienił media publiczne w tubę propagandową.

No ale, idźmy dalej. Andrzej Duda napisał również o tym, że: „Obserwujemy próby, bezprecedensowe od czasów powojennych, kwestionowania ważności powołań sędziowskich. Nie było i nie będzie na to mojej zgody". Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że to są bardzo mocne słowa, jeżeli weźmiemy pod rozwagę fakt, że Andrzej Duda nie przyjął ślubowania od poprawnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że zamiast tych poprawnie wybranych sędziów, Andrzej Duda umieścił w TK partyjnych nominatów. Efekt końcowy tego działania wygląda tak, że po pierwsze, Trybunał Przyłębski nie jest uznawany za sąd (albowiem dublerzy). Po drugie, doszło do sytuacji, w której absolutnie nikogo nie obchodzą wyroki trybunału. Po trzecie zaś, nie tak dawno temu mieliśmy do czynienia z bezprecedensową sytuacją, w której trybunał nie mógł się zebrać i wydać orzeczenia, bo doszło do konfliktu w partii rządzącej, który to konflikt miał bezpośrednie przełożenie na działania sędziów. Tak sobie myślę, że jeżeli Andrzej Duda koniecznie chce szukać sytuacji „bezprecedensowych od czasów powojennych”, to może powinien przyjrzeć się temu, co sam współtworzył przez ostatnie dwie kadencje.

Moi drodzy, nie wiem, czy dotarła do was już łamiąca wiadomość, z której wynikało, że nie ma czegoś takiego, jak energia odnawialna. Jeżeli nie wierzycie mi na słowo, to może uwierzycie arcypasterzowi researchu, Rafałowi Ziemkiewiczowi, który ostatnio to tłumaczył w jednej z radiowych audycji. Czemu nie ma odnawialnych energii? Ano temu, że nie istnieje perpetuum mobile. Tak więc, szach i mat, ekolewaki! Rzecz jasna, jak zawsze, gdy okazuje się, że człowiek, którego można by eufemistycznie określić mianem nieukołaka powiedział coś durnego, pojawiło się spore grono jego wyznawców, którzy zaczęli tłumaczyć, że hehe, no ale z punktu widzenia fizyki to on ma przecież rację. Efektem tej konkretnej strategii obronnej było to, że pod wpisami na ten temat pojawiały się dość długie dyskusje, w których osoby nie będące nieukołakami tłumaczyły wyznawcom Ziemkiewicza, że jednakowoż z punktu widzenia fizyki Ziemkiewicz racji nie ma, bo jak się na to popatrzy przez pryzmat fizyki, to przecież energii się nie wytwarza. Niemniej jednak te dyskusje były bezprzedmiotowe (acz kształcące), albowiem wszystko wynikło z tego, że Ziemkiewicz najprawdopodobniej nie za bardzo zrozumiał o co chodzi z tą energią odnawialną. Nie chodzi tu bowiem o to, że ta energia się z próżni bierze i powstaje sama z siebie (bo to nie jest teologia), ale o to, że (pozwolę sobie tu na zagranie karty „chłopski rozum”) w najbliższym czasie nie braknie nam ani słońca, ani wiatru (z wodą do hydroelektrowni to różnie może być).

Nawiasem mówiąc niewymownie mnie bawi to, jak prawica za każdym razem gdy zaczyna się rozmowa o OZE, opowiada o tym, że hola hola! Tutaj przecież chodzi o pieniądze! Duże firmy będą na tym zarabiać i będą brały pieniądze za wiatraki i farmy fotowoltaiczne! Rzecz jasna, w tych ich narracja (tu chodzi o pieniądze!) zupełnie pomijany jest jeden drobny szczegół. Jaki? Ano taki, że jakoś tak się złożyło, że paliw kopalnych nikt nam za darmo nie daje i jakoś tak się złożyło, że stoją za ich wydobyciem (przetwórstwem, sprzedażą/etc.), eufemizując, raczej niemałe biznesy. I tak sobie dumam nad tym, czy ci ludzie tego nie dostrzegają (w przypadku Ziemkiewicza by mnie to nie zdziwiło), czy też dostrzegają, ale wychodzą z założenia, że lepszy diabeł znany, niż nieznany.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Dość głośno zrobiło się ostatnio o pewnej drobnej omyłce, do której doszło w szwajcarskiej spółce-córce Orlenu. Otóż, okazało się, że przedpłacono 1.6 mld złotych na zakup ropy i produktów ropopodobnych, ale produktów za które zapłacono – nie otrzymano. Rzec by można, że jest to historia podobna do tych, z którymi mieliśmy do czynienia „przez osiem ostatnich lat” (vide, respiratory, maski/etc.). Co zrozumiałe po tym, jak ów news się zrobił publiczny, nie brakowało złośliwych komentarzy pod adresem Daniela Obajtka. Do jednego z nich (który był autorstwa Korwina Juniora) odniósł się był główny zainteresowany i stwierdził, że generalnie rzecz biorąc, to czemu się go w ogóle ludzie czepiają, skoro on już nie jest szefem Orlenu i że jak ktoś ma jakieś zastrzeżenia, to niech je kieruje do nowych władz. Gdy pod jego wpisem pojawiły się komentarze, w których zaczęto mu tłumaczyć, że w sumie to spoko, że już nie jest szefem Orlenu, ale sytuacja, o której mowa miała miejsce za jego rządów, postanowił wycofać się na z góry upatrzone pozycje i nie  reagować. Z tego, co udało się ustalić mediom, z całej tej kwoty uda się odzyskać jakieś 300 milionów. Ja się tam na tym co prawda nie znam, ale obstawiam, że umowa była skonstruowana w sposób, którego oreły od Daniela Obajtka nie były w stanie ogarnąć (co nie powinno nikogo dziwić specjalnie). Jestem ciekaw tego, jaki będzie ciąg dalszy całej tej sprawy (czytaj: kto za to beknie, bo że ktoś beknie, to rzecz raczej oczywista).

W Zjednoczonej Prawicy można zaobserwować początki działania, które od biedy można by nazwać „zwieraniem szeregów”. Otóż, przy okazji kolejnej rocznicy katastrofy smoleńskiej, TV Republika otworzyła piwniczkę z narracjami „zamachowymi” (+ Jarosław Kaczyński Głośno i Wyraźnie opowiadał o zamachu). Nie chcę w kółko powtarzać, że jestem czegoś autentycznie ciekaw, jednakowoż jestem do tego zmuszony, tak więc jestem autentycznie ciekaw tego, jak przebiegał proces decyzyjny, który doprowadził czynniki decyzyjne do wniosku, że to dobry moment na produkcję narracji, które przemawiają praktycznie wyłącznie do betonu. Absolutnie wręcz wykluczone jest to, żeby jakikolwiek centrowy wyborca (na którego pozyskaniu powinno zależeć partii Jarosława Kaczyńskiego) po ośmiu latach smoleńskiego cyrku, uwierzył w to, że faktycznie doszło do jakiegokolwiek zamachu. Ok, ja rozumiem, że to była w sumie ciągła narracja, ale prawda jest taka, że „przez osiem ostatnich lat” PiS sprawował całkowitą (i niepodzielną) kontrolę nad wszelkimi możliwymi służbami i nad organami ścigania. W jaki więc sposób taki centrowy wyborca miałby sobie zracjonalizować to, że choć prezes co miesiąc opowiadało tym, że „już niebawem dojdziemy wszyscy do prawdy”, a za tymi słowami nie szły żadne działania?

Przed 2015 roku narracje w rodzaju „śledztwo było źle przeprowadzone, my zrobimy to lepiej”, mogły trafiać do ludzi, ale w 2023, czyli po ośmiu latach Latającego Cyrku Antoniego Macierewicza, uwierzy w to wyłącznie beton. Dlatego też na początku tego tematu pojawiła się wzmianka o tym, że najprawdopodobniej chodzi o zwieranie szeregów. Przyznam szczerze, że trochę mnie to dziwi, bo praktycznie za moment mamy wybory do Parlamentu Europejskiego i nie jest to najlepszy moment na wywoływanie konfliktów wewnętrznych. Z drugiej jednakowoż strony, może wybory do PE są przyczyną „zwierania szeregów”. 5-letnia kadencja wygląda dla wielu osób bardzo kusząco w sytuacji, w której PiS będzie musiał jakoś przetrwać chude lata. To zaś może się przełożyć na konfliktu wewnętrzne wywołane tym, że (eufemizując) nie dla wszystkich może starczyć miejsca.

Na sam koniec tego Przeglądu zostawiłem sobie nieco dłuższy temat, którym będzie (jak się pewnie domyślacie) szeroko pojęta debata aborcyjna. Od czego by tu zacząć? Ano może od tego, że choć wszystkie omawiane projekty trafiły do komisji (i stało się tak po raz pierwszy od bardzo dawna), to potem będzie nas czekało drugie głosowanie i tu już zaczną się schody, bo z deklaracji Trzeciej Drogi wynika, że liberalizacja prawa aborcyjnego to jest dla zarządu, a dla pani Areczki to co najwyżej powrót do sytuacji sprzed wyroku Trybunału Przyłębskiego (czyli faktyczny zakaz z trzema wyjątkami). Nawet, gdyby jakimś cudem udało się przegłosować ustawę liberalizującą prawo aborcyjne, to nie zostanie ona podpisana. Zupełnie inaczej rzecz się może mieć z ustawą Trzeciej Drogi (która, bądźmy poważni, nie jest ustawą liberalizującą prawo aborcyjne). Nie wiadomo jak na taką ustawę zareaguje Andrzej Duda. Nawiasem mówiąc, problem Dudy z tą ustawą będzie w sumie problemem piętrowym. Jeżeli ją podpisze, to narazi się prawicy (o tym, że nie on pierwszy, za moment będzie jeszcze). Jeżeli jej nie podpisze – narazi się większości społeczeństwa.

O ile jemu samemu to już w niczym nie zaszkodzi, to kandydatowi (bądź też kandydatce), którego wystawi w wyborach prezydenckich PiS już, owszem, może. Na tym się jednakowoż problemy Dudy nie kończą, bo przecież jakiś czas temu zapowiedział, że będzie wszystkie ustawy kierował do Trybunału Przyłębskiego (bo mu się nie podoba, że dwóch ziomków, których wyciągnął z więzienia nie może brać udziału w pracach Sejmu). I znowuż, wiadomo, że Trybunał Przyłębski zrobi to, co mu każe zrobić Kaczyński, ale nieśmiało przypominam, że przesłankę embraiopatologiczną usunięto właśnie przy pomocy Trybunału Przyłębskiego. Co prawda Andrzej Duda mógłby zdecydować, że on to podpisze, ale wtedy (nie po raz pierwszy) wyjdzie na niepoważnego typa, który mówił, że wszystko będzie kierował do koleżanki z trybunału, a potem jednak tego nie skierował. Ten temat to jest prawdziwa matrioszka, bo następna w kolejce jest rozkmina pt. „ no dobra, ale co w sytuacji, w której po podpisaniu tej ustawy przez Dudę, ktoś inny skieruje ją do Trybunału Przyłębskiego?” Na tym więc przerwę tę wyliczankę. Dość powiedzieć, że sytuacja (eufemizując) jest wybitnie zagmatwana.

Czego można się było spodziewać, prawica podeszła do debaty w sposób absolutnie wręcz niepoważny. Tak, wiem, Karina Bosak miała (zdaniem części obserwatorów) dobre przemówienie, ale z jednej strony mamy tę Karinę Bosak, a z drugiej całą masę dzbaneczników, które przyszły do Sejmu z plastikowymi płodami, podobiznami płodów na jakichś kartonach (albo też pod Sejm z dzwonem, który „ma budzić sumienia”) i całą masę polityków gadających głupoty (których nie chce mi się tu powtarzać, albowiem nic nowego przez ostatnich kilkanaście lat prawica nie wymyśliła w tej materii). Śmiem twierdzić, że wystąpienie Kariny Bosak (konkretnie zaś jego potencjalny wpływ na suwerena) jest odrobinkę przeszacowany. Warto pamiętać o tym, że Karina Bosak nie reprezentuje tam w sejmie siebie, ale reprezentuje konfiarzy i to też nie pozostaje bez wpływu na to, w jaki sposób jej wystąpienie suweren będzie odbierał. Nieco wcześniej zasygnalizowałem, że poruszę kwestię „podpadnięcia prawicy”, co niniejszym czynie. Otóż. Mateusz Morawiecki na swoim Eloneksowym koncie napisał, że się był omylił w głosowaniu. Jako zwolennik tzw. „kompromisu aborcyjnego” chciał zagłosować za tym, żeby ów projekt trafił do komisji, ale się był pomylił. Ujmując rzecz kolokwialnie, nie spotkało się to ze zbyt ciepłym przyjęciem ze strony prawicy i Morawiecki został zjechany przez spore grono prawicowców (od konfy, poprzez duchownych, na Jurze Kwaśniewskim kończąc). Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że wbrew swoim deklaracjom z czasów kampanijnych, Roman Giertych nie pojawił się na głosowaniu (ale to nic takiego, bo Stanowski napisał na Eloneksie, że w trakcie kampanii wszyscy kłamią, tak więc lewaki dupa cicho).

I tym akcentem zakończę powyższy przegląd. W pierwotnej wersji miał on być dłuższy, bo chciałem się tu popastwić nad pewnym artykułem z „Do Rzeczy”, w którym próbowano bronić pewnego instytutu przed oskarżeniami o skarpetosceptycyzm, ale doszedłem do wniosku, że ów temat zasługuje na osobny tekst (który może nosić znamiona ściany tekstu), który to tekst zamierzam „niezwłocznie” popełnić. Ci z was, którzy słuchają podkastu już wiedzą, o który tekst chodzi, ale uwierzcie mi, myśmy w tym odcinku Cebul na Torcie jedynie zarysowali powierzchnię tego tekstu (bo odniesienie się do niego w całości wymagałoby pewnie kilkugodzinnego odcinka), tak więc You Have Been Warned.


Źródła:

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-robert-bakiewicz-z-zarzutami-chodzi-o-uszkodzenie-zabytku,nId,7454800#crp_state=1

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2024/02/hejterski-przeglad-cykliczny-105.html

Raz i perpetuum mobile

https://www.youtube.com/watch?v=BB86u4ll9eI

(8:35)

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-prezydent-stanowczo-ws-sadow-nie-bedzie-na-to-mojej-zgody,nId,7452748

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/16-mld-zl-zniknelo-z-orlenu-spolka-poprawia-odpis/h42g40g

Smoleńsk

https://www.youtube.com/watch?v=lHKP8DyeUMU

https://tvrepublika.pl/Macierewicz-Zbrodnia-Smolenska-byla-poczatkiem-agresji-rosyjskiej-na-Europe-Polityczna-Kawa,160441.html

https://tvn24.pl/polska/roman-giertych-nieobecny-w-sejmie-podczas-glosowania-nad-projektami-ustawy-aborcyjnej-ko-sprawdza-powod-st7870601

https://twitter.com/K_Stanowski/status/1779050357869461549

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9485640,zakonczyla-sie-debata-o-projektach-ustaw-dotyczacych-aborcji-glosowan.html

https://tvn24.pl/polska/aborcja-w-sejmie-glosowania-nad-projektami-relacja-st7866075

https://dorzeczy.pl/opinie/574419/morawiecki-w-ogniu-krytyki-za-glosowanie-ws-aborcji.html

czwartek, 4 kwietnia 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #114

Lojalnie was uprzedzam, że w tym Przeglądzie będzie niewiele tematów, albowiem jeden z tychże tematów będzie wymagał szczegółowego nad nim pochylenia się. Poza tym, jest wielce prawdopodobne, że poniższy Przegląd będzie nosił znamiona srogiego rantu na polskie dziennikarstwo. Zanim przejdę do tematu-kobyły, to pozwolę sobie poruszyć kilka rozruchowych.

W Lasach Państwowych przeprowadzono wstępny audyt i okazało się, że (cóż za brak niespodzianki): ”Lasy Państwowe miały wydać prawie sto milionów złotych z publicznych pieniędzy w regionach, gdzie kampanię wyborczą do Sejmu prowadzili politycy Suwerennej Polski”. Równie mało zaskoczony będę, gdy się okaże, że wyciąganie konsekwencji względem osób, które były odpowiedzialne za to rozdawnictwo (tak, w tym konkretnym przypadku jest to chyba najbardziej adekwatne określenie), to „stalinowskie represje”. W sumie to nawet zabawne, jak szybko zniknęło hasło, które przez osiem ostatnich lat tak ochoczo powtarzali członkowie Zjednoczonej Prawicy. Chodzi rzecz jasna o frazę „uczciwi nie mają się czego obawiać”.

Idźmy dalej. RPO z urzędu zajmie się przeszukaniami, których dokonano u Zbyszka i przyjaciół (przprszm, nie mogłem się powstrzymać). Informacja ta przeszła tak trochę bez echa (obstawiam, że prawica nie chce o tym mówić dlatego, że nie wpisuje się to w narracje o „stalinowskich prześladowaniach”) , a jest ona moim zdaniem dość istotna. Czemu? Bo RPO zajmuje się tym, czym RPO zajmować się powinien. Czy z tego, co napisałem wynika, że moim zdaniem przeszukanie u Ziobry było nielegalne? Absolutnie nie wynika, albowiem nie mam pojęcia. Wiem, że na temat tego rodzaju przeszukań toczy się „spór w doktrynie” (sądy ponoć nie mają nic przeciwko takim przeszukaniom). Niemniej jednak, dzięki interwencji będziemy mogli się przekonać o tym, czy wszystko tam było lege artis. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że gdy za rządów Zjednoczonej Prawicy Rzecznik Praw Obywatelskich robił to, co powinien, rzuciła się na niego cała machina propagandowa. Warto pamiętać o tym, że jednym z najbardziej zapamiętałych „pałkarzy”, którzy tak chętnie okładali Adama Bodnara, był Patryk Jaki. Ciekaw jestem, czy teraz też będzie krytycznie nastawiony do działań RPO.

Sąd Najwyższy uznał, że tzw. „Tęczowa Maryjka” jednak nie obraża uczuć religijnych. Sprawa (Kaja Godek + Ordo Iuris vs. trzy działaczki) ciągnęła się już od jakiegoś czasu. Sąd pierwszej instancji uznał, że nie ma mowy o obrazie uczuć religijnych (bo nie taka była intencja twórczyń). Sąd drugiej instancji wyrok podtrzymał. Skarga do SN była w tym momencie cokolwiek bezsensowna, bo SN ustala jedynie czy wszystkie procedury/etc. zadziałały tak, jak powinny. Ponieważ wszystko odbyło się tak, jak powinno się odbyć, SN stwierdził, że wyrok uniewinniający trzy oskarżone nie naruszał prawa. Co zrozumiałe, nie spodobało się to Kai Godek i prawnikom z Ordo Iuris, tak więc wystąpił incydent (wiadomo jaki). Aczkolwiek incydent ten wystąpił już w trakcie rozprawy (zalinkuję artykuł w Żródłach [w trakcie czytania cytatów z „prawych” lepiej nie spożywać płynów).

No dobrze, skoro tematy rozbiegowe mamy już za sobą, możemy przejść do tematu-kobyły. Wszystko się zaczęło od tego, że w telewizorni mignął mi krótki materiał TVN24 na temat tego, że Andrzej Duda zawetował ustawę, dzięki której pigułka „dzień po” mogłaby być dostępna bez recepty. To, że PAD to zawetuje było, parafrazując klasyka, oczywistą oczywistością. Jednakowoż, w trakcie materiału usłyszałem coś, co przykuło moją uwagę. Otóż, w pewnym momencie usłyszałem, jak prezydencka minister (nie będę używał feminatywów, bo pewnie główna zainteresowana by sobie tego nie życzyła) zaczyna tłumaczyć, że decyzja Andrzeja Dudy wychodziła naprzeciw oczekiwaniom społecznym, albowiem złożono w Kancelarii Prezydenta petycję (z 30 tysiącami podpisów), której sygnatariusze prosili prezydenta o weto).

Moją pierwszą myślą (z przyczyn, które za moment staną się jasne) było „ok, pewnie chodziło o CitizenGO”. Ponieważ w trakcie materiału nie wspomniano o tym, kto petycję „wyprodukował” odpaliłem sobie przeglądarkę i postanowiłem to sam sprawdzić (jak się za chwilę okaże, wcale nie musiałem tego robić, wystarczyło obserwowanie Eloneksowego konta Kancelarii Prezydenta [no ale, nie uprzedzajmy faktów]). Okazało się, że autorstwem tej konkretnej petycji szczyci się organizacja o nazwie Proelio. Przez moment wydawało mi się, że jednak nie trafiłem z moją zgadywanką, ale gdy wszedłem na KRS, okazało się, że co prawda nie trafiłem z nazwą podmiotu, ale z osobami, które zawiadują tym podmiotem trafiłem i to bardzo.

Cóż takiego udało mi się wyczytać z KRS? Ano tyle, że Grupą Proelio zawiaduje Magdalena Korzekwa-Kaliszuk wraz z mężem. Kim jest wyżej wymieniona pani? Na jej stronie wiki możemy przeczytać, że jest między innymi: „dyrektorką i analityczką prawną CitizenGO w Polsce. Z jej ramienia występowała m.in. w ONZ w Genewie". No dobrze, ale czym jest to CitizenGO? W telegraficznym skrócie: międzynarodową organizacją (z centralą W Hiszpanii), która zrzesza fundamentalistów religijnych i zajmuje się taśmowym produkowaniem petycji, które bez wyjątku stoją na straży ultrakonserwatyzmu. Póki co nie wygląda to jeszcze jakoś szczególnie źle, prawda? Uwierzcie mi, zaraz będzie znacznie ciekawiej.

W 2013 CitizenGO podpisało deklaracje wspierającą rosyjskie ustawy antyelgiebetowe i w sumie to nie powinno to nikogo dziwić, bo współzałożycielami tej organizacji byli Rosjanie. Konkretnie zaś  Konstanty Małofiejew, który współsponsorował jej powstanie i dzięki temu w zarządzie mógł umieścić swojego współpracownika, Aleksieja Komowa). Już w tym miejscu można by było powiedzieć „koń jaki jest, każdy widzi”, ale sprawa jest jeszcze bardziej spektakularna. Małofiejew jest rosyjskim oligarchą, który załapał się na sankcje zachodnie. Przyczyna była błaha, albowiem chodziło o taką drobnostkę, jak finansowanie donieckich separatystów. Jeżeli więc chodzi o CitizenGO, to można (eufemizując) o tej organizacji powiedzieć tyle, że czuć ją na kilometr onucami.

W trakcie rozmowy, którą przeprowadziliśmy jakiś czas temu w ramach podkastowania z Klementyną Suchanow, nasza rozmówczyni powiedziała coś, co mi utkwiło w pamięci. Otóż, opowiadała o tym, że Rosjanie się wyspecjalizowali w „łowieniu” różnej maści konserwatystów, którzy byli zbyt naiwni, żeby się zorientować, że ich walka o to, „żeby było tak, jak było” może zostać wykorzystana przez Rosję do prowadzenia wojny informacyjnej z Zachodem. No dobrze, ale czy podobnego argumentu można użyć do „obrony” pani Magdaleny? Jak to powiedział jeden z bohaterów pewnego filmu komediowego, który w kinach objawił się w roku 2000: „nie wydaje mnie się”. Ok, być może można by było pójść tym tokiem rozumowania na samym początku. Czyli wtedy, gdy nikt nie wiedział, kto stoi za CitizenGO. Tyle, że teraz mamy rok 2024, a informacje, które tu wrzuciłem, można bezproblemowo znaleźć na Wikipedii. Innymi słowy: powiązania CitizenGO to coś w rodzaju wiedzy powszechnej. Celowo napisałem „coś w rodzaju”, bo jakoś tak się składa, że mało komu się chce w takie szczegóły wchodzić.

UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

No dobrze, skoro wiemy już, że jest absolutną wręcz niemożliwością, żeby pani Magdalena nie wiedziała, w jakiej organizacji działa, to teraz możemy do tego dołożyć kolejną „warstwę”. 22 marca 2024 na Onecie pojawił się obszerny artykuł traktujący o tworze zwanym Agenda Europe (jak bardzo was nie zdziwi to, że w kontekście tej organizacji pojawiają się takie nazwiska jak Komow i Małofiejew?) . Tl;dr od jakiegoś czasu trwało międzynarodowe śledztwo i kupa dziennikarzy polowała na skarpetosceptyków. Udało się im wejść w posiadanie wiadomości (mniejsza o to, czy były to maile czy też jakieś wiadomości przesyłane w ramach grupy dyskusyjnej) wyżej wymienionej organizacji. Zapewne domyślacie się już, w którą stronę to zmierza, ale pozwólcie, że to zwerbalizuję: no ależ oczywiście, że w tej, ahem, „grupie dyskusyjnej” obecna była również pani Magdalena. Gdybym był złośliwy to bym napisał, że wydaje mi się, że coś łączy wszystkie te organizacje, w których udziela się pani Magdalena, ale to może być tylko moja wyobraźnia.

No dobrze, ale może było po prostu tak, że ta petycja została dostarczona do kancelarii tak, że w sumie to zabiegani pracownicy kancelarii nie wiedzieli kto za nią stoi i po prostu pomyśleli, że to jacyś konserwatyści, którzy walczą o życie nienapoczęte? I tu dochodzimy do miejsca, w którym przekonałem się, że całe to moje (trwające kilka minut) researchowanie, było po części zupełnie zbędne. Czemu? Ano temu, że 25 marca na Eloneksowym koncie Kancelarii Prezydenta opublikowano wiadomość (cytuję ją w całości): „Minister KPRP Małgorzata Paprocka spotkała się z Prezes Fundacji Grupa Proelio Magdaleną Korzekwą–Kaliszuk. Podczas spotkania został przekazany apel do Prezydenta RP: Nie dla sprzedaży pigułek „dzień po” 15-latkom bez recepty. Do pisma dołączono listę 29 848 sygnatariuszy apelu o zawetowanie lub skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej nowelizacji ustawy – Prawo farmaceutyczne, umożliwiającej sprzedaż pigułek „dzień po” osobom niepełnoletnim.”. 

Moim zdaniem, nie jest możliwe, żeby Andrzej Duda i jego otoczenie nie byli świadomi tego, kim jest Magdalena Korzekwa-Kaliszuk. Te informacje są już na tyle „ogólnodostępne”, że nawet te (nienajostrzejsze) ołówki po prostu muszą o tym wiedzieć. Muszą i pewnie wiedzą, ale udają, że jest inaczej. Jednakowoż, nawet gdyby się okazało, że cała Kancelaria Prezydenta składa się z jednostek na tyle wybitnych, że po prostu o tym nie wiedzą, to pod tym wpisem pojawiły się komentarze różnych osób (w tym posłanek RP), z których wynika, że osoba, którą zaproszono, ma takie, a nie inne powiązania. I wiecie, gdyby było tak, że ci ludzie z kancelarii są po prostu tak tępi, że ostatnich kilka lat ich ominęło, to nawet tacy ludzie po zerknięciu na komentarze mogliby się zorientować, że coś jest, delikatnie rzecz ujmując, „nie tak”. To by był dobry moment na to, żeby przeprosić wszystkich za to, że do Kancelarii Prezydenta wpuszczono taką, a nie inną osobę, (a potem się tym chwalono).

Teraz zaś dochodzimy do kwestii, która mnie srodze zirytowała. To, co zrobiła Kancelaria Prezydencka, można przyrównać do zostawienia piłki metr przed swoją bramką. Jedyna rzecz, którą powinny zrobić media, to strzelenie gola. Czemuż więc, ach czemuż, żadne duże medium (np. TVN24, TVP/etc.) się nad tym nie pochyliło? Klementyna Suchanow powiedziała nam, że gdy dziennikarze przeprowadzali z nią wywiady, to przeważnie zaczynali od pytania o to, czy „to wszystko, o czym pani mówi, nie brzmi trochę jak teoria spiskowa?”. I tak sobie myślę, że pewnie spora część dziennikarzy nadal wychodzi z tego samego założenia. O ile wcześniej można było takie podejście tłumaczyć źle pojętym sceptycyzmem, to teraz można to tłumaczyć chyba tylko i wyłącznie głupotą. Informacje na temat tego, czym jest CitizenGO są ogólnodostępne i nie trzeba się jakoś specjalnie researchowo wysilać (aczkolwiek nawet gdyby trzeba było, to tym chyba powinni się zajmować dziennikarze, prawda?).

Szczerze się wam przyznam, że nie mam pojęcia, czemu dużym mediom tak bardzo się podkładają i tak bardzo im się „nie chce”. Prawda jest taka, że do niedawna tropieniem rosyjskich wpływów zajmowali się głównie jacyś „pasjonaci”. Powinny się tym zajmować „duże” redakcje, ale najwyraźniej miały inne rzeczy na głowie. Teraz zaś nadal są zajęte czymś innym i przykładają rękę do normalizowania rzeczy, których normalizować się nie powinno. O tym, jak bardzo skuteczne jest rosyjskie dezinfo mogliśmy się przekonać przy okazji pandemii. Do pewnego momentu wszystko było ok i głosy „sceptyków” były traktowane tak, jak powinny, a ich autorzy uznawani za szurów. A potem nagle się okazało, że szury zdominowały tematykę pandemiczną do tego stopnia, że rząd Zjednoczonej Prawicy bał się tego, że jeżeli wprowadzą lockdown, to zostaną wyniesieni na widłach przez suwerena. No, ale to tylko dygresja.

Ostatni temat, nad którym się pochylimy, związany jest praktycznie nierozerwalnie z poprzednim. Otóż, na Gazecie PL pojawił się artykuł pt.: „Ordo Iuris interweniuje ws. aborcji. Rozpoczęli akcję "telefon do posła"”. W artykule wspomniano na czym ma polegać ta interwencja (tl;dr na spamowaniu telefonami). Napisano również o tym, jakie projekty związane z aborcją będą rozpatrywane. Czego nie napisano? Ano np. tego, co to tak właściwie jest to Ordo Iuris. Moim skromnym zdaniem, w absolutnie każdym artykule na temat tej organizacji powinna być wzmianka na temat jej powiązań. No, ale to tylko dygresja kolejna. Ja wiem, że sporo ludzi już wie czym jest Ordo Iuris, ale nie stało się tak dlatego, że jakimś dużym redakcjom się chciało nad tym pochylić, ale dlatego, że Ordo Iuris zafundowało sobie tzw. efekt Streisand, pozywając Martę Lempart i domagając się sądowego zakazu mówienia wy już wiecie o czym (ta fraza momentalnie zalała internety i zostanie w nich tak długo, jak długo Ordo Iuris zostanie z nami wszystkimi). 

Moim skromnym zdaniem sytuacja, w której się znaleźliśmy jako państwo, wygląda następująco: albo zrobimy porządek z onucami i postaramy się zabezpieczyć nas samych, jako społeczeństwo przed rosyjską dezinformacją (zaś organizacje, które mają powiązania z rosyjskimi oligarchami będziemy wypalać żywym ogniem [i równolegle pochylać się nad nowymi, które będą chciały zastąpić te „wypalone”]), albo onuce zrobią porządek z nami. Próbowały to robić przez osiem ostatnich lat, a Zjednoczona Prawica się tym jakoś specjalnie nie przejmowała (acz w sumie to lekkie niedopowiedzenie, bo onuce były przez władze wspierane), bo z punktu widzenia minionej władzy te organizacje robiły przecież porządek z wszelkiej maści elementem wywrotowym. Ludzie pracujący w „dużych” mediach powinni sobie zdać sprawę z tego, że to „robienie porządku” będzie dotyczyć również ich i mediów, w których pracują. W październiku 2023 roku daliśmy sobie wszyscy szansę na to, żeby spróbować ogarnąć to, w co zamieniły Polskę ośmioletnie rządy Zjednoczonej Prawicy. Kolejnej szansy nie będziemy mieli, więc nie możemy sobie pozwolić na zmarnowanie tej.



I tym pesymistycznym akcentem zakończę powyższy tekst.

https://tvn24.pl/polska/sprawdzili-wydatki-lasow-panstwowych-wstepne-wyniki-audytu-st7851945

https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/rpo-przeszukania-u-ziobry-pismo-do-korneluka,526265.html

https://oko.press/matka-boska-w-teczowej-aureoli-nie-obraza-sn-odrzuca-kasacje

https://tvn24.pl/polska/weto-prezydenta-w-sprawie-tabletki-dzien-po-malgorzata-paprocka-wyjasnia-st7844898

https://rejestr.io/krs/810587/grupa-proelio

https://twitter.com/MagdaKorzekwa/status/1772604264310857741

https://twitter.com/prezydentpl/status/1772210484747325578

https://pl.wikipedia.org/wiki/Magdalena_Korzekwa-Kaliszuk

https://pl.wikipedia.org/wiki/CitizenGo

https://en.wikipedia.org/wiki/CitizenGO#Defense_of_the_Russian_gay_propaganda_law

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/antyaborcyjna-miedzynarodowka-ujawniamy-e-maile-grupy-w-ktorej-dziala-ordo-iuris/0f1j2ln

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,30853902,ordo-iuris-interweniuje-ws-aborcji-rozpoczeli-akcje-telefon.html

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25984701,lempart-kontra-ordo-iuris-sad-zabronil-jej-mowic-ze-to-oplacani.html