W tym tygodniu sporo o promowaniu,
reklamie, etc.. Jak to już napisałem w notce poprzedniej –
reklamy bywają bardzo różne. Bywają też reklamy, które bardzo
ciężko określić jednym słowem. Do opisu tych dwóch (nadesłanych
przez życzliwą czytelniczkę;), nad którymi zacznę się zaraz
pastwić - potrzebowałbym wiadra epitetów, a i to wiadro zapewne by
nie wystarczyło. Z czym się nam przyszło zmierzyć tym razem? Z
reklamą ubezpieczeń na życie. Tematyka ze wszechmiar trudna i
wymagająca z przyczyn, których tłumaczyć nikomu nie trzeba. Nie
oznacza to, że reklama wymaga zachowania skrajnej powagi, aczkolwiek
nie jest to reklama proszku do prania ani wypiekacza do mózgów,
więc pewna konwencja powinna zostać zachowana.
Jaka konwencja zachowana jest w tych
reklamach? Mniej więcej taka jak przy reklamach środków na
zaparcia (puszczanych rzecz jasna w porach obiadowych i kolacyjnych)
– czyli absolutnie pozbawiona smaku.
Reklama pierwsza (Pani A) – sąsiadka
przynosi drugiej (Pani B), list, który omyłkowo włożono jej do
skrzynki (nihil novi w naszym kraju). Zamieniają kilka słów, z
których wynika, że matka B zmarła. Ale B czuje się lepiej –
jakoś się trzyma. Jak na razie wszystko ok. Aż tu nagle B spogląda
na kopertę i głosem nieco nieprzystającym do smutnej muzyki
obwieszcza „o jak szybko” – kamera pokazuje kopertę –
tadaaaam – towarzystwo ubezpieczeniowe 4 Life direct przysłało
list z „potwierdzeniem wypłaty”. I w tym momencie zaczyna się
mindfuck. B zachwala towarzystwo, że tanie, że Mama się
ubezpieczyła, że każdy do 85 roku życia może się ubezpieczyć
(bez badań lekarskich) – trochę dużo szczegółów jak na
pogrążoną w żałobie córkę (no ale z dnia na dzień coraz
lepiej). Nie mogło się obyć bez stwierdzenia, że„wypłata
bardzo mi pomoże przy tych wszystkich wydatkach związanych z
pogrzebem” Ale najlepsze ma dopiero nadejść: B zachwala
ubezpieczenie tonem akwizytora z dwudziestoletnim letnim stażem i w
pewnym momencie zwraca się do A (kobieta niemłoda): „powinnaś
się z nimi skontaktować”. Brakuje co prawda „bo też umrzesz, a
tak to przynajmniej nie obciążysz rodziny” – tym niemniej wisi
to gdzieś na obrzeżach dialogu.
Ale to dopiero połowa reklamy –
potem miły Pan lektor zachwala ubezpieczenia, a w pewnym momencie
raczy odbiorcę wyliczeniami: „koszt pogrzebu to nierzadko 16
tysięcy, zasiłek pogrzebowy to 4 tysiące” – w
tabelce jest jeszcze jedna liczba, której lektor nie czyta:
„brakująca kwota to dwanaście” Następnie lektor
namawia do wysłania SMS pod konkretny numer i obiecuje, że
wysyłający otrzyma informacje na temat ubezpieczenia i prezent
(biorąc pod rozwagę poziom reklamy – zapewne prezentem będzie
przycisk do papieru w kształcie trumienki z wygrawerowanym napisem
„umrzesz ch*u”). A na końcu najlepszy z możliwych slogan: „nie
zostawiaj bliskich z tym zmartwieniem!”
Morał z tego prosty – albo
ubezpieczenie albo rodzina pochowa Cię w skrzynkach po pomarańczach.
Druga z reklam jest jeszcze bardziej
„bezpośrednia”. Wyobraźcie sobie rodzinny obiad – Pani domu
(A) (nosząca żałobę) rozmawia z koleżanką (B) (albo siostrą –
nie wiadomo) – B zwraca się do A: „to pierwszy raz jak nie ma
z nami Jurka” – jest to bardzo dobry sposób na rozpoczęcie
rozmowy z kimś w żałobie – a nuż zapomniał? A opowiada jak to
brakuje jej żartów (zapewne męża), podczas, gdy B uznaje, że
granice bezczelności nie zostały jeszcze przekroczone i mówi:
„Musi ci być ciężko bez niego, i jeszcze te koszty związane z
pogrzebem, pomnikiem”. Idealny temat na „small talk”! Potem
okazuje się, że A czuje się coraz lepiej, a finansami się nie
musi martwić, ponieważ (tak, zgadliście) mąż miał ubezpieczenie
w 4 Life Direct!. Potem łamiącym się głosem mówi, że ona też
teraz ma, bo: „teraz już wie jakie to wsparcie dla bliskich”.
B mówi, że jej by pewnie nie przyjęli – A rozpoczyna gadkę
akwizytorską (faktycznie musi się już dobrze czuć, skoro ma
pamięć do takich pierdół) i na koniec znowu pełne wyczucia:
„powinnaś się z nimi skontaktować!” Końcówka taka sama jak w
poprzedniej: „nie zostawiaj bliskich z tym zmartwieniem”
Reklama jest niesmaczna, bezczelna i
jest najgorszym rodzajem szantażu emocjonalnego. Choć akwizytorzy
(a przepraszam, pogrążeni w żałobie członkowie rodzin)
przekonują, że oferta jest ważna dla ludzi w wieku od 40 do 85 lat
– reklama jest skierowana w stronę ludzi starszych. W każdym bądź
razie akwizytorzy zachęcają do tego starsze kobiety. Na takich
ludzi argumentacja o nieobciążaniu rodziny kosztami może
podziałać, bowiem człowiek starszy ma często wrażenie, że skoro
nie pracuje, nie jest samodzielny, to jest dla rodziny ciężarem –
jak mniemam pomysłodawca postanowił z tego skorzystać. Powinniśmy
się (jako odbiorcy) cieszyć z tego, że reklama jest tak subtelna –
w końcu mogły to być plansze z napisem „stary pryku, siedzisz na
utrzymaniu rodziny, chociaż po śmierci ich nie męcz!”.
Gdybym miał porównać tę reklamę do
czegoś, to porównałbym ją do cegły wrzuconej do mieszkania przez
okno – cegły zawiniętej w papier, a na papierze napis „wiecznie
żyć nie będziesz, więc może się ubezpiecz?”
Dodawanie komentarzy na YT zostało
zablokowane – zapewne dlatego, że ludzie bardzo pokochali firmę i
reklamę.
Ciekawostka – w reklamach pojawia się
informacja o tym, że składka miesięczna zaczyna się od złotówki
i że że dzięki temu nie obciąża budżetu starszego człowieka.
Wygrzebałem artykuł, w którym jak wół stało, że Jeżeli
65-letni mężczyzna chciałby się ubezpieczyć na 50 tys. zł (bo
na więcej nie może), to miesięcznie musi płacić aż
406 zł.
„Jeszcze korzystniejsze dla 4Life
Direct jest ubezpieczenie 75-latka. Co miesiąc musi on płacić
prawie 1,3 tys. zł, żeby jego rodzina po
śmierci dostała 50 tys. zł. „
W kontekście powyższego nie wiem po
co reklamodawca przechwalał się tą złotówką? Licząc na to, że
chęć „nie bycia ciężarem po śmierci” - sprawi, że starsza
osoba nie zorientuje się co do tego, że zamiast złotówki płaci
miesięcznie kilkaset złotych – albo i tysiąc? Jeśli kogoś
stać na tego rodzaju wydatek „dodatkowy”, to raczej nie
potrzebuje pomocy 4 Life Direct, żeby „nie zostawić bliskich z
tym zmartwieniem”, bo jest w stanie sam odłożyć pieniądze
(starsi ludzie tak mają)”
Mam propozycje dla następnych
towarzystw ubezpieczeniowych – poniżej znajdziecie mój autorski
scenariusz na spot – pomoże on wam nieco rozjaśnić trudną
tematykę związaną z pogrzebami. Wyobraźmy sobie kondukt
pogrzebowy, ludzie z poważnymi minami kończą składać wieńce na
grobie. W tle słychać muzykę pogrzebową. Nagle zamiast muzyki
pogrzebowej, nie wiadomo skąd, zaczyna lecieć „Always look on the
bright side of life” - a rodzina zmarłego zaczyna wiwatować,
skakać w powietrze i krzyczeć „miał ubezpieczenie! Nie
zostawił nas z tym zmartwieniem!”
Wydaje mi się, że byłaby to nieco
mniej obraźliwa forma reklamy niż ta wybrana przez 4 Life Direct
Materiały źródłowe:
Tym niemniej uprzedzam – filmiki mogą
być bardzo ciężkie w odbiorze.