Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DziennikarstFo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DziennikarstFo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 czerwca 2026

Hejterski Przegląd Cykliczny #140

No i znowu minęło trochę czasu od poprzedniego Przeglądu, tak więc jest trochę tematów do ogarnięcia. 


Zaczniemy od tematu, który w ZjednoczonoPrawicowej retoryce pojawia się co jakiś czas, a potem nagle znika, a partia (a razem z nią dziennikarze, którzy powinni wiedzieć lepiej) o nich zapomina. Co ciekawe, gdy temat ten po raz kolejny pojawia się w narracjach partii Kaczyńskiego, to przeważnie w zupełnie innym wydaniu. Tematem tym są zmiany ustrojowe, a konkretnie zaś Wielce Nagląca Potrzeba wprowadzenia tychże zmian. 

Na czym miałyby polegać te zmiany? Po pierwsze „tak”, a po drugie „to zależy”. A zależy od tego, jaki ustrój akurat Jarosławowi Kaczyńskiemu jest potrzebny. Teraz, na ten przykład Kaczyński i Nawrocki twierdzą, że całkiem spoko by było, gdyby w Polsce był ustrój prezydencki. Co ciekawe, Kaczyński wpadł na ten pomysł w sierpniu 2025 roku. Zupełnym przypadkiem pierwsze doniesienia na ten temat pojawiły się 7 sierpnia tegoż roku, czyli dzień po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego na Prezydenta RP. 

Jest to o tyle ciekawe, że w maju 2016 roku Jarosław Kaczyński w rozmowie z internautami stwierdził, że jego zdaniem w Polsce sprawdziłby się bardziej ustrój kanclerski (tl;dr – większość władzy w rękach Prezesa Rady Ministrów). Rzecz jasna – spora część PiSowców mu przyklasnęła. Przyznam szczerze, że o ile spięcie na linii Kaczyński-Duda w roku 2017 (weto, z którego tak po prawdzie niewiele wynikło) pamiętałem, ale dopiero internety mi podpowiedziały, że prawicowi komentatorzy widzieli, że już w 2016 trochę iskrzyło na linii Duda-Kaczyński (podobnież podpadł mu wypowiedzią na smoleńskich obchodach rocznicowych). 

Potem o całej sprawie zrobiło się cicho i temat ten nie został podniesiony nawet w 2017 roku (po wecie), ale wrócił w 2018 roku. Wtedy to w mediach pojawiły się artykuły o tym, że PiS przeprowadził ankiety wśród iluś tam konstytucjonalistów i z ankiet wyszło, że system kanclerski byłby lepszy. Jacek Sasin był gorącym orędownikiem zmian. Śmiem twierdzić, że w tym konkretnym przypadku powodem, dla którego PiS zajął się tą sprawą było to, że w połowie 2018 roku nie można było mieć pewności czy Andrzej Duda wygra kolejne wybory. Z kolei słupki sondażowe Zjednoczonej Prawicy były wtedy znacznie wyższe od Platformerskich (Nowoczesna zaś [tak, hehe, była kiedyś taka partia]) w sondażach zjeżdżała pod próg). 

Ale czekajcie, na tym się cała sprawa nie kończy, albowiem na samym początku 2010 roku PiS ogłosił, że jakby co, to oni by chcieli ustroju prezydenckiego (i to takiego na sterydach). Z jednej strony było to zrozumiałe, albowiem jeżeli chodzi o Sejm, to PiSowi bardzo nie szło, ale z drugiej strony z sondaży wynikało, że Lech Kaczyński nie ma szans na reelekcję. Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem to, że po katastrofie smoleńskiej i porażce wyborczej Jarosława Kaczyńskiego, temat tych konkretnych zmian ustrojowych został przez PiS zniknięty. 

Gdybym był złośliwy, to bym napisał, że aż dziw bierze, że w mediach nie pojawiały się artykuły pt. „Czy PiS jest dzisiaj za ustrojem kanclerskim, czy prezydenckim?” Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że znajduję fascynującym, że za każdym razem, gdy PiS podnosił temat konieczności zmian ustrojowych i zmiany ustroju na prezydencki, bądź też kanclerski, ekipa Kaczyńskiego produkowała całkiem sporo narracji i argumentów, przemawiających za koniecznością zmian. I ja wiem, że PiS jest znany z tego, że potrafi bardzo szybko robić zwroty o 180 stopni, ale to nie powód, żeby im tego nie przypominać, bo już raz im się udało w 2015 roku przekonać całe mnóstwo ludzi, że oni nie są już tym starym PiSem z 2007. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć, że trochę racji mieli, bo byli znacznie gorsi, ale to już szczegół. 

No dobrze, skoro temat rozbiegowo-wspominkowy mamy już za sobą, to teraz można przejść do innego. Takiego, który bardzo, ale to bardzo uwiera Koalicję Obywatelską. Chodzi, rzecz jasna, o sytuację w Szpitalu Południowym (uwaga natury ogólnej, ten kawałek tekstu będzie dotyczył kwestii finansowych – do tych, od których dzisiaj (pisałem ten kawałek Przeglądu 24-06-2026) wybuchł internet, odniosę się w drugiej kolejności. 


Na moment odłóżmy na bok kwestie etyczne. Odłożywszy je na bok, ja jestem w stanie zrozumieć to, że pewni ludzie są cwaniakami, którzy gdy tylko będą mieli taką możliwość – będą na ten przykład, eufemizując, „się dorabiać”. No po prostu niektórzy tak mają. Ale żeby będąc cwaniakiem nie wpaść na to, że jak się jest radnym, to się rok rocznie składa oświadczenia majątkowe i ktoś może do nich zajrzeć, to już trzeba być byłym radnym Koalicji Obywatelskiej. Co roku po internetach śmigają screeny oświadczeń majątkowych różnych polityków (i to niezależnie od barw partyjnych). Tym samym prawdopodobieństwo, że ktoś na to zwróci uwagę po publikacji oświadczeń majątkowych wynosiło równe 1. 


No, a jak już ludzie tam zajrzeli, to się potem okazało, że (były już) radny miał najprawdopodobniej dar bi (a kto wie czy nawet nie tri) lokacji. Gdy o wszystkim zrobiło się głośno, pan Kacprzyk, bo to o niego tu przecież chodzi, zrobił korektę faktur i po tych korektach zwrócił szpitalowi pół miliona złotych, które to pół miliona złotych szpital z kolei zwrócił jemu, bo nie bardzo było wiadomo jak to zaksięgować. Być może ja jestem w jakiś sposób uprzedzony do całej tej sprawy, ale wydaje mi się, że sam fakt zwrócenia tej kasy (tzn. próba jej zwrócenia) jest praktycznie równoznaczny z przyznaniem się do winy. Aczkolwiek różnie to bywa, bo Ryszard Czarnecki, który zwrócił PE część pieniędzy, które dostał w ramach niesłusznie naliczonych kilometrówek, uznał, że to w sumie zamyka sprawę, więc może były radny wyszedł z tego samego założenia. 


Bardzo szybko okazało się, że pieniądze są jedną płaszczyzną tej afery. Drugą płaszczyzną było to, że w jednym ze szpitali, w których pracował były już radny na SOR, przyjmowano w trybie przyśpieszonym ludzi powiązanych z obozem władzy. Mieli nawet osobny pokój, w którym mogli siedzieć sobie grzecznie i nie oddychać tym samym powietrzem, co plebejusze. 

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z raczej jednoznaczną sytuacją, ale okazuje się, że zdaniem pewnego wiekowego lekarza, w całej tej sprawie z pokojem VIP nie było nic zdrożnego, bo przecież jeżeli ktoś płaci wyższe składki, to powinien mieć lepszą „obsługę”. Per analogiam, ten kto płaci wyższe podatki powinien jeździć lepszymi drogami albo oddychać lepszym powietrzem. Gwoli ścisłości rodzaj argumentacji: „płacę wincyj, więc powinienem mieć przynajmniej jednoosobowy pokój w szpitalu” jest mi znany tak, więc nie byłem tym jakoś specjalnie zaskoczony. 


Gdyby nie kontekst, całkiem zabawne byłoby to, że najgłośniej w sprawie wyjątkowego traktowania przez OZ ludzi władzy krzyczą członkowie Zjednoczonej Prawicy, która przez 8 lat swoich rządów traktowała praktycznie całe państwo jak prywatny folwark. No, ale skoro swego czasu PSL mógł protestować przeciwko nepotyzmowi, to PiS może dzisiaj protestować przeciwko takim nadużyciom władzy. 

Odpryskiem sprawy warszawskiej był przypadek posłanki KO, Małgorzaty Pępek, która na badanie, na które plebejusze muszą czekać dwa lata,  czekała jedynie trzy tygodnie (no, ale może po prostu była promocja jakaś, nie wiem, nie znam się). Ponieważ ktoś w szpitalu się zorientował, że posłanka została potraktowana w sposób „specjalny” wysłał jej pismo, w którym stało, że nie da rady tego rozliczyć z NFZ. Posłanka następnie wystosowała kilka interpelacji, w których krytykowała szpital. 


Gdy o całej sprawie dowiedział się Kanał Zero i skontaktował się z posłanką, posłanka stwierdziła, że ona to tak w ogóle żałuje, że tego sobie nie ogarnęła prywatnie, bo same problemy. Gdybym był złośliwy (a jak wiecie, nie jestem) to pewnie bym w tym miejscu napisał coś w rodzaju: też mi się wydaje, że posłanka mogła ogarnąć to prywatnie, szczególnie w kontekście tego, że według jej oświadczenia majątkowego za rok 2025 miała ponad ćwierć miliona oszczędności w gotówce. 

O tym, w jaki sposób elity polityczne w naszym kraju myślą o państwie świadczy to, że politycy PARTII RZĄDZĄCYCH zdając sobie doskonale sprawę z tego, że w OZ brakuje pieniędzy (a przez to robią się kolejki do badań, specjalistów/etc.) zamiast spróbować coś z tym zrobić po to, żeby wszystkim nam było lepiej, skupiają się na tym, żeby lepiej było tylko im. I znowuż, zapewne niektórzy ludzie tak mają i nie powinienem się temu dziwić. Niemniej jednak, jeżeli popatrzymy na to przez pryzmat pragmatyzmu politycznego, to bramka nr 1 (poprawienie sytuacji tak, żeby wszyscy na tym skorzystali) byłaby kampanijnym samograjem. Z drugiej zaś strony, gdy ten czy owy zostanie złapany na tym, że się wcina w kolejkę (albo zamykają pół szpitala, żeby komuś innemu zrobić zabieg), to jego partia polityczna na tym jednakowoż nie zyskuje. 


No ale musimy pamiętać, że żyjemy w kraju, w którym od pierdyliona lat tłumaczy się obywatelom, że podatki są karą dla zaradnych, a pieniędzy na to, czy owo by wystarczyło bezproblemowo, gdyby nie to, że „administracja je przeżera”. Jeżeli ktoś jest ciekawy jak to wygląda w innych krajach, to polecam zestawienie wydatków na OZ w Niemczech z naszymi. No i jak się w takim kraju żyje, to nie można powiedzieć: ok, sytuację w OZ można poprawić, ale potrzeba na to pieniędzy, bo po tylu latach urawniłowki taka deklaracja jest praktycznie równoznaczna z politycznym samobójstwem.

Za to można opowiadać bzdury o tym, że jak obniży się podatki, to państwo na tym w sumie nawet zyska i nadal być uznawanym za eksperta od finansów, no ale znowuż, to tylko dygresja. Nawiasem mówiąc, po tej aferze można być pewnym, że gdyby ktoś podniósł argument o podniesieniu nakładów na OZ, to pewnie by się dowiedział, że pieniędzy w OZ brakuje dlatego, że cwaniaki kradną/etc. 


No dobrze, ponieważ ta konkretna warstwa tektoniczna Przeglądu zmierza ku końcowi trzeba się zająć czymś jeszcze. Tym czymś jest fakt, że we wtorek (23-06-2026) sygnalista dr Emil Jędrzejewski w programie w Kanale Zero powiedział, że w Szpitalu Południowym giną ludzie i że wszyscy w tym szpitalu o tym wiedzą. 


Przyznam szczerze, że choć wiedziałem co chce napisać, to jednak spędziłem parę długich chwil wpatrując się w migający na ekranie kursor. Bo ja to widzę w ten sposób, że nie miałbym absolutnie żadnych problemów z uwierzeniem w to, że w szpitalu zmarł pacjent i ktoś kogoś z tego tytułu kryje. Tyle, że pan doktor Jędrzejewski prócz jednej bomby, zdetonował również drugą i powiedział, że o tym wie cały szpital. Jak wspomniałem przed momentem w to, że parę osób mogłoby kogoś kryć w przypadku zgonu pacjenta jestem w stanie bezproblemowo uwierzyć. Jednakowoż mam spore problemy z uwierzeniem w to, że ofiar było więcej, cały szpital wiedział (ok, wiem, że to jest tylko taka wypowiedź i nie chodziło o to, że dosłownie każdy pracownik był tego świadomy) i absolutnie nikt się nie „wysypał”. 

Nikt nie złożył anonimowego zawiadomienia do prokuratury/na policję (uwaga po raz drugi odpalam capslocka) ALBO DO MEDIÓW? Nikt nie został sygnalistą. Ktoś może powiedzieć: no hola, a dr Emil? No dobrze, ale nieśmiało przypominam, że ów o tym opowiedział dopiero wtedy, gdy o szpitalu zrobiło się głośno ze względu na lekarza milionera. Mam rozumieć, że w szpitalu panowała tak silna omerta, że nawet szeregowi pracownicy (ci którzy wiedzieli) doszli do wniosku, że w razie czego pójdą na dno wraz z okrętem? A może się bali? No litości, jeżeli, jak twierdzi Jędrzejewski o tym, co się tam dzieje, wiedziała kupa ludzi (i była to wina jednego człowieka), to po anonimowym doniesieniu praktycznie nie byłoby możliwości ustalenia kto to zrobił. 


Poza tym jest jeszcze jedna kwestia, która trochę mi nie daje spokoju. Otóż, Stanowskiego powiedział, że dr Jędrzejewski miał go zapytać o to, czy zdaniem Stanowskiego rodzina doktora będzie bezpieczna. Czyli cała sprawa ma wyglądać tak, że sygnalista boi się o bezpieczeństwo swojej rodziny, ale ten sam sygnalista zamiast np. spróbować powiadomić służby (służby, a nie Trzaskowskiego, na litość nieistniejącego bytu transcendentnego) albo zadbać o to, żeby informacji, które przekazuje mediom, nie można było łatwo z nim powiązać – siada przed kamerami i opowiada o całej sprawie. Potem zaś oznajmia (poprzez Stanowskiego), że z żadnymi mediami już nie będzie rozmawiał. Na końcu zaś, nie odpowiada na pytania prokuratury. 

I ja wiem, że miało tam chodzić o to, że nie miał ze sobą pełnomocnika, ale znowuż, wydaje mi się, że pierwszą rzeczą, którą zrobiłby sygnalista mający informacje tej wagi, byłoby pogadanie z jakimś papugiem o tym „jak się z tego wszystkiego wykręcić” i generalnie miałby jakiegoś papuga ogarniętego właśnie na wypadek rozmowy z prokuraturą albo policją. Jak na mój gust bardziej tu chodziło o uniknięcie kłopotów z tytułu artykułu 233 Kk. Gdyby nie kontekst, zabawnym mogłoby być to, że może się zdarzyć, że Stanowski właśnie trafił na własną Natalię Janoszek. 


EDIT już po napisaniu powyższego kawałka Przeglądu okazało się, że prokuratura od maja 2026 prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości w prosektorium w Szpitalu Południowym. Co prawda prokuratura oświadczyła, że przypadki, które analizują nie mają nic wspólnego z tym, o czym mówił dr Jędrzejewski, ale prawicowy komentariat wie lepiej i już widziałem komentarze w rodzaju (uwaga będzie capslock ze względu na wagę problemu!) SKORO TO BYŁO 20 OSÓB W JEDNYM SZPITALU W WARSZAWIE TO POMYŚLCIE ILE TAKICH PRZYPADKÓW BYŁO W CAŁEJ POLSCE. 


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty

Kolejnym tematem, o którym ostatnio było głośno to coś, co trochę przypomina skecz Monty Pythona o „głupich krokach”. Tyle, że w tym przypadku chodzi o głupie kroki natury dyplomatycznej. Jak się pewnie domyślacie chodzi o gigantyczne spięcie dyplomatyczne na linii Polska-Ukraina. Największym absurdem jest w tym przypadku to, że wszyscy zaangażowani w ten konkretny konflikt powinni „wiedzieć lepiej”. 


Zaczęło się od tego, że prezydent Zeleński nazwał jedną jednostkę imieniem „bohaterów UPA”. W tym miejscu pora na kolejną dygresję. Ukraińskie władze muszą mieć swoich osintowców, zaś ukraińscy osintowcy (dla niezorientowanych OSINT: Open Source Intelligence, czyli po polskiemu „biały wywiad”) muszą wiedzieć, jakie w Polsce panują nastroje. Muszą również wiedzieć o tym, jakie narracje skrajna prawica produkowała od początku konfliktu („UPAina” „Upainizacja”/etc.). Musieli też wiedzieć czym skrajna prawica nas straszy (drugim Wołyniem/etc.). W kontekście powyższego nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nikt na żadnym etapie tej całej sprawy nie zaciągnął hamulca ręcznego i nie powiedział „słuchajcie, to chyba nie jest najlepszy pomysł i będzie z tego przypał”. 

Wiadomym było, że polskie władze będą musiały na to w jakiś sposób zareagować. Można było to spróbować ogarnąć jakoś zakulisowo i po prostu dać do zrozumienia stronie ukraińskiej, że co prawda mogą sobie wybierać swoich bohaterów (tak przynajmniej twierdził kilka lat temu zawiadowca IPN [nie zgadniecie czym się teraz zajmuje]), ale my tu mamy problem, bo ruska propaganda się nam rozlała po infosferze i generalnie nastroje są takie, a nie inne. Można było również zakulisowo dać znać stronie Ukraińskiej, że trochę to jednak „not cool”. 


No ale można było również zagrozić odebraniem Zeleńskiemu Orderu Orła Białego. O ile mnie pamięć nie myli, chyba nikt wprost nie powiedział „albo zmienisz nazwę, albo Ci odbierzemy ten order”, ale samo opóźnienie ze strony Batyra mocno to sugeruje. Jeżeli ktoś obserwował dotychczasowe działania Zełeńskiego, to taki ktoś na pewno zauważył, że nie jest to osoba, która „łatwo poddaje się presji”. 

Nazwy nie zmieniono, a order odebrano. Ponieważ prezydent Ukrainy zareagował tak, że po prostu odesłał ten, order nasza prawica, która bardzo kocha Ukrainę, zaczęła się domagać zwrotu sprzętu wojskowego, który daliśmy Ukrainie. Potem sprawa eskalowała, bo ordery zwrócili wcześniejsi ukraińscy prezydenci. Warto wspomnieć o tym, że fanpejdże prawicowych polityków zawalone były czymś w rodzaju „dej serduszko, jeżeli uważasz, że Karol Nawrocki dobrze zrobił”. Następnie okazało się, że Konferencja Odbudowy Ukrainy z racji tego ile osób oznajmiło, że na nią nie przyjedzie, niemalże zmieniła się w „Libację na skwerku”. 


Chciałbym w tym miejscu wspomnieć również o tym, że człowiek, którego całkiem sporo dziennikarzy (i nie tylko) uważa za genialnego stratega (aka Jarosław Kaczyński) tak bardzo chciał zaistnieć, że oznajmił, że on też odda Ukrainie order, który kiedyś dostał od Zełeńskiego. Do pełni szczęścia brakowało jedynie tego, żeby powiedział, że gdy był w Kijowie w 2022 to co prawda zjadł tam posiłek, ale potem dostał biegunki. 

A najgorsze jest to, że póki co, żadna ze stron nie próbuje, no nie wiem, DEESKALOWAĆ?  Nie rozumiem jaki był masterplan prezydenta Ukrainy. Rozumiem natomiast jaki jest masterplan PiSu, który najpierw nie potrafił walczyć z rosyjskim dezinfo i ze szczuciem na Ukraińców, a potem się do tego po prostu przyłączył, bo PiSowcy widzą, że to trenduje w soszjalach. To, że jedynym państwem, które bardzo cieszą każde spięcia na linii Polska – Ukraina jest Rosja, jakoś im umyka. A może i nie umyka, bo przecież administracja Trumpa wysyłała wcześniej od cholery sygnałów, że w sumie to z Rosją można by dokonać resetu (teraz akurat jest inaczej, ale Trumpiści specjalnie stali w uczuciach nie są). Ponieważ zaś Zjednoczona Prawica na żaden temat nie ma zdania, które nie zgadzałoby się ze zdaniem administracji Trumpa, to różnie może być. 


Jakiś czas temu Karol Nawrocki chciał, żeby w Polsce przeprowadzono referendum. Pytanie referendalne było tak skonstruowane, że student pierwszego (w porywach trzeciego) roku socjologii zostałby wyśmiany przez prowadzącego ćwiczenia za ułożenie niejednoznacznego gniota o sugerującej („prawidłową” odpowiedź) treści. Senat mu ten pomysł utrącił (czego niestety nie zrobił wtedy, gdy Komorowski sobie wymyślił, że może jak rozpisze referendum, bo nie przegra wyborów prezydenckich). 

PiSowcy tedy zaczęli lamentować, że ta władza jest zła i że w ogóle się nie przejmuje tym, co mają do powiedzenia Polacy. Ci sami PiSowcy, którzy wytarli sobie wiadomą część ciała prawie bańką podpisów pod wnioskiem o rozpisanie referendum w sprawie likwidacji gimnazjów. Tenże sam PiS, który chwalił Andrzeja Dudę (jeszcze kandydata na prezydenta) za to, że ten powiedział, że referenda są ważne i że gdy zbierze się milion podpisów, to referendum powinno być obligatoryjne. No ale z drugiej strony – 910 tysięcy podpisów to nie milion, więc może PiS miał rację... 


A, byłbym zapomniał o tym, że USA prowadziło wojnę z Iranem i tak bardzo ją wygrało, że póki co wszystko wskazuje na to, że Iran dostanie między innymi 300 miliardów dolarów, a USA nie osiągnęło żadnego ze swoich celów. MAGA na pełnej, nieprawdaż? Gwoli ścisłości, jedna z pociech Trumpa chwaliła swojego papę za to, że dzięki jego działaniom cena paliwa w USA spada. O tym, że nawet po spadkach jest wyższa, niż ta „przedwojenna”, rzecz jasna pociecha Trumpowa zapomniała wspomnieć. 

No dobrze, wróćmy do tematyki referendalnej. Otóż, w przysłowiowym międzyczasie w Krakowie odbyło się referendum, w trakcie którego odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Nie będę się tu rozpisywał na temat przyczyn, dla których go odwołano, bo w Krakowie ostatni raz mieszkałem w trakcie studiów, a od tamtej pory minęło sporo czasu i nie orientuje się w tamtejszej polityce tak dobrze, jak orientowałem się kiedyś. Niemniej jednak nie będzie przesadą gdy napiszę, że Miszalski został odwołany dlatego, że wkurzył zbyt dużo osób. 


W Jednostkach Samorządu Terytorialnego sprawa jest raczej prosta: jeżeli jesteś lubianym włodarzem, to żadne referendum ci niestraszne. Bo tak się jakoś składa, że gdy się wybiera włodarza, to głosuje się bardziej na osobę, niż na partię polityczną (o ile dana osoba stratuje z list jakiejś partii, a nie ze swojego własnego komitetu). Znamienne było to, że PiS, który dwukrotnie zdobył samodzielną większość parlamentarną w wyborach do Sejmu, nie potrafił znaleźć na tyle ogarniętych kandydatów, żeby przełamać dominację KO w dużych miastach. Gwoli ścisłości, poprzez „ogarniętego” kandydata rozumiem takiego, którego ludzie będą po prostu lubić, a nie głosować na niego ze względu na to, że inni kandydaci zostaną zmieleni przez czarny PR/etc. 

No więc, Miszalski został odwołany. Co to teraz w Krakowie będzie? Ano kolejne wybory, w których niebagatelną rolę odegra Łukasz Gibała. Jak napisałem przed momentem, już od dawna nie mieszkam w Krakowie, ale gdy tam mieszkałem i studiowałem, mogłem sobie poobserwować działania tego jegomościa. Może inaczej to ujmę: to nie tak, że ja się mu jakoś specjalnie przyglądałem, po prostu jegomość się bardzo chętnie udzielał publicznie, a jego podobizny potrafiły się pojawiać w bardzo wielu miejscach w dość, ahem „nieoczekiwanych kontekstach”. 


Przykładowo w 2011 (wcale nie był to rok wyborczy) w Krakowie zorganizowano duże badania pt. „Kierunek Kraków”, w trakcie których pytano Krakowian o różne sprawy związane, nie zgadniecie z którym miastem. Zupełnym przypadkiem, na outdoorze promującym tę akcję znajdowała się podobizna Łukasza Gibały, który, również zupełnym przypadkiem, sfinansował tę cała akcję. Kolejny przypadek polegał na tym, że trochę was okłamałem, bo 2011 to jednak był rok wyborczy i co prawda Łukasz Gibała twierdził, że jego akcja nie ma nic wspólnego z wyborami, to jednak PKW miała inne zdanie na ten temat i Gibała musiał swoje billboardy pościągać.   

Dwa lata później trafiłem zupełnym przypadkiem na artykuło-wpis-na-blogu Łukasza Gibały, który nosił tytuł „Usuńmy socjalizm z Kodeksu Pracy”, w którym to artykule autor tłumaczył, że powinno się wywalić z wyżej wymienionego kodeksu przedemerytalny okres ochronny i że jeżeli to zrobimy, to ludzie w wieku przedemerytalnym na tym tylko i wyłącznie skorzystają. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że gdy tworzył to wiekopomne dzieło był członkiem zarządu Twojego Ruchu (aka Ruch Poparcia Palikota 2.0). 


Następnie zapragnął być prezydentem Krakowa i trzy razy z rzędu startował w wyborach na urząd prezia w tymże mieście (za trzecim razem prawie mu się udało). W 2016 usiłował zorganizować referendum, żeby odwołać Majchrowskiego, ale nie pykło (był problem z podpisami, tzn. niby się mu udało zebrać, ale okazało się, że z 87 tysięcy zebranych podpisów prawie 39 tysięcy było nieprawidłowych). Kampania referendalna kosztowała go wtedy prawie 800 tysięcy złotych, ale jak sam potem powiedział, nie żałuje wydania tych pieniędzy. Dla porównania, akcja „kierunek Kraków” kosztowała jakieś 400 tysięcy.  

I znowuż, mieszkańcem Krakowa nie jestem i może patrzę na to jakoś nie tak jak trzeba, albo może jestem uprzedzony do „walczącego z socjalizmem w Kodeksie Pracy” jegomościa, ale jak na mój gust wygląda to trochę tak, jak gdyby ktoś, kto ma bardzo dużo pieniędzy bardzo chciał zostać prezydentem i bardzo prawdopodobnym jest scenariusz, w którym za czwartym razem mu się to uda. Można by rzec, że impossible is nothing (o ile kogoś, rzecz jasna, stać). 


Pamiętacie tego kolegę, który był skrajnym przypadkiem edgelorda, ale mimo tego miał całkiem spore grono fanów, którzy tłumaczyli, że no może i czasami przegina, ale przynajmniej nie bawi się w poprawność polityczną? Co ciekawe, za każdym razem gdy koledze zdarzyło się przegiąć do tego stopnia, że nawet część fanów zwracała uwagę na to, że jednak trochę niefajnie się zachował, kolega odpowiadał, że on tak wcale nie myśli i że to tylko taka metafora i pastisz. Ten kolega ma teraz najbardziej zasięgową telewizję internetową i nazywa się Krzysztof Stanowski. 

Chodzi mi, rzecz jasna o jego (wybaczcie eufemizm) wyrzyg pod adresem urzędniczki skarbowej, która nałożyła na pizzerię mandat za złą stawkę VAT na pizzę z krewetkami. Znamienne jest to, że erupcja pastiszu i metafory została wyprodukowana pod adresem urzędniczki, a nie pod adresem ustawodawcy, który wprowadził egzekwowany przez nią przepis. No ale to chyba nie powinno nikogo dziwić, bo to wszak Krzysztof „może i ten PiS to coś kiedyś zrobił, ale ja nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem, ale KO i jej koalicjanci to teraz już srogo przeginają” Stanowski, a przepis, o który poszło, został wprowadzony w 2020 roku (o ile mnie pamięć nie myli). 


Ponieważ to był ten przypadek, w którym koleg, a przepraszam Krzysztof Stanowski przegiął i musiał się tłumaczyć ze swoich słów (nie będę ich cytował, bo i tak wszyscy wiedzą, o które słowa chodzi), a przepraszam, z pastiszu i metafory. Wydaje mi się, aczkolwiek nie mam pewności, bo specjalistą ds. Stanowskości nie jestem, że pan Krzysztof doszedł do wniosku, że w odbiorze społecznym ten przypadek jest taki sam, jak ten sprzed ładnych paru lat, kiedy to dwie urzędniczki najpierw wyprosiły od typa z warsztatu wymianę żarówki, a potem dały mu mandat za brak paragonu. No ale nie pykło, więc trzeba było zagrać kartę „pastisz i metafora”. 
 

Natomiast w sytuacjach, w których metoda na pastisz i metaforę nie działa, zawsze można się tłumaczyć gapiostwem. Tak tłumaczył się żołnierz, uniewinniony przez sąd za strzelanie na granicy. Tzn. nie tłumaczył się ze strzelania (bo sąd uznał, że żołnierz miał prawo zrobić to, co zrobił), ale z tego, że do sądu założył koszulę kapeli „honor” (celowo napisałem to małą literą), która to kapela miała z honorem tyle wspólnego, ile Prawo i Sprawiedliwość z prawem i sprawiedliwością, a Koalicja Obywatelska z... i już chyba wiecie, w którą stronę to zmierza.   


Co się zaś tyczy samej koszulki, to okazało się (dzięki Kanałowi Zero), że ów żołnierz ją kiedyś dostał w prezencie, wrzucił do szafy i potem szybko założył idąc do sądu, nie zwracając uwagi na to, co tam jest. Przykro mi, ale bullshitometr wywaliło u mnie z hukiem eksplodującej ruskiej rafinerii. A, byłbym zapomniał, pan żołnierz dodał również, że jeżeli ktoś się poczuł urażony, to on jest gotów przeprosić. Niestety nie możemy jeszcze zatrzymać karuzeli śmiechu, bo wyszło na to, że redaktorka Joanna Pinkwart, która przeprowadzała wywiad z tym żołnierzem, chyba mu uwierzyła (albo udawała, że uwierzyła, ale w sumie to na jedno wychodzi). 

No dobrze, ale czemu tak właściwie ja nie wierzę temu biednemu żołnierzowi? Po pierwsze dlatego, że jakoś mi się nie chce wierzyć, żeby założył jakąś randomową koszulkę idąc do sądu. No bo tak się składa, że fotki w tej koszulce nie cyknięto mu gdy szedł w podartych dresach i klapkach ze śmieciami. Po drugie mamy uwierzyć w to, że dostał tę koszulkę od jakichś zupełnie przypadkowych ludzi i on zupełnie nie wiedział co na niej jest nadrukowane? Po trzecie: po prostu wrzucił ją do szafy i gdy ją założył przed wyjściem do sądu nie przyszło mu do głowy sprawdzić, co to w ogóle za nadruk. Po czwarte, nawet Stanowski miał bekę z tego tłumaczenia. NAWET ON. Moim skromnym zdaniem pan żołnierz dostał tą nieprzypadkową koszulkę od bardzo nieprzypadkowych ludzi i przypadkiem również nie było to, że założył ją do sądu.  

Jeżeli zaś chodzi o przypadki, to trochę podobnie było z Bąkiewiczem, który patrolując granicę skręcił nie tam, gdzie trzeba i chwilę później razem z funflami usiłował postawić krzyż (który też miał przy sobie przypadkiem), w zupełnie przypadkowym miejscu. Dobra, bo już mnie te przypadki męczą, więc ad meritum. Bąkiewicz wraz z ziomeczkami bardzo chciał zrobić event, ale chyba nie do końca przekalkulował sobie to, że niemiecka policja jednak trochę inaczej ogarnia pewne tematy niż Polska (która Bąkiewiczowi pozwoliła na bardzo wiele). 

O ile przekonany jestem o tym, że Bąkiewicz chciał sprowokować niemiecką policję, żeby go poszarpali, to chyba jednak nie liczył się z tym, że zostanie profesjonalnie zglebowany i zawinięty. Może inaczej to ujmę, są ziomeczki, które lubią się bić z policją i nie przeszkadza im to, że czasami to oni dostają po mordzie. Bąkiewicz takim ziomeczkiem nie jest. 

Rzecz jasna, PiS potem usiłował budować spin, że „złe Niemce prześladujo Polakuf” i gdzie jest MSZ, ale cała ta sprawa rezonowała kiepsko nawet po prawej stronie (a u normików reakcją przeważnie była beka). Co się zaś tyczy samego eventu, to to jest coś, co po angielsku można by było nazwać „weaponized faith” (nie wiem jak to przetłumaczyć na polski). W telegraficznym skrócie chodzi o to, że ktoś np. robi spęd modlitewny w celu zablokowania czegoś, co mu się nie podoba i gdy modlitewny spęd jest przepędzany (no bo coś przecież blokuje), to podnosi się lament, że ONI SIĘ TYLKO MODLĄ. 

Z Bąkiewiczem jest podobnie, bo on przecież chciał TYLKO POSTAWIĆ KRZYŻ. Co prawda nie miał na to żadnej zgody (i został o tym poinformowany przez policję niemiecką, ale kogo to w ogóle obchodzi). Jestem autentycznie ciekaw, jak zareagowałaby krzyż-prawica, gdyby ktoś użył jej własnych czarów przeciwko niej i na ten przykład zaczął stawiać krzyże przed drzwiami biur poselskich prawicowych polityków. Albo gdyby ktoś modląc się utrudniał im organizowanie ich własnych eventów. Zapewne bardzo szybko dowiedzielibyśmy się tego, że jest to instrumentalne traktowanie wiary i jak tak w ogóle można i że to skandal. Sekundę później wypowiedziałby się w tej sprawie polski Kościół i dowiedzielibyśmy się, że oni sobie nie życzą tego, żeby ktoś tak traktował krzyż. 


I tym, nie wiadomo jakim akcentem kończę powyższy Przegląd. 

Źródła:

https://wiadomosci.wp.pl/kaczynski-i-nawrocki-chca-nowego-ustroju-znamy-wstepny-plan-7186760627538528a

https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,198012,32754737,nawrocki-proponuje-system-prezydencki-niemal-polowa-polakow.html

https://wiadomosci.wp.pl/pis-wprowadzi-w-polsce-system-kanclerski-musimy-zdecydowac-czy-chcemy-miec-silnego-premiera-6027385888732289a

https://trojka.polskieradio.pl/artykul/1608542,jaroslaw-kaczynski-i-andrzej-duda-w-konflikcie

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/eksperci-radza-pis-lepszy-bylby-system-kanclerski/kld2s88

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/sondaz-ibris-dla-onetu-poparcie-dla-partii-politycznych-w-czerwcu-2018-roku/448gsy4

https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1303036%2Csondaz-pis-z-ponad-50-procentowym-poparciem.html

https://tvn24.pl/polska/pis-za-superprezydentem-nowy-projekt-konstytucji-ra121974-ls3578526

https://tvn24.pl/polska/kaczynski-wygrywa-sondaz-prezydencki-ra124860-ls3579698

https://zero.pl/news/ujawniamy-jak-pracowal-28-letni-lekarz-milioner-sprawa-dawida-kacprzyka

https://oko.press/na-zywo/na-zywo-relacja/lekarz-milioner-stworzyl-salonik-vip-dla-politykow

https://www.rynekzdrowia.pl/Prawo/Ruch-Kacprzyka-po-zwolnieniu-Zwrocil-szpitalowi-500-tys-zlotych,285597,2.html

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kacprzyk-nie-oddal-pieniedzy-szpitalowi-srodki-zostaly-zwroc,nId,23503862

https://wpolityce.pl/polityka/705488-doniesienia-gw-ws-czarneckiego-prezes-pis-komentuje

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-trzy-tygodnie-zamiast-dwoch-lat-poslanka-ko-ominela-kolejke,nId,23503570

Oświadczenie majątkowe pani posłanki Pępek:

https://orka.sejm.gov.pl/osw10.nsf/0/A21C34BE03FB700BC1258DE80044A107/%24File/OSW103_287.pdf

https://polskieradio24.pl/polska/afera-w-szpitalu-poludniowym-wszystko-co-wiemy-do-tej-pory

https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Caly-zarzad-odwolany-Stery-Szpitala-Poludniowego-przejmie-ekspertka-od-audytow,285614,1.html

https://dorzeczy.pl/opinie/905791/stanowski-gdy-wylaczono-kamery-jedrzejewski-zadal-jedno-pytanie.html

https://tvn24.pl/swiat/jednostka-wojskowa-imienia-bohaterow-upa-msz-ukrainy-zabralo-glos-st9073716

https://dorzeczy.pl/kraj/905287/nawrocki-odebral-zelenskiemu-order-orla-bialego-leskiewicz-ujawnia-kulisy.html

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-bol-nie-powinien-oslepiac-byli-prezydenci-ukrainy-oddaja-ord,nId,8091000

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-kaczynski-zwroci-order-ukraincom-wyraz-lojalnosci,nId,23505045

https://www.rmf24.pl/fakty/polityka/news-nawrocki-nie-odpuszcza-bedzie-drugi-wniosek-o-referendum,nId,8087416

https://dzieje.pl/edukacja/sejm-przeciw-uchwale-o-referendum-ws-reformy-systemu-oswiaty

https://samorzad.pap.pl/kategoria/aktualnosci/aleksander-miszalski-odwolany-z-urzedu-prezydenta-miasta-krakowa-rada-zostaje

https://wyborcza.pl/7,75398,9962499,posel-gibala-sciaga-billboardy-a-pis-zawiesza-swoje.html

Jeżeli ktoś ma mocne nerwy, to niech przeczyta ten onetowy „wywiad” z Gibałą, ja nie dałem rady:

https://wiadomosci.onet.pl/krakow/kierunek-krakow-pierwsze-wnioski-lukasza-gibaly/ew63xwy

https://blogi.natemat.pl/85919,usunmy-socjalizm-z-kodeksu-pracy

https://samorzad.pap.pl/kategoria/wybory/krakow-bez-zmian-40-tys-blednych-podpisow-pod-wnioskiem-o-referendum

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,20958910,lukasz-gibala-wydal-778-tys-zl-na-kampanie-ws-odwolania-prezydenta.html

https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,32821546,zolnierz-przyszedl-do-sadu-w-koszulce-neonazistowskiego-zespolu.html

https://www.donald.pl/artykuly/ofHFZ5vk/uniewinniony-zolnierz-tlumaczy-ze-koszulke-zalozyl-pierwsza-lepsza-ma-ukrainskie-korzenie-a-imigranci-byli-zadowolenihttps://x.com/jpinkwart/status/2060104934633132111

https://www.dw.com/pl/skandal-w-berlinie-z-b%C4%85kiewiczem-to-m%C3%B3wi-policja/a-77585455


poniedziałek, 9 lutego 2026

Trumpachołki

 Tak na samym początku tej gawędy pozwolę sobie zauważyć, że z racji tego, że współautorzyłem „TrumPolaków” i akurat na mnie trafiło wklepywanie literek w rozdziale poświęconym Zjednoczonej Prawicy, powinienem być mniej więcej przygotowany na to, jak będą się zachowywać politycy tej formacji w trakcie drugiej kadencji Trumpa. No i przygotowany co prawda byłem, ale muszę przyznać, że ich nie doszacowałem.  Tak nawiasem mówiąc, nie tylko Zjednoczona Prawica się w ten sposób zachowuje, ale ona zachowuje się „najbardziej”, więc to nad nią się będę pastwił. 

Wiecie, ja się już dawno temu zdążyłem przyzwyczaić do tego, że politycy partii Jarosława Kaczyńskiego tłumaczą mi, że gdy Trump coś powiedział, to na pewno miał co innego na myśli i że jego prezydentura będzie dla nas dobra (aczkolwiek tu może chodzić o to, że PiSowcy pisząc „nas” mieli na myśli samych siebie), że jesteśmy partnerem dla USA pod wodzą Trumpa. Ale nawet biorąc pod rozwagę to moje „przyzwyczajenie” muszę przyznać, że to, co się właśnie odjebuje, jest dla mnie lekkim zaskoczeniem. No, ale po kolei.

Zacznijmy od tego, że Zjednoczona Prawica to partia, która na wszelkie możliwe sposoby odmieniała „suwerenność” i podkreślała, jak to „ci oni” sprawiali, że nam tu w innych językach narzucali, co mamy myśleć i robić. Że (acz to za czasów pierwszych rządów PiSu) wszystkie poprzednie rządy prowadziły politykę zagraniczną na kolanach. Że my tu teraz wszystkim pokażemy. Że Polska wstaje z kolan. Warto w tym miejscu wspomnieć, że obie kadencje rządów Zjednoczonej Prawicy upłynęły pod znakiem wywoływania konfliktów na linii Polska – Każdy Kraj Europejski, Który Miał Czelność Nie Bić Pokłonów Przed Jarosławem Kaczyńskim i Jego Geniuszem. Rzecz jasna politycy tej formacji tłumaczyli, że tu chodzi o asertywność, ale to nie była żadna asertywność – to było darcie mordy i testowanie cierpliwości naszych unijnych partnerów. 

Dodajmy do tego kolejny element. Wizerunek Batyra, budowany przez Zjednoczoną Prawicę, wyglądał mniej więcej tak: patrzcie na tego naszego charakternego ziomka. Jak było trzeba to i pralkę przeniósł. Wcześniej się napierdalał pod lasem z innymi ziomkami i się nie bał. Teraz chodzi na siłkę non stop. No, to jest najbardziej męski z mężczyzn, jakiego kiedykolwiek Polska ziemia nosiła! On się nie będzie bał niczego i nikogo. Nie to, co ten goguś Trzaskowski, który będzie się we wszystkim słuchał Tuska. Nawrocki nie będzie słuchał nikogo, bo to aż tak bardzo prawilny ziomek. Ten wizerunek był podtrzymywany przy pomocy kopaniny po jajach na linii Batyr – koalicja 15 października. 

Ok, skoro wstęp mamy już zarysowany, to możemy przejść do meritum, czyli do tego, co się ostatnimi czasy dzieje. Zacznijmy od tego, co Trump powiedział na temat NATOwskiej pomocy w Afganistanie. I tu też by się przydała odrobina kontekstu. To nie jest tak, że Trump nagle zaczął się źle wypowiadać na temat NATO. To nie było tak, że Stabilny Geniusz i specjalista od szachów 10D, przez pierdylion lat chwalił Pakt Północnoatlantycki i raz miał gorszy dzień i powiedział, że żołnierze innych krajów NATOWskich w Afganistanie siedzieli na dupach i nic nie robili. Wszyscy wiemy, jakie zdanie ma Trump na temat sojuszu (idealnie oddaje to udostępnienie przez Trumpa wpisu jakiegoś randoma, który twierdzi, że wrogiem USA nie są Chiny i Rosja, ale NATO właśnie), wiadomo więc, że opowiadanie bzdur na temat wojsk sojuszniczych jest po prostu logiczną konsekwencją (o ile w przypadku Trumpa w ogóle można mówić o jakiejkolwiek logice) tego, co robił wcześniej. 

Wydawać by się więc mogło, że taka wypowiedź powinna wywołać reakcję partii, która wcześniej opowiadała o tym, że murem za polskim mundurem, że Polska najważniejsza i że nie będą nam tu/etc./etc. No i wywołała, tylko, że reakcja ta była żenująca. Najpierw Batyr napisał na swoim koncie na Eloneksie, że jakby kto pytał, to polscy żołnierze są dzielni i waleczni i nigdy o tym nie zapominajmy. To samo napisał po angielsku. Jak przystało na charakternego ziomka, który nikogo i niczego się nie boi – ani Trumpa w swoim wpisie nie otagował, ani też o nim nie wspomniał. Dla porównania premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, wjechał na pełnej i zaczął się domagać od Trumpa przeprosin i się tych przeprosin bardzo szybko doczekał. 

Nawiasem mówiąc, gdyby nie kontekst, to by było całkiem zabawne. Przecież dla Batyra to był ten właśnie moment, w którym będzie mógł pokazać całą swoją prawilność i charakterność. Mógł pokazać, że on się nikogo i niczego nie boi i po prostu powiedzieć Trumpowi, że ok, mordo, znamy się i lubimy, ale teraz to chyba trochę przeholowałeś i miło by było, gdybyś przeprosił polskich żołnierzy. Zamiast tego Nieustraszony Batyr siedział cichutko, żeby tylko nie urazić Pomarańczowych Uczuć. Aż chciałoby się rzecz: you had one job, no ale to dygresja tylko. 

Praktycznie cały partyjny aparat propagandowy Zjednoczonej Prawicy był zaangażowany w tłumaczenie suwerenowi, że po pierwsze, Trump wcale tego nie powiedział, a po drugie, to było wyrwane z kontekstu. Tak sobie myślę, że dla PiSowców to nie pierwszyzna, bo przecież są przyzwyczajeni do tego, że ktoś słowa Jarosława Kaczyńskiego rozumie „nie tak, jak trza”. Tłumaczono nam więc, że Trump tak właściwie to miał rację, że tak właściwie to żołnierzy amerykańskich zginęło najwięcej i że Trumpowi (uwaga będzie capslock) NA PEWNO NIE CHODZIŁO O POLSKICH ŻOŁNIERZY. 


W tym miejscu warto dodać, że Tusk postanowił skorzystać z okazji i wbił Zjednoczonej Prawicy szpilę, wzywając Jarosława Kaczyńskiego i Batyra do wstania z kolan. Batyr się odciął w sposób wybitnie nieumiejętny tłumacząc, że hohoho, nie wszędzie trzeba być na kolanach, ale Tusk o tym nie wie, bo już od dawna w Brukseli i w Berlinie klęczał i tak dalej i tak dalej. 

No a potem się okazało, że wpis Batyra się bardzo, ale to bardzo szybko i źle zestrzał, albowiem administracja Jego Pomarańczowości wywołała gigantyczną gównoburzę. Wszystko zaczęło się od tego, że do Marszałka Sejmu, którym jest Włodzimierz Czarzasty, przyszło pismo z USA. Tzn. w sumie nie tyle pismo, co gotowiec, który Czarzasty powinien podpisać, żeby poprzeć kandydaturę Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla. W tym miejscu pragnę zauważyć, że jeżeli już Trump miałby dostać jakiegoś Nobla, to chyba tylko i wyłącznie w dziedzinie chemii, bo zamiana tak olbrzymich pokładów amerykańskiego softpower w gówno, to jest nie byle jaki wyczyn. 


I wiecie, to już jest ten moment, w którym mimo, że było to oficjalne pismo, to jednak ciężko do tego podchodzić na poważnie, no bo litości. Wszyscy się już przyzwyczaili do tego, że obecna administracja Białego Domu non stop coś odpierdala. Wszyscy się już również przyzwyczailiśmy do tego, że niezależnie od tego, co zostanie odpierdolone, Zjednoczona Prawica stanie za tym murem. A jeżeli nawet nie cała, to znajdzie się ktoś rozpoznawalny, kto będzie świecił oczami. W tym przypadku trafiło na Patryka Jakiego, który stwierdził, że Trumpowi się ta nagroda należy. Moje zdanie na temat Patryka Jakiego jest znane i dawałem temu zdaniu wyraz w paru ścianach tekstu poświęconych tej osobie. Mimo tego, że mam o nim zdanie takie, jakie mam i mimo tego, że najlepsze, co o nim mogę powiedzieć to to, że nie jest Dariuszem Mateckim i Dominikiem Tarczyńskim, to jednak na serio nie bardzo wiem po cholerę mu było AŻ TAKIE płaszczenie się przed Trumpem. 

Reakcja Czarzastego była łatwa do przewidzenia i moim zdaniem właśnie o tę reakcję chodziło. No bo przez chwilę potraktujmy to wszystko na poważnie i uznajmy, że Pomarańczowemu Domowi naprawdę chodziło o to, żeby Ktoś Ważny z Polski podpisał tego gotowca. Czy naprawdę nie było nikogo, kto z chęcią by to zrobił, podziękował za taką możliwość i poprosił o listę kolejnych nagród, które chciałby dostać Król w Pomarańczy? Hmmm pomyślmy... Marszałka Sejmu określa się mianem Drugiej Osoby w Państwie. Kurde, nie mogę sobie przypomnieć kto jest pierwszą, a no tak, chodzi o prezydenta, którym jest Batyr. 


Teraz musimy na moment przeskoczyć o jeden dzień do przodu, bo mniej więcej w trakcie drugiego dnia gównoburzy zaczęły się pojawiać opinie, z których wynikało, że no może i administracja Archaicznej Pomarańczy się wygłupiła, ale przecież Czarzasty mógł odmówić jakoś zakulisowo i nie robić z tego gównoburzy. No i wszystko pięknie, ale ponieważ wszystko wskazuje na to, że wyżej wymienionej administracji zależało na wywołaniu gównoburzy – nie miało znaczenia to, w jaki sposób Czarzasty im odpisał. Istotny był fakt odmowy poparcia dla kandydatury Obrońcy Konserwatywnych Wartości. 

No dobrze, wróćmy teraz do tzw. Ground Zero, czyli do momentu, w którym amerykański ambasador napisał w soszjalach, że ponieważ Czarzasty obraził Donalda Egołaka Trumpa, to oni (w sumie nie wiadomo kim są oni, czy chodzi o ambasadę, czy też o cała administrację Trumpa) się już z Marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym nie będą kontaktować. I to był ten moment, w którym polskim internetom się zaczęło srogo ulewać. Bo wiecie, wszystko fajnie, ale ambasador nawet amerykański powinien znać swoje miejsce w szeregu. Bo to już nie było to, co robiła ambasadorka Mosbacher, która np. miała (całkiem słuszne) pretensje do PiSu za to, że chce zmusić amerykańską firmę do sprzedaży TVNu (nawiasem mówiąc, pamiętam, że części medialnego konglomeratu Zjednoczonej Prawicy się te działania Mosbacher nie podobały).  


I teraz dochodzimy do momentu, który jest autentycznie ciekawy. O ile bowiem większa część internetów jeździła po ambasadorze (i był to ruch wybitnie oddolny), to pewna jego część poszła w zupełnie inne narracje. Chodzi, rzecz jasna, o Zjednoczoną Prawicę i jej farmy trolli. Otóż ich zdaniem, skoro Czarzasty się nie podoba ambasadorowi, to trzeba (werble) wymienić go na innego Marszałka Sejmu. Ah, no tak, do tego doszła jeszcze inna narracja: Czarzasty jest zły, bo jest byłym komuchem. Abstrahując już od tego, że antykomunizm PiSu wyglądał tak, że od cholery w nim PZPRowców, a w ramach „dekomunizacji wymiaru sprawiedliwości” wrzucono Stanisława Piotrowicza do Trybunału Przyłębskiego, warto przypomnieć, że ten komuch nie przeszkadzał PiSowi w 2019, gdy politycy tej formacji głosowali za tym, żeby był wicemarszałkiem. 


UWAGA! Gawęda sponsorowana przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty


I w tym miejscu warto sobie zadać jedno, zajebiście ważne pytanie: jak to możliwe, że PiS w tej konkretnej sytuacji wpadł jak dzik w sosnę i całkowicie rozminął się z internetami? Być może trochę światła rzucą na to nieoficjalne informacje, z których wynika, że PiS usiłował kupić PSL po raz pierdylionowy, ale w tym konkretnym przypadku miał mieć wsparcie USA (które miało grozić Kosiniakowi tym, że jeżeli do zmiany w rządzie nie dojdzie, to USA odetną mu kontakty z Pomarańczowym Domem i Pentagonem [brzmi to bliźniaczo podobnie do tego, co napisał był pewien ambasador o pewnym Marszałku Sejmu, prawda?]). 


Najprawdopodobniej mieliśmy do czynienia z subtelnym jak Przemysław Czarnek planem, ułożonym przez dwa Gangi Olsena. Pierwszym etapem było 2137 Kuszenie Kosiniaka, któremu zasugerowano, że jeżeli się nie zgodzi, to nie będą chcieli z nim gadać. Drugim zaś (ponieważ Kosiniak się ewidentnie nie chciał zgodzić) było pokazanie Kosiniakowi „jak kończą frajerzy” poprzez arcydyplomatyczne zachowanie ambasadora, o którym już wspominałem. Śmiem twierdzić, że jednym z elementów planu, który zarówno polski, jak i trumpistowski Gang Olsena miały w dupie było to, jak zareaguje suweren. Może inaczej, jestem się w stanie założyć o wiele, że oba gangi doszły do wniosku, że polski suweren będzie się domagał usunięcia Czarzastego z urzędu, a to z kolei da do myślenia Kosiniakowi. 

No a potem się polskiemu internetowi ulało i PiS został z tymi swoimi wiernopoddańczymi narracjami, jak Himilsbach z angielskim. Niemniej jednak, jeżeli ktoś uważa, że karuzelę śmiechu możemy zatrzymać w tym momencie, to taki ktoś się myli, bo to właśnie był moment, w którym karuzela zaczęła przypominać ultrawirówkę. Wydawać by się bowiem mogło, że w takiej sytuacji PiS zrozumie, że przegiął, a poza tym, raczej nikt nie będzie się bawił w narracje „obronne”, bo to (w kontekście oddolnego ciśnienia w internetach polskich) jest bezsensowne, prawda? 


Jeżeli tak uważacie to potrzymajcie Joannie Pinkwart Kanał Zero, albowiem to właśnie ta przedstawicielka Nowego Lepszego Dziennikarstwa zaczęła tłumaczyć, że przecież ambasador nie napisał nigdzie, że on chce, żeby odwołać Czarzastego. Równolegle PiS i jego influencerzy próbował zasrać internety wezwaniami do odwołania Czarzastego. Jeszcze bardziej równolegle pan ambasador zaczął się zajamować shitpostingiem i kłócić się z randomowymi kontami na Eloneksie. Trudno się panu ambasadorowi dziwić, bo jak się wymyśliło plan, którego założeniem było, że po jego wpisie Polacy zaczną urządzać marsze dziękczynne, a potem zamiast marszów dostało się w pysk mokrą ścierą, to się można było zdenerwować. Co ciekawe, najpierw ambasador odpowiadał z konta „ambasadorskiego”, a potem już z prywatnego. I to właśnie z prywatnego konta napisał był jakiemuś randomowi z Polski, że skoro się mu coś nie podoba, to może USA powinno zabrać z Polski swój sprzęt wojskowy i żołnierzy. 

Co prawda ten wpis zniknął, ale moim zdaniem to nie ma żadnego znaczenia, bo ambasador USA (czyli ktoś, kto w naszym kraju reprezentuje Pomarańczowy Płomień Tańczący na Kurhanie Amerykańskiego Soft Power) zagroził usunięciem z Polski amerykańskiego sprzętu i wojsk, bo jakiś randomowy typ był dla niego nieuprzejmy. Nawiasem mówiąc, jestem autentycznie ciekaw, czego oczekiwał ambasador od tego randoma? Że ten zacznie go przepraszać i prosić o to, żeby USA jednak nie zabierała sprzętu i żołnierzy? 


Na tym się cała sprawa nie zakończyła, bo jeden z republikańskich kongresmanów stwierdził był, że po tak chujowo nieśmiesznym stand-upie wypadałoby odwołać ambasadora i zastąpić go kimś innym. Tak wiem, jeden kongresman wiosny nie czyni, niemniej jednak był to miły gest (coś w rodzaju powiedzenia: jeżeli myślicie, że typ odjebał, to nie jesteście w tym odosobnieni). Niestety, ten miły gest nie spodobał się Arkadiuszowi Mularczykowi, który zaczął pouczać Dona Bacona (bo tak się nazywa kongresman), że ten po prostu nie rozumie sytuacji jaka jest w Polsce. 

W pewnym momencie PiSowcy pozamykali mordy i wieść gminna niesie, że to za sprawą Kaczyńskiego, któremu ktoś ewidentnie wydrukował internet i dzięki temu mógł zobaczyć, jak bardzo suwerennie zachowywała się jego partia, gdy był w szpitalu. W międzyczasie PiS usiłował ogarnąć jakiś damage-control i znowu dostaliśmy szwedzki stół z narracjami. A to, że nikt jakoś nie krytykował Mosbacherowej, gdy się szarogęsiła, a to, że kiedyś to ambasador, którego w Polsce administracja Bidena umieściła się był wtrącał (dowodem miała być fotka z Bodnarem). Było tego całe mnóstwo, ale ja mam jedną, która jest moją ulubioną (to taka narracja matrioszka).  


Otóż, to nie jest tak, że ludzie w Polsce mają trochę dosyć tego, jak zachowuje się Trumpistowskie USA. Nic z tych rzeczy. Krytykowanie Trumpa, jego ambasadora/etc., to dowód na antyamerykańskie uprzedzenia. I shit you not, widziałem już wrzutki, z których wynikało, że Czarzasty specjalnie odmówił Trumpowi, żeby go wkurwić i żeby ten zabrał z Polski żołnierzy/etc., a zrobił to dlatego, że ma prorosyjskie poglądy i chce, żeby nas Putin dojechał. 

Jedną z subnarracji była taka, której autorzy tłumaczyli, że (tu z przyczyn zrozumiałych capslock będzie konieczny) DEBILE POLITYCY I DEBILE KOMENTATORZY KRYTYKUJĄ USA, TO MOŻE OD RAZU NIECH IM KAŻĄ ZABRAĆ WOJSKA!!11. 

Drugą subnarracją (której Zjednoczona Prawica używa od jakiegoś czasu) jest taka, że: to nie jest tak, że ktoś w UE może być sam z siebie zły na Trumpa. O nie nie. To wszystko jest niemiecki spisek, bo te niemce po wyjściu USA z Polski dojadą nas razem z Rosją. 

W pewnym momencie dla tygodnika Do Rzeczy wypowiedział się jeden z „ekspertów” (mniejsza o jego nazwisko, bo to jest w tym miejscu najmniej istotne), który tłumaczył, że Czarzasty powinien się ugiąć przed Trumpem i podpisać tego gotowca, bo Trump jest nieprzewidywalny, a USA mają broń nukleraną i jakby co, to nikt nas nie obroni przed nimi, jakby się Trump (którego złośliwi nazywają Cheetosem, a on przecież taki, a nie inny kolor skóry zawdzięcza temu, że wciera w nią pewien specyfik, który pozyskuje się na Arrakis), zdenerwował i chciał nas np. obłożyć 600% cłami. Creme de la creme było tam jednak to, że ekspert doradzał, żeby Trumpowi ulegać, kiedy to tylko możliwe, bo tak jest po prostu bezpieczniej. 

Po pierwsze, najwyraźniej w trakcie pierwszej kadencji Trump wcale nie był nieobliczalny i wtedy można było robić w Do Rzeczy okładkę krytykującą Mosbacher i wzywać rząd do tego, żeby „coś zrobił” z tą szarogęszącą się ambasadorką. Po drugie, już bardziej na poważnie: MY TO WIEMY, WY BANDO JEŁOPÓW. Wiemy o tym, że Trump jest nieobliczalny. Wiemy o tym, że jest niesłowny. Wiemy o tym, że jest mściwy. My to wszystko wiemy. Tyle, że z tego absolutnie nie wynika, że powinno się mu ulegać za każdym razem, gdy sobie czegoś zażyczy. Bo to dla ludzi jego pokroju jest sygnał do tego, żeby iść za ciosem. Wydaje mi się, że nie jest to najlepsza strategia, zważywszy na to, że z tego ulegania dla ulegających nie wynika absolutnie nic poza upokorzeniem. Gdyby chociaż to upokorzenie było jakimś rytuałem przejścia, to jeszcze można by to było jakoś zrozumieć, ale u Trumpa to tak nie działa, bo Trump ma w dupie podpisywane przez siebie umowy/etc. (czego dowodów w trakcie pierwszego roku jego drugiej prezydentury było od cholery). 

I ja się na serio zastanawiam nad tym, jaki jest masterplan Zjednoczonej Prawicy. To, że liczą na wsparcie algorytmów w soszjalach jest oczywistą oczywistością (i patrząc na widoczność ich kont, to wsparcie mają). Tyle, że najwyraźniej politykom tej formacji umyka ten drobny szczegół, że zasięgi mogą się zdać na nich, jeżeli będą się zachowywali jak wycieraczki. Gdyby nie kontekst całkiem zabawne byłoby to, że PiSowcy, którzy teraz boją się powiedzieć/napisać cokolwiek krytycznego pod adresem Trumpa, to ci sami PiSowcy, którzy przekonywali nas od dawna, że Trump jest najlepszym wyborem dla Polski. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że nasi domorośli specjaliści od szachów 10D po cichu liczyli na to, że druga kadencja Trumpa będzie przebiegała tak samo, jak pierwsza, kiedy to Trumpa przed robieniem jakichś wielkich idiotyzmów powstrzymywali fachowcy. 

Nawiasem mówiąc, mam o PiSowcach zdanie jak najgorsze, ale nawet oni nie mogą być takimi idiotami, żeby nie zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji. To właśnie ta świadomość sprawia, że czołowi politycy partii Jarosława Kaczyńskiego zachowują się jak ci mniej rozgarnięci członkowie ruchu MAGA i bronią absolutnie każdej idiotycznej decyzji Trumpa niezależnie od tego, jak groźna ona będzie choćby dla naszego kraju. Przykładowo – Trump sugerował, że jakby co, to on może zająć Grenlandię choćby siłą? PiSowcy na to: tak, proszę Pana, oczywiście proszę Pana, Panu się ta Grenlandia po prostu należy. Rzecz jasna to, że siłowe zajęcie Grenlandii zapewne oznaczałoby koniec NATO, partii Jarosława Kaczyńskiego jakoś tak umknęło. Nie no, wcale nie umknęło, ale gdyby spróbowali go skrytykować, to przecież straciliby wsparcie administracji Trumpa, a bez tego wsparcia ich po prostu nie ma. 
 

Na sam koniec tej pomniejszej ściany tekstu pozwolę sobie na mój ulubiony eksperyment myślowy. Otóż: wyobraźcie sobie coby było, gdyby to Biden domagał się pokojowej nagrody Nobla i wysyłał takie wiadomości jak ta, którą Trump wysłał do premiera Norwegii. Wyobraźcie sobie coby było, gdyby Bidenowski ambasador oznajmił nagle, że on nie będzie rozmawiać z Terleckim (a ówczesna opozycja uderzyła w te same tony, w które uderzał teraz PiS). A teraz, jak już to sobie wyobraziliście, to wyobraźcie sobie reakcję prawicy. Jak szybko PiSowscy influencerzy i „zaprzyjaźnieni” mediaworkerzy zaczęliby tłumaczyć, że to wszystko przez demencję/etc.? Jak szybko zaczęto by tłumaczyć, że Demokraci chyba oszaleli, że popierają kogoś takiego, jak Biden? Ponieważ zaś wszystko to robi Trump, to Zjednoczona Prawica zachowuje się tak, jak się zachowuje. Nawet PZPR był względem ZSRR bez porównania bardziej asertywny (przy zachowaniu proporcji rzecz jasna), niż partia Jarosława Kaczyńskiego względem Trumpa. I nie jest dla mnie żadną pociechą to, że PiSowcy sami sprowadzili się do roli Trumpachołków. 


Źródeł nie ma bo to gawęda. 

piątek, 3 października 2025

Brunatni w krainie amnezji - część druga

 W poprzedniej Ścianie Tekstu wspomniałem o tym, że skrajna prawica zaczęła się pomału dostosowywać do zmieniających się realiów. Wydaje mi się, że to odpowiedni moment, żeby przypomnieć, jak to jedna ze skrajnie prawicowych organizacji (Narodowe Odrodzenie Polski) usiłowała nagiąć prawo do swojej woli i inicjalnie się to tej organizacji udało. Chodzi o sytuację z 2011 roku, kiedy to NOP chciał sobie sądownie zastrzec symbole organizacji. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie wybór tychże symboli. Jednym z nich był zakaz pe*ałowania, a drugim (uwaga, tutaj potrzebny będzie capslock) KRZYŻ CELTYCKI. Tu słówko wyjaśnienia, nie chodzi o tzw. Wysoki Krzyż z Wysp Brytyjskich, ale o ściśle określony symbol, którego używają na całym świecie organizacje neonazistowskie.


Pora na drugie słówko wyjaśnienia: zatwierdzenie tych symboli oznaczałoby, że NOP mógłby zgłaszać do prokuratury „próby znieważania” tych symboli. Gdyby więc ktoś np. opublikował przekreślonego celtyka, to NOP mógłby zgłosić do prokuratury znieważenie symbolu organizacji i pewnie cała sprawa skończyłaby się w sądzie (a raczej sprawy, bo tego rodzaju sytuacji byłoby pewnie od cholery). Wydawać by się mogło, że w kraju tak doświadczonym przez działania austriackiego akwarelisty nikt przy zdrowych zmysłach nie zarejestrowałby celtyka, prawda? Tak samo, jak tego drugiego symbolu, bo jest on po prostu wulgarny i obraźliwy. 


Tak więc oczywiście, że sąd rejestrowy te symbole dopuścił. I nie, to nie było żadne przeoczenie i omyłka. Sąd oparł swoją decyzję na ekspertyzie, którą wykonało dwóch typów z Lublina. Typy tłumaczyły, że celtyk nie ma nic wspólnego z nazizmem, bo (uwaga, odstawić płyny): „metryka tego znaku sięga czasów Celtów i Słowian, a nawet ludów indoeuropejskich, gdy dla plemion tych znak okręgu z równoramiennym krzyżem symbolizował słońce, a później taka forma krzyża zyskała też akceptację Kościoła. Według nich dziś krzyż celtycki to dla większości skojarzenie z literaturą fantasy i Stonehenge, a nie neofaszyzmem.” (generalnie polecam cały artykuł, który wrzucę w źródła, bo tam te wyimki z uzasadnienia są po prostu tragikomiczne). Potem nastąpiło odwołanie RPO (prokuratura też się do tego wmieszała). Sąd kolejnej instancji miał to zbadać i sprawa otarła się również o Trybunał Konstytucyjny. Ostatecznie okazało się, że skoro NOP ma już jeden symbol (falanga), to nie można zarejestrować kolejnych i nie badano już zgodności tych symboli z RiGCzem. Zawiadowca NOPu zapowiadał zaskarżenie tej decyzji, ale o ile mi wiadomo, nic z tego nie wyszło. Tak więc, jeżeli ktoś kiedyś zastanawiał się nad tym, czym zajmowałaby się skrajna prawica, gdyby prawo było po jej stronie, to choć odpowiedź na to pytanie jest złożona, to próba zarejestrowania neonazistowskiego symbolu (i wiadomo jakiego zakazu) może stanowić część odpowiedzi. 


Ponieważ w tego rodzaju ścianie tekstu dość istotna jest chronologia, pozwolę sobie na przeskoczenie z tematu narodowców do tematu kiboli. O tym, że podejście społeczeństwa do kiboli (rozumianych jako osoby, które lubią się prać po pyskach dlatego, że ten drugi ma szalik innej drużyny) uległo zmianie, świadczyć może choćby to, kto wygrał wybory prezydenckie w 2025. Gdyby ktoś w 2010 roku głośno powiedział, że za 15 lat prezydentem zostanie człowiek, wywodzący się z kibolskiego środowiska, który brał udział w ustawkach, to taki ktoś zostałby wyśmiany. 


I w tym miejscu chyba warto sobie zadać pytanie „how the fuck did we got here?”. Wydaje mi się, że kluczowy do znalezienia odpowiedzi na to pytanie będzie rok 2011. Wtedy to bowiem partia Jarosława Kaczyńskiego jednoznacznie opowiedziała się po stronie kiboli. I ja rozumiem, że to było między innymi pokłosie tzw. „akcji widelec” (2008). Ta akcja polegała na tym, że policja zatrzymała od cholery ludzi (w tym przechodniów) w ramach walki z kibolami. I jak to bywa w przypadku naszego kraju, najpierw olewamy jakiś problem całymi latami (na ten temat się jeszcze za moment powymądrzam) i nie próbujemy walczyć z przyczynami jakiegoś zjawiska, a potem następuje gigantyczny overkill, który robimy po to, żeby pokazać, że „coś robimy”. W trakcie tej akcji policja podczas przesłuchiwania wymuszała zeznania. Tl;dr skończyło się to potem odszkodowaniami/etc. 


Nikogo, kto pamięta tamte czasy i to, jak potrafili się zachowywać kibole (demolowanie stadionów, pobicia przechodniów, demolowanie pociągów, rzucanie cegłami i brukowcami w autobusy/etc./etc.) nie dziwiło to, że absolutnie nikogo nie obchodziło to, że wtedy policja przegięła. Chciałoby się rzec „sorry, taki mamy klimat”. 


Ponieważ PiS w 2011 szukał jakichkolwiek sposobów na poszerzenie elektoratu (co nie powinno dziwić, bo porażka wyborcza w 2007 była bardzo dotkliwa) i padło na kiboli. O ile samo zwracanie uwagi na to, że policja w 2008 roku przegięła, nie było niczym zdrożnym, to już przedstawianie wszystkich kiboli, jako ofiary policji, było przegięciem i to srogim. Mizianie się z kibolami w 2011 w niczym PiSowi nie pomogło, bo porażka w wyborach parlamentarnych była również dotkliwa. 


Partia Jarosława Kaczyńskiego miała wtedy wybór: albo odpuszczamy ten temat, albo idziemy za ciosem. Oczywiście, PiS poszedł za ciosem. Nawiasem mówiąc, aż dziw bierze, że jeszcze nikt w poszukiwaniu dowodów na geniusz polityczny Jarosława Kaczyńskiego nie dokopał się do tego roku 2011 i nie zaczął tłumaczyć, że Kaczyński gra w szachy 5D, bo on już w tym 2011 roku zaplanował, kogo wystawi w wyborach prezydenckich w 2025 roku. Nigdy nie dowiemy się tego, czemu Jarosław Kaczyński w 2011 roku podjął taką, a nie inną decyzję, ale po tym, jak ją podjął, cały PiSowski agitprop ruszył z akcją ocieplania wizerunku kiboli. Wydaje mi się, że szczytowym osiągnięciem było przyrównywanie kiboli do Armii Krajowej (niestety, nie jestem w stanie tego oźródłować, bo pojawiło się to w jednym z numerów kwartalnika „Fronda” [autorem był ktoś z tzw. hipster prawicy, której przedstawicielami byli, między innymi Samuel Pereira i Dawid Wildstein], a screeny przepadły razem z zawartością starego lapka). Przekonywano nas do tego (np. klawiaturą i ustami Wojciecha Wybranowskiego), że kibole mają po prostu złą prasę i że tak właściwie to są spoko ziomki. Patrząc na te działania z perspektywy czasu, trzeba przyznać, że zakończyły się one spektakularnym sukcesem. 


Ja polską prawicę i jej działania obserwuje od dawna i mam świadomość tego, że na prawicy od jakiegoś czasu panuje niemalże doskonała próżnia intelektualna. Choć jest tam sporo ludzi z tytułami naukowymi, to jednak mowa tu o indywiduach pokroju Krasnodębskiego, Legutki albo Zybertowicza. Nie chciałbym być źle zrozumiany. Ja tym ludziom nie chcę odbierać tytułów naukowych. Mnie chodzi jedynie o to, że nawet ci z tymi tytułami już tak długo myśleli jednotorowo, że równie dobrze mogliby ich nie mieć, bo nie różnią się niczym od przeciętnego PiSowskiego konta agitacyjnego na Eloneksie.


Z prawicą jest również ten problem, że jej przedstawiciele (choć sami twierdzą, że jest inaczej) praktycznie nigdy nie myślą nad tym, jakie mogą być efekty ich działań. Tzn., może inaczej. Oni swoje działania postrzegają przez pryzmat tego, czy pozwolą im one dorwać się do władzy (to „dorwać” jest tu bardzo adekwatnym określeniem). Jeżeli dojdą do wniosku, że tak będzie, to będą coś robić i nie zastanawiają się nad tym, czy przypadkiem dane działanie nie będzie miało jakichś innych efektów. 


Dokładnie tak było w przypadku ocieplania wizerunku kiboli. W PiSie myślano jedynie o tym, że to jest elektorat, po który warto się pochylić. Nikt tam nie zastanawiał się nad długofalowymi efektami takich działań. No bo tak. Jak kibolem zostawał ktoś w latach 90, to tam nie było udawania, że w tej całej sprawie chodzi o coś więcej, niż lanie się po mordach z innymi kibolami i z policją. Ci ludzie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że dla ogromnej części społeczeństwa są zwykłymi bandytami. Ujmując rzecz nieco inaczej: wiedzieli, że ich zachowanie nie jest społecznie akceptowalne, w efekcie czego całkiem spore grono kiboli „wyrastało” z radykalizacji. 


A teraz sobie wyobraźmy, że kibolem zostaje ktoś, kto jest utrzymywany w przeświadczeniu, że może i ktoś kiboli nie lubi, ale to dlatego, że jest lewakiem albo komunistą, zdrajcą (można stosować łącznie i zamiennie) i tak dalej, i tak dalej. Kibole są przedstawiani jako bohaterowie, którzy w razie czego będą chronić Polski przed różnymi zagrożeniami (genderem, elgiebetami, edukacją zdrowotną, niebiałymi ludźmi, lewakami, Unią Europejską, Zielonym Ładem, Ukraińcami i tak dalej, i tak dalej). Ja co prawda nie jestem psychologiem, a o rozwojówce mam pojęcie mocno takie sobie, ale śmiem twierdzić, że ciężko z czegoś takiego „wyrosnąć”. Czym innym jest sytuacja, w której gdzieś z tyłu głowy masz to, że zajmujesz się bandyterką, a czym innym taka, w której wpaja Ci się przez ileś tam lat, że jesteś bohaterem. A, no tak, i zapomniałem o najważniejszym. Kibole zarówno wtedy, jak i teraz trwali w przekonaniu, że przemoc jest naturalnym sposobem rozwiązywania sytuacji konfliktowych (jakichkolwiek). 


Choć jeszcze nie dotarliśmy do momentu, w którym większość społeczeństwa uważa kiboli za bohaterów, to już teraz jesteśmy na etapie, w którym sporej część społeczeństwa kibolska przeszłość Karola Nawrockiego nie przeszkadzała. Ta sama część społeczeństwa zaczyna traktować kiboli jako „zło konieczne”, no bo może i leją się po mordach, ale przynajmniej będą nas chronić przed innymi zagrożeniami. To, że kibolstwo jest praktycznie nierozerwalnie związane z gangsterką zostało skutecznie wyparte ze „świadomości zbiorowej”. Najpierw nas to szokowało, potem już newsy o kolejnych kibolach-gangusach były normą. A teraz już mało kogo to obchodzi. 


W trakcie kampanii prezydenckiej z lekkim zdziwieniem obserwowałem to, ile pozytywnych reakcji zebrało „świadectwo” jednego kibola. Otóż, gdy głośno się zrobiło na temat tego, że Karol Nawrocki brał udział w ustawkach, ruszyła machina propagandowa, której udało się przekonać wystarczającą część społeczeństwa do tego, że ustawki to w sumie honorowe zajęcie. Jednym z elementów składowych tej machiny były „świadectwa”. Otóż, zawiadowca jednego z dużych chuligańskich pejów (nie, tego nie oźródłuję dla zasady) przekonywał, że nie ma nic złego w takiej przeszłości, jak ta Nawrockiego. A poza tym, to on pochodził z biednej i przemocowej rodziny, został kibolem i potem go z tego wyciągnął (werble) Krzysztof Bosak, który jego i jemu podobnych edukował. Aż dziw bierze, że Krzysztof Bosak nie pochwalił się tym, że zajmował się streetworkingiem. 


Gdyby faktycznie było tak, że zawiadowca peja wyszedł z przemocowych środowisk, to można by mu tylko przyklasnąć, ale śmiem w to wątpić choćby dlatego, że prowadzi chuligański pej. Po drugie, rozumiem, że w przemocowe środowiska wpada się łatwiej jeżeli w domu jest przemoc, alkohol i generalnie warunki niesprzyjające poprawnemu rozwojowi. Niemniej jednak nie dam sobie wmówić, że pójście w chuligankę jest jedynym wyjściem z takiej sytuacji. A nie dam sobie tego wmówić, bo z racji tego, że wychowałem się na zadupiu, znałem całą kupę kiboli i ludzie ci pochodzili z bardzo różnych domów (nie byli reprezentantami wyłącznie „klasy ludowej”, choć redaktor Woś wszystkich nas by chciał do tego przekonać). Poza tym, nie jestem kretynem, działalność Krzysztofa Bosaka znam bardzo dobrze i pomysł, że były prezes (uwaga będzie znowu CAPS) MŁODZIEŻY WSZECHPOLSKIEJ miałby zajmować się wyciąganiem młodzieży z przemocowych środowisk przeciwdziałaniem radykalizacji wydaje mi się równie absurdalny jak to, że Ziemkiewicz potrafi robić research. 


Nad tą konkretną ścianą tekstu siedziałem długo (rzecz jasna chodzi tu o samo pisanie, bo najdłużej w limbo leżała notka o fantastyce), ale w tym momencie musiałem zrobić sobie dość długą przerwę, żeby zastanowić się nad tym „w którą teraz stronę”. Im bliżej jesteśmy bowiem „czasów obecnych”, tym więcej pojawia się wątków, które warto by było poruszyć, bo mają one wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Z jednej strony chciałoby się to opisywać w sposób chronologiczny – z drugiej, czasami konieczny jest Wielki Skok Naprzód (przepraszm, musiałem). I w tymże właśnie momencie za Wielką Wodą doszło do pewnego wydarzenia, które zapewne przeszłoby u nas bez echa, gdyby nie to, że polska prawica sprowadziła sama siebie do roli ekspozytury ruchu MAGA. Chodzi, rzecz jasna, o śmierć Charliego Kirka. 


Gdyby nie kontekst, zabawne byłoby to, że polska prawica (narodowcy w szczególności) zaczęła rozpaczać nad tym, że w tym USA, to jest już tak źle, że dochodzi do zabójstw politycznych. A byłoby to zabawne dlatego, że tam do przemocy (w tym zabójstw) motywowanych politycznie dochodzi raczej często i gdy parę miesięcy temu przedstawiciel skrajnej prawicy zabił polityczkę Partii Demokratycznej i jej męża (oraz poważnie zranił senatora tejże samej partii), a w aucie miał listę 70 osób (nie zgadniecie z której partii byli), jakoś tak nikt nie chciał uczcić pamięci ofiar minutą ciszy. No, ale to dygresja. 


W przypadku Charliego Kirka prawica przeżywała prawdziwy emocjonalny rollercoaster, bo najpierw winę za zło świata całego zrzucono na lewaków. Potem, gdy okazało się, że sprawcą był biały mieszkaniec Utah (choć gubernator tego stanu modlił się o to, żeby tak nie było), sprawa zrobiła się problematyczna. No, ale potem się okazało, że skoro sprawca był w związku z osobą transpłciową, to wszystko jest w porządku (w wymiarze narracyjnym), bo prawica znowu mogła przypisać sprawcę do kategorii „lewak”. O tym, że ta sprawa była o wiele bardziej złożona, zaś Robinson nie był ani lewakiem, ani prawakiem, porozmawialiśmy w ramach podkastu z Piotrem Wilkinem (link do odcinka w Źródłach znajdziecie), tak więc odpuszczę sobie opisywanie tego, bo to wymagałoby osobnej ściany tekstu. 


Dla nas kluczowy był moment, w którym prawica zaczęła się miotać narracyjnie (bo sprawca był biały/etc.) i bardzo się starała jakoś wybrnąć z narożnika, do którego się sama zagoniła. I znowuż z pomocą przychodzi nam nieoceniony Krzysztof Bosak, który napisał był wtedy na swoim Eloneksie: „Jeśli to prawda to wymaga to wyciągnięcia wniosków. Radykalizm lewicowy potrafi być niebezpieczny i popychać młodzież z dobrych domów do łamania prawa i nawet zbrodni. To dzieje się w USA, w Europie, rzadko bo rzadko, ale także w Polsce.”. Najbardziej mnie w powyższym fragmencie bawi ta młodzież „z dobrych domów”. Bo wiecie, gdyby sprawca nie był biały albo jego rodzice byli lewakami, to sprawa byłaby oczywista, a tak, trzeba się zastanawiać jak to możliwe, że lewicowy radykalizm biedaka dopadł. Wiadomo bowiem, że jeżeli doszło do aktu przemocy, to to musiał być lewicowy radykalizm, bo prawicowi radykaliści jeszcze nigdy nie dokonali żadnego aktu przemocy. 


Wpis był znacznie dłuższy i Bosak narzekał w nim również, a jakże, na antifę, która co prawda mówi, że walczy z faszyzmem, ale sama sobie wybiera kto jest faszystą (Ziemkiewicz pewnie pęka z dumy, że po 30 latach ktoś powtarza jego narracje). Natomiast rozłożyły mnie na łopatki dwa fragmenty. Pierwszy z nich: „Istnienie skrajnie prawicowego ekstremizmu nie jest powodem by przymykać oko na jego lewicowy odpowiednik.”. To może niech Bosak, no nie wiem, zacznie walczyć z tym prawicowym? Bo tak się jakoś składa, że jest za niego w dużej mierze współodpowiedzialny i przez lata jakoś mu on nie przeszkadzał (za moment przyniosę „paragony”). A teraz drugi fragment: „Ekstremizm zaczyna się tam gdzie pojawia się uznanie dla przemocy motywowanej politycznie, usprawiedliwianie jej, fascynacja nią, instruowanie do niej. Wszystkie te elementy są w tzw. ruchu ANTIFA.”. 


Kurde, nigdy się nie spodziewałem tego, że będę musiał napisać, że Krzysztof Bosak i jego otoczenie to część ANTIFY. Bo on i jego środowisko odfajkowują wszystkie wymienione punkty. Weźmy takie na ten przykład podpalenie tęczy z Placu Zbawiciela (tak, był to akt przemocy) w 2013 roku. Zaraz po tym, jak do tego doszło, Krzysztof Bosak był odpytywany przez jednego dziennikarza na okoliczność tego zdarzenia. Poniżej zamieszczę stenogram wystąpienia (niestety, niestety, link źródłowy do kanału YT kończy się komunikatem „ten film jest prywatny”):


Dziennikarz: Panie Krzysztofie, jak by pan określił tych, którzy podpalili tęczę na Placu Zbawiciela?

Krzysztof Bosak: Przypuszczalnie podpalaczami.

D: Bandyci? 

KB: To słowo byłoby uzasadnione, jeżelibyśmy ustalili, że podpalenie tęczy jest czynem kryminalnym. Natomiast, na ile mi wiadomo, ta tęcza miała być dawno temu rozmontowana, jej tam nie powinno już być. To była instalacja czasowa, która z niewiadomych przyczyn - podejrzewam inspirację ideologiczną - została przedłużona na bliżej niesprecyzowany czas(...)

D: Czyli nie bandyci?

KB: Nie użyłbym tego słowa. 

 
Czyli wicie rozumicie. Tęcza tam stała (zdaniem Bosaka) nielegalnie, tak więc podpalacze nie byli bandytami. Innymi słowy, odhaczamy „usprawiedliwianie przemocy”.  Teraz możemy przejść do połączonych punktów „uznanie dla przemocy i fascynacja ją”. Po tym, jak tęczę podpalono, jeden fotograf pykną fotkę płonącej tęczy, na tle której stał jakiś ziomek z biało-czerwoną flagą. Fotka ta została umieszczona na okładce czasopisma „Polska Niepodległa”. Czemu o tym wspominam? Ano temu, że na początku stycznia 2014 roku „Oddział Telewizyjny Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, przyznał nagrodę Polskiej Szabli Ułańskiej za „Najlepszą fotografię patriotyczną roku 2013” tejże właśnie fotografii. Ponieważ momentalnie zrobiło się na ten temat głośno, KSDP wystosowało oświadczenie, w którym tłumaczono, że na zdjęciu prawie nie widać tęczy i że ta nagroda została wręczona dlatego, że widać tam typa z flagą biało-czerwoną. 


Teraz możemy przejść do „instruowania do przemocy”. Przed państwem Konrad Berkowicz, który na swoim eloneksowym koncie napisał: „Instalacja tęczy na pl. Zbawiciela ma kosztować prawie milion złotych. Podpalenie jej około 100 zł. Nic nie sugeruję. Wskazuję tylko, ile co kosztuje.”. Wpis nadal wisi. Tak, ja też jestem zdziwiony tym, że idąc tokiem rozumowania Bosaka, polska prawica to ANTIFA. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że rdzeniem kampanii wyborczej Ruchu Narodowego w wyborach do Europarlamentu w 2014 były protesty przeciwko odbudowie tęczy. Bosak dorobił się nawet pięknej fotki z blokady, gdy odprowadzała go z niej policja.  


Skoro zaś już jesteśmy przy tej kampanii, to chyba warto wspomnieć o tym, że Witold Tumanowicz (obecny poseł z ramienia Ruchu Narodowego, były wiceprezes Młodzieży Wszechpolskiej) w jej trakcie wyprodukował plakat wyborczy, na którym macha drewnianą sztachetą (najprawdopodobniej Ruch Narodowy uznał, że kij baseballowy byłby za mało patriotyczny). Tumanowicz bardzo szybko przekonał się o tym, że nie był to najlepszy pomysł, bo złośliwcy (to nie ludzie, to wilki) przerobili plakat i zamiast sztachety, Tumanowicz machał na niej wielkim dildo. 


Chuliganka spod znaku narodowców udzielała się również w 2013 roku, kiedy zakłócali wykłady Magdaleny Środy, a potem Zygmunta Baumana. W przypadku tego pierwszego wykładu całą sprawę skomentował Ziemkiewicz, który stwierdził, że jemu to śmierdzi prowokacją, bo wchodzą sobie jacyś ludzie na wykład i nikt ich nie legitymuje (nie trzeba chyba wspominać o tym, że, owszem, byli legitymowani i nawet toczyło się tej sprawie postępowanie, ale prokuratura nie stwierdziła znamion czynu zabronionego). Twórczość Ziemkiewicza była o tyle zabawna, że Artur Zawisza (narodowiec, który miał potem problemy związane z jazdą po pijaku) tłumaczył mu, że błądzi, bo to naprawdę narodowcy. O ile w przypadku wykładu Środy łysa ziomberiada sobie poszła, gdy wyprosiła ich ochrona, to na wykładzie Baumana do opuszczenia sali skłoniła narodowców dopiero wizyta antyterrorystów. Jak skomentował to wyczulony na polityczny ekstremizm Krzysztof Bosak? Miło, że pytacie: „Nie uważam, żeby skandowanie okrzyków, z którymi ktoś się nie zgadza, było czymś nagannym. Ci, którzy chcą wyrazić swój protest mają prawo to zrobić. Wykład był otwartym wydarzeniem”.  Jak to było z tym usprawiedliwianiem przemocy, Wielce Szanowny Panie Krzysztofie? 


UWAGA! Artykuł sponsorowany przez Suwerena!

https://patronite.pl/Piknik-na-skraju-g%C5%82upoty 

Zanim przejdę dalej, poczynię 88 (pun intended ze względu na tematykę) dygresję. Nie można odmówić narodowcom skuteczności retorycznej. W sytuacji, w której ich własne środowisko jest odpowiedzialne za ogromną liczbę aktów przemocy, udaje im się przekonać sporą część społeczeństwa do tego, że prawdziwym zagrożeniem jest mityczna ANTIFA (mityczna, bo choć organizacji antyfaszystowskich trochę jest, to jednak nie są oni w ramach jednej dużej organizacji, której jedynym czynnikiem spajającym jest zamiłowanie do dokonywanie aktów przemocy, jaką jest, no nie wiem, na przykład Ruch Narodowy). 


Jak już wspomniałem w poprzednich warstwach tektonicznych tej ściany tekstu, w 2011 PiS zrobił zwrot, chcąc pozyskać skrajnie prawicowy (chuligańsko-narodowy) elektorat. Jarosław Kaczyński sobie umyślił, że na prawo od PiSu nic już nie wyrośnie. Ktoś złośliwy mógłby w tym momencie napisać, że Genialny Strateg tak sobie to wszystko zaplanował, że aż wyhodował konfę (a w zasadzie dwie, bo przecież Braun ma swoją), przed którą teraz musi się płaszczyć (tak, wiem, teraz obie partie na siebie pohukują, ale jestem tak stary, że pamiętam wybory prezydenckie 2025 i to jak się wtedy zachowali Mentzen, Bosak i Wipler) Ponieważ zaś złośliwy nie jestem, napiszę jedynie tyle, że zwrot ten miał swoje odzwierciedlenie w coraz ostrzejszej retoryce używanej przez PiS. Owszem, od 2005 roku, gdy Tusk się pokłócił z Kaczyńskim dwie największe partie okładają się słownie i już wtedy nie wyglądało to zbyt pięknie. 


Potem było już tylko gorzej, aczkolwiek warto w tym miejscu zaznaczyć, że do momentu przejęcia władzy, Zjednoczona Prawica musiała się, siłą rzeczy, ograniczać jedynie do używania skrajnej retoryki (i stąd np. rzyganie rasizmem w 2015 roku), ale po przejęciu przez partię Kaczyńskiego władzy, zaczęto aktywnie chronić narodowców i kibolstwo przed konsekwencjami prawnymi. Przytoczę tylko kilka przykładów, bo gdybym chciał tu opisać kompletną listę, to ta ściana tekstu byłaby pewnie dłuższa od Jormunganda. 


Gdy 21 maja 2016 córka ówczesnej radnej z ramienia PiS, Anny Kołakowskiej, została zatrzymana przez policję za blokowanie Marszu Równości, Mariusz Błaszczak (ówczesny szef MSWiA) miał incydent kałowy i zarzucił policjantom stosowanie brutalnych metod. Gdy potem przeprowadzono w tej sprawie dochodzenie i okazało się, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, Błaszczak swoich słów nie cofnął. Wiedzą powszechną było to, że Anna Kołakowska miała powiązania ze skrajnymi środowiskami prawicowymi. Jest to o tyle istotne, że ta sama radna rok później (maj 2016) powiedziała pod adresem Agnieszki Pomaski (zawsze przy okazji tej posłanki mam moment zawahania, bo nie wiem, czy jej nazwisko się odmienia), że: „to coś powinno się złapać i ogolić na łyso”. Wydawać by się mogło, że w sytuacji, w której tego rodzaju słowa padają z ust (czy też klawiatury) osoby mającej takie, a nie inne powiązania, prokuratura powinna to potraktować jako groźby karalne? Nic bardziej mylnego. Pomaska musiała wnieść subsydiarny akt oskarżenia, bo prokuratura dwukrotnie umarzała postępowanie w sprawie Kołakowskiej. 

 

Idźmy dalej. W 2017 narodowcy (z różnych organizacji, w tym z Młodzieży Wszechpolskiej) zorganizowali event, na którym wieszali podobizny europosłów. Prokuratura znowu nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego. Tak, jak w przypadku posłanki PO wniesiono w tej sprawie subsydiarny akt oskarżenia. Skończyło się wyrokiem w 2023 (który został utrzymany w 2024). Choć sędzia skazała organizatorów eventu, to jednak stwierdziła, że samo umieszczanie podobizn polityków w tym przypadku mieściło się w granicach debaty publicznej. No dobrze, ale co na ten temat miał do powiedzenia walczący z politycznym ekstremizmem Krzysztof Bosak?  „to był happening (…) Nie ma się czego wstydzić. Happeningi są mniej lub bardziej udane, ten się bardzo mocno przebił w mediach, więc można go zaliczyć do udanych.”. 


Jakby to powiedział Michał Rachoń: Jedziemy dalej. W 2017 roku odbył się tzw. Marsz Niepodległości, na którym pojawiły się, no nie uwierzycie, rasistowskie hasła i neonazistowska symbolika. Ponieważ to nie był rok 2015, policja już wiedziała, że nie powinna interweniować. Sam Mariusz Błaszczak powiedział, że „policja nie miała powodów do interwencji. Tłumaczył, że transparenty niesione przez uczestników marszu niekoniecznie były niezgodne z prawem, bo nie musiały wcale nawiązywać do faszyzmu czy rasizmu (…) Pytany o hasło „Europa tylko biała”, przekonywał, że „skojarzenia [dotyczące tych słów] mogą być różne”. Tak, w tym haśle zapewne chodziło o to, że przed zmianami klimatycznymi w Europie było w zimie dużo śniegu i dlatego była biała. Gdy zrobiło się o tym głośno, PiSowska prokuratura postanowiła, że jednak się nad tym pochyli, ale, co za szok, ostatecznie nikomu nie postawiono żadnych zarzutów. 


Pamiętacie materiał TVN o urodzinach pewnego austriackiego akwarelisty? Tam co prawda prokuratura zadziałała (bo nie miała wyjścia), ale równolegle media Karnowskich wrzuciły w przestrzeń publiczna dezinformację (wspierały te media inne media rządowe). Otóż, to nie było tak, że ci ludzie sami z siebie te urodziny zorganizowali. Nic z tych rzeczy, to wszystko było ustawką TVNu. Portal wPolityce opublikował na ten temat mniej więcej tyle artykułów, ile ruscy wysyłają dronów w trakcie ataków na Ukrainę. Co ciekawe, wzmagał się na ten temat również Joachim Brudziński (ówczesny szef MSWiA). Parę lat później portal wPolityce opublikował informację o tym, że organizatorzy wiadomych urodzin zostali skazani i oczywiście nie zająknięto się w artykule na temat „dziennikarskiego śledztwa”, z którego miało wynikać, że to ustawka. 


Ale tu jest jeszcze ciekawiej, bo TVN wytoczył Karnowskim proces. W 2022 roku sąd orzekł, że z tymi urodzinami to było tak, że to jednak nie była ustawka. I wtedy stała się rzecz niesłychana. Karnowscy (tzn. wiem, że to akurat był Jacek Karnowski, ale to żadna różnica) nie złożyli apelacji. Czemu? Na pewno nie miało to żadnego związku z tym, że nie było żadnego śledztwa dziennikarskiego, bo media Karnowskich nie zatrudniają dziennikarzy. Tutaj co prawda nie mieliśmy do czynienia z obroną narodowców przez prokuraturę, ale za to PiSowski agitprop próbował ludziom wmówić, że to nie tak, że w Polsce są naziole. Nic z tych rzeczy. Po prostu ktoś ich zmanipulował i kazał im to zrobić. O tym, że ABW usiłowało przypiąć dziennikarzowi, który przeniknął do nazioli propagowanie ustrojów totalitarnych za to, że hejlował razem z naziolami, wspominać nie trzeba, prawda? Tak samo, jak o tym, że cała masa prawicowców tłumaczyła, że oni by nigdy nie hejlowali (ale nie wiem, czy tak samo oburzony byli Winnicki i Wybranowski). Zanim ktoś będzie heheszkował z tego, że to Karnowscy i kto im tam uwierzy, pozwolę sobie użyć anecdaty, no na przykład mój mieszkający na wsi wujek w to uwierzył i coś mi mówi, że nie był on jedyną osobą, która dała wiarę tym „ustaleniom”. 


Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o tym, do czego doprowadziła PiSowsko-kościelna nagonka na elgiebety. Gdy w Białymstoku odbył się pierwszy Marsz Równości (20 lipca 2019), prawie doszło tam do pogromu. W sytuacji, w której dokonania skrajnej prawicy zostały uwiecznione na filmach, chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości w kwestii tego, co tam zaszło? Ówczesny (tak, mam świadomość tego, że słowo „ówczesny” pojawia się w tej ścianie tekstu częściej niż „dygresja”) zastępca szefa publicystki TVP Info, Daniel Liszkiewicz, miał inne zdanie na ten temat i dowodził (spowalniając filmik), że (werble) doszło tam (werble, ale dwa razy głośniej),  do ustawki. Wyroki skazujące (np. za złamanie obojczyka jednemu z uczestników Marszu Równości) nie skłoniły pana Daniela do usunięcia wpisu z Twittera. Tak samo, jak zachowanie skrajnej prawicy nie skłoniły arcybiskupa Jędraszewskiego do ogarnięcia bajery, bo niecałe dwa tygodnie później był on łaskaw wydalić z siebie słowa o „tęczowej zarazie”. 


Tego było znacznie więcej, ale na tym poprzestanę. Zjednoczona Prawica nie zeszła z raz obranej drogi i gdy tylko mogła albo pomagała skrajnej prawicy umarzając postępowania (które kończyły się czasem wyrokami skazującymi po wniesieniu subsydiarnych aktów oskarżenia tylko i wyłącznie dlatego, że partii Kaczyńskiego nie udało się zrobić z sądami tego, co z prokuraturą), albo wmawiając suwerenowi, że „to wszystko nie jest takie jednoznaczne”. PiSowi bardzo zależało na dobrych relacjach z narodowcami tak bardzo, że po prostu kupili część z nich milionami ze środków publicznych. Pamiętacie może godną Jaruzela przemowę Kaczyńskiego, który wzywał aktyw partyjny do „obrony kościołów”? Do kogo była skierowana ta odezwa? Tak, wiem, oficjalnie do „popierających PiS”, ale w praktyce odpowiedzieli na nią głównie narodowcy i kibole. Nawiasem mówiąc tylko prawdziwy geniusz i prawdziwie wielki mówca mógł w jednej „odezwie” opowiadać o tym, że protesty przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego są złe, bo jest covid i że zakazane są zgromadzenia powyżej 5 osób, a zaraz potem wezwać do tłumnej obrony kościołów.


Pomału chciałbym zmierzać w stronę wniosków końcowych (acz mam świadomość, że pewnie mógłbym to zrobić jakieś 30 tysięcy znaków temu), ale trzeba wspomnieć jeszcze o paru rzeczach. Jedną z nich jest to, że za rozrośnięcie się skrajnej prawicy i przesunięcie kredensu debaty w prawo, nie odpowiada wyłącznie Genialny Strateg. Współodpowiedzialne są również media, które w pogoni za zasięgami publikowały wszystko, co się dało. Zapewne redaktorzy nie mieli sobie nic do zarzucenia, bo gdy widzieli, że publikowane przez nich treści (cytaty/etc.) wywoływały oburzenie, przekonywali sami siebie, że skoro tak, to nic się nie stało. Tyle, że to oburzenie (ze wszechmiar słuszne) to tylko jedna strona medalu. Drugą jest to, że w ten sposób skrajne poglądy weszły do mainstreamu. No bo (będę łaskawy) niech będzie, ze 90% odbiorców się oburzało na daną wypowiedź (teraz to nierealne ze względu na polaryzację, bo „naszym” zawsze wolno więcej niż „onym”). Pozostałe 10% dojdzie do wniosku, że skoro tego rodzaju wypowiedzi pojawiają się na mainstreamowych portalach, to znaczy, że „już można”. 


To zaś prowadzi do punktu drugiego, który już sygnalizowałem. Debata publiczna jest dzisiaj bez porównania „ostrzejsza” od tej, z którą mieliśmy do czynienia w „najntisach” i na początku XXI wieku. I ja wiem, że cała masa prawicowców stara się nas wszystkich przekonać do tego, że kiedyś to były czasy, a teraz to nie ma czasów, ale to są bzdury. Każdemu, kto chciałby o tym podyskutować pragnę przypomnieć, że w 1991 roku można było wylecieć ze stołka wiceministra za wygadywanie bzdur na temat AIDS (że to „choroba grzechu”) i nazywanie elgiebetów dewiantami. Obstawiam, że w latach 2015-2023 za podobną wypowiedź można by było dostać jakieś odznaczenie od Czarnka, a Gazeta Polska pewnie wypuściłaby jakieś naklejki w obronie osoby, która wygadywałaby tego rodzaju bzdury. Gdyby istniało coś takiego, jak „cancel culture”, to osoby pokroju Jakiego, Mentzena, Berkowicza, Mateckiego i wielu, wielu innych nie miałyby szans na uzyskanie jakiegokolwiek mandatu, bo nawet gdyby dostali biorące miejsca na listach, to suweren głosowałby na innych „po złości”. 


I ja rozumiem, że ktoś może podnieść argument, że z dwojga złego, to już chyba lepiej, że mamy „jedynie” zaostrzoną debatę (czyli przemoc symboliczną) zamiast tego, co się działo w latach 90, bo przecież taka zwyczajna przemoc jest gorsza od przemocy symbolicznej. Tyle, że ten argument nie ma większego sensu, bo na końcu tej przemocy symbolicznej zawsze znajduje się „zwykła” przemoc. Co zresztą było widać przy okazji spędu Sebixów przy granicy. Równolegle Zjednoczona Prawica i konfa robiły nagonki na „kolorowych”. To chyba dobry moment na to, żeby pokazać jak bardzo wykrzywiona jest polska debata. Matecki publicznie chwalił się tym, że latają dronem za jakimś randomowym typem (wpis nadal wisi). Czy polskie media się tym zainteresowały? A gdzie tam. A teraz sobie wyobraźmy, co by było, gdyby Adrian Zandberg pochwalił się na Eloneksie tym, że lata dronem za jakimś deweloperem. Ta, choć krótkotrwała, histeria sprawiła, że np. w Częstochowie 26 lipca 2025 30 letni kibol Rakowa ugodził nożem obywatela Zimbabwe („staremu” kibolowi towarzyszył 17-letni kibol). Na pewno nie miało to żadnego związku z tym, że 22 lipca tegoż samego roku odbyły się protesty „przeciwko migracji”, w których brali udział kibole Rakowa. 


Gdy dzieją się tego rodzaju rzeczy, prawica nie potrafi zareagować tak ostro, jak wtedy, gdy ktoś na proteście przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego użyje wulgaryzmu. Walczący z ekstremizmami Krzysztof Bosak też jakoś się nie kwapi do krytyki. Rzecz jasna, gdy zostanie pociągnięty za język przez dziennikarza, to wtedy się okazuje, że to nie ich (prawicy) wina i że im nie o to chodzi. Tylko, że jakoś tak się składa, że to są prawie zawsze te same środowiska. Mimo tego, prawicowi „badacze” w rodzaju Marcina Palade domagają się tego, żeby ANTIFĘ w Polsce uznać za „organizację terrorystyczną”. Gdyby nie kontekst byłoby całkiem zabawne, że gdyby ktoś Palade powiedział „ok, zróbmy tak, ale równolegle uznajmy za organizacje terrorystyczne te organizacje kibicowskie, których członkowie mają wyroki za pobicia, albo powiązania z Przestępczością Zorganizowaną/etc.”, to pewnie Pan Marcin eksplodowałby z oburzenia i stwierdził, że to jakieś bolszewickie metody. 


Zjawiskowe jest to, że ci sami ludzie, którzy zło świata całego przypisują mitycznej ANTIFIE, to już przestępstw dokonanych przez kiboli, narodowców/etc. nie są w stanie jednoznacznie przypisać do żadnej „strony” politycznego sporu i do żadnej organizacji. To są po prostu jakieś przestępstwa, które się „dzieją” w oderwaniu od jakichkolwiek realiów. Prawica jest pod tym względem stała w uczuciach, bo Ziemkiewicz taką narrację narzucał już trzydzieści lat temu. Poza tym, trzeba pamiętać o tym, że prawica już dawno postawiła znak równości między Marszami Równości i rozbijaniem tych marszów. Aczkolwiek to chyba nawet tak nie do końca, bo Marsze Równości to zło, tak więc rozbijanie, blokowanie tychże nie może być złe, prawda? Zresztą, chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że polska prawica nieironicznie używa określenia „homoterroryzm”, tak więc nie oczekujmy od nich zbyt wiele. 


Najbardziej mnie męczy to, że jako społeczeństwo (a już w szczególności tyczy się to ludków wychowywanych wiadomo w jakich latach) niby jesteśmy tego świadomi, ale gdy Bosak albo inny Mentzen zaczyna nam machać przed oczami hasłem „ukraina”, „migrant”, „niebiały człowiek”, to się nagle okazuje, że zamiast zastanowić się nad tym „co jest grane” wierzymy, że konfiarze łamane przez narodowcy łamane przez kibole po prostu dbają o nasze bezpieczeństwo. No może i nas ganiali w tych najntisach, może i zachowywali się brutalnie i napadali ludzi na ulicach, ale tu na pewno chodzi o to, że oni po prostu mają Polskę w sercu, bo przecież rok rocznie chodzą na tzw. Marsze Niepodległości. Zanim ktoś powie „ej, no ale przecież to nie są ci sami, którzy ganiali obecnych 40 latków:. I owszem, to nie są „ci sami” ludzie, ale „tamci” ludzie właśnie wychowują swoje dzieci i chyba nie ma wątpliwości w kwestii tego, jakie wartości im wpajają. 


Wydaje mi się, że jednym z największych kłamstw, które część mojego pokolenia (daje sobie +10 do starości za użycie związku frazeologicznego) sobie wmówiło to to, że skrajnym środowiskom faktycznie chodzi o „innych”. No bo co mnie obchodzi, że będą ganiać jakichś tam Ukraińców, migrantów albo w ogóle niebiałych ludzi. Przecież nie należę do żadnej z tych grup. No może czasami zaczepią nie tych, co trzeba, no ale, jak to powiedział cytowany przeze mnie wcześniej komendant policji „chłopaki się pewnie pomyliły”. No może i chcą tłuc elgiebety, ale to też trochę wina tych drugich, bo przecież „się obnoszą”. Do wszystkich, którzy wychodzą z podobnego założenia, mam jedno pytanie: co powstrzyma skrajnie prawicowe środowiska przed rozszerzeniem zakresu pojęciowego „zagrożenia”, przed którym mają rzekomo chronić Polskę i Polaków? Np. na działaczy partii lewicowych. No bo przecież wiadomo, że lewaki to też są takie i owakie, a Zandberg to miał kiedyś koszulkę z Marksem, więc wypadałoby go za to pociągnąć do odpowiedzialności, prawda? A może zaczną ganiać mężczyzn z długimi włosami (tak, jak to te środowiska robiły nie tak dawno temu)? 


Każdemu, kto chciałby mi w ty miejscu zarzucić, że zmyślam, chciałbym przypomnieć, że polska prawica prowadziła sobie swego czasu coś takiego jak „Redwatch”. Była to sobie taka strona, na której skrajna prawica doxxowała ludzi, których nie lubi. Mógł to być lewicowy dziennikarz, feministka studiująca socjologię, działacz elgiebet albo np. uczeń liceum, który pomógł sprzątać kirkut. Na stronie bardzo było sporo informacji np. na temat tego, gdzie można znaleźć daną osobę (pamiętam, że opisano tam dość dokładnie, którymi pociągami jeździła jedna osoba [gdzie wsiadała, gdzie wysiadała i o której porze nimi jeździła], czasami były też informacje, że jakby co to na tego czy owego trzeba uważać, bo może nie dać się łatwo obić. W kontekście tego, co w latach 2015-2023 wyrabiała Zjednoczona Prawica na ironię zakrawa fakt, że po raz pierwszy za tych polskich naziolków (gwoli ścisłości, tu nie było najmniejszych wątpliwości co do przynależności autorów strony) wzięła się wtedy prokuratura zawiadywana przez Ziobrę. Co prawda autorzy tej strony poszli siedzieć, to jednak potem stronę prowadził ktoś inny. Ja bym bardzo chciał, żeby to były moje wymysły, ale tak niestety nie jest. Osobną kwestią jest zaś to, że z tą „wiarą” w dobre intencje skrajnej prawicy, to jest trochę tak, jak gdyby ktoś przeczytał „Pamiętnik znaleziony w Licheniu” Ahmeda Goldsteina i i po lekturze doszedł do wniosku, że: „tak, to jest kierunek, w którym powinniśmy zmierzać”.


Zazwyczaj tego nie robię, ale tym razem zrobię wyjątek. Będzie to anecdata, ale dodam na jej początku PDK, albo „kto wie, ten wie”. Otóż, jakiś czas temu okazało się, że na wewnętrznym komunikatorze jednej z lewicowych partii, pewien lewicowy polityk (który powinien wiedzieć lepiej bo też doskonale pamięta najntisy) tłumaczył, że może i faszole na granicy zachowują się tak, a nie inaczej, ale nie ma co się na nich skupiać, bo ważniejsze są słupki poparcia. I wiecie, ja rozumiem, że słupki poparcia są istotne, ale wydaje mi się, że te słupki nie będą tak bardzo istotne w momencie, w którym skrajna prawica uzna, że pora zacząć walczyć z lewicowym zagrożeniem i np. zacznie wjeżdżać na spotkania partyjne (tak, jak wcześniej wjeżdżała na wykłady), zastraszać uczestników tychże spotkań albo je po prostu zagłuszać (Bąkiewicz ma wprawę, bo w 2021 zagłuszał prounijny więc PO). Uleganie tym środowiskom sprawia, że Krzysztofy Bosaki publicznie mówią rzeczy, za które jeszcze nie tak dawno temu zostaliby wyśmiani (domaganie się uprawień dla prawicowych bojówek/etc.).


Wspomniałem przed momentem, że dla prawicy (aczkolwiek nie tylko dla niej, bo spora część dziennikarzy w naszym kraju cierpi na tę samą przypadłość), każde przestępstwo, pobicie, podpalenie/etc., którego sprawcą jest ktoś prawicowy to „osobny przypadek”. Dla mnie to  jest coś w rodzaju harcownictwa. Skrajnie prawicowe organizacje sprawdzają w ten sposób na ile sobie mogą pozwolić. Jeżeli będziemy im jako społeczeństwo ulegać albo, co gorsza, chwalić ich za „branie sprawy w swoje ręce” (jak to zrobiła pewna lewicowa posłanka) to możemy się obudzić w rzeczywistości, w której skrajna prawica będzie nas trzymała za mordę. Rzecz jasna nie wszystkich i nie od razu, bo zacznie się od „wrogów”. 


Nikt, kto pamięta lata 2015-2023 nie może liczyć na to, że w razie czego państwo nas ochroni przed skrajną prawicą. Może inaczej: teraz nas może ochronić (nie tak skutecznie jak powinno, ale jednak). Jeżeli po kolejnych wyborach rządzić będzie nami koalicja PiSu i konfy (albo PiSu i dwóch konf), to nie będziemy mogli liczyć na żadne wsparcie ze strony państwa, bo państwo będzie skrajną prawicą. I nie trzeba jakoś specjalnie wysilać mózgownicy, żeby odgadnąć, w którą stronę to wszystko pójdzie. W latach 2015-2023 Ziobrokratura (ale też MSWiA) robiła co mogła, żeby chronić skrajną prawicę przed konsekwencjami prawnymi. Jedynym bezpiecznikiem, który nie został do końca rozjechany przez PiS były sądy, ale Jarosław Kaczyński praktycznie zaraz po tym, gdy okazało się, że Morawiecki jednak nie zbierze większości powiedział, że jeżeli jeszcze raz wygrają, to zrobią ze wszystkim porządek i tym razem sądy się nie ostaną.


Działający w latach 2015-2023 mechanizm już opisałem, ale przypomnijmy: jeżeli skrajny prawicowiec czemuś zawinił, to w pierwszej kolejności uruchamiano chłopców i dziewczęta od Zbyszka Umarzatora (sprawa Kołakowskiej, narodowców wieszających zdjęcia polityków/etc.). Jeżeli sprawy nie dało się umorzyć ze względu na „ciśnienie” społeczne, to wtedy co prawda prokuratura wszczynała postępowanie, ale okazywało się, że nikomu nie można niczego „przypiąć” (sprawa neonazistowskiej symboliki i rasistowskich bannerów z tzw. Marszu Niepodległości). Jeżeli tak też się nie dało (bo np. cała Polska widziała naziolków świętujących urodziny austriackiego akwarelisty albo pobicia na Marszu Równości w Białymstoku), to trzeba było kogoś oskarżyć i sprawa ostatecznie lądowała w sądzie. Równolegle jednakowoż uruchamiano kampanie dezinformacyjne, z których miało wynikać, że „to nie jest takie jednoznaczne” (prawda, panie Liszkiewicz i panie Karnowski?). I owszem, w tych nielicznych przypadkach, w których nie dało się „ochronić” skrajniaków zapadały wyroki skazujące, ale jeżeli sądy zostaną przejęte przez PiS, to będą działać jak prokuratura i wyroków skazujących może nie być. Zaś równolegle suwerenowi się będzie tłumaczyło, że to wszystko wcale nie jest takie, jak nam to lewaki przedstawiały. 


Tak wiem, są te wszystkie trybunały zagramaniczne, które mogą potem skrytykować PiS za takie, a nie inne działania i nałożyć kary, ale  po pierwsze taka procedura trwa, a po drugie, pamiętajmy o tym, że Trybunał Przyłębski orzekł wyższość polskiego prawa nad tym złym zagranicznym, więc tak na dobrą sprawę Jarosław (albo jego następca) będzie mógł powiedzieć, żeby sobie w tych obcych językach komu innemu dupę zawracały te trybunały ze Zgniłego Zachodu.


Najbardziej dołujące w tym wszystkim jest to, że gdy te rzeczy się już będą działy i gdy naprawdę będzie już nieciekawie, to wtedy podniosą się głosy dziennikarzy i części społeczeństwa, że co prawda dzieją się rzeczy straszne, ale przecież nikt nie mógł tego przewidzieć. I jestem przekonany o tym, że ci ludzie będą to mówić/pisać całkowicie szczerze. Ci sami ludzie, również całkowicie szczerze dziwują się temu, co teraz się dzieje w USA, gdzie Trump razem ze swoim otoczeniem właśnie stara się (całkiem skutecznie) wziąć za pysk cały kraj. I żadnej z tych osób (chodzi tu głównie o osoby, które uważają się za dziennikarzy) nie przyjdzie do głowy to, że jeżeli Zjednoczona Prawica wróci kiedyś do władzy (samodzielnie, bądź też z konfą/konfami), to scenariusz będzie identyczny. I już nawet nie chodzi o to, że Zjednoczona Prawica i konfa same siebie sprowadziły do roli ekspozytury ruchu MAGA na Polskę, ale o to, że podwaliny pod przyszły zamordyzm PiS kładł przez osiem lat swoich rządów. No ale po co się zastanawiać nad tym, co się stanie i po co bawić się w jakiekolwiek prognozy,  po co w jakikolwiek sposób skomentować wypowiedzi Bosaka, który postulował nadawanie praw bojówkom, po co w ogóle pamiętać o tym, czym od wielu lat zajmuje się skrajna prawica? Po co robić to wszystko, skoro o wiele mniejszym wysiłkiem intelektualnym jest „dziwienie się”. I tak, jak w trakcie pandemii bujaliśmy się na falach zachorowań, tak teraz będziemy się bujać na falach „zdziwień”. 

  
 
I na tym zakończę powyższą ścianę tekstu. Nie mogę napisać, że to jest „pesymistyczny” akcent, bo niestety akcent jest ze wszechmiar „realistyczny”. Mogę na sam koniec dodać, że jest to chyba najdłuższy poświęcony jednemu tematowi. Dodam również, że z jednej strony dawno już żaden temat mnie tak bardzo nie wymęczył, a z drugiej, dawno już nie miałem tak dużej wewnętrznej potrzeby do pochylenia się nad jakimś tematem. Chciałbym móc napisać, że mam szczerą nadzieję, że za kilka lat wszyscy będziemy się mogli śmiać i dojść do wniosku, że wszystko, co napisałem powyżej możemy spiąć klamrą „czarnowidztwo”, ale niestety tak nie jest. Mogę jedynie napisać, że jeżeli będziemy mieli ogromne szczęście, to „może się uda”, ale to jest jedyna pociecha, którą mogę wam zaoferować.  


Źródła:

Rejestracja Celtyka i Zakazu (wiadomo czego):

https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/sad-dopuscil-kolejne-symbole-nop-min-krzyz-celtycki,42175.html

Rzecznik Praw Obywatelskich złożył potem apelacje:

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/589650,sad-ponownie-zbada-czy-zarejestrowac-symbole-nop-w-tym-zakaz-pedalowania.html

Ostateczna odmowa rejestracji:

https://wiadomosci.wp.pl/sad-odmowil-nop-rejestracji-m-in-zakazu-pedalowania-6032732800332929a

https://edition.cnn.com/2025/06/14/us/minnesota-shootings-manhunt-vance-boelter-invs

https://thehill.com/homenews/state-watch/5502257-utah-governor-spencer-cox-trump/

https://www.facebook.com/Podkast.Dezinformacyjny/posts/pfbid02kF6xWMykTnH4C8UuuiHSsyLWFFpcSDBMwLBqW8LtfP5MRAJZtjRXnTSnVCRFEKDkl

https://polskieradio24.pl/artykul/1983486,poszkodowani-w-akcji-widelec-mowia-dosc-setki-tysiecy-zlotych-odszkodowan

Moja notka o podpaleniu tęczy:

https://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2014/01/katolicka-pogarda.html

https://www.ksd.media.pl/aktualnosci/1762-nagroda-za-najlepsza-fotografie-patriotyczna-roku-2013

https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,34862,15788726,liderzy-narodowcow-zatrzymani-i-od-razu-wypuszczeni-po-awanturze.html

https://natemat.pl/100955,kandydat-ruchu-narodowego-nawoluje-do-przemocy-zdjecie-ze-sztacheta-i-pogonimy-barroso-schultza-i-lewandowskiego

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/713420,narodowcy-na-wykladzie-profesora-baumana-na-sale-musieli-wkroczyc-antyterrorysci.html

https://wyborcza.pl/7,75398,13458054,ziemkiewicz-zadymy-na-wykladach-smierdza-mi-prowokacja-zawisza.html

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/691050,jest-postepowanie-w-sprawie-wykladu-srody-na-ktory-wdarli-sie-narodowcy.html

https://www.rp.pl/kraj/art5471301-nikt-nie-odpowie-za-zaklocenie-wykladu-prof-srody-dochodzenie-umorzone

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/713420,narodowcy-na-wykladzie-profesora-baumana-na-sale-musieli-wkroczyc-antyterrorysci.html

https://www.wprost.pl/kraj/406751/krzysztof-bosak-nie-jestesmy-faszystami-szanujemy-demokracje.html

https://wiadomosci.wp.pl/zawisza-bezkarny-byly-posel-pis-mimo-zakazu-nadal-jezdzi-autem-6890220696533600a

https://www.wprost.pl/kraj/10007734/blaszczak-ocenia-sposob-zatrzymania-corki-radnej-pis-to-jest-nieakceptowalne.html

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/957653,po-niech-blaszczak-przeprosi-policjantow-za-krytyke-po-zatrzymaniu-corki-radnej-pis.html

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/1389520,trzeba-to-cos-zlapac-i-ogolic-na-lyso-jest-wyrok-w-sprawie-bylej-radnej-pis.html

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8707680,wyrok-zdjecia-europoslowie-na-szubienicach.html

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,30671392,jest-ostateczny-wyrok-ws-narodowcow-ktorzy-zawiesili-na-szubienicach.html

https://www.fakt.pl/polityka/krzysztof-bosak-wieszanie-na-szubienicach-portretow-to-udany-happening/dclnwve

https://oko.press/przestepcy-z-marszu-niepodleglosci-2017-bezkarni

https://wpolityce.pl/polityka/420220-internauci-zszokowani-mozliwa-ustawka-z-urodzinami-hitlera

https://wpolityce.pl/polityka/421423-brudzinski-pyta-wlascicieli-tvn-o-urodziny-hitlera

https://wpolityce.pl/media/420145-tylko-u-nasurodziny-hitlera-byly-maskarada-znamy-kulisy

https://wpolityce.pl/kryminal/600773-sad-wydal-wyrok-ws-obchodow-urodzin-hitlera

https://tvn24.pl/polska/jacek-karnowski-bedzie-musial-przeprosic-dziennikarzy-tvn-autorow-reportazu-polscy-neonazisci-st6779966

https://wyborcza.pl/7,75398,24210792,material-tvn-o-urodzinach-hitlera-czyli-jak-pis-owskie-przybudowki.html

https://x.com/Dan_Liszkiewicz/status/1152848208416116736?s=20

https://tvn24.pl/bialystok/bialystok-marsz-rownosci-pobil-nastolatka-wyrok-zapadl-w-jeden-dzien-st4329303

https://oko.press/kosciol-lgbt-marsz-bialystok

https://oko.press/narodowcy-od-bakiewicza-z-3-milionami-dotacji-od-rzadowego-funduszu

https://wyborcza.pl/7,75398,26445890,kaczynski-wzywa-do-obrony-kosciolow-bronmy-polski.html

Teresa Torańska „My” (konkretnie zaś rozmowa z Janem Krzysztofem Bieleckim)

https://x.com/DariuszMatecki/status/1947011874706387172

https://www.tvp.info/88074474/czestochowa-kibic-rakowa-czestochowa-zaatakowal-obcokrajowca-z-rasistowskich-powodow

https://czestochowa.naszemiasto.pl/w-czestochowie-protestowano-przeciw-imigrantom-kibice-rakowa-staneli-na-czele-marszu-konfederacji-pod-haslem-stop-imigracji/ar/c1p2-27795737

https://x.com/MarcinPalade/status/1969090338263273809

Na Wiki bardzo dobrze opisano czym zajmował się Redwatch:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Redwatch

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/471834,administratorzy-strony-internetowej-redwatchorg-ida-do-wiezienia-wyrok-zapadl.html

https://pl.wikinews.org/wiki/2011-04-22:_Trzej_redaktorzy_Redwatch_skazani_na_kary_wi%C4%99zienia

https://tvn24.pl/polska/marcin-porzucek-z-pis-broni-roberta-bakiewicza-wrocila-sprawa-zaklocania-wystapienia-powstanki-st8542648