Pokazywanie postów oznaczonych etykietą in vitro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą in vitro. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 grudnia 2023

Hejterski Przegląd Cykliczny #97

Pamiętacie może tę komisje, której powołanie (a raczej zapowiedź powołania tejże) doprowadziło do najliczniejszych w naszym kraju protestów i która to komisja miała udowodnić, że Tusk jest zły (i nie powinien być premierem)? Jeżeli o tym pamiętacie, to nie uwierzycie jaka akcja: otóż, „komisja” owa (na dwie godziny przed tym, jak została pozamiatana przez większość sejmową) ogłosiła, że (werble [przygotujcie się na to, że to będzie największy szok w waszym życiu]), Tusk jest zły i nie powinien być premierem (rzecz jasna, padło tam jeszcze kilka innych nazwisk, ale chyba nikt nie ma wątpliwości w kwestii tego, o kogo tak naprawdę chodziło). Potem najprawdopodobniej nastąpiło mierzenie i ważenie reakcji na te „ustalenia” komisji. Z ważenia i mierzenia wynikło tyle, że w niedzielę jeden z doradców Andrzeja Dudy oznajmił, że Duda nie będzie brał pod rozwagę „zdania komisji”. To jest, w sumie, dość ciekawy casus, bo z jednej strony człek rozumie, że Cenckiewicz to wierny żołnierz partii, który będzie jej służył bezapelacyjnie do samego końca (napisałbym, że „swojego lub jej”, ale oni tam teraz mają taką paranoję, że ktoś mógłby to uznać za groźbę), niemniej jednak nieco zabawne jest to, że to właśnie on teraz usiłował zamordować (w wymiarze politycznym) swoją Partię Matkę.  Żeby nie przedłużać: tego rodzaju wrzutkę dałoby się zrozumieć przed wyborami (np. dwie godziny przed początkiem ciszy wyborczej), ale ciężko ogarnąć proces decyzyjny, który doprowadził do tego, że wrzucono to już po tym, jak okazało się, że rząd (ad interim) Mateusza Morawieckiego nie uzyska wotum i że premierem będzie Tusk. Przecież gdyby Duda zdecydował (tzn. gdyby zdecydowano za niego) się na taki histeryczny krok i powiedział „ej, ale Tusk to nie zostanie premierem, bo komisja”, to zapewne zaobserwowalibyśmy spektakularne pikowanie partii w sondażach, bo bardzo łatwo byłoby dookoła tego zbudować narrację pt. „ostatnie podrygi władzy, która nie chce się pogodzić z wynikiem wyborów”. Cenckiewicz nie jest co prawda najostrzejszym ołówkiem w piórniku, ale nawet on musiał sobie z tego zdawać sprawę. Pytanie, które warto sobie postawić, brzmi następująco: czy przydzbanił sam z siebie, czy też po prostu dostał takie, a nie inne polecenie. W kontekście tego, że Andrzej Duda ma się ponoć „ustaleniami” tej nieszczęsnej komisji nie przejmować, można bezpiecznie założyć, że była to samowola.

Staram się ograniczać opisywanie tematów do pojedynczych (czasami dość długich) akapitów, ale teraz zrobię wyjątek, bo reakcja Andrzeja Dudy na to, co zrobiła „komisja” jest bardzo, ale to bardzo spektakularna. Potwierdza ona bowiem to, o czym wszyscy wiedzieliśmy, a mianowicie, że ta cała komisja to od początku była najzwyklejsza w świecie szopka i nikomu nie zależało na tym, żeby (w gigantycznym uproszczeniu) „szukać ruskich agentów”. Wiem, że się powtórzę, ale: myśmy o tym wiedzieli, ale miło jest otrzymać potwierdzenie z obozu Zjednoczonej Prawicy.

Gdybyście się kiedykolwiek zastanawiali nad tym czy działania NBP są zgodne z prawem, to w sumie już się zastanawiać nie musicie, bo na siedzibie tegoż podmiotu pojawił się ostatnio baner, z którego można się było dowiedzieć, że działania zgodne z prawem były. Nie wiem, jak was, ale mnie to przekonuje. Ciekaw jestem, kiedy z podobnych metod zaczną korzystać obrońcy i w centrach miast pojawią się billboardy z napisami „działania mojego klienta były zgodne z prawem”. 

Jeżeli komuś się wydaje, że z wymówką „pies zjadł moją pracę domową” można się spotkać jedynie w szkole, to taki ktoś ma rację: wydaje mu się. Tak się bowiem składa, że polska prokuratura stosuje kreatywną odmianę tej wymówki. Dla niepoznaki nazywa się to metodą „na złamaną płytę z dowodami”. Zupełnym przypadkiem dzieje się tak w sytuacjach, w których mamy do czynienia z dość istotnymi dowodami. Przykładowo: złamana została płyta DVD z danymi z pierwszego ataku Pegasusem na telefon Brejzy. Zupełnie bez związku z całą sprawą napiszę, że podobny los spotkał płytę z materiału dowodowego w sprawie wypadku premier Beaty Szydło.

Kilkukrotnie zdarzało mi się już wspominać o „przebiegunowaniu”, do którego doszło w obozie Zjednoczonej Prawicy. Jak się pewnie domyślacie, to będzie kolejna wzmianka na ten temat. Tym razem chodzi o premiera (ad interim) Mateusza Morawieckiego, który w trakcie rozmowy z dziennikarzami na temat in vitro opowiadał o tym, że on to w sumie od dawna jest zwolennikiem tej metody. Wielka szkoda, że w ciągu swoich (niemalże) 6 lat premierowania nie dał rady wprowadzić refundacji in vitro. Jestem przekonany o tym, że gdyby tylko Zjednoczona Prawica mogła rządzić trzecią kadencję, to refundacja in vitro zostałaby wprowadzona. Tak swoją droga, ja rozumiem, że my nigdy się nie dowiemy, jakie poglądy (na dowolny temat) ma Mateusz Morawiecki (bo on ma takie poglądy, jakie akurat wydają mu się do czegoś potrzebne) niemniej jednak zjawiskowe jest to, że Morawiecki nie jest w się w stanie powstrzymać przed kłamaniem nawet teraz. Uwaga natury ogólnej: STANOWCZO zachęcam do kliknięcie w link źródłowy do tego kawałka Przeglądu i na obejrzenie krótkiego materiału wideo. Mina dziennikarza, który usłyszał na żywo, że Morawiecki od zawsze był zwolennikiem in vitro jest warta waszego kliknięcia i kilkunastu sekund życia.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Bardzo niedawno temu do debaty publicznej wpadł news, z którego wynikało, że w mediach rządowych rozpoczął się proces „wycofywania się na z góry upatrzone pozycje”. Ten konkretny news odnosił się do Danuty Holeckiej, która według doniesień miała zrezygnować z prowadzenia „Wiadomości”.  Równolegle pojawiły się informacje o tym, że Holecka wszystkiemu zaprzecza (jednakowoż sposób, w jaki to robiła [np. powiedziała, że nikomu się nie musi tłumaczyć z niczego] sugerował, że chyba jednak coś jest na rzeczy). Parę dni później informację o tym, że Holecka jednak odchodzi, potwierdził portal Wirtualne Media. Tak okołotematowo, ciekawi mnie to czy to „zaciemnianie” rzeczywistości, które przy tej okazji zrobiła Holecka to zboczenie zawodowe, czy też może jest tak, że jak się całymi latami opowiadało bzdury i zawodowo zajmowało „zaciemnianiem” wszystkiego, to potem ciężko jest się przestawić? Druga sprawa, która mnie w kontekście tego, co zrobiła Holecka interesuje, to kwestia tego „kto następny”?

Skoro zaś już jesteśmy przy temacie mediów, to warto się pochylić nad niedawną wypowiedzią Jacka Żakowskiego, który w trakcie debaty tzw. Obywatelskiego Paktu na rzecz mediów publicznych stwierdził, że w sumie to dobrze by było, żeby PiSowi oddać TVP 2. Innymi słowy, Jacek Żakowski zaproponował, żeby PiS mógł robić to samo, co robił do tej pory (również za publicznie pieniądze), tylko na nieco mniejszą skalę. Potem to samo potwierdził w rozmowie z Rafałem Wosiem (aczkolwiek tam ubrał to w słowa nieco inaczej) i  powiedział:  „Nie wolno odbierać wyborcom PiSu prawa do ich mediów publicznych. To by było niedemokratyczne” (od razu zaznaczam, że opieram się na cytacie, który wrzucił Woś, bo nie byłem w stanie przesłuchać całości [szczególnie mnie urzekł fragment, w którym Żakowski opowiadał o tym, że media publicznie podlegają kontroli]). Wiecie, ja bym mógł tutaj napisać bardzo długą tyradę w temacie tego, dlaczego ta propozycja Żakowskiego jest po prostu idiotyczna. Mógłbym napisać tam zylion argumentów i każdy z nich podeprzeć zylionem linków źródłowych. Mógłbym, ale mi się po prostu nie chce, bo każdy, kto ostatnich 8 lat nie przeleżał pod lodem wie, co zrobił z mediami publicznymi PiS i o tym, jak bardzo „demokratyczne” były to działania. Zamiast tej tyrady napiszę jedyne, jeżeli ktoś tłumaczy, że tej czy innej partii należałoby oddać „jej” media publiczne, to chyba nie do końca ogarnia, jak powinny takie media publicznie działać. 

I znowuż mi przyjdzie złamać zasadę „jednoakapitowości”, ale muszę w tym miejscu wspomnieć o tym, że Jacek Żakowski nie był pierwszą osobą, która zaproponowała „podział” mediów w sposób taki, żeby „dwójka” trafiła w ręce opozycji. W tym miejscu krótka dygresja. Cieszy mnie to, że mam na tyle dobrą pamięć, że pamiętam o tym, co działo się kilkanaście lat temu. Cieszy mnie to dlatego, że dzięki temu nie miałem problemów z otwarciem sobie w głowie szufladki, w której to szufladce był wywiad z Joachimem Brudzińskim z (sic!) 13 grudnia 2012 roku, który pojawił się na portalu Interia. W trakcie tegoż wywiadu Brudziński opowiadał o tym, że najlepszym rozwiązaniem byłoby oddanie drugiego kanału TVP partiom opozycyjnym (pod tym względem Brudziński był nawet bardziej wspaniałomyślny od Żakowskiego). Wielka szkoda, że PiS nigdy nie wygrał wyborów i nie udało się wprowadzić tego pomysłu w życie, a zamiast tego musieliśmy się przez osiem ostatnich lat użerać z toporną propagandą serwowaną nam przez rządowe media.

Kolejna wiadomość jest z gatunku tych, które na początku wydają się być bardzo dobre, ale potem okazuje się, że (cytując jednego z bohaterów mojego ulubionego filmu „Smoleńsk”) „to nie jest proste, a nawet wręcz przeciwnie”. Otóż, jakiś czas temu Niedzielski, będąc Ministrem Zdrowia, ujawnił dane wrażliwe lekarza w ramach zemsty za to, że lekarz wypowiadał się na temat problemów z wystawianiem e-recept. Obstawiam, że gdyby nie to, że zbliżały się wybory, to Niedzielskiemu włos by z głowy nie spadł, ale ponieważ stało się to już w trakcie prowadzenia działań „prekampanijnych”, Niedzielski został zdymisjonowany. Teraz okazuje się, że najprawdopodobniej sprawa będzie miała ciąg dalszy, a ujawnienie danych wrażliwych będzie miało konsekwencje. To był ten fragment, który wydaje się „bardzo dobry”. Problem polega na tym, że równie prawdopodobne jest to, że Niedzielski nie poniesie żadnych konsekwencji, bo był wtedy ministrem i może się okazać, że skończy się to na tym, że MZ będzie musiało zapłacić karę za niego.


Źródła:

https://niezalezna.pl/polityka/znamy-plan-dzialan-komisji-ds-rosyjskich-wplywow-na-najblizsze-tygodnie-nie-ingerujemy-w-polityke/497285

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-komisja-ds-rosyjskich-wplywow-przedstawiono-czastkowy-raport,nId,7179353

https://twitter.com/PAPinformacje/status/1731265905596703128

https://tvn24.pl/polska/operacja-jaszczurka-zlamana-plyta-z-pegasusa-7504160

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,28764065,zniszczony-kluczowy-dowod-ws-wypadku-szydlo-senator-brejza.html

Tutaj link do Matiego, który propsuje in vitro:

https://tvn24.pl/polska/pis-podzielony-w-sprawie-in-vitro-mateusz-morawiecki-zawsze-za-in-vitro-optowalem-7462168

https://oko.press/na-zywo/dzien-na-zywo-najwazniejsze-informacje/danuta-holecka-odchodzi-z-wiadomosci-na-wlasna-prosbe

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/danuta-holecka-zwolniona-wiadomosci-ostatnie-wydanie-12-grrudnia

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-zaskakujaca-propozycja-w-sprawie-tvp-jeden-kanal-dla-pis,nId,7188705

https://wydarzenia.interia.pl/wywiady/news-posel-pis-telewizja-dla-opozycji-repolonizujmy-media-w-imie-,nId,927331

https://dorzeczy.pl/kraj/509004/prasa-adam-niedzielski-dostanie-100-tys-zl-kary.html

wtorek, 28 listopada 2023

Hejterski Przegląd Cykliczny #96

Niniejszy Przegląd zaczniemy od kolejnego odcinka „Mody na Mateusza” (uznałem, że nazwa „Latający Cyrk Mateusza Morawieckiego” byłaby za bardzo nobilitująca). W jednym z odcinków podkastowych pastwiliśmy się nad tą całą „misją tworzenia rządu”, którą Mateuszowi Morawieckiemu zlecił absolutnie niezależny od partii Andrzej Duda. W trakcie tegoż odcinka zacząłem się zastanawiać nad tym, czy przypadkiem nie będzie tak, że część z osób, które do tej pory pełniły różne funkcje ministerialne, nie postanowi się katapultować i powiedzieć „mordy, było fajnie, ale wszyscy wiemy, że to się nie uda, tak więc ja nie chcę do tego nazwiska przykładać”. Okazało się, że te dywagacje nie były bezprzedmiotowe, bo w piątek (24 listopada) Mariusz Błaszczak oznajmił, że w tym Nowym Rządzie Morawieckiego to go jednak nie będzie, bo ten rząd to będzie inaczej sformowany i że to będzie taki trochę bardziej ekspercki rząd, a nie będzie w nim polityków z pierwszego szeregu (w niedzielę to samo powtórzył Mastalerek). I wiecie, wszystko fajnie z tym „rządem eksperckim”, ale jedno pytanie mam w tym temacie: jak to możliwe, że wcześniej się nie dało tego „rządu eksperckiego” sformować i trzeba było z nim czekać aż do momentu, w którym wiadomo, że żadnego rządu nie będzie, bo się wszystko rozbije o wotum? Nieco zaś bardziej na serio, to jestem ciekaw, jak wielu polityków Zjednoczonej Prawicy postanowiło sobie odpuścić szopkę pt. „będę ministrem w rządzie Morawieckiego”. Z zapowiedzi Błaszczaka i Mastalerka wynika, że skala jest raczej spora (bo gdyby to była kwestia jednego-dwóch nazwisk, to pewnie nikt by tego nie „zajawiał” w mediach). Zapewne, niebawem wszyscy się tego dowiemy.

Edycja. Coś mnie tknęło już po napisaniu tego kawałka i postanowiłem, że poczekam jeden dzień (planowałem wrzucenie tego tekstu w poniedziałek), żeby się przekonać, jak bardzo „różny” będzie ten Nowy Rząd Morawieckiego od poprzedniego. Parafrazując klasyka: a jednak, warto było. Okazało się bowiem, że ten rząd będzie pełen spodziewanych niespodzianek i jednej niespodziewanej niespodzianki. Zacznijmy od tej ostatniej. Wychodzi na to, że Jarosław ma sporą siłę przebicia, bo co prawda Mariusz Błaszczak sam stwierdził, że jego w tym rządzie nie będzie, ale potem się okazało, że jest jedną z trzech osób, które przeszły z rządu do rządu. Prócz tego, okazało się, że szukanie kandydatów na ministrów szło tak dobrze, że zamiast 27 osób, stołkami ministrów obdarowano jedynie dwadzieścia osób. Mógłbym w tym miejscu wspomnieć o tym, że połowę składu stanowią kobiety, ale po tym, jak zobaczyłem wrzutę Wosia, który wjechał z narracją, że ten rząd „reprezentuje kobiety”, uznałem, że chyba jednak nie warto. Po pierwsze dlatego, że jakoś tak się złożyło, że w tym poprzednim rządzie kobiet było znacznie mniej, a po drugie nawet, gdyby to były same kobiety, to rząd byłby tak prokobiecy, jak prokobiecy jest Jarosław Kaczyński.

W trakcie tego samego wystąpienia, w którym Mastalerek opowiadał o tym, że rząd będzie ekspercki, padła również inna wypowiedź, z której wynika, że przynajmniej część członków Zjednoczonej Prawicy autentycznie wierzyła w to, że po wyborach uda się z kimś dogadać i zbudować większość parlamentarną. Przedstawicielem tejże części Zjednoczonej Prawicy, jak się pewnie domyślacie z kontekstu, jest Marcin Mastalerek. Chwaląc Mateusza Morawieckiego za to, że się nie poddał, jednocześnie skrytykował Władysława Kosiniaka-Kamysza za to, że ten „nie podjął rękawicy”. Ja wiem, że na pierwszy rzut oka wygląda to po prostu jak jakaś złośliwostka, ale ona jest trochę bezsensowna. No bo niby co Mastalerek chciał przez to osiągnąć? Pokazać, że Kosiniak-Kamysz jest słabym liderem? Przecież to nie ma sensu, bo Kosiniak-Kamysz będzie wicepremierem. Tak, wiem, Zjednoczona Prawica wypuściła kiedyś balon próbny pt. „Kosiniak na premiera”, ale tę propozycję można było potraktować jako wybitnie nieśmieszny dowcip, bo (abstrahując już od tego, w jaki sposób PiS traktował PSL „przez osiem ostatnich lat” [i wcześniej])  gdyby Kosiniak-Kamysz się na to zgodził, to byłby po prostu „malowanym premierem”, który musiałby się non stop użerać z Genialnym Strategiem. Część członków partii Kaczyńskiego wychodziła z założenia, że dla KK współpraca z PiSem oznaczałaby nobilitację, a co za tym idzie, trochę się na niego pogniewali za to, że tej współpracy nie chciał. Pogniewani są również dlatego, że ich zdaniem to on ponosi winę za to, że właśnie im odjeżdża koryto. Stąd też biorą się te wszystkie przytyki. Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że odliczam czas do momentu, w którym jakiś polityk Zjednoczonej Prawicy wyjdzie przed kamery i głosem Tommyego Wiseau krzyknie: YOU ARE TEARING US APART, WŁADYSŁAW. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, proszę was o skierowanie się w stronę dalszej części tekstu.

To, że Zjednoczona Prawica będzie po wyborach trzeszczeć, było (jak to powiedział klasyk) „oczywistą oczywistością”. Niemniej jednak przyznam szczerze, że mimo, że się tego spodziewałem, przyjemnie się to ogląda. Jednym z tematów, które poróżniły polityków tej formacji, jest kwestia aborcji. Jakiś czas temu Mateusz Morawiecki stwierdził, że błędem było złożenie do Trybunału Przyłębskiego wniosku w sprawie aborcji. Nieco później w tej sprawie wypowiedział się Kacper Płażyński, który miał odmienne zdanie w tej kwestii i powiedział, że on wcale nie uważa, żeby to był błąd. Niby mała rzecz, a jednak cieszy, bo to znaczy, że w ramach „trzeszczenia” albo się już tam nie praktykuje przekazów dnia, albo część z polityków się już tymi przekazami nie przejmuje. Nawiasem mówiąc, jeżeli chodzi o Morawieckiego, to nie był to pierwszy przypadek, w którym ów powiedział, że jakby co, to on był zawsze za tzw. „kompromisem aborcyjnym”. Wcześniej powiedział mniej więcej to samo w czerwcu 2023, a jeszcze wcześniej w lutym 2021. Co ciekawe, gdy wypowiadał się na ten temat „na świeżo” (po wyroku Trybunału Przyłębskiego), nie wspominał o „kompromisie”. To zupełnie tak, jak gdyby opinia Morawieckiego na temat wyroku zmieniała się wraz ze wzrostem świadomości tego, jak bardzo ów wyrok zaszkodził (w wymiarze politycznym) jego formacji.

Osoby takiej, jak Barbara Nowak, przedstawiać nikomu (niestety) nie trzeba. Od momentu, w którym pojawiła się w mediach społecznościowych, wrzucała do nich bardzo, ale to bardzo wartościowy content. Mimo tego, że zdarzało się jej przydzbaniać tak, że od jej wypowiedzi odcinał się cały rząd, włos jej z głowy nie spadł i nie wyciągnięto względem niej żadnych konsekwencji. I nie, to, że publicznie przeprosiła za swoją wypowiedź dotyczącą szczepień, nie oznacza, że ktokolwiek ją za cokolwiek ukarał (nadal jestem ciekaw, kto był jej politycznym Ojcem Chrzestnym, bo żeby robić i mówić takie rzeczy nieprzerwanie, to trzeba mieć plecy mocniejsze od Eddiego Halla). Ostatnio Barbara Nowak (która z politycznego nadania jest na stołku kuratora oświaty) opowiedziała o tym, że Szwecji już nie ma. Tzn., że Szwecja jest, ale prawie jakby jej nie było, bo w przedszkolach opiekunowie mas****bują dzieci. Źródłem, na którym Barbara Nowak oparła swoją wypowiedź, było „mordo, uwierz mi”. O wypowiedzi zrobiło się na tyle głośno, że zareagowała na nią szwedzka ambasada. Ambasada stwierdziła, że (tl;dr) to jest szerzenie dezinformacji i zasugerowała szukanie nieco bardziej wiarygodnych źródeł informacji. W tym miejscu chciałbym nieśmiało przypomnieć o tym, że Barbara Nowak jest (na szczęście już niedługo) KURATORKĄ OŚWIATY. Swoją drogą, ciekaw jestem czy istnieje jakaś teoria spiskowa na tyle durna, że nawet Barbara Nowak nie powtórzyłaby jej publicznie.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

W poprzednich dwóch przeglądach wspominałem o tym, jak szybko nastąpiło w Zjednoczonej Prawicy przebiegunowanie, które sprawiło, że jej politycy nagle doszli do wniosku, że to, co wcześniej uważali za „donoszenie na Polskę za granicę”, wcale nie jest „donoszeniem na Polskę za granicą”. Nie ma to, rzecz jasna, żadnego związku z tym, że stracili większość parlamentarną. Wspominam o tym dlatego, że kolejny z działaczy partyjnych zdecydował się na coś, co przed 15 października 2023 zostałoby uznane za „donoszenie na Polskę”. Działaczem tym jest prezes Glapiński, któremu nie spodobało się to, że nowa większość parlamentarna ma w planach sprawienie, żeby prezes Glapiński został po prostu Glapińskim. Glapiński o swojej potencjalnej przyszłej niedoli poinformował całkiem sporo organizacji zagranicznych (np. Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy). Kurde, wygląda to trochę tak, jak gdyby ktoś nie był w stanie się pogodzić z wynikiem demokratycznych wyborów, ale na pewno wcale nie o to chodzi. Tak okołotematowo, to jestem przekonany o tym, że po powołaniu rządu Tuska będziemy mieli takich sytuacji znacznie więcej.

Przebiegunowanie, o którym wspominałem, potrafi przybrać o wiele bardziej spektakularne formy. Na ten przykład Piotr Muller zapowiedział, że jeżeli chodzi o obywatelski projekt ustawy o refundacji in vitro, to on zagłosuje za tym projektem (uwaga natury technicznej, ten kawałek tekstu pisałem w poniedziałek, a o ile mnie doniesienia prasowe nie mylą, głosowanie ma się odbyć jutro [czyli we wtorek]). Wieść gminna niesie, że Muller nie jest w swojej opinii odosobniony. Jest to o tyle ciekawe, że część polityków tej formacji nadal jest „przeciwko” nie tylko refundacji in vitro, ale metodzie samej w sobie. Rozbawiło mnie trochę to, jak Zdzisław Krasnodębski zaczął się wymądrzać na Eloneksie (niegdysiejszy ćwiter), że in vitro to niczego nie leczy i jak mu zwrócono uwagę na to, że okulary, które ma na nosie też niczego nie leczą, to się nagle przestawił na opowiadanie o tym, że to zła metoda, bo zarodków za dużo powstaje (jestem tak stary, że pamiętam, jak Gowin opowiadał o krzyku zamrażanych zarodków). No, ale to tylko dygresja, wróćmy do naszych „przebiegunowanych” (aż chciałoby się rzec, „nawróconych”). Warto sobie w tym miejscu zadać pytanie: jak to możliwe, że ci „nawróceni” sami nie wpadli wcześniej na to, że może warto złożyć taki projekt w Sejmie? A, no tak, bo wtedy im się wydawało, że przemawiają w imieniu „milczącej większości”, a po 15 października okazało się, że mieli rację -  „wydawało im się”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że refundację in vitro utrącił PiS po tym, jak wygrał wybory w 2015 roku.

Można by było napisać coś na temat debaty, która odbyła się w Sejmie, ale trochę to bez sensu, bo cześć polityków Zjednoczonej Prawicy (ta część, która zdecydowała, że jednak nie zmienia zdania w sprawie in vitro) powtarzała w kółko te same slogany, które wszyscy znają na pamięć. Ciekawostką natomiast było to, że politycy Zjednoczonej Prawicy zostali wywołani do tablicy w kwestii finansowania „naprotechnologii”. Wiecie, chodzi o tę metodę, która (ich zdaniem) miała być o wiele skuteczniejsza od in vitro, a potem się okazało, że jak wprowadzono jej refundację, to bardzo szybko trzeba było przestać zbierać dane na temat jej skuteczności (potem zaś z w ogóle zrezygnowano z rządowych programów walki z niepłodnością). Co zrozumiałe, część polityków nadal broniła tej metody, ale żodyn nie był w stanie się sensownie odnieść do zarzutów (kupa pieniędzy wywalona w błoto).

Skoro zaś już poruszony został temat szamanizmu, to chyba warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że w Koalicji Obywatelskiej odnalazł się człowiek, który jest wyznawcą (jest to bardzo adekwatne określenie) tzw. „altmedu”. Chodzi, rzecz jasna, o Marcina Józefaciuka, który w wywiadzie dla „Dużego Formatu” opowiadał o tym, że przy pomocy szamanizmu można leczyć różnego rodzaju dolegliwości. Trzeba przyznać, że PR-owo KO jest bardzo dobrze ogarnięta, bo momentalnie wjechała damage-control i Józefaciuk na Eloneksie wytłumaczył, że jeżeli chodzi o te terapie różne, to to jest zawsze jako profilaktyka, a nigdy jako leczenie (o tym, że stoi to, eufemizując, w lekkiej sprzeczności z tym, co wcześniej w trakcie wywiadu opowiadał, wspominać chyba nie trzeba). I tak się zastanawiam nad tym, czy ktokolwiek z KO w ogóle zrobił backrgound check Józefaciukowi. Aczkolwiek, mogło być i tak, że wiedziano o nim wszystko, ale uznano, że szurstwo to akceptowalna cena za to, że typ jest lubiany i przyciągnie wyborców. 

O tym, że Zjednoczona Prawica uwielbia dramatyzm i uwzniośloną retorykę wie każdy, kto przez „osiem ostatnich lat” choćby od czasu do czasu zerkał na to, co się dzieje w Polskiej polityce. Niemniej jednak parę dni temu Marcin Mastalerek podbił stawkę tak wysoko, że mnie osobiście wywaliło skalę w żenadometrze. Stwierdził on bowiem, że w interesie Zjednoczonej Prawicy będzie odwoływanie się do „dziedzictwa Andrzeja Dudy”. Po pierwsze, dzwoniła „spuścizna Lecha Kaczyńskiego” i prosiła o wymyślenie własnych tekstów. Po drugie, ja wiem, że słowa mogą mieć więcej niż jedno znaczenie, ale, serio? DZIEDZICTWO?! Po trzecie, nawet gdybyśmy uznali, że chodzi po prostu o dokonania Andrzeja Dudy, to ja bym raczej nie szedł w tę stronę, albowiem ktoś złośliwy (a takich ludzi w Polsce nie brakuje) mógłby wspomnieć o tym, że Duda swoim nazwiskiem firmował przez 8 lat działania opcji politycznej, która właśnie straszliwie wierzga, bo nie może się pogodzić z tym, że traci władzę.

Na sam koniec zostawiłem sobie coś, co może nie jest jakoś specjalnie istotne, ale ponieważ jest to jeden z moich osobistych triggerów, muszę się tym z wami podzielić. Otóż parę dni temu, Szymon Hołownia chciał pocisnąć Morawieckiemu przy pomocy cytatu z „Potopu”. No i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że zrobił to w sposób, który sugeruje, że chyba nie do końca ogarnął sens wypowiedzi Kmicica. W tym miejscu pozwolę sobie na krótką dygresję: Hołownia, niestety, nie jest odosobnionym przypadkiem, bo używanie tego konkretnego cytatu „niezgodnie z przeznaczeniem” jest powszechne. Ze mnie tam żaden fan Sienkiewicza (a to i tak srogi eufemizm), ale wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś już chce używać cytatów, to niechże chociaż robi to poprawnie. Chodziło, rzecz jasna, o wypowiedź „kończ waść, wstydu oszczędź”. Kmicic słowa te wypowiedział w trakcie pojedynku z Wołodyjowskim, w momencie, w którym zorientował się, że jego oponent jest od niego (eufemizując) znacznie lepszy i się z nim bawi. Innymi słowy: poprosił Wołodyjowskiego o to, żeby jemu (tzn. Kmicicowi) tego wstydu oszczędził. Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn cytatu tego używa się bardzo często jako zamiennika dla „ej, typie, weź przestań bo się ośmieszasz”. Na tym skończę, żeby oszczędzić wstydu Hołowni.


Źródła:

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-mariusz-blaszczak-wyznaje-nie-bede-w-nowym-rzadzie-pis,nId,7171308

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9362816,mastalerek-to-bedzie-rzad-bardziej-ekspercki-duda-zna-sklad-rzadu.html

https://tvn24.pl/polska/aborcja-premier-mateusz-morawiecki-o-kompromisie-aborcyjnym-profesor-marzena-debska-komentuje-7423880

https://www.pap.pl/aktualnosci/marcin-mastalerek-o-misji-formowania-rzadu-wladyslaw-kosiniak-kamysz-nie-podjal

https://twitter.com/PiknikNSG/status/1729184350053466437

https://tvn24.pl/polska/aborcja-premier-mateusz-morawiecki-o-kompromisie-aborcyjnym-profesor-marzena-debska-komentuje-7423880

https://www.tvpparlament.pl/52129557/morawiecki-wyrok-tk-nie-mogl-byc-inny-w-oparciu-o-polska-konstytucje

https://pulsmedycyny.pl/premier-jestem-zwolennikiem-kompromisu-aborcyjnego-1186919

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-strajk-kobiet/news-mateusz-morawiecki-wydal-oswiadczenie-ws-wyroku-tk-o-aborcji,nId,4818482#crp_state=1

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,27981641,rzad-pis-odcina-sie-od-antyszczepionkowej-wypowiedzi-barbary.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-wypowiedz-kurator-nowak-wywolala-oburzenie-reaguje-ambasada-,nId,7162882

https://twitter.com/ZdzKrasnodebski/status/1727344840478785562

https://twitter.com/ZdzKrasnodebski/status/1727350782968942938

https://www.ekai.pl/polska-aborcja-zarodka-to-zabicie-dziecka/

https://orka2.sejm.gov.pl/StenoInter10.nsf/0/67C3601DEF6387B7C1258A6F0063401F/%24File/01_d_ksiazka.pdf

https://politykazdrowotna.com/artykul/fiasko-rzadowego-programu-naprotechnologii/832625

https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/1431502,efekty-programu-naprotechnologii-in-vitro.html

https://www.doz.pl/czytelnia/a15773-Z_Programu_Zdrowia_Publicznego_na_lata_2021-2025_znika_kompleksowa_ochrona_zdrowia_prokreacyjnego

https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,30414688,posel-jozefaciuk-przede-wszystkim-jestem-nauczycielem.html

https://twitter.com/M_Jozefaciuk/status/1726849175755911487

https://twitter.com/TygodnikWPROST/status/1727964262222426489

https://www.tvpparlament.pl/74316540/mastalerek-jesli-donald-tusk-wroci-do-strategii-totalnej-wojny-z-prezydentem-jestesmy-gotowi-stawic-temu-czola

https://twitter.com/300polityka/status/1728061737595728247


środa, 25 października 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #19

Wiceminister Sprawiedliwości, Patryk Jaki, wielokrotnie ostrzegał nas przed elitami, które przyzwyczaiły się do bezkarności i zawsze stają w obronie swojej „korporacji” i że trzeba to wreszcie zmienić. Okazuje się, że wszyscy, którzy się śmiali z tych słów, będą musieli wiceministra Jakiego przeprosić. 12 października przyzwyczajone do bezkarności elity, po raz kolejny stanęły w obronie swojej „korporacji” i zagłosowały przeciwko uchyleniu immunitetu posłowi Dominikowi Tarczyńskiemu (aka „Jenot”). Minister Jaki, chcąc w pełni ukazać stopień bezkarności elit, przed którymi nas przestrzegał, zagłosował tak jak one.

Nie tak dawno temu Premier Beata Szydło powiedziała, że nie widzi potrzeby rekonstrukcji rządu. Jakiś czas później, Prezes Polski oświadczył, że do takowej rekonstrukcji dojdzie. Coś mi mówi, że w momencie, w którym Premier Beata Szydło dowie się o tym, jakie decyzje personalne podjęła, będzie nimi nielicho zaskoczona.

Spór na linii Prezydent RP – PiS, o metodologię rozpieprzania sądownictwa w Polsce (bo w kwestii tego, że należy je rozpieprzyć i uPRL-owić – nie ma między nimi sporu), zaowocował hejtowaniem Prezydenta przez harcowników/harcowniczki Dojnej Zmiany. Jedną z takich harcowniczek jest poseł Krystyna Pawłowicz, która udzieliła wywiadu (przypominającego kilkunastominutowy spot wyborczy Prawa i Sprawiedliwości) telewizji wPolsce, nazwała Prezydenta RP „Adrianem”. Muszę przyznać posłowi Pawłowicz, że był to hejt na poziomie „meta”, albowiem poseł Pawłowicz, nie chcąc hejtować Prezydenta wprost, stwierdziła, że ludzie mówią i piszą, że (w skrócie) „Adrian  mści się na prezesie za to, że w Uchu Prezesa się z niego śmiali”. Heheszkowanie z „Ucha”, w wykonaniu posła Pawłowicz, jest samo w sobie dość zabawne. Choćby dlatego, że nie tak dawno temu twierdziła, że Górski (twórca „Ucha”) ośmiesza ich (polityków PiS) „swoją agresywną niesympatią”. W tym samym wpisie przeżywała również, że przedstawiono ją zgodnie z „wyobrażeniami ukształtowanymi przez hejty i bluzgi lewactwa”. Skoro to wszystko opiera się na „lewactwie”, to z tego by wynikało, że poseł Pawłowicz cytując (pośrednio) „Ucho”, stała się (pośrednio) „bluzgającą lewaczką”. Tak z zupełnie innej beczki, czy ktoś wie, gdzie mogę oddać swoją kartę lewaka?

Prezydent RP postanowił dołączyć do programu „Chazan+” i oznajmił, że jeżeli ustawa odbierająca kobietom prawo do terminacji ciąży w przypadku stwierdzenia nieodwracalnego uszkodzenia płodu zostanie przegłosowana, to on ją podpisze. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że między Chazanem a Prezydentem RP jest jedna, zasadnicza różnica. Chazan (eufemizując) przeczołgał jedną kobietę, Prezydent chce przeczołgać prawie wszystkie („prawie wszystkie”, bo zygotarianie się wycwanili i zamiast iść „na rympał”, usiłują wprowadzić całkowity zakaz aborcji stosując taktykę salami). Wydaje mi się, że z decyzji Prezydenta najbardziej ucieszą się producenci dużych termosów/ciepłej odzieży, bo kolejny antyzygotariański protest odbędzie się, najprawdopodobniej, na mrozie.

Według sondażu przeprowadzonego przez CBOS w dniach 5-12 października, na PiS (wraz z Solidarną Polską i Polską Razem) zagłosowałoby 47% deklarujących udział w wyborach. Co zrozumiałe, prorządowe i rządowe media cieszyły się z tak doskonałego wyniku. I tylko w CBOS-ie nikt się nie cieszył, bo zbyt późno się zorientowano, że ktoś przez przypadek zamienił kolejność cyfr...

Szef MON oznajmił ostatnio, że jego komisja ds. udowadniania, że w Smoleńsku był zamach, znalazła w zapisie jednego z rejestratorów moment eksplozji. Miejmy nadzieję, że nie chodziło o jeden z rejestratorów, o których 3 lata temu wspominały niezależne mendia w artykule pt. „Naukowcy dowodzą: czarne skrzynki zostały sfałszowane”.

W sukurs Latającemu Cyrkowi Antoniego Macierewicza przyszedł Ryszard Czarnecki, który był łaskaw powiedzieć, że „jeśli dziś ktoś wyklucza na 100 procent, że nie było zamachu, bardzo bym podejrzewał, że jest rzecznikiem interesu Rosji”. Pozwolę sobie na parafrazę: „jeżeli dziś ktoś opowiada takie bzdury, to bardzo bym podejrzewał, że jest rzecznikiem interesu jakiejś wytwórni wódek”.

MON wymyślił sobie program o nazwie „strzelnica w każdym powiecie”. Oszacowano, że pomysł ów będzie kosztować około 2,6 miliarda złotych. I to jest, moi drodzy, dowód na to, jak doskonale radzi sobie w dziedzinie finansów PiS. Po przejęciu władzy przez obóz Dojnej Zmiany, polski budżet był w opłakanym stanie. Było tak źle, że rząd PiS musiał zrezygnować z dotowania programu in vitro, bo, jak powiedziała ówczesna rzeczniczka rządu. „nie stać nas na jego finansowanie”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że roczny koszt dotowania in vitro to było +/- 100 milionów. Skoro teraz stać nas na znacznie większe wydatki, to, jak mniemam, PiS przywróci finansowanie in vitro z budżetu, bo przecież przyczyny zakończenia programu były stricte finansowe, a nie ideologiczne, nieprawdaż?

Jeżeli kiedyś mieliście przeczucie, że rząd chce Was zabić, to teraz możecie być tego pewni. Na Twitterowym koncie Ministerstwa Środowiska pojawiła się w pewnym momencie grafika, na której stało, że „Upadający świerk może zabić człowieka”. Informacja ta bardzo szybko zniknęła z konta. I teraz należy sobie zadać pytanie o to, CZEMU TA INFORMACJA ZOSTAŁA USUNIĘTA? Cui Bono???

W zeszłym tygodniu na FB i Twitterze pojawiać się zaczęły wpisy opatrzone hashtagami #metoo i #jateż. Ponieważ każde z Was na pewno widziało te wpisy (a część sama je zamieszczała), tłumaczenie „o co chodziło w akcji” jest raczej zbędne. Jak zawsze przy tego rodzaju akcjach, spod kamieni wypełzła ziomberiada, która wychodzi z założenia, że molestowanie to urban legend (ze stref „no-go”), a klepnięcie kobiety w tyłek to element small-talku (względnie - komplement), więc czemu one teraz piszą, że to molestowanie/etc. Pojawiło się też sporo głąbów, którzy uznali, że warto przypomnieć, że #notallmen i że oni to by nigdy tego nie zrobili, a poza tym czasem to przecież tylko takie żarty są, więc czemu te kobiety się teraz awanturują? Zacznijmy od końca. Jeżeli wydaje Ci się, że sobie „pożartowałeś”, albo „komplementowałeś”, a teraz widzisz, że ktoś wrzucił w internety wpis z Twoimi „żartami”/”komplementami” i hashtagiem #metoo, to masz rację – wydawało Ci się. Nie chciałbym być źle zrozumiany, albowiem, jak każda niezłośliwa osoba, doskonale zdaję sobie sprawę z „instytucji” trashtalku, którą to instytucję rozumiem jako „dwie lub więcej osób, które dobrowolnie biorą udział w akcji wzajemnego hejtowania się”. Słowem kluczem jest słowo „dobrowolnie”. To trochę jak z treningiem bokserskim (pozwolę sobie na zapożyczenie od Johna Olivera). Jeżeli dwie osoby chcą brać udział w sparingu, wszystko jest w porządku. Jeżeli zaś zgodę na taki sparing wyraziła tylko jedna osoba, to nie mamy do czynienia z treningiem, tylko z przestępstwem. Wybitnym kretynizmem popisywali się również autorzy wpisów, w których klarowano, że w sumie to nie ma problemu, bo „nie wszyscy mężczyźni molestują i że oni to już na pewno nie”. Wyobraźmy sobie takie zachowanie w nieco innej sytuacji. Ktoś zaczyna opowiadać o tym, że jego wujek zginął, potrącony przez rozpędzone auto. I teraz sobie wyobraźmy, że ktoś to komentuje w sposób „Nie wszyscy kierowcy rozjeżdżają pieszych, a poza tym, to ja bym nigdy Twojego wujka nie rozjechał”.

Wicepremier Jarosław Gowin zabrał głos w sprawie protestu rezydentów. Stwierdził on, między innymi, że „obecne oczekiwania płacowe rezydentów rozsadziłyby budżet”. Gdybym był złośliwy, napisałbym, że Gowin jest kolejnym przedstawicielem władzy, który ordynarnie ściemnia, tłumacząc, że rezydentom chodzi o kasę. Ponieważ zaś nie jestem złośliwy, pozwolę sobie uspokoić Jarosława Gowina, parafrazując Premier Beatę Szydło. Panie wicepremierze, wystarczy nie kraść, a pieniądze na podwyżki znajdą się bez problemu. 

Poziom nagonki na lekarzy rezydentów sugeruje, że już niebawem może wystartować kampania „Sprawiedliwe Rezydentury”. Na pierwszy ogień pójdzie historia rezydentki, która zarabiała tak dużo, że stać ją było na zagraniczne wojaże. W trakcie jednego z tych wojaży rezydentka nudziła się tak bardzo, że postanowiła uratować życie kilku osobom, a teraz udaje, że niby pojechała tam specjalnie po to, żeby pomagać ludziom. Bohaterem drugiej historii będzie lekarz rezydent, który miał tyle hajsów, że żarł kawior garściami. W pewnym momencie rezydentowi ten kawior zaczął szkodzić i zaczął (z przyczyn zdrowotnych) zagryzać go chlebem. Wierzę w inwencję rządowych trolli, więc takich historii będzie na pewno znacznie więcej.

Przy okazji debaty na temat zarobków lekarzy rezydentów (którą mainstreamowe media „nierządowe” prowadzą, mimo że przykrywają w ten sposób główny postulat rezydentów), nie mogło zabraknąć głosu ludzi, którzy najprawdopodobniej nie wiedzą o tym, że czasami milczenie jest złotem. Jedną z takich osób był Konrad Piasecki, który był łaskaw napisać, że „A może by tak, przy okazji protestów, pomyśleć o wprowadzeniu opłat za studia medyczne, ale płacić młodym lekarzom przyzwoicie od początku?” Indagowany przez jedną z internautek o to, czy płatne powinny być tylko studia medyczne, czy, na przykład, również dziennikarskie, odpowiedział: „Ja jestem zwolennikiem płatnych studiów. Wszystkich”. Ponieważ jego wpis spotkał się z krytyką, zaczął potem tłumaczyć, że on, co prawda, nie płacił za swoje studia, ale może będzie płacił za studia swoich dzieci, więc nie bardzo wie o co chodzi krytykom. Dodał również, że jeżeli kogoś nie stać na studia, to przecież można wszystko załatwić za pomocą kredytów/stypendiów. Stosunkowo rzadko zdarza się mi przeczytać pierdylion wpisów autorstwa jednej osoby, które to wpisy można by było skrócić do zdania „jestem zwolennikiem bycia bogatym”.

Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale marszałek Senatu, Stanisław Karczewski, jest podróżnikiem w czasie, który przybył do nas z roku 2026. Nie wierzycie? To w jaki sposób wytłumaczycie ten wpis: „Warto, nim powie się coś nieodpowiedzialnego, popatrzeć na tabelę wzrastających wydatków pub. na ochronę zdrowia w Polsce #dobrazmiana”? Dodam, że wpis ten został opatrzony wykresem, z którego wynikało, że nakłady na służbę zdrowia rosły z roku na rok i w 2025 roku przeznaczyliśmy na nią 6% PKB. I co Wy na to, niedowiarki?

Borys Budka był łaskaw zbóldupić okrutnie po tym, jak w jednym z odcinków „Ucha Prezesa” znalazł się fragment, z którego wynikało, że poseł Budka ma romans z posłanką Kamilą Gasiuk-Pihowicz. Reakcja posła Budki sugeruje, że do tej pory leżał on pod lodem i nie widział wcześniejszych odcinków „Ucha Prezesa”, w których, na ten przykład, sugerowano, że szef MON ma romans z jednym ze swoich podwładnych (Bartłomiejem „złotym medalistą” Misiewiczem), nie widział również odcinka, w którym Prezes udał się z posłanką Szczypińską do innego pomieszczenia, bo posłanka go chciała „przebadać”, zaś z badania wrócił w bardzo dobrym humorze. O takich drobnostkach, jak Mariusz Błaszczak testujący kocie żarcie (bo może zatrute), już nawet nie warto wspominać. Owszem, „Ucho” zdrowo przegina, ale nie udawajmy, że to przeginanie zaczęło się w momencie, w którym „oberwał” Budka. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że posłanka Gasiuk-Pihowicz podeszła do całej sprawy z dystansem (i wysłała pączki aktorce, która ją zagrała). Tak swoją drogą, zastanawiam się, na ile reakcja Budki była wywołana tym „romansem”, a na ile tym, że „Ucho Prezesa” jest znacznie lepszą opozycją od PO.

Marszałek Karczewski postanowił wypowiedzieć się po raz kolejny w temacie protestu lekarzy rezydentów. Tym razem zwrócił się bezpośrednio do nich i rzekł był, że „Warto pracować dla idei, nie dla pieniędzy”. Bardzo szybko zareagowała na to Partia Razem, na której koncie opublikowano screen z oświadczenia majątkowego, które złożył Stanisław Karczewski. Z oświadczenia wynikało, że Senator za swoją „pracę dla idei, nie dla pieniędzy” zarobił prawie 300 tys. zł (32.300 diety parlamentarnej i wyjazdowej oraz 265.400 jako marszałek Senatu RP). Ktoś może powiedzieć, że to sporo kasy, ale przypominam, że marszałek jest podróżnikiem w czasie i ta kasa mu się po prostu należy.

W debacie na temat strajku rezydentów nie mogło zabraknąć głosu Magdaleny Ogórek, która stwierdziła (w skrócie), że cały ten protest o kant dupy rozbić, bo ona widziała, jak dwójka lekarzy wypiła latte w kawiarni, a potem poszła protestować. Zastanawia mnie to, czemu Magdalenie Ogórek wydaje się, że jest zabawna. Być może chodzi o to, że jej start w wyborach prezydenckich był żartem, a jej wynik wyborczy był raczej śmieszny.

Źródła:





(od 2 minuty)

http://wpolsce.pl/magazyn/1205-krystyna-pawlowicz-to-nie-jest-juz-uzgadnianie-a-przeczolgiwanie-prezesa-kaczynskiego


https://www.wprost.pl/kraj/10046407/Pawlowicz-o-swojej-postaci-w-Uchu-Prezesa-W-rzeczywistosci-jestem-bardzo-ladna-mila-zyczliwa-i-lagodna.html






http://www.rp.pl/Kraj/171019291-Ryszard-Czarnecki-Jesli-ktos-wyklucza-zamach-jest-rzecznikiem-Rosji.html


https://www.wprost.pl/light/10081471/Internauci-wysmiewaja-mema-o-morderczym-swierku-O-co-chodzi-w-kampanii-ministerstwa.html





http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22552800,marszalek-senatu-przemowil-do-lekarzy-myslenie-o-pieniadzach.html








piątek, 29 września 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #17

Ponieważ atmosfera wokół szefa MON zaczęła gęstnieć na tyle, że zaczęła kształtem przypominać matrioszkę, prorządowe media ruszyły do boju. Według TVP Info „trwający obecnie atak na Antoniego Macierewicza sięga korzeniami do 2007 r”. Za wszystkim (rzecz jasna) stoją byli oficerowie WSI, którzy już w 2007 roku planowali „stworzenie fałszywych powiązań Antoniego Macierewicza z Rosjanami”. Ależ to musieli być geniusze! W 2007 przewidzieli, że 8 lat później PiS wygra wybory i że szefem MON zostanie Antoni Macierewicz. Nie wiem jak was, ale mnie to przekonuje! Teraz już przynajmniej wiadomo, że nie ma sensu się pochylać nad rosyjskimi powiązaniami, bo one po prostu nie istniały! Zamiast tego trzeba się skupić na byłym szefie Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu, który w swoim biurze miał herb FSB! Jestem przekonany o tym, że ten herb nie znalazł się tam przypadkowo, bo osoba, która ujawniła tę informację zapłaciła za to karierą (najprawdopodobniej była to zemsta Putina). Nie pamiętacie kto ujawnił „herbgate”? Wstydźcie się! Jak można nie pamiętać o Bartłomieju Misiewiczu! 

Na Festiwalu w Opolu odbył się zjazd (wszystkich) fanów Jana Pietrzaka. Pietrzak lubi takie eventy, bo (podobnież) do pustych ławek lepiej się gra ze względu na lepszą akustykę. 

Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego opowiadał ostatnio o tym, dlaczego w Polsce potrzebna jest tzw. „dekoncentracja mediów”: „Ponieważ media są też filtrem, to jedne opinie mogą przekazywać, a drugie - nie. Musimy mieć 100-procentową pewność, że wszystko, co dzieje się w Polsce, jest kontrolowane przez polskie władze.”. Parafrazując hasło jednej kampanii: „Rząd chce, żeby było tak, jak było przed 1989. Czy na pewno tego chcesz?”

Poseł Marek Jakubiak zabłysnął ostatnio erudycją i stwierdził, że „feminizm kończy się zawsze wtedy, kiedy trzeba wnieść lodówkę na czwarte piętro”. Gdybym był złośliwy stwierdziłbym, że trochę mnie bawi to, że o wnoszeniu lodówki na czwarte piętro opowiada jegomość, który na to czwarte piętro mógłby wnieść co najwyżej swój bojler. Ponieważ jednak nie jestem złośliwy (o czym doskonale wiecie), napiszę jedynie, że feminizm się chyba jednak nie skończył, bo redakcja serwisu „Kobieta WP” poradziła sobie z „lodówka-challenge” (w przeciwieństwie do Jakubiaka).

Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości wzbogacił się o dwie posłanki, które startowały do Sejmu w ramach „walki z partiokracją” (czyli KUKIZ'15). Jedna z nich, Anna Siarkowska, jakiś czas temu „świat przeszyła myśli błyskiem” i napisała: „Głosujemy właśnie podczas nieobecności PO i N oraz większości PSL (poszli protestować). Na sali cisza, spokój i... jednomyślność ;)”. Dzięki posłance Siarkowskiej wiem już, że w walce z partiokracją chodzi o to, żeby partia była jedna (bo wtedy jest cicho, spokojnie i panuje jednomyślność). Innymi słowy – żeby było tak jak było.

Polska Fundacja Narodowa, która za pomocą „kiełbasianej kampanii” usiłowała „budować pozytywny wizerunek Polski w kraju i za granicą” udowodniła, że swoją misję traktuje bardzo poważnie. Pracownik TVN-u zadzwonił do PFN i usiłował się dogadać po angielsku. Jego rozmówca postanowił się ulotnić po angielsku i odłożył słuchawkę bez słowa.

Wydaje mi się, że następna nagroda Nobla za najważniejsze odkrycie w dziedzinie fizjologii lub medycyny powędruje do Samuela Pereiry, który odkrył, że „nie ma czegoś takiego jak homoseksualne dzieci". Mam nadzieję, że Pereira dostanie Nobla i będzie mógł kontynuować badania w tym zakresie. Bardzo mnie bowiem interesuje to, ile lat mają geje i lesbijki w momencie narodzin. 

Partia AfD weszła do Bundestagu. Fakt ów niesamowicie ucieszył część prorządowych mediaworkerów. Jeden z nich, Jacek Karnowski,  napisał, że  „Wynik AfD oznacza początek prawdziwej demokracji u naszych sąsiadów. I to jest dobra wiadomość”. Najprawdopodobniej urzekły go słowa Alexandra Gaulanda (jeden z liderów AfD), który stwierdził, że Niemcy powinni być dumni z osiągnięć niemieckich żołnierzy w obu wojnach światowych. Wydaje mi się, że przy okazji następnych obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego trzeba by było zapytać niektórych ludzi o to, którą z walczących stron chcą upamiętniać.

Premier Beata Szydło raczyła się wypowiedzieć w temacie obowiązkowych szczepień:  „To jest trudny wybór i każdy z nas rodziców ma dylemat. Moja ocena jest taka, że szczepienia są potrzebne. My nie lekceważymy jednak głosów Państwa, którzy mówią o tym, że nie chcą szczepić swoich dzieci. W KPRM odbyło się spotkanie z rodzicami, którzy podnoszą ten problem. Będziemy się zastanawiać w jaki sposób pogodzić te stanowiska.”. Muszę przyznać, że urzekł mnie ten prawdośrodkizm. Szczególnie, że po jednej stronie mamy tutaj epidemie (które, co za szok, pojawiają się tam, gdzie ludzie dali sobie wmówić, że szczepionki to śmierć, kutas i zniszczenie), a po drugiej stronie mamy ludzi, którzy chcą tym epidemiom zapobiegać. To miłe, że Pani Premier stara się jakoś pogodzić te stanowiska. Nawiasem mówiąc, nie dziwi mnie to, że Premier Beata Szydło ma sentyment do epidemii. Urodziła się przecież w tym samym roku, w którym wybuchła ostatnia w Polsce epidemia ospy prawdziwej (1963).

Dwa miesiące temu rozpoczęła się akcja zbierania miliona podpisów pod apelem do Prezydenta RP o reformę wymiaru sprawiedliwości. 21 sierpnia brakowało im 968.000 podpisów, dziś brakuje im już jedynie 966.604.

W trakcie rozmowy z Radiem Olsztyn, Prezydent RP stwierdził, że jego zdaniem teraz jest „najlepszy czas, żeby się zastanawiać nad konstytucją, bo ta ma już 20 lat”. Po pierwsze, jest to bon mot godny Strasburgera. Po drugie, w przyszłym roku Prezydent nas zapewne uraczy kolejnym betonem, albowiem konstytucja będzie miała 21 lat, więc „hehe, wiecie, teraz jest oczko, a za rok by był paragraf 22”. Po trzecie, nie wiedziałem, że Konstytucja RP ma datę przydatności do spożycia. Po czwarte, nawet jeżeli Konstytucja RP ma taką datę, to PiS nie powinien się nią przejmować bo oni ją przecież jedzą „drugą stroną” (upraszczając – mają ją w dupie). Po piąte, mam świadomość tego, że punkt czwarty był sucharem, ale to dlatego, że zrobiłem się zazdrosny o Karola.

Jacek Międlar został skazany nieprawomocnym wyrokiem, za znieważenie posłanki Joanny Scheuring-Wielgus, na 6 miesięcy ograniczenia wolności (kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że „ograniczenie wolności” to nie to samo co „pozbawienie wolności”, tak więc nie dedykujcie mu piosenki „czarny chleb i czarna kawa”). Przez te 6 miesięcy Międlar będzie musiał wykonywać prace społeczne w wymiarze 30 godzin/mies. Miejmy nadzieję, że nie chodzi o koszenie trawników, bo w ramach focha Międlar może zacząć wycinać na nich znak falangi.

Minister Konstanty Radziwiłł oświadczył, że „Nie ma szans na przywrócenie ogólnopolskiego programu in vitro; nie widzę takiej potrzeby”. Mnie osobiście nie dziwi to, że minister Radziwiłł, „nie widzi potrzeby” przywracania finansowania in vitro z budżetu, bo przecież on już dzieci ma. Insza inszość to fakt, że nie można wydawać publicznych pieniędzy na takie pierdoły, w sytuacji, w której dofinansowania wymagają przedsięwzięcia dyrektora Radia Zła Żmija z Torunia, albo PFN ze swoją „kiełbasianą kampanią”.

Źródła:



http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/508733,bartlomiej-misiewicz-w-gabinecie-szefa-cek-godlo-polski-bylo-schowane-za-zaluzjami.html


http://www.nto.pl/festiwal-opole/opole-2017/a/opole-2017-pietrzak-gral-w-opolu-do-pustych-lawek-w-amfiteatrze-tego-tvp-nie-pokazala,12488821/


http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dekoncentracja-mediow-czeka-na-decyzje-polityczna-czwarta-wladza-tez-powinna-nalezec-do-polakow


https://twitter.com/AnnaSiarkowska/status/888101243922591744

https://twitter.com/SamPereira_/status/911707216650088449





https://www.petycjeonline.com/stats.php?id=179909

https://wpolityce.pl/kryminal/359764-byly-ksiadz-jacek-miedlar-skazany-za-zniewazenie-joanny-scheuring-wielgus-ma-pracowac-spolecznie-przez-6-miesiecy



czwartek, 2 kwietnia 2015

Kaja Godek – kafar Episkopatu

Kilka dni temu portal Wyborcza.pl opublikował list Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian" pt. „Kaja Godek nie ma skrupułów, miażdży godność dzieci w ideologicznym celu. A publiczna TV jej na to pozwala”.

Po przeczytaniu wspomnianego listu, wygrzebałem w internecie odcinek programu „Bez retuszu”, do którego się odnosił (oglądania programu nie polecam osobom o słabych nerwach). Dość powiedzieć, że wypowiedzi Kai Godek były w 100% zgodne z biskupią narracją (pełną pogardy dla metody in vitro, rodziców, którzy zdecydowali się na skorzystanie z tej metody i samych dzieci „z bruzdami”). Rzecz jasna, list „Naszego Bociana” spotkał się z reakcją Kai Godek i właśnie o tym będzie niniejsza notka.

„Gazecie Wyborczej” i jej ideowym kolegom składam serdecznie podziękowanie za nagłośnienie problemu krzywdzenia dzieci pochodzących z zapłodnienia in vitro” - odezwała się osoba, która wraz z kolegami z Episkopatu i tuzami w rodzaju księdza Oko usiłuje doprowadzić do tego, żeby ludzie się brzydzili dzieciakami z in vitro (bo wiadomo, że wraz z obrzydzeniem przyjdzie nienawiść). A to „bruzda dotykowa” (Longchamps de Bérier), a to „twory frankensteina”(Pieronek), a to „poczynanie na szkle” i „zwierzęca metoda”.

Kaja Godek: „Uwadze wielu osób umyka jednak fakt, że samo powołanie do życia metodą in vitro jest uwłaczające dla poczynającego się w ten sposób dziecka”.

No, a poza tym te bruzdy...

„W klinikach sztucznego rozrodu istnieją tzw. „pokoje M”, czyli „pokoje dla panów”, gdzie pośród stosu pisemek pornograficznych przyszli ojcowie oddają do plastikowego pojemnika materiał genetyczny, z jakiego mają powstać ich dzieci”.

Nie żaden „materiał genetyczny” tylko dzieci niepoczęte! Obsesja na punkcie cudzych genitaliów i tego co, kto i gdzie z nimi robi to wizytówka Kościoła i jego świeckich pomocników.

„Klucz do takich pokoi otrzymuje się na 20 minut, po tym czasie należy przekazać pracownikowi kliniki pobrane nasienie, które poddawane jest kolejnym laboratoryjnym procedurom i w końcu łączone z komórkami jajowymi uzyskanymi od kobiety. W ten sposób powołuje się do istnienia dziecko (a najczęściej kilkoro dzieci)”.

Plemniki łączy się z komórkami jajowymi... Potworność...

„Zdarza się, że z takiego pokoju trzeba korzystać kilkakrotnie zanim materiał uda się pobrać – upokorzenie rodzi stres, a to nie ułatwia klientom ‘pobrania’”.

I w tym miejscu nawet bez specjalistycznej wiedzy widać, że pani Kaja pisze wierutne bzdury. Bo jakby to wyglądało w praktyce? „Panie Henryku, ma pan 20 minut, bo potem w kolejce jest pan Łukasz. Jeśli się pan nie wyrobi, to będzie pan musiał poczekać aż się zrobi okienko po panu Stefanie”. Gdyby w klinikach faktycznie był taki ruch, że "okienko" dla mężczyzny miało by 20 minut, to w jaki niby sposób można by było z tego pokoju "korzystać kilkakrotnie zanim materiał uda się pobrać"?

Poza tym jest jeszcze jedna sprawa, o której pani Kaja nie ma pojęcia (swoją drogą - pasowałoby uzupełnić wiedzę przed zabieraniem głosu na dany temat). Mężczyzna, który przyszedł z partnerką do kliniki in vitro prawie na pewno ma za sobą badanie nasienia (wbrew twierdzeniom przeciwników in vitro – nie jest to metoda, na którą ludzie decydują się bez uprzednich badań). I niech pani Kaja zgadnie, w jaki sposób pobiera się od mężczyzny próbki do badania? Skoro sobie taki Kowalski poradził z oddawaniem nasienia w celach diagnostycznych, to poradzi sobie też w klinice in vitro.

„Promotorzy sztucznego rozrodu zapierają się, że dzieci z in vitro to dzieci z miłości”.

Rodzice dzieciaków z in vitro mają dokładnie takie samo zdanie na ten temat.

„Wypada zapytać: z miłości do kogo? Czy do rozebranej modelki z pornogazety w pokoju dla panów?”

Czy tylko mnie się wydaje, że gdyby kliniki in vitro wprowadziły zarządzenie „masturbacji w celu pobrania nasienia należy dokonywać tylko i wyłącznie w trakcie myślenia o swojej partnerce”, pani Kaja zapałałaby gorącą miłością do tej metody?

„Jakie poczucie funduje się dziecku poczętemu tą metodą?”

A co to w ogóle za argument? Skoro nie można było dziecka „począć” inną metodą, to jaki wybór miała para? Niech się pani Kaja zapyta jakiegoś dzieciaka z in vitro o to, czy „trudno mu się żyje ze świadomością, że jego ojciec masturbował się w klinice in vitro”. Śmiem twierdzić, że najłagodniejszą odpowiedzią, z którą zetknęłaby się pani Kaja, byłoby „czy panią już do szczętu poje***ło?”

„Czy ciężar świadomości, że jego życie rozpoczęło się w opisany powyżej sposób to dla lobbystów in vitro naprawdę czysta abstrakcja?”

To JEST czysta abstrakcja. Nikt, komu propaganda fanatyków religijnych nie wyżre mózgu, nie będzie się zastanawiał nad takimi pierdołami. Rzygać się chce od retoryki ludzi, którzy na wszelkie możliwe sposoby próbują wykazać, że dzieciaki z in vitro są „gorsze”. Pani Kaja zachowuje się jak gówniarz, który biega za innym dzieciakiem i wrzeszczy na niego, że był „adoptowany”, tylko po to, żeby poczuć się lepiej.

„Czy kogoś dziwi, że w chwili, gdy opisuje się przebieg procedur sztucznego zapłodnienia, siedzące w telewizyjnych studiach osoby uwikłane w ten biznes dostają histerii? Że nie przechodzi im długo po programie?”

Dziwi mnie to, że kogoś takiego w ogóle zaprasza się do studia tylko po to, żeby ział nienawiścią do wszystkiego, co „inne”. Ponadto, nie jest histerią sytuacja, w której ktoś jest tak bardzo zszokowany zbydlęceniem swojego rozmówcy, że nie jest w stanie wypowiedzieć słowa (względnie – jest w stanie wypowiedzieć ich wiele, ale prawie wszystkie są niecenzuralne). Mało kto jest w stanie dyskutować z osobami pokroju Kai Godek. Tak samo, jak mało kto wytrzymałby sytuację, w której jakiś obcy człowiek wlazł mu do mieszkania, zdemolował wszystkie pomieszczenia, wysmarował ściany fekaliami, podarł album ze zdjęciami bliskich i na końcu powiedział, „ok, przyszedłem do pana, żeby porozmawiać moich zastrzeżeniach do metody in vitro”.

„Dostają jej z pewnością z co najmniej dwóch powodów.”

Jednym z nich jest Pani bezmyślność, a drugim to, że daje im Pani odczuć to, że bezgranicznie nimi pani gardzi.

„Uświadomienie sobie, że własnemu dziecku zrobiło się krzywdę, musi potwornie boleć.”

Przypomnijmy – tą krzywdą jest fakt, że ojciec dziecka masturbował się w klinice in vitro.

„Dyskomfort rodzi się też być może z tego, że grupy oficjalnie podające się za miejsca wsparcia rodziców korzystających z in vitro to de facto tajna broń przemysłu sztucznego rozrodu”

Dlatego, że nie tłumaczą rodzicom, że ich dziecko będzie gorsze od dzieci pani Kai Godek?

„Zajmują się naganianiem klientów i robieniem pijaru klinikom.”

Wydaje mi się, że każdy, kto nie mówi „in vitro to szatan, zło i zniszczenie”, w opinii pani Kai „robi pijar klinikom”.

„Tak jak Wanda Nowicka brała pieniądze od biznesu aborcyjnego, tak owe fundacje i stowarzyszenia są za swoją pracę sowicie wynagradzane przez koncerny zarabiające na produkcji dzieci z probówki.”

Nawet jeśli jakieś koncerny faktycznie płacą tym stowarzyszeniom, to co z tego? A skoro już jesteśmy przy pieniądzach - ciekaw jestem, czy pani Kaja Godek, będąca członkiem zarządu fundacji „pro prawo do życia” (od dnia 28-05-2014, o ile dobrze odczytuję dane z KRS), za swoją „pracę” w fundacji (tj. próby wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji, zakazu edukacji seksualnej i obwożenie po Polsce zdjęć pokawałkowanych płodów) otrzymuje jakieś wynagrodzenie, czy też działa na zasadzie pro publico bono?

„Gazetę Wyborczą i jej pomagierów proszę jedynie o niewykręcanie kota ogonem. To wy lobbujecie za tym, aby poczynanie ludzi w sposób im uwłaczający zostało zalegalizowane stosowną ustawą. Atakujecie osoby, które pokazują ciemną stronę in vitro, bo jesteście przerażeni tym, co sami propagujecie…”

Wyobraźmy sobie sytuację, w której jakiś człowiek – nazwijmy go pan Iksiński – zostaje zaproszony do studia TV w celu wzięcia udziału w dyskusji na jakiś temat. Program się rozpoczyna, dyskusja toczy się na żywo, nagle pan Iksiński wstaje i wymiotuje kolejno na każdego uczestnika. Obrzygani przez Iksińskiego ludzie nie są z tego zadowoleni i dają temu wyraz w rozmowie z dziennikarzami jednej z gazet. Gazeta opisuje całe zajście oraz dodaje komentarz „obrzyganych”. Iksiński czyta uważnie artykuł w gazecie i nagle wzbiera w nim słuszny gniew: „No przecież ja tylko dyskutowałem i przestawiałem swoje argumenty. Jesteście przerażeni tym, co sami propagujecie!”

Retoryka Kościoła, który od upadku PRL szuka sobie kolejnego „wroga klasowego” (wokół walki z którym mógłby znowu skupić wiernych), staje się coraz bardziej histeryczna. Coraz więcej w niej nienawiści do bliźniego. Coraz więcej pogardy dla „innych”. Dlatego właśnie kościelnymi agentami wpływu są ludzie pokroju Tomasza Terlikowskiego i Kai Godek. Nie chodzi o dyskusję z ludźmi o odmiennych poglądach – chodzi o to, żeby tych ludzi pognębić. Zamiast wierzących intelektualistów i filozofów do rozmów z „niewiernymi” posyła się kafary, których jedynym zadaniem jest „zmiażdżenie heretyków”. 

Kościół mógłby, co prawda, po prostu oświadczyć: „nam się metoda in vitro nie podoba, ale rozumiemy, że nie wszyscy są wierzący i nie wszyscy muszą nas słuchać”. Zamiast tego mamy do czynienia ze skrajnym przypadkiem dehumanizacji dzieciaków z in vitro. Co prawda, ktoś tam kiedyś powiedział „będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”, ale dla Kościoła dzieciaki z in vitro nie są „bliźnim”, bo „nie poczęły się w sposób naturalny” - zostały „wyprodukowane na szkle” za pomocą „zwierzęcej metody”. Sam Kościół twierdzi, że nie wyklucza nikogo, tyle że wypowiedzi hierarchów (oraz usłużnych w rodzaju ks. Oko, Tomasza Terlikowskiego etc.) stoją w jawnej sprzeczności z tymi deklaracjami. Tym samym - „przykazanie miłości” (cytowane wcześniej) zostało zamienione na przykazanie nienawiści, które brzmi mniej więcej tak „będziesz nienawidził tego, kogo ci wskażemy”.

piątek, 28 września 2012

O przerażającym „biznesie” in vitro i antykoncepcyjnym

Aborcja, in vitro, antykoncepcja – to hasła, które potrafią momentalnie podnieść temperaturę dyskusji. Te same hasła wyzwalają często w dyskutantach, hmm, coś co przy lekkiej dozie dramatyzmu można określić mianem „najgorszych instynktów”. Jeśli gdzieś spotka się zwolennik i oponent in vitro – merytoryczna dyskusja jest raczej niemożliwa. Czemu? Bowiem dyskusja (traktowana jako coś innego niźli przerzucanie się epitetami) choćby w założeniu, może prowadzić do tego, iż jedna z osób po usłyszeniu argumentów strony przeciwnej uzna ich zasadność i (o zgrozo) zmieni zdanie.

No to teraz wróćmy do dyskusji. Niestety „kultura dyskusji” stoi u nas (że w Polsce znaczy się) od pewnego czasu na jednym poziomie. Obydwie strony podchodzą do dyskusji z przeświadczeniem o własnej nieomylności i o niepodważalnej słuszności własnych argumentów. Czemu tak jest? Podziękować należy politykom za to – bo też i oni uprawomocnili ten rodzaj „debat” zastępując argumentacje merytoryczną – czystą erystyką (która sama w sobie nie jest zła – ale jej nadmiar – szkodzi).

Z racji swojego niereformowalnego charakteru – często brałem udział w internetowych shitstormach (dyskusjami tego lepiej nie nazywać) na powyższe tematy. Argumenty padały różne. Część z nich była argumentami stricte religijnymi – i z nimi dyskutować się nie da w żaden sposób. Jednakże jeden z argumentów – robiący ostatnio medialną karierę, zapadł mi w pamięć bowiem jest to argument z gatunku wybitnych.

In vitro to biznes – lobbują za nim duże firmy z dużymi pieniędzmi.”

Ten sam argument pada również w ramach krytyki antykoncepcji i aborcji. I jest to bardzo fajnie skonstruowany argument. No bo sugeruje odbiorcy, że in vitro popierają głównie korporacje. Z korporacjami przeciętnemu Kowalskiemu nie kojarzy się nic dobrego. Bo mało to się mówi o tym, że dla nich głównie kasa się liczy? Łatwo więc o negatywne skojarzenia z samym in vitro. A jeśli ktoś zacznie mówić o lobby in vitro – to już w ogóle dramat. Lobbowanie bowiem kojarzy się u nas głównie z Dochnalem i z korupcją. Sprawa jest więc jasna – bogate firmy chcą się stać bardziej bogate, człowiek ich nie obchodzi, jest tylko środkiem do celu (więcej kasy), więc nie powinno się im ufać.

Genialne w swojej prostocie. A jednocześnie oderwane od otaczającej nas rzeczywistości. A ta rzeczywistość niestety wszystko sprowadza do wymiaru stricte monetarnego. Posłużę się osobistym przykładem – dość dramatycznym. Kiedy odbieraliśmy ciało mojego ojca z kostnicy po zapłaceniu za „przechowanie” ciała – otrzymaliśmy fakturę. Na której stało „towar sztuk 1 – zapłacono” ot takie swoiste epitafium dla każdego od gospodarki wolnorynkowej.

Czemu sięgnąłem po ten przykład? Ano temu, że teraz wszystko za co płacimy – jest towarem. Od którego ktoś musi zapłacić podatek. W którego produkcje (przechowanie, etc) ktoś musi zainwestować. Jeśli ktoś kupuje pigułki – ktoś je wcześniej musiał wyprodukować (zrobić badania/etc) a na samym początku – była inwestycja – czyli pieniądze właśnie. Jeśli ktoś chce przeprowadzić zabieg in vitro – potrzebna jest do tego aparatura, odczynniki, etc – ktoś musiał w to zainwestować.

Czy można się więc dziwić temu, że owo zdemonizowane „lobby in vitro” - kręci się wokół naszego kraju? Rynek in vitro się w końcu otworzy a dla tych ludzi to będzie dobra inwestycja kapitału. I owszem – zarabiają na tym ale teraz jeśli na czymś się nie zarabia, zbyt długo się tego „nie robi”. Jeden inwestuje w produkcje golonki, inny w przemysł spirytusowy a jeszcze inny w in vitro i antykoncepcje. Jeśli niektórym ludziom się wydaje, że wszystko „za czym stoją pieniądze” jest złe – to radziłbym im nie zastanawiać się nad tym, skąd bierze się chleb, buty, woda pitna, paliwo, dewocjonalia (zainteresowanych tym biznesem zachęcam do odwiedzenia targów „sacro expo” - tam też duże pieniądze stoją za „biznesem”)

Perpetuum mobile nie istnieje w biznesie również. Ostatnio taki jeden próbował przekonać ludzi, że on ma patent na perpetuum mobile i jest wstanie zarobić pieniądze tam gdzie inni nie potrafią. Teraz siedzi – a ludzie próbują odzyskać od niego 700 milionów złotych :)

Z góry przepraszam za ewentualną łopatologie i prostactwo – ale niektórzy po prostu bardzo wybiórczo traktują rzeczywistość a mnie (marudzie z wyboru) zachciało się na ten temat ponarzekać :)