wtorek, 28 maja 2013

Zakaz handlu w niedziele – czyli udawana troska polskich „nobilitas”

Polska jest krajem mlekiem i miodem płynącym. Polska jest krajem, w którym wszyscy są szczęśliwi – a jeśli nie są szczęśliwi – to tylko dlatego, że im się wydaje. Polska to kraj, w którym posłowie zrobili już wszystko co mieli zrobić dla społeczeństwa. A ponieważ taki poseł to zwierze bardzo uczciwe – musi pracować i nadal chce coś poprawiać. Wpadli więc na pomysł „zakażmy handlu w niedziele”. Po co? Bo wtedy przeciętny Polak będzie uberszczęśliwy!

Wszystko rzecz jasna w trosce o biednych pracowników, którzy są zmuszani do pracy w niedziele. Bo niedziela jest la rodziny! Bo niedziela powinna być dniem wolnym! Bo ludzie, którzy chodzą w niedzielę do centrów handlowych (cytując Uberkatolika i nadredaktora w jednej osobie – Tomasza T.) „ja mówię o tych, co są zmuszani do pracy w niedzielę. O pracownikach. O nich nie wolno zapominac.” Poza tym los polskiego pracownika, dzięki tej wolnej niedzieli – znacznie się poprawi.

Poczytałem te wszystkie argumenty. I mnie kurwa szlag trafił. Szlag mnie trafił bo prawica, która nie może sobie znaleźć miejsca po raz kolejny usiłuje uszczęśliwiać wszystkich w jedyny sposób, który zna. Rzecz jasna chodzi o przymus. A co mam na myśli przez „nie może sobie znaleźć miejsca”? A no to, że prawica nasza ukochana po wielu latach rządów (przerwanych jedynie SLDowskimi rządami) stara się pokazać ludziom, że jest im potrzebna. Poza tym prawica jest kochana bo dba o ludzi! Na prawice trzeba więc głosować!

Najbardziej szkoda mi w tym wszystkim zwykłych ludzi, którzy wierzą naszej „jelicie” politycznej. Ludziska kochane – nasi nobilitas – maja Was w dupie i nie mają zielonego pojęcia o tym jak się żyje w Polsce przeciętnemu Kowalskiemu. Mało tego, nie mają nawet pojęcia o tym jak ich decyzje mogą wpłynąć na los Kowalskiego.

Ad meritum.

Posły nasze kochane twierdzą, że wolna niedziela nie zwiększy bezrobocia bo:

Zatrudnienie w branży handlowej wobec kryzysu jest już i tak bardzo obniżone. Nie ma więc podstaw, aby twierdzić, że wolna niedziela przełożyłaby się na wzrost bezrobocia.”

Krótki eksperyment myślowy. Jesteś kierownikiem sklepu, który zatrudnia sporo pracowników (ta liczba jest mało ważna). Załóżmy, że w niedziele potrzebujesz 100 pracowników w sklepie (każdy z nich pracuje 8 godzin). Wyobraźmy sobie, że nagle ktoś zakazuje handlu w niedzielę. Co to oznacza, dla Ciebie? Nagle okazuje się, że masz lekki nadmiar siły roboczej. Co zrobisz? Odpowiedź jest jedna – podyktowana tym, że ktoś nad Tobą stoi i będzie Cię rozliczał z Twoich działań. Piszesz od nowa grafik i zwalniasz 4-5 pracowników. Bo te 100 urwanych dniówek – to miesiąc pracy 4-5 osób właśnie. Zakładanie, że „e w handlu i tak jest do dupy więc nie zwolnią nikogo więcej” - jest przejawem totalnego braku wyobraźni. Bo to tak jakby powiedzieć: „ponieważ firma x zatrudnia już bardzo mało pracowników, na pewno nie zwolni kolejnych!”. 

EDYCJA 
Nieco się w obliczeniach pomyliłem. Tzn nie tyle pomyliłem co nie doszacowałem - 100 dniówek urwanych to jeden tydzień. Jeśli miesiąc ma 4 niedziele (czasem wypada 5) to albo 400 dniówek albo 500 dniówek. To oznacza już co najmniej kilkanaście zwolnień (bądź redukcji etatów etc). 

KONIEC EDYCJI  


Siedź w domu!

W niedziele trzeba odpoczywać a nie handlować albo łazić po sklepach! I dlatego zakaz ma objąć tylko duże sklepy. Bowiem:

Proponowane rozwiązania przyczynią się ponadto do poprawy sytuacji finansowej małych rodzinnych sklepów, które od lat borykają się z nierówną konkurencją z dużymi placówkami handlowymi”

Naczelna konserwa PO, czyli Jacek Żalek dodał:

Niedziela byłaby jedynym dniem w tygodniu, kiedy drobni polscy przedsiębiorcy nie musieliby konkurować z wielkimi sieciami handlowymi, które wypierają ich z rynku”

No zaraz. A co z wartościami rodzinnymi? Co z szczęśliwą rodziną, która będzie razem spędzać czas? No przecież ci sklepikarze będą w niedzielę pracować! Że co? Że ich nikt nie zmusza? No jak to nie? Przecież po wprowadzeniu zakazu, niedziela będzie dniem, w którym największy utarg będą mieli. W teorii więc nikt ich nie zmusza – w praktyce, jeśli nie otworzą sklepu w niedziele – sami na tym stracą.

Pomyśl o ludziach!

No i teraz argument ostatni. „Trzeba myśleć o ludziach, którzy tam pracują”. Na pierwszy rzut oka argument jest słuszny – nie można zapominać o tym, że pracownicy sklepów mają rodziny i że może chcieliby odpocząć? Tylko, że po pierwszym rzucie oka następuje drugi. A ten drugi bezlitośnie obnaża skrajną hipokryzje ludzi, którzy używają tego argumentu. No chyba, że nadredaktor i inni jemu podobni – po prostu nie przeczytali do końca newsa i nie zapoznali się z uzasadnieniem zakazu handlu. W takim przypadku nie są co prawda hipokrytami, ale z racji swojej niewiedzy nie powinni się wypowiadać w danym temacie.

Pozostańmy na chwilę przy tym argumencie „myślenie o pracownikach”. Proponuje Wam kolejny eksperyment myślowy – przygody Tomasza Terlikowskiego -w skrócie Tomka T. Czemu akurat on? Bo mnie urzekła jego troska o bliźnich i to, że on w przeciwieństwie do innych „myśli o pracownikach, zmuszanych do pracy w niedziele”. Wyobraźmy sobie kilka sytuacji:

Tomek T. zorientował się w niedzielę rano, że skradziono mu portfel wraz z kartami płatniczymi. Zwykły człowiek (taki jak Lewacka Szmata Piknik) w takiej sytuacji zadzwoniłby na infolinie bankową i zastrzegł kartę. Tomek T. - nie zadzwoni na infolinie, Tomek T. poczeka do poniedziałku i bo nie chce odrywać pracownika infolinii od rodziny.

Tomek T. Chce pojechać samochodem do kościoła – ale nagle orientuje się, że paliwo mu się skończyło. Zwykły człowiek (LSP – choć piknik jak przystało na lewacką szmatę – nie chodzi do kościoła) pojedzie na stacje benzynową. Tomek T. - nie pojedzie bo myśli o pracowniku, który jest zmuszany do pracy w niedziele.

Tomek T. Nie podróżuje w niedzielę komunikacją miejską – bo nie chce odrywać kierowców od rodzin.

Tomek T. w niedzielę nie korzysta z taksówek – bo nie chce wykorzystywać kierowców, których przymus ekonomiczny zmusza do tego aby jeździli w dzień święty.

Jeśli Tomkowi T. W niedzielę nad ranem padnie prąd w mieszkaniu ( licznik się zepsuł na ten przykład) Tomek T. nie zadzwoni na pogotowie energetyczne  aż do poniedziałku. Nawet jeśli są 30 stopniowe upały i zepsuje mu się cała lodówka żarcia,  nie zadzwoni. Bo on wie, że będzie musiał oderwać elektryków od rodzin.

Tomek T. nie pójdzie w niedzielę do restauracji.

Tomek T. nie pójdzie w niedzielę do kina.

Tomek T. nie zadzwoni w niedzielę po pomoc drogową.

Jeśli Tomek T. zatnie się w niedzielę w windzie – będzie pokornie czekał do poniedziałku, żeby nie odrywać konserwatorów dźwigów od rodzin.

Teraz już widzicie jak bardzo panu Tomkowi leży na sercu los bliźnich. pan Tomek na pewno postępuje tak jak napisane powyżej. Jeśli by tak nie postępował, zasłużyłby na miano hipokryty. Bo to nie jest tak, że tylko ludzie w sklepach są „odrywani od rodzin”. Cała masa pracowników w sektorze usług - również jest odrywana od rodzin, ale nimi jakoś się nikt specjalnie nie przejmuje. Wszak paliwo jest istotne, pogotowie energetyczne też, infolinia też (no bo mje konto okradnom!), kina, restauracje, etc. Wszystko jest istotne – tylko to, że ktoś może np. jedynie w niedziele mieć czas na zakupy – zakutym pałom prawicowym już do łbów nie przychodzi.

Jeśli pracujesz 6 dni w tygodniu – to Twój problem

Ja sam kiedyś pracowałem 6 dni w tygodniu. Jako fizol (branża wykończeniowa, płytki, tynki i takie tam). Fakt, że pomieszkiwałem wtedy u rodziny – i nie musiałem sam robić zakupów, ale bardzo łatwo mogę sobie wyobrazić sytuacje, w której w sobotę wprost z roboty upieprzony tynkiem musiałbym leźć do marketu – bo panom Tomkom w naszym kraju zachciało się zakazu handlu w niedziele. No albo to, albo kupowanie w osiedlowych sklepach, w których kilogram cukru potrafi kosztować 6 zł/kg. Domyślam się, że nie sporo ludzi pracujących „w usługach” miewa ten sam problem. A po wprowadzeniu ewentualnego zakazu handlu w niedziele – problem będzie jeszcze większy. No ale panom Tomkom – to snu z powiek nie spędza. Choć to może na wyrost nieco powiedziane. pan Tomek chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że w Polsce istnieją ludzie, którzy w przeciwieństwie do niego – ciężko pracują. On ( i inni nobilitas) obgniatając dupsko przed kompem, udzielając wywiadów, nagrywając swoje vlogi, pisząc komentarze i teksty – myśli, że to właśnie on ciężko pracuje. Co tam tynkarz tyrający kilkanaście godzin dziennie (jak się robi na akord – w dupie się ma 8 godzinny dzień pracy – bo można więcej zarobić) – pan Tomek to dopiero tyra! Choćby pisząc komentarze na twitterze. Posłowie (i inni nobilitas) też się przepracowują. Zasiadanie choćby w komisji ds. przeciwdziałania ateizacji kraju – to ciężki kawałek chleba. Głosowania sejmowe dotyczące ustaw, których nie rozumie 95% posłów – to też bardzo ciężka praca. Obsadzanie wszelkimi możliwymi znajomymi i pociotkami – wszelkich możliwych stanowisk – to bardzo ciężka praca – i to jeszcze jak ciężka, przecież inni też chcą poobsadzać te stanowiska.

Gwoli wyjaśnienia – tu nie chodzi o zestawienie tego kto ciężej pracuje. Nie chodzi o deprecjonowanie pracy umysłowej i gloryfikacje pracy fizycznej (bo i jedna i druga potrafi być wyczerpująca jak cholera). Tu chodzi o to, że ludzie, którzy już od dawna nie mają pojęcia o tym jak żyje Kowalski przeciętny chcą aby Kowalski żył tak jak się im (oderwanym od rzeczywistości) podoba. Ponieważ oni uznali, że Kowalski powinien siedzieć na dupie w domu (za wyjątkiem wyjścia do kościoła) – pozamykają sklepy, żeby Kowalskiego nic nie kusiło.

Wszystkim oderwanym dedykuje historie, którą nam na lekcji jednej – biolog opowiedział.
Żyła sobie gdzieś tam dość biedna wielodzietna rodzina. Jakoś tam udawało im się koniec z końcem ale nic poza tym. Kiedyś się ktoś (zapewne jakiś dziennikarz) zapytał jednego z dzieciaków, co by zrobił gdyby wygrał 6 w Totka. Tzn jakie jest jego największe marzenie. Odpowiedział: „Chciałbym się najeść do syta kaszanki”. Rzecz jasna jeden ze złotych chłopców z mojej klasy – parsknął śmiechem w tym momencie. A morał z tej historii dla nobilitas płynie jeden – nie udawajcie kurwa, że wiecie jak żyją zwykli ludzie. Nie udawajcie, że wiecie jak tym ludziom pomóc. No chyba, że to nie jest udawanie i że tym ludziom się naprawdę wydaje, iż zakaz handlu w niedziele – poprawi sytuacje polskiego pracownika. Ale w takim wypadku Kazik Staszewski nie miał racji śpiewając o tym, że wcześniej „nie złodzieje rządzili, lecz debile”, bo teraz chyba też rządzą. A to, że czasami, któremuś się uda coś ukraść to już insza inszość.