poniedziałek, 15 stycznia 2024

Rzeczpospolita Zdemontowana

Do napisania niniejszego tekstu skłoniło mnie kilka czynników. Ostatnim z nich (można by go więc uznać za „czynnik decydujący”) było to, co działo się w kontekście duetu Wąsik&Kamiński. Sprawa ta jest bowiem bardzo, ale to bardzo pogmatwana i warto się pochylić nad przyczynami, dla których tak się stało. Uwaga natury ogólnej: to będzie kolejna notka-gawęda. Nie dlatego, że nie chce mi się w research, ale dlatego, że wklejanie wszystkich potrzebnych linków zajęłoby mi pewnie więcej czasu, niż pisanie notki.

No dobrze. Od czego by tu? Zaczniemy od początku, czyli od tego, że Andrzej Duda ułaskawił Kamińskiego i Wąsika. Pierwszym pytaniem, które należy sobie postawić w tym kontekście jest następujące: czy Duda miał prawo to zrobić? I tu dochodzimy do pierwszego „sporu w doktrynie”. Ponieważ ja się tam na prawie nie za bardzo znam, zapytałem mądrzejszych od siebie i dowiedziałem, że tak naprawdę to nie do końca wiadomo. Otóż, w Konstytucji nie dookreśłono tego czy ułaskawienie dotyczy osób skazanych, czy też można je zastosować w dowolnym momencie. Faktem natomiast jest to, że nikt przed Dudą nie próbował ułaskawiać przed prawomocnym wyrokiem (i przyznam, że trochę szkoda, bo gdyby tak było, to pewnie sprawa już dawno temu byłaby jasna). Gdyby nie kontekst, zabawne byłoby to, że sam Duda wcześniej twierdził, że ułaskawiać można skazanych (którą to wypowiedź przypominano dość często). Równie zabawne było to, że Zjednoczona Prawica w poszukiwaniu argumentów, którymi moglaby się podeprzeć, wykopała starą sprawę, ale nie doczytała za bardzo o co w niej chodzi i okazało się, że argumentem za tym, że „Duda miał rację” miało być to, że Kwaśniewski ułaskawił w ten sam sposób Ryszarda Kalisza. Wszystko pewnie poszło by po ich myśli, gdyby nie fakt, że Ryszard Kalisz nie został ułaskawiony. Na tym się sprawa nie skończyła, albowiem karuzela śmiechu przyspieszyła i to znacznie, bo okazało się, że Zjednoczona Prawica nieintencjonalnie przypomniała ludziom o całej sprawie i po internetach hulało nagranie Kamińskiego, który łajał Kwaśniewskiego za ułaskawienie partyjnego kolegi. No, ale to dygresja.

W normalnych warunkach, kwestię tego konkretnego użycia prawa łaski mógłby zbadać Trybunał Konstytucyjny. Tyle, że warunki nie są normalne, a my w praktyce nie mamy Trybunału Konstytucyjnego. To znaczy mamy, ale działa on tylko teoretycznie. Jak to możliwe? Wszystko zaczęło się w momencie, w którym Platforma Obywatelska powołała dwóch sędziów więcej, niż powinna. O ile dobrze pamiętam, pojawiły się wtedy opinie, z których wynikało, że nie powinno się tego robić, bo nie jest to zgodne z konstytucją (co potem potwierdził również Trybunał Konstytucyjny). Efekt końcowy był taki, że Andrzej Duda nie zaprzysiągł ani tych dwóch wybranych nieprawidłowo, ale również trzech sędziów, którzy zostali wybrani w sposób prawidłowy. Nie chciałbym być źle zrozumiany, to nie jest tak, że gdyby nie te działania PO, to PiS nie przeprowadziłby skoku na TK. Owszem, oni by ten skok przeprowadzili, ale byłoby im o tyle trudniej, że nie mieliby żadnego punktu zaczepienia. Może inaczej: nic nie stałoby Dudzie na przeszkodzie, żeby nie przyjąć zaprzysiężenia od prawidłowo wybranej trójki sędziów, ale bardzo ciężko byłoby to jakoś sensownie sprzedać narracyjnie.

Idźmy dalej. Andrzej Duda (tzn. Jarosław Kaczyński) postanowił, że nie zaprzysięgnie prawidłowo wybranych sędziów i zamiast nich PiS wybrał sobie swoich, których Andrzej Duda szybciutko zaprzysiągł. Orzeczenie TK, w którym wyjaśniono to, którzy sędziowie byli wybrani w sposób nieprawidłowy (dwóch), a którzy w sposób prawidłowy (trzech) PiS postanowił zignorować. Gdyby PiS się wtedy cofnął – całą sytuację dałoby się odkręcić tyle, że PiSowi nie zależało na odkręcaniu czegokolwiek, ale na przejęciu Trybunału Konstytucyjnego. To „olanie” orzeczenia TK było symboliczną datą, po której nie mieliśmy już Trybunału Konstytucyjnego, albowiem był on nieprawidłowo obsadzony.

I tu dochodzimy do kolejnego problemu. Otóż, ponieważ TK został obsadzony w sposób nieprawidłowy, to tak na dobrą sprawę jego orzeczenia nie są ważne. Tylko, że w tym miejscu pojawia się taka malutka niedogodność (pozwolę sobie zacytować mojego Znajomego Prawnika): „w naszym systemie prawnym nie przewidziano możliwości oficjalnego stwierdzenia wadliwości wyroków TK”. 

W sprawie ułaskawienia wypowiedział się natomiast SN (który był obsadzony w sposób prawidłowy). Wtedy zaś PiS zasłonił się Trybunałem Przyłębskim (ponieważ twór ten nie jest Trybunałem Konstytucyjnym, to ja nie zamierzam go tak nazywać) i kazał temuż trybunałowi orzec, czy Sąd Najwyższy to w ogóle ma prawo do wypowiadania się na takie tematy (być może pominąłem tutaj jeden ze szczebli tej drabiny, ale z racji tego, że nie mamy TK, to jest naprawdę mało istotne). Trybunał Przyłębski sprawę przeciągał przez 6 lat (kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że przed przejechaniem walcem po trybunale PiS twierdził, że TK powinien się zajmować sprawami w takiej kolejności, w której one do TK wpłynęły), SN znowu zainterweniował i skończyło się to wyrokami skazującymi dla Kamińskiego i Wąsika i zjednoczono-prawicowymi narracjami o „więźniach politycznych”.

Co będzie dalej? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast tyle, że Zjednoczona Prawica sama doprowadziła do sytuacji, w której ułaskawienie tych dwóch typów wisiało na większości parlamentarnej. Prawda jest bowiem taka, że gdyby PiSowi udało się utrzymać władzę, to scenariusz pewnie wyglądałby tak: SN wydałby taką samą decyzję (czy też orzeczenie, nie chce mi się w prawnicze lingo), Wąsik i Kamiński dostaliby wyroki skazujące, ale PiS ogłosiłby, że to tylko zemsta kasty za przegraną Totalnej Opozycji (pewnie użyto by tego jako paliwa do narracji mających na celu zdobycie poparcia suwerena do ostatecznego zaorania sądownictwa). Nawet gdyby sąd wydał decyzję o tym, że trzeba tych dwóch typów doprowadzić do ZK, to przecież PiSowski marszałek nie pozwoliłby im uchylić immunitetu.


Jeżeli się nad tym wszystkim zastanowić „na spokojnie”, to można dojść do wniosku, że żaden z autorów konstytucji nie przewidział tego, że jakaś partia po wygranych wyborach może potraktować konstytucję jako zbiór wytycznych, którymi nie do końca trzeba się przejmować (tak, wiem, zaraz się mogą podnieść głosy „abo PO to co teraz robi”, ale do tego przejdziemy dalej). Innymi słowy: nikt nie przewidział PiSu.

A PiSowi przypadła w udziale rola partii, która przecierała szlaki. Nikt wcześniej nie olał orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Nikt wcześniej nie przejął kontroli nad trybunałem. W tym miejscu się na chwilę zatrzymamy. Żeby w pełni docenić to, co robił PiS, warto sobie odpowiedzieć na pytanie: czy kiedykolwiek wcześniej doszło do sytuacji, w której Trybunał Konstytucyjny nie mógł wydać orzeczenia dlatego, że doszło do kłótni w koalicji rządzącej, która sprawiła, że w konflikt popadli sędziowie, których do TK wsadzały poszczególne partie, wchodzące w skład koalicji. Nikt wcześniej nie wykorzystywał Trybunału Konstytucyjnego do walki politycznej. Nikt wcześniej nie zamienił mediów publicznych w ściek pełen jadu i teorii spiskowych. Nikt wcześniej nie ułaskawił partyjnych kolegów przed wyrokiem. I tu na moment się zatrzymamy. Wcześniej wspomniałem o tym, że gdyby ktoś to wcześniej zrobił, to już wiedzielibyśmy na czym stoimy. Chodziło mi, rzecz jasna, o to, że gdyby doszło do takiej sytuacji, to TK już dawno by zbadał to, czy jest to zgodne z konstytucją. Nikt wcześniej nie chciał przejąć kontroli nad sądownictwem po to, żeby ręcznie sterować sądami. Nikt wcześniej nie doprowadził do sytuacji, w której domyślną reakcją prokuratury na wały partii rządzącej jest umorzenie. Nikt wcześniej nie próbował (przed wyborami) zabetonować prokuratury po to, żeby spróbować uniknąć odpowiedzialności za wały, które robił w trakcie trwania kadencji.  Wyliczankę „nikt wcześniej” można by ciągnąć bardzo długo, ale to, co już wymieniłem, wystarczy całkowicie do sformułowania mało odkrywczego wniosku: „PiS jest partią wyjątkową”.

Nawiasem mówiąc to, że PiS jest partią wyjątkową, widać nie tylko w narracjach symetrystów, ale też w narracjach pochodzących od niektórych proPiSowskich opiniomatów. Chodzi mi rzecz jasna o te narracje, w których nową koalicję się strofuję i jej tłumaczy, że powinna nieco spuścić z tonu, bo co to będzie, jak PiS wygra kolejne wybory. Dziwnym trafem, prawie nikt tego rodzaju narracji nie wrzucał w latach 2015-2023. Jeżeli już się tego rodzaju pojawiały, to raczej w kontekście pewnych mechanizmów, które PiS chciał stosować (np. Lex Tusk) albo w kontekście zaostrzenia prawa aborcyjnego. Żaden symetrysta nie tłumaczył wtedy: „Ej, PiSie, ogarnij się, bo skończy się to tym, że jak PO wygra wybory, to będzie jeszcze ostrzej szło!”. Zamiast tego było nieśmiertelne argumentum ad Platformum i tłumaczenie, że może i PiS zrobił Y, ale to dlatego, że kiedyś PO zrobiło X, tak więc te partie się niespecjalnie różnią.

Jednakowoż najbardziej mnie bawią te narracje, w których się nam opowiada o tym, że „no po tym, co koalicja robi, to jak PiS wygra, to dopiero będzie”. Prawda jest bowiem taka, że jeżeli PiSowi udałoby się wrócić do władzy to i tak by się „działo”. Poprzednim razem po powrocie do władzy PiS momentalnie ruszył do demontażu wszelkich możliwych bezpieczników. Stało się tak dlatego, Kaczyński pamiętał, co działo się w latach 2005-2007, gdy bezpieczniki były na tyle mocne, że nie pozwalały mu się za bardzo rozpędzić. W trakcie dwóch kadencji rządów PO-PSL nie działo się absolutnie nic, co można by było uznać za „czynnik prowokujący” Kaczyńskiego do tego, co PiS robił od razu po przejęciu władzy w 2015. Zmierzam do tego, że Kaczyński chciałby przykręcić śrubę dokładnie tak samo mocno nawet, gdyby obecna koalicja działała bardzo grzecznie.

Zdarzało mi się już wielokrotnie wspominać, że czasami bywa tak, że dopiero po napisaniu jakiegoś kawałka tekstu spływa na mnie nagłe olśnienie. Tak było i tym razem. Dotarło do mnie bowiem to, że czynnikiem, który musiał mieć ogromny wpływ na to, jak PiS zachowywał się po 2015 roku było to, że praktycznie nikt nie poniósł żadnych konsekwencji za to, co się działo w latach 2007-2015 (tak, Wąsik i Kamiński mieli sprawy w sądzie, ale one się toczyły dopiero). Gdyby ktoś poszedł siedzieć albo poniósł jakieś konsekwencje, to być może ktoś w PiSie by się zastanowił nad tym „czy warto”. Ponieważ nikomu nie spadł włos z głowy (a duet Kamiński i Wąsik został ułaskawiony metodą „na Dudę”) nikt się tam nie zastanawiał nad potencjalnymi konsekwencjami. Warto do tego dodać jeszcze ten drobny szczegół: PiS nie miał w planach porażki wyborczej. Tak po prawdzie, do partii Kaczyńskiego zaczęło docierać to, że „nie jest dobrze” dopiero pod koniec kadencji (i stąd to histeryczne miotanie się w poszukiwaniu politycznego złota + próba zabetonowania prokuratury).

No dobrze, ale jaki był tak właściwie plan PiSu? Politycy tej formacji mogli, co prawda, przed kamerami tłumaczyć, że w tym czy innym sporze w trakcie rozjeżdżania walcem sądownictwa, to oni mają rację, ale mieli również świadomość tego, że te wszystkie ich dokonania trzymają się jedynie na tym, że to oni mają większość. Moim skromnym zdaniem, plan był taki, żeby jakoś dociągnąć tę kadencję 2015-2019 do końca (i przedłużać pewne sprawy), a potem zdobyć większość konstytucyjną i wszystkie te „nieścisłości” sobie wstecznie załatwić. Ktoś może powiedzieć „wszystko pięknie drogi Pikniku, ale prawo przecież nie powinno działać wstecz”, a ja takiej osobie powiem: potrzymajcie mi ustawę bezkarnościową (zapomniałem o tym wspomnieć przy wyliczance: nikt wcześniej nie próbował przepchnąć przez Sejm ustawy, zdejmującej z polityków jakąkolwiek odpowiedzialność karną za ich działania), która miała za zadanie zadziałać wstecznie. Aczkolwiek takie „wsteczne” załatwianie „nieścisłości” byłoby naszym najmniejszym problemem, bo chyba dla wszystkich oczywiste jest to, że gdyby PiS tę większość konstytucyjną zdobył, to polska opozycja miałaby w wyborach szanse porównywalne z opozycją na Węgrzech (czyli: nawet nie miałaby szans matematycznych).

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Spora część komentatorów przeszła nad tym, co PiS zrobił z TK, do porządku dziennego. Tzn. owszem, przyznawali, że nie powinno się tak robić, ale równolegle tłumaczyli, że jeżeli przyjdzie jakaś władza po PiSie,to taka władza będzie musiała się pogodzić z wyrokami TK, bo przecież nie ma innej opcji, bo nie da się unieważnić orzeczenia/etc. Ujmując rzecz innymi słowy: może i PiS złamał prawo, ale nic z tym nie zrobicie, albowiem „sorry, taki mamy klimat”.



UWAGA! Gawęda sponsorowana przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Gdybyśmy to chcieli ująć nieco inaczej, brzmiałoby to mniej więcej tak: ok, zdajemy sobie sprawę z tego, że PiS trwale zdemontował jeden z bezpieczników, którym był Trybunał Konstytucyjny, ale ponieważ bez większości konstytucyjnej nic się nie da z tym zrobić, nie będziemy się nad tym zbyt często pochylać, bo są istotniejsze kwestie. A to jedynie jedna z płaszczyzn tej sytuacji. Drugą, o wiele istotniejszą w moim mniemaniu jest to, że równie szybko spora część komentariatu symetrystycznego przeszła do porządku dziennego nad tym, że PiS będzie chciał wykorzystywać Trybunał Przyłębski do tego, żeby znacznie utrudnić nowej koalicji sprawowanie władzy. Dla nikogo nie było tajemnicą to, że wyżej wymieniony trybunał znajduje się pod całkowitą kontrolą PiSu i będzie robił to, co PiS mu każe robić. Owszem, przed wyborami był tam klincz, bo się PiS z Ziobroidami pokłócił, ale teraz to wszystko poszło w niepamięć, bo obie te partie mają wspólnego wroga, którym jest nowa większość. Znamienne jest to, że całkiem spora część komentariuszy oczekiwała od nowej koalicji tego, że po prostu się z tą sytuacją pogodzi. Kolejnym piętrem absurdu w tej całej sytuacji jest to, że nawet „pogodzenie się z losem” (i np. przejmowanie się orzeczeniami TP) byłoby tak na dobrą sprawę tolerowaniem bezprawia.  

W tym miejscu pozwolę sobie na pewną prognozę. Biorąc pod rozwagę dotychczasowe działania nowej koalicji rządzącej i to, że PiS właśnie próbuje używać Trybunału Przyłębskiego w walce politycznej, najprawdopodobniej czeka nas niebawem czołowe zderzenie nowej koalicji z tymże trybunałem. Punktem wyjścia będzie najprawdopodobniej spór o media (bo przecież TP ma ocenić czy nowa koalicja miała prawo do odebrania kluczyków PiSowi) i bardzo być może, że nowa koalicja zrobi z orzeczeniem TP to samo, co Szydło z orzeczeniem TK, czyli po prostu je zignoruje, opierając się na tym, że skład TK jest nieprawidłowo wybrany.


Następnie PiS pewnie przywdzieje koszulki z napisem „Konstytucja” i będzie tłumaczył, że on tylko broni niezależności/etc. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że Genialny Strateg razem ze swoim otoczeniem sam wmanewrował swoją opcję polityczną na pole minowe. Chodzi mi tu o „sprytną” decyzję Kaczyńskiego, która sprawiła, że prawo aborcyjne zostało w Polsce zaostrzone nie na drodze ustawy, ale przez przejęty trybunał. Kaczyński i jego otoczenie kalkulowali sobie to tak, że „ok, jak Przyłębska to zaostrzy, to zawsze możemy użyć argumentu, że to trybunał, a nie my”. Wszyscy wiemy o tym, że ów plan (zaostrzenie prawa aborcyjnego i nieponiesienie za to politycznych konsekwencji) okazał się spektakularną porażką (jak wiele innych Genialnych Planów Kaczyńskiego). Teraz natomiast okazuje się, że tą „bardzo sprytną decyzją” Kaczyński w praktyce uniemożliwił sam sobie budowanie politycznego poparcia na obronie trybunału. Bo mało kto (poza partyjnym betonem) będzie chciał protestować w obronie tworu, którym ręcznie steruje Kaczyński i który to twór jest odpowiedzialny za jedne z największych protestów po 89 roku (w trakcie których policja na życzenie Żoliborskiego Satrapy zajmowała się tym, czym się zajmowała). Nawiasem mówiąc, ja wiem, że zawsze można podnieść argument „ok, może i część sędziów w trybunale znalazła się tam nielegalnie, ale co z orzeczeniami, które wydawaliby prawidłowo wybrani sędziowie”? To jest bardzo ciekawy casus, ale dzięki działaniom PiSu te rozważania są raczej bezprzedmiotowe, bo nie po to PiS powoływał „dublerów”, żeby potem grzali ławę.

Ponieważ się trochę rozpisałem byłem trzeba zmierzać w stronę wniosków końcowych. Mamy rok 2024 i żyjemy sobie w Rzeczpospolitej Zdemontowanej. Demontaż ów zawdzięczamy Genialnemu Strategowi, któremu w 2015 wydawało się, że jest o krok od zorbanizowania Polski, tak więc mógł ignorować wszystko i wszystkich. Nad konsekwencjami swoich Genialnych Pomysłów się jak zwykle nie zastanowił. A konsekwencje są takie, że od 2015 do zaorania dosłownie wszystkiego potrzebna jest większość parlamentarna. W teorii istnieją bezpieczniki międzynarodowe (TSUE/etc.), ale w praktyce, jak się mogliśmy przekonać, jakoś specjalnie to Kaczyńskiemu i jego partii nie przeszkadzało. Nie wiem, co powstrzymywało Zjednoczoną Prawicę przed zabetonowaniem Polski do reszty, ale na pewno nie chodziło o to, że koalicja PO-PSL nie działała w podobny sposób. Wspominam o tym dlatego, że (jak to już było sygnalizowane w tym tekście) część komentariuszy stara się budować narracje, z których wynika, że za potencjalne zalanie polski betonem po odzyskaniu władzy przez PiS, odpowiadać będzie obecna koalicja. To, że ten argument jest pozbawiony najmniejszego sensu, jakoś tym geniuszom unika.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że politykom pokroju PiSowców (którzy, parafrazując klasyka nie są równi politykom normalnym [i nie, to nie jest hejt, PiS nie jest zwykłą partią tylko partią, która uważa, że wygranie wyborów oznacza, że można robić praktycznie literalnie wszystko]), nic nie jest w stanie przeszkodzić. Zwyczajni politycy (a za takich PiSowców uznać nie można) uprawiają politykę w oparciu o pewne zasady. PiS nie uznaje żadnych zasad poza „prawem silniejszego” (co jest im teraz przypominane w sytuacji, w której próbują grać rolę ofiar), co było bardzo dokładnie widać w czasie, w którym mieli większość w Senacie i odpalali maszynkę do głosowania. Zabezpieczyć nas przed nimi nie jest w stanie nawet jakaś nowa super-duper szczegółowa konstytucja, bo nie jest możliwe stworzenie takiej konstytucji, której przepisy nie będą podlegały interpretacji. A jeżeli będą podlegać, to PiS już zadba o to, żeby interpretowali te przepisy ludzie, którzy będą wiedzieli czego się od nich oczekuje.

Na sam koniec zostawiłem sobie kwestię, która mnie osobiście irytuje. Chodzi mi o to, że część sceny politycznej i komentatorów kręci teraz nosem na działania nowej koalicji. Nie chciałbym być źle zrozumiany: mnie się te działania też średnio podobają, bo wiem, że to jest jazda po bandzie, ale mam świadomość tego, że te działania nie są osadzone w próżni, tylko w bardzo konkretnym kontekście. Kontekst ten jest zaś taki, że PiS zabetonował sporą część kraju i teraz coś z tym trzeba zrobić. Jeżeli ktoś chce stać na stanowisku takim, że nie powinno się ruszać TVP i prokuratury i generalnie to powinno się grzecznie nadstawiać drugi policzek PiSowi, to ja takiej osobie na drodze do szczęścia nie będę stał. Pozwolę sobie jedynie stwierdzić, że nie głosowałem na opozycję po to, żeby po tym, jak uzyska większość, nadal rządził PiS. Gdybym chciał, żeby nadal rządziła partia Jarosława Kaczyńskiego, to bym na nią głosował.

Poza tym wydaje mi się, że wszyscy niezadowoleni ze stylu, w jakim teraz działa nowa koalicja powinni zwrócić uwagę na jeden, bardzo drobny szczegół. PiS jechał po bandzie (i łamał prawo) żeby przejąć kontrolę nad całym państwem. Obecna koalicja stosuje wszelkie możliwe tricki, żeby PiS tej kontroli pozbawić. To jest, moim zdaniem zasadnicza różnica. PiSowi trzeba było odebrać kluczyki do TVP, bo to była zwykła szczujnia. PiSowi trzeba było odebrać kontrolę nad prokuraturą, bo po 8 latach nikt nie ma wątpliwości w kwestii tego, do czego ta kontrola zostałaby wykorzystana (kejs agenta ABW, który wjechał w tłum ludzi i odpowiadał za wykroczenie drogowe powinno pozbawić złudzeń każdego).

Niestety, tego tekstu nie jestem w stanie zakończyć optymistycznym akcentem, bo takowego nie ma. Jedyne wyjście z tej sytuacji, to niedopuszczenie (nigdy więcej) PiSu do władzy, a to oznacza, że wszyscy powinniśmy pamiętać o tym, co działo się w latach 2015-2023 i nie pozwolić się więcej zbajerować Zjednoczonej Prawicy. Czy z tego wynika, że obecnej koalicji rządzącej należy pozwalać na wszystko? Nie. Z tego wynika, że warto zwracać uwagę na to, jaki cel mają ich działania. Tylko tyle i aż tyle. 

czwartek, 11 stycznia 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #102

Uwaga natury ogólnej. W tym „Przeglądzie” sprawa duetu Wąsik&Kamiński co prawda się pojawi, ale o tym, dlaczego w ogóle doszło do takiej, a nie innej sytuacji (i jak to możliwe, że mamy zylion orzeczeń/etc. dotyczących tej sprawy) będzie traktowała inna notka. W tym tekście skupię się na kwestiach „bieżących”, aczkolwiek od razu uprzedzam, że będzie tego kilka akapitów.

Zacznę od tego, że ja się na serio nie spodziewałem tego, że w ramach blitzkriegu policja wejdzie do Pałacu Prezydenckiego i zawinie z niego obydwu typów. Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że ci panowie obaj się również tego nie spodziewali (tak samo, jak nie spodziewał się tego PiS i Andrzej Duda). Ponieważ złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że to na serio było ogarnięte z chirurgiczną precyzją. No bo tak: obaj panowie obiecywali, że będą 11-go na PiSowskim spędzie. Obstawiam, że faktycznie by się tam pojawili. Gdyby policja próbowała ich tam zatrzymywać, to mogłoby dojść do zamieszek. Był to o tyle realny scenariusz, że jak się w jednym miejscu zbierze odpowiednio dużo ludzi z baniami spranymi przez PiSowskich spindoktorów, to nie da się wykluczyć żadnego scenariusza, z bitwą z policją (tą samą, którą tak się wychwalało za pacyfikowanie protestów w 2020) łącznie. Poza tym, spindoktorom Zjednoczonej Prawicy potrzebny był jakiś symbol: w rodzaju nagrania/fotek z zatrzymania (jestem się w stanie założyć, że w TV Republice mieli już gotowy podkład muzyczny pod spoty, w których pojawiłyby się takie migawki). Tymczasem, obu jegomościów zgarnięto tak, że „nie zostało po nich nawet zdjęcie”, i to raczej nie był żaden przypadek.

Na uwagę zasługuje to, że PiS potraktował sprawę Wąsika i Kamińskiego tak, jak traktował każdą inną i poszedł w wielonarracje. Z jednej bowiem strony opowiadano o tym, że obaj panowie nie pójdą siedzieć, albowiem (i tu zawsze padała litania argumentów). Jednakowoż z drugiej, przygotowywano się do tego „zamknięcia” od bardzo dawna. W środę (10-01-2024) Rafał Mrowicki zwrócił uwagę na to, że Eloneksowe (niegdysiejszy Ćwiter) konto (odstawić płyny): „Komitet Obrony Więźniów Politycznych” (tak sobie dumam, że lepiej by brzmiał KOP: Komitet Obrony Przestępców) powstało jeszcze w grudniu. Jeszcze zabawniej zrobiło się później, gdy Bartosz Bartkowiak wynorał, że domeny przypisane do tej, ahem, oddolnej inicjatywy, zostały utworzone 22-12-2023. Może inaczej: utworzono je dzień po tym, jak Kamiński pokazał w Sejmie gest Kozakiewicza (gdy podniosły się okrzyki „do więzienia”). O ile nie mam wątpliwości w kwestii tego, że teraz Wąsik i Kamiński zdawali sobie sprawę z tego, jaka rola im przypadła w udziale, to ciekaw jestem, czy pokazując gest Kozakiewicza, Kamiński zdawał sobie sprawę z tego, że dzień później jego partyjni koledzy ogarniali te domeny.

Warto się na moment pochylić nad działaniami naszego Wielce Szanownego Prezydenta, który (jak przystało na wiernego żołnierza partii) wykonywał polecenia i nie zadawał żadnych pytań, bo to jego decyzji zawdzięczamy ten bajzel, w którym się teraz znajdujemy (i któremu, jak już zapowiedziałem, poświęcony zostanie Osobny Głośny Tekst). Otóż, od pewnego czasu Andrzej Duda opowiadał o tym, że jeżeli wzmiankowany powyżej duet pójdzie siedzieć, to to będą więźniowie polityczni i on będzie o tym informował wszystkich dookoła (nie pamiętam już czy padła tam fraza o informowaniu „partnerów na Zachodzie”, czy też nie). Po pierwsze, mamy tu chyba do czynienia z donoszeniem na Polskę. Po drugie, ja mam o naszym Prezydencie zdanie takie, a nie inne, ale na serio zastanawiam się nad tym czy jest on na tyle nieogarnięty, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że absolutnie nikogo (z drobnymi wyjątkami) na Zachodzie nie będzie obchodził jego spin o „więźniach politycznych”. Zachód jest doskonale zorientowany w kwestii tego, co się u nas dzieje i tego, kim są panowie Wąsik i Kamiński. Poza tym, przez moment załóżmy (na użytek niniejszego kawałka tekstu), że może tam jednak nieogary na tym Zachodzie siedzą i może uwierzą Prezydentowi RP (na to właśnie liczą ludzie ze Zjednoczonej Prawicy). Skoro sobie poczyniliśmy takie założenie, to teraz odpowiedzmy sobie na jedno pytanie: po co mieliby na to reagować? Może inaczej: co otrzymaliby w zamian? Szansę na powrót władzy, która była absolutnie nieprzewidywalna i starała się razem z Orbanem jak najbardziej rozbujać Unię Europejską? A może za Wąsikiem i Kamińskim wstawią się USA, te same, z którymi PiS się skonfliktował, forsując Lex-TVN? Ponieważ (jak już wspomniałem) Zachód sobie doskonale zdaje sprawę z tego, kim są ci panowie i czym zajmowali się w latach 2015-2023, te rozważania są bezprzedmiotowe. Nie oznacza to, że nikt się nad tymi narracjami o więźniach politycznych nie pochyli. Moim skromnym zdaniem bardzo szybko pochyli się nad tym rosyjska propaganda (i rosyjskie opiniomaty z krajów Zachodnich). No bo skoro "na Zachodzie" są więźniowie politycznym, to ta Rosja i Białoruś nie są przecież takie ostatnie, prawda?

Na sam koniec tych Wąsikowo-Kamińskich rozważań zostawiłem sobie nieco inną kwestię. A mianowicie to, w jaki sposób proPiSowcy publicyści tę całą sprawę przedstawiają. Skupię się tu na Piotrze Zarembie, bo to jest wprost idealny „kejs”. Zaremba wysmarował sążnisty artykuł o tym, że mamy do czynienia z chaosem, ale wszystkiemu winna jest obecna koalicja rządząca. Wpisuje się to idealnie w nurt narracyjny, z którym mieliśmy do czynienia przez osiem ostatnich lat, w myśl którego: obie partie robią to samo, ale PiS jest i tak lepszy, a poza tym jest sprytniejszy, więc wolno mu więcej. Tym, co zwróciło moją uwagę był fragment, w którym Zaremba napisał, że jeżeli chodzi o to, co zrobił Duda (ułaskawienie w trakcie toczącego się postępowania) to w sumie nic takiego, bo już to kiedyś robiono i wskazał na ułaskawienie Ryszarda Kalisza w 2005 roku. W tym miejscu krótka dygresja. Wszyscy doskonale wiemy, w jaki sposób działała i nadal działa PiSowska propaganda. Gdyby był jakkolwiek precedens i gdyby ktokolwiek wcześniej użył prawa łaski tak, jak to zrobił Andrzej Duda, to dowiedzielibyśmy się o tym piętnaście minut po tym, jak podniosły się pierwsze głosy mówiące, że „chyba nie o to chodzi w prawie łaski, Panie Prezydencie”. Mam uwierzyć w to, że przez te osiem ostatnich lat, PiSowski agitprop miał na podorędziu coś takiego i tego nie użył? Jest to o tyle mało prawdopodobne, że sam Ryszard Kalisz krytykował wtedy decyzję  Andrzeja Dudę (fanem Kalisza nie jestem, ale śmiem twierdzić, że gdyby Kwaśniewski ułaskawiając go zrobił to samo, co Duda, to raczej by wtedy siedział cicho). Przyznam szczerze, że trochę się w związku z tą sprawą wyfrajerzyłem, bo poświęciłem dużo czasu na próby wynorania tego, co się stało i jedyne, co wykopałem to to, że Kwaśniewski „zaczął procedurę ułaskawiania” (plot twistem było to, że w tym samym artykule stało, że prawo łaski stosuje się w przypadku skazanych prawomocnym wyrokiem [potem się okazało, że na ten sam artykuł powoływali się PiSowscy propagandyści]). Czemu się wyfrajerzyłem? Bo mogłem poczekać na reakcję Ryszarda Kalisza, który się na ten temat wypowiedział. Okazało się (będziecie bardzo zaskoczeni), że nie było żadnego prawa łaski, a sąd prawomocnie umorzył postępowanie. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć, że w momencie, w którym pisałem ten kawałek tekstu (środowy wieczór 10-01-2024) na stronie Interii nadal wisiał artykuł Zaremby, w którym stało, że Kalisz został ułaskawiony. To jest chyba ten prawdopośrodkizm, co nie? Zaremba twierdzi, że Kalisz został ułaskawiony, Kalisz twierdzi, że nie, a czytelnik powinien sobie sam wyrobić opinię na ten temat, prawda? Dlaczego napisałem, że Zaremba jest tu idealnym kejsem? Bo reszta kłamie tak samo, jak on.

Edycja: już po napisaniu tego tekstu okazało się, że Andrzejowi Dudzie (używając języka kolokwialnego) zmiękła rura i uruchomił procedurę ułaskawienia obu panów. I przyznam się wam szczerze, że znajduję to zabawnym, szczególnie po tych wszystkich buńczucznych zapowiedziach o powołaniu Komitetu obrony tego i owego.

No dobrze, skoro już przekopaliśmy się przez ten konkretny wieloakapitowy kawał Przeglądu, to tak sobie myślę, że wszyscy zasłużyliśmy na jakieś pozytywne informacje. 9 stycznia (2024) mogliśmy się wszyscy dowiedzieć, że wstrzymano wypłaty z Funduszu Sprawiedliwości, z którego to funduszu finansowane było, między innymi, powiązane z Dariuszem Mateckim stowarzyszenie „Fidei Defensor”. Mam nadzieję, że tego rodzaju informacji będziemy mieli w przyszłości znacznie więcej.

Pozytywnych informacji jeszcze nie koniec, albowiem od momentu, w którym w TV Republice wypowiedział się Pietrzak, wyżej wymieniona stacja telewizyjna zaczęła tracić reklamodawców. Od czego by tu zacząć... może od tego, że po pierwsze, TV Republika mogłaby tego uniknąć, gdyby tylko łaskawie zareagowała w jakiś sposób na to, co powiedział Pietrzak (przez „zareagowała” mam na myśli odcięcie się od niego/etc.). Tyle, że zamiast reakcji były głosy poparcia, bo przecież wolność słowa i takie tam. Po drugie, gdy zaczęli odchodzić pierwsi reklamodawcy, Zjednoczona Prawica zareagowała tak, jak reagowała od dawna: obraziła się i zaczęła wyzywać reklamodawców i im grozić (ale były też wątki humorystyczne: np. lustrowanie szefostwa IKEI albo „anulowanie przyszłych zamówień przez Lichocką), czym skutecznie zachęciła do reakcji kolejnych (bo nie wszystkie firmy chcą być utożsamiane z ciężką szurią). Po trzecie, to jest idealny przykład na to, jak bardzo Zjednoczona Prawica nie potrafi myśleć perspektywicznie. Zabranie kluczyków od TVP sprawiło, że część betonu partyjnego zaczęła oglądać TV Republikę. To zaś oznacza większą oglądalność i rozmawianie z reklamodawcami o zupełnie innych kwotach. W telegraficznym skrócie: TV Republika mogła zacząć na reklamach zarabiać znacznie więcej, niż w latach 2015-2023 (gdy TVP było TV Republiką na sterydach), ale zamiast tego woli zarabiać mniej. Chciałbym w tym miejscu wspomnieć o tym, że to właśnie ich środowisko jest przez wiele osób utożsamiane z geniuszem politycznym i snuciem wielopoziomowych planów, po zobaczeniu których Machiavelli powiedziałby: „uczcie mnie”.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerana!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Mogła wam umknąć ta informacja, ale wychodzi na to, że szykuje się nam nobel z medycyny. Nie wierzycie mi? To patrzcie na to, co opublikowano jakiś czas temu na Eloneksie mojego ulubionego portalu wPolityce: „Prezydent Andrzej Duda dotrzymuje słowa! W KPRP ruszają prace nad projektem dot. metod leczenia niepłodności. Chodzi o alternatywę dla in vitro”. Nieco zaś bardziej na serio, to jest to kolejny przykład na to, jak bardzo nasz Wielce Szanowny Prezydent nie ogarnia rzeczywistości. Ja rozumiem, że to jest robione po to, żeby mu jego własny elektorat (ta najbardziej hardkorowa jego część) nie zawracał głowy tym, że podpisał szatańską ustawę o refundowaniu in vitro. Tyle, że na ogarnięcie tej „alternatywy” miał osiem ostatnich lat (co najwyraźniej musiało mu umknąć).

W przedostatnim Przeglądzie heheszkowałem sobie z tego, że ktoś obsługujący Eloneksowe konto Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej się był nie przelogował i opublikował heheszki z Andrzeja Dudy nie na tyn koncie, co trzeba. Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk momentalnie za to przeprosiła. Czemu o tym wspominam? Ano temu, że Andrzejowi Dudzie udało się to ostatnio przebić. Chciał komuś napisać DM-kę o tym, żeby ten ktoś poheheszkował Hołownię, ale mu się źle kliknęło i opublikował to na swoim koncie. Co prawda wpis został szybko usunięty, ale znacznie szybciej użyty został print screen. Po tym, jak sprawę załatwiła ADB, dość oczywiste było to, co trzeba zrobić, prawda? Otóż, nie było to oczywiste dla Andrzeja Dudy i jego otoczenia, bo nie dość, że żadne przeprosiny się na koncie prezydenta nie pojawiły, to jeszcze potem Mastalerek się strzępił, że czemu w ogóle się biednego prezydenta czepiają, on po prostu nie jest sztywniakiem.

Jakiś czas temu pominąłem jedną dobrą informację, ale okazało się, że nie musiałem się bawić w wykopki, bo nadarzyła się okazja do wspomnienia o tej dobrej informacji. Tą dobrą informacją byłą zapowiedź ministry Barbary Nowackiej o redukcji liczby godzin religii w szkołach (z dwóch do jednej). Zaś okazją do wspomnienia o tej dobrej informacji było skrajne oburzenie jednego z funkcjonariuszy korpo, które najbardziej odczuje tę decyzję. Wacław Depo był łaskaw się wypowiedzieć w tej kwestii i stwierdzić, że nie można zredukować liczby godzin religii w szkołach, albowiem w konkordacie jest to wszystko na sztywno ustalone. Jak wielkim zaskoczeniem będzie dla was informacja o tym, że Depo minął się z prawdą?

Na sam koniec zostawiłem sobie temat o dość sporym kalibrze. Żeby nie bawić się w zbędny dramatyzm: chodzi o Kąckiego. Ja sobie zdaje sprawę z tego, że tytuły artykułów są ostatnio pisane tak, że mogą nie mieć absolutnie nic wspólnego z ich treścią. Jednakowoż, tytuł tego zbioru liter opublikowanego w GW i napisanego przez Kąckiego był skonstruowany tak, że jeżeli człowiek wiedział, na co patrzy, to wiedział również, że w tym zbiorze liter będzie tak gęsto, że gdyby artykuł był nieco dłuższy, to pewnie moglibyśmy zaobserwować powstanie osobliwości. Chodzi mi rzecz jasna o (uprasza się o przygotowanie miednicy) wzmiankę o „kobietach źle kochanych”. Zjawiskowe jest to, że człowiek, który zarabia na życie pisząc, najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że nie istnieje żaden kontekst, po osadzeniu w którym ta fraza nie brzmiałaby źle. Jeżeli natomiast weźmiemy pod rozwagę kontekst, w jakim została ona użyta, to będzie ona brzmiała jeszcze gorzej. Przyznam szczerze, że zanim spróbowałem przeczytać ten zbiór liter, pojawiły się w przestrzeni publicznej opinie, z których wynikało, że tekst ów jest próbą przygotowania gruntu pod (eufemizując) nieszczególnie dobre rzeczy, których się niebawem będziemy mogli dowiedzieć o autorze wyżej wymienionego zbioru liter. A potem oświadczenie opublikowała jedna z jego ofiar, Karolina Rogaska (z tekstu wynikało, że było ich więcej) i okazało się, że wygłaszający te opinie mieli rację. A jeszcze bardziej potem oświadczenie opublikowała Fundacja Instytut Reportażu i okazało się, że o całej sprawie wiedziano już od początku grudnia. Kącki najwyraźniej nie chciał czekać na rozwój wypadków i próbował narzucić wszystkim swoją własną narrację (z której wynikało, że w sumie to on też jest ofiarą [bardzo dobrze wyjaśnił go kolega z Doniesień z Putinowskiej Polski – link do jego artykułu będzie w źródłach]).

Dobra, uznałem, że takie zakończenie będzie zbyt ciężkie tak więc wrzucę tu jeszcze świeżynkę. Dzisiaj odbył się w Warszawie spęd partyjny PiSu. Wiedziałem (tak jak każdy, kto obserwował to, co się działo przez osiem ostatnich lat), że Zjednoczona Prawica będzie próbowała zawyżać frekwencję. Oddelegowano do tego Rafała Bochenka, który ze sceny opowiadał o tym, że uczestników było około 300.000 (słownie – około trzystu tysięcy). Nie dziwi mnie to, że akurat ten członek partii się tym zajmował, bo jeżeli chodzi o zawyżanie frekwencji na partyjnych spędach, to ma on spore doświadczenie. To właśnie on po rzułtym marszu, który okazał się frekwencyjną klapą, oznajmił, że w całej Polsce protestowały miliony Polaków.


Źródła:

https://tvn24.pl/polska/zatrzymanie-mariusza-kaminskiego-i-macieja-wasika-minister-spraw-wewnetrznych-marcin-kierwinski-komentuje-7717183

https://sportowefakty.wp.pl/inne/1097720/kozakiewicz-zbulwersowany-gestem-kaminskiego-w-sejmie-skalal-moje-nazwisko

https://twitter.com/MrowickiRafal/status/1745027351384031716

https://twitter.com/brtbartkowiak/status/1745059899950686685

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-polowanie-na-kaminskiego-i-wasika-nie-da-sie-tego-nazwac-ina,nId,7251071

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-laska-dla-sobotki-i-kalisza,nId,807340

https://twitter.com/RyszardKalisz/status/1743945817071685641

https://wydarzenia.interia.pl/raport-mariusz-kaminski-maciej-wasik/news-zwrot-w-sprawie-kaminskiego-i-wasika-jest-reakcja-wiceminist,nId,7263081

https://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/7,34939,30575370,zablokowane-pieniadze-z-funduszu-sprawiedliwosci-dla-stowarzyszenia.html

https://twitter.com/wPolityce_pl/status/1743597819359858958

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-nietypowy-wpis-andrzeja-dudy-prezydencki-minister-ma-byc-szt,nId,7254596

https://www.edziecko.pl/starsze_dziecko/7,79351,30572944,w-szkole-bedzie-mniej-lekcji-religii-arcybiskup-to-jest-nieprawda.html

Kolega z Doniesień wyjaśnia Kąckiego:

https://www.facebook.com/PutinowaPolska/posts/pfbid09CExtoeaQ9JLgN8SzuaBLjSGs3YUAMxzLVK3hmHD5mJRHK1UzCby3MfUrea8v5vKl

https://tvn24.pl/tvnwarszawa/ulice/marsz-11-stycznia-w-warszawie-przed-sejmem-st7718425

https://dorzeczy.pl/obserwator-mediow/423949/spiecie-bochenka-z-dziennikarzem-tv-24-poszlo-o-jana-pawla-ii.html

czwartek, 4 stycznia 2024

Hejterski Przegląd Cykliczny #101

Poniższy (noworoczny) Przegląd zaczniemy od kwestii rakiety. I to nie byle jakiej rakiety, ale rakiety rosyjskiej, która jeszcze w starym roku wleciała w naszą przestrzeń powietrzną. Zdaję sobie sprawę z tego, że zdarza mi się (dość często) pewne zwroty powtarzać, ale tak sobie myślę, że po to te zwroty układałem, żeby ich używać. A tak nieco bardziej na serio. PiS nas od początku swojego istnienia przyzwyczaił do bardzo wielu rzeczy. Jedną z takich rzeczy było to, że jeżeli tylko będzie taka możliwość, to do „referowania” jakiejś sprawy albo do czepiania się o coś, wybrana zostanie najgorsza możliwa osoba. Nie inaczej było w przypadku tejże rakiety. Otóż. Kilka minut po tym, jak na Eloneksie poinformowało o tej rakiecie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, Mariusz Błaszczak był łaskaw wystosować na tejże samej platformie zażalenie w kwestii tego, że MON pod wodzą Kosiniaka-Kamysza to w ogóle jakieś embargo informacyjne wprowadził i nie chce mówić o rakiecie. Dla dosłownie każdego (poza betonem partyjnym) oczywiste było to, co stało się niemalże sekundę później: Błaszczakowi przypomniano, jak to MON pod jego wodzą nikogo nie poinformował o tym, że do Polski wleciała rosyjska rakieta i gdyby nie to, że ktoś ją przypadkowo znalazł, to pewnie byśmy się o tym dowiedzieli dopiero po tym, jak Błaszczak stracił kluczyki do MONu.  


Kolejna rzecz, do której przywyknęliśmy dzięki partii Jarosława Kaczyńskiego to to, że bardzo, ale to bardzo powoli przyzwyczaja się ona do zmieniających się okoliczności. Na temat wyżej wymienionej rakiety wypowiedział się (a jakże) również Mateusz Morawiecki, który w TV Republika opowiadał o tym, że gdyby nie ta stacja, to bardzo być może, że nikt by się nie dowiedział o tej rakiecie. Rzecz jasna, opowiadał to już po tym, jak absolutnie wszystkie media tę sprawę poruszyły. Tak, wiem, mogło mu chodzić o to, że to Republika jako pierwsza o tym poinformowała, ale (cóż za zaskoczenie) to nie była prawda. No dobrze, ale jaki to ma związek z tym, że napisałem, że PiS się powoli przyzwyczaja? Ano taki, że gdyby partia Kaczyńskiego nadal miała kluczyki do TVP, to przekaz „media sprzyjające nowej władzy nie chciały informować o rakiecie” pewnie udałoby się wcisnąć sporej liczbie Polaków. W sytuacji, w której jedynym rozrzutnikiem PiSowskich narracji jest Republika, która ma bez porównania mniejszy zasięg (a poza tym, od początku jej istnienia było wiadomo, że to medium partyjne), raczej trudno osiągnąć ten sam efekt perswazyjny. Ujmując rzecz nieco inaczej: w czasach, w których PiS miał kluczyki do TVP członkowie tej partii nie musieli się specjalnie przejmować czymś takim jak prawda. Teraz już muszą, ale dociera to do nich bardzo powoli. Nawiasem mówią, gdybym był złośliwy, to uznałbym, że to doskonały moment na to, żeby przypomnieć co na temat rakiet, wlatujących w naszą przestrzeń powietrzną miał do powiedzenia Morawiecki w maju 2023 roku. Otóż, miał do powiedzenia mniej więcej tyle, że: „Takie rzeczy w Europie niestety się zdarzają”, apelował również o to, aby „ważono emocje”. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że trochę szkoda, że nikt mu (ani jego partyjnym kolegom) tych słów nie przypomniał teraz. No ale, być może mam zbyt wygórowane wymagania.


Idźmy dalej. Jakiś czas po tym, gdy PiSowi odebrano kluczyki do TVP, upubliczniono zarobki największych gwiazd partyjnej telew, a przepraszam „mediów publicznych”. Po tej publikacji łatwo było zrozumieć, czemuż, ach czemuż telewizyjne twarze Zjednoczonej Prawicy tak bardzo walczyły o to medium (mieli dosłownie setki tysięcy [a niektórzy miliony] powodów). W sytuacjach, w których wizerunek partii jest zagrożony (a ma to miejsce bardzo często) PiS ma jedną strategię obronną (uwaga będzie caps): ABO PRATFORMA (inaczej: „za PO było gorzej”). Również i tym razem sięgnięto po ten (sprawdzony, a jakże) sposób i na partyjnym koncie PiS pojawiła się grafika z zarobkami niektórych osób w TVP „za PO”. Jak bardzo nie będziecie zdziwieni, gdy wam napiszę, że tą wrzutą sobie absolutnie nie pomogli, bo wyszło na to, że „za ich czasów było gorzej”? Co prawda, na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, że Tomasz Lis zarobił więcej od wszystkich prawicowych gwiazd razem wziętych, ale główny zainteresowany wyjaśnił, że ta kasa szła na wypłaty dla całego zespołu, który ogarniał jego program (wg Lisa było to 15-20 osób), a sam program przez 8 lat zarobić miał 160 milionów PLN-ów. Jak nie idzie, to nie idzie. W tym miejscu warto wspomnieć o tym, że pojawiają się sygnały, z których wynika, że w przypadku gwiazd TVZP i ich zarobków, w grę mogła wchodzić kreatywna księgowość. Jeżeli będzie wiadomo na ten temat coś więcej, to na pewno do tego wrócę.


Ponieważ ostatnio dużo się dzieje, czasem zapominam wspomnieć o tym, że „dzieją się” również rzeczy pozytywne. Pamiętacie może telefon zaufania dla dzieci i młodzieży? Ten, który tak bardzo przeszkadzał Zjednoczonej Prawicy, że na wszelki wypadek olano finansowanie go, a następnie (bez konkursu, czyli „bez żadnego trybu”) dano kasę katolickiej fundacji, żeby „wypełnić lukę”? Ten sam, na który potem zorganizowano zrzutkę (i zebrano prawie dwie bańki)? Otóż, od teraz już nie trzeba będzie organizować zrzutek, bo rząd podjął decyzję o tym, żeby przywrócić finansowanie z budżetu. Mógłbym w tym miejscu pozwolić sobie na złośliwość i zacząć pisać o tym, że aż dziw bierze, że Mateusz Morawiecki jeszcze nie ogłosił, że on zawsze był za finansowaniem tegoż telefonu z budżetu, ale zamiast złośliwości napiszę coś innego. Ja się przez jakiś czas zastanawiałem nad tym, czemu w ogóle Zjednoczona Prawica utrąciła to finansowanie. Tak, wiem, Czarnek opowiadał jakieś bzdety o straszliwym potworze genderze i innych takich, ale nawet jak na niego, to było mało przekonujące. I dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że przyczyna była taka sama, jak w przypadku wszystkich takich decyzji: chodziło o to, żeby zarobił „swój”. Identycznie rzecz się miała w przypadku utrącenia finansowania „in vitro”. Owszem, chodziło tam również o to, żeby Kościołowi się odwdzięczyć za wsparcie, ale potem zadbano o to, żeby kasę (za którą można było pomóc ludziom) zarobili „właściwi ludzie”.


Wielokrotnie wspominałem już o „przebiegunowaniu”, które się włączyło po prawej stronie po tym, jak dostała ona łomot 15 października. Czasem owo przebiegunowanie wygląda bardzo, ale to bardzo spektakularnie. Mogliście to przegapić, ale 31 grudnia część posłów Zjednoczonej Prawicy złożyła do marszałkini Kidawy-Błońskiej wniosek o niezwłoczne wygaszenie mandatu senatorowi Adamowi Bodnarowi. Prośbę swą motywowali tym, że Prokurator Generalny nie może być jednocześnie posłem, ani senatorem. Ktoś może w tym miejscu powiedzieć: czej, czej, ale czy to przypadkiem nie z ramienia Zjednoczonej Prawicy Prokuratorem Generalnym był poseł Zbigniew Ziobro? Taki ktoś miałby stuprocentową rację. Ale jest jeszcze bardziej zabawnie. Tak się bowiem złożyło, że ten wniosek złożyli członkowie partii Zbigniewa Ziobry, a ogłosił to na Eloneksie Marcin Romanowski. Romanowskiego jak peta zgasił Michał Szczerba i przypomniał mu, że sam był wiceministrem u Ziobry. I wtedy zrobiło się jeszcze bardziej żenująco, bo Romanowski napisał, że Ziobro „nigdy nie wykonywał czynności prokuratorskich”. Tak sobie myślę, że pytanie, które wszyscy sobie teraz zadajemy brzmi następująco: jak bardzo Marcinowi Romanowskiemu nieznane jest pojęcie ironii. Uwaga natury ogólnej: trochę później do Romanowskiego dołączyły tuzy Prawa i Sprawiedliwości, takie jak Beata Szydło na ten przykład (której jakoś tak nie przeszkadzał wcześniej prokurator generalny/poseł Ziobro).


Zapewne zastanawialiście się nad tym, czy aby na pewno skończyliśmy już temat tego, „do czego nas przyzwyczaił PiS”. Niestety (bądź stety, to zależy) jeszcze nie. Tym razem pochylimy się nad tym, że politycy Zjednoczonej Prawicy nie mają pojęcia kiedy należałoby siedzieć cicho. Doskonałym „kejsem” będzie tu wypowiedź posłanki Joanny Lichockiej, która była łaskawa wyżalić się w mediach społecznościowych, że jej mamę zwolniono z roboty tylko i wyłącznie dlatego, że jest jej mamą. Ta, jakże wzruszająca historia, zrobi się jeszcze bardziej wzruszająca, gdy poznamy jej szczegóły. Otóż, jej mama była w radzie Instytutu de Republika. Coś mi ta nazwa mówiła i pozwoliłem sobie na wrzucenie jej w przeglądarkę, żeby wspomóc pamięć. Nie zawiodłem się. Pozwólcie, że zacytuję tu lead artykułu z Oko Press (21-12-2021), który to artykuł poświęcony był rzeczonemu instytutowi: „Tysiące jedwabnych szali, poszetek do garniturów i skórzanych portfeli. A do tego siedziba w prestiżowej lokalizacji i dwie limuzyny - nowo powstały Instytut de Republica jeszcze nie wykazał się zbyt aktywną działalnością, a zdążył wydać 16 mln złotych. W kolejnym roku planuje więcej”. Gdy tylko znalazłem ten artykuł, pomyślałem sobie „ok, ciekawe, kiedy media podchwycą ten temat”. Długo nie trzeba było czekać, bo dwa dni po tym, jak Lichocka juniorka zaczęła rozdzierać szaty, na Business Insiderze pojawił się artykuł, którego lead zacytuję: „Za czasów PiS powstało wiele instytutów, które bez państwowej kroplówki nie mogłoby funkcjonować. Do nich należy Instytut De Republica, z którego rady została odwołana m.in. matka posłanki PiS Joanny Lichockiej. Planowane wydatki budżetu państwa na 2023 r. na ten instytut wynosiły 19 mln zł przy spodziewanych dochodach na poziomie ułamka procenta tej kwoty.”. Czy media pochyliłyby się nad tym instytutem-krzakiem, nawet gdyby Joanna Lichocka się nie zaczęła żalić? Owszem, ale gdyby nie to, że Lichocka sama przyciągnęła ich uwagę, dotarcie do tego zajęłoby im trochę czasu. Zabawnym znajduję to, że Joanna Lichocka (jak większość członków Zjednoczonej Prawicy) zaliczyła taką odklejkę, że pewnie spodziewała się współczucia ze strony suwerena.   


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


Joanna Lichocka nie jest jedyną osobą, która liczyła na współczucie. Następny w kolejce (ale na pewno nie ostatni) był Dominik Zdort, który zawiadywał portalem Tygodnik TVP. Ponieważ nowe władze TVP zawiesiły wydawanie tego serwisu, Zdort wrzucił tę informację na Eloneksa i dopisał że: „Skończyło się, To bardzo przykre i najwyraźniej nieuniknione (...)”. Nazwisko Zdort nie było mi obce, ale nie byłem w stanie sobie przypomnieć w czym rzecz (pamiętałem jednakowoż, że coś o nim kiedyś pisałem), tak więc zaprzęgnąłem do roboty przeglądarkę i wyszukałem sobie notkę na blogu. I powiem wam, że było warto, bo okazało się, że było tam samo gęste. Zanim przejdę do tej notki, wspomnę o jednej z jego wypowiedzi (na Eloneksie też sobie poszperałem). Otóż, w marcu 2017 pan Dominik Zdort oznajmił w Polskim Radiu, że Polska to powinna wyjść z tej UE i sobie coś z innymi zbudować. Jakaż to niezwykle ważna przyczyna sprawiła, że Zdort to powiedział? Ano taka, że dzień wcześniej Beata Szydło poniosła sukces w trakcie pewnego głosowania (chodzi, rzecz jasna o 27:1). Na jednej szali mamy więc dobrostan całego kraju, pieniądze, które do nas płynęły z UE, współpracę z krajami wspólnoty/etc./etc., a na drugiej mamy zranione uczucia prawicowe. Zdort nie miał najmniejszych wątpliwości ze wskazaniem tego, co jest jego zdaniem lepsze dla Polski.


Zazwyczaj w Przeglądach jednemu tematowi poświęcony jest jeden akapit, ale czasem są wyjątki. Dominik Zdort jest takim wyjątkiem (poza tym, obiecałem wam samo gęste). W 2011 NOP (czyli Narodowe Odrodzenie Polski) sobie wymyślił, że oni sobie zastrzegą symbol zakaz ped****ania (i chcieli, żeby był to ich oficjalny symbol). Ponieważ Polska to kraj nieskończonych możliwości inicjalna decyzja sądu była taka, że się na to zgodził. Dopiero potem przyszła pewna refleksja i decyzja sądu rejestrowego została uchylona. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że NOP chciał sobie zastrzec również krzyż celtycki (zachęcam was do poczytania artykułu na ten temat, bo jest tam wstawka o tym, że biegli stwierdzili, że „celtykowi” nie da się przypisać w sposób jednoznaczny treści o charakterze totalitarnym, nazistowskim, faszystowskim/etc.). No ale to tylko dygresja, wróćmy do meritum. Kolejny cios spadł na prawicę w 2014, kiedy to katowicki sąd (nie wiem, który konkretnie) stwierdził, że wcześniej wzmiankowany zakaz ma charakter rysunku obraźliwego i prezentowanie go w miejscu publicznym jest wykroczeniem. Ktoś może powiedzieć „no dobrze, ale co to ma wspólnego z Dominikem Zdortem?”, a ja temu komuś odpowiem: bardzo wiele, albowiem tak się jakoś złożyło, że Zdort zaczął bronić tego symbolu, który to symbol był jego zdaniem (uwaga, odstawić płyny): „deklaracją w obronie wolności – przeciw gejowskiemu totalizmowi”. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Zdort się produkował w obronie tego symbolu dlatego, że opublikował ten symbol (czyli „stanął w obronie wolności słowa”) i dostał za to bana na 24 godziny (wysmarował z tego powodu bardzo długi artykuł, który będzie w źródłach, ale go nie polecam, no bo szanujmy się). Tak sobie myślę, że można te dwa akapity spiąć jedną klamrą: nie współczułem Zdortowi w 2014 roku i nie współczuję mu teraz.   
 

Kolejną osobą, która domaga się wyrazów współczucia jest Cezary Gmyz, który pożalił się ostatnio w mediach tym, że TVP mu już pieniędzy nie daje i on musi dokładać do tego interesu. Tutaj jakoś specjalnie długo się nie będę produkował i napiszę jedynie tyle, że co prawda mamy tu do czynienia ze skandalem, ale ów skandal polegał na tym, że TVP w ogóle zaczęło Gmyzowi dawać kasę. Jednakowoż dodam jeszcze od siebie, że mam nadzieję, że to odcięcie go od kasy odbyło się lege artis, bo jestem tak stary, że pamiętam, jak w 2012 roku ówczesna Ministra Sportu podjęła decyzję o wstrzymaniu wypłaty premii jegomościowi, który się nazywał Kapler (tl;dr, był przypał z budową Stadionu Narodowego), a potem się okazało, że poszedł do sądu i wygrał, bo umowa była skonstruowana tak, że „ta premia mu się po prostu należała”. Bardzo bym nie chciał, żeby po jakimś czasie Gmyz dostał kasę z budżetu razem z odsetkami.


Na sam koniec zostawiłem sobie duet Pietrzak&Król. Obaj panowie postanowili ostatnio zabłysnąć (i obaj wystąpili w TV Republice). Opiszę to dość oględnie, bo nie chciałbym spaść z rowerka za cytowanie tych wypowiedzi. Jeden z nich (Pietrzak) opowiadał o tym, że jeżeli chodzi o uchodźców, to w sumie mamy odpowiednie miejsca (i wymienił nazwy obozów koncentracyjnych i obozów zagłady). Drugi poszedł o krok dalej i zaproponował chipowanie ludzi, a potem się sam skorygował i dodał, że tatuowanie im numerów byłoby tańsze. Znamienne jest to, że wypowiedzi Pietrzaka broniła spora część prawicowego komentariatu (w tym sam Rachoń), albowiem (a jakże) „wolność słowa”. Inni obrońcy poszli o krok dalej i stwierdzili, że krytykujący Pietrzaka to w ogóle są bez serca, bo jego rodzice zginęli w trakcie wojny.  Ciekawym, czy ta konkretna technika obronna odnosi się do wszystkich, których przodkowie zginęli w trakcie wojny, czy też tylko do Pietrzaka (nie no, nie jestem ciekawy, bo przecież znam odpowiedź na to pytanie). Marka Króla nie próbował bronić już nawet Rachoń (i nie bronił go jak Pietrzaka). Już po napisaniu powyższego kawałka okazało się, że do wyżej wymienionych panów chciał dołączyć Marek Jakubiak, który był łaskaw porównać ludzi do odpadów. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że tym razem na wypowiedź zareagował prowadzący (Rachoń) i Jakubiak przyznał, że jego porównanie faktycznie było „złe”. A ja tak sobie dumam, że jakoś tak się złożyło, że ludzie o pewnych poglądach czują się w TV Republika bardzo, ale to bardzo swobodnie. Ciekaw jestem, czy kiedykolwiek poznamy przyczyny takiego stanu rzeczy... Jeżeli chodzi o wypowiedź Pietrzaka, to na koniec końca krótka ciekawostka: za podobny „żart” (zdjęcie obozu i komentarz „możemy przyjmować uchodźców, bo mamy infrastrukturę”) w 2015 spadł z rowerka (permanentnie) jeden z prawicowych pejów. Tak więc, Pietrzak niczego nowego nie wymyślił, po prostu powtórzył to co krążyło wtedy po prawicowych kręgach.



Źródła:

https://konkret24.tvn24.pl/polska/niezidentyfikowany-obiekt-blaszczak-pisze-o-embargu-informacyjnym-na-temat-rakiety-jak-mon-za-jego-czasow-informowal-st7653711

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-morawiecki-uderzyl-w-premiera-donald-tusk-przebil-jaruzelski,nId,7238422

https://twitter.com/pisorgpl/status/1740642769570599035?

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-pis-broni-dziennikarzy-tvp-pokazalo-zarobki-dawnych-gwiazd,nId,7237628

https://oko.press/telefon-zaufania-czarnek-niedzielski-auxilium-nik

https://zrzutka.pl/36b5gm

https://dziecko.dziennik.pl/news/artykuly/9392614,nowy-rzad-kontra-decyzja-morawieckiego-wraca-finansowanie-telefonu-za.html

https://twitter.com/MarRomanowski/status/1741457037177839863

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-joanna-lichocka-pisze-o-czystce-donald-tusk-odwolal-jej-matk,nId,7244549

https://oko.press/instytut-de-republica-wydatki

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/instytut-de-republica-wydawal-miliony-i-zarabial-tysiace-co-o-nim-wiemy/0xd91qp

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tygodnik-tvp-koniec-dlaczego-powody

https://twitter.com/PiknikNSG/status/840251009775599616

Mój tekst o Zdorcie:

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2014/11/zakaz-pedofilowania.html

https://www.rp.pl/plus-minus/art12352721-towarzysz-facebook-ma-glos

Link do artykułu, w którym można podziwiać twórczość biegłych:

https://tvn24.pl/polska/zakaz-pedalowania-nie-bedzie-symbolem-nop-ra252656-3497170

https://dorzeczy.pl/opinie/532539/cezary-gmyz-jestem-korespondentem-w-likwidacji.html

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/597939,minister-mucha-wnioskuje-o-wstrzymanie-wyplaty-gigantycznej-premii-dla-kaplera.html

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/726698,kapler-wygral-w-sadzie-z-ncs-sprawe-o-stadion-narodowy.html

https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103085,30553838,skandaliczne-slowa-jana-pietrzaka-w-telewizji-republika-okrutny.html

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nalezy-im-zalozyc-czipy-skandaliczna-wypowiedz-marka-krola-o,nId,7247212#crp_state=1

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kolejny-skandal-w-tv-republika-michal-rachon-przerwal-markow,nId,7248644

czwartek, 28 grudnia 2023

Hejterski Przegląd Cykliczny #100

W poprzednim Przeglądzie zapomniałem wspomnieć o jednej, bardzo pozytywnej informacji. Otóż, Barbara Nowak przestała pełnić funkcję kuratora oświaty. Ja wiem, że to nie było nic niespodziewanego, bo kuratorzy zawsze są wymieniani po zmianie władzy. Niemniej jednak mnie, jako rodzica, to konkretne wyciągnięcie komuś dywanu spod nóg niewymownie cieszy, bo Barbara Nowak jest osobą, która absolutnie nigdy nie powinna pełnić takiej funkcji. Ciekaw jestem, czy w ramach wszelkiej maści audytów/etc. dowiemy się tego, kim były „plecy” Barbary Nowak, która była absolutnie wręcz nietykalna i mogła sobie pozwolić na robienie i mówienie wszystkiego, co jej tylko ślina na język (bądź na klawiaturę) przyniosła. Nawiasem mówiąc, nigdy dość przypominania o tym, dlaczego nie powinno się ignorować skrajnej prawicy. Wielokrotnie się w ramach pełnienia obowiązków trollskich spotkałem z opinią: no dobra, ale po co o tej osobie piszesz, przecież to jest margines. W telegraficznym skrócie: robię to po to, żebyśmy pamiętali o tym, że takie osoby istnieją. Bo ignorowanie istnienia takich osób (bądź też wychodzenie z założenia, że „co one tam mogą”) kończy się tym, że taki margines wjeżdża do Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, kuratoriów oświaty/etc./etc. 

Skoro zaś już jesteśmy przy temacie skrajnej prawicy, to być może tego nie wiecie, ale Zjednoczona Prawica się powstrzymywała w trakcie swoich rządów. Ktoś może powiedzieć: mordo, o czym Ty do nas rozmawiasz, przecież nam tu zamordyzm religiancki na pełnej wjeżdżał. A ja takiemu komuś odpowiem: wytłumaczie to panu Jurkowi z pewnego instytutu, którego członkowie bardzo nie lubili, jak w ich kontekście padały takie słowa jak (podam je tu w kolejności losowej) „sponsorowany”, „przez” i „Kreml”. Otóż, Pan Jurek poruszony tym, że nowa większość parlamentarna odebrała PiSowi kluczyki od telewizji partyjnej, napisał był, że po powrocie do władzy prawica nie będzie się musiała samoograniczać. Tak sobie myślę, że zdenerwowany Pan Jurek po prostu pozwolił sobie na parę słów szczerości. Gdyby był osobą nieco bardziej bezpośrednią, to pewnie napisałby coś w rodzaju ”następnym razem od razu was za mordy złapiemy i nie będziemy się bawić w subtelności”, to po pierwsze. Po drugie, mam nadzieję, że wiadomym instytutem zajmą się wreszcie służby i skupią się na powiązaniach tegoż instytutu. Po trzecie, jeżeli ktoś obserwował to, co się działo przez osiem ostatnich lat, to taki ktoś wie, że prawica się „samoograniczała” jedynie wtedy, gdy bała się konsekwencji swojego postępowania. To nie było tak, że tam ktoś rozumował w sposób następujący: ej, tego nie powinniśmy robić, bo tego nie robią ludzie z RiGCzem, ale raczej rozumowano tam tak: ej, musimy się cofnąć, bo nas na widłach wyniosą. Rzecz jasna, odnosi się to do pierwszej kadencji, bo w drugiej Zjednoczona Prawica cofała się już tylko przed USA. Po czwarte: o takich wypowiedziach należy pamiętać i należy o nich przypominać po to, żeby inni ich nie zapomnieli. Jeżeli bowiem pozwolimy prawicy po raz kolejny wmówić nam wszystkim, że „się zmienili” (a w tę stronę będzie szła narracja, albowiem przecież już teraz się okazało, że w partii Kaczyńskiego jest poparcie dla dotowania in vitro z budżetu), to przyjdą takie Pany Jurki i zrobią z nami porządek. Jeżeli ktoś w tym momencie sobie pomyślał „no dobra, ale to jest tylko jakiś Jurek z instytutu, nawet jeżeli on ma wpływ na partię Kaczyńskiego, to niewielki”. To ja takiej osobie odpowiem: wpływ instytutu na Zjednoczoną Prawicę był tak duży, że w 2016 trzeba było protestów, żeby nie wprowadzili ustawy antyaborcyjnej drogą głosowania. Warto również mieć na uwadze to, że o ile w 2005 roku po przejęciu władzy partia Kaczyńskiego działała dość nieporadnie (jeżeli chodzi o rozjeżdżanie walcem administracji publicznej i wymontowywanie bezpieczników ustrojowych), to w 2015 zajęła się tym momentalnie. Z czego wniosek płynie taki, że jeżeli uda im się wrócić do władzy, to będziemy mieli wszyscy bardzo duży problem.  Na sam koniec tych rozważań zostawiłem sobie żart: Pan Jurek, który zapowiada to, co zapowiada (tak więc, również nieprzestrzeganie żadnych norm prawnych), zakładał instytut „na rzecz kultury prawnej”.

Drama pt. „oni nam zabrali naszą własną telewizję” trwa w najlepsze. Przy okazji tejże dramy mogliśmy się przekonać, że Andrzej Duda posiada szczątkowy zmysł polityczny. Otóż, jego własne środowisko oczekiwało od niego, że będzie się razem z nim bawił w okupowanie budynku TVP. W tym miejscu pora na anegdotę. Otóż, ja wzmiankę na ten temat zobaczyłem na portalu „Do Rzeczy”. Wrzuciłem sobie to do zbioru linków, z których potem robię podsumowanie i wczytałem się w to dopiero w trakcie pisania. W artykule stało, że to „doniesienia medialne”. Pomyślałem sobie „ok, ciekawe skąd to mają”. Potem zaś zobaczyłem, że chodziło o Interię i bez klikania wiedziałem, że artykuł na ten temat napisać musiała Kamila Baranowska. Wniosek z tego płynie taki, że było dokładnie tak, jak ona to napisała, bo ta konkretna mediaworkerka nie jest specjalnie kreatywna i przekazuje to, co ma przekazać (od „źródeł w partii”) 1:1 Nawiasem mówiąc, dzięki temu można osadzić w kontekście wypowiedź Kaczyńskiego, który narzekał na Dudę. No dobrze, ale po co im tam ten prezydent miał być? Moim zdaniem nie chodziło o żaden prestiż ani nic w tym rodzaju. Chodziło o to, że oni się liczą z tym, że jeżeli zaczną się robić za bardzo męczący, to po prostu zostaną stamtąd usunięci. Pewnie po części nawet na to liczą, ale z drugiej strony, zachodzi w nich pewnie obawa, że mogliby zostać potraktowani tak, jak traktowali protestujące posłanki w 2020 roku (ok, nie traktowali ich w ten sposób osobiście, ale jednak wydano takie, a nie inne polecenia). Zupełnie inaczej rzecz by się miała, gdyby siedział tam z nimi Duda, bo czym innym jest usunięcie z budynku agresywnie zachowującego się typa (takiego jak Macierewicz, który ewidentnie pcha się w gips), a czym innym próba usunięcia skądś Prezydenta RP. 

O tym, że Jarosław Kaczyński lubi od czasu do czasu przeczołgać swoich podwładnych wiemy wszyscy. A to opowiedział, że kazał Beacie Szydło „pokazać pazurki”, a to nie podawał reki Andrzejowi Dudzie, a to nazwał Julię Przyłębską swoim towarzyskim odkryciem. Ja to wszystko wiem, niemniej jednak jak się dowiedziałem, że zadzwonił do prezesa TVP o 3 nad ranem, to zrobiło to na mnie wrażenie (niezbyt duże, ale jednak). Gwoli ścisłości, nie wiemy czy on faktycznie to zrobił, ale biorąc pod rozwagę fakt, że się tym pochwalił (i nikt tego nie sprostował potem) można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że tak właśnie było. Warto się nad tym pochylić na moment. To, że Kaczyński chciał się pochwalić (po raz kolejny) tym, „co on może” jest oczywiste. To, że jego podwładny odebrał o tej trzeciej nad ranem telefon, też jest oczywiste (jedyna kwestia, której nie jestem pewny to ta, czy prezes TVP telefon odbierał na baczność, czy też na kolanach) Nad powyższymi kwestiami nie warto się więc za bardzo pochylać. Pochylić się natomiast trzeba nad tym, że pierwszą myślą Kaczyńskiego po tym, jak się okazało, że mu TVP nie działa, było to, żeby zadzwonić do prezesa Telewizji Publicznej (wyobrażam sobie, że rozmowa zaczęła się od „Pranie Prezesie, próbował Pan wyłączyć i włączyć telewizor?”). Tak sobie dumam, że Daniel Obajtek się pewnie cieszy, że Prezes nie ma prawka i nie jeździ autem sam, bo gdyby chciał zatankować o trzeciej nad ranem na Orlenie i by mu się zacięła klapka od wlewu paliwa, to pewnie by zadzwonił do Don Orleone (copyright, czeski portal „Portal Ekonomicky Denik”). Nieco zaś bardziej na serio, to ja chciałbym jedynie przypomnieć, że człowiek, który zachowuje się w ten sposób, przez wiele osób (w tym przez siebie samego) uznawany jest za genialnego stratega.   

I w tym właśnie momencie (w trakcie pisania) okazało się, że sprawa niegdysiejszych mediów rządowych okazała się jeszcze bardziej spektakularna. Otóż: przed świętami Andrzej Duda stwierdził, że skoro nowa większość sejmowa zrobiła blitzkrieg i zabrała PiSowi kluczyki do telewizji, to on zawetuje ustawę okołobudżetową, w której były zaszyte pieniądze na media publiczne. Dosłownie chwilę temu Ministerstwo Kultury oznajmiło, że skoro Duda wstrzymuje finansowanie mediów publicznych, to oni stawiają te media w stan upadłości. Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że tak to już jest, gdy ktoś (podbudowany tym, że kiedyś raz w życiu wygrał w warcaby [bo mu dziadek dał fory]) siada do partii szachów i jest przekonany o tym, że bezproblemowo sobie poradzi. Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że tak już jest, gdy środowisko, które przez osiem ostatnich lat nie musiało się liczyć z praktycznie nikim (bo miało samodzielną większość, prezydenta i Trybunał Przyłębski) nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości i wydaje mu się, że nadal jest w stanie zagrywać z powodzeniem kartę „wariant siłowy”.

Uwaga natury ogólnej. To nie jest tak, że ja traktuje Donalda Tuska jak geniusza szachów 5D, genialnego stratega/etc. Jednakowoż bez trudu sobie mogę wyobrazić sytuację, w której polityk z takim doświadczeniem (między innymi doświadczeniem jak sobie radzić z prezydentem z wrogiej formacji politycznej) wymyśla zagrywkę, na którą łapie się polityk z doświadczeniem praktycznie żadnym. No bo nie oszukujmy się. Duda co prawda się uczy (przez cały czas) tą drugą kadencję, ale do tej pory nie znalazł się w tak mało komfortowej dla siebie sytuacji. Tak na dobrą sprawę jego jedynym doświadczeniem związanym z „walką polityczną” jest to, które udało mu się uzyskać w trakcie kampanii 2015. Przez kolejnych osiem lat żył sobie spokojnie w symbiozie z rządem (ok, czasami się na siebie teatralnie obrażali, ale absolutnie nic z tego nie wynikało, bo zarówno on był skazany na Zjednoczoną Prawicę, tak i Zjednoczona Prawica była skazana na niego). W trakcie kampanii 2020 schowano go przed dziennikarzami i generalnie on wtedy już nic nie musiał (co wszystko robiła za niego machina propagandowa). Duda co prawda opowiadał o tym, jak to on się przez cały czas uczy, ale prawda jest taka, że nie miał (zarówno on, jak i jego otoczenie) kiedy nauczyć się tego, jak sobie radzić w sytuacji, w której znalazł się teraz. Co prawda jest takie powiedzenie, że „na naukę nigdy nie jest za późno”, ale w przypadku Dudy, owszem, jest.  


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Ja wiem, że ten temat się już rozrósł bardzo, ale prawda jest taka, że to po temu, że zdominował debatę publiczną w ostatnim czasie. Niemniej jednak obiecuję, że to już ostatnia wzmianka (o ile, rzecz jasna, coś się znowu nie odmastalerkuje [jest 21:36, tak więc to mało prawdopodobne]). Otóż, podczas świąt w trakcie wizytowania rodziny zerkałem jednym okiem na telewizornię, w której akurat politycy debatowali na temat tego, co się działo. Rozbawił mnie (i to na serio rozbawił) Łukasz Schreiber, który w pewnym momencie zaczął tłumaczyć, że on nie zamierza się wypowiadać na temat tego, jak te media wcześniej wyglądały, bo woli się wypowiadać w temacie tego, co Tusk teraz z nimi robił. Rozbawiło mnie to dlatego, że po raz kolejny udało mi się wychwycić moment, w którym (eufemizując) nienajostrzejszy ołówek dostaje misję realizowania w mediach przekazu dnia i nie bardzo wie, jak sobie z tym poradzić. Jestem na 100% przekonany o tym, że Schreiber praktycznie toczka w toczkę powtórzył wytyczne, które dostał. Zapewne brzmiały one jakoś tak: „pamiętajcie, nie dawajcie się wciągać w dyskusję o tym, co te media robiły, ale dyskutujcie o tym, co teraz robi Tusk”.

Jakiś czas temu wspomniałem o tym, że być może to, że Niedzielski ujawnił dane wrażliwe lekarza nie pozostanie bez konsekwencji. Jednocześnie zasygnalizowałem (czytaj: przeczytałem w mediach i powtórzyłem [ale „zasygnalizowałem” brzmi znacznie bardziej poważnie]), że pewnie będzie tak, że konsekwencje co prawda będą (finansowe), ale poniesie je Ministerstwo Zdrowia (tak więc: podatnicy). Okazało się, że tak właśnie będzie (MZ będzie musiało zapłacić 100 tysi kary). Jednakowoż sprawa się na tym najprawdopodobniej nie skończy, bo wyżej wymieniony lekarz zamierza skierować sprawę do sądu cywilnego. Przyznam szczerze, że nie jestem specem i nie wiem, jaki będzie finał tej sprawy, ale mam szczerą nadzieje, że będzie „taki, jak trzeba”.

Jeżeli będziecie mieli zły dzień w pracy, to pomyślcie o tym, że mogliście obsługiwać konto Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki społecznej i nie przelogowawszy się z tegoż konta robić sobie heheszki z Andrzeja Dudy.

Tak sobie pomyślałem, że skoro 100 odcinek się napatoczył, to pozwolę sobie wrzucić tutaj trochę informacji związanych z tymi Przeglądami. Pierwszy wrzuciłem 3 maja 2017. Of korz pomysł na te przeglądy wziął się stąd, że było bardzo dużo „materiału wsadowego” i nie było fizycznej możliwości, cobym był te tematy w stanie poruszyć w osobnych notkach. Założenie było takie, że miały być publikowane mniej więcej, hehehe, (wybaczcie suchar) „cyklicznie”, ale potem proza życia to zweryfikowała i poszło to w stronę ścian tekstu publikowanych „co jakiś czas”.

A potem FB zaczął ciąć zasięgi przy ścianach tekstu tak bardzo, że trzeba było się przestawić na „ścianki” tekstu i mniej więcej od tamtej pory udaje się HPC wrzucać w miarę regularnie (nie mam pojęcia jak długo mi się to jeszcze będzie udawać, tak więc niczego nie obiecuję). Zazwyczaj staram się pisać tak, żeby konkretnemu tematowi poświęcony był jeden akapit (aczkolwiek czasem jest to akapit DOŚĆ DŁUGI), niemniej jednak czasami się to po prostu nie udaje, bo trzeba pewne kwestie bardziej szczegółowo opisać. Może inaczej: prawie o wszystkim trzeba pisać szczegółowo, bo od pisania (i mówienia) ogólnikami są specjaliści ds. „chłopskiego rozumu”, a za przedstawiciela tej grupy społecznej się nie uważam.


I tym optymistycznym akcentem zakończę powyższy Przegląd.


Żródła:

https://www.facebook.com/blogslwstra/posts/pfbid032CWphWaQ1e97VfDZvsx4V9NuFwmyD7HLH7nmpSoyxCEnN3NxLhZrAqnhyVb2ZjGPl

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-iskrzy-na-linii-prezydent-pis-chodzi-o-awanture-wokol-tvp,nId,7223432

https://twitter.com/DoRzeczy_pl/status/1738856643536789857?t=gm_wZZOAITOYxu_l3vnkRg&s=19

https://wyborcza.pl/7,75398,30537650,kaczynski-dzwonil-do-prezesa-tvp-o-3-rano-zeby-spytac-czemu.html

https://www.rp.pl/dane-osobowe/art39615511-lekarz-ktorego-dane-ujawnil-adam-niedzielski-pozwie-ministra

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-minister-przeprasza-za-obrazliwy-wpis-zapowiada-wyciagniecie,nId,7234124

sobota, 23 grudnia 2023

Blitzkrieg

W Przeglądzie ostatnim wspomniałem, że działania obecnej władzy doczekają się osobnej notki i to właśnie jest ta notka. Gwoli ścisłości, zastanawiałem się nad  tym, czy nie dać tej notce tytułu „Shock and awe”, ale Blitzkrieg jest znacznie bardziej rozpowszechnionym pojęciem i nieco bardziej oddaje to, w jaki sposób zaczęła działać obecna władza. No, ale to dygresja jedynie. Lojalnie was uprzedzam, że to będzie gawęda, tak więc linków źródłowych nie uświadczycie.


Obserwuję sobie (tak jak chyba każdy) ostatnie działania nowej władzy i równolegle (można by rzec, że „drugim okiem”) obserwuję reakcje na te działania. Reakcje (komentariatu, dziennikarzy, publicystów) sugerują, że obserwatorzy spodziewali się chyba czegoś innego. Zanim przejdę do meritum (czyli opisu samych działań) pozwolę sobie na krótkie podsumowanie tego, jakie były oczekiwania części obserwatorów.

W telegraficznym skrócie wyglądało to tak, że część obserwatorów spodziewała się rządów cokolwiek nijakich. Jakoś tak się bowiem złożyło, że wśród tychże obserwatorów zapanował konsensus w kwestii tego, że tak na dobrą sprawę nowy rząd nie będzie mógł zbyt wiele robić. No bo z jednej strony Andrzej Duda może im przywalić wetem, a z drugiej Julia Przyłębska (nawiasem, nigdy dość przypominania, że Jarosław Kaczyński określił ją mianem „towarzyskiego odkrycia”) może uznać, że taka czy inna decyzja to jest niezgodna z wolą Prezesa, znaczy się z „Konstytucją”. Mało tego, część dziennikarzy (np. Grzegorz Sroczyński, któremu już przypomniano pewien lead artykułu) twierdziła, że nowa władza będzie miała problem, bo nie będzie w stanie „dowieźć” części obietnic (na ten przykład, zezłomowania TVP). Konsensus zapanował w kwestii potencjalnych rozliczeń powyborczych. 

A potem przyszła rzeczywistość i okazało się, że te wszystkie prognozy okazały się (eufemizując) mylne. O ile powoływanie komisji śledczych jeszcze jakoś się wpisywało w tą potencjalną „nijakość” (bo przeca PiS też się w nie bawił i nic z tego nie wynikało w sumie), to już zezłomowanie PiSowi jego partyjnej telewizji momentalnie przykuło uwagę obserwatorów i sprawiło, że do części z nich zaczęło docierać to, że ich rachuby się nieco rozminęły z rzeczywistością (niektórzy momentalnie przeskoczyli na inne narracje, ale o tym za moment).

No dobrze, ale czy ja jestem jednym z tych „zdziwionych”? Jakby to ująć, żeby nie wyszło na to, że się jakoś przechwalam: nie jestem zdziwiony w najmniejszym stopniu. Tak na dobrą sprawę Tusk właśnie coś takiego zapowiadał, gdy mówił o tym, żeby dać mu 400 dni, a on zrobi porządek żelazną miotłą (być może nie zapamiętałbym tych słów, ale 16 października przypomniał o nich Wojciech Mucha (partyjny mediaworker [chyba nie trzeba wspominać o tym, o którą partię chodzi]). Ktoś może powiedzieć „no dobra, mordeczko, ale przecież wszyscy wiemy, że Tusk to czasem różne rzeczy obiecywał, a potem często jakieś problemy z logistyką były, bo nie dowoził” i taki ktoś miałby sporo racji. Tyle, że prawda jest taka, że w tym konkretnym przypadku Tusk (i cała większość parlamentarna) nie miał specjalnego wyboru.

Nie chciałbym być źle zrozumiany. To nie jest tak, że ja tu uprawiam jakąś odmianę prawicowej publicystyki (o przeciwnym biegunie), która to publicystyka zawsze, ale to zawsze jest w stanie znaleźć uzasadnienie do dowolnej (rzecz jasna źle odbieranej) decyzji swojej ukochanej partii. Mnie chodzi po prostu o to, że alternatywa (czyli „bycie grzecznym”) była dla nowej władzy całkowicie wręcz nieopłacalna w wymiarze politycznym.

Gdyby PiS był normalną partią, taką, która „gra według zasad”, nowa władza mogłaby sobie pozwolić na to, żeby działać w sposób, który sprawi, że żadnemu obserwatorowi brew nie drgnie nawet. Tyle, że oznaczałoby to, na ten przykład, tolerowanie przez dość długi czas tego, co PiS zrobił z mediami i tolerowanie tego, co by się w tych mediach działo (a „działoby się” tam jeszcze więcej, bo w przyszłym roku mamy „dublet” wyborczy). Wszyscy doskonale wiemy, że nie chodzi tu o to, że TVP „krytykowało” nowe władze, ale o to, że telewizja ta pod rządami PiSu zajmowała się manipulowaniem opinią publiczną, zaszczuwaniem środowisk (i konkretnych ludzi), które śmiały krytykować PiS. Pracownicy tych mediów bezczelnie kłamali 24/7 i nie ponosili za to żadnych konsekwencji (bo, jak wiemy, za czasów PiSu „za czynienie dobra nie wsadzano”).

Teraz zaś byłoby z tymi mediami jeszcze gorzej, bo dla PiSu wybory samorządowe to niemalże walka o przetrwanie. Gwoli ścisłości, nie chodzi mi o to, że PiS się może (w razie porażki w wyborach samorządowych) rozpaść, bo to (rozpad) jest niestety mało realny scenariusz. Poza tym nawet, gdyby doszło do rozpadu, to PiS składa się z całej masy osób i środowisk, które na pewno nie rozpłynęłyby się w niebycie, tylko stworzyły pewnie coś nowego (pewnie byłoby to „Jeszcze bardziej Prawo i Jeszcze bardziej Sprawiedliwość”). Niemniej jednak porażka w wyborach samorządowych (rozumiana jako nie utrzymanie stanu posiadania i np. utratę paru województw) oznacza bardzo poważne problemy. Co prawda, partia ta (razem z medialnymi przybudówkami i różnymi fundacjami-krzakami) się niesamowicie nażarła, ale to „bogactwo” jest cokolwiek pozorne. Prawda jest bowiem taka, że porażka wyborcza z 15 października oznacza to, że całe mnóstwo partyjnych nominatów żegna się właśnie ze stanowiskami. Porażka w wyborach samorządowych oznaczać będzie kolejne stracone stołki (nie mam pojęcia o jakiej skali mówimy, ale celowałbym tu bardziej w tysiące stołków, a nie setki, bo PiS wciskał swoich ludzi wszędzie, gdzie tylko mógł). Ci ludzie doskonale zdają sobie sprawę z tego o jaką stawkę toczyć się będzie gra i można było bezpiecznie założyć, że miałoby to swoje odzwierciedlenie w tym, jak działałaby ich telewizja partyjna.


UWAGA! Gawęda Sponsorowana przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Ja wiem, że ja się już nad tym pastwiłem w swoim poprzednim Głośnym Tekście, ale na wypadek, gdyby coś się zepsuło, powtórzę jeszcze raz. Nie doczekaliśmy się żadnych oddolnych „ruchów obrony TVPiS”, bo większość ludzi miała świadomość tego, czym była ta telewizja. Skoro członkowie PiS nie kryli się z tym, że ta telewizja jest „ich” (a teraz są przedstawicielami jedynej formacji, która broni tej szczujni), to ludzie się z tym po prostu pogodzili. Jestem się w stanie założyć o wiele, że pogodziliby się również z sytuacją, w której nowa władza zamieniłaby TVP w „swoje” TVP. Niemniej jednak kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że póki co, nic na to nie wskazuje. Nieco bawi mnie to, że PiS najprawdopodobniej na serio uwierzył w to, że „bitwa o TVP” tak bardzo ludzi oburzy, że sami z siebie ruszą „na barykady”. Prawdopodobnie dlatego zdecydowali się na „okupowanie” pomieszczeń w budynku TVP. Liczyli na to, że jeżeli „naród” się przebudzi i tłumnie ruszy im z pomocą, to nowe władze nie będą miały innego wyjścia i będą musiały się cofnąć.  Okazało się, że (eufemizując) nieco się przeliczyli. Żeby było śmieszniej, święta za pasem i wygląda na to, że będą mieli zagwozdkę: albo odpuścić i pojechać do domu na święta, albo ciągnąć dalej tę szopkę. (Uwaga natury ogólnej, w międzyczasie okazało się, że według doniesień partyjnych politycy PiSu siedzą już tylko w PAP, ale nie mam pojęcia na ile prawilne są te doniesienia).

Wszyscy chyba pamiętają, jak Ryszard Petru poleciał sobie na wakacje w czasie blokady Sejmu w 2016. No to teraz (jeżeli politycy PiSu nie zostaną usunięci z budynku [mam nadzieję, że jeżeli mieliby być usuwani, to zajmą się tym ci sami policjanci, z których PiS był tak bardzo dumny w trakcie protestów w 2020]) będzie o wiele bardziej śmiesznie, jak politycy będą tłumaczyć, że oni tylko na wieczerzę idą i do kościoła i zaraz wracają.  Warto w tym miejscu pamiętać o tym, że budowanie „własnej” narracji będzie dla PiSu bardzo trudne ze względu na to, że stracili główny rozsadnik tychże narracji. Wiem, że to, co teraz napiszę, nie będzie zbyt odkrywcze, ale i tak to zrobię: moim zdaniem taki właśnie był cel. Politycy PiSu mają tak bardzo skrzywioną optykę, że doszli do wniosku, że nowa władza chce przejąć media po to, żeby „je mieć”. Prawda jest jednakowoż taka, że nie chodziło o to, żeby mieć media, ale o to, żeby nie miał ich PiS.

Kolejna „strefa starcia” dotyczyć będzie zapewne rozstrzygnięć w tych kwestiach, które sprawiały, że nie dostaliśmy KPO. Można być pewnym tego, że w tych sprawach (które dotyczyć będą zmian w sądownictwie) nowa władza również (eufemizując) „nie będzie grzeczna”. Nawiasem mówiąc, życzę powodzenia PiSowi (żartuje, absolutnie im tego nie życzę, ale jakoś musiałem zacząć to zdanie) w tłumaczeniu suwerenowi tego, że tak właściwie to właśnie PiS ma rację. Przez osiem ostatnich lat PiS starał się maksymalnie „zaciemnić” tę kwestię i sprawić, żeby dla przeciętnego obywatela była ona tak zawiła i skomplikowana, żeby ów sobie pomyślał: „ni cholery tego nie rozumiem, tak więc nie mam zdania, a skoro PiS wygrał wybory, to pewnie może przeprowadzać takie, a nie inne zmiany”. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że w trakcie swoich dwóch kadencji PiS non stop tłumaczył, że on może wszystko, bo ma mandat społeczny i wszystko (łącznie z konstytucją) musi się przed tym mandatem społecznym ugiąć.

W tym miejscu powinniśmy się przez chwilę pobawić w „eksperyment myślowy”. Wyobraźmy sobie, że nowe władze działają grzecznie i wszystko jest cacy. W takich okolicznościach przyrody byliby skazani na dobrą wolę Andrzeja Dudy i Julii Przyłębskiej. Owszem, można by było liczyć na to, że Dudę dałoby się w pewnym momencie zaszachować i zmusić do ustępstw, żeby on i jego partia nie byli tymi, którzy odpowiadają za to, że do Polski nie płyną pieniądze (po tym, jak dostaniemy pierwszą transzę [choćby niewielką] to już nie byłaby dyskusja o wirtualnych pieniądzach, ale o tych jak najbardziej realnych i policzalnych). Tyle, że na takie działanie trzeba by było czasu, a tenże czas byłby wykorzystywany przez media PiSowskie do tłumaczenia suwerenowi tego, że Tusk nie dowiózł KPO i że w ogóle to „nic nie może”. PiS co prawda nie musiałby zyskiwać przez to poparcia, ale wystarczyłoby to do tego, żeby traciła je nowa władza. No bo z jednej strony wszyscy wiedzieliby dlaczego nic nie mogą, ale nietrudno by było zbudować narrację taką, że co prawda PiS im utrudnia rządzenie, ale przecież wiedzieli, że tak będzie, a mimo tego obiecywali w trakcie kampanii te wszystkie rzeczy, których nie mogli dowieźć. Część komentatorów zapewne tłumaczyłaby, że może PiS nie gra fair, ale polityka to nie jest jazda figurowa...

Zanim przejdę dalej skupię się przez moment na tych komentatorach (rzecz jasna, na bardzo specyficznej odmianie komentatorów). Jestem się w stanie założyć o bardzo wiele, że byli oni zaskoczeni tym blitzkriegiem tak samo, jak Zjednoczona Prawica. Obstawiam, że wychodzili z założenia, że PiS jest swego rodzaju „samcem alfa” polskiej polityki i nikt nie jest mu w stanie w żaden sposób zaszkodzić. Idealnie im się to wszystko spinało przez osiem lat. Ilekroć PiS wygrywał, tylekroć można go było pochwalić za skuteczność (co zrozumiałe, wymiar etyczny działań PiSu nie był oceniany, no bo przecież w polityce nie ma not za styl!). Ciekaw jestem (i niebawem moja ciekawość zostanie zaspokojona) jak szybko komentatorzy przestawią wajchy i zaczną przydzielać nowej władzy „noty za styl” i tłumaczyć, że polityka polityką, ale pewnych rzeczy się nie powinno robić. Ciekaw jestem jak szybko się okaże, że w Polityce trzeba być skutecznym, ale są pewne granice, których nie powinno się przekraczać. Rzecz jasna mogę się mylić, a ci komentatorzy mogą teraz zacząć wychwalać nową władzę za jej skuteczność, ale jak to powiedział bohater pewnego filmu Olafa Lubaszenki: nie wydaje mnie się.

Jednym z najzabawniejszych argumentów, podnoszonych przez osoby krytykujące działania nowej władzy (uwaga natury ogólnej, nie chodzi o to, że bawi mnie sama krytyka, bo krytykować można i trzeba wszystkich i wszędzie, ale o sam argument) był ten, z którego wynikało, że no wiecie, Tusk sobie teraz takie rzeczy robi, ale przecież jak potem PiS wygra wybory, to będzie miał dzięki temu otwartą drogę do robienia złych rzeczy. Ten argument odnosił się do odebrania PiSowi kluczyków do szczujni (aka „Telewizja Publiczna”). Przyznam szczerze, że zanim mnie to rozbawiło, to się na tym zadumałem. Czemu? Ano temu, że z tej argumentacji wynika, że jej autorzy myślą mniej więcej w ten sposób: nie wolno działać tak, żeby PiS mógł tych działań używać jako wymówek do tego, co sam robi. No i ok, pod pewnymi względami to ma sens, bo wszyscy pamiętamy jak PiS rozjeżdżając walcem Trybunał Konstytucyjny głośno darł japę „ale to PO powołała za dużo sędziów, więc my tylko wszystko naprawiamy!”.

No i wszystko fajnie, ale to jest po prostu zwykła bajka. Owszem, PiS może zacząć tłumaczyć sam sobie (albo zrobią to za niego usłużni komentatorzy), że to co on robi, to tylko „naprawianie tego, co popsuli poprzednicy”, tyle że casus mediów publicznych (a konkretnie tego, co się z nimi stało po tym, jak PiS przejął władzę) pokazuje, że choć PiSowi wymówki się co prawda przydają, ale nie są mu do niczego potrzebne. Absolutnie nikt przed PiSem (poza PZPR-em) nie traktował mediów publicznych jak swojej własności i nikt wcześniej nie używał ich w charakterze szczujni. 

Ujmując rzecz innymi słowy: z punktu widzenia nowej władzy (jeżeli weźmiemy pod rozwagę czysty pragmatyzm polityczny) „grzeczne” działania były skrajnie nieopłacalne, bo oznaczałyby one zdanie się na łaskę partii, która przez dwie kadencje udowadniała non stop, że nie ma absolutnie żadnych hamulców i że nie cofnie się nawet wtedy, gdy jej działania są działaniami na szkodę Polski (vide KPO). Jeżeli więc ktoś sobie dumał, że „no ale tego czy tamtego, to by nowej władzy nie psuli, bo przecież kraj by na tym stracił,”, to taki ktoś powinien się przyjrzeć temu, jak do tej pory działał PiS i przegnać takie myśli z głowy. Tak samo przegnać z głowy trzeba myśli o tym, że „ojej, no przecież po tym, co teraz robi większość parlamentarna, PiS będzie mógł zrobić wszystko”. Prawda jest bowiem taka, że PiS to „wszystko” chciał zrobić w trakcie swojej trzeciej kadencji  (rozjechanie sądownictwa do reszty, zmiany w ordynacji wyborczej, dojechanie TVN-u [a w domyśle pewnie i reszty „nierządowych” mediów]), a jego członkowie (z Genialnym Strategiem na czele) mówili o tym głośno w trakcie kampanii, bo wydawało im się, że właśnie tego oczekuje od nich suweren. Czy ci ludzie, którzy teraz tłumaczą, że nowa władza powinna uważać, „bo PiS”, nie pamiętają tej kampanii i zapowiedzi Kaczyńskiego? Czy im się na serio wydaje, że gdyby nowa władza była „grzeczna”, to PiS też by się ucywilizował? Może inaczej powinienem sformułować to pytanie: ilu kadencji PiSu u władzy potrzebowaliby ci ludzie do zrozumienia, że PiS nie jest równy partiom normalnym?

Nieśmiało przypominam, że w podobny sposób („tego nie wolno ruszać, bo prawica potem zrobi to i tam to”) tłumaczono, na ten przykład, utrzymywanie „kompromisu (pomiędzy Kościołem a prawicą) aborcyjnego”. A potem przyszedł PiS i zaostrzył prawo aborcyjne. Czemu to zrobił? Bo mógł. Nikt mu tego nie kazał zrobić (owszem, Kościół się tego domagał, ale Kościołowi można by było zapchać gębę pieniędzmi i siedziałby cicho). PiS robił złe rzeczy nie dlatego, że „ktoś go wcześniej sprowokował”, ale dlatego, że to jest taka, a nie inna partia. Robili takie rzeczy dlatego, że są PiSem. Tylko tyle i aż tyle.

Ponieważ się trochę rozpisałem, będę zmierzał pomału w stronę wniosków końcowych. Czy obecna władza była zmuszona do tego, żeby zagrać w ten, a nie inny sposób ze szczujnią, zwaną TVP? Nie, nie była. Czy miała wybór inny? Owszem miała. Czy byłby on dla niej opłacalny politycznie? Ktoś może powiedzieć „o tym to się przekonamy dopiero”, ale prawda jest taka, że już teraz widzimy, że obecna władza na tym nie straci. Skąd taki, a nie inny wniosek? Ano stąd, że (jak już wspominałem) suweren się jakoś tak nie rzucił do obrony partyjnych mediów. Jak się zerknie na liczbę reakcji na wpisy obrońców TVP (każden jeden albo jest członkiem PiS, albo jest z tą partią powiązany w ten czy inny sposób) i porówna z liczbą reakcji (na Eloneksie) na wpisy Tuska (który uprawia w tej kwestii srogi trolling), to wychodzi pi razy oko na to, że trolling Tuskowy ma 10x więcej (słownie: dziesięć razy więcej) pozytywnych reakcji od (na ten przykład) wpisów Morawieckiego (który użala się nad biedną telewizją publiczną). Ja rozumiem, że Eloneks polityczny nie jest reprezentatywny i że to jest bańka (duża bo duża, ale jednak bańka). Niemniej jednak brak oddolnych sugeruje, że w tym konkretnym przypadku to, co widzimy na Eloneksie, nie odbiega jakoś szczególnie od tego, co dzieje się w świecie „pozaEloneksowym”. Co będzie dalej? Nie mam pojęcia, ale wiem jedno: na pewno będę miał o czym pisać, bo zapowiada się na to, że będzie bardzo „intensywnie”.  



czwartek, 21 grudnia 2023

Hejterski Przegląd Cykliczny #99

Zacznę od tego, że w zeszłym tygodniu wydawało mi się, że „działo się” tyle, że ciężko to będzie przeskoczyć. A potem przyszedł ten tydzień i powiedział „potrzymaj mi piwo”, po czym przyszła środa 20-go i wywaliło skalę. Tak po prawdzie, to każda dzisiejsza (w środę te słowa pisałem) godzina dostarczyłaby tyle materiału wsadowego, że wystarczyłoby na kilka Przeglądów. No ale, żeby nie przedłużać. Przegląd zacznę od tego, co wydarzyło się „przed środą”, a pod koniec pochylę się pobieżnie nad tym, co się dzieje teraz. Uwaga natury ogólnej, zapewne jakoś „na dniach” uda się ogarnąć notkę, w której nieco szerzej o działaniach obecnej władzy napiszę, bo jest to dość ciekawa kwestia i nie chciałem, żeby mi zdominowała Przegląd.

Zacznę od czegoś, co mogło umknąć sporej części osób (ze względu na to, że „dzieją się rzeczy”). Otóż, 16 grudnia grupka ludzi chciała uczcić pamięć Eligiusza Niewiadomskiego, jako bohatera wojny polsko-bolszewickiej. Żeby było ciekawiej (a konkretnie, bardziej prawicowo) organizatorzy ani słowem się nie zająknęli na temat tego, czemu akurat 16 grudnia chcieli uczcić pamięć swojego bohatera (rocznica mordu na Narutowiczu). Co zrozumiałe, Trzaskowski zgody na to „upamiętnienie” nie wydał. Co prawda, dane osoby zgłaszającej zostały ukryte (bo RODO), ale z treści odmowy można było ponoć wywnioskować, że chodzi tu o towarzystwo okołojaszczurowe.

Skoro zaś poruszony został temat skrajnych środowisk, to warto zwrócić uwagę na to, że te środowiska nie spadły nam z nieba, tylko były „tuczone” przez wszelkiej maści pożal się nieistniejący bycie transcendentny publicystów i dziennikarzy, którzy z sobie tylko znanych przyczyn uprawiają swego rodzaju symetryzm. Otóż, każdemu ekscesowi skrajnej prawicy usiłują (rzecz jasna w imię doskonale pojętej równowagi) przeciwstawić jakieś działanie kogoś, kto ma związek z lewicą. Doskonałym przykładem będzie tu to, co zrobił Piotr Zaremba (będący swego czasu redaktorem naczelnym pisma braci Karnowskich). Zanim przejdę do meritum, pozwolę sobie na słowo wyjaśnienia: czemu w ogóle pochylam się nad tym, co wyprodukował Zaremba? Ano temu, że jest on felietonistą, którego publikuje Interia. Cóż takiego napisał Zaremba? Ano napisał, że co prawda Braun jest ekstremistą, ale lewa strona też ma swoich ekstremistów. Przykładem takiego ekstremisty z lewej strony (a konkretnie ekstremistki) miała być, zdaniem Zaremby, Joanna Scheuring-Wielgus. Czemu? Bo (pozwolę sobie na cytat): „W roku 2020 w ramach akcji Strajku Kobiet wtargnęła do kościoła św. Jakuba w Toruniu podczas mszy. Były transparenty, były wrzaski”. W powyższym zdaniu prawdziwe jest tylko to, że JSW miała ze sobą transparent. „Wtargnięcie” wyglądało tak, że weszła do kościoła z transparentem, postała z nim chwilę, pokazała go księdzu i wyszła”. Być może ktoś wrzeszczał, ale nie była to JSW (a przynajmniej nikt tak nie zeznał). Czemu więc Zaremba porównuje to do zgaszenia chanukowych świec (i zaatakowania innej osoby gaśnicą)? Ano temu, że pasuje mu to do tezy, a poza tym jego zdaniem „podejście do religii było takie samo” (jeżeli ktoś widzi tu zbieżność z tym, co powiedział Kaczyński o tym, że ten Braun to zrobił dlatego, że wcześniej było „przyzwolenie na ataki na kościoły”, to taki ktoś ma rację). Rzecz jasna, wszelkiej maści Zarembom nie przejdzie przez myśl to, że w ten sposób normalizuje bardzo niebezpiecznych ludzi.

Ja wiem, że o tym, co się dzieje w związku z TVP będę pisał nieco dalej, ale tutaj wspomnę jedynie o tym, że parę dni temu „tłumy protestowały w obronie TVP” (takie były tytuły artykułów na niektórych portalach). Tłumy te składały się w głównej mierze z pracowników mediów partyjnych PiS (nazywanie ich mediami rządowymi po tym, jak Morawieckiemu [ku wielkiemu zaskoczeniu nikogo] nie udało się zebrać większości, byłoby nadużyciem semantycznym) i było to w porywach do 200 osób, tak więc dla każdego oczywiste jest to, że ludzi było tam więcej, niż na obu marszach opozycyjnych, które odbyły w 2023 roku.  

Co prawda o tej odmianie symetryzmu będę pisał w zapowiadanej (na początku tekstu) notce, ale pomyślałem, że warto się trochę pośmiać. Jeden z felietonistów Interii, Rafał Woś, wystosował ostatnio coś w rodzaju apelu do Donalda Tuska. W apelu tym tłumaczył Tuskowi, że jeszcze może wszystkich zaskoczyć, jeżeli tylko zdecyduje się na to, żeby powstrzymał siebie (i całą resztę polityków koalicji) przed rozliczaniem PiSu. Być może pamięć mi już szwankuje, ale wydaje mi się, że tego rodzaju odezw Woś nie kierował nigdy pod adresem rządzącej nami przez osiem ostatnich lat Zjednoczonej Prawicy. Aczkolwiek może było tak, że redaktor Woś nie miał czasu na zajmowanie się takimi sprawami, bo był za bardzo zajęty tłumaczeniem wszystkim dookoła, dlaczego lewica powinna zacząć współpracować z partią Jarosława Kaczyńskiego.

O tym, że nowa większość sejmowa chce ogarnąć podwyżki dla nauczycieli było wiadomo. PiS znalazł się więc w niezbyt komfortowej sytuacji. No bo z jednej strony nie można przyznać, że nowa władza chce zrobić cokolwiek dobrego (bo przecież to są złe ludzie i agenty niemieckie), ale z drugiej strony otwarte krytykowanie podwyżek to jest jednakowoż cokolwiek samobójcza strategia. Waldemar Buda wpadł więc na bardzo oryginalny pomysł, dzięki któremu mógł skrytykować ten pomysł i nie ponieść z tego tytułu żadnych (politycznych) konsekwencji! A tak nieco bardziej na serio, to pewnie taki był zamysł stojący za tym, że Buda odpalił kolejną mutację „zapłakanej kuzynki”. Otóż, wyobraźcie sobie, że dzwonili do niego młodzi stażem nauczyciele, którzy krytykowali pomysł podwyżek! Jeżeli komuś się wydaje, że nie trudno o wyższy poziom żenady, to takiego kogoś będę zmuszony wyprowadzić z błędu. Gdy tylko zobaczyłem tę wypowiedź przypomniała mi się inna, z czasów strajku nauczycielskiego (kiedy to PiS szczuł wszystkich na nauczycieli). Autor tej „przypomnianej” wypowiedzi przekonywał wtedy suwerena do tego, że nauczyciele do niego dzwonią i pytają o to, „jak można zrezygnować z członkostwa w ZNP”. Czy będziecie bardzo zdziwieni, gdy okaże się, że autorem tej wypowiedzi był Waldemar Buda?

Ministerstwo Obrony Narodowej wyciągnęło dywan spod nóg Antoniego Macierewicza i zlikwidował sławetną podkomisję smoleńską (znaną bardziej pod nazwą „Komisji Macierewicza”). Macierewicz, jak to Macierewicz, zaczął tłumaczyć, że to wszystko dlatego, że „Tusk chce ukryć prawdę o Smoleńsku”. Po pierwsze, jedyna prawda, którą ktokolwiek chciał ukryć to ta, że wyżej wymieniona komisja całymi latami pasła się na publicznej kasie i zajmowała się głównie tłumaczeniem tego, że „już za moment wszyscy poznamy prawdę”. Po drugie, mam nadzieję, że będzie jakiś punkt zaczepienia do tego, żeby wyciągnąć konsekwencję względem Macierewicza i jego otoczenia za to, co robili. Po trzecie, aż dziw bierze, że Macierewicz nie wyciągnął najcięższych dział i nie oskarżył MON (i Tuska) o obrazę uczuć religijnych. 

Dobrych informacji ciąg dalszy. Nie wiem, jak was, ale mnie ucieszyło to, że na oficjalnym Eloneksowym (niegdysiejszy ćwiter) koncie Ministerstwa Rodziny zobaczyłem feminatywy. Ja wiem, że to jest w sumie bardzo niewiele, ale prawda jest taka, że gdyby feminatyw pojawił się na oficjalnym koncie przed zmianą władzy, to ktoś mógłby za coś takiego stracić możliwość obsługiwania konta w soszjalach.

Jestem tak stary, że pamiętam, jak Zjednoczona Prawica po przejęciu władzy rozjechała co się dało walcem i wywalała kogo się da, byle tylko móc obsadzać stołki partyjnymi nominatami. Żeby dla wszystkich starczyło miejsc zmieniono, na ten przykład, ustawę o Służbie Cywilnej i usunięto z niej bezpieczniki, dzięki którym na kierownicze stanowiska powoływano osoby, które miały odpowiednie doświadczenie. Wcale, a wcale nie miało to związku z tym, że partyjnym nominatom tego doświadczenia brakowało. Na jakiekolwiek słowa krytyki reagowano narracjami o tym, że to tylko kwik świń odrywanych od koryt. Wspominam o tym dlatego, że po zmianie władzy partyjni nominaci są wypraszani ze stanowisk (mam szczerą nadzieję, że wymieni się ich na partyjnych nominatów, którzy, dla odmiany, będą fachowcami [jeżeli okaże się, że tak nie będzie, to ja z przyjemnością będę nową władzę w tym zakresie grillował]). Proceder ten nie spodobał się Jarosławowi Kaczyńskiemu, który żalił się ostatnio mediom, że w administracji publicznej dochodzi do „brutalnych zwolnień”. Nie wiem na czym mają polegać te „brutalne zwolnienia”, ale to pewnie dlatego, że nie jestem genialnym strategiem. Od siebie dodam, że wymiana kadrowa w administracji powinna zostać okraszona hasłem „repolonizacji administracji publicznej”. Napisałem to tylko i wyłącznie dlatego, że chciałbym zobaczyć reakcję Zjednoczonej Prawicy (a „czynników decyzyjnych” w szczególności) na pytania o to, „czy popierają repolonizację administracji publicznej”.

W zeszły piątek Konferencja Episkopatu Polski wystosowała list do Prezydenta Andrzeja Dudy, w którym to liście zupełnie apolityczny Kościół zasugerował Dudzie, że może by tak jednak nie podpisywał ustawy o refundacji in vitro. Wyniki sondaży wewnątrzpartyjnych musiały być na tyle jednoznaczne, że Duda nie odważył się na zawetowanie tej ustawy (aczkolwiek, jeżeli ktoś chce wierzyć w to, że Andrzej Duda zawetował ustawę dlatego, że „jest samodzielny” to ja takiej osobie na drodze do szczęścia stać nie będę). KEP nie przyjął tego dobrze i ustami Gądeckiego skrytykował Andrzeja Dudę za złożenie podpisu pod tą ustawą. Ciekaw jestem, czy podpis prezydenta pociągnie za sobą konsekwencje, z którymi musiał się mierzyć swego czasu Bronisław Komorowski. Otóż, w prawicowych mediach całkowicie na serio rozgorzała wtedy dyskusja na temat tego, czy Komorowski może przystępować do Komunii Świętej, równie szeroko komentowane było to, czy jak już będzie chciał, to czy duchowny powinien mu jej udzielić. Wiecie, mnie tam ten temat latał i powiewał (bo jestem ateuszem), ale chyba nikt nie będzie się spierał z tym, że Kościół wygenerował tę konkretną inbę nie przez przypadek, tylko dla ściśle określonego celu (wzmocnienie PiSu). Gdyby Kościół to zrobił z przyczyn, że tak to ujmę „pryncypialnych”, to teraz bylibyśmy świadkami dokładnie takich samych rozkmin.


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


No dobrze. Skoro wcześniej przygotowane tematy mamy już ogarnięte, to teraz można się skupić na sprawach mocno bieżących. Zacznę więc od tego, że dzisiaj rano okazało się, że Mariusz Kamiński i Michał Wąsik zostali skazani prawomocnym wyrokiem na bezwzględne kary więzienia. Jeżeli ktoś nie zna szczegółów (a nie każdy znać je musi), to w Źródłach będzie link do artykułów, w których to wszystko jest opisane. W telegraficznym skrócie: w 2015 zostali skazani w pierwszej instancji, ale zamiast się odwoływać zagrali kartę „Andrzej Duda” i ten ich po prostu ułaskawił. Był to dość ciekawy (z punktu widzenia prawnego [przynajmniej dla laika]) casus, bo Duda ułaskawił tych dwóch typów w trakcie trwania procesu. Wątpliwości w kwestii tego, czy „tak można” pojawiły się od razu, ale, co zrozumiałe, ani Andrzej Duda, ani jego partia matka tych wątpliwości nie podzielała. W 2017 Sąd Najwyższy uznał, że ułaskawienie jest bezskuteczne (bo nie można ułaskawić osoby w świetle prawa niewinnej), ale wtedy Kuchciński (będący marszałkiem Sejmu) Zagrał kartę „Julia Przyłębska” i Trybunał Przyłębski miał zadecydować o tym, czy Sąd Najwyższy  w ogóle się mógł tą sprawą zajmować. Trybunałowi się z tym nie śpieszyło, w efekcie czego 6 czerwca 2023 Sąd Najwyższy odwiesił proces. Efekt końcowy procesu poznaliśmy dzisiaj. Rzecz jasna, jak przystało na członków partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”, obaj zainteresowani powiedzieli, że oni nie uznają tego wyroku. Część komentatorów zastanawiała się nad tym, co zrobi Andrzej Duda (i czy przypadkiem nie ułaskawi ich raz jeszcze), ale ten oznajmił, że jego ułaskawienie (to, które SN uznał za bezskuteczne) pozostaje w mocy. Szymon Hołownia zapowiedział, że „będzie zmuszony wygasić mandaty” tych dwóch jegomościów. Zapowiada się więc na to, że „będzie się działo”. A wszystko przez to, że Zjednoczonej Prawicy nie chciało się w 2015 poczekać na koniec procesu. Rzecz jasna wiadomo, że decyzja o ułaskawieniu zapadła z przyczyn wizerunkowych (żeby nikt nie mówił, że jakieś skazane typy zawiadują służbami), ale prawda jest taka, że wypadło to (wizerunkowo) jeszcze gorzej (a Kamiński i Wąsik właśnie przekonali się o tym, że to ich ułaskawienie trzymało się jedynie na samodzielnej większości parlamentarnej PiSu).

Sprawa druga, była (i nadal jest, bo wszystko się toczy) jeszcze bardziej spektakularna i jest nią (jak się pewnie domyślacie) fakt zezłomowania TVP przez większość sejmową, która to większość doprowadziła dzisiaj do zablokowania sygnału wyżej wymienionej szczujni. PiSowscy mediaworkerzy próbowali jeszcze działać na YT, ale tamtejsze konto TVP Info momentalnie spadło z rowerka. PiS usiłował wzniecić niezadowolenie społeczne, zarzucając internet narracjami o tym, że oni tylko bronią mediów publicznych, pluralizmu/etc. Jednakowoż efekty tych prób były dość mizerne (aczkolwiek niezmordowane portale donosiły o tłumach protestujących w obronie TVP). Być może dlatego, że „pluralizmu” i „wolnych mediów” bronili politycy jednej, jedynej formacji, która to formacja ręcznie sterowała „wolnymi mediami” przez ostatnie dwie kadencje. Być może dlatego, że wszyscy (w tym nawet partyjny beton) wiedzieli, że to nie były media publiczne, tylko media partyjne. Być może dlatego, że Zjednoczona Prawica przyzwyczaiła ludzi przez te dwie kadencje do tego, że „zwycięzca bierze wszystko”. Prawda jest brutalna: gdyby suweren się faktycznie przejął tym, co się stało, to mielibyśmy do czynienia z oddolnymi protestami. To, co dzieje się teraz, to spędy organizowane przez ustępującą władzę i nie ma to nic wspólnego z oddolnymi akcjami. Dla porównania, oddolne były protesty w 2020 roku i zaczęły się one w dniu ogłoszenia decyzji Trybunału Przyłębskiego.

Przyczyn, dla których suweren się niespecjalnie przejął PiSowskimi nawoływaniami jest wiele, ale moim zdaniem najważniejszą z nich jest to, że ludzie po prostu czekają na dalszy rozwój wypadków. To, czy doczekamy się protestów z prawdziwego zdarzenia, będzie zależało od tego, co z mediami zrobi koalicja rządząca. Gdyby (w co wątpię, bo to oznaczałoby polityczne samobójstwo [powolne, tym niemniej] po zezłomowaniu mediów PiSowskich zaczęto stosować te same metody (czyli stworzono by TVP o przeciwnym biegunie), mogłoby to doprowadzić do niezadowolenia społecznego. Jeżeli natomiast TVP będzie takie, jak było przed 2015 rokiem (nie chodzi tu o osoby, które wtedy były, ale np. o to, że media publiczne zajmowały się [co w czasach PiSu było nie do pomyślenia] krytykowaniem władzy), to spędy skończą się w momencie, w którym PiS (i Kluby Gazety Polskiej [tak, wiem, na jedno wychodzi]) uzna, że szkoda na nie pieniędzy.

Jedyne, co można stwierdzić dziś z cała pewnością, to to, że Zjednoczona Prawica była autentycznie zdziwiona tym, że ktoś zastosował przeciwko niej metodę, którą sama stosowała przez osiem ostatnich lat. Tą metodą jest postawienie oponentów przed faktem dokonanym. Tylko i wyłącznie tym można wytłumaczyć niemrawą reakcję partii Kaczyńskiego na to, co się stało i totalne wręcz pogubienie się Genialnego Stratega, który publicznie krytykował Andrzeja Dudę za to, że ten nie „wykazuje się aktywnością”. Nie wiem czego oczekiwał od Dudy Kaczyński (położenia się Rejtanem w drzwiach wejściowych TVP czy też może wysłania wojska, celem „odbicia” mediów partyjnych), ale wiem, że na pewno nie oczekiwał tego, że ktoś zastosuje przeciwko niemu jego własne metody.


Źródła:

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-rafal-trzaskowski-zakazal-manifestacji-w-warszawie-skandalic,nId,7208939

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-posel-braun-cynikiem-czy-wariatem-na-pewno-nie-jedynym-ekstr,nId,7211336

https://www.radiopik.pl/2,107771,protest-poslanki-scheuring-wielgus-w-torunskim-k

https://natemat.pl/531580,tvp-informuje-o-tlumach-na-protescie-internauci-pokazali-zdjecia

https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-tusku-jeszcze-mozesz-zaskoczyc,nId,7211381

https://twitter.com/PiknikNSG/status/1736038422630850902

https://sejmlog.pl/posel-pis-dzwonia-nauczyciele-i-pytaja-jak-zrezygnowac-z-czlonkostwa-w-znp/

https://www.rp.pl/analizy/art39586271-marek-kozubal-antoni-macierewicz-niezlomnie-walczy

https://tvn24.pl/polska/podkomisja-smolenska-antoniego-macierewicza-zlikwidowana-cezary-tomczyk-budynek-jest-pusty-czas-na-rozliczenie-7591242

https://twitter.com/MRiPS_GOV_PL/status/1737222207330189387

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-jaroslaw-kaczynski-krytykuje-rzad-mowi-o-brutalnych-zwolnien,nId,7213312

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-jaroslaw-kaczynski-krytykuje-rzad-mowi-o-brutalnych-

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2023-12-15/przewodniczacy-kep-zaapelowal-do-prezydenta-andrzeja-dudy-chodzi-o-in-vitro/

https://dorzeczy.pl/opinie/526680/abp-gadecki-krytykuje-decyzje-prezydenta-ws-in-vitro.html

https://www.gosc.pl/doc/2612788.Czy-Komorowskiemu-nalezy-udzielac-Komunii

https://wyborcza.pl/7,75398,30524690,jest-decyzja-w-sprawie-kaminskiego-i-wasika.html

https://oko.press/sad-kaminskiego-wasika-2-lata-wiezienia

https://wyborcza.pl/7,75398,30524690,jest-decyzja-w-sprawie-kaminskiego-i-wasika.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-szymon-holownia-o-wyroku-ws-poslow-bede-zmuszony-wygasic-man,nId,7221238