wtorek, 26 listopada 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #134

 Przyznam szczerze, że pierwotne założenie było takie, żeby o zwycięstwie Trumpa napisać osobny tekst, ale potem sobie pomyślałem, że może lepiej wrzucić to w Przegląd, bo w przeciwnym wypadku Przegląd zostanie przesunięty na nie-wiadomo-kiedy. Kolejna sprawa, do której się muszę przyznać (owszem, również szczerze) to to, że ja się już jakiś czas temu przestawiłem i staram się nie komentować zbyt wielu wydarzeń „na świeżo” (a już w szczególności wydarzeń o takiej kategorii wagowej) ze względu na to, że bardzo często się okazuje, że informacje, na których człek opiera swoje wielce-uczone-wywody się dezaktualizują i potem trzeba posypywać głowę obierkami z cebuli. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że notka poświęcona zwycięstwu Trumpa miała mieć tytuł „Nie jest dobrze”.

Przyznam szczerze, że byłem lekko zaskoczony wynikiem wyborów w USA. Co prawda nie spodziewałem się jakiegoś ogromnego pospolitego ruszenia i gigantycznego zwycięstwa Harris (po hamerykańsku to się chyba „landslide” nazywa) w rodzaju tego, które wywalczył sobie Obama w 2008 roku. Obstawiałem, że wszystko rozstrzygnie się tak, jak w 2020, czyli „na żyletki”.

Rzecz jasna już „po wszystkim” obrodziło ekspertami, którzy zaczęli tłumaczyć, że jakby co, to było wiadomo od początku jak to się skończy, albowiem (i tu wstaw dowolny argument, który przyszedł ekspertowi do głowy). W tym miejscu warto poczynić jedno rozróżnienie. Prawicowi „eksperci” również utrzymują, że jakby co, to oni wszystko przewidzieli. Nieśmiało przypominam, że ci sami ludzie „przewidzieli” zwycięstwo Trumpa w 2020 roku, zaś po tym, gdy jednak się okazało, że Trump wyborów nie wygrał „przewidywali”, że Trump, mimo przegranych wyborów, utrzyma się przy władzy. Prezydent Andrzej Duda, który w 2016 roku pogratulował Trumpowi zwycięstwa, w 2020 gratulował Bidenowi „udanej kampanii”. Najmniejszym zaskoczeniem świata było to, że po listopadowych wyborach znowu pogratulował zwycięstwa. To zupełnie tak, jak gdyby była tam jakaś prawidłowość, której nie jestem w stanie uchwycić moim lewackim rozumem.


Nieco zaś bardziej na serio, gdyby faktycznie cała ta ekipa „wiedziała”, jak potoczą się wypadki, to nie budowałaby narracji, z których wynikało, że o wyniku wyborów na bank zadecydują głosy Polonii, bo jakoś tak się złożyło, że skala wygranej Trumpa jest taka, że te głosy miały marginalne znaczenie. Tak samo, jak w 2020, to był z ich strony czysty hazard. I o ile teraz mogą tłumaczyć wszystkim dookoła, że to właśnie oni mieli rację, to w 2020 nie bardzo mogli.


Jeszcze inna grupa ekspertów zajęła się tłumaczeniem przyczyn porażki Kamali Harris. Co ciekawe, w tym konkretnym przypadku wystąpiła duża zgodność poglądów pomiędzy hardkorowymi liberałami i lewicą zawierciańską. Otóż, zdaniem tych ekspertów Harris przegrała przez „Woke”.  Uwaga natury ogólnej. Woke is the new Ideologia LGBT, która swego czasu była unowocześnioną Ideologią Gender (wszystko to zaś jest teraz spinane klamrą „kulturowy neomarksizm”). Mając świadomość tego, że mogę wjechać na pełnym gazie w prawo Godwina napiszę, że prapoczątków kulturowego neomarksizmu należy szukać pomiędzy pojęciami takimi jak „bolszewizm kulturowy”. Eufemizując: tego rodzaju definicje nie pochodzą z dobrych miejsc.

Jeżeli chodzi o te zarzuty, to ja sobie pozwolę zacytować bohatera jednego z przedpotopowych filmów: „nie wydaje mnie się”. Jeżeli Harris coś obiecywała, to było to utrzymanie już obowiązującego prawa. Dla przypomnienia, w USA przez prawie pół wieku aborcja była legalna we wszystkich stanach (część z nich, rzecz jasna, usiłowała z tym walczyć). Potem zaś się okazało, że konserwatywna część SCOTUS, która teraz stanowi większość, uznała, że co to, to nie. Deklaracje o tym, że może warto by było w jakiś sposób przywrócić stan sprzed dosłownie dwóch lat, uczeni w mowie i piśmie nazywają „woke”. Ja jestem co prawda prosty lewak, ale wydaje mi się, że wystarczy w takich uczonych analizach zamienić kilka liter, żeby otrzymać słowo „racjonalizacja”.  


No dobra, czemu więc Harris przegrała? Wzniosę się teraz na wyżyny erudycji i swojej wiedzy na temat USA i odpowiem: nie mam zielonego pojęcia. Gdyby nie kontekst, niewymownie bawiłyby mnie wrzutki w rodzaju tej, że za pieniądze Elona ogarniano jakieś działania, mające na celu zniechęcenie konkretnych grup wyborców do głosowania na Harris. W dzisiejszych czasach tego rodzaju działania to, niestety, standard. Czemu więc ktoś dziwi się temu, że stosowano je w USA? Tego nie wiem, bo nie jestem ekspertem.

Jak już wspomniałem wcześniej, tytułem osobnej notki na temat zwycięstwa Trumpa miało być „nie jest dobrze” i to doskonale oddaje moją opinię na ten temat. Ja doskonale rozumiem, że Demokraci nie są idealni, ale prawda jest taka, że w naszych okolicznościach przyrody (wojna za wschodnią granicą) była to dla nas jedyna opcja, która gwarantowała bezpieczeństwo. Otoczenie Trumpa składa się z wysoko skarpetosceptycznego środowiska. Tam jest od groma osób, które bezrefleksyjnie powielają rosyjskie dezinfo (np. Musk). I choć część ekspertów (i to legitnych) twierdzi, że Putin może się jednak zawahać przed eskalowaniem konfliktu ze względu na obawy przed nieprzewidywalnością administracji Trumpa, to ja nie jestem aż takim optymistą. Nieśmiało przypominam, że otoczenie Trumpa składa się z ludzi, którzy opowiadają o tym, że ta wojna to jest w sumie na rękę tylko biznesowi zbrojeniowemu i że trzeba ją zakończyć jak najszybciej. Z tym drugim się zgadzam, a co do tego pierwszego, to ja nieśmiało przypominam, że gdyby podobna argumentacja przeważyła w takcie II wojny światowej, to jej historia mogłaby się potoczyć zgoła inaczej.

Dodajmy do tego to, jakie pomysły na temat „zakończenia wojny” krążą. Jeden z nich polega na zamrożeniu konfliktu. Zdemilitaryzowaniu kawałka Ukrainy, zbanowaniu jej możliwości wstąpienia do NATO w najbliższym czasie. Pokoju zaś w UA na granicy mieliby strzec europejscy żołnierze. To jest pomysł genialny w swej prostocie, bo Rosjanie mogliby wybijać tych żołnierzy dziesiątkami i setkami i nie stanowiłoby to podstawy do uruchomienia artykułu 5 NATO. Gdyby byli tam żołnierze USA, to administracja Silnego Dona musiałaby zareagować, żeby nie okazać słabości. No ale najważniejsze, że po zwycięstwie Trumpa „Salon wyje”, a lewaków bolą dupy. Kwestie tak trywialne, jak bezpieczeństwo naszego kraju, nie zasługują na uwagę.

Skoro najważniejszy i największy temat, który pewnie będzie się nam odbijał czkawką przez kilka najbliższych lat mamy za sobą, to możemy przejść do tematu, który teraz odbija się czkawką Ziobroidom. O tym, że Fundusz Sprawiedliwości był w wydaniu wyżej wymienionej formacji jednym wielkim wałem, wiadomo od dawna. Wiadomo również, że Ziobroidy bronią się tak, że w sumie to wszystko odbywało się zgodnie z prawem i że nie było tam żadnych wałków. Ostatnio okazało się, że wszystko było tak bardzo w porządku, że ksiądz salcesoniusz spotykał się ze Zbigniewem Ziobrą 33 razy przed podpisaniem umowy (tl;dr kasa na centrum medialne).

To jeszcze nic. Ksiądz salcesoniusz był tak bardzo pewny swego (zapewne zaufał opatrzności bożej), że jeszcze przed ogłoszeniem konkursu kombinował z pożyczką na zakup działki, na której miało stanąć to centrum. Tego rodzaju przypadków było tam całe mnóstwo. Moim ulubionym jest to, co udało się wynorać OKO Press: „Umowa z Ministerstwem Sprawiedliwości zobowiązywała Fundację Profeto do pomagania ofiarom przestępstw tylko przez rok po zakończeniu budowy ośrodka nazywanego Archipelagiem.” Nieśmiało przypominam, że Ziobroidy i wszyscy z tego towarzystwa argumentowali, że może i ten projekt jest drogi, ale (uwaga będzie capslock) CHODZI PRZECIEŻ O POMAGANIE OFIAROM PRZESTĘPSTW. Zapomnieli wspomnieć o tym, że chodziło o pomaganie im przez rok.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Od jakiegoś czasu wiadomo, że Zjednoczona Prawica może mieć problemy z subwencją. Nie, nie dlatego, że jak mówi redaktor Woś i jemu podobni „uśmiechnięta Polska się mści”. To, że PiS korzystał z pieniędzy publicznych w celu robienia sobie kampanii wyborczych wiadomo od bardzo dawna. Żeby jakoś się uchronić przed konsekwencjami, w 2019 zmieniono nawet kodeks wyborczy. I tu trzeba zastosować Chłopski Rozum: czy gdyby ci ludzie nie mieli w planach robienia wałów, to czy zdecydowaliby się na zmiany w kodeksie, które sprawiły, że uniknięcie odpowiedzialności za te wały zrobiło się znacznie prostsze? Myślę, że wątpię. Gdyby nie te zmiany w Kodeksie Wyborczym, PiS już dawno dostałby po łapach i dzięki tym właśnie zmianom znaleźliśmy się w sytuacji, którą PiS bardzo kocha, którą można nazwać „sporem prawnym”. Żeby było jeszcze weselej, w Sądzie Najwyższym PiSowską skargę na decyzję PKW będzie oceniać akurat ta izba, która już wcześniej ustaliła, że jakby co, to Wąsik z Kamińskim to byli ułaskawienie lege artis (tak, wiem, orzeczenie dotyczyło tego tylko pośrednio, niemniej jednak). Nikogo nie powinno dziwić to, że politycy Zjednoczonej Prawicy zaczęli głośno utyskiwać, że to wszystko (a jakże) polityczna zemsta, że to przygotowanie do oszustw wyborczych/etc.

Tak w temacie tych oszustw, to warto mieć w pamięci to, że partia, która teraz ma dużo do powiedzenia na ich temat, w ciągu swoich dwóch kadencji robiła wszystko, żeby utrudnić życie opozycji. Co prawda wariantu węgierskiego (nieodmiennie polecam książkę „Węgry na nowo” Dominika Hejj) się nie dało zrobić ze względu na brak większości konstytucyjnej, ale kombinowanie było. Warto sobie przypomnieć rok 2020, kiedy to Zjednoczona Prawica chciała przeprowadzić wybory kopertowe bez żadnego trybu. Urny miały zaś stać w głównej mierze przy kościołach i stacjach Orlen. Dodatkowo, zupełnym przypadkiem zamówiono wtedy 3 miliony kart do głosowania więcej, niż trzeba.  Tak samo, jak warto pamiętać o tym, jak to po utracie Senatu w 2019 PiS chciał „jeszcze raz policzyć głosy” również bez żadnego trybu. To się nie wydarzyło w jakichś zamierzchłych czasach i warto o tym pamiętać.


Afera związana z Colegium Humanum zatacza coraz szersze kręgi i ostatnio w związku z tą aferą CBA zatrzymało Jacka Sutryka, który tak się jakoś złożyło, jest prezydentem Wrocławia. Zarzuca się mu wręczenie łapówki i wyłudzenie pieniędzy (tl;dr wiedział, że ma lewy dyplom MBA, a mimo tego zasiadał w spółkach miejskich). Sam Sutryk twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, ale na GW pojawił się artykuł, w którym stało, że kwity zebrane na JS są mocne. No i teraz mamy do czynienia z ciekawym kejsem. Jeżeli bowiem JS zostanie skazany (o czym nie chce przesądzać, bo się nie znam), to jego kariera polityczna się skończy, bo wraz z prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne mandat mu wygaszą. To zaś, o ile mnie pamięć nie myli, będzie oznaczać przedterminowe wybory.

Lewica parlamentarna nie ma ostatnio dobrej passy, zaś personifikacją braku dobrej pasji jest duet Gdula&Wieczorek. Obaj zabłysnęli jakiś czas temu przy okazji zmiany dyrektora w NCBR Ideas. Teraz zaś błysnął sam Wieczorek. Rymanowski zapytał go czy ten przeprosi za to, że nikt się nie kwapi do realizacji obietnicy o akademikach za złotówkę. Wieczorek odparł, że nie, a na pytanie, czy to była ściema odparł, cytuję: „hehehe”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że to nie była obietnica lewicy, tylko Polski2050. Niemniej jednak absolutnie nic nie usprawiedliwia takiego zachowania. Tzn. ja rozumiem, że może to był nerwowy śmiech (wszystko na to wskazuje), ale jeżeli ktoś nie jest w stanie sobie poradzić z wystąpieniami publicznymi i nie jest w stanie „dźwignąć” udziału w wywiadzie, to niech (uwaga, ta rada może się wydać szokująca) nie próbuje się lansować w mediach, bo kończy się to tak, jak na załączonym obrazku.

Niestety, na tym się cała sprawa nie skończyła, bo potem wjechał damage control i Wieczorek odpytywany w tym temacie nieco później stwierdził, że w sumie to najpierw trzeba wyremontować akademiki i je zbudować. No i ok, ma częściową rację, ale jako kraj nie jesteśmy w sytuacji, w której nie ma żadnych akademików, a te które istnieją to chaty kryte strzechą. Ja wiem, że już wszyscy jesteśmy najedzeni tą erupcją lewicowej wrażliwości, ale potem było jeszcze lepiej, bo następny w kolejce był argument o tym, że w sumie to trzeba się zastanowić czy to dobry pomysł, bo jak ktoś coś za darmo dostaje, to tego nie szanuje. Bo wiecie, jak przyjedzie biedota z małych miejscowości i dostanie te akademiki za zeta, to przecież będzie tam hodować tuczniki albo ziemniaki uprawiać. Nieco zaś bardziej na serio, niezwykle ciekawi mnie ten tok rozumowania. Wieczorek wychodzi z założenia, że teraz studenci dbają o pokoje/etc. bo za to płacą, ale jeżeli nie będą płacić, to nie będą dbać. Innymi słowy, zdaniem Wieczorka jedynym, co powstrzymuje studentów przed demolowaniem pokojów jest to, że płacą za nie x złotych miesięcznie. A ja się w tym miejscu uprzejmie zapytowuję: jaki ma związek jedno z drugim? Jeżeli student zdemoluje pokój, to będzie musiał za to zapłacić, niezależnie od tego, ile musi za niego placić. No ale, z drugiej strony, może się po prostu nie znam, bo nie jestem ministrem.

Z wiadomości dobrych (potencjalnie): być może od przyszłego roku szkolnego będziemy mieli w szkołach coś, co można uznać za edukację seksualną. Dzieciaki mają być uczone o autonomii cielesnej, zagrożeniach, na jakie są narażone (przykładowo, będą uczone o tym, czym jest seksualizacja). Jak się pewnie domyślacie, prawicy się to bardzo nie podoba. Najdurniejszy argument przypadł w udziale Rachoniowi, który stwierdził, że (werble) LEWICA BĘDZIE SEKSUALIZOWAĆ DZIECI. Bo wiecie, nauka o seksualizacji to to samo, co seksualizacja. Obstawiam, że w tej sprawie może nastąpić intensyfikacja działań prawicowo-kościelnych środowisk, bo zajęcia te mają być obowiązkowe. Już teraz w tej sprawie wzmaga się Ordo Iuris i Episkopat, a wieść gminna niesie, że regionalne organizacje przykościelne zaczynają podnosić głowy. Dlatego też napisałem, że to „potencjalnie” dobra wiadomość, bo mam obawy w kwestii tego, że jeżeli Kościół będzie przeżywał wzmożenie, to PSL może się pobawić w hamulcowego.


Skoro zaś już jesteśmy przy PSLu to warto wspomnieć o tym, że partia ta robi wszystko, żeby za kilka lat wybory mogła wygrać Zjednoczona Prawica (albo np. ZP razem z Konfą), bo partia zawiadywana przez Kosiniaka-Kamysza zrobiła sobie paśnik ze Spółek Skarbu Państwa. Z jednej strony, nie dziwi mnie to nic a nic, bo wiem, jak PSL działał w latach 2007-2015. Jednakowoż z drugiej strony trochę dziwi to, że teraz PSL nadziewa się na swoją własną retorykę z lat 2015-2023, kiedy to narzekali (całkiem słusznie) na tłuste koty z PiSu. Ja się nie urodziłem wczoraj i wiem, jak działa polityka, ale tak, jak w przypadku Funduszu Sprawiedliwości byłem pod wrażeniem bezczelności, tak tu jestem pod wrażeniem bezczelności połączonej z krótkowzrocznością.

Na sam koniec zostawiłem sobie temat wyborczy. Obie duże partie zdecydowały się już na kandydatów. W przypadku KO będzie to Rafał Trzaskowski, a w przypadku PiSu Karol Nawrocki. A nie, przepraszam, to nie jest tak, że Nawrocki jest kandydatem PiS, on jest kandydatem Komitetu Obywatelskiego. Czym jest Komitet Obywatelski i dlaczego są tam PiSowcy (+  bezpośrednie otoczenie tej partii)? Nie interesujcie się, bo kociej mordy dostaniecie.


O ile w przypadku Trzaskowskiego kalkulacja była raczej prosta: jest rozpoznawalny, niewiele brakło, by wygrał w 2020 (tak, przy liczbie głosów 10 milionów + na obu kandydatów, 400K można uznać za niewielką przewagę) i tak na dobrą sprawę Zjednoczona Prawica nie bardzo ma czym w niego rzucać, bo ze wszystkiego się wystrzelała w 2018, 2020 i 2023 roku, to w przypadku Zjednoczonej Prawicy w praktyce mamy do czynienia z tym samym mechanizmem, co w 2023 roku.

Chodzi, rzecz jasna, o reanimacje starych narracji. Gdy Zjednoczonej Prawicy w oczy zaczęło zaglądać widmo utraty władzy, mieliśmy do czynienia z biegunką narracyjną. Partia skakała od narracji do narracji (robaki, papież, migracja/etc.) i usilnie starała się znaleźć jakieś polityczne złoto. Teraz zaś mamy powrót do 2015. Wtedy to partia zdecydowała się na wystawienie średnio rozpoznawalnego polityka, żeby móc tłumaczyć suwerenowi, że to będzie niezależny polityk. Obiecywano też, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. Znamienne jest to, że część komentariatu te bzdury łyknęła bez popijania. Uczeni w Mowie i Piśmie przekonywali, że może jednak ten PiS się zmienił i że nawet jeżeli nie, to taki Młody Niezależny Polityk (którego największym atutem był brak rozpoznawalności, dzięki czemu można mu było ulepić dowolny wizerunek) będzie przeciwwagą dla Kaczyńskiego. Dla tych, którzy nie byli Uczeni w Mowie i PiŚmie oczywistym było, że są to bzdury. Potem zaś przez 10 lat Andrzej Duda jako Prezydent RP (ok, to jeszcze nie są pełne dwie kadencje, ale tu się nic nie zmieni) non stop udowadniał, że jest wiernym żołnierzem partii. Najbardziej mnie jednak rozbawił NadPrezes, który stwierdził, że ten kandydat (uwaga, odstawić płyny) „zakończy wojnę polsko-polską”. Wiecie, tę samą, którą partia Kaczyńskiego podsycała przez osiem lat, wyzywając swoich oponentów od zdrajców, agentów obcych krajów, szaleńców, zboczeńców etc., etc. Nie wiem, jak skończą się te wybory, ale mam szczerą nadzieję, że nie będziemy się musieli po raz kolejny przekonywać o tym, że nie mieli racji ci, którzy twierdzili, że kandydat Zjednoczonej Prawicy okazał się, no cóż, kandydatem Zjednoczonej Prawicy.



I tym, nie wiem jakim akcentem kończę Przegląd, albowiem trzeba wracać do pisania rozdziałów.

Źródła

https://www.wprost.pl/swiat/11860572/otoczenie-trumpa-chce-zakonczenia-wojny-rosji-z-ukraina-pomoga-polacy.html

https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,31473901,jacek-sutryk-i-afera-collegium-humanum-jest-wiele-dowodow.html

https://www.psl.pl/mamy-liste-357tlustych-kotow-z-pis-w-spolkach-skarbu-panstwa/

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/zielona-fala-nakryla-polska-kolej-ponad-20-ludzi-zwiazanych-z-psl-we-wladzach-spolek/mjc1n25

https://oko.press/spotkania-ziobro-ksiadz-ustawiony-konkurs-dla-fundacji-profeto

https://oko.press/budynek-stoi-wiec-afery-nie-ma-fundacja-profeto-ks-michala-o-miala-dostac-luksusowy-prezent

https://www.infor.pl/prawo/dziecko-i-prawo/edukacja/6764194,edukacja-seksualna-obowiazkowa-w-szkolach-od-1-wrzesnia-2025-r-konsultacje-publiczne-podstawy-programowej.html

https://ordoiuris.pl/edukacja/chronmy-dzieci-przed-edukacja-seksualna-wedlug-barbary-nowackiej-ordo-iuris-publikuje-wzor-sprzeciwu-dla-rodzicow

https://wiadomosci.wp.pl/nie-bedzie-akademikow-za-zlotowke-priorytetem-sa-remonty-7093981827353536a

https://tvn24.pl/tvnwarszawa/srodmiescie/rafal-trzaskowski-kandydatem-w-wyborach-na-prezydenta-polski-kto-bedzie-rzadzic-warszawa-jesli-wygra-st8192524

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/karol-nawrocki-kandydatem-pis-na-prezydenta-kaczynski-wskazal-glowny-cel/075vms2


wtorek, 5 listopada 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #133

 Zanim przejdę do meritum, pozwolę sobie na pomarudzenie (żeby tradycji stało się zadość). Nowym mutacjom korony mogę dać 1 gwiazdkę i ich szczerze nie polecam, bo tak sobie myślałem, że jak mi już negatyw na teście wyjdzie, to powinno być lepiej. No i z jednej strony było lepiej (bo np. zatoki się odetkały), ale za to wjechało mi permanentne zmęczenie i pod pewnymi względami było momentami gorzej niż wtedy, jak byłem „pozytywny”. Niemniej jednak w ciągu półtora tygodnia się to uspokoiło i dzięki temu mogę spokojnie zasiąść do pisania Przeglądów/etc.

Niniejszy przegląd zacznę od tematu dość istotnego z punktu widzenia lewackich obowiązków. Tematem tym, rzecz jasna, będzie rozłam w partii Razem. Z doświadczenia wiem, że poruszanie tego rodzaju tematów przypomina chodzenie po polu minowym. Niezależnie od tego, jak ostrożnie będzie skonstruowany taki przekaz, zawsze się na końcu okazuje, że ktoś jest niezadowolony. Tym samym postanowiłem, że w to konkretne pole minowe po prostu wbiegnę.

O ile jestem w stanie zrozumieć frustrację razemową na to, że spora część Nowej Lewicy nie jest specjalnie skupiona na realizowaniu lewicowych postulatów, a osoby pokroju Gduli i Wieczorka są zajęte wywoływaniem jednego pożaru za drugim (które potem gaszą, wywołując jeszcze większe pożary). O jeszcze innej części lewicowych działaczy na soszjalach krążą dowcipy w rodzaju „tego i tego człeka lewica powinna wymienić na radziecki przyrząd do świecenia w dupie i jeszcze by na tym zyskała”. Rozumiem też niechęć do działaczy i polityków, którzy po wielu latach posuchy bawią się w reenacting „upartyjniania” wszelkich możliwych stołków (of korz, nie jest to jeszcze poziom Zjednoczonej Prawicy i sporo do tego brakuje, niemniej jednak, niesmak pozostaje). Na szczęście w rządzie jest ADB, ale nec hercules contra plures.


Mógłbym tę litanię na temat tego, czemu NL mnie wkurza ciągnąć dalej, ale wydaje mi się, że to, co napisałem powyżej wystarczy, żeby nakreślić moje podejście do tego, co się dzieje w NL. Niemniej jednak, wziąwszy powyższe  pod rozwagę, nie jestem w stanie zrozumieć decyzji Razemów o tym, żeby wyść z NL i próbować lewaczyć samemu. Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że nie rozumiem tej decyzji dlatego, że przecież od początku było wiadomo, że SLD gonna SLD. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem napiszę, że nie rozumiem tej decyzji, bo nie jestem w stanie wykoncypować sobie tego, jaki w Razemach może być master plan.

Może inaczej to ujmę. Co prawda w prognozy mi się nie bardzo chce bawić (bo 2015 rok nauczył mnie pokory), ale czasem sobie różne rzeczy prognozuję. Czasem też zdarza mi się opisywać to, czemu moim zdaniem doszło do tego, czy owego i dodać parę słów na temat tego „jaki zamysł stał za tą, czy inną decyzją”. Żeby nie przedłużać: mimo szczerych chęci i mimo tego, że polską politykę obserwuję od dość długiego czasu, nie jestem w stanie wymyślić niczego sensownego w tej konkretnej sytuacji. Ujmując rzecz innymi słowy: nie mam pojęcia co autor miał na myśli.


Szanse na ugranie czegokolwiek samodzielnie były w roku 2015 i w trakcie pierwszej kadencji PiSu. Niestety (z wielu przyczyn) nie pykło. Choć początkowo średnim znajdowałem pomysł startowania ze wspólnej listy z SLD, to jednak zdałem sobie sprawę z tego, że alternatywą jest zdobycie przez Razemów marginalnego poparcia. W 2023 start ze wspólnej listy był już koniecznością, bo polaryzacja w naszym kraju osiągała wartości skrajne. Od tamtej pory sytuacja na froncie polaryzacyjnym (eufemizując) nie uległa poprawie.

Moim zdaniem (a bardzo chciałbym się mylić), szanse na to, że Razemom uda się cokolwiek ugrać w trakcie samodzielnego lewakowania są bez porównania mniejsze niż te, które partia miała w latach 2015-2019. Uważam, że warunki, które wtedy panowały, pod pewnymi względami były sprzyjające. Choćby dlatego, że rządziła naszym krajem partia, która miała nieprzebrane pokłady pogardy dla obywateli. Co prawda udawało się jej to maskować nieco lepiej niż osobom, które tworzyły przekazy o tym, że przez 500+ ludzie srają na wydmach, ale gdy tylko jakaś grupa społeczna zaprotestowała w jakiejś sprawie, pogarda się z partii wylewała wszelkimi możliwymi kanałami propagandowymi.


Poza tym, rządziła nami wtedy partia, która była całkowicie pozbawiona słuchu społecznego. Ja wiem, że cała masa komentariuszy mówiła co innego, ale moim skromnym zdaniem była to próba zracjonalizowania teflonowości PiSu. No bo skoro partia była teflonowa, to chyba dlatego, że słucha ludzi, co nie? Gdyby tak faktycznie było, gdyby PiS „służył Polsce i słuchał Polaków”, to w trakcie obu kadencji PiSu do protestów dochodziłoby sporadycznie i byłyby one niewielkie. Nie ruszano by również prawa aborcyjnego. Skoro zaś już jesteśmy przy tym temacie, to warto wspomnieć o tym, że po zaostrzeniu prawa aborcyjnego w 2020 CBOS wrzucił w eter rezultaty badań, z których wynikało, że młodzież po raz pierwszy od dłuższego czasu się zaczęła identyfikować z lewicą.

Żeby nie przedłużać. W latach 2015-2019 było całkiem sporo czynników, które przy odrobinie dobrej woli lewicowe formacje mogły spróbować (w wymiarze politycznym) zmonetyzować. Rzecz jasna można dywagować na temat tego, że teraz rządzą libki i libkuja, więc Razemy mogą próbować się rozpychać na scenie politycznej, ale to jest w mojej skromnej opinii myślenie magiczne.


Żeby w pełni docenić tragizm sytuacji Razemowej wystarczy popatrzeć na to, kto poza Razemami jest w opozycji. Zjednoczona Prawica, która ma własne media (i od cholery farm trolli) oraz konfa, która co prawda mediów nie ma, ale ma wsparcie internetowe braci zza Buga. Ujmując rzecz innymi słowy: szanse na przebijanie się z własnym przekazem, będąc w takim sąsiedztwie, są czysto matematyczne.

Ktoś może powiedzieć, no elo, ale przecież rozłamowcami nie byli ci, którzy wyszli z NL, ale ci, którzy wystąpili z Razem. I taki ktoś będzie miał rację, ale trzeba mieć na uwadze to, że do rozłamu w Razemach doszło właśnie z powodu chęci opuszczenia NL. Nie było więc tak, że jakieś osoby opuściły Razem bez żadnego trybu.


Na sam koniec rozważań Razemowych zostawiłem sobie jeszcze jedną kwestię, która będzie miała spore znaczenie. Jeżeli partii Razem nie uda się wypracować w trakcie tej kadencji stabilnego poparcia sondażowego na poziomie 7-8% będzie to oznaczało spory problem „wyborczy”. Może się bowiem okazać, że część elektoratu może i by na Razemy zagłosowała, ale będzie miała obawy przed popieraniem partii, która ma matematyczne szanse na przekroczenie progu wyborczego.

Ponieważ już mi usiłowano tłumaczyć, że to wcale nie jest tak, że jak partia padnie przed progiem, to głosy oddane na tę partię są potem „rozdzielane” na inne partie, pozwolę sobie na krótką dygresję: gdyby to była prawda i gdyby liczba zdobytych przez partie mandatów nie miały związku z tym, ile partii wywaliło się przed progiem, to zupełnie niezrozumiałe będzie to, że Zjednoczona Prawica uzyskała w 2015 i 2019 tyle samo mandatów (235) mimo tego, że w 2019 udało się partii Kaczyńskiego zdobyć 6% głosów więcej, niż w 2015.


Skoro temat Razemowy mamy za sobą, możemy przejść do innego, który przy okazji można traktować jako odpowiedź na pytanie: „czemu nie możemy mieć ładnych rzeczy”. Od razu zastrzegam, że czytając ten kawałek Przeglądu będziecie zaskoczeni swoim brakiem zaskoczenia. Otóż, okazało się, że członek partii, która ostatnimi czasy stała się czymś w rodzaju awatara deweloperów (który to członek był Wiceministrem Rozwoju i Technologii) miał powiązania z deweloperami (jego kancelaria notarialna od lat współpracowała z deweloperami). Sprawę opisała Wirtualna Polska. Efekt końcowy tejże sprawy (końcowy dla wiceministra) był taki, że Jacek Tomczak wiceministrem już nie jest.

Niestety, nie oznacza to, że pomysł „kredytu 0%” zostanie zarzucony, bo przecież nie było tak, że w PSLu tylko i wyłącznie Tomczak popierał ten pomysł. Od siebie dodam tyle, że tego rodzaju sytuacje mnie zawsze lekko fascynują. Bo ok, to nie jest tak, że człowiek, którego kanca współpracuje z deweloperami musi być z natury rzeczy zły/etc. Niemniej jednak w sytuacji, w której tenże sam człowiek jest jednym ze zwolenników programu/ustawy, na której zyskają głównie deweloperzy – możemy (i powinniśmy) mówić o sporym konflikcie interesów. Tym, co mnie fascynuje, jest przeświadczenie takich ludzi o tym, że „nikt się nie dowie”. Ja wiem, że w polskiej polityce to norma, a nie wyjątek, niemniej jednak rezerwuję sobie prawo do bycia zafascynowanym tego rodzaju procesami decyzyjnymi.


W zeszłym tygodniu skończyła swoją pracę komisja, która zajmowała się podkomisją (tak, to już jest poziom incepcji) Antoniego Macierewicza, próbującą udowodnić, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Część z informacji, które wrzucono do raportu była znana. Jednakowoż w raporcie było również całkiem sporo informacji, które można traktować jako nowość (aczkolwiek wpisującą się w dotychczasową działalność pewnego polityka). Zacznijmy od tego, że choć już wcześniej wiedzieliśmy, że komisja Macierewicza dezinformuje społeczeństwo (co znamienne, dezinformuje za publiczną kasę [tak, wiem, TVP Info też dezinformowało]), ale teraz dostaliśmy glejty.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Ponieważ wcześniejsze dokonania ekipy Macierewicza były uznawane za żart (bo brakowało w nich fachowców), Pan Antoni postanowił sięgnąć po legitnych ekspertów. Pan Antoni zignorował jeden drobny szczegół. Szczegółem tym był fakt, że niezależni zewnętrzni eksperci nie będą produkowali raportów/analiz pod tezę o zamachu. Ponieważ w pewnym momencie ten szczegół zaczął się robić problematyczny (konkretnie zaś w momencie, w którym okazało się, że analizy/raporty nie potwierdzają tezy o zamachu), próbowano, na ten przykład przekupić ekspertów. Gdy to nie pomogło, a jeden z ekspertów stwierdził, że skoro mu nie zapłacono, to on opublikuje raport – komisja zaczęła go straszyć krokami prawnymi. Innymi słowy: srogo nie pykło.

Jednakowoż, ponieważ mamy do czynienia z Antonim Macierewiczem, cała sprawa miała jeszcze jedno dno, które to dno do złudzenia przypominało kształtem onucę. Antoni Macierewicz spotykał się w trakcie prac komisji z dwoma Rosjanami. O spotkaniu z jednym poinformował SKW na tyle późno, że ów Rosjanin zdążył wrócić „do swoich”. O spotkaniach z drugim (który kontaktował się z nim używając fejkowego imienia i nazwiska) Antoni nie poinformował nikogo, a kontaktował się z nim przez parę lat. Były to kolejne z bardzo wielu „rosyjskich” przypadków związanych z Niezatapialnym Antonim. Gdyby nie kontekst, zabawne byłoby to, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego informowała zarówno Błaszczaka (który był ministrem), jak i Kaczyńskiego (który był wicepremierem), że z tą komisją jest coś srogo nie tak. I to informowała o tym wielokrotnie.

Niestety, nie możemy na tym zakończyć tematu Macierewiczowego, albowiem kilka dni temu komisja ds. badania rosyjskich wpływów zorganizowała konfę, na której przedstawiono dotychczasowe ustalenia. Jak bardzo będziecie zdziwieni, gdy wam napiszę, że głównym bohaterem konferencji był Pan Antoni? Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem to, że część komentariatu (np. dziennikarz Onetu) rzuciła się do obrony Niezatapialnego Antoniego. O ile prawicowe narracje można jeszcze jakoś zrozumieć (tl;dr Antoni jest bohaterem, a to oznacza, że nie mógł się kontaktować z Rosjanami/etc.), to obrony w wykonaniu wyżej wymienionego dzienniakarza (notkę, w której Doniesienia złomują tekst Jurasza załączę w źródłach) zrozumieć się już za bardzo nie da, bo ów dziennikarz bardzo się starał wykazać, że chyba nie bardzo zrozumiał czym zajmuje się komisja i co tak właściwie tam na temat Macierewicza opowiedziano. I dzięki takim właśnie ludziom, Antoni Macierewicz (przynajmniej do tej pory) był niezatapialny.

Jestem tak stary, że pamiętam, jak Red is Bad po raz pierwszy (w ramach pogardy dla socjalizmu, rzecz jasna) wyciągnęło rękę po publiczne pieniążki. Co prawda zrobiono to sprytnie, bo chodziło o to, że jedna z zawiadywanych przez władzę rozlewni wody nawiązała współpracę z RiB i wypuściła serię flaszek z wodą z okazjonalną etykietą. Był to rok 2017. Potem współpraca pana Sz. z władzami zrobiła się o wiele bardziej spektakularna i o wiele bardziej intratna dla Sz. Współpraca była na tyle intratna, że pan Paweł, przeczuwając koniec władzy Zjednoczonej Prawicy, próbował katapultować się za granicę (tak, jak każdy uczciwy obywatel, który nie ma sobie nic do zarzucenia). Gdy atmosfera zaczęła gęstnieć, nic nie mający sobie do zarzucenia Sz. wyjechał na Dominikanę, z której to Dominikany został kilka dni temu deportowany. Nieco zabawne były próby przekonania suwerena (podjął się tego jego ówczesny prawnik, pan Bartosz z Ordo Iuris), że on tak właściwie to sam z siebie chciał pojechać do Polski i zdać się na łaskę wymiaru sprawiedliwości. I wszystko fajnie, ale w kontekście powyższego warto sobie zadać jedno, bardzo istotne pytanie: po co w ogóle wyjeżdżał?

Mniej więcej w tym samym czasie marka RiB zawiesiła działalność (miało to związek z tym, że banki nie chciały z nimi współpracować, a parę kont zostało zajętych). W pewnym momencie pojawiły się informacje na temat tego, że Sz. może „pójść w koronę”, które to informacje zostały szybko zdementowane, albowiem prokuratura stwierdziła, że pan Paweł nie ma zbyt wiele do zaoferowania, z czego z kolei wynika, że glejty na wszystko są mocne. Z informacji uzyskanych od proka wynika, że pan Paweł mógłby co najwyżej być małym świadkiem koronnym. Przyznam szczerze, że to mnie akurat rozbawiło. Rozbawiło mnie dlatego, że wyobrażam sobie potencjalny dysonans poznawczy wszelkiej maści prawilnych ziomków, chodzących w ubraniach RiB, gdyby się okazało, że zawiadowca ich ukochanej marki odzieżowej (parafrazując pewną urzędniczkę pracującą przy Funduszu Sprawiedliwości) się rozpruł.



I tym, wydaje mi się, że optymistycznym akcentem, zakończę powyższy Przegląd.


Źródła:


https://oko.press/rozlam-w-razem-polityczki-odchodza-z-partii-jak-do-tego-doszlo

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8111172,lewica-mlodziez-mlode-polski-cbos.html

https://www.rmf24.pl/polityka/news-dymisja-w-rzadzie-jacek-tomczak-zlozyl-rezygnacje,nId,7846733#crp_state=1

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-raport-o-podkomisji-smolenskiej-tak-pracowal-zespol-macierew,nId,7842312

https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/pierwszy-merytoryczny-raport-z-prac-komisji-ds-badania-wplywow-rosyjskich-i-bialoruskich

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/staropolanka-red-is-bad-limitowana-edycja-krytykowana-przez-internautow-producent-tlumaczy-to-nie-ideologia-tylko-biznes

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/areszt-dla-pawla-szopy-jest-decyzja-sadu-w-sprawie-tworcy-red-is-bad/qnd0hz9

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-marka-red-is-bad-zawiesza-dzialalnosc-pojawilo-sie-oswiadcze,nId,7844328