Trochę minęło od ostatniego Przeglądu, tak więc trzeba będzie mocno przekrojowo ostatnich parę miesięcy potraktować. Gdyby twórcy serii Command & Conquer dopiero teraz zaczynali przygodę z tworzeniem gier, to najprawdopodobniej ich drugi kultowy cykl miałby podtytuł „Orange Alert”. Tym samym, jak się pewnie domyślacie, zaczniemy ten Przegląd od Trumpa i jego działań.
Jak już pewnie wiecie, Trumpiści razem z Izraelem zaatakowali Iran (w momencie, w którym piszę te słowa, Zjednoczone Emiraty Arabskie wykonały atak odwetowy na Iran, ale zarzekają się, że do wojny nie zamierzają się przyłączać). Rzecz jasna, z racji tego, że USA ma taką, a nie inną technologię wojskową (a Izrael ma swoją po USA) jest to starcie mocno jednostronne (z pewnymi wyjątkami, o których za moment będzie).
Zaczęło się w sumie od tego, że przy pomocy nalotów i ostrzału rakietowego zabito Ayatollaha Chamenei i praktycznie całą wierchuszkę irańskiego reżimu. Tak, wiem, było to nieco bardziej złożone, bo równolegle wypracowywano sobie bezwzględną przewagę w powietrzu, ale najistotniejsza była ta wierchuszka. Czemu? Ano temu, że ludzie zawiadujący największym mocarstwem na naszej planecie czerpią swoją wiedzę z niezbyt mądrych filmów akcji, w których wystarczy, że się zabije tego Największego Złola i jego przydupasów, a potem to już w takim kraju (który wcześniej był ciemiężony przez Złola) to już wszystko będzie git.
I mniej więcej tego się chyba spodziewano, bo od samego początku Trumpiści nie byli w stanie wyjaśnić jaki tak właściwie jest masterplan tego ataku. Śmiem twierdzić, że Trumpiści spodziewali się tego, że po odstrzeleniu wierchuszki reżimu reszta tegoż reżimu przybiegnie do nich i będzie się chciała z nimi układać (no bo w końcu tak się to właśnie odbyło w Wenezueli, nieprawdaż?).
A tu się nagle okazało, że jest jak w tym memie z „Trailer Park Boys”: „Powinno wyjść inaczej”. I nie pomógł nawet apel syna obalonego szacha, który wystosował odezwę do armii i narodu irańskiego, że tera już będzie dobrze, bo nadeszła pomoc. Na domiar złego, irański reżim zaczął się odgryzać i, na ten przykład, rozpieprzył amerykanom radar wczesnego ostrzegania (a to nie są tanie rzeczy). To „Powinno wyjść inaczej” osiągnęło już te poziomy, że Stany Zjednoczone chcą kupić od Ukrainy drony do przechwytywania irańskich Szahedów. Mam nadzieję, że gdy już Trumpiści kupią ten sprzęt, to nie zapomną podziękować Ukraińcom. Mam również nadzieję, że w trakcie podziękowań strona je składająca będzie ubrana w garnitury. (Edycja, już po napisaniu tego kawałka okazało się, że Trump dementował te doniesienia, ale zaraz potem zaczął mówić, że USA mają najlepsze drony na świecie i niczego od nikogo nie potrzebują, tak więc możemy być pewni, że armia USA ten temat ogarnia bezpośrednio z Ukrainą, a Trump o tym po prostu nie wiedział).
Gwoli ścisłości, jestem ostatnią osobą, która płakałaby po szychach irańskiego reżimu, ale jestem tak stary, że pamiętam co było, gdy USA zdmuchnęło inny reżim. O ironio taki, który wcześniej wspierało, gdy tenże reżim (iracki) tłukł się z reżimem irańskim. Tamto zdmuchnięcie bardzo dobrze opisał Thomas E. Ricks w książce pt: „Fiasko. Amerykańska awantura wojenna w Iraku 2003-2005”. Swoją drogą, to jest bardzo ciekawa książka, bo można się z niej dowiedzieć, że to nie jest tak, że w USA nikt nie wiedział czym się może skończyć atak USA na Irak. Owszem, fachowcy wiedzieli czym się to może skończyć i nawet przed tym przestrzegali, ale Czynniki Decyzyjne doszły do wniosku, że w sumie to nie ma się czym przejmować, bo jakoś to będzie. Irakijczycy doświadczyli potem tego „jakośtobędzizmu”, a (w znacznie mniejszym stopniu, tym niemniej) doświadczyła go również Europa (ataki ISIS). Znamienne było to, że prawica bardzo szybko winą za to, co się działo, obarczyła władze europejskich krajów, nie zaś kraj, który do tego doprowadził.
Czemu o tym wspominam? Ano temu, że Minister Wojny (Hegseth) parę dni temu zapowiedział, że jakby co, to USA się nie będzie poczuwało do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu. Tak więc wicie rozumicie, może i zaczniemy tam konflikt i może i skończy się to falą uchodźców, ale to nie nasza sprawa. Niech się martwią o to inni. Nawiasem mówiąc gdyby nie kontekst (potencjalny kryzys humanitarny) byłoby to całkiem zabawne. Tak się bowiem składa, że administracja, która teraz wydala z siebie takie komunikaty, to ta sama, która wierzy w brednie o Wielkim Zastąpieniu, do którego mają doprowadzać działania „Onych” (globalistów, lewaków/etc.). Pokłady ironii w tej sytuacji są tak olbrzymie, że niebawem administracja Trumpa może zmienić się w gwiazdę neutronową.
Gwoli ścisłości, nawet Trumpistom nie udało się jeszcze wywalić wszystkich ekspertów ze wszystkich gałęzi administracji i służb, bo (uwaga, będzie capslock) PEWNIE BYŚCIE NIE ZGADLI, ALE TYM RAZEM TEŻ SPECE UPRZEDZALI ADMINISTRACJĘ, ŻE ZMIANA WŁADZY W KRAJU, KTÓRY USA ZAMIERZA ZAATAKOWAĆ WCALE NIE BĘDZIE TAKA PROSTA. Wiemy o tym stąd, że komuś puściły uszczelki i to i owo zostało wycieknięte.
Trumpachołki zareagowały na to wszystko bardzo ostrą krytyką. Rzecz jasna chodzi o krytykę Donalda Tuska za to, że paliwo na stacjach drożeje. I tu doszło do obiektywnie zabawnego wydarzenia, albowiem na Eloneksie można było zobaczyć grillowanie Tobiasza Bocheńskiego (jeżeli nie interesowaliście się wyborami samorządowymi w Warszawie w 2024, to możecie nie wiedzieć kim ten typ jest) za narzekanie na ceny paliwa- w wykonaniu Roberta Winnickiego, który zachęcił grillowanego do krzyknięcie „Donald Trump” przed dystrybutorem i czekania na samoistne obniżenie się ceny.
Jaki z tego wszystkiego płynie morał? Ano taki, że nie wiadomo, co się będzie działo na Bliskim Wschodzie. Jedna rzecz, która jest pewna to ta, że Trumpiści zawiadujący USA, puścili się poręczy na tyle spektakularnie, że tego rodzaju atrakcji będziemy mieli w trakcie kadencji Trumpa jeszcze całkiem sporo. Jeżeli mam być szczery, to nie da się również wykluczyć tego, że Trump wpadnie z wizytą gospodarską do jednego z natowskich krajów, albowiem Trumpowi bardzo, ale to bardzo zależy na Grenlandii. W sumie zależało mu na niej już w trakcie pierwszej kadencji, ale teraz zależy mu jeszcze bardziej. Na tyle bardziej, że w pewnym momencie stwierdził, że jeżeli ta Grenlandia nie zostanie mu oddana po dobroci, to nie wyklucza operacji militarnej.
I nie, wbrew temu co próbuje nam wytłumaczyć uwieszona na Trumpie prawica, nie ma żadnych racjonalnych argumentów przemawiających za tym, żeby tę Grenlandię Trumpowi sprezentować. Jeżeli ktoś uwierzył w narrację „hurr durr musimy, bo jak nie to Rosja, albo Chiny to zajmą”, to ja takiej osobie gratuluje tego, że przeszła do porządku dziennego nad tym, że Trump nie ma zamiaru bronić NATOwskiego sojusznika. Sam Trump zdążył się już przy okazji ataku na Iran pokłócić zarówno z Wielką Brytanią, jak i Hiszpanią.
Może i Trump kłóci się z sojusznikami, ale za to ma plan rozwalenia Unii Europejskiej. Generalnie mowa tu o odświeżonym pomyśle Bannona z czasów pierwszej kadencji Trumpa, niemniej jednak teraz nie mamy do czynienia z jakimś ziomkiem, który może i ma jakieś kontakty, ale za to nie ma pieniędzy i nie ma wsparcia, więc zakładanie think tanków raczej by mu nie wyszło, bo nie byłoby za co. Teraz zajmuje się tym administracja Trumpistowska, która dysponuje gigantyczną kasą. Mam szczerą nadzieję, że oficjele w Brukseli są świadomi zagrożenia i mają plan działania (albo chociaż plan planu).
Skoro jesteśmy przy tematach związanych z wojskiem to przejdźmy od razu do programu SAFE (Security Action for Europe). Wydawać by się mogło, że program, dzięki któremu dostaniemy nisko oprocentowaną pożyczkę na rozbudowę „wojskowych” możliwości produkcyjnych to jest taka kwestia, do której nie powinna mieć zastosowania polaryzacja polityczno-społeczna. To coś jak z atomem. Do pewnego momentu było tak, że jak jedna partia rządząca mówiła o atomie, to druga była przeciwko (a potem na odwrót), ale potem się okazało, że w 2022 doszło do przewartościowania w tej kwestii.
I znowuż, wydawać by się mogło, że skoro do tego przewartościowania doszło w takiej kwestii jak atom, to powinno do niego dojść również w kwestii tak istotnej dla naszego bezpieczeństwa, jak, no nie wiem, wydatki na szeroko pojęte kwestie wojskowe? Do pewnego momentu tak właśnie było, a program SAFE był zachwalany przez Mariusza Błaszczaka, który to Mariusz Błaszczak przestrzegał przed tym, że obecne władze nic nie robią w związku z tym projektem (a inne kraje składają wnioski/etc.) i apelował o to, żeby pieniądze z SAFE zostały w Polsce.
A potem ktoś przestawił wajchę i okazało się, że program SAFE to niemiecka pułapka na Polskę i w ogóle zadłużanie się na całe pokolenia. Obecny Prezydent RP na jednej z konferencji prasowych opowiadał o tym, że Tusk to się nie martwi, bo on w roku, w którym powinniśmy spłacić do końca ten kredyt to będzie miał 110 lat. Ponieważ Karol Nawrocki identyfikuje się jako historyk, ciekaw jestem, czy słyszał o takim programie jak Lend-Lease. Ciekaw jestem również, czy słyszał o takim polityku jak Winston Churchill. Jeszcze bardziej ciekaw jestem tego, czy wie, że (o ile mnie kalkulacje nie mylą) Churchill w momencie, w którym Wielka Brytania skończyła spłacać Lend-Lease miałby 132 lata. Czy to znaczy, że oddał Wielką Brytanię w Niewolę? Odpowiedź brzmi nie wiem, ale się domyślam. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że jednym z zabawniejszych epizodów w krytyce SAFE był ten, w ramach którego tłumaczono, że SAFE będzie złe, bo pieniędzy nie będzie w Warszawie i (w domyśle) nie będzie ich można wydawać po uważaniu. Było to o tyle zabawne, że ta krytyka padła ze strony polityków partii, której szef (i jeden z jego byłych podwładnych) dostali azyl na Węgrzech w związku ze swoim niefrasobliwym podejściem do wydatkowania finansów publicznych.
Przyznam szczerze, że przez jakiś czas się zastanawiałem nad tym, co to się stanęło, że PiS nagle z taką zajadłością zaczął atakować SAFE. Myślałem sobie, że może chodzi o to, że olbrzymie inwestycje w polski przemysł zbrojeniowy mogły by być uznane za sukces obecnego rządu (a tu przecież wybory za pasem). Bramką numer dwa było to, że może po prostu chodzi o polaryzację. Ponieważ „oni” to robią, to my będziemy przeciwni. Za bramką numer trzy kryło się standardowe dla partii Kaczyńskiego szczucie na Unię Europejską. No bo jak się latami tłumaczyło suwerenowi, że oni w tej Brukseli to tylko prostują banany, wmuszają biednej Polsce jakieś elgiebety, rysują kredkami na chodnikach, gdy dochodzi zamachów terrorystycznych i chcą się dogadywać z Rosją – to trudno byłoby wytłumaczyć temu samemu suwerenowi, że nagle ta sama Bruksela chce wpompować olbrzymią kasę we Wschodnią Flankę.
I tak sobie intensywnie myślałem nad tym, o co może chodzić, aż wreszcie na influencerskich kontach proPiSowskich pewnego dnia pojawiły się wpisy, które sugerują, że może chodzić o nazwyklejszy w świecie lobbying. Czyj? Pozwólcie, że w skrócie opiszę, co się tam pojawiało. Otóż, te konkretne opiniomaty zaczęły tłumaczyć, że SAFE jest zły, bo zamiast kupować Tankowce powietrzne Boeinga (KC-46 Pegasus), które są najlepsiejsze na świecie, to będziemy musieli kupować jakieś badziewie Airbusa (A 330 MRTT). Gdy opiniomatom zaczęto tłumaczyć, że w tym konkretnym przypadku trochę błądzą, bo Boeing jednak jest gorszy, zaczęło się tłumaczenie, że może i kiedyś był, ale teraz wszystko jest z nim w porządku. Po jakichś dwóch tygodniach życie dopisało pointę do tej wymiany zdań, albowiem okazało się, że US Air Force wstrzymały kontrakt na 75 Boeingów z powodu usterek technicznych.
Pojawiały się nieco bardziej subtelne wpisy kogoś takiego, jak Mariusz Błaszczak, który po ataku USA i Izraela na Iran utyskiwał, że oni tam tym swoim sprzętem robią miazgę, a jak SAFE wejdzie w życie, to nie będziemy mogli kupować tego sprzętu (co jest o tyle debilnym argumentem, że owszem, będziemy go mogli kupować, ale po prostu nie z tych konkretnych środków). Mieliśmy też do czynienia z mniej subtelnymi i np. Małgorzata Wasserman stwierdziła, że program SAFE w takiej formie to afront dla USA. Mieliśmy posłankę Teresę Pamułę, która stwierdziła, że pieniądze z tego programu „pójdą na złom”. Gdyby podobna wypowiedź pod adresem głównie polskiego sprzętu wojskowego padła z ust kogoś z opozycji w latach 2015-2023, to jeszcze w trakcie wyborów prezydenckich 2025 wrzucano by to hasło na billboardy, ale ponieważ powiedział to ktoś z PiSu, to jedyne medium, w którym można było zobaczyć cytat to było (o ironio) „Do Rzeczy”. Mieliśmy mojego ulubieńca, Marka Suskiego, który tłumaczył, że sprzęt wojskowy to tylko od USA, bo to wiadomo, że nowoczesny jest, a ten, która będzie produkowany z SAFE, to nie wiadomo, jaki będzie. Był też generał Wroński (zupełnym przypadkiem wcześniej był w komitecie poparcia Batyra), który stwierdził, że nikt nam nie zagwarantuje, że to uzbrojenie z SAFE to będzie nowe uzbrojenie.
W tym miejscu przyda się odrobina kontekstu. Zjednoczona Prawica ma BARDZO DŁUGĄ HISTORIĘ kupowania sprzętu z USA na zasadach, które sugerują, że gdy administracja Trumpa mówiła o tym, że będzie chciała wspierać takie siły w Europie, które wyznają zasadę America First, to mieli na myśli między innymi partię Jarosława Kaczyńskiego. Bo ja rozumiem, że sprzęt USA jest bardzo dobry, ALE z tego wcale nie wynika, że nie można z ichnimi firmami negocjować. Można i trzeba, o czym przekonywały się mniejsze od Polski kraje, które były w stanie wynegocjować znacznie lepsze warunki zakupu tego czy owego sprzętu.
Moja robocza teoria jest taka, że Zjednoczonej Prawicy SAFE nie przeszkadzał do momentu, w którym uruchomili się lobbyści amerykańscy. No bo popatrzmy na to z ich perspektywy: Polska, która przyzwyczaiła ich do tego, że bierze wszystko, jak leci i nawet nie próbuje negocjować, nagle ma dostać od cholery pieniędzy i większość z nich ma zostać wydana „na miejscu”. Gdy lobbyści się uruchomili, Zjednoczona Prawica zaczęła rzygać narracyjnie na SAFE. Gwoli ścisłości, bycie amerykańskim lobbystą, próbującym oddziaływać na Zjednoczoną Prawicę, to najłatwiejsze zadanie na świecie. Zjednoczona Prawica jest podczepiona pod Trumpa (wisi na jego algorytmach w soszjalach, powiela prawie każdą, dowolnie durną narrację i broni Trumpa przy każdej możliwej okazji) i nie zrobi absolutnie nic, co mogłoby go choćby potencjalnie zdenerwować. Wystarczy więc powiedzieć naszym Jakże Suwerennym Politykom Zjednoczonej Prawicy, że trzeba uwalić SAFE, bo hajs dla amerykańskich firm się nie będzie zgadzał, a Zjednoczona Prawica robi to, co robi.
To jest co prawda robocza teoria, ale tylko i wyłącznie tak można wytłumaczyć fakt, że SAFE Zjednoczonej Prawicy zaczęło „nagle” przeszkadzać, choć wcześniej ten program chwalono. Ktoś może powiedzieć, że to nie była pierwsza wolta w wykonaniu PiSu (bo wcześniej był to np. Zielony Ład), ale w przypadku SAFE jest jedna, zasadnicza różnica. Tu wprost wskazano na to, od kogo powinniśmy kupować sprzęt wojskowy. Ja się co prawda wcześniej skupiłem na wypowiedziach polityków, ale niektórzy PiSowscy mediaworkerzy zabrnęli tak daleko, że zaczęli tłumaczyć, że Polska zanim zacznie kupować broń od kogoś innego niż Amerykanie – to się powinna tych Amerykanów o zgodę zapytać.
Ponieważ samo marudzenie na SAFE średnio żarło, bo jednak chodziło o pieniądze na „kwestie wojskowe” w sytuacji, w której za wschodnią granicą mamy pełnoskalową wojnę, a Rosja non stop przypomina o tym, że jeżeli się jej pozwoli, to ona sobie tu z przyjemnością będzie hulać w Europie. I wtedy przyszedł Prezydent Karol Nawrocki cały na PiSowsko i powiedział, że jakby co, to nie trzeba już tego złego SAFE, bo oni będą mieli SAFE 0% i żadne Niemce nie będą nam mówić, na co możemy wydawać pieniądze.
Nie chce mi się tutaj specjalnie rozpisywać na temat tego czym jest ten Jeszcze Lepszy Prezydencki SAFE 0%. Napiszę jedynie tyle, że absolutnie nie jest to 0% i w przeciwieństwie do Gorszego SAFE Od Niemca, na te pieniądze trzeba by było poczekać. I zupełnym przypadkiem, spora część z tych pieniędzy wjechałaby do NBP wtedy, gdy Zjednoczona Prawica planuje powrót do ław rządowych. Jeszcze bardziej zupełnym przypadkiem ustawę o Jeszcze Lepszym Prezydenckim SAFE 0% napisano tak, że prezydent miałby głos decydujący (tzn. mógłby się nie zgodzić na zakup tego, czy innego sprzętu). Wiecie, ja rozumiem, że to jest Zjednoczona Prawica i że tutaj nie można się spodziewać rewelacji, ale nawet tacy ludzie mogliby udawać, że nie chodzi to, żeby „swoi” decydowali o wszystkim. Przecież można by było zaszyć w tej ustawie przepis, że ponieważ to ponadpartyjne jest, to wymagana powinna być zgoda speców wybieranych przez 3/5 posłów. Tyle, że oni są już tak bardzo pewni siebie, że nie chce im się tych pozorów zachowywać.
No, ale to dygresja. Idźmy dalej. Ponieważ rząd zapowiedział, że prezydenckie weto nie oznacza braku możliwości skorzystania z programu SAFE, bo jakby co, to można skorzystać z narzędzi, z których wcześniej korzystał PiS, politycy Zjednoczonej Prawicy zaczęli tłumaczyć, że jeżeli Tusk te kredyty pozaciąga, to będzie je musiał sam pooddawać, bo Prezydent RP nie wydał na to zgody. PiSowców bardzo szybko zaczęto pytać o to, czy z tego aby nie wynika, że Błaszczak z Morawieckim nie będą mieli do oddania jakichś stu baniek, bo jakoś tak nie prosili Dudy o zgodę. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Błaszczak brał kredyty również w obcej walucie i z wyższym oprocentowaniem* niż Ta Przeklęta Zła Niemiecka Unia chce nam dać i jakoś tak wtedy żaden Czarnek nie opowiadał o tym, że nas tu zadłużają w parabanku. Nawiasem mówiąc, nawet jak na Czarnka, bredzenie o tym, że Unia Europejska to coś w rodzaju parabanku, to jest jednak pewna nowość.
*Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że tak po prawdzie możemy jedynie domniemywać, jak wysokie było to oprocentowanie, bo zarówno umowa z Koreą jak i USA, jest objęta tajemnicą jakąś tam. Ja wiem, że ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć „AHA! Skoro nie wiadomo jak wysokie było to oprocentowanie, to może było niższe niż oprocentowanie SAFE?”, ale ja takiej osobie odpowiem: gdyby faktycznie było niższe, to już dawno byśmy o tym wiedzieli.
UWAGA! Ściana Tekstu sponsorowana przez Suwerena!
https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty
Zostańmy jeszcze przez moment przy tym Prezydenckiem SAFE (wcale, że nie) 0%. Gdyby to faktycznie był taki świetny deal i gdyby dało się w ten sposób po taniości ogarnąć Duże Ilości Naraz Gotówki, to czemuż, ach czemuż dopiero teraz ktoś wpadł na ten plan genialny w swej prostocie (tylko, że wcale nie, bo liczba warunków, które musiałyby zostać wypełnione i zbiegów okoliczności, do których musiałoby dojść, żeby Prezydenckie SAFE 0% miał oprocentowanie choćby zbliżone do Złego Niemieckiego SAFE, jest całkiem spora)?
Przecież gdyby to wszystko było takie proste, jak nas teraz przekonuje Zjednoczona Prawica, to właśnie bylibyśmy w trakcie trzeciej kadencji samodzielnych rządów Zjednoczonej Prawicy, bo użyto by tego mechanizmu już wcześniej, żeby połatać dziury w OZ, znaleźć pieniądze na podwyżki dla tych lub owych i tak dalej i tak dalej. Z jakichś jednakowoż powodów nie zdecydowano się na to przed wyborami 2023 i wydaje mi się, że tym powodem był ten drobny szczegół, że jak to powiedział bohater mojego ulubionego filmu (chodzi o „Smoleńsk”) „to nie jest proste, a nawet wręcz przeciwnie”. Rzecz jasna to wcale nie przeszkadza PiSowi w tym, żeby nadal forsować ten pomysł i tłumaczyć, że Zły Rząd Nas w Niewolę oddał.
Uwaga natury ogólnej, powyższy kawałek Przeglądu skończyłem pisać jeszcze przed (niespodziewanym jak dryf płyt kontynentalnych) prezydenckim wetem wiadomej ustawy. Tzn. napisałem sobie ten obszerny kawałek i czekałem na rozwój wypadków, żeby potem nie trzeba było dopisywać ciągu dalszego w kolejnym Przeglądzie, bo nie wiadomo kiedy to będzie).
Tak więc stało się i w ramach wprowadzania w życie doktryny America First Batyr zawetował ustawę o SAFE. Przez soszjale przewaliła się pięknie zaplanowana akcja obrony Dobrego Imienia Prezydenta, Który Dba o Suwerenność, ale można było odnieść wrażenie, że ta akcja nie była w stanie przykryć irytacji sporej części komentujących. Owszem, akcja „obronna” rezonowała wśród partyjnego betonu, ale partyjny beton uwierzyłby we wszystko.
Mnie zaś w tym wszystkim dziwi jedno. A mianowicie to, że to weto jest całkowicie bezsensowne, bo pieniądze i tak będą wpływać do Polski. Z racji zaś tego jak to wszystko zostało skonstruowane, pieniądze te będą wpływać do polskiej gospodarki. I z jednej strony rozumiem, że (poza lobbyingiem) to był największy problem, który z SAFE miała Zjednoczona Prawica, ponieważ im mocniejsza polska gospodarka, tym trudniej przekonać suwerena do tego, że „trzeba odsunąć tych nieudaczników od władzy”.
Z drugiej jednakowoż strony taki gambit (weto) miałby sens w dwóch przypadkach. Pierwszy to taki, w którym te pieniądze miałyby zostać przeznaczone na coś, czego efekty będziemy mogli obserwować np. za ileś tam lat (np. bierzemy 180mld pożyczki na Największą w Europie Fabrykę Bulbulatorów, ale powstanie ona dopiero za 15 lat). Drugim przypadkiem byłaby sytuacja, w której Batyr wetuje tę ustawę, a Polska faktycznie nie dostaje tych pieniędzy. Wtedy bowiem można by było tłumaczyć, że udało się Polskę ustrzec przed wieloletnimi zobowiązaniami finansowymi (bo utracony zysk byłby zyskiem wirtualnym).
Jednakowoż tak się jakoś złożyło, że nie mamy do czynienia z ani jednym z tych przypadków. Mało tego, Zjednoczona Prawica musiała zdawać sobie sprawę z tego, że rząd się nie cofnie. Bo ja rozumiem polityczne zacietrzewienie, ale jeżeli od samego początku dezinformacyjnej akcji Zjednoczonej Prawicy – rząd jasno dawał do zrozumienia, że te pieniądze i tak wpłyną do Polski, to ciężko było oczekiwać innego rezultatu. Mało tego. Moim, skromnym, zdaniem PiS właśnie zafundował sobie pokaźnych rozmiarów autograbie, w które najprawdopodobniej wdepnie przed wyborami.
Nie chodzi już nawet o to nieszczęsne weto (aczkolwiek moim zdaniem Batyrowi i jego otoczeniu przyjdzie za to zapłacić cenę w wymiarze politycznym), ale o narracje, którymi teraz Zjednoczona Prawica (+ konfa, ale o niej będzie za moment) bombarduje przestrzeń publiczną. Chodzi o te narracje, z których wynika, że ta pożyczka będzie zaciągnięta w sposób nielegalny (najzabawniejsze jest to, że najwięcej na ten temat ma do powiedzenia Mariusz Błaszczak) i w paru miejscach wprost powiedziano, że po odsunięciu od władzy Donalda Tuska nowa władza to się w ogóle zastanowi nad tym, czy tę bezprawną pożyczkę będzie spłacać.
Problem Zjednoczonej Prawicy polega na tym, że te pieniądze mają być nam przelewane (o ile czegoś nie pomyliłem) do 2030 roku. Gdyby Nowa Władza faktycznie chciała wysadzić w powietrze ten konkretny program (nie da się tego wykluczyć, bo nastroje w obozie PiSowskim są w tej chwili wybitnie antyunijne), to pieniądze przestałyby płynąć. Przestałyby płynąć w sytuacji, w której polska zbrojeniówka będzie w trakcie realizowania różnych programów w oparciu o te środki. Brak tych środków oznaczać będzie gigantyczne problemy polskiej zbrojeniówki. Nawet Zjednoczono Prawicowi zwolennicy doktryny America First nie będą mogli dopuścić do bankructwa sporej części polskiej zbrojeniówki, więc trzeba by było zaciągać pożyczki „na wczoraj”. Ja się co prawda nie znam za bardzo na pożyczkach, ale wydaje mi się, że w sytuacji, w której ktoś MUSI zaciągnąć pożyczkę, jego pozycja negocjacyjna jest żadna i najprawdopodobniej trzeba by było się zgadzać na warunki znacznie gorsze nawet od tych, które można by było uzyskać w ramach Prezydenckiego SAFE 0%.
Ja co prawda jasnowidzem nie jestem, ale wydaje mi się, że scenariusz rozwalenia programu SAFE po ewentualnym zwycięstwie prawicy w 2027 będzie obecny w trakcie kampanii. Nawet jeżeli PiS będzie się chciał wycofać ze swojej retoryki i powiedzą, że „no dobra, skoro Polska bierze udział w tym programie, to my się z tego nie wycofamy”, to jest pierdylion wypowiedzi o „lichwiarskiej pożyczce” i jedno weto za późno. I jeżeli mam być szczery, to ciekaw jestem tego, czemu PiS nie widzi tych autograbi. Ta sama partia po mistrzowsku rozegrała bzdurne narracje z początku 500+, kiedy to część polskiej sceny politycznej opowiadała o tym, że już za chwileczkę już za momencik zbankrutujemy (a Morawieckiemu się nawet na jednym spotkaniu wyrwało, że pieniądze na 500+ są z kredytu) i absolutnie nikogo to nie obchodziło. W przypadku SAFE będzie tak samo. Owszem, to nie to samo co 500+, ale wpompowanie takich środków w polski przemysł będzie widoczne i nikogo, poza najgłębszymi pokładami partyjnego betonu nie będzie obchodziło to „skąd się wzięły te pieniądze”.
Na sam koniec tych rozważań o SAFE (które mi się trochę rozrosły z przyczyn jak mniemam, oczywistych) dorzucę jeszcze dwie narracje. Pierwsza z nich wyszła od Razemów. Z jednej strony partia ta miała RiGCz i głośno mówi o tym, że „Decyzja o wecie Nawrockiego jest nie tylko fatalna, ale po prostu antypolska”. Niestety, te narracje Razemów mają drugą stronę, którą jest chęć wciskania wszędzie narracji PiS PO = jedno zło. Rozumiem, że taką narrację można podeprzeć tym, że tak jak dzisiaj PiS usiłował wysadzić SAFE, tak parę lat temu PO usiłowała wysadzić KPO i jedynym wspólnym mianownikiem była chęć zrobienia na złość rządowi, celem odsunięcia go od władzy (nadal pamiętam wielce uczony artykuł z pewnego tygodnika, w którym tłumaczono, że niewiele brakło, a „doszłoby do przesilenia”). Tyle, że mimo całej mej niechęci do działań KO – to, co zrobił PiS jest o wiele gorsze ze względu na całkowicie realną groźbę agresji ze strony Rosji i to jest po prostu igranie z polskim bezpieczeństwem. Nie dziwi mnie to, że PiS ma w dupie nasze bezpieczeństwo, gdy na drugiej szali stoją słupki poparcia, ale dziwi mnie to, że Razemy w tej sytuacji nie potrafiły się powstrzymać od symetryzowania.
Natomiast muszę te same Razemy pochwalić za to, że gdy Batyr wyskoczył ze swoim pomysłem na SAFE 0%, Zandberg szybko powiedział, że skoro takie środki da się pozyskać, to powinniśmy je przeznaczyć na energetykę jądrową na ten przykład. Gwoli ścisłości te narracje, z których wynikało, że powinniśmy wziąć ten normalny SAFE, a „prezydencki” przeznaczyć na inne cele doprowadził do tego, że w prezydenckim projekcie ustawy zastrzeżono, że skarbonka Glapińskiego może być przeznaczana wyłącznie na cele wojskowe. Aż dziw bierze, że nikt jeszcze nie poszedł w narracje: Zjednoczona Prawica i Karol Nawrocki nie chcą polskich elektrowni jądrowych.
Teraz przyszła pora na drugą narrację, która wyszła ze środowiska konfiarskiego. Gdy przyglądałem się całej tej prawicowej histerii związanej z SAFE dostrzegłem, że konfa stoi tak trochę na uboczu. Owszem, krytykowali SAFE (bo suwerenność nam zabiero!), ale krytykowali też Prezydencki SAFE 0% (z wielu przyczyn). Konfa nie miała żadnych własnych pomysłów w tej kwestii. A potem na ten temat wypowiedział się Mentzen i już był wiadomo dlaczego tak jest. Otóż Mentzen powiedział, że w sumie to my już i tak bardzo dużo wydajemy na wojsko, więc jeżeli wojsko chce więcej kasy, to niech pokaże, że robi z tą kasą coś sensownego. Tak, ta wypowiedź była dużo dłuższa i Mentzen usiłował to jakoś argumentować, ale zgodzicie się chyba z tym, że niezależnie od tego, w jakim kontekście osadzimy te słowa, one i tak będą bezsensowne. Rzecz jasna, konfiarski beton podchwycił narracje i gdzieniegdzie pojawiły się wpisy, że Pan Sławek ma rację, bo te pieniądze są w wojsku marnowane, bo biurokracja/etc., ale to jest ten sam zestaw argumentów, których kuce używają w odniesieniu do wszystkich „państwowych” instytucji, tak więc nic nowego nam tu Sławkuce nie napisały.
No dobrze, skoro przebrnęliśmy przez te długie tematy, to teraz pora na nieco krótsze. Pierwszym z nich będzie decyzja PiSu (czyli póki co, Kaczyńskiego), żeby kandydatem na premiera w wyborach 2027 zrobić Przemysława Czarnka. W telegraficznym skrócie, kandydatura Czarnka jest logiczną konsekwencją tego, co dzieje się z PiSem od dłuższego czasu. Różnica polega na tym, że do pewnego momentu PiS się w odmęty szurii osuwał, a teraz ktoś tam po prostu wcisnął gaz do dechy i poprawił podtlenkiem azotu. Jeżeli zaś chodzi o nietelegraficzny skrót, to więcej miejsca poświęcę tej kwestii w osobnym tekście (ale nie w Przeglądzie, więc raczej nie trzeba będzie na niego czekać pół roku). Jako zajawkę do tekstu napiszę jedynie tyle, że trochę mnie zaskoczyła ta kotłowanina, do której doszło w PiSie po wyborach prezydenckich, bo przed tymiż wyborami wydawało mi się, że do takich sytuacji może dojść po ewentualnej porażce kandydata PiSu.
Drugim tematem, nad którym nie będę się specjalnie pastwił w niniejszym Przeglądzie jest kwestia sondażowego poparcia Braunistów. Ja wiem, że ten temat już został wyjaśniony, bo Tata Maty napisał, że antyreligijne polskie elity sprawiły, że Braun ma poparcie takie, a nie inne. Przyczyną, dla której się na ten temat nie będę produkował jest to, że o tym również będę miał osobny tekst i (spoiler alert) będzie to ten sam tekst, w którym poruszony zostanie temat kotłowaniny w PiSie, bo te kwestie są moim zdaniem ze sobą powiązane.
Teraz możemy przejść do tematu, który mało kogo interesuje, czyli do tego, że jakiś czas temu rozpadła się partia Szymona Hołowni (tym samym jego partii udało się dołączyć do grona Ruchu Poparcia Palikota, Kukiza15 i Nowoczesnej Ryszarda Petru). Śmiem twierdzić, że podwaliny pod ten konkretny rozpad położył sam Hołownia, który z niewiadomych przyczyn zdecydował się na start w wyborach prezydenckich 2025, choć wiadomo było, że nie uda mu się poprawić wyniku z 2020, a jedyną niewiadomą było to „o ile gorzej będzie”. Wyrok, który wydali wyborcy był bolesny, albowiem o ile w 2020 Hołownia uzyskał 13,87% głosów, to w 2025 spadł na 4,99%. Gdyby Hołowni udało się poprawić wynik z 2020 roku, mogłoby się to przełożyć na wzrosty sondażowe, ponieważ zaś wynik był taki jaki był... Jedyną ciekawą kwestią jest to, że Hołownia miał znacznie więcej czasu (od Palikota, Kukiza i Petru) na budowanie struktur partyjnych, a mimo tego jego partii nie udało się uniknąć losu wyżej wymienionych.
Ok, zostały nam już w sumie tylko dwa tematy i to z gatunku „śmieszno i straszno”. Na pierwszy ogień idzie były prezydent RP Andrzej Duda. W trakcie jego prezydentury bardzo dużo mówiło się o tym „co będzie dalej”. Tzn. czymże się zajmie Andrzej Duda, gdy już nie będzie prezydentem. A to jakaś fucha w NATO, a to w MKOLu, a to jeszcze inne Bardzo Ważne Międzynarodowe Organizacje. Całe to gadanie było takim trochę opium dla opozycji. No bo skoro Andrzej Duda chce mieć szansę na jakąś Poważną Fuchę, to nie może być przecież zwykłym aparatczykiem partyjnym, który praktycznie we wszystkim słucha swojego nieformalnego przełożonego. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że mitowi o „Andrzeju Niepodległym” poświęciliśmy jeden z pierwszych odcinków Podkastu Dezinformacyjnego jeszcze na początku 2024 roku. Wspominam o tym, żeby uniknąć oberwania argumentum ad mądrościum post factum. W odcinku tym pogadaliśmy o tym, że AD raczej nieszczególnie na serio myśli o tej swojej późniejszej karierze, bo z tą niepodległością to u niego bardzo krucho było (szczególnie pod koniec drugiej kadencji Zjednoczonej Prawicy, kiedy klepał wszystkie pomysły tejże partiim mające na celu zabetonowanie jej wpływów po potencjalnej porażce).
Potem zaś okazało się, że mieliśmy rację. Najpierw Andrzej Duda został najzwyklejszym w świecie content creatorem u Stanowskiego. Dlatego też napisałem wcześniej, że trochę śmieszno (bo to Duda), ale jednak trochę straszno (bo to jednak były prezydent). Bardzo szybko okazało się, że mało kto chce oglądać te jego rozmowy. I w sumie było to najmniejsze zaskoczenie świata, bo Duda był i jest człowiekiem praktycznie całkowicie pozbawionym charyzmy i to na każdej możliwej płaszczyźnie. Nie umiał w publiczne wystąpienia. Nie potrafił zapanować nad mimiką (pierdyliony memów i krótkich filmików dobitnie o tym świadczą) i co chyba najgorzej rokowało dla jego kariery w Kanale Zero: nie potrafił ciekawie opowiadać nawet wtedy, gdy miał do opowiedzenia coś ciekawego. Tym samym nikogo nie powinno dziwić to, że w momencie, w którym Duda został byłym prezydentem, któremu oglądalności nie będzie napędzać polaryzacja i elektorat prawicowy doszedł do wniosku, że „już nie trzeba” - okazało się, że nikogo za bardzo nie obchodzi to, co on ma do powiedzenia. Tak okołotematowo, nie wiem, jak bardzo trzeba nie ogarniać, żeby po 10 latach prezydentury nie mieć na podorędziu zyliona ciekawych opowieści na temat tego swojego prezydentowania. To, że ten człowiek wygrał jakiekolwiek wybory, świadczy o skuteczności propagandowej Zjednoczonej Prawicy.
Wydawać by się mogło, że gorzej już być nie może, ale wtedy okazało się, że owszem, może. Andrzej Duda został ekspertem w Heritage Foundation. Dla niezorientowanych HF jest odpowiedzią na pytanie: co by było, gdyby pewien instytut, o którym parę lat temu nie wolno było mówić, że nie wolno było o nim mówić, wiecie czego miałby, od cholery członków i jeszcze bardziej od cholery pieniędzy. Dość powiedzieć, że organizacja ta wspiera skrajnie prawicowe ruchy w Europie (poza tym tak, to ta sama, która wyprodukowała Project 2025). Jeżeli mam być szczery, to przystąpienie do tej organizacji jest bez porównania bardziej przypałowe, niż bycie content creatorem u Stanowskiego.
Jednakowoż okazuje się, że mimo tego, że Andrzej Duda jest praktycznie całkowicie pozbawiony RiGCzu, to jednak miał go bez porównania więcej od Karola Nawrockiego. I ja wiem, że to co tu opiszę, to jest sprawa błaha, ale doskonale podsumowuje to, kim jest Karol Nawrocki i jak bardzo prawdomówny jest to człowiek. Otóż, jakiś czas temu głośno zrobiło się o tym, że prezydent Batyr chodzi w koszulkach „Nowrocky”, a nieco wcześniej w internetach pojawił się sklep internetowy z odzieżą tejże marki. Żeby było zabawniej gdzieś tam w tle tego wszystkiego był taki drobny fakt, że siostra Karola Nawrockiego zastrzegła znak towarowy „Nowrocky” (nie wiem, czy to poprawnie prawniczo sformułowałem).
Sam Nawrocki tłumaczył, że ani on, ani jego siostra na tym nie zarabiają. No i po prostu aż serce rośnie, jak sobie człowiek pomyśli, jak bardzo Karolowi Nawrockiemu zależy na losie przedsiębiorców. Jakiś typ chciał sobie założyć sklep internetowy i sprzedawać tam koszulki powiązane wizerunkowo z Nawrockim, a ten nie dość, że nie miał nic przeciwko temu, to jeszcze nosił koszulki tej firmy. Ale to nie tak, że on cokolwiek reklamował, on tę koszulkę pożyczył od fotografa, a w ogóle to odwalcie się od niego, bo chyba nie chcecie, żeby chodził nagi?! Toż już Duda miał więcej RiGCzu, bo po prostu chodził ciuchach Red is Bad, a nie „NowBagpipe”. Mógłbym jakoś podsumować, ale obawiam się, że pewien pan kręcący się przy prezydencie (i współtworzący przynajmniej jedną ustawę Batyrową) mógłby uznać, że to podsumowanie wyczerpuje znamiona czynu zabronionego określonego w art. 135 §2 kodeksu karnego, a niepotrzebny mi SLAPP.
I tym, znowu nie wiadomo jakim, akcentem zakończę powyższą Ścianę Tekstu.
Źródła:
https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-wybuchy-w-bahrajnie-katarze-i-emiratach-iran-atakuje-wbrew-o,nId,22616895
https://www.onet.pl/styl-zycia/iwona-zielinska-sasiada/operacja-porwania-maduro-chirurgiczna-akcja-ktora-kosztowala-zycie-wenezuelskich/yeyl5cy,30bc1058
https://x.com/RobertWinnicki/status/2029285181132018171
https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-hiszpania-nie-zmienia-zdania-mowia-o-nadzwyczajnym-bledzie-u,nId,22616673
https://www.bbc.com/news/articles/c9dn3j04lydo
https://x.com/DawidKamizela/status/2025147440874016954
https://x.com/DawidKamizela/status/2028054535009136737
https://dorzeczy.pl/opinie/854243/szlapka-o-slowach-pamuly-z-pis-one-sa-dyskwalifikujace.html
https://x.com/DawidKamizela/status/2027776675350491590
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/przemyslaw-czarnek-ostro-o-safe-zarzuty-pod-adresem-koalicji/x6q4bf9
https://dorzeczy.pl/opinie/858976/mentzen-wydajemy-juz-astronomiczne-pieniadze-na-wojsko.html
https://www.press.pl/tresc/89165,andrzej-duda-poprowadzi-program-w-kanale-zero