środa, 25 października 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #19

Wiceminister Sprawiedliwości, Patryk Jaki, wielokrotnie ostrzegał nas przed elitami, które przyzwyczaiły się do bezkarności i zawsze stają w obronie swojej „korporacji” i że trzeba to wreszcie zmienić. Okazuje się, że wszyscy, którzy się śmiali z tych słów, będą musieli wiceministra Jakiego przeprosić. 12 października przyzwyczajone do bezkarności elity, po raz kolejny stanęły w obronie swojej „korporacji” i zagłosowały przeciwko uchyleniu immunitetu posłowi Dominikowi Tarczyńskiemu (aka „Jenot”). Minister Jaki, chcąc w pełni ukazać stopień bezkarności elit, przed którymi nas przestrzegał, zagłosował tak jak one.

Nie tak dawno temu Premier Beata Szydło powiedziała, że nie widzi potrzeby rekonstrukcji rządu. Jakiś czas później, Prezes Polski oświadczył, że do takowej rekonstrukcji dojdzie. Coś mi mówi, że w momencie, w którym Premier Beata Szydło dowie się o tym, jakie decyzje personalne podjęła, będzie nimi nielicho zaskoczona.

Spór na linii Prezydent RP – PiS, o metodologię rozpieprzania sądownictwa w Polsce (bo w kwestii tego, że należy je rozpieprzyć i uPRL-owić – nie ma między nimi sporu), zaowocował hejtowaniem Prezydenta przez harcowników/harcowniczki Dojnej Zmiany. Jedną z takich harcowniczek jest poseł Krystyna Pawłowicz, która udzieliła wywiadu (przypominającego kilkunastominutowy spot wyborczy Prawa i Sprawiedliwości) telewizji wPolsce, nazwała Prezydenta RP „Adrianem”. Muszę przyznać posłowi Pawłowicz, że był to hejt na poziomie „meta”, albowiem poseł Pawłowicz, nie chcąc hejtować Prezydenta wprost, stwierdziła, że ludzie mówią i piszą, że (w skrócie) „Adrian  mści się na prezesie za to, że w Uchu Prezesa się z niego śmiali”. Heheszkowanie z „Ucha”, w wykonaniu posła Pawłowicz, jest samo w sobie dość zabawne. Choćby dlatego, że nie tak dawno temu twierdziła, że Górski (twórca „Ucha”) ośmiesza ich (polityków PiS) „swoją agresywną niesympatią”. W tym samym wpisie przeżywała również, że przedstawiono ją zgodnie z „wyobrażeniami ukształtowanymi przez hejty i bluzgi lewactwa”. Skoro to wszystko opiera się na „lewactwie”, to z tego by wynikało, że poseł Pawłowicz cytując (pośrednio) „Ucho”, stała się (pośrednio) „bluzgającą lewaczką”. Tak z zupełnie innej beczki, czy ktoś wie, gdzie mogę oddać swoją kartę lewaka?

Prezydent RP postanowił dołączyć do programu „Chazan+” i oznajmił, że jeżeli ustawa odbierająca kobietom prawo do terminacji ciąży w przypadku stwierdzenia nieodwracalnego uszkodzenia płodu zostanie przegłosowana, to on ją podpisze. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że między Chazanem a Prezydentem RP jest jedna, zasadnicza różnica. Chazan (eufemizując) przeczołgał jedną kobietę, Prezydent chce przeczołgać prawie wszystkie („prawie wszystkie”, bo zygotarianie się wycwanili i zamiast iść „na rympał”, usiłują wprowadzić całkowity zakaz aborcji stosując taktykę salami). Wydaje mi się, że z decyzji Prezydenta najbardziej ucieszą się producenci dużych termosów/ciepłej odzieży, bo kolejny antyzygotariański protest odbędzie się, najprawdopodobniej, na mrozie.

Według sondażu przeprowadzonego przez CBOS w dniach 5-12 października, na PiS (wraz z Solidarną Polską i Polską Razem) zagłosowałoby 47% deklarujących udział w wyborach. Co zrozumiałe, prorządowe i rządowe media cieszyły się z tak doskonałego wyniku. I tylko w CBOS-ie nikt się nie cieszył, bo zbyt późno się zorientowano, że ktoś przez przypadek zamienił kolejność cyfr...

Szef MON oznajmił ostatnio, że jego komisja ds. udowadniania, że w Smoleńsku był zamach, znalazła w zapisie jednego z rejestratorów moment eksplozji. Miejmy nadzieję, że nie chodziło o jeden z rejestratorów, o których 3 lata temu wspominały niezależne mendia w artykule pt. „Naukowcy dowodzą: czarne skrzynki zostały sfałszowane”.

W sukurs Latającemu Cyrkowi Antoniego Macierewicza przyszedł Ryszard Czarnecki, który był łaskaw powiedzieć, że „jeśli dziś ktoś wyklucza na 100 procent, że nie było zamachu, bardzo bym podejrzewał, że jest rzecznikiem interesu Rosji”. Pozwolę sobie na parafrazę: „jeżeli dziś ktoś opowiada takie bzdury, to bardzo bym podejrzewał, że jest rzecznikiem interesu jakiejś wytwórni wódek”.

MON wymyślił sobie program o nazwie „strzelnica w każdym powiecie”. Oszacowano, że pomysł ów będzie kosztować około 2,6 miliarda złotych. I to jest, moi drodzy, dowód na to, jak doskonale radzi sobie w dziedzinie finansów PiS. Po przejęciu władzy przez obóz Dojnej Zmiany, polski budżet był w opłakanym stanie. Było tak źle, że rząd PiS musiał zrezygnować z dotowania programu in vitro, bo, jak powiedziała ówczesna rzeczniczka rządu. „nie stać nas na jego finansowanie”. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że roczny koszt dotowania in vitro to było +/- 100 milionów. Skoro teraz stać nas na znacznie większe wydatki, to, jak mniemam, PiS przywróci finansowanie in vitro z budżetu, bo przecież przyczyny zakończenia programu były stricte finansowe, a nie ideologiczne, nieprawdaż?

Jeżeli kiedyś mieliście przeczucie, że rząd chce Was zabić, to teraz możecie być tego pewni. Na Twitterowym koncie Ministerstwa Środowiska pojawiła się w pewnym momencie grafika, na której stało, że „Upadający świerk może zabić człowieka”. Informacja ta bardzo szybko zniknęła z konta. I teraz należy sobie zadać pytanie o to, CZEMU TA INFORMACJA ZOSTAŁA USUNIĘTA? Cui Bono???

W zeszłym tygodniu na FB i Twitterze pojawiać się zaczęły wpisy opatrzone hashtagami #metoo i #jateż. Ponieważ każde z Was na pewno widziało te wpisy (a część sama je zamieszczała), tłumaczenie „o co chodziło w akcji” jest raczej zbędne. Jak zawsze przy tego rodzaju akcjach, spod kamieni wypełzła ziomberiada, która wychodzi z założenia, że molestowanie to urban legend (ze stref „no-go”), a klepnięcie kobiety w tyłek to element small-talku (względnie - komplement), więc czemu one teraz piszą, że to molestowanie/etc. Pojawiło się też sporo głąbów, którzy uznali, że warto przypomnieć, że #notallmen i że oni to by nigdy tego nie zrobili, a poza tym czasem to przecież tylko takie żarty są, więc czemu te kobiety się teraz awanturują? Zacznijmy od końca. Jeżeli wydaje Ci się, że sobie „pożartowałeś”, albo „komplementowałeś”, a teraz widzisz, że ktoś wrzucił w internety wpis z Twoimi „żartami”/”komplementami” i hashtagiem #metoo, to masz rację – wydawało Ci się. Nie chciałbym być źle zrozumiany, albowiem, jak każda niezłośliwa osoba, doskonale zdaję sobie sprawę z „instytucji” trashtalku, którą to instytucję rozumiem jako „dwie lub więcej osób, które dobrowolnie biorą udział w akcji wzajemnego hejtowania się”. Słowem kluczem jest słowo „dobrowolnie”. To trochę jak z treningiem bokserskim (pozwolę sobie na zapożyczenie od Johna Olivera). Jeżeli dwie osoby chcą brać udział w sparingu, wszystko jest w porządku. Jeżeli zaś zgodę na taki sparing wyraziła tylko jedna osoba, to nie mamy do czynienia z treningiem, tylko z przestępstwem. Wybitnym kretynizmem popisywali się również autorzy wpisów, w których klarowano, że w sumie to nie ma problemu, bo „nie wszyscy mężczyźni molestują i że oni to już na pewno nie”. Wyobraźmy sobie takie zachowanie w nieco innej sytuacji. Ktoś zaczyna opowiadać o tym, że jego wujek zginął, potrącony przez rozpędzone auto. I teraz sobie wyobraźmy, że ktoś to komentuje w sposób „Nie wszyscy kierowcy rozjeżdżają pieszych, a poza tym, to ja bym nigdy Twojego wujka nie rozjechał”.

Wicepremier Jarosław Gowin zabrał głos w sprawie protestu rezydentów. Stwierdził on, między innymi, że „obecne oczekiwania płacowe rezydentów rozsadziłyby budżet”. Gdybym był złośliwy, napisałbym, że Gowin jest kolejnym przedstawicielem władzy, który ordynarnie ściemnia, tłumacząc, że rezydentom chodzi o kasę. Ponieważ zaś nie jestem złośliwy, pozwolę sobie uspokoić Jarosława Gowina, parafrazując Premier Beatę Szydło. Panie wicepremierze, wystarczy nie kraść, a pieniądze na podwyżki znajdą się bez problemu. 

Poziom nagonki na lekarzy rezydentów sugeruje, że już niebawem może wystartować kampania „Sprawiedliwe Rezydentury”. Na pierwszy ogień pójdzie historia rezydentki, która zarabiała tak dużo, że stać ją było na zagraniczne wojaże. W trakcie jednego z tych wojaży rezydentka nudziła się tak bardzo, że postanowiła uratować życie kilku osobom, a teraz udaje, że niby pojechała tam specjalnie po to, żeby pomagać ludziom. Bohaterem drugiej historii będzie lekarz rezydent, który miał tyle hajsów, że żarł kawior garściami. W pewnym momencie rezydentowi ten kawior zaczął szkodzić i zaczął (z przyczyn zdrowotnych) zagryzać go chlebem. Wierzę w inwencję rządowych trolli, więc takich historii będzie na pewno znacznie więcej.

Przy okazji debaty na temat zarobków lekarzy rezydentów (którą mainstreamowe media „nierządowe” prowadzą, mimo że przykrywają w ten sposób główny postulat rezydentów), nie mogło zabraknąć głosu ludzi, którzy najprawdopodobniej nie wiedzą o tym, że czasami milczenie jest złotem. Jedną z takich osób był Konrad Piasecki, który był łaskaw napisać, że „A może by tak, przy okazji protestów, pomyśleć o wprowadzeniu opłat za studia medyczne, ale płacić młodym lekarzom przyzwoicie od początku?” Indagowany przez jedną z internautek o to, czy płatne powinny być tylko studia medyczne, czy, na przykład, również dziennikarskie, odpowiedział: „Ja jestem zwolennikiem płatnych studiów. Wszystkich”. Ponieważ jego wpis spotkał się z krytyką, zaczął potem tłumaczyć, że on, co prawda, nie płacił za swoje studia, ale może będzie płacił za studia swoich dzieci, więc nie bardzo wie o co chodzi krytykom. Dodał również, że jeżeli kogoś nie stać na studia, to przecież można wszystko załatwić za pomocą kredytów/stypendiów. Stosunkowo rzadko zdarza się mi przeczytać pierdylion wpisów autorstwa jednej osoby, które to wpisy można by było skrócić do zdania „jestem zwolennikiem bycia bogatym”.

Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale marszałek Senatu, Stanisław Karczewski, jest podróżnikiem w czasie, który przybył do nas z roku 2026. Nie wierzycie? To w jaki sposób wytłumaczycie ten wpis: „Warto, nim powie się coś nieodpowiedzialnego, popatrzeć na tabelę wzrastających wydatków pub. na ochronę zdrowia w Polsce #dobrazmiana”? Dodam, że wpis ten został opatrzony wykresem, z którego wynikało, że nakłady na służbę zdrowia rosły z roku na rok i w 2025 roku przeznaczyliśmy na nią 6% PKB. I co Wy na to, niedowiarki?

Borys Budka był łaskaw zbóldupić okrutnie po tym, jak w jednym z odcinków „Ucha Prezesa” znalazł się fragment, z którego wynikało, że poseł Budka ma romans z posłanką Kamilą Gasiuk-Pihowicz. Reakcja posła Budki sugeruje, że do tej pory leżał on pod lodem i nie widział wcześniejszych odcinków „Ucha Prezesa”, w których, na ten przykład, sugerowano, że szef MON ma romans z jednym ze swoich podwładnych (Bartłomiejem „złotym medalistą” Misiewiczem), nie widział również odcinka, w którym Prezes udał się z posłanką Szczypińską do innego pomieszczenia, bo posłanka go chciała „przebadać”, zaś z badania wrócił w bardzo dobrym humorze. O takich drobnostkach, jak Mariusz Błaszczak testujący kocie żarcie (bo może zatrute), już nawet nie warto wspominać. Owszem, „Ucho” zdrowo przegina, ale nie udawajmy, że to przeginanie zaczęło się w momencie, w którym „oberwał” Budka. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że posłanka Gasiuk-Pihowicz podeszła do całej sprawy z dystansem (i wysłała pączki aktorce, która ją zagrała). Tak swoją drogą, zastanawiam się, na ile reakcja Budki była wywołana tym „romansem”, a na ile tym, że „Ucho Prezesa” jest znacznie lepszą opozycją od PO.

Marszałek Karczewski postanowił wypowiedzieć się po raz kolejny w temacie protestu lekarzy rezydentów. Tym razem zwrócił się bezpośrednio do nich i rzekł był, że „Warto pracować dla idei, nie dla pieniędzy”. Bardzo szybko zareagowała na to Partia Razem, na której koncie opublikowano screen z oświadczenia majątkowego, które złożył Stanisław Karczewski. Z oświadczenia wynikało, że Senator za swoją „pracę dla idei, nie dla pieniędzy” zarobił prawie 300 tys. zł (32.300 diety parlamentarnej i wyjazdowej oraz 265.400 jako marszałek Senatu RP). Ktoś może powiedzieć, że to sporo kasy, ale przypominam, że marszałek jest podróżnikiem w czasie i ta kasa mu się po prostu należy.

W debacie na temat strajku rezydentów nie mogło zabraknąć głosu Magdaleny Ogórek, która stwierdziła (w skrócie), że cały ten protest o kant dupy rozbić, bo ona widziała, jak dwójka lekarzy wypiła latte w kawiarni, a potem poszła protestować. Zastanawia mnie to, czemu Magdalenie Ogórek wydaje się, że jest zabawna. Być może chodzi o to, że jej start w wyborach prezydenckich był żartem, a jej wynik wyborczy był raczej śmieszny.

Źródła:





(od 2 minuty)

http://wpolsce.pl/magazyn/1205-krystyna-pawlowicz-to-nie-jest-juz-uzgadnianie-a-przeczolgiwanie-prezesa-kaczynskiego


https://www.wprost.pl/kraj/10046407/Pawlowicz-o-swojej-postaci-w-Uchu-Prezesa-W-rzeczywistosci-jestem-bardzo-ladna-mila-zyczliwa-i-lagodna.html






http://www.rp.pl/Kraj/171019291-Ryszard-Czarnecki-Jesli-ktos-wyklucza-zamach-jest-rzecznikiem-Rosji.html


https://www.wprost.pl/light/10081471/Internauci-wysmiewaja-mema-o-morderczym-swierku-O-co-chodzi-w-kampanii-ministerstwa.html





http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22552800,marszalek-senatu-przemowil-do-lekarzy-myslenie-o-pieniadzach.html








poniedziałek, 16 października 2017

Młot na rezydentów

O proteście lekarzy rezydentów chciałem napisać już wcześniej, ale uznałem, że warto się wstrzymać i poczekać na reakcję władz. Domyślałem się, że ta reakcja może być dość „ostra”(bo nasze władze lubią warczeć), ale nie przypuszczałem, że odpowiedzią na protest będzie kampania dezinformacyjna o tak dużej skali. Najbardziej absurdalne jest to, że przyczyną, dla której władze zaczęły szczuć na lekarzy rządowe me(n)dia i e-bydło, jest uprawiana przez Prawo i Sprawiedliwość kretyńska propaganda sukcesu połączona z wewnętrznym przymusem „dojebywania” poprzednikom. Kampania dezinformacyjna była na tyle skuteczna, że złapała się na nią nawet część komentatorów antypisowskich, którym przypadła w udziale zaszczytna rola pożytecznych idiotów. Gwoli ścisłości, kampania dezinformacyjna nie polegała na tym, że e-bydło i rządowi me(n)diaworkerzy usiłowali utopić rezydentów w gównie. Te usiłowania były zwieńczeniem kampanii.

Celem kampanii dezinformacyjnej było przekonanie społeczeństwa do tego, że rezydenci protestują prawie wyłącznie dlatego, że (upraszczając) „chcą się nachapać”. Jak już suwerenowi zaczęto wbijać do głów, że rezydenci chcą jedynie podwyżek – do gry weszło e-bydło, które zaczęło wyszukiwać protestujących rezydentów na FB i Instagramie, po to, żeby potem spamować internet screenami, z których wynikało, że rezydenci „mają szmal”, a mimo tego „chcą więcej”. Wisienką na torcie był artykuł pt. „Kontrowersje wokół rezydentów. Narzekają na zarobki, jedzą kanapki z kawiorem”. Czy możemy mieć pewność co do tego, że ta nagonka była „zorganizowaną akcją”, a nie samowolką jakichś nadgorliwych pracowników agitpropu? Owszem, możemy. Po pierwsze, ze względu na partyjny przekaz dnia. Z tym przekazem dnia to jest tak, że, generalnie, wszyscy politycy konkretnej partii mają klepać jedno i to samo, żeby nie popsuć narracji. Problem partii (rzecz jasna, nie tylko PiS-u) polega na tym, że nie składa się ona z samych wyższych szarż (w których szkolenia wpompowano kupę kasy), ale również z ludzi, którzy nie są najostrzejszymi ołówkami w piórniku. Taki nieostry ołówek może sprawić problemy w momencie, w którym zacznie nieco zbyt dosłownie cytować otrzymane instrukcje. Przywitajcie się z posłem Stanisławem Piętą, który udzielił wywiadu portalowi Fronda.pl i w trakcie wywiadu powiedział kilka słów za dużo:

„Natomiast postulat, żeby lekarz rezydent zarabiał 9 tys. zł podczas, gdy dzisiaj minister zdrowia płaci mu 2 tys. 200 zł jest postulatem ,,księżycowym'' - jest tak absurdalnym żądaniem, że wzbudza tylko niepotrzebną niechęć Polaków do młodych lekarzy, a oni nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że są nie podmiotem w tym sporze, tylko przedmiotem”

Zwróciliście uwagę na, jakże subtelną, wzmiankę o tym, że ten postulat „wzbudza tylko niepotrzebną niechęć”? Ta wzmianka to efekt otrzymania przez kogoś, kto jest lotny jak drednot, zbyt skomplikowanego przekazu dnia, w którym zapewne stało, że należy tłuc suwerenowi do głowy te 9 tysięcy, żeby suweren się wkurwił na lekarzy.

Drugą przyczyną, dla której możemy być pewni, że nie ma mowy o żadnej „samowolce”, jest zachowanie „zwykłych internautów”, którzy poświęcili swój czas i energię na grzebanie ludziom po kontach w celu znalezienia „obciążających zdjęć”, potwierdzających tezę o tym, że „podwyżek domagają się majętni ludzie”. Ktoś może powiedzieć „no zaraz, ale czemu zakładasz, że tym gościom kazano szperać za tymi fotkami? Może był to ich własny pomysł, może chcieli sprawdzić, czy rezydenci na pewno zarabiają tyle ile zarabiają?”. Gdyby tak było, tzn. gdybyśmy mieli do czynienia z ludźmi, którzy „myślą samodzielnie” i „interesują ich fakty”, to nie wrzuciliby oni żadnych zdjęć rezydentów na TT. Dlaczego? Dlatego, że jeżeli ktoś na serio chciałby się bawić w „demaskowanie”, to zacząłby od sprawdzenia, czego tak naprawdę domagają się rezydenci. Po sprawdzeniu okazałoby się, że postulaty wyglądają następująco:

1. Zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do poziomu europejskiego nie
niższego niż 6,8% PKB w przeciągu trzech lat.
2. Likwidację kolejek.
3. Rozwiązanie problemu braku personelu medycznego.
4. Likwidację biurokracji w ochronie zdrowia.
5. Poprawę warunków pracy i płacy w ochronie zdrowia.


Pierwszym pytaniem, które zadałby sobie „niezależny internauta/demaskator” po zapoznaniu się z postulatami byłoby: „Czemu, kurwa, wszyscy skupiają się na ostatnim postulacie?” Taki „niezależny internauta” momentalnie zdałby sobie sprawę z tego, że rządowy agitprop robi społeczeństwo w chuja. Zdałby sobie również sprawę z tego, że skupianie się na tym, „ile pieniędzy mają rezydenci i gdzie jeżdżą na wakacje”, idealnie wpasowuje się w narrację, którą starają się społeczeństwu narzucić władze. No chyba, że „niezależni internauci” (których tweety notorycznie pojawiają się na takich „niezależnych portalach”, jak „niezależna.pl [wiem, że suchar, ale bardzo mi z tego powodu wszystko jedno]) od początku wiedzieli że biorą udział w kampanii dezinformacyjnej i doskonale wiedzieli czego mają szukać na profilach rezydentów. Zaś próba utopienia rezydentów w gównie była zwieńczeniem kampanii, bo najpierw trzeba było ludziom wmówić, że „chco hajsy”, a potem pokazać, że „majo hajsy, a mimo tego chcą więcej!”

Jeżeli ktoś się przyjrzy postulatom rezydentów (i ich kolejności), a potem porówna to ze skalą działań rządowego agitpropu, który postanowił rozjechać lekarzy i ich protest, to może odczuć chęć głębszej refleksji na temat tego, „czemu, kurwa, władze tak bardzo docisnęły lekarzy, skoro mają oni całkiem sensowne postulaty?”. Odpowiedzią na tak postawione pytanie będzie „właśnie dlatego, że postulaty są sensowne”. Konkretnie zaś chodzi o pierwszy z nich, czyli o podwyższenie wydatków na służbę zdrowia. Czemu akurat ten? Bo jest on kijem wsadzonym w szprychy rządowej propagandy sukcesu. No ale, jak mawia Wołoszański, „nie uprzedzajmy faktów”.

W trakcie kampanii 2015, Konstanty Radziwiłł mówił o tym, że „W ciągu dwóch, trzech lat należy podnieść nakłady na służbę zdrowia do 6 proc. PKB” (wypowiedź z dnia 29.09.2015r.).

W kwietniu 2015r. udzielił wywiadu portalowi wPolityce:

„Jesteśmy krajem nieźle się mającym, gdzie gospodarka się rozwija, a doszło do stagnacji, jeśli chodzi o wydatki na ochronę zdrowia. Jesteśmy na szarym końcu krajów UE zarówno jeśli chodzi o liczby bezwzględne wydane na ochronę zdrowia, jak i odsetku od tego, jakie wydatki publiczne mamy. 4% PKB brutto, które mówi o tym, ile wydaje się z środków publicznych w ogóle nie przystaje do standardów unijnych, gdzie mówi się o minimum 6 procentach PKB. To nie są małe pieniądze, ale faktem jest, że to kwestia priorytetów.”


Po wyborach 2015 PiS uzyskał samodzielną większość parlamentarną, a mimo tego, nie podjęto żadnych działań w celu podniesienia wydatków na służbę zdrowia do obiecywanych 6% PKB. Czemu nic z tym nie zrobiono? I znowuż musimy sięgnąć do wypowiedzi osoby, która nie należy do partyjnej wierchuszki. Przedstawiam wam Wiceprzewodniczącą Komisji Zdrowia, Joannę Kopcińską (posłankę Prawa i Sprawiedliwości): 

„Nie możemy spełnić natychmiast zbyt wygórowanych oczekiwań rezydentów. Nakłady 6,8 proc. PKB na służbę zdrowia w tak krótkim czasie, jak wskazują, oznaczałyby podniesienie składki zdrowotnej (...) My tego nie chcemy – dodała.”

Co prawda posłanka mówiła o 6,8%, ale jeżeli podniesienie nakładów na służbę zdrowia do 6,8% PKB miałoby oznaczać podniesienie składki zdrowotnej, to obiecywane przez Radziwiłła podniesienie tych nakładów do 6% PKB w przeciągu 2-3 lat wymagałoby dokładnie tego samego.

No dobrze, a czemu tak właściwie PiS nie zdecydował się na podniesienie składki? Owszem, wywołałoby to na samym początku opór (tak jak podniesienie jakiejkolwiek daniny), ale efekty zwiększonych nakładów (skrócenie kolejek, dostęp do lepszego sprzętu medycznego/etc.) bardzo szybko „uspokoiłyby” opinię publiczną. Na pytanie o to, „czemu nie podniesiono składki” odpowiedzi (pośrednio) udzielił syntezator mowy, pełniący obowiązki premiera RP (07-04-2017):

„To sobie trzeba jasno powiedzieć. Jan Vincent Rostowski, minister finansów Platformy, z właściwą sobie dokładnością prognozował: Na te obietnice, które składa prawo i Sprawiedliwość, pieniędzy nie ma i w ciągu 4 najbliższych lat nie będzie. A co się okazało? Rządzi Prawo i Sprawiedliwość i pieniądze są i będą. Swoją drogą po raz kolejny zadaję pytanie: Gdzie były te pieniądze? Niektórzy mówią, że wystarczy nie kraść.”

Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że hasło „wystarczy nie kraść” znalazło się w wypowiedzi Pani Premier zupełnym przypadkiem i nie miało to nic wspólnego z faktem, że był to hasztag wypromowany przez „niezależnych internautów”.

Narracja PiS-u jest prosta jak budowa cepa: „my mamy pieniądze na wszystkie obietnice, te pieniądze zawsze były w budżecie, ale oni je kradli”. Narracja ta ma jedną, zasadniczą wadę. Jeżeli PiS zdecydowałby się na podniesienie składki zdrowotnej (w celu zrealizowania swojej własnej obietnicy wyborczej z 2015), bardzo szybko naraziłby się na komentarze w rodzaju „wcześniej mówiliście, że te pieniądze są, bo „wystarczy nie kraść”, a teraz się okazuje, że ich jednak nie ma, cholerni złodzieje”.

W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję. Problem niedofinansowania służby zdrowia nie jest niczym nowym. Tzn. to nie jest tak, że wszystko było dobrze, aż tu przyszedł PiS i to jego wina. Nic z tych rzeczy. Te nakłady były niewystarczające od początku istnienia III RP. Jeżeli ktoś chce sobie zobaczyć jak to wyglądało, to niech kliknie w link OECD (w źródłach będzie) i sam sprawdzi, jak to było z tymi nakładami. Najwięcej (w stosunku do PKB) przeznaczyliśmy w 2009r. i było to 4,72% PKB, najmniej w 1998r., kiedy na służbę zdrowia przeznaczono 3,46% PKB. Prawda jest taka, że jeżeli nie zwiększymy nakładów na służbę zdrowia, to kolejki będą się powiększać, a ludzie będą „umierać w kolejkach”. Jeżeli mam być szczery, dziwi mnie to, że PO nie zdecydowało się na podwyższenie składki zdrowotnej w celu zwiększenia nakładów na służbę zdrowia. Ta partia podjęła sporo niepopularnych decyzji (podwyższenie wieku emerytalnego, na ten przykład), a na to się nie zdecydowała. Owszem, PiS by się pewnie momentalnie rzucił na nich „zwiększacie składkę, a te pieniądze są!”. Tyle, że gdyby suweren zobaczył efekty zwiększonych nakładów – miałby takie pokrzykiwania w dupie. Niedofinansowanie służby zdrowia (przekładające się na gigantyczne kolejki/etc.) sprawia, że ludzie wkurwiają się na to, że muszą płacić jakiekolwiek składki. No bo (pozwolę sobie użyć podkarpackiego dialektu) „na chuj mam płacić jakiekolwiek składki, skoro i tak będę musiał latami czekać na wizytę u specjalisty? To już lepiej będzie jak te pieniądze sobie, kurwa, odłożę i pójdę prywatnie!”.

No ale to tylko taka dygresja. Wróćmy do kampanii dezinformacyjnej. Tejże kampanii przysłużyli się wszyscy kretyni, którzy (zamiast poczytać o co chodzi w proteście) skupiali się na tym, co podrzuciły im nasze władze: „już tyle hajsów majo, a chcą więcej”. Urzekło mnie to, że niektórzy uczeni w piśmie i mowie twierdzili, że „protest głodowy nie jest odpowiedni, jak się walczy o podwyżki”. Równie urzekający byli symetryści-kretyni, którzy twierdzili, że chuja tam, a nie podwyżki dla rezydentów, bo są ludzie, którzy zarabiają mniej. Wszystkim tym komentatorom umknął ten drobny szczegół, że swoim Riserczem Ziemiewiczowskim wspierają działania władz, które usilnie starały się odwrócić uwagę społeczeństwa od zbyt niskich nakładów na służbę zdrowia i rozjechać rezydentów jako „zarozumiałych/bogatych gówniarzy, którzy chcą się nachapać”. Brawo Wy, o duchowi bracia Rafała Ziemkiewicza.

Na sam koniec chciałbym się z wami podzielić jedną taką myślą, która mi się po łbie kołacze w związku z tym, co spotkało rezydentów. Myśl ta odnosi się do wszelkiej maści „debunkujących” stron i kont na Twitterze, których administratorzy/użytkownicy starają się was przekonać do tego, że oni są niezależni i np. bashują opozycję „za kłamstwa”. Jeżeli na takim fanpejdżu/koncie pojawiły się wrzutki krytykujące rezydentów w myśl narracji „chco hajsów, a so bogaci”, to możecie być pewni, że administratorzy/użytkownicy tych kont są równie niezależni co Gazeta Polska/Niezależna/wPolityce. I nie, to nie jest jakaś teoria spiskowa. Jeżeli ktoś non stop pieprzy o tym, że „myśli samodzielnie”, a mimo tego wrzuca fejki (np. odnoszące się do tej rezydentki, która „wyjechała na wakacje” [chuj, że ratowała tam ludzkie życie, to były wakacje, bo Sebix tak mówi!]), to chyba wszyscy się zgodzą z tym, że „coś tu nie gra”.  Tzn. ok, być może ci ludzie nie są powiązani z władzami (tzn. z rządowym agitpropem), tylko są po prostu kretynami, którzy nie uznają za stosowne sprawdzenia informacji przed jej publikacją. Jednakowoż w tej drugiej sytuacji (chodzi o „bycie kretynem”) twierdzenie, że się „myśli samodzielnie”, jest najzwyklejszym w świecie nadużyciem semantycznym. 

Źródła



http://www.rp.pl/Sluzba-zdrowia/171019377-Stanislaw-Pieta-Partia-Razem-wykorzystuje-rezydentow.html

https://www.fronda.pl/a/stanislaw-pieta-dla-frondy-mlodzi-lekarze-narzedziem-politycznej-gry,100909.html

str 290 (36/112 w PDFie)



https://wpolityce.pl/polityka/241839-konstanty-radziwill-jesli-rzadzacy-nie-zmienia-polityki-ws-ochrony-zdrowia-grozi-nam-katastrofa-nasz-wywiad


Link do OECD. Strona po angielsku jest, ale bardzo user friendly.


wtorek, 10 października 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #18

O niebywałym szczęściu może mówić córka Stanisława Piotrowicza (aka - „Towarzysz antykomunista”), która dostała fuchę w Prokuraturze Okręgowej w Krośnie. Jej szczęście polegało na tym, że powołano ją w oparciu o przepisy, które umożliwiły pominięcie zbędnych formalności, w postaci konkursu. Superak wyliczył, że szczęściara, w ciągu roku zarobiła prawie 100 tys zeta. Jeden z prorządowych mediaworkerów, Samuel Pereira postanowił się wypowiedzieć w tej sprawie i napisał „8 tys. zł. to dużo jak na prokuratora?”. Jeszcze trochę, a Samuel Pereira dojdzie do wniosku, że za mniej niż 8 tysięcy pracować może albo złodziej, albo idiota. Nawiasem mówiąc, powinniśmy się cieszyć z tego, że PiS kontynuuje program „rodzina na państwowym”, bo przecież rodzina jest podstawową komórką społeczną. Warto mieć jednakże na uwadze to, że według socjologów na rodzinie „opiera się całe społeczeństwo”, zaś w przypadku PiSowców jest tak, że rodzina opiera się na całym społeczeństwie. 

Departament Stanu USA zwrócił uwagę na to, że reformy wprowadzane w Polsce powinny respektować niezależność sądów i podział władzy. Tommy Wiseau dyplomacji – Witold Waszczykowski postanowił się odnieść do tych słów i powiedział „W moich rozmowach z Tillersonem nie padały takie określenia”. Po przetłumaczeniu z San Escobarskiego na polski: „Te słowa są nieważne, ponieważ padły teraz, a nie dwa tygodnie temu, jak byłem w Ameryce”. Mnie przekonał.

Z informacji uzyskanych przez portal „wPolityce.pl” wynika, że „Kilkaset tysięcy złotych za (skuteczny wreszcie) atak na Zbigniewa Ziobro oferują wielkim mediom tajemniczy zleceniodawcy, przedstawiający się jako reprezentanci potężnego, powiązanego politycznie funduszu kapitałowego”. Dawno temu, było takie czasopismo jak „Magia i Miecz”, które traktowało o grach RPG. W jednym z kwietniowych numerów, redaktorzy pozwolili sobie na żart, w postaci opisu profesji Wiedźmina (nie pamiętam, do jakiego systemu, ale bardzo możliwe, że były to Kryształy Czasu). Żeby stać się wiedźminem, kandydat musiał przejść, między innnymi, „próbę trawki”, dzięki której uzyskiwał różne umiejętności. Jedną z nich było „widzenie nieistniejących”.

Do osób, które-koniecznie-chcą-się-wypowiedzieć-na-temat-szczepionek dołączyli polscy biskupi, albowiem „Eksperci KEP ds. Bioetycznych apelują o debatę na temat szczepionek”. To miłe, że na temat szczepień chcą się wypowiadać ludzie, którzy zajmują się głównie liczeniem aniołów na łebkach od szpilek i tłumaczeniem wiernym tego, kogo powinni nienawidzić. Przez moment zastanawiałem się nad tym, „po co im to”, ale potem pomyślałem sobie, że postęp medycyny musiał drastycznie obniżyć kościelne wpływy z pogrzebów i biskupi chcą temu jakoś zaradzić. Mam nadzieję, że jeżeli dojdzie do tej debaty, to nie zabraknie na niej delegacji z Hogwartu, Corwina z Amberu (wszak miał zdolności regeneracyjne) i kilku Igorów ze Świata Dysku.

Jakiś czas temu po mediach krążyły plotki o tym, że kandydatem na prezydenta Warszawy (z ramienia Jedynie Słusznej Partii) ma być Patryk Jaki. Jacek Sasin odniósł się do tych plotek i powiedział, że „Patryk Jaki byłby dobrym kandydatem na prezydenta Warszawy”. Ujmę to tak, jeżeli Sasin twierdzi, że Jaki byłby dobrym kandydatem, to nie będę się z nim spierał. W końcu to on, a nie ja, ma rozeznanie w tym, jakie PiS ma kadry. Od siebie dodam jedynie tyle, że miałbym idealne hasło wyborcze dla Patryka Jakiego: „Hatakumba dla wszystkich za darmo! I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony”. 

Dopiero po napisaniu powyższego akapitu, przeczytałem, że kandydatem PiSu na stołek prezia Wawy ma być Stanisław Karczewski. Wydaje mi się, że to odpowiednia kandydatura, bo po Karczewskim widać, że jest takim ciepłym człowiekiem.

Rządowe media często wspominają o establishmencie/nadzwyczajnej kaście, która ocenia sama siebie i nie pozwala „ruszać swoich”. Ostatnio, nadzwyczajna kasta udowodniła, że rządowe media nie kłamią, albowiem Poseł Łukasz Rzepecki został wyrzucony z PiS za to, że poparł uchylenie immunitetu Dominikowi Tarczyńskiemu (aka „Jenot”, aka „tańczący z trollami”).

Premier Beata Szydło oznajmiła ostatnio, że nie widzi potrzeby rekonstrukcji rządu. Dobrze, że wreszcie mamy premier, która samodzielnie podejmuje decyzje o tym, jakich ministrów chce mieć w swoim rządzie. Poza tym, moim zdaniem, Jarosław Gowin jest bardzo dobrym szefem MON.

Magdalena Ogórek przyznała, że w wyborach prezydenckich głosowała na Andrzeja Dudę. Co prawda nie powiedziała, w której turze na niego głosowała, ale to pewnie dlatego, że nie nie bardzo wie ile było tych tur.

W zeszłym tygodniu bardzo głośno było o antyzygotariańskim evencie, którym był „Czarny”, który (tak samo, jak ubiegłoroczny Czarny Protest) zwiększył zapotrzebowanie prawicy na laremid/stoperan. Jednakże zanim do niego doszło, jedno z rządowych mediów ustaliło, że to nie jest tak, że ludzie rok temu wyszli na ulice dlatego, że byli wkurwieni. Co to to nie! Oni wyszli, bo (muszę włączyć capslock, bo to bardzo łamiący news) SOROS IM DAŁ PIENIĄDZE. Że co tam piszecie? Że wy wyszliście za darmo, bo wam nikt nie zapłacił? Nawet mi was nie żal. PS – panie Soros, nadal czekam na przelew za wrześniowe szkalowanie Rządu RP.

Jeżeli zaś już jesteśmy przy „sponsorowaniu protestów”, to poseł Kierwiński (PO) pisemnie zapytał o to, skąd premier Beata Szydło miała informacje o tym, że protesty przeciwko uPRL-owieniu sądów były „opłacaną przez Zachód akcją”. Pamiętacie casus Radziwiłła, który bredził o tym, że „ma informacje o tym, że pigułki dzień po są nadużywane” a potem Ministerstwo Zdrowia oświadczyło, że „Minister opierał się na wiedzy i informacjach powszechnie znanych środowisku naukowemu i medycznemu, będącej przedmiotem wielu dyskusji i analiz” a poza tym „wątek zagrożeń, wynikających z nieuregulowanej dostępności do środków antykoncepcyjnych przeznaczonych do stosowania w określonym czasie po stosunku płciowym, stanowił wyłącznie poboczny element szerszej dyskusji, nie wymagającej cytowania ściśle określonego źródła”? Tutaj było niemalże tak samo. Beata Kempa (Szefowa Kancelarii Rady Ministrów) odpowiedziała (pisemnie), że „część organizacji społecznych zaangażowanych w protesty korzysta z grantów przyznawanych zarówno przez polskie jak i zagraniczne instytucje oraz fundacje” Potem dodała, że te informacje są „powszechnie dostępne w internecie”. Idąc podobnym tokiem rozumowania, ktoś mógłby oświadczyć, że Rząd RP  jest sponsorowany przez Niemców i Rosjan. Gdyby ktoś zażądał dowodów, taki ktoś mógłby powiedzieć, że skoro Polska eksportuje towary do Niemiec i Rosji za które Niemcy i Rosjanie płacą, a część tych pieniędzy (przypomnijmy – pieniędzy rosyjskich i niemieckich!) trafia do budżetu w ramach podatków – to sprawa jest chyba oczywista, nieprawdaż?

Roman Sklepowicz, którego TVP info nie tak dawno temu zapraszało jako „eksperta” do różnych programów, stał się w zeszłym tygodniu gwiazdą internetów. Ów „ekspert” pojawił się w jednej z prawicowych telewizji internetowych (wRealu) i zapytany przez prowadzącego (który sam bełkotał coś o „feminazistkach” [popisał się tym iście prawicową znajomością historii]) o to, co sądzi o kolejnym Czarnym Proteście, zaczął opowiadać o tym, że on to by tych uczestniczek nie ruchał a poza tym, to „ładne laski idą na dyskotekę, a brzydkie, których nikt nie chce bzykać, to idą na demonstracje”. Parafrazując, Panie Romanie, przystojni mężczyźni wspierają kobiety w sytuacjach, w których te walczą o swoje prawa, a ci brzydcy, których żadna kobieta nie chce tknąć nawet dwumetrowym kijem – włóczą się po prawicowych telewizjach internetowych. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że pan Roman wydalił z siebie przeprosiny na FB (które następnie, albo ukrył, albo skasował), w których napisał, że on to w ogóle przeprasza, ale „miał głupi dzień”. Nie, Panie Romanie, miał pan normalny (rzecz jasna, dla siebie) dzień, ale był to dla pana dzień pechowy, bo część tego normalnego dnia spędził pan przed kamerami.

Na temat Czarnego Protestu wypowiedział się również ksiądz Janusz Chyła (nieoficjalny kapelan Twittera): „Apeluję do mężów, ojców, braci, synów, kapłanów... Brońcie kobiety przed ideologią feministyczną, która niszczy kobiety, rodziny i życie.” Ktoś mógłby zapytać „czemu ksiądz zwrócił się tylko i wyłącznie do mężczyzn?”. Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Najprawdopodobniej ksiądz Chyła jest przekonany o tym, że kobiety nie potrafią czytać.

Niektórzy działacze PiS są zdziwieni tym, że w partiach politycznych może dochodzić do zmiany kierownictwa. Efektem tego zdziwienia był tweet, który pojawił się na oficjalnym Twitterowym koncie PiSu. W tweecie wrzucono screen z Superaka, który atakował tytułem „Budka chce obalić Schetynę?”. Screen ten administrator konta opatrzył komentarzem „Schetyna nie kontroluje swojej partii”. Członkowie PiS są przekonani o tym, że u nich takiego „zamieszania” nie będzie, bo Jarosław Kaczyński zapisze swoją partię w testamencie podwładnym.

Włodzimierz Cimoszewicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti pozwolił sobie na, cokolwiek spektakularne, wyznanie „Byłem tym premierem, który zdecydował, że katecheci uczący religii będą dostawali pensje.”, ale zaraz potem dodał, że „Na swoje usprawiedliwienie powiem, że uważałem i nadal uważam, że religii nie powinno być w szkołach publicznych”. Mógłbym to co prawda skomentować, ale jak wspominałem w jednym z poprzednich przeglądów „doskonałości nie trzeba poprawiać”.

Jeden z IPN-owskich „historyków”, Tomasz Panfil (ten człowiek ma stopień naukowy, ale jak się za moment przekonacie, równie dobrze mógłby go nie mieć), został powołany na biegłego w sprawie jednego przemiłego jegomościa, oskarżonego o założenie i administrowanie strony propagującej faszyzm. Powołania biegłego domagał się obrońca oskarżonego i to on zaproponował Panfila. Ekspertyza była mocno „standardowa” („swastyka to symbol wieloznaczny a połączenie orła z celtykiem i napisem „biała siła” to niezręczność”), ale znalazła się tam również dość spektakularna teza. Można tę tezę określić mianem Zychowiczyzmu (choć ekspertyza została napisana zanim Hitler okazał się Lewakiem na okładce „Do Rzeczy”). Tak, zgadliście „NSDAP był partią lewicową”. PPH (czyli Polska Prawicowa Historia) niebawem może dojść do wniosku, że lewakiem był również generał Franco, którego III Rzesza wsparła w trakcie wojny domowej w Hiszpanii. Co prawda z tego by wynikało, że „prawicową stroną” w hiszpańskiej wojnie domowej była wspierana przez ZSRR Komunistyczna Partia Hiszpanii, ale „W szczegółach przecież diabeł gości, a prawicowy historyk gardzi szczegółami!”. Poza wszystkim innym, IPN-owi gratuluję „historyków”.

W ostatnią sobotę odbyła się akcja „Różaniec do granic”, która polegała na tym, że ludzie modlili się przy granicach (albo na lotniskach). Gdybym był złośliwy to sparafrazowałbym wypowiedź Churchilla i napisał, że „Jeszcze nigdy tak wielu, nie zawdzięczało tak niewiele, ludziom, którym wydaje się, że komuś w czymś pomagają”. Ponieważ jednak nie jestem złośliwy, to zacytuję jednego z tytanów dyplomacji i napiszę „No niech się bawią”.

Z okazji RdG spółka POLREGIO wprowadziła promocję, dzięki której ludzie mogli dojechać do przygranicznych miejscowości (i wrócić) za 1 zeta. Promocja ta wywołała lekką gównoburzę, do której postanowiło się wtrącić „Do Rzeczy”, które spektakularnie się przy tym wyjebało o symetryzm. „80 specjalnych pociągów na Woodstock? Ok. Bilety na Różaniec do Granic? Hejt!” Najbardziej prawilne jest w tym artykule to, że autor wie, że bilety na „pociąg specjalny” nie kosztują 1-zeta, ale i tak tłumaczy, że różańcowa promocja jest dla przewoźnika „bardziej opłacalna”. Wydaje mi się, że mamy do czynienia z jakąś mutacją Researchu Ziemkiewiczowskiego, ale nie jestem pewien. 

Paweł Ryszard Mikołajuw aka „Popek Monster” zapowiedział, że chce startować w wyborach i zostać posłem. Mam cichą nadzieję, że na swoich billboardach, zamiast nazwiska będzie używał jednego ze swoich pseudonimów. Dzięki temu, będziemy mieli okazje do podziwiania haseł w rodzaju „Polska zasługuje na Raka”, „wybierz przyszłość, wybierz Raka”, albo „tylko Rak może uzdrowić polski Parlament”

Antoni „Wielki Modernizator” Macierewicz produkował się ostatnio w tygodniku „Sieci” i zadeklarował tamże, że „Musimy skoncentrować wysiłek zbrojeniowy na artylerii”. Znając wcześniejsze dokonania (i plany) Antoniego Macierewicza, najprawdopodobniej oznacza to rozpoczęcie prac na kolejowym działem ulotkowym „Ciężki Bartłomiej”.

Dziś odbędzie się kolejna miesięcznica smoleńska, w trakcie której dowiemy się, że jesteśmy bliżej prawdy niż miesiąc temu. W związku z powyższym mam dla was zagadkę matematyczną. 10 października Prezes będzie o połowę bliżej prawdy niż 10 września, zaś 10 września był o połowę bliżej prawdy niż 10 sierpnia. Pytanie brzmi – kiedy Prezes dojdzie do prawdy?

Źródła:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22444065,stanowisko-bez-konkursu-i-100-tys-zl-rocznie-corka-piotrowicza.html


https://twitter.com/SamPereira_/status/913804992011784192



http://www.polsatnews.pl/wideo/departament-stanu-usa-polska-powinna-szanowac-niezawislosc-sadow-i-podzial-wladzy-waszczykowski-odpowiada_6426561/


https://wpolityce.pl/polityka/360248-ujawniamy-kilkaset-tysiecy-zlotych-za-glowe-ziobry-oferuja-wielkim-mediom-tajemniczy-zleceniodawcy





https://dorzeczy.pl/kraj/42854/Szydlo-W-tej-chwili-nie-widze-potrzeby-rekonstrukcji-rzadu.html




https://twitter.com/MKierwinski/status/915157127865540608


Co prawda to link do „parówek”, ale mają tam skan odpowiedzi, więc jest prawilnie.

http://natemat.pl/193251,spytali-radziwilla-skad-teza-ze-nastolatki-lykaja-tabletki-dzien-po-jak-cukierki-odpowiedz-jest-kuriozalna


https://twitter.com/Janusz1967/status/915168050676142081


Jeżeli nie macie prenumeraty, to odbijecie się od paywalla – ja czytałem papierową wersję artykułu (6-10-2017) i to nie był clickbaitowy tytuł.

http://wyborcza.pl/7,75398,22473787,historyk-z-ipn-patrzy-na-swastyke-i-szuka-innych-znaczen.html

https://wiadomosci.wp.pl/rozaniec-do-granic-wzbudzil-zainteresowanie-na-swiecie-bron-przeciwko-islamizacji-kontrowersyjne-uhonorowanie-bitwy-z-1571-roku-6174479418844801a



http://www.fakt.pl/pieniadze/zakupy/za-zlotowke-na-rozaniec-do-granic-oferta-polregio/p8s7tnz



https://pl.wikipedia.org/wiki/80_cm_Kanone_5_(Eisenbahn)

piątek, 29 września 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #17

Ponieważ atmosfera wokół szefa MON zaczęła gęstnieć na tyle, że zaczęła kształtem przypominać matrioszkę, prorządowe media ruszyły do boju. Według TVP Info „trwający obecnie atak na Antoniego Macierewicza sięga korzeniami do 2007 r”. Za wszystkim (rzecz jasna) stoją byli oficerowie WSI, którzy już w 2007 roku planowali „stworzenie fałszywych powiązań Antoniego Macierewicza z Rosjanami”. Ależ to musieli być geniusze! W 2007 przewidzieli, że 8 lat później PiS wygra wybory i że szefem MON zostanie Antoni Macierewicz. Nie wiem jak was, ale mnie to przekonuje! Teraz już przynajmniej wiadomo, że nie ma sensu się pochylać nad rosyjskimi powiązaniami, bo one po prostu nie istniały! Zamiast tego trzeba się skupić na byłym szefie Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu, który w swoim biurze miał herb FSB! Jestem przekonany o tym, że ten herb nie znalazł się tam przypadkowo, bo osoba, która ujawniła tę informację zapłaciła za to karierą (najprawdopodobniej była to zemsta Putina). Nie pamiętacie kto ujawnił „herbgate”? Wstydźcie się! Jak można nie pamiętać o Bartłomieju Misiewiczu! 

Na Festiwalu w Opolu odbył się zjazd (wszystkich) fanów Jana Pietrzaka. Pietrzak lubi takie eventy, bo (podobnież) do pustych ławek lepiej się gra ze względu na lepszą akustykę. 

Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego opowiadał ostatnio o tym, dlaczego w Polsce potrzebna jest tzw. „dekoncentracja mediów”: „Ponieważ media są też filtrem, to jedne opinie mogą przekazywać, a drugie - nie. Musimy mieć 100-procentową pewność, że wszystko, co dzieje się w Polsce, jest kontrolowane przez polskie władze.”. Parafrazując hasło jednej kampanii: „Rząd chce, żeby było tak, jak było przed 1989. Czy na pewno tego chcesz?”

Poseł Marek Jakubiak zabłysnął ostatnio erudycją i stwierdził, że „feminizm kończy się zawsze wtedy, kiedy trzeba wnieść lodówkę na czwarte piętro”. Gdybym był złośliwy stwierdziłbym, że trochę mnie bawi to, że o wnoszeniu lodówki na czwarte piętro opowiada jegomość, który na to czwarte piętro mógłby wnieść co najwyżej swój bojler. Ponieważ jednak nie jestem złośliwy (o czym doskonale wiecie), napiszę jedynie, że feminizm się chyba jednak nie skończył, bo redakcja serwisu „Kobieta WP” poradziła sobie z „lodówka-challenge” (w przeciwieństwie do Jakubiaka).

Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości wzbogacił się o dwie posłanki, które startowały do Sejmu w ramach „walki z partiokracją” (czyli KUKIZ'15). Jedna z nich, Anna Siarkowska, jakiś czas temu „świat przeszyła myśli błyskiem” i napisała: „Głosujemy właśnie podczas nieobecności PO i N oraz większości PSL (poszli protestować). Na sali cisza, spokój i... jednomyślność ;)”. Dzięki posłance Siarkowskiej wiem już, że w walce z partiokracją chodzi o to, żeby partia była jedna (bo wtedy jest cicho, spokojnie i panuje jednomyślność). Innymi słowy – żeby było tak jak było.

Polska Fundacja Narodowa, która za pomocą „kiełbasianej kampanii” usiłowała „budować pozytywny wizerunek Polski w kraju i za granicą” udowodniła, że swoją misję traktuje bardzo poważnie. Pracownik TVN-u zadzwonił do PFN i usiłował się dogadać po angielsku. Jego rozmówca postanowił się ulotnić po angielsku i odłożył słuchawkę bez słowa.

Wydaje mi się, że następna nagroda Nobla za najważniejsze odkrycie w dziedzinie fizjologii lub medycyny powędruje do Samuela Pereiry, który odkrył, że „nie ma czegoś takiego jak homoseksualne dzieci". Mam nadzieję, że Pereira dostanie Nobla i będzie mógł kontynuować badania w tym zakresie. Bardzo mnie bowiem interesuje to, ile lat mają geje i lesbijki w momencie narodzin. 

Partia AfD weszła do Bundestagu. Fakt ów niesamowicie ucieszył część prorządowych mediaworkerów. Jeden z nich, Jacek Karnowski,  napisał, że  „Wynik AfD oznacza początek prawdziwej demokracji u naszych sąsiadów. I to jest dobra wiadomość”. Najprawdopodobniej urzekły go słowa Alexandra Gaulanda (jeden z liderów AfD), który stwierdził, że Niemcy powinni być dumni z osiągnięć niemieckich żołnierzy w obu wojnach światowych. Wydaje mi się, że przy okazji następnych obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego trzeba by było zapytać niektórych ludzi o to, którą z walczących stron chcą upamiętniać.

Premier Beata Szydło raczyła się wypowiedzieć w temacie obowiązkowych szczepień:  „To jest trudny wybór i każdy z nas rodziców ma dylemat. Moja ocena jest taka, że szczepienia są potrzebne. My nie lekceważymy jednak głosów Państwa, którzy mówią o tym, że nie chcą szczepić swoich dzieci. W KPRM odbyło się spotkanie z rodzicami, którzy podnoszą ten problem. Będziemy się zastanawiać w jaki sposób pogodzić te stanowiska.”. Muszę przyznać, że urzekł mnie ten prawdośrodkizm. Szczególnie, że po jednej stronie mamy tutaj epidemie (które, co za szok, pojawiają się tam, gdzie ludzie dali sobie wmówić, że szczepionki to śmierć, kutas i zniszczenie), a po drugiej stronie mamy ludzi, którzy chcą tym epidemiom zapobiegać. To miłe, że Pani Premier stara się jakoś pogodzić te stanowiska. Nawiasem mówiąc, nie dziwi mnie to, że Premier Beata Szydło ma sentyment do epidemii. Urodziła się przecież w tym samym roku, w którym wybuchła ostatnia w Polsce epidemia ospy prawdziwej (1963).

Dwa miesiące temu rozpoczęła się akcja zbierania miliona podpisów pod apelem do Prezydenta RP o reformę wymiaru sprawiedliwości. 21 sierpnia brakowało im 968.000 podpisów, dziś brakuje im już jedynie 966.604.

W trakcie rozmowy z Radiem Olsztyn, Prezydent RP stwierdził, że jego zdaniem teraz jest „najlepszy czas, żeby się zastanawiać nad konstytucją, bo ta ma już 20 lat”. Po pierwsze, jest to bon mot godny Strasburgera. Po drugie, w przyszłym roku Prezydent nas zapewne uraczy kolejnym betonem, albowiem konstytucja będzie miała 21 lat, więc „hehe, wiecie, teraz jest oczko, a za rok by był paragraf 22”. Po trzecie, nie wiedziałem, że Konstytucja RP ma datę przydatności do spożycia. Po czwarte, nawet jeżeli Konstytucja RP ma taką datę, to PiS nie powinien się nią przejmować bo oni ją przecież jedzą „drugą stroną” (upraszczając – mają ją w dupie). Po piąte, mam świadomość tego, że punkt czwarty był sucharem, ale to dlatego, że zrobiłem się zazdrosny o Karola.

Jacek Międlar został skazany nieprawomocnym wyrokiem, za znieważenie posłanki Joanny Scheuring-Wielgus, na 6 miesięcy ograniczenia wolności (kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że „ograniczenie wolności” to nie to samo co „pozbawienie wolności”, tak więc nie dedykujcie mu piosenki „czarny chleb i czarna kawa”). Przez te 6 miesięcy Międlar będzie musiał wykonywać prace społeczne w wymiarze 30 godzin/mies. Miejmy nadzieję, że nie chodzi o koszenie trawników, bo w ramach focha Międlar może zacząć wycinać na nich znak falangi.

Minister Konstanty Radziwiłł oświadczył, że „Nie ma szans na przywrócenie ogólnopolskiego programu in vitro; nie widzę takiej potrzeby”. Mnie osobiście nie dziwi to, że minister Radziwiłł, „nie widzi potrzeby” przywracania finansowania in vitro z budżetu, bo przecież on już dzieci ma. Insza inszość to fakt, że nie można wydawać publicznych pieniędzy na takie pierdoły, w sytuacji, w której dofinansowania wymagają przedsięwzięcia dyrektora Radia Zła Żmija z Torunia, albo PFN ze swoją „kiełbasianą kampanią”.

Źródła:



http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/508733,bartlomiej-misiewicz-w-gabinecie-szefa-cek-godlo-polski-bylo-schowane-za-zaluzjami.html


http://www.nto.pl/festiwal-opole/opole-2017/a/opole-2017-pietrzak-gral-w-opolu-do-pustych-lawek-w-amfiteatrze-tego-tvp-nie-pokazala,12488821/


http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dekoncentracja-mediow-czeka-na-decyzje-polityczna-czwarta-wladza-tez-powinna-nalezec-do-polakow


https://twitter.com/AnnaSiarkowska/status/888101243922591744

https://twitter.com/SamPereira_/status/911707216650088449





https://www.petycjeonline.com/stats.php?id=179909

https://wpolityce.pl/kryminal/359764-byly-ksiadz-jacek-miedlar-skazany-za-zniewazenie-joanny-scheuring-wielgus-ma-pracowac-spolecznie-przez-6-miesiecy



środa, 13 września 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #16

Jakiś czas temu dość głośno zrobiło się o Hucie Szkła w Zawierciu, której kierownictwo wpadło na dość kreatywny sposób wynagradzania pracowników. W mojej opinii, była to nieco zmieniona wersja „będzie pan/i mieć do portfolio” (najprawdopodobniej część ludzi uważa, że „portfolio” to rodzaj waluty). Zazwyczaj metoda „na portfolio” wygląda tak, że ktoś chce, żeby inny ktoś zrobił dla niego coś za darmo. Wynagrodzeniem dla robiącego za darmo jest możliwość pochwalenia się tym, co się zrobiło. Jaki to ma związek z Hutą Szkła w Zawierciu? Ano taki, że części pracowników wynagrodzenie wypłacano w szkle, które musieli potem sami sprzedawać. Innymi słowy – kierownictwo huty bardzo dosłownie potraktowało metodę „na portfolio”. Zastanawiam się nad tym, co będzie, gdy inni pracodawcy wpadną na podobny pomysł. Choć przyznaję, że  wynagradzanie w ten sposób onkologów albo lekarzy, którzy przeprowadzają sekcje zwłok, mogłoby być dość problematyczne.

Przy okazji obchodzenia rocznicy wybuchu II wojny światowej dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, Klaudiusz Pobudzin wysłał do mediaworkerów TVP mail o następującej treści: „Przypominam, że w relacjach i materiałach o rocznicy wybuchu II Wojny Światowej mówimy Niemcy, a nie hitlerowcy, czy naziści”. Jeżeli mam być szczery, treść maila nie dziwi mnie w najmniejszym stopniu. Mediaworkerzy TVP rekrutują się spośród kręgów, w których normą jest porównywanie UE do III Rzeszy. Klaudiusz Pobudzin, jako szef, doskonale zna swoich podwładnych i najprawdopodobniej chciał uniknąć sytuacji, w której ktoś na wizji zacząłby opowiadać o tym że w 1939 roku Polska została zaatakowana przez Unię Europejską.

Gdy wybuchła kolejna gównoburza w Parlamencie Europejskim (dyskutowano na temat praworządności w Polsce), polska prawica spod znaku PiS dorobiła się kolejnego bohatera. Został nim niejaki Udo Voigt (europoseł), który wstawił się za Polską i powiedział: „W przeciwieństwie do mojego kraju, Polska jest krajem suwerennym”. Jeżeli nie kojarzycie pana Voigta, to ja z przyjemnością przybliżę wam jego sylwetkę. W jednym z wywiadów nazwał on Adolfa Hitlera „wielkim niemieckim mężem stanu” (ów miły pan jest również fanem SS i Waffen SS). Innym razem twierdził, że nazistowski salut powinien zostać zalegalizowany, bo jego zdaniem jest to „pozdrowienie pokoju”. Idol części rządowych mediaworkerów udzielił w 2007 r. wywiadu, w trakcie którego mówił między innymi o tym, że Polska powinna oddać Niemcom Gdańsk i Wrocław (po czym dodał, że powinniśmy dorzucić całe Pomorze i Śląsk). Nieco później Narodowodemokratyczna Partia Niemiec – Unia Ludowa, której przewodniczył wtedy Voigt, rozwiesiła w przygranicznym mieście Gorlitz, plakaty z hasłami w rodzaju „Stop polskiej inwazji”. Zastanawiam się nad tym, jak wyglądał „proces decyzyjny”, który doprowadził do tego, że część rządowych mediaworkerów zrobiła z Voigta „obrońcę Polski”. Wszystko wskazuje na to, że wyglądało to tak: „Przecież to neonazista!”, „Tak, ale to nasz neonazista”. Jeżeli mam być szczery, dziwi mnie totalny brak kreatywności. Przecież to się aż prosiło o nagłówki: „Nawet neonaziści uważają, że debata o praworządności w Polsce to przesada” lub „Zdaniem neonazisty, debata w PE jest dla Polski gorsza niż utrata Śląska i Pomorza”.

Szef MON był łaskaw powiedzieć, że przeciwnicy sprzedaży Złotego Pociągu... Ok, dobra, nic nie poradzę na to, że mityczne „reparacje wojenne od Niemiec” kojarzą się mi jedynie ze Złotym Pociągiem i dywagacjami na temat tego, „na co można by wydać pieniądze, które zarobilibyśmy na jego sprzedaży. Od tej pory będę stosował zapis „Złoty Pociąg” (aka „reparacje wojenne”). Ad meritum, Antoni Macierewicz był łaskaw stwierdzić, że przeciwnicy sprzedaży Złotego Pociągu (aka „walki o reparacji wojenne”) „to są ludzie, którzy są w pewnym stanie umysłowo-emocjonalnym na tyle niestabilnym, że nie traktuje tych słów serio”. Wydaje mi się, że pointa jest w tym przypadku całkowicie zbędna.

Witold „Tomny Wiseau dyplomacji” Waszczykowski, stwierdził, że „powinniśmy usiąść do poważnej rozmowy z Niemcami” w sprawie Złotego Pociągu (aka „reparacji wojennych). Po pierwsze, nie ma czegoś takiego, jak „poważne rozmowy o reparacjach”. Po drugie, nawet gdyby można było na ten temat poważnie porozmawiać, to nikt nie chciałby o tym gadać z Waszczykowskim. Choćby dlatego, że jego nazwiska można używać jako antonimu do słowa „powaga”.

Udzielając tego samego wywiadu, Niezatapialny Witold zapytany przez dziennikarza o to, „kto jest naszym przyjacielem w Unii Europejskiej”, odpowiedział: „No np. cały region. Przecież w lipcu tego roku ściągnęliśmy tutaj na zaproszenie prezydenta dwunastu przedstawicieli naszego regionu i przedstawiciela największego mocarstwa świata, czyli Stanów Zjednoczonych”. A wy co? Nadal myślicie, że USA nie należą do Unii Europejskiej? No cóż, ministrami spraw zagranicznych to wy nie będziecie... Swoją drogą, może to i dobrze, że Waszczykowski nie próbował wymieniać nazw państw-przyjaciół, bo biorąc pod rozwagę jego brawurę geograficzną, skończyłoby się to zapewne kolejnym San Escobarem.

Wiceminister edukacji narodowej, Marzena Machałek udowodniła, że nie trzeba pracować w MSZ, żeby być Witoldem Waszczykowskim. Wystarczy tylko chcieć. „Nie wiemy, ilu nauczycieli zostało zwolnionych, nie mamy danych, ale mogę powiedzieć, ile będzie więcej etatów” - powiedziała. Wydaje mi się, że jeżeli nauczyciele są zwalniani mimo tego, że „będą nowe etaty”, to tych etatów jest raczej niewiele. Ale pewnie się nie znam, bo nie jestem wiceszefem MEN-u. Co zrozumiałe, ten przejaw dobrozmianowego jebałpiesizmu (aka „nie wiemy, ilu nauczycieli straci pracę”) wywołał gównoburzę na Twitterze (wypowiedź wiceminsiter cytowało TVP Info). W sukurs wiceszefowej resortu edukacji przyszło twitterowe konto MEN-u: „Dane będą znane na przełomie października/listopada. Zbieramy je do SIO” (System Informacji Oświatowej). Z tego by wynikało, że MEN monitoruje sprawę, ale po prostu „nie da się” tych danych uzyskać wcześniej niż na przełomie października/listopada. Jest to o tyle interesujące, że 25 lipca 2013 roku Marzena Machałek (szeregowa posłanka PiS) opowiadała o tym, że „z danych zebranych przez jej klub parlamentarny wynika, że pracę może w tym roku stracić około 10 tys. nauczycieli, a drugie tyle będzie miało zmniejszone etaty”. Najwyraźniej Marzena Machałek nie wiedziała wtedy, że nie dysponuje takimi danymi i że powinna na nie poczekać aż do przełomu października/listopada...

Redaktorzy jednego z rządowych portali przeżywali chwile wzburzenia i zaatakowali moje oczy artykułem o następującym tytule: „Bezczelność! Schulz do polskiego dziennikarza: Nie wspieram poglądu, że PiS i Polska to jedno!”. Gdybyśmy to chcieli przełożyć na język polski, wyglądałoby to tak: „Bezczelność! Schulz do polskiego dziennikarza: Nie wspieram poglądu, że w Polsce panuje system monopartyjny!”. Kiedyś sobie żartowałem z tego, że Jarosław Kaczyński napisze książkę pt. „Porozumienie monopartii” i teraz mam za swoje.

Premier Beata Szydło udzieliła monologu (no przecież nie napiszę „wywiadu”) redaktorom tygodnika „Sieci Prawdy”. W strumieniu nieświadomości Premier Beaty Szydło nie mogło zabraknąć argumentum ad zamachum, więc w pewnym momencie zaczęła ona opowiadać o krajach Europy Zachodniej, których mieszkańcy „patrzą na mapę i widzą, gdzie jest inaczej; i pytają – dlaczego tam można żyć normalnie?”. Jestem przekonany, że tak to właśnie wygląda. Ci sami ludzie patrząc na mapę pytają: „Jak to jest, że Polacy wolą przyjeżdżać do naszego piekła zamiast siedzieć w swoim raju na ziemi?”

Ostatnio jedno z najbardziej rozpoznawalnych państw demokratycznych na świecie, Korea Północna (Skoro „Hitler był lewakiem”, bo NSDAP miało w nazwie „socjalizm”, to Korea Północna jest państwem demokratycznym, bo „Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna”), zaczęło testować broń wodorową. Ludzie poczuli się z tym trochę nieswojo. Wszyscy są zgodni co do tego, że wystarczy nam jeden nieobliczalny typ ze śmieszną fryzurą i przerostem ego, który ma dostęp do arsenału nuklearnego. Ponieważ temat jest cholernie poważny, rządowe media uznały, że poproszą o komentarz Witolda Waszczykowskiego (najprawdopodobniej żaden inny kabareciarz akurat nie miał czasu). Szef MSZ stwierdził między innymi, że „konflikt (zbrojny) wywołałby potworne konsekwencje”. Jestem pod wrażeniem. Jeszcze trochę, a Witold Waszczykowski zrozumie, że wojna to nic dobrego i że podczas wojny giną ludzie (w wywiadzie udzielonym portalowi wPolityce nie poruszył tego tematu). 

Wiceminister sprawiedliwości, Patryk Jaki dał się ostatnio ponieść emocjom w temacie Złotego Pociągu (aka „reparacji”). Przez to, jak sam potem tłumaczył, „zrobił literówkę” w jednym z wpisów na Facebooku. Literówka polegała na tym, że zamiast napisać „hekatomba”, napisał „hatakumba”. Złośliwcy nabijali się z Patryka Jakiego twierdząc, że pewnie ustawił sobie autokorektę w języku suahili. Ja nie jestem złośliwy, więc nie będę sobie z niego żartował. Mnie też się czasem zdarzają literówki. Np. ostatnio chciałem napisać „wiceminister sprawiedliwości”, a wyszło mi „Patryk Jaki”.

„Fakt” zrobił ostatnio wrzutkę o tym, że prezydent RP domagał się dymisji Antoniego Macierewicza i że kontaktował się w tej sprawie z panią premier. Dziennikarze zaczęli się dopytywać prezydenckiego rzecznika, czy to prawda. Ten oświadczył, że gdyby prezydent chciał dymisji w rządzie, to rozmawiałby o tym z prezesem PiS-u. Część dziennikarzy zaczęła się zastanawiać, czy pani premier poczuła się dotknięta tą wypowiedzią. Ponieważ jestem z natury uczynny, podpowiadam: Porozmawiajcie o tym z prezesem PiS-u.

Premier Beata Szydło została „Człowiekiem Roku” Forum Ekonomicznego w Krynicy. Była to, moim zdaniem, logiczna konsekwencja tego, że w 2015 r. „Człowiekiem Roku” został Jarosław Kaczyński. Doskonale bowiem pamiętam, że kiedy Jarosław Kaczyński zwołał konferencję prasową z okazji swoich pierwszych zakupów w sklepie (2011 r.), Beata Szydło pakowała mu te sprawunki do torby.

Ordo Iuris postanowiło się wypowiedzieć w temacie tego, czy nauczycielce wolno było ściągnąć krzyż ze ściany w pokoju nauczycielskim. „Wolność sumienia i religii jest jednym z podstawowych praw człowieka, którego ochrona jest obowiązkiem władz publicznych – przypomina Ordo Iuris. Obejmuje ona wolność ekspresji religijnej, której jedną z form jest obecność krzyża w przestrzeni publicznej, w tym w budynkach publicznych”. Po przetłumaczeniu z ordoiurisowego na polski, będzie to brzmiało tak: „Zawieszenie krzyża w budynku publicznym jest przejawem wolności ekspresji religijnej (bo wolność sumienia i religii). Ściągnięcie krzyża ze ściany w budynku publicznym przez osobę niewierzącą nie jest przejawem wolności ekspresji religijnej (bo wolność sumienia i religii)”.

Muszę się przyznać do tego, że trochę mi głupio. Przez długi czas nabijałem się z Mateusza Kijowskiego pisząc, że jest „Midasem polskiej informatyki”. Nie wiedziałem o tym, że Kijowski (zanim został Midasem) był bardzo ubogi i w 2015 roku wykazał jedynie 3 złote przychodów. Teraz już przynajmniej wiadomo, dlaczego zrezygnował z pracy dla PZPN-u. Biorąc pod rozwagę fakt, że zrobił to w listopadzie 2015 r., nietrudno obliczyć, że musiał zarabiać jakieś 27 groszy miesięcznie. Nic dziwnego, że nie miał z czego płacić alimentów.

Pamiętacie Polską Fundację Narodową, która miała się zajmować „promowaniem pozytywnego wizerunku Polski, dbaniem o polskie interesy gospodarcze i walką ze szkodliwymi stereotypami na temat Polaków”? Kilka dni temu Fundacja rozpoczęła kampanię, która rozprawi się raz na zawsze z tym ostatnim problemem. Czego możemy się z niej dowiedzieć? Między innymi tego, że jeden z sędziów ukradł kiełbasę za 6,90 zł. Żeby poinformować ludzi o tym fakcie, wydano 19 milionów złotych.

Ponieważ wielu ludzi wkurwił fakt, że PFN jest sponsorowany przez Spółki Skarbu Państwa, politycy partii Dojnej Zmiany postanowili przejść do kontrataku. Najbardziej spektakularnej wypowiedzi udzielił wiceszef MON, Bartosz Kownacki. Powiedział on, że te 19 baniek „to są koszty, które państwo ponosi przez oszczerczą kampanię Platformy Obywatelskiej. Państwo wyrządziliście takie straty Polski na arenie międzynarodowej, że konieczne było podjęcie działań rehabilitujących”. Żałuję, że Kownacki nie wyjaśnił, na czym polegała „oszczercza kampania Platformy Obywatelskiej”, która wymusiła na rządzie podjęcie „działań rehabilitujących” w postaci kampanii kiełbasianej.

W jednym z poprzednich Przeglądów opisałem wstrząsającą historię Marzeny Paczuskiej, którą zwolniono z Dziennika Telewizyjnego za to, że udzielając wywiadu portalowi wPolityce, opowiedziała dowcip. Przypomnę ten dowcip na wypadek, gdybyście go zdążyli wyprzeć: „Nigdy bym nie pozwoliła, by Wiadomości były dla kogoś orężem, nieważne, czy tarczą, czy mieczem”. Okazało się, że ta mrożąca krew w żyłach historia będzie jednak miała happy end! Po niecałym miesiącu szefostwo TVP zrozumiało dowcip Paczuskiej i dostała nową fuchę. Na portalu Wirtualne Media możemy przeczytać, że „pierwszym zadaniem Paczuskiej ma być pilotowanie projektu anglojęzycznego kanału informacyjnego TVP, którego robocza nazwa to Poland24 lub TV Poland Today”. Domyślam się, że największym dramatem pomysłodawcy anglojęzycznego kanału informacyjnego było to, że nazwa „The Onion” jest już zajęta.

Źródło:

http://www.dziennikzachodni.pl/strefa-biznesu/wiadomosci/z-regionu/a/protest-pracownikow-huty-szkla-w-zawierciu-zdjecia,12435080/




https://www.tygodnikprzeglad.pl/plakaty-zla-na-granicy/


(sparafrazowałem wymianę zdań między Summerem Wellesem i Rooseveltem)

https://en.wikiquote.org/wiki/Talk:Franklin_D._Roosevelt

Dorzucam jako „bonus” link do artykułu, w którym wPolityce pisało o Voigcie i jego neonazistowskich „sympatiach”.


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22313830,macierewicz-o-przeciwnikach-zadania-reparacji-od-niemiec-ludzie.html


http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/poranna-rozmowa/news-witold-waszczykowski-w-rmf-fm-polski-rzad-przygotowuje-stano,nId,2436005


https://twitter.com/wPolityce_pl/status/904704036108197888


Jeżeli nie macie prenumeraty na GazWybie, to odbijecie się od paywalla. Tym niemniej, to nie jest tylko baitowy tytuł – PBS na serio coś takiego powiedziała.


Żeby zobaczyć hatakumbę, trzeba wejść w historię edycji.

https://www.facebook.com/jaki.patryk/videos/1203893373048071/


http://wiadomosci.onet.pl/kraj/fakt-andrzej-duda-chcial-dymisji-antoniego-macierewicza/vqz9l0b.amp











http://niezalezna.pl/202835-celna-riposta-kownackiego-ws-kampanii-pfn-quotto-po-powinna-zaplacic-te-19-mlnquot


https://wpolityce.pl/media/352952-nasz-wywiad-red-marzena-paczuska-nie-da-sie-zaklamac-dorobku-wiadomosci-pod-moim-kierownictwem?strona=2


https://www.wprost.pl/kraj/10070104/Marzena-Paczuska-zaskoczona-decyzja-wladz-TVP-Wymowne-slowa-bylej-szefowej-Wiadomosci.html


piątek, 1 września 2017

Hejterski Przegląd Cykliczny #15

Rząd RP zaliczywszy fuckup po wichurach starał się ze wszystkich sił udowodnić, że winnych należy szukać „gdzie indziej”. Jedną z najbardziej spektakularnych wypowiedzi była ta, autorstwa ministra Mariusza Błaszczaka „sytuacja w województwie pomorskim wynika z tego, że jest zdominowane przez samorządowców z totalnej opozycji”. Gdybym chciał się czepiać (czego oczywiście nie będę robił), zwróciłbym uwagę na to, że jeżeli jacyś samorządowcy dominują w danym województwie, to raczej nie są „opozycją”. Poza tym, czy tylko mnie się wydaje, że te słowa można rozumieć w sposób następujący: „mieliśmy w dupie to województwo, ponieważ nasi samorządowcy tam nie dominują”? Doprawdy, gdybym był złośliwy, to napisałbym, że to właśnie miał na myśli Mariusz Błaszczak. Dodałbym również, że opieszałość władz centralnych była efektem działań „totalnej opozycji samorządowej” tj. samorządowców partii dojnej zmiany, którzy co prawda mogliby się zwrócić po pomoc do Rządu RP (bo to ich koledzy partyjni), ale tego nie zrobili, bo „nie dominują” w województwie. Jednakowoż, jak doskonale wiecie, nie jestem złośliwy, więc nic takiego nie napiszę.

Uważajcie na to, jakich odpowiedzi udzielacie ankieterom, bo może się okazać, że właśnie wyraziliście poparcie dla działań Antoniego Macierewicza. Portal wPolityce sieknął internautów po oczach tytułem „Sondaż CBOS: Społeczeństwo zdecydowanie popiera działania szefa MON Antoniego Macierewicza”. Zanim ktoś pomyśli „no tak, CBOS”, muszę wyjaśnić, że tym razem inwencją wykazali się redaktorzy rządowego portalu. To redaktorzy uznali, że tytuł, którym opatrzyli artykuł idealnie oddaje sens wyników sondażu: „ponad 87 badanych uważa, że armia wymaga modernizacji technicznej i unowocześnienia, a 75 proc. popiera zwiększenia wydatków na obronę”. Zastanawia mnie jedynie to, czemu redaktorzy poprzestali na wniosku „Polacy popierają działania Antoniego Macierewicza”. Przecież Macierewicz jest członkiem PiSu (któremu przewodzi Jarosław Kaczyński), ministrem w rządzie Premier Beaty Szydło. Z tego można by zrobić piękny tytuł „Sondaż CBOS społeczeństwo zdecydowanie popiera działania Jarosława Kaczyńskiego i Premier Beaty Szydło”.

Niestety, okazuje się, że środki, które moglibyśmy uzyskać ze sprzedaży Złotego Pociągu... przepraszam, znowu mi się pomyliło – chodzi o reparacje wojenne od Niemiec. Dobra jeszcze raz. Niestety okazuje się, że środki, które Niemcy oddadzą nam w ramach reparacji wojennych, będziemy musieli oddać Rosji. Jeden z rosyjskich polityków zasugerował bowiem, żeby „wystawić Polsce rachunek za wyzwolenie z rąk Trzeciej Rzeszy”. Co ciekawe, jeden z rządowych portali nazwał wypowiedź tegoż polityka „prowokacją”. Nie bardzo rozumiem czemu, bo przecież on na pewno mówił na poważnie i nie chodziło mu wcale o to, żeby podnosić ciśnienie zachodniemu sąsiadowi, nieprawdaż? 

Wisienką na torcie Rządowej narracji „powichurowej” była wypowiedź Premier Beaty Szydło, która po pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Rządu powiedziała, że: „państwo wspiera, państwo pomaga, państwo odbudowuje”. Jednakowoż, właśnie dzięki tej wypowiedzi (konkretnie zaś dzięki powtarzaniu słowa „państwo”) zrozumiałem jakie były prawdziwe przyczyny „niezwłocznej” reakcji władz centralnych. Państwo pewnie i zareagowałoby wcześniej, ale pewnie było za bardzo zajęte wstawaniem z kolan i odzyskiwaniem godności.

Prezydencki doradca, Andrzej Zybertowicz, w rozmowie z dziennikarzem TOK FM, pochylił się z niemalże ojcowską troską nad Europą „Zastanawiam się, czy Europa jest wstanie wyjść z dryfu i czy jest w stanie wyjść przez zmianę modelu (...)Myśli Pan, że oni bez nas dadzą sobie radę?” Po czym dodał „Wyjdziemy im naprzeciw. Będziemy komunikować im dobre rady w ich językach ojczystych”. Z tego by chyba wynikało, że copypasta Premier Beaty Szydło „Europo, powstań z kolan, masz Ty w ogóle godnośc i rozum człowieka” - będzie tłumaczona na różne języki.

Wojewoda Pomorski, który zasłynął za sprawą swoich słów o tym, że nie będzie wzywał wojska do zamiatania liści i zbierania gałęzi postanowił „wytłumaczyć” to co się stało. Zrobił nieco zmodyfikowaną metodą „na Korwina” i oświadczył: „Kilka moich słów i uwag zaprezentowanych w jednej z telewizji, wyrwanych z kontekstu rozmowy, a uzyskanych nie waham się użyć tego słowa - podstępnie - zostały użyte do wyprodukowania tzw. fake newsów”. Mamy więc klasyczne argumentum ad wyrwanum z kontekstum + modyfikację w postaci „podstępu”. Przyznaję, że ciekaw jestem tego, jak ów „podstęp” wyglądał. Być może było tak, że reporter powiedział do wojewody „proszę powiedzieć najgłupszą rzecz, która przychodzi panu do głowy w kontekście spóźnionego wezwania wojska! Pan się nie martwi, to się nie nagra, bo kamera jest wyłączona!'.

Nasza polityka zagraniczna po raz kolejny wstała z kolan. Polski rząd zapraszał prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, ale ów, to zaproszenie zignorował. Europoseł Jedynie Słusznej Partii, Zbigniew Kuźmiuk uznał, że nie będzie Francuz pluł nam w twarz i powiedział „Myślę, że pan prezydent Macron do tego niedługo dojrzeje, że jednak do Polski przyjedzie, bo jednak dużo mógłby się od Polaków dowiedzieć”. Przyznam, że trochę się zadumałem nad tym. No bo niby czego on by się mógł od nas nauczyć, skoro już go nauczyliśmy jeść widelcem?

W zeszłym tygodniu dość głośno było o gigantycznym sukcesie Autosanu, który spóźnił się 20 minut ze złożeniem oferty przetargowej. Sprawa była o tyle spektakularna, że przetarg był organizowany przez MON, zaś Autosan jest częścią Państwowej Grupy Zbrojeniowej, którą również zawiaduje dojna zmiana. Ponieważ sukces Autosanu wywołał gównoburzę, zastępca szefa MON, Bartosz Kownacki, postanowił wyjaśnić jak się sprawy mają. Na swoim koncie Twitterowym oświadczył, że „Osoba odpowiedzialna za ta sytuację została zwolniona w trybie dyscyplinarnym. CBA i SKW powiadomione.” po czym dodał, że „Związany z poprzednikami pracownik został zwolniony dyscyplinarnie(...)”. Obronę metodą „na poprzednika” znamy doskonale, ale tym razem jej zastosowanie dobrze opisuje fragment piosenki „Warchoł” Jacka Kaczmarskiego:  "A niewprawną puścisz dłonią - W pysk odbije stali siła; Tak się naucz robić bronią, By naturą swą służyła.” Okazało się bowiem, że „ten zwolniony” robotę dostał od PiSu. Innymi słowy – Kownacki najprawdopodobniej poszczuł SKW i CBA na jakiegoś „Misiewicza”.

Na fanpejdżu Ministerstwa Środowiska opublikowano interesującą grafikę. Możemy się z niej dowiedzieć, że przez ostatnie 6.5 roku doszło w Polsce do 151 tysięcy zderzeń aut ze zwierzętami. Do grafiki dodano też opis (który zacytuję w całości, żebyście mogli w pełni docenić geniusz autora): „Niekontrolowany wzrost liczby łosi ma wpływ na stale rosnącą liczbę wypadków drogowych z udziałem dzikich zwierząt. Tylko w pierwszej połowie 2017 roku liczba kolizji i wypadków przekroczyła 10 tysięcy!” Po pierwsze, tak, zgadliście, chodzi o to, żeby jakoś uzasadnić to, że Szyszko z kolegami chce sobie postrzelać do łosi. Po drugie, wpis sugeruje, że łosie odpowiadają za sporą część liczby zderzeń aut ze zwierzętami (sugeruje to również fotka rozpieprzonego auta, które raczej nie wjechało w jeża). Co jest o tyle ciekawe, że w czasie, w którym łosie (nie bójmy się używać ostrych sformułowań) niszczyły auta na potęgę (i zabijały ludzi!) ich populacja wzrosła! W 2010 łosi było w Polsce 8.387 a w 2016 już 20.060. Do tej pory wydawało mi się, że łoś to po prostu duże zwierzę. Wpis na stronie Ministerstwa Środowiska uzmysłowił mi, że łoś to zwierzęcy odpowiednik marvelowskiego Logana (aka „Wolverine”), albo Deadpoola, bo tylko w ten sposób można wyjaśnić to, że pomimo urządzania Destruction Derby/Łośmageddonu na masową skalę łosie jeszcze nie wyginęły. Po trzecie, strach pomyśleć, jakie rozwiązania zasugeruje Rządowi RP Szyszko, kiedy zorientuje się, że to ludzie kierują pojazdami biorącymi udział w kolizjach/wypadkach...

Praktycznie od początku trwania „dobrej zmiany” w dyplomacji, polska polityka zagraniczna przypominała napierdolonego wujka na imprezie rodzinnej. Pijany wujcio, wiadomo, opowiada jakieś idiotyzmy, wyzywa współbiesiadników, a czasem może nawet narzygać na stół. O tym, że pijany wujcio usiłuje rozstawiać wszystkich po kątach, wspominać chyba nie trzeba. No i czasem się tak zdarza, że wreszcie jakiś członek rodziny nie wytrzymuje, huknie pięścią w stół i krzyknie na wujcia „weźże, kurwa, wytrzeźwiej wreszcie, albo wypad od stołu”. W takim momencie wujcio wpada w stupor i bełkocze coś w rodzaju „Sam jesseś pjany i sam iź od stołu”, dodatkowo nagle zaczyna oczekiwać poparcia od reszty członków rodziny (choć wcześniej mieszał ich z błotem). Mniej więcej tak można zobrazować dyplomatyczny „trash-talk”, do którego doszło na linii Francja-Polska. Politycy PiSu hejtowali wszystkich dookoła i byli straszliwie zszokowani tym, że nagle ktoś zaczął się do nich odnosić w podobny sposób.

Arkadiusz Mularczyk postanowił porozmawiać na Twitterze z prezydentem Francji. To w jaki sposób „zagaił” rozmowę sugeruje, że dyplomacji uczył go minister Waszczykowski: „Panie Emmanuel Macron (rzecz jasna, Macron został otagowany w tym wpisie) jeszcze chwila i doprowadzisz Pan do bojkotu w PL francuskich towarów, wtedy naprawdę zaboli.” Jeżeli kogoś dziwi to, że Mularczyk napisał do Macrona po polsku, to nie bardzo wiem o co chodzi. Zanim nauczyliśmy ich jeść widelcami, musieli się przecież nauczyć polskiego. W tym miejscu pozwolę sobie na nieco poważniejszą dygresję. To jest, kurwa, niesamowite, że ludzie pokroju Mularczyka nie rozumieją, że hejtowanie prezydenta innego kraju na Twitterze, może wywołać skandal dyplomatyczny. Członek (jakże adekwatne określenie) partii rządzącej powinien mieć świadomość tego, że jego słowa „ważą” więcej niż wypowiedzi jakiegoś „randoma” z wielkim napisem „Better dead than read” ustawionym, jako zdjęcie „w tle”. Ta wypowiedź była po prostu głupia, ale tym ludziom bardzo niewiele brakuje do tego, żeby zaczęli rzucać kurwami.

Do dyskusji na temat bojkotu wtrącił się były wicepremier (i minister) Jacek Rostowski, uznał, że powinien w „żartobliwy sposób” skomentować „bojkotowy” tweet Mularczyka „Zakupy Chanel No 5 na Podkarpaciu drastycznie spadną?”. Wpis jest skrajnie idiotyczny, bo jako mieszkaniec Podkarpacia mogę was zapewnić, że my tu nie kupujemy żadnych szanelów, bo białe niedźwiedzie (zaprzęgane do rydwanów, którymi się przemieszczamy) mają alergię na takie zapachy. Mógłbym co prawda przypomnieć, że między innymi dzięki tak daleko posuniętej wrażliwości społecznej byłego wicepremiera i jego kolegów („beka z biedy” etc) PiS na Podkarpaciu zebrał 55.09% głosów, zaś PO 13.37%, ale chyba mi się nie chce.

Kilka dni po fuckupie Autosanu, głos zabrał szef firmy, który oznajmił: „Nie wykluczam tego, że to wszystko było ukartowane”. Tak, a za moment ktoś znajdzie ślady trotylu i nitrogliceryny na wraku oferty przetargowej.

Ryszard Czarnecki doszedł do wniosku, że konflikt na linii Polska – Komisja Europejska będzie nieważny, o ile on go nie skomentuje: „Powinniśmy robić swoje i nie przejmować się naciskami KE. Bruksela czołgów do Polski nie wyśle”. I w tym momencie możemy zaobserwować pijanego wujcia, który uznał, że on będzie grał w Jengę. Wujcio wie, że jest „niedysponowany” i że to wszystko się najprawdopodobniej zawali. Jednakowoż, wujcio jest świadomy tego, że „inni wiedzą”, że jest nawalony jak nocny autobus w juwenalia. Tym samym, wujcio wie, że po tym, jak już rozpieprzy wieżę, to nie on będzie musiał zbierać klocki i stawiać ją od nowa.

Premier Beata Szydło postanowiła zdobyć odznakę „złotej łopaty” i odkopała temat protestów przeciwko uPRL-owieniu sądownictwa w Polsce: „Trudno przyjąć, że ostatnia fala protestów była spontaniczna; to była dobrze wyreżyserowana i dobrze opłacona akcja mająca uderzyć w polski rząd”. Pełna zgoda. Trudno przyjąć, że fala fuckupów, które zaliczył PiS przy okazji prób „reformy sądownictwa” była spontaniczna. Ustawy pisane na kolanie, „Wejście Prezesa” na mównicę („bez żadnego trybu), spieprzony proces legislacyjny i tak dalej i tak dalej. To nie mógł być żaden przypadek, to musiało zostać wyreżyserowane. Osobną kwestią jest to, że reżyserem był ktoś klasy Tommy'ego Wiseau. Mam nadzieję, że kiedyś się dowiemy, kto im zapłacił za atak na samych siebie.

Źródła:



https://wpolityce.pl/polityka/354182-prof-zybertowicz-do-dziennikarza-tok-fm-zastanawiam-sie-czy-europa-jest-wstanie-wyjsc-z-dryfu-mysli-pan-ze-oni-bez-nas-dadza-sobie-rade

https://twitter.com/MaciejBk1/status/899932667348746241

https://twitter.com/wPolityce_pl/status/900458921193857024



https://twitter.com/KownackiBartosz/status/900278407317139456



https://agri24.pl/populacja-losia-polsce-przekroczyla-20-tys-sztuk/

https://wpolityce.pl/polityka/354764-tylko-u-nas-premier-beata-szydlo-odpowiada-na-slowa-prezydenta-macrona-podpowiadam-aby-nie-rozbijal-ue-i-zajal-sie-swoim-krajem



https://wpolityce.pl/polityka/355272-nasz-wywiad-czarnecki-powinnismy-robic-swoje-i-nie-przejmowac-sie-naciskami-ke-bruksela-czolgow-do-polski-nie-wysle


http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-szydlo-o-lipcowych-protestach-dobrze-wyrezyserowana-i-dobrze,nId,2434255