piątek, 1 maja 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #139

 Trochę czasu minęło i udało mi się zebrać do popełnienia kolejnego Przeglądu. Zacznijmy więc od tematu, który był „jedynką” w poprzednim przeglądzie, czyli od ataku Izraela i USA na Iran. W tym miejscu pozwolę sobie na krótki disclaimer: ten konkretny temat nie zostanie przeze mnie oźródłowany, bo gdybym chciał wrzucać linki do każdej wypowiedzi Trumpa albo Hegsetha, albo innego miniona, w której stało, że tak właściwie to oni już wygrali, to pewnie samych linków do tych konkretnych wypowiedzi byłoby przynajmniej kilkadziesiąt. EDIT – będzie jeszcze jeden taki temat z przyczyn, które w trakcie lektury będą oczywiste. Tak swoją drogą, to wygrywanie w Iranie Trumpowi idzie równie skutecznie co Jarosławowi Kaczyńskiemu dochodzenie do prawdy na temat tego, co stało się w Smoleńsku.

Praktycznie od samego początku tego konfliktu nie było tak właściwie wiadomo jaki jest master plan administracji Trumpa. I nie chodzi już nawet o to, że jacyś złośliwcy twierdzili, że nie wiadomo jaki jest ten plan: sama administracja nie była w stanie w sposób klarowny wytłumaczyć o co tak właściwie chodzi w tym wszystkim.

NY Times ostatnio opublikował artykuł z całą kupą informacji, z których wynikało, że do ataku doszło dlatego, że po pierwsze Benjamin Netanyahu powiedział, że tak trzeba zrobić, a po drugie Trump uznał, że będzie dobrze, bo zawsze jest dobrze (no i jeżeli popatrzymy na rzeczywistość oczyma typa, który absolutnie nigdy nie ponosił żadnych konsekwencji tego, co robił, to w sumie trudno się dziwić takiemu podejściu).

Co ciekawe, nawet amerykańskie służby twierdziły, że obalenie reżimu jest praktycznie nierealnym scenariuszem. Z tego by wynikało, że służby nie strumpiały do reszty i pracują w nich jeszcze jacyś sensowni analitycy. No ale, nie miało to żadnego znaczenia, bo Trump miał dojść do wniosku, że w sumie to nawet jeżeli nie uda się obalić reżimu, to to nie ma żadnego znaczenia. Po co więc zaatakowano? Odpowiedź na to pytanie brzmi „tak”.

Gdyby nie kontekst całkiem zabawne byłoby to, że izraelskie służby (i sam premier Izraela) przekonywały Trumpa, że jak się odpowiednio szybko wszystko rozegra, to Iran nawet nie zdąży zablokować Cieśniny Ormuz. Tzn. nie tyle sam Iran, co reżim, bo reżim będzie za bardzo zajęty upadaniem.

A, byłbym zapomniał. Jakiś czas temu (mniej więcej na samym początku wygrywania z Iranem), Donald Trump powiedział, że jeżeli Iran się nie ogarnie, to zostaną Iranowi rozwalone elektrownie i mosty. Iran odpowiedział, że jeżeli tak będzie, to oni będą robić to samo „w okolicy” (+ o ile mnie pamięć nie myli grozili rozwalaniem instalacji odsalających wodę). Potem Trump uznał, że co to, to nie i zagroził Iranowi „zniszczeniem całej cywilizacji”. Trzeba przyznać, że to jest już poziom przerysowanego kreskówkowego złola. Te groźby były tak karykaturalne, że pewnie nawet scenarzyści Austina Powersa uznaliby, że oni tego nie mogą umieścić w swoim filmie, no bo bez przesady.

No dobrze, ale co tak właściwie Trump miał na myśli mówiąc o zniszczeniu cywilizacji? Nikt tak naprawdę nie wie. Ludzie się zaczęli całkiem na serio zastanawiać nad tym czy chodzi o zniszczenie mostów/elektrowni czy też może Orange is the New Crazy zapowiedział w ten sposób uderzenia głowicami nuklearnymi. Tyle, że tak po prawdzie nawet gdyby tak było, to przecież i tak nie oznaczałoby „zniszczenia całej cywilizacji”. No, ale to dygresja. Dziś jesteśmy na etapie takim, że Cieśninę Ormuz blokuje zarówno Iran, jak i USA. Sorry, taką mamy nogawkę czasu.

Co na to nasi kochani Trumpolacy? Otóż, ku zaskoczeniu dosłownie nikogo, Trumpolacy nadal biją brawo. Rzecz jasna, część prawicy bije to brawo już nieco ciszej, ale takie na ten przykład Rafały Wosie w swoich biurach skandują „Donald Trump” używając megafonów. Woś przykładowo już od jakiegoś czasu tłumaczy, że w Iranie to tak właściwie Trump wygrał. Te zapewnienia są o tyle ciekawe, że zdaniem Wosiów tego świata Trump osiągnął wszystkie swoje cele, choć NieWosie zdają sobie sprawę z tego, że Tump tak do końca sam nie wiedział po co mu to.

Tak na sam koniec tego tematu dodam od siebie, że tego rodzaju sytuacje (całkowicie nieprzewidywalny typ, robiąc idiotyczne rzeczy przy okazji wywraca światową gospodarkę [jeszcze mu się do końca nie udało, ale jeżeli „wygrywanie” się przeciągnie, to całkiem sporo krajów może mieć problem]), powinny wszystkich przekonać, że powinniśmy jako UE przynajmniej próbować osiągnąć samowystarczalność energetyczną.

I wtedy wchodzi prawica cała na węglowo i tłumaczy, że tak właściwie to powinniśmy wydobywać węgiel. I zupełnie umyka im ten drobny szczegół, jak to, że wydobycie węgla w Polsce jest tak opłacalne, że (ZNACZNIE) taniej jest go kupić w USA i sprowadzić do Polski. I wydaje mi się, że za tą naglą miłością do „wydobywania polskiego węgla” stoi tak naprawdę miłość do Trumpa i chęć przypodobania mu się i kupowania węgla od USA. Aczkolwiek nie można wykluczyć, że stoi za tym inny zamysł. Otóż jakiś czas temu, zaledwie po kilku latach od mojej niezbyt pochlebnej Ściany Tekstu na temat pewnej książki, poruszającej temat prowincji, rzucił się na mnie hardkorowy fan tejże książki. W trakcie dyskusji na temat Siarkopolu dowiedziałem się, że jego zdaniem państwo nie powinno pozwolić upaść tej firmie i ją dotować. Przyznam szczerze, że trochę mnie to przerosło i w tym momencie przerwałem dyskusję. Być może za pomysłem na Wielką Rekarbonizację stoi właśnie taka kalkulacja.

No dobrze, skoro temat wiecznego wygrywania mamy już za sobą, to możemy przejść do przegrywania. Otóż ponad dwa tygodnie temu, po kilkunastu latach rządów Viktor Orban upadł i sobie głupi ryj rozwalił. I powiem wam (tzn. napiszę), że skala jego porażki pokazuje, że Węgrzy musieli być na niego straszliwie wściekli, a on sam najwyraźniej nie był tego świadomy. Obstawiam (a żaden ze mnie specjalista), że było to tak, że Orban liczył na to, że jakoś się mu uda wygrać (wcześniej się udawało, bo przed wyborami Fidesz zaczynał zwyżkowanie w sondażach), a jeżeli nawet Fidesz przegra, to TISZA wygra ledwo ledwo i w praktyce nie będzie mogła rządzić. A nie mogłaby rządzić, bo Orban zabetonował system dość skutecznie. Pewnie koncypował sobie tak, że TISZA bardzo szybko się wykrwawi bo „nic nie będzie mogła”, a FIDESZ wróci do władzy niesiony na fali niechęci do tych nieudaczników.

Zanim ktoś powie: no elo, przecież ludzie wiedzieliby dlaczego rząd „nic nie może”, to ja takiej osobie odpowiem: a jakie to ma znaczenie? W Polsce na ten przykład nie miało żadnego. Ok, może nie tyle „żadnego”, co nie było to na tyle istotne, żeby miało wpływ na wynik wyborów prezydenckich. Aczkolwiek, nie chciałbym być źle zrozumiany: winę za przewalenie wyborów z kibolem ponosi sztab Trzaskowskiego i KO. No, ale to dygresja, wracajmy na Węgry.

Tak więc Orban miał swój sprytny plan, który się potem szybko zdezaktualizował w momencie, w którym okazało się, że TISZA zdobyła większość konstytucyjną, a co za tym idzie, droga do odbetonowania tego, co zabetonował Orban, stoi otworem.

Gwoli ścisłości, to jest tylko moja teoria, bo mogło być tak, że Orban zaliczył tak ogromną odklejkę, że autentycznie wierzył w to, że znowu wygra. O ile pewności w kwestii tego „co myślał Orban” mieć nie możemy, to możemy ją mieć w kwestii tego, co sobie myśleli inni. Jacy inni? Ano np. administracja Trumpa. Ano np. konfa. Ano np. Zjednoczona Prawica. Toż przecież sam Jarosław Kaczyński powiedział, że zwycięstwo Orbana będzie ważne, bo on razem z Orbanem (po swoim zwycięstwie w 2027) i ze środowiskiem Le Pen chce reformować Unię Europejską.

Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że z tym reformowaniem Unii Europejskiej przez Kaczyńskiego to jest tak, że 11 lipca minie 10 lat od momentu, w którym Jarosław Kaczyński ogłosił, że on zlecił znanemu prawnikowi napisanie nowych traktatów unijnych. No, ale to dygresja.

W Orbana wierzył również Karol Nawrocki, który pojechał na Węgry z okazji jakichś tam dni przyjaźni czegoś tam (tak, wiem, chodziło o konkretne wydarzenie, ale come on, absolutnie nikt się tym wydarzeniem nie przejmuje i chodziło o to, żeby wesprzeć Orbana przed wyborami). Tak, chodzi o tę wizytę, przez którą się nam prezydent był striggerował pytaniem dziennikarza, że aż mu wygrażał palcem. Pytanie dziennikarza dotyczyło tego, czy Nawrockiemu już nie przeszkadzają dobre relacje Orbana z Putinem. Nawrocki się był obruszył (dziennikarz ma farta, że pamięć mięśniowa się nie odezwała u prezydenta, bo wtedy mogłoby się to skończyć dla niego gorzej) i zaczął tłumaczyć, że halo, jego Rosja to nie lubi/etc.

I tu dochodzimy kwestii, którą warto poruszyć. Polska prawica całkiem skutecznie przekonuje (przekonuje, bo ten proces cały czas trwa) sporą cześć suwerena do tego, że jest antyrosyjska. I ta antyrosyjskość ma wymiar absolutny (nie to co ten Tusk, który z Putinem fotkę miał niejedną!). Gdy prawica jest konfrontowana z działań, które Rosji sprzyjają, zawsze, ale to zawsze zagrywa tę samą kartę „myśmy są antyrosyjscy, więc niejako z automatu wychodzi na to, że żadne nasze działanie nie może być uznane za prorosyjskie”.


Czemu o tym wspominam? Ano temu, że ja jestem w stanie się pogodzić (aczkolwiek wcale nie przychodzi mi to łatwo) z tym, że niektórzy ludzie mogą uważać, że Donald Trump „chce dobrze dla Polski i dla Europy”. I ktoś, kto myśli takimi kategoriami mógłby uznać, że skoro Trump popiera Orbana, to znaczy, że dla Polski i dla Europy reelekcja Pana Viktora będzie dobra. Ale na litość nieistniejącego bytu transcendentnego: Orbana popierał Putin (i nawet speców ds. przekręcania wyborów mu podesłał swoich). Żeby to wszystko spiąć jakąś klamrą: wiara w to, że Trump chce dla nas dobrze (biorąc pod rozwagę chęć rozwalenia UE) oznacza, że nie jest się najostrzejszym ołówkiem w piórniku. Natomiast wiara w to, że kandydat wspierany przez Putina będzie dla nas dobrą opcją, oznacza, że jest się niereformowalnym dzbanem.

Do momentu wybuchu pełnoskalowej wojny, którą wywołała Rosja, Orban lawirował. Było wiadomo, że lubi Wołodię, ale jednak trochę się z tym czaił. Po wybuchu wojny Orban stał się już prawilnym prorusem i w ogóle tego nie ukrywał. Co ciekawe nasza prawica też go za to czasami krytykowała (Nawrocki to nawet spotkanie z nim odwołał w grudniu 2025). Na finiszu kampanii wrzucono w przestrzeń publiczną nagrania, na których szef MSZ (Peter Szijjártó) płaszczył się przed Ławrowem, a Orban przed Putinem. W trakcie tych rozmów omawiane było torpedowanie sankcji i tak dalej, no ale to jest oczywista oczywistość.

Polska prawica o tym wszystkim wiedziała, a mimo to twardo stała za Orbanem. Rzecz jasna do momentu, w którym Orban nie przegrał wyborów, bo wtedy się okazało, że ten Orban to ziomek Tuska, a tak w ogóle to prawicy naprawdę przeszkadzało to, że on się kolegował z Putinem i że wschodnia polityka Orbana była całkowicie rozbieżna ze Zjednoczono Prawicową. Poza tym, porażka Orbana ciężko doświadczyła TV Republikę. Najpierw zachowali się jak ostatni frajerzy i ogłosili, że Fidesz wygrał (po tym, jak przeliczono dosłownie kilka % komisji). Potem Rachoń robił fikołki i tłumaczył, że Orban to taki Tusk węgierski. W międzyczasie na portalu republiki pojawił się artykuł, w którym opisywano Orbana jako sojusznika Putina (i nie było tam ani słowa nieprawdy), który to artykuł chwilę potem zniknął. Aczkolwiek moim skromnym zdaniem całą pulę żenady zgarnął Przydacz (jeden z podwładnych Nawrockiego), który nieco później tłumaczył, że Nawrocki wcale nie popierał Orbana i jeżeli ktoś uważa, że było inaczej, to niech mu pokaże dowolną wypowiedź Prezydenta Nawrockiego, z której miałoby to wynikać. Starł się z nim w tym temacie Jakub Wiech, który stwierdził (całkiem przytomnie), że wystarczyło to, że Nawrocki tam pojechał w trakcie kampanii, wiedząc wszystko to, co wiedział.

No dobrze, żeby nie przedłużać. Z jednej strony to dobrze, że Orban się wywalił, ale z drugiej strony warto mieć na uwadze ten drobny szczegół jakim jest fakt, że wszystkie partie, które weszły do węgierskiego parlamentu są partiami prawicowymi. No jakoś tak się złożyło, że lata pompowania ludziom do głów prawicowej retoryki zaowocowały tym, że lewicowe poglądy się tam w ogóle nie przebijają. I jakkolwiek daleki jestem od porównywania sytuacji politycznej w Polsce do tej, która „się dzieje” na Węgrzech, to jednak znamienne jest dla mnie to, że lewicowa retoryka w Polsce jest na tyle niszowa, że poparcie NL i Razemów jest mniejsze od poparcia konfy Memcenowej (w niektórych sondażach Brauniści też mieli więcej). Aczkolwiek to już nawet nie jest kwestia tego, że lewicowa retoryka (tfu tfu progresja podatkowa/etc.) jest niszowa. Problem polega na tym, że od dłuższego czasu wszystko, czym straszy prawica (a w przeważającej większości wypadków są to wymysły prawaków i czyste dezinfo) jest opisywanie jako lewackie i lewicowe. Kredens debaty publicznej jest tak bardzo przesunięty w prawo, że, na ten przykład, kwestia równości małżeńskiej jest dla prawicy czymś w rodzaju zagrożenia cywilizacyjnego.


Jedną z przyczyn, dla których dzieje się u nas to, co się dzieje (coraz większe uprawicowienie debaby publicznej) jest to odwieczne cofanie się przed prawicową retoryką przez Jedną Taką Dużą Partię. I mam tu dokonały kejs. Jakiś czas temu TSUE (potem zaś potwierdził to NSA) wydał, zdaniem prawicy, szokujący wyrok. Otóż, okazało się, że jak dwóch typów (bądź też dwie typiary) wezmą ślub w Niemczech i potem przejadą przez Odrę do Polski, to nadal są tym małżeństwem.

Dla prawicy, rzecz jasna, był to dowód na to, że zgniłe elity brukselskie atakują polskie małżeństwa. Najwyraźniej prawica wychodzi z założenia, że państwo ma skończoną liczbę małżeństw do rozdysponowania i jeżeli elgiebety się zaczną żenić, to małżeństw zabraknie dla heteryków albo może sądy będą orzekały losowe rozwody u heteryków, byle tylko starczyło dla tych elgiebetów złych.


I wydawać by się mogło, że jak się jest „stroną” w polskiej polityce, która opowiadała o tym, jak ważne są wyroki TSUE i jak bardzo zły jest PiS, że je olewa, to wypadałoby się do tych wyroków stosować samemu, prawda? No przecież to nie samo KO zrobiło, to TSUE orzekło, a wyroków TSUE trzeba przestrzegać. No ok, prawica coś tam marudzi, ale to nie nasza wina!

No i oczywiście, że okazało się, że części obecnej koalicji rządzącej się coś takiego nie podobało i zaczęło się kombinowanie, że z tym wyrokiem TSUE to jest tak, że on nie dotyczy wszystkich elgiebetów, ale tego jednego, jedynego małżeństwa dwóch typów. Zapewne część z was już widziała te memy, z których wynikało, że w myśl artykułu 18 konstytucji pod szczególną ochroną jest małżeństwo mężczyzny i kobiety oraz Jakuba i Mateusza.

Z rozbrajającą szczerością skomentował to jeden z działaczy KO w rozmowie z GW. Działacz ów powiedział, że w sumie to te elgiebety to nie jest na tyle duży elektorat, żeby decydował o wyniku wyborów. I wiecie, ja rozumiem, że jest coś takiego jak pragmatyzm polityczny. I rozumiem, że ktoś może kalkulować tak, że może tu i tam się cofnie, ale wybory wygra. No, ale jakoś tak się złożyło, że to cofanie nie doprowadziło do sytuacji, w której Trzaskowski kasuje Batyra w drugiej turze 60:40 tylko do tego, że przegrał z nim wybory. A z sondaży zaś wynika, że najprawdopodobniej po wyborach w 2027 rządzić nami będzie koalicja PiSu i dwóch konf. Ciężko tu więc mówić o jakiejkolwiek skuteczności w wypadku tej konkretnej strategii. No chyba, że chodzi o to, żeby przegrać, a przed porażką opowiadać o tym, jak bardzo będą ważne te wybory/etc.

No dobrze, idźmy dalej. Jakiś czas temu wszyscy mogliśmy się przekonać o tym, że jak człowiek krzywdzący dzieci zostanie skazany na 25 lat więzienia, to to jest tuszowanie p***filii. Chodzi, rzecz jasna o sprawę z Kłodzka, w której to jeden jegomość wraz z żoną (ona została skazana na 6 lat więzienia) zajmowali się wiadomo jaką działalnością. Na początku kobieta tłumaczyła, że była kolejną ofiarą, ale z materiału dowodowego wynikało, że jednak nią nie była. Gdy media o całej sprawie napisały (plot twist polega na tym, że nie zrobiły tego media prawicowe), to się nagle okazało, że to jest Wielka Afera, bo ukrywajo to, że żona tego typa była w KO jakiś czas temu.


I nagle się okazało, że ta sama prawica, która przy okazji pierdylionowego przypadku księdza, który krzywdził dzieci i który był ukrywany przed wymiarem sprawiedliwości przez Kościół, mówi, że łohoho, to nie jest żadna afera, Kościół nic nie winien, a poza tym to tylko jednostkowy przypadek - zaczyna opowiadać o tym, że w KO kryje się takie przypadki. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że to nie było pierwsze prawicowe wzmożenie na tym tle, bo poprzednim razem wydarzyło się to przy okazji sprawy związanej z synem posłanki Filiks. Niemniej jednak tym razem prawica była jeszcze bardziej zajadła.


Argumentacja idzie mniej więcej tak: jak to jest, że o krzywdzeniu dzieci przez duchownych media mówiły i pisały tak dużo, a o tych przypadkach nie aż tak dużo. Bonusową narracją jest ta, z której wynika, że media to w ogóle ZA DUŻO pisały i opowiadały o „problemach” Kościoła. I to jest chyba tak, że prawica na serio nie rozumie czemu media poruszały te tematy. Dla nich to jest dowód na to, że Kościół jest prześladowany. Wiecie, spisek lewacki/etc. Ci ludzie w ogóle nie przyswajają tego, że większym problemem Kościoła niż to, że jego funkcjonariusze krzywdzili dzieci (choć już samo w sobie jest to dyskwalifikujące w przypadku organizacji, która rzekomo ma stać na straży sprawiedliwości społecznej/etc./etc). było to, że robili to za cichym przyzwoleniem organizacji, do której należeli. Aczkolwiek to „ciche przyzwolenie” to jednak niedopowiedzenie, bo Kościół dwoił się i troił, byle tylko sprawcy wiadomych czynów nie ponieśli żadnych konsekwencji. Czasami kończyło się to spektakularnymi „przypałami” (wiem, że to nie jest adekwatne określenie, ale musi wystarczyć), gdy ktoś taki, wysłany za granicę, co za szok, robił dokładnie to samo, co w Polsce i zajęły się nim organy ścigania innego kraju.

Co się zaś tyczy organów ścigania, to pozwólcie, że zafunduję wam eksperyment myślowy: wyobraźcie sobie, co by było, gdyby sprawa tego typa z Kłodzka (i jego żony) została umorzona przez prokuraturę, a prokurator nadzorujący pracę „umarzaczy” wyszedł był przed kamery i opowiadał o tym, że w sumie to nic się nie stało, bo ten typ był po prostu energoterapeutą. Śmiem twierdzić, że oburzenie (całkiem słuszne) byłoby gigantyczne. Prawica zaś (również, całkiem słusznie) opowiadałaby o tym, że jest to dowód na to, że wymiar sprawiedliwości pewnych ludzi nie chce ścigać, zaś prokurator, który opowiadałby idiotyzmy o energoterapii zostałby odsądzony od czci i wiary. Zapewne część z was w trakcie czytania tego wywodu zorientowała się, że to nie jest żaden eksperyment myślowy. To była parafraza tego, co pewien znany prokurator mówił o księdzu z Tylawy. Prawica była na niego tak bardzo oburzona, że nie przeszkadzało jej to, że jest w jej ukochanej partii. Nie przeszkadzało jej również to, że prokurator ów został sędzią Trybunału Przyłębskiego.

Żeby nie przedłużać: owszem, media dużo uwagi poświęcały temu, co robił Kościół. Tyle, że działo się to dlatego, że kontaktowały się z nimi ofiary (albo rodziny ofiar), które w ten sposób domagały się sprawiedliwości. Gdyby zabłądziła tu jakaś osoba w kryzysie prawicowym i chciała na ten temat dyskutować, napisze jedynie, że moim skromnym zdaniem wyrok 25 lat jest nieco bardziej dotkliwy od wysłania sprawcy do innego miasta i skłonienie ofiary (bądź jej rodziny) do tego, żeby nie opowiadała o tym, co się stało. 


UWAGA! Ściana Tekstu Sponsorowana Przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Skoro jesteśmy przy pawicy, to warto się pochylić nad tym, jak skutecznie prawica dezinformuje swój elektorat. W Warszawie spłonął krzyż, będący pamiątką wizyty Karola Wojtyły w 1979 roku. Służby ustaliły, że do pożaru przyczyniły się znicze stojące pod tymże krzyżem. Tyle, że ustalenia te nie miały żadnego znaczenia, bo prawica praktycznie od razu wrzuciła w przestrzeń publiczną dezinformację o tym, że krzyż na bank został podpalony. Przysłowiową cebulą na torcie było to, że sam Antoni Wielki Analityk Macierewicz dowodził we wpisie na Eloneksie, że krzyż został podpalony. Ciekaw jestem, czy zaproponuje utworzenie komisji mającej to wyjaśnić i czy poprosi o drugi taki sam krzyż, który jego komisja będzie mogła rozwalić. I wiecie, my się możemy z tego śmiać, ale prawda jest taka, że dla partyjnego betonu narracja o podpalonym krzyżu stała się prawdą objawioną w momencie, w którym prawicowi politycy wrzucili ją do debaty publicznej.

Kolejny temat będzie dość krótki, albowiem odpowiedź na pytanie „jak do tego doszło” jest odpowiedzią na pytanie postawione przez jednego z wieszczy: „skąd wzięła się woda na terenach zalewowych?”. Chodzi, rzecz jasna, o sprawę Zondacrypto. Przyznam się wam szczerze, że nieszczególnie się interesowałem tą, ahem, „giełdą” i dopiero po tym, gdy się zaczęła zawalać, ktoś wrzucił w internety podsumowanie tego skąd się owa, ahem „giełda” wzięła i prawda jest taka, że to się nie mogło inaczej skończyć.

Z jednej strony, trochę mi szkoda ludzi, którzy potrafili tam wtopić oszczędności całego życia (a takich pewnie nie brakowało), ale z drugiej strony: SERIO? Wkładać gdzieś kupę kasy i nie interesować się tym, co to właściwie za organizacja i jaką ma historię? Gwoli ścisłości, przeprowadzono sondaż, z którego wynikło, że 82% respondentów (niezależnie od poglądów politycznych) uznało, że państwo nie powinno pomagać osobom poszkodowanym przez Zondacrypto i co prawda jest to sondaż IBRISu (a to oni przed pierwszą turą prognozowali, że Trzaskowski rozjedzie Batyra 60:40 w drugiej turze), ale wydaje mi się, że tym razem im się udało dobrze wysondażować wyniki.


Nawiasem mówiąc, dopiero z artykułu z OKO Press dowiedziałem się, że w latach 2019-2025 prokuratura wszczynała ponad 16.000 (słownie szesnaście tysięcy) postępowań po zgłoszeniach ludzi poszkodowanych przez różne wały na rynku krypto. Poszkodowanych zaś było prawie 58 tysięcy osób (ich straty wynosiły w sumie 2.3 miliarda złotych). Wspominam o tym dlatego, że tych poszkodowanych było i jest od cholery i jeszcze trochę. I ja wiem, że pewnie część z nich się tym nie chwali, ale wydaje mi się, że wystarczająco dużo z nich opowiedziało o tym, co się stało. Zmierzam do tego, że to jest ten moment, w którym osoby w kryzysie mentzenizmu powinny powiedzieć Volenti non fit iniuria.

Rzecz jasna, w całej tej sprawie związanej z Zondacrypto nie mogło zabraknąć wątku humorystycznego. Wątkiem tym jest fakt, że prawica, ta sama, której nie przeszkadzało uczestnictwo w CPACu sponsorowanym przez Zondacrypto i fakt frenetycznego reklamowania jej w TV Republice, teraz nagle usiłuje przypiąć tę aferę do Donalda Tuska. I znowuż, beton partyjny na pewno w to uwierzy. Tenże sam beton nie będzie miał choćby minimalnego dysonansu poznawczego. Może i republika reklamowała Zondacrypto, może i CPAC był sponsorowany przez tę, ahem, „giełdę”, może i prawica non stop głosowała przeciwko wprowadzeniu regulacji w kwestii krypto i może i Batyr dwa razy zawetował ustawę w tej sprawie, ale to jest afera Tuska i obecnej koalicji rządzącej, więc japa tam.

Na koniec zostały nam dwie sprawy. Jedna dość przykra, druga zaś (gdyby nie kontekst) byłaby zabawna). Zacznijmy od tej pierwszej, czyli od śmierci posła Nowej Lewicy, Łukasza Litewki, który zginął w wypadku (jechał rowerem i został potrącony przez samochód). Praktycznie zaraz po jego śmieci zaczęły się pojawiać teorie spiskowe (tak, to jest drugi temat, którego nie będę źródłować). Punktem wyjścia było to, że poseł ów nie tyle zginął w wypadku, co został zamordowany. To był, rzecz jasna, punkt wyjścia, bo potem te same środowiska (liczba mnoga, bo tym razem to nie była sama prawica) zaczęły „ustalać” co mogło być przyczyną, dla której ów poseł został zamordowany.

I muszę przyznać, że choć o naszej prawicy zdanie mam jak najgorsze, to jednak jest to nowy poziom braku RiGCzu. Dorota Kania wrzuciła na swoje konto na Eloneksie screen z wpisem Łukasza Litewki i napisała, że ona w sumie dopiero teraz zobaczyła jego wpis o (werble) Kłodzku. Dorota Kania doskonale wie, kim są jej odbiorcy, bo ten sygnał im całkowicie wystarczył i w komentarzach pod wpisem można było przeczytać, że tak, no pewnie, że go za to zabili, bo był dla nich „problematyczny”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że, owszem, Łukasz Litewka popełnił wpis na temat tego, co stało się w Kłodzku i ten wpis miał duże zasięgi, ale warto wspomnieć o tym, że ów wpis popełnił dwa dni po tym, jak o sprawie zrobiło się głośno. Tym samym nie ma mowy o tym, że on coś „ujawnił”, albo że napisał coś, co się mogło „nie spodobać”.

Naturalną konsekwencją takiej strategii narracyjnej było to, że praktycznie zaraz potem konta, które wcześniej pisały o tym, że one to w sumie bardziej Rosjan niż Ukraińców lubią zaczęły tłumaczyć, że policja zaciera ślady w sprawie śmierci Łukasza Litewki. Dowodem miało być, na ten przykład, zdjęcie, na którym policjant przestawiał rower Litewki. Jakiemu państwu bardzo zależy na tym, żeby Polacy nie ufali polskim służbom i wymiarowi sprawiedliwości? Nie wiem, ale się domyślam.


No dobrze, było straszno, a teraz będzie śmieszno (ten konkretny fragment Przeglądu sponsorowany jest przez słowo „cringe”). Jedną z głównych „osi” wizerunkowych obecnego prezydenta RP jest to, że chłop jest silny i sprawny fizycznie. No i faktycznie tego jednego nie można mu odmówić (za to można i trzeba odmówić mu znacznie więcej cech, które w kontekście pełnionej przez niego funkcji są raczej kluczowe).

No dobrze, ale o czym właściwie będzie? Zacznę niejako od końca, ale wpierw kontekst: co prawda na siłowniach wiele się zmieniło w przeciągu ostatnich 25 lat i przekrój demograficzny zmienił się radykalnie, to jednak nadal na siłowniach można trafić na typów, którzy po pierwsze, robią wszystko, żeby pokazać, że są lepsi od innych (nierzadko kończy się to naderwanymi mięśniami, tudzież innymi kontuzjami), a po drugie lubią zmyślać. I to jest w sumie dość zabawne, bo literalnie każdy, kto ma trochę doświadczenia z dźwiganiem ciężarów jest w stanie rozpoznać, kiedy ktoś inny - kogo kojarzą z siłowni i wiedzą jakimi ciężarami zazwyczaj macha - ściemnia (i to jest wzgórze, na którym jestem gotów zginąć).

I jestem się w stanie założyć o wiele, że gdyby na siłowni ktoś zaczął opowiadać historie o tym, jak to kiedyś wyciskał na płaskiej ławce tyle, a tyle kg, a potem dodał, że co prawda teraz jest o prawie 20kg lżejszy niż wcześniej, ale na płaskiej ławce wyciska praktycznie tyle samo, to taki ktoś zostałby zabity śmiechem. Pozwolę sobie w tym miejscu coś doprecyzować: to by było możliwe, ale tylko i wyłącznie w sytuacji, w której opowiadający byłby „na igle”, bo wtedy takie cuda jak redukcja masy mięśniowej połączona z utrzymaniem siły są jak najbardziej możliwe.


Czemu o tym wspominam? Ano temu, że właśnie taką narrację usiłuje nam sprzedać obecny prezydent RP wraz ze swoim medialnym otoczeniem. I to jest obiektywnie zabawne, bo nawet gdyby prezydent wyciskał na tej nieszczęsnej płaskiej ławce w serii „tylko” 100kg, to to i tak jest dobry wynik. Ale nie, trzeba się legendować. W trakcie kampanii sam opowiadał o tym (zapytany o swojego maksa), że kiedyś to 152,5kg wyciskał, ale teraz waży mniej, a co za tym idzie, wyciska na płaskiej mniej kg. Teraz zaś narracja się zmieniła i z bardzo konkretnego ciężaru (co nie jest niczym dziwnym, bo każdy, kto chodził ileś tam lat na siłownie pamięta swoje „maksy”) zrobiło się (w rozmowie w Kanale Zero) „ponad 150 kg”. Potem zaś nastąpił rant na temat tego ile to on teraz podnosi. Przyznam szczerze, że nigdy nie myślałem o tym, że będę się pochylał nad tym ile dany polityk wyciska na płaskiej ławce, and yet here we are.

A najbardziej bawi mnie w tym wszystkim to, że jego, że tak to ujmę, grupa docelowa, czyli kibole muszą być świadomi tego, że Batyr opowiada bzdury. Kto jak kto, ale ziomeczki, które spędzają bardzo dużo czasu na siłkach muszą sobie z tego zdawać sprawę. Ale tak, jak polska prawica nie jest w stanie powiedzieć kilku słów prawdy na temat Trumpa, tak żelazny elektorat Batyra nie jest w stanie publicznie przyznać, że ich „wybraniec” ściemnia.

Niestety nie możemy jeszcze zatrzymać karuzeli śmiechu, bo w tej samej rozmowie na „Kanale Zero” Nawrocki powiedział, że jakby co, to on udowodni, że tyle podnosi, ale on nie wie kiedy, bo jest prezydentem i z czasem u niego ciężko. I znowuż to, co tu napiszę, to nie będzie żadna prawda objawiona: jeżeli ktoś wie, że jest w stanie podnieść jakiś ciężar, to tak na dobrą sprawę potrzebuje rozgrzewki (w tym „dogrzania się” mniejszymi ciężarami) i to wystarczy, żeby podnieść ten ciężar bez ryzyka kontuzji. Po co więc Batyr kupuje sobie więcej czasu? Ujmę to w sposób, który nie narazi mnie na odpowiedzialność karną z artykułu 135. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, napisałbym, że żeby podnieść ten ciężar taka osoba zapewne skończy „na igle”. Ponieważ chodzi o Prezydenta RP (again, nadal ciężko mi uwierzyć w to, że poruszam ten temat), napiszę jedynie tyle, że na filmiku, który wrzucił u siebie Pudzian widać, że Batyra prawie „zgniótł” ciężar pomiędzy 100 a 120 kg (ciężko dokładnie ocenić, ale to było mniej więcej tyle). A skąd wiem, że go zgniótł? Ano stąd, że jeżeli ktoś wyciska jakiś ciężar na płaskiej i nagle podrywa tyłek z ławki, to znaczy, że to już nie jest wyciskanie, „ale walka o życie”.


Ja już to zwerbalizowałem w ramach podkastu, ale teraz to napiszę: niechże ten Batyr zajmie się sportem zawodowo, bo po pierwsze, obecna funkcja go przerasta na wielu płaszczyznach (i zdarza się mu wetować ustawy, których treści nie zna), a po drugie, gdy się już zajmie tym sportem, to ja nie będę musiał się zajmować jego realnymi bądź też wyimaginowanymi osiągnięciami na siłowni.

I tym, nie wiadomo jakim akcentem zakończę niniejszy Przegląd.


Źródła:

https://www.bbc.com/polska/articles/c78rje19ynyo

https://www.politico.eu/article/serbia-duro-jovanic-ukraine-explosives-pipeline-hungary-election/

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/donald-trump-wspiera-viktora-orbana-oferuje-potezna-pomoc-gospodarce-wegier/1x0q6fs

https://wyborcza.pl/7,75398,32723990,konfederaci-wspierali-orbana-teraz-sie-dystansuja-mowia-ze.html

https://www.rp.pl/polityka/art44063151-jaroslaw-kaczynski-wspiera-viktora-orbana-zwyciestwo-moze-przesadzic-o-przyszlosci-europy

https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/kaczynski-wazny-prawnik-pracuje-nad-traktatami-dla-ue,66659.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-wizyta-nawrockiego-u-orbana-dzieli-polakow-nowy-sondaz,nId,23323389

https://www.wirtualnemedia.pl/prezydent-wygrazal-dziennikarzowi-tvn-palcem-pan-sie-ogarnie-i-slucha,7267427978021344a

https://www.dw.com/pl/putin-walczy-z-orb%C3%A1nem-o-zwyci%C4%99stwo-w-wyborach-wys%C5%82a%C5%82-polittechnolog%C3%B3w/a-76337516

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/karol-nawrocki-odwolal-spotkanie-viktor-orban-przerywa-milczenie/7wqf3gq

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-opublikowano-rozmowy-wegier-z-kremlem-jak-oficer-wywiadu-z-a,nId,23321160

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-wyciekla-rozmowa-orbana-z-putinem-jestem-do-dyspozycji,nId,23324236

https://tvn24.pl/polska/tobiasz-bochenski-polityka-wschodnia-viktora-orbana-byla-absolutnie-rozbiezna-z-nasza-st8994896

https://www.donald.pl/artykuly/5PKbrge2/nagla-zmiana-przekazu-w-tv-republika-orban-okazal-sie-sojusznikiem-putina-i-jest-porownywany-do-tuska

https://x.com/jakubwiech/status/2047366412939784537

https://oko.press/historyczny-wyrok-nsa-urzednik-musi-uznac-malzenstwo-jednoplciowe-zawarte-zagranica-ma-na-to-30-dni

https://oko.press/tsue-transkrypcja-malzenstw-urzednicy-w-gotowosci-na-drodze-minister

https://oko.press/nie-malzenstwa-a-malzenstwo-rzad-chce-ograniczyc-skutki-wyroku-nsa-do-konkretnej-pary-nasz-news

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/nie-zyje-syn-poslanki-magdaleny-filiks-to-dziecko-zostalo-zaszczute-przez-tvp/zeyth3n

https://oko.press/stanislaw-dajciumka-piotrowicz-prokurator-ktory-chronil-ksiedza-molestujacego-dziewczynki

https://oko.press/sprawa-pedofila-z-klodzka-i-prawicowa-pornografia-zbrodni

https://x.com/Macierewicz_A/status/2041096883800600967

https://wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198072,32477548,tupolewa-zniszczyla-podkomisja-macierewicza-prokuratura-krajowa.html

https://wiadomosci.radiozet.pl/polska/sondaz-sami-sobie-winni-polacy-zabrali-glos-ws-klientow-zondacrypto

https://dorzeczy.pl/kraj/869983/nawrocki-trenowal-z-pudzianowskim-ma-charakter-chlop.html

https://wiadomosci.wp.pl/kandydat-pis-spotkal-sie-z-fanami-pochwalil-sie-ile-wyciska-na-klate-7100768219028096a

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz